Monday, June 19, 2017

Tak się kochamy

już od dwudziestu pięciu lat!!!..... *^V^*
We've been in love for the last 25 years!!! *^V^*



PS.: To rocznica bycia razem, licealna miłość, ale nie ślubu. Ślub braliśmy 19 czerwca 2004 roku. ^^*~~
PS.: It's the 25th anniversary of being together, highschool sweethearts, not counted from the wedding. We got married on 19th June 2004. ^^*~~

Thursday, June 15, 2017

Jemy, jemy!

Dawno nie było o gotowaniu, a przecież jemy bezustannie!... ^^*~~ Podzielę się dzisiaj kilkoma pomysłami, bo ostatnio inspiracji mam mnóstwo!
It's been a while since I wrote about food and we eat constantly!... ^^*~~ Let me share today my recent inspirations.

Po pierwsze, wiecie, że moje ulubione smaki to ostry, kwaśny i słony, zatem odbudowałam zapasy koreańskich pikli - kimchi z kapusty pekińskiej, które robię od lat, a do tego dwie nowości - kimchi z kalarepy i z dymki. Dymki jeszcze nie próbowałam, bo musi trochę przefermentować (2 dni na blacie kuchennym i ok 4 dni w lodówce), ale kalarepka jest gotowa do jedzenia od razu, i jest boooooska - ostro-słodka! ^^*~~
First, as you may know, my favourite flavours are spicy, sour and salty, so I recently renewed my Korean pickles stock - I made cabbage kimchi that I've been making for years now, and two new ideas - kohlrabi kimchi and Spring onions kimchi. I haven't tried the Spring onion kimchi yet because they need a few days of fermentation (2 days on a kitchen counter and about 4 days more in the fridge), but you can eat kohlrabi kimchi straight away and it's divine - spicy and sweet! ^^*~~




Pozostając w klimatach kulinarnych, zbieram tylko trzy rzeczy - lalki, szminki i książki kucharskie. *^v^*
Dzisiaj o tych ostatnich, bo niedawno kupiłam cztery nowe inspirujące pozycje.
Still in the culinary theme, as you may know I collect three things - dolls, lipsticks and cookbooks. *^v^*
Here are the four books I bought in the past months.


Gotowanie Jamiego Olivera kocham od lat, mam kilka jego książek, wiele się od niego nauczyłam, podpatrzyłam sporo trików a gdy trafię na jego programy na Kuchni to siedzę przyklejona do ekranu i jadłabym wszystko co ugotuje! Niedawno przypomniałam sobie kilka odcinków jego nie najnowszych już serii "Superfood na co dzień" i "Gotuj sprytnie jak Jamie", a ponieważ na brytyjskim Amazonie obydwie te książki były na promocji, to wrzuciłam je do koszyka. *^o^*
I've always loved Jamie Oliver's cooking, I have several of his books, I've learned a lot from him and got to know quite a few tricks. When I see his programmes on tv I am glued to the screen and want to eat everything! Recently I saw a few episodes from the two series "Everyday superfood" and "Save with Jamie". On British Amazon I found the two books accompanying the series on sales so I bought them both. *^o^*




