Saturday, August 01, 2020

Missing pieces



Zastanawiałam się ostatnio (ponieważ na razie i tak mogę tylko teoretyzować...) czy gdybym miała możliwość wyjechania do Japonii na stałe/na długi czas, czego z produktów żywnościowych by mi brakowało.
I've been thinking recently (because at the moment I can only theorize about going to Japan...) - if I had a chance to live there, what products would I miss most as far as food goes.




Bardzo mi się podoba to, że w Japonii tak wielki nacisk kładzie się na jedzenie sezonowe, mają wręcz na tym punkcie niezłego hopla! *^v^* Kiedy przychodzi sezon na konkretne owoce czy ryby, dania z tym składnikiem są wszędzie, zachwalane i reklamowane często w piękny albo zabawny sposób. Ludzie autentycznie świętują fakt, że dany składnik właśnie wszedł do menu i że można się nim teraz cieszyć, a niedługo będzie coś nowego, na co czekali cały rok! Ta sezonowość istnieje również u nas, ale nie w tym stopniu co w Japonii. Owszem, czekamy na nowalijki wiosną, na szparagi, rabarbar czy czereśnie, ale nie robimy z tego takiego święta kulinariów. Dodatkowo, bardzo rozwinięta jest tradycja specjalności danego regionu albo miasta, i z podróży (służbowej czy prywatnej) przywozi się pudła z regionalnymi słodyczami, owocami, makaronami, kiszonkami pochodzącymi z miejsca, które odwiedziliśmy. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z tej kategorii w Polsce znam tylko toruńskie pierniki, oscypki (dostępne w całej Polsce) i świętomarcińskie poznańskie rogale sprzedawane tylko w okolicach 11 listopada.
I really like the fact that Japan loves seasonal food, they're crazy about seasons! *^v^* When some fruit or fish are in season, dishes with this ingredient can be bought everywhere, often advertised in a beautiful or funny way. People are genuinely happy that now it's time for this food and there will be something different soon. Cherishing the seasons is also present in Poland but not to that extent. Yes, we cannot wait for the Spring young veggies to appear, we buy first asparagus, rhubarb or cherries, but it's not such a culinary fiesta like in Japan. Also, there is a strong tradition of speciality of the region or a town, when you go on a business trip or on holidays, you always bring presents for the co-workers or friends in a form of some regional sweets, fruit, noodles, pickles from the place you visited. In Poland I only know cookies from Toruń, mountain cheese called oscypek (but it's available everywhere in the shops in Poland) and the croissants baked for the Independence Day in November in Poznań.



Przejdźmy do szczegółów.
(Na początku chciałabym zaznaczyć, że poniżej podaję ceny, na które trafiałam w momencie robienia zdjęć, oczywiste jest, że produkty bywają tańsze ale też i droższe, w zależności od rodzaju sklepu, jego lokalizacji, itp).
Bardzo lubię kuchnię japońską i wszystkie jej składniki (jest tylko jedno danie, za którym nie przepadam... *^u^*)↓, więc na pewno nie miałabym problemu z żywieniem się tam na miejscu smacznie i do syta. Wybór ryb, owoców morza, glonów (to oczywiste, szczególnie w porównaniu z Polską) i mięsa w Japonii jest cudownie ogromny, zarówno pod względem gatunków jak i form przygotowania - np.: mięso jest sprzedawane pokrojone na najróżniejsze sposoby dla wygody gotującego, który już się z tym nie musi sam bawić w domu. Inną sprawą jest bardzo wysoka cena mięsa.
Let's go down to details. (Let me stress that all the prices I gave here were valid in the moment of taking the photos, af course you can buy food in Japan cheaper and more expensive, depending on the type of shop, location, ect).
I love Japanese cuisine and all its ingredients (there's only one dish I'm not too keen on... *^u^*)↓, so I wouldn't have any problems with eating. The selection of fish, sea food, algae (which is obvious compared to Poland) and meat is enormous, both in types and pre-prepared stages. For example, meat can be bought cut in many different ways to make the cooking faster and easier at home. The high prices of meat is another story.


 Wołowina różna części, najtańsza to 315 jenów za 100 g (ok. 110 zł za kilo).







Stoisko z różnymi odmianami rybiej ikry.

