Monday, June 17, 2019

Przez przypadek widziałam ambasadora!

Tydzień zakręcony jak świński ogonek!
Busy week last week!





Mąż wrócił z weekendu na koniach i we wtorek poszedł na zwolnienie, jaki wirus żołądkowy. (gdyby ktoś się zastanawiał, dlaczego Robert siedzi na małym koniku - to hucuł, część ekipy jechała na dużych koniach, a część na hucułach, co jest bardziej historycznie poprawne jeśli mówimy o wczesnym Średniowieczu)
Husband came back from the weekend on horseback and went on sick leave, some mild stomach virus. (if you wonder why Robert is sitting on a small horse - it's a Hucul, some people from the group rode big horses and some the Huculs, which is closer to the historic accuracy if we think about early Middle Ages)








Dodatkowo upały - nie, nie, ja nie narzekam!!! Uwielbiam z całego serca, co nie znaczy, że nie umieram z gorąca tak jak wszyscy. Umieram, chociaż z błogim uśmiechem na ustach! *^0^*
 Also - the hot weather. No, I don't complain!!! I love the heat the most which doesn't mean I suffer like everyone else. I do, but with a blissful smile on my face! *^0^*




Niewiele twórczego w zeszłym tygodniu robiłam - głównie malowanie i czytanie książek, nawet gotowanie odłożyłam na kiedy indziej (mąż ugotował nam wielki gar żuru i tak go jemy od kilku dni, na przemian z arbuzem i truskawkami ^^). Trochę szyłam czerwoną sukienkę, ale nie dało się długo wysiedzieć przy maszynie, a w szczególności stać przy gorącym żelazku, a prasowanie w trakcie szycia nieodzowne. Niedużo mi już zostało, planuję skończyć tę kieckę na naszą rocznicę ślubu, która wypada w tym tygodniu. ^^*~~ Dodatkowo zaplanowałam szycie kilku rzeczy na wakacje i przez jakiś czas się miotałam, w co najpierw ręce włożyć - w te projekty wyjazdowe czy w aktualne pomysły, a może podokańczać pomysły zaczęte i zawieszone w próżni? Osiołkowi w żłoby dano... Cóż mi pozostało, pokrzepić się arbuzową lemoniadą, rozpisać na kartce plan działania i działać po kolei! *^o^*
I didn't do much creative stuff last week - I mainly painted and read books, I even skipped cooking, Robert made a huge pot of żurek soup and we kept eating it in between watermelon and strawberries  ^^. I kept working on the red dress but I couldn't stay long at the sewing machine, and with a hot iron in hand to be precise, and as you know ironing is an essential part of sewing. I don't have much to do on that dress, I hope to finish it tomorrow just in time for our wedding anniversary this week. ^^*~~ Additionally, I planed some holiday sewing and I didn't know what to start and what to work on - holiday projects or current ideas, or maybe I should finish what I already started?... Well, the only solution is to drink some watermelon lemonade, make a list and follow it one by one! *^o^*




W sobotę poszliśmy na Festiwal Kultury Japońskiej w Służewieckim Domu Kultury - od razu przyznam, że nie spędziliśmy tam za dużo czasu. Najpierw wyruszyliśmy na poszukiwanie wachlarza dla Roberta (bo nie wziął z domu...) ku stoisku JAL-a. Tam okazało się, że pan już rozdał wszystkie darmowe wachlarze i został mu jeden jedyny, który sam się wachlował. Zaczęliśmy rozmawiać o wyższości samolotów i obsługi JAL nad innymi liniami lotniczymi i tak ich chwaliliśmy (zupełnie szczerze!), że pan na koniec oddał Robertowi ten wachlarz!.... *^O^* Przy stoisku japońskiego biura podróży wypełniliśmy krótką ankietę, dostaliśmy po cukierku i pogadaliśmy chwilę z panią o wyjazdach do Japonii (przy okazji Robert zareklamował mojego bloga wakacyjnego ^^*~~).
Zrobiliśmy potem szybką rundę po stoiskach z różnościami (obejrzeliśmy m.in. oczyszczaczo-nawilżacze powietrza Panasonica i pokaz walk sumo prowadzone przez Polski Związek Sumo). A potem spotkaliśmy znajomych, kupiliśmy trochę jedzenia i zalegliśmy w cieniu na trawie.
On Saturday as every year we went to the Matsuri Japanese Culture Festival - I must admit we didn't spend a lot of time there. First we went to look for the JAL's stall to get the free fan for Robert (he forgot to take one from home...). It turned out all the fans were handed out already and the man standing there had only one left, the one he was using. We started to talk about how great the JAL's planes and services are (totally honest!) and in the end Robert got the fan!... *^O^* At the Japanese travel agency's stall we filled a small questionaire and won some candies, and also Robert advertised my holiday blog while we had a talk with a nice lady. ^^
We walked around the stalls, stopping by the Panasonic to check out the air purifiers/humidifiers, we observed some sumo fights presented by the Polish Sumo Association. Then we met friends, bought some food and sat down in the shade for the rest of time there.





