Sunday, January 17, 2021

Na całej połaci śnieg. I lód...

 

 

 

Wiedziałam, że ten weekend będzie ruchliwy - po cichu liczyłam na rowery, ale niestety na nieoczyszczonych ścieżkach rowerowych już od czwartku zalegał śnieg i - co gorsza! - lód w postaci zbitych grud, które powodowały, że czwartkowa przejażdżka była dość niebezpieczna i wyczerpująca (na prawej dłoni mam siniaki od zaciskania ręki na kierownicy, żeby panować nad rowerem...).

I knew this weekend would be busy - I counted on bicycle rides but there was snow and lumps of ice on the bicycle paths in Warsaw since Thursday which made the ride difficult and rather dangerous  (I've had bruises on my right hand from a tight grip I kept on the handlebar...)






No i niestety tak będzie do czasu, aż śnieg nie stopnieje a lód nie odpuści, bo miasto w tym roku nie zakontraktowało oczyszczania ścieżek rowerowych. W zeszłym roku taki kontrakt był, a nie było śniegu, ale zapłacić i tak musieli, więc w tym roku postanowili nie zawracać sobie głowy takimi fanaberiami jak ludzie jeżdżący na rowerach! Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak się spotykam z takimi bzdurnymi zachowaniami. Po co w ogóle buduje się te ścieżki, skoro nie ma kto o nie dbać, nie mówiąc już o tym, jak wiele z nich urywa się znienacka, prowadzi donikąd albo kończy się ścianą budynku czy kępą krzaków, bo jakiś tępak nie pomyślał jak projektował całe założenie drogowe.

And unfortunately the snow and ice will be there until the weather gets warmer  because this year the city officials haven't contracted anybody to clear the paths. Last year they did and there was no snow, but they had to pay anyway, so this year they apparently decided they wouldn't be bothered by such frivolities as making life of bicycle riders' easy! I feel I could start shooting people when I think about such stupid behaviour. Why did they make those bicycle paths in the first place when nobody cares about taking care of them? Not to mention, in many parts of Warsaw (and other cities) they're created in such a way that they suddenly disappear or lead towards a building's wall or a lawn with a huge bush because some idiot didn't think when he was making plans.




No, ale wystarczy narzekania! *^v^* Na weekend upiekłam pleśniaka, żeby nam umilał popołudnia po obiedzie, a skoro się nie dało na rowerze, to trzeba było wyjść z domu na własnych nogach! ^^*~~

Anyway, enough of the whining! *^v^* For the weekend I baked the mildewcake, so we had something nice to cheer us up after lunch, and when we couldn't ride a bike we just went for a walk instead! ^^*~~





 

Poszliśmy na spacer do Fortu i z powrotem, niecałe 5 km, tak dla rozruszania nóg po porannym oglądaniu sumo a przed popołudniowym oglądaniem skoków narciarskich i snookera (tacy jesteśmy usportowieni! *^0^*). W Forcie Whisky kupiliśmy kawę na wynos, pogawędziliśmy z zaprzyjaźnionym barmanem i ruszyliśmy z powrotem do domu.

We visited close-by shopping centre, about 5 km, just to do some training after the morning sumo watching and before the afternoon ski jumping and snooker watching on tv (yes, we are that sporty! *^0^*). We bought coffee to go, had a chat with a bartender friend and headed back home.

 

 

Nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubranie! *^O^* Ja od stóp do głów w merynosowej bieliźnie termalnej, na to sweter Gruba Berta z norweskiej wełny, dresy produkcji własnej, kurtka-kołdra, chusta, nie jedna a dwie czapki wełniano-alpakowe, nieprzemakalne buty. Wprawdzie pod koniec spaceru było trochę ekstremalnie bo zrobiła się syberyjska purga, ale dotarliśmy do domu cali i zdrowi!

There is no bad weather, only unsuitable clothes! *^O^* Here's me, all clad in merino thermal underwear, Gruba Berta Norwegian wool pullover,  sweatpants, duvet-coat, shawl, not one but two wool-alpaca hats, waterproof boots. Although the weather got a little extreme at the end of our walk, we managed to get home safely!

