Monday, June 28, 2010

Mizu

YarnFerret, a wiesz, że Węgrzy nie robią leczo tak, jak my? Ich wersja to tylko biała podłużna papryka, trochę pomidorów i cebulki. Ale wolę naszą wersję, z bakłażanem, cukinią i kiełbaską! *^v^* Tutaj znajdziesz artykuł o węgierskiej kuchni - jaka jest a jak my ją postrzegamy. ^^
A Chesię jeszcze sobie porządnie przymierzę, jak już dostanę główkę, bo w sumie przy obfitej sukience i peruce wyglądała nieźle, ale w bardziej dopasowanej to ciałko może być za masywne. Na szczęście mam też to nowe, drobniejsze. ^^

Hannah, to nie były narzekania starej baby *^v^*, tylko z reguły szybko uczą się języków małe dzieci, a po nich nastolatki, im człowiek starszy, tym niestety trudniej mózgowi zapamiętywać takie rzeczy jak np.: nowy język (i w ogóle nowa wiedza). Ja widocznie zatrzymałam się na razie na etapie nastolatka! ~^^~
A co do Chesi, to tę buzię wszyscy przeważnie malują delikatnie i stylizują na zwiewną nimfę, a ja mam ochotę dać jej mocny ciemny makijaż i ciemne włosy, niekoniecznie czarne, ale w jakimś zdecydowanym kolorze. Najfajniejsze, że niedługo w Warszawie może być ich aż 6! Już się cieszyłyśmy z dziewczynami na wspólne sesje zdjęciowe. ~^^~

Myriam, there is a chain of coffee houses called Coffee Heaven and I love their Turtle Latte (coffee with milk and spices), but the best place to drink hot chocolate is the Polish chocolaterie called Wedel's Chocolaterie (from the name of the founder). There used to be one close to where I live but last night I realized they closed it... There are some cafes in the big shopping mall in the city centre, at the airport, ect, but they are not close to me anymore, not in a weekend afternoon walk distance. We've had Starbucks for a while, too, and I haven't tried anything yet there, I must give it a go. ~^^~

***

Skandal! Zlikwidowali mi Pijalnię Czekolady Wedla niedaleko domu!
It's scandalous! They closed the Chocolaterie close to where I live!

W ogóle okazuje się, że mieszkając na Ochocie niedaleko skrzyżowania Racławickiej ze Żwirki mieszkam na pustyni cukierniczej...
Ale poszliśmy wczoraj na spacer do ulicy Grójeckiej i tam trafiliśmy na miejsce zwane Pochwała Niekonsekwencji (www.pn-cafe.pl). Rzeczywiście jest tam dość niekonsekwentnie - podają kawę, herbatę, czekoladę na gorąco, koktajle owocowe (i pierniczkowy! ^^), desery lodowe, ciasta oraz tosty i... piwa (różne rodzaje ale nie te najpopularniejsze, tylko ciekawe smaki, jak Ciechan, Obołon, Żywe, Staropramen, i inne). Wyposażenie też jest kompletnie niekonsekwentne - stoliki i krzesła każde z innej bajki! Ale jest tam przesympatycznie, mają ogródek przed lokalem i ja na pewno tam się wybiorę nie raz. *^v^*
It turns out that I live in the area where there are no cafes close by... Yesterday we went for a walk a few blocks away and found a cafeteria with a delicious yogurt cocktails, ice-cream desserts, but also ... toasts and beer (different tasty kinds, not the most popular brands). The interior is nice too, although all the tables and chairs come from different sets, but it's a happy medley and we will definitely go there again. *^v^*

***


Mizu to po japońsku woda. A woda to mój ulubiony żywioł. Mogę godzinami siedzieć nad morzem i patrzeć, jak fale przypływają i odpływają, mogę spacerować kilometrami wzdłuż brzegu rzeki, kiedy jestem blisko wody, hormony szczęścia wydzielają się u mnie ze zdwojoną siłą.
Mizu means water in Japanese. And it's my favourite environment. I can sit for hours at the sea shore and watch the waves come and go, I can walk for miles along the riverbank, when I'm close to water my hormones of happiness rush through my body twice as powerful.


Kiedyś miałam fatalny czas w życiu, nic szczególnie złego się nie działo ale czułam, że spada mi poziom pozytywnego myślenia, i wtedy mąż zabrał mnie na weekend do Sopotu, na początku lutego. Było zimno, chlapowato, taka zima-niewiadomoco, a ja odżywałam, kwitłam, chłonęłam mroźną bryzę i zauroczona patrzyłam na stalowoszare fale. Jedenastogodzinna podróż promem do Szwecji? Wystarczy mnie posadzić przy okienku albo wypuścić na pokład i macie mnie z głowy, będę sobie siedziała i patrzyła.
(co dziwne, wcale nie muszę w tej wodzie pływać, i musi to być woda naturalna, chodzenie na basen wcale mnie nie kręci...)
When I had a crappy time in my life once, my husband took me for a weekend at the seaside, and it was beginning of February, it was cold and rainy, but I was blooming, watching the steel-grey water and experiencing the freezing sea wind. 11 hour ferry trip to Sweden? Just leave me next to a window or on the deck, I'll be sitting there, watching the sea.
(what's strange I don't even have to swim in that water, and it must be a natural reservoir, swimming in a pool isn't fun at all...)


Po ostatnim wakacyjnym pobycie nad jeziorem doszłam do wniosku, że chciałabym mieszkać nad wodą. Najlepiej by było mieć widok na wodę z okna mojego domu, ale nie jest to warunek konieczny, bliskość wody może być mierzona kilkuminutowym spacerem. Miasta, które sąsiadują z wodą inaczej pachną (wiem, czasami glonami i zdechłą rybą... ^^), i w takich miastach preferowana jest inna kuchnia - więcej w niej ryb i owoców morza niż mięsa, co mi bardzo odpowiada.
After our recent holidays I realized I want to live close to water. The best would be to have a view on the water from my windows, but it can also be a proximity counted with a few minute walk. The cities placed at the water smell differently (yeah, sometimes they smell of rotten fish... ^^), and the cuisine is different - with more fish and less meat, which suits me fine.


To może być ciepła woda (coś mnie ta Portugalia ciągnie do siebie od jakiegoś czasu, bez żadnego wytłumaczalnego powodu...), ale może być również woda zimna, stalowoszara, gdzieś na północy Europy. Mam kilka wodnych planów do realizacji - zjeść solonego arbuza na plaży na Okinawie, przespacerować się nad brzegiem rzek w Porto i Lizbonie, zanurzyć się w turkusowej wodzie w jednej z greckich zatoczek, tyle jest jeszcze wody, której nie poznałam. ~^^~
Mam nadzieję, że kiedyś znajdę sobie swoje miejsce nad wodą.
This can be hot water (Portugal has been calling to me for a while, for no reasons...), but it can also be a cold water, steel grey waves somewhere in the Northern Europe. I have some plans connected with water - to eat a cold watermelon with salt on the Okinawa beach, to walk along the river shores in Porto and Lisbon, to dive into the turquoise water in one of the Greek bays to name the few. There is so much water I haven't seen yet. ~^^~
I hope to find my place near the water one day.



