Wednesday, November 30, 2016

Czytanie i dzierganie pulowera

Dziś środa, czyli Czytanie i Dzierganie u Maknety
Po wakacjach czytanie znowu ruszyło u mnie z kopyta i przez ostatnie miesiące pochłaniam całkiem sporo książek. Na przykład wczoraj wieczorem skończyłam "Rozdartą zasłonę" Maryli Szymiczkowa i szczerze polecam zarówno tę jak i pierwszą powieść duetu autorów Jacek Dehnel/Piotr Tarczyński, bo to oni dwaj kryją się pod pseudonimem Maryla Szymiczkowej. Śmiem twierdzić, że druga część przygód profesorowej Zofii Szczupaczyńskiej jest jeszcze lepsza od pierwszej! *^v^*
W kolejce za to czeka "Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek" Aleksandry Zaprutko-Janickiej, bo jak wiadomo trików pielęgnacyjnych nigdy za wiele! ^^*~~




A na drutach chwilowo pustka, ale w oczekiwaniu na włóczkę na projekt zaplanowany dzisiaj zaczynam nowy sweter, w który zamierzam wrobić resztki różnych motków wełny, kupowanych w ciuchlandach, a więc występujących przeważnie w pojedynkę. Mam jeszcze kilka innych kremów i szarości, zobaczymy jak ten pomysł się rozwinie.

Monday, November 28, 2016

I'm The Brit

Nie mogę powiedzieć, że zabierając się za tę sukienkę NIE WIEDZIAŁAM jaki będzie rezultat końcowy... Doskonale wiedziałam, bo na stronie Burdy są zdjęcia prototypu na modelce a i kilka Rosjanek już zdążyło ją uszyć. Jedna z nich z własnej woli od razu podwyższyła trochę linię dekoltu, druga również świadomie - o 4 cm. Trzecia musiała zrobić jakiś błąd na etapie rysowania wykroju, bo nie zeszły jej się oznaczenia na częściach przodu i granica dekoltu wypadła jej 3,5 cm wyżej niż w oryginale. Czyli za każdym razem efekt końcowy był dużo bardziej zabudowany niż oryginał. 
A u mnie nie...
I cannot say that when I started working on that dress I HAD NO IDEA about the final result... I knew exactly what I'd be getting because on  Russian Burda's page there are photos of the dress's on the model and some Russian girls already made it. Two of them deliberately drew the neckline a few cms higher, and the third one made some mistake while transferring the pattern pieces, the marks connecting the pieces were mismatched and she also ended up with the neckline 3,5 cm higher than it should be. 
But not in my version...



Mowa o Burdzie listopadowej i sukience, dla której ten numer kupiłam, a mianowicie o sukience 144 projektu Leny Hoschek. *^v^*
I'm talking about Burda 11/2016 and the dress I bought this issue for - #144 by Lena Hoschek. *^v^*



Lenę Hoschek zna każda miłośniczka współczesnej mody w stylu retro, jej projekty są kobiece, seksowne, vintage ale jednocześnie bardzo nowoczesne. Inspirowałam się już jej projektami, a teraz miałam szansę odwzorować projekt pani Hoschek, a dokładnie sukienkę Teatime z kolekcji The Brits Jesień Zima 2016/2017 (w oryginale uszyta z elastycznej tkaniny o wzorze Winter Rose).
Lena Hoschek is well known to all the retro fashion lovers, her designs are feminine, sexy, vintage in style but still very modern. I got inspired by her ideas in the past and now I had a chance to actually make a specific dress from her collection - Teatime dress from the Autumn/Winter 2016/2017 (originally made from the Winter Rose printed cotton).



Byłam bardzo ciekawa, jak będzie mi się pracowało z wykrojem, bo nauczona doświadczeniem zawsze coś muszę poprawiać w burdowych wykrojach. I tu zostałam mile zaskoczona, bo to druga sukienka zewnętrznego projektanta jaką z Burdy uszyłam (pierwsza to był model projektantów Aquilano/Rimondi z Burdy 01/2014), która nie wymagała poprawek. Wszystko mi się ładnie dopasowało, zeszło na znacznikach, zszyło, wdawanie rękawów to była bajka, na spódnicę z koła mam od dawna papierowy wykrój więc nie musiałam bawić się w rysowanie jej ołówkiem na sznurku na materiale. Pewnie dlatego, że to wszystko tak gładko szło przegapiłam jeden istotny szczegół - cycki na wierzchu...
I was very curious about working with Lena's design because I always had to alter this or that in Burda's patterns. And for the second time when I sewn the outside designer's project (the first one was a model by Aquilano/Rimondi from  Burda 01/2014), I got pleasantly surprised by the fact that all went smoothly. All the marking points matched, adding the sleeves was so easy, I already had the paper pattern for the full circle skirt so I didn't have to play with a pencil on a piece of string on the fabric. All was just pure joy and maybe that's why I overlooked one detail - boobs in your face...



