Sunday, April 22, 2018

Hanami



Wiosna na dobre zagościła w Warszawie, a wraz z nią zakwitło jak szalone co tylko mogło. *^v^* 
Spring is for real in Warsaw now and everything that could produce flowers started to bloom like crazy. *^v^*
 



W związku z tym pojechaliśmy w niedzielę na osiedle na którym się wychowałam (Służew nad Dolinką) na oglądanie kwiatów - hanami.
W zeszłym roku miasto zasadziło tam sporo japońskich wiśni odmiany Amanogawa i Robert przypomniał mi o tym więc wybraliśmy się zobaczyć, czy mimo tego, że drzewka są nieduże, może udało im się już wypuścić jakieś kwiaty. To co zobaczyliśmy przerosło nasze oczekiwania!... *^O^*
That's why on Sunday we went to the district I grew up in for flower viewing - hanami.
Last year the authorities decided to plant several Japanese cherry trees of the Amanogawa species and Robert reminded me that we should go and see whether they managed to sprout any flowers this Spring. What we saw surpassed our expectations!... *^O^*
 



Drzewka mimo, że niewielkie były obsypane kwiatami, co ciekawe - ta odmiana ma zwarty pokrój więc z roku na rok będą nabierać objętości jako dostojne kolumny!
The trees are still small but covered in flowers! What's interesting, this species grows only upwards so in the future they will turn into dignified columns!
 



Przy okazji zrobiliśmy zdjęcia nowego sweterka, który niedawno skończyłam, przedstawiam Hanami. ^^*~~ (Nie wśród wiśni, bo one stoją w pełnym słońcu.)
We also took photos of the new pullover I recently finished knitting, please meet Hanami. ^^*~~ (Not amongst the cherry trees because they're in full sun.)
 



Wzór to Houluulu autorstwa Rie Vive,  dziergałam z włóczki Drops Flora w kolorze 03 Light Grey mix na drutach 3,75 mm, zużyłam 6,5 motka. Z włóczką niestety wiąże się niemiła historia...
The pattern is Houluulu by Rie Vive, I used Drops Flora in Light Grey mix 03 on 3,75 mm needles, 6,5 skeins. Unfortunately there is an unpleasant story attached to this yarn...




Ale zanim rzeczy niemiłe, to kilka słów o samym wzorze - wybrałam rozmiar 1, bo nie chciałam, żeby sweter wyszedł zbyt obszerny i trafiłam idealnie! Bardzo podoba mi się z nim wszystko - konstrukcja od góry (zaczynamy od wąskiego kołnierza), marszczenie na karku, zwiewność, ażury. Sam kołnierz na karku przypomina mi zsunięte na plecach kimono gejszy. *^o^* Wzór jest pomysłowy i niecodzienny, rozpisany idealnie, dzierga się szybko i bez problemów, mnie zajęło to sporo czasu bo czekałam na dodatkowy motek włóczki.
But before I switch to unpleasant things to say, let's talk about the pattern - I chose size 1 because I didn't want it to be too oversized and it was a good call. I love everything about it - the top down construction (you start with the narrow collar), the ruffled back, the airy feel, the lace parts. The collar that goes down on the back of the neck reminds me of the geisha's kimono that show the neck in a similar way. *^o^* The pattern is unusual and fetching, it's very well written, you knit fast and fuss-less, it took me some time to finish this because I had to buy one more skein and waited for the delivery.


 


Tak więc, włóczka...
Używałam wcześniej Flory i nigdy nie trafiła mi się tak trefna partia... Na sześć motków pięć miało wady fabryczne - czasami przez 1/4 lub połowę motka, a czasami przez cały motek (sic!) nitka była zerwana albo rozchodziła się w palcach. Jak wyglądała lewa strona swetra możecie zobaczyć poniżej - wiązanie obok wiązania, ale nie to było najgorsze. Kiedy nitka od razu była zerwana mogłam ją związać i dziergać dalej ale czasami nitka wyglądała na normalną kiedy ją przerabiałam ale puszczała w kolejnym rzędzie, kiedy miałam niewiele nitki do związywania!...
Jakoś przebrnęłam przez te problemy, chociaż chwilami szlag mnie trafiał i miałam ochotę rzucić robótkę w kąt. Ratowała mnie tylko myśl, że sweter strasznie mi się podoba i ten kolor włóczki również - miks jasnych szarości spowodował, że tych supełków i pochowanych nitek w zasadzie nie widać na prawej stronie.
So, the yarn...
I used Flora before and never got such a shitty supply... In six skeins five of them had some factory faults - sometimes 1/4 or half of the skein, or the whole skein had broken yarn. You can see below the wrong side of my pullover with all the knots but that's not the worst thing. If I saw the broken thread I could tie it but sometimes the thread looked okay in the first row but when I was knitting another row that was the moment to let go and break!... And I didn't have a lot of space for manoeuvre then, trying to patch up the yarn in the row below.
I somehow managed to get through this nonsense although sometimes I was furious and disheartened but I loved the pattern and the colour of that yarn's, and this grey mix allowed me to hide all the bumps from knots so the right side looks okay.


