Monday, December 23, 2019

Wesołego Przesilenia!!!

Wesołego Przesilenia Zimowego!!! Od niedzieli przybywa nam dnia i światła! *^O^*~~~
Happy Solstice, everyone!!! Since Sunday the day's been growing longer and we'll have more and more light each day! *^O^*~~~




Ozdabiania mieszkania ciąg dalszy. *^-^*
Decorating continues. *^-^*



Miałam moment olśnienia - dotarło do mnie, że jest w naszym domu pomieszczenie, po którym koty nie buszują!!! *^0^* W związku z tym właśnie tam zawiesiłam najbardziej ozdobny stroik z gałęzi modrzewia z szyszkami, ze szklanymi bombkami.
I had a moment of revelation - I realized there is one room in my apartment where cats almost never enter!!! *^0^* So, I made the decoration using tree branches with cones and glass balls, and hung it there.




A to pomieszczenie to toaleta! *^w^*
This room is a toilet! *^w^*




***

Jeszcze coś na ząb. Wiem, wszyscy pewnie teraz są w szale kupowania i gotowania jedzenia na święta, ale może przyda się propozycja czegoś lżejszego na szybki obiad w tak zwanym międzyczasie? ^^*~~
Kolejne dania z książki "Jamie Cooks Italy" - makaron z pistacjami.
Some more food today. I know everyone's getting crazy about holiday's food shopping and cooking now, but maybe you'll have a moment to make yourself some nice quick pasta for lunch? ^^*~~
New recipes from "Jamie Cooks Italy" - pistacchio pasta.




W dużej misce mieszamy roztarty z solą czosnek, skórkę i sok z cytryny, oliwę, posiekany tymianek i natkę pietruszki, pomidorki koktajlowe, tarte pecorino. Do tak powstałego sosu wrzucamy gorący świeżo ugotowany makaron spaghetti (u nas bucattini), mieszamy porządnie, na koniec posypujemy garścią utartych w moździerzu pistacji.
In a big bowl mix together garlic mashed into a paste with some salt, lemon zest and juice, chopped thyme and parsley, cherry tomatoes, grated pecorino. Into this sauce add freshly cooked spaghetti, mix well and sprinkle with a handful of chopped pistacchios.

Albo może tortiglioni!
Zielony groszek, pancetta, szalotki, oliwa, cytryna, mięta, tarte pecorino i kiełki zielonego groszku, a wszystko to z makaronem rigatoni, pycha!
Or maybe tortiglioni!
Green peas, pancetta, shallots, olive oil, lemon, mint, grated pecorino and pea shoots, with some rigatoni, a delight!




A na koniec - kopytka! *^v^* Albo jak Włosi mówią - gnocchi.
Kilo ugotowanych ziemniaków ugniecionych z 100 g semoliny i szczyptą tartej gałki muszkatołowej, uformowane w rolki, pocięte na kopytka, ugotowane we wrzątku przez 2-3 minuty. Delikatne jak chmurki, podane z tartym pecorino i kawałkiem masła, ale domowej roboty sos marinara czekał na swoją kolej na talerzu. ^^*~~
Last but not least - gnocchi.
1 kilo of cooked potatoes mashed with 100 g of semolina and a good pinch of grated nutmeg. Form the rolls, cut the dumplings and cook them in salted water 2-3 minutes. Light as clouds, served here with grated pecorino and a knob of butter but the homemade marinana sauce was waiting at the side for its turn. ^^*~~




Monday, December 16, 2019

"Fallalalala lala lala!..."



"Ciesz się, że nie mamy dużego mieszkania. Od 1 grudnia stałaby choinka do sufitu, ubrana w milion bombek!..." - powiedziałam niedawno do Roberta.
*^v^* (Odparł, że by mu nie przeszkadzało!)
"Good we don't have a big apartment. We would have a huge Christmas tree with millions of decorations since 1st December then!..." - I said to Robert.
*^v^* (He said he wouldn't mind!)




