Sunday, March 01, 2015

Karmelki

Skoro jest weekend, to można go uczcić smacznym drinkiem, o takim na przykład:
It's weekend so let's celebrate it with a nice drink, the one like this:



W sobotę wyszliśmy rano na poszukiwanie miłej śniadaniowni w naszej okolicy. Tam, gdzie chcieliśmy wejść nie było wolnego stolika i niestety trafiliśmy do innego miejsca, którego w ogóle nie polecam... Być może jest to bardzo dobra cukiernia, ale śniadania i tempo obsługi mają marne...
Za to kawa parzona w tygielku, w Coffee Singidunum bardzo smaczna! (ciasta można sobie darować...)
On Saturday morning we went out in search for a good place to eat breakfast in our neighbourhood. The place we wanted to visit was full of people and we ended up in some other cafe that wasn't good at all... It may sell decent cakes but the breakfasts are poor and the waitress was so slow...
On the other hand, we had a nice coffee in a Caffee Singidunum later! (but forget about their cakes though...)



Na co się tak zapatrzyłam?....
What am I looking at?...



Na takie cudo, które stało sobie na parkingu! Generalnie jestem nieczuła na urok samochodów, ale takiego klasyka mogłabym mieć, czułabym się jak w "Ulicach San Francisco"! *^o^*
Such a beauty! I'm not interested in cars at all but I could easily drive this one, I'd feel like in "The Streets of San Francisco"! *^o^*



***

Za to w niedzielę mogłam założyć świeżo uszytą sukienkę! *^v^*~~~
On Sunday I could wear a new dress I made! *^v^*~~~



Wiem, powinnam pracować na lutowym projektem One by One, ale jak się trafi dobry wykrój, to aż szkoda go nie wykorzystać ponownie. Szczególnie, jeśli piękna wełna z jedwabiem czeka na przeistoczenie się w sukienkę. No to uszyłam coś kompletnie znienacka poza kolejką. Przedstawiam Karmelki. *^v^*
I know I should be working on my February One by One project but when you have some idea it's difficult to let go. Especially when you have a pretty wool/silk fabric waiting to be turned into a dress. So I made something totally out of the blue. Please meet Caramels. *^v^* 



Moje zeszłoroczne zakupy na allegro to m.in. tkaniny wełniane z jedwabiem w trzech kolorach i znacie już pierwszy z nich, uszyłam z niego niebieską Bettinę. Kiedy założyłam ją w zeszłą niedzielę na spacer po mieście, przypomniałam sobie, jak wspaniale nosi się ten materiał - wełna z jedwabiem! *^-^*, i od razu zapragnęłam zmienić pozostałe dwa kupony w sukienki.
Last year I bought online three colours of wool/silk fabrics. You already know the first one - the blue Bettina. When I wore it last Sunday I remembered how nice this fabric is to wear and I felt a sudden urge to make the dresses from the other colours.




Na warsztat wzięłam kolor beżowo-różowy. Jako bazy użyłam ponownie wykroju na sukienkę 121 z Burdy 12/2008, jednak skorzystałam tylko z górnej części wykroju. Dodałam do niego kołnierzyk i guziki na przodzie, które są tylko elementem ozdobnym, bo sukienka ma z przodu zatrzaski.
I took the beige-pink combination and used the top part of the dress 121 from Burda 12/2008 again. I added the collar and the buttons along the front, these are just an embelishment because there are studs underneath.




Dół tym razem wykroiłam z większym rozmachem niż w oryginale, czyli z z 2 metrowego prostokąta i zrobiłam szerokie plisy. Miałam w planach dół z koła lub półkola, ale niestety przeliczyłam się w ilości tkaniny - pamiętałam, że mam jej 2,5 m i wtedy spokojnie by wystarczyło. Niestety! Po zmierzeniu okazało się, że mam tylko niecałe 2 metry materiału, więc zmieniłam koncepcję na bieżąco.
This time the skirt part is much fuller - I wanted to make a circle or half-circle skirt but I misjudged the amount of fabric I had. I thought it was 2,5 m but it turned out I only had 2 m, so I just took a long rectangle and made some box pleats.



Bardzo polecam ten wykrój, bo nie wymaga specjalnych umiejętności szyciowych (nie trzeba wdawać rękawów, yatta! ^^) i dobrze dopasowuje się do sylwetki. Dorobienie kołnierza okazało się dużo łatwiejsze niż się spodziewałam!
I really recommend this pattern, it doesn't require any advanced sewing skills (no setting in sleeves, yatta! ^^) and it fits well. Adding a collar was much easier that I imagined.



