Monday, May 10, 2021

Robimy sery!

Cóż z tego, że nie mamy już miejsca w kuchni na nawet jedną dodatkową łyżeczkę do herbaty... Nie powstrzymało nas to przed zakupem nowej maszyny kuchennej, a mianowicie maszynki do robienia sera! *^o^*

 



B-Cheese Ariete robi kilka rodzajów serów (m.in. mozarellę, straciatellę, strachino, ser pleśniowy, kremowy serek) do tego jogurt zwyczajny i grecki oraz tofu! Zaczęliśmy od tofu właśnie, i niestety nie bardzo nam wyszło - Robert twierdzi, że to wina kupnego mleka sojowego, ale było bardzo dobrej jakości, więc nie jestem taka pewna... Zamiast kostki tofu wyszedł nam bardzo smaczny twarożek tofu, więc w sumie nie tak źle, na wegańskie kanapki jak znalazł! *^V^*


 

Następnie przymierzyliśmy się do zrobienia serka straciatella (czyli miękkiego środka burraty) z mleka bio Piątnica. Ta próba prawie zakończyła się sukcesem, ale za mało odsączyłam ser i tym razem mieliśmy twarożek mleczny. *^0^*  



 

Z tego samego mleka zrobiłam jogurt co jest o tyle banalne, że wystarczy nalać 1 l mleka do pojemnika, dodać 125 g jogurtu i włączyć program "jogurt", i po 12 godzinach mamy prawie litr nowego jogurtu! *^v^* 

 




W międzyczasie znaleźliśmy źródło świeżego tłustego niepasteryzowanego mleka krowiego (sklep "Marysieńka" w Wilanowie), i kolejna próba zrobienia straciatelli zakończyła się sukcesem. Na początku trzeba było nauczyć się obsługi maszyny i wyczuć, ile czasu trzeba odcedzać powstały ser z serwatki, takie rzeczy wie się po kilku przeprowadzonych próbach, bo wiele zależy od mleka. Nie bez znaczenia jest też fakt, że przepisy są przetłumaczone z włoskiego na angielski, niemiecki i grecki, a tłumaczenia pozostawiają dużo do życzenia!.... O dziwo, wersja niemiecka jest lepsza niż angielska!

Ogólnie obsługa tej maszynki jest banalna, po włączeniu danego programu sama pokazuje nam piknięciem i obrazkami, kiedy należy dodać podpuszczkę albo zioła, kiedy pokroić skrzep serowy dołączoną szpatułką, kiedy odcedzić ser (koszyk z serem wysuwa się do góry, obraca o 180 stopni i umieszcza na górnej krawędzi misy w specjalnych zagłębieniach, co pozwala odciekać serwatce do misy i nie ma konieczności przenoszenia cieknącego koszyka do zlewu czy nad inną osobną miskę). Mycie jest szybkie i bezproblemowe. Czy jest to urządzenie niezbędne w każdej kuchni? Oczywiście, że nie! *^v^* Ale jeśli lubicie pobawić się robieniem serów czy jogurtów to polecam - jest niewielkie (zajmuje tyle miejsca co duży garnek do rosołu, bez uszu! ^^*~~), niedrogie, łatwe do umycia, proste w obsłudze, a można poeksperymentować z serami z najróżniejszymi ziołami i dodatkami czy nastawić program wieczorem a rano cieszyć się świeżym jogurtem do płatków i owoców. Pierwszą myślą Roberta kiedy zobaczył tę maszynkę było to, że będzie mógł robić sery na uczty i wyjazdy historyczne. *^o^*

***

 

(Zanim następny akapit, kilka słów ode mnie - jeśli trafi tu na bloga jakiś antyszczepionkowiec, to lepiej niech zachowa swoje opinie dla siebie, bo nie zamierzam z nimi dyskutować. Dziękuję za uwagę.)

