Sunday, July 26, 2015

#TheOutfitAlong: Teatime in Calcutta
















Dzisiaj skompletowany zestaw na akcję The Outfit Along, czyli sukienka i sweterek.
Ponieważ dostałam tyle komplementów pod poprzednią sukienką, doszłam do wniosku, że już nic lepszego nie uszyję i od teraz będę się trzymała tylko jednego idealnego dla mnie wykroju. *^o^*~~~
Today my finished set of dress plus a cardigan for The Outfit Along. 
Because I got so many compliments on my last dress I decided to stick with this pattern for the rest of my life, it seems I won't invent anything better!... *^o^*~~~




No dobrze, to nie jest prawda. Ale rzeczywiście znowu sięgnęłam po ten sam model spódnicy (spódnica 005A z Burdy Klasyka) i połączyłam go z górą podobną do poprzedniej kiecki - dekolt w głęboki serek z sukienki 104, Burda 05/2014, co prawie okazało się moją zgubą.....
Pierwszy raz korzystałam z wykroju dla kobiet wysokich i według wymiarów szyłam rozmiar 84. Oto sukienka English Rose.
Okay, that's not true. But I again reached out for the good old skirt pattern (005A from Burda Classics) and I attached it to the top from the dress 104 from Burda 05/2014 which wasn't the best idea after all....
For the first time I used the pattern for the tall woman and it seemed my size was 84. Here is the English Rose dress.


 


Dół, jak już mówiłam, to znana Wam i mnie spódnica więc tutaj nie było żadnych niespodzianek szyciowych, natomiast góra......... Co mnie podkusiło, żeby nie zrobić modelu próbnego? Chyba zapomniałam, że jedyną sukienką, która od razu bez poprawek pasowała do mnie był model 124 z Burdy 01/2014, w ogóle niezaprojektowany przez projektantów Burdy tylko przez dom mody Aquilano/Rimondi!
Coś mi zbyt pięknie to wyglądało, pojedyncze szerokie zaszewki pionowe pod biustem i już, i do tego głęboki dekolt w zakrzywioną literę V. Ale odrysowałam i wycięłam wszystkie elementy i po prostu je zszyłam. Zrezygnowałam z rękawków i na etapie wykańczania podkrojów pach ratowałam nadmiar materiału dodatkową poziomą zaszewką. Kiedy miałam już gotową całą górę popatrzyłam na sukienkę krytycznym okiem i zaobserwowałam spory nadmiar materiału pod biustem... Być może tak ma być, ale nie w moich sukienkach! Albo jest zupełnie na luzie albo porządnie dopasowana, nie ma dla mnie rozwiązań pośrednich!
As I said, the skirt is well known to me and there were no surprises while sewing it, but the top........ Why did I skip the muslin? I forgot that the only Burda's dress that fit me perfectly from the beginning was the one 124 from Burda 01/2014, and it wasn't even the Burda's design, but the Aquilano/Rimondi fashion house's!
I was a bit suspicious from the beginning because the front had only two vertical folds and a deep curved V-neckline. But I still cut out the elements and assembled them. I skipped the sleeves on purpose and when I was finishing the armholes with a bias tape I noticed an excess of fabric above the bust, so I added the horizontal folds there. When I finished the neckline I realised that I have a lot of hanging fabric under the bust...... Maybe that's how it should be (judging from the finished dresses by other seamstresses) but not in my dress, it shouldn't! I either wear totally loose shapes of fitted ones, nothing in between.




W związku z tym miałam dwa wyjścia - rzucić sukienkę w kąt i się poddać albo zrobić więcej zaszewek!... *^v^* Przysięgam, że przez moment rozważałam pierwszą opcję, plując sobie w brodę, że nie zrobiłam testera, ale po chwili kopnęłam siebie samą w zadek i kazałam sobie pokombinować, szkoda mi było materiału. No to powstały kolejne zaszewki, tym razem półkoliste linie przechodzące na skos przez piersi, i o dziwo to trochę pomogło! Niestety wciąż dekolt odstaje i rozważam generalne poprawki - albo odpruję całą górę i zmienię ją na inną (mam jeszcze trochę tego materiału), albo w ogóle zrobię z tego spódnicę, i tyle!
Drugi raz już do tego wykroju nie wrócę, za dużo musiałabym poprawiać (wszystkie poprawki robiłam na żywo na gotowej sukience, więc niestety musiałabym je rysować i testować na nowo), mam lepsze wykroje, które są do mnie lepiej dopasowane.
I had two solutions to choose from - just ditch the dress into the bin or add more folds!.... *^v^* I swear for a moment I seriously considered the first option, scolding myself for not making the muslin first, but then I felt sorry for the nice fabric, got myself together and worked on saving the situation. I constructed more tucks that go across each breast in a half-circle shape, and to my surprise it helped a bit! Unfortunately the neckline is still gaping and I've been thinking about some radical changes - either I will replace the front with a new different one (I still have some fabric left) or I'll turn it into a skirt.
I'll never get back to this pattern, I made all the changes on the "live" dress so I'd have to start from the beginning and work my way through the paper versions and muslins, I have better patterns to wear.




