Saturday, December 07, 2019

Blue Moon

Pamiętacie Diamenty? Jesienną kurtkę wełnianą, którą uszyłam na podobieństwo japońskiego haori, a posłużyłam się wtedy wykrojem na ... szlafrok! *^V^* Był to model 138 z Burdy 10/2003.
Do you remember Diamonds? This was my Autumn woolen jacket similar to Japanese haori that I made based on the ... bathrobe's pattern! *^V^* It was model 138 from Burda 10/2003.  




Kiedy myślałam nad uszyciem ciepłego zimowego płaszcza, rozważałam różne opcje. Pierwszą był model znaleziony gdzieś w Sieci, który wygląda jak wielki prostokąt z wstawionymi rękawami. Jest to pomysłowe i banalnie proste do uszycia, ale nie chciałam prostokąta. Na mojej figurze klepsydry i rozkloszowanych sukienkach, które często noszę, taki prostokąt za bardzo by się opinał i rozchylał na przodzie. Przez moment myślałam o dodaniu klinów po bokach, ale wtedy padłaby cała idea prostoty modelu. Ale...
When I was thinking about making a Winter coat I was considering various options. One was the shape I found online that looked like a huge rectangle with inserted sleeves. It's a good idea and easy to make but I didn't want a straight rectangle. On my hourglass figure and full skirt dresses such rectangle would cling tightly and tilt at the front. For a moment I thought about adding gussets at the sides into that rectangle but it would defy the idea of simple sewing. But...




Przypomniałam sobie o mojej wersji haori - składało się z dwóch przodów i tyłu plus rękawy i szalowy kołnierz. A jakby tak wydłużyć elementy korpusu, pod pachami wstawić trójkątne kliny rozszerzające kształt do trapezu, pokombinować z kołnierzem/kapturem? Rozrysowałam to sobie i doszłam do wniosku, że to może być niezły pomysł! I w ten sposób powstało coś na kształt japońskiej zimowej kurtki hanten - tylko jej dłuższa rozszerzona wersja.  *^0^*
I remembered my version of haori - two fronts, back, two sleeves and a collar. What if I lengthened the body pieces, added trapezoid gussets under the arms, change the collar maybe or add a hood? I drew it on paper and realized it might be a good idea! So, I made something similar to the Japanese padded Winter jacket called hanten - only longer. *^0^*






Wymyśliłam sobie, że płaszcz będzie z dwóch warstw ocieplanej pikówki i długo wybierałam kolory. Wreszcie w sklepie Amstii znalazłam materiał imitujący jeans pikowany w 4 cm pasy, a na allegro dokupiłam na "podszewkę" trochę cieńszą "pogniecioną" pikówkę w podobnej niebieskiej tonacji kolorystycznej z nadrukiem liści bambusa, przeszywany w zawijasy i małe kwiaty.
I wanted to use two padded fabrics for more warmth and I kept choosing colours for some time. Finally I got thicker jeans-like padded fabric for the outer layer and blue shaded thinner padded fabric with a bamboo leaves pattern printed for the inner layer.

 


Na warstwie zewnętrznej naszyłam dwie duże prostokątne kieszenie w okolicy talii, zapinane na zatrzaski, tak samo jak cały płaszcz. Przód jest krótszy od tyłu o 4 cm (jeden pasek pikowania), a boczne kliny są krótsze o ok. 15 cm - zmienia to nieco linię dołu i odejmuje płaszczowi wizualnej cieżkości. Uszyłam też dopinany kaptur i chociaż jest funkcjonalny to nie układa się tak, żebym była w stu procentach zadowolona. To kompletny prototyp, musiałam go wymyślić i dopasować do kształtu podkroju szyi od zera. Będę go nosić ale z tego elementu nie jestem dumna.
I added two big pockets on the front, closed with press studs just like the whole coat. Front is shorter than the back by 4 cm and side gussets are shorter by about 15 cm - it optically disturbs the edge's line and makes the coat look lighter. I also made a hood you can add with a few press studs and although it's functional it doesn't look the way I thought it would. It's a prototype I had to make from scratch to fit the coat's neckline and I'm not 100% happy with how it turned out.