Z inszych wiadomości - jesteśmy już po pierwszej dawce szczepionki. Było z tym trochę zamieszania - najpierw byliśmy zapisani na Pfizera, potem udało nam się zmienić termin na dwa tygodnie wcześniejszy na J&J, jednak niestety dwa dni przed szczepieniem przychodnia skasowała nasze wizyty bo w całym kraju zabrakło szczepionek Johnsona... Na szczęście udało nam się szybko znaleźć alternatywę, tak więc w czwartek Robert a ja w niedzielę dostaliśmy pierwszą dawkę Pfizera. W czwartek zrobiliśmy sobie poszczepionkowy piknik w samochodzie (bo strasznie wiało!!!) i na lunch zjedliśmy pizzę z Osterii Piemonte, a na deser tartę cytrynową i rogalika z włoskiego sklepu Bottega del Gusto, obydwa lokale w dzielnicy Ursus, jeśli lubicie kuchnię włoską to gorąco polecamy zakupy w Bottedze (przemiły kompetentny personel!) i jedzenie w Osterii! *^0^*

 




Nasłuchałam się o tym, jak to ludzie odchorowują Astrę i Modernę, my na szczęście  prawie wcale nie odczuliśmy skutków szczepienia, lekki ból lewej ręki pod wieczór, odrętwienie które już następnego dnia zaczęło odpuszczać i niewielkie osłabienie. *^V^* Robert dostał szczepionkę w czwartek a w sobotę zrobił ponad 50 km na rowerze! Ja na poniedziałek miałam z dawna umówioną wizytę kontrolną u lekarza i do poniedziałkowego poranka nie byłam pewna, czy uda mi się na tę wizytę dotrzeć, a udało się, na rowerze, a potem zrobiłam jeszcze zakupy i odwiedziłam pocztę. ^^*~~ Moje szczepienie miało miejsce w Sochaczewie, więc w niedzielę pojechaliśmy tam razem z Leną i Wojtkiem, a po wizycie w przychodni zabrali nas na obiad do Oberży pod Złotym Prosiakiem - oczywiście w formie na wynos, bo ogródki restauracyjne zostaną otwarte dopiero od 15 maja. Po raz pierwszy od pół roku miałam na sobie sukienkę i usta pomalowane szminką!... (>0<)

 

***

Poza tym, piekarnik wciąż nie działa - czekamy na zamówioną część (czujnik temperatury w drzwiach), ma zostać zamontowana w najbliższą środę... Trzeba przyznać, że sklep EuroRtvAgd ma lepszy czas reakcji na rękojmię niż Amica na gwarancję. A czy wymiana czujnika pomoże - zobaczymy.

A w ogóle, zapomniałam Wam pokazać jeszcze jeden gadżet kuchenny, który moim zdaniem jest genialny i bardzo przydatny!!! Dostaliśmy go w prezencie (od MadFerret), więc mogę powiedzieć o nim tylko tyle, że bywa dostępny w TKMaxx, ale jeśli traficie na coś takiego to kupujcie w ciemno!

 


 

To otwieracz do konserw. Niby nic takiego, zresztą przecież wiele puszek ma uchwyt, za który ciągniemy i w ten sposób je otwieramy, ale... ten otwieracz jest taki sprytny, że obcina górną część puszki w taki sposób, że robi się z niego pokrywkę. Obcięty brzeg jest tak gładki, że można go bezpiecznie dotknąć. *^o^*

 


***

W tym roku nie biorę udziału w MeMadeMay. Zdecydowałam, że nie ma się co na siłę podczepiać pod wyzwanie, w którym założę spodnie uszyte przeze mnie może ze dwa razy w tygodniu, i to może być tyle jeśli chodzi o "mimejdy". Sukienki wiszą w szafie nieruszane od miesięcy, w domu chodzę w legginsach, dresach, koszulkach, a jak już wychodzę z domu, to jest to w 90% wyjście z rowerem - czy to na dłuższą wycieczkę czy na szybkie zakupy, czyli będę miała na sobie mniej lub więcej (w zależności od pogody) kupnych ubrań rowerowych - sportowe koszulki, legginsy, bluzy. Nawet, gdy otworzą już restauracje, to pewnie nadal będziemy się do nich wybierać na rowerach, więc nie wróżę moim sukienkom dużego obrotu w tym sezonie, hm... Chyba, że zrobi się ciepło i zacznę zakładać jerseyowe sukienki na rower, zobaczymy. 

