Saturday, January 14, 2017

Dipped in Mud



Nie mam wiele do powiedzenia na temat tego swetra, ot, taki szaraczek. W sam raz na Kampanię Zwyklakową, jeśli by jeszcze trwała. ^^*~~
I don't have much to say about that sweater, it's just a simple grey pullover, that's more or less all. It would have been a perfect candidate for a Simple Sweaters Campaign if it was still carried on this year. ^^*~~ 




Na zimę idealny - cienki, zmieści się pod dopasowany płaszcz a naprawdę grzeje!!! Włóczka to Drops Flora, 65% wełny/35% alpaki, kolory 4 i 5, cienka (robiłam na drutach 3 mm), wydajna - zużyłam 3 motki średnioszarego i niecałe 2 motki ciemnoszarego, mięciutka - można nosić na gołe ciało!
Perfect for Winter - slim so fits under fitted coats but very warm!!! The yarn is Drops Flora, 65% wool/35% alpaca, I used colours 4 and 5 on 3 mm needles. One skein goes a long way, I only used 3 skeins of middle grey's and almost 2 skeins of dark grey's. The yarn is so soft that you can wear it next to naked skin!




Konstrukcja najprostsza na świecie - dziergany od góry raglan, dekolt z przodu trochę obniżony w stosunku do karku, brzegi niewykończone, dzięki czemu minimalnie się podwijają, chociaż proces ten udało się nieco okiełznać podczas blokowania na mokro.
The easiest way to knit a sweater - top down raglan, I slightly lowered the front neckline compared to the back neck. Edges unfinished just cast off, so they tend to curl a bit although I managed to straighten them while wet blocking.




Ten sweter miał wyglądać trochę inaczej - miał być luuuuuuuźny od pach... No i co? I wyszło jak zwykle, przylegająco, chociaż przysięgam, że na płasko ma kształt trapezu rozszerzającego się ku dołowi - dodawałam oczka na bokach oraz na przodzie od linii biustu. Jak się człowiek w ten sweter ubierze, to kształt się zmienia, wszystko zaczyna przylegać, hm... Czy ja w ogóle potrafię wydziergać duży luźny sweter?...
It was supposed to look different - it was to be loooooooose from the armpits... So? So it turned out like always, fitted, although I swear when you put it flat on the table it looks like a trapezoid - I added stitches on both sides and also in the middle of the front from the bustline downwards. When I put it on, the fabric stretches and it changes its shape, oh well... Can I knit an oversize sweater?...




Ale i tak go kocham! *^V^*
But I love him anyway! *^V^*

 


Nawet nie było mi tak bardzo zimno bez kurtki, chociaż dzisiaj trochę wiało. Tylko katar dawał mi się we znaki. ^^*~~
It wasn't even that cold without a jacket today, although it was quite windy. I only had to deal with the runny nose. ^^*~~




Teraz wracam do Kremowego, w którym muszę spruć dekolt do linii rękawów i wymyślić, co tam wydziergać (a zaczynałam od góry, więc nie będzie to takie proste). To co teraz tam jest wcale mi się nie podoba, hm...
Now I'm going back to the cream pullover, I need to frog the top part till the armpits, I don't like the neckline at all (and I started from the top down, so it won't be that easy, well...).




O, a dekolt bez zamotanej chusty wygląda tak:
Oh, and the neckline without the scarves looks like that:



Thursday, January 12, 2017

Makaron, dzierganie i czytanie

Prezent w środku jednego z motków Drops Flora - maciupeńkie piórko! ^^*~~
A gift hidden inside one of the Drops Flora's skeins - a tiny feather! ^^*~~




Cóż może być lepszego na mrozy niż miska makaronu, rozgrzewającego nasze brzuchy i dusze? *^V^*
What could be better for the freezing days than a bowl of pasta warming our bellies and souls? *^V^*




To w zasadzie nie jest sztywny przepis, raczej pomysł, który można rozwijać według swoich ulubionych smaków:
- 50 g makaronu gotujemy do miękkości, odcedzamy.
- przygotowujemy pokrojone drobno warzywa - brokuły, marchew, czerwoną kapustę, kukurydzę, paprykę, kilka pieczarek
- przygotowujemy sos - po łyżce sosu sojowego, oleju sezamowego, sosu chilli, brązowego cukru, dodałam też pastę gochujang
- ścieramy na tarce ząbek czosnku i kawałek imbiru, wrzucamy na rozgrzany olej
- dodajemy warzywa, smażymy mieszając przez kilka minut, dolewamy sos, dorzucamy makaron, jeszcze chwilę smażymy pokrywając dokładnie sosem każdy element dania (warzywa mają pozostać chrupiące, nie robimy z nich rozgotowanej paćki!!!)
- zjadamy ze smakiem! *^o^* (a do makaronu szklanka soku z czarnych porzeczek, witaminy na zimę!)
This is not a strict recipe, rather a set of ideas that can be developed according to your taste:
- boil 50g of pasta, drain, put aside
- chop some vegetables: broccoli, a carrot, red cabbage, sweet corn, green pepper, some mushrooms
- prepare the sauce - a Tablespoon of soy sauce, sesame oil, chilli sauce, brown sugar, I also added some gochujang
- grate one garlic clove and a piece of ginger, add them to the hot oil in the pan
- add vegetables, stir-fry for a few moments, add the sauce and the pasta, mix well and fry for a few moments until everything is covered with sauce (do not overcook the veggies, they should stay crunchy, not some gloop!!!)
- enjoy! *^o^* (and to accompany the pasta dish I had a glass of black currant juice, vitamins for the Winter time!)




