Monday, April 08, 2024

Szuba i #gołenuszki

 

I po świętach! Co u Was? *^v^* 

 

 

Wiem, wiem, "po świętach" było już 2 kwietnia, ale zeszły tydzień zostawiłam sobie na spokojne wejście w wiosnę, w powrót do wszystkojedzenia, we wtorek Robert miał dzień wolny i poszliśmy do kina na drugą część "Diuny" i na pysznego steka i sałatkę z rostbefem (muszę ją przygotować w domu!).  *^V^* Już w domu obejrzeliśmy też "Poor Things" i jest to film niesamowity wizualnie, scenografie i kostiumy zachwycają, a historia też jest fajna, zresztą niczego innego nie spodziewałabym się po reżyserze, który zrobił "The Lobster" i "Polowanie na świętego jelenia"! I całkiem przypadkiem obejrzeliśmy stary film Woody Allena "Alicja" - jedno z lepszych dzieł tego twórcy.


 

Na święta pojechaliśmy na Suwalszczyznę do teścia i było na luzie, bez spiny, z normalną ilością jedzenia. Niczego nie trzeba było robić w przerwach między posiłkami, więc głównie czytałam, bo zabrałam się za przypomnienie sobie cyklu "Diuny" - błyskawicznie połknęłam pierwszą część, którą czytałam już kilka razy, potem "Mesjasz", też mi dobrze znany (i już się cieszę na jego zapowiedzianą ekranizację), a teraz czytam "Dzieci Diuny". Wiem, że dalej będzie trudniej, bo zrobi się bardzo filozoficznie i przez to mogą być nudy...   Przypomniałam sobie jak to jest chodzić boso po trawie i chcę robić to częściej! Chyba tej wiosny i latem będę dużo chodzić w butach, które łatwo zsunąć, żeby stanąć gołymi stopami na ziemi! ^^*~~


 
 
W mojej okolicy kwitną wiśnie, dużo wcześniej niż w poprzednich latach. Tak wyglądały 1 kwietnia. 


 

REMONTOWO - udało się ustalić wreszcie termin montażu nowych okien - poniedziałek 15-go kwietnia!... Strasznie długo trwało ustalanie, było opóźnienie o półtora miesiąca, ale się doczekałam, chociaż komunikacja z firmą produkującą okna była daleka od ideału - trochę się musiałam nadopytywać, nadzwonić, ponaciskać. Okna opóźniają mi trochę inne prace remontowe, chociaż ekipa stara się robić inne rzeczy, które dzieją się z daleka od otworów okiennych i nie mają z nimi powiązania, żeby nie było opóźnienia, bo w końcu są zobowiązani do konkretnego terminu, żeby remont skończyć.



 

Pierwszą rzeczą jaką ugotowałam po powrocie do domu to była zupa na ogonie wołowym, danie idealne na zimny deszczowy dzień, kiedy dodatkowo człowiek jest przeziębiony i potrzebuje się rozgrzać (dosłownie i metaforycznie, bo uważam, że to jedna z tych zup, które otulają naszą duszę). Wreszcie udało nam się znaleźć stałe źródło ogonów wołowych (wcale nie tak łatwo je dostać...) - jeśli ktoś z Warszawiaków szuka dobrego sklepu z mięsem to proponuję odwiedzić Galerię Westfield Mokotów i tam znaleźć delikatesy Prime Cut Butchers (na parterze, obok Carrefoura).

 


 

Obiecany przepis na szubę czyli śledzie pod pierzynką. Są różne wersje, niektóre są bardzo bogate w składniki, u mnie skromniej, ale tak właśnie lubimy!

Składniki:

- 1 paczka śledzi a la Matjas 400g

- 1 duża cebula

- 500 g ziemniaków

- 250 g marchewek

- 500 g buraków

- majonez

- sól, pieprz

- koperek, natka do smaku

 


 

Śledzie wypłukać, moczyć ok. godziny w wodzie z mlekiem, wypłukać, pokroić w niedużą kostkę.