O ile serie w tv bardzo mi się podobały - przepisy, sposób prowadzenia programów, tak co do książek mam mieszane uczucia. 
"Save with Jamie" jest dokładnie taka jak program, a nawet lepsza! Opisane są oczywiście różne sposoby mądrego gospodarowania jedzeniem od zakupów poprzez gotowanie do przechowywania i przerabiania resztek, ale bardzo podoba mi się układ przepisów - np.: w sekcji "kurczak" zaczynamy od całego pieczonego kurczaka, a na kolejnych stronach mamy kilka smakowitych pomysłów na zjedzenie resztek owego kurczaka, a pomysły te nie są wydumane i na siłę, naprawdę ślinka od razu napływa do ust i człowiek żałuje, że nie ma ze trzech pieczonych ptasząt, które mu akurat zostały z niedzielnego obiadu!... *^V^*
Natomiast co do książki "Everyday superfood" to seria w tv bardzo mi się podobała, bo każdy odcinek był oparty na podróży Jamiego do jakiegoś kulinarnego zakątka na świecie, gdzie ludzie żyją długo i zdrowo z powodu swojego sposobu żywienia. W książce mamy krótki wstęp i kilkadziesiąt stron na tematy żywieniowo-zdrowotne pod koniec książki, a główna część to po prostu przepisy podzielone na rodzaje posiłków. Nie mówię, że ta książka jest zła, nie żałuję jej zakupu bo mam pod ręką wszystkie przepisy z programów, ale nie mam w stosunku do niej tak ciepłych uczuć, jakie wywołała seria telewizyjna.
I loved both tv series - the recipes, the way the programmes were presented, but I have mixed emotions about the books.
"Save with Jamie" is exactly like the tv series and even better! Apart from the ideas how to plan, shop, cook and store food wisely I love the recipe sections. For example, there is "chicken" chapter - we start with a recipe for a baked chicken, and then there are several great ideas for the leftovers. And it's not something silly and invented for the sake of the book, but really nice recipes that make your mouth water and you really regret you don't have a chicken or three left from your Sunday lunch to try them all!... *^V^*
On the other hand, I loved the tv series "Everyday superfood" which was based on Jamie's travels to places around the world where people live long and eat healthy foods. The book is a collection of recipes divided into types (breakfast, lunch, ect), and some introduction plus several pages about eating healthy at the end. Don't get me wrong, it's not a bad book and I'm glad I bought it because I have all the recipes in one place in my favourite paper format, but I just don't feel that book. Still, recommend the recipes.


Dodatkowo mam dwie nowe książki o kuchni wegańskiej.
Nie skusiłam się na pierwszą książkę Marty Dymek "Jadłonomia", bo znając jej bloga obfitującego w ciekawe przepisy nie czułam potrzeby, żeby dodatkowo uzupełniać bibliotekę innymi pomysłami kulinarnymi Marty. Ale kiedy ogłosiła, że wydaje drugą książkę "Nowa Jadłonomia" od razu kupiłam ją na przedsprzedaży! Dlaczego? Bo tematem miało być gotowanie z naszych rodzimych składników, ale z dodatkiem egzotycznych przypraw albo na sposoby, jakie się stosuje w dalekich krajach - Marta Dymek specjalnie dla tej książki odbyła wiele dalekich podróży po całym świecie.
I also have two new vegan cookbooks.
When Polish blogger Marta Dymek published her first book I didn't feel the need to buy it. There was a lot of recipes on her blog and I didn't want the book with similar ones. But when she announced the second book I bought it on a presale! Why? Because there was an interesting idea behind the recipes - Polish fruits and vegetables cooked with overseas spices. Marta Dymek travelled a lot to get ideas for this book and I felt inspired.




Jak widać sporo przepisów czeka już na wypróbowanie, pozaznaczane żółtymi karteczkami (i pozakreślane w spisie treści), ugotowałam na razie kapustę z Kerali z młodej kapustki i było pysznie! Będę chwalić kolejne potrawy w miarę ich przyrządzania i spożywania. *^v^*
As you can see many recipes await trying (numerous yellow post-its), I also underlined recipes in the contents page. I tried one recipe for the Kerala cabbage, using Spring cabbage and it was delicious! I'll share more dishes when I make them. *^v^*


A na koniec - perełka! Przemysława Ignaszewskiego odkryłam przypadkiem na Instagramie i od razu poczułam do niego sympatię. Poczytałam jego bloga, dowiedziałam się, że facet biega i że napisał książkę kulinarną, a kiedy rzuciłam okiem na kilka przepisów na blogu to już wiedziałam, że muszę tę książkę mieć! Dlaczego? Jakby to opisać.... Przemek gotuje tradycyjnie po polsku, chociaż po wegańsku. *^V^*
Last but not least - a true gem! I found Przemysław Ignaszewski by accident on Instagram and I immediately liked him as a person. Then I found his culinary blog and read his story about running and food, and when I looked through the recipes on the blog I knew I wanted his book! Why? Because he cooks traditional Polish cuisine but vegan way. *^V^*




No bo popatrzcie na dwa przykładowe przepisy - szare kluchy ze skwarkami z tofu:
Look at some recipes - potato noodles.




