Przerywnik na trochę słońca i trochę niebieskiego nieba! *^0^*~~~
Friday, March 17, 2023
Monday, March 13, 2023
DOJadanie, tydzień III
Acha, gdybyż już można było pomykać w lnianych sukienkach z gołymi nogami!... Na razie w Warszawie nastąpił nieoczekiwany i niechciany powrót pogody listopadowej, ale cóż poradzić, w powietrzu już czuć, że wiosna czai się za rogiem. *^-^* Czytam marcowy rozdział "Rześko" i już widzę, że będzie tu większa dawka wiedzy o sezonowości i naszym połączeniu z rytmami natury niż w "Ciepło", więcej do przyswojenia, przemyślenia, przepracowania. Szykuję się do wiosennych porządków, pierwszy raz od dawna kupuję cięte kwiaty, zaczęłam wyprowadzać na spacery moje liczne kolorowe szminki. Wprawne oko dojrzy na poniższym zdjęciu nową sukienkę świeżo spod maszyny. *^v^* Wisi sobie i czeka na okazję, żeby zobaczyć światło dzienne na człowieku.
Wieczór Dnia Kobiet spędziłam z psiapsiółkami na mieście, w wegańskiej restauracji "Peaches Gastrogirls" (jedna z koleżanek jest wegetarianką). Słyszałam, że jedzenie w tym miejscu jest pyszne i nareszcie sama mogłam się o tym przekonać. Ja wzięłam wontony w bulionie, przepyszne! Dziewczyny też chwaliły swoje dania, a deser zjadłyśmy wszystkie trzy, każda swoją porcję. ^^*~~
***
Cały poprzedni tydzień chciało mi się serdelka z musztardą, a Robert szczęśliwy i pełen energii... *^0^*
Japońskie congee (wegańska wersja, z użyciem maszynki do gotowania ryżu), może być śniadaniem, obiadem lub kolacją.
4 Ł granulatu sojowego
+ 3 Ł sosu sojowego
+ 1 Ł mirinu
+ 3 Ł wody
2 świeże grzyby (shitake, pieczarki) lub kilka suszonych
imbir (kawałek wielkości kciuka)
1 Ł bulionu z kombu (granulowany)
2 łyżki mirinu
1 łyżeczka oleju sezamowego
pieprz czarny
1 łyżeczka soli
dymka
benishoga
marynowany daikon lub inne kiszonki
Granulat sojowy zalać sosem sojowym, mirinem i wodą, wymieszać porządnie, odstawić na 5 minut.
Ryż wsypać do suihanki (maszynki do gotowania ryżu) bez płukania, zależy nam na luźnej skrobi.
Imbir obrać łyżeczką i zetrzeć na tarce, grzyby pokroić w kawałki, suszone połamać.
Przełożyć granulat, imbir i grzyby do suihanki na ryż. Dodać bulion, mirin i olej sezamowy. Zalać wodą do poziomu porridge/kayuu/congee dla jednej miarki ryżu. Posolić, popieprzyć, ustawić suihanki na porridge/kayuu/congee, uruchomić.
Gdy gotowanie się skończy wyłożyć do misek, posypać posiekaną dymką. Podać z benishiogą, tsukemono i sosem sojowym.
(Niestety nigdy nie gotowałam congee w garnku na gazie, więc nie wiem, jakie są proporcje ryżu do wody w takim przypadku.)
Tutaj przykład mniej udanego dania - gotowa "polędwica" z seitana czeskiej produkcji, przyrządzona na podobieństwo klasycznej potrawy obiadowej Svíčková na smetaně. Seitanowe plastry przypominają plastry chleba a sos niedoprawiony...
Tak samo wegańska "mielonka". Smakowało to jak słaby paprykarz w formie mielonki, dało się zjeść ale drugi raz nie kupimy.
Kiełbaski marki Beyond Meat - takie sobie, z na pewno nie warte swojej ceny 26 zł za dwie sztuki!
Za to pierwsza duszona młoda kapustka w sezonie - poezja!.... *^-^*~~~
Były na przykład takie śniadania robione przez męża - fasolka w pomidorach na toście i pieczarki z cebulą i tofu na drugim. ^^*~~
Albo ryż smażony z warzywami i przyprawami, świetny sposób żeby zużyć ugotowany wcześniej ryż.
Smażyłam naleśniki. Ponieważ Nutella nie jest wegańska (i jest niezbyt zdrowa...) kupiłam dwa kremy orzechowo-czekoladowe bio i ten z Diet-Food jest GENIALNY!!! Mogłabym go jeść łychą prosto ze słoika i dotrzeć do spodu w 10 minut. ^^*~~
I takie obiady - pierwsze dwa to dania gotowe z Wege Micha, do których ugotowałam ryż basmati albo bulgur i dorobiłam surówkę, trzeci obiad to kotlety z fasoli z ziemniakami i szybkim sosem "pieczeniowym".
