Wednesday, August 21, 2019

Mochi



Wiedziałam, że w Tokio będą upały, więc żeby nie łazić w pełnym słońcu z odkrytymi ramionami tuż przed wyjazdem na wakacje uszyłam lekką narzutkę, której jedynym zadaniem miała być ochrona przed słońcem w połączeniu z lekkością. Do tego celu idealny okazał się cieniusieńki lniany jersey, który kupiłam na allegro, w połączeniu z wykrojem z japońskiej książki "デイリードレス―ワンピースとはおるもの" autorstwa Quoi Quoi. W oryginale nie prezentuje się zbyt wytwornie, zdjęcia w tej książce są szczególnie urodziwie wystylizowane, hm.... *^w^* Ale oczyma duszy ujrzałam przydatną narzutkę chroniącą przed słońcem, wykrój jest dość prosty.
I knew there will be hot weather in Tokyo so in order not to go around with uncovered shoulders, just before leaving for holidays I made a light jacket which had only one task - to protect me from the sun. I used an extremely thin and light linen jersey and the pattern from the Japanese pattern book "デイリードレス―ワンピースとはおるもの"by  Quoi Quoi. The photos in the book are somehow strange, well... *^w^* But in my mind's eye I saw a perfect Summer cover for me.




 



Wycinamy pięć elementów - tył, dwa przody i dwa rękawy (pominęłam kieszenie). Trudność nie polegała tu na skomplikowanym wykroju ale na materiale, którego użyłam - niesamowicie cieniutki lniany jersey! A jersey, jak wiadomo, lubi się mocno rozciągać, a dodatkowo nie było mowy, żebym na tej tkaninie odrysowała elementy wykroju... Poszłam więc po rozum do głowy i układałam poszczególne kawałki na materiale, przyciskałam w kilku punktach linijkami i od razu wycinałam kształt, dodając ok. 1 cm na szwy.
The pattern is rather easy and has only five elements - back, two fronts and sleeves (I skipped the pockets). The difficulty was the thinness of the fabric! It streched like crazy and there was no way I could draw the pattern pieces on it... So I just placed the paper pieces on the fabric pressing it down with some rulers and cut around them adding 1 cm around for seams.





 
Potem już tylko spinanie szpilkami i zszywanie, na szczęście mam ściegi elastyczne w maszynie. Całość obrzuciłam ściegiem wykańczającym brzegi, pominęłam kieszenie, bo ten materiał jest niesamowicie cienki i wszystko by z tych delikatnych kieszeni wypadało. Narzutkę można nosić puszczoną luzem, można szpiczaste końce przodu związać razem na brzuchu albo tak jak ja chodziłam - każdy z rogów przodu zawiązałam na luźny supeł, dzięki czemu nie plątały się i nie zaczepiały o nic, a narzutka wciąż wisiała luzem. Polecam ten wykrój, bo jest praktyczny i łatwy do uszycia! *^o^*
Then I pinned everything together and stitched, good I have elastic stitches on my machine! I finished the edges with overlock stitch and I skipped the pockets because this fabric is way too thin for pockets, they wouldn't keep things inside. I can wear it loosely or tie the front ends together or even make the big knots on each front end so I wouldn't catch onto anything while walking. I recommend this pattern because it's practical and easy to make! *^o^*







Tuesday, August 13, 2019

青縞 (Aoshima)



Czasami zupełnie przypadkiem można trafić na coś nowego w czymś znanym i lubianym. Na przykład moja dzisiejsza sukienka! *^v^*
Sometimes you can find something new in something well known and loved. For example, my today's dress! *^v^*




Wy też dobrze znacie ten model - był już liściasty "Club Tropicana" i była zakocona "Pani Miauczyńska". *^o^* Wykrój to sukienka #116 z Burdy 02/2014. Tym razem zmieniłam co następuje - dodałam 5 cm na długości, pozbyłam się rękawów, tylną część spódnicy poszerzyłam o ok. 70 cm i zmarszczyłam, dzięki czemu sukienka i się poszerzyła. Ale!
You know that model very well - it already was the leafy "Club Tropicana" and "Pani Miauczyńska" full of cats. *^o^* The pattern is the dress #116 from Burda 02/2014. This time I changed the following - adde 5 cm to the length, omitted the sleeves, made the back skirt piece 70 cm wider and pleated it for more fullness. But!




