Sunday, May 19, 2019

Nietoperz w kratkę

Na końcu wpisu jest ważna wiadomość, jak się komuś nie chce czekać, to może przewinąć wszystko i przeczytać najpierw! ^^*~~
There is an important announcement at the end of the post, if you're curious and don't want to wait till the end just scroll and read it already! ^^*~~

***

Te spodnie kupiłam w ciuchlandzie w Japonii w zeszłym roku. Nawet ich nie mierzyłam, bo mają na metce rozmiar M. Owszem, jestem osobą, która wierzy w cuda, ale nie aż tak wielkie, żebym miała pewność, że ja z pupą w rozmiarze 42 (XL) wejdę w portki M!... *^W^*
Wzięłam je dla ładnego materiału, skład mają super - 70% bawełna, 30% len, a kosztowały tylko 500 jenów (ok. 16 zł)! Ale kiedy dla draki przymierzyłam je w pokoju hotelowym, to... okazało się, że są dobre w łydkach, prawie dobre w udach, pupa weszła i tylko nie jestem w stanie dopiąć suwaka w tym strategicznym punkcie na wysokości kości biodrowych! Cud mniemany!... *^V^*
I bought those trousers in a second hand shop in Japan last year. I didn't even try them on because they had M size on the label. My size of pants is 42 (XL) so there's no way I could fit into M! Of course, I am a person that believes in miracles, but not that miraculous!... *^W^
Anyway, I took them for the pretty fabric, it's 70% cotton, 30% linen, and they were only 500 yen (4,5 USD)! But when I on a whim tried them on in a hotel room, it turned out that... they fit in the calves, almost fit in the thighs, my bum went in and I just couldn't close the zipper because of the hip bones width! A true miracle indeed!... *^V^*




Ponieważ z tłuszczem jestem w stanie powalczyć, ale na kości nic nie poradzę, zdecydowałam, że jakoś je sobie poszerzę (portki, nie kości!... ^w^) i będę nosić. Zabrałam się za to dopiero teraz, żeby zadać w kraciastych spodniach szyku wiosną! ^^*~~ 
Pierwszym pomysłem było wszycie na bokach taśmy rypsowej. Kupiłam taśmę, sprułam jeden bok, wpięłam i wszyłam taśmę i... wyszło brzydko. Taśma rypsowa nie nadaje się bowiem do wszywania między dwa brzegi tkaniny, ona jest idealna do naszycia na płasko na materiał, tutaj zaczęła się paskudnie rozłazić mimo, iż nawet nie naciągałam spodni. Sprułam to co wszyłam i zaczęłam myśleć.
I can lose body fat but not body bones, so I decided to widen them somehow and wear them. I finally decided to do that this Spring! ^^*~~
My first idea was to sew the rep tape along the sides. I bought the tape, unpicked one side, sewn in the tape and... it looked terrible. Rep tape is okay when you want to sew in onto the fabric but not in between two edges of fabrics, it started to ease out and stretch ugly even when I didn't put the trousers on. I unpicked it all and kept on thinking what to do.




A jak człowiek pomyśli, to przychodzą mu do głowy niegłupie myśli! *^0^* Spodnie miały dziwaczną długość - ani 3/4, ani 7/8, takie przykrótkie niezadługie... Skróciłam je więc do długości pod kolano i otrzymałam rybaczki. A z obciętych kawałków nogawek wykroiłam kliny, które wstawiłam na boki bioder. I voila! *^O^*
And when you think long enough you get the good ideas! *^0^* Trousers had some strange length - not 3/4, not 7/8, too short but not long enough... So, I cut them just below the knees and I had capri pants. Using the cut leftovers I made the wedges that I placed on the side of my hips and voila! *^O^*




Materiał nie zszedł się idealnie, bo żeby uzyskać 40 cm pionowy klin musiałam zszyć po trzy kawałki materiału ze sobą, ale krata tak czy siak musi się jakoś załamywać na krągłościach człowieka, więc bardzo się tym nie przejmuję. I tym sposobem zyskałam nowe portki na wiosnę i lato. *^v^*
I didn't match the pattern exactly but I couldn't, I had to sew three pieces to get the 40 cm long wedge, and also checkered print must bend somehow on the human curves, so I don't fret over it too much. And here I have a new pair of pants for Spring and Summer. *^v^*



Teraz góra.
Now, the top.
 


