Friday, November 10, 2017

Ala Pastor

Pamiętacie, jak polecałam Nachos Al Pastor? Było smacznie, ale ponieważ od tamtego czasu prawie zrezygnowaliśmy z jedzenia mięsa, postanowiliśmy zrobić wersję bezmięsną, ale nie chcieliśmy używać ani seitana, ani chlebowca, ani ekstrudentów sojowych, żadnego udawanego mięsa. Oparłam się na oryginalnym przepisie, z modyfikacjami, ilość wystarcza na leciutki lunch dla dwóch godomorów. ^^*~~
I recommended Nachos Al Pastor some time ago. It was great but since then we almost stopped eating meat so we decided to make a vegetarian version. But we didn't want to use neither seitan, not jack fruit, nor soy fake meat. I used the original recipe, with modification, the amount is enough for a light lunch for two hungry people. ^^*~~



Najpierw robimy sos - do blendera wrzucamy: 
- 300 ml soku wyciśniętego z jabłek (w oryginale jest sok ananasowy z puszki, ale nie miałam)
- 1/2 siekanej białej cebuli
- 1/2 puszki chiles w adobo (do dostania w supermarketach)
- 2 Ł papryki achiote w proszku 
- 3 ząbki czosnku
- 1/2 ł kminu
- 1/2 ł oregano
- 1/2 ł soli
First, we make the sauce, into the blender goes:
- 300 ml of pressed apple juice (there is pineapple juice from the can in the original recipe, but I forgot to buy it)
- 1/2 chopped onion
- 1/2 can of chiles in adobo
- 2 Ł of achiote pepper powder
- 3 cloves of garlic
- 1/2 ł cumin
- 1/2 ł oregano
- 1/2 salt


Wychodzi nam ilość, która wystarczy na 3 gotowania, tak więc: na patelnię wysypujemy odcedzoną kukurydzę z czerwoną fasolą (1 puszka) i dolewamy 1/3 sosu. Spróbować! Dodajemy 50 ml śmietany, jogurtu lub ayranu, jeśli całość wydaje nam się zbyt ostra. Smażymy mieszając, aż płyn się zredukuje.
We get the amount suitable for three cooking portions, so: in the pan place 1 can of mixed sweet corn and red beans with 1/3 of the sauce, and fry till reduced. Have a taste! If it's too hot for you, add 50 ml of cream, yoghurt or ayran.


Wykładamy na blachę ulubione nachos (1 opakowanie) lub robimy sami nachosy z pokrojonych placków kukurydzianych. Na nachosy wykładamy podsmażoną kukurydzę z czerwoną fasolą i sosem, posypujemy ok. 80 g tartego cheddara i zapiekamy do zrumienienia sera.
Heat the oven (grill) and place one bag of nachos (or you may make your own nachos from the corn tortillas). Pour the corn/beans mixture on the nachos and grate about 80 g of cheddar cheese over it. Bake till the cheese melts.




Podajemy z salsą (posiekane: pomidor, cebula, chilli, sól/pieprz, oliwa), kawałkami dojrzałego awokado, sokiem z cytryny i dużą ilości kolendry. Mogą też być kawałki ananasa z puszki, jeśli zużyliście sok, chociaż mąż protestuje, że wtedy byłoby za słodkie. Uprzedzam, że to jest takie dobre, że zawartość blachy znika w tempie zastraszającym i ma się ochotę dorobić kolejną i kolejną porcję! *^V^*
Serve with salsa (chopped: tomato, onion, chilli, salt/pepper, olive oil), pieces of ripe avocado, lemon juice and a good handful of coriander. You make add pieces of canned pineapple if you used the juice but my husband says it might be too sweet. Let me warn you, you'll eat it in no time and will fight over each spoonful, and you'll want to make more and more of it! *^V^*




Tyle na dzisiaj, bo idę oglądać mecz! ^^*~~
That's all for today, I'm going to watch soccer now! ^^*~~

Saturday, November 04, 2017

Zrobiłam masło. I sweter.

