Wednesday, February 14, 2018

Kochajmy się!

Niezależnie od daty, ale dzisiaj kochajmy się mocniej, bo czemu nie? *^V^*
Let's love each other! On all days of the year but today let's love even stronger, because why not? *^V^*

Oto lunch, jaki przygotowałam na dziś dla męża do pracy:
Here's lunch I made for my husband today:



I oczywiście dostał też domowej roboty czekoladki! ^^*~~

And of course he also got some homemade chocolates! ^^*~~




A od jutra znowu akcja DOJ-adamy, kto się przyłączy?
Jeśli nie wiecie, o co chodzi, to poprzednie wpisy na ten temat wszystko Wam wyjaśnią:

And starting tomorrow we are again on a once-a-year slimming-our-menu time. Who's with us?
If you don't know what it is, read the posts from 2016 and 2017 below.

DOJ 2016
DOJ czyli Doroczne Odchudzanie Jadłospisu / Yearly Menu Slimming
DOJ czyli "nie mam czasu na zdrowie jedzenie" / "I don't have time to eat healthy"
DOJ czyli "o czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" / "What I mean when I talk about running"
DOJ podsumowanie / Summing up

Saturday, February 03, 2018

おしゃれ服 - ひまわりワンピース



Kiedy w piątek pokazałam na Instagramie zdjęcie naszego śniadania Pimposhka zapytała o przepis. I tu jest mały problem, bo przepis zaczyna się od: "wieczorem poprzedniego dnia wsypać ryż i grzyby shitake do maszynki do gotowania ryżu, nalać wodę i nastawić timer, żeby ugotowało się rano o określonej godzinie, program "ryżowe congee'"...
When on Friday I published our breakfast's photo on my Instagram Pimposhka asked about the recipe. And here is a small problem because it starts with: "on the evening before put rice and shitake mushrooms into a rice cooker, add the correct amount of water for a "rice congee or porridge" and set the timer for a required time in the morning to be ready"...




Nigdy nie gotowałam ryżanki w garnku na kuchence, ale generalnie o to chodzi, żeby rozgotować ryż na mięciusieńko w dużej ilości wody. Do ryżu z grzybkami dokładamy onsen tamago (jajko na miękko - zagotowujemy 1 l wody, kiedy zawrze dolewamy 1 szkl. zimnej wody, gasimy gaz i przestawiamy garnek z gorącego palnika, wyjmujemy z lodówki 4 jajka i wkładamy ostrożnie do wody, przykrywamy garnek i nastawiamy minutnik na 17 minut. Po tym czasie wyjmujemy jajka i przechowujemy w lodówce kilka dni aż będą na potrzebne do congee.) Doprawiamy ryżankę siekanym szczypiorkiem, odrobiną chilli, sosem sojowym, olejem sezamowym, tartym sezamem - wedle smaku. Zjadamy z towarzyszeniem ulubionych kiszonek. Danie lekkostrawne, rozgrzewające.
I never cooked rice congee in a pot on a stove but it's not a rocket science, just some rice cooked for a longer time in a lot of water. When rice with mushrooms is ready add onsen tamago (soft boiled egg - boil 1 l of water, when it boils add 1 cup of cold water, turn off the gas and remove the pot from a hot stove, take out 4 eggs from the fridge and place into the water, put the lid on and set the timer to 17 minutes. After that time take out the eggs, you may keep them in a fridge for a few days until you want to eat them.) Also some other things like chopped Spring onions, some chilli, soy sauce, sesame oil, freshly ground sesame seeds, as you like. Eat with your favourite pickles. It's light, warming and easy to digest.



 ***

A teraz przejdźmy do głównego tematu tego wpisu.
And now let's talk about the main topic of this post's.


Od mojej koleżanki Eri dostałam paczkę. Zawierała słodkości, ale też coś fajniejszego co jest o wiele trwalsze (nie oszukujmy się, słodycze przetrwały tylko trzy dni... ^^*~~) - książkę z wykrojami! *^V^*
My friend Eri sent me a parcel. It contained sweets but also something much cooler (let's be honest, the sweets lasted only three days... ^^*~~), namely the sewing book! *^V^*




Tytuł to "ソーイングナチュリラ シンプルナチュラルなおしゃれ服" czyli "Naturalne szycie. Proste i naturalne modne ubrania" i takie są właśnie wszystkie wykroje - bez fikuśności, w większości gładkie tkaniny, taki styl który ja nazywam "typowo japońskim". Tak ubrane kobiety oglądałam na tokijskich ulicach - bluzki i sukienki z jednolitych tkanin w ograniczonej gamie kolorystycznej ale zaskakujące jakimś detalem - pliskami, wydłużonym tyłem, asymetrycznością, kokardą czy ciekawym kołnierzem. 
The title is "ソーイングナチュリラ シンプルナチュラルなおしゃれ服" which means "Natural sewing. Simple and natural fashion clothes" and that's exactly what's inside the book - simple patterns, no frills, plain fabrics, the style I call "typical Japanese" because that kind of clothes I kept seeing in the streets of Tokyo very often. One colour fabrics, straight lines, sometimes some interesting detail like a pleat, longer back, some asymmetry or an eye catching collar.




