Saturday, April 20, 2019

Jedną rzecz na raz

Ostatni tydzień zleciał mi nie wiem kiedy. Mimo, iż nie organizuję świąt byłam zajęta i w biegu. Nie pomogło również to, że...  w środę oparzyłam sobie prawą dłoń! Wyjęłam z piekarnika rozgrzany garnek z risotto, trzymając go poprzez rękawicę kuchenną, ale za moment zapomniałam, że jest gorący i chwyciłam za rączkę gołą dłonią......
Last week was gone in a blink of an eye. I was very busy, I don't even know what I was doing... It wasn't helpful that I... burnt my right hand on Wednesday! I took out the piping hot pot from the oven, using the kitchen glove of course, but second later I forgot it's that hot and grabbed the handle with my bare hand......




15 minut pod lodowatą wodą, potem 2 godziny trzymając w ręce zamrożony wkład do lodówki turystycznej, na koniec gruba warstwa żelu aloesowego i na noc Bepanthen. Myślałam, że w ogóle nie zasnę, tak mnie wciąż piekło, ale zmęczenie wzięło górę i jak zamknęłam oczy to od razu spałam. Rano ku mojemu zdziwieniu nie było bąbli ani bólu! *^O^* Wydaje mi się, że to intensywne chłodzenie tuż po sparzeniu odegrało kluczową rolę, ale czwartek miałam wyjęty z działania, dopiero w piątek mogłam znowu zacząć pracować prawą ręką normalnie.Tak więc, pamiętajcie - skupcie się no tym co robicie i jedna rzecz na raz!
15 minutes under the running cold water, 2 hours holding and ice pack, then a thick layer of aloe gel and Bepanthen for night. I thought I wouldn't be able to sleep because it was still hurting when I went to bed but as soon as I closed my eyes I was sound asleep and in the morning there was no sing of neither pain nor blisters! *^O^* I guess it's thanks to my immediate and long cooling of the wound, but on Thursday I still couldn't do much with my right hand. So, remember, be in the moment, concentrate and do one thing at a time!

Kupiłam materiały. Nic na razie z nimi nie zrobiłam, ale plany są następujące - z wiskozy w grochy będzie sukienka (coś powiewającego, marszczonego, może dekolt-woda, szukam wykroju), z jednego jeansu będą spodnie a z drugiego sukienka (obydwa mają ciekawą fakturę, czego zdjęcie dobrze nie oddało, nie jest to gładki niebieski jeans w każdym razie).
I bought some new fabrics. Haven't done anything with them yet but here are the plans - a flowy dress from the polka dots viscose, trousers from one jeans, and a dress from the other. You cannot see well here but the jeans fabrics are interesting and have some structure, not just plain blue.




#100kwiatówwkolorze ma się nieźle, chociaż znowu nie zdążyłam z piątkowym kwiatkiem i musiałam nadrabiać w sobotę dwie sztuki.
#100flowersincolour are doing okay, I skipped drawing on Friday because I was too busy but I did two drawings on Saturday.


 


A we wtorek po świętach zabieram się za kolejny projekt porządkowy - sprzątanie balkonu! *^o^*
And on Tuesday after Easter I'm starting a new cleaning project - taking care of our balcony! *^o^*

***

No i ostatni tydzień DOJadania. Dziś tylko menu z ostatnich kilku dni a jutro wrzucę wpis podsumowujący tegoroczne DOJadanie!