W Sieci znalazłam kilka zdjęć z japońskiej książki z wykrojami 大人の日常服 (Heart Warming Life Series) autorki Yukari Nakano. Nie mam tej książki, ale po przejrzeniu kilku zrealizowanych projektów mniej więcej wymyśliłam i narysowałam sobie wykrój. Zrezygnowałam z marszczenia na rękawach i na dolnym brzegu, postawiłam na prostotę o kształcie nietoperza. Materiał to cienki jersey premium z dresówki.pl.
I found online the Japanese sewing book 大人の日常服 (Heart Warming Life Series) by Yukari Nakano. I don't have this book but after looking at some projects done by other sewists I drew myself a pattern. I skipped the ruched parts on sleeves and bottom edge and just chose the simple bat shape. The fabric is a thin premium jersey I bought online.






Bluzka nie ma zdefiniowanego przodu/tyłu, różne są głębokości dekoltu i można ją nosić jak nam się podoba. W ogóle dekolt jest trochę głębszy niż planowałam (stąd podkoszulek), bo najpierw obszyłam go tasiemką, ale nie wyglądało to ładnie, sterczało i zrobił się gruby wałek. Wycięłam więc całą doszytą tasiemkę, podwinęłam brzeg i doszyłam ściegiem obrzucającym, i jest super!
Bardzo mi się podoba ostateczny rezultat i na pewno będzie sukienka z tego wykroju, wydłużę po prostu dół i może poszerzę? Zastanowię się. 
This top has no defined front and back, the neckline has different lengths but you can choose how to wear it. This neckline is a bit deeper than I wanted (hence the tank top) because at first I added the tape to finish the edge and it didn't look good, it was raised somehow. So, I just cut away the tape, folded the edge and finished it with a overstitch, and it looks nice!
I really like everything about this blouse and I want to make the dress from that pattern, I'd just lengthen the blouse and maybe I could make it wider at the bottom? I'll think about it.




Kolor jest czymś pomiędzy granatem jeansu na powyższych zdjęciach a grafitem na poniższych - sfotografowałam ścieg podłożenia, tak to wygląda na prawej i lewej stronie, i jest totalnie rozciągliwe. *^v^*
The colour is somewhere between the blue jeans from the above photos and the graphite from the photos below - I shot the edge sewing, right and left sides. *^v^*


 


Używałam ściegów do szycia tkanin elastycznych, głównie nr 13 do szycia po prostej i 15 do obrzucania brzegów, aczkolwiek korzystam też z nr 16 i 17.
I used elastic stitches on my machine, mainly nr 13 for the straight sewing and 15 for the edges, but 16 and 17 are also good.


 

 ***

#100kwiatówwkolorze trwa, minęłam już numer 60! ^^*~~  Teraz pracuję też nad czymś innym, pokażę jak już będę mogła.
#100flowersincolour is still on, I passed nr 60! ^^*~~ I've been also working on something new which I'll share with you when I can.










***

MeMadeMay, tydzień trzeci. Mijający tydzień był najpierw "moim życiem w jeansach i swetrach", ale potem pogoda się zmieniła na lepsze! *^V^*
Najpierw były dwie wersje pulowera Redy  - "Pasiasty" i "Mikan", potem jeszcze cieplejszy "Air Force Rug". Następnie zaczęło się ocieplać więc pojawiły się sukienki - "Mori Girl" z towarzyszeniem swetra "Wiatraczki", dalej "Chińska Porcelana" i "Land Ahoy". Tydzień zakończyłam nowym tshirtem "Nietoperz" i przerobionymi rybaczkami.
MeMadeMay, week three. At first this week was "my life in jeans and sweaters", but then the weather started to get warmer! *^V^*
First, there were two versions of Redy pullover  - "Pasiasty" and "Mikan", then even warmer "Air Force Rug". After that it started to be nicer outside so dresses appeared - "Mori Girl" with "Wiatraczki" cardigan, then "Chińska Porcelana" and "Land Ahoy". I finished third week with "Bat" top and remade capris. 




