Friday, October 18, 2019

Call Animal Control! There is a tiger on the loose!



Do uszycia tej sukienki szykowałam się od kiedy wyszedł numer Burdy z tym modelem - od sierpnia 2012. Ciągle mi było z nią nie po drodze, najpierw rozważałam, jak ja w ogóle będę wyglądała w takim retro fasonie z lat 40-tych, potem szukałam odpowiedniego materiału, aż wreszcie zaszły wszystkie sprzyjające okoliczności i sukienka powstała. *^v^*
I wanted to make this dress since August 2012, when the Burda with this pattern had been issued. But I couldn't start working on it, I was looking for the perfect fabric, I was wondering if I looked good in such 1940s silhouette, then finally all the favourable circumstances occurred and I made it! *^v^*




Jak możecie zauważyć na rysunku schematycznym, ten model ma nietypowe rękawy - pacha jest mocno obniżona i poszerzona, i szerokie są też rękawy. Wahałam się, czy zostawić to tak czy może zwęzić do bardziej "normalnego" kształtu bliżej ciała, ale w końcu zostawiłam tak jak jest.
As you can see on the schematic, this pattern has a specific sleeves - the armpit is lowered to the extreme and very wide, so the sleeves are also very wide. I was thinking about taking it up to the more "normal" shape closer to the armpit but I decided to leave it like that.



Zaszewki na przodzie mi się nie spodobały. To znaczy fakt, że są na zewnątrz, więc zaszyłam pod spód i dodałam po dwie krótsze zaszewki, żeby wyrównać szerokość szwu ramienia. Zmieniłam jeszcze wykończenie rękawów - zrezygnowałam z gumki marszczącej mankiet, pogłębiłam za to zaszewkę na wierzchu rękawa.
The pleats on the front were somehow strange, folded on the right side, so I took them underneath, adding two shorter ones to make the front and back shoulder lines the same length. I also changed the cuffs - I gave up the elastic, I only made the cuff pleat a bit deeper.



Oczywiście musiałam zmienić linię spódnicy, bo talię mam na rozmiar 38 ale biodra to już nie... ^^*~~ Wycięłam spódnicę z dużym zapasem i zanim zszyłam boki sukienki, wymodelowałam ją na biodrach szpilkami.
Of course I had to change the line of the skirt because my waistline may be the size 38 but my hips are definitely not!... ^^*~~ I cut the skirt with big excess and before sewing the sides I fitted them with pins while I put the dress on.




Materiał, z którego uszyłam tę sukienkę jest dla mnie nietypowy. Na pierwszy rzut oka wzór wygląda jak skóra zwierza, a ja od lat uważam, że na zwierzęce nadruki jestem wciąż za młoda!... *^W^* Ale to nie jest wzór zwierzęcej skóry tylko liście, bardzo jesienne w kolorystyce i bardzo wpisujące się w mój tegoroczny apetyt na zielenie khaki i ciepłe brązy! Rolkę tego materiału dostałam od mojej japońskiej koleżanki Eri, to jedwab żakardowy.
The fabric I used is very unusual for me. At first it looks like an animal skin pattern and for years I kept repeating I was still way too young for such print!... *^W^* But it's not animal fur, there are leaves, very Autumn-like colour palette and perfect for my yearning for khaki greens and warm browns! I got a roll of this fabric from my Japanese friend Eri, it's silk jacquard.




Werdykt końcowy? Jestem zakochana w tym modelu! *^V^* Dekolt jest idealnie głęboki, ale nie zbyt odważny, długość i kształt spódnicy perfekcyjna, te fikuśne szerokie niskie rękawy niesamowicie wygodne. Czy muszę dodawać, że planuję więcej egzemplarzy? *^0^*
Final verdict? I'm in love! *^V^* The neckline is perfectly deep, the shape and length of the skirt ideal, those funky low and wide sleeves surprisingly comfortable. Do I need to add that I've already planned new versions? *^0^*




Jeszcze jeden detal, którego nie mogę pominąć - zobaczcie, jaką świetną przypinkę dostałam od męża! *^V^* Czyż nie jest to idealny obraz mnie? Włosy do ramion, wzorzysty kołnierzyk (od sukienki, tak zakładam ^^) a w głowie włóczka i druty, ołówek i szkicowniki, guzik, nożyczki!... *^O^*
One more detail I couldn't miss - look at that perfect pin I got from my husband! *^V^* Isn't it the ideal portrait of me? Shoulder length hair, patterned collar (of a dress I presume ^^), and in my head - needles and yarn, pencil and sketchbooks, a button, a pair of scissors!... *^O^*



