Thursday, August 16, 2018

Łąkozagubienie

Dziś zacznijmy od czegoś na ząb.
Mam zbiór takich przepisów, które są pewniakami, jak nie wiem co ugotować to wybieram jeden z nich i smaczna kolacja zapewniona! Oto jedno z takich dań - które idealnie się odgrzewa, więc można je zabrać następnego dnia do pracy na lunch - curry z batatem i ciecierzycą. Curry nie jest najapetyczniejszym daniem, kiedy zrobimy mu zdjęcie, ale gwarantuję świetny smak!
Today lets start with something to eat.
I have a collection of recipes that are the sure thing, when I'm not sure what to cook I choose one of them and the good diner is assured! Here's one of them - what's also good is that it rewarms really well so it's perfect to pack for lunch on the next day - it's a sweet potato and chickpeas curry. Curry is not the most appetising dish for the photos but I can guarantee the great taste!





Od jakiegoś czasu zauważyłam, że kiedy gotuję z przepisów nie-hinduskich blogerów, to niestety trafiam na niedoprawione dania, zmodyfikowane pod nie-hinduskie podniebienia... Tutaj nie ma o tym mowy, ilości ziół i przypraw są idealne! Tym razem zrobiłam pewne modyfikacje - dodałam pokrojone w kostkę tofu i kopiastą łyżkę ostrej pasty sambal oelek, bo przy tych upałach mam smaka na ostre dania. Mąż bardzo chwalił! *^O^*

I've noticed recently that when I've cooked from the non-Indian blogger's recipes the food was bland, as if toned down for the non-Indian palate... Here it's not the case, the amounts of herbs and spices are perfect! I made small modifications - I added cubed tofu and a heaped tablespoon of hot sambal oelek paste, when the temperature is that high I like to eat spicy food. Husband liked it a lot! *^O^*


Zabrałam się też znowu za przygotowywanie japońskich obiadów dla Roberta do pracy. Wyciągnęłam książki, które kupiłam w zeszłym roku na wakacjach (no bo po co je kupiłam?...) i poniższe pudełko było zainspirowane przepisami z tej książki autorstwa Junko Hiraoka.
I also started to make lunch boxes again for Robert. I dug out the cook books I bought in Japan (that's why  bought them, to use them after all!...), and the following lunchbox has been inspired by the recipes from that book by Junko Hiraoka.




Bardzo podstawowy zestaw - kurczak teriyaki, ryż z groszkiem i czarnym sezamem, pasta z jajka na twardo ze szczypiorem i majonezem, zblanszowany groszek cukrowy i marynowana rzodkiew (gotowy produkt, sama nie robiłam).
Very basic set - chicken teriyaki, rice with green peas and black sesame, hard boiled egg with Spring onion and mayo, blanched snow peas and pickled radish (store bought, I didn't pickle it myself).

***

Cały czas dużo maluję, zagubiłam się na kwiatowej łące i chwilowo porzuciłam moje ukochane ryby, ale czuję, że lada dzień powrócą na kartki szkicownika i bloków rysunkowych. Szkicownik otwieram każdego dnia, żeby chociażby zrobić kilka szkiców. Zaczynam rozumieć jak się posługiwać akwarelami, choć wciąż czuję, że nie wykorzystuję ich pełnego potencjału - mam na myśli technikę jako taką a nie wrażenia artystyczne, mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli. *^o^* Ale nie ustaję w ćwiczeniach! Nawet zaczynam wypracowywać moje ulubione sposoby nakładania farby. W weekend planujemy krótki wypad poza Warszawę i mam nadzieję na wiele kwiatowo-zielarskich inspiracji wprost z natury.
I've been painting a lot these days, at the moment I'm still lost in the flowery meadow and my beloved fishes had to step down, but I can feel them coming back to my sketchbook and watercolour pads any day soon! I work in my sketchbook everyday, painting or just drawing things for practice. I believe I've started to understand how to use watercolours although I still can feel I do not exploit their full potential - what I mean is the technique, not the artistic impressions that my paintings render, I hope you know what I mean. *^o^* But I do not give up experimenting and learning! I even started to work on my own favourite ways to apply watercolours. On weekend we are planning to leave Warsaw for a moment and I hope for the flowery-plant first-hand inspirations from nature.

Kliknij żeby powiększyć. / Click to enlarge










***

A na koniec zapowiedź tego, co pokażę Wam w przyszłym tygodniu - nowa sukienka, która miała wyglądać zupełnie inaczej, a jednak przybrała takie kształty (częściowo z konieczności, nie z wyboru, ale w sumie na dobre jej to wyszło! *^v^*).
And last but not least, here's the sneak peak into what I'm going to show you next week - new dress that was supposed to look completely different but it ended up taking this shape (partly out of necessity not choice, but all's well that ends well! *^v^*).




