Monday, September 12, 2011

Recenzja Biosilk Silk Therapy 17 Miracle Conditioner

Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z firmą Farouk, czego efektem było otrzymanie do przetestowania nowości kosmetycznej do włosów Silk Therapy 17 Miracle Leave-in Conditioner.


Informacje ze strony producenta:

Odżywka bez spłukiwania do włosów i skóry
Odżywia i nawilża włosy i skórę, dodaje włosom objętości, kontroluje i definiuje loki, rekonstruuje zniszczone i suche włosy, wzmacnia włosy, rewitalizuje matowe i bez życia włosy i skórę, wygładza włosy i skórę, chroni końcówki włosów przed rozdwajaniem;
zapobiega łamliwości, domyka łuskę włosów;
chroni kolor przed blaknięciem, chroni włosy i skórę przed szkodliwym działaniem środowiska, chroni włosy przed wysoką temperaturą narzędzi, pozostawia skórę miłą i jedwabną, nadaje włosom wspaniałego połysku.

Jak stosować (ze strony producenta): Po umyciu, osusz ręcznikiem włosy, nałóż równomiernie i dowolnie stylizuj. Na skórę - nałóż dowolnie i wmasuj.

Jak stosować (polski opis z pudełka): Nałóż dużą kroplę odżywki na dłonie i wmasuj w wilgotne włosy i zaczynając od końcówek.

Jak stosować (instrukcje na butelce, po angielsku, francusku i hiszpańsku): po umyciu włosów szamponem osusz je ręcznikiem, nałóż odżywkę spryskując równomiernie i dowolnie układaj włosy.
- sposób nakładania polecany obcojęzycznie na butelce pokrywa się z opisem na stronie producenta, a opis na pudełku zaleca inną technikę, to niby nie jest wielka różnica, ale nie rozumiem tej rozbieżności.

Cena: około 50 zł (produkty Biosilk są dostępne w sieci Rossmann, ale recenzowana odżywka jest nowością i nie wiem, czy już jest na półkach, potwierdzę naocznie w tym tygodniu i uzupełnię tę informację)


Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Silk, Behentrimonium Chloride, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Propylene Glycol, Quaternium-80, Panthenol, Phynoxyethanol, Caprylyl Glycol, Potassium Sorbate, Hexylene Glycol, Fragrance, Hexyl, Cinnamal, Benzyl Benzoate, Linalool, Citronellol, Hydroxycitronellal, Geraniol, Eugenol

Co z niego wynika? Na drugim i trzecim miejscu po wodzie dwie substancje silnie nawilżające i utrzymujące nawilżenie, potem silikony, silikony - tutaj te lekkie, nie tworzące warstwy oklejającej włos. Dużo zapachów - zawsze się zastanawiam, dlaczego trzeba dodać aż tyle różnych substancji zapachowych? Tu bym jednak ich trochę ujęła, patrz: o zapachu poniżej.


Moja opinia:

Opakowanie:
Kosmetyk dostajemy w zgrabnej poręcznej butelce o pojemności 150 ml z pompką, dzięki czemu możemy wygodnie nałożyć odżywkę na dłoń, a z niej na włosy lub bezpośrednio spryskać nią włosy (w zależności do tego, czy przeczytaliśmy instrukcję na pudełku czy na butelce). Butelka jest przezroczysta, co jest wygodne, bo widać, ile odżywki nam zostało.
Co do wyglądu butelki, to niestety od kosmetyku za prawie 50 zł oczekiwałabym większej staranności wykonania i lepszego projektu opakowania, bo butelka, choć wygodna jest nijaka.

Konsystencja:
odżywka ma postać średniogęstej lepkiej kremowej mazi, jest bardzo wydajna i starczy na długo nawet przy długich włosach

Zapach:
dość intensywny, kwiatowy, kojarzy mi się z kosmetykami jakich kiedyś używała moja babcia, nie ulatnia się zbyt szybko, po nałożeniu i pozostawieniu włosów do wyschnięcia wciąż go czułam

Za pierwszym razem nałożyłam odżywkę spryskując nią całe włosy, po kilka psiknięć to tu, to tam (ale bez przesady) i niestety w ten sposób bardzo łatwo można nałożyć za dużo kosmetyku, bo włosy bardzo długo wysychały, były trochę oblepione a niektóre partie wręcz sklejone. Kiedy włosy już prawie mi wyschły rozczesałam te zlepione strączki i włosy zrobiły się wyraźnie wygładzone, grubsze, nie puszące się, prawie wyprostowane (a naturalnie mam lekką falę).

Za drugim razem postąpiłam według instrukcji na pudełku, czyli napsikałam na dłoń dużą kroplę odżywki, roztarłam ją w obydwu dłoniach i wmasowałam we włosy, zaczynając od końcówek. Tak nałożony kosmetyk nie skleja włosów i w miarę dobrze spełnia swoją funkcję wygładzenia i nadania objętości.
Czyli, każdy musi znaleźć swój złoty środek między nadmierną ilością i obciążeniem a prawie niezauważalnym efektem.

O przetestowanie odżywki poprosiłam również męża, który ma długie gęste proste włosy i nałożyliśmy mu odżywkę sposobem: spryskanie dłoni i wtarcie kosmetyku we włosy zaczynając od końcówek. Efekt po wyschnięciu był taki sam, jak u mnie: natychmiastowe wygładzenie, brak puszenia się, jego włosy nabrały blasku i delikatnego koloru, który wcześniej był chyba zmatowiony przez efekt puszenia się (mąż ma naturalny ciemny brąz niefarbowany).

Wizualnie i w dotyku taki efekt odżywki jest dokładnie tym, czego bym sobie życzyła - wygładzenie, zwiększenie objętości, ujarzmienie puszących się połamanych włosków. Jednak ten efekt utrzymuje się tylko, kiedy zastosowano odżywkę, po jej odstawieniu włosy od razu wróciły do swojego poprzedniego wyglądu (zastosowałam odżywkę po kilku myciach pod rząd, a potem obserwowałam, co się dzieje z moimi włosami po kolejnym umyciu bez nałożenia odżywki). Być może trzeba zużyć pół butelki albo więcej, żeby zaobserwować trwały efekt.
Z tego powodu zmieniłabym jej nazwę na balsam, ponieważ nie odżywia trwale, a jedynie pomaga ujarzmić i uporządkować włosy po myciu.