 


 

Na koniec jeszcze Was czymś poczęstuję - całkowicie wegański japoński "węgorz" w sosie kabayaki przyrządzony z bakłażana! *^V^* Jest przepyszny!!! Lepszy, niż węgorz jakiego jedliśmy w sieciówce Yoshinoya w Tokio, na serio! Bardzo prosty i szybki do zrobienia, a podany z ryżem, miseczką zupy miso pełnej warzyw, z kostką zimnego tofu i kiszonkami stworzy sycący wegański obiad.



Tyle na dzisiaj, do następnego razu! *^v^*

Thursday, April 29, 2021

Melduję się!

Trochę się nie odzywałam. Po cotygodniowych wpisach z DOJadania zrobiłam sobie przerwę ale dawno już nie było nic o malowaniu, dzierganiu, szyciu. 

 


 

Nie ma co ukrywać, źle weszłam w ten nowy rok i musiałam się trochę wycofać i sobie z tym jakoś poradzić. Źle w sensie psychicznym. Nawet nie wiem dlaczego, sylwester był super w towarzystwie najbliższej przyjaciółki i jej męża, potem nic takiego złego się nie działo, nawet coś dziergałam, coś szkicowałam, piekłam ciasta, kupiłam rower!... Ale mój nastrój spadał - stopniowo docierało do mnie, że końca pandemii nie widać a wręcz się nasila, znowu nie ma szans na wyjazd do Japonii w tym roku. Ta niewiadoma, która w zeszłym roku była nawet fascynująca i motywowała mnie do życia z dnia na dzień stała się ciężarem nie do zniesienia. Zaczęłam tracić z oczu sens i cel kolejnego dnia, najchętniej zakopałabym się pod kołdrą i nie wychodziła przez najbliższe pół roku, czytałam tylko kolejne części "Kosmicznego szpitala" Jamesa White'a (genialna seria!!! bardzo dziękuję za jej polecenie!!! *^0^*). 

 


 

Nie chciałam o tym pisać, bo musiałam sobie sama z tym poradzić, nic co by ktokolwiek mi powiedział nie zadziałałoby na moją głowę. Zdroworozsądkowe argumenty rozumiałam, ale to nie równało się zmianie mojego nastroju i podejścia do świata. 

 


 

Jak już wiecie, w styczniu kupiłam rower. Styczeń i luty nie były przyjazne rowerowaniu, dopiero w marcu rozkręciłam się na dobre zrobiwszy ponad 300 km, a w kwietniu na serio pokochałam jeżdżenie na rowerze i lada dzień dobiję do 400 km! ^^*~~ Jeśli śledzicie mojego Instagrama to na pewno zauważyliście, że w kwietniu wrzucam głównie zdjęcia z rowerowych wycieczek, bo teraz prawie już zapomniałam, jak to jest chodzić, cokolwiek trzeba załatwić na mieście - zakupy, wizytę u kosmetyczki czy lekarza, oddanie książek do biblioteki, wychodzę z domu z rowerem. Tak jest szybciej, zdrowiej i bezpieczniej.