Tak, moi drodzy Czytelnicy bloga, uprzedzam, że to nie jest grzeczna sukienka do biura (na szczęście do biura nie chadzam ^^*~~), człowiek świeci w niej dekoltem, co tam świeci - wali po oczach na prawo i lewo!... Na żywo dużo bardziej niż to wyszło na zdjęciach, kiedy głównie stałam wyprostowana przodem do aparatu. Zaletą robienia zdjęć w temperaturze bliskiej zeru jest fakt, że zimno konserwuje i po tej sesji mój dekolt będzie się nadawał do pokazywania, hehehe.... *^w^*
Well, yes, my dear Readers, this is not a well-behaved office dress (good thing is I don't go to the office ^^*~~), this is "watch out for the boobs on the loose!" one!.... It's much more visible "live" because in the photos I mainly stood straight and the camera somehow didn't catch it. The good side of taking the photos in the almost zero temperature conditions is that cold preserves so at least my boobs will be suitable for showing, hehehehe.... *^w^*



W każdym razie, w tej sukience nie należy się zbytnio pochylać, tak tylko mówię... *^w^*
Anyway, when wearing this dress you shouldn't bend forward too much, just saying... *^w^*




Trochę technikaliów - sukienkę uszyłam z tkaniny kupionej kilka miesięcy temu w sklepie Textilmar, to mieszanka wełny 25%, wiskozy 15% i elany 60%, średniej grubości, mięsista i dość ciężka choć rzadko tkana, miła dla skóry, niestety jak widać trochę łatwo się gniecie. Na sukienkę z rękawami i spódnicą z pełnego koła wystarczyło mi 2,5 m tkaniny o szerokości 155 cm. Pominęłam wszywanie wypustek, bo nie wystarczyło mi już na nie materiału a nie chciałam dodawać pasmanteryjnych wypustek. I jak zwykle zastosowałam mój trik z obniżonym suwakiem na plecach - dekolt na karku zaszyłam na 10 cm w dół wzdłuż kręgosłupa i dopiero od tego miejsca wszyłam 40-centymetrowy suwak, dzięki czemu mogę sama się w tę kieckę ubrać i z niej rozebrać, czego nie można powiedzieć o sukienkach z suwakiem zaczynającym się na karku.
Some technical details - I used the fabric that consists of 25% wool/15% viscose/60% elana, and it's medium thick, loosely woven, heavy and soft to the skin, unfortunately as you can see it's easy to crinkle. For a dress with long sleeves and full circle skirt I used a piece 2,5 m long per 155 cm wide. I omitted framing the neckline with the piping because I didn't have enough fabric and I didn't want to add one-colour store bought piping. As always, I did my trick with the back zipper - I sewn it not starting at the neck but 10 cm lower so I can put this dress on and take off by myself, reaching the zipper easily. I used 40 cm zipper instead of 60 cm.



Na pewno rzuciła Wam się w oczy biała linia podłożenia dołu - tak ma być, to ma być widoczne i nawet rozważam dodatkowe naszycie w tym miejscu cienkiego białego sznureczka, żeby ją dodatkowo podkreślić i uwypuklić. Taki element ozdobny. ^^*~~
Jedna uwaga co do opisu szycia - nie mogłam znaleźć w instrukcji punktu, w którym jest dokładnie powiedziane na jakiej wysokości wszywamy kieszenie w szwach bocznych. Natomiast poradziłam sobie z tym problemem w taki sposób, że odmierzyłam to miejsce w innych sukienkach z kieszeniami i wyszło mi, że kieszeń powinna się zaczynać 7,5 cm poniżej linii talii, i tak też je wszyłam.
I'm sure you noticed the very obvious white sewing line where I finished the bottom edge of the dress - that's totally on purpose. I decided to make such a decorative element and I've been even thinking about adding on top of that a thin white lace to make it 3D. ^^*~~
One thing that I couldn't find in the Burda's instructions was the placement of the side seam pockets but I just measured some other dresses with pockets I own and it seemed that the ideal position for a pocket is 7,5 cm below the waistline.




Czy jestem zadowolona z efektu końcowego? Bardzo. Sukienka na pewno będzie noszona, jeśli nie będę chciała zbytnio epatować otoczenia dekoltem wystarczy apaszka albo rozbudowany naszyjnik. ^-^*~~  Kusi mnie, żeby uszyć drugą wersję z podwyższonym dekoltem, może z krótkimi rękawami, z bawełny? Szkoda, żeby ten fason gościł u mnie tylko jesienią i zimą! *^V^*
Am I pleased with this dress? A lot. I will definitely wear it and when I'm not comfortable with flashing my neckline too much I can always wear a scarf of a complicated necklace. ^-^*~~ I feel tempted to make another version, this time with modified neckline, maybe shorter sleeves, cotton for Spring and Summer? It's a shame to wear such a flattering dress only in the Autumn and Winter! *^V^*

Saturday, November 26, 2016

Przetwórstwo jednego w drugie

Po pierwsze jestem. Jakby ktoś pytał. O ile jeszcze ktoś tu zagląda, na ten blog przykurzony nieco. *^-^*
Po drugie, dziergam! Na razie udało mi się przerobić za dużą chustę na chustę idealną oraz wykonać dwie czapki. Oraz zaplanowałam dwa i w mglistym kształcie trzeci sweter, które chcę zrobić. Czyli warto było odpocząć od drutów i poczekać na powrót inspiracji.
First, hello, I'm back. In case anyone still visits this dust covered moss grown blog. *^-^*
Second, I knit. Again! I managed to make two hats and a shawl when I was away. Plus I have two sweaters planned and one more in the possible knitting future. So I think it was a good thing to take a step back from knitting, rest and think, and return with ideas. 