W tym roku wpadłam w szał dekorowania domu. Mam ochotę na 30 Brzydkich Swetrów Świątecznych (nie mam ani jednego!), na kubki z reniferami (takoż), na stosy mandarynek i pomarańczy (kupuję i stawiam w wielkiej misie!), na śnieg... (tego się na razie nie doczekałam, ale był już jeden bardzo mroźny dzień ze szronem na trawnikach!). ^^*~~ Święta nie mają dla mnie wymiaru religijnego, to bardziej celebracja zimy i zimowego Przesilenia, więc wybieram motywy zimowe, pomijając Chrystusa w żłóbku czy aniołki. Mam ochotę otoczyć się czerwienią, zielenią i bielą, opatulić kocami i miękkimi swetrami i skarpetami, palić świece, pić gorącą czekoladę i herbatę z miodem i pomarańczami. Kupiłam opaskę z rogami renifera i noszę ją na głowie poza domem! ^^
This year I am in the decorating frenzy. I feel like having 30 Ugly Christmas Sweaters (don't have any), mugs with reindeers (likewise), piles of tangerines and oranges (I keep them and place them in a huge bowl in the living room), I've been waiting for snow... (well, that's not going to happen anytime soon but we've had one very cold day with frost on the lawns!). ^^*~~ Coming Holidays doesn't have religious meaning for me, it's a celebration of Winter and the Solstice so I choose Winter motives instead of baby Christ in a crib or angels. I want to live in red, green and white colours, to wrap up in blankets and sweaters and soft socks, light candles, drink hot chocolate (no marshmallows inside, it's a strange idea...) and tea with honey and orange slices. I bought a headband with reindeer antlers and keep wearing it outside! ^^




Niestety, mogę sobie planować wieńce z bombkami, stroiki i tym podobne, ale muszę dokładnie sprawdzić, czy w miejscu gdzie je poustawiam/powieszę koty nie mają przypadkiem dobrego dostępu... No bo ciekawi je wszystko co wisi i wystaje, a każda kulka czy szyszka jest potencjalną zabawką! Dlatego odpadają stroiki poustawiane na komodach czy powieszone w miejscach, gdzie koty mogą sięgnąć stojąc na komodzie/półce...
Unfortunately, I can plan to make many wreaths with glass balls and other decorations, but I need to carefully check the spots to place them so the cats couldn't reach them... They're interested in everything that hangs or sticks out, every ball or cone is a potential toy! That's why I cannot place decorations on chest of drawers or hang them too low... 



Pojechałam na działkę i nacięłam gałęzi, z których zrobiłam wiszącą podstawę stroika na okno. Ozdoby pojawiały się na nim stopniowo - lampki, łańcuch, welurowe jabłuszka. Aktualnie doszły jeszcze malutkie złote bombki i biało-czerwone kule dziergane (opierałam się na tym wzorze). Niestety, dzierganie zajmuje więcej czasu niż przewidywałam, ale zamierzam dorabiać nowe kule również po nowym roku. ^^*~~
I cut some twigs in the garden and made the base for the hanging decoration above the livingroom windows. I kept adding ornaments gradually - first the lights, then the fluffy tinsel and velvet apples. Now I added small golden glass balls and I keep adding knitted balls (based on that pattern). Knitting them takes more time than I expected but I want to keep making them even after the new year. ^^*~~



Kupiłam woskowe świece z LEDowymi lampkami i dzięki temu, że nie mają żywego płomienia mogą stać na półkach z książkami! ^^*~~ Nie mogłam się też oprzeć zimowemu misiowi z drewna (Auchan). *^v^*
I bought wax candles with LED lamps inside so I can place them on the bookshelves without an open fire! ^^*~~ Also, I just couldn't leave in the shop this wooden bear in scarf. *^v^*






A koty tylko czyhają na moje ozdoby!...
Cats just wait to grab this or that piece of decoration!...