Na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia jako geishe - ja w parze z Anią, a Robert z Igorem!... *^w^*
At the end we had our photos taken as geishas - me with Ania and Robert with Igor!... *^w^*





A potem, kiedy czekaliśmy na Igora z samochodem na ławce przed domem kultury, zupełnie przypadkiem zobaczyliśmy jak na festiwal przyjechał ambasador Japonii w Polsce, pan Tsukasa Kawada! Na parking zajechała czarna limuzyna z flagą Japonii, żwawo wyskoczył z niej starszy pan w kapelutku i dziarskim krokiem pomaszerował do parku, zapewne, żeby wziąć udział w jakiejś części oficjalnej festiwalu. *^v^*
And then, when we were waiting in front of the Cultural Centre for Igor (who went to get a car) we accidentally saw the arrival of the Japanese ambassador Mr. Tsukasa Kawada! First, a big black car came, with a Japanese flag on it, then the door opened and an older gentleman jumped out of it, and walked towards the park behind the buildings, most probably to take part in some official events. *^v^*




***
#100kwiatówwkolorze
Tydzień żółtych kwiatów, no prawie. *^v^*
#100flowersincolour
The week of yellow flowers. Well, almost. *^v^*





***

Tak jak wspominałam tydzień temu, kupiłam nowy szkicownik teoretycznie na wakacje i zrobiłam w nim pierwsze testy. To SMLT Watercolour Authenticbook, 280 gsm, ma ciekawy rozmiar powiększonego A5, kartki są zszyte w środku szkicownika i można go wygodnie rozłożyć na płasko. (przy okazji dokupiłam kilka kolorów akwareli Aquarius i trzy cieniutkie pędzelki do detali ^^*~~)
As I mentioned last time, I bought a new sketchbook to use on holidays and did the first test. It's SMLT Watercolour Authenticbook, 280 gsm, it has an interesting size of enlarged A5, the pages are sewn in the middle and they can be laid flat. (I also bought some new colours of Aquarius watercolours and three thin brushed for details ^^*~~)





Moja opinia po zamalowaniu strony tytułowej - cudo! *^V^* Papier zachowuje się dokładnie tak, jak mi odpowiada, nie faluje, trzyma wodę tyle ile trzeba, ma strukturalną powierzchnię, zdecydowanie zabieram go ze sobą do Japonii!!!
Teraz jeszcze trzymajcie kciuki, żebym w ogóle znalazła chwile na malowanie, bo z tym na wakacjach krucho... Ale  tym roku zamierzam naprawdę wyluzować, ze zwiedzaniem, z pisaniem na blogu, z robieniem zdjęć, chcę po prostu odpocząć!... ^^*~~
My opinion after painting on the opening page - lovely! *^V^* Paper behaves exactly how I want it, doesn't buckle, keeps the water on its surface as long as I need, has some structural surface, I definitely take it with me to Japan!!!
Now keep your fingers crossed for me to be able to find some time for sketching and painting because as we know it's not that easy with that... But this year I have a plan to really take it slow - with sight seeing, with writing a blog, with taking photos, I just want to rest!... ^^*~~






Skoro już karp pojawił się w jednym szkicowniku, to wrzuciłam drugiego do malutkiego Hahnemuhle WatercolourBook. Wciąż coś tam maluję w tym szkicowniku, bo już go mam, nie jest tragiczny, podczas treningu przydaje się każdy kawałek papieru akwarelowego! ^^*~~ Nie obyło się bez spięcia brzegów wielkimi metalowymi klamrami...
When one koi fish appeared in one sketchbook, another one went to the tiny Hahnemuhle WatercolourBook. I keep painting in this sketchbook, I have it already and it's not totally bad so any piece of watercolour paper is handy when it comes to practise!  ^^*~~ Of course I had to catch the side with big metal clips...




