Saturday, July 03, 2010

Wciąż o jedzeniu / Still about food

Co ja tak ciągle piszę o jedzeniu? Nie nudzi się Wam? ^^
Another post about food, aren't you bored with it? ^^

Zbieram Wasze propozycje koktajli, a dzisiaj o rybie, bo zacną rybę kupiłam na sobotni obiad. Mam szczęście mieć na bazarku niedaleko domu dobry sklep rybny, i wczoraj kupiłam w nim dwa pstrągi. Przepiękne! Oczy wyraziste, prawie bez zapachu, tęczowe refleksy na łusce, poezja!
I'm collecting your fruit shakes proposals, and today - a fish, because I bought a nice one for Saturday lunch. I have a good fish stall at the local market and yesterday I got there two trouts. Beautiful! Clear eyes, almost no smell, rainbow reflexes on the scales, pure poetry!


Pstrągi zasypałam solą, pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim, do tego dałam po kawałku masła i plasterki cytryny. Całość zawinęłam w folię aluminiową i poszły do lodówki, a dziś wrzuciłam je do piekarnika na 30 minut, pyyyyycha! *^v^*
I sprinkled it with salt, pepper and bear's garlic (ramsons), I added some butter and slices of lemon. I wrapped them in alufoil and put them in the fridge, today I put them in the oven for 30 minutes, yummy! *^v^*


A przed pstrągami podałam kolejną letnią zupę z mojej zupowej książki - wyproszony przez męża bułgarski chłodnik Tarator.
And I made another Summer soup from my Soup book - this time the long awaited by my husband Bulgarian cold Tarator.

Wymieszałam:
1 l kefiru
4 ł oliwy
1 posiekanego ogórka wężowego
2 posiekane dymki ze szczypiorkiem
pęczek posiekanych rzodkiewek
sól/pieprz
Dodatkowo powinnam dosypać posiekane orzechy włoskie, bo taki tarator jedliśmy w Bułgarii, ale okazało się, że mi wyszły... (co ciekawe, nie było ich w przepisie w książce).
I mixed together:
1 l kefir (fermented milk)
4 tsp olive oil
1 chopped cucumber
2 chopped young onions with chives
1 bunch of chopped radishes
salt/pepper to taste
Additionally I should have added some chopped walnuts, because that's how the tarator looked like when we ate it in Bulgaria, but I ran out of them (they weren't in the recipe in the book).

Informuję, że dodałam nowy element do bocznego paska na blogu: Odwiedziłam-polubiłam. Będę tam wrzucać linki do jadłodajni wszelkiego rodzaju, które mnie w jakiś sposób zachwyciły, zainteresowały, przyciągnęły do siebie, do których chętnie wracam (sobie dla pamięci, a i może ktoś inny skorzysta).

***

Ale żeby nie było tylko o jedzeniu - lalkowe peruki. W zamówieniu dostałam zarówno futerka już kolorowe, jak i białe, które poszły do farbowania w oranżadkach KoolAid, ale nie tylko. Podczas wakacji na Słowacji trafiliśmy na oranżadki w proszku firmy Bolero i kupiłam kilka sztuk. Okazuje się, że są tak samo genialne do farbowania futerek (i zapewne też włóczki) jak Kool Aid, i teraz żałuję, że nie nabrałam ich garściami, bo były banalnie tanie. ~^^~
And to add something different from food - dollfie's wigs. In my fur order I got both dyed ones and white ones, which I put in the KoolAid dyes, but not only. During our holidays we found some similar instant drinks in Slovakia and I bought three packs. It turned out that they are as good for fur dyeing as KoolAid is, and now I wish I bought more of them, they were so cheap. ~^^~


Tak wygląda suszenie ufarbowanego kawałka futerka (pod wpływem temperatury część skórna zbiega się, więc trzeba ją potem rozciągnąć podczas suszenia).
Here is how the drying looks like, the skin part shrinks during the heating up, so it must be stretched.


A tak wyglądają uszyte przez mnie peruki, na razie z gotowych kolorów: Chocolate (na zamówienie, modelka - Mina):
And here are the wigs I made, the ones I sewn from the coloured fur: Chocolate (commisioned, model - Mina):



Coral (dla moich lalek, modelka - Solange):
Coral (for my dolls, model - Solange):



I uszyta niedawno, ale jeszcze nie pokazywana Leśna (dla Flo):
And sewn some time ago but never shown yet Greenwood (for Flo):



***

Fanaberio, nic nie wiedziałam o Palio w Sienie, człowiek się całe życie uczy. ~^^~

Kruliczyco, jaki piękny widok! (i piękny pies ^^).

