Showing posts with label cosmetics. Show all posts
Showing posts with label cosmetics. Show all posts

Monday, May 13, 2019

Kapusta, pęczak i pęczek rabarbaru

Na początek podcos. Dziwna nazwa, przyznaję, wcześniej jej nie znałam, ale od teraz będzie mi się zawsze kojarzyła z pysznym jedzeniem! Jest to bowiem potrawa z Lubelszczyzny, składająca się z pęczaku, kapusty, przypraw i dużej ilości szczypioru i kopru, czegóż chcieć więcej?... ^^*~~ Przepis stąd, polecam!!!
Let's start with podcos. A strange name, I admit, I've never heard about this dish but it's a very good one! It's a combination of young cabbage, pearl barley, spices and lots of dill and Spring onions, what would you need more?... ^^*~~ Recipe here, I recommend!!!



***




MeMadeMay, tydzień drugi. Wciąż wbijałam się w rajtuzy i kurtki, gdzie ciepły maj, ach gdzie?...
W poniedziałek nosiłam spodnie "Złota Rybka", we wtorek na lunch z koleżanką założyłam dawno nie noszoną spódnicę "Ogród Różany", w która się zmieściłam! *^v^* Przypomniałam sobie, jak lubię taki rozkloszowany fason!
W środę założyłam sukienkę "Atak Kobiety-Muchy" i sweter "Kaczeńce". Przy okazji, popatrzcie co się dzieje, kiedy idę kupić jasne balerinki do sukienek na lato.... *^W^*
W czwartek miałam na sobie nowo uszytą bluzkę "Zebra" i jeansową spódnicę "Przeciwśnieżna" na lunch z mężem i zakupy.
W piątek pół dnia chodziłam w spodniach "Złota Rybka" i bluzie, bo pomagałam Robertowi spakować się na weekendowy wyjazd, potem szyłam więc głównie nie miałam na sobie nic, bo przymierzałam to co szyłam. ^^*~~
W sobotę za to się ociepliło, więc założyłam sukienkę "Plisa Którą Zapamiętasz" i jeansową kurtkę naprawioną haftem sashiko, bez legginsów *^0^*, i tak ubrana poszłam na zakupy po pomidory, szparagi i truskawki!
W niedzielę walczyłam z migreną, piekłam ciasto z rabarbarem i truskawkami i nie miałam na sobie nic memade, ale intensywnie planowałam nowe uszytki, tym bardziej, że mąż kupił mi w Czersku na turnieju dwa kawałki pięknego lnu i wełny, i już miałam na nie pomysły, które należało dopracować! ^^*~~

MeMadeMay, week two. I was still wearing warm tights and jackets, where was the warm May, oh where?...
On Monday I wore "Goldfish" trousers.
On Tuesday I was meeting a friend for lunch and I wore a "Rose Garden" skirt I made 8 years ago and it still fits! *^V^* I remembered how I like such full skirts!
On Wednesday I wore the "Attack of a Fly Woman" dress and "Marigolds" pullover. Btw, look what happens when I go to buy some light colour ballerinas to wear with dresses in the Summer... ^^*~~
On Thursday I put on my newly finished t-shirt "Zebra" and "Snow Storm" jeans skirt for lunch with my husband and shopping.
On Friday half a day I was wearing "Goldfish" trousers again and some sweatshirt because I was helping Robert to pack for a short weekend trip. Then I had different things on, the ones I was working on while sitting at the sewing machine. ^^*~~
On Saturday got warmer so I put on "A Pleat to Remember" dress and the jeans jacket I mended with sashiko embroidery two years ago, no warm leggings *^0^*, and I went to buy some food like tomatos, asparagus and strawberries!
On Sunday I was fighting migraine, baking cake and planning new sewing because Robert bought me a piece of pretty linen and wool each while being on the historic event near Warsaw, I had some ideas but I wanted to be ready to roll! ^^*~~





***

Może kawałek ciasta z rabarbarem i truskawkami przed dalszym czytaniem? *^o^*
Maybe a piece of rhubarb and strawberries cake before further reading? *^o^*




Przepis na spód wzięłam stąd (mam w planach zrobić też ciasto z nadzieniem z tego przepisu ^^), a wierzch to po prostu pokrojony rabarbar i truskawki, wymieszane z garścią kruszonki (mąka, mielone migdały, margaryna, cukier). Ciasto jest wegańskie, ale można zamienić margarynę na masło jeśli ktoś ma ochotę.
The recipe for the crust comes from here (I also plan to make the whole cake from that link ^^), on the top I put chopped rhubarb pieces and strawberries mixed with a classic crumble (flour, almond meal, margarine, sugar). It's vegan but you can replace margarine with butter if you want.