Oraz uszyłam sukienkę, ale o tym następnym razem.
Na razie to co mi ostatnio zeszło z drutów.
Zrobiłam kiedyś chustę-pętlę. Włóczka wełniana, mięciutka, ciepła, kolor obłędnie piękny. Niestety popełniłam dwa błędy - po pierwsze, wybrałam świetny fakturowany wzór, który kompletnie zginął na tle bardzo nieregularnie przędzionej włóczki. Po drugie, pętla robiona "po szerokości" wyszła za długa. To znaczy, na dwa owinięcia wokół szyi za luźna i niegrzejąca, ale już na trzy owinięcia było jej za mało. Sprułam całość, nabrałam 50 oczek i zrobiłam 120 cm szala prawymi oczkami, następnie zamknęłam oczka łącząc je z początkiem szala i w ten sposób wyszła mi pętla w sam raz, o wygodnej długości na dwa owinięcia.
I also sewn a dress, but more about that next time.
Today the latest knitting projects.
Some time ago I made the shawl-loop. The yarn was a soft warm wool in a beautiful colour. Unfortunately I made two mistakes - first, I chose the structured pattern that got lost in the hand spun uneven yarn. Second, I made it way too long for two loops around my neck but way too short for three loops, so it was a pretty warm shawl that didn't really keep me warm (I couldn't just make it shorter by frogging because it was knit sideways). So, I frogged everything, cast on 50 sts and knitted in seed stitch until I reached 120 cm length. Then I connected the cast on sts with the last ones and there it was, a perfect loop.





Teraz czapki. Najpierw czapka zachciankowa, czyli zachciało mi się czapki szarej. Wydziergałam w styczniu szarego Wurma, ale w przeciwieństwie do ukochanej zielonej wersji sprzed kilku lat ten nie przypadł mi do gustu. Zatem sprułam go, do szarej wełny dodałam dwie nitki ciemnoszarej Brushed Silk Alpaca Dropsa i na drutach 5 mm wydziergałam nową czapkę - przedłużony "orzeszek". Wyszła niesamowicie miękka i cieplutka melanżowa otulanka. *^v^*
Now the hats. There was a hat I wanted - the grey one. In January I made a grey  Wurm, but not like the green one from a few years before I didn't like it much. So, I recycled the yarn (some grey wool without label), add two strands of dark grey Brushed Silk Alpaca by Drops and on 5 mm needles I made a long beanie. The result is an extremely soft and warm hat I love. *^v^*






Druga czapka powstała z zapotrzebowania. Mianowicie poczułam potrzebę posiadania bordowej czapki. Wygrzebałam motek Ice Yarns Pure Alpaca w kolorze burgunda, złapałam dwie nitki, dodałam do nich jedną nitkę czerwonej Drops Brushed Silk Alpaca i wyszła mi taka miękka i ciepła czapa (przy której aparat kompletnie zgłupiał i nie umiał złapać dobrego światła...). Wiem, czapka nie pasuje do chusty, ale robiliśmy zdjęcia na szybko i nie miałam głowy do przebierania się.
The second hat came out of necessity - I needed a wine red hat. I dug out a skein of Ice Yarns Pure Alpaca, kept two strands together and added to them one strand of red Drops Brushed Silk Alpaca, and another winner - a soft and warm hat for the Winter that's just starting. I know that my red shawl doesn't match the wine red hat and the camera went totally crazy with trying to catch all the colours, but you get the idea.





Czy widzicie tendencję w mojej odnowionej zimowej garderobie?
Upraszczam.
Kolorystycznie i fasonowo. Od jakiegoś czasu moja szafa przyjmuje bardziej stonowaną kolorystykę i wypełnia się prostszymi formami, czuję, że właśnie tego teraz potrzebuję. Czuję zmęczenie nadmiarem bodźców kolorystycznych, muszę odpocząć w uproszczeniu. Co ciekawe, dotyczy to wszystkich półek w mojej szafie oprócz... sukienek. ^^*~~ Dziwne, prawda?
A propos sukienek, jeśli pogoda pozwoli, to jutro zrobimy zdjęcia kiecce uszytej w zeszły weekend! Trzymajcie kciuki!
Can you see the tendencies in my new Winter accessories?
I make thing simpler.
As far as colour and shapes. For some time now my wardrobe shifted towards basic colours and simple forms, I feel I need it now. I feel tired from the diversification of prints and shades, I must lay low in the toned down environment. It concerns all the aspects of my wardrobe apart from... dresses. ^^*~~ Strange, I know.
Talking about dresses, if the weather's nice tomorrow we'll take photos of the one I sewn last weekend, so keep your fingers crossed!

Saturday, November 12, 2016

Karaage palce lizać!

Co słychać, kochani?
U mnie na drutach wciąż pustki... Coś mi się majaczy w oddali, co bardzo potencjalnie chciałabym wydziergać, ale jeszcze nie nabrałam tej pewności, która zaprowadziłaby mnie do sklepu po włóczkę i na kanapę z drutami. Inna sprawa, że nie za bardzo mam nastrój na cokolwiek, bo parszywy rok 2016 znowu dał o sobie znać i w najbliższej rodzinie objawiła się straszna choroba, na myśl o której ściska mnie w żołądku, a najgorsza jest bezradność i złość, że nic na to nie możemy poradzić. Na razie nie jest tragicznie, tylko źle, walczymy i zobaczymy co będzie dalej. Obiecuję, że nie będę się o tym rozpisywać, bo nie chcę Was męczyć cudzym cierpieniem, nie po to jest ten blog. Ale obiecuję, że postaram się regularnie coś tworzyć i o tym pisać, bo najgorsze co można samemu sobie zrobić to siedzieć i patrzeć tępo w ścianę.

