Thursday, October 31, 2019

A Dream of the Watercolour Artist

 


Na chwilę porzuciłam wiskozę na rzecz mojej ulubionej tkaniny - bawełny z elastanem. *^v^* 
For a moment I abandoned the viscose to use my favourite fabric to sew - cotton elastane. *^v^*




Taka kombinacja zapewnia wygodę szycia - materiał zachowuje się w zasadzie jak zwyczajna bawełna, jest stabilny, łatwo na niego przerysować elementy wykroju, natomiast w noszeniu jest wygodniejszy - minimalny dodatek elastanu pozwala na większy zakres ruchu przy odzieży przylegającej do ciała.
Such combination allows an easy sewing - the fabric behaves like a normal cotton, it's stable, easy to transfer the pattern onto it. It's also very comfortable to wear - the minimal addition of elastane provides the mobility of the fitted clothes.



Model jaki wybrałam to sukienka 118 z Burdy 09/2018. W oryginalnej wersji kwiatowa, ja postawiłam na geometryczny wzór w bieli i błękicie, materiał kupiłam w sklepie Kameleon. (Przy okazji podpowiem Wam coś, bo już kilkukrotnie robiłam zakupy w tym sklepie - tkaniny oferowane w Kameleonie są o wiele ładniejsze niż to widać na ich zdjęciach! ^^*~~)
The pattern I chose is a dress 118 from Burda 09/2018. In the original it's all about the flowers but I made it from the geometric print reminding me of the paintbrush strokes, I got this fabric from the online shop.




Zakochiwałam się w tej sukience z każdym skończonym uszytym elementem! ^^*~~ Wiem, często tak piszę o kieckach, ale to naprawdę jest jeden z moich ulubionych fasonów - koszulowa dopasowana góra z kołnierzykiem i rozkloszowany dół. (drugi równorzędny to dekolt w serek albo cache-cour, dół nieustannie obfity! ^^*~~).
I kept falling in love with each finished element of this dress! ^^*~~ I know, I often say this about my dresses but here is one of my all time favourite style - shirt dress top with a collar and buttons, and pleated full skirt. (the second favourite is the v-neck or cache-cour top)




Spódnica jest ciekawie wymyślona, na początku musiałam się dobrze przyjrzeć, o co chodzi w wykroju, bo musimy przerysować na papier trzy elementy pełne zakładek! Potem te trzy kawałki układamy obok siebie na szerokości tkaniny 140 cm i wyrysowujemy jeden element (no dobrze, dwa elementy - jeden to przód, drugi to tył ^^). Na koniec zszywamy zakładki do wysokości ok. 15 cm od góry i taki splisowany przód i tył przyszywamy do góry sukienki. Oczywiście jak zwykle odrysowałam talię na 38 a biodra na 44 i poprowadziłam nową linię spódnicy na bokach dla nowego rozmiaru - mojego! ^^*~~
The skirt is interesting, at first I had to think hard to figure out the pattern idea, because you start with three mysterious elements with lots of pleats! Then you place those three pieces on a 140 cm width of fabric next to one another and draw one piece of a skirt (okay, you draw two, one for front, one for back ^^). Then you stitch the pleats at the length of about 15 cm from the top and such pleated piece is stitched to the top front and back respectively. Of course I drew the waist size 38 and the hips size 44, and I drew a new line of sewing between those two - for a new size: mine! ^^*~~



I teraz uwaga - wiadomość stulecia! Nie zmieniłam niczego w tej sukience! Uszyłam ją dokładnie według Burdowego wykroju! *^V^* Co się nieczęsto zdarza, bo zazwyczaj coś mi nie pasuje i robię po swojemu, ale tutaj trzymałam się modelu co do elementu.
Now, the news of the century! I haven't changed a single part in this dress! I made it exactly according to the Burda's pattern! *^V^* Which isn't a normal practice, I'm usually not happy with something and do it my way, so yay me! ^^



***

Nie będzie chyba zaskoczeniem, że 31 października jak co roku - tego samego dnia! - miałam urodziny!... *^V^*
It wouldn't be a surprise that as each year I had birthday on 31st October!... *^V^*




W związku z tym mieliśmy bardzo napięty program spędzania tego dnia - zaczęliśmy od śniadania w Bułkę Przez Bibułkę w Konstancinie - pierwszy raz jadłam w tej kawiarni (są w czterech lokalizacjach w Warszawie) i było pysznie, a kawa wyśmienita, polecam! *^-^*

Potem pojechaliśmy do tajemniczego miejsca - komory normobarycznej! Nie będę się wgłębiać w szczegóły, poczytajcie o właściwościach zdrowotnych przebywania w takiej komorze, natomiast ciekawe było towarzystwo, w jakim spędziliśmy dwie godziny - to była grupa emerytów, w tym jedna Wikańska wiedźma! *^0^*
Na lunch wybraliśmy Zacne Prosię w Piasecznie - niby zwyczajne kanapki na ciepło, ale PYSZNE!!! Będziemy tam wracać. ^^*~~
W drugiej połowie dnia spędziliśmy trochę czasu na zakupach a urodziny zakończyliśmy tortem czekoladowym i cavą.
Szkoda, że urodziny są tylko raz w roku!... *^O^*
So, we had a very busy schedule for the day - we started with breakfast in a cafe that has four places around Warsaw but we've never been to any of them. It was a great food and a delicious coffee! *^-^*
Then, we spent two hours in the normobaric chamber! I won't write about the health benefits from spending time in such chambers, just read about it if you want, but what's interesting was the company we had there - a bunch of pensioners including one Wiccan witch!... *^0^*
For lunch we went to Zacne Prosię in the nearby town, a place with great warm sandwiches. It was our first time there but we will go back because their food was worth it! ^^*~~
We finished the day with some shopping and then with a bottle of cava and chocolate cake at home.
I wish birthday was more often than just one day a year!... *^O^*