W projekcie #100kwiatówwkolorze przekroczyłam półmetek! *^V^* Już wiem, jakie kwiaty lubię rysować bardziej a jakie mniej, i, że najlepiej wychodzą mi kwiaty, nad którymi spędzam od 2 do 3 godzin, bardzo edukacyjne to wyzwanie!
In #100flowersincolour challenge I passed the middle point! *^V^* I know which flowers I like more and which ones I like less, and the best results I get when I devote 2 to 3 hours on one picture, very educational project!









A w ogóle w niedzielę zaczął się majowy turniej sumo, więc ja teraz znikam kibicować naszym faworytom! *^0^*~~~
And on Sunday the May sumo tournament started, so now I'll be going to cheer for our favourite contestants! *^0^*~~~


***

Na koniec mały update dotyczący kosmetyków Shy Deer.  Być może pamiętacie, że chwaliłam je na blogu 13 lutego i żeby nie było wątpliwości, nadal uważam, że są to świetne kosmetyki - naturalne, z dobrym składem, nietestowane na zwierzętach, bardzo dobrze działające na moją dojrzałą suchą skórę. Ale...

Zaszła następująca sytuacja - mniej więcej po półtora miesiąca używania tych kosmetyków zaczęłam trafiać w Sieci na informacje od użytkowników, że krem pod oczy im się zepsuł. Zmienił kolor, konsystencję i zapach na nieprzyjemny. Z niepokojem obserwowałam mój krem pod oczy, ale na szczęście nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian. Na wszelki wypadek używaliśmy go razem z mężem, bo zużyć 30 ml kremu pod oczy to jest dobre pół roku jak nie dłużej, a skoro mógł się popsuć, to chciałam, żebyśmy jak najwięcej z niego skorzystali. Dziś minęły dokładnie 3 miesiące i mogę na razie powiedzieć, że krem pod oczy jest wciąż w niezmienionym stanie (ufff!...). Jednak...

Po ok. 2,5 miesiącach zepsuł się krem do cery tłustej i mieszanej, którego używał mój mąż. Zapach kremu zmienił się na nieprzyjemny ostro-kwasowy (wcześniej to były łagodne biszkopty), konsystencja stała się glutowata, kisielowata. Na początku krem był jedwabisty, teraz jakby ktoś piasku do niego dosypał... (z moim kremem do cery suchej nic się takiego nie działo! Ja wykończyłam mój krem w trzy miesiące, bo dla mnie twarz to "twarz, szyja, głęboki dekolt i ramiona" a dla Roberta to "czoło, nos i trochę miejsca nad brodą", stąd inne zużycie... *^o^*)

Napisałam do producenta i od razu zaproponowano mi wymianę kremu na nowy, nie mam żadnych zastrzeżeń co do obsługi mojej reklamacji, krem został mi błyskawicznie wysłany do paczkomatu bez dodatkowych kosztów, świetnie! 
Tylko, kiedy dostałam trzeciego z kolei tłumaczącego maila z powtórzonymi informacjami, że kremy naturalne to kremy naturalne, dojrzewają z czasem, zmieniają swój wygląd, zapach i konsystencję, to ich cecha a nie wada, to zaczęłam się czuć jakbym wymusiła na sklepie nowy egzemplarz kremu a przecież mój był całkiem dobry!... (Mówię wyłącznie o moich odczuciach, nic takiego nie było napisane ani nawet zasugerowane w korespondecji ze sklepem.)