Na koniec wpisu jest o maśle, więc jak kogoś nie interesują udziergi, to zapraszam poniżej. *^v^*
There is butter at the end of the post, so if you're not interested in knitting just go straight there. *^v^*




Skończyłam Pasiastego Redy.
I finished the Striped Redy.




Tak samo jak poprzednią wersję, tak i tę noszę na prawą stronę, oryginał jest noszony lewą stroną na wierzch. Tym razem postawiłam na paski i wykończyłam resztki różnych włóczek, z których potrafię zidentyfikować jasnoszarą Ice Yarns Wool Deluxe Color i grafitową Yarn Art Wool, inne to motki bez metek, czasami trzymane pojedynczo a czasami podwójnie, co dało mi w dolnej części swetra wyraźny melanż. Dziergałam na drutach 5 mm a ściągacze na 4 mm.
Just like the previous version, I wear this one on the right side, the original is worn on the left side. This time I decided to choose stripes and I used up different leftover yarns, I can identify only light grey Ice Yarns Wool Deluxe Colour and graphite Yarn Art Wool, the rest had no labels. Sometime I used the single thread and sometimes I held them doubled, like with the bottom parts of the body and sleeves which gave me the nice melange effect. I used 5 mm needles for the knit parts and 4 mm for the ribbing.



Lubię ten model za niesamowitą wygodę, za szalowy kołnierz, który można układać na różne sposoby a sam wzór za przejrzystość opisu, tu nie można się pomylić a dzierganie idzie szybko i przyjemnie. *^o^*
I like that model for its comfort, for the cowl neck that can be worn in many ways, I like the pattern for being very well written, you just cannot go wrong with it, it's a quick and nice knitting. *^o^*





Pojawiły się głosy nawołujące do pokazania płaszcza, no to pokazuję. Adina Coat z marki By Insomnia, wełna 100% (plus podszewka z poliestru z wiskozy, koryguję bo jeszcze raz popatrzyłam na metkę! ^^), w kolorze antracyt.  Zupełnie zwyczajny, szary, nie wcięty w talii, kompletnie nie "mój", ale... jest wygodny jak druga skóra, przytulny jak kokon, lekki jak piórko a grzeje jak rozpalony kominek, i nie chcę z niego wychodzić do wiosny! *^V^*~~~ 
There's been demand for the coat I bought so here it is - Adina Coat from By Insomnia, 100% wool (and viscose lining ^^), in anthracite. It's absolutely average, ashen, not fitted in the waist, completely not my style, but... it's as comfy as a second skin, cosy like a cocoon, light as a feather but warm as a fireplace and I don't want to leave it till Spring! *^V^*~~~





***

A teraz o maśle. 
Rozmawiałam ostatnio z koleżanką na temat cen masła i przypomniałam sobie, że kiedyś znajoma napisała, że sama robi, że śmietany.
No to postanowiłam zaeksperymentować - kupiłam 3 op. śmietany 30% President po 350 g każdy, bez karagenu stabilizującego, w Leclercu zapłaciłam 4,69 zł za opakowanie, w sumie 14,07 zł.




Użyłam miksera KitchenAid i ubijaczki do bitej śmietany, mikser pracował dokładnie 15 minut na biegu nr 6. Do śmietany zgodnie z zaleceniem znajomej dołożyłam płaską łyżeczkę soli, ale następny razem dam mniej albo pominę, bo jest mocno wyczuwalna.
UWAGA: PILNOWAĆ!!! 
Śmietana najpierw się ubija na sztywno, potem lekko się rozrzedza, a potem nagle i nieoczekiwanie sruuuuu!... - kula masła zostaje na ubijaczce, a maślanka chlapie po kuchni!.....*^w^*