 

Thursday, October 24, 2019

Musztarda (przed i) po obiedzie



Kto mnie zna ten wie, że ja Musztardę mogę zawsze - przed obiadem, w trakcie i po! ^^*~~
If you know me then you also know that I can eat Mustard anytime during the day! ^^*~~



Szczególnie tej jesieni, kiedy na musztardę na odzieży mam wielką chrapkę. Na szczęście nie muszę się nią wytytłać, wystarczy mi sukienka w musztardowo-złotym kolorze! *^v^*
Especially this Autumn, when I really feel like wearing mustard on me. Lucky me I don't have to put it directly from the jar onto my clothes, all I need is the dress in this pretty mustard-gold shade! *^v^*




Nie mam zbyt wiele do dodania na temat tego wzoru, bo to taka sama sukienka jak w poprzednim wpisie - model 111 z Burdy 09/2018. Tym razem minimalnie ją poszerzyłam i zrobiłam krótkie rękawy, wszystko na tyle na ile pozwolił mi materiał (o tym za chwilę).
I don't have much to add to the specifications of this pattern because it's exactly the same dress 111 from Burda 09/2018 like in the previous sewing post. This time I sligthly widened it and added short sleeves, all within the allowances of the fabric (I'll talk about it in a moment).




Materiał to najprawdopodobniej batyst bawełniany (albo grubsza wiskoza), i był to prezent od Justyny. Upolowała go z tego co pamiętam dawno temu w lumpexie, więc nie było szans na dokupienie większej ilości. Kupon był wprawie długi na prawie 2,5 m, ale miał dziwną szerokość około 85 cm (obydwa brzegi fabryczne), więc wycisnęłam z niego co się dało, żeby sukienka powstała! Rękawy dosłownie sztukowałam z kawałków!
This fabric was a gift from Justyna, she found it in some second-hand shop if I remember correctly, it's some thin cotton or maybe thicker viscose, natural fibers for sure. Because it was a lucky find I couldn't buy more of this, it was a long 2,5 m piece but it had a strange width of 85 cm... So, I squeezed this dress as much as I could from this piece of fabric, and I barely had scraps to turn them into mini sleeves!




W talii i przy rękawkach jest naszyta/wpuszczona gumka. Samo szycie, biorąc pod uwagę, że materiał był bardziej stabilny niż cienka wiskoza, poszło błyskawicznie! Na razie będzie noszona ze swetrem, rajtuzami, halką, płaszczem i szalikiem, ale wiosną i latem zabłyśnie jako jedyna gwiazda bez przykrywek! ^^*~~
In the waistline and in the sleeves there is elastic. The sewing was super quick because the fabric was more stable than a slippery viscose. At the moment I'll wear this dress with a sweater, tights, petticoat, jacket, shawl, but in the Spring and Summer it will just shine on it's own! ^^*~~



Wednesday, October 23, 2019

Z zupą jej do twarzy VI

Witam po raz szósty znad talerza zupy!
Poprzednie wpisy zupowe: I, II, III, IV, V(lato).
Welcome again for the sixth time to my soup oddysey!
The previous soups can be found here: I, II, III, IV, V(Summer).


Zacznijmy od Zupy Zimowej! *^v^* 
Zupa warzywno-rybna, przepyszna, rozgrzewająca, interesująca. Pomysł kompletnie autorski, powstał na zasadzie dorzucania składników i zgadywania, jakie smaki będą się uzupełniać, i wyszło mi coś niesamowitego!
Sama zupa bez dodatku ryb czy owoców morza wychodzi przepyszna, więc jeśli ich nie jadacie bardzo łatwo zmienić przepis na wegański - po prostu przed końcem gotowania nie dodajemy już ryby (bo rybę dodajemy na samym końcu tuż przed podaniem). 

- 2 l wody
- 2 drobno pokrojone marchewki
- 1 drobno pokrojona pietruszka
- pół pokrojonego pora
- 1 ziemniak, w kostkę
- 10 cm kawałek glonów kombu
- kilka suszonych grzybów
- kawałek selera, liście z selera lub natki (do wyjęcia po ugotowaniu)
- pół puszki pomidorów (lub 1 duży pomidor drobno pokrojony)
- pół szkl. kaszy pęczak (albo innej, albo pominąć)
- 2 Ł papryki słodkiej
- 1 ł płatków chilli
- 2 liście laurowe
- 2 ziela ang.
- garść szpinaku i ryba lub krewetki (dodajemy na 10 minut przed podaniem)
- sól, pieprz do smaku

Gotujemy do miękkości warzyw i kaszy, wyjmujemy selera, liście, ziele i kombu.
Na 10 minut przed podaniem delikatnie na wierzch zupy wkładamy pokrojony w kęsy filet z dorsza (albo inną ulubioną rybę lub krewetki) i garść szpinaku. Podajemy od razu.

