Saturday, September 25, 2021

Przedwakacyjne uszytki

No to lecimy z przedwakacyjnymi uszytkami! *^v^*

 


 

Po pierwsze, postanowiłam dokończyć wycięte dawno temu spodnie dresowe Złoty Pył. Wykrój już znacie, to niezawodny model 105 z Burdy 12/2019, czyli Złota Jesień z zeszłorocznych wakacji oraz domowa wersja Malwy. Materiał kupiłam w sklepie Metry i Centymetry, i występuje on w kilku wersjach tkanin, mam go też na softshellu. Nie mam nic więcej do dodania o tych spodniach poza tym, że niezmiennie są to moje najwygodniejsze i najukochańsze portki!!! *^0^*~~






(Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że materiał w złote monstery używam od roku i bardzo mocno się już sprał... Czarne tło pokryło się białawym meszkiem a złote liście przeszły w przytłumioną żółć... Nie wiem, jak będzie z jakością dresówki z Metry i Centymetry, tamtą dresówkę kupiłam na allegro.)

Drugim uszytkiem jest bluzka z resztek, i kiedy ją szyłam uświadomiłam sobie, że w zeszłym roku uszyłam pierwszą wersję tej bluzki z innych resztek i jeszcze jej nie pokazywałam! No to po kolei - najpierw "bluzka śniadaniowa" - tak ją nazywam, bo jest ultra mięciutka i wygodna, i wskakiwałam w nią rano w hotelu, żeby zejść na śniadanie. Model to 115B z Burdy 08/2015 i jak widać powstała z dwóch dresówek pozostałych po szyciu sukienek, błękitnej i różanej. Wykroiłam elementy jak się zmieściły na kawałkach tkanin, co wyraźnie widać, bo niebieski rękaw musiał dostać różany mankiet, inaczej byłby za krótki. ^^*~~ Oraz czego nie widać, plecy są całe niebieskie i zszywane z dwóch połówek. Góra jest wykończona lamówką z niebieskiej tkaniny, mankiety obrzucone i podłożone a dół bluzki tylko obrzucony ściegiem overlockowym. (Wiem, że lamówka na dekolcie się podnosi, cięłam ją ze skosu a mimo to tak się zachowuje, trudno, nikt z tego strzelał nie będzie, jak mawiała moja mama, bluzka działa i z taką "stójką", i nie zamierzam sobie tym zawracać głowy! *^n^*)

 


 

Sokole oko wyłowi na powyższych zdjęciach spódnicę, która już tu wystąpiła na blogu pod postacią tuniki Łąkołody! Tunika owa miała dwie wady, po pierwsze: bardzo elastyczny dół doszyłam do lekko elastycznej góry i trudno się to zakładało, a po drugie - ostatnią rzeczą, jaką znajdziecie w mojej szafie są takie długie tuniki! Może dlatego wcale jej nie nosiłam i w końcu postanowiłam przerobić dolny panel na bluzkę. Jednak kiedy ją odprułam od górnej części przypomniałam sobie, że ma ona kieszenie, i pomyślałam, że może warto je jakoś wykorzystać, skoro już tam są?... (w bluzce wypadłyby z boku cycków! ^^*~~) Wystarczyło więc zaszyć tunel na gumę, wpuścić ową gumę i już miałam spódnicę idealną!

Teraz ta bluzka, która powstała jako pierwsza - dwie resztki jerseyów z dwóch sukienek. ^^*~~

 



 

Jedziemy dalej! Po wycięciu elementów na spodnie Złoty Pył zostało mi trochę drukowanego materiału, no to dokupiłam dresówkę w kolorze miodowa musztarda i uszyłam bluzę z kapturem. Model to bluza 103 z Burdy 01/2017. Przyszło mi do głowy, żeby uszyć sobie coś dużego, luźnego, oversize, i wycięłam rozmiar 42 zamiast zwyczajowej 40-stki. I to był błąd, to znaczy sama bluza jest okay, ale kaptur i podkrój szyi jest bardzo duży i trochę źle się układa, w następnym egzemplarzu wprowadzę poprawki do wykroju, ale ogólnie jestem bardzo zadowolona! *^v^*

 





 

Teraz kolejne spodnie - wymyśliłam sobie jeansy - żeby były elastyczne, bo takie są wygodne i żeby miały elementy ozdobne. Wzięłam na warsztat model 109 z Burdy 09/2020, który już widzieliście w zeszłym roku pod postacią Hortensji oraz dwa rodzaje elastycznego jeansu i dziecięce kimono, które kupiłam na targu staroci w Japonii kilka lat temu.

 




 

Wykrój na spodnie podzieliłam na elementy, po trzy na każdy przód i tył, pomieszałam układ tkanin i dodatkowo ponaszywałam fragmenty wzorzystej bawełny. Oczywiście Hortensje powstały z tkaniny elastycznej (interlock) więc nie wymagały zapięcia, natomiast jeans z dodatkiem elastanu już tego wymaga więc wszyłam suwak z przodu.

