Friday, January 12, 2018

Pielmieni

Zaczęło się od tego, że Robertowi zachciało się pielmieni w rosole. W domu nie było półproduktów na twórczość własnoręczną a pora obiadu tuż tuż, więc zapytał, czy miałabym może ochotę na zjedzenie ich na mieście. 
It all started when Robert felt like eating pielmieni in broth on weekend. We didn't have the ingredients to make them and lunch time was coming so he asked whether I wanted to go out to eat them.




Mnie do pierogów namawiać nie trzeba, zjem każdą ilość i rodzaj o dowolnej porze dnia i nocy, *^v^*, tak więc wybraliśmy się do restauracji Babooshka, w której takowe podają - w rosole, ze śmietaną i natką pietruszki. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że 7 stycznia Babooshka (ta na Oboźnej, bo w Warszawie są dwie) była zamknięta!.....  Ponieważ do drugiej lokalizacji mieliśmy daleko a kiszki nam już nieźle marsza grały, ruszyliśmy Krakowskim Przedmieściem w poszukiwaniu innego obiadu i na szczęście trafiliśmy do Gruzji na Chmielnej, gdzie pielmieni - wprawdzie bez bulionu, spożyliśmy. Przy okazji dokonaliśmy smakowitego odkrycia bo zamówiliśmy gruzińskie pikle, które okazały się przepyszną kiszoną kapustą z burakami! ^^*~~
You don't really have to persuade me to eat dumplings, I can eat them anytime anywhere in any amount and type, *^v^*, so we went to Babooshka restaurant where they serve the good ones - in broth, with a dollop of sour cream and some chopped parsley. You can imagine the size of our disappointent when it turned out that on that day Babooshka was closed!... They have the second place in Warsaw but it was rather far from where we were, and our stomachs were so very empty at that point... So, we went for a short walk along the street and finished in Georgia restaurant where we had pielmieni with cream, not in broth. They were okay and we discovered something delicious - Georgian pickled cabbage with beetroot! ^^*~~




Jednak ten obiad pozostawił po sobie niedosyt i w tygodniu zabrałam się za przygotowanie pielmieni w domu, żeby zjeść je tak jak nam się wymarzyło, w gorącym smakowitym rosole. *^0^*
And yet, this lunch left some lack of taste and satisfaction and next week I decided to make pielmieni at home, to eat them in a broth just like we wanted. *^0^*




Przepis jaki wyszukałam jest prosty - zwyczajne ciasto na pierogi, nadzienie z  mielonego mięsa wieprzowo-wołowego, podane w gęstym aromatycznym mięsnym rosole, idealne na zimowy obiad. Ciasto na początku wydało mi się za twarde, mimo długiego wyrabiania, najpierw rękami w potem nawet 15 minut w KitchenAid hakiem do drożdżowego! Nie chciało się wałkować (na szczęście mam maszynkę do makaronu, na korbę, nie musiałam tego robić wałkiem!), szybko wysychało. Bałam się, że po ugotowaniu będzie tak samo twarde ale nie - wyszło przepyszne, mięciutkie! *^0^*
The recipe I found is rather easy - simple dumpling dough (flour, water, salt) and minced pork/beef stuffing served in a dense flavourful meat broth, perfect for a cold Winter diner.




To ja Was teraz zostawię z Akim, a sama pójdę pozajmować się mężem, który w środę zleciał z konia i teraz ledwo się rusza, i jest w domu na zwolnieniu... (ale już mu lepiej, proszę się nie przejmować!)
Do następnego razu! *^v^*
So, now I'll leave you with Aki and I'll go and take care of my husband who fell off the horse on Wednesday and now he's barely moving and is on sick leave for a while... (but he'll recover so do not worry please!)
Until next time! *^v^*




PS.: Sweter ma już cały korpus, chociaż muszę go przedłużyć, bo moja włóczka jest cieńsza niż zalecana i brakuje mi kilku centymetrów. No i dziergam rękawy, a to zawsze zajmuje najwięcej czasu, ech!...
PS.: My pullover has the whole body finished but I need to add some centemetres since my yarn is thinner than in the pattern. I've been working on the sleeves now and it takes soooo much time, as usual...

Friday, January 05, 2018

Klej ze słoików tylko tłuszczem


あけましておめでとうございます!
今年もよろしくお願いします!





Witam w nowym roku! *^V^*
Wiem,  że tytuł wpisu dziwaczny, ale to informacja do zapamiętania dla mnie. Dla Was też, jeśli macie problemy z usuwaniem kleju pozostałego po odlepieniu nalepek ze słoików. ^^*~~ Takie papierowe nalepki przeważnie schodzą łatwo pod wodą, ale często zostaje po nich klej i za nic nie można się go pozbyć, a okazuje się, że to bardzo łatwe - wystarczy posmarować słoik jakimś tłuszczem (olejem, masłem - no ale przy dzisiejszych cenach masła!.....), zostawić na 2 godziny i potem umyć go płynem do mycia naczyń. Sukces gwarantowany!
Welcome to my blog in a new year! *^V^*
I gave this post a strange title but it comes from a kitchen hack - how to remove labels from the jars. They usually come off easily from soaking in some water but very often the paper layer goes away but the glue stays on the glass. I need to remember this so I wrote the method to remove it in the title and you can use it too if you need it! ^^*~~ All you have to do is to cover the glue with some oil or butter and leave it like that for about 2 hours. After that just wash the jar in warm water with washing liquid, it really works!