Let's start with a Soup Of The Winter! *^V^* 
It's my own invention, veggetable-fish soup - delicious, warming, interesting. I discovered it by adding ingredients from the fridge and guessing the final taste, and my guess was correct! 
The soup is great even without any fish or seafood so if you don't eat them just don't add any (they go into the soup for just the last 10 minutes of cooking), and you'll have a vegan version.

- 2 l water
- 2 finely chopped carrots
- 1 finely chopped parsnip
- 1/2 finely cut leek
- 1 potato, cubed
- 10 cm kombu
- a handful of dried wild mushrooms
- a piece of celeriac, celeriac leaves or parsley (to remove after cooking)
- 1/2 can tomatos (or 1 finely chopped tomatos)
- 1/2 cup pearl barley (or other barley type)
- 2 Ł dried sweet paprika
- 1 ł chilli flakes
- 2 laurel leaves
- 2 allspice
- a handful of spinach and some fish or prawns (to be added 10 minutes before serving)
- salt, pepper to taste


Cook all the veggies and barley together till soft, remove kombu, celeriac and leaves.
10 min before serving place bitesize pieces of cod (or other fish or prawns) on the soup surface and spinach. Enjoy.




***

Następne odkrycie zupowe, które na zawsze wejdzie do naszego menu to wegański kapuśniak po żydowsku według przepisu Marty Dymek.
Kapusta i pomidory ale też rodzynki i cynamon, smak zaskakująco inny od tego, czego się spodziewamy po mięsnym kapuśniaku, bogaty, złożony, wielowymiarowy. Gotowałam już kilka razy, z kapusty słodkiej albo włoskiej, z dodatkiem pęczaku albo drobnej kaszy jęczmiennej, za każdym razem wychodzi cudo! Polecam serdecznie!!!
My next discovery is the vegan Jewish cabbage soup from the recipe by Marta Dymek's, Polish famous vegan cook.
Cabbage and tomatos, also currants and cinnamon, the taste is different from what we expect from the traditional cabbage soups, rich, complex, multilayered. I cooked it several times, with sweet cabbage or Savoy cabbage, with pear barley and tiny barley, each time it was supreme! I highly recommend it to try!!!




***



Teraz Gruzja. A jeśli Gruzja, to lobio czyli danie z fasoli, podawane na zimno lub ciepło, u mnie ze względu na porę roku pod postacią gorącej zupy.

- 250 g fasoli (suchej, namoczyć na noc, ja użyłam drobnej białej fasoli)
- 1/4 szkl. orzechów włoskich
- 1 cebula
- 2 ząbki czosnku
- 1 Ł octu winnego
- pęczek koperku
- pęczek pietruszki
- kilka listków kolendry i mięty
- sól, cukier, pieprz do smaku

Fasolę po uprzednim namoczeniu ugotować do miękkości w tej samej wodzie (6 szkl.), pod koniec gotowania dodać drobno posiekaną cebulę, czosnek roztarty z solą. Zmiksować na gładko i dodać wody lub wywaru, jeśli chcemy otrzymać rzadszą konsystencję.

Orzechy zmielić w młynku, połączyć z zupą. Dodać ocet, posiekaną zieleninę i przyprawy. Robert dorzucił sobie garść sera typu bałkańskiego. ^^*~~

Now Georgia and it's rich bean soup called lobio, served hot or cold, thicker or thinned down, and since it's Winter I needed something warm and cozy.

- 250 g dried beans (leave in water overnight, I used small white beans)
- 1/4 c walnuts
- 1 onion
- 2 cloves of garlic
- 1 Ł wine vinegar
- a bunch of dill
- a bunch of parsley
- some corriander and mint leaves
- salt, sugar and pepper to taste

First cook the beans till soft (in the water you kept it overnight to soak, about 6 cups). When it's ready, add 1 finely chopped onion and garlic cloves mashed with some salt. Blend everything together and add some water or broth if needed.
Grind the walnuts, add to the soup. Add vinegar, chopped herbs and seasoning. 

***




I wracamy na grunt rodzimy - boczniaki a la flaczki. Korzystałam z tego przepisu, lekko go modyfikując - nie dodałam kotletów sojowych, za to dorzuciłam garść pieczarek, bo w lodówce nadszedł już ich czas na wyprowadzkę, oraz dla zrównoważenia słodyczy zupy (bo cztery marchewki dają mocno słodki smak!) dosypałam czubatą łyżkę wędzonej papryki, łyżeczkę wędzonego chili i łyżeczkę płatków chili. Zjedliśmy z chlebkiem i ze smakiem! ^^*~~
Let's go back to the Polish cusine and eat oyster mushrooms stew (we usually cook tripe in this way but today I made the vegan version). I used this recipe,but changed some things - I didn't add soy cutlets, instead I added some white champignons, also because the soup turned out quite sweet from the carrots I added some smoked paprika, smoked chili and chili flakes to balance it. We ate it with bread! ^^*~~




– ½ kg boczniaków
– duża garść pieczarek
– 1 duża cebula
– 4 średnie marchewki
– 1 spory korzeń pietruszki
– 1 mały seler
– 3 liście laurowe
– 6 ziaren ziela angielskiego
– 2 Ł sosu sojowego
– 2 Ł nieaktywnych płatków drożdżowych
– sól i pieprz do smaku
– 1 Ł majeranku
– ½ ł mielonej gałki muszkatołowej
– 1 ł mielonej kozieradki
– 1 ł mielonego imbiru
– 1 ł mielonej kolendry
– 1 ł słodkiej papryki
– 1 ł mielonej gorczycy
– 1 Ł papryki wędzonej
– 1 ł wędzonego chili
– 1 ł płatków chili
– 1 mały pęczek natki pietruszki

Warzywa pokroić w paski lub kostkę, cebulę w piórka.
Przesmażyć na oleju, dodać wszystkie przyprawy i jeszcze chwilę smażyć.
Dolać 2 l wody i gotować aż warzywa zmiękną, doprawić do smaku solą i pieprzem. 

