Monday, November 28, 2011

Poniedziałek / Monday

PJ, hello! *^v^* I definitely ate too much of those sweet treats, it's good I decided to bake only on weekends! ^^

Kite Designer, nie widziałam tej książki i co więcej, nigdzie nie mogę znaleźć żadnej o niej wzmianki... Czy możesz mi podesłać autora?

***

Ponieważ strasznie w nocy wiało, a ja nienawidzę wiatru, to nie spałam prawie całą noc, tylko siedziałam w pracowni z bólem głowy i uczyłam się japońskich partykuł... (tak, wiem, szaleństwo się wzmaga, ale tylko to mogłam robić, żeby nie obudzić Roberta).
Because it was a very windy night and I hate wind, I couldn't sleep at all. I was sitting in the craftroom and learning Japanese particles... (yes, I know, it's crazy but it was the only thing I could do at night and not wake up Robert).

Skończyłam wczoraj owijacz na szyję na drutach i... wcale mi się nie podoba! Najprawdopodobniej będę go pruć i robić ponownie według jakiegoś innego wzoru. Ech...
Yesterday I finished knitting the neck warmer and... I don't like it at all!
Most probably I'll frog it and make it again using different pattern. Well...

Za to pantalony gotowe, muszę pochować nitki, zblokować koronkę i można nosić! ~^^~
Ot, taki poniedziałkowy telegram.
But I also finished the retro knickers, all I need to do is to weave in the threads and wet block the lace, and they're ready to wear! ~^^~
It's just the Monday telegram, you know.

Sunday, November 27, 2011

Babeczki / Cupcakes

Anju i Antosiu, ryby można kupić w czwartki (tylko tego dnia, bo pan przyjeżdża z nimi świeżo po połowach), od 8:00 rano do 21:00, a stoisko znajduje się na Ursynowie przy stacji Metro Ursynów, między MarcPolem a Domem Kultury Ursynów - cytat z mojego męża: "jakbyś z MarcPolu do metra chciała wejść". Obok podobno stoją też świetne stragany z warzywami i owocami, zamierzam to sprawdzić osobiście w najbliższy czwartek. Acha, pan ma ryby świeże (halibut, karmazyn, witlinek, dorsz, głównie jako całe ryby wypatroszone, z filetów były tylko pstrągi) i wędzone.

***

Nie wytrzymałam i upiekłam babeczki. ~^^~
To mini-serniczki z polewą z kwaśnej śmietany, u mnie, ponieważ nie miałam żadnych owoców, dodatkowo z posypką z kakao. Mało fotogeniczne, ale bardzo smaczne! Z tej samej porcji ciasta można upiec jeden duży sernik (w kąpieli wodnej i podobno wtedy nie opada! zamierzam to sprawdzić, bo do tej pory serniki zawsze mi opadały...)
I baked cupcakes. ~^^~
These are the cheesecake cupcakes with sour cream topping, and because I didn't have any fruit I added some cocoa on top. Not very photogenic but very tasty! Using this batch of dough you can also make one big cheesecake (baked placed in the pan full of hot water which is supposed to prevent it from going down after baking! I'm going to give it a try because my cheesecakes always collapsed...)

Friday, November 25, 2011

Piaskowiec / Pound cake

Sloneczko, dziękuję za link, oczywiście znam tę publikację. Jestem fanką pierwszej części i wyczekiwałam wydania drugiego tomu, a na Ravelry co kilka dni sprawdzam, czy pojawiły się już zdjęcia wszystkich 80 modeli. ~^^~

***

Normalnie koniec świata - z własnej woli wstałam dzisiaj o 8:03 i cały czas jestem na nogach! ~^^~ Dzień jakiś taki strasznie długi, dopiero 14:00 a ja zdążyłam zrobić masę rzeczy, chociaż czuję, że oczy mi się kleją i nie wykluczam popołudniowej drzemki. ^^ Na przykład, upiekłam ciasto.
It's the end of the world as I know it - I got up today at 8:03, at my own will! ~^^~ The day seems very long, it's only 2 pm and I've done so much, although I cannot promise I won't have an afternoon nap because I'm starting to feel sleepy now. ^^ For example, I baked a cake.

O ile pieczenie potraw wytrawnych wychodzi mi całkiem nieźle, to z ciastami mam problem. Kiedyś tłumaczyłam to sobie starą źle działającą kuchenką, ale od czasu przeprowadzki i zakupienia nowoczesnego piekarnika nie mam już tej wymówki. Dlatego postanowiłam wreszcie dać sobie wyzwanie i nauczyć się piec pyszne ciasta najróżniejsze. Na początek robię małą rozgrzewkę prostymi klasycznymi przepisami - w zeszły weekend spożytkowałam jabłka na szarlotkę a dzisiaj upiekłam ciasto piaskowe z dodatkiem kremowego serka według przepisu Marthy Stewart.
I am quite good at baking meat or other non-sweet dishes, I have some problems with cakes. I used to say that it's my old oven's fault but after we moved and bought a modern one, I don't have that excuse anymore. That's why I decided to finally challenge myself and master cake baking. I started with some easy classics - last weekend I made and apple pie and today - cheese cream pound cake according to Martha Stewart's recipe.