 


Nie to, żeby jeżdżenie rowerem było zawsze miłe, łatwe i przyjemne. Nawet, jeśli są ścieżki, to można na nich spotkać najróżniejszych użytkowników drogi, że wymienię tylko kilka przypadków, jakie udało mi się spotkać - grupy dzieci w najróżniejszym wieku od malutkich ledwo ruszających nóżkami do nastolatków bawiące się na ścieżce na rowerach, hulajnogach, wrotkach, dorosłych (czasem dwoje na raz!) szusujących na elektrycznej hulajnodze, koleżanki jadące obok siebie i plotkujące, które za nic nie zjadą jedna za drugą, gdy z naprzeciwka jedzie rowerzysta..., wyścigowcy rowerowi bijący rekordy prędkości, rowery zaparkowane na ścieżce albo ludzie stojący z rowerem na ścieżce, bo musieli odebrać telefon..., psy bez opieki albo pies po jednej stronie ścieżki, właściciel po drugiej a smycz napięta pomiędzy nimi w poprzek ścieżki, ale także takie kurioza jak: matka pchająca przed sobą szeroką podwójną spacerówkę dla bliźniaków i strzelająca na rowerzystów piorunami z oczu albo osoba prowadząca po ścieżce wózek inwalidzki z niepełnosprawnym, podczas gdy obok był szeroki chodnik! O wchodzących znienacka na ścieżkę bez patrzenia pieszych już nie wspomnę... No i oczywiście ścieżki rowerowe idealnie nadają się do zaparkowania wszelakich samochodów służb miejskich, elektrycznych, itp. O dziwo, muszę pochwalić kierowców, którzy przyzwyczaili się już do uważania na rowerzystów na ścieżkach i ładnie przepuszczają, tylko raz pewna pani prawie mnie rozmaśliła na asfalcie, bo na hurra przecięła ścieżkę rowerową wyjeżdżając z bocznej uliczki i kompletnie nie patrzyła w prawą stronę (w ostatniej chwili hamowała też para pieszych z wózkiem idąca obok mnie po chodniku...). 




Poznałam cały przekrój ścieżek rowerowych w Warszawie - szerokich wygodnych asfaltowych i wąziutkich ułożonych z kostki Bauma (kto to wymyślił?!...) albo starych płyt chodnikowych (sic!), ścieżki prowadzące mnie z punktu A do B oraz takie, co znienacka kończą się nigdzie - w krzakach, w ścianie budynku, bez widocznej konieczności przechodzące na kilka metrów na drugą stronę ulicy po to, żeby za chwilę wrócić z powrotem. 

 


 

Zaliczyłam pierwszy upadek z roweru, i to wcale nie podczas jazdy!... *^w^* Stojąc na łące próbowałam zejść z roweru i mój błędnik zadecydował, że lecimy na ziemię!... Wciąż zwalniam przed zakrętami i kiedy mam minąć blisko ustawione słupki albo pojechać po wąskiej polnej dróżce, mój zwichrowany błędnik nie daje sobie rady w takich sytuacjach i wolę zejść z roweru i go przez chwilę poprowadzić niż fiknąć na glebę. Ale wyraźnie zauważam już poprawę mojej kondycji, jestem w stanie przejechać 20 km i nawet tego nie zauważyć. Bardzo się cieszę, że rower kupiłam w styczniu bo miałam czas, żeby się na nowo wdrożyć w jazdę, przyzwyczaić do innych rowerzystów mijanych z naprzeciwka. Dzięki wycieczkom rowerowym poznałam wiele pięknych miejsc wokół Warszawy, karmiłam w Konstancinie wiewiórki orzechami i widziałam sarny na łące! 

 

 

***

Z innych wieści - zapisaliśmy się na szczepienie przeciw Covid! Z kolejnych wiadomości - piekarnik wciąż nie działa, a zepsuł się ok. 15 marca, przypominam..... Po prawie trzytygodniowym oczekiwaniu na pierwszą wizytę serwisanta doczekaliśmy się tylko wymiany jednej części co nie zaowocowało naprawą. Na drugą wizytę serwisanta czekaliśmy trzy tygodnie i w tym momencie zrezygnowaliśmy z gwarancji u Amici i zgłosiliśmy wniosek o rękojmię w sklepie EuroRtvAgd. Dzisiaj byli serwisanci i stwierdzili uszkodzenie czujnika w drzwiach, który oczywiście trzeba zamówić!..... Czyli kolejne dni albo tygodnie oczekiwania na naprawę. Jestem o kilka centymetrów od odżałowania tych 1300 złotych i wywalenia tego piekarnika na elektrośmieci!!! (czego nie omieszkałam im powiedzieć!)

