Thursday, February 16, 2017

Chcę wyciskarkę do robienia soków!!!

Tak, to ten czas w roku, kiedy już czuję nadchodzącą wiosnę (uwierzcie mi, ona już do nas powolutku idzie!... *^v^*), a wraz z nią zaczyna mi się chcieć wyciskarki wolnoobrotowej. Na przykład takiej - bo jest nieduża, niedroga i czytałam dobre opinie. Na razie będę rozważać, czy na pewno jej potrzebuję, czy mam na nią miejsce, jak często będę jej używać, i pewnie na razie przeproszę się z sokowirówką, chociaż wiem, że wyciskarka daje nam lepsze zdrowsze soki i więcej możliwości smakowych. Wiadomo, lepsze takie niż żadne, ale ogólnie rzecz biorąc, lepsze wolnoobrotowe niż szybkoobrotowe. Jest jeszcze opcja sklepowych soków, ale kiedy odrzucimy te z koncentratów z dodatkiem cukru, to zostaje niewielki wybór wyciskanych - jabłko, cytrusy (których mi nie wolno), wieloowocowe. A dodatek warzyw?  Tak więc, jak co roku mam dylematy sokowe. ^^*~~
Yes, that's the time of the year when I start to feel Spring in the air. *^v^* Believe me, it's coming already! And as always I start to think about buying the slow juicer. Something not very expensive and what's more important - small, because my kitchen is tiny. I'll be thinking about it this month and probably I'll dig out the normal fast juicer and use it, but I know that the slow juicer makes more healthy juices and gives more flavour choices. Yes, I can buy the pressed juices from the shop but they're limited in flavours and what's homemade is better - more fresh. Not to mention the addition of vegetables which is not the case in store-bought juices.

Za to zupełnie nie mam dylematów robótkowych! Na przedwiośniu przerabiam. Nie ma u mnie miejsca dla swetrów średniolubianych, więc staram się, żeby stały się ulubionymi. Aktualnie jestem na etapie przerabiania dwóch zimowych ocieplaczy a w kolejce czeka Mały Sweterek, który chyba stanie się Małym Pulowerkiem (albo nie takim małym, wyjdzie w dzierganiu *^v^*).
I czytam jak szalona, jest siódmy tydzień a ja przeczytałam już piętnaście książek! ^^*~~ Aktualnie między innymi zagłębiam się w najnowszą książkę kucharską Mai Sobczak z bloga qmamkasze.pl "Przepisy na szczęście" - pierwsza część bardzo mi się spodobała i drugą kupiłam jak tylko pojawiła się na stronie wydawcy i nie zawiodłam się, zresztą widać ile przepisów zaznaczyłam do ugotowania. *^v^*
On the other hand, I have no knitting dilemas! I started to reknit the unloved, so I have two Winter pullovers in the remaking and the Tiny Cardigan that will probably be turned into a Small Pullover (on not that small, we'll see *^v^*).
I've been reading like there's no tomorrow this year, it's the seventh week and I have already finished fifteen books! ^^*~~ Nowadays I've been reading the second cookbook by the vegetarian blogger Maia Sobczak (qmamkasze.pl) - "Recipes for happiness". I love the first book by Maia and I bought her second book as soon as it was available on the publisher's webpage. And of course I love it! As you can see I placed many stickers on the recipes I want to try out. *^v^*




Jeszcze jesienią zrobiłam trochę zapasów na zimne miesiące i chyba Wam ich nie pokazywałam, a warto. Jeśli znacie mnie choć trochę to wiecie, że jak coś jest kiszone albo marynowane, zjem to na pewno! Nie wszystko lubię w takim samym stopniu ale np.: ogórki czy kiszoną kapustę mogę zajadać jak inni chipsy czy ciastka. ^^*~~ Kwaśny smak jest moim ulubionym, eksperymentuję z warzywami fermentowanymi na różne sposoby polskie i zagraniczne, wspomagając się odpowiednią literaturą.
Kilka lat z rzędu nie udawały mi się kiszone ogórki, więc w tym roku nie zawracałam sobie nimi głowy, za to znalazłam nowe smakowite pomysły!
Po pierwsze, zrobiłam kiszonkę eksperymentalną z tego, co znalazłam w lodówce - pokroiłam w kostkę selera, kilka łodyg selera naciowego i marchewkę, zalałam zalewą jak do ogórków (1 Ł soli na 1 l wody), dołożyłam liść laurowy i gorczycę. Po kilku dniach pięknie zmętniało. Najpierw wszystko było chrupiące, po miesiącu zaczęło się robić miękkie, ale nadal smakowite.

I prepared some preserves for the cold months in the Autumn and I haven't shown them yet. If you know me you can tell that I will anything that has been fermented or pickled in vinegar! I'm not fond of everything but there are some preserves that I can eat like other people nible on chips - sauerkraut or pickled cucumbers for example. ^^*~~ The sour flavour is my favourite and I experiment with Polish and foreign fermented vegetables. 
For a few years my pickled cucumbers didn't turn out tasty so this year I gave up on them and made an experimental pickle jar - I cut into big cubes the celeriac, some cellery stalks and a carrot, and then I added the brine (1 Ł salt per 1 l water), mustard seeds and a laurel leaf. It went beautifully cloudy after a few days. First the veggies were crunchy, after a month they started to go soft but they're still tasty.




Ukisiłam też kapustę, ale nie tak zwyczajnie, tylko z dodatkiem ananasa (1 główka kapusty plus 1/2 świeżego ananasa), tartego imbiru (2 Ł) i kurkumy (1 Ł). Wszystko razem posiekane, ugniecione z solą, zapakowane do słojów i dodatkowo zalane zalewą (1 l wody, 1 Ł soli, 1 Ł octu jabłkowego). I ta wersja jest przepyszna!!! Kurkuma daje nam kolor, ananas i imbir dodają pazura, interesującej nuty, która cudnie podkręca smak, a całość jest bardzo zdrowa. I w przeciwieństwie do warzyw korzeniowych kapusta długo pozostaje jędrna i chrupiąca.
I also made the cabbage, but not the traditional way. I shredded one cabbage and half of a big pineapple, I added 2 Tbsp of grated ginger and 1 Tbsp turmeric powder. I put everything in a big jar, mixed with some salt and thoroughly kneaded. Then I also added a brine (1 l water, 1 Tbsp salt, 1 Tbsp apple cider). That version is sooooo delicious!!! Turmeric gives a beautiful colour, pineapple and ginger add a certain zing, the flavour that takes this pickle to a whole new level, and the whole dish is very healthy. And unlike the root vegetables, cabbage stays crunchy for a long time.




Możecie się spodziewać następnych kiszonek, bo będę teraz prowadzić nowe eksperymenty. Jak wyjdzie pysznie, to się podzielę pomysłami!
You can expect more pickles soon because I'll be carrying some new experiments. If it's tasty I'll definitely share it with you!