poniedziałek, 15 kwietnia
śniadanie: kokosowa jaglanka z mrożonymi owocami (na dwie duże porcje)
- 1 szkl. kaszy jaglanej przepłukać zimną wodą, potem dwa razy porządnie wrzątkiem
- zalać 1 szkl. wrzącej wody i gotować 15 min. pod przykryciem na małym ogniu
- wyłączyć gaz, dolać 1 szkl. mleka kokosowego, dosypać 1/2 szkl. wiórków kokosowych
- wymieszać, przykryć, odstawić na 10 minut (już nie gotować!)
- nałożyć do misek, dolać mleka kokosowego wedle uznania, posypać mrożonymi owocami (mogą być też dowolne bakalie, orzechy, czekolada)



lunch: makaron z kremowym sosem cytrynowym ze szparagami (Vegan Richa) - przepyszne danie!!!!!! Na pewno będę je gotować często wiosną i latem, szparagi można tu zastąpić groszkiem cukrowym albo brokułami. Polecam! *^V^*


kolacja: kanapki z rukolą i pomidorem, z masłem orzechowym i domową konfiturą

wtorek, 16 kwietnia (Robert miał iść do pracy, ale przez całą noc do 6 rano siedział przy komputerze i naprawiał Wielką Awarię, więc we wtorek został w domu...)
śniadanie: mąż przespał śniadanie, ja zjadłam owsiankę na mleku migdałowym z mrożonymi owocami (czarna porzeczka, maliny, jeżyny, wiśnie) i łyżką syropu z rokitnika *^v^*

lunch: musiałam załatwić dokumenty w urzędzie dzielnicy, więc skoro już wyszliśmy z domu, to poszliśmy na lunch do Dżungli (a jakże! ^^*~~ Ale akurat tam mieliśmy najbliżej). Zjedliśmy zupę Tom Yum, krem z marchewki, "kaczko"-burgera i lasagne (to chyba najsłabsza pozycja w menu tego miejsca)
Na deser do domu wzięliśmy jeden kawałek ciasta "snickers", ale nie zrobiłam mu zdjęcia...

 
 
 

kolacja: kanapki z rukolą i pomidorem, z masłem orzechowym i domową konfiturą - coś nudni się robimy z tymi kanapkami, wciąż takie same...)


środa, 17 kwietnia (Robert zrobił sobie pół dnia niejedzenia)
śniadanie: ja - jaglanka na mleku migdałowym z mrożonymi owocami i musem z mango, posypana wiórkami kokosa


lunch: pierogi z brokułami, tofu i szpinakiem (Virtu, kupiłam w Lidlu)


kolacja: risotto z pieca z bazyliowym pesto (Rabbit and Wolves) - bardzo łatwy sposób na pyszne risotto, wystarczy podsmażyć szalotki, potem ryż, dolać wino i bulion, i już nie stoimy i nie mieszamy przez 20 minut, tylko wstawiamy garnek do piekarnika!


czwartek, 18 kwietnia
śniadanie: nie jadłam śniadania bo rano poszłam na badania krwi na czczo, Robert zjadł kanapkę z masłem orzechowym i konfiturami z wiśni
lunch: Robert - dania hinduskie pozostałe z niedzieli, ja - kapusta indyjska z niedzieli, surówka z pomidora, cebulki i musztardy ziarnistej, do tego dwie kiszonki japońskie (rzodkiew daikon i kapusta pekińska w sosie sojowym), wykończyłam dwa słoiki i zrobiło się miejsce w lodówce! *^v^*


kolacja: burgery od Dobra Kaloria z domowymi frytkami z ziemniaków, na zdjęciu wygląda to marnie, ale oczywiście nie zjedliśmy ich na sucho! *^v^* Dodatki to były: korniszony, kiszona młoda kapusta, musztarda, ketchup



