Monday, February 18, 2019

Co się stało z Elio i Mario?...

Śniadanko? ^^*~~
Hungry? ^^*~~



Może naleśniki z nadzieniem z duszonego szpinaku (z czosnkiem i szczyptą gałki muszkatołowej), na to ser sirene i sadzone jajko, pomysł z książki "Poranne inspiracje" Violi Urban. *^v^* Przy okazji zapowiem, że na zamówienie Nupkowej będzie niedługo wpis o książkach kucharskich, które polecam!
Maybe some crepes with fried spinach (with garlic and a pinch of grated nutmeg), crumbled sirene cheese and sunny side up egg, from the book "Morning inspirations" by Viola Urban. *^v^* Btw, soon I'll write about the cookbooks I recommend.




Sprzątanie mieszkania po rodzicach weszło w fazę końcową. Nie chcę zapeszać, ale w sobotę udało nam się wynieść już prawie wszystkie rzeczy - na śmietnik, do piwnicy (akordeon i stare maszyny do pisania i szycia!) i to co chciałam zabrać do swojego domu. Teraz trwa malowanie i od marca wprowadza się nowy lokator, ufff!...
A ja w niedzielę usiadłam do porządkowania zdjęć.
Cleaning my parents' apartment is almost over. I don't want to jinx the process, but on Saturday we removed all the things - to the garbage bin, to the basement compartment (an accordion and old type writers and sewing machine!), I took home all I wanted to take. Now it's being repainted and starting in March some new people will live there, finally!...
And on Sunday I sat down to sort out the photos.




Cztery albumy, dwa prawie w idealnym porządku, wystarczyło tylko podkleić kilka zdjęć na rogach, bo czas zrobił swoje i czterdziestoletni klej nie chciał już trzymać narożników (zdjęcia ze ślubu moich rodziców i zdjęcia z kilku pierwszych lat mojego życia).
Four photo albums, two almost didn't need any intervention apart from gluing some photo corners down - no wonder, the glue was 40 years old and didn't want to work anymore because these were the photos from my parents' wedding and the photos from the few first years of my life.





Za to dwa albumy do przejrzenia bo zdjęcia w nich pomieszane kompletnie... Młodość moich rodziców, zdjęcia ze ślubów i pogrzebów w rodzinie (kto robi zdjęcia na pogrzebach?!...), jakieś przyjęcia, jakieś wakacje, działka, którą mieliśmy wiele lat temu pod Warszawą, kupka zdjęć w kategorii "nie znam tych ludzi i nie mam kogo zapytać, kto to jest"...
But two other albums were a mix of different photos... My parents' youth, photos from family weddings and funerals (who takes photos at funerals?!...), some parties, some holidays, the cottage we had ages ago, a pile of photos I labeled "people I don't know and I have nobody to ask who that was"...



Czy Elio i Mario, którzy randkowali z moją mamą (po prawej) i jej koleżanką w 1967 roku jeszcze żyją i pamiętają te dwie dziewczyny?... ^^*~~
Are Elio and Mario who dated my mum (on the right) and her friend in 1967 still alive and even remember those girls?... ^^*~~




Jak ułożyło się życie chłopaków, którzy spędzali wspólnie wakacje w Czaplinku w 1969 roku? Na dole bez koszulki mój tata, miał wtedy 21 lat.
How was life for the boys that spent holidays together in Czaplinek in 1969? My father is sitting down, without a shirt, he was 21 at that time.






Znalazłam mnóstwo portretów mojej mamy z młodości! Powyżej seksbomba z szałową blond czupryną. Czy Wy też macie w albumach zdjęcia rodziny głównie przy zastawionym stole, i z papierosami w dłoniach?...
O, na przykład tutaj moja mama mogłaby grać w serialu "Mad Men", rok 1967, miała wtedy 19 lat. ^^*~~
I found many portraits of my mum's from her youth! Sex bomb with a blond hairdo! Do you also have old photos of your family mainly sitting at the table with food? Smoking?...
Below, my mum could play in "Mad Men" easily - 1967, she was 19! ^^*~~





Ja od dziecka miałam poczucie stylu i zamiłowanie do sukienek... *^-^*
Since early childhood I liked dresses... *^-^*




Sukienki szyte (na starym Singerze na pedał) są dziełem mojej babci, szydełkowe - mojej mamy.
My grandmother sewn them for me and my mum crocheted them.




Mała kratka zestawiona z dużą kratką, hm... *^0^*
Small check with big check, well... *^0^*




Chyba nie mam zdjęć, na których bym się nie szczerzyła uśmiechem! *^W^*
I think I don't have many photos where I don't smile like crazy! *^W^*




Sentymentalna podróż do przeszłości, mam teraz porządek w zdjęciach i mogę sobie do nich wracać, i wspominać. Tylko szkoda, że niektóre z nich zaczynają zmieniać kolor i blaknąć, chociaż o dziwo dzieje się tak nie z tymi najstarszymi, tylko tymi z lat 80-tych i 90-tych.
Melduję, że sweter wszedł już prawie w fazę rękawów! *^V^* Myślę, że w następny weekend będzie co pokazać (o ile nie będę musiała domówić włóczki, bo niestety jest takie niebezpieczeństwo...).
Sentimental journey back to the past, I have sorted all the photos and I can go back to them and recall the times. Unfortunately some of them start to fade and change colours, and it's not the oldest ones, but the ones from the 80's and 90's.
I'd like to report that my new sweater reached the sleeve phase! *^V^* I think next weekend I'll probably be able to show it finished (unless I run out of yarn and will be forced to order more online, there is such possibility...).



Wednesday, February 13, 2019

Zamydlę Wam oczy!

Na początku wyraźnie napiszę, że ten wpis nie jest sponsorowany, wszystkie kosmetyki kupiłam za własne pieniądze a moje zachwyty są osobiste i uzasadnione wysoką jakością produktów i zadowoleniem z ich użytkowania! *^V^*


Jestem sknera.
*^n^*
To znaczy, nie. Ostatnią koszulę bym Wam oddała, ale kiedy patrzę na coś, co kosztuje rękę i nogę a wiem, że jak kupię materiał, z którego to coś jest zrobione i sama to wykonam, to zapłacę ułamek żądanej ceny, to mi się w środku coś zwija i piszczy!... ^^*~~
I'm a miser.
*^n^*
I mean, no. I'd give you my last shirt from my back if you needed it, but when I look at something that costs a fortune and I know I'd make something similar myself for a percentage of that price, something inside me curls and squeaks!... ^^*~~

Ale po kolei - kupiłam kilka mydeł. Chyba z powodu zimy zaczęłam mieć problemy ze skórą. Na ciele na szczęście, nie na twarzy, ale jak czegoś na pierwszy rzut oka nie widać to nie znaczy, że tego nie ma... Odstawiłam żel pod prysznic, którego używałam i wybrałam mydła o bardzo dobrym naturalnym składzie (zakupów dokonałam za własne pieniądze, to nie jest wpis sponsorowany *^o^*, co nie oznacza, że nie mogę pochwalić bo akurat jestem niesamowicie zadowolona!). Dodatkowo, moim powodem po sięgnięcie po mydła był fakt, że popatrzyłam krytycznie na ilość zużywanych przez nas plastikowych butelek po kolejnych żelach pod prysznic i szamponach...
But first things first - I bought a few soaps. Maybe because of Winter I started to have some problems with my skin. On the body, luckily, not on my face, but if you cannot see it it doesn't mean it's not there... I stopped using my shower gel and I bought some soaps with a very good natural ingredients. Also, my other reason was that I critically looked at our bathroom shelf and thought about all the plastic bottles with shower gels and shampoos we've been using up and throwing out...