A na zdjęciu jedna z naszych niedawnych kolacji, wszystkie warzywa z Leclerca - buraki chioggia (upieczone), zwyczajne i fioletowe ziemniaki (ugotowane), pak choi i grzyby shimeji (kilka minut na parze), polane sosem z tartego ząbka czosnku i tartego kawałka imbiru, do tego sos sojowy, mirin, sake, olej sezamowy. A surówka to pokrojone pomidory wymieszane ze śmietaną z tartym czosnkiem plus sól.
Mówiłam, że chodzi już za mną wiosna? *^o^* Powoli odchudzam nasze talerze, a przy okazji robią się bardziej kolorowe!
And to sum up one of our recent diners, all the vegetables from my local supermarket - chioggia beets (baked), normal and violet potatoes (boiled), pak choi and shimeji mushrooms (steamed for a few minutes), with an Asian inspired sauce: grated clove of garlic and a piece od ginger, soy sauce, mirin, sake, sesame oil. And the salad is just chopped tomato with grated garlic clove and some cream and a pinch of salt. 
Can you see the Spring is in the air? *^o^* I make our food lighter and more colourful!



Friday, February 03, 2017

Nie bój się życia!!!

Dzisiaj chciałbym trochę filozoficznie i bardzo osobiście, bo nachodzą mnie ostatnio "różne psie myśli" i takie tam... ^^*~~ A myślę sobie, że często przeżywamy nasze życie bez sensu.
Today will be a personal philosophical post because recently I've been thinking about different things, for example about the way we live our lives. 




Dom rodzinny wpajał mi od dziecka ostrożność, wybór pewnych znanych bezpiecznych ścieżek. Dlatego przez wiele wiele lat właśnie takie były moje wybory w różnych aspektach życia. Do szkoły średniej poszłam tej, do której szła moja przyjaciółka, studia wybrałam takie, jakie podpowiedziała mi mama (chociaż miałam swoje inne pomysły, ale nie zaryzykowałam ich wypróbowania...), po studiach zasiedziałam się na etacie w korporacji i z własnej woli nic z tym nie chciałam zrobić. Nie zastanawiałam się nad sobą za bardzo, nie brałam odpowiedzialności za moje wybory, tylko płynęłam na bezpiecznej fali środkiem rzeki, bez przyspieszania, bez gwałtownych ruchów, bez ryzyka. Nie mówię, że tak jest źle, jeśli to ci się właśnie podoba, ale mnie to uwierało. Patrzyłam czasami na koleżanki, które łapały życie za gardło i wyciskały jak cytrynę, z uśmiechem na twarzy, a ja się bałam. Nie podejmowałam żadnych działań, żeby to zmienić, bo bałam się zmiany. Potem już jako dorosły człowiek podjęłam kilka odważniejszych decyzji i zawsze reakcją mojego otoczenia rodzinnego było "to nie jest bezpieczna opcja", "lepiej by było z tego zrezygnować i wrócić do tego co znane".
My parents always taught me to be careful, to choose the known and safe paths. That's why I lived my life along those rules for a long long time. To be on the safe side I chose the same highschool as my best friend did, studies were suggested by my mother (I had my own ideas but never dared to follow my dreams...), later I got stuck behind the desk in a company and never wanted to do anything about that. I never thought about what to do with my life, didn't want to make my own choices and take responsibility for them, I just went with the flow at a medium pace. I'm not saying it's always wrong, but I didn't like it, it was like a breadcrumb under my shirt but never tried to do something about it. I remember watching my friends grab the life by the throat and squeeze it like a lemon till the last drop to achieve what they wanted, but I didn't venture, I was too scared of changes. Then when I was an adult I managed to make a few risky steps and my family's reaction was always "it's not a safe option", "it would be better to leave it and go back to what you know".




Co powiedziałabym sobie 18-stoletniej, gdybym mogła? Nie bój się życia! Próbuj! Nie wszystko się uda, ale próbuj! Testuj, smakuj, sprawdzaj siebie. Przekonasz się, że coś jest dla Ciebie a coś innego nie jest, ale dopóki nie spróbujesz, to nie będziesz wiedziała. Wybierz studia, jakie Cię interesują, jedź zbierać truskawki do Norwegii, idź na spotkanie z nowymi ludźmi o podobnych do Twoich zainteresowaniach. Nikogo tam nie znasz? To poznasz! Najwyżej ich nie polubisz i wrócisz do domu. Świat się nie skończy! ^^*~~
What would I tell the 18-years old me if I could? Don't be afraid of life! Try! You will not always succeed but try anyway! Try, taste, test yourself. You will find out what's your cup of tea and what's not but you won't know that before you try. Choose studies you're interested in, go to Norway to pick up strawberries, go out and meet new people that have interests similar to yours. You don't know anybody there? So what? You will get to know them. The worst thing that can happen is you won't like them and go back home. The world won't stop because of that! ^^*~~




Kiedy straciłam pracę na etacie, zamiast szukać nowej na rok założyłyśmy z przyjaciółką firmę i sklep. Czy odniosłyśmy sukces? NIE! *^v^* Z wielu powodów, ale nabrałyśmy nowych wartościowych doświadczeń i wiecie co? Ona teraz od kilku lat ma swoją firmę i sklep, bo nauczyła się na naszych złych doświadczeniach. Ja też wiele dowiedziałam się wtedy o sobie, spróbowałam i już wiem, że sklep to niej jest opcja dla mnie.
Kiedyś nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że dane mi będzie wyjechać do Japonii - kraju który znałam z książek i filmów, i który kochałam od dziecka. Wyobrażałam sobie tysiące przeszkód - finanse, brak znajomości języka, egzotyczność tego kraju, itp, itd. Kilka lat temu nadarzyła się okazja wyjazdu i gdybym dała zawładnąć sobą mojemu strachowi przed obcym i nieznanym to nigdy nie dowiedziałabym się, że TAM jest moje miejsce na ziemi! ^^*~~ I od tamtej pory wracam tam, kiedy tylko się uda.
To tylko dwa przykłady z mojego życia, kiedy pokonałam mój strach przed nieznanym i przed porażką, i przyniosło to pozytywne wyniki, w taki czy inny sposób.
When I lost my desk job instead of looking for a new one me and my best friend decided to have a shop together. Was is a total success? NO! *^v^* Because of many reasons but we gained new experiences and you know what? My friend has had her own successful shop now for a few years because she learnt from our bad experiences. I found out some things about me too, like - the shop is not a good option for me.
As long as I remember I loved Japanese culture and dreamt about visiting this country but I was sure it'd never happen. I imagined various cons, like money, language, ect. A few years back the circumstances lead us to the opportunity to go to Tokio and if I allowed my fears and prejudices win I'd never find my place on Earth! ^^*~~ Since that time I keep coming back to Japan as often as I can.
Those two examples from my own life show that when I managed to overcome my fears it gave positive results, one way or the other.




Powiedziałabym sobie nastoletniej - nie czekaj! Nawet jeśli jesteś osobą młodą, zdrową i bogatą, to nigdy nie wiesz, ile masz czasu przed sobą. Zakładamy, że będziemy żyć o ile nie wiecznie, *^v^*, to na pewno do późnej starości, i na wszystko znajdziemy jeszcze czas. Często człowiek, który usłyszał od lekarza, że ma śmiertelną chorobę i zostało mu kilka miesięcy życia, zaczyna nadrabiać niewykorzystane lata i żyć tak jak naprawdę chciał, oglądaliśmy to w milionie hollywoodzkich filmów. A dlaczego nie zacząć już dzisiaj, młody zdrowy człowieku? Skąd wiesz, ile masz czasu? Może jutro lub za tydzień wpadniesz pod samochód i twoje życie się skończy? Dlaczego nie  wykorzystać każdej dostępnej nam chwili i cieszyć się nią? Makneta napisała bardzo ciekawy wpis dotykający tej kwestii, polecam Wam serdecznie!
To the teenage me I would say - don't wait! Even if you're young, healthy and wealthy, you never know how much time you have left, noone knows. We always presume that, if not forever *^v^*, we will live till very old age, long enough to find the time for everything we want to do. It's often the case that a person hearing a terminal diagnose and having a few months to live starts to make up for the lost time and do what he/she really wanted, we've seen it in many Hollywood movies. But why not start today when you're still young and healthy? How do you know you have plenty of time? Maybe your life ends tomorrow or next week in an accident or something? Why not try to live in every moment to the fullest? Enjoy our lives in every second? My friend Makneta wrote a very interesting piece about this (in Polish), if you can I recommend it for you to read.