Tak, nie ukrywam, że inspiracją jest seria "Martha piecze" pokazywana właśnie na KuchniaTV, nagrywam każdy odcinek i spisuję przepisy, żeby wypróbować jeden po drugim. Mogę się śmiać do rozpuku z programów Marthy, w których pokazuje głupiutkie ozdóbki z filtrów do kawy *^v^*, ale ta seria o pieczeniu ciast jest naprawdę sprytnie pomyślana - znajdziemy w niej komplet klasycznych łatwych i trudniejszych przepisów, z omówieniem różnych technik i kruczków cukierniczych.
Dodatkowo wczoraj znalazłam tego bloga i zakochałam się w wypiekach Rosie i jej dekoracjach, toż to małe dzieła sztuki! ~^^~
Yes, I won't deny that my current inspiration is "Martha bakes" tv series, I record each episode and write down the recipes to try them one by one. Well, I can laugh at the regular Martha's programmes when she teaches everybody how to make silly coffee filter decorations *^v^*, but the baking series is really helpful and well thought through, there are a handful of classic easier and more difficult recipes and some baker's techniques and twists.
Additionally, yesterday I found this blog and I fell in love with Rosie's cakes and her decorating skills! ~^^~

Do piaskowca użyłam połowę proporcji (Martha zawsze robi ciasta na pułk wojska!... *^v^*) i piekłam ciasto do suchego patyczka, co zajęło mi 45 minut. Po kilkuminutowym ostudzeniu polałam ciasto lukrem z cukru pudru, soku i skórki z cytryny. Jest tak obłędnie pyszne, że coś mi się wydaje, iż ta jedna blaszka nie wystarczy na cały weekend i będę piekła nowe ciasto na niedzielny podwieczorek... ^^
To make the pound cake I used half the ingredients (Martha always makes huuuuge cakes!... *^v^*), and I baked it 45 minutes. After a few minutes of coooling down on a rack I covered it with sugar/lemon icing. It's so incredibly tasty that I think it won't be enough for the whole weekend and I'll be baking something new for the Sunday dessert... ^^


Do ciasta zaparzyłam sobie herbatę Rum z cytryną w mojej ukochanej filiżance z japońskiej porcelany, którą dostałam wieki temu od przyjaciółki. ~^^~
I made myself a cut of black Rum & lemon tea in the Japanese china cup I got from my best friend ages ago. ~^^~
***

Jakie macie plany na weekend?
What are your plans for the weekend?

Ja zostaję sama na sobotę, bo mąż idzie na pieszą wyprawę, w którą zabierze upieczony kulebiak z mięsem i grzybami (ciasto drożdżowe właśnie mi pięknie wyrasta), a ja zamierzam troszkę robić na drutach, uczyć się japońskiego i myśleć o niebieskich migdałach! *^v^*
I'll be home alone tomorrow because my husband is going for some trekking with friends so I have to bake him something to eat during the walk (yeast dough is rising in the kitchen as I write this, it will be filled with onion/meat/mushroom mixture). I'm going to knit a little, learn Japanese a lot and dream big! *^v^*


PS.: Jadłam wczoraj najświeższą, najpyszniejszą rybę, jaką jadłam kiedykolwiek! (gatunek - witlinek) Mąż ją znalazł i kupił (za grosze!), a ja ją wyfiletowałam i usmażyłam we frytownicy, i była boska!!! (a Rysiek dostał skrawki i wcinał, aż mu się uszy trzęsły! ^^) Teraz marzę o porządnym nożu do filetowania, chyba to będzie mój pierwszy zakup zaraz po pensji w grudniu. ^^
Oczywiście nie mam zdjęć, bo tak szybko ją pożerałam, że nie było czasu, ale muszę się podzielić informacją, że odkryliśmy w Warszawie źródło świeżych ryb morskich! *^v^*
Jeśli będzie zapotrzebowanie, to się nim podzielę.

Monday, November 21, 2011

Włóczka przygarnięta

Kalino, kalesony mają koronkopodobne wykończenie na dole nogawek (od nich zaczyna się robótkę), na górze mają ściągacz.

Izysiu, witam Cię i bardzo proszę, można się wtrącać. ^^ Jak już dziewczyny w komentarzach wyjaśniły, topinambur to jedno, karczoch to drugie. Karczochów nie jadłam, ale przyznam, że nie dowierzam roślinie, z której trzeba usunąć 3/4 łupin/płatków/jak to zwał, żeby w ogóle dało się cokolwiek zjeść... I na pewno nie za cenę, jaką trzeba za karczochy płacić w Polsce!

Izuss, jarmuż kupiłam w Realu i jak na razie tylko tam go widziałam, ale będę tropić w innych sklepach i jak znajdę, to dam znać.

***

SPRZEDANA

Zrobiłam z niej już sweterek i skarpetki, i na więcej nie mam pomysłu, kolor jest piękny (niedostępny już u producenta), włóczka jakościowo genialna, mięciutka, 80% wełna Merino/20% poliamid, na druty 3,5 - 4 mm.


ICE Yarns Soft Merino - 370 g, czyli 7 nieruszonych motków i kawałek, wystarczy np.: na mały sweterek, czapkę i szal ( to dla dorosłego, dla dziecka nawet na większy sweterek ~^^~)
Cena: 25 zł plus wysyłka


Chętnych proszę o zgłaszanie się mailem.

Sunday, November 20, 2011

Na tak i na nie / Yes and no

Herbatka jako pierwsza zgadła obydwa warzywa - to jarmuż i topinambur, poniżej o wrażeniach smakowych. ~^^~
Herbatka first guessed correctly both vegetables - it's kale and artichoke, scroll down to see how we liked it. ~^^~

3nereido, oczywiście, ale byłam sama w domu, nie licząc Ryśka, który wcale nie chciał rozmawiać, za to dziwił się strasznie na widok świec. Dziwił się jakieś 15 minut, a potem się znudził i poszedł z powrotem spać, koty nie mają skupionej uwagi przez długi czas... *^v^*

Intensywnie Kreatywna, od razu przypomniała mi się reklama w tv, w której Enea pokazuje, że inni dostawcy czasami mają przerwy w dostawach pradu, ale oni zawsze dbają, żeby klientom go nie zabrakło!... *^v^*

