Friday, October 31, 2025

Październik




 W tym roku jak chyba nigdy w życiu płynnie weszłam w jesień. Jakbym na nią czekała, i to nie na tę piękną słoneczną ciepłą tylko właśnie na pluchy i wiatry! Nie tęsknię za latem. Oszalałam na punkcie typowo jesiennych kolorów, ubieram się najchętniej w bordo, fiolety, śliwki, popatruję w kierunku ceglastych pomarańczy.  Owijam się w warstwy i chodzę po mieście wolniej, żeby napawać się tym zimnem i wichrem na policzkach. Dziwne, c'nie? 


 

Październik był miesiącem zmagań z dziwnymi problemami zdrowotnymi. Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że mój organizm nie przestaje mnie zaskakiwać poziomem uciążliwości tego, jak i na co potrafi zareagować fizyczną chorobą...  Poza tym, kontynuowałam epopeję zębową - poszłam wyrwać drugą szóstkę i zajęłam się dziąsłami. Okazuje się, że samo szczotkowanie zębów dwa razy dziennie nie wystarczy!... Należy jeszcze płukać, nitkować i używać szczoteczek międzyzębowych, a można by jeszcze dołożyć irygator... Na szczęście moja szczęka jest wciąż w nie najgorszym stanie, jeszcze dwie wizyty w grudniu u periodontologa i potem większa uwaga poświęcona dokładniejszej higienie, i będzie czym gryźć!... *^W^*~~~ 

 


 

W październiku spotkałam się z  Fretką która wpadła do Warszawy z wizytą, poszłyśmy na ciasto i kawę do Vita Cafe na Nowym Świecie i bardzo Wam polecam ich ciasto marchewkowe, gdybym mieszkała tuż obok to jadłabym je codziennie!... *^V^*~~~

 


 

Zrobiłam też sobie nowy tatuaż, drobiazg uzupełniający wolne miejsce. Znacie Koziołka Matołka? To była kiedyś zmora mojego dzieciństwa... Nie wiem czemu, ale kiedy słyszałam w czołówce filmu to jego "Meeee!....." to strasznie się bałam i uderzałam w płacz!... Do dziś się wzdrygam na myśl o początku tej kreskówki, ale postanowiłam oswoić potwora i mieć go zawsze przy sobie/na sobie. *^0^* Większe projekty zostawiam już na nowy rok, mam kilka konkretnych pomysłów. *^V^*  

 


Chciałam wziąć udział w Birdtober, nawet we wrześniu wyszukałam w Sieci zdjęcia wszystkich trzydziestu jeden ptaków do namalowania i wybrałam szkicownik... Niestety, udało mi się skończyć tylko dwa pierwsze rysunki. Wciąż mam w planach kontynuację, może uda się w listopadzie?

 



 W październiku było sporo jesiennego gotowania - na przykład zrobiliśmy wreszcie japoński oden - delikatny bulion na bazie kombu a w nim różne odmiany tzw. ciastek z ryby, tofu, jajka, rzodkiew daikon, można też dorzucić kawałki ryby albo długo gotowane ścięgna wołowe. Nie jest to wykwintne danie, raczej prosta tania ciepła zupa z rybno-sojową wkładką na rozgrzanie w zimne dni.

 


  

Jedno z naszych szybkich dań na jesienną kolację - ziemniaki pokrojone w cząstki i usmażone na patelni (ok. 25 minut), do tego można dorzucić pod koniec smażenia inne warzywa jak papryka, dynia, bakłażan, wykładamy to na talerz na pokrojone doprawione pomidory, a na to idzie stek (brudzimy tylko jedną patelnię do smażenia najpierw warzyw a potem steka, czysty zysk! ^^*~~). Na wierzch można dać posiekane orzechy albo pistacje.

 


 

Pamiętacie pierogi dynia-feta-szałwia? To sobie przypomnijcie, bo to jest przepyszne!!! 

 


 

Naszło mnie też na dyniowe gnocchi, znalazłam fajny przepis i podałam je z podsmażonym guanciale. 

  


 *** 

 


 

W zeszłym miesiącu Ela Kos zapytała, czy jeszcze szyję i postanowiłam napisać kilka moich przemyśleń w tym temacie, bo sporo się nad tym zastanawiałam w trakcie zeszłego roku.