Obecnie na stronie Shy Deer przy produktach jest informacja o tym wszystkim, co może się stać z kremami, że to normalne, że zmienia konsystencję i zapach, że można go trzymać w lodówce, jeśli tak wolimy, ale nie trzeba. To wszystko też wysłano mi mailem. Niestety nie pamiętam, czy te informacje były wcześniej kiedy kupowałam kremy, wydaje mi się, że ich tam nie było, dobrze, że teraz są i można być świadomym, że krem po około 2 miesiącach się zmieni. Ale czy Robert nadal chciał używać tego zmienionego kremu? NIE! To przestało być przyjemne i było wręcz niepokojące, w końcu to nasza twarz, którą pokazujemy światu... Skoro te kremy tak się zmieniają, to może powinny być sprzedawane w mniejszych opakowaniach, żeby wykończyć produkt zanim zacznie się zmieniać? Taka sugestia dla producenta, nie trzeba by wtedy było tłumaczyć się setkom klientów i wysyłać reklamowane kremy ponownie, oraz tracić potencjalnych klientów, bo kto z nas nieznając produktu i usłyszawszy opinie, że produkt się psuje sam po niego sięgnie? Nikt! I jeszcze doradzimy koleżankom, żeby nie kupowały tego badziewia, bo kosztuje to niemało a słyszałyśmy, że po dwóch miesiącach się zepsuje... Na nic się zdadzą tłumaczenia producenta, że to krem naturalny i to jego cecha...

Kremu pod oczy zostało nam połowę słoiczka, na razie nic się z nim nie dzieje, ale jeśli zmieni się tak samo jak ten do twarzy to po prostu go wyrzucę, nie będę ryzykować smarowania okolic oczu czymś, co pachnie jak zepsute, wygląda jak zepsute i pod palcami czuć, jakby było zepsute, mimo, iż podobno wciąż jest tak samo dobre jak na początku. I teraz tylko nie wiem, co mam zrobić z drugim słoiczkiem kremu ShyDeer... Na razie leży w lodówce, mąż odmawia ponownego używania, chyba zimą zużyję go jako balsam do ciała. 

Tym niefajnym akcentem kończę dzisiejszy wpis, obiecuję następnym razem pokazać kilka świetnych polskich naturalnych kosmetyków, na jakie ostatnio trafiłam, i to całkiem niedrogich! *^v^*

Wednesday, February 13, 2019

Zamydlę Wam oczy!

Na początku wyraźnie napiszę, że ten wpis nie jest sponsorowany, wszystkie kosmetyki kupiłam za własne pieniądze a moje zachwyty są osobiste i uzasadnione wysoką jakością produktów i zadowoleniem z ich użytkowania! *^V^*


Jestem sknera.
*^n^*
To znaczy, nie. Ostatnią koszulę bym Wam oddała, ale kiedy patrzę na coś, co kosztuje rękę i nogę a wiem, że jak kupię materiał, z którego to coś jest zrobione i sama to wykonam, to zapłacę ułamek żądanej ceny, to mi się w środku coś zwija i piszczy!... ^^*~~
I'm a miser.
*^n^*
I mean, no. I'd give you my last shirt from my back if you needed it, but when I look at something that costs a fortune and I know I'd make something similar myself for a percentage of that price, something inside me curls and squeaks!... ^^*~~

Ale po kolei - kupiłam kilka mydeł. Chyba z powodu zimy zaczęłam mieć problemy ze skórą. Na ciele na szczęście, nie na twarzy, ale jak czegoś na pierwszy rzut oka nie widać to nie znaczy, że tego nie ma... Odstawiłam żel pod prysznic, którego używałam i wybrałam mydła o bardzo dobrym naturalnym składzie (zakupów dokonałam za własne pieniądze, to nie jest wpis sponsorowany *^o^*, co nie oznacza, że nie mogę pochwalić bo akurat jestem niesamowicie zadowolona!). Dodatkowo, moim powodem po sięgnięcie po mydła był fakt, że popatrzyłam krytycznie na ilość zużywanych przez nas plastikowych butelek po kolejnych żelach pod prysznic i szamponach...
But first things first - I bought a few soaps. Maybe because of Winter I started to have some problems with my skin. On the body, luckily, not on my face, but if you cannot see it it doesn't mean it's not there... I stopped using my shower gel and I bought some soaps with a very good natural ingredients. Also, my other reason was that I critically looked at our bathroom shelf and thought about all the plastic bottles with shower gels and shampoos we've been using up and throwing out...