 

Zapytacie, dlaczego nie zareklamowałam włóczki w sklepie, w którym ją kupiłam - przyszło mi to do głowy około trzeciego motka, ale wtedy byłam już na zaawansowanym etapie dziergania i nie chciało mi się zaczynać od nowa całego swetra. Poza tym, nie byłam pewna, ile motków jest w takim stanie (okazało się, że pięć na sześć było wadliwych, ale przekonałam się o tym po przerobieniu wszystkim motków) i czy moja reklamacja zostanie uznana.
Ale... napisałam maila do producenta. Nie z reklamacją czy żądaniem zwrotu pieniędzy (specjalnie to podkreśliłam w treści listu), ale chcąc poinformować że taka włóczka z takiej partii ma wady fabryczne, niech wiedzą i może sprawdzą maszyny czy coś. JEDYNE, co dostałam w odpowiedzi to automatyczny mail, w którym było coś w rodzaju "reklamację składaj tam gdzie kupiłaś włóczkę a w ogóle odpowiadamy tylko na maile po angielsku i norwesku" (mój był oczywiście po angielsku!).
Firma Drops bardzo straciła w moich oczach, zwyczajne "dziękujemy za zwrócenie uwagi, przepraszam za kłopoty podczas korzystania z naszej włóczki" byłoby na miejscu, nadal będę korzystać z ich włóczek bo je lubię ale jestem oficjalnie na Dropsa obrażona.
You may ask why I didn't decide to return the yarn to the shop - I thought about that around 3rd skein but at that time I was really far into the sweater and didn't like the idea of starting over. Also, I wasn't sure which skeins are faulty and which ones are okay (out of six skeins five were faulty but I didn't know that until I used them all) and whether my complaint would be recognised by the seller at all.
But... I wrote to Drops Company to let them know, I clearly stated in my email that I didn't want any money back or anything, I just wanted to inform them that such yarn from such dye lot had some issues and maybe they could check the machines or something. THE ONLY response I got was an automatic mail saying something like "direct the complaint to your local seller and we only reply to correspondence in English and Norwegian" (mine was of course in English!).
Drops really lost a lot of my respect, it would be nice to just reply "thank you for letting us know, sorry for the inconvenience", I will buy their yarn because I like using it but I officially feel insulted by their attitude.




Wzór jest na tyle fajny, że rozważam zrobienie go jeszcze raz, może tym razem z czegoś cieńszego? Może Brushed Silk Alpaka? Ale to dopiero na jesieni, bo na razie kończy się sezon noszenia ciepłych swetrów (hurra! ^^*~~)
(Chociaż mimo grzejącego słońca wcale mi dziś nie było w tym swetrze za ciepło, bo wiał zimny silny wiatr!)
The pattern is so nice that I've been thinking about making it again, this time from some thinner yarn, maybe Brushed Silk Alpaca? But not now, later in Autumn because now comes the season without the need for the warming sweaters (hurrah! ^^*~~)
(Although today wasn't that hot, despite the sun it was a strong cold wind blowing and I didn't feel dressed too warm for the weather at all!)
 




I jeszcze dwa zdjęcia, bo do tej pory widzieliście za mało ujęć mnie na tle wiśniowych drzew! *^w^*~~~
And two more shots because up till now you obviously haven't seen enough of me and the cherry trees! *^w^*~~~


 


A żeby kontynuować japoński temat dnia na obiad zrobiłam smażonego kurczaka tatsutaage z ryżem, kiszonkami i duszoną w bulionie dashi kapustą pekińską. *^v^*
And to continue the Japanese theme of the day for lunch I made the tatsutaage chicken with rice, pickles and nappa cabbage nibitashi. *^v^*
 