Oczywiście nie mam na myśli rzucania się w przepaść z zamkniętymi oczami, to byłaby głupia brawura, ale chodzi mi o nasze częste dylematy życiowe, od których ja uciekałam w nudne i znane bezpieczeństwo, i w związku z tym nie doświadczyłam wielu rzeczy, które być może na mnie czekały, które by mnie kształtowały, rozwijały, pokierowały w stronę nowych doświadczeń życiowych - dobrych i złych, oczywiście, nie twierdzę, że za każdym rogiem czeka na nas tylko miód i skowronki. Ale nigdy się tego nie dowiem, bo nie spróbowałam.
Of course I'm not saying one should just close his/her eyes and jump into the abyss, that would have been a stupid bravado. I mean our life dilemas that we often sweep under the carpet and choose not to venture anything. I often hid in the "known" so "safe" solutions and so I didn't experience many things that might have waited for me, might have shaped me, developed me, directed me towards the new life paths - good and bad probably, I'm not saying that's life is always a bed of rose petals. But I'll never know that because I didn't try.






Postępuj z rozwagą ale nie daj się zniechęcić głosom trzymającym Cię w kokonie bezpieczeństwa! - powiedziałabym sobie nastoletniej. Ja wiem, że te wszystkie rady zawsze pochodziły z dobrego serca i troski o mnie (oraz strachu wpojonego moim rodzicom przez poprzednie pokolenia), ale jednocześnie podcinały mi skrzydła, uniemożliwiając popełnianie moich własnych błędów i wyciągnięcia moich własnych wniosków. Nawet, kiedy wychodziłam poza schemat, to czułam się otoczona atmosferą przerażenia, co to będzie, jak jej się noga powinie... (Kilka razy się powinęła, ale nie zmieniłabym tego na coś innego, bo jestem bogatsza w najróżniejsze doświadczenia, które podpowiadają mi którędy iść lub nie iść dalej.) Nie czułam wsparcia, zagrzewania do zrobienia kolejnego kroku. Raczej oczekiwanie na moment, kiedy można będzie powiedzieć "a nie mówiłam, że tak będzie? trzeba było tego nie robić!".  A decyzja o każdym nowym przedsięwzięciu była obudowana strachem z powodu braku oparcia, bo wiedziałam, że nie usłyszę "tak! próbuj i gdybyś spadała to cię złapiemy!" tylko "raczej nie bierz się za to, to ryzykowne, nie wiadomo, co z tego wyjdzie, na wszelki wypadek zrezygnuj i zostań tam, gdzie jesteś, bo to znasz na wylot"... Dlatego postanowiłam wreszcie odrzucić tamte głosy - bo one są we mnie, nie muszę ich codziennie słyszeć wypowiadanych, żeby pamiętać, że otaczały mnie przez całe życie...
Be mindful but don't let the outside voices discourage you from trying! - I'd say. I know all the pieces of advice always came from my parents' good hearts and concern about me (and also fear engraved in them by their parents...), but it also cut my wings preventing me from making my own mistakes and drawing my own conclusions. When I went outside the safety zone I felt surrounded by the atmosphere of fright of what might happen when I fail... (I failed a few times of course but I wouldn't give it away what I went through because it taught me what to do or do not do later.) I didn't feel any support to do the next steps. Rather a standby to be finally able to say "I told you so! you shouldn't have tried it!". Every decision about any new undertaking was built on my fear because I knew I wouldn't hear the words: "yes! try and if you fall we'll be here to catch you!", but rather "don't even try it, it's risky, you don't know the result, give up just in case, stay where you are because it's known and safe"... I finally decided to stop listening to those voices - they are with me all the time, I don't have to hear them everyday to be haunted by them...




Gdzieś kiedyś przeczytałam, że człowiek zmienia się co siedem lat - coś w jego charakterze, nastawieniu do życia staje się nieco odmienne od tego, jaki był przez poprzednio. Jesienią zeszłego roku zakończyłam kolejne siedem lat mojego życia i jak nigdy poczułam, że coś się we mnie zmienia, jakbym fizycznie odczuła przestawiające się tryby gdzieś w środku mnie. Zaczęłam rozumieć wiele rzeczy, uświadamiać sobie błędy, jakie popełniałam i nabrałam siły, żeby moje życie zmienić. Późno, bo już nie mam osiemnastu lat, tylko jestem po czterdziestce? Chyba nie. Wydaje mi się, że jeśli człowiek chce, to nigdy nie będzie za późno na przeżycie swojego czasu tak
I read somewhere that a person changes one way or the other every 7 years of his/her life. In October 2016 I finished another seven years and felt something change in me, as if some clockwork changed it's preset state. I started to understand many things about me, realise the mistakes and I felt the strength to do something about my life. Is it too late, because I'm not 18 anymore, but in my 40's? I think not. I believe it's never to late to start living the way you want, irrespective of the age.




Jako dziecko i nastolatka bardzo dużo rysowałam, jednak nigdy nie było to traktowane jak coś poważnego, tylko jak zabawa (cytat dosłowny: "co robisz?", "rysuję", "a, bawisz się..." i pobłażliwy uśmiech). Pewnie dlatego szybko nabrałam przekonania, że nie mam talentu więc nie ma sensu się tym zajmować, bo też nikt mi nie powiedział, że technikę można wyćwiczyć ciężką pracą a z drugiej strony nie trzeba do tego podchodzić tak śmiertelnie poważnie, można rysować dla siebie, dla relaksu, trenować rękę i umysł. Utrwaliło się w mojej głowie, że rysują dzieci, a sztukę tworzą profesjonalni utalentowani artyści, nie ma nic pomiędzy i nie należy w związku z tym zawracać sobie tym głowy i tracić na to czasu.
Do tematu wróciłam wiele lat później próbując swoich sił w malarstwie akrylami, a w zeszłym roku zabrałam się za kredki i akwarele. Nie tworzę wiekopomnych dzieł sztuki, ale to co maluję sprawia mi radość i nie uważam czasu poświęconego na malowanie za stracony. Dzisiejszemu wpisowi towarzyszą moje najnowsze prace ze szkicownika, który zapełniałam w styczniu tego roku (kliknij i powiększ). Nie robię rysunków codziennie, jak w poprzednich miesiącach, bo nie mam na to czasu, ale sięgam po niego wtedy, kiedy mam ochotę coś z danego czasu pozostawić.
(przy okazji, szybka recenzja notatnika Venezia Book, 200 g/m2 - bardzo dobry papier do akwareli, faluje pod wpływem wody ale potem zamknięty klamrą pięknie się prostuje po wyschnięciu. Mój jedyny zarzut to taki, że jest tak zszyty, że niezwykle trudno rozłożyć go na płasko, muszę naprawdę mocno przyciskać rozłożony notatnik a i tak cały czas próbuje mi się zamknąć. Mimo to polecam do farb wodnych!)
As a child and a teenager I used to draw a lot but it  never was treated like something serious, just playing (literal citation: "what are you doing?", "I'm drawing", "oh, you're playing..." and a permissive smile). Maybe that's why I quickly understood that I have no talent so there's no point in doing it. Nobody told me that drawing technique comes with a lot of practice and on the other hand I don't have to treat it very seriously, I can draw just for fun, for relaxing, just training my hand and mind. I set my mind on the idea that drawing is just a children's play, real art is being created by real artists with real talent and there is nothing in between, so I shouldn't pay attention to this anymore.
I came back to making art many years later, first painting with acrylics, then taking up crayons and watercolours last year. I don't create the immortal pieces of art but what I come up with makes me happy and I don't think about the time devoted to painting as lost. In this post you can see my latest journal pages I created in January (click on each picture to enlarge). I didn't paint everyday like last year but I reach for the journal when I have time and inspiration.
(btw, my quick review of the Venezia Book, 200 g/m2 - very good paper for the watercolours, it wrinkles while wet but then it straightens nicely, only one thing - it's really hard to lay it flat, I have to press it really hard and it still wants to close)