Do następnego wpisu! Życzę wszystkim wspaniałego weekendu! *^v^*
Till next post! Have a great weekend, everyone! *^v^*

Sunday, August 12, 2018

Nekorobi



Udało się!
W zeszły czwartek usiadłam do maszyny i powstała nowa sukienka. *^v^*
I did it!
Last Thursday I sat down to sewing and made a new dress. *^v^*





Szkoda, że wybrałam materiał, który przy obecnych upałach nie zda egzaminu i na razie nie będę jej mogła nosić - to mieszanka lnu z bawełną, ale dość gruba i sztywna. Dziś było 20 stopni, więc było mi w niej akurat, ale od poniedziałku wracają upały 30+! Ale nic straconego, mam już gotowy nowy ciuch na pierwsze dni jesieni, które być może kiedyś przyjdą (albo i nie, bo jak patrzę na prognozy pogody, to zapowiada się, że lato będziemy mieć do listopada... ^^*~~).
It's a shame I chose the fabric that cannot be worn in those hot days of August - it's a linen/cotton mix but quite thick and stiff. Today was 20 degrees C but from Monday temperatures 30+ return! But no fear, I have the first new Autumn dress ready, whenever Autumn comes (when I look at the weather forecasts it seems Summer will last forever this year... ^^*~~).





W każdym razie, po tak długiej przerwie od szycia chciałam na rozgrzewkę coś prostego i szybkiego w wykonaniu, coś zapewniającego sukces. Sięgnęłam po wykrój na retro bluzkę z kimonowymi rękawami z holenderskiego magazynu Libelle nr 14 z 1951 roku (było już coś podobnego tutaj i tutaj - z kołnierzykiem). Dodałam jej kryty suwak na plecach i nakładane kieszenie. 
Anyway, after such a long non-sewing break I wanted something to warm me up, easy and quick to make, a guaranteed success. I decided to use the  retro blouse pattern for the top part of that dress, with kimono sleeves (I already made something similar here and here - with a collar). I added hidden zipper and patch pockets (thank you, Kirsty! ^^*~~).




Ze spódnicą miałam troszkę kłopotu, bo tkaniny kupiłam tylko 1,5 m x 1,4 m. Na szczęście wzór kotów jest na tyle gęsto zadrukowany a główki ułożone są w górę i w dół, że po wycięciu korpusu całą resztę mogłam ułożyć w spódnicę. Dzięki temu został mi prostokąt 70 cm na 220 cm, który splisowałam. Taka spódnica jest obfita, ale pozostaje blisko ciała gdy wieje szalony wiatr, tak jak to było dzisiaj podczas robienia zdjęć. ^^*~~ Odszycia musiałam zrobić już z innej tkaniny, więc wybrałam coś fajnego, co na co dzień nie rzuca się w oczy a widać to tylko kiedy sukienka wisi na wieszaku - grochy! *^v^*
I had a small problem with skirt part because the piece of fabric I had was 1,5 m x 1,4 m. Fortunately, the pattern print is very busy so I could cut and patch together some pieces, so I ended up with a rectangle 70 cm per 220 cm. I made pleats with that length, such skirt is full but remains close to body even on a windy day like it was today. I didn't have enough of fabric for the facing so I chose something different and funky - huge polka dots! *^v^* Of course, nobody can see it when I wear the dress.





Zrobiłam przegląd tkanin i już zaplanowałam następne sukienki, mam nadzieję, że w tym tygodniu znajdę czas na szycie. Zabrałam się też za gotowanie i od razu mogę Wam polecić przepyszne danie wegańskie z przepisu Vegan Nerd - makaron z kalafiorowym sosem i pieczonymi pomidorkami. Jeśli chcecie, możecie go łatwo zmodyfikować, Robert dosypał sobie tartego peccorino. Ale nawet bez dodatku sera danie jest pycha! Jest lekkie ale sycące, idealne na upały.
I looked through my stash of fabrics and planned more dresses, I hope to find the time to sew this week. I also started cooking again and today I can recommend you the following vegan dish from the Vegan Nerd's blog - pasta with cauliflower sauce and baked tomatoes. If you like it doesn't have to be vegan, Robert added some grated peccorino, but even without it it's really delicious! It's light but nutritious, perfect for the hot weather.



Obiecałam też koty, no to proszę, kilka aktualnych zdjęć futrzastych głodostworów. Rośnie towarzystwo jak na drożdżach, bawi się za dziesięciu a stopień ich słodkości przekroczył już wszystkie istniejące skale! *^V^*
Also, I promised cats so here they are - they keep growing, playing like crazy everyday, furry cuteness in its full throttle. *^V^*







Do następnego razu! ^^*~~
Till next time! ^^*~~

Wednesday, August 01, 2018

...