Poza tym, przed nami nowy duży projekt, który mnie jednocześnie ekscytuje i przeraża, bo jak wiadomo ja nie znoszę żadnych zmian. Ale wygląda na to, że ta zmiana będzie na lepsze, przynajmniej pod kilkoma względami. Wszystko opiszę w szczegółach, jak tylko ustalimy szczegóły i ruszą prace! *^o^*



Majówkę planujemy spędzić w domu (Robert pracuje) i oczywiście na rowerach. Brzydsza pogoda nas nie zniechęca, przeciwnie - im gorsze warunki tym mniej ludzi na zewnątrz i tym mniejsze korki na ścieżkach rowerowych! *^v^* Życzę Wam miłego początku maja i do następnego razu, kiedy opowiem Wam o naszym nowym sprzęcie kuchennym! ^^*~~

 

Saturday, April 03, 2021

DOJ 2021 - podsumowanie

Japońskie śniadanie - ryż ze śliwką suszoną i szczypiorem, zupa miso z korzeniem lotosu, glonami wakame, kawałkami konnyaku, daikonem, grzybami shitake, ogórki z sosem sojowym i hiyayakko.
 

 

Oficjalnie koniec tegorocznego DOJadania i napiszę garść wniosków z tegorocznej edycji. W tym roku postawiliśmy na prostotę. Owszem, było trochę dań hinduskich czy tajskich składających się z dużej ilości składników i przypraw, ale podstawą naszego żywienia były czyste smaki warzyw - najbardziej ulubiony i najczęstszy obiad: gotowane ziemniaki, ciepła jarzynka (fasolka, kalafior, brukselka), surówka z 1-2 składników (marchewka z jabłkiem albo daikonem, buraczki z jabłkiem, czerwona kapusta), kotlet warzywny.

 

Kitsune soba - makaron gryczany, smażone tofu, cukinia, szczypior, bulion warzywny.


Z wyjątkiem "mortadeli" wegańskiej nie kupowaliśmy żadnych podróbek wędlin. W lutym kupiłam duży 400 g jogurt naturalny kokosowy i drugi waniliowy sojowy, i po zjedzeniu niewielkiej ilości zostawiliśmy je w lodówce na długie tygodnie, aż je wyrzuciłam, bo spleśniały... Kupiliśmy też jeden "biały serek" do smarowania i jeden "typu feta" - ten pierwszy poszedł do jakiegoś deseru na początku DOJadania, ten drugi Robert zjadł w jakichś sałatkach. Za to na kanapkach pojawiały nam się pasty warzywne i pasztety, w zasadzie trudno jest trafić na takie ze złym składem i smakiem, więc wybór był ogromny! Prawie nie tykaliśmy masła orzechowego - przy poprzednich DOJadaniach jeden z podstawowych składników naszych kanapek, za to hojną garścią dodawałam do potraw czarną sól Kala Namak i płatki drożdżowe.

W ogóle, półki sklepowe w tym roku tak pięknie zapełniły się produktami wegańskimi, że mieliśmy niesamowicie ułatwione zadanie! Do sklepu szło się w trzy miejsca - tam, gdzie woda, tak gdzie dział warzywno-owocowy i do półki bio-eco wege (w Auchan i Leclercu te produkty są obok siebie). Jedzenie dla wegan było na wyciągnięcie ręki w Biedronce i Lidlu, a nawet w Żabce!

