Showing posts with label One by One. Show all posts
Showing posts with label One by One. Show all posts

Monday, February 16, 2015

One by One I 2015 - 扇子


Bardzo przepraszam za balkonowe zdjęcia z milionem doniczek w tle, ale sami rozumiecie, że nie mogłam w lutym TAK ubrana wyjść na zewnątrz na sesję zdjęciową... *^-^* A zakładanie grubych rajtuzów, kozaków, swetrów i płaszcza mijałoby się z celem pokazania wiosennej kiecki!
I'm very sorry about the photos on my cluttered balcony, but I really couldn't go out for photos in dressed like THAT in February... *^-^* And putting on thick tights, boots, sweaters and a coat wouldn't make much sense with this dress!

Styczniowy projekt w ramach akcji One by One to sukienka sprzed równo roku, czyli model 124 z Burdy 01/2014. Miałam ją w planach od dawna i oczywiście, jak to ja, byłabym chora, gdybym czegoś nie pozmieniała. *^o^*
January One by One project is a dress from last year's Burda's issue, a dress 124. I wanted to make it long ago and of course I had to change this and that. *^o^*





Ta sukienka to bonusowy model projektantów Aquilano/Rimondi i w oryginale jest dość skomplikowana i strojna - szwy obszyte lamówkami, tłoczona tkanina żakardowa połączona ze sztuczną skórą, aksamitne aplikacje, sznurowanie na plecach. Ja postawiłam na mocny akcent kolorystyczny ale uprościłam szczegóły, żeby była to sukienka "do noszenia" a nie fikuśny strój na specjalną okazję (jak się pierze sukienkę, która ma elementy ze sztucznej skóry?...). Wiem, ten wzór i kolory mogą się wydawać mało codzienne, *^v^*, ale nie w mojej szafie, ja takie sukienki noszę na co dzień.
It's a designers' dress by Aquilano/Rimondi and in the original it's quite complicated and festive - seams covered with black ribbons, embossed jaquard fabric mixed with artificial leather, velvet aplique, lacing on the back. I wanted something simpler so I just decided on a strong colour and impressive pattern but a plain cotton, so I can wear it everyday. How do you even wash a dress with element from fake leather?... Well, I know such print and bold colours can be regarded as not-so-casual but in my case such dresses are totally normal. *^v^*





Pozbyłam się golfa, no bo, seriously, golf?... Zrezygnowałam ze sznurowania, aplikacji i obszywania szwów, wydłużyłam sukienkę o 10 cm. Na górę wybrałam rozmiar 38 a na dół 40 bez modyfikacji (bo spódnica jest rozszerzana). Dolny pas wycięłam z czarnego grubego lnu, a główną część sukienki z kupionej kiedyś na Etsy mieszanki bawełny i lnu drukowanej w wachlarze w japońskie wzory, stąd nazwa sukienki - Sensu czyli składany wachlarz japoński (扇子).
I ditched the turtleneck because, seriously, a turtleneck?... I gave up the lacing, the aplique and covering seams, I added about 10 cm to the length. I chose size 38 for the blouse and size 40 for the skirt part. I cut the bottom part from a black thick linnen and the main part of the dress from a Japanese cotton/linnen printed in fan pattern, hence the name - Sensu which is a Japanese folded fan (扇子).





Rozcięłam fragment przodu na dekolcie, żebym mogła swobodnie zmieścić głowę a rozcięcie obszyłam taśmą ze skosu z tej samej tkaniny, tak samo zrobiłam z podkrojem szyi i pach. Jak widać, czarny element występuje tylko w jednym miejscu... Dobrze zgadujecie, miałam małe problemy z ilością tkanin! Najpierw zdecydowałam, że cała dolna falbana będzie czarna, ale jest ona na tyle obfita, że czarnego lnu starczyło mi tylko na jej przednią połowę. Tylną falbanę z kolorowej tkaniny wycinałam ze wstrzymanym oddechem i zaciśniętymi kciukami, żeby tylko wystarczyło... (miałam jej tylko 135 cm). Na szczęście się udało! *^o^*
I cut the front so I could put my head through and bound it with a bias tape, I did the same binding on the neckline and shoulders. As you may guess I had some fabric issues... First I wanted to have the whole bottom part of the skirt in black but it turned out I only had enough linnen for half of it. So I tried to squeeze the other half onto the remaining cotton/linnen but I only had 1,5 yds!... Lucky for me, I managed to do it. *^o^*