Największym odkryciem okazał się fakt, że dwa paski, które w poprzednich dwóch modelach wiązałam na plecach można zawiązać z przodu!!! Dzięki czemu robi się zupełnie nowa sukienka, a dodatkowo robi nam się luźne miejsce na obżarstwo wakacyjne, z czego zamierzam skwapliwie skorzystać. ^^*~~
My main discovery was the fact that you can take those two belts and instead of tying them at the back you can make a bow at the front!!! Suddenly it makes a totally new dress, and what's more - it creates a nice fullness and space for holiday eating, which I'm going to jump at eagerly. ^^*~~




Materiał to len i jest on idealny na upały - przewiewny a ponieważ jak wiadomo z założenia len gniecie się jak diabli, nie muszę się przejmować, że sukienka trochę jak psu z gardła... To taka wakacyjna stylówa, dodatkowo w 39 stopniach! *^w^*~~
Fabric is linen and it's prefect for the Summer heat - airy and because it wrinkles like hell which is its feature it's ready to wear straight from the suitcase, such a Summer style in 39 degrees C! *^w^*~~~


Saturday, August 10, 2019

I Wondered Lonely As a Cloud

Czasami z grzebania na Pintereście wychodzi coś pożytecznego! *^v^* Wpadł mi w oko ciuch z interesującym dekoltem a jak doczytałam opis to okazało się, że mam książkę, z której pochodzi ten model! No to zaczęłam drążyć temat! ^^*~~
Sometimes something good comes from browsing Pinterest photos for ages! *^v^* I stumbled upon the dress with an interesting front neckline and when I read the description I realized I had the book with this pattern! So, I dug it out! ^^*~~




Wykrój to wcale nie sukienka! To bluzka z japońskiej książki コーディネート自在のワンピース+α―大人のクチュール STYLISH DRESS BOOK autorstwa Tsukiori Yoshiko (月居 良子). Uszyłam ją z błękitnego lnu.
Pattern allows you to make a blouse, not a dress. I comes from the book コーディネート自在のワンピース+α―大人のクチュール STYLISH DRESS BOOK by Tsukiori Yoshiko (月居 良子). I used blue linen.





Spodobało mi się w niej wykończenie podkroju dekoltu - pliski, które nie są zaszyte w pionie tylko złożone i przeszyte w poziomie  - u mnie w trzech rzędach. Wydłużyłam bluzkę do długości sukienki (110 cm od ramienia), dodałam nakładane kieszenie i pominęłam falbanki przy rękawach, bo jakoś mi nie pasowały do mojej koncepcji.
I liked the neckline box pleats that you don't stitch from top to bottom, but horizontally - three rows in my case. I lengthened the blouse pattern to make a dress (110 cm from the top point on the shoulder), I added pockets and skipped the frills at the sleeves.




Trochę bałam się, że ciuch wyjdzie za mały, odrysowałam wykrój na największy rozmiar z książki, czyli na obwód w biuście 93 cm, a ja mam 96 cm... Nie wzięłam pod uwagę, że japońskie ubrania są często bardzo oversize, zmieściłam się spokojnie, z biustem i jeszcze drugie tyle by pewnie weszło!... *^w^* (o rozmiarówce w książkach Tsukiori pisałam już tutaj) A len i taki luźny krój w 35-cio stopniowym upale sprawdziły się idealnie!
I was a bit scared that it'll turn out too small so I drew the biggest size in the book, for 93 cm bust, I have 96 cm. But apparently I didn't take into account that Japanese patterns are often oversized so I fitted in perfectly and even with a some excess!... *^w^* (I also wrote about the sizes in Tsukiori's books there). And linen fabric and such a loose cut of the dress worked perfectly in 35 degrees heat!