Płaszcz jest szeroki i duży, Robert się ze mnie śmieje, że mogłam go uszyć pikowaniem w pionie a nie w poziomie, bo tak wyglądam jak ludzik Michelin... A mnie się tak podoba i basta! Nigdy nie widziałam zimowej kurtki pikowanej w pionowe pasy, a w poziome - całe mnóstwo! I co najważniejsze - jest bardzo ciepła!!! Podczas spaceru w wietrzną sobotę sprawdziła się idealnie, gdyż okazała się nieprzepuszczalna dla wiatru. I chociaż nie szyło się jej tak łatwo - chwilami było dużo warstw no i siateczka na spodzie pikówki haczyła się o stopkę maszyny a sam ocieplacz wyłaził i się plątał - to też nie było to bardzo trudne, łatwiejsze niż się spodziewałam.
Mam w planach elegancki płaszcz wełniany, według konkretnego wykroju vintage, być może zabiorę się za niego po nowym roku. Na razie zamierzam cieszyć się moją ciepłą zimową kołdrą, o pardon, kurtką! *^-^*
The coat is wide and huge, Robert laughs I look like a Michelin doll... He says I could have cut it with the quilting from head to feet, not horizontal. But I like it like that! I've never seen a Winter jacket with the vertical quilting and lots of them with horizontal direction! What's more important - the coat is very warm!!! I wore it during the walk on Saturday and it turned out completely wind-proof. Although sewing it wasn't that easy - sometimes I had a few layers to stitch through and the padding stuffing was catching onto the machine foot - it wasn't that difficult either.
I want to make a wool elegant coat from vintage pattern too, but I'll think about it in January maybe. At the moment I'm going to enjoy my new warm Winter duvet, oh sorry, coat! *^-^*

Sunday, December 01, 2019

Anna M.



Już kiedy skończyłam szyć Marzenie Akwarelisty wiedziałam, że tego modelu sukienki będzie więcej. Kołnierzyk i listwa z guzikami, bufiaste rękawy, rozkloszowany dół - czego chcieć więcej? Okazuje się, że można ten pomysł dodatkowo podkręcić! *^V^*
As soon as I finished A Dream of the Watercolour Artist I knew this dress pattern will appear again in my closet. The shirt dress with puffy sleeves and gathered skirt - what do we need more? It turns out you can upgrade this idea even more! *^V^*




Model to sukienka 118 z Burdy 09/2018. Tym razem szyłam z bawełnianej satyny, którą znalazła dla mnie na Allegro moja przyjaciółka, dlatego nazwałam tę sukienkę Anna M. ^^*~~ Wzór kwiatowy, ale kwiaty jesienne, rude, na ciemnogranatowym tle, zużyłam 3 metry.
The pattern is a dress 118 from Burda 09/2018. This time I used cotton satin that my best friend found for me online, hence the name of the dress Anna M. ^^*~~ The Autumn honey golden flowers on the dark blue background, perfect, I used 3 metres.




Tym razem zmieniłam trochę rękawy - przerysowałam wykrój zgodnie z pomysłem znalezionym gdzieś w Sieci - poszerzyłam rękaw od mankietu i dodałam do długości 10 cm, a mankiet zwęziłam do 3 cm. Dzięki tym zabiegom rękawy stały się bardziej bufiaste przy nadgarstkach.
This time I changed the sleeves a bit - I redrew the pattern according to the idea found online, I made the sleeves wider from the cuff and added 10 cm to the length. Thanks to that they're longer and fuller.