Munchow, don't worry, the Polish part is about the same things. ~^^~

Zulko, wiadomo! ^^

Kruliczyco, gambate! ~^^~
***

Miało być o jarmużu i topinamburze.
I wanted to talk about kale and artichoke.
Jarmuż kupiłam w supermarkecie, a topinambur wynalazła Squirk bezpośrednio od rolnika i podzieliła się ze mną łupem. Co do tego pierwszego warzywa, moje wrażenia są jak najbardziej entuzjastyczne! ~^^~
I bought kale in the supermarket and artichoke was bought directly from the farmer found by Squirk who shared it with me. I am very enthusiastic about the first vegetable! ~^^~
Zblanszowałam umyte, pozbawione twardej żyłki liście 5 minut we wrzątku, odlałam wodę i do garnka wrzuciłam spory kawałek masła, które szybko się stopiło i pokryło smakowitą glazurą piękne ciemnozielone liście. Jarmuż ma delikatny kapuściany smak i na pewno jeszcze do niego wrócę, bo moim zdaniem stanowi ciekawą alternatywę dla szpinaku czy sałat, chodzą mi po głowie różne połączenia smakowe, np.: ostry vinegrette i kozi/owczy ser plus włoskie orzechy lub prażone pestki dyni?... Do wypróbowania!
I blanched the cleaned leaves (without the tough central stem) for 5 minutes in boiling water, then drained them and added a good chunk of butter that covered the beautiful dark green leaves in yummy glaze. Kale has a delicate cabbage-like taste and I'll definitely buy it again because it may be an interesting alternative to spinach or any lettuces, I've been thinking about different flavour combinations, like: hot vinegrette, goat's/sheep's cheese, walnuts or pumpkin seeds?... To be tried out!
(sobotni obiad: makrela z grilla z ostrym vinegrettem, ryż basmati, jarmuż z masełkiem)
(Saturday lunch: grilled mackerel with hot vinegrette, basmati rice, kale with butter)

Z drugiej strony, topinambur nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Po pierwsze, bulwy które wykopywała w swoim ogródku Alys Fowler były tak duże jak spore ziemniaki. My dostałyśmy bulweczki, z których największa jest jak kciuk, ale większość przypomina rzodkiewki, weź to człowieku wszystko poobieraj...
On the other hand, artichoke didn't impress me at all. First, the ones that Alys Fowler dug out in her garden were the size of a huge potato. We got the ones that could barely remind a thumb, and most of them looked like radishes, just how am I supposed to peel them all?...

Nauczona doświadczeniem Squirk nie próbowałam smażyć topinamburu jak frytki... ^^, za to pokroiłam je w plasterki i na przemian z plasterkami ziemniaków poukładałam je w naczyniu do zapiekania i wstawiłam do piekarnika wraz z masłem, oliwą, czosnkiem, tymiankiem i szczyptą soli (1 godz/200 stopni). No i generalnie - nie zachwyca. Coś w tym jest, ale wolę ziemniaki. Eksperyment z topinamburem uważam za zakończony. ^^
After I learnt from Squirk's experience that you shouldn't try to deep fry the artichokes because they explode and your kitchen lookes like a mess... ^^, I decided to slice them and together with potatos bake them in the oven, together with butter, olive, garlic, thyme and a pinch of salt (1 hour in 200 C). And generally speaking - it's nothing fancy. There is something interesting in it but I prefer potatos. I hereby declare my experiment with artichokes - finished. ^^

(niedzielny obiad: żeberka z piekarnika marynowane w zalewie od piątku, ziemniaczki/topinambur zapiekany, były też buraczki marynowane jako surówka, guacamole i tarty chrzan)
(Sunday lunch: baked ribs that's been marinated since Friday, potatos/artichoke slices from the oven, there were also pickled beetroots, guacamole and horseradish)

***

Uwaga, coś drgnęło w kalesonach! *^v^* To znaczy, zabrałam się za dziergane pantalony i po stwierdzeniu mojej pomyłki (przy przymierzaniu zakładałam je tył na przód i cały czas myślałam, że coś jest nie tak, bo z przodu były dosyć wysokie ale prawie nie zakrywały mi pupy... ^^) okazało się, że w zasadzie zostało mi niewiele rzędów. Jestem na etapie ostatniego ściągacza i jest szansa, że w tym tygodniu je wreszcie skończę! (i pokażę ~^^~)
There is something going on in my knickers! *^v^* I mean, I picked up knitting my vintage panties again and after I realized my mistake (I kept trying them on backwards so I kept thinking there was something wrong with them - the front was very high but the back couldn't at all cover my backside... ^^) it turned out that it's not that much work to do. I'm currently knitting the last ribbing and I hope to finish them this week! (and to show them here ~^^~)

Friday, November 18, 2011

Pewniki / For granted

Anju, dziękuję i dzięki za wyróżnienie! ^^

Inko, niektóre blogi nigdy nie zostaną zredukowane! ~^^~ A co do francuskiego, to jak najbardziej się za niego zabierz, sama się nad tym zastanawiam, bo mogłabym sobie odświeżyć ten język, szkoda go zapomnieć, skoro się go kiedyś uczyłam i szło mi nieźle.

Kruliczyco, mam świetną książkę, która właśnie pokazuje rozwój znaków i ma bardzo dobre wprowadzenie do nauki oraz genialne skorowidze do wyszukiwania poszczególnych znaków (jestem z siebie dumna, bo sama ją sobie wynalazłam w księgarni w Tokio, przeglądając mnóstwo podręczników ^^).

Intensywnie Kreatywna, ulica japońska to dla osoby nieznającej zapisu języka prawdziwy kolorowy obraz, pełen pięknych kształtów, nie postrzegamy tego jako litery/sylaby, więc odbieramy je jako ozdobne obrazki. Niektóre style kaligrafii są naprawdę piękne.

Susanno, samo napisanie posta w dwóch wersjach językowych plus zrobienie/obróbka zdjęć zajmuje sporo czasu, ech...

YarnFerret, gambate ne! *^v^*

Sprężyno, bardzo dziękuję! ^^

Cocomino, learning Japanese is my first priority now so I can put away other things for later.

***

Chciałam Wam wczoraj odpowiedzieć na komentarze, ale... przez pół dnia nie miałam prądu. Nagle wszystko w domu zgasło, znienacka. Straciłam dostęp do internetu, a komputer na baterii popracował jeszcze dwie godziny zanim umarł.
I wanted to reply to your comments yesterday but... I didn't have the electricity for half a day. Suddenly everything went down unexpectedly. I lost Internet access and my computer worked only for another 2 hours on the battery.