***

A teraz wiadomość najważniejsza - jedziemy do Japonii!!! *^V^* Bilety kupione, hotele porezerwowane.
Jeśli wszystko pójdzie z planem, od 7 sierpnia zaproszę Was na Fumy Turystyczne do śledzenia naszych japońskich wakacji, trzymajcie kciuki!!!
So, here's the most important piece of news - we are going to Japan!!! *^V^* We bought the plane tickets and booked the hotels.
If all goes according to plans you'll be able to follow our holidays on my other blog Fumy Turystyczne starting 7th August. Only on Polish, but there are millions of nice photos. ^^*~~

Monday, May 13, 2019

Kapusta, pęczak i pęczek rabarbaru

Na początek podcos. Dziwna nazwa, przyznaję, wcześniej jej nie znałam, ale od teraz będzie mi się zawsze kojarzyła z pysznym jedzeniem! Jest to bowiem potrawa z Lubelszczyzny, składająca się z pęczaku, kapusty, przypraw i dużej ilości szczypioru i kopru, czegóż chcieć więcej?... ^^*~~ Przepis stąd, polecam!!!
Let's start with podcos. A strange name, I admit, I've never heard about this dish but it's a very good one! It's a combination of young cabbage, pearl barley, spices and lots of dill and Spring onions, what would you need more?... ^^*~~ Recipe here, I recommend!!!



***




MeMadeMay, tydzień drugi. Wciąż wbijałam się w rajtuzy i kurtki, gdzie ciepły maj, ach gdzie?...
W poniedziałek nosiłam spodnie "Złota Rybka", we wtorek na lunch z koleżanką założyłam dawno nie noszoną spódnicę "Ogród Różany", w która się zmieściłam! *^v^* Przypomniałam sobie, jak lubię taki rozkloszowany fason!
W środę założyłam sukienkę "Atak Kobiety-Muchy" i sweter "Kaczeńce". Przy okazji, popatrzcie co się dzieje, kiedy idę kupić jasne balerinki do sukienek na lato.... *^W^*
W czwartek miałam na sobie nowo uszytą bluzkę "Zebra" i jeansową spódnicę "Przeciwśnieżna" na lunch z mężem i zakupy.
W piątek pół dnia chodziłam w spodniach "Złota Rybka" i bluzie, bo pomagałam Robertowi spakować się na weekendowy wyjazd, potem szyłam więc głównie nie miałam na sobie nic, bo przymierzałam to co szyłam. ^^*~~
W sobotę za to się ociepliło, więc założyłam sukienkę "Plisa Którą Zapamiętasz" i jeansową kurtkę naprawioną haftem sashiko, bez legginsów *^0^*, i tak ubrana poszłam na zakupy po pomidory, szparagi i truskawki!
W niedzielę walczyłam z migreną, piekłam ciasto z rabarbarem i truskawkami i nie miałam na sobie nic memade, ale intensywnie planowałam nowe uszytki, tym bardziej, że mąż kupił mi w Czersku na turnieju dwa kawałki pięknego lnu i wełny, i już miałam na nie pomysły, które należało dopracować! ^^*~~

MeMadeMay, week two. I was still wearing warm tights and jackets, where was the warm May, oh where?...
On Monday I wore "Goldfish" trousers.
On Tuesday I was meeting a friend for lunch and I wore a "Rose Garden" skirt I made 8 years ago and it still fits! *^V^* I remembered how I like such full skirts!
On Wednesday I wore the "Attack of a Fly Woman" dress and "Marigolds" pullover. Btw, look what happens when I go to buy some light colour ballerinas to wear with dresses in the Summer... ^^*~~
On Thursday I put on my newly finished t-shirt "Zebra" and "Snow Storm" jeans skirt for lunch with my husband and shopping.
On Friday half a day I was wearing "Goldfish" trousers again and some sweatshirt because I was helping Robert to pack for a short weekend trip. Then I had different things on, the ones I was working on while sitting at the sewing machine. ^^*~~
On Saturday got warmer so I put on "A Pleat to Remember" dress and the jeans jacket I mended with sashiko embroidery two years ago, no warm leggings *^0^*, and I went to buy some food like tomatos, asparagus and strawberries!
On Sunday I was fighting migraine, baking cake and planning new sewing because Robert bought me a piece of pretty linen and wool each while being on the historic event near Warsaw, I had some ideas but I wanted to be ready to roll! ^^*~~