 


***

Odkrycie kulinarne stycznia 2021 - mule w winie! *^V^*

Culinary discovery from January 2021 - mussels in white wine! *^V^*

 


 

Pierwszy raz robiłam i w ogóle pierwszy raz jedliśmy, i... jakie to pyszne!!! Wybierzcie świetnej jakości białe wino (u nas Talinay Chardonnay), dobrą oliwę, masło, szalotki, czosnek, natkę pietruszki, do tego bagietka albo ciabatta i jest kolacja-marzenie! ^^*~~

I made them for the first time and we ate this dish for the first time ever, and... it's a delight!!! Choose good quality white wine (Talinay Chardonnay in our case), good olive oil, butter, shallots, garlic, parsley, eat them with a soft baguette or a ciabatta, a diner-dream come true! ^^*~~



***


 

W zeszłym tygodniu usiadłam do maszyny i uszyłam sobie na szybko komin do jazdy na rowerze. Oparłam się na kształcie z maski rowerowej, którą Robert kiedyś odebrał za punkty w którymś programie partnerskim, z grubsza to podcięte półkole zapinane na karku na rzep. Wykorzystałam dwa materiały z tym samym nadrukiem - softshell na zewnętrzną część i dresówkę na wstawkę na nos i usta. Głównie chodziło mi o zasłonięcie uszu, bo gdy zakładam kask rowerowy, to wiatr mi w uszach hula! Mimo, że wygląda, jakby to miało nie zadziałać to osłania uszy bardzo dobrze, pewnie to zasługa sztywnego grubego softshella, a dodatkowo chroni szyję.

Last week I sewn something, namely a type of a balaclava for bike rides. I used the one Robert has as a shape stencil, it's roughly a half-circle closed with a Velcro on the back of the neck. I used two types of fabrics with the same print - softshell for the outer part and sweat for the nose/mouth cover. I mainly wanted something that keeps my ears warm while riding, because the helmet leaves them naked! It looks as if it's not very effective but it really works, thanks to the thick warm softshell, and also protects the neck.

 


 

Z innych wiadomości robótkowych - dodałam kilka rzędów do zielonych skarpetek warkoczowych, strasznie mi się dłużą, bo są skomplikowane... I niestety teraz znowu poleżą, bo w sobotę dostałam wzór od projektantki i zaczęłam test sweterka! Na razie mam niewiele, a pokazać mogę tylko piękną kasztanową ręcznie farbowaną włóczkę od Woollala. *^v^*

Other craft news - I added a few rows to my green cable socks but they're complicated and not so quick to make... And unfortunately they'll have to wait longer now to be finished because on Saturday I started a testknit of a sweater! I cannot show you anything and I don't have much yet but I can share the beautiful handdyed merino wool from Woollala. *^v^*

 


 

Tyle na dzisiaj, trzymajcie się ciepło i uważajcie na śniegu i lodzie!!! *^0^*

That's all from me today, stay warm and be careful on the snow and ice!!! *^0^*

 



Tuesday, January 12, 2021

Róbmy swoje

Dziś będzie na poważnie. Jestem zmęczona.

Today will be a serious post. I'm tired.

 

Postanowiłam napisać o moich ostatnich odczuciach, bo może czujecie się podobnie, ale nie dajecie sobie prawa do odczuwania takich uczuć nawet w swojej głowie, a co dopiero publicznie. No więc, nie jesteście sami!

I decided to write about my recent feelings because maybe you feel the same way but you don't give yourself the right to have those feelings even in your head, not to mention openly. So, you are not alone in this!

 



Od kilku miesięcy jestem zmęczona, ale uwaga - będzie przewrotnie! Nie, nie chodzi o koronawirusa, chociaż oczywiście sytuacja z wirusem jest mecząca pod wieloma względami. Ale mnie dobija psychicznie coś innego, a mianowicie, częste czytanie o tym, jak bardzo inni są zmęczeni sytuacją z koronawirusem.

For the past few months I've been more and more tired, but it may not be what you think. It's not coronavirus itself, although of course it's very stressful on many levels. But what gets me down the most is reading how much others are tired with the coronavirus situation.

Dziwne, prawda? Współodczuwanie powinno nas wszystkich zjednoczyć, ale... tak się nie dzieje. Im nie przynosi to ukojenia, a mnie wykańcza i przygina do gleby jak głaz. Dochodzi do mnie strumień jojczenia i narzekania ze strony moich znajomych na mediach społecznościowych, a szczególnie denerwujące dla mnie jest to w sytuacji, kiedy są to ludzie - młodzi, zdrowi, którzy nie stracili pracy, mają dach nad głową, pasje, którymi mogliby obdzielić kilka osób, ich bliskim nic się nie stało w 2020 roku, a narzekają na przykład na to, że nie mogą wyjść teraz do kawiarni...

Strange, right? Sharing the feelings should unite us all, but... it's not happening in my case. The fact that I keep reading their thoughts doesn't help those people and gets to me really hard. On social media I read the flow of fussing over the small things and it makes me angry especially when these are the the people who are - young, healthy, who have jobs, roof over their heads, many hobbies, their loved ones didn't suffer in 2020, and they are sad because they cannot go to the cafe now...