Dodatkowo upiekłam najłatwiejsze ciastka na świecie! *^V^*
Tylko uwaga - to nie są chrupiące ciasteczka, bo nie ma tu grama mąki i masła, raczej taka mamałyga do memłania. ale słodkie i zajmuje szczękę na jakiś czas. ^^
- 3 średnie niesamowicie dojrzałe banany
- 2 Ł naturalnego kakao
- 1 szkl. płatków owsianych (miałam płatki z suszonymi owocami z Lidla)
Porządnie wymieszać, masę powykładać łyżką na blachę, wstawić do piekarnika nagrzanego do 185 stopni, piec 15-20 minut w zależności od piekarnika/grubości ciastek.
(to przepis podstawowy, można dodać wedle gustu przyprawy - cynamon, kardamon, itp, orzechy, mak, pestki, suszone owoce, kawałki czekolady)



piątek, 19 kwietnia
śniadanie: jaglanka z mrożonymi owocami i łyżką syropu z rokitnika


lunch: ja - bulion z makaronem na szybko, Robert - armeński chleb z wędzonym tofu i warzywami (z foodtrucka przed biurem)
kolacja: mieliśmy gości - nasi lemak z kokosowym ryżem, prażonymi orzeszkami ziemnymi i ogórkiem, na deser boski wegański mazurek z czekoladą z bloga Jadłonomia.


Monday, April 15, 2019

Płynne złoto



W poniedziałek obudziłam się o 8 rano po nieprzespanej nocy. Strasznie nie chciało mi się wygrzebać z pościeli. Ale wstałam, założyłam buty do biegania i wyszłam z domu. Było niesamowicie ciężko... Nie wiem, jak to jest, że każdy powrót do regularnego biegania po dłuższej przerwie jest dla mnie taki trudny. Czy to kwestia mojego wieku? Czy tak zaniedbuję moją kondycję, kiedy przestaję biegać, że coraz trudniej mi na nowo zacząć?
Ale nie porzucam nadziei, że za kilka tygodni znowu dam radę przebiec kilka kilometrów bez wypluwania płuc i przerw na marszobieg. W zeszłym tygodniu zaczęliśmy ćwiczyć w domu program 300 przysiadów, możemy to robić niezależnie od pogody i mojego kichania i kasłania. I tak trochę liczę na to,  że te przysiady trochę pomogą mojemu bieganiu, a bieganie przysiadom, a wszystko to zwalczy mój cellulit, ha! *^V^* (pobożne życzenia)
On Monday morning I woke up at 8 am, after a sleepless night. I really didn't want to leave the bed. But I got up, put on my running shoes and went outside. It was incredibly difficult... I don't know why is it so hard to go back to running after a longer break. Maybe it's me age? Maybe it's because my stamina goes down when I stop running?
But I don't give up my hopes it'll get better in a few weeks and I'll be able to run more metres without coughing my lungs out. Last week we started the 300 squats program with Robert and we do that at home so weather is not a problem with me still sneezing and coughing. And I count on running helping my squats, and squats helping my running, and them both getting rid of my cellulite! *^V^* (well, wishful thinking)




Natomiast Jagoda była tak kochana, że dla podbudowania mojego zdrowia podzieliła się ze mną domowym syropem z rokitnika. *^0^* To prawdziwe płynne złoto i nie rozumiem, jak to się stało, że nigdy na niego nie trafiłam! Chociaż... szczerze mówiąc trochę nie wierzę w jego dobroczynne właściwości, bo to jest takie pyszne, że na 1000% nie może być lekarstwem!... (Żartuję! ^^*~~) Syrop jest słodki, ale jednocześnie kwaskowy, owocowy, rześki, niczym słońce w płynie. A jak poczytałam ile dobrego robi w organizmie (m.in. opóźnia starzenie skóry i zapewnia naturalną ochronę przeciwsłoneczną, o działaniach prozdrowotnych nie wspomnę!) to już wiem, że zawsze już będzie w moim jadłospisie. *^o^*
Jagoda was so great that she sent me some homemade sea buckthorn syrup to help with my stamina. *^0^* It's a real liquid gold, I have no idea how come I've never come across this product! Although... it's way to tasty to have any healthy properties!... (Okay, I'm joking! ^^*~~) The syrup is sweet but also sour, fruity, fresh, as if it was a liquid sun. And when I read what good it does to an organism (among others it helps make our skin younger, is a natural sun blocker, not to mention anti-cancer attributes!) I know that I'll be having a bottle in my kitchen till the end of time. *^o^*