Serdecznie pozdrawiam panią, która przeczekała nasze fotograficzne ekscesy na środku chodnika i kiedy ją przeprosiłam, że nie może przejść, powiedziała: "Nie szkodzi, piękna kobieta musi się fotografować"!... *^O^*
Trzeci kolor mojej wełniano-jedwabnej mieszanki na razie poczeka na swoją kolej, bo w piątek kurier przyniósł mi nowe zakupy materiałowe i mam coś, co Natychmiast Muszę Przerobić na Sukienkę! A będzie to pomysł trochę kontrowersyjny (i nie wiem, czy mi się uda...), tak więc jak kto ciekawy, to proszę zaglądać na bloga. ^^*~~~
I send warm greetings to a lady who waited patiently while we were taking the photos and when I said sorry for being an obstacle on the pavement she said: "That's okay, pretty woman should be in the photos."... *^O^*
The third colour of that wool/silk fabric must wait now because on Friday I got some new fabrics and I need to make something from them RIGHT NOW! I'm not sure if I manage because my idea might not be suitable for the fabric, we'll see along the way so stay tuned. ^^*~~

***

Skoro jest niedzielne popołudnie, to proponuję jeszcze jednego drinka na zakończenie weekendu. *^o^* (moja matcha nie chciała dać takiej elektryzującej zieleni jak na zdjęciach w przepisie, powinnam go nazwać Wodnik Szuwarek...)
If it's Sunday afternoon let's have another nice drink to sum up the nice weekend. *^o^* (my matcha didn't want to give such and electric green colour like in a recipe post, I should call it Muddy Waters or something...)




Ten wpis bierze udział w akcji Hat Attack na blogu Style Crone, w Sobotnim Link Party u Maknety i w Share in Style u Rosy.
This post is link to Hat Attack at Style Crone's blogSaturday Link Party at Makneta's and Share in Style at Rosy's.

Thursday, February 26, 2015

Śniadanie na świecie - Japonia

Dlaczego ja o takich fajnych akcjach blogowych dowiaduję się pod koniec ich trwania?!......
Why do I always find out about fun blog get-togethers so late?!.... 

Właśnie znalazłam zabawę "Śniadanie na świecie" (zasady tutaj) na blogu Karto-flanej. Niestety to już przedostatnia edycja, w całej zabawie można było zdobywać punkty i na koniec wygrać nagrody, na co oczywiście nie liczę ale przyłączam się dla samej frajdy z gotowania i tworzenia! Akurat trafiłam na miesiąc, w którym pokazujemy japońskie inspiracje, a tych, jak wiecie, u mnie mnóstwo! *^O^*
I just found a "World Breakfast" on Karto-flana's blog. You show some food and craft inspired by different cultures and this time, the last but one month..., the country is Japan! *^O^*




Zacznijmy od japońskiego śniadania - dzisiaj zjadłam bardzo prosty zestaw, składający się z miseczki ryżu z nattou (fermentowana soja - o tym, jak samemu zrobić nattou pisałam tutaj), zupy miso, tofu z sosem sojowym i szczypiorkiem oraz kiszonego imbiru beni shoga.
Let's start with some food - today I ate a simple set: rice bowl with nattou (there I wrote how to prepare nattou at home), miso soup, tofu with soy sauce and chives, and a pickled ginger called beni shoga.



Można też śniadać po japońsku w taki sposób jak poniżej - posiłki, jakie dostaliśmy w tradycyjnym hotelu w Nikko:
(Przy okazji, jeśli ktoś ma ochotę poczytać o naszych japońskich wyprawach, zapraszam na Fumy Turystyczne.)
You can have a hearty Japanese breakfast just like we ate in the traditional hotel in Nikko:
(Btw, please visit my holiday blog Fumy Turystyczne to read about our Japanese trips.)










Albo na sposób nowoczesny, kupując w drodze do pracy kanapkę lub ryżowy trójkąt onigiri z nadzieniem.
Or a contemporary breakfast bought on the way to work - a sandwich or a rice triangle onigiri.




Na deser proponuję zieloną herbatę i kawałek ciasta kasutera (Castella), japońskiego biszkopta na miodzie o portugalskim pochodzeniu. Jest to bardzo łatwe, delikatne i pyszne ciasto. (źródło: Cookpad)
For a dessert let's have some green tea and a sponge cake kasutera (Castella), full of honey, soft and delicious. Recipe from Cookpad.