Kiedyś kupiłam mydła z Ministerstwa Dobrego Mydła i byłam całkiem zadowolona z ich produktów, pomyślałam, że wspomnę o tym (MDM używa w swoich mydłach oleju palmowego, ale z etycznych źródeł), natomiast tym razem wybrałam dwie inne polskie marki: Cztery Szpaki i Kosmetyki DLA. Dla porządku dodam, że mam 44 lata, a skórę mam suchą (minimalnie świeci mi się czoło), bywa wrażliwa i miewam czasami pojawiające się znienacka uczulenia, ale nigdy nie odkryłam, co mnie uczula. (oprócz akrylu, po którym schodzi mi skóra jak wylinka u węża...)
Zacznijmy od mydła nagietkowego z Kosmetyków DLA - kupiłam to mydło do mycia twarzy i dekoltu. Tak, dobrze czytacie, po zmyciu makijażu olejem myję tym mydłem twarz jako drugie mycie. Jest polecane do cery suchej i wrażliwej, a w składzie ma napar z nagietka i kilka zmydlonych olejów, nic więcej. Porządnie namydlam buzię, spłukuję ciepłą wodą z kranu kilka porządnych razy i mam czystą skórę - nie jest ściągnięta, nie muszę natychmiast psikać tonikiem, chociaż i tak to po chwili robię. Niespodzianka - to mydło NIE szczypie w oczy! (a jako osoba nosząca okulary i czasami soczewki jestem na to szczególnie wyczulona) *^0^* Jest zapakowane w metalową puszkę, co jest wygodne podczas podróży, i fajne jest to, że jak nam się skończy to możemy dokupić samo mydło, nie płacąc drugi raz za opakowanie.
I once bought soaps from Ministerstwa Dobrego Mydła and I was pleased with them so I thought I'd mention them as well (they use palm oil in their soaps but from the ethic sources), but this time I chose two Polish companies: Cztery Szpaki and Kosmetyki DLA. I am 44 years old and my skin is dry with some periods of being sensitive and sometimes I get strange allergies, I don't know the source. (apart from acrylic, when I touch acrylic for a longer time I shed my skin like a snake...)
So, let's start with the calendula soap from Kosmetyków DLA - I bought this soap to use on my face and neckline. Yes, you read correctly, I wash my face with this soap, as a second cleansing after oil. It's dedicated to dry and sensitive skins, it has calendula infusion and some oils, nothing else. I thoroughly cover my face with soap bubbles, rinse several times with running tap water and my skin is clean - not puckered, I don't have to put a toner straight away, although I do it anyway. A surprise - this soap DOES NOT sting my eyes! (and being a person wearing glasses and occasionally lenses I am sensitive to this fact) *^0^* It's packed in a metal case which is convenient when you travel with it, and when we use up the soap we can buy just the replacement without the metal case.




Teraz Cztery Szpaki - wybrałam trzy mydła: zimowe o nienachalnym zapachu ciasteczkowo-korzennym, peelingujące ze zmielonymi pestkami dyni i mydło do włosów z olejem rycynowym. Znowu ta sama sytuacja - zmydlone oleje, olejki eteryczne, glinka, przyprawy i nic więcej niepotrzebnego ani sztucznego. 
Zimowe pachnie, ale nie jest to zapach duszący, raczej subtelny, co mnie cieszy, natomiast jeśli spodziewacie się korzennego odurzenia no to tak nie będzie. Peelingujące będzie idealne dla osób, które lubią porządne zdzieraki, używam go raz w tygodniu bezpośrednio na skórę i w sumie ode mnie zależy, jak mocno będę je przyciskać. Obydwa porządnie się pienią, dobrze myją, nie wysuszają mojej suchej skóry, po myciu nie jestem ściągnięta jak suszona śliwka! ^^*~~
Za to mydło do włosów to jest HIT! Kiedyś przymierzałam się do mydeł do włosów, ale te które znajdowałam wymagały po spłukaniu piany z włosów przelania ich kwaśną mieszanką wody z octem lub sokiem z cytryny. Nie chciało mi się tego robić, przyznaję... Natomiast tu nie znalazłam takiego wymagania, spieniam mydło w rękach (sznurek ułatwia korzystanie, bo mydło sobie wisi nad wanną ^^), rozprowadzam pianę na mokrych włosach, spłukuję. Tuż po spłukaniu włosy są bardzo sztywne i trochę się tego przestraszyłam za pierwszym razem, no bo jak miały mi zostać takie suche sznurki!... Zawinęłam włosy w ręcznik, wyszłam spod prysznica, zdjęłam ręcznik, roztrzepałam włosy palcami i uczucie sztywności zniknęło! Wtarłam w końcówki odrobinę olejku (używam różnych olejków i maseł, akurat mam z pestek śliwki z szafranem i jojoba), rozczesałam. Kiedy wyschły, były mięciutkie, falowane, efekt jak najbardziej zadowalający. *^v^*
Now Cztery Szpaki (which means Four Starlings) - I chose three soaps: Winter with a slight cookie-spicy scent, peeling with ground pumpkin seeds and hair soap with Castor oil. Again the best ingredients, oils, essential oils, loam, spices and nothing artificial or chemical.
The Winter soap smells nice but it doesn't choke you which is very good. The peeling soap is rather coarse, although it all depends on how strong you press it against the skin, I use it once a week on my body. Both make good bubbles easily, wash me well, do not dry my skin, I do not feel like a prune after shower! ^^*~~
But the hair soap is a real gem! I wanted to try hair soaps a long time ago but every one I found required to be rinsed with vinegared water and I didn't feel like doing it... But I didn't find this information with this soap, I make a foam in my hands, put it on my hair, massage it, then rinse it well. Just after rinsing the hair feel strange, stiff and I was a bit anxious at first. I tucked my hair in a towel, left the shower, removed the towel and stirred my hair running fingers through them and the feeling of stiffness was gone! I added tiny dots of oil into the hair ends (I use different oils and butters, currently I have plum and saffron oil and jojoba), I combed them. When they dried they became soft, wavy, I was more than pleased! *^v^*

Oczywiście tak jak składniki chemiczne mogą nas uczulać, tak samo mogą to zrobić składniki naturalne, szczególnie zioła i ich napary. Pamiętajcie o tym i w razie wątpliwości róbcie próbę za uchem!
Of course just as the chemical ingredients, the natural ones can give us allergies, especially herbs and their infusions. If in doubt, make a test behind your ear! 