I oczywiście zmieniłam dół sukienki - pozwoliłam sobie na 3 metrową w obwodzie marszczoną spódnicę, do której doszyłam 6-cio metrową w obwodzie falbanę. I jestem w tej sukience ZAKOCHANA!!! *^0^*
And of course I changed the skirt - I made a 3 m wide skirt with the 6 m wide flounce. And I'm absolutely IN LOVE with this dress!!! *^0^* 



Nie obyło się bez dramy!...
Ostatnim etapem szycia było przyszycie guzików i obrzucenie dziurek. Wykonałam to zadanie i wzięłam się do rozcinania prujką obrzuconych dziurek. Zawsze należy przy tym wbić szpilkę w poprzek jednego końca dziurki, żeby przypadkiem nie pojechać prujką za daleko i nie naciąć materiału poza granicę szycia. I tak też zrobiłam tym razem. Rozcięłam dziurki przy mankietach, potem kolejne na listwie przedniej, i kiedy cięłam ostatnią dziurkę..... MASAKRA!!!!!
Jak widzicie na zdjęciu szpilka była wbita prawidłowo, jednak musiałam trafić prujką ponad szpilką i jak przyłożyłam trochę siły, to poszło!....... Do samego brzegu listwy, po skosie!!!
There was a moment of a disaster!...
The last part was to make the buttonholes. When I stitched them all I had to do was to cut the opening with a seam ripper. You should always put the pin at the end of the buttonhole to secure this place so the seam ripper would stop there and not go any further and of course I did it. I cut all the openings in other buttonholes and it was the last hole. As you can see in the photo, the pin was in place but I somehow took the ripper above the pin, added some strength and it went straight through!............ Slanting right to the edge of the buttonband!!!



Przez dłuższą chwilę siedziałam jak skamieniała, nie wiedząc, na co ja patrzę!!! Jeszcze sekundę wcześniej miałam gotową sukienkę, a teraz była zrujnowana!... Ale za chwilę zaczęłam kombinować, jak mam naprawić ten błąd. Wymiana całej listwy nie wchodziła w grę (z różnych powodów - konstrukcja sukienki i wiele szwów, które musiałabym rozpruwać, podszywać), ale zaczęłam myśleć nad dodaniem prostokąta tkaniny zasłaniającego rozcięcie - tej samej bawełny lub czegoś w kontrastowym kolorze), naszyciem wąskiej tasiemki rypsowej albo taśmy ze skosu. Ale następnego dnia Robert poddał mi inny pomysł, z którego skorzystałam - przykryłam to haftem nitką w kolorze zbliżonym do miodowożółtych nadruków roślinnych. *^v^*
For a very long while I just sat there, not knowing what I was looking at!!! A second ago I had a new dress finished and now it was ruined!... But moments later I started to think what to do to save it. I couldn't exchange the whole buttonhole band (various reasons, mainly the construction of the dress and multiple seams to rip and sew), but I thought about adding a rectangle of fabric there - either the same cotton or something in contrasting colour, about adding a narrow rep tape or some ribbon. But on the next day Robert gave me an idea I used - to make an embroidery using a similar golden thread. *^v^*



Z daleka prawie nie widać miejsca naprawy, trzeba się dobrze przyjrzeć a i tak wygląda to na działanie zamierzone.
No i taka jest historia mojej najnowsze sukienki. *^v^* Mam jeszcze kilka pięknych kwiatowych tkanin do wykorzystania i będę je stopniowo przemieniać w kiecki, ale najpierw dwa zupełnie inne projekty - spodnie dla Roberta oraz... zimowy płaszcz! Trzymajcie kciuki, bo już coraz zimniej i potrzebuję go koniecznie!!!
Dodatkowo, wyciągnęłam druty i dziergam czapki, bo najwyraźniej mam ich za mało, hm... ^^*~~ I szykuję się do nowego projektu grudniowego, ale o tym następnym razem. 
Tymczasem, trzymajcie się ciepło! *^o^*~~
From a distance you wouldn't even say there's something that wasn't there in the first place!
So, here's the story of my latest dress. *^v^* I have a few more pretty flower patterend fabrics to turn into dresses but now I'll be making two completely different items - trousers for Robert and ... a warm long coat for me! Keep your fingeres crossed because I need it soon, it's getting colder!!!
I also dug out the knitting needles recently and I keep knitting new hats, because apparently I need more hats, well... ^^*~~ And I'm getting ready for a new December craft project, but more about that next time!
Keep warm and fuzzy! *^o^*~~



Friday, November 29, 2019

Podróż do Wietnamu


 

Miałam zostawić ten przepis do kolejnego wejścia "Z zupą jej do twarzy" ale potem pomyślałam, że to po prostu krupnik z dynią! *^v^* Niesamowicie smaczny krupnik z dynią, więc zdecydowanie polecam ugotowanie go, potrawa idealna na czas skradającej się zimy!
I wanted to keep this recipe for the next post with soups but it's just a barley and veggies soup with pieces of pumpkin! *^v^* But, it's a very delicious barley and veggies soup, so I highly recommend to try it out!