Niestety przez cztery ostatnie tygodnie DOJadania byłam pozbawiona piekarnika... Czy ja pisałam o tym, że zepsuł nam się stary piekarnik? No to kupiliśmy nowy, tej samej firmy Amica, oczywiście inny nowszy model najeżony elektroniką. Niestety nowy piekarnik zepsuł się po miesiącu i dwóch dniach (sic!), a ponieważ minął czas na oddanie go do sklepu to trzeba było go naprawić w ramach gwarancji. A ku mojemu zdziwieniu na kontakt ze strony serwisu firmy Amica musieliśmy czekać półtora tygodnia, a na przyjazd serwisanta dodatkowy tydzień... Cóż z tego, że w końcu przyjechał i nawet wymienił jedną część elektroniki, skoro po jego wyjściu piekarnik nadal nie działał prawidłowo (pan przy nas włączył piekarnik, poczekał 3 minuty aż ten nagrzał się do 170 stopni i powiedział "o, działa!" i poszedł... W ten sposób "działał" też wcześniej, tylko po kilku minutach zaczynał wariować, pikać, blokować przyciski, zrzucać temperaturę...), i skończyło się na kolejnych telefonach do serwisu, i wciąż czekamy na kontakt z ich strony...

Ponieważ w piekarniku kompletnie zwariowała elektronika i nie dało się go używać,  pożegnaliśmy się na jakiś czas z domowym chlebem, focaccią, preclami... Co zabrało nam z jadłospisu kilka naszych podstaw żywieniowych!!!




 

Dodatkiem do DOJadania stały się w tym roku wycieczki rowerowe - w marcu zrobiłam 313 km!... A Robert 423 km! Najtrudniej było wyjść z domu, szczególnie kiedy było jeszcze bardzo zimno, to całe ubieranie się w wiele warstw - bluzka i rajtuzy z merynosa, spodnie, softshell, kurtka wiatrówka, szaliki, czapki, kaski, maseczki.... Ale jak już byłam na zewnątrz, to wsiadałam na rower i mogłam jechać i jechać, dużo dłużej niż bym kiedykolwiek przypuszczała! Udawało się nawet zrobić ponad 30-stokilometrowe wycieczki oraz jedną 40-stokilometrową! *^o^*

 



Zrobiliśmy badania - lipidogram pokazał dużą poprawę we wszystkich składowych, oczywiście spadł nam poziom cholesterolu, ale też - co nas szczególnie cieszy, spadł poziom trójglicerydów. W poprzednich latach działo się coś dziwnego - po DOJadaniu trójglicerydy szybowały nam w kosmos dużo powyżej normy, co było dziwne, bo przecież odstawialiśmy tłuszcze zwierzęce... A teraz spadły i nasza teoria jest taka, że po pierwsze, w poprzednich latach zjadaliśmy bardzo duże ilości wegańskich "serów" i masła orzechowego, czyli tłuszcz zwierzęcy zastąpiliśmy bardzo dużą ilością tłuszczu kokosowego i orzechowego. W tym roku w zasadzie wcale nie sięgaliśmy po masło orzechowe i "sery", jedząc dużo czystych warzyw, a do tego, po drugie, dołączyliśmy bardzo dużą ilość aktywności fizycznej w postaci rowerowych wycieczek. Obydwoje schudliśmy po 3,5 kg, co daje bardzo przyjemną ilość jak na półtora miesiąca. *^o^*

Dzisiaj oficjalny koniec DOJadania i rozważaliśmy, co dalej zrobimy z takim sposobem żywienia, który nam się tak bardzo spodobał w tym roku. Zdecydowaliśmy, że będziemy utrzymywać trzy dni wegańskie i dwa wegetariańskie w tygodniu, natomiast jeśli najdzie nas ochota na mięso, zjemy je w weekendy.