W poprzednim mieszkaniu, mimo, iż było mniejsze, mieliśmy dwie bardzo duże szafy na ubrania, dodatkowo wielki balkon, na którym trzymałam aktualnie nienoszone sukienki letnie albo zimowe, w zależności od sezonu. W tym mieszkaniu mamy jedną szafę i komodę, i nagle okazało się, że nie mam gdzie trzymać dużej ilości sukienek... Zgromadziłam je wszystkie na widoku i zaczęłam się zastanawiać, po co jest mi ich tyle?... Pomińmy fakt, że wiele z nich szyłam i nosiłam 10 kilo temu, i na razie wciąż się w nie nie mieszczę a chciałabym. Oraz to, że w tym roku nosiłam głównie spodnie dresowe, bo wciąż biegałam na rehabilitację rwy kulszowej... Ale wiele z nich powstało sama nie wiem dlaczego, bo nie kochałam ich już w momencie zdjęcia z maszyny do szycia, rzucałam się na jakiś materiał i fason, koniecznie chciałam to uszyć, a potem odwieszałam do szafy i brałam się za coś nowego, a ja wcale aż tak często nie chodzę w sukienkach... Był ku temu jakiś powód, pewnie taki sam jak kupowanie tony włóczek i nieprzerabianie ich na swetry (tego na szczęście już od dawna nie robię!), zresztą swetrów też człowiek może mieć ograniczoną ilość, prawda? Nawet człowiek mieszkający na Alasce, gdzie w swetrach chodzi się okrągły rok. *^w^*  

 


 

Wraz z wiekiem zmienia się mój gust co do sukienek, poza tym w 2023 zorientowałam się, że mam 20 kilo menopauzalnej nadwagi i nie podoba mi się, jak wyglądam w sukienkach, które wcześniej leżały na mojej figurze inaczej. Przeprowadzka dała mi też do myślenia co do ilości rzeczy, jakie posiadam - im tego więcej tym bardziej czuję się przytłoczona, dlatego w tym mieszkaniu staram się mieć tyle wszystkiego (ubrań, naczyń), żeby się mieściło w zamkniętych szafkach, nie przeładowywać przestrzeni durnostojkami, nie zapychać szafy ubraniami tylko po to, żeby w niej wisiały, chociaż ich nigdy nie wyjmuję i nie noszę (ciągle mam sporo takich ubrań, z tym tematem jeszcze muszę się zmierzyć...). Wciąż jestem w procesie odchudzania i dałam sobie czas do przyszłego lata, żeby zobaczyć, czy schudnę na tyle, żeby cieszyć się moimi ulubionymi sukienkami, bo jeśli nie, to się z nimi pożegnam i przestanę już się tym zadręczać. Nie może być tak, żeby kiecki nami rządziły i wisiały nad nami jak miecz Damoklesa!... 

 


 

Czy już nigdy nie usiądę do maszyny do szycia? Na pewno usiądę! Mam nowe pomysły i zapas fajnych tkanin, powoli na nowo przyzwyczajam się do myśli, że jestem "osobą szyjącą". Brzmi to dziwnie? Ja też jestem zdziwiona. Myślałam, że się przeprowadzimy, ustawię meble, podłączę maszynę do szycia i ruszę z kopyta, a tu... niespodzianka. Stół do szycia wprawdzie przestał już być biurkiem do pracy dla męża, ale przez wiele miesięcy stał się składowiskiem rzeczy które nie znalazły jeszcze swojego docelowego miejsca w pracowni, dokumentów, pudeł, ciuchów historycznych... Przyznaję, że nie spieszyłam się z jego ogarnięciem, częściowo było to związane z rwą kulszową, która czasami nie pozwalała mi normalnie siedzieć czy się poruszać, ale częściowo z jakąś blokadą psychiczną. 