Cebulę pokroić w drobną kosteczkę.

Ziemniaki i marchewki ugotować do miękkości, obrać, zetrzeć na tarce na grubych oczkach.

Buraki ugotować lub upiec do miękkości, obrać i zetrzeć na tarce na grubych oczkach. (jak mi się nie chce z tym bawić, to kupuję ugotowane buraki bio) 

Układanie sałatki cienkimi warstwami

warstwa śledzi, cebulka, ziemniaki, marchewka, buraki, cienka warstwa majonezu, sól, pieprz

Powtarzać do wyczerpania składników, uklepując warstwy przed nałożeniem majonezu. Na koniec na majonez dać posiekany koperek i natkę, wedle gustu. 

Tajemnicą smaku są cienkie warstwy, dzięki temu smaki mogą się przenikać. W innych wersjach tej sałatki widziałam grubą warstwę śledzi, grubą ziemniaków, marchewki... Jak tak zrobimy, to potem będziemy jeść osobne warzywa i śledzie, a nie o to chodzi.



Zrobiłam na święta mazurka. To nie było ciasto, które pojawiało się w moim domu rodzinnym. Mama nigdy nie piekła, ciasta na święta przywoziła babcia a babcia piekła baby, serniki, makowce, placki drożdżowe, zebry, ale ani jednego mazurka! Kiedy babci zabrakło i za ciasta zabrał się tata to też wybierał te rodzaje które znał lub eksperymentował, również omijając mazurki. Kiedyś mama kupiła mazurki w sklepie, ale były twarde, bez smaku i ogólnie paskudne... A przecież mazurek to po prostu kruchy spód i nadzienie na wierzchu - krem, karmel, czekolada, owoce, czyli tarta na słodko.

 


 

Kruchy spód zrobiłam z przepisu ze strony Moje Wypieki, jest niezawodny.

  • 175 g mąki pszennej
  • 25 g cukru pudru
  • 100 g masła, schłodzonego
  • pół łyżki kwaśnej śmietany 18%
  • 1 żółtko
  • szczypta soli

Składniki wymieszać i szybko wyrobić (można w mikserze z ostrzem), zrobić kulę, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce ok. 60 minut. Następnie rozwałkować i wyłożyć formę (u mnie okrągła, bo taki mam pojemnik do przewożenia ciasta, podwoiłam ilość ciasta na spód), ponakłuwać widelcem i ponownie schłodzić 60 minut. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni, piec spód 15-18 minut do zrumienienia. Wyjąć, wystudzić.

Nadzienie to najpierw warstwa dżemu pomarańczowego z imbirem i kajmak (z puszki). Udekorowałam czekoladkami Lindt, wiśniami w czekoladzie i płatkami migdałowymi. 




Poza tym, upiekłam biscotti. Mam z tymi ciastkami kiepskie wspomnienia, bo kiedyś trafiłam na tak twardą sztukę, że złamałam na niej ząb... Ale oglądaliśmy brytyjski Bake Off i tam uczestnicy piekli biscotti, no więc spróbowałam. Nie wiem, czy wyszły odpowiednio chrupiące, są raczej miękkie ale kruche, a w smaku super! Skorzystałam z tego przepisu, nie miałam pistacji, więc dałam płatki migdałowe.

***

DOJadanie w tym roku zakończyłam potrawą, która pochodzi z naszego ulubionego cyklu S-F "The Expanse" (jest 10 tomów do przeczytania i 6 sezonów serialu do obejrzenia *^V^*). Jeden z bohaterów gotuje często Red Kibble czyli potrawkę z kawałków proteiny sojowej w ostrym pomidorowym sosie curry.  


 

Nie byłam przekonana do tego dania, głównie z powodu gąbczastych kotletów z ekstrudowanej proteiny sojowej, ale... odpowiednio przygotowane to jest bardzo smaczne! Kotlety trzeba najpierw porządnie namoczyć (tutaj w posolonej wodzie, ale może to być dobry bulion, po prostu trzeba nadać soi smaku), a ich struktura przypomina włókna mięsa. Polecam spróbować, tylko uprzedzam, że z powyższego przepisu wychodzi danie mocno ostre, warto jeść je z ryżem albo orzeźwiającą surówką.