Parą do sukienki jest sweterek Chai Latte (with a hint of Dark Chocolate), a wiążę się z nim pewna historia. Zobaczyłam go na ulicy, na babie. Baba szła na stację metra i ja też na szczęście, więc szurałam za nią robiąc notatki, jak ów sweterek wyglądał. *^o^* Ona miała to w formie kurteczki, ale od razu przyszło mi do głowy, że mogłabym coś takiego wydziergać!
The pair for the dress is the Chai Latte (with a hint of Dark Chocolate) cardigan and it has a story to tell. I saw it on a woman and I followed her to the subway to put down all the details as an inspiration. She had a fabric jacket but I immediately thought of knitting something similar! *^o^*




Włóczka to Cotton Soft Yarn Art (600 m/100 g), bawełna z akrylem, i jak już wcześniej pisałam obawiałam się tego dodatku akrylu bo jestem na niego uczulona, na szczęście na razie nie reaguję alergicznie i nosi się to całkiem przyjemnie. Zużyłam w sumie 200 g włóczki (kremowej, czarnej i karmelowej) na drutach 2,25 mm. W oryginale dekolt i listwa były karmelowe, u mnie kremowe.
The yarn is Cotton Soft by Yarn Art (600 m/100 g), cotton/acrylic mix and I was afraid of that acrylic part because as you may know I am allergic to it. Fortunately I experienced no symptoms while knitting nor wearing it today. I used 200g of yarn in total (cream, black and caramel) on 2,25 mm needles. The original jacket had the caramel neckline and button bands but I decided on the cream one.




Ponieważ musiałam dokupić motek karmelowej włóczki i nie chciałam płacić za wysyłkę jednego motka dobrałam sobie z tej samej włóczki dwa motki jeansowego błękitu na jakiś następny sweterek, i tym razem nie wykluczam pulowera, bo coś mnie ostatnią denerwują listwy guzikowe... Jeśli macie dobry przepis na zwartą nie zwijającą się i nie rozciągającą się listwę guzikową, to poproszę. Od razu napiszę, że nie lubię ich stabilizować podszywaniem tasiemki bo to się kiepsko sprawdza przy bardzo cienkiej włóczce, sprawdzałam. Przyznam, że wszystko mi się w tym sweterku podoba oprócz tych nieszczęsnych listw guzikowych.... Nie wykluczam wymiany guzików na suwak.
Because I had to buy an additional caramel skein and didn't want to pay for the shipping of only one ball of yarn, I added two skeins of jeans blue Cotton Soft for another project. It might be a pullover because I don't like the button bands on the cardigans... I tried stabilising them with a tape but it doesn't work with such thin yarn, it get twisted anyway. If you have a better solution please advise! I've been thinking about removing the buttons here and sewing in a zipper.




Tym projektem odhaczam punkt 7 Dziewiarskiego Wyzwania czyli wykorzystanie nietypowego połączenia kolorystycznego. Połączenie beżowego karmelu z moją osobą jest bardzo nietypowe i czuję, że muszę się z nim nieco oswoić. *^v^*
With this knitting project I fulfilled point 7 of the 15 projects in 2015 table, namely knit something using and unusual colour combination. Beige caramel and me is a very unusual colour combination for my wardrobe, I feel I need to get used to it. *^v^*




I to jest mój wkład w projekt The Outfit Along. Następna sukienka będzie z BARDZO DOBRZE ZNANEGO i PRZETESTOWANEGO wykroju, chwilowo mam dosyć eksperymentów. I w ogóle zapowiadam sierpień miesiącem tkanin w duże kwiaty, mam ich kilka i chcę je wreszcie przeistoczyć w sukienki, póki jest pogoda do noszenia takich kiecek, bo już czuję jesień w kościach i w moich tęsknych spojrzeniach na kraciaste wełny..... *^0^*
Do następnego razu!
So, here is my The Outfit Along set (featured also on SewItChic#22). The next dress will be made from a VERY WELL KNOWN AND TESTED pattern, I feel I don't like experiments. August will be the Month of Big Flowers because I have some nice fabrics to turn into dresses with such print. I really want to do it before Autumn comes and there won't be a nice weather to wear such dresses. And I feel it coming, in the air and my longing glances towards the plaid in my wardrobe.... *^0^*
Till next time!

Sunday, July 19, 2015

Toolipp



Wróciło lato, cieszycie się? *^0^* Ja tak, bo lada dzień będzie już sierpień, a w sierpniu wiadomo, to już zaraz koniec wakacji. Nie to, żebym w tym roku była już na wakacjach, najbliższy potencjalny termin na wyjazd to okolice października a i tak zapowiada się raczej Morze Północne niż upały tropików, hm... Paradoks - nie znoszę leżenia na plaży, ale jak są takie gorące dni, to marzą mi się ciepłe kraje, tia..... 
Summer is back in Poland! *^0^* I'm very happy because any day now it'll be August and August means Summer is almost over. Not that I was on holidays this year, the closest possible date is sometime around October and it'll rather be the North Sea not some warm regions, hm.... A paradox - I hate frying on the beach but on such hot days I wish I was somewhere sunny with a proper amount of warm seawater close by, oh well....




Tę sukienkę, kiedy już do niej usiadłam, uszyłam bardzo szybko, bo w pół piątku i pół soboty. Wcześniej przeleżała w kawałkach ponad tydzień...
A uszyłam ją tak szybko, bo dobrze znam elementy, z których się składa - góra to Bettina czyli zmodyfikowana góra od sukienki 128 z Burdy 08/2009, dół to spódnica 005A z Burdy Klasyka - karczek dopasowany na biodrach i doszyta do niego luźna spódnica z wycinków koła, wykorzystałam ją już w sukience Listopadowe Niebo
When I finally sat to sewing this dress it took me only half of Friday and half of Saturday to finish. But it was waiting in pieces for over a week...  And I made it so quickly because I know all the elements so well - the top part is the modified dress 128 from Burda 08/2009 I used in Bettina,and the skirt is the 005A skirt from Burda Classics issue, I used this one in November Sky dress.