Jagoda dorzuciła do paczki mydełka robione przez jej córkę, i ja w ogóle nie rozumiem, dlaczego to jeszcze nie jest zarabiający biznes!... Mydła w niczym nie ustępują mydłom, które kupowałam w tym roku - mają przyjemne delikatne zapachy (moim favorytem jest biało-czarne mydło z węglem i shea), bardzo dobrze się pienią, mają dobre składniki - masło shea, glinkę, macerat z rdestowca, dziewczyna wyraźnie zna się na robieniu mydeł. No i popatrzcie na tę myszę i serek (tego jeszcze nie mydliłam)!... *^O^*~~~
Jagoda added to the parcel the soaps her daughter makes and the girl really knows what she's doing! Her products have nice scents, make good foam, have good ingredients - shea butter, loam, knotweed essence, and just look at that mouse and cheese!... *^O^*~~~





#100kwiatówwkolorze wciąż na tapecie, chociaż miałam jedno potknięcie - w piątek tyle się działo, że nie zdążyłam z kwiatkiem... Ale nadrobiłam w sobotę, siadam i szkicuję, chociaż wciąż pracuję nad tym, żeby była to regularna praktyka o stałych porach, żeby wpaść w rutynę rysowania.
 #100flowersincolour are still on although in Friday there was so much going on in my day that I didn't manage to squeeze in the sketching... But I made two pictures on Saturday, I sit down everyday and do one sketch, although I still struggle to make it a regular practice at the same times of the day to fall into a routine.


 
 


Przed nami ostatni tydzień weganizmu. Czy było łatwo czy ciężko? Czy chodziliśmy głodni?.. Czego nam brakowało a czego zupełnie nie? Czy weganizm spełnił nasze oczekiwania i przyniósł wymagane rezultaty? Czy pozostaniemy przy takim sposobie odżywiania? 
O tym wszystkim już za tydzień! *^V^*
Our last week of vegan diet ahead of us. Was it easy or hard? Were we hungry?... Was was missing and what wasn't? Did the plant based diet live up to our expectations? Will we stay vegan or go back to flexi eating?
All these answers and more next week! *^V^*

***

Przedostatni tydzień DOJadania, już widzę jajka na miękko na horyzoncie!... *^-^*

poniedziałek, 08 kwietnia (Robert zrobił sobie pół dnia niejedzenia)
śniadanie: owsianka z mlekiem migdałowym, łyżką nasion chia, cynamonem i garścią mrożonych wiśni i czarnych porzeczek
lunch: ryż z japońską śliwką umeboshi, zupa miso na wegańskim bulionie, ogórek kiszony
kolacja: mapo tofu z bakłażanem zamiast wieprzowiny i dodatkiem groszku cukrowego, zjedliśmy je z makaronem soba



wtorek, 09 kwietnia
śniadanie: ćwiczyliśmy rano więc Robert na szybko chwycił kanapkę z guacamole i pomidorem, i pobiegł do pracy; ja zjadłam owsiankę na mleku owsianym, z łyżką nasion chia, łyżką kakao, rozgniecionym bananem i garścią mrożonych wiśni i czarnych porzeczek,
lunch: Robert - hinduskie dania z poprzedniej soboty, ryż basmati; ja kupiła w Leclercu wegańskie pierogi ruskie, bardzo smaczne! *^V^*

 

kolacja: ramen na wegańskim bulionie (oparty mniej więcej na tym pomyśle) z mayu - olejem z palonym czosnkiem (pomysł stąd: https://www.youtube.com/watch?v=1w62nkRb8q8), z dodatkiem tofu, grzybów mun, marchewek w paście miso, młodej kapusty, cebuli w piórkach, do tego szczypior a makaron razowy