Wyszło tak: z 1050 g śmietany 30% President wyszło mi 380 g masła i 0,6 l maślanki.
Kosztowo wyszło tak - śmietana to koszt 14,07 zł (koszt prądu za 15 minut pracy miksera to 4 grosze, więc nie wliczam ^^), czyli za 200g kostkę zapłaciłam 7,40 zł, no i mam w tej cenie dodatkowo pół litra maślanki, w sklepie zapłaciłabym za nią ok. 1,7 zł, czyli bez maślanki mam kostkę masła za ok. 5,8 zł. ^v^
Wiem, można taniej, ale jeśli nie muszę, to nie kupuję śmietany z dodatkami typu karagen, żelatyna, itp, itd. Smak masła jest boski, a maślanki jeszcze lepszy, dodatkowo masło mimo, że stoi w lodówce to jest smarowne. Coś czuję, że teraz w naszym domu wzrośnie spożycie chleba z masłem!... ^^*~~ 
Recently I talked with a friend about the prices of butter in Poland (way too expensive!...) and I remembered that another friend makes her own butter from the cream. So I bought 1 l of good quality 30% fat cream and using the KitchenAid mixer I made my own butter too. *^v^* It was easier that I thought, just 15 minutes of beating (be careful at the end because it's cream first, then whipped cream, and then suddenly it's butter ball on the whisk and buttermilk splashing all over the kitchen!...). The butter is delicious, it can be used on a piece of bread even after being taken out from the fridge and I also got over half litre of great buttermilk. Everything turned out cheaper that store bought butter. I think we will start to eat more sandwiches from now on!... ^^*~~

Thursday, November 02, 2017

43 and kicking



Tak, to ten dzień w roku, we wtorek skończyłam czterdziesty trzeci rok życia. A dzień w porównaniu do wszystkich innych dni przed i po nim był przepiękny! *^V^*~~
Yes, it was that day of the year when I finished another year of my life, I'm officially 43 now. It was a beautiful sunny Tuesday, not like any October day before or the beginning of November! *^V^*~~~
 

(klik)

Jak zawsze świętowanie było spokojne, bo takie lubię najbardziej. Mąż mi zrobił pyszne śniadanie, potem połaziliśmy po mieście i kupiłam sobie szalone szpilki i ciepły wełniany płaszcz na jesień. Płaszcz jest w kroju jajka w kolorze antracyt (By Insomnia), takie tło dla kolorowych szali i czapek, za to szpilki z New Look pokażę: 
As always, I had a low profile celebrations, just how I like them. Robert made a delicious breakfast for me, then we went to the city for some shopping, I got a pair of crazy high heels and a warm wool Autumn coat. The coat is simple in shape (oval) in anthracite colour, basic but perfect background for the colourful shawls and hats. But I'll show you the shoes:
 



Zupełnie nie mam czego do nich nosić, wiosną będę musiała uszyć jakieś białe, czerwone i granatowe sukienki!... *^W^*~~~ Wcale ich nie chciałam, ale jak już przymierzyłam i pochodziłam po sklepie, to jakoś nie chciało mi się ich zdejmować. ^^
I have absolutely no dress to match them! Now I need to sew white, red and dark blue dresses for Spring!... *^W^*~~~ I didn't really wanted them at first but when I put them on and walked around the shop, I somehow didn't like the idea of parting with them, so they went home with me. ^^

Na urodzinową kolację pojechaliśmy do najlepszej hinduskiej restauracji w Warszawie - Mandali na Etiudy Rewolucyjnej (właśnie ta, a nie ta w Śródmieściu). Jadamy tam od wielu lat i każde danie jest przepyszne!!! Uwaga - taka porcja i mango lassi powoduje, że człowiek czuje się jak kula i toczy się z powrotem do domu... ^^*~~
For birthday diner we went to the best Hindu restaurant in Warsaw - Mandala. We've been eating there for years and everything was always perfect!!! Be careful though, such amount of food plus mango lassi make you look and feel like a huge ball, and you slowly roll outside the restaurant... ^^*~~


(klik)