Sunday, June 27, 2010

Owocne spotkanie / Fruitful meeting

Gutillo, no tak, im wyższa temperatura, tym większy stopień sfilcowania. ^^

Aniu, ale skoro Ty jesteś w Portugalii (ale Ci zazdroszczę!), to na miejscu znajdziesz lepsze kursy, nie mówiąc już o codziennych konwersacjach i chłonięciu języka na każdym kroku! (no, i nie mówiąc o tym, że nie wiadomo, kiedy ten kurs ruszy, bo jest wciąż w fazie przygotowania...)

Ewo, grzyby leśne kupuję jako mrożonka więc na pewno użyję takich, nie pieczarek.

Kalino, wypróbuję. ^^

Nailo, bardzo mi miło! ~^^~ A co do pominięcia nazwy, to pewnie producenci mieszanki przypraw nie chcieli w świadomości klienta łączyć tego produktu z jakimkolwiek regionem czy krajem, tak wygląda na bardziej uniwersalny. Tak mi się wydaje.

***

Byłam wczoraj na spotkaniu lalkowym i było ono bardzo owocne, ponieważ przymierzyłam na ciałko Rori dwie główki, które planuję zakupić (jedną niebawem, drugą w dalszej przyszłości) - i obydwie pasują, zarówno rozmiarem jak i kolorem! Więc w razie czego wiem, skąd będę mogła kupić ciałka dla tych dwóch lalek (które są sprzedawane tylko jako główki). *^v^*
Yesterday I went to a dollfie meetup which was a very fruitful one because I tried on two doll's heads on Rori's body - the dolls I'm planning to buy in the near and further future - and both fit perfectly, as far as size and colours are concerned! So, I'll know which body I'll be buying for those heads (those dolls are sold as heads only). *^v^*

Napidoll Chesi


Volks School A



Poza tym, z lalkowych spraw - szyję sukienkę na zamówienie, po niej będzie jeszcze kilka innych strojów, ale może uda mi się wcisnąć też jakiś strój dla moich kobitek, tym bardziej, że koleżanka namawia mnie na odsprzedanie jej czerwono-czarnej sukienki Lollipop (na zdjęciach), więc wtedy bidulka zostałaby goła... *^v^*
Talking about dolls, I'm sewing a commissioned dress, I'll have several more after this one to make but maybe I'll be able to squeeze in a dress or two for my girls. My friend has been trying to talk me into selling her the red-black dress (in the photos), so I I did that, poor Lollipop would stay naked... *^v^*


A dziś leniwa niedziela, zaraz na obiad odgrzewam gołąbki (tradycyjne ^^), a potem wyciągnę męża na spacer do Pijalni Czekolady Wedla. ~^^~
Miłej niedzieli!
Today is a really lazy Sunday, I'm going to reheat the gołąbki for lunch in a moment, and then I'll persuade my husband to walk with me to a Chocolaterie. ~^^~
Have a nice Sunday!

Friday, June 25, 2010

Knitscene Fall 2010

Gutillo, już Ci o tym pisałam tutaj.

Ewo, muszę koniecznie zrobić te pierogi! W ogóle dawno nie lepiłam pierogów, czas to nadrobić w przyszłym tygodniu. ^^

Aniu, kurs portugalskiego będzie dostępny za jakiś czas (jest to nowy kurs w ofercie i najwyraźniej jest w trakcie nagrywania/dopracowywania szczegółów) pod tym adresem: www.portuguesepod101.com, z tym, że uprzedam, że jest to kurs prowadzony po angielsku. Cała pula języków jest widoczna tutaj: www.languagepod101.com

***

Pojawiło się preview magazynu Knitscene Jesień 2010 i jest kilka ciekawych projektów (całość do obejrzenia tutaj). Mnie w oko wpadły:
There is a preview available of the Knitscene's Fall 2010 issue, there are some interesting projects, here are my favourites:


Lettuce Raglan


Carrot Cardigan


Brise-Soleil Cardigan


***

A dzisiaj wyprawiłam się na bazarek i przytachałam (w wózeczku) m.in. kapustkę na gołąbki
Today I went to the market and among other things I brought back (in a shopping trolley) the cabbage for gołąbki dish


oraz taaaką wielką miętę pieprzową! Przesadziłam ją od razy do donicy na balkonie, bo podobno ma się ładnie rozkrzewiać. Nie mam ręki do kwiatów w doniczkach, może zioła mnie pokochają, w końcu od roku mam na kuchennym parapecie doniczkę z pięknię rosnącą szałwią (mięta i rozmaryn jakoś się nie udają, chyba muszę kupić porządne sadzonki od ogrodnika, bo te z supermarketów nadają się tylko do odcięcia od korzeni i wykorzystania).
and the huuuuge pepper mint plant! I moved it immediately to a big pot on the balcony and I hope it will grow into a nice bush. I don't have green fingers as far as the flowers are concerned, but I maybe the herbs love me? I'm planning to get the rosemary plant as well, from some good garden seller.


Natomiast wczoraj wyjęłam ze skrzynki zapas oranżadek Kool Aid od Myriam! Teraz mam ich naprawdę sporo i jeszcze tylko potrzebuję futerka, które zostały zatrzymane na cle... W przyszłym tygodniu - farbowanie i szycie peruk! *^v^*
Yesterday I found in my mailbox the parcel from Myriam's with KoolAid for dyeing! Thank you so much, darling! ~^^~ Now I have a really big stash and all I need is the fur (that got stopped by the Customs Office...). So, next week I'll be dyeing and sewing doll wigs! *^v^*

Thursday, June 24, 2010

Fiesta (gołąbkowa)

Ojej, ktoś mi nadepnął na brzoskwinię!...


Hi, hi, wcale nie, to tylko taka śmieszna płaska odmiana, ale smakiem się jakoś nie wyróżnia (pierwszy raz próbowałam), nie widzę powodu, żeby za nią płacić sporo więcej niż za normalne brzoskwinie czy morele.


No proszę, rozpętała się gołąbkowa fiesta! *^v^*
Ja robię gołąbki w sosie pomidorowym, a do środka daję troszkę ryżu, ale kapustę tylko na wierzch, do zawinięcia (lubimy tę kapustę, i nie zostaje na talerzach ^^). Z domów rodzinnych znam wersje z ryżem i bez.