Zapytacie pewnie, czy mam jakieś wnioski końcowe po tegorocznym DOJadaniu. 

No więc... nie mam. 

Poza jednym - w tym roku weganizm to nie był dla mnie dobry wybór i prawie* wszystko mi o tym mówiło - mało co mi smakowało, często byłam głodna, czułam w sobie opór przed wieloma daniami i strasznie tęskniłam za różnymi smakami niewegańskimi, i co najważniejsze - schudłam 1 kilogram, czyli w zasadzie nic. Mój organizm wyraźnie bronił się przed tym sposobem odżywiania i w porządku, rozumiem, nie wszystko jest dla każdego w każdym momencie. 

* (Napisałam "prawie wszystko" bo nie czułam się źle fizycznie na tej diecie ani nie miałam problemów z trawieniem, snem czy poziomem energii, gdyby tak było, natychmiast przerwałabym ten eksperyment.)




Zobowiązałam się sama przed sobą, że zrobię jak co roku wiosenne oczyszczanie wegańskie i słowa dotrzymałam, i wbrew utrzymaniu wagi czułam się i czuję lżejsza wewnętrznie - nie potrafię tego wytłumaczyć. A teraz spokojnie wracam do wszystkojedzenia. I to nie jest tak, że nagle rzuciłam się na samo mięso i sery rezygnując z warzyw, przecież to nie tak! Po prostu włączyłam z powrotem do diety białko zwierzęce w rozsądnych ilościach, zbilansowane dużą ilością warzyw, szczególnie ciemnozielonych liści korzystnych dla nas na przedwiośniu. Znowu dostępne są dla mnie wszystkie japońskie smaki - bulion rybny, katsuobushi, jajka i ryby! 

 


Zrobiłam bardzo fajny obiad bazujący na przepisach z mangi, którą się obecnie zaczytuję - "きのう何食べた?" (Co wczoraj jadłeś?) - skrzydełka kurczaka duszone z daikonem, blanszowane brokuły z dressingiem (umeboshi, majonez, sos sojowy, mirin), surówka z cykorii, zupa miso z grzybami, cebulką i wakame, i oczywiście miseczka ryżu.


 

 


Taki obiad uważam za kompletny i idealny dla moich kubków smakowych - niewielkie danie białkowe, warzywa na ciepło, surówka, zupa, ryż lub makaron. Różnorodność smaków, kolorów, tekstur, temperatur, i wbrew pozorom robi się to wszystko szybko i sprawnie, ryż sam się gotuje w suihanki i nie trzeba go pilnować, warzywa są często błyskawicznie blanszowane i dosmaczone dressingiem, kuchnia japońska to szybka obróbka mięsa w niedużych kawałkach albo szybkie smażenie ryb, ewentualnie wrzucamy wszystko do garnka, doprawiamy i się powoli dusi. Materiału do inspiracji mam mnóstwo, bo manga ma 144 części! ^^*~~ (oglądałam też serial na podstawie tej mangi w japońskiej telewizji, z moim ulubionym aktorem Nishijima Hidetoshi i Uchino Seiyou, jest świetny ale niestety nakręcono tylko dwanaście odcinków plus dwa filmy długometrażowe)

 


Wiosna za oknem pełną gębą, a aktualnie to już chyba nawet lato!... *^0^*~~~ Jeszcze w sobotę miałam kurtkę ale w niedzielę idąc na wybory wystawiłam gołe łydki i ręce na promienie słońca. ^^*~~ (tak, wiem, czas dołożyć koloru bo szybko mi się wypłukuje... moje włosy niezmiennie są niepodatne na odbarwianie i nietypowe kolory farb. Do tego próba stylizacji prostownicą - 6/10... *^W^*)




Tylko patrzeć, jak bez za moim oknem kuchennym zakwitnie na fioletowo, sakury na terenie SGGW już prawie w pełnym rozkwicie. *^0^*




Zostawiam Was z pytaniem, na które odpowiedź daje Erill, bardzo to mądre. Następnym razem pięć razy się zastanowię, zanim zacznę znowu opowiadać o tym, co mi się w życiu działo, z pozycji ofiary!...