 


Niedawno powróciliśmy do regularnych dalekich spacerów. I mówiąc "dalekie" mam na myśli, że przechodzimy około 8 i więcej kilometrów! Po takim spacerze jakże przyjemnie jest zasiąść w kawiarni nad kubkiem gorącej kawy i łykiem pysznej torfowej whisky! Ostatnio bywamy częstymi gośćmi Fortu Whisky niedaleko naszego domu.
Recently we went back to long walks. And by "long" I mean 8 and more kilometres! After such a walk it's best to sit down in a cafe with a cup of hot coffee and a glass of good whisky! We've become regulars to the Fort Whisky bar in the past month and we're happy it's so close to our home. 

 


Niedawno poczęstowano nas czymś cudownym na jesień i zimę - gorącą czekoladą z Taliskerem! *^V^*
Recently we've been served something perfect for Autumn and Winter - hot chocolate with Talisker! *^V^*




Podczas jednego z naszych spacerów zawędrowaliśmy do Wietnamu. *^o^*
A raczej na warszawską ulicę Bakalarską. Kiedyś znane miejsce giełdy kwiatowej, od jakiegoś czasu również centrum handlu Wietnamczyków, co oznacza nie tylko stoiska z ubraniami, ale też bary i sklepy z jedzeniem!!!
During one of our walks we went to Vietnam! *^o^*
Or rather, to the Bakalarska street in Warsaw, the place of the flower wholesalers and also the Vietnamese shopping centre, the place with clothes, and also bars and food shops!!!
 





Zaczęliśmy od kanapek w barze Banh Mi 3T co było wyjątkowo smacznym i niedrogim doświadczeniem! Wypiliśmy też po kubku wietnamskiej herbaty z mlekiem i galaretkami, słodkie szaleństwo. ^^*~~
We started with sandwiches at the Banh Mi 3T bar and it was a very delicious and cheap experience! We drank a cup of Vietnamese teas with milk and some sweet jelly beans. ^^*~~
 



A potem wybraliśmy się na przeszpiegi do sklepów z jedzeniem i tam poczułam się jak w Wietnamie...
Mniej więcej połowa towarów była opisana tylko po wietnamsku a wygląd zawartości nie mówił nam nic konstruktywnego... *^w^* Nawet niektóre warzywa i owoce były bardzo egzotyczne! No bo można tam kupić np: taro (japońskie satoimo):
And then we went to some food shopping in the three markets there and at that time I felt as if I was in Vietnam...
Half of the merchandise had only Vietnamese writing all over them, and the contents of the packages were very mysterious... *^w^* Even some fruits and vegetables were totally exotic! For example, you can buy there taro (Japanese satoimo): 




Albo yam (do zrobienia tororo! ^^*~~)
Albo owoc o nazwie cherimoya.
Or yam (to make tororo! ^^*~~).
Or the cherimoya fruit.



My kupiliśmy coś fajnego - suszone skórki z tofu, które namaczamy przed przyrządzeniem a potem można je dusić z warzywami czy mięsem, dorzucić do zupy, grillować posmarowane sosem, co nam przyjdzie do głowy.
We bought something funky - dried tofu skins that you soak in warm water before adding it to some dish, you can make a stew with meat and veggies, add them to some soup, grill smeared with an aromatic sauce, whatever we like.
 