Podobnie jest z warzywami - różnorodność w warzywniaku jest niesamowita, oprócz podstawowych znanych u nas są różne odmiany świeżych i suszonych grzybów (suszonego borowika od baby na bazarku nie kupię, wiadomo, ale są inne podobne), najpyszniejszy gatunek dyni!, kilka odmian smakujących nam ziemniaków i ziemniakopodobnych (np.: nagaimo, satoimo, satsumaimo), spory wybór roślin szpinakopodobnych i kapustnych u nas nieznanych, odmiany bakłażana. Za to nie znają za bardzo buraków i kalafiora, nie spotykałam ich często w sklepach i tego na pewno by mi brakowało.
It's similar with vegetables - the variety of types is huge, apart from the basics you can buy many types of fresh and dried mushrooms, the most delicious pumpkin!, a few tasty types of potato (nagaimo, satsumaimo, satoimo), big selection of spinach-like leafy greens and cabbages, different aubergines. But I never saw beetroot and cauliflowers, and I know I'd miss them. 


Świeże glony, 500 jenów za miskę (ok. 18 zł).

Na pierwszym planie korzeń łopianu, 100 jenów (ok. 3,5 zł).

Kilo jabłek - 14 zł.



Tak wygląda świeży korzeń wasabi.

Owoce - hm... Tu musiałabym zapomnieć o kupowaniu na kilogramy czego dusza zapragnie, bo owoce w Japonii w sklepach są naprawdę drogie, niezależnie od sezonu na nie. Pięknie zapakowane owoce kupuje się na ekskluzywny prezent! Inna sprawa, że kupione za rękę, nogę i nerkę jabłko, brzoskwinia albo kiść winogron na pewno będą dobrze dojrzałe i przepyszne, a w Polsce to zawsze jest loteria... Jednak - szczególnie po ostatniej wizycie na wsi, gdzie rwaliśmy soczyste papierówki prosto z drzewa, brakowałoby mi tej swobody w dostępie do tanich owoców (i nie jestem pewna, czy mają tam jadalne odmiany wiśni, a to mój ukochany owoc! o agreście to nawet bym nie marzyła...).
Fruit, well... I'd have to forget about buying kilos of whatever I'd fancy on a whim because fruits in Japan are really expensive, irrespective of the season. Beautifully packed fruits are bought as an exclusive gift! On the other hand, when you pay a lot for an apple, a peach or a bunch of grapes you'll know you paid for the ripeness and taste, in Poland it's always a lottery... I know I'd miss this opportunity to get cheap apples for example, and I'm not sure they have the cherries, my favourites, not to mention gooseberries... ^^*~~


Kiść winogron za 5000 jenów (ok. 180 zł)... Garść za 2000 jenów.

Stoisko z owocami na patyku w uliczce handlowej, 4 truskawki za 200 jenów (ok. 7 zł), cząstka ananasa i melona 100 jenów (3,5 zł).

Na pewno nie miałabym takiego jak w Polsce wyboru serów i wędlin, nie mówiąc już o supermarketowym chlebie (porażka!!!!). Pojawiają się piekarnie specjalizujące się w porządnym chlebie i innych wypiekach, ale nie są tak popularne jak w Polsce, bo jednak podstawą ich żywienia jest ryż (albo biały jak śnieg i miękki jak wata chleb bez skórki!... A potem się dziwią, skąd te ciągłe zaparcia, za przeproszeniem... *^w^*) Twarożek robiłabym sama z mleka, ale już serów pleśniowych czy fety bym raczej nie produkowała, można je kupić (nawet w supermarkecie, chociaż na pewno są też sklepy specjalistyczne) ale wiadomo, nie są tanie.
Unlike in Poland, I wouldn't have the big selection of cheeses and cold meats to choose from, not to mention the supermarket bread (terrible!!!). There are good bakeries here and there but they're not that common because rice is the staple food here (and the snow-white sponge-like bread without the crust... And they're surprised when they have constipation all the time!... *^w^*). I could make my own cottage cheese from milk but I wouldn't bother making blue cheeses or feta, they're available even in supermarkets (most probably also in the special shops dedicated to them) but not cheap.