Mam jeszcze dużo innych pomysłów na dekoracje, ale wszystkiego zrobić nie zdążę, niestety. Część będę musiała przełożyć na przyszły rok! *^V^*
I still have some more ideas for decorations, I won't be able to make all of them now but that's okay, I'll leave some for next year! *^V^*


***

Dawno nie było gotowania, to podrzucam garść pomysłów na pyszne dania - zacznijmy od deseru. ^^*~~
Millefeuille z malinami i creme patissiere według przepisu Jamesa Martina - ciasto francuskie, krem i maliny, eleganckie i pyszne ciastko, które ja zrobiłam Robertowi na urodziny ale można je podać w święta albo w Sylwestra!
I haven't shared cooking recently so here's a handful of ideas for delicious foods - let's start with a dessert. ^^*~~
Millefeuille with raspberries and creme patissiere according to the recipe by James Martin - puff pastry, cream and fruit, elegant and yummy cake that I made for Robert's birthday but it can also be made for coming holiday's or New Year's Eve occasion.





Teraz dania główne - kupiłam najnowszą książkę Jamiego Olivera "Jamie Cooks Italy". Nie planowałam tego zakupu, mam książkę "Włoska wyprawa Jamiego" sprzed kilku lat i tamte przepisy jakoś mnie nie popchnęły do gotowania. Ale obejrzeliśmy dwa odcinki serii telewizyjnej, która towarzyszy tej książce i Robert zaproponował, żeby jednak ją kupić. A ponieważ miałam kupon od aplikacji Amazon na 10 funtów, to dostałam ją przy okazji innych zakupów w zasadzie za darmo! ^^*~~
Now the main dishes - I bought the latest book by Jamie Oliver "Jamie Cooks Italy". I didn't want to buy it, I have "Jamie's Italy" from a few years ago and it didn't impress me much. But we watched two episodes of the tv series accompanying the current book and Robert asked me to get it. And because I got the 10 pound coupon from the Amazon's app, I practically got it for free with my next order! ^^*~~




Kiedy zaczęłam przeglądać zawartość to nabrałam ochoty, żeby ugotować... każdą potrawę po kolei!!! Ta książka jest świetna! *^V^* Może dlatego, że opiera się na prostej kuchni prowadzonej przez włoskie babcie, dania bazują na kilku składnikach, których jakość i świeżość jest gwarancją smaku.
Zaczęłam od makaronu babci Teresy - grube rury rigatoni, oliwa, chili, czosnek, okruchy chleba, tarty świeży chrzan, suszona słodka papryka lub suszone pomidory - niby nic takiego fikuśnego, a połączenie smaków niesamowite!!!
When I started to look through the recipes I decided that I want to cook... each dish one by one!!! This book is great! *^V^* Maybe because it's based on simple dishes made by the Italian grandmothers', the food consists of a few ingredients and the most important is their quality and freshness.
I started with Nonna Teresa's pasta - rigatoni, olive oil, garlic, breadcrumbs, freshly grated horseradish, dried sweet pepper or tomatoes - nothing fancy and yet, a real feast!!!




Drugim daniem było Strozzapreti - makaron z klopsikami w sosie z pieczonych dojrzałych pomidorków koktajlowych (tak, zdjęłam skórkę z kilograma pomidorków... ^^), a klopsiki mają intrygujące smakowo dodatki - rodzynki, orzeszki piniowe i liście mięty.
The next one was Strozzapreti - pasta with meatballs in a sauce made from baked ripe cherry tomatoes (yes, I removed the skins from 1 kilo of cherry tomatoes... ^^). The meatballs have the intriguing addition of raisins, pine nuts and fresh mint leaves.