Monday, April 16, 2018

Taaaki weekend

Miniony weekend obfitował w wydarzenia wszelakie. 
Najpierw skończyłam dwa swetry, które wisiały mi na drutach od zimy (jeden czekał aż skończę drugi, żeby ewentualnie razem domówić po jednym brakującym motku dla każdego z nich, co się zresztą stało - dodatkowe motki okazały się niezbędne!). Jeden sweterek już jest zblokowany, drugi czeka na namoczenie, jak tylko będzie okazja do zrobienia zdjęć to je niezwłocznie zrobię i pochwalę się udziergami. Jest szansa na dwa sukcesy rękodzielnicze, jeden z nich jest takim bardziej Zwyklakiem (trochę pozmieniałam wzór w trakcie robótki), drugi jest fikuśny, obydwa z mojej ulubionej włóczki w pięknych kolorach, czego chcieć więcej? ^^*~~ I właśnie zaczynam dziergać coś, co odkładałam już dość długo, znalazłam na to piękny morski kolor włóczki i mam nadzieję na kolejny dziergany sukces!
Last weekend was a very busy time.
First I finished knitting two pullovers that stayed on the needles since Winter (I wanted to knit the second one to see if I needed one more yarn skein to finish it, just like I needed for the first one, and I was right). The first pullover has been already wet blocked, the other one waits for blocking and I'll have the photos taken when there's time and occasion. I hope for two knitting successes, the first pullover is a simple one but very comfy (I changed the pattern a bit), the other one is kinky but cute, and they're both made from my favourite yarn in nice colours so what's not to like? ^^*~ I'm starting something new now, the pattern I had in mind for some time and I finally found a great deep sea shade yarn for it, so I hope it'll too turn out great!

W sobotę wybraliśmy się na Whisky and Friends, cykliczną imprezę na której można spróbować najróżniejszych whisky z całego świata (oraz inne alkohole). Tym razem żadne stoisko mnie jakoś szczególnie nie zaskoczyło ale odkryłam przepyszny japoński gin marki Nikka, który zamierzam sobie przywieźć z wakacji!
On Saturday we went to Whisky and Friends, a cyclical event where you can try many whiskies (and other types of alcohol) from many makers from around the world. This time none of the stalls really surprised me but I found a great gin by the Japanese maker Nikka and I'm going to get it while on holidays!
 
A propos wakacji, niejednokrotnie wspominałam, że w 2018 roku mamy zamiar pojechać do Japonii jesienią. I właśnie nasza wyprawa weszła w fazę początkową - planowanie podstawowych szczegółów - czyli kiedy i gdzie. *^v^*
Uwielbiam ten czas - siedzenie przed ekranem komputera, wybieranie lotów, potem hotele w Tokio - ten świetny ale drogi, ten ewentualnie może być, to jest dobra oferta, może Airbnb, może Sakura House, koniecznie musi być kilka dni moczenia się w gorących źródłach no więc gdzie będzie najfajniejsze, szukamy tradycyjnego ryokanu z wypasionym wyżywieniem, no i nie zapominajmy o tańszych biletach kilkudniowych na pociągi, żeby pojechać gdzieś dalej poza Tokio... Zaczyna się wymyślanie, co chcemy w tym roku zobaczyć po raz pierwszy, gdzie na pewno musimy wrócić, a najfajniejsze jest to, że tym razem jedziemy z parą znajomych, z których Lena była już kiedyś w Japonii ale Wojtek jeszcze nie! Tak strasznie mu zazdrościmy tego, że wszystko czego doświadczy będzie "tym pierwszym", jak my w 2011 roku. *^o^* Nie to, żebyśmy byli starymi wyjadaczami, bo wciąż wiele rzeczy w Japonii jest dla nas totalnie nowe i zaskakujące, ale będzie nam się fajnie patrzyło na reakcje i wrażenia, jakie ogarną naszego kolegę.
Speaking of the holidays, I've told you already that in 2018 we wanted to go to Japan in the Autumn. So, our trip entered the planning stage. *^v^*
I love this phase of the holiday planning - choosing the dates, the flights, the hotel in Tokio - this one's nice but oh so expensive, this one's okay, maybe Airbnb?, maybe Sakura House?, how about a few days at the hot springs so a traditional ryokan with an onsen is a must, but where?, which one has the best location and food? We mustn't forget about the train passes that allow us to travel cheaper to further destinations. We start to plan what to do, what to see, where to go back to. The best part is we are travelling with a pair of friends and whereas Lena already visited Japan briefly, Wojtek is going there for the first time! We are so jealous of him! Of course, it's not that we know and seen everything in Japan, lots of things are still new and surprising to us but we will be observing Wojtek's very first impressions and reactions to everything and it'll be like watching us in 2011, so exciting. *^o^* 