Nowością były kombinowane rękawki - od dawna miałam ochotę na rękawy "kwiatowe", niczym płatki tulipana. Okazuje się, że konstruuje się je bardzo łatwo, odrysowując dwie zachodzące na siebie połówki - jedną z nich ozdobiłam na brzegu zygzakiem, drugą obszyłam fuksjową taśmą ze skosu. Ten sam zygzak dałam na dekolcie, pod biustem i na połączeniu karczka z dołem spódnicy.
The new elements were the petal sleeves - I wanted to make them for some time now and it turned out it's quite easy to construct them, you just draw two halves slightly ovelapping. I decorated one half with a ric rac tape and the other with a fuchsia binding tape. The same ric rac went to the neckline, under bust line and the line between the yoke and the skirt.




Znacie już ten materiał, z jego wersji w zieleni uszyłam Sanssouci. Nie mogłam się oprzeć turkusowej odmianie tej tkaniny, ale na tym koniec, był jeszcze róż ale już zrezygnowałam. ^^*~~ Za to na pewno nie odmówię sobie innych wersji tego modelu sukienki, wyjątkowo spodobał mi się taki dekolt pół-cachecouer (pół, bo tylko na samym biuście), chcę mieć jeszcze króciutkie rękawki-bufki i wersję bez rękawów.
You already know this fabric - I made Sanssouci from the green version. I loved the turquoise one so much that I couldn't resist buying it, but I gave up on the pink one. ^^*~~ You will definitely see more of that shape of a dress because I love it so much! I want the sleeveless version and the one with tiny puffy sleeves.

 


Jeśli na zdjęciach wyglądam jak zołza z sianem na głowie, to dlatego, że było duszno a ja miałam niedosuszone włosy, ale już się spieszyliśmy na spotkanie z Yarn Ferret i jej mężem (akurat wpadli na chwilę do Polski), i nie było czasu na układanie fryzury. *^v^*
If I look like mean old hag with a haystack on my head it's because it was hot and stuffy, and my hair was still half-wet after washing, but we were on the way to meet Yarn Ferret and her husband (they were visiting Poland for a moment), and I had no time for a proper hairdo. *^v^*




No i tyle mam dziś do pokazania. *^o^* Z drutów schodzą mi właśnie dwa bawełniane sweterki, jeden pozaplanowy, drugi do The Outfit Along - do niego w przyszłym tygodniu uszyję sukienkę towarzyszącą. To znaczy, mam nadzieję, że się zmobilizuję i uszyję, bo jakoś mi się ostatnio szycie strasznie rozciąga w czasie....
Życzę Wam przemiłej niedzieli! Ja zamierzam ją w dużej części spędzić na siłowni, no bo wiecie, tam jest klimatyzacja! *^W^* I mój od niedawna ulubiony sprzęt - orbitrek!  
Trzymajcie się chłodno! ^^*~~ 
That's all for now. *^o^* I've almost finished knitting two cardigans - the unplanned white one and the totally planned cardi for The Outfit Along (I hope to sew a matching dress next week...).
Have a great Sunday! I'm going to spend a big chunk of it in the gym, you know - they have the aircon there! *^W^* And my latest workout best friend - the elliptical trainer!
Stay cool! ^^*~~



Wednesday, July 08, 2015

Czytanie i dzierganie w upale

Pogoda kompletnie rozłożyła mnie na łopatki... Jedyne, na co mam siłę, to czytanie i dzierganie bawełny, a do tego siłownia i nauka japońskiego. Gotowanie ostatnio ograniczam do obrania ziemniaków i otwarcia pojemników ze zsiadłym mlekiem oraz krojenia arbuza, a na maszynę do szycia patrzę z niechęcią, ufff..... Dzisiaj tylko szybki raport z czytania i dziergania.
The hot weather totally drained me... For the past weeks the only things I could do was reading and knitting cotton, plus going to the gym and learning Japanese. I limited my cooking to peeling potatoes and opening soured milk containers, and also cutting watermelon wedges. I cannot even look at the sewing machine, pffff..... Today only a short report on my reading and knitting activities.


http://www.makneta.com/2015/07/wspolne-dzierganie-i-czytanie_8.html


Dziergam, i to dwa sweterki na raz! 
Pierwszy to Mały Kardigan do kompletu z sukienką (którą może uda mi się przed końcem lipca uszyć...), ale gdy w czwartek doszłam do połowy rękawów skończyła mi się włóczka... Musiałam zamówić brakujący motek i wiedziałam, że zostanę na weekend z bezczynnymi rękami, więc wyciągnęłam kupiony okazyjnie za 4 zł na ciuchach dziwny 200 g motek białej bawełny Solberg Garn 12/4 Mercerisert i zabrałam się za z dawna planowany sweterek z korpusem w ażurowe romby i gładkimi rękawami. Mimo drutów 2,25 mm idzie mi błyskawicznie więc przewiduję rychłe wykończenie dwóch projektów drutowych. *^v^*
I kept knitting two projects at a time!
The first one was the Tiny Cardigan to match the dress I'll make (one day, I hope to finish it by the end of July...), but when I reached the middle of the sleeves on Thursday I ran out of yarn... I ordered a skein but I knew I'd stay empty handed for the weekend so I dug out the strange 200 g skein of Solberg Garn 12/4 Mercerisert white cotton I recently bought for about 1 USD at the second-hand shop and started the cardigan I planned ages ago. I've been using 2,25 mm needles but it's been going quite fast so I hope to have finished two projects soon. *^v^*