Kiszonki. ^^*~~

Kiszonki. ^^*~~

Mieszkając w Japonii na pewno żyłabym w osobistym Raju Kiszonkowym. *^O^* Uwielbiam kiszone jedzenie, zarówno produkowane za pomocą fermentacji solą jak i octem czy też za pomocą innych bakterii (nuka, koji), a tam są całe sklepy wypchane po sufit wyłącznie najróżniejszymi odmianami kiszonek - fermentowanych warzyw, owoców, ryb, glonów! Jednakże, Japończycy nie znają typowych polskich przetworów jak kapusta kiszona, ogórki kiszone i małosolne, te musiałabym robić sobie sama. Jeśli jesteśmy przy produktach fermentowanych, jest duża dostępność mleka i jogurtów, no ale kefiru czy maślanki już nie kupisz, ech... (jest jedne napój kefiropodobny Skal).
For sure, living in Japan would mean living in the Pickle Heaven for me! *^O^* I absolutely adore pickled food, made with all kinds of fermenting agent - whether it's salt, acid or other sources like nuka or koji. There are shops filled with pickled up to the ceiling - veggies, fruit, fish, algae! But in Japan they don't  know Polish salt pickled cabbage or cucumbers pickled in salty brine, so those I'd have to make myself. When we talk about the fermented foods, there's a good selection of milk and yoghurts, but no kefir or buttermilk unfortunately (there's only the kefir-like soda called Skal).


Kiszonki. ^^*~~

Kiszonki. ^^*~~

Pod względem słodyczy, deserów i przekąsek Japonia jest cudowna, moim zdaniem dlatego, że znowu wchodzi tu aspekt sezonowości - kiedy przychodzi czas brzoskwiń, arbuza czy winogron znajdziemy tam sezonowe pyszności w tych smakach! Ogrom cukierków i czekolad do wyboru, mnóstwo wyjątkowych japońskich pomysłów - m.in. słodka pasta z fasoli adzuki, kulki ryżowe mochi, herbata matcha i smak japońskiej wiśni w słodyczach i ciastkach. No i cała gama suszonych rybek i owoców morza do pogryzania, kocham miłością wielką!!!
As far as sweets, desserts and snacks, Japan is wonderful because there is again the aspect of seasonality - when the time comes for peaches, watermelon or grapes, we will find not only fruit but also sweets, puddings and snacks in those flavours! The plethora of candies and chocolates to choose from, many special Japanese flavour ideas - e.g.: sweet azuki beans paste, rice balls mochi, matcha tea and sakura cherry in sweets and cookies. And there is a huge sellection of dried fish and seafood to snack on while drinking beer, I love it!!!


 Jesienna słodka bułka z nadzieniem z kasztanów jadalnych.

Liście klonu smażone w cieście, park Minoo, Osaka

Suszone rybeńki z migdałami.

Sklep z suszonymi rybami i owocami morza, do pogryzania do piwa! ^^*~~

Specjalność regionu Kansai – warabi mochi. Galaretki robione z odmiany paproci, które tradycyjnie zjada się z kuromiso (rodzaj rzadkiej melasy produkowanej z czarnego cukru z Okinawy, bogatej w minerały) i kinako (prażona mąka sojowa).


Przekąski, jakie powitały nas w hotelu Ohito na Izu: słony yokan z hanamame (galaretka z fasoli adzuki, cukru i agaru, z dodatkiem pasty z czerwonej fasoli), miękkie "patyczki" z dodatkiem wasabi i sezamem, ryżowe wafle o smaku krewetek.

Poniżej - stoisko sprzedające świeżo smażone chikuwa - coś jak nasze paluszki "krabowe", w najróżniejszych smakach!

 


Poniżej - tradycyjne słodycze w typie naszych andrutów czy gum kulek! ^^*~~ (można powiększyć zdjęcia)





Regał z suplementami i witaminami, w płynie, w galaretce. ^^*~~ (w języku japońskim mówi się "wypić lekarstwo", pewnie wywodzi się to z picia leczniczych naparów ziołowych, ale jak widać przeszło na formy suplementacji! Oczywiście leki w tabletkach też istnieją.)