I jeszcze pokażę coś, co powstało jakiś czas temu, ale najpierw musiało dotrzeć do osoby, dla której było przeznaczone. A ponieważ przesyłka już na miejscu, to nie muszę dłużej utrzymywać tych dwóch obrazków w tajemnicy! *^-^*

Kliknij, żeby powiększyć:
And one more thing, some time ago I painted something for someone, and first it had to get to that person by post. Now I can share it with you. *^-^*

Click to enlarge:





To ja teraz idę kończyć sukienkę, a Szanownym Czytelnikom życzę orzeźwiających napojów i zimnych arbuzów! *^0^*~~~
So, now I'm going to finish sewing the dress and to all my Dear Readers - have lots of refreshing drinks and cold watermelon! *^0^*~~~

Tuesday, June 11, 2019

She's a Star!

Uszyłam sukienkę. Chociaż wcale jej nie planowałam, bo to miała być bluzka, a tak naprawdę tylko prototyp bluzki do uszycia z innego materiału. *^v^*
I made a dress. Although I didn't plan it at all and it was supposed to be a blouse but really - a prototype for another blouse from a different fabric. *^v^*




No bo tak - zachciało mi się bluzki luźnej, z opadającymi na ramiona rękawami, z dużym szalowym kołnierzem. No to wzięłam wykrój na górę od sukienki z majowego numeru Burdy (wykorzystałam go niedawno w tej sukience), dorysowałam kołnierz, wyciągnęłam kawałek jerseyu i  uszyłam prototyp, widać, że nie wystarczyło mi materiału na wycięcie całego przodu i całego tyłu, musiałam dosztukować po pasie tkaniny. Wykazał on, co następuje - kołnierz wyszedł nie taki, rękawy powinny być zaszyte wyżej pod pachami, bo inaczej pokazują za dużo ciała. Sama bluzka sięgała do linii talii, czyli jako bluzka ledwo zakrywałaby mi pępek, ja nie noszę takich króciutkich topów... No i na tym etapie z tą bluzką się zatrzymałam. Ale...
So - I wanted to have a blouse with loose sleeves and big shawl-like collar. I took the pattern for the top of the dress from the May Burda's issue (I used it in the last dress), I drew the collar, took some piece of jersey and made a prototype - you can tell I had a small piece of fabric, I couldn't fit the whole front and back in one piece, I had to add a band of fabric cut in different direction. The prototype revealed the following - the collar was too small, the sleeves showed way too much on the sides and had to be sewn higher. Being based on the top part of the dress, this blouse reached the waistline so it barely covered my belly button, and I don't wear cropped tops... I stopped with this blouse at this stage. But...




Kiedy tak patrzyłam na tę bluzkę wiszącą na wieszaku nad stołem do szycia to żal mi się jej robiło, że taka ładna tkanina a ja uszyłam z niej coś, czego nie zamierzam nosić... No to pogłówkowałam i zrobiłam tak: 
- przyłapałam boki bluzki kilkoma ściegami na okrętkę 5 cm ponad początkiem bocznego szwu, dzięki czemu gołe ciało przestało mi wystawać w zbyt dużym rozcięciu. 
- narysowałam zwyczajny półokrągły podkrój szyi (z tyłu płytszy, z przodu głębszy), odcięłam kołnierz, zawinęłam brzeg podkroju szyi i doszyłam szwem obrzucającym.
- następnie dokupiłam 1 m tkaniny (w sklepie dresówka.pl), cały prostokąt podzieliłam na pół, splisowałam, na bokach dodałam kieszenie, doszyłam do dolnego brzegu bluzki. Ponieważ jest to jersey, spódnica obciążyła trochę i rozciągnęła bluzkę, dzięki czemu doszyty pasek tkaniny wypada mi teraz we właściwym miejscu, nie kończąc się ponad talią. I wyszła mi... sukienka! *^O^*
When I was looking at that blouse hanging over my sewing table I felt sorry I used such nice fabric for something I wouldn't be wearing, so I started to think what to do and I came to the following conclusions:
- I caught the fabric under the sleeves 5 cm above the beginning of the side seams with a few stitches to close the gap that was way too revealing.
- I drew a new neckline (deeper at the front, more shallow on the back), cut away the collar, folded the edge and stitched it with an elastic binding stitch.
- then I bought another 1 m of that fabric online, I divided the rectangle in two parts, pleated them, added pockets in the side seams and stitched it at the bottom edge of the blouse. Because it's jersey, the skirt pulled down the blouse a bit and the belt piece of fabric stretched a little, so now it's in the correct place and not just above my navel. And so I made... a dress! *^O^*