 


 

 

Monday, March 25, 2024

Tralla la la!

No dobra, zima już chyba poszła sobie na dobre! Zaczęła się kalendarzowa wiosna, dziś rano była pełnia księżyca w zaćmieniu a co najważniejsze - jeszcze tylko tydzień DOJadania, tralla la la! *^O^*~~~ Nie muszę chyba mówić, że już kupiłam paczkę śledzi w oleju, bo na święta jedziemy do teścia i zamierzam zrobić szubę! Zapiszę dla Was wreszcie przepis na moją szubę, bo dopracowałam przepis, który był ostatnio bardzo chwalony przez osoby trzecie (czyli, że nie tylko mężowi smakowało!... ^^*~~).

 


 

Robię wiosenno-przedprzeprowadzkowe porządki. Robert przyjął inną strategię - zamierza podczas pakowania się do przeprowadzki zabrać tylko to co chce, a niepotrzebną resztę która zostanie w szafach i szufladach wyrzucać/oddawać dopiero w tamtym czasie. A ja już chcę przewietrzyć wszystkie kąty, więc zabrałam się za sprzątanie moich rzeczy. Jeden wór prawie nowych koszul i swetrów oddałam koleżance, mam nadzieję, że coś sobie wybierze a resztę puści w świat do swoich koleżanek. Nie mogę się doczekać sukienek i gołych nóg, i sandałów! ^^*~~




Zrobiłam porządek w książkach i wybrałam z półek wszystkie te, które kupiłam przez ostatnie kilka miesięcy, zaczęłam czytać albo jeszcze nie i odstawiłam "na później".  Całą tę pulę ustawiłam obok łóżka i zamierzam po nie sięgać po kolei wieczorami przed snem, na przemian z książkami online z abonamentu na Legimi, które czytam na czytniku (od niedawna, wcześniej czytałam na telefonie i to nie było zdrowe dla oczu i mojego snu...). 

 


 

Poza tym, próbuję wrócić do rytmu dnia "wczesne pójście spać => wczesne wstawanie". Zgubiłam to jakoś na początku roku a to było dobre, służyło mi, dobrze się czułam! Tak więc staram się być twarda i o 22:00 idę pod prysznic, żeby najpóźniej o 22:30 znaleźć się w łóżku. Czasami czytam jeszcze do 23:00, ale potem już grzecznie gaszę światło i idę spać. To nie zawsze przekłada się na wczesne wstawanie - jednego dnia byłam jak skowronek o 6:30, a następnego dosypiałam do 9:00, ale staram się! Najwyżej skończy się to "wczesnym pójściem spać => nie tak wczesnym wstawaniem", widocznie na przedwiośniu tego potrzebuję.

 

***

DOJadanie

W poniedziałek mąż zrobił śniadanie - kanapkę z wegańskim halumi, tapenadą i grillowanymi warzywami.

 

 

W inne dni bywała rozgnieciona ciecierzyca smażona z grzybami, jarmużem i tofu.

 


 

Na obiad jedliśmy np.: nabe - kociołek z tofu, grzybami, makaronem konyakku i zieleniną.