 


 

W zeszłym tygodniu posprzątałam wreszcie stół i podłączyłam maszynę, wyciągnęłam ciepłą bluzę kupioną kiedyś i wymieniłam jej tasiemki na mankietach rękawów na porządny ściągacz. Tym samym oswoiłam nowe miejsce i zainaugurowałam proces szycia w nowym mieszkaniu, i być może teraz już pójdzie gładko? W kolejce czekają materiały, ale też przeróbki, przydałoby się zwęzić spodnie mężowe szyte kiedyś przeze mnie, bo schudł ponad 20 kilo i nie da się już ich zebrać paskiem tak żeby to ładnie wyglądało a nie jak z grubszego brata!... >0< Mam piękne wzorzyste dresówki i rolki jedwabiu przywiezione z Japonii, na bieżąco oglądam kolejne wydania Burdy ale nic mi się od ponad roku nie spodobało na tyle, żeby kupić magazyn, same nudy albo powtórki. Zastanawiam się też, co chciałabym uszyć, czego mi brakuje, na przykład przydałaby się nowa para wygodnych spodni takich jak Złoty Pył, tamte wciąż kocham i próbuję nosić, ale o ile pierwsza wersja Złota Jesień szybko się sprała i materiał przestać ładnie wyglądać, to tutaj problem jest inny - nadruk wciąż jest żywy i piękny, ale tkanina się rozciągnęła i spodnie na mnie wiszą a z każdym krokiem czuję jak zjeżdżają mi z tyłka... Wykrój mam, materiał też, może czas się zabrać za nową parę? *^v^*

 

*** 

 

Czytelniczo zaczęłam inaczej niż w poprzednich miesiącach, a mianowicie od zbioru króciutkich esejów podróżniczych Ryszarda Kapuścińskiego "Gorzki smak wody", które powstały w pod koniec lat 50-tych XX wieku, kiedy 25-letni Kapuściński pisał dla "Sztandaru Młodych". Podróżujemy z autorem do Indii, Afganistanu i Japonii, i tej Japonii byłam oczywiście ciekawa najbardziej. I tu się trochę rozczarowałam, bo Indie i Afganistan są rzeczywiście opisane z perspektywy autora - przyjechał, doświadczył, podaje nam swoje pierwsze wrażenia, opisuje rzeczywistość, czujemy atmosferę, widzimy otoczenie, jesteśmy tam razem z nim! Niestety, Japonia była wtedy dla Kapuścińskiego tylko krótkim przystankiem w drodze do Chin i powstało kilka rozdziałów analizy historyczno-polityczno-społecznej, takie rzeczy można sobie przeczytać w encyklopedii!.... 

 


 A propos gorzki, wróciłam jeszcze do Mieczysława Gorzki. *^v^* Zostały mi jego dwie książki z cyklu "Wilk i Lesiecki" - "Poszukiwacz zwłok" i "Wilczyca". Trochę przekombinowane, nie sama historia tylko charaktery bohaterów, nie podobało mi się tak bardzo jak książki z Zakrzewskim jako głównym bohaterem.

 


Potem pozostałam w okolicach Wrocławia i przeczytałam cykl kryminalny Tomasza Duszyńskiego "Małomiasteczkowy" - "Małomiasteczkowy", "W imię ojców" i "Z innej gliny". Całkiem niezłe, wciągające, ale mam jedną uwagę - w pierwszym tomie jednym z kluczowych bohaterów był mężczyzna o imieniu Kamil. W drugiej części znowu się pojawia, ale zmienił imię na Krystian.... Autor zapomniał, jak nazwał jedną z postaci czy redaktor nie dopilnował korekty? W trzeciej części ta osoba znowu staje się Kamilem, a nawet przez chwilę Kamilem Krystianem, jakby autor chciał usprawiedliwić pomyłkę z drugiego tomu.  Dodatkowo, w jednym miejscu pomylone są ksywki dwóch różnych bohaterów, nie mówiąc już o wielu literówkach albo całych "zjedzonych" w zdaniu słowach, kolejne niedopatrzenia korektora. (Nie wiem dlaczego, ale takie pomyłki zawsze zauważę i strasznie mnie denerwują...)

 


Porzuciłam na chwilę kryminały i przeczytałam dwie odmienne książki - najpierw "Dźwięki ptaków" Arka Kowalika. To zbiór opowiadań "o zagubieniu, samotności i poszukiwaniu bliskości", dzieje się to w Warszawie ale mogłoby się dziać w każdym mieście i na wsi, bo problemy, przemyślenia, lęki bohaterów są dość uniwersalnie ogólnoludzkie.