Pierwotnie tego materiału na spódnicy było dużo, przez 20 sekund rozważałam nawet, żeby zostawić taką długość - nietypową dla mnie, ale czemu by nie spróbować czegoś nowego. Ale popatrzyłam krytycznym okiem i zdecydowałam się obciąć spódnicę do kolan, bo tamta długość była krótsza niż "do kostek albo i dłużej", ale za długa na "dobrze pod kolano", więc cięła mi nogi w najgłupszym miejscu. No to mam moją klasyczną letnią długość i jestem z niej bardzo zadowolona. Przypadkiem z szyciowego prototypu i odrzutu wyszła mi wygodna i fajna kiecka codzienna, taka do założenia na zakupy! *^V^*
Initially the length of this skirt was very untypical for me, very long, and for 20 seconds I even thought about leaving it like that. But when I had a good look at me in the mirror I decided to cut it knee-length - it was too short to be nicely "reaching the ankles and lower" but was too long to be "below the knee", it cut my legs in the least flattering place. In this way I got the perfect comfortable everyday dress and used this nice fabric that I wanted to throw into the prototypes bin! *^V^*

A teraz pracuję na podobnym modelem, ale z zupełnie innego materiału. ^^*~~
And now I've been working on a similar dress, but from a totally different fabric. ^^*~~




***

#100kwiatówwkolorze
Wykorzystałam kilka Waszych propozycji, przyjmuję kolejne bo chyba na 100 kwiatkach się nie skończy. *^o^*
#100flowersincolour
I used some of your flower ideas, keep them coming because I feel I won't stop at 100. *^o^*









Dodatkowo wyciągnęłam malutki szkicownik Hahnemuhle WatercolourBook 9 cm x 15 cm, dedykowany do akwareli, żeby przypomnieć sobie, czy jest fajny i kupić większą wersję do malowania w Japonii w tym roku.
I niestety jestem trochę rozczarowana... Owszem, ma ładny biały kolor (dobrze się skanuje), ale jak na papier przeznaczony do akwareli (200gsm) zaskakująco szybko wciąga wodę i przez to zatrzymuje pigment, którego już po chwili nie sposób ruszyć. A powinien mieć taką cechę, że wodę utrzyma na swojej powierzchni dłużej niż nieakwarelowe papiery, właśnie po to, żeby móc po chwili ruszyć mokrym pędzlem pigment i rozetrzeć ostre brzegi koloru. No cóż, będę szukać dalej, w ostateczności sama sobie zrobię szkicownik z papierów Saunders Waterford albo Bockingford, używałam już tych dwóch marek i byłam zadowolona (niestety nie mają gotowych szkicowników).
Additionally, I dug out the tiny Hahnemuhle WatercolourBook 9 cm x 15 cm dedicated to watercolours to remind myself whether it's good or not and whether I should buy a bigger version for Japan.
And unfortunately I am a bit disappointed... Okay, it has nice white pages (good to scan), but as for the watercolours dedicated paper it gulps the water way too quickly and stops the pigment in place which is inconvenient when you want to move it around after a short moment. And it should have this characteristic to keep water on the surface longer that other non-watercolour papers, so I could work with the pigment. Well, I'll be checking other sketchbooks, as a last resort I can always buy the Saunders Waterford or Bockingford sheets of papers and make my own sketchbook, I've used both those brands before and I was happy with their behaviour.