***

Może kawałek ciasta z rabarbarem i truskawkami przed dalszym czytaniem? *^o^*
Maybe a piece of rhubarb and strawberries cake before further reading? *^o^*




Przepis na spód wzięłam stąd (mam w planach zrobić też ciasto z nadzieniem z tego przepisu ^^), a wierzch to po prostu pokrojony rabarbar i truskawki, wymieszane z garścią kruszonki (mąka, mielone migdały, margaryna, cukier). Ciasto jest wegańskie, ale można zamienić margarynę na masło jeśli ktoś ma ochotę.
The recipe for the crust comes from here (I also plan to make the whole cake from that link ^^), on the top I put chopped rhubarb pieces and strawberries mixed with a classic crumble (flour, almond meal, margarine, sugar). It's vegan but you can replace margarine with butter if you want.


W projekcie #100kwiatówwkolorze przekroczyłam półmetek! *^V^* Już wiem, jakie kwiaty lubię rysować bardziej a jakie mniej, i, że najlepiej wychodzą mi kwiaty, nad którymi spędzam od 2 do 3 godzin, bardzo edukacyjne to wyzwanie!
In #100flowersincolour challenge I passed the middle point! *^V^* I know which flowers I like more and which ones I like less, and the best results I get when I devote 2 to 3 hours on one picture, very educational project!









A w ogóle w niedzielę zaczął się majowy turniej sumo, więc ja teraz znikam kibicować naszym faworytom! *^0^*~~~
And on Sunday the May sumo tournament started, so now I'll be going to cheer for our favourite contestants! *^0^*~~~


***

Na koniec mały update dotyczący kosmetyków Shy Deer.  Być może pamiętacie, że chwaliłam je na blogu 13 lutego i żeby nie było wątpliwości, nadal uważam, że są to świetne kosmetyki - naturalne, z dobrym składem, nietestowane na zwierzętach, bardzo dobrze działające na moją dojrzałą suchą skórę. Ale...

Zaszła następująca sytuacja - mniej więcej po półtora miesiąca używania tych kosmetyków zaczęłam trafiać w Sieci na informacje od użytkowników, że krem pod oczy im się zepsuł. Zmienił kolor, konsystencję i zapach na nieprzyjemny. Z niepokojem obserwowałam mój krem pod oczy, ale na szczęście nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian. Na wszelki wypadek używaliśmy go razem z mężem, bo zużyć 30 ml kremu pod oczy to jest dobre pół roku jak nie dłużej, a skoro mógł się popsuć, to chciałam, żebyśmy jak najwięcej z niego skorzystali. Dziś minęły dokładnie 3 miesiące i mogę na razie powiedzieć, że krem pod oczy jest wciąż w niezmienionym stanie (ufff!...). Jednak...

Po ok. 2,5 miesiącach zepsuł się krem do cery tłustej i mieszanej, którego używał mój mąż. Zapach kremu zmienił się na nieprzyjemny ostro-kwasowy (wcześniej to były łagodne biszkopty), konsystencja stała się glutowata, kisielowata. Na początku krem był jedwabisty, teraz jakby ktoś piasku do niego dosypał... (z moim kremem do cery suchej nic się takiego nie działo! Ja wykończyłam mój krem w trzy miesiące, bo dla mnie twarz to "twarz, szyja, głęboki dekolt i ramiona" a dla Roberta to "czoło, nos i trochę miejsca nad brodą", stąd inne zużycie... *^o^*)

Napisałam do producenta i od razu zaproponowano mi wymianę kremu na nowy, nie mam żadnych zastrzeżeń co do obsługi mojej reklamacji, krem został mi błyskawicznie wysłany do paczkomatu bez dodatkowych kosztów, świetnie! 
Tylko, kiedy dostałam trzeciego z kolei tłumaczącego maila z powtórzonymi informacjami, że kremy naturalne to kremy naturalne, dojrzewają z czasem, zmieniają swój wygląd, zapach i konsystencję, to ich cecha a nie wada, to zaczęłam się czuć jakbym wymusiła na sklepie nowy egzemplarz kremu a przecież mój był całkiem dobry!... (Mówię wyłącznie o moich odczuciach, nic takiego nie było napisane ani nawet zasugerowane w korespondecji ze sklepem.)