Rozmawialiśmy ostatnio z mężem na temat ubrań i w tym kontekście zastanawialiśmy się, czy człowiek - no, na własnym przykładzie się zastanawialiśmy,  czyli człowiek ja i człowiek on, widzi samego siebie w lustrze obiektywnie. Czyli, czy tak naprawdę to co zakładamy na siebie naprawdę do nas pasuje (do figury, wieku, stylu życia) czy tylko tak nam się wydaje, bo chcielibyśmy, żeby pasowało. A w rzeczywistości ubranie, które wybieramy nas postarza albo odwrotnie - nosimy coś zbyt młodzieżowego i wyglądamy w tym śmiesznie. Dyskusja poprowadziła do wątku "jak ja się ubierałam, jak miałam około 20-tu lat" - czy bardzo inaczej? No i jak tak sobie porządnie poprzypominaliśmy, to wyszło na to, że wtedy nosiłam głównie spodnie, tshirty albo bluzy, glany, i w sumie tak samo ubierały się moje koleżanki... Sukienki i spódnice były u mnie rzadkością, kolorowe chusty zaczęłam nosić bo podpatrzyłam to u koleżanki w pracy, i tak naprawdę mój styl zaczął się rozwijać około 30-stki, a szczególnie kiedy zaczęłam coraz więcej szyć.
A jak Wy, moje około-rówieśniczki, ubierałyście się w okolicach 20-stki? Bardzo różnie od obecnej garderoby? Jestem ciekawa. *^o^*
We've been talking with Robert recently about the image we have in our heads about our clothes and clothing styles. Does a person really sees herself/himself objectively in the mirror, choosing this or that to wear? Does it really fit us or do we just think it does and we look too young/too old for some styles we choose? Do we look funny and cannot see it? Then the discussion went towards the question "what did I wear when I was around 20 years old? was it much different from what I wear nowadays?" . After giving it some thought I realised I had quite a boring wardrobe - I mainly wore trousers, t-shirts or sweatshirts, heavy boots, and my girl friends wore the same... I barely ever put on skirts or dresses, colourful scarves came to me after I started working in an office and met a friend who wore them a lot, my current style started to develop when I was around 30 yrs old and started to sew more and more.
I'm curious how about you, my age-mates? What was your dressing style when you were in your 20's? Similar to or different from now? *^o^*



Od jakiegoś czasu chodzi za mną pomysł uszycia sobie płaszcza i ostatnio przypomniałam sobie, że kiedyś już popełniłam jeden płaszcz! *^v^* Kiedy o tym wspomniałam Eri poprosiła, żeby go pokazać i na szczęście mam kilka zdjęć! Było to przed czasami blogowania w 2004 roku i jakoś nigdy nigdzie go nie pokazywałam na zdjęciach, a nawet często go nosiłam. Model był dość fikuśny, pochodził z Burdy ale nie ze standardowej linii tylko był to płaszcz 137  projektantki Anett Rostel z numeru październikowego 2003 roku (polecam stronę Anett, bardzo ciekawe projekty!). W oryginale z pięknej czerwonej cupry, w mojej wersji z beżowej tkaniny obiciowej.
For some time now I've been thinking about sewing myself a coat and recently I recalled the one I made ages ago! *^v^* When I mentioned it Eri said she wanted to see it and I have some photos! It was before the blog times in 2004 and I remember wearing it quite often then. I chose quirky pattern, it was from Burda magazine but not from their usual line but the designer's model by Anett Rostel, pattern 137 from Burda X/2003. In the original it was made from red cupra, my version was from the beige upholstery fabric.




Pamiętam, że bardzo się denerwowałam pracując nad tym projektem bo wydawał mi się niesamowicie skomplikowany i pierwszy raz w życiu robiłam wszystko według opisu w Burdzie czytając każde zdanie po kilka razy! *^v^* Udało mi się wszystko - i kieszenie ukryte w przednich szwach, i kołnierz-stójka, i nawet wszycie podszewki!
I remember I was very nervous while making it because I thought it to be extremely difficult and I did everything sentence by sentence like it was described in the magazine, reading each line several times! *^v^* I managed to succeed, even the pockets hidden in the front seams, stand-up collar and even the lining!





Uważam, że osiągnęłam całkiem niezły efekt, chociaż płaszcz uznaję bardziej za ozdobny niż za użytkowy - zapięcie kończy się w talii (ukryta listwa guzikowa) a szeroki kołnierz luźno otacza szyję, tkaninę wybrałam zupełnie szaloną (i pewnie niezbyt odpowiednią na ten model)!... ^^*~~ Uszyłam do kompletu torbę na ramię i kapelusz, i pamiętam, że jeden mój kolega był tym faktem niesamowicie ubawiony, że jestem tak komplementarnie ubrana w taki sam wzór! Model jest ciekawy i zwróci uwagę uszyty nawet z mniej rzucającego się w oczy materiału, mogę go polecić! *^o^*
I think I made quite a good job although this model seems to me more decorative than practical - the buttons in the hidden button band reach only to the waistline, the stand-up collar is very wide at the sides, I chose a crazy fabric (probably the poor choice for a coat anyway)!... ^^*~~ I also made a matching bag and a hat, and I remember my friend was very surprised and amused by the fact I wore the same fabric all over me! This pattern is very interesting and it will attract attention even when it's made from less flashy fabric, I can recommend this coat! *^o^*




Ponieważ ostatnio pojawiły się głosy, że na blogu jest za mało kotów, to dzisiaj koty przewijały się w całym wpisie, mam nadzieję, że trochę Was to usatysfakcjonowało. *^v^*
Because there's been voices that there were no cats on the blog, today I added a bunch of photos, I hope it satisfies you for now. *^v^*