Bardzo długo mnie tu nie było, minął ponad miesiąc... 
Nie było to działanie celowe. 
Ostatnie dwa lata były dla mnie i mojej rodziny bardzo trudne, a ostatnie dwa miesiące stały się ciężkie w sposób niewyobrażalny.
Zapomniałam o tak wielu rzeczach.
It's been over a month since I last wrote here...
I didn't leave this place on purpose.
The last two years were very difficult for me and my family, and the last two months were unbearably heavy, beyond the point of understanding.
I forgot so many things.




Zapomniałam, że jestem dziewczyną, która nosi sukienki. Wrzucałam na siebie pierwszy z brzegu tshirt i szorty.
Zapomniałam, że jestem dziewczyną, która gotuje fajne rzeczy. Trudno nazwać prawdziwym gotowaniem podawanie ziemniaków ze zsiadłym mlekiem albo zamawianie hinduskich dań na wynos. Mąż dawno nie jadł domowego obiadu w pracy...
Zapomniałam, że jestem dziewczyną, która ciągle coś robi własnymi rękami. Maszyna do szycia i druty pokryły się kurzem.
Przestałam biegać.
I forgot I was a girl who wore dresses.  I just grabbed the first t shirt and a pair of shorts from the wardrobe.
I forgot I was a girl who cooked nice meals. You can hardly call it cooking when you serve potatoes with curd or buy a Indian takeaway all the time. My husband probably forgot how it is to eat a home-cooked lunch at work...
I forgot I was a girl who created things with my own hands. Sewing machine and knitting needles got covered with dust.
I stopped jogging.





Ciężki czas jeszcze się nie minął, ale próbuję się otrząsnąć, bo nawet gdy jedno życie się kończy to inne wciąż trwają, a siedzenie i wpatrywanie się godzinami w ścianę czy okno niczego nie zmieni i nikomu nie pomoże. Poczułam, że brakuje mi interakcji z czytelnikami mojego bloga, więc zmobilizowałam się i wracam.
Tough times are not over yet but I've been trying to get a grip because even when one life is coming to an end, the other lives must keep on going, and sitting and staring at the wall or into the window for hours won't help literally anybody. I felt I needed the interactions I had with the readers of my blog's so I braced up and I'm back.






Mobilizowałam się do malowania, do eksperymentów z akwarelami i stworzyłam nową stronę z moimi obrazkami: joannakostrzewa.com
 (oraz przy okazji odświeżyłam też stronę lalkową: atelierbizarre.com)
Na stronie znajdziecie moje portfolio, planuję też serię artykułów o różnej treści - teksty motywujące, instruktaże, recenzje materiałów. Mam nadzieję, że w sierpniu uda mi się wreszcie znaleźć porządną firmę skanującą duże formaty i udostępnię wydruki moich obrazów do kupienia.
All I managed to concentrate on was painting, I experimented a bit with watercolour techniques and worked on my new art webpage: joannakostrzewa.com
 (also, I revamped my doll's webpage: atelierbizarre.com)
On my webpage you'll find my portfolio and I also plan to publish there different texts, tutorials, art material reviews, ect. I hope in August I'll finally find a good place to scan my A3 paintings and I'll start selling the prints of my art.







Tyle na dzisiaj, zostawiam Was z moimi ostatnimi eksperymentami w akwarelowymi, następnym razem mam nadzieję podzielić się z Wami czymś nowym, co uda mi się stworzyć nie tylko na papierze. Będą też koty, nie uwierzycie, jak urosły! ^^*~~
Do następnego razu!
That's all for today, let me leave you with my latest watercolour experiments and next time hopefully I'll have something new to share that I created. There will be cats, too, you won't believe how big they've gotten! ^^*~~
Till next time!

Friday, June 22, 2018

フェミニンワードローブ - Kredkami Rysowana



Najważniejsze w tej sukience są kokardy. Nic na to nie poradzę, widocznie ostatnio mam fazę powrotu do czasów dzieciństwa - kręcą mnie falbanki i kokardki. ^^*~~ Chociaż zinterpretowałam je po swojemu, dodając pojedynczy akcent, który mogę odpiąć jeśli mi się znudzi.
W oryginale użyto gładkiego materiału, u mnie granatowy len z białymi kwiatami (kupiony w Textilmar, len jak to len, lubi się pognieść ale taki jego urok), które trochę wyglądają jak nagryzmolone białą kredką, stąd nazwa kiecki - Kredkami Rysowana. *^V^*
The most important in this dress are the bows. I cannot help it, apparently I've been having a back-to-childhood phase in my sewing - I like ruffles and bows. ^^*~~ Although I interpreted it my way adding only a single bow accent that can be unpinned if I feel like it.
In the original there is a plain fabric used, in my case it's a dark blue linen with the flower pattern that looks as if it was scribbled with a white crayon, hence the name - With Crayons Drawn. *^V^*