Obecnie na stronie Shy Deer przy produktach jest informacja o tym wszystkim, co może się stać z kremami, że to normalne, że zmienia konsystencję i zapach, że można go trzymać w lodówce, jeśli tak wolimy, ale nie trzeba. To wszystko też wysłano mi mailem. Niestety nie pamiętam, czy te informacje były wcześniej kiedy kupowałam kremy, wydaje mi się, że ich tam nie było, dobrze, że teraz są i można być świadomym, że krem po około 2 miesiącach się zmieni. Ale czy Robert nadal chciał używać tego zmienionego kremu? NIE! To przestało być przyjemne i było wręcz niepokojące, w końcu to nasza twarz, którą pokazujemy światu... Skoro te kremy tak się zmieniają, to może powinny być sprzedawane w mniejszych opakowaniach, żeby wykończyć produkt zanim zacznie się zmieniać? Taka sugestia dla producenta, nie trzeba by wtedy było tłumaczyć się setkom klientów i wysyłać reklamowane kremy ponownie, oraz tracić potencjalnych klientów, bo kto z nas nieznając produktu i usłyszawszy opinie, że produkt się psuje sam po niego sięgnie? Nikt! I jeszcze doradzimy koleżankom, żeby nie kupowały tego badziewia, bo kosztuje to niemało a słyszałyśmy, że po dwóch miesiącach się zepsuje... Na nic się zdadzą tłumaczenia producenta, że to krem naturalny i to jego cecha...

Kremu pod oczy zostało nam połowę słoiczka, na razie nic się z nim nie dzieje, ale jeśli zmieni się tak samo jak ten do twarzy to po prostu go wyrzucę, nie będę ryzykować smarowania okolic oczu czymś, co pachnie jak zepsute, wygląda jak zepsute i pod palcami czuć, jakby było zepsute, mimo, iż podobno wciąż jest tak samo dobre jak na początku. I teraz tylko nie wiem, co mam zrobić z drugim słoiczkiem kremu ShyDeer... Na razie leży w lodówce, mąż odmawia ponownego używania, chyba zimą zużyję go jako balsam do ciała. 

Tym niefajnym akcentem kończę dzisiejszy wpis, obiecuję następnym razem pokazać kilka świetnych polskich naturalnych kosmetyków, na jakie ostatnio trafiłam, i to całkiem niedrogich! *^v^*

Thursday, May 09, 2019

Zebra

Szybkie śniadanie (z przepisu Blimsien) i zabieramy się za szycie! *^V^*
Quick breakfast (from this recipe) and let's sew! *^V^*




A raczej, za oglądanie szycia, bo pracę już wykonałam. Mianowicie, uszyłam jerseyowy tshirt!!!....
Or rather, I've already did the sewing. Namely, I made a jersey t-shirt!!!...




(Zdjęcia w trochę dziwnym świetle, bo w ogródku przy barze, pod folią, ale nie na twarz patrzcie, tylko na odzież. ^^*~~) Całkiem przypadkiem znalazłam w jednej z Burd wykrój na taki asymetryczny top. Poniżej macie zdjęcie z magazynu i rysunki wykroju, model 138 z Burdy 03/2009.
(Photos today are a bit strange because they've been taken in the pub's beer garden under the foil roof, just look at the blouse, not my face. ^^*~~) Totally by accident I found this asymmetric top in one of the Burdas. Here's the photo of the magazine's version and the pattern sketch, it's a model 138 from Burda 03/2009.





Jak widać, tył wycinamy na prosto natomiast przód w jednej połowie jest szerszy co daje nam szeroki wiszący dekolt, który albo puszczamy luzem albo zbieramy jakąś ozdobną spinką.
As you can see, the back piece is cut straight but the front is wider in on one side which gives us a wider neckline. We can let it hang or gather some pleats with a decorative pin.