Od zeszłego tygodnia udało mi się całkiem sporo dorobić pasiastego swetra (biorąc pod uwagę, że muszę uważać na koty kradnące włóczkę i druty z robótki...), został mi kawałek dołu i po 1/3 rękawów, zdjęcia dziś nie będzie, bo za oknem szaruga i deszcz, więc w domu światła nie mam wcale. Mam nadzieję dokończyć Pasiaka do końca tygodnia natomiast blokowanie to będzie zabawa... Bo właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam w domu zamykanego pokoju, w którym mogłabym rozłożyć mokry sweter do wyschnięcia bez kociej interwencji, hm.... Zobaczymy! *^v^*
Since last week I managed to knit quite a lot of my pullover (taking into consideration I need to pay attention to cats stealing yarn balls and needles...), I need to knit a piece of body and about 1/3 of sleeves. No photos today because there is a dark rainy weather outside so there is no light in my apartment now. I hope to finish it this week and wet blocking will be a challenge with two crazy cats... We'll see! *^v^*

Za to dużo czytam. No bo tak: na czytniku mam "Problem trzech ciał" Cixin Liu, chińską powieść sci-fi a konkretnie pierwszą część trylogii, bardzo interesująca książka głównie ze względu na specyfikę chińskiego tła wydarzeń. Czytam ją głównie w komunikacji miejskiej i ta lektura musi rywalizować z audiobookiem "Zły" Tyrmanda, którego dla mnie czyta Adam Ferency, no bo wiecie, najwygodniej jednak odciąć się w autobusie od ludzi gadających ze sobą i przez komórki dźwiękiem puszczanym w słuchawki. ^^*~~ 
Dodatkowo, kończę "Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej posiadając mniej" Jamesa Wallmana i to jest książka-zaskoczenie, bo myślałam, że sięgam po kolejny przewodnik pisany wielką czcionką, żeby książka była gruba i uzasadniało to jej cenę, w którym autor napisze, ile podkoszulków trzeba wyrzucić, ale nie, to jest bardzo rzetelne i ciekawe opracowanie na podstawie badań marketingowych. 
A gdybym jeszcze miała mało lektur, kupiłam Kalinowskiego... Ma bardzo dobre recenzje a cena była okazyjna, więc zaopatrzyłam się w zestaw trylogii (z różnych wydań, dlatego trzeci tom ma inny format, wrrr.....) i najnowszą powieść. Reprezentują one gatunek powieści łotrzykowskiej osadzonej w realiach pierwszej połowy XX wieku i jeśli lubicie filmy w stylu "Vabank" Machulskiego albo cykl Konrada T. Lewandowskiego o komisarzu Jerzym Drwęckim (zwany kryminałem miejskim), lub "Złego" właśnie, to ten autor też Wam się spodoba. 
I've been reading a lot though. On my reader I have "The Three Body Problem" by Cixin Liu, a very interesting Chinese sci-fi novel, part one of the trilogy. Then I listed to the audiobook "The Man with White Eyes" by Leopold Tyrmand, mainly in the buses and subway which separates me from the people talking on their mobiles. ^^*~~
I've almost finished "Stuffocation. Living More with Less" by James Wallman. I was surprised with this book, I thought it would be another self-help book printed in huge font to earn more, telling us how many t shirts we should throw away to live as a minimalist but no! It's a good interesting piece based on marketing researches, something different.
I also bought a few books recently, namely the trilogy and his latest novel by Grzegorz Kalinowski. They have good reviews and represent the so called villain novel or city crime novel. We transfer to Warsaw of the first half of the XX c., I only read a few pages of the first book but I already like it!