Małymi krokami poznaję nową Joannę. Jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie, bo zmiana nigdy nie zachodzi z dnia na dzień, czasami czuję, że mam już siłę, żeby góry przenosić, a za moment znowu chowam się do swojej bezpiecznej skorupy i przeczekuję. Wiadomo, wzorców wpajanych latami nie da się podmienić na nowe tak po prostu, człowiek to nie komputer, w który wgramy nowy system operacyjny (a i tak może on ryksztosować!... ^^). Dużo pracy przede mną, a pierwszym krokiem jest ten bardzo osobisty wpis, którym się z Wami dzielę, takie rozliczenie się z samą sobą. Mogę to teraz zostawić w przeszłości i spróbować ruszyć nową drogą. *^v^*
I'm getting to know the new Joanna step by step. I have no idea what happens next, changes don't finish overnight, sometimes I feel I have the strength of a giant and in the next moment I run away under the blanket and wait in silence. It's obvious you cannot erase the patterns engraved into you mind at one go, just like installing a new operating system on your computer (and sometimes even it has its problems... ^^). There's a lot of work to be done and my first step is this very personal confession, the reckoning with myself. Now I may leave the past in the past and go onto the new path. *^v^*




PS.: Następnym razem będzie włóczka i coś do jedzenia. ^^*~~
PS.: Next time I'll show you some knitting and food. ^^*~~

Monday, January 23, 2017

W prostocie siła!




Przepis z bloga Veganon, trochę przeze mnie zmieniony, bo nie dodałam szklanki tartej bułki (po co?!....), tylko ze dwie łyżki, a kotlety i tak ładnie się ulepiły i zarumieniły na patelni.
The recipe comes from the blog Veganon, I changed one thing - I didn't add a cup of breadcrumbs, I don't know why they're there... I only added two Tablespoons, the patties were soft enough and they got crispy in the pan nicely. You just boil 0,5 kg of potatoes, just before they're done add 450 g of a mixture of carrots cut in small cubes and green peas. When done, leave to cool down and mash, add spices: 1 Tbsp oregano, 1 Tbsp marjoram, 1 tsp ground cumin, 3 Tbsp chopped parsley, salt and pepper to taste. Form patties and fry them for a few minutes on both sides until golden.
We ate them with chicken/mushroom creamy sauce, cooked beetroots and pickled cucumbers.



To tak żebyście miały coś szybkiego, prostego i przepysznego na poniedziałkowy obiad/kolację. Miłego dnia i tygodnia! *^V^*
I posted this for you to have something quick, fast and delicious for Monday lunch or dinner. Have a great day and week! *^V^*

Saturday, January 14, 2017

Dipped in Mud



Nie mam wiele do powiedzenia na temat tego swetra, ot, taki szaraczek. W sam raz na Kampanię Zwyklakową, jeśli by jeszcze trwała. ^^*~~
I don't have much to say about that sweater, it's just a simple grey pullover, that's more or less all. It would have been a perfect candidate for a Simple Sweaters Campaign if it was still carried on this year. ^^*~~ 




Na zimę idealny - cienki, zmieści się pod dopasowany płaszcz a naprawdę grzeje!!! Włóczka to Drops Flora, 65% wełny/35% alpaki, kolory 4 i 5, cienka (robiłam na drutach 3 mm), wydajna - zużyłam 3 motki średnioszarego i niecałe 2 motki ciemnoszarego, mięciutka - można nosić na gołe ciało!
Perfect for Winter - slim so fits under fitted coats but very warm!!! The yarn is Drops Flora, 65% wool/35% alpaca, I used colours 4 and 5 on 3 mm needles. One skein goes a long way, I only used 3 skeins of middle grey's and almost 2 skeins of dark grey's. The yarn is so soft that you can wear it next to naked skin!




Konstrukcja najprostsza na świecie - dziergany od góry raglan, dekolt z przodu trochę obniżony w stosunku do karku, brzegi niewykończone, dzięki czemu minimalnie się podwijają, chociaż proces ten udało się nieco okiełznać podczas blokowania na mokro.
The easiest way to knit a sweater - top down raglan, I slightly lowered the front neckline compared to the back neck. Edges unfinished just cast off, so they tend to curl a bit although I managed to straighten them while wet blocking.




Ten sweter miał wyglądać trochę inaczej - miał być luuuuuuuźny od pach... No i co? I wyszło jak zwykle, przylegająco, chociaż przysięgam, że na płasko ma kształt trapezu rozszerzającego się ku dołowi - dodawałam oczka na bokach oraz na przodzie od linii biustu. Jak się człowiek w ten sweter ubierze, to kształt się zmienia, wszystko zaczyna przylegać, hm... Czy ja w ogóle potrafię wydziergać duży luźny sweter?...
It was supposed to look different - it was to be loooooooose from the armpits... So? So it turned out like always, fitted, although I swear when you put it flat on the table it looks like a trapezoid - I added stitches on both sides and also in the middle of the front from the bustline downwards. When I put it on, the fabric stretches and it changes its shape, oh well... Can I knit an oversize sweater?...




Ale i tak go kocham! *^V^*
But I love him anyway! *^V^*

 


Nawet nie było mi tak bardzo zimno bez kurtki, chociaż dzisiaj trochę wiało. Tylko katar dawał mi się we znaki. ^^*~~
It wasn't even that cold without a jacket today, although it was quite windy. I only had to deal with the runny nose. ^^*~~




Teraz wracam do Kremowego, w którym muszę spruć dekolt do linii rękawów i wymyślić, co tam wydziergać (a zaczynałam od góry, więc nie będzie to takie proste). To co teraz tam jest wcale mi się nie podoba, hm...
Now I'm going back to the cream pullover, I need to frog the top part till the armpits, I don't like the neckline at all (and I started from the top down, so it won't be that easy, well...).