Czytam też zawzięcie i przede wszystkim Charlesa Strossa, to znaczy brnę przez kolejne części "The Laundry Files" - skończyłam "The Jenifer Morgue", potem przeczytałam nowelkę "Down on the Farm", powieść "The Fuller Memorandum", nowelkę "Overtime" i teraz zaczęłam "The Apocalypse Codex", wszystko to w formie ebooków na telefonie. 
I've done a lot of reading since last time -  "The Laundry Files" by Charles Stross are going well, I finished "The Jenifer Morgue", then read a short story "Down on the Farm", then a novel "The Fuller Memorandum", another short story "Overtime" and now I started the novel "The Apocalypse Codex", all in ebooks on my telephone.




Natomiast w kolejce w formie książkowej czekają już na mnie: najnowsza (u nas) chociaż najstarsza praca Harukiego Murakami "Słuchaj pieśni wiatru/Flipper roku 1973". Naszło mnie też na książkowe wspominki i chcę przypomnieć sobie cudowną książkę Junichiego Saga "Japonia. Wspomnienia z czasów jedwabiu i słomy. Portret miasteczka" i Hanny Kowalewskiej "Tego lata w Zawrociu", do której wracam co roku właśnie latem.
There are some books in the paper form that await me: recently published in Poland very first work by Haruki Murakami - "Hear the Wind Sing/Pinball 1973", then I feel like recalling the great book about the Japanese past, "Memories of Silk and Straw" by Junichi Saga and also there's a book that I always read in the Summer, namely "This Summer in Zawrocie" by Hanna Kowalewska.

Tuesday, June 30, 2015

Berlin na talerzu

Dziś druga część berlińskiej wycieczki, a mianowicie co smacznego udało nam się zjeść. *^O^*~~~
Today the second part of our Berlin's trip, namely what we ate. *^O^*~~~

Podróżujemy, żeby jeść, tak więc w Berlinie próbowaliśmy różnych propozycji kulinarnych. Tuż po przyjeździe skusiliśmy się na osławionego curry wursta, czyli kiełbaskę utopioną w ketchupie i posypaną proszkiem curry (wiecie, że w Berlinie jest Muzeum Curry Wursta?... *^v^* Ale skoro w Japonii może być Muzeum Ramenu i Zupek w Kubku, to czemu nie Muzeum Kiełbaski? ^^). Smak nie zachwyca jakoś szczególnie, ale pomysł na doprawienie proszkiem curry frytek jest świetny! *^o^*
We always travel to eat so of course in Berlin we tried different culinary options. Just after we left the railway station we bought the famous curry wurst which is a sausage drowned in ketchup and sprinkled with curry powder (did you know they have a Curry Wurst Museum in Berlin?... *^v^* But if they can have Ramen Muzeum and Cup Noodles Museum in Japan, why not the Sausage Museum in Germany? ^^). I wasn't charmed by the taste of the wurst but sprinkling the curry powder on the fries is a great idea! *^o^*




Pierwszego dnia kolację zjedliśmy o 23:00 w otwartym 24 godziny na dobę Schwarzes Cafe (Kantstrasse 148) - Robert zamówił pyszny omlet a ja świeżutką kanapkę. Czytałam, że podają tam pyszne śniadania.
On the first day we had our supper at 11:00 pm in the famous Schwarzes Cafe (Kantstrasse 148), the place is open 24/7. Robert had a tasty omlette and I ate a freshly made sandwich. I read you can eat great breakfasts there.




Drugiego dnia śniadanie połknęliśmy w biegu na dworcu kolejowym w drodze do Sanssouci, na lunch złapaliśmy w biegu kiełbaskę na gorąco w bułce, natomiast na kolację poszliśmy do restauracji Haus der 100 Biere (Kurfürstendamm 100) gdzie najedliśmy się po czubki uszu tradycyjnymi daniami niemieckimi. Poniżej dowód na to, że warto jest uczyć się języków obcych - myślałam, że dostanę kotlecika schabowego, a postawiono przede mną wielką golonkę!...*^o^* Robert jadł sznycelka. ^^
On the second day we had our breakfast in a hurry on the railway station, nothing special, and we ate a wurst hotdog in Sanssouci, but for dinner we went to a restaurant Haus der 100 Biere (Kurfürstendamm 100) and tried some traditional German cuisine. It's good to learn foreign languages, after reading the Berman menu I thought I'd get a pork cutlet and then this great huge ham hock appeared in front of me... *^o^* Robert had a delicious schnitzel.



Trzeciego dnia postanowiliśmy zjeść porządne śniadanie i wybraliśmy się do słynnego Cafe Eistein (Kurfürstenstraße 58) - stylowego lokalu z przemiłą obsługą i przepysznymi śniadaniami! Ja zamówiłam bajgla z wędzonym łososiem i ostrym serkiem chrzanowym a Robert jajko w szklance. To miejsce z wystroju troszkę kojarzyło mi się z gdańską Pikawą.
Third day we started with a propoer breakfast and we chose the famous Cafe Eistein (Kurfürstenstraße 58) - a stylish place with a nice service and delicious breakfasts! I ordered a bagel with a smoked salmon and horseradish cheese and Robert took a poached egg. 