Nigdy nie brałam pod uwagę japońskich wykrojów bo z góry założyłam, że na pewno będą na mnie za małe, za krótkie, za wąskie, czekałoby mnie za dużo przeróbek i nie warte to zachodu. Poza tym uważałam, że ten styl nie jest dla mnie. Co dobrze wygląda na drobnych Japonkach niekoniecznie będzie pasować na wysoką Polkę, dodatkowo z takimi ciuchami kojarzy mi się japońska skośnooka twarz wieńcząca sylwetkę a taką nie dysponuję. *^v^* 
I never even considered buying Japanese sewing books because I assumed the patterns would be too small for me, too short, too narrow, too much hassle with adjustments. Also, I never thought this style might suit me. What looks good on small Japanese women may look funny on a tall Polish girl. And I always had an image of a Japanese face finishing the whole portrait and I have the typical European features unfortunately. *^v^*




No, ale kiedy zaczęłam przeglądać książkę, którą dostałam od Eri, zaczęłam się zachwycać! Co więcej, następnego dnia wrzuciłam do pralki jeden z kuponów materiału, który kupiłam w Japonii w sklepie Kimono Kuraya, bo już miałam dla niego przeznaczenie - sukienka model U. ^^*~~
Być może pamiętacie bo kiedyś o tym wspominałam, że tkaninę na kimono kupuje się w kawałku o szerokości ok. 30 cm i długości ok. 11 m, tak więc przed wycięciem z niego elementów wykroju sukienki postanowiłam zszyć po dwie szerokości, żeby mi się ten wykrój zmieścił. W dolnych częściach sukienki musiałam doszyć jeszcze po kawałku. 
But when I started to look through the book I got from Eri I started to gush over the contents! What's more, on the next day I threw one of the fabrics I bought in Japan in Kimono Kuraya into the washing machine because I already knew what I wanted to turn it into - namely dress pattern U. ^^*~~
You may remember when I mentioned that the kimono fabric can be bought in a piece around 30 cm wide and around 11 m long, so I had to sew together two or even more widths to accommodate the pattern pieces.




 
I tak naprawdę najwięcej czasu zabrało mi przygotowanie materiału (prasowanie, odmierzanie, zszywanie, spasowywanie wzorów), samo szycie poszło dość szybko bo sukienka poza kilkoma pliskami na przodzie ma tylko dwa szwy boczne, wszycie rękawów, podłożenie dołu i odszycie podkroju szyi. Specjalnie na pierwszy ogień wybrałam dość prosty model, żeby w razie co nie było wielu modyfikacji do zrobienia.
To be frank the longest it took me to prepare the fabric (washing, drying, measuring, sewing together, matching the prints), sewing was rather quick because the dress has only two long side seams, a few pleats on the front, neckline and hem. I chose such a simple pattern on purpose to see how to work with Japanese patterns and avoid too many adjustments. 



 
Przyznaję, że nie chciało mi się robić próbnika z jakiegoś materiału na straty więc zrobiłam duże zapasy na szwy żeby w razie czego było z czego nadrabiać, ale okazało się to niepotrzebne. Ten model występuje w trzech rozmiarach: S, M i L, ja wybrałam ten największy który miał mi dać obwód w biuście 106 cm i długość 95 cm. Oczywiście sukienkę wydłużyłam tak, żeby sięgała mi do kolan, ale ponieważ nie ma wyraźnie zaznaczonej talii to nie bawiłam się w przedłużanie korpusu, szlufki na pasek przyszyłam w wyznaczonym we wzorze miejscu. Sukienka jest luźna i nie wymaga wszywania suwaka czy innego zapięcia, a paskiem ładnie podkreślamy talię na tyle ile chcemy.
I admit I was too lazy to make a muslin so I cut generous seams just in case but it turned out I didn't need that. This pattern comes in three sizes: S, M and L, and I chose the biggest one which has the bust circumference 106 cm and the length of the dress 95 cm. Of course I added some cms to the length so the dress would reach my knees but because the dress is not very fitted to the figure I didn't lengthen the upper body part and I placed the belt loops just where they were in the pattern. The dress is loose enough to omit any zipper, ect and the belt makes it nicely fitted as much or as little as you want.



Kilka słów na temat pracy z japońskimi wykrojami: są bardzo podobne do wykrojów z Burdy - zapasy na szwy trzeba dodać samemu. Poza tym mają podobne oznaczenia, punkty styczne rękawów i korpusu są zaznaczone zarówno na przodach jak i tyłach (samo wszywanie rękawów to była poezja, żadnego skomplikowanego wdawania przy którym zawsze zostaje gdzieś nadmiar materiału i trzeba przepinać i przepinać szpilki w nieskończoność i przesuwać po milimetrze materiał... po prostu wpięłam rękawy, przyszyłam i są, wygodne i nieograniczające swobody ruchów, genialne! ^^*~~). Natomiast opis szycia każdego z modeli jest dodatkowo uzupełniony o bardzo czytelne rysunki trudniejszych elementów i to jest genialne i bardzo pomocne! W ogóle uważam, że z japońskich książek z wykrojami mogą spokojnie korzystać osoby, które trochę już szyją ale nie znają słowa ani znaku po japońsku, na pewno sobie poradzą! A ja przy okazji poznałam kilka nowych japońskich słów, np.: odszycie czy szlufka! *^V^*
A few words about working with Japanese patterns: they're very similar to Burda's, you have to add the seams yourself. All the markings are similar, the marks on the sleeves you have in Burda are only on the fronts, here there are on both fronts and backs (sewing in the sleeves was a piece of cake, no complicated setting in when there's always a bit of too much fabric somewhere and you have to repin and repin the pins and move the fabric per millimetre... here I just pined in the sleeves and sewed the seams, they're comfortable and not limiting any movements, wonderful! ^^*~~). The description of sewing steps is accompanied by the very clear and easy to understand drawings of the more tricky parts of sewing and that's really great! I generally think that even if you don't speak Japanese or know kanji but you know how to sew you will be able to make clothes from the Japanese patterns! Funny thing I got to know some new Japanese words, like facing or belt loop! *^V^*