 

Dhal z przepisu z newslettera sklepu Masala.com.pl i jest to na tyle świetny przepis, że go tu zacytuję! ^^*~~

Składniki dla 3-4 osób

  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego lub oleju kokosowego
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • 3 ząbki czosnku, drobno posiekane lub przeciśnięte przez praskę
  • 1 łyżka świeżego imbiru, bardzo drobno posiekanego lub startego
  • 1 łyżka curry w proszku
  • 1 łyżeczka mielonej kurkumy
  • 1/2 łyżeczki mielonego chilli
  • 3 średnie ziemniaki, pokrojone w kostkę
  • 2 marchewki, pokrojone w plasterki lub kostkę
  • 200 g czerwonej soczewicy, opłukanej (nienamoczonej!)
  • 4 szklanki / 1 litr bulionu warzywnego
  • szczypta soli
  • 1 puszka pomidorów krojonych

    Do podania (propozycje):
  • Listki świeżej kolendry i sok z cytryny
  • Chlebki roti – świeże lub pokrojone w trójkąty
    i podsmażone na oleju
  • Pestki dyni lub słonecznika podprażone na suchej, rozgrzanej patelni

Wykonanie:

✔️ Przygotuj warzywa (umyj, obierz, pokrój). W dużym garnku na zupę rozgrzej olej rzepakowy lub olej kokosowy. Dodaj cebulę, czosnek, imbir i wszystkie przyprawy.
✔️ Po około minucie dodaj ziemniaki, marchewkę i soczewicę, mieszaj jeszcze około minuty przed dodaniem bulionu warzywnego.

✔️ Gotuj na małym-średnim ogniu przez 30 minut, od czasu do czasu mieszając. Dopraw do smaku solą w razie potrzeby.

✔️ Dodaj pomidory i gotuj jeszcze 5-10 minut. Zupa jest gotowa, gdy soczewica się rozgotuje i rozpadnie. Gotową podawaj z kolendrą, sokiem z cytryny i ulubionym, chrupiącym dodatkiem.


 

Wegańskie tacos z nadzieniem z tego co ugotował mąż - ryż limonkowy, meksykański sos czekoladowy i salsa z guacamole plus wegańska śmietana.


Mole z czekoladą i granulatem sojowym - składniki

• 4-5 papryczek suszonych albo z puszki - chipotle, guajillo, ancho, ñora, negro, etc. - najlepiej różne
• 1 szklanka bulionu warzywnego
• 85g ciemnej czekolady
• ¼ czerwonej cebuli
• ząbek czosnku
• 1 łyżka oleju
• 1 łyżeczka kuminu
• 1 łyżeczka anyżu
• sól
• pieprz

• 4 łyżki granulatu sojowego
• 1 łyżka mirinu
• 3 łyżki sosu sojowego
• woda

Mole - przygotowanie

Wymieszaj mirin z sosem sojowym, dodaj granulat i dolej wody tak, aby przykryć granulki. Zostaw do nasiąknięcia. 
 
Suszone papryczki namocz w ciepłej wodzie przez ~30min. Następnie odsącz, usuń nasiona i twarde części. 
 
Anyż i kumin utrzyj w moździerzu, cebulę i czosnek poszatkuj.
Rozpuść czekoladę na kąpieli wodnej. 
 
Połącz w malakserze przyprawy, cebulę, czosnek i pozostałe składniki sosu: papryczki, olej, bulion i czekoladę. 
 
Zmiksuj na gładko i przenieś na patelnię.
Dodaj granulat sojowy. 
 
Zredukuj sos do odpowiedniej gęstości. Zlej do miski.

 
Ryż limonowy - składniki

• 1.5 szklanki ryżu basmati
• 4 łyżki orzechów nerkowca lub arachidowych
• 2 łyżki oleju
• 3/4 łyżeczki gorczycy
• 1 łyżka urad dal
• 1 liść curry (kadi patta)
• szczypta asafetydy
• 1/2 łyżeczki kurkumy
• 1 czerwone chili świeże
• 1 zielone chili świeże
• 3cm kawałek imbiru
• ~50ml wody
• 1 limonka
• sól

 
Ryż limonowy - przygotowanie

Ugotuj ryż basmati, odstaw do wystudzenia. 
 
Pół łyżeczki oleju rozgrzej na patelni i przyrumień na nim orzechy. Zdejmij z patelni i odstaw na później. 
 
Posiekaj chili i imbir, przygotuj wszystkie składniki, przyprawy i wodę. 
 