Wracając do początku wpisu, mydło jak wiadomo w kontakcie z wodą lubi się zrobić śliskie i uciekać z rąk, poza tym jak się mydło wymydli to zostają kawałeczki, z których trudno korzystać, dlatego zachciało mi się sznurkowej myjki-woreczka, który by ujarzmił mydlaną kostkę a przy okazji zrobił pianę i porządnie mnie wyszorował. Poszukałam zatem w sklepach.
I tu nastąpił bunt na całej linii - nie spodobało mi się, że mam płacić prawie 18 zł (plus wysyłka) za malutki sizalowy woreczek!
Going back to the beginning of my post, when in contact with water soap likes to get slippery and run away from a hand, also it gets smaller and smaller with each use, so I felt I wanted a thread bag made of some linen for example which would work as a container and washcloth. So, I checked some shops in search.
And then I got angry - I didn't want to pay almost 5 dollars (plus shipment) for a small sisal bag the size of a soap bar!




Poszłam po rozum do głowy (i po farbę do ścian w sklepu budowlanego, bo akurat potrzebowałam! *^v^*), i kupiłam kłębek sznurka jutowego za niecałe 4 zł. Wyciągnęłam szydełko i w około 50 minut (tyle trwa jeden odcinek serialu "Trapped" *^-^*) zrobiłam woreczek na mydło. Ale nie poprzestałam na jednej sztuce, ponieważ tak: półsłupkami szydełkiem 5 mm zrobiłam gęsty woreczek na kawałki mydeł natomiast półsłupkami i słupkami na szydełku 6 mm zrobiłam drugi woreczek, w którym będę trzymać mydło do odplamiania z polskiej firmy Klareko. (jeszcze go nie używałam, więc nie mogę powiedzieć nic o jego działaniu, ale niezwłocznie doniosę, jeśli się sprawdzi!)
No i mam moje woreczki na mydła, nawet dwie sztuki, a sznurka zostało mi na kłębku jeszcze sporo!  *^V^*
So, I came to my senses (and went to the builder's shop to get some wall paint but that's another story *^v^*) and bought a ball of hessian twine for 1 dollar. I took a crocheting hook and in about 50 minutes I made a soap bag. But I didn't stop at that point. With 5 mm hook and denser stitches I made a bag for the pieces of soaps that are usually left when the soap bar runs out. But with 6 mm hook and looser stitches I made another bag to keep my soap for removing stains that I bought from Klareko.(I haven't used it yet so I have no opinion)
So, I have my soap bags, not one but two, and there's still a lot of thread left on the ball! *^V^*

 


Oczywiście nie jest to mój koniec eksperymentów z naturalnymi mydłami, bo powstaje u nas coraz więcej małych firm robiących mydła a ja chcę wypróbować wiele z nich... O, chociażby Hannah zainteresowała mnie mydłem i zapachu bzu i agrestu - AGRESTU!!! To mój owoc numer dwa! *^0^*~~~ (na pierwszym miejscu jest arbuz) W związku z tym możecie się spodziewać kolejnych recenzji, jeśli kupię nowe mydła i się u mnie sprawdzą, a i Was poproszę o polecenia i opinie, jeśli używałyście jakieś fajne mydła!
Of course I won't stop testing other natural soaps, there are more and more Polish companies that make them and I already have some ideas what I want to try next. Recently Hannah got me interested in a soap that supposedly smells like lilac and gooseberries - GOOSEBERRIES!!! That's my second favourite fruit! (the first one is watermelon) So expect more reviews if I get anything worth mentioning!
  



Muszę Wam jeszcze powiedzieć o kremie pod oczy, no muszę! 
Okay, so I must tell you about the eye cream I found recently, I must! 



Używałam kiedyś genialnego kremu pod oczy Shiseido Benefiance, po nałożeniu na skórę od razu czułam nawilżenie i odżywienie, i to uczucie utrzymywało się kilka godzin, był cudowny! Ale... po pierwsze, Shiseido testuje swoje kosmetyki na zwierzętach (do sprzedaży w Chinach, takie jest chińskie prawo), a ja od kilku lat nie używam kosmetyków testowanych. Po drugie, skład ma bardzo chemiczny. A po trzecie, jest pięć razy droższy niż to, co Wam zaraz polecę!
I used to use a great eye cream in the past Shiseido Benefiance, after application I felt my undereye skin was nourished and mosturised for a few hours, it was wonderful! But... first, Shiseido tests its cosmetics on animals (to be sold in China, that's the law) and I stopped buying brands that do testing some years ago. Second, it has chemical ingredients. And third, it's price is five times the price of what I'm going to tell you about!




Na markę Shy Deer trafiłam przypadkiem, kupiłam próbki i od razu zakochałam się w kremie pod oczy! *^O^* Daje taki sam efekt kilkugodzinnego nawilżenia i odżywienia co Shisheido, kosztuje niecałe 100 zł za 30 ml, ma genialny naturalny skład, firma jest polska, nietestująca na zwierzętach. Oprócz kremu pod oczy kupiłam sobie i Robertowi po kremie do twarzy. Wypróbowałam też bardzo przyjemne serum i emulsję do mycia (mam na razie zapas) i tonik, który niestety lekko pachnie lawendą, czego nie znoszę. Bardzo mi się podoba, że można kupić próbki i najpierw sprawdzić, czy pasują nam te kosmetyki, czy nie uczulają, itp
I found the Shy Deer brand by accident, I bought samples and I fell in love with the eye cream immediately! *^O^* It gives the same effect of nourishment and mosturing like Shiseido, costs 1/5 of the price, has great natural ingredients, the company is Polish and they do not test on animals. Apart from eye cream I also bought face creams for me and Robert. I also tried a good serum and a cleansing emulsion, but I have a supply of other brands now so didn't buy them. They also have a toner but it has a lavender scent which I cannot stand so it's a no go for me. I like that you can buy samples first and try the products, whether you like the smell, whether you are allergic to them, etc.