Albo jeden z najnowszych pomysłów - zrazy jaglane z nadzieniem z cebuli i pieczarek:
Or millet patties with onion and mushrooms stuffing.




To są proste pomysły na smakowite potrawy, które mnie przypominają smaki dzieciństwa, ale w trochę innej lżejszej wersji. Podobnie jak Marta, Vegenerat bierze sezonowe warzywa i owoce, i przemienia je w pyszności! ^^*~~
Dodatkowo książka jest opatrzona sporym wstępem, który przybliża nam historię autora - ponad pięć lat temu był on nieszczęśliwym leniwym grubasem, który postanowił coś zrobić ze swoim życiem - zmienił sposób żywienia, zaczął biegać i teraz jest zdrowym, szczęśliwym i wysportowanym człowiekiem. Bądźmy szczerzy - Przemek nie podaje żadnych cudownych rozwiązań, ale pokazuje, że konsekwentną pracą nad sobą można dużo osiągnąć i to jest motywujące. Jest dla mnie żywym przykładem na sytuację, w której pytamy: jak zacząć zdrowo się odżywiać? zdrowiej żyć?  Po prostu zacząć i nie przestawać! *^0^*
These are simple ideas for the tasty food that remind me of childhood, but in lighter versions. Similar to Marta, Przemek takes seasonal product and uses them to make something delicious! ^^*~~
Additionally the book has a long introduction which says a lot about the author - more than five years ago he was unhappy, lazy and fat, and decided to do something about his life - changed the way of eating, started to run on regular basis and day by day he became whom he is now - healthy happy and fit person. Let's be honest, he doesn't give you any miraculous overnight solutions but shows that our decisions and hard consequent work brings results, and it's motivating. He is the answer to the often asked question: how to start to eat healthy? to live a healthy life? Just start and don't stop! *^0^*

***

Jeszcze jedna wiadomość, bo chyba jeszcze Wam o tym nie pisałam - we wrześniu Wasze Fumy Turystyczne ponownie wyruszają na wyprawę w #jedynymsłusznymkierunku!!!  *^O^*
One more thing, because I haven't written about that yet - in September we are travelling again towards the #onlyrightdestination!!! *^O^* Which is Japan, of course, and I'll be writing about it on my holiday blog Fumy Turystyczne (unfortunately it's only in Polish, because being on holidays I don't have time to translate my posts, sorry...)



Bilety już kupione, hotele zarezerwowane a wycieczki wybrane. Może nie powinnam nic pisać, żeby nie zapeszyć, bo w zeszłym roku planowałam i dobrze wiemy, jak to się skończyło... Ale z drugiej strony tak rozumując człowiek niczego w życiu nie mógłby planować na dalej niż jeden dzień do przodu, bo nieprzewidziane okoliczności zawsze mogą się zdarzyć. Tak więc, trzymajcie kciuki a ja Wam wszystko pięknie opiszę i pokażę na blogu!!! ^^*~~
We bought the tickets, booked the hotels and chose the trips. Maybe I shouldn't write about it not to jinx it because last year I talked and was happy, and then my father died and we had to cancel the holidays in May... But on the other hand, being superstitious we shouldn't plan anything for the future farther than one day ahead because at any moment anything unexpected may happen. So, keep your fingers crossed for me and I'll award you with photos on my holiday blog!!! ^^*~~