Oczywiście nie można niczego planować z pustym żołądkiem, więc przygotowałam japońskie mizutaki nabe - gorący kociołek z bulionem, w którym na stole gotuje się kęski kurczaka, owoce morza, tofu, warzywa i grzyby, i zajada z miseczką ryżu i kiszonkami. Przy okazji Wojtek przechodził kurs posługiwania się pałeczkami! 
Ramy wyjazdu mamy już określone, teraz poczekamy ze dwa miesiące i będziemy już kupować bilety lotnicze i rezerwować hotele, a w październiku zaproszę Was jak zwykle na Fumy Turystyczne na kolejną relację z japońskich wakacji. *^o^*
Of course it's impossible to do any planning on an empty stomach so I served the Japanese hotpot called mizutaki nabe - pieces of chicken, seafood, tofu, vegetables and mushrooms are cooked on the stove on the table and eaten with some rice and pickles. Wojtek was practising his chopsticks using skills!
We more or less decided on the dates and places to go, in a month or two we will buy the plane tickets and book the hotels, and in October I'll post again on my holiday blog Fumy Turystyczne. *^o^*




Dodatkowo, odejście zimy zmobilizowało mnie do dwóch rzeczy - po przerwie wróciłam do akwareli i biegania. Pierwsze przychodzi mi dużo łatwiej niż to drugie, aczkolwiek nie zamierzam się zniechęcać, małe kroki poprowadzą mnie do dużego sukcesu (taki mam plan! *^V^*).
Also, when Winter went away, I got encouraged to two things - going back to watercolour painting and jogging. The former is much easier than the latter but I won't get discouraged (I hope), small steps will lead me to perfection (at least that's my plan! *^V^*).
 


 (klik)


(klik)

Monday, April 09, 2018

おしゃれ服 - タック入りシャツ

Co roku kiedy zaczyna się upalne lato ja zaczynam szukać białych lub niebieskich przewiewnych koszul/narzutek z długimi rękawami, które ukryją mnie przed słońcem ale jednocześnie będą lekkie, luźne, nienachalne. Zakupy jakie poczyniam udają mi się z lepszym lub gorszym skutkiem, coś tam w szafie mam ale nie jest to wystarczające ani do końca satysfakcjonujące.
Every year when the Summer starts I start looking for white or light blue airy shirts/boleros with long sleeves that can hide me from the sun. I keep buying this or that but I'm never fully satisfied.




Kiedy skończyłam szyć wełniany pulower z chryzantemą od razu w mojej głowie zaświeciła myśl "a może by tak uszyć sobie letnią koszulę narzutkową, korzystając z tego wykroju?". *^v^* Materiał sam wszedł mi w ręce i zdawał się być idealny do tego celu - to bawełna na yukatę, którą w zeszłym roku dostałam do Eri, białe tło z nadrukiem granatowych bambusów i kwiatów.
When I finished making this woollen pullover I suddenly realised I could sew a Summer shirt using the same pattern. *^v^* The choice of fabric was obvious - the yukata cotton I got from Eri last year, white background with blue bamboos and flowers.




Przedstawiam Las Bambusowy (竹の森). Kształt został nieco zmieniony w stosunku do oryginału - obniżyłam dekolt o 1 cm, wydłużyłam korpus o 5 cm i poszerzyłam plecy na dolnej linii o 5 cm, żeby uzyskać efekt większego powiewania i luzu. Do rękawów dodałam 8 cm, zebrałam je pliskami do obwodu nadgarstka i zostawiłam 10 centymetrowe rozcięcie rękawa przy nadgarstku, dzięki temu mogę tę koszulę nosić z długimi rękawami spiętymi przy dłoniach albo wygodnie podwinąć je sobie pod łokieć. No i główna zmiana - to już nie jest pulower tylko koszula rozcięta z przodu - części przodu po prostu wycięłam osobno i odszyłam tasiemkami, pod szyją dodałam zatrzask. Na przodzie nie ma też plisek na dole, są one tylko na części tylnej. Tym razem nie zapomniałam też o bardzo przydatnym elemencie jakim są ... kieszenie w bocznych szwach! ^^*~~ 
Let me show you The Bamboo Forest (竹の森). I slightly changed the shape - I lowered the neckline by 1 cm, made the body longer by 5 cm and added 5 cm to the width of the back piece's, to make it looser. I also added 8 cm to the sleeves, gathered them at the wrists and left 10 cm slits so I can wear the sleeves down or pull them up. And the main change - it's not a pullover but a shirt - I cut the fronts separately, bound them with bias tapes (from the same fabric) and added only one press stud at the neckline. I omitted the pleats on the front, they're only on the back. This time I didn't forget the very important part - the pockets in the side seams! ^^*~~