Zaczęłam szyć nową sukienkę dla siebie i dwie lalkowe kiecki, niestety w tygodniu dopadła mnie grypa żołądkowa i musiałam odpuścić i odpocząć. Powoli się z niej podnoszę i mam nadzieję, że zdążę z lalkowymi strojami na powrót moich dwóch dziewczyn ze Szwajcarii w grudniu, dokąd pojechały na malowanie nowych pięknych buź! ^^*~~
Dzisiaj podzielę się z Wami pysznościami w sam raz na zimne listopadowe wieczory.
So, what's up my dear readers? I'm still not knitting... I have a vague idea of what I might like to knit one day but I don't feel that certainty to rush to the shop for yarn and start working on the project. I haven't been really feeling like doing anything recently because the bloody 2016 raised its lousy head again and we have a terrible disease in the closest family now... The worst is the feeling of helplessness and the anger coming from it. The news is not tragic yet but it's not good either, I guess we as a family will do everything we can to fight it and see what the future brings, nothing else can be done. I promise not to write a lot about it, this blog is not for that. But I promise to try to create some things and share them here with you, because the worst thing you can do to yourself is to just sit and stare at the wall in despair.
I started to sew a new dress for me and two outfits for the dolls that went to Switzerland to get new beautiful faces. ^^*~~ I had to slow down a bit last week because I caught some stomach flu virus so I hope to be ready when the girls come back in December to show you their new images.
So, today just some recipes for the fried chicken from the book I bought on holidays in Japan. I'm sure my English speaking readers can find many karaage recipes online and in the books published in English, so I'll skip the translation part this time, I hope you'll forgive me. *^-^*
***

Jedną z książek jakie przywiozłam w tym roku z Japonii jest pozycja znanej autorki kulinarnej Megumi Fujii pod tytułem "Karaage, tsukune, soboro". Tsukune to kotlety z mielonego mięsa, soboro to mielone mięso podsmażone na patelni z dodatkami i służące do posypania ryżu, natomiast karaage to przepyszne kawałki smażonego kurczaka! *^V^*
Wymyśliłam sobie, że wypróbuję każdy przepis z tej książki, tak więc zaczynamy po kolei od sekcji karaage. Kilka uwag wstępnych: kurczak jest tu zawsze smażony zanurzeniowo, ja używam frytownicy ale możecie rozgrzać olej w głębokiej patelni. Po smażeniu zawsze na kilka chwil zostawiam mięso na ręczniku kuchennym, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu. W przepisach jest japońska sake ale ja ją zastępuję polską wódką. Podobnie korzeń wasabi zastąpiłam chrzanem, bo smak jest podobny a nie mogłam dostać świeżego wasabi do starcia.


Pierwszy przepis to 基本のから揚げ (kihon no karaage) czyli przepis podstawowy.

Składniki:
- 500 g mięsa z udek kurczaka
mieszanka A: musztarda 2 Ł, wódka 4 Ł, sól i pieprz po pół łyżeczki
mąka pszenna 2 Ł
mieszanka B: mąka pszenna i mąka ziemniaczana po 3 Ł każdej
olej do smażenia zanurzeniowo

Udka wyluzować z kości, pokroić na duże kęsy.
Porządnie natrzeć mieszanką A i zostawić na 10 minut.
Dosypać mąkę pszenną i wymieszać, żeby kawałki mięsa dobrze się nią pokryły.
Następnie porządnie wymieszać z mieszanką B i odstawić na 10 minut (dzięki temu panierka będzie chrupiąca).
Rozgrzać olej we frytownicy do 170 stopni i smażyć kurczaka 6-7 minut.




Kurczaka zjedliśmy z domowymi piklami z rzodkwi i sałatką z makaronu i marchewki, z sosem z majonezu i ketchupu (również z tej książki).

***

Następny przepis to ささみのわさび揚げ (sasami no wasabi age) czyli polędwiczki kurzęce smażone z wasabi (zastąpiłam tartym chrzanem, można dodać pastę wasabi).

Składniki:
300 g kurzych polędwiczek 
mieszanka A: tarte wasabi lub chrzan 2 Ł, wódka 1 Ł, sól 2/3 ł
mąka ziemniaczana do obsypania mięsa
olej do smażenia

Polędwiczki kurze pokroić pod kątem na duże kęsy, natrzeć mieszanką A i odstawić na 10 minut. Następnie obsypać mąką ziemniaczaną.
Rozgrzać olej we frytownicy do 180 stopni i smażyć kawałki kurczaka 2 minuty.



To był prawdziwy obiad fusion, bo zjedliśmy tego japońskiego kurczaka z ryżem basmati i duszonymi buraczkami. ^^*~~

***

Kolejna propozycja to 油淋鶏 (yuurinchii) czyli kurczak po chińsku.

Składniki:
500 g mięsa z kurzych udek
mieszanka A: sos sojowy i wódka po 1 Ł
mieszanka B: 10 cm kawałek drobno posiekanej dymki, drobno pokrojone 1 ząbek czosnku i kawałek imbiru, po 1,5 Ł sosu sojowego i octu, po 1 ł cukru i oleju sezamowego
mąka ziemniaczana do obsypania mięsa
olej do smażenia
      
Mięso natrzeć mieszanką A i odstawić na 10 minut. Następnie obsypać mąką i smażyć w 170 stopniach przez 10 minut.
Odsączyć na papierze kuchennym, pokroić na mniejsze kawałki, ułożyć na talerzu i polać mieszanką B.