Czy zamierzam stosować go regularnie?
Z powodu wysokiej jak dla mnie ceny oraz dlatego, że mam już inne produkty odżywiające włosy, odżywka Biosilk Silk Therapy 17 Miracle nie byłaby produktem, po który sięgnęłabym w pierwszej kolejności. Natomiast ze względu na działanie wygładzające i upiększające chętnie użyłabym jej, kiedy potrzebuję, żeby moje włosy prezentowały się naprawdę świetnie, czyli przed ważnym wyjściem.

Na koniec, zastanawiam się, dlaczego odżywka nazywa się "17 Miracle"? Nie ma siedemnastu składników, policzyłam *^v^*, nie jest przeznaczona "od lat 17-stu", nie jest to też raczej siedemnasty produkt tej marki. Nie znalazłam tej informacji na stronie producenta. Ot, taka ciekawostka. ~^^~

***

Intensywnie Kreatywna, podobno właśnie to porządne wielostopniowe oczyszczanie jest sekretem gładkiej cery Azjatek. Współczuję uczuleń, ja mogę z moją buzią robić wszystko i trzyma się dzielnie.

Anko480, zupę miso kupuję w azjatyckich delikatesach na warszawskich Kabatach, ale dostaniesz ją w każdym sklepie typu Kuchnia Świata z dużych centrach handlowych. Ostatnio dostałam z Japonii kilka różnych rodzajów, z najróżniejszymi dodatkami (tofu, glony, dymka, grzyby, itp), ale najprostsza wersja to bulion dashi z pastą sojową miso i glonami wakame. Czy jest smaczna? Hm, to kwestia indywidualna, mnie bardzo smakuje, chociaż oczywiście nie każda, bo jej smak zależy do dodatków, myślę, że jeśli lubisz smaki orientalne/smak glonów to zupa miso też Ci zasmakuje, kup sobie na początek małe opakowanie i wypróbuj.

Herbatko, po pokrzywie na razie będzie gorzej, ale podobno potem będzie pięknie. ~^^~ Nie mogę tego potwierdzić, bo na mnie wcale nie działa efekt oczyszczania się skóry, albo mam już tak czystą, że nic nie chce wyleźć na zewnątrz, albo tabletki hormonalne trzymają cerę w ryzach. ^^ Co do parabenów, niestety gdzieś tam w drugiej połowie składu są, do tych kremów przekonała mnie lepsza pierwsza połowa i dobroczynne działanie na moją cerę (co by oznaczało, że lepiej traktuję włosy niż buzię, ale moim włosom widocznie więcej szkodzi niż cerze).

Susanno, dziękuję za komplement! ~^^~ Peeling kawowy kiedyś sobie zrobiłam, efekt ciekawy i piękny zapach podczas szorowania, ale doczyszczanie prysznica trwało bardzo długo... ^^

Matyldo_ab, ja się cieszę, że ostatnio na blogach o urodzie, które czytuję, ciągle piszą o kosmetykach kolorowych, które nie są u mnie obiektem westchnień! Ale jak tylko coś się pojawia na temat szamponów, olejów, mydeł, to zaraz mam ochotę robić zakupy i też przetestować. *^v^*

Artsajke, ja też wacików używam tylko do toników. Co do ośmiu kroków oczyszczania i namaszczania, mnie też wydaje się to przesadzone i nie stosuję ich aż tylu, natomiast jest to metoda przetestowana przez Japonki czy Koreanki, może dla ich cery rzeczywiście jest to optymalne minimum?

Saturday, September 10, 2011

Buzia


I'm talking about some ways to care for my face skin and the products I use.

Było o pielęgnacji włosów, to na życzenie Herbatki kilka słów o buzi. ~^^~

Lata lecą (u mnie rok trzydziesty siódmy *^v^*) i mnie także - a jakże! niemożliwe! kto by pomyślał! - nie omijają zmiany, jakie na mojej twarzy odciska czas. Nie jestem wielką zwolenniczką odmładzania się za wszelką cenę i kolejne zmarszczki nie wprowadzają mnie w stan palpitacji serca, nawet bardziej podobam się sobie jako trzydziestka niż wcześniej, kiedy moja buzia były gładką "czystą kartką" (poczekamy do czterdziestki i zobaczymy, czy nadal będę taki chojrak!... *^v^*), natomiast zauważyłam coś, co przestało mi się podobać.

Zaczęło się od tego, że miałam już dość zmęczonej, szarej i pomiętej twarzy patrzącej na mnie z lusterka każdego poranka, to po pierwsze. Po drugie, o ile nie przeszkadzają mi "kurze łapki" wokół oczu - w końcu nie są jeszcze takie tragiczne no i robią się od mrużenia oczu podczas częstego śmiania się, więc ich źródło jest niejako pozytywne ~^^~, to zauważyłam, że przez lata martwienia się na zapas rzeczami, które były nieistotne lub na które nie miałam żadnego wpływu, wyhodowałam sobie pionową krechę między brwiami, cała ja - Drama Queen!

Kilka słów o moje cerze - mam w życiu trzy szczęścia dotyczące mojej twarzy, po pierwsze, nigdy nie miałam dużych kłopotów ze skórą, owszem, wyskakiwał mi pryszcz to tu (na nosie) to tam (na czole czy brodzie), ale nigdy nie były to takie problemy skórne, jakie czasami ludzie miewają. Po drugie, od dziecka jadłam WSZYSTKO i ze smakiem, więc zapewniałam sobie wszystkie potrzebne składniki odżywcze od środka. Po trzecie, moja mama całe życie kierowała Głównym Magazynem Kosmetyków w warszawskich Domach Centrum, w związku z tym zawsze miałam w domu dużo dobrej jakości kosmetyków, zarówno pielęgnacyjnych jak i kolorowych (chociaż nie wykształciłam w sobie wielkiego zamiłowania do szalonych makijaży, dziwne... ^^). Czyli moja skóra miała dobre warunki do zdrowej egzystencji.
Obecnie mam cerę (nie do końca) mieszaną, bo nie mam klasycznej strefy T: broda, nos, czoło, tylko górne T - najtłustsze jest czoło a nos i broda idą w kierunku cery normalnej, policzki bardzo suche i cała buzia z tendencją do rozszerzonych porów.
(no to teraz już wiecie o mnie wszystkie intymne szczegóły... *^v^*)

Z moją dotychczasową pielęgnacją twarzy było trochę tak jak z włosami - czymś tam demakijażowałam, czymś tam się smarowałam, nakupiłam maseczek i nałożyłam je raz czy dwa w miesiącu, i tyle. Może właśnie dlatego, że nie miałam cery problemowej, to nie mobilizowałam się do lepszej pielęgnacji.