Natomiast pierwszy raz w życiu szyłam w takich warunkach...
Koty "pomagały" na każdym etapie prac - odrysowywaniu wzoru na papier, przygotowaniu materiału, odrysowywaniu wykroju na tkaninie, spinaniu szpilkami, zszywaniu, przymierzaniu, kradły kredę i centymetr... Mówiłam już, że trafiły nam się koty towarzyszące i rzeczywiście towarzyszyły mi prawie cały czas, nawet przez dłuższą chwilę szyłam siedząc przy maszynie z Akim na kolanach, który spał, mył łapę, ściągał zębami materiał.... Łatwo nie było! *^w^*
For the first time in my life I worked in such sewing conditions...
Cats "helped" me on every stage - when I was drawing the pattern on paper, prepared the fabric, drew the pattern pieces onto the fabric, pinned the pieces, sewed, tried on, they kept steeling the chalk and measuring tape... I told you our cats are the "accompanying" types and they kept me company almost all the time, even for a longer while I was sitting at the sewing machine with Aki in my lap - sleeping, washing his paw, trying to catch the fabric with his teeth... It wasn't an easy job! *^w^*




W tej wersji sukienka jest oczywiście wiosenno-letnia, z cienkiej bawełny, nie jest przewidziana do noszenia z grubymi rajstopami (i swetrem, i szalikiem, i płaszczem...). Na razie wieszam ją zatem w szafie i tam cierpliwie poczeka na  nadejście wiosny i wyższych temperatur. ^^*~~
Of course this dress is made from thin cotton and is for Spring/Summer season, it's not designed to be worn with a pair of thick tights (and a sweater, and a scarf, and a coat...). It will stay in my wardrobe till the warmth of Spring comes again. ^^*~~




To był mój pierwszy ale na pewno nie ostatni model z tej książki, już ostrzę sobie zęby na drugą sukienkę, na dwie bluzki, na spodnie... *^o^* Moja garderoba na wiosnę wzbogaci się o kilka ciuchów "Japanese style"! 
It was my first time with Japanese sewing patterns but definitely not the last one! From that book I already want to make another dress, two blouses, a pair of trousers... *^o^* My wardrobe will definitely gain some "Japanese style" clothes!

Thursday, January 25, 2018

肉まんの日


Podobno tradycja świętowania Dnia Nikumana wzięła się stąd, że 25 stycznia 1902 roku w miejscowości Asahikawa na Hokkaido odnotowano najniższą w Japonii temperaturę minus 41 stopni C. Ludzie pomyśleli wtedy, że w tak zimny dzień miło by było zjeść coś rozgrzewającego jak bułeczka na parze wypełniona nadzieniem z mięsa i warzyw. *^o^*
I've read that the idea of a Nikuman Day was started after on 25th January 1902 in Asahikawa, Hokkaido, there was the lowest temperature ever noted in Japan, minus 41 degrees C. People thought it would be great to eat some steaming hot warming bun with meat filling on such a day. *^o^*




Nikuman ma chiński rodowód (baozi), w Japonii w zwyczajnych konbini spotykaliśmy cztery podstawowe odmiany: nikuman (z miesem), kareman (z japońskim curry), anman (z pastą ze słodkiej fasoli mun) i pizzaman (o smaku pizzy, jakoś nigdy tego nie spróbowaliśmy...). Za to na stoisku z bułeczkami na parze w dzielnicy Ebisu tych rodzajów było chyba z dziesięć, w tym nadzienie grzybowe, krewetkowe i specjalne wielkie buły z nadzieniem z wielu rzeczy, w tym z ugotowanym na twardo przepiórczym jajkiem! *^V^*
Nikuman has a Chinese origin (baozi), in normal konbini stores in Japan we found four types: nikuman (with meat filling), kareman (with Japanese curry), anman (with sweet bean paste) and pizzaman (never tried this one...). On the special nikuman stall in Ebisu there was around 10 types, including mushroom filling, prawn filling and such curiosity like a huge bun with many things inside, including a hard-boiled quail egg! *^V^*




Nikuman jest przeważnie wielkości dużego jabłka i ma charakterystyczne zakładki z ciasta na wierzchu. Robiąc bułeczki w domu możemy dostosować ich wielkość i nadzienie do naszych preferencji, wybierając między najróżniejszymi składnikami. Można nawet zamienić tradycyjne ciasto na szybkie i bezproblemowe ciasto z mleka kokosowego i mąki z przepisu Jamiego Olivera, sprawdzone! ^^*~~
Nikuman is usually big as an apple and has the characteristic pleats. Making them at home we can adjust the size and filling to our preferences, we may even omit the traditional dough and use the quick and easy Jamie Oliver's recipe for a coconut milk and flour dough, I made it and works very well! ^^*~~

 