środa, 10 kwietnia (Robert pracował z domu)
śniadanie: smażony jarmuż z cebulą, silken tofu, z ostrą pastą gochujang, i surówką z pomidorów


lunch: zupa ogórkowa z dodatkiem oleju na palonym czosnku

kolacja: kanapki z pomidorem oraz z masłem orzechowym i domowymi konfiturami

czwartek, 11 kwietnia
śniadanie: hobak buchim czyli kolejna wersja koreańskich placków z tartej cukinii, tym razem z zielonym chili i bez dodatku mleka roślinnego, wychodzą najbardziej zwarte i chrupkie


lunch: hinduskie dania kupne (dal palak, matar tofu, sklep Namaste obok stacji metro Stokłosy), domowy dal z czarnej soczewicy, ryż basmati, papadamy
kolacja: kanapki

piątek, 12 kwietnia (dzień wolny Roberta)
śniadanie: tofu smażone z jarmużem, szalotką i groszkiem cukrowym, surówka z pomidora
lunch: znowu Dżungla, bo zostało jeszcze tyle rzeczy do zjedzenia *^v^*, na przykład Mac'n'Cheese (sos ma kawałki pysznego brokuła!) i boczniak w stylu jerk w kanapce! Oraz zupa marchewkowa.

 
 


kolacja: bułki preclowe z Lidla, hummus, oliwki, korniszony, okrągłe fińskie chlebki z Lidla z masłem orzechowym i domowymi konfiturami

sobota, 13 kwietnia
śniadanie: smażona cebula z pieczarkami, sałatka: rukola, awokado, pomidor, ogórek, vinegrette, nasiona sezamu

 
lunch: kupne pierogi wegańskie z firmy Virtu (Lidl) - z ziemniakami i tofu, bardzo smaczne! Zjedliśmy ze smażoną szalotką i "bekonem" kokosowym (Jadłonomia)

 

kolacja: ponieważ cały dzień Robert warzył piwo a ja trochę chorowałam, na kolację odgrzaliśmy sobie kupne jedzenie indyjskie (sklep Namaste obok stacji metro Stokłosy), bardzo dobre składy, przepyszne, 7-8 zł za pudełko.



niedziela, 14 kwietnia (Robert w pracy)
śniadanie: ja - owsianka z mlekiem migdałowym, z rodzynkami, rozgniecionym bananem i mrożonymi czarnymi porzeczkami; Robert - kupne "kiełbaski curry wurst", korniszony
lunch:  mieliśmy gościa, który lubi jedzenie hinduskie, więc skorzystałam z niezawodnej książki "Wegańska kuchnia indyjska" Richa Hingle - kapusta z kokosem (str. 96), żółta soczewica z liśćmi bazylii (str. 103) i warzywa w wędzonym sosie pomidorowym (str. 174), papadamy, ryż basmati z przyprawami, mango lassi


kolacja: kanapki z masłem orzechowym i konfiturami

Monday, April 08, 2019

Pączki wegańskie, bo roślinne

Człowiek sobie planuje spokojny tydzień pełen gotowania i innych przyjemności, a potem dostaje desperacką prośbę o pomoc i... siada i pomaga, no bo jak można inaczej... *^o^* Pod koniec zeszłego tygodnia odezwała się do mnie zaprzyjaźniona grupa odtwórstwa historycznego - osoba, która zawsze wypisywała dla nich glejty dla nowych członków grupy w tym roku nie mogła tego zrobić, a coroczne spotkanie miało się odbyć za siedem dni! Przyjęłam zlecenie na dziewięć glejtów i jak zaczęłam nad nimi pracować to znikałam dla świata na dobre kilka godzin każdego dnia...  (w sumie wyszło 22 godziny faktycznej pracy)
Niestety, cierpiało na tym moje gotowanie, po prostu nie miałam czasu na wyszukiwanie fajnych nowych przepisów i ich gotowanie, a dodatkowo Robert pracował na drugą zmianę, więc jadaliśmy razem śniadanie, lunch zabierał do pracy a na kolację zjadał kilka kanapek przed północą, kiedy wracał do domu.
You may plan a calm week full of cooking and other pleasantries, but then you get a desperate cry for help and... you sit down and help of course... *^o^* At the end of last week a colleague from a friendly historic reenactment group contacted me and asked for a rescue - the person who usually made the diplomas for their Annual Meeting refused to do so this year, and they needed nine decorative medieval diplomas in a week's time! I agreed to make them and then I kept disappearing for the world for several hours each day... (I worked 22 hours in total)
Unfortunately, my cooking suffered from it, I had no time nor strength to search for new recipes and try them out, also Robert had a later shift at work so we ate breakfasts together, he took lunch to the office and for dinner we had sandwiches, separately because I didn't want to wait till almost midnight to eat.