Zaczęło się od MaroccanMint i jej zakupów - kremów BB (Blemish Balm). ~^^~
Poczytałam sobie o nich, pozastanawiałam się, i wreszcie w Japonii kupiłam moje pierwsze BB kremy pod oczy i do twarzy - traf padł na Kanebo Freshel Moist Lift, bo to były pierwsze kremy które znalazłam w małej drogerii w Kioto, i muszę powiedzieć, że bardzo mi pasują (rynek azjatycki jest bardzo obfity w ten typ kosmetyków, praktycznie każda znana nam marka ma swój krem BB i oczywiście są też azjatyckie marki, u nas nieobecne).

Potem, już po powrocie trafiłam na bloga Polki mieszkającej w Singapurze, poczytałam o rytuałach pielęgnacyjnych Azjatek i zaczęłam przeglądać moją szafkę z kosmetykami, uzupełniając ją o nowe specyfiki. Dodatkowo (bo to też ma znaczenie) od maja regularnie jadam ryby w różnej postaci, codziennie jadam różne glony, porcję ryżu i wypijam miseczkę zupy miso (soja). Od stycznia nie jem prawie wcale słonych przekąsek ani słodyczy, nie piję słodkich napojów gazowanych, za to piję dużo zielonej herbaty a od ponad miesiąca - codziennie dwa kubki naparu z pokrzywy (oczyszcza skórę).

Moje aktualnie używane kosmetyki do twarzy to:

- krem na dzień Dotleniający Krem Irena Eris Tokyo Lift (wiem, jak to brzmi, jakbym już kompletnie zwariowała na punkcie Japonii, ale to nie moja wina, że ta seria tak się nazywa, te kremy kupuję od jakiegoś czasu dlatego, że je sobie chwalę *^v^*), wcześniej przez rok używałam kremu Olay 7, jeden kupiłam, drugi dostałam a opakowania są bardzo wydajne,

(- używałam też kremu na noc z tej serii ale mi się skończył i na razie zmieniłam nocną pielęgnację)


Te dwa kremy nakładam rano, w celach nawilżająco-przeciwzmarszczkowych, a na nie odpowiednio Kanebo Freshel Moist Lift BB Cream pod oczy i na buzię. Nie muszę już nakładać fluidu, bo BB Cream jest lekko beżowy, pięknie stapia się z moją skórą, wygładza i wyrównuje kolor (używam jaśniejszego odcienia, który jest dla mojej jasnej cery idealny). Dodatkowym atutem kremu BB Kanebo jest fakt, że nie ma po nim efektu "jasnej maski", o jakim czytałam w przypadku koreańskich kremów BB, np.: Misha (tu pewnie może coś na ten temat powiedzieć MaroccanMint, która używa Mishy). Pewnie to zależy od ilości kosmetyku, jaki się nałoży, ale Kanebo jest bardzo lekki i w ogóle trudno by mi było uzyskać taką maskę. Z drugiej strony, nie jest aż tak bardzo kryjący ale ja nie mam niczego do zakrywania, natomiast potrzebuję efektu wyrównania koloru cery i rozświetlenia jej, a w tym Kanebo sprawdza się idealnie.


I o poranku to w zasadzie wszystko, jeszcze trochę różu na policzki albo pudru rozświetlającego Sephory (odcień jaśniejszy różowy) dla naturalnego efektu, czasami tusz do rzęs, rzadko mocniej się maluję.


Zabawa zaczyna się wieczorem, kiedy przychodzi do oczyszczenia buzi z kosmetyków kolorowych oraz tego wszystkiego, co na niej się zbierze w trakcie całego dnia. I tutaj działam według listy czynności stosowanej przez Azjatki, czyli:

- mycie olejem: wcześniej stosowałam dwufazowy płyn do demakijażu Ziaji, ostatnio sięgam do metody pięknolicych Japonek i Koreanek - OCM (tu macie dokładny opis tej metody),
mam ochotę przetestować też niektóre mydła Alep, których pozytywne recenzje czytałam na blogach, mam już długą wishlistę na helfy.pl ~^^~

- raz na dwa razy sięgam po peeling np.: Alterra Żurawina i Figa, jest delikatny i pięknie pachnie

(- następnie żel do mycia twarzy, np.: Bielenda Aloes) - nie zawsze, po OCM czuję, że nie ma już takiej potrzeby, buzia jest czysta i świeża

- tonizowanie: przecieram buzię hydrolatem oczarowym lub z zielonej herbaty

- nakładam serum: Olejek z Witaminą E albo czysty olejek arganowy,
(wypróbowałam Rival de Loop Serum intensywnie liftingujące oraz Rival di Loop Serum pod oczy, ale nic fajnego nie zrobiły dla mojej skóry, to znaczy, działały tylko na kilka godzin po nałożeniu a potem jak nożem uciął, więc przeszłam na kosmetyki bliższe naturze)

I tutaj kończę wieczorne ablucje.

- Azjatki nakładają teraz na ok. 20 minut tzw. sheet mask, czyli maseczkę z bibułki nasączoną esencją/lotionem (taką maseczkę można sobie zrobić z ręcznika papierowego albo kawałka cienkiej bawełny), ale ja tego nie robię, już by mi się nie chciało tyle wieczorem siedzieć w łazience ~^^~

- można by jeszcze na to nałożyć krem na noc i zakończyć wszystko cienką warstewką oleju kokosowego, dla super odżywienia i nawilżenia, ale ten ostatni punkt jest chyba tylko dla gejsz, które śpią nieruchomo na wznak z głową na drewnianym stojaczku, ja się tak wiercę w nocy i wszystko to wtarłabym w poduszkę! ^^


Zamiast gotowych sheet mask zaczęłam dwa razy w tygodniu nakładać różne oczyszczająco-nawilżające maseczki (małe opakowania "na raz"), których mam spory zapas bo kupowałam je sobie przy okazji wizyt w sklepach, ale niekoniecznie potem chciało mi się z nich korzystać... ^^ Czytałam też pozytywne opinie o masce Błoto Wulkaniczne z Krymu i zamierzam ją sobie kupić, kiedy skończą mi się jednorazówki. Szczególnie liczę na to zwężanie porów i odtłuszczanie mojego czoła.

Znalazłam sobie też preparat, który odżywia moją buzię "od wewnątrz", bo został specjalnie do tego wymyślony - to Biocell, kapsułki z kwasem hialuronowym, który utrzymuje w skórze odpowiednie nawilżenie. Opis produktu zaczyna się od "Dzięki fenomenalnemu odkryciu japońskich naukowców (...)"... *^v^* No cóż, to po prostu przeznaczenie, musiałam trafić na ten specyfik! ~^^~ A tak na serio, już kilka dni po tym, jak zaczęłam łykać ten preparat, zauważyłam zmiany na lepsze - mniejsze pory, lepszy koloryt skóry, Jestem po miesięcznej kuracji, przede mną jeszcze dwa miesiące, potem przerwa.