PS.: O mydłach dla mężczyzn na razie nie mam nic do powiedzenia, bo Robert ma swój ulubiony żel pod prysznic oliwkowy Ziaja i kategorycznie odmawia używania czegokolwiek innego. Może powinnam go namówić na jakieś mydła do brody, ale w kwestii kosmetyków jest raczej minimalistą, używa wprawdzie dobrych szamponów i kremów do twarzy na dzień, noc i pod oczy, ale do tonika już nie udało mi się go namówić. *^-^* (poprosił kiedyś o mydło i kupiłam mu takie rozmarynowe, ale tylko dlatego, że potrzebował naturalnego mydła na sznurku dla wygody, żeby zabierać na wyjazdy historyczne)
PS.: I have nothing to say about the soaps for men because Robert has his own favourite shower gel from Ziaja and he categorically  refuses to use anything else.  Maybe I could convince him to use some soaps for the beard but he's rather a minimalist as far as cosmetics, he uses good shampoos, facial day and night cream, an eye cream, but I couldn't get him to use a toner for example. *^-^* (he asked me once for a natural soap on a twine for historic events, for convenience, and I bought him this rosemary one)


Bonus - oto w jakich warunkach muszę pracować nad blogiem!... *^o^*
Bonus - here is how I work on creating posts for the blog!... *^o^*



Sunday, February 10, 2019

Ważne lektury i torby różnorakiego przeznaczenia

Dziś trochę różności, a zacznę od książki, która zrobiła na mnie największe wrażenie ze wszystkich moich styczniowych lektur, a mianowicie "Dlaczego podskakuję", autorem jest Naoki Higashida.
Trafiłam na nią przypadkiem, szukając w katalogu biblioteki innego autora, wypożyczyłam i połknęłam na raz! Książka ta to seria pytań i odpowiedzi, jakich udziela 13-letni wówczas (obecnie ma 27 lat) Naoki, który jest osobą z autyzmem.
Today a little bit of different topics, but first the book that left the biggest impression on me from all my January readings, namely "The Reason I Jump" by Naoki Higashida.
I stumbled upon this book by surprise, I was browsing the library's catalogue in search for another author and it suddenly came up, and when I started to read it I just couldn't put it away! It's a series of questions and answers by 13 year old then (now 27 years old) Naoki who is autistic. 




Myślę, że każdy z nas mniej więcej wie co to jest autyzm, widzieliśmy filmy fabularne albo jakiś dokument pokazujące dzieci w różnym wieku - izolujące się od reszty świata, zachowujące się dziwnie, czasami milczą i patrzą w przestrzeń, czasami krzyczą bez powodu i są agresywne w stosunku do siebie czy otoczenia, przeważnie nie mówią i nawet nie próbują się kontaktować w żaden sposób, nie lubią dotyku, żyją w swojej rzeczywistości. Nigdy bezpośrednio nie spotkałam się z osobą autystyczną, ale jest w nich coś fascynującego, medycyna nazywa to chorobą, no bo przecież każde zachowanie, której jest odstępstwem od normy społecznej jest chorobą, ułomnością. Natomiast ta książka otwiera nam trochę oczy na świat autystyczny i daje kilka odpowiedzi na pytania jakie nas nurtują - dlaczego osoby z autyzmem zachowują się tak a nie inaczej, dlaczego nie chcą przytulania, dlaczego często machają dłońmi przed oczami, dlaczego nie mogą usiedzieć w miejscu, jak zmienić naszego podejście do nich, żeby nasza wspólna egzystencja stała się łatwiejsza dla obydwu stron.
I think each of us knows more or less what autism is, we saw movies or a documentary showing kids of different ages - isolating themselves, behaving strangely, sometimes they keep silent and look ahead, sometimes they scream and are aggressive towards themselves or others, usually they do not speak and do not try to make contact in any way, they don't like being touched, live in their own reality. I've never met an autistic person but I've always found them somehow fascinating, medicine calls it an illness because every behaviour different from the common social norm is a sickness, a flaw. But this book gives us a peek into the autistic world and presents some answers for the questions we might have - why autistic people behave the way they do, why do they hate being hugged, why do they wave their hands in front of their eyes, why can't they stay still sometimes even for a moment, how to change our attitude in order to make our common existence easier.

To niesamowite, jak ten 13-letni wówczas autystyczny chłopiec z pomocą swojej mamy nauczył się komunikować ze światem za pomocą tablicy ze znakami kana i w ten sposób przekazał treść swojej książki (obecnie wydał już kilka książek i pisze bloga). Jego odpowiedzi na pewno pomogą rodzicom i bliskim dzieci z autyzmem nieco oswoić różne sytuacje życiowe, a moim zdaniem najważniejszym przesłaniem tej książki jest to, że autyzm nie jest chorobą - jest innym stanem umysłu, którego do końca nie poznaliśmy. Sam Naoki pisze o sobie, że czuje się, jakby nie był stąd, jakby był z innej planety, dlatego myśli i zachowuje się inaczej, i nie do końca potrafi słowami wyjaśnić, dlaczego coś robi tak a nie inaczej albo dlaczego reaguje w dany sposób. Wygląda na to, że opiekunowie osób z autyzmem powinny spróbować nauczyć się innego podejścia do swoich podopiecznych dla harmonijnej koegzystencji, a ta książka na pewno w tym pomoże. Polecam!
It's incredible how this 13 year old autistic boy with the help of his mother learned how to recognize kana signs and using this knowledge he passed the content of his book to be written down (now he has published more books and writes a blog). His answers surely will help parents and those close to autistic children to understand some of the life situations. In my opinion the most important point of this book is the idea that autistic people are not sick, they're just in a different place, a different state of mind. Naoki says that he feels as if he wasn't from here, as if he was from other planet that's why he thinks and behaves in a different way, and he cannot really explain it all in a human language. It seems when people around the autistic children should try to learn a different approach and if they do it'll make their and their childrens' lives easier. And this book will definitely help a lot!

***

A teraz z innej beczki - segregujecie śmieci? 
And now for something completely different - do you segregate your garbage?

A co pomyśleliście, kiedy z nowym rokiem weszły nowe przepisy dotyczące segregacji i pojawiły się pojemniki na odpadki biodegradowalne? Czy byliście wkurzeni, że trzeba w kuchni wygospodarować miejsce na nowy śmietnik? Ja trochę tak, bo moja kuchnia jest naprawdę malutka i miejsce pod zlewozmywakiem było już i tak zajęte pojemnikami na zmieszane, papier, plastik, butelki, mam tam też kubełek z gąbkami, workami na śmieci, itp, i pojemnik na torby foliowe. Coś musiałam poprzestawiać, coś wyjąć i przenieść gdzieś indziej. Czy to zrobiłam?
At the beginning of 2019 Poland introduced new law as far as trash segregation comes, adding new biodegradable container to the ones we previously had. Was I angry that I had to add another bucket into my trash collection cabinet? Yes, a little at first I was because my kitchen is really small and I already had a plastic trash, bottles, paper, mixed separate buckets next to the container for detergents, washing sponges, etc and a container for plastic bags to reuse under my kitchen sink.  I had to rearrange everything, remove something and put it someplace else. Did I do it?