Sunday, August 04, 2019

Nam Pla

Nie, nie pojechałam znienacka do Tajlandii!... *^v^*
No, I didn't suddenly go to Thailand!... *^v^*




Za to uszyłam sobie spodnie, które krążą po Sieci pod nazwą "spodnie tajskiego rybaka", stąd moja nazwa Nam Pla (น้ำปลา), czyli sos rybny! A wykrój znalazłam w 6/2012 numerze Burdy.
But I made a pair of pants that on the Web are called "Thai fisherman's pants" hence my name Nam Pla (น้ำปลา) which means fish sauce! I found the pattern in Burda's issue 6/2012.




Wykrój jak widać jest banalny - wyrysowujemy kształt połowy nogawki z podkrojem na pupę oraz prostokąt, który doszyjemy na górze nogawek, żeby zakrył nam brzuch/nerki (użyłam rozmiaru 38/40). W efekcie dostajemy spodnie z bardzo wysokim stanem krojone w górnej części na prosto - po założeniu trzeba zrobić plisę na przodzie, związać portki paskiem i na koniec wywinąć kawałek górnego brzegu, żeby ten pasek schował się pod nim.
The pattern is really simple - we just draw half of the pant leg shape according to the drawing, with some slant for the bum, and the rectangle that will be added in the top part to cover our belly (I used size 38/40 measurements). The result is a pair of pants with a very high waistline cut straight - when you put them on, you fold a pleat at the front, tie the belt to keep it in place and fold over a part of the fabric to hide the belt.





Pasek doszyłam w trzech punktach na tylnej części spodni (na poniższym zdjęciu pokazują to trzy niebieskie strzałki), a dodatkowo zrobiłam po dwie pętelki z nitki (na tylnej części i na boku spodni) przez które pasek luźno przechodzi i które prowadzą go po właściwej linii, dodatkowo troszkę zbierając materiał spodni. Po zawiązaniu paska wywijamy ok. 10 cm górnego brzegu spodni, układamy plisę z przodu i mamy wygodne spodnie! *^o^*
I stitched over the belt in three points at the back (you can see three blue pointers on the photo below), and I also made two loops from the thread on the back and on the sides to guide the belt, in this way the belt stays on a proper level and also takes in the fabric a bit. After you tie the belt you just flip about 10 cm of the top, make sure you have a nice pleat on the front and you're ready to go! *^o^*





Portki można wykroić w dowolnej długości, ja trzymałam się 75 cm tak jak w modelu Burdy i wyszły mi rybaczki do pół łydki, które mogę podwijać i skracać. Oczywiście dodałam kieszenie na udach, no bo jak tak bez kieszeni?.... *^0^*
Użyłam dwóch materiałów - mieszanki bawełny z lnem w jaśniejszej szarości i ciemniejszego czystego lnu.
Pants can be of any length, I made them exactly like in the Burda for 75 cm of pantlegs and I ended up with the half-calf length that I can adjust by folding the pant legs up. Of course, I added the thigh pockets, how can you have a pair of pants without pockets?!... *^0^*
I used two fabrics - grey cotton/linen blend and darker grey linen.





Bonusowe zdjęcie - tak się robi zdjęcia z moim mężem!... *^V^*
Bonus photo - that's how we shoot with my husband!... *^V^*



***

Jeszcze na szybko dwie informacje - po pierwsze, w Carrefour kupiłam papierowe torby na bioodpady! 10 sztuk 10-cio litrowych toreb za 3,99 zł. Nie wiedziałam, że coś takiego jest dostępne, puszczam tę informację dalej, bo może ktoś jeszcze też na nie nie trafił. *^o^*




A po drugie, minirecenzja dobrych polskich kosmetyków!