Pogoda w niedzielę była przepiękna chociaż zupełnie niesprzyjająca robieniu zdjęć - mocne słońce prosto w nos! Za to moja narzutka sprawdziła się  idealnie, była przewiewna w upale, chroniła przed promieniami słońca a rozcięcia na rękawach pozwoliły mi je podwinąć. Niewykluczone, że uszyję sobie więcej podobnych koszul na lato. *^o^*
The weather on Sunday was beautiful, although not very photoshoot friendly - full sun straight in the face! But my shirt worked great, hiding me from the sun and gusts of Spring wind, and the slits in the sleeve cuffs allowed me to roll them up and cool my wrists. Generally a total success, I may make more such shirts for Summer. *^o^*





W niedzielę pojechaliśmy do Ogrodu Botanicznego w Powsinie, w którym rozpoczął się miesiąc z kulturą japońską, a rozpoczął się trzema wystawami zdjęć różnych autorów. Niestety muszę ponarzekać...
Najlepsza była wystawa w plenerze pokazująca japońskie ogrody (głównie w Kioto), dlatego, że towarzyszył jej komentarz na żywo (prawdopodobnie) autora zdjęć (podeszliśmy jak już wycieczka była w toku). 
Natomiast dwie pozostałe wystawy... Jedna z nich to ok. 20 zdjęć losowo wybranych, bez wspólnego tematu i komentarza - jakiś ogród, jakiś kawałek miasta, jacyś ludzie w yukatach, kompletny miszmasz. Natomiast ostatnia prezentacja to była jakaś kpina! Autor wybrał kilka nie najlepszej jakości zdjęć i dodał totalnie bezsensowne podpisy. Na przykład zdjęcie uśmiechniętego dziecka i podpis, że wszystkie dzieci japońskie są zawsze uśmiechnięte. Albo zdjęcie jedynego takiego designerskiego budynku w Japonii - Nakagin Capsule Tower i komentarz, że mieszkania są małe, te na zdjęciu mają 3 na 5 metrów. Albo zbliżenie na warzywa z warzywniaka i podpis, że są one ekologiczne. Japończyk na motorze i podpis, że to współczesny samuraj. Rozmazany kadr z dziewczynami na przejściu dla pieszych i podpis zakupy cieszą... Wstyd mi było patrząc na tę wystawę...
On Sunday we went to the Botanic Garden in Powsin near Warsaw where they had three photo exhibitions starting the Japanese Culture month. Unfortunately I will complain...
The best was the exhibition called "Japanese gardens" because it had a live commentary made by the author (we think so, we joined when it already started), so each photo was thoroughly explained as far as the symbolism of the garden elements. The next one was "Snapshots from travels" and it really was just that - random shots of some garden, some city, some people wearing yukatas. But the worst was the third one...
The author chose several random photos and added totally stupid captions for each one! For example, a photo of a child - all Japanese children are always smiling. Or Nakagin Capsule Tower from Tokyo - apartments are small, this one is only 3x5 metres. Or some vegetable stall closeup - only ecological vegetables. Or a man on a bike - modern samurai. Or a blurry photo of some girls with shopping bags - shopping makes you happy... Seriously?... I was ashamed when visiting this exhibition...




Pozostaje nam czekać na Hanami na Polu Mokotowskim 6 maja i Japońskie Matsuri 16 czerwca (ciekawe, gdzie będzie w tym roku?). Niesmak po wizycie w Ogrodzie Botanicznym postanowiliśmy zatrzeć dobrym obiadem i wybraliśmy się do Seoulu na Ursynowie, gdzie serwują kuchnię koreańską. Fajne miejsce (chociaż wystrój niczym knajpa grecka, która chyba kiedyś tam się mieściła... *^v^*), jedzenie pyszne i uwaga - bardzo duże przystawki!!! Już planujemy kolejną tam wizytę, może wybierzemy się na koreańskiego grilla?
We were disappointed after the exhibition, anyway we are looking forward to Hanami on 6th May in Pole Mokotowskie and Japanese Matsuri on 16th June. We decided to eat something nice to wash away this unpleasant feeling, so we went to the Korean restaurant called Seoul. It was our first time in this place but definitely not the last one! If you're willing to overlook the strange Greek-like decor apparently left after the previous restaurant, *^w^*, the food is very nice and the portions are huge! We want to go there for the Korean grill one day!