Mam już wybrany kolejny przepis do ugotowania, jeśli się smacznie uda, to nie omieszkam Was o tym powiadomić w następnym wpisie! *^v^*
I already chose the next recipe to try, if it's good I'll share it with you next time! *^v^*

A moim głównym zamówieniem książkowym były takie dwie pozycje:
And my main order were those two books:




W tym roku na wakacjach wybuchła nasza wielka miłość do ramenu i postanowiłam zmierzyć się z tym tematem we własnym domu. Na razie tylko przejrzałam zawartość, w treść zagłębię się i przejdę do praktyki po świętach! *^v^*
This year on holidays we fell in love with ramen and I decided to face the topic in my own kitchen. For now I only flipped through the pages, I'll start cooking after holiday break. *^v^*

***

Jeszcze kilka słów o kosmetykach, bo mam Wam coś fajnego do polecenia!
Po pierwsze, coś co jeszcze wykańczam po wakacjach - dwa nawilżacze. Niebieskiego używam do ciała po kąpieli, zielonego jako tonik do twarzy, jako baza pod olej na włosy lub na suche włosy drugiego dnia po myciu jako odświeżenie fal. Delikatne zapachy, szybko się wchłaniają, czuć nawilżenie, na pewno kupię na przyszły sezon wiosenno-letni.




Dezodoranty La-Le już u mnie widzieliście, polecałam je gorąco bo są genialne - mają piękne zapachy i naturalne składy, nie porażniają i przede wszystkim idealnie blokują zapach potu (nie eliminują wilgoci! człowiek wciąż się poci, co jest zdrowe dla naszego ciała). Używaliśmy kiedyś tego o zapachu zielonej herbaty, potem cedru (taki słoiczek spokojnie wystarcza dla dwóch osób na trzy miesiące) a teraz kupiłam czarne winogrono i.... o rany, jak to pachnie!!!!! Jak polskie ogrodowe czarne winogrona rosnące na płocie w ogródku! *^V^*




Pierwszy raz kupiłam balsam do ust z tej firmy i poza świetnym działaniem pachnie ARBUZEM!!! *^V^* (jest jeszcze wersja mango, malinowa i truskawkowa)




I na koniec coś kolorowego do ust. Turecka firma Golden Rose robi świetne kosmetyki, a ich szminki są legendarne - co wprowadzą do oferty to staje się hitem. Mam kilka ich produktów a najnowsze matowe pomadki w płynie są super - nie jestem fanką szminek matowych ani takich w płynie, ale te od razu mi się spodobały! ^^*~~ Łatwo się je nakłada - co nie zawsze jest takie oczywiste w przypadku płynnych pomadek, nie wysuszają moich suchych ust i nie czuć ich po nałożeniu (są matowe pomadki które od razu robią skorupę na ustach...). A co nietypowe - kiedy szminka nam się trochę zetrze można jej dołożyć bez konieczności zmywania całych ust!
W piątek na spotkanie z przyjaciółmi nałożyłam tę piękna ciemną czerwień (nr 13, na zdjęciu poniżej), jadłam tłuste i gorące potrawy, piłam herbatę, szminka znikała równomiernie i w minimalnym stopniu, i dokładam jej w trakcie wieczora! Mam jeszcze kolor 10, i chcę więcej! Formuła pomadek jest wegańska.




***

Taki to był mój ostatni tydzień! A co u Was? Jak przygotowania do świąt? Jak dekoracje? Jak spędzacie te kilka dni? Na miejscu czy w rozjazdach? Z rodziną przy stole czy samotnie na stoku narciarskim? (a może z rodziną na stoku, kto wie?... *^o^*).
Zostawiam Was z makowcem ze śnieżnymi żurawinami i do następnego wpisu!
That was my last week! How about you? How's the Christmas preparations? And decorations? How do you plan to spend those few days? At home or away? With family at the table or maybe alone on the skii slope? (or maybe with your family on the skii slope? *^o^*)
Let me leave you with this poppyseed cake and frosted cranberries, and see you next time!




Saturday, December 07, 2019

Blue Moon

Pamiętacie Diamenty? Jesienną kurtkę wełnianą, którą uszyłam na podobieństwo japońskiego haori, a posłużyłam się wtedy wykrojem na ... szlafrok! *^V^* Był to model 138 z Burdy 10/2003.
Do you remember Diamonds? This was my Autumn woolen jacket similar to Japanese haori that I made based on the ... bathrobe's pattern! *^V^* It was model 138 from Burda 10/2003.  