***



Z innych wiadomości - byłam u fizjoterapeuty, który bardzo pochwalił to, że od trzech tygodni ćwiczę jogę. Wymordował mi kręgosłup masażem, dodał od siebie cztery ćwiczenia i kazał nie przestawać. ^^*~~
On other topics - I went to physiotherapist and he praised me for doing yoga everyday for the past three weeks. He tortured my spine with a massage, added four exercises to my yoga and told me not to stop! ^^*~~




Powróciła złota polska jesień i nie przestaję być nią zachwycona po czubki uszu!... Chodzę po mieście z głową do góry i podziwiam korony drzew, gapię się pod nogi na dywany liści na trawnikach, robię zdjęcia krzewom, łapię te słoneczne widoki, żeby nadrobić wrzesień, kiedy przez cały miesiąc chorowałam (ale pogoda wtedy była taka sobie, więc w sumie to nieźle się złożyło!... ^^).
The Indian Summer came back to Warsaw and I cannot get enough of it this year!... I walk around with my head up and admire the treetops, I stare under my feet at the leaf carpets in the lawns, I keep taking photos of shrubs, I catch those sunny views to make up for the September when I was sick all month (but the weather was also crappy so that's not that bad after all!... ^^)




I szyję. Mam już gotową kolejną jesienną sukienkę, następną w robocie. Nadrabiam braki w garderobie, bo tak naprawdę nie mam jesiennych kiecek!... Mam letnie cienkie bawełenki i grube wełniane kraty zimowe, a o jesieni jakoś do tej pory nie myślałam, skupuję kwieciste wiskozy i jerseye, i wyszukuję w Burdzie modele, które do tej pory jakoś omijałam. Bardzo mi się ten mój nowy jesienny trend podoba! *^o^*
And I keep sewing. I have the next Autumn dress ready, another one in the making. I make up for the shortages in my wardrobe because I really don't have any proper Autumn dresses!... I have thin Summer cottons and warm Winter plaids, I haven't really thought about Autumns up till now. I keep buying flowery viscoses and jerseys, and keep finding the patterns I usually ovelooked in Burdas. And I'm somehow very happy with this new trend of mine! *^o^*



Thursday, October 03, 2019

Jesień



Jesień pokazała swoją brzydką stronę 30 września, rzucając nam w twarz targane wichrem mokre żółte liście. Rozpadało się już w nocy, czego doświadczyłam w domu weselnym niedaleko Zakroczymia. Na szczęście nie miało żadnego znaczenia dla samej imprezy (oprócz momentu krojenia tortu na podjeździe, którą to czynność wraz z młodą parą i gośćmi weselnymi należało szybko przenieść z powrotem pod dach, a przynajmniej szybciutko dobiec z kilkoma parasolami...). 
Pewne tradycje zanikają, na przykład zakładanie odpowiedniego nakrycia głowy do danej okazji. Tylko ja i Lena na około 30 pań miałyśmy fascynatory, reszta - gołe głowy. A szkoda, bo to taki piękny dodatek do stroju, można nim podkreślić albo skontrastować wybrany styl, albo chociażby zamaskować niezbyt udaną fryzurę (lub jej brak!).
Autumn showed its ugly side on 30th September, throwing into our faces wet cold leaves shattered with a strong wind. It started to rain in the night which I witnessed in the wedding hall close to Warsaw. Good the weather had no impact on the wedding itself (apart from the moment they started to cut the cake outside in the garden, which was abruptly hindered by the rain stronger and stronger with every second and the newlyweds, the guests and the cake itself had to be promptly transfered inside! Or at least, some big umbrellas had to be delivered quickly.)
Some traditions pass into oblivion, for example, wearing a nice headpiece for some occasions. Only me and my friend Lena had fascinators , the rest of the 30 ladies - bare heads. It's a shame, it's such a cute complement to the outfit, you can underline or contrast your style with it, or even mask the unscuccessful hairdo (or the lack of!).