Resztę oleju rozgrzej na patelni, wsyp gorczycę i dal. Przykryj siatkową pokrywką bo strzela! Przesmaż aż rozwiną aromat. Następnie dodaj chili, potem przyprawy a na koniec imbir. Uważaj żeby nie przypalić imbiru (30 sekund smażenia wystarczy). Dodaj wodę (ważny element, bo bez tego dal będzie twardy jak kamień, a woda spowoduje że stanie się chrupiący). 
 
Wyłącz gaz i dodaj ryż i orzechy. Wyciśnij sok z limonki (do smaku) i posól (także do smaku) mieszając całość z przyprawami. Przełóż do miski.


 
 

Usmażyłam naleśniki i nadziałam je kapustą z tego przepisu Vegeneraty (pominęłam kaszę jaglaną i nie mieliłam masy). Do tego był czerwony barszcz Pana Pomidora i jest to barszcz idealny! (mamy od nich kilka innych zup i dań, tajska, marokańska i pomidorowa są świetne!)

 


 ***

Ostatni tydzień marca, widzę na ulicy ludzi w cieńszych kurtkach, bez czapek, młodzież śmiga już nawet w bluzach! To mnie jakoś tak pozytywnie  nastraja, kto wie, może nawet w tym tygodniu umyję okna! *^V^*  Pozdrawiam serdecznie i zostawiam Was z cytatem z Blimsien!




Monday, March 18, 2024

Odpowiedzialność

 

 

Moja mama zawsze narzekała, że jej teściowa (a moja babcia) jest strasznie wybredna jeśli chodzi o jedzenie, ma swoje ulubione potrawy a w szpitalu to już w ogóle nic nie chce jeść!... Potem sama trafiła do szpitala i dopiero było marudzenie, że ona tego nie zje, tamtego nie zje... *^W^* Nie wspominając już o tym, że nawet nie można było wspomnieć mojej mamie o mięsie przyrządzonym na słodko!... 

Ja zawsze jadłam wszystko. Byłam dzieckiem idealnym - na nic nie wybrzydzałam, jadłam warzywa - kochałam szpinak!, zjadałam wszystko to co mi nałożono na talerz, byłam otwarta na próbowanie nowości. Miałam swoje ulubione dania, ale generalnie żyłam w świadomości, że lubię WSZYSTKO. I nigdy się nad tym tematem jakoś głębiej nie zastanawiałam, aż do teraz. 

Bo jak wiecie, w tym roku podczas wegańskiego DOJadania prawie nic mi nie smakuje. I wreszcie pierwszy raz w życiu zaczęłam świadomie patrzeć na mój talerz i zastanawiać się, co ja tak naprawdę lubię jeść.

I żeby nie było - nie ma takiego jedzenia, którego do ust nie wezmę, ja naprawdę zjem wszystko. Oraz nikt mnie nigdy nie zmuszał do jedzenia czegokolwiek. Ale zaczęłam głośno mówić, że czegoś nie lubię i nie chcę. Na przykład, nie przepadam za ciecierzycą, a Robert uwielbia i często ją teraz przyrządza, bo ciecierzyca jest świetnym składnikiem na diecie wegańskiej. Kocham ziemniaki, ale nie w formie pieczonej - dla mnie istnieje pure, kopytka, frytki, placki. W ogóle dla mnie idealną konsystencją dania jest kremowa jedwabistość - jajecznica na maśle, risotto, pure z ziemniaków z sosem, makaron z sosem, congee. Ale nie znoszę zup w formie kremu! Zupa powinna być przejrzysta, z kawałkami warzyw. I nie daję rady zjeść kukurydzianej tortilli... Kukurydzę bardzo lubię, ziarna w sałatce albo obgryzanie kolby - super! Ale kukurydziana tortilla dla mnie śmierdzi w sposób, którego nie jestem w stanie znieść!... A surowe pomidory mi smakują, jeśli gryzę je sama z całości, a nie kiedy są pokrojone w ćwiartki czy plasterki. *^o^*