Tego kurczaka zjedliśmy z białym ryżem japońskim i pieczoną dynią.

***
Na razie tyle, następne propozycje już niebawem! ^^*~~

Monday, October 31, 2016

Autumn in the City

Szanowni Państwo, mamy sukienkę! ^^*~~
Ladies and gentlemen, we have a dress! ^^*~~



Ale najpierw może przekąsimy małe co nieco?
Może zaczniemy od śniadania, jakie mąż mi zrobił na dzisiejsze urodziny. ^^*~~
But first, let's eat something.
Maybe today's birthday breakfast I received from my husband. ^^*~~



Zdekonstruowałam ostatnio potrawę, która Wam tu kiedyś pokazywałam na blogu, mianowicie wzięłam ciasto z pieczonych pierogów Sakurako (z tym, że w ostatniej chwili zorientowałam się, że nie mam drożdży, więc ich nie dodałam... ^^) i nadzienie do pierogów dynia-feta-szałwia, i zrobiłam tartę. 30 minut w 180 stopniach i voila! *^v^* Ciasto na bazie jogurtu bez drożdży wyszło cudownie chrupkie!
I deconstructed a dish I already shared on the blog, namely I took the Sakurako's baked dumplings pastry (but in the last moment I found out I had no yeast so I just omitted them... ^^), and the pumpkin-feta-sage dumplings filling, and I made a tart. 30 minutes in 180 C and voila! *^v^* The no-yeast yoghurt pastry was pleasantly crunchy!




A to nasz sobotni obiad, tym razem kuchnia meksykańska - Nachos Al Pastor, czyli chrupiące nachos, aromatyczna wieprzowina w marynacie, sery, ananas, kolendra, jalapeno, pomidory, sok z limonki i insze smaczności. Składniki trzech miseczek towarzyszących wykładamy na porcję nachos z mięsem, serem i ananasem już na talerzu. Przepis jest długi, ale nie jest skomplikowany, wymaga tylko zgromadzenia kilku składników (wszystko kupiłam w supermarkecie). Obżarliśmy się (bo inaczej nie da się tego określić...) po kokardkę!... *^-^*

And here is our Saturday dinner, this time we chose Mexican food - Nachos Al Pastor which is a mix of crunchy nachos, aromatic marinated pork shoulder, cheeses, pineapple, coriander, jalapeño, tomatoes, lime juice and other lovely ingredients. What you have in the three accompanying bowls you add on top of your dish when it's on your plate. The recipe is long but oh so worth the effort! You just buy some ingredients (all of them I found in my supermarket) and here you go. We literary stuffed ourselves with this dinner until we couldn't move! *^-^*





A wracając do sukienki.
Going back to the dress.


 
Udało mi się przezwyciężyć jesienny spleen i usiadłam do maszyny, bo mnie natchnęło. Pamiętacie lato w namiocie, pardon, w mieście? To jedna z moich najukochańszych i najwygodniejszych sukienek, latem chodziłam w niej bardzo często, dlatego pomyślałam, że ten wykrój prosi się o powtórkę. Tym razem postawiłam na tkaninę ciepłą - kaszmir z poliamidem, taki sam z jakiego uszyłam Black and White, oczywiście w innych kolorach. W obydwu przypadkach jako wierzch użyłam strony gładkiej z mocniej widocznym wzorem, na spód dając stronę bardziej puchatą z lekkim meszkiem. Tak powstała Jesień w namiocie, pardon, w mieście! ^^*~~
I managed to get over the Autumn spleen and sat down to a sewing machine because I had a vision. Do you remember Summer in the tent, oh, sorry, in the City? This is one of my best loved and most often worn Summer dress and I wanted to repeat this pattern. This time I chose the warm fabric - 85% kashmir/15% poliamid, the same one I used for Black and White, of course in different colour combination. In both dresses I used the smooth side with more vivid pattern as a top side and softer fluffy one closer to my skin. Here is Autumn in a tent, sorry, in the City. ^^*~~



Skoro miała to być sukienka na jesień, to potrzebowałam zmodyfikować wykrój i dodać jej rękawy. Jak zwykle pomocna okazała się instrukcja Justyny, na poniższym zdjęciu macie ostateczną wersję mojego wykroju już z rękawem, z narysowaną pierwotną linią podkroju pachy.
It was supposed to be an Autumn dress so I needed to modify the pattern and make the sleeves. I consulted a very helpful tutorial by Justyna, and below you can see my version of the pattern piece with the drawn sleeve, the blue pencil shows the original sleeveless shape.




Model 117 z Burdy 06/2015, bo on stanowił bazę mojej sukienki, to prosty krój banalny do szycia. Wycinamy cztery identyczne elementy (a jakby się ktoś uparł, to mógłby nawet wyciąć tylko dwa - przód i tył) i zszywamy ze sobą na bokach i na wierzchu ramion. Potem zostaje nam odszycie dekoltu i podłożenie dołu, i gotowe! No, chyba, że pokusimy się o kieszenie w szwach bocznych! *^v^* Moja miłość do kieszeni, która wybuchła tego lata wciąż mnie trzyma.
Dress 117 from Burda 06/2015, my base for this dress, is a quick and easy to make pattern. We cut four identical pieces (you can even cut only two, front and back), sew the side seams and the shoulder seams, bind the neckline and the bottom line and it's done! Well, you can add the side pockets which is also very easy. I fell in love with pockets in dresses this Summer and this trend continues. *^v^*