O, a dekolt bez zamotanej chusty wygląda tak:
Oh, and the neckline without the scarves looks like that:



Thursday, January 12, 2017

Makaron, dzierganie i czytanie

Prezent w środku jednego z motków Drops Flora - maciupeńkie piórko! ^^*~~
A gift hidden inside one of the Drops Flora's skeins - a tiny feather! ^^*~~




Cóż może być lepszego na mrozy niż miska makaronu, rozgrzewającego nasze brzuchy i dusze? *^V^*
What could be better for the freezing days than a bowl of pasta warming our bellies and souls? *^V^*




To w zasadzie nie jest sztywny przepis, raczej pomysł, który można rozwijać według swoich ulubionych smaków:
- 50 g makaronu gotujemy do miękkości, odcedzamy.
- przygotowujemy pokrojone drobno warzywa - brokuły, marchew, czerwoną kapustę, kukurydzę, paprykę, kilka pieczarek
- przygotowujemy sos - po łyżce sosu sojowego, oleju sezamowego, sosu chilli, brązowego cukru, dodałam też pastę gochujang
- ścieramy na tarce ząbek czosnku i kawałek imbiru, wrzucamy na rozgrzany olej
- dodajemy warzywa, smażymy mieszając przez kilka minut, dolewamy sos, dorzucamy makaron, jeszcze chwilę smażymy pokrywając dokładnie sosem każdy element dania (warzywa mają pozostać chrupiące, nie robimy z nich rozgotowanej paćki!!!)
- zjadamy ze smakiem! *^o^* (a do makaronu szklanka soku z czarnych porzeczek, witaminy na zimę!)
This is not a strict recipe, rather a set of ideas that can be developed according to your taste:
- boil 50g of pasta, drain, put aside
- chop some vegetables: broccoli, a carrot, red cabbage, sweet corn, green pepper, some mushrooms
- prepare the sauce - a Tablespoon of soy sauce, sesame oil, chilli sauce, brown sugar, I also added some gochujang
- grate one garlic clove and a piece of ginger, add them to the hot oil in the pan
- add vegetables, stir-fry for a few moments, add the sauce and the pasta, mix well and fry for a few moments until everything is covered with sauce (do not overcook the veggies, they should stay crunchy, not some gloop!!!)
- enjoy! *^o^* (and to accompany the pasta dish I had a glass of black currant juice, vitamins for the Winter time!)




Czytanie i dzierganie u Maknety, a więc zdaję cotygodniowy raport. Na drutach wciąż szarak z Flory, rękawy już gotowe, dochodzę do dolnego krańca korpusu. Jak na razie jestem zakochana w tej włóczce - mięciutka (można nosić na gołe ciało), cienka (druty 3 mm) ale idealnie grzeje, wydajna (chyba wystarczy mi 5 motków na luźny pulower!), jest duży wybór kolorów. 
It's reading and knitting over at Makneta's so here is my weekly report. On my needles I still have the grey pullover from Flora. I finished the sleeves and almost reached the body's bottom edge. For now I am in love with this yarn, it's very soft (you can wear it next to naked skin), thin (3 mm needles) but perfectly warm, I'll probably use only 5 skeins for a loose pullover, has many colours.




A czytelniczo jest tak: wieczorami w łóżku połykam kolejne rozdziały "Lodowej Cytadeli", w komunikacji miejskiej czytam z telefonu "The Annihilation Score" Charlesa Strossa a dodatkowo wczoraj odebrałam zamówienie z księgarni nieprzeczytane.pl, a mianowicie biografię Maryli Rodowicz (przecenioną z ponad 64 zł na 6 zł!... ^^*~~) i poradnik Beaty Pawlikowskiej "Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz", i od razu zaczęłam ją czytać do obiadu. Od jakiegoś czasu oglądam filmy Beaty na youtube i bardzo cenię sobie to, co mówi, bo mówi mądrze. I taka sama jest ta książka - prosta w przekazie i przez to przejrzysta i zrozumiała. Na razie jestem w części teoretycznej, ale mają też być sposoby na zmianę swojego myślenia a przez to życia, na co bardzo liczę. *^v^*
Ostatnia pozycja to biografia Andersena, którą tak ciekawie opisała w zeszłym tygodniu na swoim blogu Czajka, że od razu zarezerwowałam ją w mojej bibliotece! ^^*~~
As far as reading, the situation is as follows: in the evenings in bed I keep reading "Ice Citadel", in public transport I read "The Annihilation Score" ebook by Charles Strossa on my phone. And yesterday I picked up my order from the bookstore and I have the biography of one of the greatest Polish singer Maryla Rodowicz's (New Year's sale - it was 16 USD and I got it for 1,5 USD!!!) and the psychological book by Beata Pawlikowska "I managed to fight off depression and malaise. You also can do it" and this one I started to read while eating lunch. For some time now I've been watching Beata's films on youtube and I like what she says because it's very wise. The book is just like her films - simple and easy to grasp, I am still in the theoretical part but there are supposed to be also practical ways to deal with sadness and depression, and to change our way of thinking and our lives. Looking forward to that! *^v^*
The last book is the Andersen's biography. Last week Czajka wrote about this book in such an interesting way that I immediately reserved it in my library! ^^*~~


I jeszcze polecę Wam coś smacznego - wczoraj spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy mieszkają w Japonii i odwiedzili rodzinę w Polsce, i odebrałam herbaty, o których kupienie ich poprosiłam. Hojicha (zielona herbata prażona) to moje odkrycie tego lata - od pierwszego kubka naparu zakochałam się w jej smaku i bardzo polecam, ale dziś nie o tym.
Kiedyś często kupowałam czarne herbaty smakowe - w herbaciarniach wsadzałam nos do prawie każdej puszki i brałam po 50 g tej, i tamtej, i jeszcze innej herbaty... Niestety, po zaparzeniu okazywało się, że mają one tylko smakowity zapach, ale w smaku są to przeważnie średniej jakości zwyczajne czarne herbaty. Porzuciłam więc kupowanie czarnych herbat aromatyzowanych i zaczęłam pić herbaty gatunkowe. Ale w tegoroczne wakacje spróbowałam herbat smakowych japońskiej firmy Lupicia, i to było odkrycie!
And one more tasty thing I couldn't not recommend to you! Last night we met with our friends who live in Japan and visited family in Poland, and I received the teas I asked them to buy for me. Hojicha (roasted green tea) was my discovery while we were on holidays in Tokio last Summer, I loved it to bits from the first sip, but today I want to talk about something else.
I used to buy flavoured teas a lot - in the teashops I sunk my nose in almost every tin and took 50 g of this one, and that one, and that one over there... Unfortunately when I brewed them it was all smoke and mirrors scent, the delicious smell vanished into the air and all I could taste was an average black tea. So I switched to trying different kinds of black and green teas instead of added flavours. But last Summer while in Tokyo I discovered the flavoured teas from the Japanese company Lupicia and it was great!

 


Te herbaty nie tylko pięknie pachną, ale po zaparzeniu mają też wyczuwalne smaki, które obiecują opakowania! Zdecydowałam się więc na trzy limitowane jesienne rodzaje: momijigari ("oglądanie jesiennych liści") - mieszanka jabłek, moreli i jesiennych liści; imo/kuri/kabocha ("słodki fioletowy ziemniak, kasztan, dynia") - rooibos z aromatem charakterystycznych japońskich jesiennych warzyw; kuri (kasztan) - zielona herbata z aromatem kasztanów jadalnych. Piszę "aromat" bo to nie jest sam zapach, ulatujący z kubka po zaparzeniu, to drobinki smaku rozchodzące się w ustach z każdym łykiem. *^v^* Lupicia ma sklepy w kilku miejscach na świecie, jeśli spotkacie gdzieś ich herbaty to serdecznie polecam!