Tego dnia w parku Ogrody Świata trafił nam się śmieszny lunch. *^v^*  Kiedy dostaliśmy nasze zamówienie przez moment myślałam, że z powodu pomyłki językowej zamówiliśmy precla z chlebem z grilla..... ale szybko okazało się, że to tradycyjny niemiecki klops, pieczony w foremce o kwadratowym przekroju! ^^*~~ Był zaskakująco smaczny, z przepyszną słodko-ostrą musztardą!
On that day we had a surprising lunch at the cafe in The Gardens of the World Park. *^v^* When we got the plates for a moment I thought we made some linguistic mistake and ordered pretzels with grilled slices of bread..... but it quickly turned out that it's a traditional German meatloaf baked in a rectangular form so it's square when they cut the thick slices! ^^*~~ It was surprisingly good with an amazing sweet-n-spicy mustard!



Hitem kulinarnym okazała się restauracja Weiss (Leibnizstraße 31), w której zjedliśmy piątkową kolację. Nowoczesna kuchnia niemiecka zachwyciła nasze podniebienia. Zaczęliśmy od poczekalników - pieczywo z ostrym serkiem chrzanowym. Potem dostaliśmy od kucharza przystawkę gratis - cienko pokrojone plasterki mortadeli zamarynowane w soku z kwaszonych ogórków, coś pysznego! Następnie zupa z białych szparagów - mogłabym ją jeść codziennie! Na ciepłą przystawkę wybraliśmy danie z ozorków i grasicy, bardzo ciekawy smak. A danie główne zaskoczyło nas totalnie -  duszona soczewica i ręcznie robione kluseczki spaetzle, a do tego ... parówka z wody!... ^^
It seemed we left the best for last because our last supper was amazing. We chose the Weiss restaurant (Leibnizstraße 31) and we were served the interesting contemporary German cuisine. First we ate some bread with horseradish cheese. Then we got a cold starter from the cook - thinly sliced cold meat in a sauce from the pickled cucumbers, wonderful! Then I had a gorgeous white asparagus soup with smoked salmon and Robert ordered the tongues and sweetbreads dish, very interesting. But the main dish was a total surprise - it was a stewed lentils with hand made noodles and... a boiled sausage!... ^^





Ostatni posiłek to było sobotnie śniadanie i znowu wybraliśmy się do słynnego i modnego miejsca, i cudem udało nam się znaleźć wolny stolik! *^v^* To SETs (Schlüterstraße 36, tuż obok Ku’dammu). Ja ponownie postawiłam na wędzone ryby a Robert wziął jajecznicę i długą kanapkę z pancettą, rukolą i parmezanem. Miejsce jest głośne i tłoczne, ale obsługa jest sprawna a jedzenie pyszne.
The last meal we had in Berlin was breakfast on Saturday morning and we went to the famous SETs (Schlüterstraße 36, next to Ku’damm), where we managed to find a table! *^v^* I again concentrated on smoked fish and Robert took scrambled eggs and a long sandwich with pancetta, rucola and Parmesan. The place is busy and crowded but waitresses are efficient and the food is good.




Nie byłoby pobytu w Berlinie bez piwa! *^o^*
Our visit to Berlin wouldn't be complete without beer! *^o^*




I taka to była nasza kulinarna wyprawa po Berlinie. Nie udało nam się spróbować żadnych kuchni napływowych, a jest ich w Berlinie mnóstwo, restauracje z różnych stron świata znajdziemy w wielu punktach miasta, pod tym względem Berlin jest dużo bardziej kosmopolityczny niż Warszawa. Do nadrobienia następnym razem! *^v^*
So it was our culinary trip to Berlin. We didn't manage to try any of the cuisines of the world that are widely available in many parts of the city, Warsaw is not that culinary cosmopolitan and has a lot to catch up on in that matter. Till next time, Berlin! *^v^*

Wednesday, June 24, 2015

Berlin

ZajentyK. Ale znalazłam chwilkę, żeby wrzucić wspominki z naszego majowego wypadu do Berlina, bo zdjęcia leżą i czekają. 
[Spuszczę zasłonę milczenia na samą podróż, bo w tej kwestii nie popisały się ani koleje polskie, ani niemieckie.... Było troszkę śmieszno, troszkę żałosno...]
I've been very busy recently but I managed to find some time to write about our trip to Berlin from May.
[Let's not talk about travelling by train, because neither Polish nor German railways just didn't live up to our expectations... It was funny and pathetic at times, oh well....]




Zwiedziliśmy spory kawałek miasta ale głównie z zewnątrz, bo nie sposób w dwa dni zmieścić wizyty w muzeach, które w Berlinie są tak liczne i interesujące, że na tak krótki pobyt było nam trudno wybrać jedno czy dwa miejsca. Odwiedzającym Berlin polecam Berlin Welcome Card (do kupienia m.in. na Głównym Dworcu Kolejowym) która w zależności od wykupionej opcji zawiera przejazdy komunikacją miejską (nie musimy się martwić gdzie kupić bilety, pokazujemy tylko kartę na wejściu do autobusu albo w razie kontroli biletów w metrze czy kolejce) i mnóstwo zniżek na wejścia do muzeów, na menu w wielu restauracjach i w innych atrakcjach turystycznych.
We visited quite a big chunk of the city's but only from the outside because two days just isn't enough for museum visits and there are soooo many interesting places to go to in Berlin that we just couldn't choose what to see! I'd like to recommend you the Berlin Welcome Card (available e.g.: at the main railway station). It has several options and includes the city transport fares and many discounts in various museums, restaurants and other tourist's attractions.