Kupiliśmy też coś, co polecił nam kolega: bánh chưng i banh gai
We also bought something our friend recommended:  bánh chưng i banh gai




Bánh chưng to zawiniątko w liściach bananowca składające się z kleistego ryżu, fasoli mung i duszonej wieprzowiny, które gotuje się na parze. Kupuje się taką paczkę już gotową do jedzenia, a w domu można ją pokroić na kawałki i zjeść na zimno albo obsmażyć i posypać cukrem (tak! cukrem właśnie! smakuje to trochę jak nasze placki ziemniaczane).
Bánh chưng is a sticky rice wrapped around some cooked pork and mung beans, covered in banana leaves. It's been steamed and it's sold ready to eat. You can eat it cold or cut into slices, fry and eat with some sauce or sugar! (and it tastes good! ^^).



A banh gai to też zawijas z mąki ryżowej z aromatycznymi liśćmi gai i melasą, tym razem na słodko bo w nadzieniu jest fasola, wiórki kokosowe, nasiona lotosa. Jak dla mnie mało słodkie i w ogóle mało w tym smaku jakiegokolwiek, ale Robertowi smakowało.
And banh gai is a wrap made of rice flour with aromatic gai leaves and melasa, it's a dessert with some beans, coconut flakes, lotus seeds inside. For me it doesn't have much flavour but Robert quite liked it.



***

Z innych wiadomości - urządziliśmy spotkanie produkcyjne z Leną i Wojtkiem nad garnkiem japońskiego nabe i ustaliliśmy, że w przyszłym roku jedziemy razem do Japonii w maju! *^V^* To jaka wstępna informacja dla tych, którzy śledzą nasze wakacje na Fumach Turystycznych.
Other news - we arranged a meeting with Lena and Wojtek, our friends who accompanied us to Japan in 2018 and we decided on the next Japanese adventure in May 2020! *^V^* That's important for the ones who follow our holiday adventures on Fumy Turystyczne blog. 




To teraz zostawiam Was z kotami, pyszną kawą i kieliszkiem proseco, a sama idę ratować nową sukienkę... Nie pytajcie, opowiem niebawem!
Do następnego razu i wspaniałego weekendu! ^^*~~
So now I'm going to leave you with cats, a cup of great coffee and a glass of proseco, and I'll go and try to save my newest dress I've been making... Don't ask, I'll tell you everything next time!
See you soon and have a great weekend! ^^*~~




Sunday, November 03, 2019

Eksperyment



Od trzech tygodni prowadzimy eksperyment. 
We've been conducting an experiment for the past three weeks.
 



No bo tak - przez całe życie twierdziłam, że jestem nocnym markiem. Wieczorem mogłam siedzieć do oporu, za to rano spałam ile się dało. Gdy jeszcze chodziłam do biura, nie dało się za długo, więc oczywiście zwlekałam się z łóżka w ostatniej możliwej chwili - tak, żeby tylko nie spóźnić się do pracy. A z kolei wieczorami siedziałam przed telewizorem bezsensownie przerzucając kanały... 
Throughout the whole life I've been declaring I was a night owl. I would stay late in the evening till very later and in the morning I slept as long as I could. When I was still working in the office, I had to wake up early of course, but I dragged myself out of bed at the last possible minute when I could be on time to work. But in the evenings - I stayed in front of the TV mindlessly flipping through the channels...




Potem, gdy już nie musiałam wstawać rano do pracy, tym bardziej nie przejmowałam się, o której się kładę i do której śpię następnego dnia. Kilka razy w życiu podejmowałam próby wczesnego wstawania - "żeby nie tracić dnia", "żeby zyskać trochę czasu na rzeczy, których nie zdążam zrobić w trakcie dnia", ale to się nie uda, jeśli człowiek idzie późno spać i jest zbyt zmęczony!
Then, when I didn't have to get up early for work, I couldn't care less what time to go to sleep and wake up the next day. I've tried a few times in my life to get up early "so I wouldn't loose a day and had more time for different activities" but when you go to bed very late it's impossible to get up early!