PS.: Fioletowy sweter na drutach powstaje, chociaż weszłam w fazę miliona oczek prawych i jakoś zaczął mi się dłużyć... Dodatkowo uszkodziłam sobie palec i muszę robić przerwy odpoczynkowe w dzierganiu. Ale kiedyś dojdę do końca i pochwalę się efektami, na razie przymiarki dają całkiem zadowalające  rezultaty. ^^*~~
PS.: I've been knitting my violet pullover although I'm in the million knit stitches phase at the moment and it's a bit boring... What's more, I hurt a finger and I need to take rests after several rounds. But when it's finished I'll share the result, at the moment it looks promising. ^^*~~

Saturday, December 30, 2017

Podsumowanie z kawałkiem ciasta

Proszę się poczęstować kawałkiem pomarańczowego placka według przepisu Yotama Ottolenghi. ^^*~~
Have a piece of semolina orange cake from the recipe by Yotam Ottolenghi's. ^^*~~



I po świętach, ufff!... *^v^*
Nie było tak źle, szczerze mówiąc było całkiem miło. Prezenty się podobały, jedzenie udało się wyjątkowo smacznie, wszyscy wytoczyli się z mieszkania niczym śniegowe kule tak więc tradycji objedzenia się po kokardkę stało się zadość!
And the holidays are over, phew!.... *^v^*
It wasn't that bad after all, in fact it was quite nice. Gifts were spot on, food was really good this year, everybody rolled out from my mother's house like snowballs so we managed to keep the tradition of eating well beyond being full, as usual!

Chciałabym pokazać Wam co dostałam pod choinkę. To książki, które sama wybrałam i naprawdę trafiłam w dziesiątkę!
Najpierw kuchnia Bliskiego Wschodu - kto nie zna Yotama Ottolenghi? Ten słynny kucharz wydał już trzy książki z przepisami na dania wytrawne i niedawno czwartą z samymi wypiekami na słodko. Ja zaczynam przygodę z jego kuchnią od "Całej obfitości". Przerzuciłam na szybko strony z przepisami i bardzo się cieszę na ich testowanie! Na razie wybrałam jedną z zup - tylko dlatego, bo miałam składniki i chciałam je zużyć, przepis bez zdjęcia, więc nic mnie wizualnie nie mogło zaintrygować, a zupa wyszła... genialna! Robert chwalił z każdym kęsem. *^v^* (przepis na ciasto na początku wpisu pochodzi z książki Yotama "Jerusalem" i znam go od jakiegoś czasu, to ciasto już pojawiło się kiedyś na blogu a na przepis trafiłam w Sieci).
"Kaukasis" to podróż przez dania kuchni rodzinnej autorki Olii Hercules, przenosimy się do Gruzji i innych krajów Kaukazu, terenów targanych wojną ale jednoczących się przy wspólnym stole. Zapowiada się to świetnie, choć od razu mam jedną negatywną uwagę do polskiego wydawcy, bo nie lubię niedbalstwa - w wielu miejscach w książce trafiamy na odnośnik do strony 234, na której powinna się znaleźć lista sklepów oferujących gruzińskie przyprawy i nietypowe składniki. Jednak w polskim wydaniu ta strona jest... pusta! Rozumiem, że pewnie wymienione tam sklepy wysyłają zamówienia tylko do Wielkiej Brytanii, ale w tej sytuacji redaktor polskiego wydania powinien usunąć odnośniki ze wszystkich przepisów, a nie odsyłać czytelnika do białej strony...

I'd like to show you what I got for Christmas. These are the books I chose myself and I chose well!
First the Middle Easter cooking - who haven't heard of Yotam Ottolenghi? That famous chef published three cookbooks and recently the fourth one with cakes and desserts. I've started my Ottolenghi's adventure with the "Plenty More". I looked through the recipes briefly and I'm looking forward to testing them! I've made one soup because I had the ingredients and wanted to use them up, the recipe had no photo so there was nothing to inspire me visually and the soup turned out great! Robert was praising it with every spoonful. *^v^* (the semolina cake above comes from the book "Jerusalem" and I've already shown it on the blog before, I don't have this book, I found the recipe on some blog once).
Then, "Kaukasis" by Olia Hercules that transfers us to Georgia and other Caucasian countries, divided by the wars but united at the table. I have high hopes connected with this book but I hate the Polish editor for removing the page with all the online shops selling the unusual ingredients... The page is just blank but in the recipes every now and then we can read "go to page 234 for the list of shops"... What a negligence!




A dwie kolejne książki to powrót do kuchni polskiej końca XIX-go i pierwszej połowy XX wieku. Całkiem przypadkiem trafiłam niedawno na dwie pozycje napisane przez blogerki - Monikę Śmigielską z bloga Kuchenny KredensAnnę Włodarczyk ze Strawberries from Poland.  Obydwie panie pogrzebały w starych książkach kucharskich i zaprezentowały wiele interesujących przepisów, zarówno obydwie książki jak i blogi są warte poznania. No i popatrzcie na sukienkę pani Moniki na okładce, czyż nie chce się Wam od razu biec do maszyny do szycia? Mnie się chce! I już intensywnie poszukuję takiego materiału! *^V^*
The following two books are the way to return to the kitchen in the XIX and first half of the XX c in Poland. Looking for something else I stumbled upon those two books by the Polish bloggers - Monika Śmigielska from Kitchen Cupboard and Anna Włodarczyk from Strawberries from Poland. The ladies looked through the vintage cookbooks and chose a very interesting selection of recipes, both the books and their blogs are worth getting to know. And just take a look at Ms Śmigielska's dress on the cover, isn't it just wonderful? I feel I need such dress in my life and I keep looking for similar fabric! *^V^*