Kształt jest bardzo prosty - tuba lekko zwężająca się ku dołowi. Oczywiście nie pozostałam przy oryginalnym kształcie i zrobiłam po swojemu - już po zszyciu boków przymierzyłam sukienkę i zdecydowałam odpuścić trochę szerokości na biodrach i ująć powyżej. Niewiele, tyle żebym wciąż mogła łatwo wejść w sukienkę - nie ma ona żadnych zapięć, ale wystarczająco, żeby optycznie polepszyć jej dopasowanie do moich krągłości, bo wszak biodra i talię mam, i one zaznaczają się pod ubraniem. *^o^*
The shape is a straight tube slightly narrowing towards the floor. I didn't stick to the original and did it my way - when I stitched the sides I tried it on and decided to move the seams wider on the hips and make them more fitted above. Not much, just as much so I could wiggle inside easily - the dress has no fastening, but just enough to have the dress slightly change its shape and follow my curves. I have wide hips and thinner waistline, and it shows under the clothes. *^o^*




Wykrój pochodzi z tej samej książki co ostatnia sukienka, czyli "Kobieca garderoba" (フェミニンワードローブ), wybrałam jak zawsze największy rozmiar LL (biust 93 cm, talia 74 cm) i dodałam 5 cm do długości. Tym razem nie musiałam sama dodawać kieszeni, bo sukienka ma swoje nakładane kieszenie, raczej ozdobne niż funkcjonalne, bo do tak przylegających kieszeni trudno schować coś bardziej przestrzennego niż bilet autobusowy, inaczej robi się odstająca bulwa na biodrze ale zasada została zachowana - kieszenie są! ^^*~~
The pattern comes from the same sewing book that the last dress, namely "Feminine wardrobe" (フェミニンワードローブ),as always I chose the biggest size LL (bust 93 cm, waist 74 cm), added 5 cm to the length. This time I didn't have to add the pockets myself because the dress had the square pockets on the outside (how do you call them in English?). They're rather decorative than practical, you wouldn't be able to fit in nothing thicker than the bus ticket or it would look like a strange bulge on the hip, but the pocket it is! ^^*~~




***

Tyle o sukience, a teraz filozoficznie będzie.
No bo tak, siedzę ja sobie w środę przy stole, układam farby w palecie w nowym porządku, jednym okiem oglądam mecz Iran:Hiszpania, drugim filmiki akwarelistów na Youtube i nagle jak mnie nie trafi oświecenie jak grom z jasnego nieba!.....
So, that was a new dress and now something more serious.
Because, on Wednesday I was sitting at the table rearranging my paints in the palette, one eye on the soccer match Iran:Spain, the other watching the watercolour artists' movies on Youtube, and suddenly like thunder from the sky - a revelation!.......

Ja nie próbuję!!!
I don't try!!!

Co mam na myśli?
Czy mogłabym Wam pokazać moje szkicowniki z bazgrołami sprzed lat? Nie. Bo takowych nie posiadam. A dlaczego? Bo nigdy nie prowadziłam brudnopisu ze szkicami, nie testowałam kredek, nie próbowałam narysować psa stojącego czy na leżąco, człowieka en face czy z profilu, nie pozwalałam sobie na testy i błędy. Kupowałam zeszyty i notesy, i białe kartki zawsze mnie onieśmielały. Paraliżował mnie strach przed zepsuciem choćby jednej strony (może takie czasy były, że się szanowało wszystko i nie wolno było nic zmarnować?...), więc jak coś już rysowałam, to od razu to było na czysto, takie jak ma być, idealne. Dodatkowo, obawiałam się, że jak coś raz narysuję i uda mi się to w szkicowniku, to już mi na pewno nigdy w życiu nie wyjdzie na czysto, nie będę umiała tego powtórzyć, no, sprawa na ten jeden jedyny raz i koniec!... No i ten czas poświęcony na próby, szkoda mi go, bo mogłabym już pracować nad wersją ostateczną, a tak tracę czas na brudnopis!...
What do I mean?
Could I show you my sketchbooks with doodles from the past? No. Because I didn't have them. Why? I never had a draftbook with unsuccessful sketches, never tested crayons, didn't try drawing standing dog or dog on the floor, or a person en face or from the side, I never allowed myself to try and fail. I used to buy many copybooks and notebooks, and white pages intimidated me. I was paralysed with fear of spoiling even one page so when I drew something it was just as it was supposed to be, pretty and perfect, on the target paper. Also, I was scared that if I drew something in the draftbook and it was good, I'd never be able to draw it again on a new piece of paper, it can happen only once in my lifetime and I'll never ever be capable of repeating this one drawing, never!... And that time that I waste on drafts and trying out different sketches, I could already work on the final perfect version!...