Tak.
Po pierwsze, dlatego, że jestem osobą, która przestrzega przepisów, a skoro weszły takie regulacje, to ja za nimi podążam. (Tak, ja zawsze przechodzę przez przejście dla pieszych na zielonym świetle! ^^*~~)
A po drugie, dlatego, że uważam, że to jest mądre, żeby segregować śmieci i osobno składować to, co się nadaje na kompost, i to, co się nadaje do przetworzenia i powtórnego wykorzystania. Nie jestem eko-terrorystą i nie podążam drogą zero-waste, ale staram się nawet małymi krokami dodać coś od siebie, żeby nam się lepiej i czyściej żyło. Szkoda, że moi sąsiedzi nie myślą podobnie i w koszu na bioodpadki codziennie widuję różne rzeczy, które tam się znaleźć nie powinny - nierozpakowane wędliny, pudełko po lekach (być może z zawartością), ostatnio opakowanie po papierosach... Nie wiem, czy to złośliwość czy bezmyślność, nie chcę dociekać, żal mi, że głupota bierze górę nad rozsądkiem. 
(Dlaczego biegam do kosza bio każdego dnia? Bo naiwnie pomyślałam, że w domu, w którym jada się przede wszystkim świeże warzywa i owoce, na odpadki biodegradowalne wystarczy kubełek o pojemności 2 litrów... To znaczy, wystarcza, na jeden dzień, bo jak obiorę kilka warzyw, a potem zjemy kilka bananów czy cytrusów, to już jest resztek pod pokrywkę i trzeba wynieść śmieci! I jak za starych dobrych czasów biegam z wiaderkiem do kosza, opróżniam je i wracam machając pustym wiadrem! *^w^*)
Yes.
First, because I am a person that obeys the rules and if the authorities decided it's the new rule I follow them. (Yes, I always cross the street when the light goes green! ^^*~~)
But second, because I think it's wise and useful to sort our garbage and separate the biotrash from what we can reuse or recycle. I'm not some eco-terrorist nor zero waste practicioner, but I try to make my and everyone's lives a bit better with little steps. I wish my neighbours thought like that too... Everyday in the biodegradable container I see what doesn't belong there - like cured meat still in the packaging from the store, or a medicine box probably with some pills still inside, or a cigarette box... I don't know if it's ill will or just lack of thinking, I don't want to dig deeper, I feel sad that stupidity overshadows reason.
(Why do I go to the bio container everyday you may ask. Well, I naively thought that for the household mainly eating fresh fruit and veggies a mere 2 litre bucket will be enough for a few days... But then I peel some vegetables and we eat a few bananas and oranges, and it's filled to the brim! And as in the good old times I go out with a bucket, empty it and go back home swinging my empty little bucket like a little girl! *^w^*)




Obiecywano nam kiedyś, że Polska będzie drugą Japonią. No to posłuchajcie, jak to jest ze śmieciami w Japonii - nie ma koszy na śmieci na mieście. Jeżeli już są, to przy sklepach spożywczych stoją niewielkie osobne pojemniki na butelki, puszki, papier, zmieszane. Przy automatach z napojami stoi kosz na puszki i butelki (nie przy każdych, bo np.: na dużych stacjach kolejowych jak Shinjuku, gdzie przewija się prawie 4 miliony pasażerów dziennie nikt nie nadążyłby ich opróżniać, więc ich nie ma). I to tyle. Twoje śmieci, które wyprodukujesz będąc na mieście to Twój problem i często musisz je zabrać ze sobą do domu. A tam musisz je odpowiednio posegregować. Mieszkaliśmy przez miesiąc na zwyczajnym tokijskim osiedlu w bloku i na własnej skórze poczuliśmy jak wygląda tam taki system - osobno puszki i plastiki, z butelek zdejmujemy nalepki i nakrętki, opakowania po jedzeniu muszą być oczyszczone z resztek, osobno szkło, osobno papier wyprostowany, rozpłaszczony, poskładany na kupkę, osobno zmieszane, ale...  w miejscu gdzie mieszkaliśmy nie było kontenerów pod blokiem i nie wynosiliśmy sobie tych worków kiedy nam się podobało - w konkretne dni wypisane w kalendarzu podjeżdżała śmieciarka i do 8 rano trzeba było wynieść konkretny typ śmieci. Jak nie zdążyłeś (albo śmieci nie były odpowiednio spakowane, np.: papier nie był poskładany), to trzymałeś te śmieci w swoim domu do następnego wyznaczonego dnia, czyli np.: papier odbierano bodajże raz w tygodniu. U nas mamy ten komfort, że stoją duże kontenery i możemy nasze posegregowane śmieci wynieść z domu kiedy nam wygodnie.
Some politicians promised us once to make Poland a second Japan. So, let's see what the garbage disposal system in Japan is. There are no trash bins on the pavements around town. If they are, they're next to the convenience stores, of course separated into paper, glass, plastic/cans, combustibles. You will find the plastic bottles/cans containers next to the machines selling drinks but not always, for example on the busy railways stations like Shinjuku, where you have almost 4 mln people walking there each day nobody would be able to empty the bins, they'd be full in a few minutes! So, your trash is your problem and often you have to carry it with you home to dispose of it in a special way. We lived for one month in a normal Tokyo neighbourhood in a block of flats and we could observe the following garbage sorting system - separated plastics and cans, you had to remove the caps and label from the bottles, food containers cleaned, separated glass, separated paper - flattened and piled together, separated combustibles, but... where we lived it was a small mansion house and there were no trash containers outside so we couldn't just take out our trash whenever we wanted. Month was divided into specific days for picking up specific types of thrash, for example paper was taken once a week as I remember, so it had to be delivered on the day until 8 am downstairs in front of the building. If you were late (or the papers weren't properly packed), you'd have to take your garbage upstairs and wait till next week. We have this comfort in Poland that there are huge containers next to the building and we can remove the trash from our flats whenever we want.


Od lewej na górze: zmieszane i papier, na dole kubełek z gąbkami, detergentami, itd, obok plastik/metal a na nim na wierzchu pojemnik na odpady biodegradowalne. Duże wiadra są z IKEA, wiaderko na bio z TKMaxx. Butelki trzymam obok szafki i wynosimy na bieżąco. 
Dodatkowo, wiedzieliście, że Jan Niezbędny produkuje degradowalne worki na śmieci, które zaczynają się rozkładać po około 2 latach? Ja nie wiedziałam. Normalny plastikowy worek rozkłada się 400 lat. 400 lat........ ><
From top left: mixed trash, paper. Down row: bucket with sponges, detergents, etc and plastic/metal trash with the small bio caddy sitting on top. Big buckets are from IKEA, small compost caddy from TKMaxx. Glass bottles we keep next to the cupboard and we take them out abreast.