Miałam szeroko zakrojone plany dotyczące nowej sukienki na wesele, jeszcze na początku września byłam pewna, że zdążę z jej uszyciem. Ale potem był tydzień rwy kulszowej, kiedy prawie wcale nie mogłam się ruszać, potem tydzień brania na nią leków, kiedy w ogóle nie mogłam się ruszać i głównie spałam przez większość doby..., a kiedy tylko leki owe odstawiłam, to przyszedł tydzień takiego kataru, że wciąż jeszcze przy mnie trwa! Nie było innego wyjścia, trzeba było wybrać coś z szafy i wybór padł na Storm Troopera. Może nie jest to klasyczna sukienka weselna, prym wiodły jednolite żorżety chociaż czerwonych kiecek było kilka, ale zestawiona z czarnym sweterkiem i nowymi niskimi szpilkami sprawdziła się bardzo dobrze. Ponieważ był to ślub wrześniowy, do czerwonej sukienki dobrałam fascynator w ciemnych barwach z ozdobami w kolorach jesieni. (tak, to kapelusz jednej z moich lalek! ^^*~~)
I had such advanced plans concerning making a new dress for this wedding, at the beginning of September I was sure I'd have made it in time! But then I had a week of painful sciatica when I could barely move, then I had a week of taking medicine for sciatica when I couldn't do anything apart from sleeping..., and then when I stopped taking those pills the cold started full throttle! I hade no other choice but to reach into my wardrobe and choose something I made before. I chose Storm Trooper. It may not be your first choice when thinking about the wedding party, the most popular were polyester georgette dresses, although red was chosen by several ladies. But it worked just fine, I added the black cotton cardigan and new low heel pumps, and I didn't feel out of place. Because it was a September wedding, I chose a headdress in dark colours with Autumn coloured decorations. (yes, it's one of my doll's hat! ^^*~~)




Tak, zrobiłam tę szaloną rzecz i kupiłam nowe buty na wesele na dwa dni przed ich założeniem!... Nie miałam wyjścia, przy najmniejszej próbie wejścia w wysokie szpilki, które mam w domu dostawałam skurczy (pokłosie rwy kulszowej...), a butów do sukienki na płaskim obcasie nie mam. (Robert powiedział, że najbardziej do tej kiecki pasują mi glany i w sumie nie byłby to taki zły wybór!... *^w^*). Pani w sklepie obiecała, że to miękka kozia skórka i będą się stawały coraz wygodniejsze z każdym krokiem!... Nie miałam ich na nogach cały czas, najpierw założyłam inne wygodne buty "zewnętrzne", a w te czerwone przebrałam się po dotarciu do domu weselnego. Najpierw trochę masakrowały mi stopy, potem znienacka dopasowały mi się idealnie i nawet szalałam w nich na parkiecie, ale około 1 w nocy odmówiły posłuszeństwa i potem już tylko siedziałam przy stole, zresztą niedługo potem poszłam spać.
Yes, I did a crazy thing and bought new shoes to wear to a party two days before the event!... I had no choice, when only trying to put my feet into any of my high heels I felt terrible cramps  (sciatica still in place...), and I didn't have formal flat shoes to wear with a dress. (Robert said I could wear a pair of my Heavy Duty combat boots and it wouldn't have been such a bad idea!... *^w^*) The lady in the shoe shop promised me they're made of sof goat's leather and they'd become more and more comfortable with every step!... Anyway, I didn't wear those pumps all the time, I started with some comfy outdoor boots and I changed into the red ones after we arrived to a wedding hall. At first they were uncomfortable, then they somehow started to fit and I even danced like crazy a few times, and then around 1 am they decided it's enough and started to kill my feet. I went to sleep anyway soon after that.




Powoli wracam między żywych. W sobotę nastawiłam słój kimchi, bo od powrotu z wakacji i wejścia w jesienne temperatury marzą mi się rozgrzewające ostre koreańskie zupy. Kupiłam śliwki na powidła, które smażą się już od dwóch dni. Zrobiłam kilka słoików gruszek w occie, bo właśnie zjedliśmy ostatni słoiczek zeszłorocznych gruszek od teściowej.
I slowly come back to life. On Saturday I made a big jar of kimchi because I've been dreaming about hot warming up Korean soups since coming back from holidays into the Autumn weather. I bought plums to make some jams and was cooking the batch for the past two days. I've made a few jars of pears pickled in vinegar, we've just ate the last jar made by my mother-in-law last year.