Ale oprócz rękawów zmodyfikowałam jeszcze jeden element sukienki, co było zainspirowane kieckami widzianymi na japońskiej ulicy tego lata. Postanowiłam wyjść z mojej strefy komfortu sukienek dopasowanych o tradycyjnym kroju. Już po podłożeniu dołu po obu stronach szwów bocznych zrobiłam po trzy małe zakładki, które załamują dolną linię zbierając ją trochę pod spód i robią niewielką bombkę. Dół sukienki jest dość obfity i spokojnie było z czego zbierać bez ograniczania ruchu i długości kroku. Ten zabieg zaburzył prostą linię i moim zdaniem dodał sukience ciekawego elementu, który przyciąga wzrok. ^^*~~
But apart from the sleeves I modified one more element inspired by the fashion observed in the Japanese streets this Summer. I decided to leave my comfort zone of traditional fitted dresses. After I hemmed it, on both sides of the side seams I made three pleats that disturbed the hemline and lifted the skirt a bit making a small bubble on the sides. There's a lot of fabric on the bottom of that dress so I didn't limit my movement by doing so. I think it made the shape more interesting. ^^*~~



Czy muszę dodawać, że oczywiście będzie wersja letnia tej sukienki?... *^o^* (z rękawami i bombkowym dołem) Mam już gotowy materiał, również kraciasty ale tym razem batyst. Ten model to idealny ciuch na dzień pod hasłem nie-mam-co-na-siebie-włożyć / powinnam-była-wyjść-z-domu-pięć-minut-temu. Wskakujemy w nią, do tego sandały i kurtka jeansowa (latem) albo ciepłe rajtuzy, kozaki i kardigan (jesienią) i już możemy ruszać na podbój świata!
Do I have to add that of course there will be a Summer version of that dress?... *^o^* (with sleeves and bubble hem) I already have the fabric for it, the chequered batiste. This is the perfect I-have-nothing-to-wear / I-should've-left-five-minutes-ago day dress. You just put it on, add some sandals and a jeans jacket (in Spring), or warm stockings, boots and a cardigan (in the Autumn), and you're ready (and comfortable enough) to conquer the world!



Tak więc, oto ja - Wasza czterdziestodwuletnia Joanna w swojej urodzinowej sukience! *^V^*
So here I am, your 42-year old Joanna in my birthday dress! *^V^*



W porze lunchu udało nam się wreszcie upolować stolik w kultowej już w Warszawie Fabryce Makaronu Japońskiego Uki Uki i jak najbardziej było warto!!! Tutaj na serio nie było się do czego przyczepić i co skrytykować, wszystko było smaczne. ^^*~~ Na pewno będziemy tu wracać (w miarę możliwości trafienia wolnego stolika, bo ruch tutaj mają niesamowity!).
We managed to get a table at the Warsaw famous Japanese Noodles Factory Uki Uki and it was so worth it!!! We couldn't find anything to complain about, everything was nice and delicious. ^^*~~ We will be coming back there (of course if we get a table because it's not that easy, this place is so good and popular!).











A na koniec dnia przewiduję szampana i tort czekoladowy, dzisiaj można a nawet trzeba. *^V^*
And we are having champagne and a chocolate birthday cake in the evening, I am entitled today to a treat. *^V^*

Thursday, October 27, 2016

Jesień jesienią a jeść trzeba!

No to zjedzmy coś rodem ze Środkowego Wschodu, dobrze? *^v^*
Let's eat something from the Middle East, okay? *^v^*

Jesienią lubimy tarty, placki, zapiekanki. Na przykład taką - sfiha z grzybami. Przepis to moja wersja dania z książki "Honey and Co. Food from the Middle East" autorstwa Sarit Packer i Itamara Srulovicha. 
Spód tarty to klasyczne ciasto drożdżowe jak do pizzy. 
Nadzienie składa się z dwóch części - pierwsza to porządnie wymieszane: 200 g sera (u mnie twaróg pół na pół z fetą) plus 1 jajko i czarny pieprz.
Druga warstwa to posiekane i podsmażone kilkanaście minut: 1 por, 1 cebula, 3 ząbki czosnku, 500 g grzybów (kurki, pieczarki, boczniaki), 2 Ł mielonego kminku, 1 laska cynamonu (wyjąć przed pieczeniem), sól i pieprz. 
Wykładamy tortownicę ciastem, potem układamy warstwę sera i grzyby, zawijamy brzegi ciasta i pieczemy 15 minut/200 stopniach i jeszcze 10 minut/160 stopniach. Zajadamy ze smakiem i sałatką.
In Autumn we love tartes, pies, gratins. For example - mushroom sfiha. It's my version of the recipe from the book "Honey and Co. Food from the Middle East" by Sarit Packer and Itamar Srulovich.   
The base is the pizza-like yeast dough.
There are two fillings. The first one consists of - 200 g of cheese (cottage and feta), 1 egg, some black pepper.
The second one is chopped and fried: 1 leek, 1 onion, 3 galic cloves, 500 g mushrooms, 2 Tsp ground cumin, 1 cinnamon stick (remove before baking), salt and pepper.  
Place the rolled out dough into a baking form, add cheese layer and mushroom layer, fold the overhanging dough and bake: 15 min/200 C and then 10 min/160 C. Eat while still warm with a salad.