Saturday, June 10, 2017

Sashiko III


Boro (ぼろ) to sięgająca XVII wieku japońska sztuka naprawiania znoszonych ubrań poprzez cerowanie lub zszywanie fragmentów na wzór patchworku. Takie ubrania były zszywane i jednocześnie ozdabiane haftem sashiko. Przypomniałam sobie o tej technice kiedy moja ukochana jeansowa kurtka zaczęła się niebezpiecznie dziurawić. Nic dziwnego, ma już w końcu około 20 lat! (tak, tak, ja nie niszczę szybko ubrań i noszę je naprawdę długo)
W zeszłym roku próbowałam ją ratować cerowaniem, ale kiedy cerowane fragmenty zaczęły oddzielać się od wzmocnionej grubymi szwami linii ramion poszłam po rozum do głowy i sięgnęłam do innej lepszej techniki. Z kawałka jeansu wycięłam odpowiedni kawałek i przypięłam szpilkami do karczka kurtki.
Boro (ぼろ) is a XVII c. Japanese art of mending the worn out clothes by darning and sewing together patches of fabrics to look like a patchwork. The stitching used is called sashiko. I remembered about this technique when my beloved jeans jacket started to have holes. No wonder! It's almost 20 years old! (yes, I don't destroy clothes quickly and wear them for a long time).
Last year I tried to save it by darning the holes but this year the darned pieces started to let go and move away from the thick seams of the shoulders, so I had to apply some other way of mending. I cut out a piece of dark jeans and pinned it to my jacket.
 



Potem białą kredką wyrysowałam wzór do wyhaftowania - kilka kwiatów sakury, płatki i siatka prostych linii. Haftując moje wzory przebijałam igłę z nitką przez dwie warstwy materiałów - granatowego jeansu i kurtki pod spodem, więc jednocześnie ozdabiałam mój ciuch i wzmacniałam strukturę karczka. Na brzegach naszywany fragment przyszywałam do grubych szwów kurtki.
Then using white crayon I drew the pattern to be embroidered - a few cherry flowers, petals and criss-crossing lines. Doing the embroidery I stabbed both surfaces of the fabrics - the dark blue jeans and my jacket underneath, so I strengthened it and embellished at the same time. At the edges I caught the dark blue jeans to the thick seams of the jacket's.





Potem popatrzyłam na przednią część kurtki i doszłam do wniosku, że i tam przyda się wzmocnienie, no to wycięłam dwa kawałki jeansu i doszyłam je za pomocą sashiko - wzór kuli pochodzi od kształtu okna w tradycyjnym japońskim domu a romboidalne plecionki są jednym z klasycznych sashiko.
When I finished I looked at the front of the jacket's and decided it could definitely use some reinforcement too, so I cut out two more pieces from the dark blue jeans and added them with the sashiko stitches - the ball is a window from a traditional Japanese house and the rhomboids are one of the traditional sashiko patterns.






Kilka wieczorów później miałam już gotową odmienioną kurtkę. *^v^*
In a few nights I had a brand new jacket. *^v^*




Moje pierwsze próby z sashiko możecie zobaczyć tutaj i tu.
A kurtka miała swoją premierę podczas sobotniego Festiwalu Koreańskiego na Agrykoli. *^v^*  Pojechaliśmy tam na rowerach i oczywiście nie dałam rady podjechać pod Belwederską, jak w zeszłym roku..., a mąż nie omieszkał tego uwiecznić na zdjęciu!...
My first sashiko attempts can be seen here and here.
The jacket had its premiere at Saturday's Korea Festival in Warsaw. *^v^* We went there on bikes and again I didn't manage to drive up the steep street just like last year... My husband of course took some photos of me walking with a bike!...




Na festiwalu było wszystko to, czego się można było spodziewać - dużo pysznego jedzonka, koreańskie występy muzyczne i taneczne, stoiska najróżniejszych koreańskich firm a także loteria fantowa, w której niestety niczego nie wylosowaliśmy, ech... ^^*~~ Ludzi było zdecydowanie mniej niż tydzień temu na Pikniku Japońskim, więc można było spokojnie obejrzeć wszystkie atrakcje i spróbować jedzenia bez gigantycznych kolejek.
There was everything Korean at the festival - lots of delicious food, music and performances, Korean goods stalls and the lottery - unfortunately we didn't win anything. ^^*~~ There weren't so many people like last week on Japanese Picnic so we could walk around all the interesting stalls and try the food without enormous queues.