Robert gotował kapustę kiszoną zasmażaną z fasolą z własnego przepisu.
paczka kapusty kiszonej (850g, 550g po odlaniu)
dwie puszki fasoli białej gotowanej (2 x 400g, 2 x 240g po odlaniu)
dwie cebule
olej rzepakowy (zimnotłoczony, nierafinowany)
dwa liście laurowe
dwa ziela angielskie
garść kminu
pieprz
cukier trzcinowy
sól
Kapustę odlać na sitku i przenieść do garnka. Dodać ziele angielskie, liście laurowe, kmin. Zalać gorącą wodą trochę poniżej poziomu kapusty i postawić na gazie pod przykryciem na około 1h.
Cebulę skroić w drobną kostkę. Na dużą patelnię wlać olej (kilka łyżek), rozgrzać, przyprawić mielonym pieprzem. Następnie wrzucić cebulę, posolić, rozłożyć równą warstwą i zostawić żeby się przysmażyła na złoto-brązowo.
Odlać fasolę z puszek zachowując płyn (aquafabę). Odlaną wrzucić do zezłoconej fasoli, opruszyć odrobiną cukru, przemieszać i zostawić do przysmażenia.
Gdy fasola się przysmaży wlać zachowaną aquafabę i zredukować. Następnie odlać kapustę na sicie, usunąć liście laurowe i ziele angielskie i wrzucić na patelnię. Przesmażyć wszystko razem aż potrawa się zagęści i połączy. W trakcie doprawić solą do smaku.
Podawać z chlebem razowym z margaryną albo z pure ziemniaczanym.
W piątek spotkałam się z koleżanką w Vege Love.
W sobotę na domowych urodzinach kolegi zamówiliśmy przepyszne bliskowschodnie jedzenie z Niedaleko Damaszku (nie mam zdjęć). Jest to jedna z restauracji, dla których mogłabym się przeprowadzić bliżej centrum Warszawy!
***
I taki to był zeszły tydzień. W przyszłym planuję kilka dań dalekowschodnich, na pewno będą też pierogi. Będzie nowe szycie - szykuję kilka nowych rzeczy na japońskie wakacje. Mam też nowe pomysły na obrazki. Do zobaczenia za tydzień!
Monday, March 06, 2023
DOJadanie, tydzień II
Wiosna idzie!!! *^V^* Przynajmniej taką miałam nadzieję na początku zeszłego tygodnia... Mam tak dosyć zimy w tym roku, tej szarówki, pluchy, beznadziei za oknem... Ale już chyba o tym było niedawno, prawda? W każdym razie, pojawiają się słoneczne dni i staram się je wykorzystać na spacery. Jeszcze okutana w zimową kurtkę i szal, ale wierzę, że lada dzień będę śmigać z gołymi łydkami w lnach i muślinach!... ^^*~~
Czekałam na tę książkę i się wreszcie doczekałam! Kupiłam ją w przedsprzedaży w wydawnictwie, oficjalna premiera dopiero 8 marca. "Ciepło" Niny Czarneckiej czytałam z dużym zainteresowaniem, to dla mnie pierwszy kontakt z ajurwedą, wiedza jest podana umiejętnie i z wyczuciem, zachęca do dalszego szukania i zdobywania informacji, a sama książka prowadzi nas przez zimny i ciemny czas jesieni i zimy, są pomocne zimoumilacze, są przepisy kulinarne. "Rześko" to przewodnik na wiosnę i lato, poza wstępem jeszcze niczego nie czytałam, zamierzam delektować się tą częścią powoli zapoznając się z kolejnymi rozdziałami odpowiadającymi nadchodzącym miesiącom. Na pewno mogę już powiedzieć, że zdjęcia są zmysłowe i apetyczne, nadają książce magiczną atmosferę, ich autorką jest Maia Sobczak z bloga Qmamkasze.