Kiedy myślałam nad uszyciem ciepłego zimowego płaszcza, rozważałam różne opcje. Pierwszą był model znaleziony gdzieś w Sieci, który wygląda jak wielki prostokąt z wstawionymi rękawami. Jest to pomysłowe i banalnie proste do uszycia, ale nie chciałam prostokąta. Na mojej figurze klepsydry i rozkloszowanych sukienkach, które często noszę, taki prostokąt za bardzo by się opinał i rozchylał na przodzie. Przez moment myślałam o dodaniu klinów po bokach, ale wtedy padłaby cała idea prostoty modelu. Ale...
When I was thinking about making a Winter coat I was considering various options. One was the shape I found online that looked like a huge rectangle with inserted sleeves. It's a good idea and easy to make but I didn't want a straight rectangle. On my hourglass figure and full skirt dresses such rectangle would cling tightly and tilt at the front. For a moment I thought about adding gussets at the sides into that rectangle but it would defy the idea of simple sewing. But...




Przypomniałam sobie o mojej wersji haori - składało się z dwóch przodów i tyłu plus rękawy i szalowy kołnierz. A jakby tak wydłużyć elementy korpusu, pod pachami wstawić trójkątne kliny rozszerzające kształt do trapezu, pokombinować z kołnierzem/kapturem? Rozrysowałam to sobie i doszłam do wniosku, że to może być niezły pomysł! I w ten sposób powstało coś na kształt japońskiej zimowej kurtki hanten - tylko jej dłuższa rozszerzona wersja.  *^0^*
I remembered my version of haori - two fronts, back, two sleeves and a collar. What if I lengthened the body pieces, added trapezoid gussets under the arms, change the collar maybe or add a hood? I drew it on paper and realized it might be a good idea! So, I made something similar to the Japanese padded Winter jacket called hanten - only longer. *^0^*






Wymyśliłam sobie, że płaszcz będzie z dwóch warstw ocieplanej pikówki i długo wybierałam kolory. Wreszcie w sklepie Amstii znalazłam materiał imitujący jeans pikowany w 4 cm pasy, a na allegro dokupiłam na "podszewkę" trochę cieńszą "pogniecioną" pikówkę w podobnej niebieskiej tonacji kolorystycznej z nadrukiem liści bambusa, przeszywany w zawijasy i małe kwiaty.
I wanted to use two padded fabrics for more warmth and I kept choosing colours for some time. Finally I got thicker jeans-like padded fabric for the outer layer and blue shaded thinner padded fabric with a bamboo leaves pattern printed for the inner layer.

 


Na warstwie zewnętrznej naszyłam dwie duże prostokątne kieszenie w okolicy talii, zapinane na zatrzaski, tak samo jak cały płaszcz. Przód jest krótszy od tyłu o 4 cm (jeden pasek pikowania), a boczne kliny są krótsze o ok. 15 cm - zmienia to nieco linię dołu i odejmuje płaszczowi wizualnej cieżkości. Uszyłam też dopinany kaptur i chociaż jest funkcjonalny to nie układa się tak, żebym była w stu procentach zadowolona. To kompletny prototyp, musiałam go wymyślić i dopasować do kształtu podkroju szyi od zera. Będę go nosić ale z tego elementu nie jestem dumna.
I added two big pockets on the front, closed with press studs just like the whole coat. Front is shorter than the back by 4 cm and side gussets are shorter by about 15 cm - it optically disturbs the edge's line and makes the coat look lighter. I also made a hood you can add with a few press studs and although it's functional it doesn't look the way I thought it would. It's a prototype I had to make from scratch to fit the coat's neckline and I'm not 100% happy with how it turned out.