U mnie to haftowany na materiale rekin wielorybi, którego kupiłam w akwarium w Osace. 
In my case, it's an embroidered whale shark pin I bought in aquarium in Osaka. 
 



Podkrój szyi i pach obszyłam tasiemką z tego samego materiału, natomiast dół podłożyłam i przeszyłam ściegiem wykańczającym elastycznym (ramiona i boki zszywałam również ściegiem elastycznym, prostym potrójnym). Samo szycie, mimo, iż nie mam overlocka, było szybkie i przyjemne (obszycia przyłapałam na lewej stronie ręcznie, nie chciałam stębnować po wierzchu bo nie wyglądało to dobrze. Gdybym chciała mieć ten top jeszcze szybciej, zrezygnowałabym z tasiemek i tak jak na dole, zawinęłabym materiał przy dekolcie i podkrojach pach i obleciała ściegiem wykańczającym elastycznym).
Ale co to w ogóle oznacza, poza faktem, że mam nową bluzkę w paski? Okazuje się, że mogę sobie sama szyć ubrania z jerseyu!!! *^O^* Nie jestem już zależna od ciuchów sklepowych! Uwaga, sklepy z tkaninami - wszystkie jerseye w paski są MOJE!!! *^0^*~~~~~
I finished neckline and armpits with a bias tape made from the same fabric, bottom edge was folded under and stitched with an elastic edge stitch (I also used the elastic stitch for the straight lines on shoulders and sides). It was a quick job, I don't have an overlock but it didn't stop me, I used elastic stitches on my sewing machine (I stitched the neckline tapes by hand on the left side.) If I wanted to make it even faster, I'd just resign from making and attaching bias tapes, and I'd finish the neckline and armpits just as I did with the bottom edge. 
But what it all means, apart from the fact that I have a new blouse? It turns out I can sew with elastic jersey!!! *^O^* I'm not dependent on the store offer anymore, I can make t-shirts and dresses myself! Beware, fabric shops - all the jerseys with stripes are MINE!!! *^0^*~~~~~




Pasiastego jerseyu jeszcze mi trochę zostało, tak więc przewiduję kolaborację z innym materiałem w nowym topie. ^^ No i mam też kilka innych cienkich jerseyów do zmiany w piękne ubrania, ach!... To ja teraz idę szyć, a Was zostawiam z kilkoma pięknymi przedstawicielami flory doniczkowej, jaka towarzyszyła nam dziś podczas obiadu.
I still have some of that stripy jersey left so I presume it'll join forces with other fabric to turn into another blouse. ^^ And I also have some more thin jerseys to work with, so now let me go to my sewing machine and I'll leave you with some flowers that were surrounding us today during lunch.
 




Monday, May 06, 2019

Zgubiłam żółć cytrynową...



Jak tam Szanownemu Państwu minął majowy weekend tydzień? Na przykład ja 1-go maja zabrałam siebie na spacer, połączony z podziwianiem kwitnącego kasztanowca, i na lody! *^O^*
How was your long weekend week? I, for example, on 1st May took myself for a walk, flower admiring and some ice cream! *^O^*


 
 


 
Oraz zgubiłam żółć cytrynową, całe 15 ml!... 
Nie samą ją zgubiłam, razem z żółcią tytanową i żółcią chromową, trzy tuby akwareli były razem w pudełku i akurat tego pudełka nie ma... Nie jest to wielka tragedia bo raz, że mam te farby wyciśnięte na dużą paletę, więc mam do nich dostęp, a dwa, to polskie farby firmy Renesans, które kosztują 7 zł za tubkę, więc jakby co to sobie odkupię. Za to wielką radość podczas poszukiwania żółci cytrynowej sprawił mi fakt, że odnalazłam zgubioną w zeszłym tygodniu 5 ml tubeczkę farby Błękit Majów od Daniela Smitha! *^V^* Radość tym większa, że te farby kosztują rękę, nogę i nerkę, i szkoda by było ją zapodziać, skoro już wydałam na nią niemałe pieniądze... (a kolor jest cudowny!)
Paczka zeszłotygodniowych #100kwiatówwkolorze:
Also, I lost lemon yellow, all 15 ml of it!...
I didn't loose only that one, I lost it together with titan yellow and chrome yellow, all three tubes were in one small box and this box is missing... It's not a huge tragedy, I have some of this paint on my big  palette and if I want I can buy it again, it's a Polish brand Renesans, rather cheap. On the other hand, while looking for the lemon yellow there was much rejoicing when I found a tiny 5 ml tube of Daniel Smith's Mayan Blue Genuine that I thought I lost last week! *^V^* This paint costs A LOT so it would be a shame to displace it... (and the shade is pretty!)
Last week's #100flowersincolour