Przyjmujemy pewne rzeczy za pewnik, a kiedy nagle ich zabraknie, czujemy się zagubieni. Wiadomo było, że nie mam światła, nie włączę prania ani nie poodkurzam. W łazience nie mam okna, więc jest tam ciemno nawet w środku dnia i muszę zapalać światło. Ponieważ nie miałam dostępu do Sieci, nie mogłam sprawdzić pogody ani rozkładu autobusów.
Okazało się, że wszystkie zegarki w domu mam elektroniczne (na wyświetlaczach na kuchence czy dekoderze od tv), tak samo minutnik, więc kiedy gotowałam coś na czas, musiałam włączyć budzik w komórce. ^^
Iskrownik w kuchence nie działał, więc wygrzebałam skądś ledwo pykającą starą zapalniczkę do zapalania palników na kuchence gazowej. (muszę pamiętać o kupieniu kilku paczek zapałek... ^^)
We tend to take some things for granted and when they are gone we feel somehow lost.
It was obvious that there's no light, I couldn't use the washing machine and vacuum cleaner. I don't have the window in my bathroom so it's dark in there all the time. Because I had no access to the Web so I couldn't check the weather forecast or the bus schedule.
It turned out that my all clocks are electronic (on the cooker of tv decoder displays), the same goes for the timer so when I cooked something and needed to count the minutes I used my alarmclock on the mobile phone. ^^
The electric sparkle on my gas stove didn't work so I had to dig out the old lighter to use the stove (I must remember to buy some packs of matches... ^^)

Kiedy zaczęło się ściemniać około 16:00, wyciągnęłam świeczniki i świece, i zaraz zrobiło się w moim domu bardzo jasno, natomiast widziałam przez okno (nie było prądu w kilku blokach dookoła), że ludzie chyba nie mają w domu świec... - świecili sobie latarkami albo komórkami... ~^^~
When it started to get dark around 4 pm, I took out some candle holders and candles, and suddenly my apartment was nice and light, but I saw that people in other apartments apparently didn't have candles at all so they tried flashlights or even their cellphones...

Przed wyjściem na japoński zrobiłam sobie makijaż w kuchni przy świecach. *^v^* Stwierdziłam też, że muszę uprasować spódnicę, więc nic prostszego - wezmę jedną świecę do pracowni, postawię sobie obok deski do prasowania i... zaraz, chwileczkę, żelazko jest też na prąd!... ~^^~
Before I left home for my Japanese classes I put on my makeup in the kitchen, in the candlelight. *^v^*
I also decided that I need to iron the skirt so I thought what could be simpler - I'd take one candle, place it close to the ironing board and... - oh, wait a moment, the iron needs electricity to work!... ~^^~

Ale zauważyłam też dobre strony braku prądu - ponieważ nie mogłam siedzieć w internecie, najpierw przez 2 godziny w spokoju pouczyłam się japońskiego a potem uporządkowałam wydrukowane przepisy kulinarne. Kiedy gotowałam przy świecach, w kompletnej ciszy (bo ani u mnie ani u żadnego z sąsiadów nie grało radio ani telewizor), czułam się jakbym była w zasypanej śniegiem chacie w górach... ~^^~
Włączenie prądu powitałam z ulgą ale też z malutkim rozczarowaniem... ~^o^~
But I also found some good sides of the lack of electricity - because I couldn't browse the Web, I devoted 2 decent hours for kearning Japanese and then I tidied up my printed recipes. When I cooked food in the candlelight I felt as if I was in the snowclad hut in the mountains, it was so quiet and pieceful because no radios or tvs were on in the whole building. ~^^~
When the electricity came back, I was happy but a little bit disappointed too... ^^

***

Anja uhonorowała mnie wyróżnieniem, za które serdecznie dziękuję! *^v^*
Anja gave me this great blogging award. *^v^*

Powinnam napisać teraz 7 przypadkowych rzeczy o sobie:
1. nie umiem się skupić na jednym projekcie, zawsze mam kilka rzeczy rozgrzebanych, czy to na drutach czy w szyciu
2. moje ulubione smaki to kwaśny i słony
3. ciągle czegoś dotykam, smakuję tekstury dłońmi
4. i zawsze muszę mieć czyste ręce, więc często je myję i ciągle kremuję
5. mogę się położyć spać bardzo późno i spać do południa, kładzenie się wcześnie i wczesne wstawanie nie wchodzi w grę
6. jestem Skorpionem, z dokładnie wszystkimi pozytywami i negatywami przypisywanymi temu znakowi ^^
7. żyję po to, żeby jeść, nigdy odwrotnie!
Now, I should write 7 random facts about myself:
1. I cannot concentrate on just one project, I always have several of them going, in knitting or sewing
2. my favourite flavours are sour and salty
3. I touch things all the time, I taste the textures with my hands
4. and I always have to have my hands clean so I wash them often and put on a lot of mosturiser
5. I can go to bed very late and sleep till noon but going to bed early and getting up early in no option for me
6. I am Scorpio sign, with all the positive and negative characteristics attached to this zodiak sign
7. I live to eat, never the other way around
(nie to, żebyście dowiedzieli się o mnie czegoś nowego, bo cały czas o tym wszystkim piszę ~^^~)
(not that there is anything new about me, I write about those things all the time ~^^~)
Powinnam też nominować 15 blogów, ale tradycyjnie tego nie zrobię, bo widziałam już to wyróżnienie u wielu z Was!
I should nominate 15 blogs but as usual I won't do it, I already saw this award on several blogs I like.
***

Na koniec - coś na ząb! *^v^*
Kto zgadnie, co mamy na zdjęciu? (będziemy to jedli w weekend)
Last but not least - something to eat! *^v^*
Who can guess what it is in the picture? (we are going to eat this on weekend)

Wednesday, November 16, 2011

時間が ありますか

Random Forest, hinduskie słodycze, chipsy octowe, ach!... Nie kuś! Genmaicha to też jedna z moich ulubionych herbat. ^^