Za to o 15:30 stawiliśmy się w Muzeum Warszawskiej Pragi, ponieważ odbywał się tam Festiwal Rzemieślników i nasza przyjaciółka Anna miała tam wykład na temat gorseciarstwa! W oczekiwaniu na prezentację uzupełnialiśmy płyny, bo dzień był upalny. ^^*~~
At 3:30 we went to the Warsaw Prague's Museum where there was a Craftsmen Festival and our friend Anna had a presentation about corset making! While waiting we supplemented the fluids because the day was hot. ^^*~~

 



Można było posłuchać o historii tej części garderoby, zobaczyć co w gorsecie siedzi w środku a nawet przymierzyć różne gorsety. *^v^* Anna prowadzi pracownię i sklep Absynt na Chmielnej w Warszawie, gdzie kupicie gorsety gotowe albo uszyte na zamówienie. Nie polecam, bo to moja przyjaciółka, ale dlatego, że szyje piękne rzeczy! ^^*~~
 You could hear about the history of corsets, see what's inside and even try some corsets on. *^v^* Anna has a corset making workshop and a shop Absynt in Warsaw where you can buy ready made corsets or order your own. I don't write about it just because she's my friend but because she's good at what she's doing and she makes beautiful things! ^^*~~







Po poprzednim to kolejny weekend pełen wrażeń, a jutro wyprawa z mamą do IKEA. ^^*~~
After last week it's another weekend full of activities, tomorrow we are going to IKEA with my mum. ^^*~~

Sunday, June 04, 2017

Kimono girl

Czasami chodzi za człowiekiem pomysł ale nie wie do końca jaki. Trzeba impulsu, który nas naprowadzi na właściwy tor myślenia. I tak też było z dzisiejszym projektem! *^v^*
Niedawno na mojego bloga trafiła Elicat, która szyje piękne rzeczy. Przeglądając jej bloga cieszyłam oczy różnymi projektami aż natrafiłam na tę sukienkę. I mnie tknęło, a raczej walnęło jak obuchem w łeb! ^^*~~ Ja też taką chcę! I mogę sobie taką uszyć!... Nie miałam wykroju, z którego korzystała Elicat, ale miałam mój ulubiony model 117 z Burdy 06/2015, który łatwo poddawał się modyfikacjom.
Sometimes you have an idea but it's vague. You need an impulse to find the correct way of thinking. That's how it was with today's project! *^v^*
Recently my blog was visited by Elicat, a very creative person who sews beautiful things. When I read her blog I found that dress. And suddenly I knew what I wanted to make! ^^*~~ I wanted similar dress! And I could make it. I didn't have the pattern Eli used but I used my trusty model 117 from Burda 06/2015, that was easy to modify.



Historia materiałów, jakie składają się na ten model jest następująca - dawno dawno temu (w lutym 2014 roku) IKEA miała w ofercie trzy kupony wzorzystej bawełny, rozmiar każdego to było 112 cm na 5 m, i kupiłam dwa z nich. Pierwszy znacie z sukienki Cukierkowe morze, ale nie wiecie, że wykorzystałam tylko czerwoną część tkaniny, która dodatkowo miała wąski pas seledynowej zieleni wzdłuż jednego dłuższego boku. Drugi kupon był czarny z imitacją haftu sashiko i wielkimi białymi i czerwonymi rybkami. (Trzeci był w karaluchy i nawet nie odważyłam się go dotknąć w sklepie, brrrr!.....)
The fabrics I used are the following - a long long time ago (in Feb 2014) there was this cotton in IKEA. They offered three ready-cut pieces 112 cm per 5 m in size, in three patterns of which I bought two. You know the first one from Candy Sea dress, what you don't know is that the fabric was mainly red but it had a light green band along one edge. The second fabric was black with some sashiko stitching print and huge red and white fish images. (The third one had cockroach print and I didn't even touch it!...)