Ostatnią książką, jaką znalazłam pod choinką była podwójna kolekcja "Zielone koktajle" - bogaty zbiór przepisów, które na pewno mnie zainspirują do poświątecznego detoksu i robienia wiosennych napojów pełnych zdrowia. Mikołaj, który dla mnie wybrał tę pozycję chyba dobrze mnie zna! ^^*~~
The last book is the huge collection of "Green Cocktails" - a selection of shakes or smoothies in many colours and flavours that will definitely help me to detox after holiday gluttony and inspire me to make Spring drinks full of health. Santa Claus who got it for me must know me well! ^^*~~


***

Koniec grudnia to czas podsumowań, więc i u mnie szybkie posumowanie roku 2017. To był jeden z najtrudniejszych okresów w moim całym życiu, po pierwsze ze względu na chorobę i operację mojej mamy, a po drugie ze względu na przemiany, jakie zaszły we mnie. Doprowadzona do nagromadzonej przez lata ostateczności pierwszy raz w życiu powiedziałam komuś "nie" i nareszcie poczułam się dobrze w tej relacji, poczułam się jak dorosły który daje sobie prawo do decydowania o własnym życiu.
Z drugiej strony, to był rok przełamywania moich strachów, również tego związanego z nowym kotem - bardzo długo nie chciałam "pożegnać" Ryszarda i zrobić miejsca dla nowego zwierzaka, ale kiedy się zdecydowałam w naszym domu zamieszkały dwie puchate kulki pełne miłości! ^^*~~ Byliśmy w Japonii i jak zwykle przywieźliśmy garść wspaniałych wspomnień i planów na przyszły rok. Nawiązałam nowe znajomości, co w moim życiu introwertyka tak często i łatwo się nie zdarza... *^v^* Ogólnie rzecz biorąc, rok 2017 był na plusie!
The end of December is a time to look back at the passing year so let me make a quick summary too.
2017 was one of the most difficult times in my life. First, because of my mother's illness and a surgery she went through. Second, because of the changes that occurred in me. At some point I felt pushed over the edge and said "no" to somebody for the first time in my life, and it felt good, as if I was finally able to take my position as an adult and decide on my life.
On the other hand it was a year of fighting with my fears, also the fear of having new cat - I didn't want to say goodbye to the image of Ryszard's for a long time and make room in my heart for some new pet but when I did, two fluffy balls of love started to live with us! ^^*~~ We went to Japan and as always we brought back lots of great memories and new plans for the next trip. I made some new friends which is not that easy or happens too often in my introvert's life... *^v^* In general, year 2017 was a good one!

Robótkowo było tak - tylko sześć sukienek. Ale czy "tylko"? Na pewno to mniej niż w latach poprzednich ale prawie wszystkie (oprócz tej żółtej, której jeszcze nie polubiłam) okazały się dobrym wyborem. Zrobiłam też sześć projektów na drutach i znowu są to swetry kochane i noszone na okrągło.
Craft wise was like that - only six dresses sewn. But, is it really "only"? It's not as many as in the previous years but almost all of them were the good choice (I'm not sure about the yellow one...). I also made six knitted projects, all of them worn and loved.




Sporo malowałam rozwijając swój akwarelowy warsztat, dużo czytałam, za to zupełnie zaniedbałam lalki, co zamierzam nadrobić w przyszłym roku. Chciałabym też wyjść poza szycie sukienek i poszerzyć asortyment uszytych projektów o spodnie i nakrycia wierzchnie. A generalnie moje postanowienia na nowy rok to: więcej sukienek, więcej czerwonej szminki, więcej radości z rzeczy małych, podróż do Japonii (i jeśli się uda, do Edynburga. Canella, już nadrabiam zaległości czytelnicze! *^O^*), więcej smakowitości zjedzonych, ugotowanych i pokazanych na blogu, bo pysznymi rzeczami należy się dzielić. ^^*~~
I painted quite a bit working on my watercolour skills, read quite a lot  but I forsaken the dolls somehow which I'd like to make up for next year. I'd like to go beyond my dresses comfort zone and sew some trousers and coats too. My new years resolutions are: more dresses day by day, more red lipsticks, more little things that make me happy, trip to Japan (and maybe to Edinburgh as well), more tasty food eaten, cooked and shared on the blog because all the yummy things should be shared. ^^*~~



Życzę Wam wspaniałego nowego roku 2018! *^V^*~~~
Have a great new year 2018! *^V^*~~~

Sunday, December 24, 2017

Happy Tasty!!!

Mój wkład w święta - ciasta.
(oraz ćwikła, którą od śmierci ojca chyba już tylko ja jadam...)
My input into Christmas preparations - cakes.
(and beetroots and horseradish salad, since my Father died I think I am the only one left who eats it...)

Upiekłam sernik:
I baked cheesecake:




Oraz makowiec w kruchym cieście:
And poppy seed cake on short crust:



Smacznych wesołych świąt!!! *^V^*
Have a tasty happy holidays!!! *^V^*

Sunday, December 17, 2017

Zakochałam się

Zakochałam się. Beznadziejnie i nieodwołalnie, (przynajmniej na ten moment ^^*~~)
Zakochałam się w Edynburgu.
I fell in love. Totally hopelessly and inevitably, (at least at the moment. ^^*~~)
I fell in love with Edinburgh.

