Nie wiem, kiedy mi minął październik. Z wydarzeń towarzyskich - byliśmy z kolegą na Festiwalu Win (jak każdej jesieni), poza tym trzy razy spotkałam się z koleżanką u mnie w domu zamiast u niej, co było o tyle fajne, że u niej w domu jest malutkie dziecko i nie sprzyja to beztroskim nieprzerywanym niczym pogaduchom. ^^*~~
Cały czas chodzę na siłownię i wielbię to nieustannie.
Poza tym pod koniec października miało być jeszcze jedno spotkanie Draconii, w Kampinosie, a ja sobie uświadomiłam, że nie mam ciepłego płaszcza (ten poprzedni zjadły mi mole kilka lat temu...) więc zabrałam się za jego uszycie i ozdobienie taśmami i sznurkami... Zdążyłam, a spotkanie zostało przełożone na listopad! >0< Jeśli się spotkamy, to pokażę Wam efekt końcowy mojej pracy w przyszłym miesiącu, a jeśli nie, to zrobię kilka zdjęć stroju w domu.
Pod koniec października miałam też oczywiście urodziny, 52-gie! *^O^*~~~
Nie chciałam robić niczego szczególnego w urodziny, zażyczyłam sobie tylko trzech rzeczy - obiadu w koreańskim grillu, czekoladowego tortu i obejrzenia "Practical Magic" części pierwszej i drugiej (spoiler alert - nie wiem, czy to wynika z mojego ogromnego sentymentu do pierwszej części ale druga część jest dużo słabsza...), i wszystko to dostałam! *^V^*
Jesień można już czerpać pełnymi garściami, u nas wciąż na liście zakupów jabłka (obowiązkowo Miodowe!), figi, grzyby, na kuchni risotto z dynią, jajecznica z jarmużem, Dutch Baby z masłem, borówkami i syropem klonowym, kapuśniak, flaki po mediolańsku i fasole na ciepło, coraz częściej na stole stoi japoński lub koreański kociołek z mięsem i warzywami.
Przybywa nam też roślin w mieszkaniu, bo mam nową obsesję - hoye. *^V^*~~~
Moja mama miała w kuchni doniczkę z hoyą, i wtedy myślałam, że istnieje po prostu jeden jej gatunek, w jakimż ja byłam wielkim błędzie!!!.... ^^*~~ Okazuje się, że oczywiście są tej hoi setki odmian, a ja odkrywam kolejne z nich i kolejne sklepy, zrobiłam już trochę zakupów, dwie odmiany dostałam od koleżanki, w większości są to roślinki małe lub cięte sadzonki składające się z kilku listków, więc na razie ukorzeniam, obsadzam malutkie doniczki i czekam cierpliwie na przyszły rok, kiedy te wszystkie hoye urosną i zaczną kwitnąć!!! Bo że to możliwie znam z doświadczenia - nasza domowa hoya była duża i wypuszczała różowe kiście kwiatów cztery czy pięć razy w roku, tak jej tu było dobrze. *^v^*
Do przeczytania za miesiąc!





No comments:
Post a Comment