Płaszcz jest szeroki i duży, Robert się ze mnie śmieje, że mogłam go uszyć pikowaniem w pionie a nie w poziomie, bo tak wyglądam jak ludzik Michelin... A mnie się tak podoba i basta! Nigdy nie widziałam zimowej kurtki pikowanej w pionowe pasy, a w poziome - całe mnóstwo! I co najważniejsze - jest bardzo ciepła!!! Podczas spaceru w wietrzną sobotę sprawdziła się idealnie, gdyż okazała się nieprzepuszczalna dla wiatru. I chociaż nie szyło się jej tak łatwo - chwilami było dużo warstw no i siateczka na spodzie pikówki haczyła się o stopkę maszyny a sam ocieplacz wyłaził i się plątał - to też nie było to bardzo trudne, łatwiejsze niż się spodziewałam.
Mam w planach elegancki płaszcz wełniany, według konkretnego wykroju vintage, być może zabiorę się za niego po nowym roku. Na razie zamierzam cieszyć się moją ciepłą zimową kołdrą, o pardon, kurtką! *^-^*
The coat is wide and huge, Robert laughs I look like a Michelin doll... He says I could have cut it with the quilting from head to feet, not horizontal. But I like it like that! I've never seen a Winter jacket with the vertical quilting and lots of them with horizontal direction! What's more important - the coat is very warm!!! I wore it during the walk on Saturday and it turned out completely wind-proof. Although sewing it wasn't that easy - sometimes I had a few layers to stitch through and the padding stuffing was catching onto the machine foot - it wasn't that difficult either.
I want to make a wool elegant coat from vintage pattern too, but I'll think about it in January maybe. At the moment I'm going to enjoy my new warm Winter duvet, oh sorry, coat! *^-^*

Sunday, December 01, 2019

Anna M.



Już kiedy skończyłam szyć Marzenie Akwarelisty wiedziałam, że tego modelu sukienki będzie więcej. Kołnierzyk i listwa z guzikami, bufiaste rękawy, rozkloszowany dół - czego chcieć więcej? Okazuje się, że można ten pomysł dodatkowo podkręcić! *^V^*
As soon as I finished A Dream of the Watercolour Artist I knew this dress pattern will appear again in my closet. The shirt dress with puffy sleeves and gathered skirt - what do we need more? It turns out you can upgrade this idea even more! *^V^*




Model to sukienka 118 z Burdy 09/2018. Tym razem szyłam z bawełnianej satyny, którą znalazła dla mnie na Allegro moja przyjaciółka, dlatego nazwałam tę sukienkę Anna M. ^^*~~ Wzór kwiatowy, ale kwiaty jesienne, rude, na ciemnogranatowym tle, zużyłam 3 metry.
The pattern is a dress 118 from Burda 09/2018. This time I used cotton satin that my best friend found for me online, hence the name of the dress Anna M. ^^*~~ The Autumn honey golden flowers on the dark blue background, perfect, I used 3 metres.




Tym razem zmieniłam trochę rękawy - przerysowałam wykrój zgodnie z pomysłem znalezionym gdzieś w Sieci - poszerzyłam rękaw od mankietu i dodałam do długości 10 cm, a mankiet zwęziłam do 3 cm. Dzięki tym zabiegom rękawy stały się bardziej bufiaste przy nadgarstkach.
This time I changed the sleeves a bit - I redrew the pattern according to the idea found online, I made the sleeves wider from the cuff and added 10 cm to the length. Thanks to that they're longer and fuller.