Nie zrozumcie mnie źle, przyznaję im absolutne prawo do narzekania na swoje odczucia względem czegokolwiek 24 godziny na dobę. Każdy z nas na każdą sytuację życiową reaguje po swojemu i nawet najzdrowszy, najbogatszy, najpiękniejszy i najszczęśliwszy człowiek na ziemi może znaleźć w swoim życiu dokładnie tyle problemów, ile potrzebuje jego psychika. I wolno mu o tym pisać na swoich Facebookach, Instagramach, Twitterach czy gdzie tam jeszcze się da. Ale ja mam prawo tego nie czytać.

Don't get me wrong, I think they have the full right to fret about anything and everything 24 hours a day. Each of us have different life situation and reacts differently to what comes to him, and even the healthiest, wealthiest, prettiest and the most happy person can find in his life as many problems to think about as his head needs. What's more, he can share them on his Facebook, Instagram, Twitter and wherever he wants. But I have the right not to read it.

Jeśli czujecie się przytłoczeni narzekaniem Waszych znajomych możecie odciąć się od tych informacji. Nie macie obowiązku załamywania rąk razem z nimi i podtrzymywania ich na duchu "rozumiejącymi" komentarzami w sytuacji, kiedy zupełnie nie rozumiecie. Nawet nie musicie rozumieć takich zachowań. Owszem, każdemu przyda się życzliwe słowo podnoszące na duchu, ale gdy już nie znajdujecie w sobie takich słów, to nie musicie się zmuszać do ich pisania na siłę. To drenuje psychicznie, i może dać w efekcie reakcję impulsywną, agresywną, zostawienie komentarza w rodzaju "Na to ty narzekasz, skoro inni mają dużo gorzej?!" a przecież wcale nie chcemy tej osobie dorzucić problemów ani wywoływać kłótni. I na pewno nie naszym zadaniem jest pouczanie kogokolwiek, jak ma cokolwiek odczuwać i wyrażać! Jeśli czujecie się na granicy tego, ile jeszcze możecie na siebie przyjąć, to zdrową i uzasadnioną reakcją jest odcięcie się, odpoczynek

If you feel burdened by the weight of your friends' fretting you can separate yourself from those streams of information. You are not obliged to cry with them or leave "understanding" comments when you don't understand. Of course, everybody needs a friendly companion with a good word to cheer us up, but when you're out of such words it's normal and it's okay. It's mentally draining and can give the contrary impulsive reaction in the form of an aggressive comment like "Others are in much worse situation, what are you talking about, your problems are nothing!" And we really don't want to add more for that person to stress about. And definitely we are not the ones to lecture anybody what to feel and how to express those feelings! If you feel you are on the verge of how much more you can take - the healthy reaction is to withdraw, rest.




Zalew negatywnych emocji niszczy naszą psychikę. Jedni są na nie bardziej odporni a inni mniej. Są tacy, którzy całe dnie oglądają wiadomości i napawają się kolejnymi tragediami wydarzającymi się na świecie, taka była moja mama - wiecznie przed telewizorem albo z nosem w 'Fakcie', zmartwiona wszystkim co działo się tysiące kilometrów od niej, oczekiwała wspólnego załamywania rąk a jednocześnie była tym tak wyczerpana psychicznie, że każdy najmniejszy problem, jaki spotykała na swojej drodze urastał do rozmiarów góry lodowej.

The overflow of the negative emotions harm our minds. Some people are more immune to them than others. There are the ones who watch news all day long and feast their minds on more and more tragedies happening all around the world, my mum was like that - always in front of the tv or with her nose in the tabloids, worrying about everything that's been happening thousands of kilometres away from her, expected everybody to join her in wringing hands. At the same time, she was so drained with all that that the smallest every day's obstacle was an iceberg for her.

Ja do takich ludzi nie należę, i być może Ty też nie. Mamy prawo nie być wystawionymi na ciągłe marudzenia. Wolno nam nacisnąć przycisk "mute for 30 days" albo "unfollow". Nawet - rewolucyjna myśl, wiem o tym! *^V^* - możemy w ogóle nie otwierać Facebooka i tylko zadzwonić co kilka dni do przyjaciół, żeby pogadać co się u nich dzieje i jak to znoszą. 

I'm not such person and maybe you aren't either. We have the right not to be exposed to constant whining. We are allowed to press "mute for 30 days" or "unfollow" on social media. We are even allowed - revolutionary thought, I know!... *^V^* - to stop using Facebook altogether and just give a call our close friends every now and then to check on them.