Dziś w Warszawie nie było aż tak zimno jak wtedy w Asahikawa (na szczęście!), ale nikumanem nie pogardziliśmy. A ponieważ nie mogę kupić w sklepie gorących parujących bułeczek (czasami na półce obok pierogów znajdziemy w sklepie bułki do przygotowania na parze, ale bez nadzienia), to musiałam je sobie przygotować sama. Przepis jest bardzo prosty a efekty smakowite. Czy moje bułeczki są piękne i kształtne? Nie bardzo. Ale smak mają dokładnie taki jaki powinien być! Serdecznie polecam! ^^*~~
Today in Warsaw it's not that cold as it was in Asahikawa on that day (lucky us!), but I'd eat a nikuman anytime anywhere. But because I cannot buy a steaming hot bun from a shop here I had to make them myself (sometimes you can buy buns without the filling to warm up at home and serve with some meat sauce, they're popular in some regions of Poland). The recipe is easy and totally worth the effort! Are my buns pretty? Not really. But the taste is exactly how it should be.  ^^*~~



I w ogóle to ja to już kiedyś pisałam na blogu, więc się powtarzam, ale co tam! Jak tu nie przypomnieć o tych bułeczkach?... Są na to zbyt smaczne i będę to robić każdego stycznia! *^-^*~~~
I've already written about these buns on the blog so I repeat myself, but who cares, they're so tasty that I'll be recalling them every year in January! *^-^*~~~


PS.: Miałam już całkiem sporo nowego swetra na drutach, kiedy zmierzyłam go i zorientowałam się, że dziergam kapę na słonia... Pruję do początku, bo oczywiście nie chciało mi się zrobić próbki ani nie przyszło mi do głowy zmierzyć robótkę na wczesnym etapie. W związku z tym nie rozmawiam ze sobą, bo się na siebie obraziłam śmiertelnie!...
PS.: I had quite a lot of a new sweater done when I measured it and it turned out I was knitting a cover for an elephant... I'm going to frog it till the beginning because of course I was too lazy to swatch it or measure it at the start of a project. So, I decided I am angry with myself and I will never speak a word to myself ever again!...


Tuesday, January 23, 2018

Na pocieszenie



Mąż wciąż na zwolnieniu, do początku lutego, a zrastał się będzie nawet do sześciu miesięcy, ech...
W związku z tym, że niewiele mu wolno, spacerujemy po okolicy i zważywszy na okoliczności przyrody zwiedzamy głównie lekarzy oraz lokalne knajpki, wypijając morze kawy i herbaty w Green Cafe Nero i Organic Coffee, i nie żałując sobie deserów na pocieszenie. 
Husband is still on sick leave, till the beginning of February, and the healing process may take as long as six months....
Because he's not allowed to do much we take slow walks around the neighbourhood, and because it's Winter we mainly visit cafes and local bars, drinking lots of coffee and tea, and eating cakes for better mood.




Czasami jadamy też obiady, na przykład wietnamską zupę pho w Pho Toan:
Sometimes we also eat lunches, for example Vietnamese pho soup in Pho Toan:




Albo japoński oyakodon i zupę miso w Peko Peko:
Or Japanese oyakodon and miso soup in Peko Peko:





Niektóre obiady stają się inspiracją do własnych eksperymentów kulinarnych. Na przykład, wracając od lekarza trafiliśmy przypadkiem do Kuminu, małej knajpki na warszawskim Wilanowie, gdzie właścicielka uraczyła nas przepyszną ucztą libańską! Wszystko było świetne, ale najbardziej nasze serca i podniebienia skradła taca przystawek.
Some dishes became inspirations for my own experiments. For example, on our way from the doctor we stumbled upon the Lebanese bar Kumin where we were served delicious food, including the set of starters!


(od lewej: muhammara, tabouleh, hummus, na dole: bakłażan smażony, kiszona marchew z kminem i ezme)

Taką ucztę z wieloma warzywnymi pastami już kiedyś robiłam (i zamierzam ją powtórzyć!), ale na razie zabrałam się za kiszonki. Marchewka z kuminem wyjątkowo posmakowała Robertowi a różowa rzodkiew jest zarówno smaczna jak i efektowna! Byliśmy też w gruzińskiej restauracji na pierogach, a do nich podano nam zaróżowioną od buraczka kapustę kiszoną i oczywiście musiałam sobie taką zrobić w domu! *^V^* Po tygodniu wszystkie trzy kiszonki są "małosolne", ale wiążę z nimi wielkie nadzieje w dalszym procesie kiszenia!
I prepared a similar set some time ago (and going to repeat that soon!), but for now I started with pickles. Robert especially liked carrot with cumin, pink radish is both tasty and decorative. When we were in a Georgian restaurant recently we were served pink pickled cabbage with beetroot (hence the colour), so of course I had to make it as well! *^V^*After one week in brine the veggies are slightly sour but I hope for their development with time!




Oprócz gotowania (lub nie) i jedzenia ostatnio głównie czytam, bo raz za razem połykam kolejne kryminały Iana Rankina o detektywie Rebusie! ^^*~~ Na serio trzaskam je jeden za drugim, już pięć przeczytałam i na szczęście jest jeszcze kilka! A to książki z rodzaju takich, że niby nic, ale jak się zacznie czytać to nie można przestać i nie wiadomo kiedy robi się 2 w nocy!...
Robótkowo na chwilę zniechęciłam się do fioletowego pulowera, bo muszę dokupić włóczkę i wydłużyć korpus. Popatrzyłam na zdjęcia innych dziergających i u nich też jakoś kuso wyszło, podejrzewam, że to może być spowodowane tym, że Japonki mają krótsze korpusy i ten sweter na Japonce będzie wyglądał na w sam raz, podczas, gdy dla Europejki będzie za krótki. Tak więc, chwilowo dziergam coś innego, z podarowanej włóczki. Dopiero zaczęłam, więc pokażę jak już będzie co pokazywać.
Apart from cooking (or not) and eating I've been mainly reading recently. I keep taking Ian Rankin's detective stories from my library and I devour them in two days max, they're so good that when I start reading suddenly it's 2 am and I'm still not in bed!... ^^*~~ 
As for the knitting, I abandoned my violet pullover for a moment because I needed to buy more yarn and lengthen the body. I looked at some finished projects' photos and realised the other versions also look too short at the front, maybe it's because Japanese girls have shorter bodies than the Europeans and that's why the pullover looks fine on a Japanese designer. Anyway, it's on hold at the moment and I've been knitting something completely different, from the yarn I was given. I'll show you when there's anything presentable.
 