To teraz może by się koleżanki pochwaliły, co stosują do pielęgnacji twarzy? Chętnie się zainspiruję! *^o^*

Acha, i chciałabym uprzedzić, że nie mam już więcej szalonych wieloetapowych sposobów pielęgnacji na inne części ciała. ~^^~

Friday, September 09, 2011

Zupy / Soups

Squirk, poszukam przepisu, soczewicę nawet mam pod ręką. ^^

Intensywnie Kreatywna, dziękuję! *^v^*

Mario, uzupełniłam link w poprzednim wpisie.

Artsajke, tak, tak, zrozumiałam, tylko tak mi się skojarzyło - że w przenośni cały "wywar" jest pieczony, bo pieczesz pomidory i włoszczyznę. ~^^~

Cocomino, I love this trying out moment, when I open the package and I'm surprised by the smell and taste. ^^

***

Wracając do zup, (coś nie mogę się od nich odczepić *^v^*), mam dla Was pomysł na wielkie zupowe ułatwienie (Effcia, to coś dla Ciebie ^^): na początku tygodnia zanim zabrałam się za gotowanie zup kupiłam kilka kawałków kurczaka i razem z włoszczyzną, liściem laurowym i nacią selera włożyłam do największego garnka, jaki mam w domu. Zalałam to wszystko wodą i ugotowałam bulion, z którego zachowałam tylko kurczaka - obrałam go z kości i podzieliłam na kawałki, dodawałam go potem jako wkładka do kolejnych zup, warzywa wyrzuciłam, bo wygotowały swoje pyszności do bulionu.
Talking about soups again (I can't leave the topic *^v^*), I have an idea that may make it easier to cook different soups: at the beginning of the week I took some chinken pieces and together with some vegetables and laurel leaf I put them into the biggest pot I have, added water and slowly cooked a stock. I only kept the chicken from it, the vegetables already gave what they had best to the stock so I threw them out. I removed the bones from the chicken pieces and kept the meat to add to different soups.

Bulion można ugotować na dowolnym mięsie - na kurczaku do zup delikatnych, na żeberkach wieprzowych do ogórkowej, na wołowinie albo mięsie wędzonym (np.: do fasolowej, kapuśniaku, itp). Można nawet na samych warzywach. Gotowy bulion studzimy i przelewamy do słoików lub innych zamykanych pojemników, i można go wstawić do zamrażarki, a wyjmować w miarę potrzeb. Obecnie mam w zamrażarce słoik bulionu z kurczaka i dwa słoiki bulionu do potrawy miso ramen (według tego przepisu, ugotowany z glonami kombu).
The stock can be cooked with different kinds of meat - chicken for some delicate soups, pork ribs for the cucumber soup, beef or smoked meats (for pea soup or cabbage soup). It can even be only-vegetables version. You have to cool down the stock and then it can be used right away or stored in the containers in a freezer. Currently I have one jar full of chicken stock and two jars of ramen stock made with kombu for miso ramen.

Zwariowałam na punkcie kiełków i ziół. Najbardziej smakują mi upchane pełną garścią na misce gęstej zupy, polane oliwą z oliwek i mocno posypane pieprzem. Czas spisać sobie przepisy na treściwe jesienne zupy, nie mogą wciąż gotować tylko zupy z dyni, jest tyle innych smaków do odkrycia! ~^^~
I've gone crazy about the sprouts and fresh herbs recently. I like them best when I put a handful on the bowl of thick soup, sprinkled with olive oil and a lot of black pepper. It's time to collect the recipes for the tasty creamy Autumn soups, I cannot eat only pumpkin soup all the time, there's so much more to taste! ~^^~

W domu zimno, za oknem deszcz, Rysiek się tuli nagminnie i nachalnie, chwilami aż trudno go zdjąć z kolan, trzyma się kurczowo i namrucza na mnie tłumacząc, że on nie może sobie iść na kanapę albo do kojca, bo tam jest ZIMNO!
Chrupię jabłka i sałaty, oglądam anime, robię na drutach nowe swetry, tęsknię za Japonią. Dziś nakładałam sobie maseczkę z glinki na buzię i robiłam to przy pomocy pędzelka, i nagle przypomniałam sobie, jakie to przyjemne trzymać pędzel w dłoni.
Czuję świerzbienie w palcach, gotowe blejtramy stoją za szafą i czekają na wypełnienie treścią.
Miłego weekendu! ~^^~
It's cold in my flat, raining outside, Rysiek keeps hugging to me all the time, sometimes I just cannot take him off my lap, he keeps clinging to me and purring "I cannot go on the sofa or on the catbed, it's COLD in the living room!".
I eat apples and lettuces, watch anime, knit new sweaters, miss Japan. Today I've been applying a mud facemask with a painting brush and suddenly I recalled the pleasure of holding the brush in my hand.
I can feel the tinkling in my fingers, the canvases are waiting behind the bookcase, ready to be filled with some meaning.
Have a great weekend! ~^^~

Thursday, September 08, 2011

Przyjaciele II/ Friends II

Melduję, że szlafrok i koszulka uprane w 90 stopniach, z dodatkiem Vanisha wciąż są trochę różowe (majtki sobie darowałam). Po tym praniu koszulka poszła do śmieci, bo okazało się, że ma wyraźne plamy, ze szlafrokiem jeszcze powalczę przy pomocy ACE.

Kocurku, tak! *^v^* Zawsze w poniedziałek była pomidorowa, bo w sobotę gotowało się u nas ogromny gar rosołu, więc przy trzyosobowej rodzinie zawsze zostało coś do poniedziałku.

YarnFerret, no dobrze, przyznam się do rozmiarów mojej głupoty... To wielkie różowe, czerwone i herbaciane róże, nie kilka polnych kwiatuszków...

Kruliczyco, mnie się zdarzyło mężowe białe koszulki z czymś czerwonym uprać, próbowałam mu potem wmówić, że wcale nie są lekko zaróżowione... ~^^~ Wczoraj mi powiedział, że ja jestem powodem, dla którego nie kupuje białych tshirtów. ^^

Effciu, ja pomidorową w zasadzie ze wszystkim, z ryżem też! *^v^*

Artsajke, ale ja mam sklerozę! *^v^* Chyba przelecę całego mojego bloga i wypiszę sobie, jakie przepisy kulinarne podawałam, bo sama pozapominałam. Twoja wersja to taki jakby upieczony wywar z pomidorami, też może być pyszna, zapisuję do wypróbowania!