Friday, July 02, 2010

Płynnie

MM, dziękuję za polecenie kawiarni, chyba zacznę spis powrzechny kawiarenek na Ochocie wytropionych podczas weekendowych spacerów! *^v^*

Fanaberio (i Kruliczyco), nawet nie wiedziałam, że Wedel sprzedany... No cóż, widocznie czekoladziarnie zostaną tylko w dużych punktach miasta, jest jedna na lotnisku, jest w centrum handlowym w samym centrum Warszawy tuż obok dworca kolejowego, tam na pewno zawsze są tłumy klientów.
A co do wody, to spod jakiego jesteś znaku zodiaku? Bo ja jestem znak wodny - Skorpion. ~^^~ (obok Ryb i Raka)

Inko, dziękuję bardzo! ^^ Leczo z bakłażanem robiła moja teściowa, to była całkiem przyjemna wersja.

Pimposhko, dziękuję za zaproszenie, w tamtych okolicach jeszcze nie bywałam. A co do namiotów - biznes musi sie kręcić... Fajnie by było, gdyby takie plażowe knajpki były jakoś ładnie "przebrane", a nie po prostu foliowy namiot z logo, ech...

Hannah, no dobrze, zgadzam się z Twoimi argumentami. ~^^~

Kalino, nie wiem, nie trafiłam na razie na przemawiający do mnie wzór na "wodny" sweter, ale ostatnio ciągle coś robię z niebieskiej włóczki. *^v^*

Yadis, góry to kompletnie nie moja bajka, wołami mnie na górę nie zaciągniesz! (no dobra, wlazłam na jedną w wakacje, ale to wyczerpuje limit na resztę roku ^^).

Dajdo, nie widziałam tego filmu, nie lubię Kostnera... Dla mnie raczej "Pan i władca" albo "Wielki błękit". ^^

***

Mam jeszcze jedną uwagę a propos kawiarni - niedaleko mnie jest bardzo duże, zamknięte osiedle, na którym jest kawiarnia. Nie będę wymieniać jej nazwy, bo uważam, że kompletnie nie należy się jej reklama. Dlaczego? Bo w soboty i niedziele jest czynna od 10:00 do... 16:00!!! Czyli, kiedy człowiek w weekend, po zjedzeniu rodzinnego obiadu wyszedłby sobie z ową rodziną na spacer zakończony kawą i ciasteczkiem, to pocałuje klamkę. Co dziwne, ta sama kawiarnia jest czynna w tygodniu do 20:00! I gdzie tu logika?
I have another remark about cafes - there is a huge living district next to my area, and there is a cafe there. The strange thing is on Saturdays and Sundays it's open from 10:00 am to ... 4 pm!!! So, when you finish your family lunch and want to have a nice weekend afternoon walking a bit and the having a cup of coffee and a cake, you have nowhere to go! What's even stranger, the same cafe is open till 8pm on the week days! Where is logic in this thinking?

***

Z powodu upałów najchętniej przyjmuję płyny. Dlatego zaczęłam sobie robić koktajle owocowe, tym bardziej, że truskawki w tym roku takie jakieś nijakie, więc nie ma to jak zmiksować je z zimnym mlekiem, lodami waniliowymi, bananem i łychą miodu. Zamiast truskawek stosuję też jagody.
Jakieś fajne pomysły na koktajle? Proszę się podzielić! ~^^~
Because of the hot weather I'm most happy when I drink a lot. That's why I started to make myself fruit shakes. Strawberries aren't nice this year because of heavy rains, but I can always mix them with some cold milk, vanilla ice-cream, a banana and a spoonful of honey. I also use blueberries instead of strawberries.
Any good ideas for the milk shakes? Please share! ~^^~


A wczoraj wypróbowałam zupę nr 2 z książki "Zupy na każdy dzień roku" Biruty Markuzy - tym razem zrobiłam porządek w zamrażarce i wyszła Jarzynowo-ziemniaczana.
Yesterday I tried the recipe nr 2 from my Soup book - I took some veggies from the freezer and made a Vegetable-potato soup.


Marchewkę, pietruszkę i ziemniaki pokrojone w kosteczkę gotujemy w wodzie ze szklanką mleka, kiedy zmiękną, dodajemy 3 łyżki śmietany, łyżkę masła, posiekany pęczek szczypiorku i sól/pieprz do smaku. Całkiem przyjemna lekka zupa na lato. Można podawać zmiksowaną na pure, z grzankami.
You chop carrots, parsley roots and potatoes, and cook them in water with some milk. When they're cooked add 3 Tsp cream and 1 Tsp butter, chopped bunch of chives and salt/pepper to taste. Quiet a nice light Summer soup, you can mash it and serve it with croûtons.