Tyle na dzisiaj, idę teraz zrobić kawę mrożoną i poczytać książkę, od której nie mogłam się wczoraj wieczorem oderwać, kontynuację mojego ukochanego cyklu Hanny Kowalewskiej! (a jest jeszcze kolejna część!) Myślałam, że może pomysł już się przeżył, że ile można pisać o tych bohaterach, ale jednak... to klasyczny przykład "jeszcze tylko jeden rozdział" i położyłam się spać po 2-giej w nocy!.... *^0^*



Sunday, June 02, 2019

MMM podsumowanie, nad filiżanką kawy

Proszę kawałek placka, z truskawkami i rabarbarem, wyjątkowo mi się tym razem udał! ^^*~~ A na końcu wpisu jest kot, jakby co. ^^
Have a piece of strawberries and rhubarb cake, it came out really good this time! ^^*~~ And there's  a cat at the end of this post, just saying. ^^



Moja miłość do japońskiej kuchni trwa, wróciłam do regularnego oglądania programów kulinarnych na japońskich kanałach tv, przeglądania książek kucharskich i robienia pudełek lunchowych. *^v^*
Jest coś magicznego w chwili, gdy kładę ciepły ryż na arkusz glonów nori, albo gdy wsadzam do ust kęs miękkiego tofu posypanego siekanym szczypiorem, suszonymi płatkami ryby bonito i polanego sosem sojowym. Te zapachy i smaki od razu przenoszą mnie do innej rzeczywistości... *^0^*~~~
My love for the Japanese cooking lasts, I went back to regular watching cooking shows on Japanese tv, flipping through the cookbooks and making lunch boxes. *^v^* There is something magical in the moment when I put warm rice on the sheet of nori seaweed, or when I put into my mouth a portion of silken tofu topped with chopped Spring onion, katsuobushi and some soy sauce. Those smells and flavours take me to a different dimension... *^0^*~~~








W zeszłym tygodniu trochę szyłam, specjalnie zabrałam się za wełnę, żeby odczarować zimną i deszczową pogodę, i... udało się! *^O^* Od czwartku wróciło słoneczko i robi się coraz cieplej! A mój wełniany ciuch będzie lada dzień gotowy i nic nie szkodzi, że w razie co poczeka w szafie do jesieni.
Fuki oczywiście pomagał!... *^-^*
Last week I did some sewing, on purpose I started to work on something from wool to use some magic on the cold and rainy weather, and... it worked! *^O^* Since Thursday sun came back and it's getting nicer and nicer! And my wool piece of clothing will be finished any day now, but that's not a problem, it'll wait in the wardrobe for later in the year.
Fuki of course helped with sewing!... *^-^*




Wzięłam się też za porzucony sweter na drutach, dorobiłam jeden rękaw i niestety zabrakło mi włóczki w połowie drugiego rękawa, muszę domówić.
I also did some knitting, I made one sleeve on the pullover and in the middle of the second sleeve I ran out of yarn, I must get more.




W zeszłym tygodniu odkryliśmy bardzo przyjemną kawiarenkę niedaleko naszego domu. *^v^* Nazywa się Lisia Kita i najpierw zjedliśmy tam pyszne śniadanie (idealnie usmażona jajecznica!!!), a w Dzień Dziecka wybraliśmy się na ciasto. Podają pyszną kawę i mają ją w wersjach jakie lubię najbardziej - z dripa i z chemexa. W ogóle zauważyłam, że coraz bardziej lubię kawę. Kiedyś pijałam ją rzadko, bez cukru ale z dużą ilością mleka, z przyprawami, z posypkami, bitą śmietaną i co tam się jeszcze nawinęło pod rękę... A od kilku miesięcy pijam kawę czystą, czarną, piję ją dla smaku i zaczynam te smaki rozróżniać i doceniać. Kupuję kawę ziarnistą, mielę w starym PRLowskim młynku i zaparzam w dripie albo w kawiarce.
Czyżbym dorastała?!..... *^W^*~~~
Last week we discovered a very nice coffee shop close to our house. *^v^* It's called Lisia Kita (Fox's Tail) and at first we ate a good breakfast there (perfectly fried scrambled eggs!!!) and then on Children's Day we went for a piece of cake. They serve tasty coffee made with methods like drip or chemex, the ones I like best. Farther, I realised I've started to like coffee more and more. I used to drink it occasionally, no sugar but lots of milk, spices, decorations, whipped cream and whatnot.... For a few months I started to value the taste and scent of different types of coffees, and I drink it black. I buy grain coffee and use an old coffee grinder to grind it before I put it into a drip or a moka pot.
Am I becoming a grownup?!... *^W^*~~~