Czytanie i dzierganie u Maknety, a więc zdaję cotygodniowy raport. Na drutach wciąż szarak z Flory, rękawy już gotowe, dochodzę do dolnego krańca korpusu. Jak na razie jestem zakochana w tej włóczce - mięciutka (można nosić na gołe ciało), cienka (druty 3 mm) ale idealnie grzeje, wydajna (chyba wystarczy mi 5 motków na luźny pulower!), jest duży wybór kolorów. 
It's reading and knitting over at Makneta's so here is my weekly report. On my needles I still have the grey pullover from Flora. I finished the sleeves and almost reached the body's bottom edge. For now I am in love with this yarn, it's very soft (you can wear it next to naked skin), thin (3 mm needles) but perfectly warm, I'll probably use only 5 skeins for a loose pullover, has many colours.




A czytelniczo jest tak: wieczorami w łóżku połykam kolejne rozdziały "Lodowej Cytadeli", w komunikacji miejskiej czytam z telefonu "The Annihilation Score" Charlesa Strossa a dodatkowo wczoraj odebrałam zamówienie z księgarni nieprzeczytane.pl, a mianowicie biografię Maryli Rodowicz (przecenioną z ponad 64 zł na 6 zł!... ^^*~~) i poradnik Beaty Pawlikowskiej "Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz", i od razu zaczęłam ją czytać do obiadu. Od jakiegoś czasu oglądam filmy Beaty na youtube i bardzo cenię sobie to, co mówi, bo mówi mądrze. I taka sama jest ta książka - prosta w przekazie i przez to przejrzysta i zrozumiała. Na razie jestem w części teoretycznej, ale mają też być sposoby na zmianę swojego myślenia a przez to życia, na co bardzo liczę. *^v^*
Ostatnia pozycja to biografia Andersena, którą tak ciekawie opisała w zeszłym tygodniu na swoim blogu Czajka, że od razu zarezerwowałam ją w mojej bibliotece! ^^*~~
As far as reading, the situation is as follows: in the evenings in bed I keep reading "Ice Citadel", in public transport I read "The Annihilation Score" ebook by Charles Strossa on my phone. And yesterday I picked up my order from the bookstore and I have the biography of one of the greatest Polish singer Maryla Rodowicz's (New Year's sale - it was 16 USD and I got it for 1,5 USD!!!) and the psychological book by Beata Pawlikowska "I managed to fight off depression and malaise. You also can do it" and this one I started to read while eating lunch. For some time now I've been watching Beata's films on youtube and I like what she says because it's very wise. The book is just like her films - simple and easy to grasp, I am still in the theoretical part but there are supposed to be also practical ways to deal with sadness and depression, and to change our way of thinking and our lives. Looking forward to that! *^v^*
The last book is the Andersen's biography. Last week Czajka wrote about this book in such an interesting way that I immediately reserved it in my library! ^^*~~


I jeszcze polecę Wam coś smacznego - wczoraj spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy mieszkają w Japonii i odwiedzili rodzinę w Polsce, i odebrałam herbaty, o których kupienie ich poprosiłam. Hojicha (zielona herbata prażona) to moje odkrycie tego lata - od pierwszego kubka naparu zakochałam się w jej smaku i bardzo polecam, ale dziś nie o tym.
Kiedyś często kupowałam czarne herbaty smakowe - w herbaciarniach wsadzałam nos do prawie każdej puszki i brałam po 50 g tej, i tamtej, i jeszcze innej herbaty... Niestety, po zaparzeniu okazywało się, że mają one tylko smakowity zapach, ale w smaku są to przeważnie średniej jakości zwyczajne czarne herbaty. Porzuciłam więc kupowanie czarnych herbat aromatyzowanych i zaczęłam pić herbaty gatunkowe. Ale w tegoroczne wakacje spróbowałam herbat smakowych japońskiej firmy Lupicia, i to było odkrycie!
And one more tasty thing I couldn't not recommend to you! Last night we met with our friends who live in Japan and visited family in Poland, and I received the teas I asked them to buy for me. Hojicha (roasted green tea) was my discovery while we were on holidays in Tokio last Summer, I loved it to bits from the first sip, but today I want to talk about something else.
I used to buy flavoured teas a lot - in the teashops I sunk my nose in almost every tin and took 50 g of this one, and that one, and that one over there... Unfortunately when I brewed them it was all smoke and mirrors scent, the delicious smell vanished into the air and all I could taste was an average black tea. So I switched to trying different kinds of black and green teas instead of added flavours. But last Summer while in Tokyo I discovered the flavoured teas from the Japanese company Lupicia and it was great!