Co do sałatki....
Czai się nieśmiało w tle na zdjęciu, ale jestem z siebie niesłychanie dumna, że ją wymyśliłam! *^O^* 
Pomidora kroimy jak kto lubi, u mnie duża kostka, dodajemy garść posiekanej natki pietruszki i pestki granata, polewamy melasą z sokiem z granata i olejem z pestek dyni, dodajemy sól i pieprz. Te dwa składniki dressingu w połączeniu ze słodyczą soku z pomidora tworzą cudowny smak. Kto nie spróbuje ten trąba! 
As for the salad.....
It lurks in the background but I'm so proud of myself for inventing it! *^O^*
Chop the tomato as you like - diced in my case, add a handful of chopped parsley, some pomegranade seeds and the dressing: pomegranade juice molasses and pumpkin seeds oil, some salt and pepper. Those two liquid ingredients combined with the fresh juice coming from the tomato makes a beautiful taste. Have a go!
***

Jesienią dojrzewają cukinie i można je nafaszerować czymś smakowitym! ^^*~~ Na przykład tak, jak w tureckim przepisie kabak dolmasi (przepis w języku polskim, więc nie przepisuję). Nie spodziewałam się, że to będzie takie pyszne! Dodatek suszonej mięty świetnie uzupełnia smak mięsno-ryżowego nadzienia, to danie na pewno będę powtarzać!
In the Autumn we have an abundance of courgettes and we can stuff it with somethig tasty. ^^*~~ For example, like the Turkish kabak dolmasi (this recipe is in Polish but it's basically emptied courgette with the mixture of ground beef/chopped onion/chopped tomato/some tomato paste/1 tsp of dried mint/4 Tsp of rice/salt and pepper. You place the courgettes in the pot and add some water with tomato paste and stew for about 30 minutes). The dried mint addition makes it really special, I'll definitely cook it again!



 ***

A może lekki lunch w postaci sałatki? To mój ostatni faworyt - sałatka piyaz. Fasola, pomidory, cebula, czarne oliwki, natka pietruszki i dressing na bazie pasty tahini. Zajadamy z towarzyszeniem jajka na twardo, a jeśli chcemy nadać jej trochę więcej treści możemy domieszać garść ugotowanego bulguru, idealnie się komponuje. ^^*~~
Maybe a light lunch, a salad? Here is my latest favourite piyaz salad. Beans, tomatoes, onion, black olives, parsley and a tahini based dressing. We eat it with some hard boiled eggs and if you want to add some more volume you can mix in a handful of cooked bulgur, a perfect combination.  ^^*~~





Tyle na dzisiaj, życzę smacznego i do następnego spotkania! *^v^*
That's all for today, enjoy the food and until next time! *^v^*

Wednesday, October 19, 2016

Jesień, ach to ty...



Jesień rozłożyła mnie na łopatki. A raczej nie sama jesień, ale zimno, które przyszło następnego dnia tuż po pięknej ciepłej słonecznej niedzieli 2 października, kiedy zrobiliśmy zdjęcia ostatniego Piórkowego. Pasmo zimnych deszczowych i wietrznych dni (a ja nienawidzę wiatru!) rzadko przetykanych chwilą słońca po prostu zdusiło we mnie całą kreatywność...
Autumn defeated me. Or rater, not the Autumn as such but the cold weather that started on Monday after the beautiful warm and sunny Sunday 2nd October when we took the photos of the last Featherweight pullover's. The series of very cold rainy and windy days (and I absolutely hate wind!) with just scarce moments of some sun just killed my creative side...



A może to spóźniona reakcja na stratę? Tak naprawdę w maju i czerwcu nie miałam czasu i okazji tak porządnie opłakać odejścia mojego ojca, bo już chorował Ryszard i cała moja uwaga została podzielona między opiekę na umierającym kotem i byciem silną dla mojej mamy, która została sama, i jakoś tak z rozpędu się trzymałam. Potem byliśmy na wakacjach, wróciliśmy i póki otaczało mnie lato i słońce to jakoś się trzymałam, a kiedy przyszło załamanie pogody to i we mnie coś pękło? Na pewno psycholog miałby coś do powiedzenia na ten temat.
And maybe it is a late reaction to the losses? To be frank in May and June I didn't really have time and occasion to mourn my father's death because Ryszard was already ill and my attention was divided between taking care of the dying cat and being strong for my mother who suddenly was alone. And I somehow managed to live normal life. Then we went for holidays and back, and as long as it still was a sunny Summer I carried on. But with the radical change in weather I bent and snapped. I don't know, maybe some psychologist could say something about it.



To nie tak, że od dwóch tygodni tylko leżę bezczynnie na kanapie, na szczęście nie. Dużo czytam, nadrabiam zaległości z wakacji kiedy to jakoś nie miałam ochoty (albo czasu) na książki. Włączył mi się mechanizm objadania się, czyżby miała nadejść zima stulecia?... Przechodzę teraz fascynację kuchnia turecką, bo od jakiegoś czasu oglądam dwa tureckie seriale - trochę dla czystej rozrywki a trochę z ciekawości kulturowej, podpatruję jak bohaterowie mieszkają, co jedzą (na serio gapię się na stół i ludziom w zęby, jeśli tylko siadają do posiłków, a akcja schodzi na dalszy plan ^^), dowiedziałam się, jak zaparzyć kawę w tygielku i dobrą turecką herbatę. ^^*~~ Tylko jakoś nie mogę usiąść do maszyny do szycia ani wziąć drutów do ręki, nawet szkicownik leży prawie nieruszany. Mam nadzieję, że mi to w końcu przejdzie, bo już jestem zmęczona nicnietworzeniem! Październik mi mija nietwórczo!
It's not that I only stay on the couch all days. I read a lot, trying to make up for the Summer when I didn't have time or will to read at all. I started to stuff myself with food, is it the coldest Winter of the century coming or what?... I've been watching two Turkish tv series recently - partly just for fun and partly because of the cultural interest - I take a peek at how people live, what they eat, and currently I've been interested in Turkish cooking, I even learned how to brew a coffee in a small brass pot and a proper Turkish tea. ^^*~~ I just cannot sit the sewing machine or pick up the knitting needles, I even barely touched the sketchbook. I truly hope for this situation to change soon because I am tired of not doing anything creative!





