Cóż z tego, że nie mamy już miejsca w kuchni na nawet jedną dodatkową łyżeczkę do herbaty... Nie powstrzymało nas to przed zakupem nowej maszyny kuchennej, a mianowicie maszynki do robienia sera! *^o^*
B-Cheese Ariete robi kilka rodzajów serów (m.in. mozarellę, straciatellę, strachino, ser pleśniowy, kremowy serek) do tego jogurt zwyczajny i grecki oraz tofu! Zaczęliśmy od tofu właśnie, i niestety nie bardzo nam wyszło - Robert twierdzi, że to wina kupnego mleka sojowego, ale było bardzo dobrej jakości, więc nie jestem taka pewna... Zamiast kostki tofu wyszedł nam bardzo smaczny twarożek tofu, więc w sumie nie tak źle, na wegańskie kanapki jak znalazł! *^V^*
Następnie przymierzyliśmy się do zrobienia serka straciatella (czyli miękkiego środka burraty) z mleka bio Piątnica. Ta próba prawie zakończyła się sukcesem, ale za mało odsączyłam ser i tym razem mieliśmy twarożek mleczny. *^0^*
Z tego samego mleka zrobiłam jogurt co jest o tyle banalne, że wystarczy nalać 1 l mleka do pojemnika, dodać 125 g jogurtu i włączyć program "jogurt", i po 12 godzinach mamy prawie litr nowego jogurtu! *^v^*
W międzyczasie znaleźliśmy źródło świeżego tłustego niepasteryzowanego mleka krowiego (sklep "Marysieńka" w Wilanowie), i kolejna próba zrobienia straciatelli zakończyła się sukcesem. Na początku trzeba było nauczyć się obsługi maszyny i wyczuć, ile czasu trzeba odcedzać powstały ser z serwatki, takie rzeczy wie się po kilku przeprowadzonych próbach, bo wiele zależy od mleka. Nie bez znaczenia jest też fakt, że przepisy są przetłumaczone z włoskiego na angielski, niemiecki i grecki, a tłumaczenia pozostawiają dużo do życzenia!.... O dziwo, wersja niemiecka jest lepsza niż angielska!
Ogólnie obsługa tej maszynki jest banalna, po włączeniu danego programu sama pokazuje nam piknięciem i obrazkami, kiedy należy dodać podpuszczkę albo zioła, kiedy pokroić skrzep serowy dołączoną szpatułką, kiedy odcedzić ser (koszyk z serem wysuwa się do góry, obraca o 180 stopni i umieszcza na górnej krawędzi misy w specjalnych zagłębieniach, co pozwala odciekać serwatce do misy i nie ma konieczności przenoszenia cieknącego koszyka do zlewu czy nad inną osobną miskę). Mycie jest szybkie i bezproblemowe. Czy jest to urządzenie niezbędne w każdej kuchni? Oczywiście, że nie! *^v^* Ale jeśli lubicie pobawić się robieniem serów czy jogurtów to polecam - jest niewielkie (zajmuje tyle miejsca co duży garnek do rosołu, bez uszu! ^^*~~), niedrogie, łatwe do umycia, proste w obsłudze, a można poeksperymentować z serami z najróżniejszymi ziołami i dodatkami czy nastawić program wieczorem a rano cieszyć się świeżym jogurtem do płatków i owoców. Pierwszą myślą Roberta kiedy zobaczył tę maszynkę było to, że będzie mógł robić sery na uczty i wyjazdy historyczne. *^o^*
***
(Zanim następny akapit, kilka słów ode mnie - jeśli trafi tu na bloga jakiś antyszczepionkowiec, to lepiej niech zachowa swoje opinie dla siebie, bo nie zamierzam z nimi dyskutować. Dziękuję za uwagę.)