A dzisiaj praca wre - przyszły futerka na peruki, więc od rana farbuję i szyję. *^v^* (to znaczy, szyję z innych niż te ufarbowane, bo te muszą na razie wyschnąć)
And today I'm very busy - I finally received the pieces of lamb skins for the doll wigs so since this morning I've been dyeing them with KoolAid and sewing wigs. *^v^*

Monday, June 28, 2010

Mizu

YarnFerret, a wiesz, że Węgrzy nie robią leczo tak, jak my? Ich wersja to tylko biała podłużna papryka, trochę pomidorów i cebulki. Ale wolę naszą wersję, z bakłażanem, cukinią i kiełbaską! *^v^* Tutaj znajdziesz artykuł o węgierskiej kuchni - jaka jest a jak my ją postrzegamy. ^^
A Chesię jeszcze sobie porządnie przymierzę, jak już dostanę główkę, bo w sumie przy obfitej sukience i peruce wyglądała nieźle, ale w bardziej dopasowanej to ciałko może być za masywne. Na szczęście mam też to nowe, drobniejsze. ^^

Hannah, to nie były narzekania starej baby *^v^*, tylko z reguły szybko uczą się języków małe dzieci, a po nich nastolatki, im człowiek starszy, tym niestety trudniej mózgowi zapamiętywać takie rzeczy jak np.: nowy język (i w ogóle nowa wiedza). Ja widocznie zatrzymałam się na razie na etapie nastolatka! ~^^~
A co do Chesi, to tę buzię wszyscy przeważnie malują delikatnie i stylizują na zwiewną nimfę, a ja mam ochotę dać jej mocny ciemny makijaż i ciemne włosy, niekoniecznie czarne, ale w jakimś zdecydowanym kolorze. Najfajniejsze, że niedługo w Warszawie może być ich aż 6! Już się cieszyłyśmy z dziewczynami na wspólne sesje zdjęciowe. ~^^~

Myriam, there is a chain of coffee houses called Coffee Heaven and I love their Turtle Latte (coffee with milk and spices), but the best place to drink hot chocolate is the Polish chocolaterie called Wedel's Chocolaterie (from the name of the founder). There used to be one close to where I live but last night I realized they closed it... There are some cafes in the big shopping mall in the city centre, at the airport, ect, but they are not close to me anymore, not in a weekend afternoon walk distance. We've had Starbucks for a while, too, and I haven't tried anything yet there, I must give it a go. ~^^~

***

Skandal! Zlikwidowali mi Pijalnię Czekolady Wedla niedaleko domu!
It's scandalous! They closed the Chocolaterie close to where I live!

W ogóle okazuje się, że mieszkając na Ochocie niedaleko skrzyżowania Racławickiej ze Żwirki mieszkam na pustyni cukierniczej...
Ale poszliśmy wczoraj na spacer do ulicy Grójeckiej i tam trafiliśmy na miejsce zwane Pochwała Niekonsekwencji (www.pn-cafe.pl). Rzeczywiście jest tam dość niekonsekwentnie - podają kawę, herbatę, czekoladę na gorąco, koktajle owocowe (i pierniczkowy! ^^), desery lodowe, ciasta oraz tosty i... piwa (różne rodzaje ale nie te najpopularniejsze, tylko ciekawe smaki, jak Ciechan, Obołon, Żywe, Staropramen, i inne). Wyposażenie też jest kompletnie niekonsekwentne - stoliki i krzesła każde z innej bajki! Ale jest tam przesympatycznie, mają ogródek przed lokalem i ja na pewno tam się wybiorę nie raz. *^v^*
It turns out that I live in the area where there are no cafes close by... Yesterday we went for a walk a few blocks away and found a cafeteria with a delicious yogurt cocktails, ice-cream desserts, but also ... toasts and beer (different tasty kinds, not the most popular brands). The interior is nice too, although all the tables and chairs come from different sets, but it's a happy medley and we will definitely go there again. *^v^*

***


Mizu to po japońsku woda. A woda to mój ulubiony żywioł. Mogę godzinami siedzieć nad morzem i patrzeć, jak fale przypływają i odpływają, mogę spacerować kilometrami wzdłuż brzegu rzeki, kiedy jestem blisko wody, hormony szczęścia wydzielają się u mnie ze zdwojoną siłą.
Mizu means water in Japanese. And it's my favourite environment. I can sit for hours at the sea shore and watch the waves come and go, I can walk for miles along the riverbank, when I'm close to water my hormones of happiness rush through my body twice as powerful.