 


 

A potem "Wszystko dla N" Kanae Minato - książka, w której pierwsza część zapowiada sytuację banalną jakich wiele, a potem poznajemy historie poszczególnych bohaterów i odkrywamy kolejne warstwy wydarzeń, bardzo ciekawie skonstruowana powieść!

 


 

Sięgnęłam po polski kryminał w wydaniu kobiecym i przeczytałam "Noc kłamstw" Izabeli Janiszewskiej. Krótkie rozdziały, wartka akcja i nieoczywiste sytuacje, chce się czytać dalej i dalej, żeby wiedzieć co się naprawdę wydarzyło, polecam!

 

 

Przy zakupach w księgarni dorzuciłam za grosze książkę Katarzyny Drogi "Niełatwo mnie zabić. Opowieść o Joannie Chmielewskiej". Nie jest to wybitna pozycja, jeśli zna się Autobiografię to nic tu nas nie zaskoczy, ale jeśli ktoś nie zna tych sześciu tomów autobiografii napisanych przez Chmielewską to ta książka jest zwięzłym obrazem życia pisarki.

 


 

Zabrałam się też za czyszczenie mojej listy książek na Legimi, bardzo łatwo dodaje się tam kolejne pozycje, a kiedy to czytać? Nawet zapomniałam, co ja tam zgromadziłam!... Dlatego postanowiłam ruszyć od końca, od najstarszych dodanych książek i jedną z nich był "Song nauczycielki" Vigdis Hjorth. 57-letnia nauczycielka akademicka prowadzi szczęśliwe poukładane życie aż do momentu, kiedy jeden ze studentów pojawia się w jej życiu i nagrywa film dokumentalny z jej codzienności. Trochę nie rozumiem co autorka chciała pokazać - że starsze pokolenie dba o zagadnienia społeczne a młodzież chce się tylko wygodnie prześlizgnąć przez życie?... Hm...

 


 

W październiku zrobiłam kilka zakupów książek w formie fizycznej. "Drzewa" Ayi Koda to zbiór esejów o drzewach właśnie. 

"Miękko" to najnowsza książka Niny Czarneckiej, autorki "Ciepło" i "Rześko", ajurwedyjskich poradników jak dobrze przeżyć pory zimną i ciepłą. Tym razem to już nie jest poradnik a coś innego, dopiero zaczęłam przeglądać kilka pierwszych stron.

A "Hummusy i pasty" Konrada Budzyka to zbiór wegańskich przepisów, mam już tego autora książkę o tofu i nagle zapragnęłam tej pozycji.

 


 

Polecę Wam jeszcze kilka jesiennych herbat, które w tym roku szczególnie często pijam.  Basilur, Dear Tea Society i G'Tea to mieszanki czarnej herbaty z przyprawami i aromatami, natomiast Supertea i P&T to czyste ekologiczne składniki takie jak imbir, cynamon, kurkuma, lukrecja, pieprz, kardamon, skórka cytrynowa. Jest jeszcze jedna wersja od Supertea Chai Krishna którą lubię, w ciemnośliwkowym opakowaniu, to bio mieszanka czarnej herbaty, goździków, pieprzu, kardamonu, cynamonu i imbiru. Wszystkie można pić zaparzone wodą albo z dodatkiem mleka, pycha! 

 


 

Tyle się działo w październiku, a co do listopada na razie nie mam żadnych planów czy oczekiwań. Może będę malować, może szyć, na pewno będzie dużo gotowania i spacerów w deszczu (jakoś łatwiej mi wtedy wyjść z domu), wciąż chodzę na fizjoterapię z rwą kulszową, będę żyć powoli jeden dzień na raz. 

A teraz idę świętować moje urodziny. *^V^*~~~ 

Do zobaczenia za miesiąc!  

 


 

Tuesday, September 30, 2025

Wrzesień

 Wyrywanie zębów nie należy do przyjemności, niestety... Na szczęście na mnie się goi jak na psie, więc po kilku dniach życia na proszkach przeciwbólowych wróciłam między żywych i normalnie gryzących, a powtórka niestety będzie, ale dopiero w listopadzie!

Ale ja nie o tym!