Robert mnie pyta, czy teraz będę tą kobietą, która zacznie wieszać kartki na śmietniku i na bloku zaczynające się od "drodzy sąsiedzi..." a dalej odezwa o segregację śmieci. *^v^* Otóż nie będę. Smutno mi tylko, że ludzie nie potrafią zmienić swoich nawyków myślowych kiedy idzie o sprawy ważne, a uważam, że zmniejszenie ilości śmieci i ich segregacja to ważna sprawa. Niestety wstyd przyznać, taka była moja mama. Miała dużą kuchnię i miejsce na dziesięć pojemników na różne śmieci ale nie segregowała, bo jej się nie chciało...
Zaczęłam się ostatnio zastanawiać, ile nasze gospodarstwo produkuje plastikowych śmieci i co mogę zrobić, żeby zmniejszyć tę ilość. Oczywiście nie zamierzam dać się zwariować i z miejsca pozbyć się każdego kawałka plastiku i nigdy już nie przynieść ze sklepu niczego plastikowego, to byłoby bardzo trudne (nie mówię, że niemożliwe, ale bardzo trudne). Mam sporo plastikowych opakowań, których używam od lat i posłużą mi jeszcze długie lata, głupotą byłoby nagle wszystkie wynieść do śmieci, żeby nie mieć "tego paskudnego plastiku". Ale na przykład ostatnio przestałam pakować warzywa i owoce w sklepach do tych cienkich plastikowych torebek, które leżą przy pojemnikach na dziale warzywnym. Nie muszę, mogę włożyć do koszyka kilka pomidorów, papryk, ziemniaków luzem, a potem włożyć je przy kasie do mojej materiałowej torby, nikt tego nigdy nie skomentował chociaż myślałam, że kasjerzy coś powiedzą. Cóż, może gdybym kupowała po kilka kilo każdego z warzyw czy owoców, to ktoś by to skomentował bo przekładanie każdego rodzaju na wagę zajmowałoby wieki, ale nie, nie kupuję tyle na raz! Te cienkie plastiki ciągle potem walały mi się po kuchni, a teraz mam je z głowy! ^^*~~
Robert asked me if I'd be now this woman who writes letters starting with "dear neighbours..." with some garbage sorting tips, and stick them around, but I wouldn't do anything like that. *^v^*  I just feel sad that people are so opposing to changing their thinking habbits as far as important issues are concerned, and I think sorting the garbage is important. I am ashamed to say my mom was like that... She had a big kitchen with space for even ten buckets for different trash types, and she didn't segregate because she didn't feel like it...
I've started thinking recently how much plastic trash come out of our household and what I can do to lower that number. Of course I won't go crazy to get rid of ever last piece of plastic from our home all at once and never bring anything in plastic bag from shopping, it would be very difficult (I'm not saying impossible, but difficult). I've had some plastic containers for years now and I'll be using them for many years to come, so it would be stupid to just remove all of them because it's "that awful plastic!". But recently I stopped packing fruits and vegs into those thin plastic bags that hang around in the vegetable department in the supermarkets. I don't have to, I take a few tomatoes, peppers, potatoes just as they are and put them into the shopping trolley, and then I place them on the cash register's conveyor belt, the cashier weights them and I pack them into my fabric shopping bag. I never got a comment about that. Well, maybe if I bought 5 kilos of everything they'd have some comments because it would take ages to place all the items on the scales, but I don't. Those thin plastic bags were everywhere in my kitchen and now they're gone! ^^*~~

Albo zmieniłam żele pod prysznic i szampon na mydła - te o dobrym naturalnym składzie, jest kilka takich polskich marek, które robią takie mydła. Myję nimi twarz, ciało, także włosy, i piekę dwie pieczenie przy jednym ogniu - trochę dbam o środowisko i bardzo dbam o siebie, bo moja skóra o dziwo lepiej się po nich czuje niż po żelach i mydłach w płynie! W ogóle ostatnio kupiłam kilka świetnych polskich naturalnych kosmetyków, chcecie minirecenzje? ^^*~~
Or I changed the shower gels and shampoos to soaps - the good ones with natural ingredients, there are a few Polish brands that make such soaps. I use them on my face, body and hair, and I kill two birds with one stone - I care about the environment a bit and I care about my skin a lot, because to my surprise my dry skin is more than happy when I used soaps!




Od jakiegoś czasu widać w mediach modę na torebki na zakupy warzywno-owocowe, ale nie te do spakowania całych naszych zakupów (takie tkaninowe torby są już w obiegu od lat, również u mnie), ale takie do pojedynczego rodzaju towaru, mniejsze na jedno jabłko, duże na kilka kilo ziemniaków. (Żartuję, jeśli kupujesz jedno jabłko to nie potrzeba torby, wystarczy wytrzeć je o koszulkę i można sie wgryzać! ^^*~~) Można je kupić w różnych sklepach online i na allegro, albo można uszyć samemu, jak to ja zrobiłam. *^v^*
For some time now you can see the trend for shopping bags in the social media, but I'm not talking about the fabric bags for all the items we buy (such bags have been in use for many years now and I've been carrying them with me all the time), I mean the bags for single type of food, smaller for one apple, huge for a few kilos of potatoes. (I'm kidding, when you buy one apple you don't really need a bag, you just wipe it with your shirt and dig into it straight away! ^^*~~) You can buy them or make them yourself, just as I did! *^v^*




Są dwa główne trendy - stare (lub nowe) firanki albo cienkie płócienko. Firanki mają tę zaletę, że nie brudzą się tak szybko, łatwo je wyczyścić i widać co jest w środku, no bo to siatka. Za to w torbę z płócienka można wsypać kasze, ryż i tego typu produkty, w Warszawie jest kilka sklepów, gdzie można przyjść z własnymi opakowaniami i kupować w ten sposób zboża, przyprawy. Nie wspominając o tym, że prawie na każdym bazarze jest takie stoisko z wielkimi worami kasz i zbóż, i tak samo możemy tam iść z własnymi torebkami. Mój mąż ma takie torby poszyte wiele lat temu i używa ich kiedy robi zakupy na wyjazdy średniowieczne, bo przecież w historycznym obozowisku, kiedy gotuje na ognisku w stroju z epoki i w glinianym garze, nie porozkłada wokół siebie foliówek z sypkimi produktami! *^V^*
There are two main trends - old (or new) net curtains or thin cotton lawn. Curtains have this asset that it's a net and you can see what's inside. On the other hand, in the cotton bag you can put granular foods like groats, rice, in Warsaw there are this wholesale shops where you can put granular foods into your own bags or jars, or there is always one stall during the veggie markets with huge sacks of granular foods and you can get a handful into your own bag. My husband made such fabric bags for his Medieval events many ages ago, because when he makes food in a historic camp using Medieval cutlery and pots, wearing Medieval clothes, you cannot have plastic bags laying all over! *^V^*


Doszyłam dla zabawy takie bawełniane metki, dostałam je kiedyś przy zakupach pasmanteryjnych, nie pamiętam skąd... A to chyba sałata, prawda?... *^-^*
I added such small cotton label, I got them with some craft shopping some time ago. It's lettuce, isn't it?... *^-^*