Przy okazji mam uwagę dotyczącą tkaniny interlock - po roku noszenia spodni Hotensje moje doświadczenia są takie: o ile interlock nadaje się do szycia luźnych bluzek czy sukienek, to zupełnie się nie sprawdzi pod postacią dopasowanych ubrań z dużą ilością szwów, np.: z naszytymi kieszeniami. To co w ogóle nie dzieje mi się w przypadku dresówek, dzieje się niestety z interlockiem - materiał szybko wypycha się na kolanach i rozciąga się na szwach, robią się spore dziurki, a zapewniam Was, że nie szyłam ultra opiętych legginsów tylko normalne spodnie, które trochę się naciągają, gdy siadam, kucam, itd, ale przez większość czasu pozostają luzem wokół ciała.

 



No i tak to na razie wygląda. W planach mam niebieską bluzę z kapturem (kupiłam już materiał i ściągacze), szarą raglanową bluzkę z jerseyu (materiał już uprany czeka na krojenie), i zobaczymy co dalej. Mam jeszcze kilka tkanin wzorzystych, ale chwilowo nie mam pomysłu na nowe sukienki. Mam wełnę na płaszcz, ale nie mam do niej reszty (chcę połączyć wełnę z czarną pikówką) i opracowanego pomysłu. Mam softshell z wzorem Złoty Pył i rozważam uszycie z niego kurtki, ale jeszcze nie wiem jakiej. Mam zaczęte zeszłej jesieni spodnie z innego softshella i nawet niedawno kupiłam do nich suwak, może je niebawem dokończę! Ela Kos pytała w komentarzu, czy nie mam nic na drutach - no mam, sweter piórkowy. Myślałam, że zdążę go skończyć przed wyjazdem do Czech ale się nie udało, zresztą i tak bym go tam nie założyła bo cały czas mieliśmy upalne lato! Ale czas go skończyć, bo zaczęły chodzić mi po głowie mitenki... Co w ogóle jest nie w moim stylu, bo ja muszę mieć zakryte nie tylko dłonie ale też palce, inaczej rękawiczka nie ma dla mnie sensu, ale jakoś mi się mitenek zachciało, co poradzić. ^^*~~ 

(Czy widać, że zaczynam nabierać energii i ochoty do działania? Nie czuję się jeszcze zbyt dobrze, ale razem z lekarzem zaplanowaliśmy rychły zabieg, który powinien znacząco poprawić mój stan zdrowia, co mnie najpierw strasznie przeraziło ale potem napełniło nadzieją na odzyskanie radości życia i siły do, hm... w sumie do wszystkiego, bo obecnie nie mam siły na nic. Także ten, idzie ku lepszemu! *^o^*)

 

Tyle na dziś, idę trzeć ziemniaki na szare kluski z bryndzą i skwarkami*, obiad idealny na chłodną i mokrą sobotę! Miłego weekendu i do następnego razu. ^^*~~

*oczywiście ziemniaki zetrze za mnie blender, co będę sobie palce ścierać na tarce!... *^V^*~~~

14 comments:

  1. Asiu, poproszę przepis na szare kluski. Nigdy mi jeszcze nie wyszły.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przepis jest prosty, znajdziesz go w tym wpisie: http://www.friendsheep.com/2021/03/doj-tydzien-v.html
      Jeśli nie masz blendera kielichowego, to zetrzyj ziemniaki na drobnej tarce, żeby wyszła pulpa, nie nitki. Acha, w wersji wegańskiej daję siemię lniane, natomiast jeśli nie chcesz wegańskich - to surowe jajko.

      Delete
  2. Z uwagi na praktycznie zerowy poziom żelaza w organiźmie mam go podawany dożylnie (potem spokój na kilka miesięcy :)).

    ReplyDelete
    Replies
    1. No pamiętam, rozmawiałyśmy o tym w komentarzach. Ja na razie biorę tabletki, ale zamierzam niebawem usunąć mięśniaka, bo nie ma sensu sypać węgla do pieca w którym jest dziura i wylatuje on z drugiej strony, że tak to ujmę metaforycznie - przy każdym okresie tracę tyle krwi, że suplementacja nie daje efektów, bo co uzupełnię to mi wypływa. Dopiero po zabiegu zobaczymy, jaki efekt da uzupełnianie żelaza tabletkami.