Kiedyś kupiłam mydła z Ministerstwa Dobrego Mydła i byłam całkiem zadowolona z ich produktów, pomyślałam, że wspomnę o tym (MDM używa w swoich mydłach oleju palmowego, ale z etycznych źródeł), natomiast tym razem wybrałam dwie inne polskie marki: Cztery Szpaki i Kosmetyki DLA. Dla porządku dodam, że mam 44 lata, a skórę mam suchą (minimalnie świeci mi się czoło), bywa wrażliwa i miewam czasami pojawiające się znienacka uczulenia, ale nigdy nie odkryłam, co mnie uczula. (oprócz akrylu, po którym schodzi mi skóra jak wylinka u węża...)
Zacznijmy od mydła nagietkowego z Kosmetyków DLA - kupiłam to mydło do mycia twarzy i dekoltu. Tak, dobrze czytacie, po zmyciu makijażu olejem myję tym mydłem twarz jako drugie mycie. Jest polecane do cery suchej i wrażliwej, a w składzie ma napar z nagietka i kilka zmydlonych olejów, nic więcej. Porządnie namydlam buzię, spłukuję ciepłą wodą z kranu kilka porządnych razy i mam czystą skórę - nie jest ściągnięta, nie muszę natychmiast psikać tonikiem, chociaż i tak to po chwili robię. Niespodzianka - to mydło NIE szczypie w oczy! (a jako osoba nosząca okulary i czasami soczewki jestem na to szczególnie wyczulona) *^0^* Jest zapakowane w metalową puszkę, co jest wygodne podczas podróży, i fajne jest to, że jak nam się skończy to możemy dokupić samo mydło, nie płacąc drugi raz za opakowanie.
I once bought soaps from Ministerstwa Dobrego Mydła and I was pleased with them so I thought I'd mention them as well (they use palm oil in their soaps but from the ethic sources), but this time I chose two Polish companies: Cztery Szpaki and Kosmetyki DLA. I am 44 years old and my skin is dry with some periods of being sensitive and sometimes I get strange allergies, I don't know the source. (apart from acrylic, when I touch acrylic for a longer time I shed my skin like a snake...)
So, let's start with the calendula soap from Kosmetyków DLA - I bought this soap to use on my face and neckline. Yes, you read correctly, I wash my face with this soap, as a second cleansing after oil. It's dedicated to dry and sensitive skins, it has calendula infusion and some oils, nothing else. I thoroughly cover my face with soap bubbles, rinse several times with running tap water and my skin is clean - not puckered, I don't have to put a toner straight away, although I do it anyway. A surprise - this soap DOES NOT sting my eyes! (and being a person wearing glasses and occasionally lenses I am sensitive to this fact) *^0^* It's packed in a metal case which is convenient when you travel with it, and when we use up the soap we can buy just the replacement without the metal case.