***

Jeśli kiedykolwiek miałam wymówkę, żeby nie uczyć się kany lub kanji - teraz nie mam już żadnej. *^v^*
If I ever had any excuse not to learn kana or kanji - now it's completely gone. *^v^*

Dostaliśmy od naszej japońskiej przyjaciółki Hiroko pomoce naukowe do ćwiczeń - zobaczcie mój piękny czerwony fude pen! ~^^~
Nie jest to udawany flamaster (dużo łatwiejszy w obsłudze!...), ale prawdziwy pędzel w oprawce i naprawdę pisze się nim trudno, nie jest to narzędzie dla niewprawnej ręki (jak moja, he, he...).
We got something to practice with from our Japanese friend Hiroko - look at my beautiful red fude pen! ~^^~
It's not the marker (much easier to use!...) but the real brush and it's really difficult to write with, especially for the unexperienced had (like mine...).

Ale do nauki kanji nikt mnie nie musi namawiać ani zaganiać - po dwóch pierwszych japońskich alfabetach (po 46 znaków każdy) okazało się, że kanji są o wiele bardziej fascynujące! Każdy znak kryje w sobie kilka znaczeń i sposobów czytania, może stanowić osobne słowo albo tworzyć słowa z innymi znakami lub formować jeden całkiem nowy znak.
But nobody has to make me learn kanji - after the two easy Japanese alphabets (46 signs each) it turned out that kanji are much more fascinating! Each sign may have several meanings and ways to read, it can be a single word or create words combined with other signs or even make a completely new sign composed of two or three signs.

Na razie jestem na początku drogi, bo poznałam około 25 znaków - takich, jakie dzieci uczą się w pierwszej i drugiej klasie podstawówki, prostych, bo najbardziej skomplikowany ma 6 pociągnięć pędzlem. Ale umiem je już poprawnie napisać (ważna jest kolejność kresek i kierunek pisania), przeczytać, rozpoznać w tekście, a ich znaczenia są często związane z kształtem i wydają się logicznie wyprowadzone. Dostaliśmy też książkę dla dzieci, pisaną kaną z użyciem niektórych kanji i czytanie jej przynosi mi wiele radości! ^^
I am at the very beginning of that road because so far I've learnt about 25 signs - the ones children learn in the 1st and 2nd grades, and the most complicated have 6 strokes. But I can write them (it's important to know the order and the direction of the strokes), read them, recognise them in the text, and I found out that their shapes are often connected with their meaning and seem logical. We also got a children's book, written in kana and some easy kanji, and reading it is fun! ^^

Długa droga przede mną, bo dla codziennej komunikacji wymagana jest znajomość około 2100 znaków, ale nikt mnie nie goni, uczę się w swoim tempie, nie muszę od razu czytać Murakamiego w oryginale (chociaż bardzo bym chciała, bo uważam, że żadne tłumaczenie nie oddaje istoty tego, co autor chciał wyrazić w swoim języku)! *^v^* Mam genialną książkę, z której korzystam, ćwiczę rękę w pisaniu i pamięć w zapamiętywaniu, i daje mi to dziwne poczucie szczęścia i spełnienia. ~^^~
It's still a long way to go for me because for the everyday communication you are required to know about 2100 signs but I'm not in a hurry, I learn at my own pace, I don't have to read Murakami in Japanese next week (although I would love to one day, because I think no translation can convey the true meaning of the book written in a give language)! *^v^* I have a great textbook I use, my hand gets used to writing and my memory gets used to memorising, and all that gives me a strange feeling of happiness and fulfillment. ~^^~


A tak w ogóle, to chciałam napisać, że nie mam ostatnio na nic czasu. To znaczy, ustaliłam listę priorytetów i niektóre rzeczy przesunęły się na dalsze pozycje.
Zredukowałam listę blogów, które czytam, w ogóle mniej siedzę przed komputerem, bo zauważyłam, że zjadało mi to masę czasu (i energii na robienie czegokolwiek innego poza gapieniem się w ekran i klikaniem...). Dwa razy w tygodniu biegam na lekcje japońskiego, w domu powtarzam materiał z zajęć (również z Robertem, który uczy się równolegle ze mną, chociaż nie chodzi na zajęcia) i uczę się sama rzeczy dodatkowych jak kanji czy bardziej zaawansowana gramatyka. Gotuję. Szyję dla lalek. Trochę robię na drutach. Piję dużo herbaty. Mam nowe plany (o których napiszę, jak coś się zacznie dziać).
Anyway, I just wanted to say that I don't have time for anything recently. I mean, I made a list of priorities and some things went downwards that list.
I reduced the number of blogs I had in my blogroll and generally cut the computer time because I found out it ate a lot of my time (and somehow - also the energy to do anything apart from gawking at the screen and clicking...). I attend Japanese lessons twice a week, I practive what we've learnt at home (also together with Robert who started to learn using my materials from the course), I also learn other things like kanji or additional more advanced grammar. I cook. I sew for my dolls. I knit a bit. I drink a lot of tea. I have some new plans (which I'm going to reveal when there's anything to talk about).

Zaczyna mi brakować czasu na niektóre sprawy, ale za to zwracam się bardziej w stronę samej siebie, mniej spędzam czasu ze światem a więcej ze sobą, i to mi się bardzo podoba.
I don't have time for some things but I turn more towards myself, I spend less time with the outside world and more time with me, and I like it.

Sunday, November 13, 2011

Konkurs (ale nie u mnie ^^)

Random Forest, kompletnie zignorowali ten fakt w Muzeum, tylko piwo, piwo i piwo (i można spróbować piwa, jakiego nie wprowadzają do normalnej sprzedaży w zwykłych sklepach, pycha!... *^v^*). Jakby Ci brakowało herbaty, to daj znać, będziemy dosyłać paczki żywnościowe z Polski. ~^^~

Susanno, ten ostatni kubeczek to nikt inny, tylko... Hello Kitty! *^v^*

Intensywnie Kreatywna, skąd się bierze taką herbatę śliwkową?!...