Na dziś tyle ode mnie, idę zapalić lampę bo szarówka wciska się do mieszkania. Zostawię Was z kotosłodami (rosną skubane jak na drożdżach!) i do następnego wpisu, w którym mam nadzieję pokażę skończony sweter! *^v^*
That's all for today, I'm going to switch on some lamps now because the grayness is crawling into the flat from outside. Let me leave you with the cutest cats in town (that keep growing like there's no tomorrow!) and see you next time, hopefully with the finished pullover! *^v^*
 






Thursday, October 26, 2017

Dzierganie, czytanie i koty oczywiście

Nie jest łatwo dziergać, jak się ma w pobliżu dwa szalejące pięciomiesięczne koty!... Kłębki się turlają a drut złapany zębami za żyłkę jest wyszarpywany z rąk i ucieka z oczek. *^v^* To dla mnie kompletnie nowe doświadczenie, bo Ryszard w ogóle nie interesował się włóczką i drutami, przy nim mogłam dziergać i zostawić robótkę na kanapie i nawet na nią nie spojrzał. Mimo wszystko udało mi się w sobotę zacząć nowy sweter.
It's not easy to knit when you have two crazy 5 months old kittens around!... They play with yarn and catch the needles and try to run away with it. *^v^* It's a new experience for me because Ryszard never got interested in playing with yarn or needles, I could knit and leave the WIP on the sofa, and he didn't even look at it. Against all odds, I managed to start a new pullover on Saturday.



Robię ponownie Redy, chociaż tym razem używam grubszych drutów (5 mm) żeby uzyskać luźną dzianinę i postawiłam na paski. Zużywam resztki włóczek, częściowo to Ice Yarns Wool Deluxe Color w jasnej szarości, a poza tym różne szarości cieńsze i grubsze, czasami trzymane podwójnie. 
I've been knitting Redy again, this time with thicker needles (5 mm) to have a looser fabric, and I chose stripes. I've been using up the leftover yarn balls, partly Ice Yarns Wool Deluxe Color in light gray, and also different noname skeins, thinner or thicker, sometimes held double.




Poza dzierganiem czytam, gotuję, trochę maluję i miziam koty (a czasami na nie krzyczę, kiedy biegają mi po głowie o 7 rano, ważą już ponad 2 kilo każdy i to bywa bolesne!).
Apart from knitting I've been reading, cooking, painting a bit and hugging my cats (and sometimes I scold them when they run all over my head in bed, they're over 2 kilos each and it's not pleasant!).




Czekałam na listopadową Burdę, żeby uszyć sobie tweedowe rybaczki na jesień a tu niemiła niespodzianka - nie ma wykroju na te spodnie!... Były one tylko dopełnieniem stroju dla bluzki, którą można sobie uszyć. I ja oglądałam wcześniej zdjęcia wykrojów z tego numeru online, i jakoś nie zarejestrowałam tego faktu.... Chyba powinnam się zabrać za nową sukienkę, bo podejście do spodni mi nie wyszło. *^v^*
I've been waiting for the November Burda to make myself a pair of tweed trousers and when I bought the magazine I realised there is no pattern for those trousers!... They were there only because the model couldn't have nothing on her while presenting the blouse you can sew.... And I looked through the patterns online before buying the paper version, so it's not like I wasn't aware of it..... I think I should make a new dress, I failed at my first attempt at trousers. *^v^*




Tyle na dzisiaj, zostawię Was z kotami a ja wracam do dziergania swetra. ^^*~~
That's all for today, let me leave you with the cats and I'll go back to knitting my sweater. ^^*~~




Nie dajcie się zwieść tym wielkim oczom, ten mały aniołek kryje w sobie zadziornego diabła!... ^^*~~
Don't be deceived by those big eyes, this little angles has a cheeky devil inside!... ^^*~~


Thursday, October 19, 2017

Koty

Cóż mogę powiedzieć, mam koty i świat chwilowo kręci się wokół nich. *^-^*
What can I say, I have cats and my world is currently spinning around them. *^-^*


 
 


