Thursday, October 03, 2019

Jesień



Jesień pokazała swoją brzydką stronę 30 września, rzucając nam w twarz targane wichrem mokre żółte liście. Rozpadało się już w nocy, czego doświadczyłam w domu weselnym niedaleko Zakroczymia. Na szczęście nie miało żadnego znaczenia dla samej imprezy (oprócz momentu krojenia tortu na podjeździe, którą to czynność wraz z młodą parą i gośćmi weselnymi należało szybko przenieść z powrotem pod dach, a przynajmniej szybciutko dobiec z kilkoma parasolami...). 
Pewne tradycje zanikają, na przykład zakładanie odpowiedniego nakrycia głowy do danej okazji. Tylko ja i Lena na około 30 pań miałyśmy fascynatory, reszta - gołe głowy. A szkoda, bo to taki piękny dodatek do stroju, można nim podkreślić albo skontrastować wybrany styl, albo chociażby zamaskować niezbyt udaną fryzurę (lub jej brak!).
Autumn showed its ugly side on 30th September, throwing into our faces wet cold leaves shattered with a strong wind. It started to rain in the night which I witnessed in the wedding hall close to Warsaw. Good the weather had no impact on the wedding itself (apart from the moment they started to cut the cake outside in the garden, which was abruptly hindered by the rain stronger and stronger with every second and the newlyweds, the guests and the cake itself had to be promptly transfered inside! Or at least, some big umbrellas had to be delivered quickly.)
Some traditions pass into oblivion, for example, wearing a nice headpiece for some occasions. Only me and my friend Lena had fascinators , the rest of the 30 ladies - bare heads. It's a shame, it's such a cute complement to the outfit, you can underline or contrast your style with it, or even mask the unscuccessful hairdo (or the lack of!).




Miałam szeroko zakrojone plany dotyczące nowej sukienki na wesele, jeszcze na początku września byłam pewna, że zdążę z jej uszyciem. Ale potem był tydzień rwy kulszowej, kiedy prawie wcale nie mogłam się ruszać, potem tydzień brania na nią leków, kiedy w ogóle nie mogłam się ruszać i głównie spałam przez większość doby..., a kiedy tylko leki owe odstawiłam, to przyszedł tydzień takiego kataru, że wciąż jeszcze przy mnie trwa! Nie było innego wyjścia, trzeba było wybrać coś z szafy i wybór padł na Storm Troopera. Może nie jest to klasyczna sukienka weselna, prym wiodły jednolite żorżety chociaż czerwonych kiecek było kilka, ale zestawiona z czarnym sweterkiem i nowymi niskimi szpilkami sprawdziła się bardzo dobrze. Ponieważ był to ślub wrześniowy, do czerwonej sukienki dobrałam fascynator w ciemnych barwach z ozdobami w kolorach jesieni. (tak, to kapelusz jednej z moich lalek! ^^*~~)
I had such advanced plans concerning making a new dress for this wedding, at the beginning of September I was sure I'd have made it in time! But then I had a week of painful sciatica when I could barely move, then I had a week of taking medicine for sciatica when I couldn't do anything apart from sleeping..., and then when I stopped taking those pills the cold started full throttle! I hade no other choice but to reach into my wardrobe and choose something I made before. I chose Storm Trooper. It may not be your first choice when thinking about the wedding party, the most popular were polyester georgette dresses, although red was chosen by several ladies. But it worked just fine, I added the black cotton cardigan and new low heel pumps, and I didn't feel out of place. Because it was a September wedding, I chose a headdress in dark colours with Autumn coloured decorations. (yes, it's one of my doll's hat! ^^*~~)




Tak, zrobiłam tę szaloną rzecz i kupiłam nowe buty na wesele na dwa dni przed ich założeniem!... Nie miałam wyjścia, przy najmniejszej próbie wejścia w wysokie szpilki, które mam w domu dostawałam skurczy (pokłosie rwy kulszowej...), a butów do sukienki na płaskim obcasie nie mam. (Robert powiedział, że najbardziej do tej kiecki pasują mi glany i w sumie nie byłby to taki zły wybór!... *^w^*). Pani w sklepie obiecała, że to miękka kozia skórka i będą się stawały coraz wygodniejsze z każdym krokiem!... Nie miałam ich na nogach cały czas, najpierw założyłam inne wygodne buty "zewnętrzne", a w te czerwone przebrałam się po dotarciu do domu weselnego. Najpierw trochę masakrowały mi stopy, potem znienacka dopasowały mi się idealnie i nawet szalałam w nich na parkiecie, ale około 1 w nocy odmówiły posłuszeństwa i potem już tylko siedziałam przy stole, zresztą niedługo potem poszłam spać.
Yes, I did a crazy thing and bought new shoes to wear to a party two days before the event!... I had no choice, when only trying to put my feet into any of my high heels I felt terrible cramps  (sciatica still in place...), and I didn't have formal flat shoes to wear with a dress. (Robert said I could wear a pair of my Heavy Duty combat boots and it wouldn't have been such a bad idea!... *^w^*) The lady in the shoe shop promised me they're made of sof goat's leather and they'd become more and more comfortable with every step!... Anyway, I didn't wear those pumps all the time, I started with some comfy outdoor boots and I changed into the red ones after we arrived to a wedding hall. At first they were uncomfortable, then they somehow started to fit and I even danced like crazy a few times, and then around 1 am they decided it's enough and started to kill my feet. I went to sleep anyway soon after that.