Drugi kupon leżał i leżał, aż wreszcie zobaczyłam sukienkę Eli i wpadłam na pomysł, żeby połączyć moje różne materiały i stworzyć z nich coś na kształt wielowarstwowego stroju na podobieństwo warstw japońskiego kimona. W tym celu podzieliłam wykrój sukienki na dwie części, zewnętrzne elementy wykroiłam z czarnej bawełny a wewnętrzne z czerwono-zielonej (został mi głównie zielony brzeg z niedużą resztką czerwieni). Tył jest dłuższy niż przód.
The second cotton was in my stash for a long time and when I saw Eli's dress I got and idea to sew together different fabrics and end up with something similar to kimono layers. To achieve that I cut the dress pattern into two parts, the outer elements were sewn from the black cotton and the inner parts from the red/green cotton. The back is a bit longer that the front.




Dodatkowo zrobiłam jeszcze inny zabieg - w oryginale sukienka nie ma podkroju szyi, tniemy przód i tył przez środek i nie zszywamy góry na określonej ilości centymetrów, sukienka nam się rozsuwa na ramiona i przez powstały otwór wysuwamy głowę (tak zrobiłam w trzech poprzednich wersjach, widać to wyraźnie na zdjęciach poniżej na tkaninach w kratę). Tym razem wyrysowałam porządny zaokrąglony podkrój szyi na karku, a z przodu wycięłam dekolt w serek i całość odszyłam lamówką z czerwonej bawełny.
I also made one more change - in the original pattern the dress doesn't have a cut out neckline, you just sew the front and back from the bottom and stop at some point to have a hole for the head, the dress opens at the top towards the shoulders creating v-necks both at the front and the back (you can see it in the photos of the previous dresses below). This time I've drawn a proper neckline and bound it with a red cotton band.




Sukienka jest bardzo obfita, nie potrzeba suwaka ani zapięcia żeby ją założyć i zdjąć. Można ją nosić na luzaka albo zebrać paskiem, jak ja dzisiaj. Kombinowałam ze zmianą kształtu (pliski w talii i na dolnej linii), ale bawełna okazała się zbyt sztywna i nieładnie sterczała, na takie eksperymenty pozwolę sobie kiedy będę używała miękkiego batystu lub wełny).
The dress is very full, you don't need a zipper to put it on. You can wear it loosely or with a belt. I also wanted to experiment w bit with the shape of a dress - some pleats in the waistline and at the bottom edge, but that cotton was too stiff and it didn't look good, I'll try this with some thin cotton or wool.




Tak więc, z tego wykroju uszyłam już bawełnianą wersję letnią bez rękawów, jesienno-zimową wełnianą z rękawami i bawełnianą wiosenną z rękawami, każda nieco modyfikowana. No i teraz mamy czwartą odsłonę - patchworkowe kimono. Elicat, dziękuję za inspirację!!! ^^*~~
So, using that pattern I already made Summer cotton batiste sleeveless version, Autumn-Winter wool dress with sleeves and Spring cotton batiste version with sleeves. Each one had some modifications. And now we have the fourth one - patchwork kimono. Elicat, thank you for the inspiration!!! ^^*~~




***

A sukienkę założyłam na Matsuri - Piknik z Kulturą Japonii, imprezę, która od kilku lat odbywa się wiosną w Warszawie. Do tej pory była organizowana w hali Torwar a tym razem wyniosła się spod dachu na piękne tereny Służewskiego Domu Kultury i to było świetne posunięcie! Matsuri nareszcie nabrało charakteru japońskiego letniego festiwalu, scenę i stoiska z atrakcjami rozlokowano w parku przylegającym do domu kultury, i impreza nabrała charakteru prawdziwego pikniku! *^V^* (Przy okazji, to był dla mnie powrót do czasów dzieciństwa, bo na tym osiedlu się wychowałam!)
I wore my new dress for the Matsuri - Japanese Culture Picnic, the event that used to be organized indoors but this year they moved to the Służewski Culture Centre and it was a great idea! Finally it had this feel of a Summer Japanese picnic because the food stalls and the performances were placed in the park surrounding the Culture Centre, next to the stream.*^v^* (Btw, I grew up in that neighbourhood so it was a trip down the memory lane for me!)