Od zeszłego tygodnia przytyły 200 g, wyczyściły się i już widać, że to co było bure jest białe, *^V^*, zostały odpchlone, odrobaczone, i zaszczepione, i niestety leczymy im uszka bo mają świerzbowca (początkowo wyglądało, jakby nie mały, ale to było przeoczenie weterynarza). Jedzą za trzech i pół, bawią się tak, jakbym miała w domu co najmniej pięć kotów! A potem padają spać jak puchate kamienie, bo wciąż są to kocie dzieci. ^^*~~
They gained 200 g since last week, they cleaned they fur and now you can see that what was dirty is in fact white. *^V^* They've been de-fleaed, dewormed and vaccined, unfortunately we have to treat their ears because they have scabies (at first the vet didn't find anything but later it turned out they scratched their ears heavily). They eat like crazy and play as if there were five of them, not just two! And then they fall asleep like two furry stones, because they're still just babies. ^^*~~



Zadomowiły się, robią się coraz bardziej odważne i bezczelne, zwiedzają nowe zakamarki mieszkania i troszkę chciałabym, żeby już były dorosłe i stateczne, bez tego galopowania po mieszkaniu, walenia sznurkową piłką w meble i turlania się po łóżku i człowieku o 7 rano... ^^*~~ Dobrze, że mieszkamy na parterze i nie mamy pod sobą sąsiadów!
Cats feel quite at home now, they've become brave and cheeky, visiting new places around the flat and I'd like them to soon be adults because I'm a bit tired of them running around like crazy, smashing the rope ball against the furniture and fighting on the bed (and people in it!...) at 7 am... ^^*~~It's good we live on the ground floor and there are no neighbours under us!




Powoli wracam do normalnego trybu dnia, znowu maluję i siedziałam już przy maszynie do szycia. Planuję też nowy sweter na drutach. Czyli życie wraca do normy, tylko z dwoma kotami na pokładzie! *^V^*
I slowly go back to normal day schedule, I started painting again and this week I was already at the sewing machine. I also want to knit a new pullover. So, life goes back on track, only with two cats on board! *^V^*

Monday, October 09, 2017

Kapelusze, konie i koty

Weekend był pełen wrażeń, a jak u Was? *^v^*
Our weekend was full of new impressions, how was yours? *^v^*

W sobotę odbywał się III Dzień Kapelusza na Mysiej 3, i tamże spotkaliśmy się z moją przyjaciółką Anią (tą, która prowadzi sklep z gorsetami Absynt w Warszawie na Chmielnej, przypominam o tym, bo Ania szyje gorsety na zamówienie, do sylwetki, z wymarzonego materiału i w wybranym fasonie ^^*~~).  Anka miała tego dnia urodziny! *^V^* 
Impreza była niewielka ale kilku ważnych producentów kapeluszy wystawiało swoje stanowiska, były też ubrania, biżuteria i kosmetyki. Prawie kupiłam sobie nowy kapelusz (przynajmniej wybrałam kolor, jakiego będę szukała, zamarzyła mi się fuksjowo-bordowa fedora z niedużym rondem!), a Anię wystawiliśmy do konkursu na stylizację z nakryciem głowy, bo wyglądała pięknie. 
On Saturday with our friend Anna we went to the III Hat Day. (Anna has her own business Absynt, making and selling corsets). It was Anna's birthday! *^V^* 
It was a small event but with some big hat makers from Warsaw, there were also clothes for sale, some jewellery and cosmetics. I almost bought a new hat (I felt like having a fuchsia-dark red fedora with a thin brim), and we put Anna in the hat contest because she looked gorgeous.




Konkurs wypadł naszym zdaniem nieco dziwnie (i nie mówię tego dlatego, że Ania nie dostała nagrody ^^)... Przewodniczącym jury był projektant Maciej Zień, który przez cały czas wyglądał, jakby się nudził i był tam za karę, przy wręczaniu nagród popędzał panią wyczytującą sponsorów a jak przyszło do wręczania wyróżnień to oddał mikrofon jednej z pań z jury i w ogóle sobie poszedł.... A główne nagrody dostali: projektantka ubrań, które można było kupić podczas imprezy i pan w kapeluszu, który zdobył drugie miejsce za bycie jedynym mężczyzną w konkursie... Dziwne i nie wracajmy już do tego dziwacznego konkursu.