W zeszły poniedziałek nastawiłam zakwas na żurek - będzie z kiełbasą, mamy też jajka, sałatkę jarzynową z wegańskim majonezem, wędzonego łososia, wegańskiego mazurka (do którego spód upiekłam w starym opiekaczu do tostów!). ^^*~~ Mamy 24-letnią mikrofalówkę z wbudowanym grillem i programem do pieczenia drobiu, więc zrobimy sobie w święta pieczonego kurczaka i kacze piersi. Niestety, nie upiekę na razie ani chleba ani pizzy, na to trzeba będzie poczekać aż ktoś naprawi nasz piekarnik albo szlag mnie trafi i kupię inny sprzęt a tego dziada wyrzucę na elektrośmieci!.....

Monday, March 29, 2021

DOJ - tydzień VI

Został już tylko jeden tydzień i w zasadzie nie mam wiele do dodania do tego, co pisałam w poprzednich tygodniach - w tym roku wegańskie DOJadanie idzie nam jak po maśle, hehehehe... *^0^* I wcale nie bardzo chcemy się z nim rozstawać, za tydzień wnioski końcowe, zapraszamy!

Poniżej przykładowe dania z zeszłego tygodnia, było sporo pysznych powtórek, były kanapki, stąd niewiele nowości.

 

Śniadania

Ciecierzyca w curry (Jamar, Auchan), silken tofu doprawione solą Kala Namak i płatkami drożdżowymi, guacamole, szczypior, chlebek żytni.

 

Czerwona fasola z kukurydzą w sosie pomidorowym (Bonduelle), zioła, tofu z solą Kala Namak i płatkami drożdżowymi, mieszanka nasion (słonecznik, dynia, sezam), szczypior.

 

Cebula, cukinia, tofu, zioła, do tego guacamole i szczypior dodane na koniec.



 

Obiady

Soljanka z boczniaków ("Jadłonomia po polsku") - boczniaki, kapusta, trochę marchewki, ogórki kiszone, kapary, suszone grzyby, przyprawy, koper. Powinny być jeszcze zielone oliwki, ale akurat nie miałam. Pycha!


Burger (Dobra Kaloria), ziemniaki z koperkiem, fasolka szparagowa, surówka z marchewki i daikona.


Makaron udon, do tego dodatki: daikon, marchewka, łodyga brokuła, grzyby shitake i shimeji, blok konnyaku, glony juntoro, proteina sojowa doprawiona po japońsku i posmażona, glony nori, szczypior; zupa: bulion warzywny, pasta miso, sos sojowy, masło orzechowe, sezam.


Szybki lunch improwizowany - makaron z brokułami, do tego beszamel (margaryna, mąka, mleko z nerkowców), do tego pokruszone tofu z solą Kala Namak i płatkami drożdżowymi.


Zupa bretońska (Florpak) - znamy i lubimy mieszanki Florpaka, i jadamy od lat. Mało zupne to wyszło, raczej fasola w sosie... ^^*~~


 

 

Kolacje 

Racuchy z jabłkami.

 

Chińskie bułeczki z warzywnym nadzieniem z patelni.


 


Deser

Racuchy. Bo czemu nie? *^-^*




Na wynos

Ramen z Umamitu - bardzo polecamy!!! Ja wzięłam tantanmen, Robert - miso, obydwa gęste, pełne smaku, sycące, i fajnie dostarczane - pogrzany makaron osobno, zupa osobno, dodatki osobno, nic się po drodze nie rozlało ani nie rozmiękło. Działają w Warszawie i w Łodzi.



Monday, March 22, 2021

DOJ - tydzień V

Zaczyna mi być przykro, że DOJadanie ma się powoli ku końcowi, jeszcze tylu potraw nie wypróbowałam, tyle chciałabym powtórzyć!... Na szczęście nikt mnie nie zmusza, żebym od Wielkanocy zaczęła jeść tylko mięcho i sery, i wcale nie zamierzam się na nie rzucić.... *^W^*

Natomiast dziś rano doszłam do wniosku, że już bym chciała mieć w lodówce jajka, bo to niesamowicie ułatwiłoby mi robienie śniadań... Jak są jajka to zawsze można je usmażyć, posadzić, ugotować na miękko, mam już dosyć wymyślania śniadań!