Upiekłam perliczkę. 
Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek piekła tego ptaka, a wyszła cudowna! Być może to zaleta marynaty, w której spędziła ponad 24 godziny. Wymieszałam porządny chlust oliwy z suszonym majerankiem i tymiankiem, łyżeczką soli, dodałam zmiażdżone ząbki czosnku, wszystko to wtarłam dokładnie z zewnątrz i wewnątrz perliczki a następnego dnia obłożyłam ją i napakowałam ćwiartkami jabłek, przykryłam plastrami wędzonego boczku, podlałam hojnie piwem i spędziła ponad półtorej godziny w 180 stopniach, pierwszą godzinę pod przykryciem, potem dopiekając się i nabierając złocistobrązowej skórki.
I baked guinea hen.
I don't remember ever cooking or eating this bird, and it was delicious! Maybe it was thanks to the marinade that I put it in for more than 24 hours. I mixed a good splash of olive oil with some dried herbs: marjoram and thyme, a tsp of salt, some crushed garlic cloves, I massaged this mixture into the flesh inside and outside, covered and left it in the fridge. On the next day I tucked some slices of smoked bacon on top of the bird, stuffed apple wedges inside and around the meat, gave it a generous amount of beer underneath and it spent more than 1,5 hr in 180 degrees C, first hour covered with alu foil, and then without it, getting crispy and golden brown.




Wyciągnęłam książki Nigela Slatera "Kitchen Diaries" i wczytuję się w dni wrześniowe i październikowe. Już o tym kiedyś pisałam, książki Nigela to nie tylko suche przepisy, to całe smakowite opowieści, napisane takim językiem że uwielbiam czytać fragmenty na głos dla samej przyjemności posłuchania cudownej brytyjskiej narracji! A ponieważ dzisiaj jest brytyjska premiera nowej książki Nigela "Greenfeast: Autumn, Winter" i właśnie ją zamówiłam, nie mogłam sobie odmówić odświeżenia smakowej pamięci innymi lekturami tego autora. Jednakże w taki zimny, mokry i wietrzny czas nie mogłam pozwolić premierowej pozycji podróżować do mnie samotnie, dlatego dorzuciłam jej do towarzystwa "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" Jamiego Olivera. Obydwie te książki przedstawiają kuchnię opartą na warzywach. *^-^* (Wiedzieliście, że również Hairy Bikers napisali książkę kucharską bazującą wyłącznie na warzywach?!... Ci dwaj?!!! Świat się kończy! *^O^*")
I took out the "Kitchen Diaries"books by Nigel Slater and was reading them for the past few days, just the September and October parts. I've mentioned this before, his books are not just the recipes, they're full of tasty stories told at the table, told in such a braw language that I love to read them aloud just to hear and appreciate the beauty of the British English narration! Today is the premiere of Nigel's new book "Greenfeast: Autumn, Winter" and I just ordered it online, so I couldn't deny myself the pleasure of refreshing my gustatory memory with previous books by this author. Alas, in such a cold, wind and rainy time I couldn't let this one travel alone to me in a parcel, so I added a companion, namely "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" by Jamie Oliver. Both books present cooking based mainly or only on vegetables. *^-^* (Did you know that Hairy Bikers also published a cookbook with only vegetable recipes?... Those two?!... The world is coming to an end! *^O^*)




Usmażyłam dżem ze śliwek i fig z przepisu Nigela ("Kitchen Diaries III"), będzie na zimę do grzanek z serem pleśniowym albo kozim i rukolą.
I made a plum and fig jam from the Nigel's recipe ("Kitchen Diaries III"), it'll come in handy to put on a toast with a proper wedge of blue or goat's cheese and some Rucola leaves in Winter.




Zrobiłam też prześwietlenie kręgosłupa i za kilka dni czeka mnie wizyta u fizjoterapeuty, zapewne dalsze zalecenia, ćwiczenia, może basen. Na razie ćwiczę w domu jogę i rzeczywiście pomaga. Chodziłam kiedyś na jogę na zajęcia do klubu, ale jakoś jej nie polubiłam, sala była napchana ludźmi, trudno było nie stuknąć sąsiada stopą jak się człowiek rozciągnął. A w domu robię wszystko w moim tempie, wybieram ćwiczenia na kręgosłup i jakoś się wciągnęłam! *^o^*
Tyle na dzisiaj, spodziewajcie się niebawem nowej porcji rozgrzewających zup, bo znowu zebrało mi się kilka świetnych przepisów! I wreszcie biorę się do szycia! Do następnego usłyszenia! *^V^*
I did a spine x-ray and in a few days I'll have an appointment with a physiotherapist, he'll probably give me a set of exercises, maybe a pool recommendation. At the moment I've been doing yoga at home and it really helps. I used to go to a club for yoga classes but I wasn't impressed back then, the room was packed with people and I somehow didn't like it. But at home I do the chosen spine exercises in my own pace and it's growing on me! *^o^*
That's all for today, please come back in a few days for a new portion of warming up delicious soups, I found some great recipes! And I want to start to sew finally! So, till next time! *^V^*