Natomiast widzę, że objawiają się różne smakowite wersje - intrygująca jest ta z grzybami zamiast mięsa wg Effci, ciekawi mnie też dodatek kaszy gryczanej wg Kaliny (takie mogłabym zrobić w sosie grzybowym zamiast pomidorowego), Oslunowe gołąbki nadziewane surowymi utartymi ziemniakami z przysmażoną cebulą i grzybami to już dalekie odejście od gołąbka sensu stricto, ale brzmi to bardzo smacznie (w jakim sosie je podawać?). No i bardzo fajny jest pomysł z kaszą manną zamiast bułki tartej, jeśli takowej akurat nie mamy. I okazuje się, że gołąbki bez zawijania to pomysł stary jak świat! *^v^*

Acha, będąc na zakupach obejrzałam sobie skład na przyprawie do gołąbków bez zawijania jednej z firm, i o dziwo nie ma w niej glutaminianu sodu! ^^, za to znalazłam tam: bułkę tartą, mąkę pszenną i żytnią, sól, majeranek, paprykę, czosnek, czarny pieprz. Czyli można uznać, że jest to gotowa mieszanka dla zabieganej gospodyni, która nie ma czasu znajdować tych wszystkich składników po kolei. *^v^*

***

YarnFerret, tam są różne inne języki do wyboru, jakbyś chciała coś oprócz/zamiast japońskiego! I jeszcze kilka w przygotowaniu (np.: Polski! ^^), a zaletą tego kursu jest to, (moim zdaniem), że uczą tak, jakbyś się uczyła będąc w środowisku naturalnym dla danego języka, czyli przede wszystkim normalne mówienie o codziennych sprawach, bez nawału gramatyki, za to jest dużo słownictwa i kontekst kulturowy.
Acha, zapomniałam dodać, że ten kurs jest prowadzony w języku angielskim, nie polskim.

Hannah, muszę znaleźć dobry kurs online, bo niestety w 101pod.com nie mają języków skandynawskich. Rzeczywiście szło mi nieźle, nieskromnie powiem, że ja chyba mam uzdolnienia językowe, bo nawet w wieku 35 lat szybko mi wchodzą do głowy słówka i gramatyka. ~^^~ Co do japońskiego, lekcje są prowadzone tak, że słucham dialogów i objaśnień, i drukuję sobie pomoce naukowe, w których jest wszystko napisane w kanji, kana (uproszczone kanji), romanji (tak, jak się wymawia) i po angielsku, są słówka i gramatyka, a dodatkowo jest osobna kartka z rozbiciem słówek na znaki kanji i miejsce do przećwiczenia pisania znaków - próbowałam kilka, i jest to wielka sztuka! Z tym, że próbowałam ołówkiem i długopisem, natomiast muszę spróbować stalówki albo pędzelka, bo mi zawijaski nie wychodzą kompletnie... ^^

Wednesday, June 23, 2010

Się robi / Knit on

Wymyśliłam nowego drinka! ~^^~
Ponieważ truskawki tego lata kwaśne, zmiksowałam garść owoców z 40 ml soku malinowego, 40 ml rumu i nieco soku z limonki. Czyli to taka Truskawkowa Margherita, tylko nie z tequil'ą, więc nazwijmy ją Truskawkową Joannitą! ^^
I invented a new drink! ~^^~
Because strawberries have been sour this year, I mixed a handful of those with 40 ml of raspberry juice, 40 ml of rum and a splash of lemon juice. So, it's a Strawberry Margherita, but not with tequila, so let's call it a Strawberry Joannita! ^^


Dopijam ostatnie łyki rabarbarowo-miętowej wody z Węgier, przy porządkowaniu torebki znajduję bilety z wakacyjnego wyjazdu... Zostało jeszcze sporo wina i piwa, i czekolada Studencka ze Słowacji, jednak namacalne dowody naszego wyjazdu znikają. Nie byłam przekonana do tej podróży, ale teraz chciałabym być tam z powrotem, tym bardziej, że pogoda taka sobie... (ale podobno od piątku ma się poprawić! *^v^*)
I've been drinking the last drops of rhubarb-mint flavoured water from Hungary, I'm finding the holiday tickets while cleaning my handbag... There is a lot of wine and beer still left, and some chocolate from Slovakia, but the tangible proofs of our trip abroad are fading away. I wasn't convinced about this holidays but now I feel I'd like to go back there, even more because the weather has been poor these days (although they said it should get better on Friday! *^v^*)


A propos Gołąbek, który zdobył Wasze uznanie, za co bardzo dziękujemy! ~^^~, czy zauważyłyście, że ostatnio dwie duże firmy produkujące przyprawy próbują nam wcisnąć nowy sposób na robienie gołąbków - bez zawijania w kapustkę! (kapustka posiekana idzie do środka kotleta, ale to przecież nie to samo...). {No, i ciekawe, co tam jest takiego w tych gotowych mieszankach przypraw, czego nie ma w kuchni każda gospodyni i bez czego gołąbki się nie udadzą?!... Glutaminian sodu? Aż chyba poczytam sobie opakowania w sklepie! ^^}
Chyba zrobię gołąbki na niedzielny obiad, dawno nie jedliśmy, dodajecie ryż do mięsa? A jaką kapustę preferujecie? Ja lubię we włoskiej (to na jesieni), chociaż robiłam też w pekińskiej i są smaczne, a może by tak tym razem zrobić w młodej kapuście? ~^^~

Acha, i mam przykazanie od męża, żeby dać sprostowanie - zdjęcie chłodnika w poprzednim wpisie pokazuje mój zmodyfikowany chłodnik, już z dodatkiem buraczka, żeby zilustrować właściwy przepis powinnam była cyknąć fotkę przed buraczkiem, byłby wtedy biały. ~^^~
I must add one thing to my last post about the cold soup - the photo shows my version with the beetroot, in order to illustrate the soup in the recipe I should have taken the photo just before I added the beet, it would be white then. ~^^~

***

Mariniere już się robi. Herbatko, miałaś rację, ten opis do schematu jest dziwny, nawet go wypróbowałam, ale te rozliczne narzuty, a potem ich odpuszczanie jest kompletnie zbędne i niewiele wnosi do wyglądu robótki (albo ja nie potrafię tego odtworzyć tak, jak trzeba...), więc je pominęłam i robię prościej. Wygląda fajnie, więc przy tym pozostanę, a włóczka Medusa jest taka mięciutka! *^v^*
I started knitting Mariniere. The interpretation of the chart was somehow blurry (I got the translation from German) and although I even tried all those yarn-overs, they really didn't add much to the overall look of the fabric (or maybe I wasn't able to execute the chart correctly...), so I skipped the yo's and simplified the pattern. It looks good for me so I'll stick with it, and the yarn is soooo soft! *^v^*


Na ten sweterek trochę poczekacie, bo robi się go długo, przez rządek warkoczowy, poza tym zapomniałam, że Medusa to włóczka skłądająca się z wielu nieskręconych nici, na które trzeba uważać jeszcze bardziej niż na Sonatę, bo bardzo łatwo zahaczyć pojedynczą nitkę albo nie złapać wszystkich na raz... Poza tym, może w trakcie wskoczy mi jakiś szybki projekt. ~^^~
You'll have to wait a bit longer for this cardigan because it takes time to knit the cable rows, and the Medusa yarn is cunning, it consists of many loose threads so it's easy to catch one with a tip of a needle and pull out or leave some threads uncaught... And I might try some quick knitting project in between. ~^^~

***

Poniedziałek to dobry dzień na początek czegokolwiek. Dzisiaj nie jest poniedziałek, ale od poniedziałku zaczęłam wprowadzać nowe zwyczaje w moim życiu.
Monday is a good day to start anything. Today is not Monday, but I've started some new routines since then.