Kiedyś miałam fatalny czas w życiu, nic szczególnie złego się nie działo ale czułam, że spada mi poziom pozytywnego myślenia, i wtedy mąż zabrał mnie na weekend do Sopotu, na początku lutego. Było zimno, chlapowato, taka zima-niewiadomoco, a ja odżywałam, kwitłam, chłonęłam mroźną bryzę i zauroczona patrzyłam na stalowoszare fale. Jedenastogodzinna podróż promem do Szwecji? Wystarczy mnie posadzić przy okienku albo wypuścić na pokład i macie mnie z głowy, będę sobie siedziała i patrzyła.
(co dziwne, wcale nie muszę w tej wodzie pływać, i musi to być woda naturalna, chodzenie na basen wcale mnie nie kręci...)
When I had a crappy time in my life once, my husband took me for a weekend at the seaside, and it was beginning of February, it was cold and rainy, but I was blooming, watching the steel-grey water and experiencing the freezing sea wind. 11 hour ferry trip to Sweden? Just leave me next to a window or on the deck, I'll be sitting there, watching the sea.
(what's strange I don't even have to swim in that water, and it must be a natural reservoir, swimming in a pool isn't fun at all...)


Po ostatnim wakacyjnym pobycie nad jeziorem doszłam do wniosku, że chciałabym mieszkać nad wodą. Najlepiej by było mieć widok na wodę z okna mojego domu, ale nie jest to warunek konieczny, bliskość wody może być mierzona kilkuminutowym spacerem. Miasta, które sąsiadują z wodą inaczej pachną (wiem, czasami glonami i zdechłą rybą... ^^), i w takich miastach preferowana jest inna kuchnia - więcej w niej ryb i owoców morza niż mięsa, co mi bardzo odpowiada.
After our recent holidays I realized I want to live close to water. The best would be to have a view on the water from my windows, but it can also be a proximity counted with a few minute walk. The cities placed at the water smell differently (yeah, sometimes they smell of rotten fish... ^^), and the cuisine is different - with more fish and less meat, which suits me fine.


To może być ciepła woda (coś mnie ta Portugalia ciągnie do siebie od jakiegoś czasu, bez żadnego wytłumaczalnego powodu...), ale może być również woda zimna, stalowoszara, gdzieś na północy Europy. Mam kilka wodnych planów do realizacji - zjeść solonego arbuza na plaży na Okinawie, przespacerować się nad brzegiem rzek w Porto i Lizbonie, zanurzyć się w turkusowej wodzie w jednej z greckich zatoczek, tyle jest jeszcze wody, której nie poznałam. ~^^~
Mam nadzieję, że kiedyś znajdę sobie swoje miejsce nad wodą.
This can be hot water (Portugal has been calling to me for a while, for no reasons...), but it can also be a cold water, steel grey waves somewhere in the Northern Europe. I have some plans connected with water - to eat a cold watermelon with salt on the Okinawa beach, to walk along the river shores in Porto and Lisbon, to dive into the turquoise water in one of the Greek bays to name the few. There is so much water I haven't seen yet. ~^^~
I hope to find my place near the water one day.



Sunday, June 27, 2010

Owocne spotkanie / Fruitful meeting

Gutillo, no tak, im wyższa temperatura, tym większy stopień sfilcowania. ^^

Aniu, ale skoro Ty jesteś w Portugalii (ale Ci zazdroszczę!), to na miejscu znajdziesz lepsze kursy, nie mówiąc już o codziennych konwersacjach i chłonięciu języka na każdym kroku! (no, i nie mówiąc o tym, że nie wiadomo, kiedy ten kurs ruszy, bo jest wciąż w fazie przygotowania...)

Ewo, grzyby leśne kupuję jako mrożonka więc na pewno użyję takich, nie pieczarek.

Kalino, wypróbuję. ^^

Nailo, bardzo mi miło! ~^^~ A co do pominięcia nazwy, to pewnie producenci mieszanki przypraw nie chcieli w świadomości klienta łączyć tego produktu z jakimkolwiek regionem czy krajem, tak wygląda na bardziej uniwersalny. Tak mi się wydaje.

***

Byłam wczoraj na spotkaniu lalkowym i było ono bardzo owocne, ponieważ przymierzyłam na ciałko Rori dwie główki, które planuję zakupić (jedną niebawem, drugą w dalszej przyszłości) - i obydwie pasują, zarówno rozmiarem jak i kolorem! Więc w razie czego wiem, skąd będę mogła kupić ciałka dla tych dwóch lalek (które są sprzedawane tylko jako główki). *^v^*
Yesterday I went to a dollfie meetup which was a very fruitful one because I tried on two doll's heads on Rori's body - the dolls I'm planning to buy in the near and further future - and both fit perfectly, as far as size and colours are concerned! So, I'll know which body I'll be buying for those heads (those dolls are sold as heads only). *^v^*