      Delete
  3. Brahdelt, czekam z niecierpliwością na mitenki! I ja wolę mieć zakryte całe paluszki, bo czubki najbardziej mi marzną, ale kto wie, a nuż polubię ??
    A mięśniaka usuń jak najszybciej. Miałam, usunęłam, odżyłam:). Trzymam kciuki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No bo tak sobie pomyślałam, że niekoniecznie muszę w nich chodzić na zewnątrz, w domu czasami siedzę i czytam książkę, i ponieważ się nie ruszam, to mi wszystko marznie, to może mitenki pomogą. ^^*~~ A na zewnątrz mogłabym je założyć na skórzane rękawiczki, o!
      Usunę mam nadzieję w październiku, jestem umówiona na usg i na wizytę i lekarki, kiedy dostanę skierowanie do szpitala. A potem szybciutko lecę się zapisać! (prywatnie, ofkors, bo tak to bym pewnie czekała miesiącami....)

      Delete
  4. Omatko, jakie śliczne to Twoje uszytki!
    A ja od miesiąca szukam krawcowej, bo odziedziczyłam materiał wełniany i zamierzam uszyć prostą sukienkę. Jak nie znajdę (jeszcze mi zostały dwa punkty - nikt teraz nie szyje na miarę), to się napatrzę na Twoje szycie, zainspiruję, zawezmę i sama coś wyprodukuję. :D
    Pozdrawiam!
    PS. U nas się na nie mówiło żelazne kluski. Nie wiem czemu. Mitenki są dla mnie idealne do biura. Ale na wietrzne dni jesienne też się nadadzą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ^^*~~
      Spróbuj sama, tylko najpierw znajdź np.: w Burdzie wykrój i zrób próbnik ze starego prześcieradła, ja czasami kupuję takie na ciuchach za kilka złotych. A jak będziesz pewna wykroju, to szyj!
      "Żelazne" pewnie dlatego, że one są szarawe w kolorze, jak sztaba żelaza. No bo nie podejrzewam, żeby były aż tak twarde, chociaż... to zależy, ile mąki się doda! *^w^*

      Delete
  5. Jakie fajne rzeczy uszylas! Na pewno wygodnie spędziłaś w nich czas. Inspirujesz, bardzo, choć od dawna niczego nie uszyłam, to musisz. Bardzo.
    Mięśniaki mogą dawać nieźle popalić... Dobrze, że masz pozytywne nastawienie.
    A, dresowki na lamówki nie kroi się ze skosu, tylko po szerokości i naciagasz wszywajac, dzianiny inaczej zachowują się w lamowkach, nie potrzebują cięcia po skosie. Ale i z tym odtsajacym "golfikiem" bluzeczka jest słodka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ^^*~~ Ja czasami robię sobie dłuższą przerwę od szycia albo dziergania, a potem nagle do tego wracam i znowu cieszę się jak dziecko z każdej rzeczy, która wyjdzie spod moich rąk.*^o^*

      Ironią losu jest to, że mój mięśniak latami nie dawał żadnych objawów - o tym, że się pojawił wiedziałam, bo regularnie raz w roku robię usg wew. Ale żadnych objawów bólowych, nic. Gdyby tak było, pewnie już dawno bym się go pozbyła, ale nie widziałam potrzeby. A on sobie po cichutku rósł i mnie pozbawiał żelaza na potęgę!!!.... Ale już ja sobie z nim pogadam, jak się zobaczymy na sali operacyjnej! *^w^*

      O, widzisz, nie wiedziałam o tych lamówkach dresowych, człowiek się całe życie uczy, dziękuję za podpowiedź! *^o^* Co śmieszne, trafiłam na co najmniej dwie małe polskie marki odzieżowe, które sprzedają właśnie tak wykończone bluzki...

      Delete
  6. Uszytki super. Modelka również. Coś mi się o uszy obiło, że w Hali Gwardii jakieś dni japońskie, jedzonko i akcesoria, może słyszałaś?











    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ^^*~~
      Nie słyszałam o tym, ale już sprawdziłam - 8-10 października, Weekend Japoński, Hala Gwardii, wstęp wolny. Dziękuję za "cynk", jak dam radę to odwiedzę! *^V^*

      Delete
  7. I was admiring the first print you feature in your pants. Then I thought: that looks familiar. And realised I had just ordered exactly same print in sports performance knit, stretch woven, and peach skin (board short fabric) as pre-order from Missy Rose, an Australian company (fabric is printed after you order it). 🤪🤣🤣🤣
    I am so looking forward to seeing it up after seeing your use of it

    ReplyDelete
    Replies
    1. Well, great minds choose alike when comes to fabric prints apparently!... *^V^*~~~ Apart from that cotton stretch I also have it on thicker softshell, I should choose some jacket pattern for it, Autumn came full throttle to Poland this week, with rains and winds...
      I wonder about the quality of the print on stretch though. The printed fabric I used last year to make a pair of trousers got really washed out now, the colours lost their radiance...
      I never used peach skin fabric before but I feel tempted, I got some samples from the fabric shop and peach skin feels soft and warm. *^v^*

      Delete