 


Te herbaty nie tylko pięknie pachną, ale po zaparzeniu mają też wyczuwalne smaki, które obiecują opakowania! Zdecydowałam się więc na trzy limitowane jesienne rodzaje: momijigari ("oglądanie jesiennych liści") - mieszanka jabłek, moreli i jesiennych liści; imo/kuri/kabocha ("słodki fioletowy ziemniak, kasztan, dynia") - rooibos z aromatem charakterystycznych japońskich jesiennych warzyw; kuri (kasztan) - zielona herbata z aromatem kasztanów jadalnych. Piszę "aromat" bo to nie jest sam zapach, ulatujący z kubka po zaparzeniu, to drobinki smaku rozchodzące się w ustach z każdym łykiem. *^v^* Lupicia ma sklepy w kilku miejscach na świecie, jeśli spotkacie gdzieś ich herbaty to serdecznie polecam!

Those teas not only smell nicely but after being brewed they have the taste promised on the package! I decided for three limited Autumn variations: momijigari ("watching the Autumn leaves") - the mix of apples, apricots and Autumn leaves; imo/kuri/kabocha ("sweet violet potato, chestnut, pumpkin") - rooibos with the flavours of the vegetables characteristic for the Japanese Autumn; kuri (chestnut) - green tea with chestnut flavour.I use the word "flavour" a lot because it's not just the scent present for a moment and then gone, but also the taste present with every sip. *^v^* Lupicia has shops in a few countries so if you ever have a chance to try their teas I highly recommend them!

Thursday, January 05, 2017

Jedzenie, dzierganie i czytanie

Po świątecznym obżarstwie, a potem po dojadaniu obfitych resztek mam ochotę na warzywa. Warzywa i jeszcze więcej warzyw. Przeglądam przepisy i gromadzę smakowicie wyglądające pomysły. Przynoszę ze sklepu zieleninę, mąż domaga się buraków na tysiąc sposobów i fasolki szparagowej, tęsknię za letnimi pomidorami i pękiem szparagów.
Podpowiem Wam dziś dwa pomysły na warzywa - szybkie i super smaczne! *^V^*
After the Yule eating and then finishing the leftovers I want vegetables. Vegetables and more vegetables! I look through recipes and gather tasty looking ideas. I bring veggies from the shop, husband wants beetroots cooked in milions of ways and green beans, I yearn for Summer tomatos and bundles of asparagus. Let me share today two ideas for veggie dishes, quick and super tasty! *^V^*




Najpierw smaki znane - ziemniaczane krokiety z nadzieniem.
Wystarczy ugotować kilogram ziemniaków z dodatkiem liścia laurowego, następnie je ubić i wymieszać z pół szklanki mąki
Nadzienie robimy na przykład z podsmażonej siekanej cebuli i 250 g pieczarek.
Formujemy ziemniaczany placuszek, na środek układamy łyżkę nadzienia, dokładamy z wierzchu więcej ziemniaków i formujemy krokiety, które obsmażamy przez kilka minut z każdej strony.
First something familiar - potato croquettes stuffed with mushrooms.
You need to boil 1 kg of potatos with a bay leaf, then cool them and mix with 1/2 cup flour.
The stuffing is made from chopped onion and 250 g of mushrooms, fried together.
Now you take some potato into your hand, add a tablespoon of stuffing and place more potato dough on top, forming a patty. All what's left is to fry them on both sides for a few minutes.


To była prosta przekąska a jeśli mamy ochotę na coś ekstremalnego *^v^*, to proponuję takie danie - pęczak, brukselka, bób, szpinak i tofu w sosie z masłem orzechowym i chilli!
That was simple but when you feel like eating something more extreme *^v^*, let me share the following idea - pearl barley, Brussels sprouts, broad beans, spinach and tofu in peanut butter and chilli sauce!




Jest równie łatwe i szybkie do wykonania:
- gotujemy do miękkości brukselkę i bób, po kilka sztuk (w jednym garnku) i pęczak 1/2 szkl. (w drugim). 
- mieszamy składniki sosu: 1/4 szkl. masła orzechowego, 1/4 szkl. sosu sojowego, 1/4 szkl. syropu klonowego, daktylowego lub miodu, 2 Ł oleju sezamowego, 2 Ł sosu czosnkowego z chilli (używam Tao Tao)
- kawałek tofu kroimy w kostkę, zalewamy kilkoma łyżkami sosu, zostawiamy do zamarynowania na czas gotowania warzyw i kaszy
- na patelnię wlewamy łyżkę oleju, dodajemy 1 starty ząbek czosnku i tyle samo tartego imbiru, następnie tofu i po chwili dużą garść szpinaku. Mieszamy i pozwalamy szpinakowi zmięknąć, a wtedy dodajemy kaszę, brukselkę i bób, doprawiamy solą i pieprzem i resztą sosu do smaku. Na koniec posypujemy kolendrą. Smacznego! *^v^*
It's also very quick and simple:
- boil a handful of brussel sprouts and broad beans (in one pot) and 1/2 cup of pearl barley (in another) till soft
- mix the sauce: 1/4 c peanut butter, 1/4 c soy sauce, 1/4 c maple syrup (or date syrup or honey), 2 Tbsp sesame oil, 2 Tbsp garlic chilli sauce
- cut a piece of tofu into cubes, add some sauce and leave to marinate when the veggies get cooked
- to the pan add 1 Tbsp oil, 1 grated garlic clove and a piece of ginger, then the tofu pieces and after a moment a big handful of spinach. When it's wilted, add vegetables and barley, mix well and season to taste. Add some fresh coriander to serve. Enjoy! *^v^*




A żeby nie było, że tylko jem i jem, także czytam i dziergam. ^^*~~
W kremowym swetrze doszłam do dolnego ściągacza i teraz muszę znaleźć spokojny moment na pokombinowanie tego, co chcę dalej wykonać. Poza tym, niestety nie podoba mi się jego góra... Chyba spruję kawał dekoltu i będę wymyślać coś innego, hm... Za to znowu ruszyłam z szarakiem z Dropsowej Flory, zrobiłam pół korpusu, skończyłam kolejny motek i na razie przeszłam do rękawów.
Not that I only eat and eat, I also read and knit. ^^*~~
I reached the bottom ribbing in the cream pullover and now I have to find a pieceful time to think about the next step. What's worse, I don't like the neckline... I've been thinking about ripping the top part and changing it somehow. So, for now I picked up the grey pullover from Drops Flora, finished another skein on the body and started working on the sleeves.




A z czytaniem jest tak - wciąż jestem w "Lodowej Cytadeli" ale zachęcona recenzjami na szybko połknęłam inną książkę, a mianowicie "Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quicka. Filmu nie widziałam, bo z reguły nie oglądam takich produkcji, a książka okazała się jednym wielkim rozczarowaniem... To miała być napakowana pozytywnymi myślami historia o spełnianiu marzeń a spotykamy 34 letniego mężczyznę, który po czterech latach przebywania w szpitalu psychiatrycznym wciąż żyje złudzeniami na temat swojej przeszłości i przyszłości, a zachowuje się i myśli jak nastolatek niespełna rozumu... (może to wina tłumacza, nie wiem). Poza tym, to dla mnie książka o dysfunkcyjnej rodzinie - ojciec głównego bohatera jest miły dla rodziny, kiedy jego ulubiona drużyna futbolowa wygrywa, a przestaje się odzywać do matki, gdy przegrywają, a ona się na to godzi przez lata... No na serio?!.... Kopnęłabym takiego męża w zadek i wywaliła jego walizki z domu po pierwszym takim numerze! Dodajmy do tego fakt, że połowa książki opowiada o różnych aspektach kibicowania i świecie futbolu, i już mam pewność, że to nie jest lektura dla mnie.
As for the reading, I'm still in the "Ice Citadel" by Paweł Kornew, but in the meantime I started and finished another book, "Silver Linings Playbook" by Matthew Quick, and what a disappointment... I didn't see the movie because I don't like such type of movies. And the book was supposed to be packed with positive thinking and making our dreams come true, well... The main character is a 34 year old man who was discharged from the psychiatric hospital after four years and is going to live with his parents. He's delusional about his past and future, and he speaks and behaves like a backward teenager (maybe it's the translator's fault, I don't know). Then it's a book about the dysfunctional family - his father is a football fan, when his favourite team wins he's nice to the family members but when it looses he stops talking to mother and stays in his room, and his wife agrees to such behaviour... Seriously?!.... I'd kick such husband out the moment he did something like this the first time! Let's add that half of the book talks about being a football fan, watching the games and different ways to support the team, and I'm sure this book is not for me.

Sunday, January 01, 2017

Nie dogoni i w sto koni...

... dnia który przeminął...
You cannot catch the day that passed, even on a horseback, the Polish poem says.




I bardzo dobrze!
And that's good!



Rok 2016 był jak dotąd najgorszym rokiem w moim życiu i wcale nie chcę go dogonić, żeby przeżyć tamte dni jeszcze raz. Oczywiście było w nim mnóstwo dni cudownych i te zachowam w pamięci, ale jak nigdy dotąd jestem gotowa na nowy rok, nowe dni, nowe pozytywne doznania.
Wiem, że w nowym roku tych złych i trudnych chwil też może być kilka, nie chcę się wdawać w szczegóły, ale kciuki przyjmuję w każdej ilości!... ^^*~~ 
2016 was so far the worst year in my life and I have no intentions of going back to the days that passed. Of course there were tons of wonderful days and I'm going to keep them in my heart, but as never before I am now ready for a new year, new days, new positive experiences.
I know tough and bad days may also come in new year, I don't want to go into details but you know, any number of fingers crossed is highly welcome!... ^^*~~



Ale nie chcę się na tym skupiać. Nie chcę się nastawiać "co to będzie?... co to będzie?..." "dobrze?" "źle?". Chcę żyć z dnia na dzień, robić niewielkie plany na najbliższą przyszłość, bez wielkich oczekiwań i dołujących myśli w stylu "a co będzie, gdy...". Chcę się tego nauczyć.
But I don't want to dwell on that. I don't want to sit and think "what's going to happen?... what's going to happen...", "good things?", "bad things?". I want to live day by day, with some plans for the future but no great expectations and imaginary depresing thoughts. I want to learn how to do that.



Pierwszy raz w życiu jestem gotowa na zmiany. Do tej pory nienawidziłam zmian. Zmiany były złe, bo przychodziły znienacka i wywracały życie do góry nogami, wrzucały mnie w nieznane a przez to przerażające do szpiku kości! A ja lubiłam pewność powtarzalnego dnia codziennego, chodziłam zawsze tymi samymi drogami (w przenośni i dosłownie), na szaleństwo nieznanego pozwalałam sobie jedynie w kuchni, a wszystkie inne sfery mojego życia pozostawały w bezpiecznym kokonie znanego.
For the first time in my life I am ready for changes. Up till now I hated the change. Changes were bad because they came unexpected and turned my life upside down, threw me into the unknown and that was terrifying! And I so loved the certainty of each repeating day of daily life, I always walked along the known paths (metaphorically and physically), the only sphere where I let myself be adventurous was the kitchen, all other aspects of my life stayed in the safe cocoon of the known.



Ale podobno żeby się rozwijać trzeba czasami coś odpuścić, coś pożegnać, coś pozostawić za sobą, żeby spotkać a swojej drodze coś nowego. Ja jeszcze nie wiem, co to miało by być, ale jestem gotowa na ten krok. Nie robię postanowień na nowy rok, ale wchodzę w niego z otwartym umysłem, czujna na to, co mi przyniesie, obiecując sobie, że nie ucieknę na widok wyzwań i niespodzianek.
But apparently in order to achieve some progress you need to let go of some things, say goodbye, leave it behind so you could meet something new on your way. At the moment I have no idea what it might be but I am ready for that step. I won't have any new year's resolutions this year. But I decided to enter 2017 with an open mind, alert to what it might bring me. And I promised myself not to run away from the slightest mention of challenges and surprises.




Oczywiście w moim życiu pozostaną też pewne rytuały, jak na przykład noworoczne oglądanie skoków narciarskich a wieczorem "Obcych" w wersji reżyserskiej (tak, robimy to każdego pierwszego stycznia od lat! *^v^*). Zimą też zawsze będzie mi towarzyszyć to wszystko, co znajdziecie na zdjęciach - wydziergane otulacze i ocieplacze, uszytki, gorąca herbata a czasami filiżanka espresso, mandarynki, kawałek słodkiego ciasta, drobiazgi umilające i upiększające moje otoczenie.
I tego wszystkiego Wam życzę w nowym roku! ^^*~~
Of course in my life I'll always have some rituals, like watching ski jumping and then "The Aliens" director's cut every 1st January (yes, we do that every year! *^v^*). In Winter I'll be accompanied by the things you can see in the photos - knitted items warm and cudly, memade clothes, hot tea or sometimes an espresso, tangerins, a piece of sweet cake, bits and bobs making my life better and prettier. Have a great new year, my dear readers! ^^*~~

Saturday, December 31, 2016

Robótkowe podsumowanie roku 2016

Tak, to ten dzień w roku, kiedy patrzę wstecz na swoje rękodzieła wszelakie. *^v^*
Yes, that is the day when I look back at my craft activities from the passing year. *^v^*