Po pierwsze, codziennie chodzę na spacery z krokomierzem, na razie niedaleko (5000 - 6000 kroków, np.: taki dystans to dla mnie wycieczka na bazarek i z powrotem) ze względu na moją uszkodzoną stopę, ale zamierzam z czasem wydłużyć ten dystans. Za dużo siedzę - przed komputerem, na kanapie z robótką, przeważnie jeszcze w niewygodnej pozycji sklęśnięta, półleżąc, a to nie robi dobrze mojemu kręgosłupowi. A chodzenie zrobi dobrze całemu organizmowi i może nawet schudną mi nogi? ~^^~
First, I've started everyday walks with a pedometre, not very far for now (5000 - 6000 steps) because of my hurt foot, but I'm going to make the walks longer with time. I sit too much - in front of the computer, with knitting on the sofa, most of the time squashed and scrambled, half-laying, which isn't healthy for my spine. And walking will improve my whole body, and maybe it'll make my legs slimmer? ~^^~

Po drugie, wykupiłam kurs japońskiego (www.japanesepod101.com) i zaczynam na poważnie uczyć się tego języka. Chodzi mi też po głowie zabranie się za drugi jezyk, tylko nie wiem, czy szlifować te, które już trochę znam (francuski, rosyjski), może powrócić do języków skandynawskich, czy może zacząć od zera coś nowego? Wstępnie zasubskrybowałam kurs portugalskiego (a co! ^^), i będę czekać, aż ruszy za kilka tygodni. W końcu planujemy też kiedyś w przyszłości wakacje w tamtych stronach.
Second, I bought the online Japanese course subscription (www.japanesepod101.dom) and I'm going to seriously start learning this language. I've been also thinking about the second language, but I'm not sure whether I should master the ones I already know a bit (French, Russian), or take up Scandinavian languages again, or maybe start from scratch something completely new? I initially subscribed the online Portugese course (yes, why not? ^^), but it will be launched in a few weeks. We are planning to spend our holidays there in a future.

Sunday, June 20, 2010

Gołąbek / Dove

Dajdo, zaczęłam tego Cziża i jeszcze nie mam zdania, wolno się rozkręca...

Hannah, masz rację, argument wagowy jest nie do pobicia, jednak stacjonarnie wolę zwykłą książkę, najchętniej w papierowych okładkach, takie są bardziej "przyjazne" czytelnikowi. ^^

Kalino, nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę! Kompletnie głupieję tylko w dwóch sklepach - w pasmanteriach z tkaninami i włóczkami, i właśnie w księgarniach, gdybym mogła, wynosiłabym stamtąd książki naręczami!

Zulko, taką niespodziankę zrobiły mi zarówno Mermaid jak i Sunyata, to pewnie zależy od rodzaju ściegów, czy robi się dużo słupków i oczek ścisłych, czy dużo łańcuszków, które rozluźnią się po namoczeniu i naciągnięciu. Mermaid dosłownie z tuniki przed blokowanie stała się sukienką po! ~^^~

***

 

Gołąbek gotowy, chociaż nie za bardzo chciał wyschnąć, sechł i sechł... Tak, jak wspominałam, dodałam mu jeden rządek elementów, żeby był większy i dobrze, chociaż bardzo go to nie powiększyło. Ale frędzle też dodają powierzchni, więc taki mi się podoba. *^v^*
Dove shawl is ready, although it didn't want to get dry... As I mentioned before, I added one row of elements to make it bigger and although it didn't grow much, I'm glad I did it, together with the tassels it's just the right size for me. *^v^*




Wzór / Pattern: Cheche #007-T8-199 by Phildar Design Team
Włóczka / Yarn: Sonata (Anilux), 300 g
Szydełko / Hook: 1,75 mm


***

Wczoraj świętowaliśmy z mężem szóstą rocznicę ślubu i osiemnastą rocznicę bycia ze sobą, ale ten czas leci!... *^v^*
Mąż kupił kwiatki,
Yesterday we celebrated our sixth wedding anniversary and our eighteenth anniversary of being with each other, time flies!... *^v^*
My husband bought some flowers,



i pyszny orzechowy sernik!
and some delicious nut cheesecake!


A skoro jesteśmy przy kulinariach - ci, którzy zaglądają na mojego bloga czytelniczego wiedzą, że niedawno wpadła mi ręce książka "Zupy na każdy dzień roku". Zamierzam przetestować tak dużo, ile się da, bo zupy uwielbiam, i na pierwszy ogień zabrałam się za Chłodnik aszchabadzki.
If we talk about the culinary stuff - the ones who read my book blog (in Polish only) know that recently I got a book called "Soups for each day of the year". I'm going to test as many as I can, because I love soups, and for today I chose Ashgabat Cold Soup.


Nazwa brzmi bardzo egzotycznie, prawda? Ale popatrzcie na przepis:
- 2 szkl. kefiru
- 2 szkl. przegotowanej wody
- 20 dkg gotowanej baraniny
- po pęczku posiekanego szczypioru i koperku
- posiekany ogórek małosolny lub świeży
- pół szkl. śmietany
- sól
- 2 jajka na twardo

The name sounds very exotic but the ingredients are typical for the Polish version of that Summer soup:
- 2 cups kefir (fermented milk drink)
- 2 cups boiled water, chilled
- 20 dkg cooked mutton meat
- chopped chives and dill, a bunch each
- chopped fresh of salted cucumber
- 1/2 cup sour cream
- salt
- 2 hard boiled eggs
You mix all the ingredients and add the eggs cut in slices.

Moja teściowa zazwyczaj dodawała do chłodnika gotowaną cielęcinę, ale ja nie daję, bo drugie danie obiadowe będzie mięsne. Za to dorzuciłam posiekane rzodkiewki i trochę botwinki.
My MiL used to add cooked veal instead of mutton, I'm not doing it because the second course will have meat so once is enough for one dinner. But I added chopped radishes and some young beetroot leaves.