The contest was a bit odd in our opinion (and I'm not saying it because Anna didn't get an award ^^)... The main juror was the Polish designer Maciej Zień who looked bored all the time, when they handed the awards he hurried up the lady reading out the sponsors and after the first two main awards he just handed the microphone over to another juror and left the event!... Main awards went to the woman selling clothes during that event and the second one to "the only man participating"... Okay, let's not talk about that anymore.



Oprócz konkursu był też wykład o nakryciach głowy i pokaz mody retro z pierwszej połowy XX wieku w wykonaniu grupy rekonstrukcyjnej Bluszcz. Na imprezie spotkałam Justynę! ^^*~~
Apart from the contest there was a lecture about hats and the presentation of the historic fashion and hats in the first half of the XX c. by the Warsaw girls group "The Ivy". And I met Justyna! ^^*~~



W niedzielę natomiast pojechaliśmy na konie. Robert jeździ już od ponad dwóch lat a ja milion lat temu miałam kilka lekcji i niewiele z tego pamiętam. Jak wsiadłam, to koń zaczął iść a ja cała w panice bo trener musiał dopasować mi długość strzemion, więc stopy miałam niepodparte niczym, a więc w krzyk (no bo ten mój zepsuty błędnik w takiej sytuacji nie łapie pionu i poziomu!), złapałam się za uchwyt przy koniowozie, który akurat stał obok i nie chciałam puścić! *^V^*
On Sunday we went to the stables.  Robert has been horse riding for over two years now and I had a few lessons ages ago. When I sat on a horse I was in panic, the horse started to walk, I didn't have and support under my feet because the coach had to adjust my stirrups (and my faulty labyrinth cannot keep the levels in such situation!),  so I started to scream and grabbed the handle of the horse-car next to me, and refused to let go! *^V^*




Przez jakiś czas sytuacja była patowa, bo trener mówił, żebym puszczała samochód a ja trzymałam się go tak, jakby moje życie od tego zależało... Trener ciągnął konia do przodu, żeby mnie od samochodu oderwać, ja przytwierdziłam się na sztywno i tylko moja ręka robiła się coraz dłuższa w miarę, jak koń robił kolejne kroki... Jak już ten uchwyt puściłam, Robert wsiadł na konia, dostał moją klacz na sznurku i razem hasaliśmy po łące. To znaczy, najpierw uczyłam się nie spaść kiedy koń idzie stępa, a potem przypominałam sobie anglezowanie i co chwilę krzyczałam "już stop! teraz przerwa, zwalniamy!". Ogólnie wychodzi na to, że dużo tego dnia było krzyku, koń to zwierzę duże i może być niebezpieczne a w poniedziałek chodziłam jak sztywniak, bo mi mięśnie nóg i pleców umarły... ^^*~~ Jak ja już zsiadłam, to Robert sobie jeszcze pogalopował, czego nie mógł zrobić ze mną na sznurku, bo ja nie umiem i poleciałabym jak worek ziemniaków na glebę! 
For a moment the situation was interesting. The coach was telling me to let go, I kept grabbing the handle as if my life depended on it... Coach led the horse forward to unglue me from the support, my hand was getting longer and longer because the palm of the hand refused to let go... When I finally gave up, Robert went on a horse, took the leash from my horse and we went to the meadow for a ride. Okay, so first I started to learn how not to fall from a horse during the slowest walk, then I recalled how to rise to the trot and was shouting "slow down!" frequently. Generally, there was a lot of screaming on that day, horse is a big animal and can be dangerous, on Monday I was stiff and my back and thighs hurt a lot... ^^*~~ When I finished my lesson Robert galloped a bit because he already can, and if he did that earlier my horse might join and I'd go down like a sack of potatoes most probably!