Poniżej wybrane posiłki z piątego tygodnia.

 

Śniadania

Smażone kurki z cebulą i silken tofu. 


Japońska wersja wegańska - zupa miso z grzybami shimeji i shitake, marchewką, daikonem, ryż z umeboshi, hiyayakko (zimne silken tofu), duszony korzeń lotosu, makaron shirataki, kiełki mun, kiszone liście musztardowca.



 

Obiady

Soczewicowa pomidorowa ("Jadłonomia po polsku", jeśli nie macie tej książki to polecam ten przepis, jest bardzo podobny i daje równie pyszny efekt!) Dorzuciłam garść makaronu z zielonego groszku (Tiradell, Lidl).


Zestaw obowiązkowy *^0^* - kotlety z fasoli (mam ich jeszcze trochę w zamrażarce!), ziemniaki, brukselka (dla mnie) albo marchewki i żółta fasolka (dla Roberta), surówka z tartych buraków, jabłka i soku z cytryny.

 

A tu kotlety z Natur Avena - w pudełku znajdują się dwie paczki po 100 g, jedna paczka wystarcza na dwa duże kotlety lub dowolną ilość mniejszych. *^0^* Robert nie był zachwycony, bo być może z powodu składu - dwie mąki i dwa rodzaje płatków plus przyprawy - kotlety są dość kleiste. I zdecydowanie bym je mocniej doprawiła!!! Przyprawy się sypie garścią, a nie posypuje szczyptą!...

Do towarzystwa ziemniaki, fasolka szparagowa (świeża! już się pojawia w sklepach, chociaż nie nasza jeszcze), i surówka z czerwonej kapusty (Eko Wital).

 




 

Szare kluski!!! Oczywiście, ziemniaczane. Oczywiście - zrobione z pomocą blendera. *^v^*

Szare kluski wegańskie

- 700 g ziemniaków obrać, pokroić w dużą kostkę, wrzucić do blendera kielichowego, dolać tyle wody, żeby je przykryło, blendować kilka chwil do uzyskania gładkiej pulpy

- wylać zawartość blendera na sitko wyłożone ściereczką ustawione nad dużą miską, pozwolić wodzie odcieknąć do miski i odstać się, żeby na dnie zebrała się skrobia, zajmie to kilka minut

- podnieść sitko z ziemniaczaną pulpą, powoli zlać wodę znad skrobii do zlewu (albo zachować ją do ugotowania zupy!), przełożyć pulpę ziemniaczaną z sitka do miski ze skrobią, wymieszać porządnie

- dodać 2 Ł mielonego siemienia lnianego rozrobionego w 5 Ł wody, dosypać ok. 10-15 Ł mąki pszennej (u nas było 10 i Robert zapostulował twardsze kluski, rzeczywiście były jak chmurki), wymieszać wszystko porządnie

- zagotować wielki gar wody z solą, na patelni obok podsmażać powoli pokrojoną w kostkę cebulę i wędzone tofu

- gdy woda zawrze, kłaść na wrzątek pojedyncze kluski łyżką do wyczerpania całego ciasta, gdy wypłyną na powierzchnię pogotować jeszcze chwilę i przełożyć kluski łyżką cedzakową na patelnię z usmażoną cebulą z tofu, obsmażyć kilka chwil


 

To już było w poprzednich latach - curry ramen - u nas udon, z dodatkiem yuby, warzyw i soczewicy w miso.




Kolacje

Po weekendzie zostało mi trochę nabe - warzyw i tofu w bulionie, więc zrobiłam kilka kieszonek z ryżem, ogórkiem i śliwką umeboshi (inarizushi), podałam z kiszonym musztardowcem.

 

Dwa razy zamawialiśmy wrapy z seitanem z Krowarzywa, raz kupiliśmy pyszny wegański ramen w Arigator.