Przeczytałam niedawno książkę Ireny Wielochy, którą znam z Instagrama jako Kobietę Zawsze Młodą. Pani Irena na pewno może być dobrym przykładem dla wielu z nas, zmieniła swoje życie będąc po 50-tce, bo przestało jej się podobać, że ma sporą nadwagę, która przeszkadza jej chodzić po ukochanych górach i zagrożenie cukrzycą. Radykalnie zmieniła swoją dietę i zaczęła ćwiczyć pod opieką profesjonalistów, a potem zaistniała w mediach społecznościowych, co krok po kroku doprowadziło do całkiem nowych doświadczeń życiowych, m.in. w wieku 70 lat została modelką! Czy to ciekawa lektura? Podobała mi się część opisująca historię życia pani Ireny, jej młodość, życie rodzinne, pozwala nam to zrozumieć jaką jest osobą i dlaczego udało jej się dokonać tak radykalnych zmian. Początek książki trochę przynudza, szczególnie ciągłe przepisywane cytaty z własnych wpisów na Instagramie.
A teraz zanurzyłam się w świat skandynawskich kryminałów, połknęłam "Niegodziwość ojców" Asy Larsson i pod koniec książki znalazłam informację, że jest to szósta ostatnia część cyklu... Na pewno poszukam innych pozycji tej autorki!
***
DOJadanie w toku. W zeszłym tygodniu na stół wjeżdżały na przykład takie pomysły - śniadanie według formuły:
ugotowane ziarna
+
przyprawy/zioła suszone
+
pomidory
+
silken tofu doprawione solą kala namak
+
świeże zioła/kiełki
Na pierwszej pozycji mogą się pojawić: różne fasole, ciecierzyca, soczewica, bób, możemy je sami wcześniej ugotować albo wybrać te puszkowane. Doprawiamy gotową mieszanką przypraw, czosnkiem, curry, garam masalą, itd. Pomidory mogą być świeże lub z puszki, zamiast nich albo razem z nimi można dodać paprykę, szpinak.
Robert smażył rosti, grzyby i szpinak z czosnkiem i gałką muszkatołową.
W niedzielę usmażyłam naleśniki. Nie korzystałam z żadnego wegańskiego przepisu, za to użyłam zamiennika jajka Veggs, który nadaje się do wszystkich potraw, w których jajko spełnia funkcję lepika. Sprawdziło się świetnie! Firma Veggs jest polska, z siedzibą w Puławach i fabryką w Piasecznie pod Warszawą.
Poszliśmy też na tofucznicę do Paprotki, w zeszłym roku bardzo nam smakowała. W tym - jakoś tak mniej... Zdecydowanie tym razem ich izraelski bajgiel z hummusem i dodatkami był dużo smaczniejszy!
Przepyszny klasyk, po którego chyba w zeszłym roku nie sięgnęłam, aż dziwne!... Wegańska wersja kapuśniaku po żydowsku według przepisu Marty Dymek. Pierwszego dnia zjedliśmy go w formie zupy, natomiast kolejnego zupą już to nie było, bo kasza wchłonęła większość płynu, więc dorzuciłam kostkę pokruszonego w palcach tofu dla większej treści i dodatku białka, i powstała gęsta potrawka, równie pyszna!
Zrobiłam sałatkę ziemniaczaną, przepis jest prosty, mieszamy ziemniaki i cebulę z sosem, odstawiamy do lodówki, żeby się przegryzły. (Włożyłam ją w słoiki, bo tak łatwiej ją pomieścić w lodówce a Robertowi wygodniej zabrać do biura.)
- 1 czerwona cebula, drobno pokrojona
- 6 ugotowanych dużych ziemniaków pokrojonych w dużą kostkę
Sos
- 2 Ł posiekanych kaparów, można dodać trochę zalewy do smaku
- 2 Ł musztardy francuskiej
- 6 Ł majonezu
- sól i pieprz do smaku
- 3 łyżki posiekanego szczypiorku
I pastę bezjajeczną z przepisu ErVegana, nieco przeze mnie zmodyfikowanego.
Z ciekawych produktów sklepowych - kupiliśmy Majtasy! *^O^*~~
Oraz pierwszy raz jedliśmy wegańskie pyzy z nadzieniem od Prostych Historii, pyzy w porządku, nadzienie niesamowicie delikatne w smaku i giną w towarzystwie grubego treściwego ciasta, lepiej sprawdziłoby się w ravioli. Porządniej bym to doprawiła czosnkiem i gałką muszkatołową!