Przy okazji sprawdziłam, co to jest Aszchabad, i jest to stolica i największe miasto Turkmenistanu, czyli jednocześnie rozwijam wiedzę kulinarną i geograficzną. ^^
I also checked where Ashgabat is, and it's the capital and the biggest city of Turkmenistan, so both my culinary and geographical knowledge has been expanded. ^^

***

A kontynuując wątek mojego zdrowia, byłam z moim bólem pod żebrami u lekarza, który mnie porządnie zbadał i się zafrasował. Bo niektóre objawy wskazują na kręgosłup, a niektóre na żołądek. Może być tak, że mam obydwie dolegliwości pochodzące jednocześnie z obydwu tych źródeł, tak więc, na początek dostałam leki na żołądek, a dalej się zobaczy.
A już po wyjściu od lekarza doznałam olśnienia i chyba znam przyczynę moich dolegliwości (które chyba rzeczywiście pochodzą z żołądka) - boli mnie od około miesiąca, kiedy to zaczęłam w dużych ilościach pić sok z pomarańczy i grejpfrutów. Polepszyło mi się na wyjeździe, ale tam piłam głównie wodę, wino, piwo i coca colę. Natomiast tuż po przyjeździe do domu ból się wzmógł i uświadomiłam sobie, co zrobiłam w środę - kupiłam karton soku grejpfrutowego i wydudlałam połowę od razu!
Tak więc, chwilowo odstawiłam soki, biorę leki i zobaczę, co się wydarzy. Jeśli to rzeczywiście powód mojego bólu, to będzie mi bardzo smutno, bo soki z cytrusów stały się ostatnio obowiązkowymi mieszkańcami mojej lodówki, ale cóż, wolę pić wodę (i wino, i piwo... ~^^~) niż cierpieć.
And some more info about my health, I went to the doctor's with my spine pain, he did a thorough checkup and scratched his head in wonder, because some symptoms pointed to spine and some to stomach. I might have illnesses coming from both sources so I got some stomach medicine for a start, and then we will move on to the next problem.
Just after I left the doctor's office I had a revelation and realized that I might know what caused my problems - about a month ago I started to drink a lot of orange and white grapefruit juices. My stomach got better during the holidays when I drank water, wine, beer and coke. But just as we came back home, I bought a container of grapefruit juice and drank half a litre for a start!
So, st the moment I stopped drinking juices, I'm taking the pills and we'll see what happens. If the citrus fruit juices are the real cause of my stomach pains, I'll be very sad because they've become a constant residents in my fridge recently, but I'd rather drink only water (and wine, and beer... ~^^~) than suffer like I did.

Friday, June 18, 2010

Różności / Varia

Fanaberio, też tak uważam z tymi Lentilkami! *^v^* A co do czerwonego wina, to zawsze piłam je w temperaturze pokojowej (takie ą-ę, butelkowane, wytrawne), ale jak pisał w komentarzu mój małżonek, właśnie w jednej winnicy dostaliśmy je mocno schłodzone, ono jest półsłodkie i widocznie tak się je pije.

***

Kto wymyślił ustawienie książek w Empiku? Od 19 maja, czyli od dnia premiery "Prawdziwego świata" Natsuo Kirino zachodzę sobie do salonu w galerii handlowej i szukam tej pozycji. Na półkach podpisanych "literatura obca". Nie ma.
Dziś poszłam po rozum do głowy i do informacji, gdzie zapytałam o tę książkę.
- No jest oczywiście.
- Ale gdzie? Bo szukałam, i na odpowiedniej półce jej nie ma.
- Na dziale "sensacja"...

Czyli jest "literatura polska" i "literatura obca", ale niektóre książki z obydwu tych działów są wybrane według czyjegoś widzimisię i ustawione w innym kącie sklepu, na półce "sensacja"...

Who on Earth decides on books selection in the big bookstores with multiple shelves? Since 19th May I've been trying to find the new novel by Natsuo Kirino called "The real world" in a huge bookstore in one of the shopping malls. In the right section - "foreign literature". They didn't have it.
Today I decided to finally ask at the info counter.
- Of course we have this book.
- But where? I've been looking for it where it should be and there is none.
- In the "sensational novels"...

So, there are "Polish literature" and "foreign literature" sections, but there is also section with books randomly chosen from those two sections by someone according to his own opinion and placed in the other corner of the bookstore...


Przy okazji, ponieważ miałam dużo czasu, bo czekałam na wyniki prześwietlenia stopy, pochodziłam sobie po księgarni i pooglądałam książki, jest coś magicznego w zapachu świeżej farby drukarskiej i dotyku papierowych kartek, książka to jest coś, co zawsze będę chciała mieć w takiej formie, nie dla mnie audiobooki czy czytanie z ekranu komputera! ~^^~
I oczywiście nie wyszłam tylko z jednym egzemplarzem, ale wzięłam jeszcze "Żółte cytrynki" Kasji Ingemarsson (bestseller w Szwecji) i "Boską truciznę" Antona Cziża (podobno to pierwsza z serii opowieść o rosyjskim Sherlocku Holmesie z początku XX wieku).
Because I had plenty of time today, waiting for the results of the x-ray's of my foot's, I wandered around the bookstore, looking at books, there is something magical in the scent of the fresh printer's ink, the touch of the paper, I'll always want my books to be in the traditional form, no audiobooks for me, or reading a novel from the computer's screen! ~^^~
And of course I couldn't leave with only one book so I also bought "Yellow lemons" by Kasja Ingemarsson (bestseller in Sweden) and "Divine poison" by Anton Cziż (the first part from the series about the Russian Sherlock Holmes from the beginning of the XXth century).

Byłam wczoraj u lekarza, najpierw zrobiłam prześwietlenie stopy, które na szczęście ujawniło brak złamania, a potem u ortopedy. Pan doktor dał mi skierowanie na USG, stwierdził, że to uszkodzenie więzadeł stawu skokowego i nakazał przez 2 tygodnie nosić neoprenowy stabilizator. Poza tym mam nacierać stopę maścią oraz ... przykładać sobie do niej zmrożone żelowe "okulary kosmetyczne"! (nie wiem, czy to ma jakąś nazwę, ale służy do okładów na zapuchnięte oczka ~^^~). Tak więc, od wczoraj się usztywniam, nacieram i okładam.
So, I went to the doctor's with my foot yesterday, I had an x-ray which didn't show any broken pieces, and then I had an appointment with a orthopedist. The doctor told me to have an USG check, he decided that I hurt the ligament of the foot joint and gave me the stabilizer to wear for two weeks. He also gave me the ointment to rub in and ... told me to put a frozen cosmetic gel eye mask on the sore spot! So since yesterday I've been stiffening my foot, rubbing on the ointment and freezing it with the cold gel.


Wczoraj skończyłam Gołębiego, jeszcze tylko muszę wpleść milion nitek, zblokować na mokro i dodać frędzle. Coś mi wygląda, że wcale szal nie będzie taki duży, nawet z dodatkowym rzędem elementów, ale to okaże się po blokowaniu, bo miałam już doświadczenia z Sonatą wyrabianą na szydełku, która na sucho wyglądała niewinnie, a po zmoczeniu i rozciągnięciu mocno się poszerzyła w każdą stronę.
I już rozgrzewam druty do wydziergania Marynarskiego z białej Medusy. *^v^*
I finished the Dove shawl last night and now I'll have to finish millions of hanging threads, wet block it and add the tassels. I think the shawl won't be as big as I expected, even with the additional row of elements, but all will be revealed after blocking because I had a previous experiences with this yarn in a crocheted form, that the project was innocently small after I've finished working on it and then it grew considerably after being blocked.
And I'm keeping my needles ready for the Mariniere in white. *^v^*