O dziwo, mam tylko jedną uwagę do tego wykroju. Całość ładnie leży i nie musiałam robić żadnych większych poprawek oprócz długości korpusu... Jestem wysoka, więc zawsze do Burdowych wykrojów bluzek dodaję 2 cm długości, bo modele są przeznaczone na kobietę średniego wzrostu o krótszym korpusie. Tym razem zrobiłam tak samo i jakoś tak wyszło, że dodatkowo zostawiłam dość duże zapasy na dole elementów góry sukienki. I bardzo dobrze! Już pierwsza przymiarka pokazała, że moja talia jest jeszcze niżej niż w już przedłużonym wykroju i ten zapas bardzo się przydał, inaczej musiałabym wstawić dodatkowy pasek materiału między górą a spódnicą. Poza tym, jestem z tego modelu bardzo zadowolona, sukienka jest wygodna, piękna i nie mogę się doczekać wiosny, żebym mogła już ją nosić!!! *^0^*~~~
I had only one issue with making this dress. Because I'm tall and Burda's patterns are for the average height women I always add 2 cm of length in blouses. That's what I did this time too but I also left quite a bit of an excess of fabric for the seams and I was lucky to do so because when I tried it on it turned out that my waistline is even lower than the lengthened pieces of pattern! Apart from that I'm very happy with the fit of this dress, it's comfortable, pretty and I cannot wait till Spring so I could already wear it!!! *^0^*~~~




Moim projektem przyłączam się do Share in Style - Japanese inspiration na blogu Rosy oraz Visible Monday na blogu Patti.
My dress takes part in Share in Style - Japanese inspiration on Rosy's blog and Visible Monday on Patti's blog.

Saturday, February 07, 2015

One by One XII 2014

Nadrabiam projekty One by One i z grudniowego numeru Burdy wybrałam spódnicę. Mam spódnice wiosenno-letnie, ale brakuje mi jesienno-zimowych. Wybrałam model 103 z Burdy 12/2014.
I'm catching up on One by One project and form the December 2014 Burda's issue I choose a skirt #103.




Zobaczcie, jaką piękną wersję tej spódnicy uszyła Rosy! Jej wersja zainspirowała mnie do zrezygnowania z plisowania spodniej środkowej części kontrafałdy (i tak nie planowałam użyć sztucznej cienkiej tkaniny i oddawać jej do splisowania).
Look at the beautiful version of that skirt by Rosy! Her version inspired me to skip the pleated part and just make a big box pleat, I didn't want to use some poliester fabric and have it machine-pleated somewhere anyway.






Na spódnicę wybrałam piękną kraciastą wełnę z moich zapasów, a wiąże się z nią pewna historia. Materiał znalazłam na allegro i od razu oczami duszy widziałam sukienkę podobną do Bettiny! Kupiłam 2,5 m i cierpliwie (niecierpliwie *^v^*) czekałam, aż poczta dostarczy mi przesyłkę. Jakież było moje zdumienie i smutek, kiedy z paczki wyjęłam podejrzanie mały kawałek mojej wełny a spośród innych zakupionych tkaniny wypadła koperta z listem i gotówką... Sprzedający bardzo mnie przepraszał i tłumaczył, że z powodu zamieszania został mu tylko 1 metr kraciastej tkaniny, więc oddaje mi całą zapłatę i w ramach zadośćuczynienia podarowuje mi ten metr w prezencie! Miło z jego strony, ale moją wymarzoną sukienkę diabli wzięli.....
The fabric is a beautiful checkered wool from my stash and this fabric has its story to tell... I found it online, a great deal, and in my imagination I immediately saw a dress similar to Bettina! So I bought 2,5 m of it and was waiting for a delivery. You can imagine my disappointment when in the parcel I saw a suspiciously small piece of my wool and a small envelope with a short letter and some cash. The seller was saying how sorry he was but due to some misunderstanding he sold more of that fabric than he had, and he only had 1 metre left... So, he gave me back my money I paid and as a free "I'm sorry" gift he sent me that 1 metre.Very nice of him but my dream dress was lost....