Najpierw tonik - słyszałam peany na cześć tego produktu, mnie AŻ TAK nie powalił na kolana, ale nie jest zły.
Krem pod oczy - bardzo dobry! Porównywalny z kremami od Shy Deer (czy Shiseido Benefiance, a ma od niego o niebo lepszy skład i cenę!). Ale... Czy widzicie, jak wygląda opakowanie? Jest prawie puste, a używam go od dwóch miesięcy. Wydawałoby się, że w takim razie mam oczy wielkie jak wieloryb, skoro tyle kremu pod oczy zużyłam w tak krótkim czasie.... Otóż nie. Ale od pierwszego użycia pompka w opakowaniu robi co chce! Czasami muszę pompować 10 razy, i wylatuje ciupeńka kremu, a innym razem ledwo naciskam i wyłazi wielka gula, i w ten sposób krem się marnuje... Opakowanie do dopracowania!!!
No i na koniec perełka - krem do twarzy - to najlepszy krem do twarzy jaki miałam kiedykolwiek!!! Odżywia, nawilża, częściowo się wchłania ale też zostawia delikatną powłoczkę, bynajmniej nie tłustą, napina skórę w przyjemny sposób, kiedy nałożę go na noc rano nie budzę się z pogniecioną twarzą tylko taką w sam raz wypoczętą. Już teraz mogę zadeklarować, że kiedy mi się skończy to na pewno kupię następne opakowanie. *^v^*
Mam z tej serii jeszcze serum, ale na razie go nie używałam, więc dam znać czy się sprawdza, jak go wypróbuję.

To tyle na dziś, idę dokończyć szycie spodni dla Roberta i pakować walizki!!!

Monday, July 29, 2019

Tylko hula wiatr...

Cisza na blogu, tylko wiatr hula... Nie to, żebym siedziała na rękach, robię całkiem sporo, ale nie mam na razie nic do pokazania, więc może... koty pokażę, o! *^v^*
It's been quiet on the blog, only the wind hauls... Not that I keep sitting on my hands, I've been making a lot of different things but nothing to share yet, so maybe... I'll show you the cats! *^v^*





Jeszcze tydzień i wylatujemy. Załatwiliśmy już prawie wszystko, mamy bilety lotnicze i hotele, mamy JR Passy do podróżowania, mamy Internet mobilny, zostało nam wykupienie ubezpieczenia wakacyjnego (co jak się okazało w 2018 roku można zrobić na 10 minut przed przybyciem taksówki, która zawozi nas na lotnisko, he, he...... *^w^*). Walizki jeszcze nie spakowane, ale w mojej głowie już tak! Pójdę jeszcze tylko do dentysty, ufarbuję włosy i lecimy! ^^*~~
One more week and we're off. We took care of almost everything at this point, we have plane tickets and hotels rooms booked, we have JR Passes for travelling, we have mobile Internet, we need to buy travel insurance yet (which can be done 10 minutes before the arrival of the taxi to airport, as 2018 experience shown... *^w^*). Suitcases haven't been packed yet but they already are in my head! I'll visit the dentist this week, dye my hair and  I'll be ready! ^^*~~

Nastąpiły drobne zmiany w kwestii mojego bloga wakacyjnego - przeniosłam dotychczasową zawartość na własny serwer, kupiłam domenę i zmienił się adres, pod którym go znajdziecie, na fumyturystyczne.asia 
Tak! *^V^* Końcówka adresu ma podwójne znaczenie, raz, że piszę na blogu tylko o podróżach do Azji, a dwa - to przecież moje imię! *^O^* Zapraszam od 7 sierpnia na nowe wpisy albo wcześniej dla odświeżenia sobie wspomnień.

There's been a small change about my holiday blog - I transferred everything to my own server, bought a domain and changed the blog ulr -  fumyturystyczne.asia Yes, the last part has a double meaning - I write about our visits to Asia and also - it's my name! *^O^* Please visit if you want to check our holiday adventures but I must remind you that I only write there in Polish. 

Saturday, July 13, 2019

Konopie na wietrze

Lato sobie poszło...
Winę zrzucam na te wszystkie marudy, którym było w czerwcu za gorąco, pogoda posłuchała narzekań i teraz czasami mamy aurę prawdziwie listopadową!... Miałam pokazywać letnią krótką sukienkę na ramiączkach, ale zamiast tego mamy kieckę z rękawami i bluzę dla ocieplenia!
Summer is gone...
I blame all the grumpy people who were saying it was too warm in June, the weather listened and now we've been having November temperatures sometimes!... I wanted to show you my latest short Summer dress, sleeveless and al, but instead here's the longer dress with sleeves and a jacket for warmth!