 


 

Lecimy do Japonii na Nowy Rok!!! *^O^*~~~~~~ 

Decyzja podjęta, hotele i bilety zarezerwowane, teraz tylko czekanie... 

Poza tym wrzesień obfitował w różne wydarzenia, których zupełnie nie miałam głowy dokumentować fotograficznie! Spotykaliśmy się towarzysko na mieście i u nas w domu, przewieźliśmy rowery ze starego mieszkania i nareszcie mamy do nich stały dostęp, skończył się remont w poprzedniej lokalizacji i zamieszkali tam nowi lokatorzy.  

 

 

*** 

Na początku września trochę zaniedbałam codzienne szkicowanie bo bolała mnie szczęka i nie byłam w nastroju... To błąd, wiem, nie po to wyrabiam sobie schemat regularnej pracy żeby porzucać go przy pierwszej okazji, ale z drugiej strony to pokazało mi, że w buty sobie mogę wsadzić teorie, że wystarczy coś robić 21 albo 31 dni, żeby wryło nam się w pamięć i zostało z nami na zawsze... U mnie najwyraźniej to tak nie działa, mogę coś robić regularnie przez osiem miesięcy a potem przestać z dnia na dzień! >0<

 


 

Wrześniowe czytanie: przeczytałam książkę papierową, którą pożyczyła mi przyjaciółka, a mianowicie "Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala" Grzegorza Łysia - trochę chaotyczne ale ciekawe, jak rozwijała się psychiatria i jakimi sposobami leczono kiedyś choroby umysłowe.

 

 

Dalej nie mogłam się oderwać od książek Śmielaka - zaczęłam od genialnego cyklu "Inkwizytor".


 

Potem sięgnęłam po cykl "Kosma Ejcherst", nie zachwycił mnie aż tak bardzo ale po wyrwaniu zęba i tak nie miałam siły nic robić, to szybko przeczytałam te dwie powieści.  


 

"Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Śmielaka - genialnie skonstruowana powieść kryminalna! Mimo, że rozwiązanie trochę mnie rozczarowało bo myślałam, że intryga skończy się inaczej, to jest to jedna z tych książek których nie można odłożyć bo koniecznie chce się wiedzieć CO BĘDZIE DALEJ!!!

 


 

Kolejna była "Osada", według portalu LubimyCzytać najpopularniejsza książka Michała Śmielaka i rozumiem dlaczego, bo jest naprawdę wciągająca a rozwiązanie dobre, mocne! Podobnie jak w poprzedniej lekturze, wydarzenia obecne przeplatają się z tymi z przeszłości i poznajemy wydarzenia po kawałeczku, fajny zabieg. 

 


 

 A potem zostały mi już tylko dwie książki Śmielaka - najpierw "Wilcza chata" czyli co pisarz kryminałów ma w głowie... Mocne, trzyma w napięciu do epilogu!

 


 

 I na koniec współpraca z innym autorem kryminałów Mieczysławem Gorzką w "Cieniach dawnych grzechów". Teraz przyjdzie mi czekać na kolejne powieści Śmielaka, czas było zmienić autora. *^v^*

 


No i jak się można domyśleć, przeszłam płynnie do twórczości Mieczysława Gorzki. *^v^* Zaczęłam po kolei od jego pierwszych powieści "Krwawnica" i "Lilie".

 


Potem zorientowałam się, że "Lilie", mimo iż napisane dużo wcześniej, są późną częścią cyklu z bohaterem nadkomisarzem Marcinem Zakrzewskim, więc najpierw dokończyłam te ostatnie dwie części cyklu - "Nie Anioł" i "Zła przeszłość", świetne!

 


A potem wróciłam do początków, najpierw cykl "Cienie przeszłości" - "Martwy sad", "Iluzja", "Totentanz" - to jest moim zdaniem najlepszy cykl o Zakrzewskim.

 


 I cykl "Wściekłe psy" - "Polowanie na psy", "Dziewięć" i "Ostatni świt", czyli zamknięcie pewnych wątków z poprzednich książek z nadkomisarzem Marcinem Zakrzewskim.