Those teas not only smell nicely but after being brewed they have the taste promised on the package! I decided for three limited Autumn variations: momijigari ("watching the Autumn leaves") - the mix of apples, apricots and Autumn leaves; imo/kuri/kabocha ("sweet violet potato, chestnut, pumpkin") - rooibos with the flavours of the vegetables characteristic for the Japanese Autumn; kuri (chestnut) - green tea with chestnut flavour.I use the word "flavour" a lot because it's not just the scent present for a moment and then gone, but also the taste present with every sip. *^v^* Lupicia has shops in a few countries so if you ever have a chance to try their teas I highly recommend them!

Thursday, January 05, 2017

Jedzenie, dzierganie i czytanie

Po świątecznym obżarstwie, a potem po dojadaniu obfitych resztek mam ochotę na warzywa. Warzywa i jeszcze więcej warzyw. Przeglądam przepisy i gromadzę smakowicie wyglądające pomysły. Przynoszę ze sklepu zieleninę, mąż domaga się buraków na tysiąc sposobów i fasolki szparagowej, tęsknię za letnimi pomidorami i pękiem szparagów.
Podpowiem Wam dziś dwa pomysły na warzywa - szybkie i super smaczne! *^V^*
After the Yule eating and then finishing the leftovers I want vegetables. Vegetables and more vegetables! I look through recipes and gather tasty looking ideas. I bring veggies from the shop, husband wants beetroots cooked in milions of ways and green beans, I yearn for Summer tomatos and bundles of asparagus. Let me share today two ideas for veggie dishes, quick and super tasty! *^V^*




Najpierw smaki znane - ziemniaczane krokiety z nadzieniem.
Wystarczy ugotować kilogram ziemniaków z dodatkiem liścia laurowego, następnie je ubić i wymieszać z pół szklanki mąki
Nadzienie robimy na przykład z podsmażonej siekanej cebuli i 250 g pieczarek.
Formujemy ziemniaczany placuszek, na środek układamy łyżkę nadzienia, dokładamy z wierzchu więcej ziemniaków i formujemy krokiety, które obsmażamy przez kilka minut z każdej strony.
First something familiar - potato croquettes stuffed with mushrooms.
You need to boil 1 kg of potatos with a bay leaf, then cool them and mix with 1/2 cup flour.
The stuffing is made from chopped onion and 250 g of mushrooms, fried together.
Now you take some potato into your hand, add a tablespoon of stuffing and place more potato dough on top, forming a patty. All what's left is to fry them on both sides for a few minutes.


To była prosta przekąska a jeśli mamy ochotę na coś ekstremalnego *^v^*, to proponuję takie danie - pęczak, brukselka, bób, szpinak i tofu w sosie z masłem orzechowym i chilli!
That was simple but when you feel like eating something more extreme *^v^*, let me share the following idea - pearl barley, Brussels sprouts, broad beans, spinach and tofu in peanut butter and chilli sauce!




Jest równie łatwe i szybkie do wykonania:
- gotujemy do miękkości brukselkę i bób, po kilka sztuk (w jednym garnku) i pęczak 1/2 szkl. (w drugim). 
- mieszamy składniki sosu: 1/4 szkl. masła orzechowego, 1/4 szkl. sosu sojowego, 1/4 szkl. syropu klonowego, daktylowego lub miodu, 2 Ł oleju sezamowego, 2 Ł sosu czosnkowego z chilli (używam Tao Tao)
- kawałek tofu kroimy w kostkę, zalewamy kilkoma łyżkami sosu, zostawiamy do zamarynowania na czas gotowania warzyw i kaszy
- na patelnię wlewamy łyżkę oleju, dodajemy 1 starty ząbek czosnku i tyle samo tartego imbiru, następnie tofu i po chwili dużą garść szpinaku. Mieszamy i pozwalamy szpinakowi zmięknąć, a wtedy dodajemy kaszę, brukselkę i bób, doprawiamy solą i pieprzem i resztą sosu do smaku. Na koniec posypujemy kolendrą. Smacznego! *^v^*
It's also very quick and simple:
- boil a handful of brussel sprouts and broad beans (in one pot) and 1/2 cup of pearl barley (in another) till soft
- mix the sauce: 1/4 c peanut butter, 1/4 c soy sauce, 1/4 c maple syrup (or date syrup or honey), 2 Tbsp sesame oil, 2 Tbsp garlic chilli sauce
- cut a piece of tofu into cubes, add some sauce and leave to marinate when the veggies get cooked
- to the pan add 1 Tbsp oil, 1 grated garlic clove and a piece of ginger, then the tofu pieces and after a moment a big handful of spinach. When it's wilted, add vegetables and barley, mix well and season to taste. Add some fresh coriander to serve. Enjoy! *^v^*




A żeby nie było, że tylko jem i jem, także czytam i dziergam. ^^*~~
W kremowym swetrze doszłam do dolnego ściągacza i teraz muszę znaleźć spokojny moment na pokombinowanie tego, co chcę dalej wykonać. Poza tym, niestety nie podoba mi się jego góra... Chyba spruję kawał dekoltu i będę wymyślać coś innego, hm... Za to znowu ruszyłam z szarakiem z Dropsowej Flory, zrobiłam pół korpusu, skończyłam kolejny motek i na razie przeszłam do rękawów.
Not that I only eat and eat, I also read and knit. ^^*~~
I reached the bottom ribbing in the cream pullover and now I have to find a pieceful time to think about the next step. What's worse, I don't like the neckline... I've been thinking about ripping the top part and changing it somehow. So, for now I picked up the grey pullover from Drops Flora, finished another skein on the body and started working on the sleeves.




A z czytaniem jest tak - wciąż jestem w "Lodowej Cytadeli" ale zachęcona recenzjami na szybko połknęłam inną książkę, a mianowicie "Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quicka. Filmu nie widziałam, bo z reguły nie oglądam takich produkcji, a książka okazała się jednym wielkim rozczarowaniem... To miała być napakowana pozytywnymi myślami historia o spełnianiu marzeń a spotykamy 34 letniego mężczyznę, który po czterech latach przebywania w szpitalu psychiatrycznym wciąż żyje złudzeniami na temat swojej przeszłości i przyszłości, a zachowuje się i myśli jak nastolatek niespełna rozumu... (może to wina tłumacza, nie wiem). Poza tym, to dla mnie książka o dysfunkcyjnej rodzinie - ojciec głównego bohatera jest miły dla rodziny, kiedy jego ulubiona drużyna futbolowa wygrywa, a przestaje się odzywać do matki, gdy przegrywają, a ona się na to godzi przez lata... No na serio?!.... Kopnęłabym takiego męża w zadek i wywaliła jego walizki z domu po pierwszym takim numerze! Dodajmy do tego fakt, że połowa książki opowiada o różnych aspektach kibicowania i świecie futbolu, i już mam pewność, że to nie jest lektura dla mnie.
As for the reading, I'm still in the "Ice Citadel" by Paweł Kornew, but in the meantime I started and finished another book, "Silver Linings Playbook" by Matthew Quick, and what a disappointment... I didn't see the movie because I don't like such type of movies. And the book was supposed to be packed with positive thinking and making our dreams come true, well... The main character is a 34 year old man who was discharged from the psychiatric hospital after four years and is going to live with his parents. He's delusional about his past and future, and he speaks and behaves like a backward teenager (maybe it's the translator's fault, I don't know). Then it's a book about the dysfunctional family - his father is a football fan, when his favourite team wins he's nice to the family members but when it looses he stops talking to mother and stays in his room, and his wife agrees to such behaviour... Seriously?!.... I'd kick such husband out the moment he did something like this the first time! Let's add that half of the book talks about being a football fan, watching the games and different ways to support the team, and I'm sure this book is not for me.