Trzy tygodnie temu Robert miał tydzień zmian na 6:00 rano. Przerażająca godzina, szczególnie jesienią i zimą, kiedy za oknem jest jeszcze kompletnie ciemno! W związku z tym zaczęliśmy chodzić do łóżka około 21:00. Nie mówię, że zasypialiśmy o tej godzinie, bo jeszcze było mycie się, czytanie książek, rozmawianie, ale odpuściliśmy sobie oglądanie "jeszcze tylko jednego odcinka serialu" który kończyłby się grubo po 22:00, około dziewiątej wyłączaliśmy telewizor i światła w pokoju dziennym, koty szły do łóżka i przenosiliśmy się do drugiej połowy mieszkania, żeby się powoli wyciszyć i przygotować do spania. Niedługo potem zasypialiśmy.
Three weeks ago Robert had a 6 am shifts week at work. A horrendous hour, especially in Autumn and Winter when it's still completely dark! So, we started to go to bed around 9 pm. I'm not saying we closed our eyes at that time, but we skipped "just another TV series episode", turned off the living room lights, started to have a bath, transferred with the cats to the other half of the apartment = bedroom, talked and read books in bed, to calm down and prepare for sleeping. Not long after that we went to sleep.




Pierwsze dni eksperymentu nie były kompletnym sukcesem. Raz obudziłam się o 6:00 tylko po to, żeby od razu zasnąć z powrotem i wstać o 9:00. Kolejnej nocy nie mogłam w ogóle zasnąć, oczy zamknęły mi się dopiero o świcie, w związku z tym wstałam po 10:00 nieprzytomna... Ale powolutku zaczęłam wchodzić w stały rytm - do łóżka około 21:00, zasypiam 22:00 - 22:30, budzę się między 6:30 a 7:00. I wstaję!
The first days of the experiment weren't a complete success. Once I woke up at 6 am just to close my eyes immediately and sleep till 9 am. On the next night I couldn't sleep at all, falling asleep at dawn, so I got up all confused after 10 am... But with small steps I started to get into a steady rhythm - going to bed around 9 pm, going to sleep around 10:00 - 10:30 pm, and waking up between 6:30 - 7 am. And I do get up!




Robert celowo wziął kolejne kilka dni na poranną zmianę, a kiedy pracował w domu - również siadał do komputera z samego rana (było łatwiej, bo nie musiał dojechać do biura! *^v^*). A ja? Wstaję i robię sobie gorącą wodę z cytryną, imbirem i miodem. Wypijam ją na spokojnie, ubieram się w dres i zaczynam dzień od godziny jogi. Ćwiczę sześć razy w tygodniu, inaczej moja rwa kulszowa daje mi się we znaki, a dzięki jodze mogę ją utrzymać w ryzach. I o tej porze otacza mnie cisza, sąsiedzi jeszcze nie zaczęli odprowadzać dzieci do przedszkola i nie ma darcia się na korytarzu (mieszkam na parterze przy windzie i wyjściu z bloku więc odczuwam to bardzo boleśnie... ) a pan mieszkający obok jeszcze nie zaczął swojego wiecznietrwajacegoremontu i wiercenia lub stukania! *^w^*
Potem śniadanie i relaksująca powolna kawa. Wstawiam pranie, odkurzam. Zakupy między 8:00 a 9:00 rano są przyjemnością - w sklepie mało ludzi, nikt się nie spieszy, nie biega z wózkiem między półkami z obłędem w oczach, bo na razie przyszli tylko ci, którzy mają przed sobą bardzo dużo czasu!... *^0^* 
Robert took more early shifts on purpose and even when he worked from home he started early (it was easier, he didn't commute! *^v^*) And me? I get up, make myself a cup of warm water with lemon, ginger and honey. I drink it slowly, jump into gym clothes and do an hour of yoga. I practice six days a week, not that I'm so eager but it helps to keep my spine problems in control. At that time it's very quiet, neighbours didn't start to take their kids to kindergartens yet and there are no shouting and crying in the corridor (I live next to the lift and main entrance to the building so imagine my suffering!...). The man living next door didn't start his never ending renovations with drilling and knocking! *^w^*
Then breakfast and slow coffee. I start the washing machine, vacuum the floors. Food shopping between 8 am and 9 am is a delight - there aren't many people in the shop, and the ones who came have all the time in the world so there's no running around the aisles with a shopping cart like a headless chicken!... *^0^*