Anju, przyznam, że ja też najbardziej lubię dobrą herbatę gatunkową, czystą, bez dodatków smakowych.

FairyWitch, też miałam kiedyś miliony herbat, ale wietrzały, zanim zdążyłam wszystkie wypić, teraz bardziej się dyscyplinuję i nie kupuję na raz za dużo rodzajów, żeby delektować się świeżym smakiem. ^^

***

DwaKoty ogłosiła Pierwszy Wsiowy Mini-konkurs Blogowy (w zasadzie to raczej rozdawajka), a nagrody są zacne (i japońskie! ~^^~), zajrzyjcie i zgłaszajcie się.

Thursday, November 10, 2011

Herbaciana

Intensywnie Kreatywna, tylko powiedz, że nie musi robić ciasta francuskiego od zera, to było gotowe. *^v^*

Random Forest, to było Muzeum Browaru Yebisu. ~^^~ Odniesienia do Evangeliona były za to wszędzie indziej, najwięcej na Akihabarze,
Bardzo dziękuję za życzenia, nie czuję ograniczenia, że mogę je przyjmować tylko w dzień urodzin, w zasadzie chętnie wysłucham różnych miłych życzeń przez cały rok! *^v^*

***

Below I'm talking about different teas and coffees I got to test from the Polish online shop.

Jestem wielką miłośniczką herbaty, piję jej dużo i często. Kiedyś kupowałam bardzo dużo herbat smakowych, a od kilku lat rozsmakowałam się w czystych herbatach gatunkowych. Jeśli nie wiesz, co dać mi na prezent, może to być puszka dobrej czarnej lub zielonej herbaty, i na pewno będę zadowolona! *^v^*
Dlatego skorzystałam z okazji do przetestowania kilku herbat dostępnych w ofercie sklepu internetowego SzlachetnySmak.pl

Zanim przejdę do opisu herbat muszę wspomnieć o czymś, co bardzo mi się w tym sklepie podoba, a co niestety nie jest stałą praktyką w innych sklepach z kawą/herbatą. Kiedy przez lata kupowałam smakowe herbaty w sklepach stacjonarnych, ceny przy poszczególnych gatunkach oznaczały x zł za 100 g (oprócz białych herbat sprzedawanych na sztuki), tak było zawsze i do tego byłam przyzwyczajona. Niestety w kilku sklepach internetowych zauważyłam, że na pierwszy rzut oka kuszą one klienta bardzo niskimi cenami a potem, po kliknięciu w dany produkt okazuje się, że niska kwota to cena za 50 g, nie za 100. SzlachetnySmak.pl podaje swoje ceny za 100 g produktu i to mi się bardzo podoba.

- mieszanka herbat cejlońskich z dodatkiem owoców papaji, hibiskusa i malwy



Owocowe nuty są dobrze wyczuwalne zarówno w zapachu jak i w smaku herbaty, zaliczyłabym ją do herbat jesienno-zimowych, cięższych, rozgrzewających po spacerze w mokre lub mroźne przedpołudnie.


- cejlońska mieszanka z dodatkiem ananasa, hibiskusa i płatków słonecznika z akcentem tropików


Ta herbata jest tak atrakcyjna wizualnie, że mogłabym ją ustawiać w słoiczkach na półkach lub usypywać z niej obrazy. ~^^~


Napar jest jasny, przejrzysty, ma piękny owocowy zapach a dodatki smakowe nie tłumią charakterystycznej goryczki zielonej herbaty (co dla mnie jest zaletą). Pierwszy trzyminutowy napar jest łagodny, a drugi pięciominutowy mocniejszy, ale nie nadmiernie gorzki, z czym często spotykałam się w zielonych herbatach.


Dostałam też do przetestowania dwie kawy. Choć kawoszem nie jestem i w zasadzie kawa mogłaby dla mnie nie istnieć, od czasu do czasu lubię wypić filiżankę smakowej małej czarnej, preferencyjnie z mlekiem i koniecznie z pianką. *^v^*

Dlatego po obiedzie zaparzyłam sobie kawę Arabicę Irish Cream, która pachniała tak mocno, że czułam ją przez bąbelkową kopertę i foliową torebeczkę, w którą była zapakowana. *^v^*
(szkoda, że przysłano mi ją w wersji zmielonej, jeśli już pijam kawę, to wolę kupować ją w ziarnach i sama mielić tuż przed parzeniem).


Jak się spodziewałam, to łagodna bardzo aromatyczna kawa, dla mnie idealna z kostką brązowego cukru, do niedzielnego deseru po smakowitym obiedzie, podałabym do niej kieliszek likieru Irish Cream dla dopełnienia rozpusty. ~^^~


Następnego dnia do śniadania testowałam czarną herbatę Słodki Owoc - cejlońską mieszankę z bananem i kwiatem słonecznika.


Herbata ma ciemny napar i bardzo przyjemną delikatną słodycz, która jest obecna mimo braku cukru (nie słodzę herbat).


Przysłano mi też zieloną herbatę Słodka Tajemnica o nieznanym mi składzie, gdyż aktualnie nie ma takiego produktu na stronie sklepu (wydaje mi się, że w mieszance jest kwiat słonecznika, hibiskus i jakiś karmelowy dodatek) i kawę Arabica Brazylia Santos (niestety nie wiem, czy ciemną czy jasną, również zmieloną). Te dopiero wypróbuję.

Strona sklepu SzlachetnySmak.pl jest przyjemna dla oka i przejrzysta, oprócz herbat i kaw (naturalnych, smakowych, ziołowych) można się w nim zaopatrzyć w akcesoria do przyrządzania i picia tych napojów oraz prezenty (ozdobne pudełka, słodycze, itp).