– ½ kg oyster mushrooms
– a big handful of champignon
– 1 big onion
– 4 medium carrots
– 1 big parsnip
– 1 small celeriac
– 3 laurel leaves
– 6 allspice seeds
– 2 Ł soy sauceo
– 2 Ł nutritional yeast flakes
– salt and pepper to taste
– 1 Ł marjoram
– ½ ł ground nutmeg
– 1 ł ground fenugreek
– 1 ł ground ginger
– 1 ł ground corriander
– 1 ł ground sweet paprika
– 1 ł ground white mustard seeds
– 1 Ł ground smoked paprika
– 1 ł smoked chili
– 1 ł chili flakes
– 1 small bunch of parsley to serve

Cut all the mushrooms and vegetables into slices or small cubes.
Fry them on some oil for a few minutes, then add all the spices and fry a few minutes more.
Add 2 l of water, bring to boil and cook until all the vegetables are soft. Add salt and pepper to taste, serve with chopped parsley.



Sunday, October 20, 2019

Scream

Tej jesieni chodzą mi po głowie kwiaty, najlepiej na jesiennym tle - butelkowej zieleni, granacie, czerni, albo jak w tej sukience - na pięknym brązowym bordo.
This Autumn I keep thinking about the flowers on Autumn backgrounds - dark deep bottle green, midnight blue, black or - like in this dress - a beautiful red Bordeaux. 




Model to sukienka 111 z Burdy 09/2018 i przyznaję, że rok temu wcale na ten numer Burdy nie zwróciłam uwagi... Ale teraz, kiedy czuję potrzebę szycia jesiennego, jak pies tropiący siedzę z nosem w archiwalnych numerach i wyłuskuję wykroje! *^v^* I w tym wrześniowym wydaniu jest ich kilka, drugi model już się szyje! Ale dziś o sukience Scream (tak nazywa się kolor błyszczyka z Hauslabs, który dziś nałożyłam).
The pattern is dress 111 from Burda 09/2018 and I must admit a year ago I didn't pay much attention to this issue... But now, when I feel a sudden urge to make things for Autumn, like a tracking dog I sit with my nose in my Burdas archive and find the perfect patterns! *^v^* In this September issue there are several nice ones, the second model is already on my sewing table! But today a few words about the Scream dress (that's the name of the lip gloss from Hauslabs I put on today). 




Po raz drugi w życiu szyłam z wiskozy, tym razem kupiłam piękny bordowy kupon w sklepie materialki.pl (korci mnie, żeby do tej wersji kolorystycznej dodać jeszcze zieleń i granat... ^^). Wiskozę nosi się cudownie, niczym mięciutką mgiełkę otulającą ciało. Trochę się gniecie, ale bez przesady. Sam model sukienki jest bardzo prosty i szybko i łatwo się ją szyje, nie ma żadnych podstępnych elementów, które mogą sprawiać trudności, na przykład nie ma tu suwaka. Dłużej zajęło mi przenoszenie elementów wykroju na materiał (wiskoza jest cienka i śliska, i ucieka ze stołu i spod kredy krawieckiej czy ołówka), niż samo szycie!
For the second time in my life I've been sewing viscose, this time I got this Bordeaux beauty from an online shop (and I keep thinking whether I also need the blue and green versions of that pattern?... ^^). Viscose is a dream to wear, light like a cloud and soft on your skin. It creases a bit, but not terribly. This pattern is very easy and quick to sew, no insidious elements that would bring any difficulties, no zipper for example. It took me longer to transfer the pattern elements onto the fabric (viscose is thin and slippery, it slips from the table and from the drawing chalk or pencil) than sewing itself!




Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła. *^-^*  Tutaj pominęłam wiązanie przy mankietach, nie wydało mi się to praktyczne - trzeba mieć pod ręką kogoś, kto nam te mankiety zawiąże na kokardki i będą plątać się w rękawy swetrów... Zamiast tego wydłużyłam rękawy o 10 cm i zakończyłam je gumką w tunelach. Pominęłam też materiałowy pasek w tunelu w talii, wszyłam od spodu bezpośrednio na materiale gumkę marszczącą, która równomiernie zebrała materiał. Gdybym miała coś zmienić w kolejnej wersji tej sukienki - zrobiłabym ją szerszą, mocniej trapezową od samej góry, żeby spódnica dała więcej falowania wokół sylwetki. *^o^*
I wouldn't be me if I didn't change a thing or two. *^-^* So, here I skipped the tying bows at the cuffs, they didn't seem practical - you have to ask somebody else do tie your cuffs and they would bulk the sweater sleeves... Instead, I drew the sleeves 10 cm longer and added the elastic in the tunnels at the ends. I also skipped the fabric belt sewn into the waistline, I added the elastic directly onto the fabric in the waist, to keep steady control over the pleating. If I were to change something in the next version of that dress - I would make it wider, more trapezoid starting at the armpits to get more flare around the hips and legs from the skirt. *^o^*



***

A teraz będę chwalić i narzekać.