 


 *** 

Tegoroczny wrzesień w niczym nie przypominał zeszłorocznego upalnego przejścia między latem a jesienią... Bardzo szybko zrobiło się zimno, wietrznie i mokro, jakbyśmy od razu przeskoczyli do listopada! Cóż robić, wyciągnęłam ze schowka ciepłe kurtki, szale, pikówki, kołdrę zmieniłam na zimową i czekam co będzie dalej z pogodą. Zaczął się sezon na gorące owsianki z jabłkiem i cynamonem, lada dzień zrobię pierwsze w sezonie pierogi z dynią i fetą, polane masełkiem z liśćmi szałwii. Jakoś trzeba sobie poradzić z tą jesienią! ^^*~~

 


 

Sunday, August 31, 2025

Sierpień

 Usłyszałam niedawno, jak japońska eseistka Yuko Hirose mówi o swoich porankach - kiedy się budzi czuje, że każdy ranek daje jej poczucie odrodzenia, sprawdza co na nią czeka danego dnia i decyduje o elementach, które będą ekscytujące. 

Decyduje!

Uderzyła mnie prostota tej decyzji - można zadecydować, co z zadań dzisiejszego dnia będzie mnie cieszyć, na co będę czekać! Chciałabym tak żyć! *^V^*

*** 


Sierpień to dla mnie już początek jesieni. Było wprawdzie kilka upalnych dni, ale szczególnie w drugiej połowie miesiąca były bardzo zimne dni i noce, zaczynam powoli rozważać zmianę kołdry na zimową, od początku sierpnia chce mi się jabłek i śliwek a na straganach pojawiły się figi, nabieram ochoty na zapalenie świec zapachowych (które u mnie w domu palą się jesienią i zimą do początku stycznia, a potem znikają na wiele miesięcy) a Fuki w drugiej połowie miesiąca zaczął regularnie przychodzić wieczorem do łóżka i spać z nami wciśnięty głęboko pod kołdrę... Lada dzień wyciągnę z tylnej części szafki kuchennej kakao, jesienne herbaty i kawę z posmakiem syropu klonowego (nie dosmaczana, tylko taka odmiana ziaren!). ^^*~~ Czy mnie to smuci? Niekoniecznie. Ja lubię wszystkie pory roku i nawet pluchowata szara jesień ma dla mnie swoje zalety. 

 

 

Jeśli chodzi o moje zdrowie, to jest już naprawdę dobrze! Chodzę wciąż do fizjoterapeuty ale już tylko dwa razy w miesiącu. Zdarzają mi się powroty dziwnych bólów, na przykład po kilku dniach delikatnego qigong tak mnie rozbolał kręgosłup lędźwiowy, że myślałam, że nie wstanę z krzesła w autobusie... Na szczęście byłam wtedy akurat w drodze na wizytę do fizjo i odpowiedni masaż plus termofor naprawiły sytuację. Lada dzień przywieziemy wreszcie rowery (wymyśliłam, gdzie będziemy je trzymać, bo do tej pory głowiliśmy się nad tym i nic nam mądrego nie przychodziło do głowy... Balkon odpada, wózkownia w bloku cała zapełniona a na korytarzu nie wolno! Zatem będziemy mieszkać z naszymi rowerami pod wspólnym dachem...) i postaram się mobilizować do regularnych przejażdżek, chociażby na dalsze zakupy. Także, in your face, panie neurochirurgu, który wieszczyłeś, że "bez operacji to się pani nigdy nie polepszy!..." *^W^*~~~~

 


 

Za to niestety sierpień przyniósł mi trochę kłopotów zębowych, którymi muszę się w najbliższym czasie zająć, nie da się już tego odkładać na wieczne "kiedyś"... (wiem, że w powiedzeniu jest "wieczne nigdy" ale taką ignorantką to nie jestem, żeby naprawianie zębów sobie w ogóle odpuścić! Ale wiadomo, że raczej czeka się z tym do ostatniej chwili konieczności, ech... I tak się cieszę, że nastąpiło to teraz, kiedy już mogę swobodnie wysiedzieć na fotelu dentystycznym, a nie na przykład w maju, gdy nie byłam w stanie siedzieć w ogóle i na serio nie wiem, co bym wtedy zrobiła, gdybym musiała iść do dentysty, przecież cały maj przeleżałam na podłodze z nogami w górze...).  