[Przy okazji testowania herbat i kaw pokazałam część mojej kolekcji filiżanek i kubków. *^v^*]

Tuesday, November 08, 2011

Pieczątki / Stamps

Bardzo dziękuję za gratulacje! ~^0^~

YarnFerret, a Ty trafiłaś na jakieś schody? Ja żadnych schodów nie zauważyłam. Jest to dla mnie jak na razie najłatwiejszy, najbardziej logiczny ze wszystkich języków, jakich się kiedykolwiek uczyłam (a uczę się japońskiego już trochę czasu bo przecież przed kursem uczyłam się sama ponad rok), w porównaniu np.: do francuskiego czy rosyjskiego, z ich odmianą, tymi wszystkimi końcówkami, albo do angielskiego - kilometry czasowników nieregularnych do zapamiętania..., nie mówiąc o łacinie! ^^ Oczywiście jest dużo do zapamiętania, ale w końcu jest to kompletnie nowy słownik do opanowania. *^v^*

Acha, i dziękujemy Squirk za ukierunkowanie na blog niesamowitego kota Shironeko! *^v^*

***

Na początek - śniadanko, które zrobił mi dziś mąż - domowej roboty rogaliki francuskie nadziewane serem i ostry sos paprykowy, mniam! ~^0^~
First, breakfast made by my husband - homemade croissants with cheese filling and hot red pepper sauce, yummy! ~^0^~

Ostatnio znalazłam coś, o czym zapomniałam napisać na Fumach Turystycznych podczas wakacji, a co jest bardzo fajne, więc dzielę się tym tutaj (no bo nie będę przecież dodawała tam wpisu po kilku miesiącach od powrotu ^^).
Recently I found something that I didn't write about on my holiday blog during our stay in Japan, and which is fun so I decide to share it with you here (there's no point in writing about it there, several months after we came back home ^^).

Mianowicie, pieczątki.
Namely, the stamps.


W którymś momencie zorientowaliśmy się, że w Japonii istnieje zwyczaj przystawiania sobie ozdobnych pieczątek w różnych miejscach turystycznych (jak muzea), ale nie tylko, bo naszą pierwszą pieczątkę znaleźliśmy na stacji kolejki dzielnicy Tokyo i od tamtej pory uważnie wypatrywaliśmy kolejnych pieczątek.
At some point we realized that in many places in Japan you can get ornamental stamps - in tourist places like museums but not only, we found our first stamp at the Tokyo station and from that moment we kept on looking for the stamps in other places.


Czasami nawet na folderach danego muzeum jest specjalne puste miejsce do przystawienia pieczatki (a czasem szukaliśmy po kieszeniach pustych kartek). Zbieranie pieczątek to świetna sprawa, bo kusi, żeby specjalnie odwiedzać różne miejsca i dostawiać sobie kolejne pieczątki, z których może się stworzyć niezła kolekcja. *^v^* (a potem mamy co oglądać i wspominać ^^).
Sometimes on the museum's leaflets there were blank spaces for the stamps (and sometimes we looked for some blank pieces of paper). Collecting stamps is a great thing because it provoked us to visit some places and find more stamps, and we grew a collection. *^v^* (which turned out to be a good way to bring back memories of where we went ^^)








Monday, November 07, 2011

...

Cocomino, thank you! It is difficult because it was the first time I've ever tried it so I didn't know how soft or how hard I should have pressed the brush against the paper, how much ink I should have taken. Such things come with practice. *^v^*

Fiubzdziu, pomyślałam, że mogę cały czas żyć tylko wspomnieniami o Japonii, czytać blogi osób tam mieszkających i płakać w poduszkę (co pewnie jeszcze nie raz będę robić...), a mogę też spróbować wyjść z domu i spędzić czas zanurzając się w tę kulturę, którą tak bardzo chcę poznać. ~^^~

Co do japońskojęzycznej nauczycielki, to niestety zobaczę się z nią jeszcze na kaligrafii tylko dwa razy. Moja normalna nauczycielka od japońskiego, z którą mam zajęcia dwa razy w tygodniu jest Polką i używa bardzo dużo polskiego. Z jednej strony to dobrze, bo niektóre rzeczy trzeba wytłumaczyć na poziomie początkującym, ale z drugiej strony uważam, że mogłaby stosować więcej japońskiego np.: w poleceniach. Mam praktykę w uczeniu i w uczeniu się kilku języków i wiem, że bardzo dobre efekty przynosi powtarzanie i zapamiętywanie gotowych fraz z życia wziętych, niekoniecznie od razu znając wszystkie struktury gramatyczne czy znaczenie wszystkich wyrazów występujących w danym zdaniu. Bo do gramatyki w końcu kiedyś się dojdzie, a zapamiętane wyrażenie umiemy zastosować w życiu, w normalnej konwersacji a to jest najważniejsze.

Intensywnie Kreatywna, to na razie jeszcze nie jest sztuka, tylko nieporadne próby ręki nieoswojonej z pędzlem. ~^^~ Pisałam na papierze - papier do kaligrafii jest specyficzny: bardzo gładki po wierzchu a chropowaty od spodu, a przede wszystkim bardzo cienki, jak bibułka, dlatego tak się "zbiegł" w miejscach, gdzie dotknął go mokry atrament.

YarnFerret, na razie rzeczywiście jest to zabawa pędzlem i atramentem. ~^^~

***

A ponieważ napisałam test z hiragany na 100% to w nagrodę zjadłam 15 pierożków gyoza (własnej roboty ^^) i popiłam je winem śliwkowym umeshu. A teraz zamierzam relaksować się przez resztę wieczoru, czego i Wam życzę! *^v^*
And because I scored 100% at my hiragana test, as a reward I ate 15 gyoza dumplings (homemade by myself) and I drank some plum wine with it. Now I'm going to relax during the rest of the evening, have a nice Monday evening! *^v^*

Sunday, November 06, 2011

書道

YarnFerret, muszę pamiętać, żeby teraz zawsze mieć pod ręką jakieś zwierzę podczas sesji lalkowych. ~^^~

Intensywnie Kreatywna, poczaruję jeszcze pogodę, bo przydałby mi się słoneczny dzień tak za tydzień, na jeszcze jedną jesienną sesję lalkową. ^^

Violet, jak stoi takich sześć w gablocie, to już człowiek jest przyzwyczajony. *^v^* Bardziej się boję lalek wiktoriańskich, tych z pustym spojrzeniem, malutkimi ustami i straszną pyzatą twarzą, brrr...

