Friday, December 09, 2011

Makaroniki / Macarons

Dziewczyny, strasznie mi miło, że tak piszecie! ~^^~ Postaram się nie znikać na dłużej, najwyżej będe zdawać relacje z codziennego harmonogramu Ryśka - obudził się, zjadł, kuweta, śpi, przytula się, mruczy, śpi, jadł, itd.. *^v^*

Inko, ja też nie mogę cytrusów, ale po tym kremie było w porządku, może to kwestia soku świeżego vs. podgrzanego (krem się podgrzewa na kuchence)?

3nereido, masz rację, ja też lubię "podglądać" codzienne życie blogowych koleżanek. ~^^~ Dziękuję w imieniu męża.

RandomForest, to jest zielony melon. ^^ Co do Rori, to przyznaję się, że siedzi bidulka w gablocie, w cudzej sukience i na razie jest druga w kolejce do szycia, bo na stole w pracowni mam gołą Mireille... Muszę się zmobilizować! ~^^~ A o herbacie chętnie napiszę, chociaż nie jestem ekspertem, po prostu dużo jej pijam. ^^

***

Dla uprzyjemnienia dnia deszczowego dostałam przesyłkę! *^v^*
Wczoraj przyszła moja wygrana w rozdawajce japońskiej na blogu DwóchKotów, i z koperty wyjęłam przesłodki kalendarz na przyszły rok, kartkę świąteczną i paczuszkę żelek, yikes! ^^
To make my rainy day nicer - I got a parcel! *^v^*
It's my award in the DwaKoty's Japanese candy - I got a cute calendar, a Christmas card and some jellies, yikes! ^^

No i chwalę się moim wypiekiem, jak obiecałam - zrobiłam wczoraj makaroniki piernikowe, według przepisu Komarki.
As I promised, let me show you what I baked yesterday - macarons according to Komarka's recipe.

Zgodnie z pomysłem autorki przepisu, który przyszedł jej do głowy już po upieczeniu swoich makaroników, dodałam łyżkę kakao do masy i w ten sposób uzyskałam ciemniejszy kolor. Czy osiągnęłam sukces? I tak i nie...
Following author's idea which she got after she made her own cookies, I added a tablespoon of cocoa and the result was this darker colour of the macarons. Overall, was is a success? Yes and no...

Smak jest wspaniały, zarówno makaroniki jak i czekoladowo-śliwkowe nadzienie są pyszne i stanowią idealne połączenie. Niestety same makaroniki za mocno mi się rozlały i nie wyrosły, i mocno się kruszą - chyba wiem, jakie błędy popełniłam i jestem gotowa powtórzyć ten eksperyment. Kilka z nich udało mi się złożyć z nadzieniem w kulki, resztę pokruszyłam do zamykanego pudełka i zostawię jako dodatek do deserów lodowych razem z czekoladowo-śliwkowym nadzieniem. (przyszłam wczoraj do domu z japońskiego i przyłapałam męża na wyjadaniu tych pokruszonych makaroników, bo jemu bardziej takie smakują!... ~^^~)
The taste is great, both the cookies and the chocolate-plum cream are yummy, and the combination of them both is divine. Unfortunately, the dough was too thin and didn't grow as it should have, and the cakes are very crumbly - I think I know what I did wrong and I'm ready to repeat the experience. I managed to assemble some of them and I crushed the rest of the cakes and put them in the closed container, so I could add it together with the choco-plum cream to some ice-cream desserts. (when I came home last night from my Japanese classes, I caught my husband eating those crushed cookies, he said he liked them better than the ones with a cream filling... ~^^~)
***