Zrobiłam eksperyment - Instagram przypomniał mi moje zdjęcie sprzed dwóch lat i był na nim mój drugi szkic miejski, jaki kiedykolwiek wykonałam - kościół w miejscowości Jindrichuv Hradec w Czechach. Pomyślałam, że fajnie by było sprawdzić, jak dziś namalowałabym to miejsce, czy coś się zmieniło w mojej technice, w kresce, w pracy akwarelami. Wprawdzie dawno nie malowałam widoków miasta, bo przerzuciłam się najpierw na ryby a potem na kwiaty, ale i tak postanowiłam spróbować. Poniżej macie zdjęcie kościoła, na którym się oparłam, rysunek z 2017 roku i obecny.
I did an experiment - Instagram reminded me my photo from two years ago, it was the second ever urban sketch I made - the church in Jindrichuv Hradec in Czech Rep. I thought it'd be interesting to draw it again and see whether anything changed in my technique, my drawing, my watercolours. I haven't been working on urban sketches for a long time now because I switched to fish and then flowers, but I gave it a go. Here's the photo I based my work on, then the 2017 picture and the current one.





Ale na tym nie poprzestałam! ^^*~~
Przejrzałam nasze zdjęcia z Japonii z zeszłego roku i wybrałam ujęcie ulicy w Kioto, na której był nasz ryokan.
But I didn't stop at that! ^^*~~
I looked through the photos of Japan from last year's trip and I chose the street in Kyoto where we had our ryokan.




No i tak mi mijał wesoło majowy tydzień, który z dnia na dzień robił się coraz chłodniejszy, co z tym majem?.... Tak jak pisałam tydzień temu, Robert pracował, ale w sobotę przed pracą udało mi się go wyciągnąć na Festiwal Pierogów w klubie Iskra na Polu Mokotowskim. (O zeszłorocznym festiwalu pisałam tutaj.) O dziwo w tym roku trafiliśmy na same pyszne pierogi! *^0^*
So, here was my May long week, and it was turning colder and colder each day, what's wrong with you, May?... Just as I mentioned in my last post, Robert was working all the time, but on Saturday I managed to take him to a Dumplings Festival (I wrote about it last year here.) This year we ate only the best tasting ones! *^0^*




Gdybyż tylko człowiek miał kilka żołądków, ech!... Najedliśmy się pod korek, a potem mąż pojechał do pracy (z zapasową porcją pierogów na później i kawałkiem baklavy z pistacjami na deser!... ^^*~~) a ja wróciłam do domu. Trafiliśmy na Festiwal godzinę po jego rozpoczęciu i wciąż było niewiele ludzi, więc nie było kolejek do stoisk. Pewnie też dlatego, że Warszawiacy wciąż byli poza miastem na wyjazdach majówkowych.
If only a man had several stomachs!... We ate our full and then Robert went to the office (with some more dumplings and a baklava for a dessert just in case he got hungry!... ^^*~~) and I went home. We got to the Festival an hour after it started so it wasn't crowded and we didn't have to wait in any queues. Also, people were still outside Warsaw resting.


 


A Aki robi się coraz bardziej bezczelny...
Aki is getting more and more cheeky...
 



Wiecie, że włazi mi na ramiona i tam sobie leży. Do tego już się przyzwyczaiłam. Nawet spodobało mu się leżenie na ramionach Roberta, kiedy został tam wsadzony! (sam tam do tej pory nie właził). Ale...
You already know he keeps crawling onto my shoulder to rest. I got used to it. He even liked l when we placed him on Robert's shoulders! But...