Robert bardzo by chciał, żebym jeździła razem z nim na spacery po lesie, trochę mi jeszcze do tego brakuje, ale nie mówię "nie", na razie nie stało się to moją pasją, przepracowuję mój strach przed końmi (mam złe doświadczenia, wypadek znajomej) i rozważam, czy kontynuować naukę. W każdym razie, było fajnie. ^^*~~
Robert would be happy if I joined him in riding in the woods, I still have a long way to go till such rides, I'm not saying "no" to further lessons but at the moment I am working on my fear of horses (I had a bad experience, friend had an accident), and I'm still deciding whether I want to continue with this. But it was fun somehow. ^^*~~


Dobra, dobra, ale do stajni pojechaliśmy przede wszystkim po koty!!! *^O^*~~~~~
Allright, allright, who wants to read about horses when we mainly went to the stables to bring home the cats!!! *^O^*~~~~~

Przedstawiam Wam nowych puchatych członków naszej rodziny - oto Aki (zwany również Sernikiem albo Nie Sikaj Na Łóżko!) i Fuki (zwany też Baltazarem). Rudo-biały nie miał być nasz, ale tak wyszło i nie będziemy się zagłębiać w szczegóły, jest już Kostrzewa i kropka!
Please meet our two furry family members - here is Aki (aka Cheesecake or Don't Pee On Our Bed!) and Fuki (aka Baltazar). The red-white cat wasn't supposed to be ours but life turned out the way it did and he is ours now!



Oczywiście chyba nikt nie miał wątpliwości, że skoro bierzemy małe kotki jeszcze nienazwane, to imiona będą po japońsku. *^v^* Szukałam takich, żeby fajnie brzmiało, dobrze się wołało i miało jakiś sens.  Aki pisze się znakiem:   czyli jesień, bo kot jest rudy jak jesienne liście. ^^*~~.
Of course it was obvious that because we take small cats without the names, I'll give them the names in Japanese. *^v^* I've looked for the ones that sound nicely, are easy to shout and have some meaning. Aki is written with the kanji that means Autumn, since he is partly orange like the Autumn leaves. ^^*~~



Drugi mruczanty na początku był kotką, i miałam dla niej piękne imię... Niestety, z czasem okazało się, że to bynajmniej nie kotka a jak najbardziej kot! *^w^* I tak zaczęło się szukanie imienia, było wiele propozycji, Robert na mnie krzyczał, żebym dała kotom szansę zaprezentowania swoich charakterów i dopiero dopisywała im etykietki... Ale w końcu dałam mu do wyboru kilka imion i wybraliśmy Fuki pisane znakiem czytane fu i końcówka ki, co oznacza cętki, nieregularności bo kot ma paski i cętki (co ciekawe, w stajni wołali na niego roboczo Kropek! ^^*~~)
Second cat was supposed to be a female at the beginning and I had such a lovely name for her... Unfortunately, as time passed it turned out that it's definitely a male and I started to look for another male name.  I had many options and Robert was telling me to give the cats a chance to show their characters before I label them... But from a few proposals we finally chose Fuki written with kanji read fu and the ending ki, which means spots, irregularity, because he has stripes and spots on his fur. (Funny thing, in the stables where he was born they called him "Dot" or "Spot"! ^^*~~)

   
Kociaki są pięciomiesięcznymi mruczącymi słodami, które śpią z nami a w dzień nie chcą schodzić z kolan. Żrą jak maszyny, tulą się za dziesięciu i na razie przeżywamy nasze pierwsze wspólne chwile, przyzwyczajając się do siebie. Nie wszystko idzie gładko, ale liczymy, że szybko się zadomowią. 
Cats are totally cute, they're 5 months old now and they sleep with us and during the day don't want to leave our laps. They eat like there's no tomorrow, hug like 10 cats in total, at the moment we are having our first bumpy days together. More to come soon when they settle.