Żeby nie było, że wpis tak bez kota - kot jest! ^^*~~
I don't want you to stay catless, so here is the cat to sum up the post! ^^*~~


Friday, January 12, 2018

Pielmieni

Zaczęło się od tego, że Robertowi zachciało się pielmieni w rosole. W domu nie było półproduktów na twórczość własnoręczną a pora obiadu tuż tuż, więc zapytał, czy miałabym może ochotę na zjedzenie ich na mieście. 
It all started when Robert felt like eating pielmieni in broth on weekend. We didn't have the ingredients to make them and lunch time was coming so he asked whether I wanted to go out to eat them.




Mnie do pierogów namawiać nie trzeba, zjem każdą ilość i rodzaj o dowolnej porze dnia i nocy, *^v^*, tak więc wybraliśmy się do restauracji Babooshka, w której takowe podają - w rosole, ze śmietaną i natką pietruszki. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że 7 stycznia Babooshka (ta na Oboźnej, bo w Warszawie są dwie) była zamknięta!.....  Ponieważ do drugiej lokalizacji mieliśmy daleko a kiszki nam już nieźle marsza grały, ruszyliśmy Krakowskim Przedmieściem w poszukiwaniu innego obiadu i na szczęście trafiliśmy do Gruzji na Chmielnej, gdzie pielmieni - wprawdzie bez bulionu, spożyliśmy. Przy okazji dokonaliśmy smakowitego odkrycia bo zamówiliśmy gruzińskie pikle, które okazały się przepyszną kiszoną kapustą z burakami! ^^*~~
You don't really have to persuade me to eat dumplings, I can eat them anytime anywhere in any amount and type, *^v^*, so we went to Babooshka restaurant where they serve the good ones - in broth, with a dollop of sour cream and some chopped parsley. You can imagine the size of our disappointent when it turned out that on that day Babooshka was closed!... They have the second place in Warsaw but it was rather far from where we were, and our stomachs were so very empty at that point... So, we went for a short walk along the street and finished in Georgia restaurant where we had pielmieni with cream, not in broth. They were okay and we discovered something delicious - Georgian pickled cabbage with beetroot! ^^*~~




Jednak ten obiad pozostawił po sobie niedosyt i w tygodniu zabrałam się za przygotowanie pielmieni w domu, żeby zjeść je tak jak nam się wymarzyło, w gorącym smakowitym rosole. *^0^*
And yet, this lunch left some lack of taste and satisfaction and next week I decided to make pielmieni at home, to eat them in a broth just like we wanted. *^0^*




Przepis jaki wyszukałam jest prosty - zwyczajne ciasto na pierogi, nadzienie z  mielonego mięsa wieprzowo-wołowego, podane w gęstym aromatycznym mięsnym rosole, idealne na zimowy obiad. Ciasto na początku wydało mi się za twarde, mimo długiego wyrabiania, najpierw rękami w potem nawet 15 minut w KitchenAid hakiem do drożdżowego! Nie chciało się wałkować (na szczęście mam maszynkę do makaronu, na korbę, nie musiałam tego robić wałkiem!), szybko wysychało. Bałam się, że po ugotowaniu będzie tak samo twarde ale nie - wyszło przepyszne, mięciutkie! *^0^*
The recipe I found is rather easy - simple dumpling dough (flour, water, salt) and minced pork/beef stuffing served in a dense flavourful meat broth, perfect for a cold Winter diner.




To ja Was teraz zostawię z Akim, a sama pójdę pozajmować się mężem, który w środę zleciał z konia i teraz ledwo się rusza, i jest w domu na zwolnieniu... (ale już mu lepiej, proszę się nie przejmować!)
Do następnego razu! *^v^*
So, now I'll leave you with Aki and I'll go and take care of my husband who fell off the horse on Wednesday and now he's barely moving and is on sick leave for a while... (but he'll recover so do not worry please!)
Until next time! *^v^*




PS.: Sweter ma już cały korpus, chociaż muszę go przedłużyć, bo moja włóczka jest cieńsza niż zalecana i brakuje mi kilku centymetrów. No i dziergam rękawy, a to zawsze zajmuje najwięcej czasu, ech!...
PS.: My pullover has the whole body finished but I need to add some centemetres since my yarn is thinner than in the pattern. I've been working on the sleeves now and it takes soooo much time, as usual...

Friday, January 05, 2018

Klej ze słoików tylko tłuszczem


あけましておめでとうございます!
今年もよろしくお願いします!