Teraz Cztery Szpaki - wybrałam trzy mydła: zimowe o nienachalnym zapachu ciasteczkowo-korzennym, peelingujące ze zmielonymi pestkami dyni i mydło do włosów z olejem rycynowym. Znowu ta sama sytuacja - zmydlone oleje, olejki eteryczne, glinka, przyprawy i nic więcej niepotrzebnego ani sztucznego. 
Zimowe pachnie, ale nie jest to zapach duszący, raczej subtelny, co mnie cieszy, natomiast jeśli spodziewacie się korzennego odurzenia no to tak nie będzie. Peelingujące będzie idealne dla osób, które lubią porządne zdzieraki, używam go raz w tygodniu bezpośrednio na skórę i w sumie ode mnie zależy, jak mocno będę je przyciskać. Obydwa porządnie się pienią, dobrze myją, nie wysuszają mojej suchej skóry, po myciu nie jestem ściągnięta jak suszona śliwka! ^^*~~
Za to mydło do włosów to jest HIT! Kiedyś przymierzałam się do mydeł do włosów, ale te które znajdowałam wymagały po spłukaniu piany z włosów przelania ich kwaśną mieszanką wody z octem lub sokiem z cytryny. Nie chciało mi się tego robić, przyznaję... Natomiast tu nie znalazłam takiego wymagania, spieniam mydło w rękach (sznurek ułatwia korzystanie, bo mydło sobie wisi nad wanną ^^), rozprowadzam pianę na mokrych włosach, spłukuję. Tuż po spłukaniu włosy są bardzo sztywne i trochę się tego przestraszyłam za pierwszym razem, no bo jak miały mi zostać takie suche sznurki!... Zawinęłam włosy w ręcznik, wyszłam spod prysznica, zdjęłam ręcznik, roztrzepałam włosy palcami i uczucie sztywności zniknęło! Wtarłam w końcówki odrobinę olejku (używam różnych olejków i maseł, akurat mam z pestek śliwki z szafranem i jojoba), rozczesałam. Kiedy wyschły, były mięciutkie, falowane, efekt jak najbardziej zadowalający. *^v^*
Now Cztery Szpaki (which means Four Starlings) - I chose three soaps: Winter with a slight cookie-spicy scent, peeling with ground pumpkin seeds and hair soap with Castor oil. Again the best ingredients, oils, essential oils, loam, spices and nothing artificial or chemical.
The Winter soap smells nice but it doesn't choke you which is very good. The peeling soap is rather coarse, although it all depends on how strong you press it against the skin, I use it once a week on my body. Both make good bubbles easily, wash me well, do not dry my skin, I do not feel like a prune after shower! ^^*~~
But the hair soap is a real gem! I wanted to try hair soaps a long time ago but every one I found required to be rinsed with vinegared water and I didn't feel like doing it... But I didn't find this information with this soap, I make a foam in my hands, put it on my hair, massage it, then rinse it well. Just after rinsing the hair feel strange, stiff and I was a bit anxious at first. I tucked my hair in a towel, left the shower, removed the towel and stirred my hair running fingers through them and the feeling of stiffness was gone! I added tiny dots of oil into the hair ends (I use different oils and butters, currently I have plum and saffron oil and jojoba), I combed them. When they dried they became soft, wavy, I was more than pleased! *^v^*

Oczywiście tak jak składniki chemiczne mogą nas uczulać, tak samo mogą to zrobić składniki naturalne, szczególnie zioła i ich napary. Pamiętajcie o tym i w razie wątpliwości róbcie próbę za uchem!
Of course just as the chemical ingredients, the natural ones can give us allergies, especially herbs and their infusions. If in doubt, make a test behind your ear! 




Wracając do początku wpisu, mydło jak wiadomo w kontakcie z wodą lubi się zrobić śliskie i uciekać z rąk, poza tym jak się mydło wymydli to zostają kawałeczki, z których trudno korzystać, dlatego zachciało mi się sznurkowej myjki-woreczka, który by ujarzmił mydlaną kostkę a przy okazji zrobił pianę i porządnie mnie wyszorował. Poszukałam zatem w sklepach.
I tu nastąpił bunt na całej linii - nie spodobało mi się, że mam płacić prawie 18 zł (plus wysyłka) za malutki sizalowy woreczek!
Going back to the beginning of my post, when in contact with water soap likes to get slippery and run away from a hand, also it gets smaller and smaller with each use, so I felt I wanted a thread bag made of some linen for example which would work as a container and washcloth. So, I checked some shops in search.
And then I got angry - I didn't want to pay almost 5 dollars (plus shipment) for a small sisal bag the size of a soap bar!