Najpierw sukienka Asanoha (麻の葉) czyli Liście Konopii (tak nazywa się ten tradycyjny wzór na obszyciach).
First, the dress I called Asanoha (麻の葉) which means Hemp Leaves (that's the name of this traditional Japanese pattern on the decorative bands).


Tak, podcięłam włosy i testuję różne sposoby kręcenia loczków i upinania. Ze zmiennymi sukcesami... ^^*~~
Yes, I cut my hair and now I test different ways to curl them and make some hairdos. Wih mixed results... ^^*~~



Wybrałam ją z japońskiej książki z wykrojami "Coordinate all around the one piece + Alpha – Adult Couture Stylish Dress Book" autorstwa Tsukiori Yoshiko. Spodobało mi się połączenie gładkiego ciemnego materiału i kolorowych obszyć. Wyciągnęłam cieniutki jeans i dodałam elementy z dziecięcego kimona, które kupiłam na targu staroci w zeszłym roku w Japonii. Na dekolcie przodu i tyłu mamy ozdobne marszczenia, które wpadły mi w oko.
I chose it from the Japanese pattern book "Coordinate all around the one piece + Alpha – Adult Couture Stylish Dress Book" by Tsukiori Yoshiko. I liked the combination of dark fabric with colourful bands. I used thin jeans and added some decorations from the children's kimono I bought on the antique fair in Japan last year. There are decorative pleatings around the neckline on both the front and the back that I liked.





Zmieniłam nieco wygląd sukienki - poza tym, że skróciłam rękawy (teraz myślę, że może to był błąd, bo te rękawy 3/4 bardziej pasują, hm...), to przód wycięłam w dwóch kawałkach i na odcięciu w talii wszyłam wąski paseczek bawełny z kimona, dzięki czemu mam dodatkowy element dekoracyjny, który powoduje, że coś ciekawego dzieje się na przodzie sukienki. Dodałam wszyte po skosie półokrągłe kieszenie.
I changed the dress a bit - I made the sleeves shorter (now as I look at the photos I think it might have been a mistake, the original dress looks better with 3/4 sleeves, oh well...), I cut front in two pieces and sewn a thin strip of kimono fabric in between the pieces along the waistline so something interesting is happening at this line. I added pockets sewn slanted.





Mogę ją nosić puszczoną luźno albo zebrać paskiem - w tym celu zrobiłam z niebieskiej nitki "oczka" na bokach, żeby pasek nie uciekał i trzymał się w talii. Zamiast guzików na przedniej listwie (nie chciałam zaburzać wzoru) wszyłam zatrzaski.
It can be worn loose or gathered with a belt - that's why I added small loops made with thread, to keep the belt in place. Instead of buttons I sewn hidden press studs because I didn't want to mess with the hemp pattern on the band.





Słowo a propos rozmiaru - to już druga sukienka z japońskiej książki z wykrojami (tamtą zobaczycie w sierpniu), która wyszła... trochę na mnie za duża!... *^V^* Nigdy bym się tego nie spodziewała, zawsze byłam przekonana, że japońskie wykroje będę musiała powiększać - wydłużać korpus i nogawki, poszerzać! I tak było z wykrojem na spodnie, które szyłam w zeszłym roku, ale była to książka innej autorki. Dwie książki Yoshiko Tsukiori, które mam, jako największy rozmiar podają nr 13, w którym mamy odzież na biust 93 cm, talię 74 cm, biodra 98 cm i wzrost 160 cm. Pomijam, że jestem o 18 cm wyższa, że o biodrach nie wspomnę..., ale do długości sukienek i tak zawsze dodaję 10 cm a wybieram rozkloszowane modele, więc o moje biodra się nie martwię. Za to mam w biuście 96 cm a w talii 78 cm, no i obawiałam się, że będzie mi się trudno wcisnąć w górę kiecki. Otóż nie! Sukienka jest wyraźnie luźna, duża, może nawet za duża... Stąd mój pomysł z paskiem, żebym mogła nosić ją puszczoną luzem, ale też nieco zdyscyplinowaną.
A comment about the size - it's the second dress from the Japanese sewing book I made (the other one you'll see in August) that turned out... a bit too big for me!!... *^V^* I wouldn't expect that, I've always been sure I'd have to make the pattern larger - elongate the body, the legs in pants, make it wider! It was the case with the pair of trousers I made last year but it was the book by a different author. Two books by Yoshiko Tsukiori that I have have the biggest size 13 which is: bust 93 cm, waist 74 cm, hips 98 cm and height 160 cm. Let's forget for a moment that I am 18 cm higher, not to mention my hips... but I always add 10 cm to the length of dresses and I choose fuller skirts to fit my hips. But my bust is 96 cm and waist 78 cm, and I was sure this dress would be tight in those areas. But it's not! The dress is loose, oversized even... Hence my idea to add a belt to make it more disciplined.