Saturday, September 21, 2019

Diamonds are the girl's best friends

Wełniane diamenty jesienią na pewno! *^V^*
Diamonds made of wool, in the Autumn, surely are the best friends! *^V^*




Jak to jest, że zawsze jak wracamy z wakacji to jestem chora?... Już w samolocie zaczynam pociągać nosem, na lotnisku odbieram walizki pokasłując, a potem rozwija się to dalej... Tym razem wyjątkowo interesująco się rozwinęło, bo w rwę kulszową!!! No dobra, tego nie dostaje się od zaziębienia, to wynik wieloletnich zaniedbań kręgosłupa - krzywego siedzenia na niewygodnych krzesłach i spania na złych poduszkach. Po tygodniu bólu i niemożności poruszania się jest mi już lepiej, ale dostałam leki, od których ciągle śpię, nie mam w ogóle siły, kręci mi się w głowie... Mam już tego dosyć, nie mam siły iść do sklepu, nie mówiąc o szyciu, bo jak pomyślę o kicaniu nad materiałem, o rysowaniu wykroju, prasowaniu, przymierzaniu, to mi robi słabo bardziej niż jest mi słabo!..... Jedyne, co daję radę robić między spaniem to stacjonarne malowanie, jeszcze kilka kartek i będę mogła Wam pokazać mój japoński szkicownik! *^o^* Jestem z siebie bardzo zadowolona, bo wypróbowałam w nim kilka nowych dla mnie stylów szkicowania i malowania, i czuję, że się rozwijam! W związku z powyższym na razie pokażę Wam kurtkę, którą uszyłam jeszcze w lipcu.
How is it so that every time I come back from holidays I get sick?... On the plane I start having a cold, in the airport I collect suitcases with a cough and then it develops further... This time it developed into sciatica!!! Okay, you don't get it from the common cold, it's from the years long neglecting how you sit, how you walk, sleep on bad pillows. After the first week when I couldn't move at all because of strong pain in the spine I am better now but I got the medicine and the results are I just keep sleeping all the time, have no energy at all, have constant dizziness... And I'm sick and tired of this state, I cannot normally go shopping, not to mention sewing anything - when I start to think about working with a piece of cloth, drawing the pattern, ironing, trying on... it makes me even more faint that I feel now!... The only activity I can manage in between sleeping is painting, just a few more pages and I'll be done with my Japanese holidays sketchbook! *^o^* I'm very proud of myself because I tried some new styles of drawing and painting, and I can feel I've kept progressing! So, taking all that into account, I'll show you the jacket I made back in July.



Kurtka jest ciepła, zdecydowanie jesienna. Kształt mniej więcej oparłam na japońskiej kurtce haori, jednak nie posłużyłam się wykrojem na haori a... na szlafrok! *^w^* Znalazłam go w Burdzie 10/2003, model 138.
The jacket is warm, definitely for Autumn. The shape is more or less based on the Japanese haori jacket but I used the pattern for a... bathrobe! *^w^* I found it in Burda 10/2003, model 138.




Oczywiście skróciłam wykrój a kieszenie w bocznych szwach zamieniłam na nakładane prostokątne z przodu.
Of course I made it shorter and I changed the side seam pockets for the rectangular pockets on the fronts.




Zewnętrzny materiał to wełna tkana w diament ze sklepu z materiałami dla rekonstruktorów Średniowiecza Fausti (użyłam bardziej czerwonej strony jako prawej), podszewka to len Wisher z Textilmaru. Z tego lnu planowałam uszyć coś innego, ale tak to bywa z zakupami online - kiedy zakupione materiały przyszły pocztą i pomacałam Wishera okazał się dużym rozczarowaniem... Wiem, że powinnam była to poznać już po składzie - len 16%, wiskoza 22%, poliester 60%, lycra 2%, ale opis mnie zachęcił, że to taka niezwykle przyjemna w dotyku tkanina, że przepuszczalność powietrza... Niestety, jest to śliskie i sztuczne, przynajmniej w moim przekonaniu. Szkoda mi było rzucić ten materiał na półkę, więc zrobiłam z niego podszewkę i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze.
The outer fabric is wool woven in diamonds from the shop for historical reenactment groups (I used the side with stronger red tones), and for the lining I used linen that I bought online. I wanted to use this linen for something else but when it came by post and I touched it I realised it's a big disappointment... I know I shouldn't expect much - linen 16%, viscose 22%, poliester 60%, lycra 2%, but I got interested when I read the description - that it's so incredibly nice to the touch, that it allows the air to go through freely... Unfortunately, for me it's slippery and artificial to the touch, I didn't want to toss it into the fabric bin so  used it for a lining and it somehow works well in this job.
 