Witam w nowym roku! *^V^*
Wiem,  że tytuł wpisu dziwaczny, ale to informacja do zapamiętania dla mnie. Dla Was też, jeśli macie problemy z usuwaniem kleju pozostałego po odlepieniu nalepek ze słoików. ^^*~~ Takie papierowe nalepki przeważnie schodzą łatwo pod wodą, ale często zostaje po nich klej i za nic nie można się go pozbyć, a okazuje się, że to bardzo łatwe - wystarczy posmarować słoik jakimś tłuszczem (olejem, masłem - no ale przy dzisiejszych cenach masła!.....), zostawić na 2 godziny i potem umyć go płynem do mycia naczyń. Sukces gwarantowany!
Welcome to my blog in a new year! *^V^*
I gave this post a strange title but it comes from a kitchen hack - how to remove labels from the jars. They usually come off easily from soaking in some water but very often the paper layer goes away but the glue stays on the glass. I need to remember this so I wrote the method to remove it in the title and you can use it too if you need it! ^^*~~ All you have to do is to cover the glue with some oil or butter and leave it like that for about 2 hours. After that just wash the jar in warm water with washing liquid, it really works!




Rozmawialiśmy ostatnio z mężem na temat ubrań i w tym kontekście zastanawialiśmy się, czy człowiek - no, na własnym przykładzie się zastanawialiśmy,  czyli człowiek ja i człowiek on, widzi samego siebie w lustrze obiektywnie. Czyli, czy tak naprawdę to co zakładamy na siebie naprawdę do nas pasuje (do figury, wieku, stylu życia) czy tylko tak nam się wydaje, bo chcielibyśmy, żeby pasowało. A w rzeczywistości ubranie, które wybieramy nas postarza albo odwrotnie - nosimy coś zbyt młodzieżowego i wyglądamy w tym śmiesznie. Dyskusja poprowadziła do wątku "jak ja się ubierałam, jak miałam około 20-tu lat" - czy bardzo inaczej? No i jak tak sobie porządnie poprzypominaliśmy, to wyszło na to, że wtedy nosiłam głównie spodnie, tshirty albo bluzy, glany, i w sumie tak samo ubierały się moje koleżanki... Sukienki i spódnice były u mnie rzadkością, kolorowe chusty zaczęłam nosić bo podpatrzyłam to u koleżanki w pracy, i tak naprawdę mój styl zaczął się rozwijać około 30-stki, a szczególnie kiedy zaczęłam coraz więcej szyć.
A jak Wy, moje około-rówieśniczki, ubierałyście się w okolicach 20-stki? Bardzo różnie od obecnej garderoby? Jestem ciekawa. *^o^*
We've been talking with Robert recently about the image we have in our heads about our clothes and clothing styles. Does a person really sees herself/himself objectively in the mirror, choosing this or that to wear? Does it really fit us or do we just think it does and we look too young/too old for some styles we choose? Do we look funny and cannot see it? Then the discussion went towards the question "what did I wear when I was around 20 years old? was it much different from what I wear nowadays?" . After giving it some thought I realised I had quite a boring wardrobe - I mainly wore trousers, t-shirts or sweatshirts, heavy boots, and my girl friends wore the same... I barely ever put on skirts or dresses, colourful scarves came to me after I started working in an office and met a friend who wore them a lot, my current style started to develop when I was around 30 yrs old and started to sew more and more.
I'm curious how about you, my age-mates? What was your dressing style when you were in your 20's? Similar to or different from now? *^o^*



Od jakiegoś czasu chodzi za mną pomysł uszycia sobie płaszcza i ostatnio przypomniałam sobie, że kiedyś już popełniłam jeden płaszcz! *^v^* Kiedy o tym wspomniałam Eri poprosiła, żeby go pokazać i na szczęście mam kilka zdjęć! Było to przed czasami blogowania w 2004 roku i jakoś nigdy nigdzie go nie pokazywałam na zdjęciach, a nawet często go nosiłam. Model był dość fikuśny, pochodził z Burdy ale nie ze standardowej linii tylko był to płaszcz 137  projektantki Anett Rostel z numeru październikowego 2003 roku (polecam stronę Anett, bardzo ciekawe projekty!). W oryginale z pięknej czerwonej cupry, w mojej wersji z beżowej tkaniny obiciowej.
For some time now I've been thinking about sewing myself a coat and recently I recalled the one I made ages ago! *^v^* When I mentioned it Eri said she wanted to see it and I have some photos! It was before the blog times in 2004 and I remember wearing it quite often then. I chose quirky pattern, it was from Burda magazine but not from their usual line but the designer's model by Anett Rostel, pattern 137 from Burda X/2003. In the original it was made from red cupra, my version was from the beige upholstery fabric.




Pamiętam, że bardzo się denerwowałam pracując nad tym projektem bo wydawał mi się niesamowicie skomplikowany i pierwszy raz w życiu robiłam wszystko według opisu w Burdzie czytając każde zdanie po kilka razy! *^v^* Udało mi się wszystko - i kieszenie ukryte w przednich szwach, i kołnierz-stójka, i nawet wszycie podszewki!
I remember I was very nervous while making it because I thought it to be extremely difficult and I did everything sentence by sentence like it was described in the magazine, reading each line several times! *^v^* I managed to succeed, even the pockets hidden in the front seams, stand-up collar and even the lining!