Tak się złożyło, że w poprzednim tygodniu odbyły się dwie imprezy poświęcone alkoholom mocnym. W czwartek byliśmy na Salonie Alkoholi Mocnych organizowanych przez hurtownię M'n'P.  Wydarzenie kameralne ale bardzo przyjemne, ciekawi wystawcy, koszt biletu 70 zł a w cenie biletu dużo whisky i ginów do spróbowania (oraz inne alkohole, ale te dwa nas głównie interesują), część alkoholi do degustacji na dodatkowo płatne kupony. Odkryliśmy bardzo interesujące smakowo whisky i gin z destylarni Tobermory! *^v^*




W sobotę za to poszliśmy na Whisky Live Warsaw - impreza z większym rozmachem z dużą ilością wystawców. Bilet kosztował 125 zł w przedsprzedaży (150 zł w dniu festiwalu), a w cenie biletu? No właśnie.....
Na wielu stoiskach w cenie biletu nie można było spróbować ANI JEDNEGO alkoholu, WSZYSTKIE propozycje danej destylarni albo dystrybutora od najbardziej podstawowych do drogich maturowanych były dostępne za dodatkowo płatne kupony! Na wielu stoiskach w cenie biletu była dostępna jedna podstawowa wersja alkoholu jaki produkują - ta najbardziej nudna i znana, reszta za kupony. I mówimy tu o kwotach od 5 zł do nawet 100 zł i więcej za kupon za łyk whisky!...
Usłyszeliśmy w kuluarach, że to specjalna strategia organizatora, żeby odwiedzający wybierali i degustowali alkohole, a nie po prostu przyszli się nawalić jak bombowce dużą ilością procentów w cenie biletu. Ale... na serio?... Owszem, na festiwalu chodzi się między stoiskami z kieliszkiem degustacyjnym i dostaje się do niego mniejszy lub większy łyczek alkoholu, ale nikt nikomu nie zabrania wracać nawet dziesięć razy do jednego stanowiska, i było wystarczająco bazowych alkoholi w cenie biletu żeby ci co chcieli poupijali się na sztywno. Uwierzcie mi, przed 21:00 czyli pod koniec festiwalu widzieliśmy sporo panów nie mogących utrzymać pionu, chodzących zakosami, sikających pod ścianą budynku!... Jeśli organizator chce podnieść prestiż imprezy i podkreślić jego ekskluzywność, niech zwiększy cenę biletów do 250 zł, ale w tej kwocie pozwoli spróbować wszystkiego, myślę, że taki krok odsiałby część uczestników, którzy przychodzą się po prostu upić. 




A skoro mówimy o pieniądzach...
Podczas festiwali można kupić alkohole w korzystnych cenach i to jest naprawdę fajne, bo dobre alkohole mocne potrafią być koszmarnie drogie. W czwartek ceny festiwalowe dochodziły nawet do 50% zniżki (od przyzwoitych cen regularnych)! Natomiast na sobotniej imprezie...
Rzucając pobieżnie okiem na cennik festiwalowy stwierdziliśmy, że coś nam nie gra, ale dopiero spokojne porównanie cen kilku butelek pokazało pewną prawidłowość - festiwalowe ceny po obniżkach były często wyższe niż regularne ceny tych alkoholi w innych sklepach niż ten związany z organizacją festiwalu!!!
To wszystko dało nam do myślenia, poczuliśmy się nieco robieni w konia i zaczęliśmy kwestionować nasz udział w Whisky Live Warsaw w kolejnych edycjach.




Tyle na dzisiaj, ja wracam do delektowania się ciepłą słoneczną niedzielę, mamy w planach pieczoną kaczkę na obiad a potem spacer i kawę na mieście. Życzę Wam miłego tygodnia i do zobaczenia następnym razem! *^-^*~~~
 

Friday, October 18, 2019

Call Animal Control! There is a tiger on the loose!



Do uszycia tej sukienki szykowałam się od kiedy wyszedł numer Burdy z tym modelem - od sierpnia 2012. Ciągle mi było z nią nie po drodze, najpierw rozważałam, jak ja w ogóle będę wyglądała w takim retro fasonie z lat 40-tych, potem szukałam odpowiedniego materiału, aż wreszcie zaszły wszystkie sprzyjające okoliczności i sukienka powstała. *^v^*
I wanted to make this dress since August 2012, when the Burda with this pattern had been issued. But I couldn't start working on it, I was looking for the perfect fabric, I was wondering if I looked good in such 1940s silhouette, then finally all the favourable circumstances occurred and I made it! *^v^*




Jak możecie zauważyć na rysunku schematycznym, ten model ma nietypowe rękawy - pacha jest mocno obniżona i poszerzona, i szerokie są też rękawy. Wahałam się, czy zostawić to tak czy może zwęzić do bardziej "normalnego" kształtu bliżej ciała, ale w końcu zostawiłam tak jak jest.
As you can see on the schematic, this pattern has a specific sleeves - the armpit is lowered to the extreme and very wide, so the sleeves are also very wide. I was thinking about taking it up to the more "normal" shape closer to the armpit but I decided to leave it like that.



Zaszewki na przodzie mi się nie spodobały. To znaczy fakt, że są na zewnątrz, więc zaszyłam pod spód i dodałam po dwie krótsze zaszewki, żeby wyrównać szerokość szwu ramienia. Zmieniłam jeszcze wykończenie rękawów - zrezygnowałam z gumki marszczącej mankiet, pogłębiłam za to zaszewkę na wierzchu rękawa.
The pleats on the front were somehow strange, folded on the right side, so I took them underneath, adding two shorter ones to make the front and back shoulder lines the same length. I also changed the cuffs - I gave up the elastic, I only made the cuff pleat a bit deeper.