Napidoll Chesi


Volks School A



Poza tym, z lalkowych spraw - szyję sukienkę na zamówienie, po niej będzie jeszcze kilka innych strojów, ale może uda mi się wcisnąć też jakiś strój dla moich kobitek, tym bardziej, że koleżanka namawia mnie na odsprzedanie jej czerwono-czarnej sukienki Lollipop (na zdjęciach), więc wtedy bidulka zostałaby goła... *^v^*
Talking about dolls, I'm sewing a commissioned dress, I'll have several more after this one to make but maybe I'll be able to squeeze in a dress or two for my girls. My friend has been trying to talk me into selling her the red-black dress (in the photos), so I I did that, poor Lollipop would stay naked... *^v^*


A dziś leniwa niedziela, zaraz na obiad odgrzewam gołąbki (tradycyjne ^^), a potem wyciągnę męża na spacer do Pijalni Czekolady Wedla. ~^^~
Miłej niedzieli!
Today is a really lazy Sunday, I'm going to reheat the gołąbki for lunch in a moment, and then I'll persuade my husband to walk with me to a Chocolaterie. ~^^~
Have a nice Sunday!

Friday, June 25, 2010

Knitscene Fall 2010

Gutillo, już Ci o tym pisałam tutaj.

Ewo, muszę koniecznie zrobić te pierogi! W ogóle dawno nie lepiłam pierogów, czas to nadrobić w przyszłym tygodniu. ^^

Aniu, kurs portugalskiego będzie dostępny za jakiś czas (jest to nowy kurs w ofercie i najwyraźniej jest w trakcie nagrywania/dopracowywania szczegółów) pod tym adresem: www.portuguesepod101.com, z tym, że uprzedam, że jest to kurs prowadzony po angielsku. Cała pula języków jest widoczna tutaj: www.languagepod101.com

***

Pojawiło się preview magazynu Knitscene Jesień 2010 i jest kilka ciekawych projektów (całość do obejrzenia tutaj). Mnie w oko wpadły:
There is a preview available of the Knitscene's Fall 2010 issue, there are some interesting projects, here are my favourites:


Lettuce Raglan


Carrot Cardigan


Brise-Soleil Cardigan


***

A dzisiaj wyprawiłam się na bazarek i przytachałam (w wózeczku) m.in. kapustkę na gołąbki
Today I went to the market and among other things I brought back (in a shopping trolley) the cabbage for gołąbki dish


oraz taaaką wielką miętę pieprzową! Przesadziłam ją od razy do donicy na balkonie, bo podobno ma się ładnie rozkrzewiać. Nie mam ręki do kwiatów w doniczkach, może zioła mnie pokochają, w końcu od roku mam na kuchennym parapecie doniczkę z pięknię rosnącą szałwią (mięta i rozmaryn jakoś się nie udają, chyba muszę kupić porządne sadzonki od ogrodnika, bo te z supermarketów nadają się tylko do odcięcia od korzeni i wykorzystania).
and the huuuuge pepper mint plant! I moved it immediately to a big pot on the balcony and I hope it will grow into a nice bush. I don't have green fingers as far as the flowers are concerned, but I maybe the herbs love me? I'm planning to get the rosemary plant as well, from some good garden seller.


Natomiast wczoraj wyjęłam ze skrzynki zapas oranżadek Kool Aid od Myriam! Teraz mam ich naprawdę sporo i jeszcze tylko potrzebuję futerka, które zostały zatrzymane na cle... W przyszłym tygodniu - farbowanie i szycie peruk! *^v^*
Yesterday I found in my mailbox the parcel from Myriam's with KoolAid for dyeing! Thank you so much, darling! ~^^~ Now I have a really big stash and all I need is the fur (that got stopped by the Customs Office...). So, next week I'll be dyeing and sewing doll wigs! *^v^*

Thursday, June 24, 2010

Fiesta (gołąbkowa)

Ojej, ktoś mi nadepnął na brzoskwinię!...



Hi, hi, wcale nie, to tylko taka śmieszna płaska odmiana, ale smakiem się jakoś nie wyróżnia (pierwszy raz próbowałam), nie widzę powodu, żeby za nią płacić sporo więcej niż za normalne brzoskwinie czy morele.


No proszę, rozpętała się gołąbkowa fiesta! *^v^*
Ja robię gołąbki w sosie pomidorowym, a do środka nie daję ryżu, a kapustę tylko na wierzch do zawinięcia (lubimy tę kapustę, i nie zostaje na talerzach ^^). Z różnych domów rodzinnych znam wersje z ryżem i bez.