Wrócę tu do Was niebawem, bo mam trochę jedzenia do pokazania. Zrobiło się zimno i na nasz stół wjechała dynia, grzyby, sycące jesienne sałatki, zapiekanki, gęste zupy, wszystko byle by tylko rozgrzać zmarzniętą duszę. A na razie proszę się poczęstować jabłkiem, teraz są najsmaczniejsze! ^^*~~
I hope to come back soon because I have some food to share with you. It's cold and on our table we have pumpkin, mushrooms, Autumn salads, pastries, rich soups, all those to warm up the freezing souls. And for now just have an apple, they are the best this time of the year! ^^*~~



Sunday, October 02, 2016

Jeans Forever



To już ostatni Piórkowy w mojej kolekcji, a raczej ostatni na jakiś czas, bo nie obiecuję, że nigdy nie wydziergam kolejnych, Drops Brushed Silk Alpaca ma jeszcze kolory, których nie użyłam... *^-^*
Here is my last Featherweight pullover, at least the last one at the moment, I cannot promise I won't knit more of them in the future, Drops Brushed Silk Alpaca has many more colours I haven't used yet! *^-^*




W konstrukcji znowu to samo - raglan dziergany od góry, włóczka Drops Brushed Alpaca Silk (trzy motki koloru 13 Jeans Blue, jeden motek koloru 17 Light Lavender), druty 4,5 mm. Rękawy wyjątkowo długaśne, będą ładnie ocieplać mi dłonie. ^v^*~~
The shape is the same like in the previous ones - top down raglan, Drops Brushed Alpaca Silk yarn (three skeins of 13 Jeans Blue, one skein of 17 Light Lavender), 4,5 mm needles. The sleeves are really long this time, they will keep my hands warm. ^v^*~~



Nie, dół nie jest dziergany pod skosem, tak mi się ułożyło, ta dzianina jest lekka i łatwo poddaje się pociągnięta w którymś kierunku.
No, the bottom of the sweater's is not slanted, it's just the fabric is very soft and goes with the shape you pull it into.




O, tu już jest prosto. *^V^*
Oh, here it's levelled. *^V^*




Pomysł na układ bloków koloru przyszedł z projektu Holsten, ale ponieważ został mi kawał lawendowego motka, postanowiłam go wykorzystać w drugim rękawie. 
The idea for the colour blocking came from the Holsten project, but then I was left with some of that lavender yarn and decided to use it in the second sleeve.




Na ustach dziś mieszanka dwóch szminek - Revlon Ultra HD 875 Gladiolus i Bell Hypoallergenic Creamy Lipstick 07. Czy wiecie, że w piątek zaczęła się w Rossmannach przecena -49% m.in. na szminki?... Chociaż naprawdę nie powinnam, byłam już na małych zakupach! ^^*~~
On my lips today the mix of two lipsticks - Revlon Ultra HD 875 Gladiolus and Bell Hypoallergenic Creamy Lipstick 07. One of the drugstore chains in Poland just started its -49% sale on lipsticks (among other things) this Friday and although I really shouldn't have I must admit I already bought something new... ^^*~~

 


A tu obiecane zdjęcie całej mojej kolekcji Piórkowych!
And here is the promised photo of my whole Lightweight Pullovers collection's.




I jeszcze ciekawostka kulinarna - wracając z niedzielnej kawy weszliśmy do Leclerca na małe zakupy (mąż potrzebował kabelek, same rozumiecie... ^^) i na stoisku warzywnym znaleźliśmy takie cuda! Jarmuż cavolo nero, kolorowy burak liściasty i dynia odmiany Nelson (jedna z sześciu dostępnych odmian). Leclerc od jakiegoś czasu nie przestaje mnie pozytywnie zaskakiwać - pojawiają się egzotyczne odmiany owoców i warzyw (np.: w regularnej sprzedaży są takie rzeczy jak pak choi, topinambur, grzyby shimeji, kolorowe marchewki i buraki, rzodkiewka arbuzowa) oraz warzywa z upraw ekologicznych. Tak trzymać, a będziecie mieli we mnie wierną klientkę! *^V^*
And a culinary surprise - coming back home today we entered our local supermarket Leclerc (husband needed some cable... ^^), and we found such treasures - cavolo nero kale, Swiss chard and Nelson pumpkin (one of the six cultivars available). Leclerc keeps surprising me in the best possible way, they've been selling more and more exotic fruit and vegetables this year (for example: pak choi, Jerusalem artichoke, shimeji mushrooms, carrots and beetroots in many colours, watermelon radish to name a few) and also ecological produce. Way to go, Leclerc! You will have me as a faithful client! *^V^*