Poszłam po rozum do głowy (i po farbę do ścian w sklepu budowlanego, bo akurat potrzebowałam! *^v^*), i kupiłam kłębek sznurka jutowego za niecałe 4 zł. Wyciągnęłam szydełko i w około 50 minut (tyle trwa jeden odcinek serialu "Trapped" *^-^*) zrobiłam woreczek na mydło. Ale nie poprzestałam na jednej sztuce, ponieważ tak: półsłupkami szydełkiem 5 mm zrobiłam gęsty woreczek na kawałki mydeł natomiast półsłupkami i słupkami na szydełku 6 mm zrobiłam drugi woreczek, w którym będę trzymać mydło do odplamiania z polskiej firmy Klareko. (jeszcze go nie używałam, więc nie mogę powiedzieć nic o jego działaniu, ale niezwłocznie doniosę, jeśli się sprawdzi!)
No i mam moje woreczki na mydła, nawet dwie sztuki, a sznurka zostało mi na kłębku jeszcze sporo!  *^V^*
So, I came to my senses (and went to the builder's shop to get some wall paint but that's another story *^v^*) and bought a ball of hessian twine for 1 dollar. I took a crocheting hook and in about 50 minutes I made a soap bag. But I didn't stop at that point. With 5 mm hook and denser stitches I made a bag for the pieces of soaps that are usually left when the soap bar runs out. But with 6 mm hook and looser stitches I made another bag to keep my soap for removing stains that I bought from Klareko.(I haven't used it yet so I have no opinion)
So, I have my soap bags, not one but two, and there's still a lot of thread left on the ball! *^V^*

 


Oczywiście nie jest to mój koniec eksperymentów z naturalnymi mydłami, bo powstaje u nas coraz więcej małych firm robiących mydła a ja chcę wypróbować wiele z nich... O, chociażby Hannah zainteresowała mnie mydłem i zapachu bzu i agrestu - AGRESTU!!! To mój owoc numer dwa! *^0^*~~~ (na pierwszym miejscu jest arbuz) W związku z tym możecie się spodziewać kolejnych recenzji, jeśli kupię nowe mydła i się u mnie sprawdzą, a i Was poproszę o polecenia i opinie, jeśli używałyście jakieś fajne mydła!
Of course I won't stop testing other natural soaps, there are more and more Polish companies that make them and I already have some ideas what I want to try next. Recently Hannah got me interested in a soap that supposedly smells like lilac and gooseberries - GOOSEBERRIES!!! That's my second favourite fruit! (the first one is watermelon) So expect more reviews if I get anything worth mentioning!
  



Muszę Wam jeszcze powiedzieć o kremie pod oczy, no muszę! 
Okay, so I must tell you about the eye cream I found recently, I must! 



Używałam kiedyś genialnego kremu pod oczy Shiseido Benefiance, po nałożeniu na skórę od razu czułam nawilżenie i odżywienie, i to uczucie utrzymywało się kilka godzin, był cudowny! Ale... po pierwsze, Shiseido testuje swoje kosmetyki na zwierzętach (do sprzedaży w Chinach, takie jest chińskie prawo), a ja od kilku lat nie używam kosmetyków testowanych. Po drugie, skład ma bardzo chemiczny. A po trzecie, jest pięć razy droższy niż to, co Wam zaraz polecę!
I used to use a great eye cream in the past Shiseido Benefiance, after application I felt my undereye skin was nourished and mosturised for a few hours, it was wonderful! But... first, Shiseido tests its cosmetics on animals (to be sold in China, that's the law) and I stopped buying brands that do testing some years ago. Second, it has chemical ingredients. And third, it's price is five times the price of what I'm going to tell you about!




Na markę Shy Deer trafiłam przypadkiem, kupiłam próbki i od razu zakochałam się w kremie pod oczy! *^O^* Daje taki sam efekt kilkugodzinnego nawilżenia i odżywienia co Shisheido, kosztuje niecałe 100 zł za 30 ml, ma genialny naturalny skład, firma jest polska, nietestująca na zwierzętach. Oprócz kremu pod oczy kupiłam sobie i Robertowi po kremie do twarzy. Wypróbowałam też bardzo przyjemne serum i emulsję do mycia (mam na razie zapas) i tonik, który niestety lekko pachnie lawendą, czego nie znoszę. Bardzo mi się podoba, że można kupić próbki i najpierw sprawdzić, czy pasują nam te kosmetyki, czy nie uczulają, itp
I found the Shy Deer brand by accident, I bought samples and I fell in love with the eye cream immediately! *^O^* It gives the same effect of nourishment and mosturing like Shiseido, costs 1/5 of the price, has great natural ingredients, the company is Polish and they do not test on animals. Apart from eye cream I also bought face creams for me and Robert. I also tried a good serum and a cleansing emulsion, but I have a supply of other brands now so didn't buy them. They also have a toner but it has a lavender scent which I cannot stand so it's a no go for me. I like that you can buy samples first and try the products, whether you like the smell, whether you are allergic to them, etc.