Saturday, March 31, 2018

Sweet tooth

Od śmierci ojca na święta moim zadaniem jest upieczenie ciast. W tym roku postawiłam na niezawodny przepis Knitologa na przepyszną babkę, ozdobiłam ją goździkami i listkami z masy cukrowej to pochwalę się, może ktoś zainspiruje się moimi dekoracjami. *^v^*
For the family holidays since my father died my task became to bake cakes. This year I chose the perfect recipe for a babka by Knitolog which I decorated with sugarpaste flowers and leaves, maybe you will get inspired with my decorations. *^v^*





Upiekłam też mazurka truskawkowego - kruchy spód, truskawkowa konfitura, krem ze śmietany 42% i białej czekolady, oraz róże z masy cukrowej i czekoladowe jajeczka. Kwiaty z tej masy robiłam po raz pierwszy i daleko im jeszcze do ideału, ale i tak jak na pierwszy raz wyszło nieźle. ^^*~~
I also baked the strawberry tart - shortcake base, strawberry jam and the top from double cream and white chocolate, I decorated it with sugarpaste roses and chocolate eggs. I worked with this sugarpaste for the first time and my roses are far from perfect but I like them anyway. ^^*~~





Czy świętujecie Wielkanoc, Święto Wiosny czy po prostu spędzacie czas w towarzystwie ukochanych i rodziny, życzę Wam cudownego weekendu! *^V^*
Have a happy family time this weekend, whether you celebrate Easter, Ostara or just having fun with the loved ones like we do. *^V^*

Friday, March 23, 2018

Koty


"Twój ostatni wpis był do dupy!" - usłyszałam konstruktywną krytykę od kochającego męża...
"Your last post sucked!" - I heard some constructive comment from my loving husband...

Nie zawsze człowiek ma wenę na długie i interesujące wypowiedzi ale w sumie Robert miał trochę racji. No to dzisiaj będzie więcej słowa pisanego i więcej zdjęć, zacznijmy od mężowych śniadań, które jak może pamiętacie sam sobie przygotowuje rano przed wyjściem do pracy! *^v^* Czasami jest to ryż, czasami pieczywo, przeważnie jajko i dużo warzyw.
You aren't always in a mood for a long interesting story to write but he has a point. So today there will be more words and photos, let's start with some breakfasts my husband makes himself in the mornings before going to work! *^v^* Sometimes it's rice, sometimes bread, usually eggs and lots of veggies.








***

Obiecałam, że będzie o kotach.
Koty jakie są każdy widzi, ale ja nie miałam pojęcia, co to znaczy mieć małego kota. Kiedy wiele lat temu zamieszkałam z Robertem i jego dwoma kotami, Barbi i Fritti miały już kilka lat, a dodatkowo były to koty swobodnie wychodzące na zewnątrz, więc kiedy miały ochotę biegły wyszaleć się na podwórku. Potem kiedy odeszły wzięliśmy ze schroniska Ryszarda. I znowu, nie dość, że miał już 4 lata to był kotem specyficznym o naturze filozofa - nie bawił się małymi przedmiotami, nie grzebał w roślinach, nie wskakiwał na półki, prowadził sobie spokojne życie, które spędzał głównie na przytulaniu się do ludzi a ja mogłam zostawić na wierzchu czy to robótkę na drutach i kłębki, czy to farby i kredki, czy wreszcie materiały i koronki, niczego nie ruszał.
I promised post about our cats.
I had no idea what it meant to have small kittens. Many years ago when I moved in to Robert's house he had two adult cats. Barbi and Fritti were also let outside whenever they wanted so when they needed to run around like crazy they could do it outside. Then when they passed away, we took Ryszard from the shelter and not only was he 4 years old, he also was very philosophical in nature - he didn't play with small objects, didn't dig in plant pots, didn't jump on high shelves, he just led a calm life hugging to people. I could leave knitting or paints or sewing unattended and he didn't mess up anything.
 





