Friday, July 14, 2017

Czego nie wiem



Ten projekt ma następującą historię - poszłam pobiegać.
W zeszłym tygodniu walczyłam trochę z katarem, a trochę z lenistwem i cały tydzień biegania sobie odpuściłam. W poniedziałek spieszyłam się na japoński, ale we wtorek wreszcie nie zignorowałam budzika, zwlekłam się z łóżka i wyszłam z domu. I... nie odpalił mi player z joggingową muzyką, która wyznacza trasę i zmiany bieg/marsz, bateria się wyczerpała. Ale mniej więcej wiem, gdzie na trasie ile mi wypada kilometrów, więc pomyślałam, że skoro i tak na pewno nie uda mi się zrobić zaplanowanego treningu, to tak sobie pobiegnę bez zobowiązań. Jak się zmęczę, to będę maszerować, nie złamię się i nie wrócę do domu z powodu wyczerpanej baterii.
This project has the following background - I went jogging.
Last week I fought with a mild cold and my laziness, and I gave up running. On Monday this week I was busy with Japanese class in the morning but on Tuesday I finally did not ignore the alarm clock, dragged my lazy butt out of the warm bed and I left home to run. And... my Muvo player with the jogging music failed... It didn't start at all, the battery died, and I had the specific music on it - pieces according to which I either run or march one by one. But I more or less know where on my running trail I have the running/marching parts so I thought that I might as well just run. When I'd be tired I'd just march, no big deal. I wouldn't go back home because of the drained battery.



No i sobie pobiegłam. I biegłam, i biegłam, jakoś tak lekko, mimo, że słońce przygrzewało i zaczynałam tracić oddech. Ale nogi mnie niosły. I nagle, kiedy zbliżałam się do piątego kilometra BEZ ZATRZYMYWANIA SIĘ I BEZ MARSZU przyszło mi do głowy, że "kiedy nie wiem, że nie mogę, to mogę"!!! Co to oznacza? Kiedy nie nastawię się negatywnie i nie myślę, że coś mi się nie uda, to nie mam żadnych oczekiwań i zaskakuję samą siebie, przy okazji ciesząc się samym działaniem. To tak, jak małe dziecko - ono nie wie, że NIE UMIE rysować, więc zapełnia bazgrołami kolejne kartki i nawet, jeśli nie wyrośnie z niego kolejny Rembrandt to przynajmniej będzie czerpało MORZE radości z samego procesu twórczego (do momentu, aż ktoś mu powie, że NIE umie rysować, i wtedy zamknie się w sobie i nigdy w życiu nie dotknie kredek...).
So, I started to run. And I kept on running, somehow lightly although the sun was shining hard and I was loosing my breath. But the legs kept moving and I was moving forward. And then, when I was reaching the 5th kilometre WITHOUT STOPPING OR MARCHING I realised one thing - "when I don't know I cannot, I can"!!! What does it mean? If I don't anticipate a negative outcome and don't think about the failure, I have no expectations, I can surprise myself with achievements and I enjoy the process on the way. It's just how small children's minds work - they DON'T KNOW they cannot draw so they just fill more and more pieces of paper with scribbles, and even if most of them wouldn't be the future Rembrandt, they are happy with the sheer drawing process (at least until somebody tells them they CANNOT draw, they might get discouraged and never touch a pen in their lives....).



Kupiłam zwyczajną białą bawełnianą koszulkę, na którą postanowiłam przenieść nowo nabytą mądrość życiową. Napis zrobiłam po japońsku, no bo wiecie, mam hopla na punkcie tego języka... ^^*~~ Wydrukowałam go na kartce i podłożyłam pod spód przodu koszulki, której tkanina była na tyle cienka, że jako tako było go widać. Potem wzięłam do ręki cieniutki pędzelek i tubkę farby, i namalowałam napis znak po znaku.
I bought a plain cotton tshirt and decided to put on it my newly gained wisdom. I made the inscription in Japanese because you know I'm crazy about learning that language... ^^*~~ I printed in on a piece of paper and placed in under the front of a tshirt, the fabric was thin enough so I could see it through as a guide. Then I took a thin paintbrush and a tube of paint, and sat down to work, sign by sign.




Pozwoliłam farbie wyschnąć do następnego dnia, po czym jeszcze raz poprawiłam napis. To nie jest farba do tkanin tylko artystyczna farba akrylowa, dlatego nie jest zbyt elastyczna i ma trochę urok spranego nadruku. Samo malowanie bardzo mi się spodobało i już planuję kupić farbę przeznaczoną do malowania na tkaninach i wykonanie innych koszulek! ^^*~~
I let the paint dry overnight and painted it again. I used a normal art acrylic paint, not the fabric paint, so it's not elastic and the final effect looks a bit like a tattered faded print. I liked the idea so much that I planned to buy a dedicated fabric paint and make more tshirts! ^^*~~ 

"No, zrób coś z tymi rękami!" - powiedział mąż. ^^*~~
"Do something with your hands!" - the husband said. ^^*~~

Thursday, July 13, 2017

Czytanie o jelitach i dzierganie w bieli

Miałam Wam dziś pokazać mały szybki spontaniczny projekt rękodzielniczy, ale od rana leje.... Szaroburo i nie ma jak zdjęcia zrobić, więc nadrobię przy najbliższej słonecznej okazji, a dziś Środa z Książką u Maknety.
(wiem, już jest czwartek, mam małe opóźnienie... ^^*~~)
Znowu dziergam! *^V^*
I wanted to show you a quick spontaneous crafty project today but it's been raining cats and dogs since early morning.... It's grey, dark and there's no way I could take decent photos so let's wait till the more convenient weather and today let's join Wednesday with a Book at Makneta's.
(I know, it's Thursday already, I'm a bit late... ^^*~~)
I've started knitting again! *^V^*




Natchnienie spłynęło na mnie w sobotę w kawiarni, bo zobaczyłam sweterek na jednej babie. Prosty model, cały biały, i ozdóbką na plecach, popełnił go nawet jeden znany projektant ale też widziałam w Sieci mnóstwo modyfikacji tego pomysłu. W każdym razie, ja też takowego zapragnęłam więc kupiłam Dropsową bawełnę w kolorze śnieżnobiałym i od wczoraj dziergam. Na razie mam dolny ściągacz, będzie dużo nudno a potem zadzieje się coś ciekawszego na karku. ^^*~~
I got inspired on Saturday in a cafe, when I saw this sweater on some woman. The shape is simple, it'll be white with some detail on the back, it was probably designed by some famous clothes designer but I also saw a lot of versions on the Internet. Anyway, I bought Drops's cotton in white and started to knit last night. At the moment I have the bottom ribbing, it will be a lot of boring knit stitches later on, and then the decorative detail on the back side of the neck. ^^*~~

A czytam aktualnie "Historię wewnętrzną" Gulii Enders. Autorka jest naukowcem i w prosty, dowcipny i interesujący sposób opowiada o naszym systemie trawienia, a głównymi bohaterami tej książki są jelita! *^V^* Bardzo pouczająca lektura, jak widać czytam z ołówkiem w ręku i zakreślam co ciekawsze fragmenty. Nareszcie dowiedziałam się na przykład, dlaczego po tłustym obfitym obiedzie chce nam się słodkiego deseru!
As for reading, currently it's "Gut: The Inside Story of Our Body's Most Underrated Organ" by Gulia Enders. She is a scientist and talks about our digestive system in a simple, funny and interesting way! *^V^*  It's a very educational book, as you can see I read with a pencil in my hand underlining the pieces I want to memorize more. For example, I finally found out why after a heavy fat meal we crave for the sweet dessert!


(rysunek stary, ale aktualny!)
(the drawing is old, but accurate!)


Dzisiaj tak króciutko, teraz idę wzuć różowe kalosze, biorę parasol i wychodzę z domu, do następnego wpisu! *^o^* (przy okazji, miłośników moich akwarelek zapraszam na FB i Instagrama, tam wrzucam aktualne prace)
That's all for today, now I'm going to put on my pink wellies, take an umbrella and leave home so until next time! *^o^* (btw, if you want to see regular uploads of my paintings please check my FB and Instagram accounts)

Saturday, July 08, 2017

Air Force Two

W przeciwieństwie do Air Force One, które pokazywałam w grudniu. ^^*~~
As opposed to Air Force One that I showed you in December. ^^*~~



Tamta wersja nie wywołała Waszego entuzjazmu i mojego niestety też nie. Sweter nie mógł się zdecydować, czy jest oversize czy po prostu trochę-za-duży-wygląda-to-tak-sobie, a ponieważ mam wrodzone lenistwo do poprawek na bieżąco to go dziergałam i dziergałam, i skończyłam, i mi się nie podobał.....
The first version wasn't welcomed with enthusiasm neither yours nor mine. The sweater didn't know whether it's oversize or just a-bit-too-big-and-looking-meh, but my laziness didn't let me make adjustments while I was knitting it, I carried on and finished it and didn't like it....
 



Jak już wspominałam, dość szybko jeszcze zimą go sprułam, zwęziłam i zrobiłam nowy dłuższy korpus, ale rękawy czekały na poprawienie. Teraz wreszcie w kilka wieczorów dorobiłam rękawy i sweter jest gotowy!
As I mentioned before, I frogged it in Winter, made it more fitted and knitted a new body. But the sleeves waited and waited for being added. Now in just a few evenings I finally knitted the sleeves and the sweater is ready!
 
 


Chociaż zmiany nie są duże tym razem bardziej mi się podoba - jest bliżej ciała, dłuższy a więc więcej ociepla, rękawy są lepiej dopasowane i dorobiłam dłuższy golf, z którym można zrobić różne rzeczy.
Although I didn't change much this time I like it more - it's more fitted, longer so it warms a bigger part of my body, the sleeves have a better fit. I also made the turtle-neck longer so I can wear it in different ways. 




Technikalia - włóczka Drops Air 300 g, druty nr 5, wzór opisałam w poprzednim wpisie na temat tego swetra.
Details - I used 300 g of Drops Air on 5 mm needles, the pattern can be found in my last post about that sweater.





Udajemy, że jest sroga zima chociaż tło nam na to nie pozwala. Nie ma to jak sweter z alpaki w upalne letnie przedpołudnie!... *^0^*~~
I pretended it's sooo cold but the background told it all. There's nothing like an alpaca pullover worn on a hot Summer day!.... *^0^*~~

Wednesday, July 05, 2017

Green fingers - lipiec

Nie mogę się odczepić od produktów sezonowych. Na przykład taki bób.
Lubicie? A jak go zjadacie? 
Ja zawsze tylko gotowałam go z odrobiną soli a potem skubałam z miski obierając z łupinki. Ale w tym roku postanowiłam spróbować coś z bobem upichcić. Na początek postawiłam na pierogi, w czym z pomocą przyszedł mi przepis Vegeneraty.
I cannot give up cooking with seasonal vegetables. For example, broad beans.
Do you like it? How do you eat it?
I've only cooked them in water till soft and then nibbled on the beans removing the peels as I ate them. But this year I also tried to make something with them, so I tried broad beans and sun dried tomatoes dumplings.




Moje modyfikacje: nie miałam podanej w przepisie ilości bobu i pomidorów suszonych, ale za to miałam kilka ugotowanych ziemniaków z dnia poprzedniego, więc dodałam. I mąkę na ciasto zaparzyłam, tak zawsze robię z klasycznym ciastem pierogowym.
My modifications: I didn't have the required amount of beans and tomatoes, so I added some cooked potatoes. As for the dough, I added boiling water not just warm water, I always do that with dumplings dough. 




Pierogi z bobem i suszonymi pomidorami, mimo, iż niezbyt fotogeniczne, są super! Lekkie ale konkretne w smaku, bardzo trafiły w nasz gust i na stałe wchodzą do menu.  *^0^*
Those dumplings, although not very pretty to photograph, were delicious! Light but with a great taste, turned out perfect for our preferences and we'll be eating them often. *^0^*

***

Kontynuując temat zieloności pokażę Wam dziś mój balkon. *^v^*
Ostatnio oglądaliśmy go w marcu, kiedy rośliny dopiero budziły się po zimie. A przez ostatnie miesiące nastąpiły pewne zmiany.
Talking about greens, let's have a look at my balcony. *^v^*
Last time you saw it in March when the plants just started to wake up after Winter, now things changed a bit.




Żurawki żwawe jak tylko one potrafią, dwie odmiany nawet kwitną (nie są to jakieś imponujące kwiaty, ot, długi badyl z maciupkimi kwiatuńkami na końcu... ^^).
Heucheras are full of energy, two of them even bloomed although they are not too impressive, just long thin stems with some teeny tiny flowers at the end... ^^.






Sośnica japońska dorobiła się nowego jasnozielonego pióropusza na czubku!
Japanese umbrella pine grew a brand new light green panache!



Przybyła nowa roślina wielkolistna - brunnera, i najwyraźniej czuje się tutaj bardzo dobrze, bo na razie pięknie rośnie.
I bought a new plant with big interesting leaves - brunnera. Apparently it's happy on my dark and moist balcony because it immediately started to grow.




Niesamowicie intensywnie ruszyła acuba! Przybyło jej mnóstwo nowych liści i robi się duża i obfita. Rośnie też, choć nieśmiało, szeflera.
Acuba and scheffler  also grow happily, the former much better than the latter but still they both have a lot of new leaves. Acuba is almost twice as big as it was last year.




Kupiłam trzy nowe odmiany hebe i wszystko było pięknie do zeszłego tygodnia, kiedy to na dwa krzaczki weszła grzybica i pewnie zaatakuje też ten trzeci, skoro rosną obok siebie w tej samej ziemi... (Zdjęcie zrobiłam w zeszłym tygodniu, potem wyjechaliśmy na kilka dni i po powrocie zobaczyłam stan duuuużo gorszy, raczej nie do odratowania, bo gdybym miała wyciąć zakażone gałązki to już niewiele zostanie....)
I bought three new hebe plants and everything was fine till last week, when some fungus attacked them... (I took the photo last week and then we were gone for a few days and when we came back I saw the plants are in much worse state. If I wanted to save them and cut the ill parts there wouldn't be much left...)





Berberys po zimie zachował się dziwnie - wypuścił ochoczo trzy czy cztery młode pędy, z których po kilku centymetrach kontynuował rośniecie tylko jeden... A teraz w ogóle coś go żre i chyba też będziemy się musieli pożegnać.
Barbery behaved strangely - after Winter it started to grow three or four new sprouts, but then only one continued to grow, the others stopped. Now I can see it's been eaten by some bugs so we might have to say goodbye soon.




Natomiast w tym roku z roślin do zjedzenia uprawiamy na balkonie.... bataty! *^V^*
Został mi w szafce kuchennej zapomniany batat, który wypuścił kiełki. Mąż zaproponował, żeby go zasadzić, tak też zrobiliśmy, no i rośnie! Tydzień temu był jeszcze malutki ale wczoraj dostał już tyczki, bo zaczął się rozłazić po balkonie. Za kilka dni przesadzimy go do większego pojemnika i będziemy czekać z ciekawością, czy na jesieni będzie z tego batatowy plon!
On the other hand, this year we are growing an edible plant too, namely... sweet potatoes! *^V^*
Well, yes. I forgot about a sweet potato and when I found it in a kitchen cupboard it had already sprouted. Robert gave me this idea to plant it and it grows! Last week it was much smaller, this week I had to constrain it around some bamboo sticks because it started to take over the balcony. In a few days we will replant it to a bigger container and then we'll wait for the sweet potato crop in the Autumn!




W tym tygodniu na parapet kuchenny pójdą jeszcze skrzynki z sałatami i ziołami, pojadę też do centrum ogrodniczego po nową azalię w miejsce tej, która nie przetrwała zimy. I tyle jeśli chodzi o moją lipcową aktualizację ogrodniczą. *^o^*
This week I'm also going to sow some cut-and-come-again lettuces in a pot on the kitchen windowsill, I also want to get a new rhododendron. That's all for now as far as my balcony gardening. *^o^*

Wednesday, June 28, 2017

Dzierganie, czytanie i jedzenie śniadań!

Na dobry początek kolejna porcja śniadań mojego męża. Uwierzycie, że chce mu się tak dla siebie gotować o poranku przed wyjściem do pracy?!... *^v^*
Let's see another portion of my husband's breakfasts for a good start. Can you believe he makes them for himself early in the morning before leaving for work?!... *^v^*


 
 
 
 
 


Dzisiaj środa, więc Czytanie i Dzierganie u Maknety.
Po długiej przerwie wreszcie zabrałam się za dzierganie!... Nie jest to nic nowego, a poprawki na starym. Pamiętacie Air Force? Nie zachwycał niestety, bo był za szeroki, za krótki i jakoś tak źle na mnie leżał... Odprułam więc rękawy, sprułam całość do karczka, zwęziłam karczek, dodziergałam nowy korpus. To wszystko stało się jeszcze zimą. A potem sweter leżał i leżał bez rękawów....
Ostatnio wygrzebałam go zza kanapy i postanowiłam te rękawy dorobić, i mieć to wreszcie z głowy, żeby jesienią cieszyć się swetrem! *^v^* Tak więc, w 30-sto stopniowe upały robię gruby sweter z alpaki, cóż.... ^^*~~
Today it's Wednesday, so today we are Reading and Knitting with Makneta.
After a very long break from knitting needles I've been finally knitting again!... Nothing new, I'm mending the old one. Do you remember Air Force? It wasn't great, too wide, too short and it didn't flatter me at all... So I removed the sleeves, frogged the body until the saddle neckline, reduced the width, knitted the body again. It all happened still in Winter. Then the pullover just stayed sleeveless for months...
I've recently taken in out from behind the sofa and decided to finish it to be able to enjoy it in Autumn! *^v^* So, during the 30 degrees C hot weather I'm knitting alpaca, oh well.... ^^*~~ 




Haftuję też torbę. Po ostatnim projekcie sashiko zachciało mi się dużej pojemnej torby jeansowej, wyrysowałam model i od jakiegoś czasu dłubię przy nim ozdabiając kawałki haftowanymi motywami. Nie idzie mi tak wolno, jak się spodziewałam, ale jednak to jeszcze chwilę potrwa.
Za to jeśli chodzi o czytelnictwo, to aktualnie zagłębiam się w Pekin lat 30-tych XX wieku i zgłębiam zagadkę tajemniczego morderstwa młodej dziewczyny, bardzo wciągająca i świetnie napisana lektura!
To tyle, na ile miałam siły w tej temperaturze, idę po zimnego arbuza, podobno jutro ma być chłodniej, ufff..... ^^*~~
I've also been doing the new sashiko embroidery. After the last project I decided I wanted a roomy bag decorated with this embroidery so I found the shape, prepared the base and I've been working on the embelishments. It's been going faster and easier than I expected but still it needs some time and effort.
As for the reading, I highly recommend this book by Paul French about the 1930's Beijing and the mysterious murder of a young woman. Very interesting book, not easy to put away!
That's all I could write today in this heat, now I'm going to eat a cold watermelon, I've heard there's supposed to be cooler day tomorrow, we'll see about that... ^^*~~

Monday, June 19, 2017

Tak się kochamy

już od dwudziestu pięciu lat!!!..... *^V^*
We've been in love for the last 25 years!!! *^V^*



PS.: To rocznica bycia razem, licealna miłość, ale nie ślubu. Ślub braliśmy 19 czerwca 2004 roku. ^^*~~
PS.: It's the 25th anniversary of being together, highschool sweethearts, not counted from the wedding. We got married on 19th June 2004. ^^*~~

Thursday, June 15, 2017

Jemy, jemy!

Dawno nie było o gotowaniu, a przecież jemy bezustannie!... ^^*~~ Podzielę się dzisiaj kilkoma pomysłami, bo ostatnio inspiracji mam mnóstwo!
It's been a while since I wrote about food and we eat constantly!... ^^*~~ Let me share today my recent inspirations.

Po pierwsze, wiecie, że moje ulubione smaki to ostry, kwaśny i słony, zatem odbudowałam zapasy koreańskich pikli - kimchi z kapusty pekińskiej, które robię od lat, a do tego dwie nowości - kimchi z kalarepy i z dymki. Dymki jeszcze nie próbowałam, bo musi trochę przefermentować (2 dni na blacie kuchennym i ok 4 dni w lodówce), ale kalarepka jest gotowa do jedzenia od razu, i jest boooooska - ostro-słodka! ^^*~~
First, as you may know, my favourite flavours are spicy, sour and salty, so I recently renewed my Korean pickles stock - I made cabbage kimchi that I've been making for years now, and two new ideas - kohlrabi kimchi and Spring onions kimchi. I haven't tried the Spring onion kimchi yet because they need a few days of fermentation (2 days on a kitchen counter and about 4 days more in the fridge), but you can eat kohlrabi kimchi straight away and it's divine - spicy and sweet! ^^*~~




Pozostając w klimatach kulinarnych, zbieram tylko trzy rzeczy - lalki, szminki i książki kucharskie. *^v^*
Dzisiaj o tych ostatnich, bo niedawno kupiłam cztery nowe inspirujące pozycje.
Still in the culinary theme, as you may know I collect three things - dolls, lipsticks and cookbooks. *^v^*
Here are the four books I bought in the past months.


Gotowanie Jamiego Olivera kocham od lat, mam kilka jego książek, wiele się od niego nauczyłam, podpatrzyłam sporo trików a gdy trafię na jego programy na Kuchni to siedzę przyklejona do ekranu i jadłabym wszystko co ugotuje! Niedawno przypomniałam sobie kilka odcinków jego nie najnowszych już serii "Superfood na co dzień" i "Gotuj sprytnie jak Jamie", a ponieważ na brytyjskim Amazonie obydwie te książki były na promocji, to wrzuciłam je do koszyka. *^o^*
I've always loved Jamie Oliver's cooking, I have several of his books, I've learned a lot from him and got to know quite a few tricks. When I see his programmes on tv I am glued to the screen and want to eat everything! Recently I saw a few episodes from the two series "Everyday superfood" and "Save with Jamie". On British Amazon I found the two books accompanying the series on sales so I bought them both. *^o^*




O ile serie w tv bardzo mi się podobały - przepisy, sposób prowadzenia programów, tak co do książek mam mieszane uczucia. 
"Save with Jamie" jest dokładnie taka jak program, a nawet lepsza! Opisane są oczywiście różne sposoby mądrego gospodarowania jedzeniem od zakupów poprzez gotowanie do przechowywania i przerabiania resztek, ale bardzo podoba mi się układ przepisów - np.: w sekcji "kurczak" zaczynamy od całego pieczonego kurczaka, a na kolejnych stronach mamy kilka smakowitych pomysłów na zjedzenie resztek owego kurczaka, a pomysły te nie są wydumane i na siłę, naprawdę ślinka od razu napływa do ust i człowiek żałuje, że nie ma ze trzech pieczonych ptasząt, które mu akurat zostały z niedzielnego obiadu!... *^V^*
Natomiast co do książki "Everyday superfood" to seria w tv bardzo mi się podobała, bo każdy odcinek był oparty na podróży Jamiego do jakiegoś kulinarnego zakątka na świecie, gdzie ludzie żyją długo i zdrowo z powodu swojego sposobu żywienia. W książce mamy krótki wstęp i kilkadziesiąt stron na tematy żywieniowo-zdrowotne pod koniec książki, a główna część to po prostu przepisy podzielone na rodzaje posiłków. Nie mówię, że ta książka jest zła, nie żałuję jej zakupu bo mam pod ręką wszystkie przepisy z programów, ale nie mam w stosunku do niej tak ciepłych uczuć, jakie wywołała seria telewizyjna.
I loved both tv series - the recipes, the way the programmes were presented, but I have mixed emotions about the books.
"Save with Jamie" is exactly like the tv series and even better! Apart from the ideas how to plan, shop, cook and store food wisely I love the recipe sections. For example, there is "chicken" chapter - we start with a recipe for a baked chicken, and then there are several great ideas for the leftovers. And it's not something silly and invented for the sake of the book, but really nice recipes that make your mouth water and you really regret you don't have a chicken or three left from your Sunday lunch to try them all!... *^V^*
On the other hand, I loved the tv series "Everyday superfood" which was based on Jamie's travels to places around the world where people live long and eat healthy foods. The book is a collection of recipes divided into types (breakfast, lunch, ect), and some introduction plus several pages about eating healthy at the end. Don't get me wrong, it's not a bad book and I'm glad I bought it because I have all the recipes in one place in my favourite paper format, but I just don't feel that book. Still, recommend the recipes.


Dodatkowo mam dwie nowe książki o kuchni wegańskiej.
Nie skusiłam się na pierwszą książkę Marty Dymek "Jadłonomia", bo znając jej bloga obfitującego w ciekawe przepisy nie czułam potrzeby, żeby dodatkowo uzupełniać bibliotekę innymi pomysłami kulinarnymi Marty. Ale kiedy ogłosiła, że wydaje drugą książkę "Nowa Jadłonomia" od razu kupiłam ją na przedsprzedaży! Dlaczego? Bo tematem miało być gotowanie z naszych rodzimych składników, ale z dodatkiem egzotycznych przypraw albo na sposoby, jakie się stosuje w dalekich krajach - Marta Dymek specjalnie dla tej książki odbyła wiele dalekich podróży po całym świecie.
I also have two new vegan cookbooks.
When Polish blogger Marta Dymek published her first book I didn't feel the need to buy it. There was a lot of recipes on her blog and I didn't want the book with similar ones. But when she announced the second book I bought it on a presale! Why? Because there was an interesting idea behind the recipes - Polish fruits and vegetables cooked with overseas spices. Marta Dymek travelled a lot to get ideas for this book and I felt inspired.




Jak widać sporo przepisów czeka już na wypróbowanie, pozaznaczane żółtymi karteczkami (i pozakreślane w spisie treści), ugotowałam na razie kapustę z Kerali z młodej kapustki i było pysznie! Będę chwalić kolejne potrawy w miarę ich przyrządzania i spożywania. *^v^*
As you can see many recipes await trying (numerous yellow post-its), I also underlined recipes in the contents page. I tried one recipe for the Kerala cabbage, using Spring cabbage and it was delicious! I'll share more dishes when I make them. *^v^*


A na koniec - perełka! Przemysława Ignaszewskiego odkryłam przypadkiem na Instagramie i od razu poczułam do niego sympatię. Poczytałam jego bloga, dowiedziałam się, że facet biega i że napisał książkę kulinarną, a kiedy rzuciłam okiem na kilka przepisów na blogu to już wiedziałam, że muszę tę książkę mieć! Dlaczego? Jakby to opisać.... Przemek gotuje tradycyjnie po polsku, chociaż po wegańsku. *^V^*
Last but not least - a true gem! I found Przemysław Ignaszewski by accident on Instagram and I immediately liked him as a person. Then I found his culinary blog and read his story about running and food, and when I looked through the recipes on the blog I knew I wanted his book! Why? Because he cooks traditional Polish cuisine but vegan way. *^V^*




No bo popatrzcie na dwa przykładowe przepisy - szare kluchy ze skwarkami z tofu:
Look at some recipes - potato noodles.




Albo jeden z najnowszych pomysłów - zrazy jaglane z nadzieniem z cebuli i pieczarek:
Or millet patties with onion and mushrooms stuffing.




To są proste pomysły na smakowite potrawy, które mnie przypominają smaki dzieciństwa, ale w trochę innej lżejszej wersji. Podobnie jak Marta, Vegenerat bierze sezonowe warzywa i owoce, i przemienia je w pyszności! ^^*~~
Dodatkowo książka jest opatrzona sporym wstępem, który przybliża nam historię autora - ponad pięć lat temu był on nieszczęśliwym leniwym grubasem, który postanowił coś zrobić ze swoim życiem - zmienił sposób żywienia, zaczął biegać i teraz jest zdrowym, szczęśliwym i wysportowanym człowiekiem. Bądźmy szczerzy - Przemek nie podaje żadnych cudownych rozwiązań, ale pokazuje, że konsekwentną pracą nad sobą można dużo osiągnąć i to jest motywujące. Jest dla mnie żywym przykładem na sytuację, w której pytamy: jak zacząć zdrowo się odżywiać? zdrowiej żyć?  Po prostu zacząć i nie przestawać! *^0^*
These are simple ideas for the tasty food that remind me of childhood, but in lighter versions. Similar to Marta, Przemek takes seasonal product and uses them to make something delicious! ^^*~~
Additionally the book has a long introduction which says a lot about the author - more than five years ago he was unhappy, lazy and fat, and decided to do something about his life - changed the way of eating, started to run on regular basis and day by day he became whom he is now - healthy happy and fit person. Let's be honest, he doesn't give you any miraculous overnight solutions but shows that our decisions and hard consequent work brings results, and it's motivating. He is the answer to the often asked question: how to start to eat healthy? to live a healthy life? Just start and don't stop! *^0^*

***

Jeszcze jedna wiadomość, bo chyba jeszcze Wam o tym nie pisałam - we wrześniu Wasze Fumy Turystyczne ponownie wyruszają na wyprawę w #jedynymsłusznymkierunku!!!  *^O^*
One more thing, because I haven't written about that yet - in September we are travelling again towards the #onlyrightdestination!!! *^O^* Which is Japan, of course, and I'll be writing about it on my holiday blog Fumy Turystyczne (unfortunately it's only in Polish, because being on holidays I don't have time to translate my posts, sorry...)



Bilety już kupione, hotele zarezerwowane a wycieczki wybrane. Może nie powinnam nic pisać, żeby nie zapeszyć, bo w zeszłym roku planowałam i dobrze wiemy, jak to się skończyło... Ale z drugiej strony tak rozumując człowiek niczego w życiu nie mógłby planować na dalej niż jeden dzień do przodu, bo nieprzewidziane okoliczności zawsze mogą się zdarzyć. Tak więc, trzymajcie kciuki a ja Wam wszystko pięknie opiszę i pokażę na blogu!!! ^^*~~
We bought the tickets, booked the hotels and chose the trips. Maybe I shouldn't write about it not to jinx it because last year I talked and was happy, and then my father died and we had to cancel the holidays in May... But on the other hand, being superstitious we shouldn't plan anything for the future farther than one day ahead because at any moment anything unexpected may happen. So, keep your fingers crossed for me and I'll award you with photos on my holiday blog!!! ^^*~~

Saturday, June 10, 2017

Sashiko III


Boro (ぼろ) to sięgająca XVII wieku japońska sztuka naprawiania znoszonych ubrań poprzez cerowanie lub zszywanie fragmentów na wzór patchworku. Takie ubrania były zszywane i jednocześnie ozdabiane haftem sashiko. Przypomniałam sobie o tej technice kiedy moja ukochana jeansowa kurtka zaczęła się niebezpiecznie dziurawić. Nic dziwnego, ma już w końcu około 20 lat! (tak, tak, ja nie niszczę szybko ubrań i noszę je naprawdę długo)
W zeszłym roku próbowałam ją ratować cerowaniem, ale kiedy cerowane fragmenty zaczęły oddzielać się od wzmocnionej grubymi szwami linii ramion poszłam po rozum do głowy i sięgnęłam do innej lepszej techniki. Z kawałka jeansu wycięłam odpowiedni kawałek i przypięłam szpilkami do karczka kurtki.
Boro (ぼろ) is a XVII c. Japanese art of mending the worn out clothes by darning and sewing together patches of fabrics to look like a patchwork. The stitching used is called sashiko. I remembered about this technique when my beloved jeans jacket started to have holes. No wonder! It's almost 20 years old! (yes, I don't destroy clothes quickly and wear them for a long time).
Last year I tried to save it by darning the holes but this year the darned pieces started to let go and move away from the thick seams of the shoulders, so I had to apply some other way of mending. I cut out a piece of dark jeans and pinned it to my jacket.
 



Potem białą kredką wyrysowałam wzór do wyhaftowania - kilka kwiatów sakury, płatki i siatka prostych linii. Haftując moje wzory przebijałam igłę z nitką przez dwie warstwy materiałów - granatowego jeansu i kurtki pod spodem, więc jednocześnie ozdabiałam mój ciuch i wzmacniałam strukturę karczka. Na brzegach naszywany fragment przyszywałam do grubych szwów kurtki.
Then using white crayon I drew the pattern to be embroidered - a few cherry flowers, petals and criss-crossing lines. Doing the embroidery I stabbed both surfaces of the fabrics - the dark blue jeans and my jacket underneath, so I strengthened it and embellished at the same time. At the edges I caught the dark blue jeans to the thick seams of the jacket's.





Potem popatrzyłam na przednią część kurtki i doszłam do wniosku, że i tam przyda się wzmocnienie, no to wycięłam dwa kawałki jeansu i doszyłam je za pomocą sashiko - wzór kuli pochodzi od kształtu okna w tradycyjnym japońskim domu a romboidalne plecionki są jednym z klasycznych sashiko.
When I finished I looked at the front of the jacket's and decided it could definitely use some reinforcement too, so I cut out two more pieces from the dark blue jeans and added them with the sashiko stitches - the ball is a window from a traditional Japanese house and the rhomboids are one of the traditional sashiko patterns.






Kilka wieczorów później miałam już gotową odmienioną kurtkę. *^v^*
In a few nights I had a brand new jacket. *^v^*




Moje pierwsze próby z sashiko możecie zobaczyć tutaj i tu.
A kurtka miała swoją premierę podczas sobotniego Festiwalu Koreańskiego na Agrykoli. *^v^*  Pojechaliśmy tam na rowerach i oczywiście nie dałam rady podjechać pod Belwederską, jak w zeszłym roku..., a mąż nie omieszkał tego uwiecznić na zdjęciu!...
My first sashiko attempts can be seen here and here.
The jacket had its premiere at Saturday's Korea Festival in Warsaw. *^v^* We went there on bikes and again I didn't manage to drive up the steep street just like last year... My husband of course took some photos of me walking with a bike!...




Na festiwalu było wszystko to, czego się można było spodziewać - dużo pysznego jedzonka, koreańskie występy muzyczne i taneczne, stoiska najróżniejszych koreańskich firm a także loteria fantowa, w której niestety niczego nie wylosowaliśmy, ech... ^^*~~ Ludzi było zdecydowanie mniej niż tydzień temu na Pikniku Japońskim, więc można było spokojnie obejrzeć wszystkie atrakcje i spróbować jedzenia bez gigantycznych kolejek.
There was everything Korean at the festival - lots of delicious food, music and performances, Korean goods stalls and the lottery - unfortunately we didn't win anything. ^^*~~ There weren't so many people like last week on Japanese Picnic so we could walk around all the interesting stalls and try the food without enormous queues.







Za to o 15:30 stawiliśmy się w Muzeum Warszawskiej Pragi, ponieważ odbywał się tam Festiwal Rzemieślników i nasza przyjaciółka Anna miała tam wykład na temat gorseciarstwa! W oczekiwaniu na prezentację uzupełnialiśmy płyny, bo dzień był upalny. ^^*~~
At 3:30 we went to the Warsaw Prague's Museum where there was a Craftsmen Festival and our friend Anna had a presentation about corset making! While waiting we supplemented the fluids because the day was hot. ^^*~~

 



Można było posłuchać o historii tej części garderoby, zobaczyć co w gorsecie siedzi w środku a nawet przymierzyć różne gorsety. *^v^* Anna prowadzi pracownię i sklep Absynt na Chmielnej w Warszawie, gdzie kupicie gorsety gotowe albo uszyte na zamówienie. Nie polecam, bo to moja przyjaciółka, ale dlatego, że szyje piękne rzeczy! ^^*~~
 You could hear about the history of corsets, see what's inside and even try some corsets on. *^v^* Anna has a corset making workshop and a shop Absynt in Warsaw where you can buy ready made corsets or order your own. I don't write about it just because she's my friend but because she's good at what she's doing and she makes beautiful things! ^^*~~







Po poprzednim to kolejny weekend pełen wrażeń, a jutro wyprawa z mamą do IKEA. ^^*~~
After last week it's another weekend full of activities, tomorrow we are going to IKEA with my mum. ^^*~~