Z maszyny do szycia zdjęłam dziewięć sukienek i dwie spódnice. W tym roku nie było nietrafionych projektów, ale jeśli musiałabym wskazać rzeczy, po które sięgałam najrzadziej to były to spódnice... Okazuje się, że w tym roku prawie wcale nie nosiłam spódnic! Albo wskakiwałam w sukienkę albo w spodnie/latem w szorty. Nieustannie wybierałam wzory kwiatowe albo kratę.
Późną jesienią uszyłam jeszcze jedną sukienkę, ale pokażę ją dopiero kiedy nadejdzie ciepła słoneczna wiosna. ^^*~~
I made nine dresses and two skirts this year. I had no misguided projects but if you ask me about the least worn items these were the skirts... It turned out in 2016 I just didn't feel like wearing skirts! I chose either a dress or a pair of trousers or shorts in the Summer. What stayed the same was the fact that I used floral or plaid fabrics.
In the late Autumn I sewn one more dress but I'll share it when the warm and sunny Spring comes. ^^*~~





Drutami też operowałam skromniej niż w zeszłym roku - to był rok czapek, wydziergałam ich aż pięć, oraz wielkiej akcji Cała Polska Dzierga Piórkowe Sweterki - tych również stworzyłam pięć sztuk. *^v^* Dodatkowo powstał jeden grubaśny golf zimowy i jeden szyjo-otulacz. A rzutem na taśmę pod koniec grudnia zdjęłam z drutów drugi ciepły zimowy golf.
As far as knitting was concerned, I wasn't as prolific as last year. It was the year of hats, I made five of them. It was also a year of Lightweight Pullovers and I also made five of them. Plus I knitted one thick Winter turtleneck and one shawl. At the end of December I finished another warm and soft turtleneck.





Mimo, iż najpierw odkurzyłam pudełko z kredkami, rok 2016 był u mnie rokiem akwareli, tworzyłam obrazki i prowadziłam dziennik.
Kupiłam też nową lalkę i uszyłam kilka nowych sukienek dla dollfie.
Zmienił się nasz jadłospis - wprowadziliśmy do menu dużo dań czysto warzywnych a przeglądanie wegetariańskich i wegańskich blogów kulinarnych przyniosło nam mnóstwo smakowitych inspiracji. Ta zmiana dała mi bezwiedną i nieokraszoną wyrzeczeniami utratę 8,5 kg, z których pod koniec roku wróciły tylko 2 kg (z nerwów rzucam się na jedzenie, a od jesieni mam bardzo nerwowy okres).
Dołączyłam do akcji "Przeczytam 52 książki w 2016 roku" ale niestety udało mi się przeczytać tylko 48 sztuk, bo były tygodnie, kiedy nie czytałam wcale (na wakacjach albo po prostu z nerwów).

Although I dug out the box of crayons first, 2016 was the watercolours year, I created pictures and kept the daily journal.
I bought a new doll and sewn some new dollfie dresses.
We changed the way we ate - I looked through vegetarian and vegan blogs and got tons of tasty inspirations.That change brought me a total loss of 8,5 kg without fuss and self denial. I only gained back 2 kilos at the end of the year because of overeating from stress (which I had a lot this Autumn and Winter...).
I joined the Facebook event "I will read 52 books in 2016" but unfortunately I only managed to read 48. There were whole weeks when I didn't read a single page, during the holidays or when I had a very stressful time.


Noworoczna kartka dla mojego nauczyciela japońskiego
New Year's card for my Japanese language teacher


Życzę Wam szampańskiej zabawy sylwestrowej i do zobaczenia w przyszłym roku! *^V^*~~~
Have a great party tonight and see you next year! *^V^*~~~

Friday, December 30, 2016

Air Force



Pod koniec roku prawie jednocześnie zaczęłam dziergać trzy swetry i jeden z nich - ten najbardziej przytulaśny *^v^* , udało mi się skończyć! Nie oszukujmy się, to nie jest sweter podkreślający walory figury, raczej wręcz przeciwnie - skrzętnie je ukrywa i człowiek wygląda jak opatulony na zimę niedźwiedź, ale poczułam, że właśnie teraz potrzebuję takiego otulacza, w którym można się schować.
At the end of the year I started to knit three sweaters and I managed to finish one of them, the coziest one. *^v^* Let's be honest, it's not the piece of clothing that strengthens the good features of our figure's. On the contrary, it hides everything completely and you look like a well dressed bear, but right now I felt I needed such garment.