Na dzisiaj tyle, następnym razem mam nadzieję mieć więcej energii, trzymajcie się ciepło bo jesień już przyszła, brrrr!....
That's all for today, next time I hope to have more energy, stay warm this Autumn!

Sunday, September 08, 2019

Plejady

Jajka na miękko z boczkiem i dodatkami, mężowska specjalność śniadaniowa. ^^*~~
Soft boiled eggs with fried bacon and other stuff, husband's breakfast speciality. ^^*~~


Zawsze po powrocie z Japonii muszę się przyzwyczaić - najpierw do własnego osiedla i domu, wszystko na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne, obce, przypominam sobie kod do domofonu, czuję się, jakby mnie nie było kilka lat, nie tygodni.
Potem do reszty - dalszej okolicy, ludzi w sklepach, uważam na samochody, bo każdy pędzi jak szalony i ma pieszemu za złe, nawet gdy ten jest na pasach... Prawie wszystkie czoła marsowe, kasjerki w supermarkecie zniecierpliwione, wyławiam z tłumu wesołe twarze i chwytam się ich jak koła ratunkowego. Powiecie, a z czego ludzie się mają cieszyć?... Ale tam też są tacy sami ludzie jak tutaj - zdrowi i chorzy, piękni i brzydcy, zarabiający krocie i grosze, żyjący w cieniu wielkich zagrożeń (trzęsienia ziemi, tajfuny, wulkany) a jednak w sklepach i sklepikach, w kawiarniach, na ulicach jest jakoś więcej uśmiechu i życzliwości w stosunku do drugiego człowieka. I to wcale nie w miejscach, gdzie są tłumy turystów, więc wypada mieć uśmiech przyklejony do twarzy bo Ci z Was, którzy czytają mojego bloga wakacyjnego wiedzą, że unikamy takich miejsc i staramy się odwiedzać zupełnie zwyczajne zakątki Japonii. Poza tym, niech nikt się nie obrazi że uogólniam, ale odnoszę wrażenie, że tam jak ktoś jest w pracy, szczególnie, gdy ta praca wymaga kontaktu z drugim człowiekiem, to stara się tę pracę wykonać jak najlepiej - jest pomocny i zainteresowany klientem (nie usłużny i czołobitny, jak się czasami ludziom wydaje). U nas większość robi tak, żeby się nie narobić... W wielu sytuacjach mam wrażenie, że przeszkadzam paniom sprzedawczyniom w plotkach albo, jeśli jest jedna osoba za ladą - w myśleniu o niebieskich migdałach. To się zmienia, ale wciąż nie za szybko.
Every time I come back home from Japan I must get used to everything - first to my own home and neighbourhood, everything seems so strange as if I was away for years, not weeks.
Then, the wider range, people in the streets, cars rushing so much trying to get all the pedestrians... Almost all the faces are sad or angry, store clerks impatient, I catch the smiling faces from the crowd and hang on to them like on the life ring. You may say, there's nothing to be happy about... But over there there are the same people - healthy and sick, pretty and ugly, earning loads and peanuts, living in the shade of great potential disasters (earthquakes, typhoons, erupting volcanos), but in shops bigger and small, in cafes, in the streets there is somehow more smiles and friendliness towards other people. And not in the tourists spots where you usually have the fake smile glued to your face in hope of money, you know that I rarely visit such places, choosing normal neighbourhoods over them. Also, I may generalize but my observation is that in Japan when you are at work, and your work requires contact with customers, you try to be helpful and interested in their needs. In Poland most people work in a way so they could do as little as possible and go home... In many cases I feel like I am a nuissance to the chatting store clerks, and if there's only one person at the counter - I am a bother to his/hers thinking about everything else but not the job... This attitude changes but not too fast unfortunately. 


- "Co mam zrobić na obiad? Mogę udusić kurczaka w sosie, zrobić ziemniaki... Albo tempura warzywna, chicken karaage, zimna soba?" *^V^*
- "What shall we eat for diner? I can make a chicken stew, with potatoes... Or vegetable tempura, chicken karaage, cold soba noodles?" *^V^*


W każdym razie, ogarnęłam dom po powrocie, wciąż mam problem z robieniem różnych rzeczy bo jak gdzieś usiądę to koty się przyklejają i nie chcę odejść, *^V^*, ale jakoś to idzie do przodu. Wszystko już rozpakowałam, poprałam, walizki czekają na kolejną podróż!
Anyway, I settled back and keep trying to go on with my life activities which is not that easy because cats keep clinging to me and wouldn't let go. *^V^* I unpacked the bags, did the laundry and suitcases are ready fr the next trip!