Natomiast widzę, że objawiają się różne smakowite wersje - intrygująca jest ta z grzybami zamiast mięsa wg Effci, ciekawi mnie też dodatek kaszy gryczanej wg Kaliny (takie mogłabym zrobić w sosie grzybowym zamiast pomidorowego), Oslunowe gołąbki nadziewane surowymi utartymi ziemniakami z przysmażoną cebulą i grzybami to już dalekie odejście od gołąbka sensu stricto, ale brzmi to bardzo smacznie (w jakim sosie je podawać?). No i bardzo fajny jest pomysł z kaszą manną zamiast bułki tartej, jeśli takowej akurat nie mamy. I okazuje się, że gołąbki bez zawijania to pomysł stary jak świat! *^v^*

Acha, będąc na zakupach obejrzałam sobie skład na przyprawie do gołąbków bez zawijania jednej z firm, i o dziwo nie ma w niej glutaminianu sodu! ^^, za to znalazłam tam: bułkę tartą, mąkę pszenną i żytnią, sól, majeranek, paprykę, czosnek, czarny pieprz. Czyli można uznać, że jest to gotowa mieszanka dla zabieganej gospodyni, która nie ma czasu znajdować tych wszystkich składników po kolei. *^v^*

***

YarnFerret, tam są różne inne języki do wyboru, jakbyś chciała coś oprócz/zamiast japońskiego! I jeszcze kilka w przygotowaniu (np.: Polski! ^^), a zaletą tego kursu jest to, (moim zdaniem), że uczą tak, jakbyś się uczyła będąc w środowisku naturalnym dla danego języka, czyli przede wszystkim normalne mówienie o codziennych sprawach, bez nawału gramatyki, za to jest dużo słownictwa i kontekst kulturowy.
Acha, zapomniałam dodać, że ten kurs jest prowadzony w języku angielskim, nie polskim.

Hannah, muszę znaleźć dobry kurs online, bo niestety w 101pod.com nie mają języków skandynawskich. Rzeczywiście szło mi nieźle, nieskromnie powiem, że ja chyba mam uzdolnienia językowe, bo nawet w wieku 35 lat szybko mi wchodzą do głowy słówka i gramatyka. ~^^~ Co do japońskiego, lekcje są prowadzone tak, że słucham dialogów i objaśnień, i drukuję sobie pomoce naukowe, w których jest wszystko napisane w kanji, kana (uproszczone kanji), romanji (tak, jak się wymawia) i po angielsku, są słówka i gramatyka, a dodatkowo jest osobna kartka z rozbiciem słówek na znaki kanji i miejsce do przećwiczenia pisania znaków - próbowałam kilka, i jest to wielka sztuka! Z tym, że próbowałam ołówkiem i długopisem, natomiast muszę spróbować stalówki albo pędzelka, bo mi zawijaski nie wychodzą kompletnie... ^^

Wednesday, June 23, 2010

Się robi / Knit on

Wymyśliłam nowego drinka! ~^^~
Ponieważ truskawki tego lata kwaśne, zmiksowałam garść owoców z 40 ml soku malinowego, 40 ml rumu i nieco soku z limonki. Czyli to taka Truskawkowa Margherita, tylko nie z tequil'ą, więc nazwijmy ją Truskawkową Joannitą! ^^
I invented a new drink! ~^^~
Because strawberries have been sour this year, I mixed a handful of those with 40 ml of raspberry juice, 40 ml of rum and a splash of lemon juice. So, it's a Strawberry Margherita, but not with tequila, so let's call it a Strawberry Joannita! ^^


Dopijam ostatnie łyki rabarbarowo-miętowej wody z Węgier, przy porządkowaniu torebki znajduję bilety z wakacyjnego wyjazdu... Zostało jeszcze sporo wina i piwa, i czekolada Studencka ze Słowacji, jednak namacalne dowody naszego wyjazdu znikają. Nie byłam przekonana do tej podróży, ale teraz chciałabym być tam z powrotem, tym bardziej, że pogoda taka sobie... (ale podobno od piątku ma się poprawić! *^v^*)
I've been drinking the last drops of rhubarb-mint flavoured water from Hungary, I'm finding the holiday tickets while cleaning my handbag... There is a lot of wine and beer still left, and some chocolate from Slovakia, but the tangible proofs of our trip abroad are fading away. I wasn't convinced about this holidays but now I feel I'd like to go back there, even more because the weather has been poor these days (although they said it should get better on Friday! *^v^*)