Wednesday, June 16, 2010

Powakacyjnie / Post holiday

Dajdo, dla mnie to wcale nie takie oczywiste, jak widać. ^^

***

Ten Rysiek to normalnie jakiś dziwny... Postawić przed nim wiatraczek, który obraca się na boki, to będzie przed nim leżał, i się dziwił: "Powietrze nadchodzi z prawej strony, i znika... a teraz z lewej strony, i znowu znika... I znowu z prawej...". Normalnie tak przez 15 minut! ~^^~
Rysiek is strange... When you place an electric fan in front of him, the one that slides from side to side, he will lay in front and wonder "The air comes from the right, and disappears... then it comes from the left, and disappears again... And then it comes from the right again..." And he can do it for 15 minutes! ~^^~

Siedzę w już posprzątanym po przyjeździe mieszkaniu, pranie i zakupy zrobione, jem niesłodkie truskawki (nie trafiłam jeszcze w tym roku na słodkie, to pewnie przez te deszcze!...) i ogarniam się z powrotem do rzeczywistości codziennej.
I'm sitting in my cleaned flat, laundry and grocery shopping done, I'm eating strawberries that aren't sweet at all (it's probably because of the rains!...) and I'm trying to come back to the post holiday everyday reality.


Idę jutro do lekarza, bo zarówno moja stopa (której się polepszało, ale doszła do pewnego momentu i znowu jest mi gorzej), jak i mój odkręgosłupowy nerwoból nie wyleczyły się samoistnie. Dobrze, że pedał od maszyny do szycia naciskam lewą stopą!
Wrzucę jeszcze garść zdjęć z wakacji i pokażę, co sobie przywieźliśmy. ~^^~

I'm visiting a doctor tomorrow because neither my foot (which got better up to some point and then it got worse again), nor my spine pain went away. It's good I can operate the sewing machine pedal with my left foot!
I'll show you some more photos of things we brought from our holidays. ~^^~

Z Węgier przywiozłam sobie: paprykę oraz przyprawy, jakie udało nam się wypatrzeć w sklepie - wanilię z karmelem do kawy i przyprawy Jamiego Olivera! ^^
From Hungary I brought: sweet paprika and spices - vanilla with caramel for coffee and Jamie Oliver's spices! ^^


Oraz wino prosto z winnic, jak widać chłodzi się w lodówce. (jest jeszcze jedna butla, ale się już nie zmieściła ^^).
And some wine from the country wineries that gets chilled in the fridge. (there is one more bottle but it didn't fit in ^^).


Natomiast z Czech przywieźliśmy: Lentilki! *^v^*
From Czech Rep. we brought: Lentilki! *^v^*


I zapas piwa dla Roberta. ^^
And the beer for Robert. ^^


Mimo, że stęskniłam się za domem, to chętnie znowu bym gdzieś wyjechała za jakiś niedługi czas. *^v^*
I na koniec myśl dnia, pomocna w wyprawach wakacyjnych do naszych południowych sąsiadów: moneta 10-cio forintowa pasuje do koszyków w supermarketach na Słowacji i w Czechach (w Polsce jeszcze nie sprawdzałam). ~^^~
Although I really missed my home at the end of our holiday, I feel that it would be fun to go some nice place in some time. *^v^*

Tuesday, June 15, 2010

... ^^

Agato, tak, informatyk, od serwerów. ^^

Kalino, mąż testował, czy kabel jest działający, czy przepuszcza te wszystkie jednostki, które powinien przepuszczać, dostaliśmy do pokoju kabel do podłączenia do Sieci, ale nie działało, więc postanowił sprawdzić, czy jest w porządku. W końcu łaczyłam się bezprzewodowo w restauracji.

***

Wczorajszy wieczór.
20:45, jesteśmy już w pokoju hotelowym po zjedzeniu kolacji, od 15 minut trwa mecz Włochy:Paragwaj, który oglądamy.
Nagle coś mnie tknęło i pytam:
- Kochanie, Włosi to są ci w paski?... Tak?...

...
...
...

Wzrok mojego męża - bezcenny! *^v^*
- No wiesz, to tekst jak z Dańca!... - odpowiada Robert.
(Włosi byli na niebiesko-biało, Paragwaj był w paski)

Jak do licha miałam się tak szybko zorientować na 14 calowym telewizorku, z siejącą anteną, kiedy wzrok miałam głównie wbity w szydełko i włóczkę!... ~^^~

Monday, June 14, 2010

Dzień 7 i 8 / Day 7 & 8

Inko, Park Wodny po to, że to nie był taki zwyczajny park wodny, tylko z leczniczą wodą, która leczy choroby kobiece, urologiczne i narządów ruchu. Ale w końcu do niego nie poszliśmy, za daleko... ^^


Dzień 7 i 8 - na niedzielę zupełnie nie mieliśmy pomysłu, więc poszliśmy nad wodę, gdzie Robert zaordynował wypożyczenie roweru wodnego.
Day 7 and 8 - we didn't have any good ideas for Sunday so we went swimming in the lake and Robert decided to rent a waterbike.


Specjalnie dla YarnFerret, która chciała mnie zobaczyć w Balatonie - ja w Balatonie (chociaż to nie jest jakiś bardzo interesujący widok ~^^~).
Specially for YarnFerret who wanted to see me in the Balaton - me in the Balaton (although it's not a very interesting view ~^^~)


Po kąpieli złożyliśmy ostatnią wizytę w naszej ulubionej restauracji Mala Garden, gdzie zjedliśmy sałatkowy lunch, jak wszystko inne w tej knajpce - pyszne!
After swimming we paid the last visit to our favourite Mala Garden restaurant, where we had salads for lunch - yummy!


A potem przenieśliśmy się do Caipirhinia Bar, gdzie przy drinkach i 39 okrążeniach Formuły I oddałam się... Dzierganiu w Miejscu Publicznym! *^v^* Mam nadzieję, że pamiętałyście o wczorajszej powinności obywatelskiej i też robótkowałyście gdzieś na widoku ludzkich oczu. Nie wzbudziłam żadnych emocji ani komentarzy, widocznie w letnich kurortach wolno wszystko i nie takie rzeczy widywano. ~^^~
And then we moved to a Caipirhinia Bar, where in the company of drinks and Formula I competition I ... Crocheted in Public! *^v^* I hope you remembered about your civil duty to Craft in Public yesterday and showed your crafts to people out there somewhere. I didn't get any comments, apparently in the tourists places they've already seen it all. ~^^~


Kolacji Wam nie pokażę (chociaż była bardzo smaczna, tradycyjne potrawy węgierskie w restauracji Jokai Garden), albowiem zdjęcia nie wyszły. Tam też obejrzeliśmy jak Niemcy dokopali Australijczykom (kibicowaliśmy tym drugim, lecz cóż... ^^).
I won't show you our diner (although it was quite good, the traditional Hungarian dishes in the Jokai Garden restaurant), because the photos aren't good. We watched the Germany-Australia football match (we supported the Aussies but you know... ^^).