Na Instagramie trafiłam na konto, które gromadzi zdjęcia użytkowników, a przedstawia Edynburg i okolice. I ja wiem, że to są fotografie najpiękniejsze,  specjalnie wybrane, często podkręcone filtrami, ujęcia z najatrakcyjniejszych miejsc, czasami trafione jedno na 10 000 ujęć, każde miasto można tak sfotografować!... Co z tego?!
Ja kocham Edynburg i chcę tam pojechać. I zamieszkać. 
I wiem, że to nie jest Tokio. 
Chce mieszkać jednocześnie w Szkocji i w Japonii, niech no tylko się rozdwoję!... *^V^* 
Na razie planuję wycieczkę, żeby pospacerować po tych wszystkich ulicach i zobaczyć to miasto na własne oczy.
I found an account on Instagram that gathers the photos of that city's and its surroundings from many users. And I know that those photos are the most beautiful ones, specially chosen, often spiced up with the filters, taken from the most attractive spots, sometimes chosen the one from 10 000 shots, each city can be photographed in this way!... So what?!
I love Edinburgh and I want to go there to visit. And to live there.
I know it's not Tokyo.
I want to live simultaneously in Scotland and Japan at the same time, just wait till I divide into two Joannas!... *^V^*
At the moment I concentrate on planning the trip to Edinburgh to see the city with my own eyes.

Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego przez ostatnie dwa miesiące jakoś mało jest u mnie twórczości do pokazywania na blogu i doszłam do wniosku, że jednym z powodów są koty. No bo trafiły nam się egzemplarze towarzyszące. Co to znaczy? To znaczy, że łażą za mną krok w krok. Jeśli siedzę na kanapie z książką, to one śpią albo bawią się w tym samym pokoju, czasami obok a czasami na mnie. Natomiast jeśli wstanę i zrobię trzy kroki do kuchni (która jest w tym samym pomieszczeniu, tylko trzeba ominąć stół *^v^*), to one się budzą i już siedzą na stole albo pokładają mi się pod nogami. Jeśli pójdę do drugiego pokoju, to od razu lecą tam za mną i patrzą mi na ręce, co robię. Jak idę pod prysznic, to jeśli nie zamknę drzwi od łazienki, siedzą pod drzwiami prysznica na chodniczku łazienkowym i mnie pilnują. Każda moja zmiana miejsca pociąga za sobą przemieszczanie się kotów, jeszcze nie próbowałam w tych warunkach odrysowywać wykrojów z Burdy, ale przeczuwam, że może być wesoło... ^^*~~
I've been thinking recently about the reasons why for the past two months I haven't created much to show on the blog, and I reached the following conclusion - among other things, the reason is the cats. We have the accompanying cats. What does it mean? They follow me wherever I go. When I'm on the sofa with a book, they sleep or play in the same room, sometimes close to me or involving myself. But when I get up and go to the kitchen (which is in the same room, you just have to go past the table *^v^*), they immediately sit on the table or lay under my feet. If I go to the other room, they run after me and observe what I'm doing there. When I'm under the shower and haven't closed the bathroom door properly, they sit under the shower glass door and wait for me. My every change in position is connected with their movement, I haven't tried to copy the Burda's pattern or redraw the pattern on the fabric with them yet (I do it on the bedroom's floor), but I suspect it may be a very interesting experience... ^^*~~






Grudzień nastraja mnie sentymentalnie. Moja mama wpada wtedy w świąteczną gorączkę i jej nerwowy nastrój oczywiście mi się udziela. Trzeba kupić to i tamto, przygotować to i sio, czy zdążymy ze wszystkim, i prezenty trzeba, i w ogóle... Potem trzeba będzie siedzieć przy stole i jeść to wszystko... Miesiąc sponsorowany przez słowo "trzeba"! Im bliżej końca roku tym gorzej, a ja staram się przed tym uciec, uciec psychicznie, w głąb siebie. Czasami łapię się na tym, że kiedy poszłam po coś do sklepu, to zamiast od razu wrócić do domu najkrótszą drogą, bo siąpi zimny deszcz i wieje lodowaty wiatr, ja idę powoli, kręcę alejkami po osiedlu, daję się smagać tej zimie, bo kiedy tak idę to czuję się, jakbym była kimś innym, prowadziła inne życie i może nie musiała obchodzić świąt?... Psychologia ma na pewno jakąś mądrą nazwę na takie zachowanie. *^-^*
December makes me sentimental. My mother starts to have a Christmas fever at the beginning of the month and her emotions have an influence on me. We have to buy this and that, prepare this and that, are we going to be on time with everything?, and the presents, and all.... Then we will have to sit at the table for two days and eat it all... December is sponsored by the expression "we have to"! The closer it gets to Christmas the more nervous atmosphere gets, and the more I keep withdrawing from everything. Sometimes when I go shopping and should be coming home quickly because the rain is so wet and the wind so freezing, I find out I keep wandering slowly around the neighbourhood choosing the longest way home because when I do it I feel like somebody else, with a different life, maybe someone who doesn't have to take part in that Christmas craziness?... I'm sure psychology has some nice name for such condition. *^-^*

Przez tę nerwową atmosferę nie lubię świąt i przechodzę przez nie jak przez zło koniecznie. Od kiedy nie ma z nami mojego ojca na mnie spadł obowiązek upieczenia ciast na święta, i w sumie robię to z ochotą, bo mogę czymś zająć ręce i głowę. I trochę bawię się dekoracjami, ostatnio zainteresowałam się tym tematem i chciałabym spróbować kilku technik cukierniczych. Pochwalę się ciastem, jakie w tym roku upiekłam dla naszej zaprzyjaźnionej stajni, wyszło całkiem spore, ok. 30 cm średnicy (w zeszłym roku upiekłam podobną gwiazdę na spotkanie z przyjaciółmi, wtedy to była nowość, teraz widzę takie gwiazdy w wielu miejscach, nawet w jednym miesięczniku kulinarnym!):
Because of that nervous atmosphere I don't like Christmas and I struggle through those two days somehow (we visit my mum on Christmas Eve for diner and then next day for breakfast and lunch). Since my father died I am responsible for the cakes which is in fact not that bad because I can keep my hands and head occupied. I started to play with decorations, the topic I want to explore more. Let me share the poppy seed cake I baked this year for the friends in the stables, it turned out quite big, about 30 cm in diameter (similar to the one I baked last year for the meeting with the friends): 