Mój mąż jest zaskoczony, bo ja zawsze lubiłam wszystko! To on był tym, który nie lubi wątróbki albo brukselki, ja miałam swoje preferencje, ale nie mówiłam tak zdecydowanie "nie chcę tego, bo tego nie lubię". Nie wiem, dlaczego tego nie robiłam. A teraz mówię. Widocznie nadszedł mój czas na artykulację moich wyborów kulinarnych. *^0^*~~~

 

 

Zainteresowana treściami, jakie poznałam na warsztatach i w podcastach u Magdy Kasprzyk i Marianny Gierszewskiej kupiłam dwie książki - teorię poliwagalną Porgesa i osobistą historię Marianny. W niedzielę zaczęłam czytać tę drugą pozycję i ... O RANY!!! Jakie to jest ciężkie, ale dobre! Ta książka wywołuje we mnie wiele gwałtownych uczuć, w wielu sytuacjach widzę siebie z dzieciństwa (na razie jestem po pierwszych 50 stronach), poleciłabym tę lekturę każdej kobiecie.

 

REMONTOWO - w zeszłą środę podpisałam protokół przekazania kluczy, to oznacza, że teraz ekipa wkracza już z pracami montażowymi, na co mają 17 tygodni, co oznacza, że remont powinien się ostatecznie zakończyć w pierwszym tygodniu lipca. Za to pierwsze konkrety powinny by widoczne za dwa tygodnie, kiedy będą zamontowane nowe okna. ^^*~~


***

DOJadanie

Klopsiki Garden Gourmet z sosem pieczeniowym (mam zamrożone kilka porcji) i kaszą gryczaną, do tego ogórki kiszone.  


 

Zacierkowa! Kiedy jechaliśmy na rowerach przez osiedle w poprzednią sobotę, to w pewnym momencie doleciał do mnie zapach zupy zacierkowej i musiałam ją ugotować. *^V^*


 

A w piątek była ogórkowa. *^v^* Obydwie zupy podałam z mayu (olej z palonym czosnkiem), dla mnie bardzo pasuje. Do ogórkowej była też wegańska śmietana 15% Rama Crema.


W sobotę byliśmy u kolegi, który dla nas zrobił wegańską bezę z kremem kokosowym! *^V^*


A w niedzielę mąż na śniadanie usmażył ciecierzycę z jarmużem i przyprawami i sałatkę z wegańskim serem typu feta z Violife.


***

Zostawię Was z przemyśleniami Erill, na które trafiłam dziś rano na Instagramie. Bardzo ze mną rezonują te słowa bo bardzo dobrze znam życie w tożsamości ofiary, moja mama była idealnym tego przykładem i ja przez wczesne lata dzieciństwa i młodości przyjęłam ten jej model stanu umysłu jako obowiązujący (wiadomo, że rodzice są naszymi pierwszymi modelami postępowania). Na szczęście dość szybko zaczęłam kwestionować takie myślenie, nie pasowało mi do życia szczęśliwego, które ja chciałam prowadzić. I jak się okazuje, miałam rację, to nie jest dobre droga - ani dla nas samych ani dla naszych bliskich. 

Miłego tygodnia! *^o^*

 




 

A do Warszawy chwilowo wróciła zima...

 

Monday, March 11, 2024

Tego się nie zapomina!

 
 
 
Ostatnio na rowerze jeździłam ponad trzy lata temu. I wiecie co? Okazuje się, że tego się nie zapomina! *^V^* Jestem też pod wrażeniem, jak spisał się mój rower, który stał na balkonie przez cały ten czas, a w sobotę Robert napompował koła, nasmarował łańcuch, i pojechałam na nim bez problemów. Natomiast nie wiedziałam, że jest tak zimno (sobota była mroźnie wietrzna...) i palce u rąk zmarzły mi na kość! Oraz prawie połknęłam po drodze muchę, wiosna panie Sierżancie!... *^0^*