Tak samo mam z dzierganiem czy szyciem - każcie mi zrobić próbkę przed robótką to będę się wykręcać jak pranie we Frani. *^o^* Jak mam zrobić próbny wykrój i model testowy sukienki, to wolę od razu ciąć docelowy materiał z dużym zapasem i najwyżej potem robić modyfikacje na bieżąco... Wiem, to głupie, bo nie zawsze się udaje, już nie raz prułam kawał swetra albo uszyty ciuch nie wyszedł tak jak sobie wyobrażałam przez to moje niechciejstwo.
It's the same with knitting or sewing - tell me to make a swatch and I'll be so reluctant and won't do it in the end. If I have to make the muslin for some sewing project I'd rather cut it from the target fabric with bigger seam allowances and make modifications on the go... I know, it's stupid and it often results in me frogging a huge chunk of sweater or making the dress not really like I imagined it to be, all because of my laziness.

To też niestety oznacza, że do malowania siadam bez przygotowania. To nieprawda, że liczy się przede wszystkim talent. Owszem, trzeba mieć w sobie inklinacje do uprawiania sztuki, pomysły na technikę i wybór tematyki, ale moim zdaniem najważniejsze w tworzeniu czegokolwiek jest przećwiczenie danej dziedziny - poznanie swoich narzędzi i ich możliwości a także przyuczenie naszych oczu do odpowiedniej obserwacji i swoich rąk do pewnych powtarzalnych ruchów, które pozwolą nam wypracować własny styl tworzenia.
Unfortunately it also means that I sit down to make art unprepared. It's not true talent is everything. Of course, you have to have some inclination towards making art, ideas for techniques to use and themes to choose from, but in my opinion the most important thing is practise - getting to know your tools and teaching our eyes to see in a special way and our hands to get used to some gestures that guarantee the repetitiveness of what we do and giving birth to our style.

Kiedy pokazuję Wam nowe sukienki często słyszę "ja tak nie umiem", i wtedy odpowiadam "ja też nie umiałam, ale wiele lat temu usiadłam do maszyny i od tamtego czasu uszyłam sporo rzeczy, i teraz już umiem". A teraz sama mówię do siebie "nie umiem narysować człowieka", i już wiem dlaczego - bo nigdy tego nie ćwiczyłam! Nie pokrywałam kartek nieporadnymi a potem coraz lepszymi szkicami, nie kopiowałam zdjęć z czasopism, nie zajrzałam do ani jednej książki uczącej proporcji ludzkiego ciała. I postanowiłam to zmienić.
When I show you new dresses I often hear "I cannot sew like that", and then I reply "I couldn't either many years ago and then I started to sew, made many items and now I can". And now I tell myself "I cannot draw a human figure" and now I know why - I never practised it! I never covered pages with scribbles, first terrible and then better and better, I never drew people from the magazine's photos, I never looked into a single reference book with human being postures and proportions. I decided to change that.

Wczoraj pracowałam nad uszyciem spodni, co w moim przypadku nie jest takie proste, bo wymiary mam niestandardowe. Papierowy wykrój przerysowałam już jakiś czas temu, stare prześcieradło czekało na nożyczki i igłę z nitką, ale oczywiście nie mogłam się zebrać do zrobienia modelu testowego! Aż wreszcie zebrałam się w sobie i uszyłam spodenki testowe. Wymagały oczywiście modyfikacji, ale specjalnie zostawiłam duże zapasy i po niewielkich zmianach osiągnęłam zadowalający rezultat. *^v^* Docelowa bawełna na spodnie już czeka i teraz mogę ze spokojem ją ciąć i szyć, bez nerwów, czy na pewno w te portki się zmieszczę i czy będą dobrze leżeć.
Yesterday I was working on sewing a pair of pants which is not that easy in my case because I have non standard measurements. I made the paper pattern a few days ago and found an old sheet to use for the muslin but I just couldn't sit down to sewing it! Finally I got my act together and made that muslin. Of course they needed some modifications which I easily did with big seam allowances and then I ended up with the satisfying final version. *^v^* The target cotton fabric is waiting to be cut and sewn without being nervous whether it'll be good for me.