Kiedy po raz kolejny czytam, że ktoś cierpi, bo nie może iść do kina czy na fitness, nóż mi się w kieszeni otwiera (szczególnie, kiedy pomyślę o właścicielu tego fitnessu czy pracowniku tego kina, którzy trzeci miesiąc nie zarabiają, i być może już teraz nie mają za co żyć...)  A z drugiej strony, ten ktoś właśnie tym teraz zajmuje swoją głowę i może te pozornie błahe myśli przykrywają dużo większe dramaty, jakie dzieją się w nim w środku. Ale ten wpis nie jest o tym. Jest o tym, że jeśli Ty nie dajesz sobie rady z ciągłym napływem takich narzekań, marudzeń, jojczeń - nawet tych pochodzących z najbardziej błahych powodów, to masz prawo się od nich odciąć i robić swoje. *^o^* Dlatego ja robię swoje - gotuję i piekę, żeby nam było ciepło i przyjemnie w brzuszkach, robię na drutach i maluję, tulę koty, piję herbatę i czytam książki, kupiłam rower (tak, w styczniu kupiłam rower!!!) i co więcej, zamierzam na nim jeździć! A potem się tym wszystkim chwalę na blogu, żeby zachęcić innych do działania małymi krokami na własnym polu i cieszenia się tymi drobiazgami, o które możemy zadbać każdego dnia. Nie na wszystko mamy wpływ, ale na pewno mamy duży wpływ na to, co trafia do naszych uszu i do naszej psychiki, i nie jesteśmy w żadnym stopniu zobowiązani, żeby trafiało wszystko. Dajmy sobie trochę ciszy informacyjnej, jeśli akurat tego potrzebuje nasza głowa. 

When I stumble upon the next whining from somebody who cannot go to fitness club or to the cinema, I go ballistic (especially when I think about the fitness club's owner or the cinema's employees, who haven't been able to make a living for the third month in a row and maybe they already don't have a single penny for food and bills...). But, on the other hand, that's what's on this person's mind at the moment and maybe those petty problems cover something much more serious happening in their heads. But that post is not about that. It's about mine and your right to separate from such whining and whinging, and do our own thing. *^o^* That's why I keep doing my own - I cooke and bake so we would feel warm and full in our bellies, I knit and paint, I cuddle with cats, I drink tea and read books, I bought a bicycle (yes, I bought a bicycle in January!!!) and I'm going to ride it now! And then I share all those on the blog to encourage others to concentrate on and enjoy little everyday things. We cannot have everything the way we like, but what we can control is what gets to our eyes/ears and our heads, and we are by no means obliged to welcome everything. Let's allow ourselves some informational silence if that's what our minds need right now.

Friday, January 08, 2021

Zapiekłam się


 

Ostatnio namiętnie oglądam The Great British Bake Off i przeglądam przepisy na stronie programu. *^0^* Niestety (chociaż Robert się cieszy...) nie poprzestaję na gapieniu się w telewizor, bo także piekę różne rzeczy i mam apetyt na kolejne i następne ciasta, desery, zapiekanki, torty, itp, itd... Coś czuję, że ten rower nie wystarczy, żeby zrzucić kilogramy, które narzucę na siebie przed 17 lutego, dobrze, że DOJadanie niebawem! 

(Jeśli komuś się wydaje, że nie można zrobić smacznych i kalorycznych wegańskich deserów to jest w wielkim błędzie!... >0< To może być moją zgubą podczas DOJadania...)

Recently I've been binging on The Great British Bake Off and looking through the recipes on its website. *^0^* Unfortunately, (although Robert is quite happy about that...) I don't stop at tv watching, I keep baking things and have an apetite for more and more new cakes, desserts, pies, ect, ect... I suspect the bicicle may not be enough to lose all the weight I'm going to put on till 17 February, it's good Yearly Slimming of our Menu is coming soon!

(If you think you cannot make delicious and high calorie vegan desserts, think again... >0< This may be my bane this year...)


 


 

Zawsze uważałam się za osobę, która nie ma ręki do słodkich wypieków. Nie mówię tego z kokieterią, żeby poczytać komentarze, że to "wcale nieprawda!"... *^o^* Tak było! Owszem, kruche ciasto jest moją mocną stroną, umiem je zrobić i tak z nim postępować, że wychodzi pysznie kruche, zarówno to słodkie jak i wytrawne. Inne ciasta udawały mi się znośnie, jeżeli nawet smak był w porządku to wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Dużo o moim pieczeniu mówi fakt, że najlepszym najsmaczniejszym ciastem, jakie przy każdej rodzinnej okazji chwaliła moja mama była... karpatka "z pudełka"! Rzeczywiście, dokładnie opracowane mieszanki na ciasto i krem plus kilka prostych dodatków dało efekt, jakiego nigdy nie udało mi się powtórzyć robiąc karpatkę od zera! Moim nemezis jest krem do karpatki, robiłam go kilka razy i zawsze był albo rozwarstwiony albo zbyt płynny... A gdy kiedyś postanowiłam upiec tort, to Rudy wyjadł dziurę w stygnącym na blacie kuchennym biszkopcie i potem tort był niski i krzywy...