Wełna leżała sobie w szafie i czekała na inny pomysł, no bo jak zmienić nagle koncepcję z sukienki z zamaszystym plisowanym dołem na niewiadomoco, na które wystarczy tylko jeden metr... I doczekała się! *^v^* 
So, the wool stayed in my stash for some time and waited for its project because it's not easy to change the concept from a full bodied dress into I-have-no-idea-what-to-turn-one-metre-of-fabric-into.... And then I found it! *^v^*



Spódnica jest dość łatwa do uszycia, wykrój składa się z trzech elementów głównych: karczku przodu, karczku tyłu i dużej części głównej, którą odrysowujemy na tkaninie cztery razy. Do tego dodajemy dwa prostokąty na dolną część kontrafałdy, pasek i dwie patki. Jak już wspominałam, zrezygnowałam z plisowania dolnej części kontrafałdy, więc przód i tył spódnicy odrysowałam w jednym kawałku, dodając pomiędzy elementami wykroju ten środkowy prostokąt, co zaoszczędziło mi doszywania go do boków spódnicy. Następnie złożyłam kontrafałdę, sfastrygowałam na górze i tak doszyłam do karczków.
The skirt is rather easy to sew, the pattern consists of three pieces - the front and the back yokes and the main big part that you cut four times. Additional pieces are the belt, two rectangles for the bottom part of the box pleat and two flaps. As I mentioned, I skipped pleating of the bottom part of the box pleat so I cut the front and back pieces of skirt as one piece and just folded the box pleats. 




Ta spódnica dała mi dużo do myślenia w związku z moimi planami na projekt lutowy. Mianowicie, miałam w planach uszycie spódnicy 109, podobną w konstrukcji to powyższej spódnicy, ale kontrafałda zaczyna się od samej góry, od talii. A ja mam brzuch i uda...
No wiem, każdy ma brzuch i uda, ale ja mam to wszystko kuliste, i jak sobie wyobraziłam, jak mi się ta duża kontrafałda zaczynająca się w talii rozejdzie na wystającym brzuchu, to chyba to nie jest najlepszy pomysł, żebym chodziła w takim fasonie.... Już mi się ta spódnica nie układa jak na modelce w Burdzie, która to modelka jest szczuplaczkiem i spódnica jest na niej jakby "zamknięta", gdzie na mnie wygląda jak rozłożona książka. Z karczkiem na biodrach taki efekt jest do zaakceptowania, ale już nie jestem taka chętna do szycia modelu bez karczka... Inna uszyła, ale ona jest szczuplutka i nic jej nie wystaje! *^v^*
That skirt made me think about my February sewing plans. Namely, I wanted to make a skirt 109 similar in construction to this one but the big box pleat starts at the waistline, without any yokes. And I have a belly and thighs....
Yes, I know, everybody has them but mine are curvy and I imagined that big box pleat opening on my curvy belly and thighs from the very waistline, and I decided it's not that good idea.... That December skirt doesn't look on me as it looks on the Burda's model, a skinny girl without curves, the pleat opens up like a book whereas on the model it's rather "closed". I can accept such effect with the yokes on the hips and a pleat opening below but without the yokes.... Inna made this skirt, but she is thin and nothing sticks out on her belly! *^v^*


Zimno było, brrrrr.....
It was a cold Saturday!.....





Ten model spodobał mi się tak bardzo, że rozważam uszycie drugiej takiej spódnicy, może tym razem z gładkiego materiału?
I liked that pattern so much that I've been considering making another version, maybe from some non-patterned fabric? 

Sunday, January 18, 2015

One by One XI 2014

Zanim zasiądziecie do oglądania mojego nowego uszytku proszę pobrać po talerzu drugiego dania, co będziecie tak oglądać z pustym żołądkiem... *^o^*~~~
Before you proceed to looking at my new sewing project please have some lunch, I don't want you to sit here hungry... *^o^*~~~




Całkiem przypadkiem udało mi się znaleźć połączenie idealne - mamy tu koreańskie glazurowane klopsiki (u mnie z indyka) - delikatne, mięciutkie i lekko słodkawe od glazury oraz orzotto zwane po polsku pęczottem, czyli włoskie danie przygotowane na podobieństwo risotto, duszone na patelni i podlewane bulionem ale głównym składnikiem jest nie ryż a pęczak. Dodatek tartego korzenia pietruszki albo pasternaku daje nam nutę słodyczy a parmezan zapewnia kremową konsystencję. Zjedliśmy to z towarzyszeniem surówki z japońskim dressingiem sezamowym i armeńskim winem z granatów, prawdziwy obiad fusion! *^w^*~~~ I zaskakująco lekki, zaczynam się przyzwyczajać do mniejszych porcji i nie chodzę już głodna po obiedzie. ^^
I found an ideal combination, totally by chance! Here are the Korean glazed meatballs (turkey meat in my case) - soft and slightly sweet from the glaze and orzotto made from barley and parsnips which is an Italian dish prepared similar to risotto, the barley is cooked in a pan with broth added ladle by ladle. Parsnips add a nice sweet tone and Parmesan guarantees creaminess. We ate it with a Japanese sesame dressing salad and Armenian pomegranate wine, a real fusion! *^w^*~~~ This dish is really light, I'm getting used to not being hungry after smaller portions. ^^