No i sięgnęłam po szkicownik brudnopis. Chcę dodać nowe tematy do moich akwareli a to znaczy, że chcę się nauczyć rysowania czegoś, czego wcześniej nigdy nie rysowałam i posługiwania się farbami w sposób, w jaki jeszcze nigdy nie pracowałam. Chcę się nauczyć mieszania kolorów, żeby nie nosić ze sobą palety na 150 tysięcy farbek. A to wymaga prób i błędów.
Błędów, na które zamierzam sobie pozwolić. ^^*~~
And I took out the sketchbook. I want to add new topics to my art which means I want to learn to draw new things I never tried before and to use paints in new ways. I want to learn colour theory and mixing so I'd be able to carry a smaller palette with me when I paint outside. All that requires trial and errors.
The errors I'm going to allow myself to make. ^^*~~

Saturday, June 16, 2018

フェミニンワードローブ - Fru Fru

Kiedy zobaczyłam tę sukienkę w książce z wykrojami od razu zapragnęłam ją uszyć. Szybko kupiłam materiał, odrysowałam elementy wykroju i już kilka dni później usiadłam do maszyny. Pierwsze przymiarki spowodowały jednak, że w mojej głowie pojawiła się pewna natrętna myśl: "Czy to na pewno fason dla mnie?... Czy ja nie jestem na takie falbanki i groszki za stara?!..."
When I saw this dress in the sewing book I immediately wanted to make it. I quickly bought the fabric, copied the pattern pieces and a few days later I sat down to the sewing machine. But when I tried it on, still unfinished, I got this persistent thought in my head: "Is this shape really for me?... Maybe I'm already too old for the ruffles and polka dots!..."




W książce "Kobieca garderoba" (フェミニンワードローブ) sukienkę tę nosi młodziutka szczuplutka Japonka, no a ja - już nie pierwszej młodości i wagi (o japońskości nie wspomnę... ^^). No i te grochy i groszki... Nie jest to mój ulubiony wzór, paski, kratki i kwiaty - owszem! To znam, lubię i noszę, ale groszki są wielką  nieoswojoną niewiadomą.
In the book "Feminine wardrobe" (フェミニンワードローブ) this dress is worn by the young thin Japanese girl and me - not that young and not that thin anymore (not to mention I'm not Asian... ^^). And those dots, big and small... It's not my favourite pattern, stripes, plaid and flowers - yes, please! These I know, like and wear, polka dots are one big untamed unknown.




Jak przy poprzednich modelach z japońskich książek z wykrojami wybrałam największy rozmiar LL (biust 93 cm, talia 74 cm). Odwróciłam układ kropek w stosunku do oryginału - u mnie mniejsze groszki są na zewnętrznych częściach i falbankach. Poza tym dodałam kieszenie - no bo sukienka bez kieszeni?..., i wydłużyłam spódnicę o 5 cm.
Like in the previous patterns from the Japanese sewing books I chose the biggest size LL (bust 93 cm, waist 74 cm). I used the polka dots fabrics in the reversed order - smaller ones are on the outside parts and ruffles. I also added the pockets - a dress without the pockets?... Come on! And I added 5 cm to the length.




Ten model jest w zasadzie prosty do uszycia, chociaż jest trochę zabawy z falbaną - najpierw doszywamy jej część do elementów przodu, potem doszywamy odszycie do podkroju szyi, następnie fastrygujemy drugą część falbany do podkroju i wykańczamy całość taśmą ze skosu, wszystkie etapy są pokazane na rysunkach więc nie ma problemu nawet jeśli ktoś nie zna języka japońskiego. Pozostałe elementy sukienki to szycie po prostej, szybkie i przyjemne.
This pattern is easy to assemble, although there is some fiddling with the ruffles - first you attach half of each ruffle to the front sides, then you add the neckline facing, then baste the other halves to the neckline and finish the neckline with the bias tape. All the stages are drawn in the book so even if you don't speak Japanese it's easy to make. The rest of the dress is very simple to sew together.




Rozważałam, czy w ogóle będę w tej sukience chodzić, rozważałam, ale szyłam dalej. A jak skończyłam to założyłam ją z paskiem. I wiecie co? Chyba nie wygląda to tak źle, co?... Robert skomentował, że wyglądam jak Amy Farrah Fowler i to raczej nie miał być komplement.... Ale z domu ze mną wyszedł i ludzi się nie wstydził! ^^*~~ Im dłużej miałam ją na sobie tym bardziej mi się podobała, jest bardzo wygodna i rozważam powtórkę tego modelu, tym razem z jednego materiału bardziej lejącego.
I've been thinking whether I'd wear it at all, thinking and thinking, and sewing on. When I finished it, I wore it with a belt. And you know what? I don't look that bad in it, right?... Robert said I looked like Amy Farrah Fowler and it wasn't supposed to be a compliment... But he wasn't ashamed of going out with me and be seen by other people so it's a good sign. ^^*~~ Anyway, the longer I had it on the more I got to like it, it's very comfortable and I consider another version, this time using one fabric and some more flowy type.