***


Czy to starożytne zwoje, które wyszły spod ręki sławnego Mistrza Kaligrafii?...
Are these the ancient writings done by some famous Calligraphy Master?...

Nie!
To moje koślawe bazgroły, bo pierwszy raz w życiu trzymałam w ręku japoński pędzel do kaligrafii i stawiałam pierwsze nieśmiałe kreski i zawijasy. *^v^*
No!
These are my crooked scribbles, because I had a Japanese calligraphy pen in my hand for the first time in my life and I made the first shy lines and flourishes. *^v^*

Byłam dzisiaj na pierwszych zajęciach z kaligrafii, bo pomyślałam, że to może być ciekawe, rozrywkowe a z czasem pomoże mi ładnie pisać japońskie i chińskie znaki.
This morning I've been to the first calligraphy lesson, because I thought it might be interesting, fun, it may with time help me with beautiful kana and kanji writing.

Najbardziej niespodziewaną rzeczą okazał się fakt, że nasza nauczycielka Japonka nie mówi słowa po polsku! ~^^~ Jednak nie było to żadnym problemem - kiedy nie ma innych sposobów komunikacji, to z niewielką pomocą kilku angielskich słów i dużą dawką gestów, w kontekście da się zrozumieć bardzo dużo. Przekonałam się, ile słów już potrafię zrozumieć i osłuchałam się z japońską wymową (jeden z uczniów znał japoński bardzo dobrze i sporo sobie pogadali z nauczycielką). Będę wyczekiwać następnych zajęć a na razie idę się pouczyć, bo jutro mam klasówkę z alfabetu hiragana! ~^^~
The most unexpected things was the fact that our Japanese teacher didn't speak a word of Polish! ~^^~ But it turned out not to be the problem at all - when there is no other way to communicate, Japanese with a little help from a few English words and a lot of gestures, in the specific context was easily understood. I found out how much I can already understand and I also listened to a lot of good native Japanese (one of the students knew the language very well and he talked with our teacher a lot). I'll be looking forward to next lesson and now I'll go and practice some hiragana because I'm having a test tomorrow! ~^^~

Saturday, November 05, 2011

Słoneczny listopad / Sunny November

Inko, no, pantalony, bo mi zimno zimą (kiedy jestem w spódnicy) w ten kawałek gołej nogi między górą pończochy z dołem majtek. ~^^~

Susanno, zdania są podzielone, ja na razie jestem zadowolona zarówno z prania jak i mycia włosów w orzechach. (chociaż pewnie częściej będę je stosować w pralce)

Mago, spieszę się, żeby mnie mrozy z jedną nogawką nie zastały! *^v^*

Squirk, zawartość przesyłki umiliła mi swym widokiem wieczór, i na pewno umili mi swoim smakiem kolejne dni. *^v^*

Intensywnie Kreatywna, jak śpię, to marzną mi tylko dwie rzeczy: stopy (na które zakładam skarpetki) i buzia (na którą nic nie zakładam, bo bym się udusiła ^^), reszta jest szczelnie przykryta zimową kołdrą, więc do spania pantalony mi są zbędne. ~^^~

CU@5, no bo akurat miałam myć głowę tego wieczora, orzechy były pod ręką. ^^

Manketo, no więc szczuplutkie nóżki to nie u mnie niestety, ech... Masz rację piękne są te pończoszki.

Anju, nie wiem o żadnych innych, chyba tylko te, bo właśnie ich skorupki mają właściwości myjące.

MaroccanMint, nie, włóczka to Ice Cashwool z Yarn Paradise, wełna 100%, na 2,5 mm. Wstążki w nogawce nie przewidywałam, ale zawsze mogę rozważyć. ~^^~ Jeszcze nigdy nie byłam matką chrzestną żadnej chuście, ale obiecuję pomagać w jej wychowaniu, jak umiem! *^v^* (zbliżenia opaski Kokardki zrobię przy okazji następnych zdjęć)

Zulko, ruszyłam z kopyta! ^^

Izuss, no to druty w dłoń! *^v^* O tym kubeczku już kiedyś czytałam na blogach anglojęzycznych, a potem zobaczyłam, że są u nas dostępne. Ciekawe, chociaż wydaje mi się, że operowanie tym pojemnikiem może być problematyczne, ale to pewnie kwestia wprawy. I zastanawiałam się, jak skóra reaguje na kontakt z gumą/silikonem.

***

Dzisiaj Sinclair, buszująca w ogródku moich rodziców, w promieniach ciepłego listopadowego słońca. (Biedna Sinclair, naczekała się na tę sukienkę prawie rok... ^^ Ale chciałam dla niej klasycznej "lalkowej" koronkowej sukienki właśnie z tego materiału, i wreszcie się doczekała!).
Today Sinclair, spending time in my parents' garden, in the warm November sun.
(Poor dolly, she waited for this dress almost a year... ^^ But I wanted it to look like a classic "doll" lacy dress from that exact fabric and she finally got it!).

Sinclair (Volks LE Emma, SD13)

sukienka, halka, czepek, pończoszki, futrzane bolerko - Atelier Bizarre (czyli ja ^^)
buty - Dollmansion
peruka - Crobidoll
dress, petticoat, hat, stockings, rabbit fur shrug - Atelier Bizarre (meaning me ^^)
shoes - Dollmansion
wig - Crobidoll






















Bonus z cyklu "lalka i zwierzę" - Sinclair z mieszkańcem ogródka skalnego, uprzedzając pytania - tak, mieszkaniec jest gumowy i kompletnie niegroźny. ~^^~
Bonus from the "the doll and the animal" series - Sinclair and the resident of the stone garden's, anticipating the questions - yes, it's made of rubber and completely harmless. ~^^~