Oczywiście musiałam zmienić linię spódnicy, bo talię mam na rozmiar 38 ale biodra to już nie... ^^*~~ Wycięłam spódnicę z dużym zapasem i zanim zszyłam boki sukienki, wymodelowałam ją na biodrach szpilkami.
Of course I had to change the line of the skirt because my waistline may be the size 38 but my hips are definitely not!... ^^*~~ I cut the skirt with big excess and before sewing the sides I fitted them with pins while I put the dress on.




Materiał, z którego uszyłam tę sukienkę jest dla mnie nietypowy. Na pierwszy rzut oka wzór wygląda jak skóra zwierza, a ja od lat uważam, że na zwierzęce nadruki jestem wciąż za młoda!... *^W^* Ale to nie jest wzór zwierzęcej skóry tylko liście, bardzo jesienne w kolorystyce i bardzo wpisujące się w mój tegoroczny apetyt na zielenie khaki i ciepłe brązy! Rolkę tego materiału dostałam od mojej japońskiej koleżanki Eri, to jedwab żakardowy.
The fabric I used is very unusual for me. At first it looks like an animal skin pattern and for years I kept repeating I was still way too young for such print!... *^W^* But it's not animal fur, there are leaves, very Autumn-like colour palette and perfect for my yearning for khaki greens and warm browns! I got a roll of this fabric from my Japanese friend Eri, it's silk jacquard.




Werdykt końcowy? Jestem zakochana w tym modelu! *^V^* Dekolt jest idealnie głęboki, ale nie zbyt odważny, długość i kształt spódnicy perfekcyjna, te fikuśne szerokie niskie rękawy niesamowicie wygodne. Czy muszę dodawać, że planuję więcej egzemplarzy? *^0^*
Final verdict? I'm in love! *^V^* The neckline is perfectly deep, the shape and length of the skirt ideal, those funky low and wide sleeves surprisingly comfortable. Do I need to add that I've already planned new versions? *^0^*




Jeszcze jeden detal, którego nie mogę pominąć - zobaczcie, jaką świetną przypinkę dostałam od męża! *^V^* Czyż nie jest to idealny obraz mnie? Włosy do ramion, wzorzysty kołnierzyk (od sukienki, tak zakładam ^^) a w głowie włóczka i druty, ołówek i szkicowniki, guzik, nożyczki!... *^O^*
One more detail I couldn't miss - look at that perfect pin I got from my husband! *^V^* Isn't it the ideal portrait of me? Shoulder length hair, patterned collar (of a dress I presume ^^), and in my head - needles and yarn, pencil and sketchbooks, a button, a pair of scissors!... *^O^*



***



Z innych wiadomości - byłam u fizjoterapeuty, który bardzo pochwalił to, że od trzech tygodni ćwiczę jogę. Wymordował mi kręgosłup masażem, dodał od siebie cztery ćwiczenia i kazał nie przestawać. ^^*~~
On other topics - I went to physiotherapist and he praised me for doing yoga everyday for the past three weeks. He tortured my spine with a massage, added four exercises to my yoga and told me not to stop! ^^*~~




Powróciła złota polska jesień i nie przestaję być nią zachwycona po czubki uszu!... Chodzę po mieście z głową do góry i podziwiam korony drzew, gapię się pod nogi na dywany liści na trawnikach, robię zdjęcia krzewom, łapię te słoneczne widoki, żeby nadrobić wrzesień, kiedy przez cały miesiąc chorowałam (ale pogoda wtedy była taka sobie, więc w sumie to nieźle się złożyło!... ^^).
The Indian Summer came back to Warsaw and I cannot get enough of it this year!... I walk around with my head up and admire the treetops, I stare under my feet at the leaf carpets in the lawns, I keep taking photos of shrubs, I catch those sunny views to make up for the September when I was sick all month (but the weather was also crappy so that's not that bad after all!... ^^)




I szyję. Mam już gotową kolejną jesienną sukienkę, następną w robocie. Nadrabiam braki w garderobie, bo tak naprawdę nie mam jesiennych kiecek!... Mam letnie cienkie bawełenki i grube wełniane kraty zimowe, a o jesieni jakoś do tej pory nie myślałam, skupuję kwieciste wiskozy i jerseye, i wyszukuję w Burdzie modele, które do tej pory jakoś omijałam. Bardzo mi się ten mój nowy jesienny trend podoba! *^o^*
And I keep sewing. I have the next Autumn dress ready, another one in the making. I make up for the shortages in my wardrobe because I really don't have any proper Autumn dresses!... I have thin Summer cottons and warm Winter plaids, I haven't really thought about Autumns up till now. I keep buying flowery viscoses and jerseys, and keep finding the patterns I usually ovelooked in Burdas. And I'm somehow very happy with this new trend of mine! *^o^*