***

Udało mi się wreszcie skończyć listopadowy uszytek do wyzwania One by One.
I finally managed to finish the November One by One project.

W każdym miesiącu zaczynając od października uszyję co najmniej jedną rzecz z Burdy z danego miesiąca. Może to być dowolny element garderoby/dodatki, ale musi pochodzić z aktualnego wydania. ALE - jeśli się okaże, że np.: aktualna Burda z obowiązującego miesiąca zamieści same nudy na pudy, to wtedy sięgnę do numerów z poprzednich lat z tego samego miesiąca, i wybiorę coś stamtąd. 
Each month starting in October I will sew one item - anything I like - from the current Burda's issue. BUT if nothing strikes my fancy, I'll search in the issues from the previous years, still remaining in that month's issue. 



No to proszę - sukienka Marsala. Model pochodzi z Burdy 11/2003, numer 118. Mało brakowało, a wcale bym jej nie skończyła, tylko rzuciłabym do śmieci i poszła do kącika płakać ze złości... Ale po kolei.
(Acha, i chciałabym podkreślić, że pierwszy raz testowaliśmy na zewnątrz nowy obiektyw i jego ustawienia plus dzisiejsze zimne światło sprawiły, że na wszystkich zdjęciach wyglądam, jakbym miałam połacie siwych włosów, a tak nie jest. *^v^* Chociaż nie powiem, taki efekt "pasemek" nawet mi się podoba.)
Here is is - Marsala dress. It's a pattern 118 from Burda 11/2003. I wasn't far from NOT finishing it at all and just crying in the corner....
(I'd like to stress that we started to test a new camera lens and it's setting together with today's cold light resulted in me having splashes of grey hair in each photo, I really don't look like that! *^v^* Although I must admit I quite like the effect. ^^)



Zgodnie z harmonogramem powinnam uszyć coś z listopadowego numeru ale Burda z listopada 2014 była bardzo słaba. Sięgnęłam więc po numery z lat wcześniejszych i znalazłam ciekawą sukienkę w Burdzie z 2003 roku, mianowicie model 118 nawiązujący do mody lat 1960-tych. Wybrałam dwie tkaniny z moich zapasów - bordowy gruby jeans i kraciastą wełnę na wstawki. Postanowiłam zmienić trochę zamysł projektanta i dodałam wełnianą lamówkę również na dolnym brzegu sukienki i wokół dekoltu.
According to the schedule I reached for the November Burda but there was nothing interesting in 2014 issue so I dug in my stash and took the one from 2003 and the 1960's dress. I chose two fabrics - maroon thick jeans and a checkered wool. I decided to change the design a bit and added the woolen bands on the neckline and the edge of the skirt.



Sukienka od początku była pechowa, nie mogłam się do niej zabrać, kiedy już wycięłam elementy wykroju to leżały dwa miesiące aż usiadłam do maszyny, a i potem nie było lepiej. Najpierw fochy maszyny do szycia, którą w końcu okiełznałam, potem okazało się, że mocna nić do jeansu Guntermanna strzępi się jak szalona i zrywa, a w ogóle na szpulce jest jej tyle co kot napłakał i szybko się skończyła. Kiedy już został mi tylko podkrój dekoltu i przymierzyłam sukienkę zobaczyłam, że dekolt sięga mi prawie do połowy szyi a na plecach mam garb od nadmiaru materiału!... Co jest z tymi wykrojami z Burdy?!....
(Dodatkowo, kiedy w niedzielę rano wstałam i podeszłam do okna, zobaczyłam mgłę..... Jak miałam w takich warunkach zrobić zdjęcia?!...)
The dress was jinxed from the beginning - I couldn't start to work on it, then when I cut out all the pieces I couldn't start sewing it... Sewing machine had some problems and when I finally fixed it it turned out that the special jeans thread by Gunthermann frays like crazy and breaks very often. I ran out of it very quickly anyway, the spools were very small. When I only had the neckline left to do and I tried the dress on, I realised that the neckline reaches almost half of my neck and I had a hump on the back from the excess of fabric! What's wrong with the Burda patterns?!...
(Additionally, when I woke up on Sunday and looked out of the window I saw this - the queen of all fogs! How was I supposed to have the photos taken in such conditions?!...)