Oslun, znałam kiedyś mamę mojej koleżanki ze szkoły, która gotowała trzy różne obiady - dla siebie, męża i córki coś innego. *^v^* A przyciemniająca właściwość henny jest dla mnie jak najbardziej pożądana. ^^

BWD, Twój komentarz jest upraszczająco-zaczepny, nie wiem po co i nie będę polemizować, napisałam, że każdy wybiera swój sposób pielęgnacji włosów i produkty, a ja nie namawiam ani nie zniechęcam do żadnego. Jeśli masz dostęp do publikacji na temat szkodliwości henny chętnie poczytam, podeślij mi proszę tytuły.

***

Dzisiaj listonosz zaskoczył mnie z naolejowaną głową... ~^^~ i przyniósł mi kolejne pudło z Japonii! *^v^* Tym razem dostałam prezenty od Cocomino i jego uroczych córeczek - niektóre smakowitości znam i uwielbiam (curry! ^^ ryżowe krakersy! ^^), inne torebeczki zawierają tajemnicze pyszności, które będę testować. Bardzo mnie cieszą takie przesyłki. *^v^*
Today the postman caught me with my hair covered in oil conditioner ^^ and he brought me another box full of goodies from Japan! *^v^* This time I got presents from Cocomino and his cute daughters, some things I know and love (curry! ^^ rice crackers! ^^), some are a mystery and I'll be trying them all one by one. I love such parcels. *^v^*

Wracając na moment do zup, wczorajsza karaibska zupa z dynii to będzie wielki hit w naszym domu! (dziękujemy Squirk za skierowanie na właściwy przepis ~^^~) Zmodyfikowałam go nieco, a raczej wzbogaciłam, dodając ugotowanego kurczaka, ciecierzycę z puszki, a tuż przed podaniem posypałam całość obficie siekaną natką pietruszki, kiełkami słonecznika i rzodkiewki oraz liśćmi bazylii, i polałam hojnym chlustem nierafinowanej oliwy extra virgin. Pyyyyyyycha!!!
To jedna z tych gęstych, pysznych zup, ogrzewających w deszczowe lub zimne dni nasze żołądki i serca. ~^^~
Coming back to the soups for a moment, yesterday's Caribean pumpkin soup was and will be a great hit in our house! I modified the recipe or rather I enriched it adding some cooked chicken meat and the canned chickpeas, and to serve I threw in a big handful of chopped parsley, sunflower and radish sprouts and basil leaves, and I pour over a good splash of unrefined extra virgin olive oil. Yuuuuuumy!!!
It's one of those thick tasty soups that warm up our bellies and our hearts on a rainy cold day. ~^^~


(acha, paczka do mojej pierwszej japońskiej koleżanki już w drodze, oczywiście zapomniałam zrobić zdjęcia zawartości, ale były tam klasyczne słodycze: Torcik Wedlowski, Krówki, Pierniki, Kukułki, Ptasie Mleczko i inne temu podobne, a dodatkowo cztery gazetki z wzorami szydełkowymi, bo zostałam o nie poproszona)

Weekly bento XII

poniedziałek, 05 września
śniadanie: twarożek ze szczypiorkiem, rzodkiewką i przyprawami, bułka z masłem
obiad (do podgrzania): ryż jaśminowy długoziarnisty, hinduskie curry z wieprzowiną i soczewicą, pomidor z bazylią,
brzoskwinia, sos Bulldog, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Monday
breakfast: cottage cheese with chives, radishes and spices, breadroll with butter
lunch (to be warmed up): long grain jasmine rice, Indian curry with pork and lentils, tomato with basil leaves,
peach, Bulldog sauce, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)

wtorek, 6 września
śniadanie: kanapka z bułki wieloziarnistej z sałatą, szynką parmeńską, żółtym serem i ketchupem,
obiad: ryż ugotowany z gomokumeshi no moto (mieszanka warzyw, grzybów, pędów bambusa i tofu, przysłane przez Hiroko ^^), klopsiki wieprzowe, sałata z serem pleśniowym i pomidorem w aromatyzowanej oliwie, posypane ziarenkami słonecznika
banan, sos sojowy, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Tuesday
breakfast: multigrain bread roll sandwich with lettuce, parma ham, cheese and ketchup.
lunch: rice cooked with gomokumeshi no moto (a mixture of vegetables, mushrooms, bamboo shoots and tofu pieces, sent to me by Hiroko ^^), pork meatballs, lettuce with blue cheese and chopped tomato covered in aromatised olive oil, sprinkled with sunflower seeds,
banana, soy sauce, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)

środa, 7 września
śniadanie: kanapka z chlebem żytnim wieloziarnistym z sałatą, salcesonem i chrzanem
obiad: ryż w rolkach, wołowe mini-burgery, pomidor, omlet z podsmażoną cukinią, przyprawami i dużą ilością ziół z własnego balkonu i parapetu (bazylia, oregano i majeranek) plus kupna natka pietruszki,
jabłko, sos Bulldog, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Wednesday
breakfast: wholegrain rye bread with lettuce, salceson and horseradish
lunch: rice rolls, mini beef burgers, tomato, omlette with spices, zucchini and homegrown herbs (basil, oregano, marjoram) plus some store bought parsley,
apple, Bulldog sauce, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)


czwartek, 8 września
śniadanie: mąż oprotestował kanapki, więc dzisiaj sałatka: rukola, roszponka, masłowa, radicchio, kiełki słonecznika i rzodkiewki, do tego osobno aromatyzowana oliwa z posiekanymi suszonymi pomidorami i kostkami sera pleśniowego
obiad: ryż z rybnym furikake, wędzona makrela w ziołach prowansalskich ułożona na japońskiej sałacie mizuna (pyszna, ostra, lekko orzechowa), pomidorki koktajlowe,
jabłko, sos sojowy, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Thursday
breakfast: my husband said "no" to sandwiches, so today a salad: rocket, corn salad, lettuce, radicchio, sunflower sprouts, radish sprouts, in a seperate container: olive oil with chopped sundried tomatoes and blue cheese cubes
lunch: rice with fish furikake, smoked mackerel in Provancal herbs placed on the Japanese mizuna lettuce (tasty, sharp, a bit nutty flavour), coctail tomatoes,
apple, soy sauce, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)


piątek, 8 września
śniadanie: znowu sałata, tym razem - rukola, roszponka, masłowa, mizuna, do tego w osobnym pudełeczku szynka parmeńska do posypania, vinegrette z ziołami i płatkami suszonej słodkiej papryki
obiad: ryż z kiełkami rzodkiewki, gotowany kurczak z sosem chrzanowym, skonfundowane jajko na twardo ~^^~, pieczona papryka marynowana, kiełki słonecznika i ser pleśniowy,
jabłko, sos Bulldog, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Friday
breakfast: salad again - rocket, corn salad, lettuce, mizuna, in a separate container: parma ham to place on the salad, vinegrette with herbs and dried sweet pepper flakes
lunch: rice with radish sprouts, cooked chicken meat with horseradish sauce, confused hard-boiled egg ~^^~, baked marinated red pepper with sunflower sprouts and blue cheese,
apple, Bulldog sauce, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)

Wednesday, September 07, 2011

Pink...