Do 10:00 mam już załatwione tak wiele, a kiedyś dopiero wygrzebywałabym się z pościeli!... Mam czas na szycie, na malowanie, a ponieważ Robert zaczynając pracę o 6:00 kończy ją około 14:30, to gdy wraca do domu jest wciąż jasno i możemy iść razem na spacer albo porobić coś, na co nie mieliśmy już siły, gdy wracał po 18:00 (przeważnie był tak zmęczony, że po kolacji przysypiał na kanapie...) W weekend kładziemy się trochę później, szczególnie jeśli jest jakaś impreza, ale nie siedzimy do późna bez celu a w niedzielny wieczór wracamy do rutyny wcześniejszego kładzenia się do łóżka.
Till 10 am I have so much errands done, and I used to slowly crawl out of bed at that time in the past!... I have time to sew, to paint, because Robert starts working at 6 am he finishes around 2:30 pm, so when he gets back home it's still bright outside so we can go for a walk or do something together. When he was coming home way past the 6 pm, we ate diner and he was so tired he was dozing off on the sofa... On weekends we go to bed later especially when there's some party with friends, but we do not sit aimlessly in front of the TV, and on Sunday evening we go back to our new routine of going to sleep early.




Nie mówię, że taki system jest dla każdego. Ale ja kiedyś twierdziłam, że NIE MA MOWY, żebym wstawała wcześniej, jest to w moim przypadku FIZYCZNIE NIEMOŻLIWE, a teraz cieszy mnie to, że nie tracę bezsensownie czasu wieczorami na zaleganie na kanapie i gapienie się w telewizor, a rano mam energię do działania. Być może po zmroku jesteś niesamowicie produktywna i kreatywna - ja nie byłam. Mój organizm szykował się do snu, tylko ja nie przyjmowałam tego do wiadomości i zmuszałam się do wegetacji na kanapie.
A co u Was? Jesteście rannymi ptaszkami czy nocnymi markami? Jesteście zadowolone z Waszej rutyny kładzenia się i wstawania? 
I'm not saying it's for everybody. But I was the one who used to say THERE'S NO WAY I could get up early, that it was PHYSICALLY IMPOSSIBLE in my case. But now I'm happy I don't waste time on dozing off on in front of the TV, and have energy in the morning. Maybe you are very creative and productive in the evening, I wasn't. My body was getting ready to sleep but I just didn't want to acknowledge that.
How about you? Are you an early bird or a night owl? Are you happy with your sleeping routine?

Thursday, October 31, 2019

A Dream of the Watercolour Artist

 


Na chwilę porzuciłam wiskozę na rzecz mojej ulubionej tkaniny - bawełny z elastanem. *^v^* 
For a moment I abandoned the viscose to use my favourite fabric to sew - cotton elastane. *^v^*




Taka kombinacja zapewnia wygodę szycia - materiał zachowuje się w zasadzie jak zwyczajna bawełna, jest stabilny, łatwo na niego przerysować elementy wykroju, natomiast w noszeniu jest wygodniejszy - minimalny dodatek elastanu pozwala na większy zakres ruchu przy odzieży przylegającej do ciała.
Such combination allows an easy sewing - the fabric behaves like a normal cotton, it's stable, easy to transfer the pattern onto it. It's also very comfortable to wear - the minimal addition of elastane provides the mobility of the fitted clothes.



Model jaki wybrałam to sukienka 118 z Burdy 09/2018. W oryginalnej wersji kwiatowa, ja postawiłam na geometryczny wzór w bieli i błękicie, materiał kupiłam w sklepie Kameleon. (Przy okazji podpowiem Wam coś, bo już kilkukrotnie robiłam zakupy w tym sklepie - tkaniny oferowane w Kameleonie są o wiele ładniejsze niż to widać na ich zdjęciach! ^^*~~)
The pattern I chose is a dress 118 from Burda 09/2018. In the original it's all about the flowers but I made it from the geometric print reminding me of the paintbrush strokes, I got this fabric from the online shop.