A wyszliśmy, bo w sobotę odbywał się Festiwal Kultury Japońskiej Matsuri przy Służewieckim Domu Kultury. Przeniesienie festiwalu spod dachu Torwaru do parku już w zeszłym roku było genialnym pomysłem, a w tym roku impreza została zorganizowana jeszcze lepiej, z większym rozmachem. Prawie wszystkie stoiska z jedzeniem zostały ustawione w jednym miejscu i nareszcie festiwal nabrał prawdziwego charakteru japońskiego matsuri, kolejki tłoczyły się już od południa.
We left the house on Saturday because there was a Japanese Culture Festival held near us in the park around the Służew Community Centre. They moved this event from under the roof to this park last year and it was a great idea. This year the festival was even bigger, organised better, with more to see and experience. Almost all the food stalls were set in one place in two rows and finally this festival started to resemble the real Japanese matsuri, with people queueing for food since noon time.





Zaczęliśmy od kurczaka karaage i wołowiny tataki, a potem straciliśmy umiejętność robienia zdjęć i było tylko szamanie... *^v^* Jedliśmy takoyaki (smażone kulki ciasta z ośmiornicą), nikumany (bułeczki na parze z wieprzowiną), ebifurai (smażone krewetki), chłodziliśmy się zieloną herbatą Soti, oranżadą ramune i sorbetem o smaku Calpis i yuzu, a na koniec staliśmy godzinę (!) w kolejce do kakigoori - kruszonego lodu z syropem i skondensowanym mlekiem o smaku umeshu (wina śliwkowego), a w tej kolejce zawarliśmy bardzo ciekawą znajomość z Asią i Konradem, którzy też jak my są zakręceni na punkcie japońskiego jedzenia i gorących źródeł, i co roku jeżdżą do Japonii. *^o^*. Mąż oczywiście obowiązkowo założył jinbei! ^^*~~
We started with chicken karaage and beef tataki, then we lost our ability to take photos and just kept eating... *^v^* We had takoyaki (fried balls with octopus), nikumans (soft steamed buns with pork), ebifurai (fried prawns), and kept ourselves cool with Soti green tea, ramune lemonade and Calpis and yuzu sherbets. To sum up, we queued for one hour (!) to get kakigoori - shawed ice with umeshu (plum wine) syrup and condensed milk. While standing in the queue, we get acquainted with a very nice couple Joanna and Konrad, people crazy about Japanese food and hot springs, visiting Japan year by year, just like us! *^o^* Husband of course put the jinbei on! ^^*~~





Oprócz stoisk z jedzeniem było oczywiście dużo innych rzeczy związanych z kulturą Japonii - m.in. występy taneczne i muzyczne, stoiska z najróżniejszymi pamiątkami i gadżetami, pokazy sztuk walki, kaligrafia, konkurs Miss Yukaty, japońskie firmy takie jak Toyota czy Pentel prezentowały swoje produkty, a na jednej ze ścian Domu Kultury ustawiono ogromny plakat przedstawiający aleję kwitnących wiśni! ^^*~~ Tak jak już pisałam, w tym roku impreza była większa i lepsza niż rok temu, co dobrze jej wróży na lata następne! *^o^*
Apart from food stalls there was of course a lot of other Japan related things - for example: dancing and music performances, stalls with various souvenirs and gadgets, martial arts shows, calligraphy, Miss Yukata contest, Japanese companies like Toyota or Pentel presented their products and on one of the Community Centre's walls there was a huge poster with the cherry trees in bloom alley! ^^*~~ Just like I mentioned earlier, this year the festival was bigger and better than last year which is a good sign for the years to come! *^o^*




PS.: Blogger coś sobie sam popsuł i kiedy zostawiacie mi komentarze pod wpisem to ja nie dostaję o tym powiadomienia mailem. Podobno próbują to naprawić, a tymczasem mogę mieć opóźnienia w odpowiadaniu na komentarze, za co z góry przepraszam. ^^
PS.: Blogger did some update to its system and since May when you leave the comments on my posts I don't get notifications about it to my email. They apparently work on it to get this feature back but for now I may respond to your comments later than usual, I'm sorry. ^^