***



Zabrałam się za szycie.
Oglądając telewizję na wakacjach trafiłam na program z robótkami ręcznymi, w którym pokazywali, jak uszyć bluzkę. Na szybko zrobiłam kilka zdjęć, żeby sprawdzić w Sieci, jaki to program i znalazłam go bez trudu - to すてきにハンドメイド na kanale NHK (czyli "Piękna robota ręczna"), ale okazało się, że nie znajdę wykrojów i opisu szycia na stronie, tylko w papierowym magazynie! W programie pokazywali tylko jak uszyć jedną bluzkę z całej grupy najróżniejszych ubrań z sierpniowego wydania.
I went back to sewing.
When I was watching tv on holidays I saw a program about crafts, namely how to sew a blouse. I took some photos quickly to check the program's name and I found it online - it's すてきにハンドメイド on NHK (which means "Beautiful Handmade"), but it turned out there weren't patterns and sewing instructions, all these were in the paper magazine! On tv they only showed how to make this one blouse.




Ale co tam! Miałam zdjęcie zwymiarowanego wykroju, który i tak trzeba było sobie samemu wyrysować, sam model nie wydawał się skomplikowany w szyciu, więc po powrocie do domu, kiedy już miałam uprany materiał kupiony w Tokio, zabrałam się za szycie bluzki. *^v^*
But well, I had a photo of the pattern with all the measurements, I'd had to draw it myself anyway, the blouse didn't seem to be difficult to stitch up together, so after coming back home and washing the fabric I sat down to making this blouse. *^v^*





Przeznaczyłam na nią kawałek bawełny drukowanej w różnokolorowe pasy, stąd efekt końcowy na bluzce wygląda tak jak wygląda - środkiem tkaniny biegł szeroki pas w jasnym morskim turkusie a o bokach dwa węższe pasy w ciemnym zielono-granatowym. Sama nie wiem, czemu sięgnęłam po ten materiał, przecież to zupełnie nie moje kolory!... *^v^* A jednak, jak go wzięłam do ręki to chodziłam z nim po sklepie i nie mogłam odłożyć!...
I decided to use a piece of cotton printed in two colour strips hence the final look - there was a wide light sea turquoise strip in the middle and two narrow dark green strips on both sides. I have n idea why I bought this cotton, the colours are so not mine!... *^v^* But when I picked it up from the basket full of fabrics I couldn't let go!...



Sam wykrój też jest ciekawy - przód wycinamy z razem z górną częścią tyłu i dodajemy resztę pleców, co pozwala na różnorodne kombinacje kolorystyczne.
The pattern is also interesting - you cut the front with a top piece of the back and add the back piece which allows for some nice colour/pattern combinations.






Moje modyfikacje - niewielkie, obniżyłam dekolt z przodu o 3 cm, bo oryginalny trochę mnie dusił (Japonki lubią tak się ubrać tuż pod szyję... ^^*~~), i dodałam mankiety na rękawach, ale nie wpuściłam z nie gumek, jakoś mi nie po drodze z marszczonymi rękawami. (W programie była też taka wersja z niezmarszczonymi rękawami, ale bez dodatkowego mankietu, po prostu rękawy były podłożone na raz i podszyte.)
My modifications - not many, I lowered the front neckline by 3 cm because the original line was a bit choking (Japanese women like to wear blouses close to the neck... ^^*~~), and I added the cuffs but not the elastic, I'm not sure I like gathered sleeves. (There was this version with ungathered sleeves in the program too, but without the cuffs, just the edges turned under and stitched.)


***

Następnym razem pokażę Wam mój japoński szkicownik, na miejscu udało mi się zrobić tylko trzy obrazki, kiedy nicnierobiliśmy w hotelu z gorącymi źródłami. Po powrocie nadrabiam japońskie inspiracje. ^^*~~
A teraz idę oglądać zawody sumo, zaczął się turniej wrześniowy i jak na razie nasi faworyci górą! *^0^*
Next time I'll show you my Japanese trip sketchbook, being there I only managed to paint three pictures when we were resting in the hot springs hotel, now I'm trying to put other Japanese inspirations on paper. ^^*~~
And now it's time to sit down and watch the first day of sumo, the September tournament has started and for now our favourite rikishi win! *^0^*



Saturday, August 31, 2019

Jestem!