Zakochiwałam się w tej sukience z każdym skończonym uszytym elementem! ^^*~~ Wiem, często tak piszę o kieckach, ale to naprawdę jest jeden z moich ulubionych fasonów - koszulowa dopasowana góra z kołnierzykiem i rozkloszowany dół. (drugi równorzędny to dekolt w serek albo cache-cour, dół nieustannie obfity! ^^*~~).
I kept falling in love with each finished element of this dress! ^^*~~ I know, I often say this about my dresses but here is one of my all time favourite style - shirt dress top with a collar and buttons, and pleated full skirt. (the second favourite is the v-neck or cache-cour top)




Spódnica jest ciekawie wymyślona, na początku musiałam się dobrze przyjrzeć, o co chodzi w wykroju, bo musimy przerysować na papier trzy elementy pełne zakładek! Potem te trzy kawałki układamy obok siebie na szerokości tkaniny 140 cm i wyrysowujemy jeden element (no dobrze, dwa elementy - jeden to przód, drugi to tył ^^). Na koniec zszywamy zakładki do wysokości ok. 15 cm od góry i taki splisowany przód i tył przyszywamy do góry sukienki. Oczywiście jak zwykle odrysowałam talię na 38 a biodra na 44 i poprowadziłam nową linię spódnicy na bokach dla nowego rozmiaru - mojego! ^^*~~
The skirt is interesting, at first I had to think hard to figure out the pattern idea, because you start with three mysterious elements with lots of pleats! Then you place those three pieces on a 140 cm width of fabric next to one another and draw one piece of a skirt (okay, you draw two, one for front, one for back ^^). Then you stitch the pleats at the length of about 15 cm from the top and such pleated piece is stitched to the top front and back respectively. Of course I drew the waist size 38 and the hips size 44, and I drew a new line of sewing between those two - for a new size: mine! ^^*~~



I teraz uwaga - wiadomość stulecia! Nie zmieniłam niczego w tej sukience! Uszyłam ją dokładnie według Burdowego wykroju! *^V^* Co się nieczęsto zdarza, bo zazwyczaj coś mi nie pasuje i robię po swojemu, ale tutaj trzymałam się modelu co do elementu.
Now, the news of the century! I haven't changed a single part in this dress! I made it exactly according to the Burda's pattern! *^V^* Which isn't a normal practice, I'm usually not happy with something and do it my way, so yay me! ^^



***

Nie będzie chyba zaskoczeniem, że 31 października jak co roku - tego samego dnia! - miałam urodziny!... *^V^*
It wouldn't be a surprise that as each year I had birthday on 31st October!... *^V^*




W związku z tym mieliśmy bardzo napięty program spędzania tego dnia - zaczęliśmy od śniadania w Bułkę Przez Bibułkę w Konstancinie - pierwszy raz jadłam w tej kawiarni (są w czterech lokalizacjach w Warszawie) i było pysznie, a kawa wyśmienita, polecam! *^-^*

Potem pojechaliśmy do tajemniczego miejsca - komory normobarycznej! Nie będę się wgłębiać w szczegóły, poczytajcie o właściwościach zdrowotnych przebywania w takiej komorze, natomiast ciekawe było towarzystwo, w jakim spędziliśmy dwie godziny - to była grupa emerytów, w tym jedna Wikańska wiedźma! *^0^*
Na lunch wybraliśmy Zacne Prosię w Piasecznie - niby zwyczajne kanapki na ciepło, ale PYSZNE!!! Będziemy tam wracać. ^^*~~
W drugiej połowie dnia spędziliśmy trochę czasu na zakupach a urodziny zakończyliśmy tortem czekoladowym i cavą.
Szkoda, że urodziny są tylko raz w roku!... *^O^*
So, we had a very busy schedule for the day - we started with breakfast in a cafe that has four places around Warsaw but we've never been to any of them. It was a great food and a delicious coffee! *^-^*
Then, we spent two hours in the normobaric chamber! I won't write about the health benefits from spending time in such chambers, just read about it if you want, but what's interesting was the company we had there - a bunch of pensioners including one Wiccan witch!... *^0^*
For lunch we went to Zacne Prosię in the nearby town, a place with great warm sandwiches. It was our first time there but we will go back because their food was worth it! ^^*~~
We finished the day with some shopping and then with a bottle of cava and chocolate cake at home.
I wish birthday was more often than just one day a year!... *^O^*