Sunday, January 01, 2017

Nie dogoni i w sto koni...

... dnia który przeminął...
You cannot catch the day that passed, even on a horseback, the Polish poem says.




I bardzo dobrze!
And that's good!



Rok 2016 był jak dotąd najgorszym rokiem w moim życiu i wcale nie chcę go dogonić, żeby przeżyć tamte dni jeszcze raz. Oczywiście było w nim mnóstwo dni cudownych i te zachowam w pamięci, ale jak nigdy dotąd jestem gotowa na nowy rok, nowe dni, nowe pozytywne doznania.
Wiem, że w nowym roku tych złych i trudnych chwil też może być kilka, nie chcę się wdawać w szczegóły, ale kciuki przyjmuję w każdej ilości!... ^^*~~ 
2016 was so far the worst year in my life and I have no intentions of going back to the days that passed. Of course there were tons of wonderful days and I'm going to keep them in my heart, but as never before I am now ready for a new year, new days, new positive experiences.
I know tough and bad days may also come in new year, I don't want to go into details but you know, any number of fingers crossed is highly welcome!... ^^*~~



Ale nie chcę się na tym skupiać. Nie chcę się nastawiać "co to będzie?... co to będzie?..." "dobrze?" "źle?". Chcę żyć z dnia na dzień, robić niewielkie plany na najbliższą przyszłość, bez wielkich oczekiwań i dołujących myśli w stylu "a co będzie, gdy...". Chcę się tego nauczyć.
But I don't want to dwell on that. I don't want to sit and think "what's going to happen?... what's going to happen...", "good things?", "bad things?". I want to live day by day, with some plans for the future but no great expectations and imaginary depresing thoughts. I want to learn how to do that.



Pierwszy raz w życiu jestem gotowa na zmiany. Do tej pory nienawidziłam zmian. Zmiany były złe, bo przychodziły znienacka i wywracały życie do góry nogami, wrzucały mnie w nieznane a przez to przerażające do szpiku kości! A ja lubiłam pewność powtarzalnego dnia codziennego, chodziłam zawsze tymi samymi drogami (w przenośni i dosłownie), na szaleństwo nieznanego pozwalałam sobie jedynie w kuchni, a wszystkie inne sfery mojego życia pozostawały w bezpiecznym kokonie znanego.
For the first time in my life I am ready for changes. Up till now I hated the change. Changes were bad because they came unexpected and turned my life upside down, threw me into the unknown and that was terrifying! And I so loved the certainty of each repeating day of daily life, I always walked along the known paths (metaphorically and physically), the only sphere where I let myself be adventurous was the kitchen, all other aspects of my life stayed in the safe cocoon of the known.



Ale podobno żeby się rozwijać trzeba czasami coś odpuścić, coś pożegnać, coś pozostawić za sobą, żeby spotkać a swojej drodze coś nowego. Ja jeszcze nie wiem, co to miało by być, ale jestem gotowa na ten krok. Nie robię postanowień na nowy rok, ale wchodzę w niego z otwartym umysłem, czujna na to, co mi przyniesie, obiecując sobie, że nie ucieknę na widok wyzwań i niespodzianek.
But apparently in order to achieve some progress you need to let go of some things, say goodbye, leave it behind so you could meet something new on your way. At the moment I have no idea what it might be but I am ready for that step. I won't have any new year's resolutions this year. But I decided to enter 2017 with an open mind, alert to what it might bring me. And I promised myself not to run away from the slightest mention of challenges and surprises.




Oczywiście w moim życiu pozostaną też pewne rytuały, jak na przykład noworoczne oglądanie skoków narciarskich a wieczorem "Obcych" w wersji reżyserskiej (tak, robimy to każdego pierwszego stycznia od lat! *^v^*). Zimą też zawsze będzie mi towarzyszyć to wszystko, co znajdziecie na zdjęciach - wydziergane otulacze i ocieplacze, uszytki, gorąca herbata a czasami filiżanka espresso, mandarynki, kawałek słodkiego ciasta, drobiazgi umilające i upiększające moje otoczenie.
I tego wszystkiego Wam życzę w nowym roku! ^^*~~
Of course in my life I'll always have some rituals, like watching ski jumping and then "The Aliens" director's cut every 1st January (yes, we do that every year! *^v^*). In Winter I'll be accompanied by the things you can see in the photos - knitted items warm and cudly, memade clothes, hot tea or sometimes an espresso, tangerins, a piece of sweet cake, bits and bobs making my life better and prettier. Have a great new year, my dear readers! ^^*~~

Saturday, December 31, 2016

Robótkowe podsumowanie roku 2016

Tak, to ten dzień w roku, kiedy patrzę wstecz na swoje rękodzieła wszelakie. *^v^*
Yes, that is the day when I look back at my craft activities from the passing year. *^v^*

Z maszyny do szycia zdjęłam dziewięć sukienek i dwie spódnice. W tym roku nie było nietrafionych projektów, ale jeśli musiałabym wskazać rzeczy, po które sięgałam najrzadziej to były to spódnice... Okazuje się, że w tym roku prawie wcale nie nosiłam spódnic! Albo wskakiwałam w sukienkę albo w spodnie/latem w szorty. Nieustannie wybierałam wzory kwiatowe albo kratę.
Późną jesienią uszyłam jeszcze jedną sukienkę, ale pokażę ją dopiero kiedy nadejdzie ciepła słoneczna wiosna. ^^*~~
I made nine dresses and two skirts this year. I had no misguided projects but if you ask me about the least worn items these were the skirts... It turned out in 2016 I just didn't feel like wearing skirts! I chose either a dress or a pair of trousers or shorts in the Summer. What stayed the same was the fact that I used floral or plaid fabrics.
In the late Autumn I sewn one more dress but I'll share it when the warm and sunny Spring comes. ^^*~~





Drutami też operowałam skromniej niż w zeszłym roku - to był rok czapek, wydziergałam ich aż pięć, oraz wielkiej akcji Cała Polska Dzierga Piórkowe Sweterki - tych również stworzyłam pięć sztuk. *^v^* Dodatkowo powstał jeden grubaśny golf zimowy i jeden szyjo-otulacz. A rzutem na taśmę pod koniec grudnia zdjęłam z drutów drugi ciepły zimowy golf.
As far as knitting was concerned, I wasn't as prolific as last year. It was the year of hats, I made five of them. It was also a year of Lightweight Pullovers and I also made five of them. Plus I knitted one thick Winter turtleneck and one shawl. At the end of December I finished another warm and soft turtleneck.





Mimo, iż najpierw odkurzyłam pudełko z kredkami, rok 2016 był u mnie rokiem akwareli, tworzyłam obrazki i prowadziłam dziennik.
Kupiłam też nową lalkę i uszyłam kilka nowych sukienek dla dollfie.
Zmienił się nasz jadłospis - wprowadziliśmy do menu dużo dań czysto warzywnych a przeglądanie wegetariańskich i wegańskich blogów kulinarnych przyniosło nam mnóstwo smakowitych inspiracji. Ta zmiana dała mi bezwiedną i nieokraszoną wyrzeczeniami utratę 8,5 kg, z których pod koniec roku wróciły tylko 2 kg (z nerwów rzucam się na jedzenie, a od jesieni mam bardzo nerwowy okres).
Dołączyłam do akcji "Przeczytam 52 książki w 2016 roku" ale niestety udało mi się przeczytać tylko 48 sztuk, bo były tygodnie, kiedy nie czytałam wcale (na wakacjach albo po prostu z nerwów).