Ciasto jest drożdżowe a nadzienie z masy makowej. Ozdoby zrobiłam z masy cukrowej (wycinałam foremkami) i cukrzonych żurawin. A przy okazji, bo zostało mi ciasto i nadzienie, zrobiłam małe ciasto na weekend dla nas dwojga. *^v^*
It's a yeast dough and poppy seed stuffing, I made the decorations from the sugar paste (using cookie cutters) and also added cranberries coated with sugar. I had some dough and stuffing left so I made a small cake for the two of us for the weekend. *^v^*



Acha, i koniecznie muszę Wam jeszcze polecić dwie książki! Przeczytałam połowę trzeciego tomu cyklu Grzegorza Kalinowskiego i postanowiłam go sobie dawkować, bo mi się za szybko skończy!..., więc w ramach przerwy zabrałam się za dwie średniogrube książki. Po obydwie sięgnęłam przypadkiem na półkę biblioteczną, czasami lubię tak sobie wylosować lekturę.
"Kijanki i kretowiska" Aleksandry Zielińskiej to zbiór opowiadań i zazwyczaj po takie książki nie sięgam. A dlaczego? Bo nie są łatwe, uwierają, poruszają brzydkie trudne tematy, a chyba nikt nie lubi czytać o takich rzeczach. Ale tutaj każda z historii jest pokazana w bardzo ciekawy sposób, krótka forma narzuca zwięzłość a dodatkowo autorka umiejętnie prowadzi nas przez wydarzenia, nie zdradza wszystkiego od razu, dawkuje fakty.
Za to "Przedziwne są twe dzieła, panie" Tatiany Ustinowej to świetny kryminał! Bardzo lubię kryminały rosyjskich autorów i tym razem znowu się nie zawiodłam. Małe miasteczko, lokalne muzeum sztuki, jest i trup, i trochę tajemnic. Jak zaczęłam czytać, to noszę tę książkę ze sobą po mieszkaniu i doczytuję po kilka kartek jak tylko mam chwilkę czasu. ^^*~~
Oh, and I've been reading two very good books now, I took them from the library's shelf at random and it was a good choice.
"Tadpoles and molehills" by Aleksandra Zielińska is a collection of short stories, talking about difficult topics from our lives. I don't usually read such books, they are uncomfortable, leave a bitter aftertaste, nobody likes to hear about such things. But each story is somehow interesting and the short form adds some zing.
The second book is a crime story by the Russian author Tatiana Ustinowa and I'm never disappointed with the Russian crime stories! Small town, local art museum, a dead body, some mysteries. When I started to read it I kept carrying it with me around the house to catch a few pages when I had a chance during the day!  ^^*~~




A czekają już na mnie takie pozycje, nie ma to jak poczytać na Facebooku w komentarzach co jedna pani poleca drugiej pani!... *^V^*
And here is what's been waiting for me in the queue! That's what happens when I read the comments on Facebook to my friend's post about reading and people keep recommending new reads!... *^V^*



Wednesday, December 13, 2017

Grudniowe wietrzenie

Wietrzymy bloga!
Gdzie byłam, jak mnie nie było? 
Tutaj! *^V^*
Na przykład robiłam na drutach.
Let's let some air into this blog, shall we?
Where was I when I wasn't writing anything?
Here! *^V^*
Knitting, for example.


Zaczęłam dziergać Biankę, używam Dropsowej Flory w kolorze 9 Ametyst a ponieważ pracuję na drutach 3,5 mm to trochę mi się zejdzie. Sam sweter jest dość prosty w wykonaniu, na razie po zrobieniu karczka mam przed sobą dużo prawych i lewych oczek, i dodawania oczek na raglanowe rękawy. 
I started to knit Bianka, using the Drops Flora in nr 9 Amethyst, and because I've been working on 3,5 mm needles it will take me some time to finish. After making the small neck piece there isn't much excitement now, with knit and purl stitches and increasing for raglan sleeves.

Poza tym, czytałam.
 W oka mgnieniu połknęłam dwie powieści Natsume Soseki "Wrota" oraz "Światło i mrok", która jest niestety powieścią nieukończoną (autor zmarł w trakcie jej pisania). Wcześniej czytałam "Sedno rzeczy" i "Jestem kotem" tego autora i mogę śmiało powiedzieć, że jest on aktualnie moim ulubionym japońskim pisarzem. Sposób, w jaki przedstawia realia życia w Tokio na początku XX wieku jest magiczny a każda z jego powieści skupia się na stosunkach międzyludzkich i pokazuje uniwersalne prawdy, aktualne również w dzisiejszych czasach.
 Jak już skończyłam z Sosekim, to przyszła pora na początek XX wieku w Warszawie (i Zakopanem, i Poznaniu) Kalinowskiego - szybko rozprawiłam się z książkami "Śmierć frajerom" i "Śmierć frajerom. Złota maska", i właśnie zaczynam trzecią część cyklu, bardzo polecam! Przed nią zrobiłam sobie szybkie interludium pod postacią "Roku magicznego myślenia" Joan Didion - książka opowiadająca o trudnym temacie śmierci bliskiej osoby.
 Na czytniku mam teraz "American Gods" Neila Gaimana, kilka lat temu czytałam ją po polsku a teraz odświeżam sobie wersję angielską w oczekiwaniu na kolejny sezon serialu. Natomiast audiobook towarzyszący mi w trakcie biegania po mieście to wciąż "Zły" Leopolda Tyrmanda w mistrzowskim czytaniu Adama Ferencego. 
Also, I've been reading a lot.
 I quickly read two books by Natsume Soseki "The Gate" and "Light and Dark" - this one is an unfinished book, the author died when he was writing it unfortunately. I read two more books by Soseki before, namely "Kokoro" and "I am a Cat", and right now he is my favourite Japanese author. The way he writes about the life in Tokyo at the beginning of the XX c. is magical, and each of his novels talks about human relationships and is very accurate even nowadays.
 When I finished those two, it was time for Grzegorz Kalinowski and his books about Warsaw at the beginning of the XX c. I devoured two first books from the series and just started to read the third one, with a quick break with Joan Didion's "The Year of Magical Thinking" - a book dealing with a difficult topic of a death of a loved one. 
Last but not least, on my ebook reader I have "American Gods" by Neil Gaiman - I've read it a few years ago in Polish but now I wanted to refresh my memory waiting for the second season of the tv series based on it. And finally, while doing errands I've still been listening to audiobook "The Man with White Eyes" by Leopold Tyrmand.