Uważam, że osiągnęłam całkiem niezły efekt, chociaż płaszcz uznaję bardziej za ozdobny niż za użytkowy - zapięcie kończy się w talii (ukryta listwa guzikowa) a szeroki kołnierz luźno otacza szyję, tkaninę wybrałam zupełnie szaloną (i pewnie niezbyt odpowiednią na ten model)!... ^^*~~ Uszyłam do kompletu torbę na ramię i kapelusz, i pamiętam, że jeden mój kolega był tym faktem niesamowicie ubawiony, że jestem tak komplementarnie ubrana w taki sam wzór! Model jest ciekawy i zwróci uwagę uszyty nawet z mniej rzucającego się w oczy materiału, mogę go polecić! *^o^*
I think I made quite a good job although this model seems to me more decorative than practical - the buttons in the hidden button band reach only to the waistline, the stand-up collar is very wide at the sides, I chose a crazy fabric (probably the poor choice for a coat anyway)!... ^^*~~ I also made a matching bag and a hat, and I remember my friend was very surprised and amused by the fact I wore the same fabric all over me! This pattern is very interesting and it will attract attention even when it's made from less flashy fabric, I can recommend this coat! *^o^*




Ponieważ ostatnio pojawiły się głosy, że na blogu jest za mało kotów, to dzisiaj koty przewijały się w całym wpisie, mam nadzieję, że trochę Was to usatysfakcjonowało. *^v^*
Because there's been voices that there were no cats on the blog, today I added a bunch of photos, I hope it satisfies you for now. *^v^*




PS.: Fioletowy sweter na drutach powstaje, chociaż weszłam w fazę miliona oczek prawych i jakoś zaczął mi się dłużyć... Dodatkowo uszkodziłam sobie palec i muszę robić przerwy odpoczynkowe w dzierganiu. Ale kiedyś dojdę do końca i pochwalę się efektami, na razie przymiarki dają całkiem zadowalające  rezultaty. ^^*~~
PS.: I've been knitting my violet pullover although I'm in the million knit stitches phase at the moment and it's a bit boring... What's more, I hurt a finger and I need to take rests after several rounds. But when it's finished I'll share the result, at the moment it looks promising. ^^*~~

Saturday, December 30, 2017

Podsumowanie z kawałkiem ciasta

Proszę się poczęstować kawałkiem pomarańczowego placka według przepisu Yotama Ottolenghi. ^^*~~
Have a piece of semolina orange cake from the recipe by Yotam Ottolenghi's. ^^*~~



I po świętach, ufff!... *^v^*
Nie było tak źle, szczerze mówiąc było całkiem miło. Prezenty się podobały, jedzenie udało się wyjątkowo smacznie, wszyscy wytoczyli się z mieszkania niczym śniegowe kule tak więc tradycji objedzenia się po kokardkę stało się zadość!
And the holidays are over, phew!.... *^v^*
It wasn't that bad after all, in fact it was quite nice. Gifts were spot on, food was really good this year, everybody rolled out from my mother's house like snowballs so we managed to keep the tradition of eating well beyond being full, as usual!

Chciałabym pokazać Wam co dostałam pod choinkę. To książki, które sama wybrałam i naprawdę trafiłam w dziesiątkę!
Najpierw kuchnia Bliskiego Wschodu - kto nie zna Yotama Ottolenghi? Ten słynny kucharz wydał już trzy książki z przepisami na dania wytrawne i niedawno czwartą z samymi wypiekami na słodko. Ja zaczynam przygodę z jego kuchnią od "Całej obfitości". Przerzuciłam na szybko strony z przepisami i bardzo się cieszę na ich testowanie! Na razie wybrałam jedną z zup - tylko dlatego, bo miałam składniki i chciałam je zużyć, przepis bez zdjęcia, więc nic mnie wizualnie nie mogło zaintrygować, a zupa wyszła... genialna! Robert chwalił z każdym kęsem. *^v^* (przepis na ciasto na początku wpisu pochodzi z książki Yotama "Jerusalem" i znam go od jakiegoś czasu, to ciasto już pojawiło się kiedyś na blogu a na przepis trafiłam w Sieci).
"Kaukasis" to podróż przez dania kuchni rodzinnej autorki Olii Hercules, przenosimy się do Gruzji i innych krajów Kaukazu, terenów targanych wojną ale jednoczących się przy wspólnym stole. Zapowiada się to świetnie, choć od razu mam jedną negatywną uwagę do polskiego wydawcy, bo nie lubię niedbalstwa - w wielu miejscach w książce trafiamy na odnośnik do strony 234, na której powinna się znaleźć lista sklepów oferujących gruzińskie przyprawy i nietypowe składniki. Jednak w polskim wydaniu ta strona jest... pusta! Rozumiem, że pewnie wymienione tam sklepy wysyłają zamówienia tylko do Wielkiej Brytanii, ale w tej sytuacji redaktor polskiego wydania powinien usunąć odnośniki ze wszystkich przepisów, a nie odsyłać czytelnika do białej strony...

I'd like to show you what I got for Christmas. These are the books I chose myself and I chose well!
First the Middle Easter cooking - who haven't heard of Yotam Ottolenghi? That famous chef published three cookbooks and recently the fourth one with cakes and desserts. I've started my Ottolenghi's adventure with the "Plenty More". I looked through the recipes briefly and I'm looking forward to testing them! I've made one soup because I had the ingredients and wanted to use them up, the recipe had no photo so there was nothing to inspire me visually and the soup turned out great! Robert was praising it with every spoonful. *^v^* (the semolina cake above comes from the book "Jerusalem" and I've already shown it on the blog before, I don't have this book, I found the recipe on some blog once).
Then, "Kaukasis" by Olia Hercules that transfers us to Georgia and other Caucasian countries, divided by the wars but united at the table. I have high hopes connected with this book but I hate the Polish editor for removing the page with all the online shops selling the unusual ingredients... The page is just blank but in the recipes every now and then we can read "go to page 234 for the list of shops"... What a negligence!