Chciałam czegoś luźnego, miękkiego, ciepłego, a pomysł na ten sweter zrodził się kiedy natrafiłam na zdjęcie w Sieci, a mianowicie tutaj i tutaj.
Włóczka różni się od mojej, wygląda na cieńszą i bez alpaki, za to z metalizowaną nitką, ale pomysł mniej więcej odtworzyłam, zamieniając oczka lewe na prawe na prawej stronie robótki.
Dopiero kiedy już skończyłam moją wersję znalazłam oryginalne zdjęcie tego swetra na stronie producenta i dopatrzyłam się dokładnie, jak on wygląda... Oprócz elementów ściegiem gładkim i ściągaczowym 2x2 występuje jeszcze jeden ścieg - inna odmiana ściągacza. Nie żałuję, że nie włączyłam go do mojego swetra bo nie jestem pewna, czy puchata alpaka nie rozmyłaby za bardzo jego urody. No i zawsze zostaje mi pomysł na kolejne udziergi. ^^*~~
I wanted something loose, soft and warm, and the idea came to me when I saw that photos: here and here.
The yearn is different from mine, it's thinner and no alpaca content, but it has a metallic thread added, but I more or less repeated the shape of the pullover, changing the purl stitches into knit stitches on the right side.
Just when I finished my version I found the page of the pullover's producer's and took a good look at it... Apart from the plain parts and ribbed parts there is another decorative rib stitch. I'm glad I didn't include it in my version because I think alpaca is too fuzzy to show its beauty. Anyway, it's an option for future projects. ^^*~~




Jak robiłam ten sweter przedstawia poniższy nieudolny rysunek schematyczny. *^v^* Zaczęłam od nabrania oczek na dekolt (1) i wydziergania ściągaczowych ramion (2). Kiedy uznałam, że już wystarczy mi długości = szerokości swetra, nabrałam oczka wzdłuż jednego brzegu ramię/szyja/ramię (3) (a potem osobno drugiego, czyli dziergałam najpierw przód potem tył), i zrobiłam ściągaczem ileś centymetrów w dół.
I drew a picture of how I made my sweater. *^v^* First, I cast on stitches for the neckline (1). Then I separately knitted each saddle shoulder parts in rib (2). When I thought I have enough length = width of the shoulders, I picked up stitches along one edge - saddle shoulder/neck/saddle shoulder (3) and made a part of 2x2 rib downwards (and then I repeated this on the other side, first front, then back). 




Kiedy uznałam, że tyle wystarczy mi na szerokość rękawów, zebrałam oczka przodu i tyłu na jednym drucie dookoła (4) i dalej już leciałam z korpusem gładko albo ściągaczem, lekko zwężając ku dołowi. Oczka na rękawy nabrałam z brzegów pach bez żadnego dziergania podkroju, na prosto (5). Na koniec przełożyłam na drut oczka dekoltu i zrobiłam krótki golf (6).
When I decided it's enough for the sleeve width, I put all the stitches on one needle and worked in rounds to finish the body (4). I substracted some stitches as I went towards the bottom ribbing. I picked up the stitches for the sleeves along the side opening (5). Last but not least, I picked up the neckline stitches and made the turtleneck (6).




Dziergałam na drutach 5 mm z włóczki Drops Air (zużyłam 300 g) i na razie mogę o niej powiedzieć, że jest: bardzo lekka, przyjemnie ciepła, daje poczucie miękkiego komfortu czyli jest idealna na zimowe swetry do otulania się! Jak się sprawdzi w praniu i noszeniu to się okaże. Słyszałam, że wyroby z Dropsowej Brushed Silk Alpaca się wyciągają i mechacą, moje Piórkowe tak się nie zachowują a noszę je od jesieni bardzo często. Natomiast Air ma w składzie 70% alpaki, 23% nylonu i 7% wełny, więc może taki skład zagwarantuje nam większą żywotność swetra.
I used 5 mm needles and Drops Air yarn (300 g). At the moment all I can say about that yarn is that it's very light, comfortably warm, perfect for the Winter cozy sweaters! I still need to wait and see how it behaves when worn and washed. I've heard that sweaters from Drops Brushed Silk Alpaca get stretched out and pilled. My Lightweight pullovers does not do that and I've kept wearing them very often since early Autumn. But Drops Air consists of 70% alpaca, 23% nylon and 7% wool,so I hope it guarantees better wearability.




Tak przy okazji, czy zauważyłyście, ile oryginalnie kosztował sweter z Banana Republic, którym się inspirowałam? 128 dolarów za 40% wełny a reszta to akryl i poliester!... Osoby dziergające śmieją się do rozpuku, aż im ręcznie dziergane wełniane skarpety spadają!... *^O^*~~~~ A dodatkowo w komentarzach ludzie skarżą się, że metalizowana nitka przypomina anielskie włosie z łańcuchów na choinkę i niemiłosiernie drapie. Po stokroć wolę moją wersję! *^V^*
Btw, did you notice the original price for the Banana Republic sweater? 128 US dollars for the 40% wool and the rest is just acrylic and poliester!.... Knitting community laughs its (handmade wool) socks off!... *^O^*~~~~ And what's more, in the comments people say that the metallic thread feels like a Christmas tree tinsel and is itchy like hell. I so much prefer my version! *^V^*