Robert ostrzegał mnie, że z małymi kotami będzie inaczej i niestety jego przewidywania się sprawdziły. Koty się bawią. Wszystkim i wszędzie. Próbują zwiedzać każdy zakamarek więc trzeba uważać, gdy otwiera się szafę albo szuflady kuchenne - chwila nieuwagi i kot już jest w środku, a nie jest tak łatwo wyciągnąć kota zza szuflady. Tak samo z toaletą i łazienką (to dwa jedyne pomieszczenia w domu zamykane na drzwi) - uchylone drzwi i już koty są w środku. Interesują się każdym ruchem w domu, kiedy dokądś idę one natychmiast lecą za mną. Kiedy coś gotuję, Aki stoi obok, wspinając się na tylnych łapkach a przednimi skrobie moje spodnie i MUSZĘ mu dać do powąchania WSZYSTKO czym się zajmuję - cebulę, czosnek, ziemniaka, pomidora, chleb. Czasami po prostu biegają jak szalone przez całe mieszkanie, zrzucając po drodze różne rzeczy, więc już się nauczyliśmy, że wszystko, szczególnie drobiazgi, musi być pochowane w szafkach i szufladach, a to co zostanie na wierzchu może zostać zniszczone. Aki grzebie w ziemi i łapie za gałązki roślin doniczkowych (ale ich nie gryzie), więc wszystkie doniczki mam obklejone po wierzchu szeroką taśmą dwustronną (strasznie go dziwi, kiedy się oprze i przyklejają mu się łapki! *^V^*).
Robert warned me that it's going to be different with small cats and unfortunately he was right. Cats play hard. With everything and everywhere. They try to visit every place so we have to be careful when we open the wardrobe or kitchen drawers, a moment later the cat is inside. The same story is with a toilet and a bathroom, only two rooms in our flat with doors. Cats are interested in every movement around the house, when I go to the other room they keep following me. When I cook Aki stands next to me and scratches my trousers to let him smell EVERYTHING I prepare - whether it's a potato, an onion, garlic clove, tomato, bread. Sometimes they run around the flat like crazy, knocking down things so we learned to keep everything in the cupboards and drawers. Aki likes to dig in dirt in the plant pots so I had to put two-sided tape on all the pots and it's funny when the cats places his paw on the tape and gets stuck, very surprising for him every time! *^V^* It's good he doesn't chew on plants.







Około 9 miesiąca (czyli w lutym) zaczęły więcej spać w dzień. Zjadają śniadanie, trochę poszaleją i około 11:00 kładą się na godzinę. Potem jeszcze jedna drzemka około 14:00, a potem wieczorne długie spanie od 18:00, przerywane włażeniem ludziom na kolana. Kiedy idziemy wieczorem spać koty przeważnie nam towarzyszą i przesypiają całą noc. Widać odmienność ich charakterów - Fuki lubi pospać, Aki jest szybciej na nogach i budzi mnie na karmienie. W ogóle jest tak, że Fuki jest bardziej nieśmiały, więcej czasu spędza sam ze sobą, Aki to wariat a wszystko co robi robi na 200% - bawi się, śpi, słodzi, częściej przychodzi do mnie na tulenie.
Around the 9th month (in February) they started to sleep more during the day. They eat breakfast, run around till 11:00 and have a one hour nap, then they nap around 14:00, and then they go to sleep around 18:00 spending some time in people's laps. They go to bed with us and more or less sleep throughout the night. They have different characters - Fuki likes to sleep longer, Aki is up and running first, and he wakes me up to feed him. Fuki is more shy, spends more time on his own, Aki is the crazy one and all he does - he does 200% - plays, sleeps, is a sweetheart.





Za to od początku nie było żadnych problemów z drapaniem mebli - dosłownie trzy czy cztery razy koty zaczęły drapać kanapę, zostały przeniesione na drapak i błyskawicznie załapały o co chodzi. Regularnie obcinam im pazury a jedynym problemem jest to, że kiedy jeden jest w trakcie zabiegu drugi miauczy i wpycha się na kolana, żeby się nim zająć. ^^*~~ Po obcięciu idziemy wszyscy do kuchni po chrupacze w nagrodę! 
Aki przez pierwsze dwa tygodnie jeszcze w październiku miał problem z nowym miejscem i niestety sikał nam na łóżko, ale wystarczyło kilka razy dobitnie wytłumaczyć mu słownie że źle zrobił i problem minął jak ręką odjął. Mamy jedną kuwetę i koty zgodnie z niej korzystają (jak były mniejsze to świetną zabawą było wskoczyć na pokrywę kuwety, kiedy brat z niej korzystał i pacać go łapką po głowie w trakcie.... *^w^*). 
Nie są wybredne i zjadają w zasadzie wszystko co im daję (Animonda, Feringa, Wild Freedom), chociaż nie lubią smaków rybnych w karmie, świeże ryby uwielbiają. Z ciekawostek, kiedy nakładam do miski Aki skacze wokół mnie jak piłeczka a Fuki łazi po podłodze i drze paszczę jakby umierał z głodu... *^o^* Wsadzają mordy w nasze talerze a Aki nawet wyjada różne zupełnie niekocie rzeczy, jak natto, szpinak albo surówka z rzepy...
From the beginning we didn't have any problems with cats scratching furniture - three or four times we had to take the cat from the sofa and place his paws on the scratching post, and they understood what to do straight away. I regularly trim their claws, and the only problem is when I take care of one cat the other pushes himself into my lap because he wants to be the first one! ^^*~~ After the procedure we all go to the kitchen to give cats some crunchy treats!
For the first two weeks in October Aki had some problems with settling in and peed on our bed, but we explained it to him that it's bad in a higher voice and it all stopped, they both use one litter box without any disturbances. They used to have fun with it - when one cat used the toilet the other one stood on the litter box cover and hit brother with a paw on the head, oh well...*^w^*
They're not picky as far as food and eat everything I feed them (Animonda, Feringa, Wild Freedom), although they don't really care for fish flavours in cat food (they love fresh fish). When I prepare the food Aki jumps around me in silence while Fuki screams like there's no tomorrow!... *^o^* They look for food in our plates and Aki even tries to eat such non-cat foods like natto, spinach or turnip salad...