Zeszły tydzień miał swoje bardzo przyjemne momenty, na przykład śniadanie z mężem w Organic Coffee. *^v^* Albo paczka od Eri, w której znalazłam trzy książki z wykrojami, piękny materiał w koty - KOTY! ^^*~~ i piękną saszetkę z lusterkiem (że o słodyczach nie wspomnę, ale na razie poszły do lodówki, bo muszą poczekać na koniec DOJadania, ech...). Znowu chce mi się szyć, mam nowe pomysły, mam wykroje i materiały, i mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu wygospodaruję wreszcie czas, żeby usiąść do maszyny do szycia!
Last week had its nice moments too, like breakfast with Robert at Organic Coffee. *^v^* Or parcel from Eri, in which I found three sewing books, a piece of fabric with cat pattern - CATS! ^^*~~, and a pretty bag with a mirror (I won't even mention sweets because they went straight to the fridge and will stay there till Easter). I feel like sewing again, I have new ideas and fabrics, I hope to sit at the sewing machine next week!




Projekt #100kwiatówwkolorze trwa, mimo, że byłam przez kilka dni zajęta kaligrafią i malowaniem dyplomów, dałam radę każdego dnia znaleźć chwilę na kwiatek.
#100flowersincolour project is up and running, although I was busy with diplomas for a few days I managed to draw one flower a day.


 
 
 
 


W weekend postanowiliśmy sprawdzić, czy kwitną już drzewa wiśniowe w parku na Służewiu. Nie plannowałam robić tego na rowerze, chciałam długiego spokojnego spaceru, ale jakoś tak wyszło, że znalazły się dwa rowery miejskie do wypożyczenia i pojechaliśmy. Tak więc, jeśli ktoś widział w niedzielę babę pędzącą na rowerze, w kolorowym makijażu, z czerwoną buzią od wiatru i przerażeniem w oczach na zakrętach, to byłam ja! *^v^* 
During the weekend we decided to check whether cherry trees are already in bloom in my district. I didn't plan to do it on a bike, I wanted a long smooth walk towards the trees, but we somehow ended up on the two last city bicycles available at the nearest station, and so we went. *^v^*
 



Niestety, wiśnie jeszcze nie kwitną. Sprawdziłam zdjęcia z zeszłego roku i robiliśmy je 22 kwietnia, czyli mają jeszcze dwa tygodnie na otworzenie pączków. ^^*~~ Tak samo sąsiadujące z wiśniami kasztanowce, na razie mają wielkie piękne pąki!
Unfortunately, cherries are still not blooming. I checked the last year's photos and then the cherry tress started to open flowers on 22nd April, so there's still two weeks to go. ^^*~~ As well as the chestnut tree next to the cherries, they have huge buds ready to bloom!