 ***

W sierpniu udało mi się spotkać z psiapsiółkami na pizzę i plotki! *^0^*


Obchodziłam też imieniny w kilku japońskich knajpkach - najlepsza oczywiście Uki Uki i ich udon!!! *^O^*~~~


 Dużo gotowałam po japońsku.



Wyciągnęłam też żeliwne patelenki kupione w 2019 roku w Hiroszimie i robiłam na nich szybkie śniadanie - Dutch Baby, czyli puchate naleśniki, coś na kształt Yorkshire pudding na słodko. (dlaczego to się nazywa Dutch Baby i kto wymyślił, żeby piec w piekarniku holenderskie dzieci?...........) Baza jest leciutka i delikatna, a na wierzch można narzucić wszystko - owoce, konfitury, miód, twarożek, nawet podsmażony bekon polany syropem klonowym! *^0^*~~~

Przepis banalny - w piekarniku nagrzanym do 220 stopni rozgrzewać patelnie żeliwne (albo foremki do ciasta lub muffinek) przez około 10 minut. 

Przygotować ciasto - do miseczki stojącej na wadze wbić 2 duże jajka, dolać tyle mleka żeby w sumie było 220 g, porządnie wymieszać trzepaczką. Dodać 80 g mąki pszennej, 1 ł cukru i szczyptę soli, porządnie wymieszać. 

Uchylić piekarnik, na patelnie wrzucić po 1 Ł masła, rozprowadzić i szybko wlać ciasto (z tej ilości u nas wychodzą dwa naleśniki o średnicy patelni 12 cm), piec 20 minut albo gdy zbrązowieją i się mocno podniosą. 

Po wyjęciu z piecyka znowu posmarować 1 Ł masła i podać z wybranymi dodatkami. Smacznego! 


 

 

Szkice z sierpnia:

 



Usiadłam nawet do akwareli! ^^*~~

 


 

Lektury sierpniowe: nieustająco czytałam polskie kryminały, zaczęłam od Michała Śmielaka i jego najnowszej powieści "Regiel" i tak mi się spodobało, że sięgnęłam potem po wcześniejsze książki tego autora.


Gdybyście mieli przeczytać tylko jedną książkę z dziedziny psychologii i rozwoju, to niech to będzie ta: "Jak być szczęśliwym dorosłym bez szczęśliwego dzieciństwa" Moniki Wasilewskiej i Moniki Szubrycht. 


Ktoś polecał książki Anny Kańtoch no to przeczytałam "Łaskę" i jest świetna! Na pewno wrócę do tej autorki. 


 Potem wróciłam do Śmielaka, najpierw "Pomruk" - mroczne i nieoczywiste.


Następnie dwie części serii o podkomisarz Idze Ziemniej - "Postrach" i "Gleba", świetne!

 

I na koniec miesiąca przeniosłam się do Sandomierza i książką "Miasto Mgieł" zaczęłam cykl Komisarz Bruno Kowalski, i poszła mi ona tak szybko, że jeszcze zdążyłam dorzucić drugą część cyklu - "Miasto Burz".

 



***

A ponieważ jak coś jest napisane albo wypowiedziane na głos to nabiera mocy urzędowej, to powiem co jeszcze zrobiliśmy w sierpniu - zarezerwowaliśmy hotel z onsenem na trzy dni na noworoczny pobyt w Japonii!!! *^V^*~~~ Jest to z naszej strony totalne wishful thinking,  ponieważ nie jesteśmy jeszcze gotowi finansowo na ten wyjazd, ale podobno wiara czyni cuda a rezerwacja nic nas nie kosztuje (do 23 grudnia...) więc zaklepaliśmy sobie fajną miejscówkę i zobaczymy jak się sytuacja rozwinie. ^^*~~ Kciuki oczywiście mile widziane!



Podobno wrzesień w tym roku zamyka dziewięcioletni cykl numerologiczny, w związku z tym dobrze jest zrobić wokół siebie szeroko rozumiane porządki - w otoczeniu, w głowie, w relacjach. Ja jak już wiecie planuję zrobić porządek z trzema zębami, poza tym kończy się remont naszego poprzedniego mieszkania i tchnąć w nie nowe życie obsadzając je nowymi lokatorami.  

Jedziemy z tym wrześniem! ^^*~~