Thursday, October 03, 2019

Jesień



Jesień pokazała swoją brzydką stronę 30 września, rzucając nam w twarz targane wichrem mokre żółte liście. Rozpadało się już w nocy, czego doświadczyłam w domu weselnym niedaleko Zakroczymia. Na szczęście nie miało żadnego znaczenia dla samej imprezy (oprócz momentu krojenia tortu na podjeździe, którą to czynność wraz z młodą parą i gośćmi weselnymi należało szybko przenieść z powrotem pod dach, a przynajmniej szybciutko dobiec z kilkoma parasolami...). 
Pewne tradycje zanikają, na przykład zakładanie odpowiedniego nakrycia głowy do danej okazji. Tylko ja i Lena na około 30 pań miałyśmy fascynatory, reszta - gołe głowy. A szkoda, bo to taki piękny dodatek do stroju, można nim podkreślić albo skontrastować wybrany styl, albo chociażby zamaskować niezbyt udaną fryzurę (lub jej brak!).
Autumn showed its ugly side on 30th September, throwing into our faces wet cold leaves shattered with a strong wind. It started to rain in the night which I witnessed in the wedding hall close to Warsaw. Good the weather had no impact on the wedding itself (apart from the moment they started to cut the cake outside in the garden, which was abruptly hindered by the rain stronger and stronger with every second and the newlyweds, the guests and the cake itself had to be promptly transfered inside! Or at least, some big umbrellas had to be delivered quickly.)
Some traditions pass into oblivion, for example, wearing a nice headpiece for some occasions. Only me and my friend Lena had fascinators , the rest of the 30 ladies - bare heads. It's a shame, it's such a cute complement to the outfit, you can underline or contrast your style with it, or even mask the unscuccessful hairdo (or the lack of!).




Miałam szeroko zakrojone plany dotyczące nowej sukienki na wesele, jeszcze na początku września byłam pewna, że zdążę z jej uszyciem. Ale potem był tydzień rwy kulszowej, kiedy prawie wcale nie mogłam się ruszać, potem tydzień brania na nią leków, kiedy w ogóle nie mogłam się ruszać i głównie spałam przez większość doby..., a kiedy tylko leki owe odstawiłam, to przyszedł tydzień takiego kataru, że wciąż jeszcze przy mnie trwa! Nie było innego wyjścia, trzeba było wybrać coś z szafy i wybór padł na Storm Troopera. Może nie jest to klasyczna sukienka weselna, prym wiodły jednolite żorżety chociaż czerwonych kiecek było kilka, ale zestawiona z czarnym sweterkiem i nowymi niskimi szpilkami sprawdziła się bardzo dobrze. Ponieważ był to ślub wrześniowy, do czerwonej sukienki dobrałam fascynator w ciemnych barwach z ozdobami w kolorach jesieni. (tak, to kapelusz jednej z moich lalek! ^^*~~)
I had such advanced plans concerning making a new dress for this wedding, at the beginning of September I was sure I'd have made it in time! But then I had a week of painful sciatica when I could barely move, then I had a week of taking medicine for sciatica when I couldn't do anything apart from sleeping..., and then when I stopped taking those pills the cold started full throttle! I hade no other choice but to reach into my wardrobe and choose something I made before. I chose Storm Trooper. It may not be your first choice when thinking about the wedding party, the most popular were polyester georgette dresses, although red was chosen by several ladies. But it worked just fine, I added the black cotton cardigan and new low heel pumps, and I didn't feel out of place. Because it was a September wedding, I chose a headdress in dark colours with Autumn coloured decorations. (yes, it's one of my doll's hat! ^^*~~)




Tak, zrobiłam tę szaloną rzecz i kupiłam nowe buty na wesele na dwa dni przed ich założeniem!... Nie miałam wyjścia, przy najmniejszej próbie wejścia w wysokie szpilki, które mam w domu dostawałam skurczy (pokłosie rwy kulszowej...), a butów do sukienki na płaskim obcasie nie mam. (Robert powiedział, że najbardziej do tej kiecki pasują mi glany i w sumie nie byłby to taki zły wybór!... *^w^*). Pani w sklepie obiecała, że to miękka kozia skórka i będą się stawały coraz wygodniejsze z każdym krokiem!... Nie miałam ich na nogach cały czas, najpierw założyłam inne wygodne buty "zewnętrzne", a w te czerwone przebrałam się po dotarciu do domu weselnego. Najpierw trochę masakrowały mi stopy, potem znienacka dopasowały mi się idealnie i nawet szalałam w nich na parkiecie, ale około 1 w nocy odmówiły posłuszeństwa i potem już tylko siedziałam przy stole, zresztą niedługo potem poszłam spać.
Yes, I did a crazy thing and bought new shoes to wear to a party two days before the event!... I had no choice, when only trying to put my feet into any of my high heels I felt terrible cramps  (sciatica still in place...), and I didn't have formal flat shoes to wear with a dress. (Robert said I could wear a pair of my Heavy Duty combat boots and it wouldn't have been such a bad idea!... *^w^*) The lady in the shoe shop promised me they're made of sof goat's leather and they'd become more and more comfortable with every step!... Anyway, I didn't wear those pumps all the time, I started with some comfy outdoor boots and I changed into the red ones after we arrived to a wedding hall. At first they were uncomfortable, then they somehow started to fit and I even danced like crazy a few times, and then around 1 am they decided it's enough and started to kill my feet. I went to sleep anyway soon after that.




Powoli wracam między żywych. W sobotę nastawiłam słój kimchi, bo od powrotu z wakacji i wejścia w jesienne temperatury marzą mi się rozgrzewające ostre koreańskie zupy. Kupiłam śliwki na powidła, które smażą się już od dwóch dni. Zrobiłam kilka słoików gruszek w occie, bo właśnie zjedliśmy ostatni słoiczek zeszłorocznych gruszek od teściowej.
I slowly come back to life. On Saturday I made a big jar of kimchi because I've been dreaming about hot warming up Korean soups since coming back from holidays into the Autumn weather. I bought plums to make some jams and was cooking the batch for the past two days. I've made a few jars of pears pickled in vinegar, we've just ate the last jar made by my mother-in-law last year.