Raz na jakiś czas każdemu z nas się to przydarza... tylko mnie jakoś częściej niż innym.
Wrzuciłam do prania powłoczki na pościel, jasne z kwiatowym wzorem. Dorzuciłam kilka białych rzeczy, no bo powłoczki jasne.

Teraz mam: bladoróżowy szlafrok, bladoróżowy podkoszulek, bladoróżowe skarpetki i kilka par bladoróżowych majtek. Mój mąż powiedział: "Ty to się chyba nigdy nie nauczysz..."

Proszę mnie pocieszyć!...

Once in a while everybody's doing it but... I seem to be doing it more often.
I put in the washer our duvet and pillow covers, ecru with some flower pattern. I added some white items, because the covers were light ecru.

Now I have: pale pink bathrobe, pale pink tshirt, a pair of pale pink socks and some pink underwear. My husband said: "You'll never learn, won't you?"

Please say something nice to me!

***

Anko480, a ja jak zwykle dałam się nabrać, że coś się polepsza, ech...

Intensywnie Kreatywna, u nas pomidorową jada się z makaronem, przeważnie z grubszymi wstążkami (czasami nawet chce mi się go robić samemu ^^), tak się jadało u moich rodziców i w domu męża. Natomiast bardzo lubię pomidorową z makaronem rurki, jak się czasami podaje w barach na dworcach kolejowych. *^v^* (w ogóle zawsze gdzie tylko jest pomidorowa, to ją tam zamawiam)

Artsajke, moją zupą z pieczonych pomidorów?... Przypomnij mi, gdzie o niej pisałam, bo mam zaćmienie i nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek taką robiła. A brzmi intrygująco i smacznie, chętnie wypróbuję. ~^^~

Effciu, wrzucasz składniki do garnka i zupa sama się gotuje! ^^

Lady Ago, henna nigdy nie wypłukuje się z włosów do końca, bo wnika we włos (farba chemiczna go okleja a potem się stopniowo wypłukuje). Dlatego decyzja o farbowaniu henną jest w pewnym sensie ostateczną metodą farbowania, bo nie da się jej "zdjąć" żadnymi odczynnikami, trzeba ciąć włosy i czekać na odrosty.

Susanno, botwinki i barszcze też lubię, ja chyba lubię wszystkie zupy. *^v^*

Tuesday, September 06, 2011

Nagły atak zup / Sudden soup attack

Jak tak patrzę po Waszych komentarzach na obydwa zdjęcia z poprzedniego wpisu, to macie rację - widać jednak poprawę stanu moich włosów, napuszone ale bardziej jednolite w formie, no to oby tak dalej. *^v^* I dziękuję za kolejne komplementy dla sweterka, ostatnio co jakiś zejdzie z drutów to już go noszę, w sobotę wieczorem założyłam granatowy kardigan do brązowo-kwiatowej sukienki. ~^^~

Susanno, karmel to ja zajadam, ale nie noszę, jak dla mnie to zbyt rozmyty kolor. ^^

Herbatko, alginat wypróbuję, jak mi się pokończą aktualne mazidła, udało mi się kupić tanio żel aloesowy w helfy.pl, więc mam całą tubkę.

Kruliczyco, sama jestem fanką tego cyklu, bo już nie mogę się doczekać, aż minie kolejny miesiąc, żeby zobaczyć co się zmieni (na lepsze ^^). Poza tym, strasznie polubiłam to nakładanie, namaszczanie, zmywanie, itp, itd. ~^^~

Hannah, nawet mój mąż - wielki przeciwnik odżywek bez spłukiwania - dał się namówić na testowanie odżywki Biosilku, którą dostałam (recenzja niebawem). *^v^*

Elżbieto, pamiętam jak nastolatką będąc wcierałam we włosy świeży sok z rzepy - śmierdziało okrutnie i szczypało w głowę, fajnie, że są teraz preparaty, które są przyjemniejsze w stosowaniu. ^^

***

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam od nałożenia na włosy henny* i mówię Wam, już zapomniałam, jaka to jest wesoła babranina w ziołowej paciai! ~^^~ Odzwyczaiłam się przez lata farbowania farbami chemicznymi, a przy okazji przypomniałam sobie, jaki przyjemny jest zapach henny. I łażę teraz po domu z ręcznikiem na głowie, gotując ogórkową.
This morning I started my day with applying henna on my hair. I've forgotten how fun it was to play with the herbal mixture! ~^^~ I used to chemically dye my hair for years and I forgot how nice it is to smell the henna herbs. I'm currently with a towel turban on my head, cooking cucumber soup.

W ogóle ten tydzień, po poniedziałkowym steku (który mąż kazał uwiecznić i pokazać ^^),
This week will be a soup week, after the Monday steak (which my husband told me to photograph and show you ^^),

będzie zupny - to taki mały rozbieg przed jesienią właściwą i zimą. Dzisiaj ogórkowa, jutro polecona mi przez Squirk karaibska z dyni (według tego przepisu, na bulionie z kurczakiem), potem chyba szczawiowa (już wieki jej nie jedliśmy!) i barszcz ukraiński.
it will be a soup week - it's a dry run before the real Autumn and Winter. Today - cucumber soup, tomorrow - recommended by Squirk Caribean pumpkin soup (with chicken), next probably dock leaves soup (we haven't had this traditional Polish soup for ages!) and the beetroot&beans soup.
Uwielbiam zupy, a Wy? Królową jest dla mnie pomidorowa, zaraz za nią domowy rosół i krupnik. ~^^~
I love soups, how about you? The Queen is the tomato soup, and my next two choices would be chicken and beef broth and pearl barley soup.


Poza tym, nagle codziennie pochłaniam jabłka, idzie jesień.
Apart from that, I suddenly eat apples everyday, Autumn's coming.