I've always regarded myself as a person who isn't good at baking sweet things. I'm not saying that so you would start writing "Oh, no! That's not true!..." *^o^* That's a fact. Well, yes, I can do great shortcrust, both sweet and savory. But other cakes have been a lottery, even when they tasted okay they often looked miserable. My mother till the last breath praised my Carpathian vanilla slice cake I made for her once and it was from the box!... I tried later to make it from scratch and I couldn't get the same result... It says a lot about my cakes. My biggest fear is the custard cream, I made it a few times and either I had sweet scrabled eggs or sweet fluid. And when I decided to make a birthday cake for Robert once, Aki ate a big hole in the cooling sponge, so the cake then was short and crooked...



Jednak postanowiłam się nie poddawać! Tyle razy powtarzam innym, że praktyka czyni mistrza w szyciu i malowaniu, a sama boję się kilku składników spożywczych?... O, niedoczekanie! A dodatkowo gotowanie i pieczenie mnie uspokaja i odrywa od problemów dnia codziennego. Zamiast przyginać się do gleby kolejnymi wiadomościami o wirusie i polityce wolę skupić myśli na dokładnym wykonaniu wszystkich etapów skomplikowanego przepisu kulinarnego, oczyszcza to moją głowę i przeważnie daje smaczny efekt końcowy! *^O^*

But this year I decided not to give up! So many times I kept saying to you that practice makes perfect, and it was about sewing or painting, and I should be afraid of some culinary products and dishes?... No way! Also, in those stressful times cooking and baking calms me down and turns my thoughts away from the news about virus or politics, I concentrate on executing the recipe correctly step by step and it clears my head, not to mention the tasty result! *^O^*




Chcę nauczyć się technik cukierniczych, upiec kilka klasyków i zjeść dużo pysznych słodkości (i nie tylko słodkości, bo będą też zapiekanki na słono)! Uprzedzam, że będę to pokazywać na blogu i kusić, i też poczujecie się zmotywowani do pieczenia i zajadania. *^0^* 

I want to learn some confectionary techniques, bake some classics and eat a lot of delicious sweets (not only, I'll be making savory pies too!). Be warned I'll be sharing those on the blog, so you'd feel tempted to cook and eat them too! *^0^*

 


 

Chętnie poczytam u Waszych ulubionych wypiekach i poznam sprawdzone przepisy i pomysły!

I'd love to read about your favourite bakes and get to know your trusty recipes, please!


 

Na zdjęciach: babeczki czekoladowe z wiśniami z kremem maślanym z dodatkiem mleka skondensowanego, tort z bazą z ciasta pomarańczowego według przepisu Yottama Ottolenghiego i kremem czekoladowym, precle bawarskie, spanakopita.

 



Sunday, January 03, 2021

A co!....


 

Pierwszy sweter w nowym roku, chociaż tak naprawdę skończyłam go jeszcze w zeszłym roku, ale blokowałam 2 stycznia. Proszę się częstować makowcem do czytania. ^^*~~

The first sweater of the new year, though I finished it last year but wetblocked on 2nd January. Please have a slice of poppyseed cake while you read on. ^^*~~




Wzór to Aco projektantki Eri Shimizu. Kiedy pierwszy raz wspomniałam na Instagramie, że dziergam ten sweter dostałam ostrzeżenie od polskiej znajomej, że opis nie jest taki prosty i najlepiej, żebym skonsultowała się z dziewczynami, które już go skończyły, bo łatwo nie będzie... 

It's Aco pullover by Eri Shimizu. When I first mentioned on Instagram I'd be knitting this I got a warning from a Polish knitter that it's not an easy pattern and I should better consult the girls who already finished it for tips because it wouldn't be a walk in the park...




Pomyślałam sobie "A co!..." *^V^*, nabrałam oczka, zaczęłam dziergać i.... wiecie co? To jeden z lepiej napisanych wzorów, z jakich przyszło mi korzystać! Absolutnie nie rozumiem, czemu dziewczyny miały z nim kłopoty, instrukcje są jasne, oczywiste, wiadomo które dotyczą którego rozmiaru. Jedyna trudność leży być może w tym, że na przodzie i plecach mamy dwa różne wzory strukturalne i trzeba osobno pilnować, w którym rzędzie którego wzoru akurat jesteśmy. Poza tym robótka jest bardzo przyjemna i daje świetny efekt końcowy! Korzystałam z opisu po angielsku, jest jeszcze dostępny po japońsku.