Zmodyfikowałam podkrój szyi, pogłębiłam zaszewki i już kończyłam ręczne podszycie lamówki dekoltu kiedy zrobiłam straszną głupotę... Pociągnęłam za suwak, żeby go zapiąć (po co?! po co?!...) i ściągnęłam go ze skróconego niezabezpieczonego zamka!!!..... Trzeba było widzieć moją minę - sukienka w jednej ręce a metalowy suwak w drugiej, zamek zapięty, nie ma sposobu, żeby go rozsunąć. Próbowałam założyć suwak z powrotem, ale nie udało mi się. Byłam o krok od załamania i niewróceniadotejsukienkinigdywięcej!...
Na szczęście jak się weźmie głęboki oddech, to przychodzą do głowy różne myśli. *^v^* Zamek i tak był nie do uratowania, nie miałam siły go wypruwać i szukać w niedzielę otwartej pasmanterii, więc pomyślałam "a może da się założyć tę sukienkę bez rozpinania zamka, wsuwając przez głowę?..."
I wiecie co? Zadziałało! *^O^* Błyskawicznie wyprułam zamek, zszyłam szew na plecach, dokończyłam odszycie dekoltu i wrzuciłam ją do pralki. Gotowa!
I modified the neckline, made the pleats on the back wider and I was just finishing the hand sewing of the neckline piping when I did something terribly stupid..... I pulled the slider to close the zipper (why, oh why?!....) and I pulled it off of the unsecured end of the zipper!!!...... You should have seen my face - a dress in one hand, a slider in the other, the zipper closed tight without the way to open it. I tried to place the slider back on the zipper but I couldn't do it. I was that close from throwing the dress into the bin and neverevergoingbacktoit!.....
But then, when I took a long breath I thought since I cannot do anything about that zipper, and I don't really feel like ripping it, finding a craft shop and buying a new one on Sunday and sewing in a new zipper, I might just try to put the dress on with the zipper closed. So I did and it WORKED! *^o^* I quickly ripped the zipper away, stitched the back seam, finished the neckline and thrown the dress into w washing machine, done!



W trakcie szycia kilka razy na przemian utwierdzałam się moim wyborze tego modelu i z rezygnacją zastanawiałam się, czemu szyję właśnie tę sukienkę... Robert skomentował, że to taka sukienka codzienna, ale bez szaleństw i coś w tym jest. Na pewno jest wygodna i dość ciepła, bo jeans jest gruby, chociaż rączki mi nieco zmarzły podczas robienia zdjęć!...
During making of this dress I was enthusiastic about it and then resigned, I liked and disliked it at times. Robert made a comment that it's and okay everyday dress but nothing fancy and I agree. It's definitely comfortable and warm, although my hands were chilled during the photo shoot!... 




Podoba mi się jej kolorystyka a czy będę ją często nosić czas pokaże.
Herbatka mówi, że kolor mojego jeansu, z którego uszyłam sukienkę to Marsala i jest to główny kolor roku 2015, wybrany przez Pantone Colour Institute. Burgundia też podpada pod ten trend kolorystyczny, miałam nosa kiedy wybierałam włóczkę na sweter i materiał na pierwszą sukienkę w 2015! *^-^*~~~
I like the colours but only time will tell whether I'm going to wear it or not.
Herbatka says that the colour of my jeans is called Marsala and according to the Pantone Colour Institute it's the Colour of the year 2015. Burguny's yarn also falls into that colour category, I must have had a hunch when I chose that yarn and that fabric for the first knitting and sewing projects this year! *^v^*~~~

Wracając do domu spotkaliśmy kocurka zainteresowanego sztuką fotografii, grzecznie pozował.
Going back home we met a friendly cat interested in having his photos taken




A w tym czasie Ryszard wygrzewał się w hamaku, nie dla niego spacery w mokre styczniowe poranki!
In the meantime Ryszard was chilling at home in his hammock, he's not too fond of walking in the January wet weather!