PS.: O mydłach dla mężczyzn na razie nie mam nic do powiedzenia, bo Robert ma swój ulubiony żel pod prysznic oliwkowy Ziaja i kategorycznie odmawia używania czegokolwiek innego. Może powinnam go namówić na jakieś mydła do brody, ale w kwestii kosmetyków jest raczej minimalistą, używa wprawdzie dobrych szamponów i kremów do twarzy na dzień, noc i pod oczy, ale do tonika już nie udało mi się go namówić. *^-^* (poprosił kiedyś o mydło i kupiłam mu takie rozmarynowe, ale tylko dlatego, że potrzebował naturalnego mydła na sznurku dla wygody, żeby zabierać na wyjazdy historyczne)
PS.: I have nothing to say about the soaps for men because Robert has his own favourite shower gel from Ziaja and he categorically  refuses to use anything else.  Maybe I could convince him to use some soaps for the beard but he's rather a minimalist as far as cosmetics, he uses good shampoos, facial day and night cream, an eye cream, but I couldn't get him to use a toner for example. *^-^* (he asked me once for a natural soap on a twine for historic events, for convenience, and I bought him this rosemary one)


Bonus - oto w jakich warunkach muszę pracować nad blogiem!... *^o^*
Bonus - here is how I work on creating posts for the blog!... *^o^*



Monday, December 17, 2018

Ciągnie się

Kiedy widzę, że Czajka wrzuciła trzeci z rzędu wpis, którego nie czytałam to wiem, że nie było mnie na blogach za długo... Nie ma mnie, bo mi się katar ciągnie, wybaczcie obrazowość metafory. *^w^* A oprócz kataru przyplątały się jeszcze inne rzeczy, które niestety sprawiają, że jestem mało kreatywna i produktywna... Biegam po lekarzach i działam w kierunku zmiany sytuacji na lepsze, a tymczasem kilka ogłoszeń, na przykład:
When I see that Czajka published the third post I haven't read yet I know that I was absent from the blogging world too long... I was away for a longer time because I've had a lingering cold, sorry for the picturesque metaphor. *^w^* Also, I got some other strange health issues and I've been visiting doctors so I wasn't very productive and creative...  But I have a few things to say, for example:

Od powrotu z wakacji mam zamiar Wam pokazać kosmetyki, które ze sobą zabrałam i ciągle zapominam... A są bardzo sprytne!
I've been meaning to show you something since we came back from holidays and I kept forgetting... Here are very clever cosmetics I took with me!





W drogerii Natura kupiłam na wyjazd szampon i odżywkę, ale pamiętam, że były też inne produkty (w sklepach internetowych jest cała gama produktów do każdej części ciała!). Na czym polega fajność tych produktów? Są nie w butelkach, a w zgrzanych płaskich torebkach na kształt butelki - mają denko, na którym wygodnie stoją. Nie dość, że same w sobie są lekkie to jak nam się szampon kończy, to opakowanie robi się coraz bardziej płaskie i zajmuje w wakacyjnej walizce coraz mniej miejsca!
I only bought a shampoo and a conditioner, but there are lots of other beauty products from that company, and what's so fun about them? First, they're in the flat bags, not bottles - they can stand up but also when you use them up, they are getting more and more flat and lighter, so they occupy very little space in the suitcase!