A propos Gołąbek, który zdobył Wasze uznanie, za co bardzo dziękujemy! ~^^~, czy zauważyłyście, że ostatnio dwie duże firmy produkujące przyprawy próbują nam wcisnąć nowy sposób na robienie gołąbków - bez zawijania w kapustkę! (kapustka posiekana idzie do środka kotleta, ale to przecież nie to samo...). {No, i ciekawe, co tam jest takiego w tych gotowych mieszankach przypraw, czego nie ma w kuchni każda gospodyni i bez czego gołąbki się nie udadzą?!... Glutaminian sodu? Aż chyba poczytam sobie opakowania w sklepie! ^^}
Chyba zrobię gołąbki na niedzielny obiad, dawno nie jedliśmy, dodajecie ryż do mięsa? A jaką kapustę preferujecie? Ja lubię we włoskiej (to na jesieni), chociaż robiłam też w pekińskiej i są smaczne, a może by tak tym razem zrobić w młodej kapuście? ~^^~

Acha, i mam przykazanie od męża, żeby dać sprostowanie - zdjęcie chłodnika w poprzednim wpisie pokazuje mój zmodyfikowany chłodnik, już z dodatkiem buraczka, żeby zilustrować właściwy przepis powinnam była cyknąć fotkę przed buraczkiem, byłby wtedy biały. ~^^~
I must add one thing to my last post about the cold soup - the photo shows my version with the beetroot, in order to illustrate the soup in the recipe I should have taken the photo just before I added the beet, it would be white then. ~^^~

***

Mariniere już się robi. Herbatko, miałaś rację, ten opis do schematu jest dziwny, nawet go wypróbowałam, ale te rozliczne narzuty, a potem ich odpuszczanie jest kompletnie zbędne i niewiele wnosi do wyglądu robótki (albo ja nie potrafię tego odtworzyć tak, jak trzeba...), więc je pominęłam i robię prościej. Wygląda fajnie, więc przy tym pozostanę, a włóczka Medusa jest taka mięciutka! *^v^*
I started knitting Mariniere. The interpretation of the chart was somehow blurry (I got the translation from German) and although I even tried all those yarn-overs, they really didn't add much to the overall look of the fabric (or maybe I wasn't able to execute the chart correctly...), so I skipped the yo's and simplified the pattern. It looks good for me so I'll stick with it, and the yarn is soooo soft! *^v^*


Na ten sweterek trochę poczekacie, bo robi się go długo, przez rządek warkoczowy, poza tym zapomniałam, że Medusa to włóczka skłądająca się z wielu nieskręconych nici, na które trzeba uważać jeszcze bardziej niż na Sonatę, bo bardzo łatwo zahaczyć pojedynczą nitkę albo nie złapać wszystkich na raz... Poza tym, może w trakcie wskoczy mi jakiś szybki projekt. ~^^~
You'll have to wait a bit longer for this cardigan because it takes time to knit the cable rows, and the Medusa yarn is cunning, it consists of many loose threads so it's easy to catch one with a tip of a needle and pull out or leave some threads uncaught... And I might try some quick knitting project in between. ~^^~

***

Poniedziałek to dobry dzień na początek czegokolwiek. Dzisiaj nie jest poniedziałek, ale od poniedziałku zaczęłam wprowadzać nowe zwyczaje w moim życiu.
Monday is a good day to start anything. Today is not Monday, but I've started some new routines since then.

Po pierwsze, codziennie chodzę na spacery z krokomierzem, na razie niedaleko (5000 - 6000 kroków, np.: taki dystans to dla mnie wycieczka na bazarek i z powrotem) ze względu na moją uszkodzoną stopę, ale zamierzam z czasem wydłużyć ten dystans. Za dużo siedzę - przed komputerem, na kanapie z robótką, przeważnie jeszcze w niewygodnej pozycji sklęśnięta, półleżąc, a to nie robi dobrze mojemu kręgosłupowi. A chodzenie zrobi dobrze całemu organizmowi i może nawet schudną mi nogi? ~^^~
First, I've started everyday walks with a pedometre, not very far for now (5000 - 6000 steps) because of my hurt foot, but I'm going to make the walks longer with time. I sit too much - in front of the computer, with knitting on the sofa, most of the time squashed and scrambled, half-laying, which isn't healthy for my spine. And walking will improve my whole body, and maybe it'll make my legs slimmer? ~^^~

Po drugie, wykupiłam kurs japońskiego (www.japanesepod101.com) i zaczynam na poważnie uczyć się tego języka. Chodzi mi też po głowie zabranie się za drugi jezyk, tylko nie wiem, czy szlifować te, które już trochę znam (francuski, rosyjski), może powrócić do języków skandynawskich, czy może zacząć od zera coś nowego? Wstępnie zasubskrybowałam kurs portugalskiego (a co! ^^), i będę czekać, aż ruszy za kilka tygodni. W końcu planujemy też kiedyś w przyszłości wakacje w tamtych stronach.
Second, I bought the online Japanese course subscription (www.japanesepod101.dom) and I'm going to seriously start learning this language. I've been also thinking about the second language, but I'm not sure whether I should master the ones I already know a bit (French, Russian), or take up Scandinavian languages again, or maybe start from scratch something completely new? I initially subscribed the online Portugese course (yes, why not? ^^), but it will be launched in a few weeks. We are planning to spend our holidays there in a future.