Teraz bluza.
Założenie było takie - żeby było minimalne okrycie, ale też musi być lekko i przewiewnie. Niech w takim razie będzie Furin (風鈴), czyli letni japoński dzwoneczek, którego dźwięk przynosi orzeźwienie. *^v^* Materiał to len Simple, 100% lnu, gramatura 230 gm, w kolorze nomen omen Wind Chime *^v^*, kupiony w Textilmarze.
Now the jacket.
I had the following goal - to have some cover but it must be light and airy. So let it be Furin (風鈴), that is the Japanese Summer bell of which sound brings refreshment on a hot Summer day. *^v^* The fabric is 100% linen, 230 gm, in the Wind Chime shade. ^^





Wymyśliłam sobie coś na kształt japońskiej bluzy haori - szeroki luźny krój, wygodne rękawy, koniecznie kieszenie, długość bez przesady. Wyrysowałam wykrój - plecy to prostokąt 70 cm. szerokości na 60 wysokości, minimalny podkrój szyi na karku. Przody to połowy trapezu: 60 cm wysokości, na górze 24 cm, na dole 28 cm, brzeg po skosie. Rękawy doszywane na prosto to 56 cm wokół ramienia, 30 cm przy nadgarstku, 40 cm długości. I tyle, cały wykrój. *^v^* Do tego doszedł jeszcze długi pasek kołnierza, dwie prostokątne nakładane kieszenie (i jedna kieszonka wszyta od wewnątrz ^^) i szeroka borta na dole. Oraz troczki wiązania.
I wanted something in the shape of the Japanese haori jacket - wide loose cut, comfortable sleeves, pockets, not too long. I drew the pattern - back piece is a rectangle 70 cm wide, 60 cm high, shallow neckline. Fronts are two trapezoid pieces: 60 cm high, 24 cm at the top, 28 cm at the bottom, slanted edge. Sleeves are added along the straight line, 56 cm at the shoulder, 30 cm at the wrist, 40 cm long. And that's the whole pattern. *^v^* I added a long thin rectangle for a collar, two rectangular pockets (and one hidden one inside ^^), and a wide belt on the bottom edge. Plus the bindings.





Szyło się to łatwo, chociaż nie tak szybko, bo postanowiłam zrobić sporo stębnowania, żeby był minimalny element ozdobny. Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego jak wyszła ta bluza, jest lekka, wygodna, len to idealny materiał na lato i na pewno zabieram ją ze sobą na wakacje! ^^*~~
It was a simple but not so quick sewing because I decided to add a lot of overstiching for some decoration. All in all, I'm very happy with the result, it's comfortable, light, linen is perfect for Summer and this jacket is definitely going with me on holidays! ^^*~~