Oczywiście nie odmówiliśmy sobie wycieczki do Poczdamu i spaceru po słynnym parku Sanssouci. Park jest ogromny, pełen pięknych budowli i ogrodów, i żałuję, że mogę Wam pokazać tylko mały wycinek jego urody! Polecam zwiedzanie tego parku latem, kiedy kwiaty są już w pełnym rozkwicie, szczególnie ogród z 400-stoma starymi odmianami róż!
Of course we went to Potsdam and spent a day at the Sanssouci park, an enormous and beautiful place with many historic buildings and gardens. I wish I could show you everything we saw there! I highly recommend going there in the Summer when the flowers are in full bloom, there is a garden with 400 types of old roses there!






Wybraliśmy się też do parku Ogrody Świata, gdzie odtworzono kilka założeń ogrodowych pochodzących głównie z Dalekiego Wschodu.
We also went to the Gardens of the World, a park with small reconstructed gardens mainly from the Far East. 







Jakie wrażenia pozostawił w nas Berlin?
Bardzo nam się tam spodobało! To wielkie nowoczesne miasto ze zróżnicowaną zarówno tradycyjną jak i ultra współczesną zabudową, wspaniale zorganizowaną siecią komunikacyjną (po kilka linii kolejki miejskiej i linii metra, autobusy, tramwaje), przyjazne rowerzystom, pełne parków, ogrodów, muzeów i kawiarni. Z przyjemnością zamieszkałabym tam na jakiś czas, żeby się tymi wszystkimi atrakcjami nacieszyć i nawet w tym celu zgodziłabym się uczyć języka niemieckiego. ^^  Na pewno wrócimy jeszcze do Berlina, bo ta pierwsza wizyta to był jedynie przedsmak tego, co oferuje on odwiedzającym. 
What we thought about Berlin?
We absolutely loved it! It's a big modern city with a mixture of traditional and contemporary buildings, bricks and mortar next to glass and steel. It has a great net of transport's (several urban railway lines and several subway lines plus buses and trams), it's very cyclists friendly place, full of parks, gardens, museums and cafes. I must admit I'd gladly move to Berlin and live there for some time to enjoy this place a bit more. For that I could even start learning German! ^^ We will definitely go back there because our visit was just a tip of the iceberg of what this city has to offer! 




Co nas szczególnie zaskoczyło?
Przekrój populacji Berlina. Patrząc na tłum na ulicach powiedziałabym, że 30% ludności to Turcy, 30% Chińczycy, 20% to czarnoskórzy i dopiero pozostała reszteczka to rodowici Niemcy. Te proporcje wyglądają nieco inaczej na obrzeżach Berlina w dzielnicy bardziej "sypialnianej", ale centrum jest rzeczywiście zdominowane przez kolory skóry inne niż biały.
What was the biggest surprise?
The population of Berlin's. Looking at people in the streets you could see that 30% were of the Turkish origin, 30% of the Chinese one, 20% from African countries and the small rest were the white skin Germans. Of course there were the proportions in the centre of Berlin, it was different in the outskirts.

Jedynym zgrzytem był fakt, że jest to niesamowicie brudne miasto.........(podobne wrażenia mieliśmy po wizycie w Dublinie) Na serio, w porównaniu do Berlina w Warszawie można wręcz jeść z chodników! (Byle jakie) graffiti gdzie popadnie, śmieci wszędzie, brud, myszy i pety na peronach metra... Ostatniego dnia na trawiastych bulwarach wzdłuż Sprewy ludzie piknikowali na trawnikach POŚRÓD resztek po kebabach i butelek po piwie z poprzedniego wieczora...
Nie wiem, z czego to wynika, bo Niemców zawsze postrzegałam jako naród uporządkowany i dbający o czystość, a nie chciałabym po prostu pokazywać palcem na imigrantów, bo to nigdy nie jest takie proste, że wina leży po jednej stronie. Władze miasta mają w tej kwestii dużo do nadrobienia.
The only drawback was that Berlin is a really dirty city......... (we had similar opinion after our visit to Dublin) Seriously, when we compare Berlin and Warsaw, our capital is a really clean and tidy place! Ugly scribbles of graffiti everywhere possible, pieces of garbage everywhere, filth, mice and cigarette buds on the subway platforms.... On the last day of our visit we went to the Spree river bank where people were having picnics on the lawns, sitting..... among the heaps of papers and cups/bottles from the previous night's parties...
I really don't know why that's the case. I've always perceived the Germans as a clean and tidy nation. We could easily point a finger towards the immigrants but I don't think it's that easy. Municipal authorities have a lot to do in that field.


W domu Ryszard czekał na nas z herbatą!.... *^-^*~~~
Ryszard was waiting for us with a freshly made tea!.... *^-^*~~~





Na pewno ze zdziwieniem dotarliście do końca tego wpisu i zadajecie sobie pytanie - jak to? a oni nic tam w tym Berlinie nie jedli?...
*^O^*
Wpis z naszymi posiłkami pojawi się osobno, tak więc zapraszam niebawem na drugą część Berlińskich wspomnień, tym razem kulinarnych. ^^*~~
You must have read this far and thought - wait a minute... they didn't eat anything there?.....
*^O^*
The post with our culinary adventures will appear soon because I thought there are too many photos for one post. So stay tuned for the Berlin adventures, part two. ^^*~~

Thursday, June 11, 2015

Z zupą jej do twarzy III

Dawno nie było wpisu z zupami, tęskniliście? *^o^* Mam nadzieję, że podobają Wam się takie przepisy zebrane w jednym miejscu, łatwiej wtedy odnaleźć coś, czego się szuka.
Poprzednie wpisy zupowe: I, II.
It's been some time since last soup recipe post, did you miss this? *^o^* I hope you like it in such form, the previous soups can be found here: I, II.