Nauczył się na mnie wskakiwać. Stoję przy kuchence i mieszam w garnkach, albo stoję przy blacie kuchennym i panieruję rybę, albo stoję przy zlewie i zmywam naczynia, wszystko to tyłem do pokoju i stołu z krzesłami. Patrzę kątem oka za siebie - stół pusty, to znaczy, że nie ma niebezpieczeństwa, kot mi na plecy nie wskoczy. I nagle - BACH! Rudy wybija się z podłogi - Z PODŁOGI!!! - i ląduje mi na ramionach! Po czym się układa i leży, i patrzy co ja robię... Teraz nie znam już dnia ani godziny, może się pojawić znienacka i tylko muszę opanować odruch machnięcia rękami (bo mogę akurat trzymać w nich tę rybę... albo gorący garnek!). O moich podrapanych plecach chyba nie muszę wspominać?... (muszę przyznać, że robi to wyjątkowo fachowo i delikatnie, ze schowanymi pazurkami, i drapie naprawdę tylko wtedy, gdy zaczyna spadać i próbuje się złapać, ale jednak takie przypadki się zdarzają...)
He learned to jump on my shoulders. I stand in front of the stove stirring in the pots, or I stand at the kitchen counter dipping the fish in batter, or I stand at the sink washing dishes, all that with my back towards the table. I squint behind me and the table is empty, no cat on it so no danger of having him in a moment on my shoulders. And suddenly - POOF! Aki starts directly from the floor - THE FLOOR!!! - and he lands on my back! And then he places himself comfortably and watches what I was doing... Now I don't know the moment he lands on me, he can take me by surprise and I must supress the reflexion of waving my hands (I may have the fish in the hand... or a hot pot handle!). Should I even mention my poor scratched back?... (I must admit he does this jumping very professionally, with the claws hidden, and he only scratches my back when he really falls down, but such situations happen...)


***

Pierwszy tydzień MeMadeMay w obrazkach. Pogoda nie rozpieszczała, więc pod sukienki zakładałam rajtuzy a na sukienki - swetry i kurtki. Swetry też #memade! ^^*~~ Świeżo uszyta jerseyowa luźna kiecka okazała się jak znalazł na pierogowe obżarstwo!
Nosiłam: sukienki Rafa Koralowa, Kredkami Rysowana i Tej Plisy Nie Zapomnisz, oraz swetry Hanami i Deep Ocean. W niedzielę siedziałam cały dzień w domu w spodniach od dresu i koszulce, rysując i wycinając bluzkę z nowego jerseyu, który przyszedł w sobotę, yikes! *^V^*, więc nie miałam na sobie niczego #memade. Nie chciałam na siłę zakładać jakiegoś swetra, bluzy/bluzki mam dopiero w planach szyciowych.
The first week od MeMadeMay in pictures. The weather wasn't too nice so I wore warm tights under dresses and sweaters and jackets over them. Of course sweaters were also #memade! ^^*~~ Recently sewn jersey loose dress turned out perfect for the Dumplings Festival eating!
I wore: Coral Reef, With Crayons Drawn i A Pleat to Remember, oraz swetry Hanami i Deep Ocean. On Sunday I was at home all day wearing sweatpants and a tshirt, just drawing pictures and then cutting the top I'm going to make from the new jersey I got in Saturday, yikes! ^^*~~ So, I didn't wear anything #memade, I didn't want to put on any sweaters just for the sake of MeMadeMay and comfy blouses/tops are still in planning phase.




A na koniec jeszcze więcej kwiecia! *^V^* Szłam wynieść śmieci, i nagle zobaczyłam głóg!... Ja nie wiem, jak to jest, że do tej pory byłam jakaś nieczuła na kwitnącą roślinność, a w tym roku co chwilę zauważam jakieś piękne kwiaty!
To sum up, more flowers! *^V^* I left the house to throw out the garbage and I saw the hawthorn tree!... I don't know what's going on this year, I never had any strong feelings towards plants in bloom but this year I keep noticing beautiful flowers wherever I go!