Na początku grudnia mój mąż miał urodziny i upiekłam dla niego tort. Plany miałam ambitne, ale niestety puchata rzeczywistość wtrąciła swoje trzy grosze... Najpierw upiekłam biszkopt, który zostawiłam na blacie kuchennym do wystygnięcia, a sama poszłam do sklepu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po powrocie zastałam wyjedzoną na biszkopcie dziurę!.... Wyraźnie widać było ślady po kocich zębach chociaż wszystkie koty zamieszkujące ten dom stanowczo zaprzeczały, jakoby brały udział w tym niecnym procederze i oczywiście nie widziały, kto to zrobił!... 
Musiałam zatem ściąć górną warstwę biszkopta, więc tort wyszedł mi niższy niż planowałam. Do przełożenia blatów użyłam plasterków banana i kajmaku a całość pokryłam masą z ubitego masła, cukru pudru i serka mascarpone. Dekoracją były winogrona i liście melisy, a podobieństwo do ciasta banofee pie jak najbardziej zamierzone. Następnym razem zamiast banana użyję wiśni albo pestek granatu, bo wszystko było mocno słodkie bez kwaskowego akcentu. W każdym razie, tort wyszedł może niepiękny, ale smaczny i zniknął bardzo szybko. ^^*~~
At the beginning of December my husband had his birthday and I made a cake for him. I had ambitious plans, ruined a bit by a pair of fluffy creatures.... First I made a cake base, which I left to cool down and went to the shop. When I came home I found out that some purring monster ate a hole in the top layer!... All the cats living in this house denied any knowledge of that of course!
So, I had to cut off the top part of the cake and it turned out smaller than I planned. I layered it with condensed milk turned into toffee and banana slices, and I covered everything with whipped butter/sugar/mascarpone cream, with grapes and Melissa leaves as a decoration. Yeah, the resemblance to the banofee pie was intentional. Next time I'd use cherries or pomegranate instead of banana to add some sour element. Anyway, it was tasty and disappeared in no time. ^^*~~




Oprócz pieczenia gotowałam też inne rzeczy.
Najpierw była ryba w tikka curry, w domowej paście tikka - było mi łatwiej zrobić ją ze składników podstawowych niż iść do sklepu po słoik gotowej pasty... ^^*~~
Apart from baking I was also cooking other stuff.
Like tikka curry fish, with homemade tikka paste - seriously it was easier for me to make the paste from scratch from the ingredients I had at home than to go to a shop and buy the jar... ^^*~~
 



A potem mąż poprosił o tonkotsu ramen, no to ugotowałam. *^v^* Esencjonalny bulion z dodatkiem boczku chashu i ajitsuke tamago. Wykonanie jest naprawdę proste, wymaga tylko czasu. Ugotowałam bulion z połowy składników i oczywiście nadal wyszedł mi wielki gar, ale to przecież nie problem, takiego bulionu można użyć jako baza do najróżniejszych zup, sosów albo do risotto.
Then Robert asked me to make tonkotsu ramen, so I did. *^v^* I made this broth with chashu pork and ajitsuke tamago. It's easy to make, it only takes time. I used half the amount of the ingredients for the broth and I still ended up with a huge pot full of liquid, but that's okay since you can use it as a base for other soups or sauces, or even add it to a risotto.




Dwa dni później jedliśmy taki zestaw - makaron ramen w bulionie z dodatkiem wakame, a do tego warzywa i krewetki w tempurze. *^v^*
Two days later we ate the broth with ramen noodles and wakame, and some vegetable and shrimps tempura on the side. *^v^*




A propos futrzastych stworów, w siódmym miesiącu swojego życia koty kwitną! ^^*~~
Są już wykastrowane, po wszystkich badaniach (felv/fiv negatywne), a wszystko co robią robią na 200% - jedzą, bawią się, rosną (ważą już po 3 kilo każdy!), słodzą się ze wszystkich sił! (Tak powiedziała pielęgniarka, która przyniosła nam koty do recepcji po zabiegu, "dwa najsłodsze koty na świecie!"...^V^*~~)
Talking about the furry creatures, in the 7th month of their live's they thrive! ^^*~~
They've been castrated last week, had all the blood tests (felv/fiv negative) and all they do they put 200% into it - whether it's eating, playing, growing (they're 3 kilos each now!), being the sweetest cats in town! (That's what the nurse said when she was carrying them out to us after the procedure, "the sweetest two cats in the world!"... ^V^*~~)





Tyle ode mnie na dzisiaj, teraz idę pogłaskać koty i zaplanować ciasta na święta, trzymajcie się ciepło i do następnego wpisu! ^^*~~
That's all from me today, I'm going to hug my cats now and plan some Christmas cakes I'm going to bake, keep warm and see you next time soon! ^^*~~

Tuesday, November 28, 2017

November, go away!