Ja, ponieważ na razie mam spory zapas różnych zbóż w opakowaniach sklepowych, zdecydowałam na razie uszyć kilka torebek na warzywa i owoce, gdy pójdę po nie na bazar i wrócę z całym wózkiem pełnym wszystkiego. Do tego celu wykorzystałam firankę zdjętą z okna w moim starym pokoju dziecięcym w mieszkaniu po rodzicach. ^^*~~ Technologia jest prosta - wycinamy prostokąt o dowolnej wielkości (no taki, żeby nam się chociaż kilka małych jabłek zmieściło, inaczej to nie ma sensu... *^0^*, nie za wielkie, ale też nie na dwie marchewki, dwie marchewki można wziąć do ręki), składamy na pół, zszywamy dół i bok, opcjonalnie zakładamy i zszywamy górny brzeg, i wpuszczamy w niego sznurek do ściągnięcia torby.  I już! (moje torby jeszcze nie mają sznurka) Firankę łatwo ciąć, bo ma wyraźne kratki:
Because at the moment I have a lot of granular foods at home, I don't need fabric bags right now, so I made some net bags to use for vegetables and fruits when I'll go shopping at the farmers' market. I used an old net curtain I took down from my own room in my parents' flat. ^^*~~ The idea is simple - cut a rectangle of the desired size (not huge but also not too small, it has no sense to sew a bag for two carrots *^0^*), fold it in half, sew the sides/bottom, make a tunnel for a string, put a string in and voila, ready to use! (my bags don't have the string yet). You don't have to measure net curtain, just cut along the check:





Torby warto spakować razem, żeby nam się nie plątały luzem, ja na przykład wykorzystałam lnianą torebkę, w której przyszły do mnie kosmetyki, wrzucę ten pakiet do wózka zakupowego i pojadę na bazar! ^^*~~ Z firanki na podwójne okno, sięgającej od sufitu do parapetu wyszło mi 12 torebek, w związku z tym zamierzam się podzielić tym dobrem z koleżanką, cóż za ekologiczne rozwiązanie pod wieloma względami - zamiast wyrzucić starą firankę zrobiłam z niej coś, co będzie w pożytecznym użyciu nawet w dwóch domach! 
Przetwarzaj na nowe i ponownie używaj! *^O^* (aż sobie chyba koszulkę zrobię z takim napisem, a co!... ^^*~~)
It's a good idea to pack a few bags together so they wouldn't roam in our big shopping bag, I used the linen bag I received with the natural cosmetics I got recently, next time I'll go shopping I'll just put it into my shopping trolley and will be ready! ^^*~~ My net curtain had a normal size for a double pane window size and it went from ceiling towards the window sill, so not even the full length, and I made 12 bags out of it! I won't be using them alone, I'll give some to my friend, so I believe I did something ecological - instead of throwing away the old curtain I made bags from it that will be used by two households!
Recycle and reuse! *^O^*


 


Oczywiście nie samymi torbami z firanki człowiek żyje. Z okazji skoków narciarskich w Finlandii w ten weekend od piątku obejrzałam jeden fiński serial kryminalny na Netflixie ("Deadwind") i zaczęłam drugi islandzki ("Trapped"), oraz dziergam nowy sweter i niedługo będę mogła pokazać spory kawałek! Do następnego razu! ^^*~~
Of course, I haven't only focused on making bags out of curtain recently. Because of the ski jumps in Finland this weekend I've watched one Finnish crime story tv series on Netflix ("Deadwind") and started another Icelandic one ("Trapped"), and I've been knitting a new pullover since Friday and soon I'll share it with you! Until next time! ^^*~~

Tuesday, February 05, 2019

Daj sobie czas

Pod ostatnim wpisem Kajka w komentarzu zauważyła, że gdzieś zginęła moja promienna natura. I ja się z tym zgadzam, to znaczy, zgadzałam się w styczniu i postanowiłam napisać o tym kilka słów.
Under the last post Kajka commented that she noticed I lost my radiant nature. And I totally agree, it was like this until the end if January, and I decided to write a bit about it.

Moje życie z moją mamą nie było łatwe, pisałam już o tym w zeszłym roku tutaj. Nie będę rozpisywać się na ten temat, chociaż wiem, że może pomogłoby to kilku osobom, gdyby przeczytały, jak sobie radzić z toksycznym narcyzem, że mają prawo zawalczyć o siebie nawet jeśli tym narcyzem jest własny rodzic, że terapia naprawdę pomaga poukładać sobie w głowie na nowo. No, ale nie chcę już tego rozdrapywać.
Ostatnie lata były coraz trudniejsze, co ciekawe widać to po ilości wpisów na blogu - z roku na rok było ich coraz mniej, jakbym nie miała siły pisać... (chociaż uważam, że jakościowo było całkiem nieźle! ^^). Wydawało mi się, że skoro przetrwałam ostatnie miesiące przed 1-szym września 2018, kiedy to moja mama zmarła, to wreszcie jestem wolnym człowiekiem i mogę ruszyć z kopyta z moim życiem. Nie miałam racji.
My life with my mom wasn't easy, I wrote about it here last year. I'm not going to write more about this topic although I know it might help some people in the same situation if they read how to deal with toxic Narcissus, that they can fight for their lives even if that Narcissus is their parent, that the psychological therapy really helps. But I don't want to dig in it again.
The last few years were more and more difficult, what's interesting if you look at my blog I kept posting less and less posts here, as if I had no strength to write as much as in the previous years... (although I think quality wise they were good years! ^^). I thought that if I survived the months before my mother's death on 1st September, finally I was a free person and I could get cracking with my life. I was wrong.



Najpierw był wrzesień - pogrzeb, największa praca przy sprzątaniu mieszkania po rodzicach, ale też radosne oczekiwanie na wyjazd do Japonii. Potem październik i nasze niespodziewane wakacje, na które się w ogóle w zeszłym roku nie nastawiałam, bo wiadomo, że nigdzie byśmy nie pojechali gdyby moja mama wciąż żyła i była chora. Przyszedł listopad i wróciliśmy do rzeczywistości, którą należało uporządkować - dokończyć sprzątanie mieszkania (emocjonalny ciężar tego zadania był chyba większy niż sama praca fizyczna...), pozałatwiać sprawy urzędowe, w międzyczasie zdecydowaliśmy, że zrobimy remont łazienki w naszym mieszkaniu więc na jakiś czas przeniesiemy się z kotami do mieszkania moich rodziców, opóźniając wynajem, co mi spędzało sen z powiek, bo nie wiedziałam, jak koty zareagują na chwilową przeprowadzkę w nowe miejsce. Potem, ponieważ majster od remontu okazał się jakiś szemrany i za drogi, odpuściliśmy remont. No i rozchorował się najpierw Robert a potem ja dostałam dziwnych niepokojących dolegliwości...
First it was September - funeral, the biggest job at cleaning the patents' apartment, but also the cheerful waiting for the trip to Japan. Then October came and with it our unexpected holidays, I didn't really count on going to Japan throughout the previous months because it was obvious we wouldn't go anywhere when my mother was getting more and more sick, and then she was dying in the hospice. November came and we came back to the harsh reality of finishing cleaning the apartment (the emotional burden of this task was somehow even heavier than the physical work...), I had to visit a few administration offices to take care of paperwork, in the meantime we decided to have our bathroom renovated so we wanted to move with the cats to my parents' apartment for some time which would push the letting of the flat further, and I wasn't happy about it because I didn't know how the cats would react to new place. Then, because the renovator we found turned out somehow crooked and too expensive we decided not to renovate the bathroom at this time. And the final piece of the puzzle - first Robert got sick and then I got some strange disturbing symptoms...