Dodatkowo istnieje coś, co jest moją wielką miłością - wafle ryżowe (senbei)!!! Oczywiście są całe sklepy poświęcone temu specjałowi - zdjęcia poniżej (ale można też kupić pyszne wafle w supermarketach, a nawet w stujenówkach!). *^v^*
Also, there is my next huge love affair - rice crackers called senbei!!! Of course there are whole shops devoted to this snack - photos below (but they're of course available in supermarkets and even 100 yen shops, too!) *^v^*






Wychodzi na to, że jedyną rzeczą, którą musiałabym sobie sprowadzać z Polski (i byłoby to możliwe, bo nie mówię o przesyłaniu w paczkach łubianek z agrestem czy butelek kefiru!... *^0^*) jest kasza gryczana palona ze Szczytna, całą resztą japońskiego jedzenia jakoś byśmy się wyżywili!...
It looks like the only thing we'd have to import from Poland somehow (and it would be possible because I'm not going to say baskets of gooseberries or bottles of kefir!... *^0^*) would be dried buckwheat, the rest of the Japanese ingredients would do!...



***

Czy macie takie produkty, bez których nie wyobrażacie sobie Waszego talerza? Czy gdybyście wyjechali za granicę, to czegoś by Wam brakowało? A może już mieszkacie w kraju, w którym czegoś polskiego nie ma, ale coś nowego pysznego przybyło? Jestem bardzo ciekawa! *^V^* 
Do you have any types of food that you cannot imagine your plate without? If you lived abroad, would you miss anything tasty? Maybe you already live in a foreign country and cannot get one thing but you fell in love with other ingredients? I'm curious, please tell me! *^V^*


↓ - to danie to chawan mushi, gotowany na parze niby-budyń, niby-galaretka z jajka z wytrawnymi składnikami (np.: grzyby, kurczak)... Jakoś mi nie pasuje ta kombinacja smaków i konsystencji, ale może nie jadłam dobrej wersji. *^-^*
↓ - this dish is called chawan mushi and it's a type of steamed egg pudding but with meat or fish inside... I somehow cannot agree with this combination, but maybe I haven't tried a good one yet. *^-^*

Zdjęcia nasze i naszych towarzyszy podróży Leny i Ciecha.

Sunday, July 26, 2020

Nos w nos



Podobno Szwedzi pytani, czy chcieliby, żeby skończyła się już konieczność izolacji od innych oraz unikania zgromadzeń i miejsc publicznych odpowiadają, że wcale nie! Po pierwsze, podoba im się efektywna praca z domu bez zakłóceń w postaci przerw na kawę i plotki czy nieustanne spotkania biznesowe, po drugie - zyskany brakiem dojazdów do biur czas poświęcają na stare i nowe hobby i nie chcą z tego rezygnować bo mają jeszcze wiele fajnych rzeczy do zrobienia/nauczenia się. A po trzecie, wcale tak bardzo nie tęsknią za koniecznością spotykania się z innymi ludźmi!
I've heard that people in Sweden when asked about the end of isolation and avoiding others answered that they don't want it at all! First, they like the effective work from home without disturbances like coffee breaks and chats or constant business meetings. Second, they gained the time to devote it to old and new hobbies, and they still have a lot to learn. And third, they don't really miss meeting other people!




Myśleliśmy o tym z Robertem i w sumie nam też nasze obecne życie podoba się bardziej niż poprzednie - mąż pracuje z domu, nie traci czasu ani nerwów na dojazdy, spędzamy razem mnóstwo czasu i to jest świetne! Spotykamy się z przyjaciółmi, wychodzimy na miasto na jedzenie czy drinka kiedy mamy ochotę ale prowadzimy sobie spokojne życie z dnia na dzień. Jedynym minusem izolacji jest - oczywiście, dobrze zgadujecie - niemożność wyjechania do Japonii..... Na razie nie ma żadnych widoków na otwarcie japońskich granic dla ruchu turystycznego do końca sierpnia a co będzie dalej zobaczymy. Pozostaje mi gotowanie japońskiego jedzenia i oglądanie japońskiej telewizji, ech...
We thought about it with Robert and frankly - we like our current life better than it was before. He works from home so no time (and stress) lost for commuting, we spend a lot of time together and it's great! We meet with friends and go out to eat or for a drink whenever we feel like it, but apart from that we lead calm pleasant life one day at a time. The only minus for us is, guess what - the Japanese borders are closed and we cannot go there!... There are no hopes for any specific date for letting the tourists in, Japanese government prolonged the border closure till the end of August for now. So, all that's left is to cook Japanese food and watch Japanese tv, phew....