Sunday, October 19, 2014

One by One X.2014 - Mori Girl i Wiatraczki

Po przerwie wakacyjnej wracamy do rocznego wyzwania szyciowego!
W zeszłym roku były to sukienki, wszystkie uszytki możecie zobaczyć tutaj a podsumowanie akcji tu.
After the Summer break I'm coming back with another one-year sewing challenge for me. Last year it was dress a month, you can find all the dresses here and here is the sum up.

Tym razem postawiłam sobie trochę inny cel - w każdym miesiącu zaczynając od października uszyję conajmniej jedną rzecz z Burdy z danego miesiąca. Może to być dowolny element garderoby/dodatki, ale musi pochodzić z aktualnego wydania. ALE - jeśli się okaże, że np.: Burda listopadowa zamieści same nudy na pudy, to wtedy sięgnę do numerów z poprzednich lat z tego samego miesiąca, i wybiorę coś stamtąd. *^o^* Szczerze mówiąc, już się okazało, bo na rosyjskiej stronie Burdy można obejrzeć numer listopadowy, i nic, NIC mi się nie podoba!
This time I decided on a different goal - each month starting in October I will sew one item - anything I like - from the current Burda's issue. BUT if nothing strikes my fancy, I'll search in the issues from the previous years, still remaining in that month's issue. Frankly speaking, I'm going to do that with my November project because I saw the preview of the November patterns on the Russian Burda's webpage and I don't like a single item, nothing! 


Zaczynamy projekt One by One. 
Na szczęście w październikowej Burdzie modeli dla mnie do wyboru do koloru, tylko szyć! Nie miałam problemu z wyborem, bo na tę sukienkę materiał miałam w rękach zanim październikowy numer pojawił się w kioskach. Postawiłam na model uniwersalny, w kolorach i wzorze niby jesienny, ale tkanina to bawełna (która po praniu zrobiła się niesamowicie miękka jak flanela!), więc będzie to sukienka jesienna i wiosenna zarazem. *^o^*
Przedstawiam Mori Girl.
So let's start One by One project.
Lucky me in the October's Burda there are plenty of patterns I like! When I saw that dress I already had a fabric for it in my hands! I decided on the universal model, in Autumn colours but made from cotton (which after washing turned into a oh so soft flannel! *^v^*), so I'll be able to wear it in Spring too. 
Please meet Mori Girl. 



Wybrałam model 124 z Burdy 10/2014, ale zinterpretowałam go po swojemu.
I chose the #124 from Burda 10/2014, but I made my own interpretation of it.




Po pierwsze, uszyłam go tylko z jednego materiału i jest jednowarstwowa, bez koronki. Po drugie, trochę wydłużyłam. No i dla wygody dodałam kieszenie. Dzięki tym zabiegom ma nieformalny charakter i taką sukienkę właśnie chciałam.
First, I used only one fabric and one layer, no lace involved. Second, I made it longer. And I added the pockets for comfort. Thanks to that it's an informal dress I wanted.



Przód uszyłam z wykroju na warstwę wierzchnią, więc jest marszczony nad biustem i szerszy, tył wykroiłam na podstawie spodniej przylegającej warstwy, więc jest doszyty do karczka na gładko i mniej obfity. O dziwo, ten układ gra ze sobą bardzo dobrze! A sukienka jest na tyle luźna, że mogłam pominąć suwak i wchodzi mi bez problemu przez głowę.
I cut the front from the top layer's pattern so it's gathered above the bust and wider. I cut the back from the bottom layer's pattern, so it's more fitted and more narrow. And to my surprise it worked together! The dress is loose enough to be able to skip the zipper.



Rozcięcie z tyłu na karczku jest zaszyte na stałe, natomiast ozdobny motylek skrywa trochę krzywo uszyte miejsce spotkania się dwóch połówek karczka. *^v^* I nawet nie pytajcie o spasowanie kraty!... Miałam tylko 160 cm materiału i brak szans na dokupienie (bo kupiłam taki kawałek wynajdując go w koszu z końcówkami, w sklepie Tomato w Japonii...), i kroiłam tę sukienkę z narażeniem na niewystarczenie tkaniny! Jak widać, przednie połówki karczka udało mi się upchać na resztce materiału pod skosami, a podszewka góry jest wycięta z fioletowego batystu (czego i tak w sumie nie widać).
The back neckline is slit and sewed together and I added the dark red butterfly to hide not so pretty sewing, it happens sometimes. *^v^* And don't even ask about the unmatched checkered pattern!.... I only had 160 cm of that cotton and no perspective for buying more - I bought it in Japan, from the leftover fabric pieces bin in Tomato shop. I cut what I could and I even thought I'd have to choose another fabric for the neckline pieces because I had so little left after cutting the big front/back elements... But I somehow managed, although the front neckline pieces are cut on bias (which actually looks like it's been done on purpose, sesese...... *^v^*). The lining for the necklines has been made from the violet batiste (it's not visible after all).