I oczywiście zmieniłam dół sukienki - pozwoliłam sobie na 3 metrową w obwodzie marszczoną spódnicę, do której doszyłam 6-cio metrową w obwodzie falbanę. I jestem w tej sukience ZAKOCHANA!!! *^0^*
And of course I changed the skirt - I made a 3 m wide skirt with the 6 m wide flounce. And I'm absolutely IN LOVE with this dress!!! *^0^* 



Nie obyło się bez dramy!...
Ostatnim etapem szycia było przyszycie guzików i obrzucenie dziurek. Wykonałam to zadanie i wzięłam się do rozcinania prujką obrzuconych dziurek. Zawsze należy przy tym wbić szpilkę w poprzek jednego końca dziurki, żeby przypadkiem nie pojechać prujką za daleko i nie naciąć materiału poza granicę szycia. I tak też zrobiłam tym razem. Rozcięłam dziurki przy mankietach, potem kolejne na listwie przedniej, i kiedy cięłam ostatnią dziurkę..... MASAKRA!!!!!
Jak widzicie na zdjęciu szpilka była wbita prawidłowo, jednak musiałam trafić prujką ponad szpilką i jak przyłożyłam trochę siły, to poszło!....... Do samego brzegu listwy, po skosie!!!
There was a moment of a disaster!...
The last part was to make the buttonholes. When I stitched them all I had to do was to cut the opening with a seam ripper. You should always put the pin at the end of the buttonhole to secure this place so the seam ripper would stop there and not go any further and of course I did it. I cut all the openings in other buttonholes and it was the last hole. As you can see in the photo, the pin was in place but I somehow took the ripper above the pin, added some strength and it went straight through!............ Slanting right to the edge of the buttonband!!!



Przez dłuższą chwilę siedziałam jak skamieniała, nie wiedząc, na co ja patrzę!!! Jeszcze sekundę wcześniej miałam gotową sukienkę, a teraz była zrujnowana!... Ale za chwilę zaczęłam kombinować, jak mam naprawić ten błąd. Wymiana całej listwy nie wchodziła w grę (z różnych powodów - konstrukcja sukienki i wiele szwów, które musiałabym rozpruwać, podszywać), ale zaczęłam myśleć nad dodaniem prostokąta tkaniny zasłaniającego rozcięcie - tej samej bawełny lub czegoś w kontrastowym kolorze), naszyciem wąskiej tasiemki rypsowej albo taśmy ze skosu. Ale następnego dnia Robert poddał mi inny pomysł, z którego skorzystałam - przykryłam to haftem nitką w kolorze zbliżonym do miodowożółtych nadruków roślinnych. *^v^*
For a very long while I just sat there, not knowing what I was looking at!!! A second ago I had a new dress finished and now it was ruined!... But moments later I started to think what to do to save it. I couldn't exchange the whole buttonhole band (various reasons, mainly the construction of the dress and multiple seams to rip and sew), but I thought about adding a rectangle of fabric there - either the same cotton or something in contrasting colour, about adding a narrow rep tape or some ribbon. But on the next day Robert gave me an idea I used - to make an embroidery using a similar golden thread. *^v^*



Z daleka prawie nie widać miejsca naprawy, trzeba się dobrze przyjrzeć a i tak wygląda to na działanie zamierzone.
No i taka jest historia mojej najnowsze sukienki. *^v^* Mam jeszcze kilka pięknych kwiatowych tkanin do wykorzystania i będę je stopniowo przemieniać w kiecki, ale najpierw dwa zupełnie inne projekty - spodnie dla Roberta oraz... zimowy płaszcz! Trzymajcie kciuki, bo już coraz zimniej i potrzebuję go koniecznie!!!
Dodatkowo, wyciągnęłam druty i dziergam czapki, bo najwyraźniej mam ich za mało, hm... ^^*~~ I szykuję się do nowego projektu grudniowego, ale o tym następnym razem. 
Tymczasem, trzymajcie się ciepło! *^o^*~~
From a distance you wouldn't even say there's something that wasn't there in the first place!
So, here's the story of my latest dress. *^v^* I have a few more pretty flower patterend fabrics to turn into dresses but now I'll be making two completely different items - trousers for Robert and ... a warm long coat for me! Keep your fingeres crossed because I need it soon, it's getting colder!!!
I also dug out the knitting needles recently and I keep knitting new hats, because apparently I need more hats, well... ^^*~~ And I'm getting ready for a new December craft project, but more about that next time!
Keep warm and fuzzy! *^o^*~~