Zauważyłam też mój problem z wegańskimi kanapkami. Kiedy robię sobie kanapkę z wędliną albo serem, nawet jajkiem na twardo, to zawsze jest na chlebie element w miarę twardy, w który można zatopić zęby z pewnym oporem materii, jeśli wiecie co mam na myśli. Z kanapkami wegańskimi to tak nie wygląda, bo przeważnie na pieczywie lądują różne pasty, a nawet jeśli jest to wegańska mortadela, to ma ona konsystencję bardzo miękką. Owszem, pastom towarzyszy pomidor, ogórek, papryka, to są elementy twarde, chrupiące, ale zawsze towarzyszy im miękka paćka. Nie podoba mi się to. Zamiast płaskich kanapek wolę chyba wegańskie wrapy, w których pasta jest rozsmarowana na tortilli i na niej są różne twarde warzywa, a wszystko to jest i tak wymieszane bo zwinięte w rulon. Ot, taka moja kanapkowa rozkmnina. >0<
***
Na 4 marca zostaliśmy zaproszeni na ślub i wesele, odbywało się w hotelu Belotto w Warszawie. No i jak zobaczyliśmy termin, to od razu zapaliła się nam lampka - "Acha! Ciekawe, czy nasza dieta wegańska zostanie wzięta pod uwagę?..." Pan młody zapewnił nas, że kuchnia o nas zadba i nie mogłam się doczekać, żeby się o tym przekonać! *^V^*
Było nieźle, ale... Kilka dań było serwowanych do stołu, reszta stała w postaci szwedzkiego stołu. Na przystawkę dostaliśmy konstrukcję z duszonego bakłażana, cukinii, cebuli na poślizgu z zielonego sosu, z pomidorkami i pięknym przybraniem. Wygląd 10/10, smak, hm... bardzo delikatny, trochę niezauważalny.
Potem była zupa-krem z białych warzyw, wspólna dla wszystkich gości.
Na koniec podano danie główne - i trudno nam było nie odnieść wrażenia, że to są te same duszone bakłażany, cukinie i cebula pokrojone trochę inaczej, z dodatkiem papryki, selera naciowego i ciecierzycy, smak ten sam co przystawki czyli zestaw przypraw był identyczny. Tu się hotel Belotto nie popisał, naprawdę można było wymyślić coś ciekawszego. Pozostali goście dostali pieczone udo kaczki z pure ziemniaczanym i buraczkami duszonymi.
Na szwedzkim stole było kilka wegańskich opcji do wyboru, ze dwie sałatki, smażone gnocchi z cebulką, ryż z warzywami (wiem, te dwa dania pewnie były pomyślane jako skrobiowy dodatek do dań mięsnych stojących w sąsiednich bumarach, ale to nie przeszkadzało nam się nimi poczęstować. *^v^*) Na deser jedliśmy owoce, był duży wybór pokrojonych owoców na tacach. Nie było roślinnego mleka do kawy bo mleko było elementem wielkiego ekspresu do kawy i trudno, żeby były tam różne opcje. W sumie można było zapytać obsługę, czy mają na kuchni mleko roślinne i gdyby było to dolać je sobie do czarnej kawy, ale nie piliśmy kawy. Tort niestety nie był wegański, ale nie wymagajmy za wiele, i tak byliśmy chyba jedynymi gośćmi z odmiennymi wymaganiami żywieniowymi.
Poniższe zdjęcie zrobiłam 28 lutego, kiedy na moment pojawiło się w Warszawie słońce. Dziś znowu jest zimno i wszystko przykrywa śnieg... Cóż, wygląda na to, że na wiosnę musimy jeszcze poczekać. Do wyjazdu do Japonii 57 dni! *^0^*~~~
(kliknij żeby powiększyć)
Monday, February 27, 2023
DOJadanie, początek
22 lutego zaczęliśmy tegoroczne DOJadanie. To już czwarta wersja wegańska i jak co roku zaczęliśmy od badań profilaktycznych, a po nich poszliśmy na śniadanie do BRU bar kawowy. I na początek od razu rozczarowanie... W BRU jedliśmy kiedyś najlepszą wegańską tofucznicę, ale niestety nie ma jej już w ofercie! Zamówiliśmy Croque Monsieur - nie jestem do końca przekonana do wegańskich serów, wędlina stopiła się pod wpływem wysokiej temperatury grilla (ser nie...), a musztarda w kanapce była koszmarnie ostra!!!
Dla równowagi na drugie śniadanie kupiłam nam wegańskie pączki z porzeczkową konfiturą w piekarni Putka, są pyszne! Mają też w ofercie bułeczki z budyniem, już nie aż tak fajne.
A na obiad zrobiłam znane i sprawdzone kotlety z fasoli (z przepisu Olgi Smile). Ta masa jest super, można z niej zrobić "mielone" i zjeść z ziemniakami i surówką, albo dorobić gęsty sos grzybowy czy sos "pieczeniowy" i podać je z makaronem albo kaszą. Można ulepić kuliste klopsiki, zatopić je w sosie pomidorowym i podać ze spaghetti. Wreszcie można takiego kotleta wsadzić do kanapki, z dodatkiem sałaty, ogórka, pomidora, papryki, jakiegoś pysznego sosu musztardowego. Te wszystkie wersje pewnie się na naszym stole pojawią, bo z tej ilości składników wychodzi 14-16 sporych kotletów!
Wrzucę tutaj przepis, gdyby zniknął ze strony Olgi.
- 500 g fasoli białej
- 1,5 szklanki suchego ryżu długoziarnistego białego lub naturalnego
- 3 cebule
- pęczek koperku
- 1 czubata łyżka czarnej soli kala namak (lub więcej, do smaku)
- sól i pieprz do smaku
- 80 ml bułki tartej + bułka do obtaczania
- olej do smażenia
- Fasolę namoczyć przez noc, rano ugotować do miękkości. Zmielić na gładko.
- Cebule pokroić w kostkę, usmażyć na złoto.
- Ryż wsypać do 4 szklanek gotującej się wody. Gotować 15 minut na małym ogniu. Zostawić na kolejne 15 minut pod przykryciem.
- W dużej misce wymieszać ryż, usmażoną cebulę, zmieloną fasolę, posiekany koperek i sól do smaku. Dosypać bułkę tartą, wymieszać ponownie i odstawić na 15 minut.
- Formować kotlety, obtoczyć w bułce tartej i smażyć na złoto.
- Przed usmażeniem można kotlety zamrozić.
Wymyśliłam też inne kotlety roślinne - z kaszy gryczanej i fasoli adzuki, bo chciałam zużyć kiepskiej jakości kaszę gryczaną, która gotowała się nierówno.
Kotlety z kaszy gryczanej i fasoli adzuki
- 1 szkl. suchej kaszy gryczanej palonej
- 1 szkl. suchej fasoli adzuki lub czerwonej
- 1 cebula
- 1 marchewka, starta na drobnych oczkach tarki
- 0,5 szkl. nasion słonecznika
- 0,5 szkl. nasion dyni
- 2 Ł mielonych ziaren siemienia lnianego
- 1 Ł sosu sojowego
- garść posiekanej natki pietruszki
- ł tymianku, oregano
- sól i pieprz do smaku
Kaszę gryczaną ugotować do miękkości.
Fasolę namoczyć na noc, następnego dnia wodę odlać, gotować do miękkości ze szczyptą soli ok. 60 minut. Przestudzić, częściowo porozgniatać.
Cebulę posiekać drobno, przesmażyć na złoto.
Ugotowane kaszę i fasolę oraz przesmażoną cebulę i startą marchewkę wymieszać z mąką, płatkami drożdżowymi, nasionami, siemieniem, sosem sojowym, pietruszką i przyprawami, wyrobić porządnie żeby składniki się połączyły. Formować kotlety, schłodzić w lodówce 30 minut, smażyć na oleju z obydwu stron.
Do kanapek nie mogło zabraknąć mojej ulubionej pasty bezrybnej autorstwa MolomoVegan! Robert jest pełen podziwu, jak ta pasta świetnie smakuje i mówi na nią "rybna". *^0^*
Śniadania to była np.: owsianka z jabłkiem i konfiturą z jagód, ugotowana na mleku grochowym Sproud - bardzo polecamy to mleko, odkryliśmy je w zeszłym roku i od tamtej pory regularnie kupujemy zapas (w Sieci), jest świetne do kawy.
Albo japońskie klasyki. Tamagoyaki jeszcze w fazie testów, trzeba dopracować formułę.
Robert smażył silken tofu z grzybami.
Albo robił makaron, który zjedliśmy z sosem kurkowym.
Zamówiliśmy też kilka słoików od Wege Michy (odbieramy w soboty na bazarze na Ursynowie), m.in. ich genialną pastę bezjajeczną i sałatkę ziemniaczaną.
No i tak sobie powoli wchodzimy w okres wegański. Na razie doceniamy skrócenie czasu zakupów o połowę (no bo część alejek w sklepach w ogóle nas nie interesuje), pewnie za niedługo zaczną się jajkowo-serowe tęsknoty. ^^*~~
***
Z innych wieści - w przyszłym tygodniu mamy okazję, która pozwoli mi ubrać się ładniej niż codzienna porcja dresów... >0<"~~ Dlatego przeglądam szafę, przymierzam, grzebię w wykrojach i zapasach materiałów, i w ogóle się sobie nie podobam w niczym!... Najchętniej ubrałabym się w moją ulubioną szarą dresową sukienkę, która ma krój prostopadłościanu. Ale jeszcze walczę ze sobą, żeby jednak wybrać coś innego. Relację zdam następnym razem.
























