Składniki:
2 jajka
4 Ł cukru
4 Ł mąki
2 Ł miodu

Rozgrzewamy piecyk do 180 stopni C.
Odzielamy białka od żółtek i ubijamy je na sztywną pianę, stopniowo dodając cukier podczas ubijania.
Do piany dodajemy żółtka i delikatnie mieszamy szpatułką.
Dodajemy miód i delikatnie mieszamy.
Następnie dosypujemy mąkę i znowu delikatnie mieszamy.
Wlewamy ciasto do formy wyłożonej pergaminem i pieczemy 10 minut w 180 stopniach, a potem jeszcze 20 minut w 150 stopniach.

Teraz część najtrudniejsza - czekanie! Owijamy ciepłe ciasto folią spożywczą i zostawiamy na 12 godzin, żeby zwilgotniało. Ciasto opadnie i to jest normalne.
Smacznego! *^O^*




Na zieloną herbatę zaprasza też japońska lalka BJD firmy Volks, F-01 zwana Kokardką. *^-^*~~~
Green tea is also served by the Japanese ball jointed doll by Volks, F-01 called Kokardka. *^-^*~~~



I jeszcze jeden element blogowej zabawy, czyli rękodzieło związane z Japonią. Nie chwaliłam się jeszcze, ale w zeszłym roku znowu wyciągnęłam pudło z farbami. Tym razem zaczęłam realizować pomysł inny od dużych obrazów z serii "Tajemniczego Ogrodu" i skupiłam się na małej formie i jednym z moich ulubionych symboli kultury japońskiej - laleczkach kokeshi.
And a craft part of the Japanese inspiration - I haven't written about it yet but last year I dug out the paints and started to create something different from my big paintings series. I concentrated on small form and used one of my favourite symbols of Japanese culture - kokeshi dolls. 


Muzeum lalek, Yokohama / Doll Museum, Yokohama

Te tradycyjne robione są z drewna i malowane czerwoną i czarną farbą, obecnie można je spotkać w najróżniejszych formach, kolorach i tworzywach, u mnie na obrazkach. *^o^*
Traditionally they're made of wood and painted in red and black, but nowadays they appear in many forms, colours and materials, in my case - the pictures. *^o^*



Bardzo jestem ciekawa, co dziewczyny pokażą w ramach akcji "Śniadanie na świecie - Japonia" i jaki kraj będzie ostatnim za miesiąc!
I'm very curious about other Japanese breakfast posts and about the next month's country, the last one in the series.

Wednesday, February 25, 2015

Śniadanie, czytanie i prucie...

Naszła mnie ochota na kanapki. Ale nie takie zwyczajne, tylko interesujące, takie, na widok których, ba! - na sam opis składników ślina napływa do ust i chce się od razu usiąść do stołu i łapać za sztućce! *^v^*
Na początek chleb - tutaj żytni na jęczmiennym zakwasie i pszenny z pestkami dyni - wrzucamy do tostera albo grillujemy na patelni lub w piekarniku. Zaraz po wyjęciu na deskę hojnie nacieramy przekrojonym ząbkiem czosnku.
I felt like eating warm sandwiches. But nothing ordinary, just something that when you see it - well, when you even hear about the ingredients! - you want to grab a big bite, *^v^*
First, the bread - here I had the rye bread baked on barley sourdough and the wheat one with pumpkin seeds. I put them in a toaster and just when the slices were done I brushed them with a garlic clove.


Teraz warstwy - dojrzałe rozsmarowane awokado doprawione solą, pieprzem, oliwą i sokiem z cytryny, portugalska szynka dojrzewająca i jajko sadzone.
Now, the layers - a smeared ripe smashed avocado seasoned with salt, pepper, olive oil and lemon juice, some Portuguese salt-cured ham and an egg on top.




Albo tak - pokrojone suszone pomidory, pokruszona feta, wędzone sardynki i świeży estragon.
Or like that - chopped sun dried tomatoes, crumbled feta cheese, smoked sardines and some fresh tarragon.




Albo inaczej - chrupiące masło orzechowe, znowu awokado z przyprawami tym razem w plasterkach a na wierzch paski ogórka skropionego sokiem z limonki i posypanego za'atarem.
Or like that - crunchy peanut butter, again the seasoned avocado but in slices and some cucumber thinly sliced, drizzled with lime juice and seasoned with za'atar.