***

Maluję dalej. Jakoś trudno mi się zatrzymać. ^^*~~ Jednocześnie poczułam, jakby zeszła ze mnie presja namalowania jednego kwiatka dziennie, więc na luzie pracuję na jednym obrazkiem przez dwa lub trzy dni.
Czy ktoś zauważył, że maluję głównie kwiaty w odcieniach fioletu, różu, niebieskości? I żółte i białe. Czerwone są u mnie rzadkością, w ogóle mam mało czerwonych farb, nie wiem czemu, ale kiedy patrzę na palety akwareli, to przede wszystkim wybieram fiolety/róże i odcienie niebieskie i zielone. Cała reszta jest dodatkiem, o którym wiem, że jest potrzebny ale moja ręka z pędzlem wcale się do nich nie wyciąga. Dziwne, nie?...
I keep painting. Somehow it's difficult to stop. ^^*~~ At the same time I feel like the pressure of creating one flower painting per day so I'm relaxed and work slowly on a painting for two or three days, until it's done.
Have you noticed that I mainly paint flowers in violets, pinks, blues? And sometimes yellow and white ones. Red flowers are rare, I don't have many red shades of paints, I don't know why. When I look at the paint swatches I mainly reach for the violets, pinks, blues and greens. All the other colours are just mere additions, I know I sometimes need them but I don't use them often. Strange, right?...



***

Na koniec kilka słów o kosmetykach, które mogę pochwalić. *^v^*

Najpierw Alkemie - kupiłam dwie rzeczy: serum i krem pod oczy.
Obydwa kosmetyki są bardzo dobre - krem pod oczy jest gęsty i bogaty, daje porządne długotrwałe nawilżenie. Serum przyjemnie nawilża i napina skórę, z tym, że mam jedną uwagę - jest w formie żelu, który zastyga, a niektórzy nie przepadają za takim uczuciem napięcia. Łatwo temu zaradzić nakładając krem.
Obydwa kosmetyki mają przyjemne delikatne zapachy i w obydwu od pierwszego do ostatniego użycia idealnie działały pompki! Może to taka oczywistość, ale teraz używam kremu pod oczy z innej firmy w podobnym opakowaniu, niestety pompka działa jak i kiedy chce, czasami wyrzuca z siebie wielką gulę kremu, a czasami muszę dziesięć razy nacisnąć pompkę i wychodzi kropelka.....




To nie są tanie kosmetyki (trafiłam je na promocji! ^^*~~), tym bardziej miło, że nie okazały się rozczarowaniem! ^^*~~

I niespodzianka! *^V^* A niespodzianka dlatego, że owszem, Ziaja robi dobre kosmetyki, ale czy jakieś fajerwerki? No nie... A tu proszę - nowa seria do skóry suchej, z której kupiłam mgiełkę, olejek do mycia twarzy i serum. I ze wszystkich trzech produktów jestem zadowolona.




Po kolei - algowy olejek, który ma specyficzny zapach mokrej szmaty... *^W^* (pochodzi on od algi Laminaria ochroleuca, o czym możemy przeczytać na butelce ^^). W usuwaniu makijażu jest skuteczny i to najważniejsze, dodatkowo nie zostawia napiętej skóry jak niektóre specyfiki do mycia.
Mgiełka zapachowa - według producenta "perfumowana zapachem inspirowanym naturą morza i skalistą roślinnością" i szczerze mówiąc wolałabym, żeby po prostu czuć było ryby i glony... Bo ten zapach jest jak dla mnie trochę za mocno ziołowy. Ale! Działanie jest fajne - podobnie jak przy toniku z Sorayi, o którym pisałam kilka wpisów temu, czuć nawilżenie a nie tylko trochę wilgoci na skórze. Ma bardzo dobry atomizer który rozprowadza delikatną mgiełkę (wiem, że to nie zależy tylko od atomizera, tylko od połączenia psikacza i produktu, ten sam atomizer z gęstszym tonikiem może już nie dawać takich dobrych rezultatów).
Serum - ten kosmetyk jest najlepszy z powyższej trójki! Nie wiem, czy wygładza zmarszczki, ale już pierwsze użycie zostawiło moją buzię nawilżoną i to uczucie nie zniknęło szybko, to serum może spokojnie stać razem z produktami z dużo wyższej półki cenowej. *^v^*
Seria GdanSkin ma jeszcze kilka ciekawych produktów, na które mam ochotę, jak coś przetestuję i mi się spodoba, to napiszę o tym!