PS: Dzisiejszy dzień tak naprawdę rozpoczęłam od krótkiej kłótni z moją mamą. A już myślałam, że przez ostatnie dwa miesiące nasze stosunki się poprawiły, ech...
PS: In fact I started this morning with a quarrel with my mother. And I thought we've had some nice and steady relationship for the past two months, well...

___________________________
* Jeśli jeszcze nigdy nie farbowaliście włosów henną, to polecam w ogóle nie korzystać z tych foliowych dużych rękawiczek dołączonych w pudełku z instrukcją, tylko za 20 gr kupić w aptece przylegające rękawiczki gumowe/silikonowe. Farbowanie będzie o wiele wygodniejsze i czystsze - henna mocno oblepia rękawiczki i te foliowe po prostu zsuwają się z rąk.

Sunday, September 04, 2011

Włosy V

Dziękuję za komplenty dla nowego sweterka! ~^0^~

Zulko, zbliżenie ażuru było już tutaj.

Kruliczyco, tak! ^^ To TA ławeczka, ostatnia jaka się ostała.

Jadziu, wzór idzie od ściągacza i jest tylko z przodu.

Agato, w trakcie zdjęć przypomniałam sobie o tym uśmiechaniu się... ~^^~

***

I'm writing another post about my hair and how I changed my ways of taking care of them a month ago.

***

Dziś obiecane efekty miesięcznej kuracji.

Miesiąc temu zrobiłam zdjęcie poglądowe - włosy następnego dnia po wieczornym myciu, wysuszone naturalnie - lekko falowane, suche, oklapnięte, puszące się z wieloma odstającymi urwanymi włoskami, cienkie końcówki, objętość włosów znikoma (zebrane gumką tworzą cienki sznureczek).

Włosy rozciągnięte miały długość 44 cm.


I teraz czas na pierwsze rezultaty, to znaczy odpowiedź na pytanie czy warto było tak się starać?

Warto.

Wiem, że z powyższej listy zabiegów wynika, że w poprzednim miesiącu nie robiłam nic innego jak tylko siedzenie w łazience i zajmowanie się włosami... *^v^*, ale tak naprawdę te wszystkie zabiegi nie zajmują aż tyle czasu. Owszem, to coś więcej niż zmoczyć włosy-umyć szamponem-spłukać-nałożyć szybką odżywkę-spłukać. Ale dużo z tego dzieje się samo, trzeba tylko poświęcić kilka minut na przygotowanie zabiegu - łykanie tabletek to oczywistość, trzeba tylko pamiętać, żeby je brać regularnie, natomiast wcierki, maseczki i olejowanie?

Bogate maseczki wielogodzinne można robić w weekend, kiedy akurat mamy spędzić cały dzień w domu, np.: na sprzątaniu, wymieszanie składników i nałożenie ich rano na włosy to 10 minut czasu, a potem tylko zawijamy głowę w folię i lekko podgrzany ręcznik, i zapominany o maseczce aż do wieczora, do zmycia. Nałożenie na włosy łyżki stołowej oleju wraz z szybkim masażem głowy to też około 10 minut, tak samo wcieranie w głowę preparatów wzmacniających (tych nie trzeba zmywać, więc można je wcierać rano po obudzeniu, przed wyjściem do pracy płyn zdąży wyschnąć). Dla tych, którzy nie mają wolnych kilku godzin w trakcie dnia nawet w weekend polecam nakładanie maseczek i olejów na noc (można wtedy zapleść warkocz i rozłożyć na poduszce ręcznik, żeby uniknąć ubrudzenia olejem, maseczkę niestety trzeba ukryć pod folią i ręcznikiem).


A teraz do konkretów - tak naprawdę po miesiącu nie widać wielkiej różnicy, a nawet widać w teksturze różnicę na minus. Za to jest ogromna różnica w dotyku i w zachowaniu się włosów, szczegóły poniżej.


Już po tygodniu od odstawienia silnych chemicznie szamponów i odżywek moje włosy zaczęły być bardziej miękkie i puszyste (nawet mąż to zauważył ^^), czułam, że nabrały życia, były bardziej błyszczące, nawilżone, sypkie, "odlepione" od głowy.

Po trzech tygodniach i zmianie produktów pielęgnacyjnych włosy zorientowały się, że nie ma już stałej regularnej dostawy chemii i silikonów, i pokazały, w jakim naprawdę są stanie. Co było smutne, bo zaczęły się mocno puszyć (wtedy wyraźnie wyszło na jaw, że każdy ma końcówkę na innej długości, bo z powodu przesuszenia pourywały się w różnych miejscach). To właśnie miałam na myśli pisząc powyżej, że nie widać różnicy albo widać ją na minus. Ale jednocześnie z każdym olejowaniem i czesaniem Tangle Teezerem włosy nabierały blasku a pobudzone cebulki wypuściły trochę tzw.: baby hair, czyli nowych młodych włosków.

Po miesiącu zabiegów (a nawet wcześniej) po uczesaniu się zdejmuję ze szczotki maksymalnie 10 włosów, a czasami nawet tylko 5, czyli cebulki się wzmocniły i przestałam rwać splątane włosy złą szczotką (wcześniej to była duża garść za każdym czesaniem). Włosy się jakby wyrównały i zdyscyplinowały, stanowią jedną bryłę i nie przypadkową zbieraninę kosmyków, z których każdy idzie w swoją stronę. Są miękkie, w dotyku są aksamitne i sypkie, mocno się błyszczą. Aktualna długość: 45 cm.

{Na 12 dni przed upływem miesiąca zaczęłam dodatkową kurację picia rozpuszczonych w mleku drożdży, ale jeszcze nie jestem w stanie napisać niczego o jej rezultatach.}


Wiem, że jestem na początku długiej drogi. Miesiąc to dopiero mały kroczek na drodze do osiągnięcia pięknych, zdrowych włosów, ale jak na razie nie zniechęciłam się, lubię te codzienne lub codwudniowe rytuały aplikowania olejów, płynów, odżywek i łykania pastylek/picia ziołowych herbat, więc myślę, że bez problemu pociągnę temat dalej. Tym bardziej, że naczytałam się blogów włosomaniaczek, które zaczynały tam gdzie ja a po pewnym czasie mogły się pochwalić zdrowymi, pięknymi, długimi włosami. Zostaję przy olejach, wracam do henny, którą kiedyś farbowałam włosy, ale potem zmieniłam farby na chemiczne. Za miesiąc obiecuję kolejny raport z postępów. ~^^~
Ostatnio obejrzałam moje zdjęcia z czasów liceum, potem studiów i wychodzi na to, że nigdy nie udało mi się osiągnąć długości włosów większej niż około 40-45 cm (tak jakby włosy przestawały mi rosnąć) i pcha mnie ciekawość - jakie rezultaty osiągnę przy obecnej naturalnej intensywnej pielęgnacji za miesiąc, dwa, trzy, za rok?... *^v^*

Saturday, September 03, 2011

In the Navy


Następny Mały Sweterek skończony. Nie jest aż tak mały/opinający jak poprzednie (choć jest krótki), ale takie luźniejsze też mi się przydadzą, kiedy zimą pod spód założę kilka warstw.
Another Tiny Cardigan is ready. It's not that small and fitted as the previous ones (although it's short) but I'll also wear it in Winter with more layers underneath.