 


Na lunch znowu poszliśmy do Dżungli, bo Robert bardzo chciał spróbować  owoc chlebowca w kanapce (zdjęcia poniżej), a potem spacerkiem wróciliśmy do domu i.... kupiłam buty. 
*^0^*
We went to Dżungla for lunch because Robert wanted to try their pulled jackfruit (photos below), and then we started to slowly walk towards home and... I bought a pair of shoes on the way.
*^0^*

No właśnie, po drodze okazało się, że pod ursynowskim Ratuszem w każdą pierwszą niedzielę miesiąca jest pchli targ. O 16:00 większość sprzedających już się zbierała, ale na jednym ze stoisk zobaczyłam buty. Miłość od pierwszego wejrzenia. ^^*~~ Bardzo chciałam, żeby były bardzo drogie i kompletnie niewygodne (były już w moim rozmiarze, więc nie mogłam zagrać sama ze sobą tej karty... *^n^*). Ale nie, kosztowały kilkadziesiąt złotych, a kiedy je założyłam i zaczęłam chodzić w te i we wte po chodniku, okazały się zaskakująco wygodne! W sumie mogła się spodziewać, bo mam już czarne szpilki New Look i to są jedne z wygodniejszych butów na obcasie jakie kiedykolwiek miałam (chociaż nie są aż tak wysokie, bo te mają 14 cm i platformę pod palcami! ^^*~~).
No to może je wreszcie pokażę...
Well, it turned out that on every first Sunday there is a flea market next to the district townhall. At 4 pm most of the sellers were packing up, but at one stall I saw the shoes. Love at first sight. ^^*~~ I really really wanted them to be very expensive and totally uncomfortable (they were in my size so I couldn't play that card with myself from the beginning... *^n^*). But no, they were rather cheap and when I put them on and walked for a while along the pavement they turned out to be quite comfortable! I should've expected this because I already had a pair of black high heel peep-toes from New Look and they're one of the most comfortable pumps I've ever had (although they're not that high, these have 14 cms heel and a platform under the toes! ^^*~~)
Okay, so let's see them already...


 


I tym kraciastym akcentem zakończyła się nasza niedziela. *^-^*~~~
And that was the checkered end to our Sunday. *^-^*~~~
 
***

Piąty tydzień DOJadania w jadłospisie. Robert pracował na 14:30, stąd wspólne śniadania w domu przez cały tydzień. Przez tą drugą zmianę posiłki w tym tygodniu były nudne - kasza z warzywami albo hinduskie na lunch, kanapki na kolację. Nie lubię tych zmian, bo razem jadamy tylko śniadania, nie czekam z moją kolacją do 23:30...

poniedziałek, 1 kwietnia
śniadanie: pieczarki smażone z cebulą, chlebek, pomidory
lunch: kasza gryczana z grzybami i przyprawami, z dodatkiem zielonej fasolki szparagowej  ("Dania Babci Zosi") 


kolacja: kanapki z guacamole i ogórkiem, z muhammarą i rzodkiewkami

wtorek, 2 kwietnia
śniadanie: tofu silken smażone z pieczarkami i cebulą - smak najbardziej zbliżony do jajecznicy!, chlebek, pomidory, rzodkiewki
lunch: kasza pęczak z z dodatkiem żółtej fasolki szparagowej, marchewki i groszku, z żółtą pastą curry ("Dania Babci Zosi") 


kolacja: kanapki - kupne pasty: z buraka i śliwek suszonych, hummus, do tego ogórek, rzodkiewki

środa, 3 kwietnia
śniadanie: moja wersja koreańskich placków z warzywami na ostro buchimgae
- 1 szkl. mleka (u mnie owsiane)
- 1 szkl. mąki pszennej

- 1 Ł mielonych ziaren lnu
- szczypta soli

- 1 Ł pasty sambal oelek albo gochujang
- 6 dużych szparagów, przeciętych wzdłuż
- wielka garść młodych liści szpinaku