Jeszcze we wrześniu myślałam, że od teraz będę siłaczką, która góry sama poprzenosi i stawi czoła wszystkiemu, co życie przyniesie. Kiedy zakończyłam rozmowę telefoniczną z lekarzem z hospicjum, który poinformował mnie o śmierci mojej mamy, Robert mnie przytulał a ja mówiłam, że jest w porządku, że jestem spokojna i ogarnięta. Nie wzięłam pod uwagę jednej rzeczy - że właśnie przechodzę najzwyczajniejszą na świecie żałobę po stracie rodziców... Niezależnie od tego, jakie były między nami stosunki i jakie miałam do nich pretensje, każdy człowiek potrzebuje czasu, żeby na spokojnie opłakać, choćby symbolicznie, utratę najbliższej rodziny, a przede wszystkim musi sam sobie dać ten czas. Ja nie zrobiłam tego po śmierci mojego taty w 2016 roku, bo nie miałam kiedy - umierał nam kot, potem zaraz rozchorowała się moja mama, miała badania, operację i cały czas musiałam być silna, dla siebie i dla niej. Po jej śmierci wydawało mi się, że zamknął się pewien rozdział i koniec, zaczynam nowy z czystą kartą. Ale człowiek nie jest pojemnikiem, który można jednym ruchem opróżnić i zacząć wypełniać od nowa, zawsze coś zostaje i nas gryzie.
In September I thought from now on I'd be strong enough to move the mountains and to face anything life brings. When I finished talking with the doctor from the hospice who called to inform me about my mother's death Robert was hugging and comforting me, and I was saying I was calm and alright. I didn't take into account one thing - I was entering the mourning phase... Irrespective of the relationships between me and my parents, and my pretences, each man needs time to mourn - even symbolically, the death of the closest family, and he/she has to give himself/herself the time. I didn't do it after my father's death in 2016 because there was no time for that then - my cat was dying, then my mother got sick, she had her medical check-ups and an operation, and I had to be strong for me and for her. After her death I thought some chapter was closed and then I'd start a new one with clean slate. But a man is not a vessel that can be emptied with one movement to be filled with something new, there's always something left that bothers us.




Sprzątanie mieszkania wisiało nade mną jak miecz Damoklesa, mimo, iż zostało niewiele do zrobienia wciąż to odwlekałam, przyszedł grudzień, potem święta u teściów, wróciliśmy z nich z katarem stulecia, który ciągnął się i ciągnął w styczniu... Robert robił kolejne badania (nie chcę wchodzić w szczegóły) i mimo, iż wszystko wskazywało na w miarę niegroźną opcję chorobową, to istniała minimalna szansa na coś bardzo poważnego, i obydwoje żyliśmy w strachu (ja się nie przyznawałam, bo czułam, że muszę być silna za nas dwoje i podnosić męża na duchu). Na szczęście moje dolegliwości okazały się niegroźne i łatwe do naprawienia! I jakimś dziwnym trafem nie miałam energii do niczego poza zwyczajnymi codziennymi sprawami jak zakupy czy sprzątanie... Wydziergałam dwie czapki, maszyna do szycia stała nieruszana od lata, szkicownik pokrył się kurzem, o aktywności fizycznej nie wspomnę... Jedyne, co robiłam regularnie to czytanie książek!
Cleaning the apartment hanged over my head like the sword of Damocles and although it wasn't much left to do I kept procrastinating it, December came, then the Christmas holidays at my in-laws, we came home with the terrible cold that lingered into January... Robert kept doing medical check-ups (I don't want to go into details) and in spite of the fact that most of the results pointed towards a fairly benign illness there was a tiny chance that it's something life threatening and we both lived in fear (I was brave again for Robert). Fortunately my symptoms turned out to be the result of something not serious and easy to fix! I didn't have the energy for anything else than the normal day to day activities like shopping or cleaning... I knitted two hats, sewing machine stayed untouched, the sketchbook was covered with dust, I won't even mention doing sports... I only read a lot of books!



Kiedy uświadomiłam sobie, dlaczego tak się ze mną dzieje, zrobiło mi się trochę lżej i zamiast wciąż mieć do siebie pretensje, że jestem taka bezproduktywna dałam sobie czas. Dodatkowo w styczniu kolejne badania Roberta wykazały poprawę, więc prawie na pewno jego choroba nie jest tą poważną opcją zagrażającą jego życiu, uffff..... Pod koniec stycznia ruszyłam z finiszem sprzątania mieszkania po rodzicach i umówiłam małe odświeżenie ścian. W sprawach urzędowych zobaczyłam światełko w tunelu.
When I realised what was happening to me I felt better and instead of blaming myself for being lazy I gave myself time to grieve and rest. Also, in January Robert had another check-up and the results showed almost 100% certainty of something not life threatening, phew!... At the end of January I took care of finally finishing the cleaning of my parents' flat. I saw a progress in the administrative paperwork.




Powoli wracam do siebie. Zaplanowaliśmy tegoroczne rewolucyjne DOJadanie, ale o tym będzie dopiero w marcu. *^v^* Zebrałam się i sprułam wreszcie niekochany sweter, i zabrałam się za dzierganie czegoś nowego. Zaczęłam regularnie chodzić na długie spacery, i mam nadzieję na rychły powrót do biegania. Mam plany związane z malowaniem. Chcę wrócić do regularnej nauki japońskiego, którą porzuciłam rok temu. Coś się we mnie zmieniło i czuję, że po kilkumiesięcznym wycofaniu się wchodzę z powrotem na właściwą drogę. Będzie mi bardzo miło, jeśli będziecie mi towarzyszyć czytając tego bloga! *^0^*
I've been slowly starting to be me again. We planned this year's Yearly Slimming Menu's time in March. *^v^* I finally frogged the unloved sweater and started something new. We started to have regular long walks and I'm looking forward to running again.I have plans for new paintings. I want to go back to regular Japanese classes I temporarily resigned from last year. Something started to change in me and I feel after a few months withdrawal I am entering the right path again. I'll be more than happy if you continue to be with me on this path reading my blog! *^0^*