Z inszych wiadomości - jesteśmy już po pierwszej dawce szczepionki. Było z tym trochę zamieszania - najpierw byliśmy zapisani na Pfizera, potem udało nam się zmienić termin na dwa tygodnie wcześniejszy na J&J, jednak niestety dwa dni przed szczepieniem przychodnia skasowała nasze wizyty bo w całym kraju zabrakło szczepionek Johnsona... Na szczęście udało nam się szybko znaleźć alternatywę, tak więc w czwartek Robert a ja w niedzielę dostaliśmy pierwszą dawkę Pfizera. W czwartek zrobiliśmy sobie poszczepionkowy piknik w samochodzie (bo strasznie wiało!!!) i na lunch zjedliśmy pizzę z Osterii Piemonte, a na deser tartę cytrynową i rogalika z włoskiego sklepu Bottega del Gusto, obydwa lokale w dzielnicy Ursus, jeśli lubicie kuchnię włoską to gorąco polecamy zakupy w Bottedze (przemiły kompetentny personel!) i jedzenie w Osterii! *^0^*
Nasłuchałam się o tym, jak to ludzie odchorowują Astrę i Modernę, my na szczęście prawie wcale nie odczuliśmy skutków szczepienia, lekki ból lewej ręki pod wieczór, odrętwienie które już następnego dnia zaczęło odpuszczać i niewielkie osłabienie. *^V^* Robert dostał szczepionkę w czwartek a w sobotę zrobił ponad 50 km na rowerze! Ja na poniedziałek miałam z dawna umówioną wizytę kontrolną u lekarza i do poniedziałkowego poranka nie byłam pewna, czy uda mi się na tę wizytę dotrzeć, a udało się, na rowerze, a potem zrobiłam jeszcze zakupy i odwiedziłam pocztę. ^^*~~ Moje szczepienie miało miejsce w Sochaczewie, więc w niedzielę pojechaliśmy tam razem z Leną i Wojtkiem, a po wizycie w przychodni zabrali nas na obiad do Oberży pod Złotym Prosiakiem - oczywiście w formie na wynos, bo ogródki restauracyjne zostaną otwarte dopiero od 15 maja. Po raz pierwszy od pół roku miałam na sobie sukienkę i usta pomalowane szminką!... (>0<)
***
Poza tym, piekarnik wciąż nie działa - czekamy na zamówioną część (czujnik temperatury w drzwiach), ma zostać zamontowana w najbliższą środę... Trzeba przyznać, że sklep EuroRtvAgd ma lepszy czas reakcji na rękojmię niż Amica na gwarancję. A czy wymiana czujnika pomoże - zobaczymy.
A w ogóle, zapomniałam Wam pokazać jeszcze jeden gadżet kuchenny, który moim zdaniem jest genialny i bardzo przydatny!!! Dostaliśmy go w prezencie (od MadFerret), więc mogę powiedzieć o nim tylko tyle, że bywa dostępny w TKMaxx, ale jeśli traficie na coś takiego to kupujcie w ciemno!
To otwieracz do konserw. Niby nic takiego, zresztą przecież wiele puszek ma uchwyt, za który ciągniemy i w ten sposób je otwieramy, ale... ten otwieracz jest taki sprytny, że obcina górną część puszki w taki sposób, że robi się z niego pokrywkę. Obcięty brzeg jest tak gładki, że można go bezpiecznie dotknąć. *^o^*
***
W tym roku nie biorę udziału w MeMadeMay. Zdecydowałam, że nie ma się co na siłę podczepiać pod wyzwanie, w którym założę spodnie uszyte przeze mnie może ze dwa razy w tygodniu, i to może być tyle jeśli chodzi o "mimejdy". Sukienki wiszą w szafie nieruszane od miesięcy, w domu chodzę w legginsach, dresach, koszulkach, a jak już wychodzę z domu, to jest to w 90% wyjście z rowerem - czy to na dłuższą wycieczkę czy na szybkie zakupy, czyli będę miała na sobie mniej lub więcej (w zależności od pogody) kupnych ubrań rowerowych - sportowe koszulki, legginsy, bluzy. Nawet, gdy otworzą już restauracje, to pewnie nadal będziemy się do nich wybierać na rowerach, więc nie wróżę moim sukienkom dużego obrotu w tym sezonie, hm... Chyba, że zrobi się ciepło i zacznę zakładać jerseyowe sukienki na rower, zobaczymy.
Na koniec jeszcze Was czymś poczęstuję - całkowicie wegański japoński "węgorz" w sosie kabayaki przyrządzony z bakłażana! *^V^* Jest przepyszny!!! Lepszy, niż węgorz jakiego jedliśmy w sieciówce Yoshinoya w Tokio, na serio! Bardzo prosty i szybki do zrobienia, a podany z ryżem, miseczką zupy miso pełnej warzyw, z kostką zimnego tofu i kiszonkami stworzy sycący wegański obiad.
Tyle na dzisiaj, do następnego razu! *^v^*