Po powrocie do pensjonatu stwierdziliśmy, że jakaś hiena ukradła nam z parapetu na zewnątrz naszego pokoju antykomarowego OFF-a, więc nie pozostało nam nic innego, jak tylko zostać w pokoju. Tak swoją drogą, notatka dla samej siebie - nie oszczędzać na pokoju z klimatyzacją!!! Niestety nasz słodki pokoik okazał się nocami nie do wytrzymania, mieliśmy tylko wiatraczek, ale nie mógł chodzić w nocy, bo strasznie hałasował, więc zamykaliśmy roletę przeciwko komarom i dusiliśmy się przy minimalnej wentylacji...
After we came back to the guest house we realized that some hyena stole our OFF mosquito repellent spray from the window sill outside our room, so we had to stay inside for the rest of the evening. Note to myself - never be cheap on rooms with air-conditioning!!! Our room, being tiny and not expensive, was unbearable at nights, because we only had an electric fan, very loud so it was off when we went to sleep, but we had to keep the shutters closed due to the mosquitos and the room got very stuffy.

W poniedziałek obudziła nas o 7:00 burza, i mimo to, że się potem ładnie rozpogodziło, to w drodze powrotnej na Słowacji łapał nas kilka razy deszczyk. W samochodzie oddałam się szydełkowniu i mój Gołębi wygląda obecnie tak:
On Monday morning we were woken up by the rain and although it stopped later and the sun went out, on our way back we were caught by some rain in Slowakia. In the car I was crocheting and my Gołębi shawl looks like that at the moment:


Będę go na pewno powiększać w stosunku do oryginału, bo chcę mieć większy szal do owijania się. Natomiast wcale nie płakałam, że nie udało mi się skończyć Wakacyjnego przed tym wyjazdem, przez cały czas był 30-sto stopniowy upał nawet nocami, więc na pewno bym go nie założyła. ~^^~ Na noc zjechaliśmy do pensjonatu Grun w Czechach niedaleko granicy (Mosty u Jablunkowa), a jutro z samego rana wyruszamy do Polski.
I'll be making it bigger than in the pattern because I want to have a really nice cozy wrap. And I'm not unhappy about not having finished the Wakacyjny sweater before our holidays because the temperatures were over 30 dregrees Celcius even at nights, so I wouldn't have a chance to wear it.
We came to Grun guest house in Czech Republic to stay overnight and tomorrow morning we are leaving for Poland.

A to zdjęciu, które pokazuje, co mój maż zabiera ze sobą na wakacje - tester do kabli...
And here is the photo showing what my husband takes with him on holidays - cable tester...


I jeszcze taka uwaga na koniec - najwygodniej, najbezpieczniej i najszybciej samochodem na długie dystanse podróżuje się autostradami. W krajach cywilizowanych, jak np.: Czechy, Słowacja lub Węgry o tym wiedzą. W krajach Trzeciego Świata, jak np.: Polska, jeszcze o tym nie słyszano, a ważniejsze jest stawianie kościołów niż budowanie dróg. Dlatego jutrzejsze ponad 400 km zajmie nam dwa razy tyle czasu co zajęło dzisiejsze ponad 400 km...
One more remark - the most comfortable, the safest and the fastest way to travel by car over the long distances i to take a highway. In the civilized countries, like Czech Rep., Slovakia and Hungary they know about it. In the Third World countries, like Poland, they didn't hear about it yet and it's more important to build churches than good roads. That's why tomorrow we will be traveling over 400 kms twice as long as today's over 400 km...

Saturday, June 12, 2010

Dzień 6 / Day 6

Dziś niewiele mam do zrelacjonowania, był straszny upał, mieliśmy jechać do Budapesztu ale nam się nie chciało. Więc najpierw długo wstawaliśmy, potem długo jedliśmy śniadanie, następnie wybraliśmy się na codzienną kawę/herbatę i porcję Internetu do pensjonatu naprzeciwko.
Today I don't have much to say, the weather was really hot, we were supposed to go to Budapest but we didn't feel like it. So first we slowly got up and slowly had breakfast, then we went for a daily cup of coffee/tea and Internet browsing to the guest house on the opposite side of the street.


Potem było leniuchowanie.
Then we didn't do anything in particular.


A po południu postanowiliśmy iść na spacer i znaleźć Park Wodny, który podobno znajduje się w Siofok, zresztą właściciel pensjonatu dał nam mapkę z zaznaczoną lokalizacją.
And in the afternoon we decided to go for a walk and find the Siofok's WaterPark, the guest house owner gave us the map with a marked location.

Przeszliśmy ok. 4 kilometrów, znaleźliśmy wszystkie ulice, które miały być dookoła Parku Wodnego, samego kompleksu basenów nie było, tylko nowo budowane bloki mieszkalne tuż nad jeziorem... (okazało się, że pan się pomylił i źle zaznaczył nam punkt na mapie, Park Wodny był dużo dalej, ale już nie mieliśmy siły iść dalej...).
We walked around 4 kms, we found all the streets that we supposed to circle the WaterPark but we couldn't find the building itself, just some newly being built blocks of flats on the lakeshore... (it turned out that the man made a mistake and marked the WaterPark's location in the wrong spot, it was located much farther...)

W tej sytuacji, ponieważ nogi nam już odpadały, powoli wróciliśmy w okolice naszego noclegu i poszliśmy na kolację do restauracji serwującej steki i tam po wypiciu Mojito posililiśmy się sałatką, stekiem i makaronem z krewetkami, pycha! ~^^~
In this case, because we were very tired, we slowly walked towards our guest house, and had dinner at a SteakHouse restaurant, where after some Mojitos we had a salad, a steak and some pasta with shrimps, delicious! ~^^~


Jeszcze jeden dzień nic nierobienia, kupimy jakieś suweniry dla rodziny a w poniedziałek ruszamy z powrotem! (z noclegiem w Czechach)
One more day of doing nothing, we'll buy some souvenirs for the family and on Monday we are going back home! (via Czech Rep.)

Friday, June 11, 2010

Dzień 5 / Day 5


Jadwigo, ja mam wrażenie, że Rysiek w ogóle ma w nosie, że wyjechaliśmy, a na pewno jest tulony i głaskany ponad miarę, więc pewnie nawet nie zauważy, że nas nie było przez tydzień...

Kalino, piwo z kija to piwo z nalewaka podłączonego do beczki. ~^^~

***

Dzień piąty - moja stopa zaczyna działać, jeszcze ze dwa dni i będzie jak nowa... ^^
Day 5 - my foot has started to work almost properly, a day or two more and it will be back to its normal self... ^^

Na dzień piąty przewidzieliśmy specyficzną wycieczkę. Kiedy powiedzieliśmy właścicielowi naszego pensjonatu, że wybieramy się na ową wycieczkę, najpierw przekonywał nas, że to kiepski pomysł, bo możemy się zgubić, a potem na pytanie o przydatną radę przed wyruszeniem z pensjonatu powiedział: "Nauczcie się węgierskiego, bo po drodze nikt nie mówi po angielsku."
Zabrzmiało to złowrogo, i ja pewnie bym stchórzyła, ale Robert jest odważny, więc postanowiliśmy wziąć byka za rogi.