I cast on and started knitting, and... you know what? It's one of the best written pattern I've ever worked with! I absolutely don't understand why anybody could have problem with it, instructions are clear, it's obvious which description goes to which size. In my opinion the only potential troublesome point can be the fact that there are two different structural stitches on the front and back, so you have to keep track of the rows you're in separately. Apart from that this is a very nice pattern with a great result! I used English version but there's also the Japanese one available.

 





 

Sweter zdecydowanie z kategorii "oversize", co jest super wygodne. Można go nosić jednym albo drugim wzorem z przodu, bo właściwie nie ma wyraźnie określonego przodu i tyłu. Po zblokowaniu włóczka delikatnie się rozciągnęła, ale w rozsądnych wymiarach - korzystałam z pięknej orzechowej Only Merino od Woollala. *^v^*

Sweater is definitely an oversize one which is very comfortable. You can wear it either side as a front because front and back are not really defined. After blocking the yarn stretched a bit but just enough to fit me perfectly. I used the beautiful handdyed yarn from Woollala. *^v^*

 




 

Może jeszcze kawałek makowca? Wszystkie kalorie wyjęłam przed pieczeniem!... *^u^*

Maybe one more piece of a poppyseed cake? I removed all the calories before baking!... *^u^*

 


 

Thursday, December 31, 2020

Podsumowanie

Tak sobie czytam moje podsumowanie roku 2019 i widzę, że w 2020 chciałam zwolnić, skupić się na małych przyjemnościach, cieszyć drobnostkami i koncentrować na pozytywach. Kiedy to pisałam na początku stycznia jeszcze nie miałam pojęcia, jak bardzo ten rok mi to ułatwi

When I read my resolutions for 2020 I see I wanted to slow down, concentrate on small pleasures, enjoy small things and positive sides of life. When I was writing it in January I didn't know how easy it would be in the following months.




Tak, piszę to bez ironii, bo co innego jak rok z pandemią szalejącą tuż za progiem naszego domu zwalnia tryby codziennego pędu i zwraca nas do wnętrza - zarówno naszego własnego domostwa i rodziny jak i w przenośni do środka nas samych, zmuszając do przemyśleń i przewartościowań. 

Yes, there's not a hint of irony in my words! When you have a pandemic going on on your doorstep, the easiest way to deal with it is to slow down the everyday rush and turn towards the inside - your own home and your heart, and re-evaluate your life.




Od marca Robert pracuje z domu. Okazało się, jak wydajnie i szczęśliwie może pracować nie tracąc czasu na dojazdy i powroty z biura. Owszem, musieliśmy zmienić organizację życia i nagle mój stół do szycia stał się na pięć dni w tygodniu jego biurkiem, na którym stanęły komputery, monitory. W weekendy wszystko to przesuwałam na bok i stawiałam maszynę do szycia. Ale np.: po pracy mogliśmy od razu iść razem na spacer, jedliśmy razem wszystkie posiłki. Pod tym względem nasze życie zmieniło się na lepsze! 

Robert has been working from home since March. And it turned out he can be so productive without wasting time for commuting! Yes, we had to make some arrangements to organise his home office and suddenly my sewing table became his office for five days a week, with computers, screens, ect. But we had all the meals together, we could go for a walk directly after he finished working, our lives turned for the better!




Żyjemy w kontakcie z małą grupą znajomych, nie dla nas spędzanie czasu w zatłoczonych klubach, nie mamy też dużych rodzin, z którymi ciągle byśmy się widywali ani dzieci które przyniosłyby covid ze szkoły. Nawyk mycia rąk po każdym powrocie zza progu mamy obydwoje od lat, nie trzeba było nas tego uczyć zaleceniami od rządu. Mieliśmy to szczęście, że covid nas ominął. Albo udało nam się go nie złapać, albo przeszliśmy go bezobjawowo, albo po prostu jesteśmy na niego odporni. Moja teoria jest taka, że w moim nosie jest tyle wirusów kataru, że już na żadne inne nie ma miejsca, bo moje własne zwalczają intruza!... >0<  Nasz styl życia uchronił nas jak dotąd przed załapaniem wirusa, za co jestem bardzo wdzięczna losowi.