Powód, dla którego ten sweterek nie jest aż tak Mały jest następujący: zrobiłam go z tej samej włóczki, co Chmurka, ale z innego koloru. Chmurka wyszła idealnie dopasowana, więc granatowemu dodałam kilka oczek, dla małego luzu. Okazało się, że granatowa włóczka była minimalnie grubsza od błękitnej, więc te kilka oczek więcej w połączeniu z elementem ażurowym, który się rozszedł po blokowaniu, dały mi sporo większy sweter niż Chmurka (chociaż wciąż jest to sweterek w moim rozmiarze, tylko nie opina mnie ściśle).
The reason for it to be wider is the following: I made if out of the same yarn as Chmurka, but different colour. Chmurka is perfectly fitted so while making the dark blue cardigan I added a few stitches for a bit of space. It turned out that the dark blue yarn is slightly thicker that the light blue one, so when I added several stitches and a lacy element which I wetblocked and stretched, the sweater came out much bigger than I anticipated (well, it's still in my size, just not clinging tightly to my figure).

In the Navy

Wzór/Pattern: kombinowany/my own ideas
Włóczka/Yarn: Ice Alpaca Merino, 250m/50g
Druty/Needles: 2,5 mm


Miałam nosa tej wiosny, nawet nie spojrzałam na włóczkę bawełnianą i dobrze - lato było bardzo deszczowe a z ostatnimi dniami sierpnia zrobiło się po prostu zimno (przynajmniej ja od paru dni wciąż marznę, a wieczorami to już strasznie...), za to mam gotowe cztery nowe ciepłe wełniane swetry na jesień/zimę! ~^^~ (wszystkie niebieskie... ^^)
I was right this Spring when I didn't even look at the cotton yarn - Summer was very rainy and with the end of August the weather turned cold (I am shiverring all days and especially in the evenings), and I have four new warm wool sweaters ready for Autumn/Winter! ~^^~ (all of them blue... ^^)

Co teraz na drutach? Chwilowo nic, ale chcę się zabrać za przeróbkę starego sweterka, co do którego zmieniła mi się koncepcja. Kto zgadnie, którego? *^v^*
What's on my needles now? Currently nothing but I'm goring to reknit one old sweater because I changed my ideas about this model and yarn. Who can guess which one I'm going to alter? *^v^*

Friday, September 02, 2011

Weekly bento XI

poniedziałek, 29 sierpnia
śniadanie: mąż kupił sobie kanapkę
obiad: ryż z rybnym furikake, wędzony pstrąg, podsmażona z przyprawami cukinia przełożona kulkami mozarelli na szpadkach,
jabłko, sos Bulldog, wciąż bez zupy miso...
Monday
breakfast: husband bought a sandwich
lunch: rice with fish furikake, smoked trout, fried zucchini with spices, mixed with mozarella balls on a toothpick,
apple, Bulldog sauce, still no miso soup...

wtorek 30 sierpnia
śniadanie: ryżowa rolka z nadzieniem z pstrąga, majonezu i plasterków pomidorka, do samodzielnego pokrojenia na mniejsze rolki i zawinięcia w glony nori tuż przed jedzeniem (nori zapakowane osobno)
obiad: ryż, krążki podsmażonej kiełbasy, sałata, pomidor, musztarda,
brzoskwinia ufo, sos sojowy, bez zupy miso...
Tuesday
breakfast: rice roll with trout, mayonaise and slices of tomato inside, to be cut into smaller rolls and wrapped in nori just before eating (nori in a seperate pack)
lunch: rice, fried sausage slices, lettuce, tomato, mustard,
ufo peach, soy sauce, no miso soup...


środa, 31 sierpnia
śniadanie: kanapka z bułki sezamowej z sałatą, domowej roboty pasztetem i ostrą musztardą,
obiad: ryż z warzywnym furikake, mięso z gotowanych żeberek, sos chrzanowy, japoński omlet posypany glonami nori, marchewka z oliwą z oliwek i sezamem,
brzoskiwnia, i nareszcie znowu jest zupa miso, przysłana mi przez Hiroko! *^v^*
Wednesday
breakfast: sesame breadroll sandwich with some lettuce, homemade pate and hot mustard
lunch: rice with vegetable furikake, cooked ribs meat with horseradish sauce, Japanese omlette sprinkled with nori seaweed, carrots with olive oil and sesame seeds
peach, and finally miso soup, the one Hiroko sent me! *^v^*

czwartek, 1 września
nie chciało mi się w środę gotować ~^^~, więc maż rano zrobił sobie kanapkę z bułki z sałatą i serem camembert, a na obiad wziął: paczkę ugotowanego makaronu udon, dwie zupy miso instant (jedna jest na 160 ml wody), szczypiorek, kawałek Japońskiego omletu, nie wiem, co jeszcze znalazł w lodówce, i zrobił sobie miso udon *^v^*
Thursday
I didn't feel like cooking on Wednesday evening ~^^~, so in the morning my husband made himself a breadroll sandwich with lettuce and camembert cheese, and for lunch he packed: a packet of cooked udon, two packets of instant miso soup, chives, a piece of Japanese omlette, I don't know what else he found in the fridge and he made himself at work a miso udon bowl *^v^*

piątek, 2 września
śniadanie: kanapka z bułki wieloziarnistej z sałatą, pomidorem i serem solankowym
obiad: maki fusion z paluszkami krabowymi i gruboziarnistą musztardą ~^^~, podsmażone z przyprawami i tartym serem żółtym parówki, jajko na twardo, pomidor,
maliny, sos sojowy, zupa miso (w saszetce do zalania gorącą wodą)
Friday
breakfast: multigrain breadroll sandwich with lettuce, tomato and salty cheese
lunch: fusion maki with fake crab sticks and wholegrain mustard ~^^~, fried sausages with spices and melted cheese, hard-boiled egg, tomato
raspberries, miso soup (in one-portion packets to be dissolved in hot water)