Wednesday, December 28, 2016

Czytanie, dzierganie i jedzenie słodyczy

Święta, święta i... już można przestać jeść!... *^w^*
Celebrating, celebrating and... now you can stop eating!... *^w^*



 
Dzisiaj środa, więc Czytanie i Dzierganie u Maknety.
Szary puchaty sweter już dawno skończony, jeśli zdążę, to pokażę go Wam jeszcze przed końcem roku. A teraz na drutach kremowo-szary sweter resztkowy. Skończyłam rękawy i dumam, jak rozwiązać korpus, hm...
A czytam "Lodową cytadelę" Pawła Kornewa, lektura w sam raz na zimę, która podobno ma się pojawić, czekam na śnieg i mróz z utęsknieniem! ^^*~~

It's Wednesday so it's Reading and Knitting at Makneta's.
The grey cozy pullover is ready and waiting to be photographed, I may be able to share it before the end of the year. Now I've been working on the cream pullover from the leftover yarns. I finished the sleeves and now I have to figure out what to do with the body, well...
As far as reading, I started "Ice Citadel" by Paweł Kornew, the perfect book for Winter. The forecast says we'll have snow and frost soon and I'm really looking forward to these! ^^*~~




Friday, December 23, 2016

Good girl

Chyba byłam grzeczna w tym roku, bo pod choinkę dostałam... zdjęcie mojej sukienki w styczniowym numerze Burdy, pośród zdjęć pięknych uszytków innych użytkowników portalu Burda.pl! *^V^*
I think I was a good girl this year because as a Yule gift I received the photo of my dress's in the Burda Magazine's readers section among other beautiful projects! *^V^*



To ja teraz w oczekiwaniu na świąteczne obżarstwo pójdę na kanapę podziergać sweter, jest szansa, że skończę go lada dzień i pokażę Wam jeszcze przed końcem roku. ^^*~~ 
Wesołych świąt, kochani, jakkolwiek i cokolwiek w tych dniach świętujecie!

So now I'll go and knit my new pullover, waiting for the holiday gluttony to come over the weekend. There's a chance I'll finish it soon so stay tuned for the photos before the end of the year. ^^*~~
Have a happy time, my friends, whatever and however you celebrate these coming days!


Saturday, December 17, 2016

Spotkanie lalkowe po latach

Może kawałek makowca? Jest weekend, więc można! *^o^* 
Have some poppyseed cake. It's weekend, we can have a small piece. *^o^*




W sobotę pierwszy raz od daaaawna poszłam na spotkanie lalkowe, które odbyło się jak za starych dobrych lat w Costa Coffee na Świętokrzyskiej (kiedyś jeszcze Coffee Heaven). Było nas tylko cztery, ale i tak było super i nawet udało mi się zrobić kilka zdjęć. Jak widać lalki ball jointed występują w różnych rozmiarach.
This Saturday for the first time in ages I met girls for the dollfie meeting. Just like in the old days (I mean 5 years ago...) we met at the Costa Coffee in a location from that times. There were only four of us but we had a great time, and I took some photos. As you can see ball jointed dolls can be found in many sizes.














Po spotkaniu weszłam na chwilę do Empiku, ale nie znalazłam tam niczego ciekawego oprócz miliona ludzi i kolejek do kasy, więc poszłam spacerkiem Marszałkowską i Królewską obok uśpionego cichego Parku Saskiego, 
Later I visited some shops but I only found there huge crowds and long queues to the cashiers, so I took a walk along the sleepy calm Saski Park in the centre of Warsaw.






i dalej przez Plac Teatralny na Krakowskie Przedmieście, gdzie spotkałam się z Robertem i zjedliśmy obiad w barze Kumpir - czyli był to oczywiście pieczony ziemniak z milionem pysznych dodatków! *^v^* (nie taki był plan, ale niestety w barze Falafel Bejrut nie było wolnych stolików...)
And then I met Robert in the bar close to the Old Town called Kumpir, they served the baked potatoes with toppings and we ate a lot! *^v^* (that wasn't the original plan but the falafel bar we wanted to eat in was full...)




A po obiedzie był jeszcze spacer po rozświetlonym Krakowskim Przedmieściu. ^^*~~ Tylko szkoda, że nie było śniegu...
After lunch we took a walk along the Krakowskie Przedmieście street which is decorated with beautiful lights. ^^*~~ I wish there was snow...
 




PS.: Mam już TRZY swetry na drutach, bo oczywiście w czwartek zaczęłam projekt z włóczki Drops Air... *^w^*
PS.: I have THREE knitting projects at the moment because on Thursday I had to start a sweater using Drops Air... *^w^*