We live in contact with a small group of close friends, going clubbing in crowded halls isn't our style, we don't have big families to meet all the time or children who would bring covid from school. The habit of washing our hands just after coming back from outside was with us all our lives, it wasn't neccesary to teach us that or be reminded by the government. We were lucky we didn't catch covid. Or maybe we did but didn't have any symptoms. Or maybe we are immune. My theory is I have so many common cold viruses in my nose that they don't allow any more new inhabitants!... >0< Our life style protected us to this point, for which I'm very greatful.

(Tak wiem, nie każdy ma pracę, którą może wykonywać zdalnie. I nie każdy nie ma dzieci, którymi trzeba się zająć albo uczyć zdalnie. Albo w ogóle ludzie mają straszne sytuacje życiowe z rodziną i najchętniej uciekaliby z domu a niestety byli w nim zamknięci. A niektórzy zarazili się covidem i umarli. I strasznie współczuję takim osobom/ich bliskim, ale tym wpisem na moim blogu podsumowuję naszą sytuację. To tak na wypadek, gdyby ktoś chciał mi zacząć tłumaczyć, że inni mają inaczej i dla nich to był parszywy rok. Zdaję sobie z tego sprawę.)

(Yes, I know not everybody can work from home. Some people have children who need taking care of of helping in online teaching. And in general some people have some shitty lives sometimes, stressful situations with family members and they would rather run away from home when they had to stay indoors with them. And some people even caught civid and died. I feel sorry for them and their loved ones but you know, I am summing up our situation. I am writing this to stop the ones who'd like to give me lectures in the comments. Other people have different situations in their lives, this is about mine, thank you.)

Pandemia zamknęła nam w 2020 roku możliwość wyjazdu do Japonii. Ale gdybyśmy pojechali do Japonii, to nigdy nie pojechalibyśmy do Szklarskiej Poręby i nie poznałabym Makunki,  *^v^*, nie odwiedziłabym Siruwii, nie spędzilibyśmy kilku dni w Kamiennej Górze i nie zakochałabym się w Adrspachu! Gdyby można było cały rok wychodzić do restauracji to pewnie chodzilibyśmy sobie od czasu do czasu na spacery zakończone obiadem na mieście lub kawą, a tak postawiony przed perspektywą braku ruchu (bo bez celu na spacery chodził nie będzie...) Robert zaczął jeździć na rowerze, kiedy z końcem listopada zniknęły z ulic rowery miejskie kupił własny rower a niedługo ja do niego dołączę! ^^*~~

Pandemics made our trip to Japan impossible in 2020 and we were angry but if we did go, we wouldn't have gone to Szklarska Poręba and met Makunka,  *^v^*, we wouldn't have visited Siruwia, I wouldn't have fallen in love with Adrspach! If the restaurants and cafes were open, we would go for walks ending in some place for lunch or a cup of coffee, but when the restaurants were forced to be closed (in March/April and then since November till now) Robert didn't want to go for walks "without a purpose". When he faced the situation of sitting all day, first behind the desk and then on the sofa, he started to go on bicycle trips every day. And when the city bicycles disappeared from the streets of Warsaw at the end of November, he bought his own bike and continued cycling, and now I'll be buying a bicycle too! ^^*~~



Z szyciem ruszyłam dopiero w marcu, ale udało mi się stworzyć całkiem przyjemną grupę uszytków, które dobrze mi służyły i posłużą w przyszłości! Tematem przewodnim roku 2020 były kwieciste sukienki!!! *^V^* (najmniej jestem zadowolona z jerseyowej błękitnej sukienki bo jest taka... bez wyrazu! I chyba ją przerobię na coś innego). Ale rok 2020 był także rokiem kwiecistych spodni dresowych (niezbędnych podczas górskich wycieczek ^^*~~), które pokochałam i jeszcze nie przestałam ich szyć, w mojej głowie wciąż powstają nowe modele! *^o^* Uszyłam też jedną parę kraciastych spodni dla Roberta.

I didn't sew anything until March, but I managed to create quite a nice collection of flower patterened dresses!!! *^V^* (I'm least happy with the blue jersey dress, it's so plain... I might change it into something else.) But 2020 was also a year of flower patterned sweatpants (indispensable during the trekking trips ^^*~~), I love them to bits and I keep sewing them! *^o^* I also made one pair of checkered trousers for Robert.




 

W tym roku wróciłam też do robienia na drutach, powstały cztery nowe swetry (Aco skończony, choć jeszcze nie zblokowany), cztery pary skarpet, dokończyłam pokrowiec na pudełko z ciastkami i pierwszy raz w życiu sięgnęłam po ręcznie farbowane włóczki w niejednolitych kolorach. 

This year I went back to knitting and created four new pullovers (Aco finished but not blocked yet), four pairs of socks and one cookie jar cover, and for the first time I used hand-dyed variegated yarns.




Rok 2020 był pełen kameralnych spotkań z osobami bliskimi naszemu sercu, w tym braliśmy udział w dwóch ślubach naszych przyjaciół, w czerwcu i we wrześniu! *^0^* Dużo gotowałam (wróciłam do pieczenia chleba i od marca ani razu nie kupiliśmy chleba), trochę malowałam, oczywiście było dużo dramy i nerwów, sporo niewiadomej i lęków o przyszłość i zdrowie nasze, rodziny i znajomych. (O polityce nawet nie będę zaczynać, bo mi się znowu drażliwe jelito odezwie....) Ale patrząc wstecz nie mogę powiedzieć, że to był rok stracony, fatalny, do zapomnienia i do wyrzucenia. Co nas nie złamie to nas wzmocni, jak mówi przysłowie. I myślę, że to prawda, rok 2020 pozwolił nam się przejrzeć w samych sobie jak w bardzo czystym zwierciadle i zobaczyć, co jest naprawdę ważne. Nie chcę powtarzać oczywistości i prawić morałów, ale na przykład pierwszy raz w życiu mamy jakieś oszczędności na czarną godzinę, bo raz, że wydawaliśmy pieniądze ostrożniej, a dwa, że rozsądniej - chyba razem z większością populacji kuli ziemskiej. Mam wrażenie, że 2020 rok pokazał nam wszystkim, że nie potrzebujemy tylu nowych ubrań, butów, akcesoriów i gadżetów co sezon, szczególnie, gdy siedzimy w domach i nie ma się gdzie z tym wszystkim pokazać... *^W^*~~~ (nie to, że my wcześniej wymienialiśmy garderobę co kilka miesięcy, bo nie, ale wiecie, co mam na myśli ^^) To był dobry rok. *^o^* 

2020 was a year full of cosy meetings with close friends, we joined two pairs on their wedding days in June and September! *^0^* I cooked a lot (I went back to bread baking and we didn't buy bread since March), I painted, of course there was a lot of drama and nerves, a lot of uncertainties and fears as far as health of us, our families and friends. (I won't even mention Polish political scene because I'd have to use the swearwords a lot....) But looking back at this year I cannot say it's a lost time to be forgotten. That what doesn't break you will make you stronger as they say. 2020 allowed us to slow down and think about different aspects of our lives, and to see what's really important for each of us. I am not going to preach the obvious but for example for the first time in our lives we have some savings because we were spending money cautiously (everybody did I guess) and more wisely. This year made us - people in general - realise we dont need so much new stuff every few months so populations stopped buying so many new pieces of clothing, shoes, gadgets, there was no point if we all stayed home most of the time... *^W^*~~~ It was a good year.




Idzie nowy rok, w który patrzymy ze spokojną nadzieją na dobre. Znowu planujemy wyjazd do Japonii a czy się uda - zobaczymy. Na pewno chcielibyśmy wrócić choć na chwilę do Czech i odwiedzić miejsca, które planowaliśmy na rok 2020 ale nie zmieściły się w planie wakacyjnym. To może być dla nas rok decyzji związanych z miejscem zamieszkania. Kupuję rower, więc być może będzie to rok pełen aktywności fizycznej, podniesienia odporności i zwalczenia moich chronicznych katarów i ataków nerwowych, bardzo bym tego chciała. Będzie malowanie, szycie, dzierganie, joga, oglądanie sumo, snookera i skoków narciarskich. Będzie gotowanie i jedzenie pyszności (17 lutego zaczynamy DOJadanie! Kto z nami? ^^*~~). Poza tym, zamierzamy żyć ciesząc się każdym danym nam dniem bez wielkich oczekiwań, czego i Wam życzymy! Zostawiam Was z naszym Sylwestrowym bannofee pie i do przeczytania na blogu! *^o^* 

New year is coming and we all want it to bring hope for the better times. We again plan to visit Japan if possible. We would like to go back to Czech Republic and visit places that didn't fit this year's schedule. It may be a year of decision time as far as place of living for us. I'm buying a bicycle, so maybe it will be a year full of sport activities, raising our immunity and fighting my chronic cold. There will be painting, sewing, knitting, yoga, watching sumo, snooker and ski jumping. There will be cooking and eating delicious food (we're going vegan again on 17th February for a while, who's joining this time? ^^*~~). We are going to enjoy each and every moment of each day without huge expectations, and I hope we'll do it together on my blog, so please have a slice of my banoffee pie and have a great year! *^o^*