Czasami strasznie broją, zrzucą doniczkę albo coś innego, co się psuje, natomiast niektórymi rzeczami, o które się obawiałam, wcale się nie interesują, np.: kablami pod szafką telewizyjną. Ale za to nie mogę już wykorzystywać tablicy korkowej nad biurkiem do przypinania wykrojów czy wycinków z gazet, Aki zrywa je i gania po podłodze... Kradnie też pomidory, więc trzymamy je pod kloszem kuchennym. Obydwa koty, chociaż bardziej Fuki, lubią spać w nocy z nami całe schowane pod kołdrą, wtulone między nas dwoje albo gdzieś przy ludzkich udach, jeśli śpimy na boku. *^v^*
Sometimes they do some damage, knock off the plant pot or something else, something gets broken but I was afraid they'd play with things they totally ignore, like for example all the cables behind the tv cupboard. But I cannot use the cork board for hanging sewing patterns or cuttings over my desk, Aki tears them down and plays with them... He also steals tomatos so we have to keep them under the cover. Both cats, although Fuki a little more, like sleep at night with us hidden under the duvet, leaning against our legs or in between me and Robert. *^v^*





Gdybyśmy mieli tylko Fukiego, byłoby w domu dużo spokojniej (tak, czasami mam takie myśli), mniej byłoby zniszczeń bo Fuki jest bardziej w typie filozoficznego Ryszarda. Za to Aki nadrabia rozrabianie byciem wielkim słodem, nikt tak głośno i mocno nie mruczy jak on, nikt tak się nie rzuca na człowieka do przytulania, ocierania, wykręcania się na podłodze pod ludzkimi nogami. Nawet kiedy nabroi zachowuje się tak, że nie można się długo na niego gniewać... No bo krzyknie się na niego, to uszy po sobie i ucieka, przycupnie gdzieś na podłodze i patrzy wielkimi czarnymi oczami. Jak go gonić, to będzie zwiewał. Ale wystarczy się zatrzymać i go zawołać, a on natychmiast biegnie do ciebie ucieszony i się tuli! *^0^* I nie wyobrażam sobie, żeby go z nami nie było.
If we only had Fuki (yes, sometimes I have thoughts like that), the house would be much calmer because he is more of a philosophical type like Ryszard was. But Aki is a great sweetheart, no other cat purrs so loudly, hugs so strongly. Even when he's done something bad you cannot be cross for long... When you shout at him he runs away and stops somewhere with his ears laid back and big black eyes watching carefully. Following him results in cat running away but when you stop and call him he immediately starts to purr and comes to you all happy! *^0^* And I cannot imagine him not living with us.
 


***

Tyle o kotach, a na koniec jeszcze propozycja kulinarna - Jamie Oliver wymyślił kluski składające się tylko z 200 g świeżego szpinaku i 300 g mąki (u mnie razowa, stąd niejednorodny kolor i następnym razem dodam szczyptę soli). Mieszamy je w malakserze do uzyskania kuli ciasta, następnie urywamy kawałki i rolujemy cienki makaron albo jak poniżej z grubych wałków tniemy kopytka. Gotujemy we wrzątku ok. 5-10 minut od wypłynięcia na powierzchnię (w zależności od grubości klusek). Podajemy z sosem z pomidorów, czosnku i parmezanu albo z masełkiem i tartym chedarem. Smacznego!
That's all about cats for now and to sum up one more culinary proposal - Jamie Oliver made noodles from 200 g of fresh spinach and 300 g of flour (wholemeal flour in my case hence the grayish colour, next time I'll add some salt).  Place them in the food processor and mix till the dough forms, then tear small pieces of dough and roll out thin noodles or make thicker rolls and cut the dumplings. Cook them in boiling water for about 5-10 minutes (depending on the thickness). Serve them with tomato/garlic/Parmesan sauce or just melted butter and some shredded cheddar cheese. Enjoy!