Powoli wracam między żywych. W sobotę nastawiłam słój kimchi, bo od powrotu z wakacji i wejścia w jesienne temperatury marzą mi się rozgrzewające ostre koreańskie zupy. Kupiłam śliwki na powidła, które smażą się już od dwóch dni. Zrobiłam kilka słoików gruszek w occie, bo właśnie zjedliśmy ostatni słoiczek zeszłorocznych gruszek od teściowej.
I slowly come back to life. On Saturday I made a big jar of kimchi because I've been dreaming about hot warming up Korean soups since coming back from holidays into the Autumn weather. I bought plums to make some jams and was cooking the batch for the past two days. I've made a few jars of pears pickled in vinegar, we've just ate the last jar made by my mother-in-law last year.




Upiekłam perliczkę. 
Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek piekła tego ptaka, a wyszła cudowna! Być może to zaleta marynaty, w której spędziła ponad 24 godziny. Wymieszałam porządny chlust oliwy z suszonym majerankiem i tymiankiem, łyżeczką soli, dodałam zmiażdżone ząbki czosnku, wszystko to wtarłam dokładnie z zewnątrz i wewnątrz perliczki a następnego dnia obłożyłam ją i napakowałam ćwiartkami jabłek, przykryłam plastrami wędzonego boczku, podlałam hojnie piwem i spędziła ponad półtorej godziny w 180 stopniach, pierwszą godzinę pod przykryciem, potem dopiekając się i nabierając złocistobrązowej skórki.
I baked guinea hen.
I don't remember ever cooking or eating this bird, and it was delicious! Maybe it was thanks to the marinade that I put it in for more than 24 hours. I mixed a good splash of olive oil with some dried herbs: marjoram and thyme, a tsp of salt, some crushed garlic cloves, I massaged this mixture into the flesh inside and outside, covered and left it in the fridge. On the next day I tucked some slices of smoked bacon on top of the bird, stuffed apple wedges inside and around the meat, gave it a generous amount of beer underneath and it spent more than 1,5 hr in 180 degrees C, first hour covered with alu foil, and then without it, getting crispy and golden brown.




Wyciągnęłam książki Nigela Slatera "Kitchen Diaries" i wczytuję się w dni wrześniowe i październikowe. Już o tym kiedyś pisałam, książki Nigela to nie tylko suche przepisy, to całe smakowite opowieści, napisane takim językiem że uwielbiam czytać fragmenty na głos dla samej przyjemności posłuchania cudownej brytyjskiej narracji! A ponieważ dzisiaj jest brytyjska premiera nowej książki Nigela "Greenfeast: Autumn, Winter" i właśnie ją zamówiłam, nie mogłam sobie odmówić odświeżenia smakowej pamięci innymi lekturami tego autora. Jednakże w taki zimny, mokry i wietrzny czas nie mogłam pozwolić premierowej pozycji podróżować do mnie samotnie, dlatego dorzuciłam jej do towarzystwa "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" Jamiego Olivera. Obydwie te książki przedstawiają kuchnię opartą na warzywach. *^-^* (Wiedzieliście, że również Hairy Bikers napisali książkę kucharską bazującą wyłącznie na warzywach?!... Ci dwaj?!!! Świat się kończy! *^O^*")
I took out the "Kitchen Diaries"books by Nigel Slater and was reading them for the past few days, just the September and October parts. I've mentioned this before, his books are not just the recipes, they're full of tasty stories told at the table, told in such a braw language that I love to read them aloud just to hear and appreciate the beauty of the British English narration! Today is the premiere of Nigel's new book "Greenfeast: Autumn, Winter" and I just ordered it online, so I couldn't deny myself the pleasure of refreshing my gustatory memory with previous books by this author. Alas, in such a cold, wind and rainy time I couldn't let this one travel alone to me in a parcel, so I added a companion, namely "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" by Jamie Oliver. Both books present cooking based mainly or only on vegetables. *^-^* (Did you know that Hairy Bikers also published a cookbook with only vegetable recipes?... Those two?!... The world is coming to an end! *^O^*)




Usmażyłam dżem ze śliwek i fig z przepisu Nigela ("Kitchen Diaries III"), będzie na zimę do grzanek z serem pleśniowym albo kozim i rukolą.
I made a plum and fig jam from the Nigel's recipe ("Kitchen Diaries III"), it'll come in handy to put on a toast with a proper wedge of blue or goat's cheese and some Rucola leaves in Winter.




Zrobiłam też prześwietlenie kręgosłupa i za kilka dni czeka mnie wizyta u fizjoterapeuty, zapewne dalsze zalecenia, ćwiczenia, może basen. Na razie ćwiczę w domu jogę i rzeczywiście pomaga. Chodziłam kiedyś na jogę na zajęcia do klubu, ale jakoś jej nie polubiłam, sala była napchana ludźmi, trudno było nie stuknąć sąsiada stopą jak się człowiek rozciągnął. A w domu robię wszystko w moim tempie, wybieram ćwiczenia na kręgosłup i jakoś się wciągnęłam! *^o^*
Tyle na dzisiaj, spodziewajcie się niebawem nowej porcji rozgrzewających zup, bo znowu zebrało mi się kilka świetnych przepisów! I wreszcie biorę się do szycia! Do następnego usłyszenia! *^V^*
I did a spine x-ray and in a few days I'll have an appointment with a physiotherapist, he'll probably give me a set of exercises, maybe a pool recommendation. At the moment I've been doing yoga at home and it really helps. I used to go to a club for yoga classes but I wasn't impressed back then, the room was packed with people and I somehow didn't like it. But at home I do the chosen spine exercises in my own pace and it's growing on me! *^o^*
That's all for today, please come back in a few days for a new portion of warming up delicious soups, I found some great recipes! And I want to start to sew finally! So, till next time! *^V^*