Dziś zaczynam od koreańskiego kleiku Soegogi-yachaejuk쇠고기야채죽. Kleik brzmi niezbyt zachęcająco, prawda?... Ale to właśnie jest coś w tym stylu, a jak autorka przepisu sama opowiada, tę zupę podaje się w Korei osobom chorym albo w trakcie rekonwalescencji. Jest sycąca, pełna warzyw, lekka i łatwa do spożycia przez dzieci czy osoby starsze - warzywa, mięso i ryż są mięciutkie. Koniecznie obejrzyjcie, jak Maangchi gotuje tę zupę, uwielbiam jej przepisy na youtube, jest niesamowicie energetyczną i ciepła osobą! Na wiosnę tego roku wyjdzie jej nowa książka kucharska i nie wykluczam, że się nie skuszę... *^o^*
Let's start with a Korean Soegogi-yachaejuk쇠고기야채죽. It's a great soup for sick people, often given to help the healing process. It's nutritious, full of vegetables, light and easy to swallow by children or elderly people, all the ingredients get soft. You must definitely watch Maangchi cook this soup, I love her recipe videos, she's an amazing, energetic and warm person! She had published her second cooking book this Spring and you know my love for culinary literature, I might buy it. *^o^*



***

Po raz kolejny sięgnęłam do bloga Jadłonomia i zrobiłam zupę, po której dużo sobie obiecywałam od momentu, kiedy spróbowałam orzotto z pietruszkami. Krem pietruszek i gruszki autorka bloga nazywa "zupą królów". Moim zdaniem - bez przesady... ^^ Jest to na pewno smaczny pomysł na korzeń pietruszki, użyłam do niej mleka kokosowego, jako wypełniacz dodałam kilka łyżek ugotowanego pęczaku i podałam rzeczywiście prażonymi migdałami (na zdjęciach na Jadłonomii zupa posypana jest chyba siemieniem lnianym, ale na pewno nie są to migdały ^^).
Again I looked through the recipes on Polish famous vegetarian blog Jadłonomia and this time I chose the Mushrooms and parsnip cream. The blog's author calls it "the queen of soups" but I wouldn't go that far, it's a tasty soup. I used the coconut milk, added some barley and sprinkled it with almonds (the original says "almonds" but the photos show something else, flax seeds maybe?...).



Zmieniłam jedną rzecz w stosunku do metody wykonania - suszony tymianek dodałam wraz z bulionem, bo posypanie zupy suszonymi ziołami po ugotowaniu potrawy tuż przed podaniem nie ma sensu, powinny się dłużej pogotować i oddać swój smak.
I changed one thing - I added the dried thyme together with a broth, because sprinkling the finished soup with dried herbs has no sense, they have to cook for some time to be able to add the flavour.


***

Włoska zupa z zielonym kalafiorem - zielone kalafiory były przez chwilę w moim sklepie, więc postanowiłam wypróbować ten przepis. I jestem trochę zawiedziona, bo zielony kalafior ma więcej urody niż smaku... Dodałam zupie charakteru tartym parmezanem i na pewno pomogłyby małe klopsiki z indyka. O ile jest to na pewno spora dawka zdrowych warzyw, to znam smaczniejsze sposoby na ich spożywanie. Ale zupę dokumentuję, dla pamięci i może komuś z Was przypadnie do gustu.
Italian green cauliflower soup - I had green cauliflowers in my shop for a moment so I decided to try this one out and I'm disappointed because it seems green version is pretty but doesn't have much flavour... I added grated Parmesan and next time I'd definitely add some turkey meatballs but I'm afraid there won't be next time. It's a good dose of healthy vegetables but I know tastier ways to eat them. But I wanted to share the recipe with you because it looks cool and maybe you'll like the taste.




***

I na koniec wiosenno-letnie zupy obowiązkowe - chłodniki.
Najpierw klasyczny chłodnik polski: kroję dużo rzodkiewek, ogórków, pęczek kopru, dodają obgotowaną botwinkę, zalewam kefirem albo maślanką, doprawiam solą, pieprzem, czosnkiem. Podaję z jajkiem na twardo.
Summer is on the way so the Summer must-haves - the cold soups.
First, a classic Polish cold soup: cut finely a good handful of radishes, cucumbers, a bunch of dill,  add three cooked young beetroots, mix with about 600 ml of kefir, natural yoghurt or buttermilk, season with salt, pepper and crushed garlic clove to taste. Serve with hard-boiled egg.





Drugim jest bułgarski tarator:  ogórka obieramy i kroimy w drobną kosteczkę, dorzucamy posiekany pęczek koperku, 1 zmiażdżony ząbek czosnku, mieszamy z 500 ml jogurtu naturalnego i 200 ml wody. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Podajemy zupę z dużą garścią posiekanych orzechów włoskich, obficie skropioną oliwą z oliwek.
Second one is a Bulgarian tarator:  peel and cut into small cubes one big cucumber, add finely chopped bunch of dill, I crushed garlic clove, mix with 500 ml natural yoghurt and 200 ml cold water, Season with salt and pepper to taste. Serve with roughly chopped walnuts and a splash of extra virgin olive oil.