A jeszcze, co do nauki japońskiego...
W każdej nauce języka obcego przychodzi taka chwila, kiedy grupa jest na tyle zgrana i rozbawiona, że wypytuje nauczyciela, jak można powiedzieć następujące zdania:
"Wczoraj ukradłam majtki mojej sąsiadce."
"W bibliotece z moim wrogiem jadłam mięso tapira."
"Moja fretka uczyła moją babcię matematyki."
...
...
*^v^*
As far as learning Japanese is concerned...
Every time you learn a foreing langauge there is that moment when your learning group starts to have fun and ask your teacher how to say the following sentences:
"Yesterday I stole panties from my neighbour."
"I ate tapir's meat with my enemy, in the library."
"My ferret taught my grandma mathematics."
...
...
*^v^*
A w ogóle muszę trochę ponarzekać...
Okazuje się, że dużo bardziej niż zajęcia w grupie pasowałyby mi lekcje indywidualne (niestety nie ma na to szans z powodów finansowych). Powtarzanie całych zdań chórem jest bez sensu - zawsze znajdzie się osoba, która się pomyli i wybija to z rytmu innych, każdy mówi swoim tempem i wychodzi bezwładny bełkot, a osoby, które gorzej znają gramatykę i słówka w takim chórze znikną albo ukryją się ze swoją niewiedzą i niczego się nie nauczą. A jeśli już mówimy coś indywidualnie, to przy 11 osobach w grupie każdy może się odezwać góra ze dwa razy na lekcję. Są osoby bardziej chętne (jak ja, bo wolę powiedzieć coś źle i zostać poprawiona niż milczeć i nigdy się nie dowiedzieć, czy umiem coś czy nie), i cichutkie, więc połowa czasu schodzi nauczycielce na namawianie tych cichych, żeby też się odezwały ("Kto jest chętny? Nie, pani i pan już mówili, może ktoś inny?..."). No i wkurza mnie, że nasza nauczycielka regularnie nie oddaje na czas sprawdzonych prac domowych, ludzie ją robią na bieżąco a większość to pracujący dorośli, więc mają sporo obowiązków poza nauką języka, a praca domowa to też przecież jest źródło informacji dla nas, jak dobrze zrozumieliśmy poprzedni materiał.
Niestety, wychodzi ze mnie moje wykształcenie lingwistyczne i wieloletnie doświadczenie jako uczeń języków i nauczyciel języków... *^v^* (a dodatkowo, płacę za ten kurs niemało, więc oczekuję dobrej metodologii i wyników)
Well, I also have to complain a bit...
It turns out that I would much prefer individual language classes than group ones (unfortunately I cannot afford them now). Repeating sentences in one big choir is just wrong - there is always somebody who makes mistake here and there, each person talks in their own rythm, and in the end it's one big mumble. And people who know less can hide in this choir and not learn anything that way. Even when we say something individually, with 11 people in the group I can talk maybe twice during the lesson. There are people more eager to talk (like me, because I'd rather say something incorrectly and be corrected than stay quiet and never know if I've learnt anything) and the ones who'd prefer not to talk at all, and half of the time the teacher has to look for the volunteer to read the next sentence ("Who wants to do it? No, you and you already spoke, maybe someone else, please?..."). And I'm getting really pissed off with the fact that our teacher keeps forgetting to check our homeworks. Most people in my group are working adults so they have a lot of other duties but still they bring their homework regularly, and it's teacher's job to check our progress also on the basis of our homeworks.
Oh, well, I guess my longtime linguistic experience both as a student and teacher of languages is making me notice such things... *^v^* (plus I pay a lot for this course so I really expect the good methods and the results ^^)

6 comments:

  1. Z tym japońskim to we mnie mieszanina podziwu i zazdrości co do konsekwencji.
    Ciasteczkowej fazie się przyglądam i czekam aż przejdzie - zbyt kaloryczne by inspirowało.
    Wolałam dynie
    A i nie mogę się doczekać zdjęć pantalonów.

    ReplyDelete
  2. nie dziwię Ci się, że wolisz lekcje indywidualne. ja się rok temu zapisałam na hiszpański, i po 2 lekcjach (na szczęście byłam za darmo, bo pierwsza lekcja byłą testowa, a ja postanowiłam przetestować dwie...) zrezygnowałam. 16 osób w grupie, całkowicie początkującej. kompletna porażka.

    makaroniki wyglądają bardzo apetycznie, muszę kiedyś zrobić, ale takie tradycyjne. bo uwielbiam:)

    ReplyDelete
  3. Ochhh, makaroniki! <3

    Co do lekcji - fakt, zawsze lekcje grupowe są dużo gorszym rozwiązaniem niż indywidualne.
    Ja na przykład jestem z tych wymienionych nieśmiałych :) i zawsze unikałam odzywania się na lekcjach nie pytana, bo ciągle ktoś mnie przekrzykuje albo się wstydzę mówić przy większej grupie ;) Przestałam chodzić na zajęcia grupowe z angielskiego z tych powodów ;)
    Mogę popytać znajomych z PJWSTK, którzy mają japoński i może coś wiedzą o indywidualnym japońskim za rozsądną cenę :) Chyba, że wszyscy nauczyciele nie schodzą poniżej określonej standardowej stawki.

    ReplyDelete
  4. Zasiedzi się człowiek dwa dni na Rogu i już jest dwa wpisy w plecy. Po pierwsze to mnie brakuje, jak nie piszesz, nawet o drobiazgach i codzienności. Tym bardziej, że Twoją codzienność odbieram jako bardzo egzotyczną i dla mnie fascynującą: japoński, lalki, kuchnia. Po drugie czuję się upoważniona do wypowiadania się o nauczaniu języków po tylu latach bycia po obu stronach kursowej ławki. Grupowo owszem, ale maksymalnie pięć osób i to na bardzo zbliżonym poziomie. Nauczyciel musi z siebie dać wszystko i na zajęciach i poza nimi - i mam na myśli porządne przygotowanie zajęć i sprawdzanie prac domowych (jeśli nie chce się komuś sprawdzać, to niech nie zadaje). A poza tym trzecia kwestia - szacunek i uznanie dla zaangażowania uczących się. Szczerze mówiąc, a raczej pisząc, to mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć sposób na możliwe finansowo do zaakceptowania lekcje indywidualne, z nauczycielem, który dobrze oceni Twoje możliwości będzie Cię gonił do roboty :)

    ReplyDelete
  5. Nie wiem jak japonski uczony jest w Polsce, ale jesli w tem sam sposob co inne jezyki, wiec nic dziwnego, ze zajecia moga byc totalna porazka. Szczegolnie jesli nawet po filologach i tlumaczach mozna sie spodziewac takich "kwiatkow" ze az macki opadaja.

    Mnie zajecia indywidualne tez bardziej pasuja niz lekcje grupowe. I jako uczniowi i jako nauczycielce.

    ReplyDelete
  6. It's a funny lesson. Teaching Japanese is the one of my dreams. :)
    Of course the food looks so yummy.

    ReplyDelete