Upiekłam perliczkę. 
Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek piekła tego ptaka, a wyszła cudowna! Być może to zaleta marynaty, w której spędziła ponad 24 godziny. Wymieszałam porządny chlust oliwy z suszonym majerankiem i tymiankiem, łyżeczką soli, dodałam zmiażdżone ząbki czosnku, wszystko to wtarłam dokładnie z zewnątrz i wewnątrz perliczki a następnego dnia obłożyłam ją i napakowałam ćwiartkami jabłek, przykryłam plastrami wędzonego boczku, podlałam hojnie piwem i spędziła ponad półtorej godziny w 180 stopniach, pierwszą godzinę pod przykryciem, potem dopiekając się i nabierając złocistobrązowej skórki.
I baked guinea hen.
I don't remember ever cooking or eating this bird, and it was delicious! Maybe it was thanks to the marinade that I put it in for more than 24 hours. I mixed a good splash of olive oil with some dried herbs: marjoram and thyme, a tsp of salt, some crushed garlic cloves, I massaged this mixture into the flesh inside and outside, covered and left it in the fridge. On the next day I tucked some slices of smoked bacon on top of the bird, stuffed apple wedges inside and around the meat, gave it a generous amount of beer underneath and it spent more than 1,5 hr in 180 degrees C, first hour covered with alu foil, and then without it, getting crispy and golden brown.




Wyciągnęłam książki Nigela Slatera "Kitchen Diaries" i wczytuję się w dni wrześniowe i październikowe. Już o tym kiedyś pisałam, książki Nigela to nie tylko suche przepisy, to całe smakowite opowieści, napisane takim językiem że uwielbiam czytać fragmenty na głos dla samej przyjemności posłuchania cudownej brytyjskiej narracji! A ponieważ dzisiaj jest brytyjska premiera nowej książki Nigela "Greenfeast: Autumn, Winter" i właśnie ją zamówiłam, nie mogłam sobie odmówić odświeżenia smakowej pamięci innymi lekturami tego autora. Jednakże w taki zimny, mokry i wietrzny czas nie mogłam pozwolić premierowej pozycji podróżować do mnie samotnie, dlatego dorzuciłam jej do towarzystwa "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" Jamiego Olivera. Obydwie te książki przedstawiają kuchnię opartą na warzywach. *^-^* (Wiedzieliście, że również Hairy Bikers napisali książkę kucharską bazującą wyłącznie na warzywach?!... Ci dwaj?!!! Świat się kończy! *^O^*")
I took out the "Kitchen Diaries"books by Nigel Slater and was reading them for the past few days, just the September and October parts. I've mentioned this before, his books are not just the recipes, they're full of tasty stories told at the table, told in such a braw language that I love to read them aloud just to hear and appreciate the beauty of the British English narration! Today is the premiere of Nigel's new book "Greenfeast: Autumn, Winter" and I just ordered it online, so I couldn't deny myself the pleasure of refreshing my gustatory memory with previous books by this author. Alas, in such a cold, wind and rainy time I couldn't let this one travel alone to me in a parcel, so I added a companion, namely "Veg: Easy and Delicious Meals for Everyone" by Jamie Oliver. Both books present cooking based mainly or only on vegetables. *^-^* (Did you know that Hairy Bikers also published a cookbook with only vegetable recipes?... Those two?!... The world is coming to an end! *^O^*)




Usmażyłam dżem ze śliwek i fig z przepisu Nigela ("Kitchen Diaries III"), będzie na zimę do grzanek z serem pleśniowym albo kozim i rukolą.
I made a plum and fig jam from the Nigel's recipe ("Kitchen Diaries III"), it'll come in handy to put on a toast with a proper wedge of blue or goat's cheese and some Rucola leaves in Winter.




Zrobiłam też prześwietlenie kręgosłupa i za kilka dni czeka mnie wizyta u fizjoterapeuty, zapewne dalsze zalecenia, ćwiczenia, może basen. Na razie ćwiczę w domu jogę i rzeczywiście pomaga. Chodziłam kiedyś na jogę na zajęcia do klubu, ale jakoś jej nie polubiłam, sala była napchana ludźmi, trudno było nie stuknąć sąsiada stopą jak się człowiek rozciągnął. A w domu robię wszystko w moim tempie, wybieram ćwiczenia na kręgosłup i jakoś się wciągnęłam! *^o^*
Tyle na dzisiaj, spodziewajcie się niebawem nowej porcji rozgrzewających zup, bo znowu zebrało mi się kilka świetnych przepisów! I wreszcie biorę się do szycia! Do następnego usłyszenia! *^V^*
I did a spine x-ray and in a few days I'll have an appointment with a physiotherapist, he'll probably give me a set of exercises, maybe a pool recommendation. At the moment I've been doing yoga at home and it really helps. I used to go to a club for yoga classes but I wasn't impressed back then, the room was packed with people and I somehow didn't like it. But at home I do the chosen spine exercises in my own pace and it's growing on me! *^o^*
That's all for today, please come back in a few days for a new portion of warming up delicious soups, I found some great recipes! And I want to start to sew finally! So, till next time! *^V^*