***

#100kwiatówwkolorze, porcja z zeszłego tygodnia. Macie może pomysły, jakie kwiaty chcielibyście zobaczyć z moim wykonaniu? Chętnie przyjmę propozycje, bo mi się trochę kwiatki kończą... ^^*~~
#100flowersincolour, last week's pictures. Maybe you have some proposals for the flowers you'd like to see me draw? I'm starting to have problems with finding new ideas... ^^*~~






***

MeMadeMay, tydzień piąty.
Poniedziałek był piękny - ciepły i słoneczny, więc założyłam sukienkę "Wiosna, ach to Ty!".
We wtorek i środę obraziłam się na maj, że taki zimny i deszczowy, i nie nosiłam niczego memade. Za to w czwartek zrobiło się ciepło i słonecznie, więc od razu wskoczyłam w jedną z moich ulubionych kiecek "Leniwiec"! *^v^*
W piątek, ostatni dzień wyzwania, założyłam długą spódnicę (bo nogi tuż po depilacji trzeba chronić przed słońcem) i pasiasty top "Shimauma", który uszyłam na początku maja, i tak ubrana poszłam do kosmetyczki i na zakupy.

MeMadeMay, week five.
Monday was beautiful - warm and sunny, so I wore "Springtime's Here" dress.
On Tuesday and Wednesday I was pouting because the weather was awful, cold and rainy, so I didn't wear any memades. But on Thursday on the other hand it started to be sunny and warm again so I jumped into one of my favourite dresses, "Lazy". *^v^*
On Friday, the last day of the challenge, I put on ankle length skirt (you have to protect legs from the sun just after being waxed) and the "Shimauma" stripy top I made at the beginning of May, and went to the beautician's and for some grocery shopping.




Podsumowując, tegoroczny MeMadeMay uświadomił mi, że moja szafa się zmienia. Wciąż kocham sukienki, chociaż zmienia się mój stosunek do nich. Niektóre są ukochane i moja ręka zawsze najpierw sięga właśnie po nie. Niektóre już mi się aż tak nie podobają. Kilka niestety przestało być wygodne, bo wciąż mam te kilka kilo więcej niż kiedy je szyłam. Nabieram ochoty na nowe fasony a kiedy wybiorę któryś z nich, dla mnie nietypowy, to potem trochę żałuję, że nie jest to mój ulubiony kształt - przylegająca góra i rozkloszowany dół. No, ale ile można mieć takich sukienek? Trzeba też mieć inne, dla różnorodności. Tylko, czy na pewno trzeba?...
Teraz jestem na etapie planowania co by tu fajnego uszyć na wakacje! *^V^* Mam już na pewno jedną sukienkę-pewniaka i mam na nią materiał. Co do innych uszytków, wciąż kłębią mi się w głowie różne pomysły.
To sum up, this year's MeMadeMay made me realise that my wardrobe started to change. I still love dresses although my attitude towards them is different now. Some of them are my favourite ones. Some not so much anymore. Some are no longer comfortable because I still have a few kilos more than when I was sewing them... I want to choose new shapes but when I do and it's something untypical for me, I feel regret that it's not my perfect silhouette - fitted top and full pleated skirt. But, how many such dresses can you have? You should have different dresses, right? Or should you really?...
Now I've been planning what to sew for our holidays! *^V^* There is one dress that I'll make for sure and I even have the fabric for it. I have numerous ideas now.


***

Miało być jeszcze o kosmetykach i tym razem same pochwały! *^v^*
(oczywiście wszystkie kosmetyki kupiłam sobie sama, to nie jest płatna reklama!)