Do następnego odcinka!
See you next time!

Saturday, June 06, 2015

Kaczeńce / Marigolds

Zjadamy pyszne śniadanko i oglądamy najnowszy Mały Sweterek. ^^*~~
Let's eat a delicious breakfast and look at my newest Tiny Cardigan. ^^*~~





No i czemu ja się tak tego żółtego koloru bałam?...
Why oh why was I so afraid of the yellow clothes?...




Okazuje się, że całkiem mi ten ciepły odcień żółtego pasuje, szczególnie do sukienki z żółtymi kwiatkami na materiale. ^^*~~ 
Podeszłam nieufnie do włóczki, z której wydziergałam ten sweterek - Alize Lanagold 800, czyli 51% akrylu/49% wełny, bo mam uczulenie na akryl, ale na razie nieźle się dogadujemy. 800m w 100g motku wymagało cienkich drutów, więc użyłam rozmiaru 2,25 mm i praca poszła mi zaskakująco szybko, spodziewałam się dłubania i dłubania. Zużyłam 188 g, czyli niecałe dwa motki.
It turns out such warm sunny yellow suits me quite well, especially when worn with a dress with yellow flowers on the fabric. ^^*~~
I was reluctant to a yarn I was using - Aliza Lanagold 800 which is 51% acrylic/49% wool and I'm allergic to acrylic but it's not bad on my skin. 800 m per 100 g skein meant I had to use thin needles so I worked with 2,25 mm. But it wasn't a very strenuous work, I finished it fairly quickly. I used 188 g which is almost two skeins.




Sweterek robiłam od góry z raglanowymi rękawami ale coś pomyliłam w obliczeniach i był dużo za szeroki w dekolcie, więc po skończeniu dołu wróciłam na górę, sprułam pliskę pod szyją i podciągnęłam sweterek o kilka rzędów do góry. Dekolt i plisy guzikowe są zrobione ściągaczem 1x1 a mankiety i dół to podwinięta listwa prawymi oczkami.
Motyw na przodzie i tyle (pozbawiony bąbelków) pochodzi z książki “Knitting Patterns Book 250 クチュール・ニット 模様編み250” autorstwa Hitomi Shida (志田 ひとみ).
I knitted my cardi top down but I somehow miscalculated the number of stitches and it turned out way too wide so after finishing the cardigan I went back to the neckline, frogged the beginning band and added a few rows upwards. The neckline and button bands are the 1x1 ribbing and the cuffs and the bottom hem are knit stitches bands flipped under.
Pattern for a decorative stitch #99 (minus the bobbles) is from the book “Knitting Patterns Book 250 クチュール・ニット 模様編み250” by Hitomi Shida (志田 ひとみ).




Po blokowaniu sweterek trochę się powiększył i jest w sam raz, co mnie akurat cieszy, bo to był prototyp i nie byłam pewna rozmiaru. Nie robiłam taliowania, ale samo się robi, kiedy naciągnę sweter na biust. *^w^* 
Z rozwiązań nietypowych - pierwszy guzik od góry (którego pewnie nigdy nie będę zapinać, ale gdybym chciała, to jest i jest w pełni funkcjonalny!) jest o połowę mniejszy od pozostałych - widać to na pierwszym zdjęciu. Dlaczego? Bo okazało się już po skończeniu listwy i podszyciu jej tasiemką, że nie zrobiłam dziurki... To znaczy, zebrałam dwa oczka razem, ale pominęłam narzut i nawet jakaś tam dziureczka się zrobiła, ale za mała na moje guziki. Na szczęście mam miniaturowe guziczki do lalkowych strojów! *^O^*
After wet-blocking the cardi grew out a bit and now it fits me perfectly, I'm happy because it was a prototype size-wise. I didn't change anything in the waistline, it stretches and gets fitted to my figure when I pull the cardi over my bust. *^w^*
Unusual element - I forgot to make a yarnover on the first buttonhole and I found out about it after I finished the button band and stitched the cotton ribbon underneath... So, instead using the normal size buttons I used the one half the size from my doll's button. *^O^* You can see it on the first photo.



Muszę przyznać, że bardzo kusi mnie ta włóczka w innych kolorach, tym bardziej, że ma ich ona sporo... Muszę ponosić ten sweterek i przekonać się, czy mnie nie uczula, bo jeśli nie, to ma ona szansą stać się jedną z moich ulubionych, poprzez swoją cienkość i dostępną kolorystykę. *^v^*
A teraz czekam na nową opcję włóczkową do wypróbowania, równie kuszącą, bo do projektu The Outfit Along zamówiłam trzy motki YarnArt Cotton Soft 55% bawełny/45% akrylu, 600 m/100g. Mam już materiał na sukienkę, więc jak tylko w poniedziałek odbiorę z poczty moje motki to zaczynam pracę nad nowym Małym Sweterkiem! ^^*~~
Zostawiam Was z kwieciem z ogrodu moich rodziców, miłego weekendu!
I must admit I'm tempted by this yarn in other colours because it has so many... And the thinness is just perfect for my cardigans. I must wear this sweater a bit and see whether my skins reacts to an acrylic content or not. 
Now I'm waiting for the new yarn to test in my The Outfit Along project, namely the YarnArt Cotton Soft which is 55% cotton/45% acrylic and had 600m/100g. I already bought the fabric so as soon as I get the yarn from the post office on Monday I'll start knitting. ^^*~~
I'll leave you with some flowers from my parents's garden and have a great weekend!