Jest wiele możliwości, że zacytuję klasyka! W tym temacie nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. *^o^*~~~
Possibilities are endless and I'll try many of them in the future so stay tuned! *^o^*~~~

***

Dzisiaj środa, więc tradycyjnie Czytanie i Dzierganie u Maknety.
Od poprzedniego razu przeczytałam w całości kryminał, i jak na mnie jest to lektura nietypowa, bo kryminał jest hiszpański!... *^v^* Poza filmami Nacho Vigalondo (z genialnym shortem "7:35" na czele! *^v^*) nie znam zbytnio hiszpańskich twórców a tym razem sięgnęłam po książkę "Jeszcze tylko jeden nieboszczyk" autorstwa Ramiro Pinilla.
Akcja toczy się w małym miasteczku Getxo w 1945 roku, dziesięć lat po tym, jak w niewyjaśnionych okolicznościach zginął jeden z bliźniaków Altube. Bracia byli utrapieniem wszystkich mieszkańców, ale śmierci nikt im nie życzył. A jednak ktoś przywiązał braci do haka wbitego w skałę na plaży i zostawił na pastwę przypływu. Jeden z nich cudem został uratowany a dziesięć lat po tragicznych wydarzeniach miejscowy niedoszły pisarz i właściciel księgarni Sancho Bordaberri, zafascynowany postaciami Sama Spade'a i Philipa Marlowe wciela się w rolę detektywa Samuela Esparty i podejmuje się rozwiązania zagadki i odnalezienia mordercy. Nie zdradzę zakończenia, ale polecam tę lekturę, bo to nie tylko świetnie napisany kryminał ale też lekcja hiszpańskiej historii.
Today is Wednesday, so at Makneta's there's Reading and Knitting day! 
I finished one book since last time and it's an unusual reading for me because it's a Spanish author! *^v^* Apart from watching Nacho Vigalondo's movies (I specially recommend a short "7:35"!) I don't know any Spanish literature or art, but I somehow took this book from the library, "Only one more dead man" by Ramiro Pinilla.
In a small town Getxo two brothers were attacked and tied to a hook at the beach, left to die in the tide. One of them has been miraculously rescued. The brothers were a pain in the town's butt but nobody wanted them dead. Or maybe somebody did.... Ten years later a young wannabe writer and a bookstore owner Sancho Bordaberri fascinated by Sam Spade and Philip Marlowe, wants to discover the truth and the killer. I won't tell you what happened but I really recommend this book because it's not just a good detective story, it's also a piece of Spanish history.



Teraz jestem w trakcie "Wszystko w czekoladzie" Tatiany Polakowej i jak na razie tak średnio mi się podoba... Przeczytałam trzy rozdziały ale postać Olgi nie budzi mojej sympatii i w ogóle nie bardzo rozumiem, czym ona się zajmuje i w jakich okolicznościach dzieje się akcja książki... Chyba źle trafiłam, następnym razem poszukam którejś książki z cyklu o dziennikarce Żeni i jej przyjaciółce Anfisie, podobno bardzo przypominają utwory Joanna Chmielewskiej.
Książki w formie ebooków - Stross i Marinina - wciąż w trakcie czytania.
Now I've started "All covered in chocolate" (my translation) by Tatyana Polakova and after three chapters I don't really like it... The main character Olga is a strange person I'm not too fond of and I don't know her role and the circumstances of the events... I'm not too happy when I don't understand the book! Maybe I should have taken Polakova's books from another series, about a journalist Zenia and her friend Anfisa, they're supposed to be more entertaining. We'll see.
I keep on reading both ebooks - Stross and Marinina. 



Na drutach małe potknięcie - prawie skończyłam przody Settlera, skończył mi się motek, dowiązałam nowe dopiero co zakupione motki, i.... okazało się, że producent zmienił skład włóczki między jednym moim zakupem kilka lat temu a chwilą obecną!... ヾ(`ε´)ノ 
Yarn Art Shetland to było kiedyś 49% wełny/51% akrylu, a teraz to stosunek 30% wełny/70% akrylu... Mężowi to nie będzie przeszkadzać, bo i tak na pewno powie, że sweter jest zbyt ciepły... (sic!), ale włóczka jest trochę inna niż ta ze starej partii, minimalnie grubsza i bardziej matowa. Muszę spruć 10 rzędów przodów (na zdjęciu ta różnica nie jest bardzo widoczna, ale na żywo tak!) i zrobić je resztkami starej włóczki, a z nowej zrobię ściągaczowe rękawy i listwy.
I had a small mishap on the needles - I almost finished both front of Settlera's but I run out of yarn so I tied a new skein recently bought. It turned out that the producer changed the contents of the fibers over the time between my first and recent purchase!... ヾ(`ε´)ノ   
Yarn Art Shetland used to be 49% wool/51% acrylic and now it's 30% wool/70% acrylic... Husband won't mind, he'll say the sweater is too warm anyway. But the new yarn is a bit thicker and not that shiny, so the difference in the sweater is visible. I have to frog 10 rows of cables (you cannot really see the difference in the photo but it's there!) and finish the fronts with the leftovers of the old yarn, and then I'll use the new yarn to knit the ribbed sleeves and button band.

***

A tak w ogóle, to daaaawno nie było pudełek lunchowych...
Nie to, żebym ich nie robiła, ale rzadziej niż kiedyś (mąż częściej jada z kolegami poza biurem i często pracuje z domu), nie zawsze też pamiętałam o zrobieniu zdjęcia, po prostu zamykałam pudełko i wstawiałam do lodówki... Ale uzbierało się kilka od początku roku, smacznego! *^v^*
I haven't posted bentou boxes for some time...
I've been making them of course, although not that often as before (Robert started to eat out with his friends more and he regularly works from home), I don't always remember about taking the photos, just pack it up... But there are some lunches from the beginning of this year, have a taste! *^v^*










Sunday, February 22, 2015

Panna Mania ma wychodne!

Śniadanie na mieście, co za cudowny wynalazek!... *^-^*~~~
Breakfast in the city, what a great idea!... *^-^*~~~



Żywiciel na warszawskim Żoliborzu, pycha!
Żywiciel bar at Warsaw Żoliborz district, yummy!




Spacerkiem na Bielany.
A stroll towards Bielany.





Na ciacho do Cafe de la Poste.
To Cafe de la Poste for a cake.



I do domu, na pieczone żeberka! Relaksująca niedziela. *^o^*~~~
And home, for some baked shortribs. What a relaxing Sunday. *^o^*~~~


Friday, February 20, 2015

Piąteczek!



Już piątek! *^o^*
Mam pytanie w kwestii formalnej - czy ktoś mógłby mi obiecać, że ta wiosna za oknami już zostanie? Bo ja już uzupełniłam zapas Nasion Najważniejszego Wysiewu (przyszły pocztą z Irlandii w dwa dni! *^v^*), i chciałaby, już zacząć sianie.  
It's Friday! *^o^*
I have the following question - could you assure me that the Spring I could see outside my windows for the past few days stays for good? Because I bought some Very Important Seeds to be sewn already (they came from Ireland by post in two days, yikes!... *^v^*).




To znaczy, i tak zacznę, w przyszłym tygodniu jadę po wór ziemi, przesadzę wreszcie fikusa i rozmaryn, bo obydwa trzymają się doniczek jedynie korzeniami, i wysieję pierwszą partię ziół do szklarenek - dwie odmiany shiso i różne bazylie. Jak to ostatnio w jakimś programie kulinarnym powiedział Luke Nguyen - "Trzeba zawsze mieć shiso pod ręką!" i ja się z tym jak najbardziej zgadzam! A ponieważ nie mogę kupić tego zioła na straganie w Polsce, to sobie wysiewam. Oczywiście na razie zostaną w mieszkaniu, na pewno do kwietnia!
I mean, I'm going to start next week anyway, I'll go get the sackful of dirt, take care of the pots for ficus and rosemary because all they have in their pot are the roots... And I'm going to start with the first herbs, two shiso and some basils. As I heard recently Luke Nguyen saying in some culinary program - "You should always have some shiso at home!" and I totally agree. And because I cannot buy this herb in Poland, I'll sow it myself. Of course I'll keep them inside till April at least!



***

Upiekłam ostatnio tak pyszne ciasto, że muszę się nim z Wami podzielić! To ciasto pomarańczowe z kaszą manną według przepisu Ottolenghi. Myślałam, że w kwestii ciast już wszystko wymyślono, a tu niespodzianka - niby znane smaki, ale niecodzienne ich połączenie i różnorodne faktury. Bardzo polecam! I ostrzegam, grozi wyżarciem z blaszki na ciepło!... *^-^*~~~
I've baked a cake a few days ago and I really must share it with you! it's an orange and semolina cake by Ottolenghi. I thought I knew it all as fas as cakes but this one is somehow different, with unusual textures, a bit of a warning - you can devour it straight from the baking form, it's that good! *^-^*~~~



Wprowadziłam małe zmiany - dałam dżem brzoskwiniowy domowej roboty bo nie miałam pomarańczowego a do syropu zaparzyłam torebkę herbaty roiboos z owocami tropikalnymi, bo nie miałam wody pomarańczowej.
I did some minor changes - I substituted the orange jam with the homemade peach jam and because I didn't have an orange water I made some strong tropical fruit roiboos tea for the syrup.




Plany na weekend - dzierganie, szycie, Cosmopolitan, oglądanie skoków narciarskich i dużej ilości CSI:Las Vegas. A co u Was?
Miłego weekendu! *^v^*
My plans for the weekend - knitting, sewing, Cosmopolitans, watching ski jumpings and lots of CSI:Las Vegas. How about you?Have a great weekend! *^v^*