Po pierwsze, płyn micelarny. Nie wiem, jak zmywacie makijaż, ja stosuję następującą metodę - krok 1: płynem micelarnym na waciku usuwam cienie i maskarę, krok 2: mycie twarzy olejem, krok 3: domywanie mydłem/żelem, dalej idzie tonik i dalsza pielęgnacja. No i w tym roku trafiłam na dobry płyn micelarny z firmy AA Oceanic. Świetny skład, delikatny, bezzapachowy, wegański, usuwa makijaż (nie wiem, czy wodoodporny też, bo nie używam takowego), to już moja kolejna butelka! Linia Bio Natural Vegan ma jeszcze kilka produktów i pewnie niektóre wypróbuję, na przykład intryguje mnie pasta peelingująca i koncentrat detox.
I teraz mi się przypomniało, że zeszłego lata zużyłam dwa słoiczki kremu AA Oceanic Hydro Sorbet Multinawilżenie i Odżywienie, byłam z niego bardzo zadowolona a chyba nigdy o nic nie wspominałam na blogu, czas go kupić i wrzucić do lodówki, żeby był gotowy do użycia, kiedy przyjdą upały! *^v^*




Po drugie, Soraya. Soraya to taka niepozorna firma, której nigdy nie brałam na poważnie. A tu pewnego dnia moją uwagę przykuła piękna kwiatowa butelka na półce w drogerii. Na próbę wzięłam esencję tonizującą i mam ochotę na inne produkty z linii Plante, bo ta esencja jest naprawdę świetna!
99% składników naturalnych, wegański kosmetyk, nietestowany na zwierzętach, a co najważniejsze - po nałożeniu go na skórę (zamieniłam korek na atomizer) naprawdę czuję nawilżenie i odżywienie, nie tylko chwilowe wrażenie, że coś mokrego napsikałam na twarz! ^^*~ Jedyny minus - ten kosmetyk prawie nie ma zapachu, jest jakaś ultradelikatna nuta zapachowa, ale tak jakby jej tam wcale nie było.




A jak już kupiłam ten tonik, to kilka dni później w supermarkecie znalazłam balsamy do ciała z serii Body Diet Green i wzięłam ten po lewej stronie, różowy. W redukcję cellulitu za pomocą takiego balsamu to ja jakoś szczególnie nie wierzę, bo praca nad cellulitem to kompleksowa sprawa - po pierwsze dobre geny, potem odpowiednie odżywianie, ruch, kosmetyki, zabiegi (masaże, itp), ale balsam ma świetny skład, delikatny zapach, jest mocno nawilżający ale szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy, ja jestem z niego zadowolona i jak mi się skończy, to kupię ten drugi dla odmiany. *^o^*




A na koniec - moja podstawa makijażowa, którą mogę Wam polecić, od lat przechodzę przez kolejne opakowania i tylko róż mineralny Amelie w odcieniu Apple Blossom jest u mnie po raz pierwszy, ale już się polubiliśmy.




Bez filtra przeciwsłonecznego nie ruszam się z domu, najlepiej sprawdza mi się ten różowy z The Saem - nie bieli twarzy i jest idealną bazą dla kropli kremu BB z Purito (polecam kupowanie na eBay bezpośrednio z Korei, robię tak od lat, nigdy nie miałam żadnych problemów z produktami ani sprzedającymi, a przesyłki przychodzą w tydzień do dwóch, od niedawna jest polski sklep Purito, ale ceny ma z kosmosu!....). Do tego czarny tusz do rzęs i róż na policzki, któraś ze szminek i jestem gotowa do wyjścia. (W duże upały zatrzymuję się na etapie filtra plus Carmex na usta...) Nie pudruję się, bo moja sucha skóra nie potrzebuje pudru. Nie używam podkładów, bo poza kilkoma przebarwieniami nie mam szczególnie czego zakrywać. Kolorowe cienie mnie cieszą, ale nie zawsze chce mi się malować powieki. Brwi mam własne, nie muszę nic z nimi robić. Tak więc, to jest moja baza od której mogę wyjść do czegoś bardziej skomplikowanego.

Chętnie usłyszę Wasze propozycje, bo może jest coś fajnego, czego mogłabym spróbować na mojej buzi. ^^*~~

***

Obiecany kot:
Cat, as promised: