Tuesday, June 30, 2015

Berlin na talerzu

Dziś druga część berlińskiej wycieczki, a mianowicie co smacznego udało nam się zjeść. *^O^*~~~
Today the second part of our Berlin's trip, namely what we ate. *^O^*~~~

Podróżujemy, żeby jeść, tak więc w Berlinie próbowaliśmy różnych propozycji kulinarnych. Tuż po przyjeździe skusiliśmy się na osławionego curry wursta, czyli kiełbaskę utopioną w ketchupie i posypaną proszkiem curry (wiecie, że w Berlinie jest Muzeum Curry Wursta?... *^v^* Ale skoro w Japonii może być Muzeum Ramenu i Zupek w Kubku, to czemu nie Muzeum Kiełbaski? ^^). Smak nie zachwyca jakoś szczególnie, ale pomysł na doprawienie proszkiem curry frytek jest świetny! *^o^*
We always travel to eat so of course in Berlin we tried different culinary options. Just after we left the railway station we bought the famous curry wurst which is a sausage drowned in ketchup and sprinkled with curry powder (did you know they have a Curry Wurst Museum in Berlin?... *^v^* But if they can have Ramen Muzeum and Cup Noodles Museum in Japan, why not the Sausage Museum in Germany? ^^). I wasn't charmed by the taste of the wurst but sprinkling the curry powder on the fries is a great idea! *^o^*




Pierwszego dnia kolację zjedliśmy o 23:00 w otwartym 24 godziny na dobę Schwarzes Cafe (Kantstrasse 148) - Robert zamówił pyszny omlet a ja świeżutką kanapkę. Czytałam, że podają tam pyszne śniadania.
On the first day we had our supper at 11:00 pm in the famous Schwarzes Cafe (Kantstrasse 148), the place is open 24/7. Robert had a tasty omlette and I ate a freshly made sandwich. I read you can eat great breakfasts there.




Drugiego dnia śniadanie połknęliśmy w biegu na dworcu kolejowym w drodze do Sanssouci, na lunch złapaliśmy w biegu kiełbaskę na gorąco w bułce, natomiast na kolację poszliśmy do restauracji Haus der 100 Biere (Kurfürstendamm 100) gdzie najedliśmy się po czubki uszu tradycyjnymi daniami niemieckimi. Poniżej dowód na to, że warto jest uczyć się języków obcych - myślałam, że dostanę kotlecika schabowego, a postawiono przede mną wielką golonkę!...*^o^* Robert jadł sznycelka. ^^
On the second day we had our breakfast in a hurry on the railway station, nothing special, and we ate a wurst hotdog in Sanssouci, but for dinner we went to a restaurant Haus der 100 Biere (Kurfürstendamm 100) and tried some traditional German cuisine. It's good to learn foreign languages, after reading the Berman menu I thought I'd get a pork cutlet and then this great huge ham hock appeared in front of me... *^o^* Robert had a delicious schnitzel.



Trzeciego dnia postanowiliśmy zjeść porządne śniadanie i wybraliśmy się do słynnego Cafe Eistein (Kurfürstenstraße 58) - stylowego lokalu z przemiłą obsługą i przepysznymi śniadaniami! Ja zamówiłam bajgla z wędzonym łososiem i ostrym serkiem chrzanowym a Robert jajko w szklance. To miejsce z wystroju troszkę kojarzyło mi się z gdańską Pikawą.
Third day we started with a propoer breakfast and we chose the famous Cafe Eistein (Kurfürstenstraße 58) - a stylish place with a nice service and delicious breakfasts! I ordered a bagel with a smoked salmon and horseradish cheese and Robert took a poached egg. 





Tego dnia w parku Ogrody Świata trafił nam się śmieszny lunch. *^v^*  Kiedy dostaliśmy nasze zamówienie przez moment myślałam, że z powodu pomyłki językowej zamówiliśmy precla z chlebem z grilla..... ale szybko okazało się, że to tradycyjny niemiecki klops, pieczony w foremce o kwadratowym przekroju! ^^*~~ Był zaskakująco smaczny, z przepyszną słodko-ostrą musztardą!
On that day we had a surprising lunch at the cafe in The Gardens of the World Park. *^v^* When we got the plates for a moment I thought we made some linguistic mistake and ordered pretzels with grilled slices of bread..... but it quickly turned out that it's a traditional German meatloaf baked in a rectangular form so it's square when they cut the thick slices! ^^*~~ It was surprisingly good with an amazing sweet-n-spicy mustard!



Hitem kulinarnym okazała się restauracja Weiss (Leibnizstraße 31), w której zjedliśmy piątkową kolację. Nowoczesna kuchnia niemiecka zachwyciła nasze podniebienia. Zaczęliśmy od poczekalników - pieczywo z ostrym serkiem chrzanowym. Potem dostaliśmy od kucharza przystawkę gratis - cienko pokrojone plasterki mortadeli zamarynowane w soku z kwaszonych ogórków, coś pysznego! Następnie zupa z białych szparagów - mogłabym ją jeść codziennie! Na ciepłą przystawkę wybraliśmy danie z ozorków i grasicy, bardzo ciekawy smak. A danie główne zaskoczyło nas totalnie -  duszona soczewica i ręcznie robione kluseczki spaetzle, a do tego ... parówka z wody!... ^^
It seemed we left the best for last because our last supper was amazing. We chose the Weiss restaurant (Leibnizstraße 31) and we were served the interesting contemporary German cuisine. First we ate some bread with horseradish cheese. Then we got a cold starter from the cook - thinly sliced cold meat in a sauce from the pickled cucumbers, wonderful! Then I had a gorgeous white asparagus soup with smoked salmon and Robert ordered the tongues and sweetbreads dish, very interesting. But the main dish was a total surprise - it was a stewed lentils with hand made noodles and... a boiled sausage!... ^^





Ostatni posiłek to było sobotnie śniadanie i znowu wybraliśmy się do słynnego i modnego miejsca, i cudem udało nam się znaleźć wolny stolik! *^v^* To SETs (Schlüterstraße 36, tuż obok Ku’dammu). Ja ponownie postawiłam na wędzone ryby a Robert wziął jajecznicę i długą kanapkę z pancettą, rukolą i parmezanem. Miejsce jest głośne i tłoczne, ale obsługa jest sprawna a jedzenie pyszne.
The last meal we had in Berlin was breakfast on Saturday morning and we went to the famous SETs (Schlüterstraße 36, next to Ku’damm), where we managed to find a table! *^v^* I again concentrated on smoked fish and Robert took scrambled eggs and a long sandwich with pancetta, rucola and Parmesan. The place is busy and crowded but waitresses are efficient and the food is good.




Nie byłoby pobytu w Berlinie bez piwa! *^o^*
Our visit to Berlin wouldn't be complete without beer! *^o^*




I taka to była nasza kulinarna wyprawa po Berlinie. Nie udało nam się spróbować żadnych kuchni napływowych, a jest ich w Berlinie mnóstwo, restauracje z różnych stron świata znajdziemy w wielu punktach miasta, pod tym względem Berlin jest dużo bardziej kosmopolityczny niż Warszawa. Do nadrobienia następnym razem! *^v^*
So it was our culinary trip to Berlin. We didn't manage to try any of the cuisines of the world that are widely available in many parts of the city, Warsaw is not that culinary cosmopolitan and has a lot to catch up on in that matter. Till next time, Berlin! *^v^*

Wednesday, June 24, 2015

Berlin

ZajentyK. Ale znalazłam chwilkę, żeby wrzucić wspominki z naszego majowego wypadu do Berlina, bo zdjęcia leżą i czekają. 
[Spuszczę zasłonę milczenia na samą podróż, bo w tej kwestii nie popisały się ani koleje polskie, ani niemieckie.... Było troszkę śmieszno, troszkę żałosno...]
I've been very busy recently but I managed to find some time to write about our trip to Berlin from May.
[Let's not talk about travelling by train, because neither Polish nor German railways just didn't live up to our expectations... It was funny and pathetic at times, oh well....]




Zwiedziliśmy spory kawałek miasta ale głównie z zewnątrz, bo nie sposób w dwa dni zmieścić wizyty w muzeach, które w Berlinie są tak liczne i interesujące, że na tak krótki pobyt było nam trudno wybrać jedno czy dwa miejsca. Odwiedzającym Berlin polecam Berlin Welcome Card (do kupienia m.in. na Głównym Dworcu Kolejowym) która w zależności od wykupionej opcji zawiera przejazdy komunikacją miejską (nie musimy się martwić gdzie kupić bilety, pokazujemy tylko kartę na wejściu do autobusu albo w razie kontroli biletów w metrze czy kolejce) i mnóstwo zniżek na wejścia do muzeów, na menu w wielu restauracjach i w innych atrakcjach turystycznych.
We visited quite a big chunk of the city's but only from the outside because two days just isn't enough for museum visits and there are soooo many interesting places to go to in Berlin that we just couldn't choose what to see! I'd like to recommend you the Berlin Welcome Card (available e.g.: at the main railway station). It has several options and includes the city transport fares and many discounts in various museums, restaurants and other tourist's attractions.








Oczywiście nie odmówiliśmy sobie wycieczki do Poczdamu i spaceru po słynnym parku Sanssouci. Park jest ogromny, pełen pięknych budowli i ogrodów, i żałuję, że mogę Wam pokazać tylko mały wycinek jego urody! Polecam zwiedzanie tego parku latem, kiedy kwiaty są już w pełnym rozkwicie, szczególnie ogród z 400-stoma starymi odmianami róż!
Of course we went to Potsdam and spent a day at the Sanssouci park, an enormous and beautiful place with many historic buildings and gardens. I wish I could show you everything we saw there! I highly recommend going there in the Summer when the flowers are in full bloom, there is a garden with 400 types of old roses there!






Wybraliśmy się też do parku Ogrody Świata, gdzie odtworzono kilka założeń ogrodowych pochodzących głównie z Dalekiego Wschodu.
We also went to the Gardens of the World, a park with small reconstructed gardens mainly from the Far East. 







Jakie wrażenia pozostawił w nas Berlin?
Bardzo nam się tam spodobało! To wielkie nowoczesne miasto ze zróżnicowaną zarówno tradycyjną jak i ultra współczesną zabudową, wspaniale zorganizowaną siecią komunikacyjną (po kilka linii kolejki miejskiej i linii metra, autobusy, tramwaje), przyjazne rowerzystom, pełne parków, ogrodów, muzeów i kawiarni. Z przyjemnością zamieszkałabym tam na jakiś czas, żeby się tymi wszystkimi atrakcjami nacieszyć i nawet w tym celu zgodziłabym się uczyć języka niemieckiego. ^^  Na pewno wrócimy jeszcze do Berlina, bo ta pierwsza wizyta to był jedynie przedsmak tego, co oferuje on odwiedzającym. 
What we thought about Berlin?
We absolutely loved it! It's a big modern city with a mixture of traditional and contemporary buildings, bricks and mortar next to glass and steel. It has a great net of transport's (several urban railway lines and several subway lines plus buses and trams), it's very cyclists friendly place, full of parks, gardens, museums and cafes. I must admit I'd gladly move to Berlin and live there for some time to enjoy this place a bit more. For that I could even start learning German! ^^ We will definitely go back there because our visit was just a tip of the iceberg of what this city has to offer! 




Co nas szczególnie zaskoczyło?
Przekrój populacji Berlina. Patrząc na tłum na ulicach powiedziałabym, że 30% ludności to Turcy, 30% Chińczycy, 20% to czarnoskórzy i dopiero pozostała reszteczka to rodowici Niemcy. Te proporcje wyglądają nieco inaczej na obrzeżach Berlina w dzielnicy bardziej "sypialnianej", ale centrum jest rzeczywiście zdominowane przez kolory skóry inne niż biały.
What was the biggest surprise?
The population of Berlin's. Looking at people in the streets you could see that 30% were of the Turkish origin, 30% of the Chinese one, 20% from African countries and the small rest were the white skin Germans. Of course there were the proportions in the centre of Berlin, it was different in the outskirts.

Jedynym zgrzytem był fakt, że jest to niesamowicie brudne miasto.........(podobne wrażenia mieliśmy po wizycie w Dublinie) Na serio, w porównaniu do Berlina w Warszawie można wręcz jeść z chodników! (Byle jakie) graffiti gdzie popadnie, śmieci wszędzie, brud, myszy i pety na peronach metra... Ostatniego dnia na trawiastych bulwarach wzdłuż Sprewy ludzie piknikowali na trawnikach POŚRÓD resztek po kebabach i butelek po piwie z poprzedniego wieczora...
Nie wiem, z czego to wynika, bo Niemców zawsze postrzegałam jako naród uporządkowany i dbający o czystość, a nie chciałabym po prostu pokazywać palcem na imigrantów, bo to nigdy nie jest takie proste, że wina leży po jednej stronie. Władze miasta mają w tej kwestii dużo do nadrobienia.
The only drawback was that Berlin is a really dirty city......... (we had similar opinion after our visit to Dublin) Seriously, when we compare Berlin and Warsaw, our capital is a really clean and tidy place! Ugly scribbles of graffiti everywhere possible, pieces of garbage everywhere, filth, mice and cigarette buds on the subway platforms.... On the last day of our visit we went to the Spree river bank where people were having picnics on the lawns, sitting..... among the heaps of papers and cups/bottles from the previous night's parties...
I really don't know why that's the case. I've always perceived the Germans as a clean and tidy nation. We could easily point a finger towards the immigrants but I don't think it's that easy. Municipal authorities have a lot to do in that field.


W domu Ryszard czekał na nas z herbatą!.... *^-^*~~~
Ryszard was waiting for us with a freshly made tea!.... *^-^*~~~





Na pewno ze zdziwieniem dotarliście do końca tego wpisu i zadajecie sobie pytanie - jak to? a oni nic tam w tym Berlinie nie jedli?...
*^O^*
Wpis z naszymi posiłkami pojawi się osobno, tak więc zapraszam niebawem na drugą część Berlińskich wspomnień, tym razem kulinarnych. ^^*~~
You must have read this far and thought - wait a minute... they didn't eat anything there?.....
*^O^*
The post with our culinary adventures will appear soon because I thought there are too many photos for one post. So stay tuned for the Berlin adventures, part two. ^^*~~

Thursday, June 11, 2015

Z zupą jej do twarzy III

Dawno nie było wpisu z zupami, tęskniliście? *^o^* Mam nadzieję, że podobają Wam się takie przepisy zebrane w jednym miejscu, łatwiej wtedy odnaleźć coś, czego się szuka.
Poprzednie wpisy zupowe: I, II.
It's been some time since last soup recipe post, did you miss this? *^o^* I hope you like it in such form, the previous soups can be found here: I, II.

Dziś zaczynam od koreańskiego kleiku Soegogi-yachaejuk쇠고기야채죽. Kleik brzmi niezbyt zachęcająco, prawda?... Ale to właśnie jest coś w tym stylu, a jak autorka przepisu sama opowiada, tę zupę podaje się w Korei osobom chorym albo w trakcie rekonwalescencji. Jest sycąca, pełna warzyw, lekka i łatwa do spożycia przez dzieci czy osoby starsze - warzywa, mięso i ryż są mięciutkie. Koniecznie obejrzyjcie, jak Maangchi gotuje tę zupę, uwielbiam jej przepisy na youtube, jest niesamowicie energetyczną i ciepła osobą! Na wiosnę tego roku wyjdzie jej nowa książka kucharska i nie wykluczam, że się nie skuszę... *^o^*
Let's start with a Korean Soegogi-yachaejuk쇠고기야채죽. It's a great soup for sick people, often given to help the healing process. It's nutritious, full of vegetables, light and easy to swallow by children or elderly people, all the ingredients get soft. You must definitely watch Maangchi cook this soup, I love her recipe videos, she's an amazing, energetic and warm person! She had published her second cooking book this Spring and you know my love for culinary literature, I might buy it. *^o^*



***

Po raz kolejny sięgnęłam do bloga Jadłonomia i zrobiłam zupę, po której dużo sobie obiecywałam od momentu, kiedy spróbowałam orzotto z pietruszkami. Krem pietruszek i gruszki autorka bloga nazywa "zupą królów". Moim zdaniem - bez przesady... ^^ Jest to na pewno smaczny pomysł na korzeń pietruszki, użyłam do niej mleka kokosowego, jako wypełniacz dodałam kilka łyżek ugotowanego pęczaku i podałam rzeczywiście prażonymi migdałami (na zdjęciach na Jadłonomii zupa posypana jest chyba siemieniem lnianym, ale na pewno nie są to migdały ^^).
Again I looked through the recipes on Polish famous vegetarian blog Jadłonomia and this time I chose the Mushrooms and parsnip cream. The blog's author calls it "the queen of soups" but I wouldn't go that far, it's a tasty soup. I used the coconut milk, added some barley and sprinkled it with almonds (the original says "almonds" but the photos show something else, flax seeds maybe?...).



Zmieniłam jedną rzecz w stosunku do metody wykonania - suszony tymianek dodałam wraz z bulionem, bo posypanie zupy suszonymi ziołami po ugotowaniu potrawy tuż przed podaniem nie ma sensu, powinny się dłużej pogotować i oddać swój smak.
I changed one thing - I added the dried thyme together with a broth, because sprinkling the finished soup with dried herbs has no sense, they have to cook for some time to be able to add the flavour.


***

Włoska zupa z zielonym kalafiorem - zielone kalafiory były przez chwilę w moim sklepie, więc postanowiłam wypróbować ten przepis. I jestem trochę zawiedziona, bo zielony kalafior ma więcej urody niż smaku... Dodałam zupie charakteru tartym parmezanem i na pewno pomogłyby małe klopsiki z indyka. O ile jest to na pewno spora dawka zdrowych warzyw, to znam smaczniejsze sposoby na ich spożywanie. Ale zupę dokumentuję, dla pamięci i może komuś z Was przypadnie do gustu.
Italian green cauliflower soup - I had green cauliflowers in my shop for a moment so I decided to try this one out and I'm disappointed because it seems green version is pretty but doesn't have much flavour... I added grated Parmesan and next time I'd definitely add some turkey meatballs but I'm afraid there won't be next time. It's a good dose of healthy vegetables but I know tastier ways to eat them. But I wanted to share the recipe with you because it looks cool and maybe you'll like the taste.




***

I na koniec wiosenno-letnie zupy obowiązkowe - chłodniki.
Najpierw klasyczny chłodnik polski: kroję dużo rzodkiewek, ogórków, pęczek kopru, dodają obgotowaną botwinkę, zalewam kefirem albo maślanką, doprawiam solą, pieprzem, czosnkiem. Podaję z jajkiem na twardo.
Summer is on the way so the Summer must-haves - the cold soups.
First, a classic Polish cold soup: cut finely a good handful of radishes, cucumbers, a bunch of dill,  add three cooked young beetroots, mix with about 600 ml of kefir, natural yoghurt or buttermilk, season with salt, pepper and crushed garlic clove to taste. Serve with hard-boiled egg.





Drugim jest bułgarski tarator:  ogórka obieramy i kroimy w drobną kosteczkę, dorzucamy posiekany pęczek koperku, 1 zmiażdżony ząbek czosnku, mieszamy z 500 ml jogurtu naturalnego i 200 ml wody. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy zupę z dużą garścią posiekanych orzechów włoskich, obficie skropioną oliwą z oliwek.
Second one is a Bulgarian tarator:  peel and cut into small cubes one big cucumber, add finely chopped bunch of dill, I crushed garlic clove, mix with 500 ml natural yoghurt and 200 ml cold water, Season with salt and pepper to taste. Serve with roughly chopped walnuts and a splash of extra virgin olive oil.




Do następnego odcinka!
See you next time!

Saturday, June 06, 2015

Kaczeńce / Marigolds

Zjadamy pyszne śniadanko i oglądamy najnowszy Mały Sweterek. ^^*~~
Let's eat a delicious breakfast and look at my newest Tiny Cardigan. ^^*~~





No i czemu ja się tak tego żółtego koloru bałam?...
Why oh why was I so afraid of the yellow clothes?...




Okazuje się, że całkiem mi ten ciepły odcień żółtego pasuje, szczególnie do sukienki z żółtymi kwiatkami na materiale. ^^*~~ 
Podeszłam nieufnie do włóczki, z której wydziergałam ten sweterek - Alize Lanagold 800, czyli 51% akrylu/49% wełny, bo mam uczulenie na akryl, ale na razie nieźle się dogadujemy. 800m w 100g motku wymagało cienkich drutów, więc użyłam rozmiaru 2,25 mm i praca poszła mi zaskakująco szybko, spodziewałam się dłubania i dłubania. Zużyłam 188 g, czyli niecałe dwa motki.
It turns out such warm sunny yellow suits me quite well, especially when worn with a dress with yellow flowers on the fabric. ^^*~~
I was reluctant to a yarn I was using - Aliza Lanagold 800 which is 51% acrylic/49% wool and I'm allergic to acrylic but it's not bad on my skin. 800 m per 100 g skein meant I had to use thin needles so I worked with 2,25 mm. But it wasn't a very strenuous work, I finished it fairly quickly. I used 188 g which is almost two skeins.




Sweterek robiłam od góry z raglanowymi rękawami ale coś pomyliłam w obliczeniach i był dużo za szeroki w dekolcie, więc po skończeniu dołu wróciłam na górę, sprułam pliskę pod szyją i podciągnęłam sweterek o kilka rzędów do góry. Dekolt i plisy guzikowe są zrobione ściągaczem 1x1 a mankiety i dół to podwinięta listwa prawymi oczkami.
Motyw na przodzie i tyle (pozbawiony bąbelków) pochodzi z książki “Knitting Patterns Book 250 クチュール・ニット 模様編み250” autorstwa Hitomi Shida (志田 ひとみ).
I knitted my cardi top down but I somehow miscalculated the number of stitches and it turned out way too wide so after finishing the cardigan I went back to the neckline, frogged the beginning band and added a few rows upwards. The neckline and button bands are the 1x1 ribbing and the cuffs and the bottom hem are knit stitches bands flipped under.
Pattern for a decorative stitch #99 (minus the bobbles) is from the book “Knitting Patterns Book 250 クチュール・ニット 模様編み250” by Hitomi Shida (志田 ひとみ).




Po blokowaniu sweterek trochę się powiększył i jest w sam raz, co mnie akurat cieszy, bo to był prototyp i nie byłam pewna rozmiaru. Nie robiłam taliowania, ale samo się robi, kiedy naciągnę sweter na biust. *^w^* 
Z rozwiązań nietypowych - pierwszy guzik od góry (którego pewnie nigdy nie będę zapinać, ale gdybym chciała, to jest i jest w pełni funkcjonalny!) jest o połowę mniejszy od pozostałych - widać to na pierwszym zdjęciu. Dlaczego? Bo okazało się już po skończeniu listwy i podszyciu jej tasiemką, że nie zrobiłam dziurki... To znaczy, zebrałam dwa oczka razem, ale pominęłam narzut i nawet jakaś tam dziureczka się zrobiła, ale za mała na moje guziki. Na szczęście mam miniaturowe guziczki do lalkowych strojów! *^O^*
After wet-blocking the cardi grew out a bit and now it fits me perfectly, I'm happy because it was a prototype size-wise. I didn't change anything in the waistline, it stretches and gets fitted to my figure when I pull the cardi over my bust. *^w^*
Unusual element - I forgot to make a yarnover on the first buttonhole and I found out about it after I finished the button band and stitched the cotton ribbon underneath... So, instead using the normal size buttons I used the one half the size from my doll's button. *^O^* You can see it on the first photo.



Muszę przyznać, że bardzo kusi mnie ta włóczka w innych kolorach, tym bardziej, że ma ich ona sporo... Muszę ponosić ten sweterek i przekonać się, czy mnie nie uczula, bo jeśli nie, to ma ona szansą stać się jedną z moich ulubionych, poprzez swoją cienkość i dostępną kolorystykę. *^v^*
A teraz czekam na nową opcję włóczkową do wypróbowania, równie kuszącą, bo do projektu The Outfit Along zamówiłam trzy motki YarnArt Cotton Soft 55% bawełny/45% akrylu, 600 m/100g. Mam już materiał na sukienkę, więc jak tylko w poniedziałek odbiorę z poczty moje motki to zaczynam pracę nad nowym Małym Sweterkiem! ^^*~~
Zostawiam Was z kwieciem z ogrodu moich rodziców, miłego weekendu!
I must admit I'm tempted by this yarn in other colours because it has so many... And the thinness is just perfect for my cardigans. I must wear this sweater a bit and see whether my skins reacts to an acrylic content or not. 
Now I'm waiting for the new yarn to test in my The Outfit Along project, namely the YarnArt Cotton Soft which is 55% cotton/45% acrylic and had 600m/100g. I already bought the fabric so as soon as I get the yarn from the post office on Monday I'll start knitting. ^^*~~
I'll leave you with some flowers from my parents's garden and have a great weekend!


Sunday, May 31, 2015

Me Made May 25 - 31.V

Zapraszam na podsumowanie trzeciego tygodnia akcji Me Made May.
Please have a look at my second week of Me Made May's outfits.



25.V
Rano zajęcia z japońskiego, potem obiad z mężem na mieście i zakupy. Wskoczyłam w sukienkę Chłodnica.

(Przy okazji, dialog Roberta z panem kelnerem:
- Poproszę herbatę mrożoną.
- Na ciepło czy na zimno?...
Zonk!.... *^O^*~~~)
Japanese class in the morning, then lunch with my husband at a restaurant and some shopping. I put on my Cooler dress.
(Btw, Robert's dialogue with a waiter:
- Ice tea, please.
- Would you like it hot or cold?...
Seriously?!.... *^O^*~~~)




26.V
Dzień Matki, więc odwiedziłam moją biedną chorą na przeziębienie mamusię!... Pogoda wietrzno-deszczowa, założyłam jeansy, bluzkę Mei Mei i wiatrówkę.
It's Mother's Day in Poland so I went to visit my poor sick mother who caught a cold!... The weather was windy and rainy so I decided to wear jeans, Mei Mei blouse and a jacket.



27.V
Przeziębienie przelazło z mamy na mnie... Dzień spędziłam w ciepłym dresie, zakładając co jakiś czas Maczka na przemian z Wiatraczkami, bo co zaskakujące najbardziej marzły mi a potem grzały się całe ręce. Nie miałam siły na zdjęcia.
A cold transferred from my mom onto me... So I spent a day in warm sweatpants, putting on and off two sweaters, Poppy or Pinwheel, because my hands were getting cold or hot and I needed long sleeves. No photos from that day.

28.V
Załatwianie spraw na mieście, wybiegałam z domu spóźniona, więc chwyciłam co mi w ręce wpadło - sukienkę Sensu. Wygląda na to, że to jest mój idealny wykrój sukienkowy na pewniaka, muszę ich uszyć więcej! *^o^* 
Running some errands around the city and being late I took the first thing that came to my mind - Sensu dress. It seems this pattern is my perfect grab-n-go out dress, I must make more of these. *^o^*




29.V
Ciepły i słoneczny dzień, więc na zakupy założyłam coś, co krzyczy "wakacje!!!" - sukienkę Santorini.
Warm and sunny day so I while going shopping I wore something that shouts "holidays!!!" - Santorini dress.




30.V
Na Torwarze przez cały dzień trwała impreza Matsuri - Piknik z kulturą japońską, więc wybraliśmy się popatrzeć, jak mój nauczyciel tańczy Yosakoi. ^^*~~ Ja oczywiście w sukience Kokeshi! *^v^*
There was a Japanese Culture Picnic in Warsaw on that day and we went to see my teacher of Japanese language's dance Yosakoi. ^^*~~ Me wearing the Kokeshi dress of course! *^v^*



31.V
Maska na włosach, maska na twarz, powtarzanie japońskiego, sprzątanie, pranie, dzierganie, nie szukałam nic "mojego", tylko cały dzień łaziłam w podomowych dresach i koszulce.
Hair mask, face mask, learning Japanese, cleaning, laundry, knitting, I didn't even look for anything me-made to wear, just stayed in sweatpants and a tshirt all day.


Podsumowanie
To było bardzo ciekawe doświadczenie - dowiedziałam się wiele o swoim stosunku do ubrań - po pierwsze, wychodzi na to, że "moje" traktuję jak "na specjalną okazję", ale też jeśli chodzi o sukienki, to mam głównie rzeczy strojne i nienadające się na tachanie siat z zakupami. Dlatego chciałabym sobie uszyć więcej wygodnych i niezobowiązujących sportowych sukienek jerseyowych, takich jak Land Ahoy!. Widziałam, że inni pokazywali szyte przez siebie spodnie dresowe/domowe czy bieliznę, ale ja w ogóle nie czuję potrzeby szycia sobie tych elementów garderoby.

Po drugie, czasami trzeba coś sprawdzić w działaniu, żeby się przekonać, że to nie działa i należy coś zmienić. Tak było z sukienką Chaber, w której połączyłam (co mnie podkusiło?!...) jersey i nierozciągliwą bawełnę... To kompletnie nie zagrało, ale udało mi się uratować ten projekt, odpruwając dół od góry i przemieniając go w super wygodną spódnicę. *^o^*
Santorini fajnie wygląda na zdjęciach, ale po przebiegnięciu w niej kawałka miasta wyszło na jaw, że z każdym krokiem głupio podciąga się z przodu i robi się z niej mini... (A i tak zrobiłam rozporek na dole, którego w oryginale nie przewidziano! Bez rozporka mogłabym tylko drobić!) Tak więc, sukienka idealna, jeśli miałabym uplasować się z drinkiem na leżaku i robić wrażenie, natomiast do chodzenia nie bardzo.

Po trzecie, potwierdziłam to co już wcześniej wiedziałam - nie kocham Bibliotekarki... Uwielbiam materiał, z którego ją uszyłam, jest wygodna, praktyczna, ale ten fason nie podoba mi się na mnie... Nie wykluczam przeróbki, jeśli tylko będzie to możliwe.

Przypomniałam sobie o kilku nieco zapomnianych elementach garderoby jak spódnice szyte wieki temu czy wiosenne sweterki bawełniane. I przekonałam się, żeby nie oszczędzać "moich" uszytków na nie wiadomo jakie okazje, tylko nosić je na co dzień, bo sprawia mi to wielką przyjemność! *^v^*

To sum up
It was a very interesting experience - I learned a lot about my attitude towards me-made clothes - first, it seems me-mades mean for me "for a special occasion", but also I mostly have dresses that are not suitable for the grocery shopping and dragging bags with vegetables around. That's why I'd like to make more everyday comfy sport type jersey dresses like Land Ahoy!. I saw people showing sweatpants and underwear they made but I don't feel I need to make those myself.

Second, you need to try something out to make sure it works. I made Chaber dress connecting jersey with a normal cotton, what a bad idea! It didn't work at all but I managed to save it by cutting the bottom from the blouse and turning it into a comfortable jersey skirt! *^o^*
Santorini dress looks great on photos but when I had in on and was running around the city doing errands it turned out it lifts up at the front and suddenly I have a miniskirt... (and I even added the slit to be able to walk at all, the original project didn't have it and I'd have to toddle...) So, a perfect dress to lay down on the deck chair with a drink in my hand, making a good impression, but definitely not for walking.

Third, I confirmed my earlier supposition - I still don't like Bibliotekarka dress...I love the fabric, it's comfortable, practical, but I feel bad in that shape and I may turn it into something else if possible.

In general, I liked the Me Made May Along, I dug out some forgotten skirts I made ages ago and cotton Summer cardigans. And I learned not to save me-mades for "an occasion" but to put them on whenever I feel like doing it because that's what makes me happy! *^v^*

Saturday, May 30, 2015

Matsuri - Piknik z kulturą japońską na Torwarze

Odrobina Japonii w Warszawie (i moje zaspane miny... *^o^*).
A little bit of Japan in Warsaw on a Japanese Culture Picnic (and my sleepy faces... *^o^*).








Wednesday, May 27, 2015

Czytanie, dzierganie i The Outfit Along 2015

Coś mi w maju nie było po drodze do Czytania i Dziergania, sama nie wiem czemu, bo wciąż czytam i dziergam (z tygodniową przerwą).
I wasn't sharing my books and knitting on Wednesday's Reading and Knitting in May, I really don't know why because I was reading a lot and knitting, too (with a one week break).



Najpierw o dzierganiu - żółty sweterek ma się ku końcowi, mam już korpus, prawie cały jeden rękaw i pół drugiego, została mi listwa guzikowa i niestety mała przeróbka podkroju szyi - muszę spruć wykończenie, od którego zaczęłam dzierganie i wydłużyć górę sweterka, bo podkrój szyi wyszedł mi za szeroki. Niestety musiałam sobie zrobić tydzień przerwy bo we wtorek tuż przed wyjazdem podczas krojenia chleba ciachnęłam się nożem w dwa palce lewej ręki (nie pytajcie!...) a te palce były niezbędne do trzymania druta i nitki (nie mówiąc już o innych codziennych czynnościach!). Palce już mi się zagoiły i od wczoraj znowu lecę z rękawami, mam nadzieję, że uda mi się ładnie poprawić dekolt bo przymiarki pokazują, że będę z tego sweterka zadowolona.
Knitting first - my yellow cardigan is almost finished, I have the body ready, almost finished one sleeve and half of the other. Unfortunately I'll have to alter the neckline because it turned out too wide but I hope it'll be an easy job. I had to take a one week break from knitting because on Tuesday just before we left for Berlin I was making sandwiches and cut myself with a bread knife so my two fingers on my left hand were out of order for some time... Lucky me they've healed now and I've been knitting again since yesterday. I hope for a nice new cardigan because the first trying on show it might be a nice piece of clothing.




Jeśli chodzi o czytanie, to dużo tego było w maju.
Aktualnie czytam klasykę - "Koniec dzieciństwa" Arthura C. Clarke'a.
A wcześniej w maju: skończyłam pierwszą część cyklu "The Laundry Files" Charlesa Strossa, a mianowicie "The Atrocity Archives", i zaczęłam część następną "The Jenifer Morgue". To moje lektury w podróży, bo mam je w formie ebooków na telefonie.
I read a lot in May.
Since Sunday I've been reading the classic - "Childhood's End" by Arthur C. Clarke.
And before that: I finished the first part of  "The Laundry Files" by Charles Stross, "The Atrocity Archives", and I started "The Jenifer Morgue". These are my commuter's books because I have them in e-books on my phone.


Poza tym, przeczytałam dwa kryminały godne polecenia - "Supełki i krzyżyki" Iana Rankina i "Mężczyznę, który przychodził w niedzielę" Thomasa Kangera, sceneria Szkocji i Skandynawii, bardzo przyzwoite kryminalne czytadła.
I na koniec, dzięki akcji Maknety znalazłam u którejś z Was na blogu "Sanato" Marcin Szczygielskiego i to jest książka absolutnie genialna!!! Wiem, są różne bardzo skrajne opinie na jej temat, ale mnie się ona bardzo podobała, napisana jest świetnie, akcja rozwija się w interesujący sposób, jest tu wszystko, co w książkach lubię - interesujące postaci, dobrze zarysowane tło wydarzeń (sanatorium dla gruźlików w Zakopanem, w latach 30-tych XX wieku, czegóż chcieć więcej od thrillera, a jest więcej!... ^^), suspens i nutka horroru. Bardzo polecam!
I also read two detective stories, one Scottish and one Scandinavian, namely "Knots and crosses" by Ian Rankin and "Sondagsmannen" by Thomas Kanger, both are decent police investigation stories.
And last but no least, the "Sanato" by Marcin Szczygielski. It's a great book, set in the 1930's in the tuberculosis sanatorium in Zakopane. That would be enough for a thriller but there's also a supernatural element. It's well written, the book that you don't want to put away! Highly recommended!






***

Znowu się do czegoś przyłączyłam... ^^*~~
Znalazłam zabawę blogową idealną - The Outfit Along czyli szyjemy sukienkę i dziergamy pasujący sweterek! A obydwie te rzeczy między 1 czerwca a 31 lipca. Szycie wiadomo, może zająć kilka godzin do kilku dni, ale dzierganie to już dłuższa sprawa, więc terminy są jak najbardziej realne.
I joined something again... ^^*~~
I found a blog-along called The Outfit Along which is just perfect for me. Between June 1st and July 31st we need to sew a dress and knit a matching sweater! You can sew a dress in a few hours to a few days but knitting is another story so I think the deadline is very realistic.




Do wyboru są dwie opcje - szyjemy oficjalny model sukienki McCall 6887 i dziergamy sweter Vianne ALBO sami wybieramy zarówno sukienkę jak i sweterek, bo w końcu ta zabawa ma służyć stworzeniu stroju, który będziemy kochać i nosić, a nie samemu procesowi zrobienia czegokolwiek. Ja raczej postawię na moje własne pomysły. Vianne jest ładny, ale nie podobają mi się ażurowe plecy, a co do sukienek to wiecie, że lubię trzymać się sprawdzonych modeli.
There are two options - either you make the McCall 6887 dress and knit a Vianne cardigan OR choose your own patterns. I like the second option because as long as I think Vianne is nice I don't like the lace back of it and I don't want to buy the dress pattern, I'd rather stick to my good old patterns.