A dwie kolejne książki to powrót do kuchni polskiej końca XIX-go i pierwszej połowy XX wieku. Całkiem przypadkiem trafiłam niedawno na dwie pozycje napisane przez blogerki - Monikę Śmigielską z bloga Kuchenny KredensAnnę Włodarczyk ze Strawberries from Poland.  Obydwie panie pogrzebały w starych książkach kucharskich i zaprezentowały wiele interesujących przepisów, zarówno obydwie książki jak i blogi są warte poznania. No i popatrzcie na sukienkę pani Moniki na okładce, czyż nie chce się Wam od razu biec do maszyny do szycia? Mnie się chce! I już intensywnie poszukuję takiego materiału! *^V^*
The following two books are the way to return to the kitchen in the XIX and first half of the XX c in Poland. Looking for something else I stumbled upon those two books by the Polish bloggers - Monika Śmigielska from Kitchen Cupboard and Anna Włodarczyk from Strawberries from Poland. The ladies looked through the vintage cookbooks and chose a very interesting selection of recipes, both the books and their blogs are worth getting to know. And just take a look at Ms Śmigielska's dress on the cover, isn't it just wonderful? I feel I need such dress in my life and I keep looking for similar fabric! *^V^*




Ostatnią książką, jaką znalazłam pod choinką była podwójna kolekcja "Zielone koktajle" - bogaty zbiór przepisów, które na pewno mnie zainspirują do poświątecznego detoksu i robienia wiosennych napojów pełnych zdrowia. Mikołaj, który dla mnie wybrał tę pozycję chyba dobrze mnie zna! ^^*~~
The last book is the huge collection of "Green Cocktails" - a selection of shakes or smoothies in many colours and flavours that will definitely help me to detox after holiday gluttony and inspire me to make Spring drinks full of health. Santa Claus who got it for me must know me well! ^^*~~


***

Koniec grudnia to czas podsumowań, więc i u mnie szybkie posumowanie roku 2017. To był jeden z najtrudniejszych okresów w moim całym życiu, po pierwsze ze względu na chorobę i operację mojej mamy, a po drugie ze względu na przemiany, jakie zaszły we mnie. Doprowadzona do nagromadzonej przez lata ostateczności pierwszy raz w życiu powiedziałam komuś "nie" i nareszcie poczułam się dobrze w tej relacji, poczułam się jak dorosły który daje sobie prawo do decydowania o własnym życiu.
Z drugiej strony, to był rok przełamywania moich strachów, również tego związanego z nowym kotem - bardzo długo nie chciałam "pożegnać" Ryszarda i zrobić miejsca dla nowego zwierzaka, ale kiedy się zdecydowałam w naszym domu zamieszkały dwie puchate kulki pełne miłości! ^^*~~ Byliśmy w Japonii i jak zwykle przywieźliśmy garść wspaniałych wspomnień i planów na przyszły rok. Nawiązałam nowe znajomości, co w moim życiu introwertyka tak często i łatwo się nie zdarza... *^v^* Ogólnie rzecz biorąc, rok 2017 był na plusie!
The end of December is a time to look back at the passing year so let me make a quick summary too.
2017 was one of the most difficult times in my life. First, because of my mother's illness and a surgery she went through. Second, because of the changes that occurred in me. At some point I felt pushed over the edge and said "no" to somebody for the first time in my life, and it felt good, as if I was finally able to take my position as an adult and decide on my life.
On the other hand it was a year of fighting with my fears, also the fear of having new cat - I didn't want to say goodbye to the image of Ryszard's for a long time and make room in my heart for some new pet but when I did, two fluffy balls of love started to live with us! ^^*~~ We went to Japan and as always we brought back lots of great memories and new plans for the next trip. I made some new friends which is not that easy or happens too often in my introvert's life... *^v^* In general, year 2017 was a good one!

Robótkowo było tak - tylko sześć sukienek. Ale czy "tylko"? Na pewno to mniej niż w latach poprzednich ale prawie wszystkie (oprócz tej żółtej, której jeszcze nie polubiłam) okazały się dobrym wyborem. Zrobiłam też sześć projektów na drutach i znowu są to swetry kochane i noszone na okrągło.
Craft wise was like that - only six dresses sewn. But, is it really "only"? It's not as many as in the previous years but almost all of them were the good choice (I'm not sure about the yellow one...). I also made six knitted projects, all of them worn and loved.




Sporo malowałam rozwijając swój akwarelowy warsztat, dużo czytałam, za to zupełnie zaniedbałam lalki, co zamierzam nadrobić w przyszłym roku. Chciałabym też wyjść poza szycie sukienek i poszerzyć asortyment uszytych projektów o spodnie i nakrycia wierzchnie. A generalnie moje postanowienia na nowy rok to: więcej sukienek, więcej czerwonej szminki, więcej radości z rzeczy małych, podróż do Japonii (i jeśli się uda, do Edynburga. Canella, już nadrabiam zaległości czytelnicze! *^O^*), więcej smakowitości zjedzonych, ugotowanych i pokazanych na blogu, bo pysznymi rzeczami należy się dzielić. ^^*~~
I painted quite a bit working on my watercolour skills, read quite a lot  but I forsaken the dolls somehow which I'd like to make up for next year. I'd like to go beyond my dresses comfort zone and sew some trousers and coats too. My new years resolutions are: more dresses day by day, more red lipsticks, more little things that make me happy, trip to Japan (and maybe to Edinburgh as well), more tasty food eaten, cooked and shared on the blog because all the yummy things should be shared. ^^*~~



Życzę Wam wspaniałego nowego roku 2018! *^V^*~~~
Have a great new year 2018! *^V^*~~~