On day 5 we decided to go on a special trip. When we said to the owner of our guest house's that we were going on that trip, he first tried to convince us that it's a bad idea because we might get lost on the way, and then he just said as a last advice "Learn Hungarian, nobody speaks English there."
It sounded scary and I am a coward so I was ready to stay put, but Robert was always brave so we carried on.

Zaczęliśmy od godzinnej podróży pociągiem, i już podczas kupowania biletów natknęłiśmy się na pierwszy problem językowy, jednak czego nie można zrozumieć ze słów, to można wywnioskować z gestykulacji, a pani na dworcu w kasie była pomysłowa i pewnie przyzwyczajona do niekumatych turystów zagranicznych! *^v^* Bilety na "tam i z powrotem" bardzo łatwo pokazać machając palcem do przodu i z powrotem do siebie. ~^^~
We started with the 1 hour trip by train and the first problem occurred while buying the tickets, but whatever we couldn't understand from Hungarian words, we could easily get from the international language of gestures, and the lady at the railway station office was apparently used to foreign tourists! *^v^* The return tickets are very easy to show when you wave you finger away and back to you. ~^^~


Numer peronu był napisany na rozkładzie jazdy, który wyglądał dokładnie jak u nas, i upewniwszy się jeszcze co do pociągu u kolejarza na peronie (który mówił po angielsku! ^^), pokonaliśmy pierwszy etap podróży do Fonyod.
The number of the platform's was written on the timetable on the wall that looked exactly like ours, and after we made sure we chose the correct one (the railway employee on the platform spoke English! ^^), we boarded the train to Fonyod.


Tam należało przesiąść się na prom płynący 30 minut na północny brzeg Balatonu, ale kupienie biletu powrotnego tym razem nie sprawiło nam żadnych kłopotów, tym bardziej, że znaliśmy już odpowiednie słowo po węgiersku! ~^^~
In Fonyod we caught the ferry that in 30 minutes took us to the Northern shore of Balaton's. Buying the return tickets was piece of cake now that we knew the Hungarian word for it written on the train tickets! ~^^~


W Badacsony, gdzie wylądowaliśmy, bez trudu udało nam się na końcu molo znaleźć taksówki UAZ, które mają tylko jedną trasę - do połowy wysokości góry, wokół której położone są winnice! *^v^*
In Badacsony, where we ended up, we easily found the UAZ taxis that have only one route - upwards the big mountain, where there are many wineries! *^v^*


Na górze jest restauracja z pięknym widokiem na zbocze pełne winorośli, i w niej zjedliśmy obiad - paprykarza cielęcego i kurczakowego z kluseczkami galuszka.
On the top of the mountain there is a restaurant with a view on the wineries and we had our lunch there - veal and chicken stews with galuszka noodles.



I popiliśmy je butelką wytrawnego Tokaja.
Which we washed down with a bottle of dry Tokaj wine.


A taka pani przywitała nas na wejściu do restauracji! (to wielka lalka-szmacianka) ~^^~
And this lady welcomed us at the entrance to the restaurant! (it's a huge ragdoll) ~^^~


Natomiast po obiedzie przeszliśmy do clou wycieczki - idea owej wyprawy jest taka, że wjeżdża się UAZ-em na górę, a potem schodzi się tą samą trasą, przy okazji odwiedzając kolejne winnice, które dla turystów otworzyły swe piwniczki i za symboliczna opłatę ok. 1 zł (naprawdę!) sprzedają wino w 100 ml szklaneczkach. Degustować można do woli, jednak warto pamiętać, że o kilka kroków poniżej jest kolejna winnica i nowe wina do degustacji. *^v^*
After lunch we started the main part of our trip - the idea is that you go up the mountain by the taxi, and then you slowly walk down along the same route, but stopping by the wineries that have their cellars open and they sell wine they produce for as cheaply as 35 cents per 100 ml (really!). You can try as many types as you like but you have to remember that there is another winery a couple of steps down the hill and more wine to try. *^v^*


My odwiedziliśmy cztery winnice, (na szczęście nie wszystkie były już otwarte ^^), dogadując się z właścicielami na migi, trochę po niemiecku, a trochę po węgiersku (bo zapisaliśmy sobie słowniczek pierwszej potrzeby - wino białe/czerwone, wytrawne, słodkie, półsłodkie ~^^~). Niektóre wina tak nam smakowały, że kupiliśmy je sobie w większych pojemnościach do domu, za bezcen!
We visited four wineries (lucky us not all of them were open yet ^^), talking to the owners with gestures, partly in German and partly in Hungarian (because we wrote down the basic wine vocabulary - white/red wine, dry, sweet, semi sweet ~^^~). Some of the wines were so tasty that we bought them in bigger bottles, cheap as it can be!


Kiedy dotarliśmy na dół, z powrotem do miasta, akurat zdążyliśmy złapać prom powrotny do Fonyod, a tam za 10 minut mieliśmy pociąg do Siofok, czyli wszystko pięknie nam się zgrało w czasie. Wnioskiem z wczorajszego i dzisiejszego dnia jest ten, że znaleźliśmy się w złym miejscu Balatonu! Na południu są głównie kurorty w stylu naszego Sopotu czy Międzyzdrojów, co nas kompletnie nie interesuje, natomiast w północnej części jest dużo do zwiedzania i winnice! Jeśli kiedykolwiek tu wrócimy, to tylko do Badacsony. *^v^*
When we got back to the town at the foot of the mountain, we were just in time for the ferry back to Fonyod, and there in 10 minutes we caught the train to Siofok. The conclusions from the last two days are the following: we are on the wrong side of Balaton's! On the South shore there are only places for tourists who like to party a lot, but on the Northern shore there are historic and natural attractions to visit, and wineries! If we ever come back to Hungary, it will only be Badacsony. *^v^*


Dzień zakończyliśmy kolacją w nadbrzeżnej knajpie Matroz - sałatką, rosołkiem i naleśnikami z mięsem, całkiem przyjemne.
We finished the day with dinner at the Matroz restaurant on the shore - we had a salad, a chicken soup and pancakes with minced meat, very nice.


Piątek 11 czerwca to oficjalny początek sezonu wakacyjnego na Węgrzech i dało się to odczuć - dziś zjechali się nowi goście do naszego pensjonatu i w ogóle przybyło ludzi w miasteczku. Pewnie teraz otworzą się nieczynne do tej pory knajpy, rozhałasuje się wieczorami nabrzeże, jak to dobrze, że za dwa dni wracamy do domu, już bardzo tęsknię za Ryśkiem i lalkami. ~^^~
Friday, 11th June is the official start of the holiday season's in Hungary, and it could be felt - as of this evening we suddenly have several neighbours in our guest house, and there are generally more people in town. I think there will be more bars open and the marina will be louder in the evenings, it's good we are going back home in two days, I miss Rysiek and my dolls. ~^^~