Wnioski końcowe - całkiem przypadkiem, z nietypowego połączenia dopasowanego tyłu i luźnego przodu wyszła mi sukienka bardzo wygodna, o idealnej długości i niewykluczam, że pojawią się jeszcze jej przyrodnie siostry z innych tkanin! *^O^*
Final conclusions - I took a chance and connected random pieces of a pattern, and the result is quite a comfortable dress with a perfect length. I may make some sisters for this one because I really like it! *^O^*



Ale nie tylko o sukience jest ten wpis, bo tak się złożyło, że akurat skończyłam idealnie pasujący do niej sweter z wełny Yarn Art Wool. *^o^* 
But this post is not only about the dress because I happened to finish the sweater to match it, too! *^o^*



Jest on z kategorii Małych Sweterków, bardziej dla ozdoby niż dla porządnego ocieplania, ale takie właśnie lubię najbardziej, a zawsze przecież można się ubrać na cebulkę i dodatkowo zawinąć w szal. 
It's another of my Tiny Cardis, more an embellishment than something to keep me warm but you know, I can always layer it with something and add a shawl.



Motyw wiatraczków widywałam na Ravelry w różnych wyrobach (swetrach, kocach, szalach), ale do wydziergania ich w formie sweterka zainspirowały mnie dwa wykonania - ten kardigan oraz ten kardigan (na pewno pomógł fakt, że obydwa są pokazane w towarzystwie pięknych sukienek!). A wiadomo, że nic tak nie nakręca do dziergania jak cudze udane inspirujące wyroby!
I saw the pinwheel knitting motif on many items on Ravelry (sweaters, blankets, shawls) but to make this cardigan I was inspired by those two projects - this cardi and this cardi (they're both presented in the company of beautiful dresses!). And it's a well known fact that the best inspiration is somebody else's pretty project! 



Użyłam drutów 2,25 mm na ściągacze i 2,75 mm na resztę. Motyw wzięłam z książki "クチュール・ニット 模様編み250" autorstwa Hitomi Shida, ma on numer 108, a sam kształt sweterka to mój sprawdzony wzór, według którego wydziergałam już kilka różnych Małych Sweterków. Tym razem wyszedł naprawdę Mały - sięga mi dokładnie do talii. Nie ma na razie guziczków, bo jeszcze nie wymyśliłam, jakie mi do niego pasują i czy w ogóle chcę go zapinać! 
I used 2,25 mm needles for the ribbing and 2,75 mm for the rest. I took the motif from the book "クチュール・ニット 模様編み250" by Hitomi Shida, it's number 108 and the shape of the sweater is my good old pattern I used for several Tiny Cardis. This one is really tiny - it reaches directly my waistline. I didn't add the buttons because I couldn't decided on the ones I liked, or whether I want to button it up or not at all!


Chciałabym jeszcze dodać zupełnie nie a propos, że zaraz po zdjęciach poszliśmy z mężem do Costa, gdzie wypiłam średniego Żółwia i zjadłam połowę brownie, a szminka, którą widzicie na moich ustach nadal na nich pozostała! To Barry M, kolor 162 Cranberry, piękny kolor i genialna trwałość, żadnych głupich obwódek kiedy na środku ust już nic nie ma! Za chwilę siadamy do obiadu i coś mi się zdaje, że po obiedzie wciąż będę ją miała na ustach. To moje pierwsze spotkanie z tą marką i od razu bardzo polecam! *^v^*
I'd like to add something totally out of the blue - just after taking the photos me and my husband went to Costa cafe. I had a Turtle coffee and half of brownie, and that lipstick you can see in the pictures was still on my lips! It's Barry M, 162 Cranberry, a beautiful colour and a great quality! We are going to eat dinner soon and I suspect the lipstick will still be there after that. My first try at this brand and I highly recommend! *^v^*