Saturday, June 09, 2018

Club Tropicana

Czasami człowiek wchodzi do sklepu po drobiazg, ot, gumkę do mankietów bluzki. I nagle z półek na tyłach ktoś do niego woła. "Zauważ mnie!". A potem "Nie możesz beze mnie wrócić do domu, po prostu nie możesz!..."
Też tak macie? Czy tylko ja?.... *^-^*~~~
Sometimes you enter the shop to get something small, a piece of an elastic for the cuffs for example, and from the end of the place some voice starts calling to you "Notice me!". And then "You just cannot leave without me! Cannot!".
Do you get that often like I do?... *^-^*~~~




Zielony to w ogóle nie jest mój kolor!... Ale ten materiał mnie zawołał i oczywiście nie wyszłam bez niego. Tym bardziej, że jak tylko mój wzrok padł na te wielkie liście to już widziałam go pod postacią sukienki!
Green is really not my colour!... But this fabric called to me and of course I didn't leave without it. That was obvious because just when I layed my eyes on those huge leaves I knew exactly what I wanted to make!




Przedstawiam Club Tropicana. *^V^*
(kto w latach młodości kochał się w Georgu Michaelu? ^^ No, ja akurat nie, ale moja przyjaciółka Mrówka była zwariowana na jego punkcie! ^^*~~)
Please meet Club Tropicana. *^V^*
(who had a crush on George Michael in high school? ^^ I didn't but my best friend loved him to bits! ^^*~~)







Znowu sięgnęłam po wykrój #116 z Burdy 02/2014. Guziki na plecach są tylko ozdobą. Chciałam zmienić tylną część spódnicy - wyciąć szeroko i zmarszczyć, ale niestety miałam tylko 1,5 m materiału i mi nie wystarczyło. Tym razem dodałam sukience 5 cm długości, oczywiście kieszenie, skróciłam rękawy oraz wydłużyłam taśmy do wiązania, jakoś nie przekonuje mnie idea zapinania paska w talii na sztywno na guziki, wolę kokardę którą mogę jakby co poluzować... ^^*~~ 
I again took #116 dress pattern from Burda 02/2014. Buttons along the spineline are just the embelishment. I wanted to cut the back piece of the skirt's wider and pleat it but I only had 1,5 m of that fabric's and it wasn't enough.  This time I added 5 cm to the length, the side seam pockets, shortened the sleeves and I lengthened the ties because I really don't like the idea of buttons in the waistline, I prefer the sash to be tied as tight or loose as I prefer... ^^*~~






A jakby co, zapytacie? No, jakbym akurat poszła w tej sukience na Koreański Festiwal na Agrykolę. *^v^* Było niewyobrażalnie gorąco...
On Saturday I put on my new dress and went to the Korean Festival in Agrykola park. *^v^* It was unbelievably hot!...




Upał był straszliwy i tak nam się dzień ułożył, że wpadliśmy tylko około 14:00 na szybki lunch. W tym roku sprawdziła się stara dobra festiwalowa prawda - jak do któregoś stoiska nie ma kolejek to znaczy, że ich jedzenie nie jest wiele warte... Niestety, dwie koreańskie restauracje, których nazw z litości nie wymienię, podawały niezbyt dobre obeschnięte pierożki i nasiąkniętego tłuszczem ciepławego kurczaka na patyku, oraz kompletnie sklejony ryż z fasolą, bez smaku... Za to jedliśmy dobre żeberka, kimchi, kluski tteobokki i placek z cynamonem. Do koreańskich lodów z cukierni Cafe Crystal była kolejka na dwie godziny stania w słońcu, więc na koniec tylko kupiliśmy po truskawkowo-wiśniowym sorbecie (woda z cukrem, brrrr!) i wróciliśmy spacerem przez Park Łazienkowski na przystanek autobusowy i do domu.
The heat was really strong and we only went there for a quick lunch at 2 pm. This year we found out that the good festival rule - if there's no queue to a stall, the food is not good there - is so true... Unfortunately two Korean restaurants served lukewarm dried dumplings, lukewarm oil infused chicken on a stick and lukewarm completely glued together tasteless rice with beans...On the other hand, we ate good ribs, kimchi, tteobokki noodles and hotteok pancake with cinnamon. There was a two hour queue to the Korean cafe with ice cream so we only bought strawberry-cherry sherbets (water with sugar, yuk!) and strolled along the Łazienki Park to the bus stop and then home.









Tyle na dzisiaj, resztę wieczoru zamierzam poświęcić na nowe szkice i malowanie oraz przygotowanie wykrojów na dwie nowe kiecki, na które materiały dostanę już w poniedziałek, yikes!... ^^*~~ Miłego weekendu!
That's all for today, the rest of the Saturday's evening I'm going to share between working on new sketches and painting and preparing patterns for two new dresses, the fabrics for them will come to me on Monday, yikes!... ^^*~~ Have a great weekend!