 



Ludzie przyszli tłumnie, wydaje mi się, że było dużo więcej odwiedzających niż w poprzednich latach. W połowie dnia kolejki do stoisk z jedzeniem wiły się niczym dłuuuugaśne węże (do ramenu staliśmy godzinę...) a restauracje chyba nie przewidziały takiego zainteresowania, bo produkty kończyły im się z szybkością błyskawicy!... (Słynne makarony Uki Uki wyprzedały się w dwie godziny..... ^^*~~)
There were crowds of people, I think there were many more than in the previous years and location. In the middle of the day the queues to food stalls were enormous (we waited one hour for ramen...), and the restaurants didn't foresee the amount of interest because they were running out of ingredients!... (The famous udon/soba place Uki Uki sold out in just two hours!... ^^*~~) 








Spotkaliśmy Zuzę! ^^*~~
We met Zuza there! ^^*~~

 


Były oczywiście najróżniejsze występy - pokazy tańców, koncerty, sztuki walki. Pochwalę się, że brat cioteczny Roberta Tomek tańczył w zespole Sakuramai - grupie, która tańczy taniec yosakoi. *^o^* (to ten brodaty blondyn na pierwszym planie)
There were different performances - dancing, singing, music, fighting. Let me tell you about my husband's cousin Tomek who dances in a Sakuramai group, they perform yosakoi dances. *^o^* (that's the bearded blond guy at the front)






Tegoroczny japoński piknik bardzo nam się podobał, mamy nadzieję, że od tej pory będzie organizowany właśnie w tym miejscu! *^v^* A za tydzień Korea Festival na Agrykoli (oraz Festiwal Chorwacki w Służewskim Domu Kultury, człowiek powinien się podzielić na kilka osób!.....).
This year's picnic was lovely, we hope it'll be organised in that place from now on, in the park and not under the roof! *^v^* Next week we are going to the Korea Festival in Agrykola Park (there is also a Croatia Festival in the Służewski Culture Centre, a man should be able to divide himself into several people to attend all the events!...).

***

A w niedzielę wskoczyliśmy na rowery i pomknęliśmy na Market Mokotów, imprezę zorganizowaną przez naszego kolegę Pawła, który prowadzi sklep Skład Bananów ze składnikami kuchni świata.
Da się w sukience na rowerze? Da się! *^V^*
On Sunday we hopped on the bicycles and rode to Market Mokotów, an event organised by our friend Paweł who owns a shop with culinary ingredients of the world, Skład Bananów.
Can you ride a bike in a dress? Yes, you can! *^V^*




Choć impreza była kameralna, było co zjeść i wypić. *^v^*
Na obiad zjedliśmy dania kuchni afrykańskiej i wietnamskiej:
The event was small but there was something to eat and drink of course. *^v^*
We had some African food and some Vietnamese ones:





Było też piwo ze sklepu Służewiecki Polew z Beczki, który prowadzi nasz kolega Marceli. *^o^*
We had some beer from the Służewiecki Polew z Beczki, the beer shop owned by our friend Marceli. *^o^*




Oraz przepyszna - PRZEPYSZNA! - kawa z Dobro&Dobro Cafe, najmniejszej kawiarni w Polsce. *^0^*
And some delicious - DELICIOUS! - coffee from Dobro&Dobro Cafe, the smallest cafe in Poland. *^0^*




Do domu wygoniła nas zapowiedź burzy i chęć wypoczynku po bardzo aktywnym weekendzie, ufff.... ^^*~~
We went home at the sight of the dark blue clouds, the forerunner of the coming rain. We finally wanted to have some rest after a busy weekend!... ^^*~~