Miałam Wam polecić różności, na jakie ostatnio trafiam w Sieci, wiec na przykład - zaczęłam słuchać podcastów psycholog i psychoterapeutki Magdy Kasprzyk i uczestniczyłam w jej darmowym pięciodniowym warsztacie na temat złości, to w połączeniu z jej podcastami dało mi ciekawy wgląd we własną historię od dzieciństwa do teraz i narzędzia do obserwacji i radzenia sobie z rzeczywistością. Jej materiały szczególnie polecam rodzicom małych dzieci, bo pomaga w sposób dojrzały wspomagać dziecięce radzenie sobie z reakcjami na stres. Zapis jej warsztatów (części teoretycznej, bo poza tym robiliśmy ćwiczenia oddechowe, medytacje, itd) można wysłuchać na jej kanale z podcastami i bardzo polecam! Magda co jakiś czas robi takie darmowe warsztaty, a poza tym prowadzi trzymiesięczny płatny kurs "Od życia wspomnieniem do życia marzeń" i inne projekty.

Trafiłam też na podcasty Marianny Gierszewskiej Tak właśnie mam i na razie wysłuchałam jeden z nich o ustawieniach systemowych, temat który mnie ciekawi od dawna. Marianna mówi bardzo zrozumiale, profesjonalnie i interesująco, jest coachem, aktorką, autorką książek i porusza też inne tematy dotyczące naszego dobrostanu.

Na koniec coś z innej beczki - znacie Joannę Kołaczkowską i Szymona Majewskiego? Pewnie tak. A wiecie, że nagrywają razem podcast "Mówisię"?... Ja do niedawna nie wiedziałam, a jak się dowiedziałam to przesłuchałam wszystkie o-cinki (pisownia celowa! ^^*~~) wstecz i teraz czekam na każdy wtorek z niecierpliwością (a raczej na poniedziałek, bo zostałam ich patronem na Patronite i dostaję dostęp do nowych o-cinków dzień wcześniej). *^V^* Nic nie będę wyjaśniać, kto zna te dwie osoby ten wie czego się można spodziewać! UWAGA - nie słuchać w autobusie, bo ludzie będą się na Was patrzeć z politowaniem, kiedy będziecie się zanosić od śmiechu!... *^W^*~~~

 

 ***

DOJadanie

 

Mąż zrobił śniadanie - sałatka z warzyw (papryka opieczona na gazie a pomidory pozbawione skórki!) i wegańskiej "fety".

 

 

A tu grzanki z groszkiem, awokado i tą samą "fetą". Do tego hummus i pomidory. W tej wersji ser sprawdził się lepiej.


 

W niedzielę na śniadanie były naleśniki. Zamiast mleka krowiego dałam Alpro NieMleko, zamiast jajka - vEGGs (dodaję też ten zamiennik do placków, itd, czyli wszędzie tam gdzie jajko spełnia funkcję lepiszcza).  

 


 

Japońskie śniadanie - ryż, natto i umeboshi, zupa miso z warzywami, szpinak z dressingiem (sos sojowy, mirin, olej sezamowy i sezam), hiyayakko (zimne silken tofu ze szczypiorkiem i shio kombu).



Poniedziałkowy obiad - kare raisu. Okazało się, że mamy pudełko kostek japońskiego curry w wersji wegańskiej, więc przygotowałam sos z warzywami, do tego fasolowy kotlet. 

 


Szybki obiad środowy - katsudon (z wegańskim sznyclem z Vivera), zupa miso z warzywami i grzybami, surówka z ogórka.

 

Tego nie mogło zabraknąć - szare kluski!!! *^V^*


Szybki obiad niedzielny dla mnie - makaron z warzywami i kostką japońskiego curry.



A Robert jadł pieczone ziemniaki z gzikiem.



Kalafior z nadzieniem z tofu i ziół - bardzo smaczny, ale przełamałabym dominujący smak cytryny płatkami drożdżowymi dla dodania smaku serowego. W każdym razie, danie do powtórzenia.



Najlepsze pączki - wegańskie z piekarni Putka!!! *^V^*