Although I dug out the box of crayons first, 2016 was the watercolours year, I created pictures and kept the daily journal.
I bought a new doll and sewn some new dollfie dresses.
We changed the way we ate - I looked through vegetarian and vegan blogs and got tons of tasty inspirations.That change brought me a total loss of 8,5 kg without fuss and self denial. I only gained back 2 kilos at the end of the year because of overeating from stress (which I had a lot this Autumn and Winter...).
I joined the Facebook event "I will read 52 books in 2016" but unfortunately I only managed to read 48. There were whole weeks when I didn't read a single page, during the holidays or when I had a very stressful time.


Noworoczna kartka dla mojego nauczyciela japońskiego
New Year's card for my Japanese language teacher


Życzę Wam szampańskiej zabawy sylwestrowej i do zobaczenia w przyszłym roku! *^V^*~~~
Have a great party tonight and see you next year! *^V^*~~~

Friday, December 30, 2016

Air Force



Pod koniec roku prawie jednocześnie zaczęłam dziergać trzy swetry i jeden z nich - ten najbardziej przytulaśny *^v^* , udało mi się skończyć! Nie oszukujmy się, to nie jest sweter podkreślający walory figury, raczej wręcz przeciwnie - skrzętnie je ukrywa i człowiek wygląda jak opatulony na zimę niedźwiedź, ale poczułam, że właśnie teraz potrzebuję takiego otulacza, w którym można się schować.
At the end of the year I started to knit three sweaters and I managed to finish one of them, the coziest one. *^v^* Let's be honest, it's not the piece of clothing that strengthens the good features of our figure's. On the contrary, it hides everything completely and you look like a well dressed bear, but right now I felt I needed such garment.



Chciałam czegoś luźnego, miękkiego, ciepłego, a pomysł na ten sweter zrodził się kiedy natrafiłam na zdjęcie w Sieci, a mianowicie tutaj i tutaj.
Włóczka różni się od mojej, wygląda na cieńszą i bez alpaki, za to z metalizowaną nitką, ale pomysł mniej więcej odtworzyłam, zamieniając oczka lewe na prawe na prawej stronie robótki.
Dopiero kiedy już skończyłam moją wersję znalazłam oryginalne zdjęcie tego swetra na stronie producenta i dopatrzyłam się dokładnie, jak on wygląda... Oprócz elementów ściegiem gładkim i ściągaczowym 2x2 występuje jeszcze jeden ścieg - inna odmiana ściągacza. Nie żałuję, że nie włączyłam go do mojego swetra bo nie jestem pewna, czy puchata alpaka nie rozmyłaby za bardzo jego urody. No i zawsze zostaje mi pomysł na kolejne udziergi. ^^*~~
I wanted something loose, soft and warm, and the idea came to me when I saw that photos: here and here.
The yearn is different from mine, it's thinner and no alpaca content, but it has a metallic thread added, but I more or less repeated the shape of the pullover, changing the purl stitches into knit stitches on the right side.
Just when I finished my version I found the page of the pullover's producer's and took a good look at it... Apart from the plain parts and ribbed parts there is another decorative rib stitch. I'm glad I didn't include it in my version because I think alpaca is too fuzzy to show its beauty. Anyway, it's an option for future projects. ^^*~~




Jak robiłam ten sweter przedstawia poniższy nieudolny rysunek schematyczny. *^v^* Zaczęłam od nabrania oczek na dekolt (1) i wydziergania ściągaczowych ramion (2). Kiedy uznałam, że już wystarczy mi długości = szerokości swetra, nabrałam oczka wzdłuż jednego brzegu ramię/szyja/ramię (3) (a potem osobno drugiego, czyli dziergałam najpierw przód potem tył), i zrobiłam ściągaczem ileś centymetrów w dół.
I drew a picture of how I made my sweater. *^v^* First, I cast on stitches for the neckline (1). Then I separately knitted each saddle shoulder parts in rib (2). When I thought I have enough length = width of the shoulders, I picked up stitches along one edge - saddle shoulder/neck/saddle shoulder (3) and made a part of 2x2 rib downwards (and then I repeated this on the other side, first front, then back). 




Kiedy uznałam, że tyle wystarczy mi na szerokość rękawów, zebrałam oczka przodu i tyłu na jednym drucie dookoła (4) i dalej już leciałam z korpusem gładko albo ściągaczem, lekko zwężając ku dołowi. Oczka na rękawy nabrałam z brzegów pach bez żadnego dziergania podkroju, na prosto (5). Na koniec przełożyłam na drut oczka dekoltu i zrobiłam krótki golf (6).
When I decided it's enough for the sleeve width, I put all the stitches on one needle and worked in rounds to finish the body (4). I substracted some stitches as I went towards the bottom ribbing. I picked up the stitches for the sleeves along the side opening (5). Last but not least, I picked up the neckline stitches and made the turtleneck (6).




Dziergałam na drutach 5 mm z włóczki Drops Air (zużyłam 300 g) i na razie mogę o niej powiedzieć, że jest: bardzo lekka, przyjemnie ciepła, daje poczucie miękkiego komfortu czyli jest idealna na zimowe swetry do otulania się! Jak się sprawdzi w praniu i noszeniu to się okaże. Słyszałam, że wyroby z Dropsowej Brushed Silk Alpaca się wyciągają i mechacą, moje Piórkowe tak się nie zachowują a noszę je od jesieni bardzo często. Natomiast Air ma w składzie 70% alpaki, 23% nylonu i 7% wełny, więc może taki skład zagwarantuje nam większą żywotność swetra.
I used 5 mm needles and Drops Air yarn (300 g). At the moment all I can say about that yarn is that it's very light, comfortably warm, perfect for the Winter cozy sweaters! I still need to wait and see how it behaves when worn and washed. I've heard that sweaters from Drops Brushed Silk Alpaca get stretched out and pilled. My Lightweight pullovers does not do that and I've kept wearing them very often since early Autumn. But Drops Air consists of 70% alpaca, 23% nylon and 7% wool,so I hope it guarantees better wearability.




Tak przy okazji, czy zauważyłyście, ile oryginalnie kosztował sweter z Banana Republic, którym się inspirowałam? 128 dolarów za 40% wełny a reszta to akryl i poliester!... Osoby dziergające śmieją się do rozpuku, aż im ręcznie dziergane wełniane skarpety spadają!... *^O^*~~~~ A dodatkowo w komentarzach ludzie skarżą się, że metalizowana nitka przypomina anielskie włosie z łańcuchów na choinkę i niemiłosiernie drapie. Po stokroć wolę moją wersję! *^V^*
Btw, did you notice the original price for the Banana Republic sweater? 128 US dollars for the 40% wool and the rest is just acrylic and poliester!.... Knitting community laughs its (handmade wool) socks off!... *^O^*~~~~ And what's more, in the comments people say that the metallic thread feels like a Christmas tree tinsel and is itchy like hell. I so much prefer my version! *^V^*