Wymieszać, porządnie usmażyć z obydwu stron (nakładać cienko i rozklepać), zajadać! *^v^*


lunch: kasza gryczana biała z soczewicą i pieczarkami, z dodatkiem groszku cukrowego ("Dania Babci Zosi")

kolacja: kanapki jak wczoraj

czwartek, 4 kwietnia
śniadanie: poszliśmy do Organic Coffee, ja zjadłam kokosową jaglankę z suszonymi owocami a Robert grillowaną kanapkę z hummusem i pieczonymi warzywami (zobaczcie, mają takie same talerze z IKEA co my w domu! ^^)

 


lunch: kupne wegańskie dania hinduskie (mamy niedaleko domu świetny sklep z produktami z Indii, w tym z jedzeniem wegańskim i wegetariańskim), ryż basmati, papadamy
kolacja: wrap z hummusem, ostrą pastą sambal oelek, podsmażonymi szparagami i papryką czerwoną z dodatkiem pasty miso; złożony w kopertę i przypieczony na patelni, podany z ketchupem i sałatką z pomidorów

piątek, 5 kwietnia
śniadanie: placki w nowej wersji:
- 1 szkl. mleka sojowego
- 1/2 szkl. mąki pszennej
- 1 tarte jabłko
- 1 dojrzały banan rozgnieciony
- 1/2 szkl. płatków owsianych błyskawicznych
- 1 Ł nasion chia
- 1/2 ł proszku do pieczenia


lunch: hinduskie dania z domowej zamrażarki ugotowane w poprzednim tygodniu - dal z czarnej soczewicy, curry z ciecierzycą, ryż basmati, placek naan
kolacja: kanapki - chleb wiejski, wegański ser gouda i pomidor, pasta z buraka i suszonych śliwek z ogórkiem kiszonym

sobota, 06 kwietnia
śniadanie: moja druga wersja koreańskich placków z cukinią na ostro buchimgae (zjedliśmy z guacamole i pomidorami)

- 1 szkl. mleka (u mnie migdałowe niesłodzone)
- 1/2 szkl. mąki pszennej

- 1 Ł mielonych ziaren lnu
- szczypta soli

- 1 Ł pasty sambal oelek albo gochujang
- 1 duża tarta cukinia (pamiętajcie, żeby porządnie odcisnąć startą cukinię z wody, która z niej wypłynie!!!)




lunch: thoran z kapusty i żółta soczewica ze szpinakiem (sookhi mung palak) - obydwa przepisy z książki "Wegańska kuchnia indyjska" Richy Hingle, str. 96 i 103, do tego ryż basmati superdługi z groszkiem, papadamy, domowe mango lassi

 

Domowe mango lassi (na dwie duże szklanice):
- 1,5 szkl. musu z mango (do kupienia w puszkach, ja kupuję na allegro wielkie puszki 800 g, i tak, mają one 4-5% dodatku cukru, ale mango lassi pijamy rzadko a weź i kup równo dojrzałe i słodkie mango w Polsce.......)
- 0,5 szkl. jogurtu kokosowego albo sojowego
- 2 szkl. mleka roślinnego
Wrzucić do blendera, zmiksować.



kolacja: kanapki - fińskie pieczywo z Lidla, rukola, "ser gouda" z Polsoja, ogórki, masło orzechowe i domowe konfitury

niedziela, 07 kwietnia
śniadanie: duszone pieczarki z cebulą i 2 Ł płatków drożdżowych (dodają serowego aromatu), podsmażone szparagi (pod koniec dodałam na patelnię 1 Ł pasty miso i 2 Ł wody, i posypałam ziarnami sezamu), surówka z pomidorów i szczypioru


lunch: znowu poszliśmy do Dżungli, bo Robert chciał spróbować "szarpanego jackfruita", ja wzięłam ogórkową i spaghetti bolognese

 
 


kolacja: czyszczenie lodówki *^v^*, czyli tak: resztka frytek, kilka szparagów z wody, ogórki kiszone i coś pysznego - burger warzywny z Lidla!