Jestem, wróciłam! Ogarniam rzeczywistość, rozpakowuję walizki, robię pranie, tulę koty, gotuję zupę, zaczynam planować wyjazd do Japonii w przyszłym roku! *^V^*~~~
I'm back home! Trying to see what's what, unpacking suitcases, doing laundry, hugging cats, cooking a soup, starting to plan next year's trip to Japan! *^V^*~~~




Jak zawsze po powrocie z Japonii jestem niesamowicie odcięta od problemów tego świata i skupiona na mojej drodze, na moich zadaniach. Mam różne plany, czuję się wypchana inspiracjami na wielu poziomach, mam energię do pracy twórczej, do szycia, do malowania, do gotowania. Za kilka dni pierwszy jesienny turniej sumo w Tokio, jesteśmy przygotowani do oglądania z gadżetami do kibicowania!... ^^*~~
As always after coming back from Japan I am extremely far from all the troubles of the outside world and very much focused on my goals. I have many plans, I feel inspired on so many levels, I have lots of energy to create - to sew, to paint, to cook. In a few days starts the first Autumn sumo tournament in Tokyo, we are ready to support our favourite wrestlers with supporting props!... ^^*~~




Jak zawsze przywiozłam z Japonii dziwne rzeczy - oczywiście jedzenie, którego nie można u nas dostać: różne buliony, kiszonki, solone glony konbu do tofu na zimno, kinako (prażona mąka sojowa), mirin, alkohole które lubimy i można je kupić w Japonii po dobrych cenach.
As always, I brought from Japan strange things - of course food that I cannot get in Poland: different types of broth, pickles, salted konbu seweed to eat with cold tofu, kinako - roasted soy flour, mirin, alcohols we like and can buy in Japan in good prices.




Książki kucharskie wygrzebane w Book Off za grosze.
Cooking books I found in Book Off for almost nothing.




Yukatę, którą kupiłam na materiał, ale zaczynam się wahać, czy jednak jej nie nosić, chociażby po domu... (Robert miał taką wizję mnie malującej akwarelki w yukacie, ale do tego przydałby się niski stolik stojący w pokoju wyłożonym tatami, z widokiem na japoński ogród, ech... ^^*~~) Robert z takim samym zamiarem tkaninowym kupił jedwabne haori.
Yukata that I bought for fabric but I've started to have doubts whether I should keep it and wear it around the house... (Robert had a vision of me painting watercolour pictures wearing yukata, but with that I think I'd need a low table standing in a room with a tatami floor, with a window on a Japanese garden, well... ^^*~~) Robert bought a silk haori with the same purpose - for fabric.



Materiały - ten w kratę jest na nowe spodnie dla Roberta.
Fabrics - the checkered one is for the new pair of trousers for Robert.



Nowe torby, zawsze przywożę sobie torby z wakacji. ^^
New bags, I always bring some bags from holidays. ^^



Ciuchy.
Clothes.



Herbatę.
Tea.



Dużo przydatnych pierdółek ze stujenówki i innych sklepów, w tym wielki zegar z wizerunkami z jednego z naszych ulubionych anime Moyashimon!!! (mysz komputerowa dla porównania rozmiaru, chociaż akurat też kupiona w Tokio ^^). Żeliwne patelenki i maszynkę do kakigori za bezcen. *^O^*
Lots of useful bits and bobs from 100 yen shops and other shops, including a huge wall clock with the characters from one of our favourite anime Moyashimon!!! (computer mouse for size reference, but it was also bought in Tokyo ^^). Also, cast iron tiny frying pans and kakigori machine.*^O^*



Farby Holbein, cienkopisy i pędzle do pisania kanji.
Holbein watercolours, markers and brushes for writing kanji.



Trochę kosmetyków.
Some cosmetics.



Od mojej japońskiej koleżanki Eri dostałam nowe wykroje, materiały (w tym kolorowy jedwab i własnoręcznie farbowaną bawełnę! *^0^*), i katsuobushi.
From my Japanese friend Eri I received some new sewing patterns, fabrics (including colourful silk and her hand dyed cotton! *^0^*), and katsuobushi.


 


Jak tylko uda mi się wreszcie porządnie wyspać i odpocząć, ruszam w wir pracy, a na razie filiżanka matcha latte, drzemka, a potem tulenie kotów na kanapie. ^^*~~
As soon as I finally get a good rest I'll run straight into realising all my plans. For now, a cup of matcha latte, some afternoon nap and then cudling with cats on the sofa. ^^*~~