W sobotę wyskoczyliśmy na chwilę nad Narew, to zostawię Was w pięknych okolicznościach przyrody. *^o^*~~~ (można kliknąć i powiększyć zdjęcia)
We went to the countryside on Saturday so let me leave you with some shots from the Narew river surroundings. *^o^*~~~ (click to enlarge)



 
 
 

Sunday, July 12, 2020

Dzika Róża

Tuż przed wyjazdem do Lublina upiekłam chleb i wykończyłam do cna mój prowadzony od połowy kwietnia zakwas żytni. W związku z tym w tygodniu po powrocie do domu nastawiłam nowy zakwas, używając dobrej jakości mąki i przegotowanej wody, ale nie wzięłam pod uwagę jeszcze jednego czynnika - pogody...
Nastały upały. Wcześniejszy zakwas rozpoczął swój żywot w jeszcze chłodny kwiecień, natomiast ten nowy musiał się od początku zmierzyć z duszną atmosferą lata. Nie pytajcie mnie, jaki to ma wpływ na tworzenie się zakwasu, bo nie mam pojęcia, ale najwyraźniej ma, bo już trzeciego dnia zakwas zaczął wzbudzać moje podejrzenia co do jego stanu... Zapach był jeszcze w porządku, ale wyglądał jak zwarzone mleko zsiadłe! Upiekłam na nim jeden chleb, ale kiedy chciałam go użyć ponownie i rano odkryłam ściereczkę, żeby go dokarmić, poczułam bardzo nieprzyjemny zepsuty zapach!... Zakwas powędrował do wc, a ja na szczęście dostałam świeżutki (bo uśpiony w lodówce) zakwas od koleżanki. Od tamtej pory nie zostawiam go na blacie tylko wyjmuję niewielką ilość do osobnego słoika, tam go dokarmiam i zużywam całość do aktualnie pieczonego chleba, a resztę trzymam w lodówce. Piszę ku przestrodze, gdyby komuś w upały zakwas na chleb się również zepsuł albo nie chciał zdrowo wystartować, widocznie tak bywa podczas gorącego lata! Podobnie może być z zakwasem buraczanym na barszcz.
Just before we left for Lublin I baked the bread and used all of the sourdough starter I had since April. So, when we got back I started a new starter, I used the same good quality flour and boiled water, but I didn't take into account one more factor - the weather...
It got really hot. The previous sourdough starter was born during the chilly Springtime, but the new one had to face the high temperatures of warm Summer. Don't ask me about the scientific details because I don't know them. All I know is that on the third day of feeding the starter I was already suspicious... The scent was still okay but it looked like curdled milk went crazy! I baked one more bread on it but when I wanted to make another one and uncovered the cloth I smelled a really nasty rotten smell!... I went straight the toilet and I was lucky to get the fresh starter from a friend. Since then I haven't kept my starter on the kitchen counter but in the fridge, taking only a part of it to make the bread. I decided to write about it in case your starter went bad or didn't start properly in the hot weather, it just happens, and it may also happen with the beetroot starter for a borstch.

Na razie nie odkryłam żadnego nowego fajnego chleba, którym chciałabym się z Wami podzielić, ale za to zrobiłam super-pierogi!!! *^V^*
Pamiętacie pierogi dynia-feta-szałwia? Niedawno zrobiłam ich zmodyfikowaną wersję, a mianowicie bataty-bryndza-szałwia

I haven't discover any new nice bread to share with you but I made delicious dumplings!!! *^V^* Remember pumpkin-feta-sage dumplings? I recently made a modified version, namely sweet potato-bryndza cheese-sage. Bryndza is a type of Polish mountain cheese made from sheep milk, you can use feta if you cannot find bryndza in your shops.




Nadzienie robimy bardzo łatwo:
- 1 dużego batata obieramy, kroimy w dużą kostkę i gotujemy na parze ok. 20 minut, do miękkości
- przekładamy ugotowanego batata do miski, rozdziabujemy go widelcem, wkruszamy 1 opakowanie sera bryndza i mieszamy, doprawiając solą i pieprzem
I już! ^^*~~ 
Ciasto do pierogów robimy sami albo kupujemy gotowe kółka do pierogów gyoza (sklepy azjatyckie). Nadziewamy, sklejamy, wrzucamy na osolony wrzątek na 5 minut i podajemy polane rozpuszczonym masłem z zanurzonymi w nim liśćmi szałwii. Coś pysznego! *^0^*
It's very easy to make the stuffing:
- peel one big sweet potato and cut into cubes, then steam it till soft
- place the sweet potato in a bowl, squash it with a fork, add crumbled cheese and some salt and pepper, mix well and that's done! ^^*~~
You can make the dumplings dough yourself or buy the gyoza skins, just stuff them, seal them and cook for about 5 minutes in salted boiling water. Then serve them bathed in melted butter infused with sage leaves. A delight! *^0^*

A jak zostanie Wam ciasta/kółek do gyoz, to wrzućcie je do wrzątku na 20 sekund i podajcie z ulubionym słodkim sosem, lodami, owocami. ^^*~~
And if you have any dough or skins left, make a dessert - put them into the boiling water for 20 seconds, drain and serve with favourite sweet sauce, fruit, ice cream. ^^*~~



***




Nie planowałam szyć w tym tygodniu ale sobota wypadła nam domowa, Robert usiadł do konsoli więc ja zajęłam stół w sypialni i wykroiłam i uszyłam sukienkę, która chodziła mi po głowie od jakiegoś czasu. ^^*~~
I didn't plan to sew this week but we had a Saturday at home and Robert sat down to Playstation so I just occupied the sewing table and cut and put together the dress I had in mind for some time now. ^^*~~




Sięgnęłam po wykrój 123 z Burdy 05/2009 i wprowadziłam zmiany do korpusu - przód przerysowałam na cache coeur a rękawy zamieniłam na gładkie na główkach ale mocno rozkloszowane. Teraz myślę sobie, że mogłam im dodać objętości, ale nic straconego, traktuję ten egzemplarz jako "wearable muslin" jak to się ładnie nazywa po angielsku, czyli prototyp testowy i już mam pomysł na drugą wersję! *^v^*
I used the pattern 123 from Burda 05/2009 and applied some alterations - I turned the flat front into cache coeur, and redrew the sleeves to bell ones without pleats. Now when I think about it I could've given them more volume but no worries, I treat this dress as a wearable muslin, I'm already planning to make another one with some minor alterations! *^v^*





Dół zrobiłam trapezowy i tutaj wydaje mi się trochę nudny... Mogłam pomyśleć o jakichś falbanach albo może o wersji ołówkowej? Hm... Następnym razem coś wykombinuję ciekawszego! W każdym razie, to jedna z tych sukienek, które się narzuca i leci podbijać świat! Albo na zakupy. *^o^* Materiał to bawełniany interlock drukowany w Cotton Bee na zamówienie.
(mamy połowę lipca, to znaczy, że już za ok. 2 tygodnie przyjdą od nich moje materiały zamówione 24 maja, hurra!.... >0<)
I made the trapezoid skirt and now when I think about it it's a bit boring... I could have added some flouncy parts or maybe make it into a pencil skirt? Oh well... I may make something more interesting next time! Anyway, it's one of those dresses that you just put on and go out to conquer the world. Or do some shopping. *^o^* The fabric is a cotton interlock I bought online.




W każdym razie, niedzielę spędzamy relaksacyjnie. Rano obejrzeliśmy do śniadania pierwszy odcinek nowego serialu na japońskim TBS (znowu wykupiłam subskrypcję japońskiej telewizji online, bo od 19 lipca turniej sumo!!! *^V^*), potem poszliśmy zagłosować, zjeść obiad na mieście i na drinka do Fortu Whisky, a teraz wypoczywamy w domu na kanapie, czego i Wam życzę. Do usłyszenia niebawem!

Anyway, we've been relaxing this Sunday. In the morning we watched the first episode of the new drama on the Japanese TBS (I again bought the online subscription of the Japanese TV channels because from 19th July there will be a sumo tournament!!! *^V^*), then we went to vote for the president, had lunch outside and some drinks, and now we are chilling at home on the sofa. Have a nice evening and till next time!




[Nie, oglądanie japońskiej telewizji nie zmniejsza ani trochę naszej tęsknoty za wyjazdem, który będzie możliwy nie wiadomo kiedy... Wręcz przeciwnie, niestety...]
[No, watching Japanese tv does not make our longing to go there any smaller, on the contrary... And nobody knows when it'll be possible to fly to Japan...]