Listopad mi się nie podobał. Na serio. Był raczej fatalny. 
Uciekła mi wena do szycia, niby chodzą mi po głowie pomysły, ale nic takiego, co by mnie porwało do siadania do maszyny. Jakoś mi ostatnio nie po drodze z malowaniem, niby na początku miesiąca powstało kilka ryb ale im dalej tym trudniej mi było znaleźć czas, żeby usiąść do akwareli. Do tego nałożyło się kilka nieprzyjemnych sytuacji życiowych i już mam powody, żeby nie znosić listopada!...
Za to wydziergałam sweter. ^^*~~
I didn't like November. Seriously. It was rather awful.
I lost my sewing zeal, I had some ideas but nothing made me want to run to the sewing machine. I somehow couldn't find the time and will to paint,  I created some fish paintings at the beginning of the month but then I found it more and more difficult to sit down and paint. Also there were several unpleasant life situations this month and I have many reasons to hate November...
But I knitted a pullover. ^^*~~




To jedyna czynność rękodzielnicza, do której siadałam z zapałem i wciąż ten zapał w sobie czuję, mam plany na kolejne dwa projekty tylko muszę poczekać na włóczkę!
That was the only craft I loved this month and I still feel the knitting inspiration, I have two new projects planned and only need to buy the yarn!
 



A sweter wydziergałam ze... swetra. Tak, można się śmiać, ale po raz drugi przerabiałam Air Force. Najpierw był niby-oversizem, ale mi się nie podobał, więc przedziergałam go prawie w 80% zbliżając go do ciała. Niestety, taka wersja też mnie nie zachwycała... Po prostu to nie był ten model do tej włóczki! Ale ostatnio całkiem przypadkiem trafiłam na pomysł idealny i szybciutko powstał Air Force Rug.
I made this pullover from a... pullover. Yes, you can laugh but I re-knitted the Air Force for the second time. First, it was an almost-oversize sweater but I didn't like it like that, so I changed about 80% of it to make it more fitted. Unfortunately I didn't like the second version either... It just wasn't a good model for that yarn I guess. But recently I found the perfect pattern and I quickly made Air Force Rug.




Wzór jest darmowy i można go ściągnąć tutaj, autorką jest Junko Okamoto. Dziergamy od góry bezszwowo, co tygrysy zazwyczaj lubią najbardziej. Model ma wrabiany motyw, ale ja z niego zrezygnowałam, bo naszło mnie na totalnego zwyklaka-szaraka, potrzebowałam czegoś luźnego i miękkiego do otulania się. 
The pattern is free and can be taken from here, the author is Junko Okamoto. We make it top down without seaming which is what most of us love in knitting sweaters. It has the colourwork pattern but I decided I just need a big grey soft rug without ornaments so I omitted that part.




Z dumą oświadczam, że nareszcie udało mi się zrobić mojego pierwszego oversize'a! *^V^*
Let me proudly say I made my first ever oversize sweater! *^V^*
 



Zużyłam 6 motków Drops Air. Rozważałam, czy nie dokupić jeszcze jednego motka, żeby stał się jeszcze większym kocykiem, ale po wykończeniu ostatnich kawałków uznałam, że sięga mi on wystarczająco nisko poza talię i mam dłuuuugie rękawy do ocieplania dłoni. 
I used 6 skeins of Drops Air. I thought about buying one more skein to make it even bigger but in the end I decided it's long enough and it has the best long sleeves that can hide my hands.




Sweter jest bardzo sprytnie modelowany rzędami skróconymi metodą japońską (bez owijania, uważam, że jest lepsza bo daje ładniejszy efekt na dzianinie), dzięki czemu tył jest dłuższy i robi się ładny podkrój szyi. 
The shaping is done by the Japanese short rows method which is better than the traditional one in my opinion because it gives a nice looking fabric (no wrapping needed). The effect is the longer back and the nice neckline.
 



Moje modyfikacje: ponieważ dziergałam na drutach 5 mm zamiast 5,5 mm, żeby uzyskać odpowiednią próbkę dodałam do początkowych 70 oczek jeszcze 14 oczek. Przerobiłam 17 z 23 rzędów sekcji 8, dzięki czemu pachy swetra nie są bardzo obniżone. No i oczywiście zrezygnowałam z wrabianego wzoru.
My changes: because I used 5 mm needles instead of 5,5 mm, in order to have the correct size I added 14 sts to the initial 70 sts you start with. I only made 17 out of 23 rows of section 8, that's why pullover's armpits and not very low. And of course I decided to make it plain.
 



W planach mam kolejne dwa oversize'y i zaczynam, jak tylko włóczka trafi w moje ręce, czyli pewnie w przyszłym tygodniu. *^v^*
Strasznie się cieszę, że listopad jest już na ukończeniu. Na grudzień patrzę z nadzieją na pozytywne zmiany i lepsze nastroje, czego i Wam życzę!
As I mentioned before, I already have two more oversize pullovers in my plans, I want to start as soon as I get the yarn which will probably be next week. *^v^*
I'm very happy November is practically over. I'm looking forward to December, some positive changes in my life and better moods, which is what I wish to all my dear readers!

Acha, może jakieś koty na koniec, żeby oprócz swetra był jakiś puchaty akcent na zakończenie wpisu! *^O^* Koty rosną jak na drożdżach, bawią się jak szalone, śpią jak kamień i ogólnie mamy wszyscy wiele radości!
Oh, and maybe some cats to sum up and finish with a fluffy accent (apart from the fluffy pullover! *^O^*). Cats are doing fine, growing, playing, sleeping and generally having a lot of fun.