 


Ale to nie wszystko - 95% składników jest pochodzenia naturalnego, nie mają olejów mineralnych, parabenów i barwników, są to kosmetyki nie testowane na zwierzętach a opakowanie pozwala nam zużyć je do ostatniej kropelki. Kosztują kilka - do kilkudziesięciu złotych a są niesamowicie wydajne - wciąż używam szamponu i odżywki, które zabrałam na wyjazd w październiku! I świetnie się dogadują z moją super wrażliwą skórą na głowie. Na pewno na kolejne wakacje kupię znowu kilka produktów tej marki, bo jak dla mnie mają same zalety. To tak, jakby ktoś potrzebował a jeszcze na nie nie trafił! *^v^*
But that's not all - 95% of the ingredients are natural, there are no mineral oil, parabens or colourants, they're not tested on animals and this bag allows you to use up everything. They're cheap and really efficient - I still keep using the shampoo and conditioner I bought at the beginning of October! They're gentle for my crazy sensitive scalp skin. Next year I'll definitely buy them again for holidays! *^v^*



***

Wieści z kuchni - narobiłam gołąbków. 
I made cabbage rolls (which are named "little pigeons" in Polish, I don't know why... ^^)



A wszystko przez kapustę - specjalna odmiana do gołąbków, znałyście? Płaska, o luźnych liściach i rzeczywiście coś w tym jest, obgotowała się błyskawicznie, liście rozdzielały się jak marzenie, cały proces zawijania przeszedł błyskawicznie (tym bardziej, że już od lat nie bawię się w miętolenie mięsa z dodatkami ręcznie, tylko wrzucam wszystko do malaksera, 30 sekund i gotowe!).
All because of the cabbage of the special type for this kind of dishes, did you know such kind? The cabbage is flat, with loose leaves and after being cooked for a moment in boiling water the leaves separated beautifully so the process of stuffing the meat and rolling the rolls went really quickly (especially because for the making of the stuffing I've been using the food processor!).




Podzieliłam gołąbki na dwa garnki i do jednych zrobiłam sos pomidorowy a do drugich - biały sos. A teraz najlepsze - obydwa przepisy pochodzą z japońskiej strony, bo Japończycy gołąbki znają i gotują! *^V^*
I divided the rolls into two pots and made a tomato sauce for one of them, and the white sauce for the second one. Now is the best part - both recipes come from the Japanese cooking webpage because the Japanese know and like cabbage rolls too, just like Polish people! *^V^*




Czym się różnią od naszych? Niczym!
No dobrze, nie ma w nich ryżu, o ile ten ryż dodajecie, ja nigdy nie mieszałam ryżu z mięsem w w farszu, mój ojciec nie przepadał za ryżem więc w ogóle mało się go u nas w domu rodzinnym jadało. Mięso mielone wołowo-wieprzowe, siekana cebula, bułka tarta, kilka łyżek mleka (albo stara kajzerka namoczona w mleku ^^*~~), sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej.
Sos pomidorowy składa się z passaty pomidorowej, bulionu, ketchupu, soli i pieprzu. Sos biały to bulion, mleko, liście laurowe, sól, pieprz i natka pietruszki. I tu mam uwagę - niestety mleko po dłuższym gotowaniu się zważyło i rozwarstwiło, trzeba było raczej zrobić beszamel, co uczynię następnym razem.
Zjedliśmy po polsku, z kartoflami! *^V^*
What's the difference? None!
Okay, they don't put rice inside the rolls, Polish people sometimes mix cooked rice with meat, I never do because my father didn't like rice and we didn't eat it very often at home. Minced pork-beef meat, chopped onion, bread crumbs, a few Tbsps of milk (or an old bread roll soaked in milk, like my mother did ^^*~~), salt, pepper, a pinch of nutmeg.
Tomato sauce consists of tomato passata, some broth, ketchup, sat and pepper. White sauce consists of broth, milk, laurel leaves, salt, pepper and parsley. Here is my hint - don't do it like that, the milk curdled after some cooking, next time I'll make a basic beschamel sauce.
We ate the rolls just like any Polish person would - with cooked potatoes! *^V^*



***

Tyle na dzisiaj, dorzucę jeszcze koty i na razie znikam, pozostając w nadziei, że niedługo odezwę się znowu z nową energią! ^^*~~!
That's all for today, I'll throw in some cats  to sum up and will go away for now hoping to be back soon, with new energy! ^^*~~