Sunday, June 20, 2010

Gołąbek / Dove

Dajdo, zaczęłam tego Cziża i jeszcze nie mam zdania, wolno się rozkręca...

Hannah, masz rację, argument wagowy jest nie do pobicia, jednak stacjonarnie wolę zwykłą książkę, najchętniej w papierowych okładkach, takie są bardziej "przyjazne" czytelnikowi. ^^

Kalino, nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę! Kompletnie głupieję tylko w dwóch sklepach - w pasmanteriach z tkaninami i włóczkami, i właśnie w księgarniach, gdybym mogła, wynosiłabym stamtąd książki naręczami!

Zulko, taką niespodziankę zrobiły mi zarówno Mermaid jak i Sunyata, to pewnie zależy od rodzaju ściegów, czy robi się dużo słupków i oczek ścisłych, czy dużo łańcuszków, które rozluźnią się po namoczeniu i naciągnięciu. Mermaid dosłownie z tuniki przed blokowanie stała się sukienką po! ~^^~

***

 

Gołąbek gotowy, chociaż nie za bardzo chciał wyschnąć, sechł i sechł... Tak, jak wspominałam, dodałam mu jeden rządek elementów, żeby był większy i dobrze, chociaż bardzo go to nie powiększyło. Ale frędzle też dodają powierzchni, więc taki mi się podoba. *^v^*
Dove shawl is ready, although it didn't want to get dry... As I mentioned before, I added one row of elements to make it bigger and although it didn't grow much, I'm glad I did it, together with the tassels it's just the right size for me. *^v^*




Wzór / Pattern: Cheche #007-T8-199 by Phildar Design Team
Włóczka / Yarn: Sonata (Anilux), 300 g
Szydełko / Hook: 1,75 mm


***

Wczoraj świętowaliśmy z mężem szóstą rocznicę ślubu i osiemnastą rocznicę bycia ze sobą, ale ten czas leci!... *^v^*
Mąż kupił kwiatki,
Yesterday we celebrated our sixth wedding anniversary and our eighteenth anniversary of being with each other, time flies!... *^v^*
My husband bought some flowers,



i pyszny orzechowy sernik!
and some delicious nut cheesecake!


A skoro jesteśmy przy kulinariach - ci, którzy zaglądają na mojego bloga czytelniczego wiedzą, że niedawno wpadła mi ręce książka "Zupy na każdy dzień roku". Zamierzam przetestować tak dużo, ile się da, bo zupy uwielbiam, i na pierwszy ogień zabrałam się za Chłodnik aszchabadzki.
If we talk about the culinary stuff - the ones who read my book blog (in Polish only) know that recently I got a book called "Soups for each day of the year". I'm going to test as many as I can, because I love soups, and for today I chose Ashgabat Cold Soup.


Nazwa brzmi bardzo egzotycznie, prawda? Ale popatrzcie na przepis:
- 2 szkl. kefiru
- 2 szkl. przegotowanej wody
- 20 dkg gotowanej baraniny
- po pęczku posiekanego szczypioru i koperku
- posiekany ogórek małosolny lub świeży
- pół szkl. śmietany
- sól
- 2 jajka na twardo

The name sounds very exotic but the ingredients are typical for the Polish version of that Summer soup:
- 2 cups kefir (fermented milk drink)
- 2 cups boiled water, chilled
- 20 dkg cooked mutton meat
- chopped chives and dill, a bunch each
- chopped fresh of salted cucumber
- 1/2 cup sour cream
- salt
- 2 hard boiled eggs
You mix all the ingredients and add the eggs cut in slices.

Moja teściowa zazwyczaj dodawała do chłodnika gotowaną cielęcinę, ale ja nie daję, bo drugie danie obiadowe będzie mięsne. Za to dorzuciłam posiekane rzodkiewki i trochę botwinki.
My MiL used to add cooked veal instead of mutton, I'm not doing it because the second course will have meat so once is enough for one dinner. But I added chopped radishes and some young beetroot leaves.

Przy okazji sprawdziłam, co to jest Aszchabad, i jest to stolica i największe miasto Turkmenistanu, czyli jednocześnie rozwijam wiedzę kulinarną i geograficzną. ^^
I also checked where Ashgabat is, and it's the capital and the biggest city of Turkmenistan, so both my culinary and geographical knowledge has been expanded. ^^

***

A kontynuując wątek mojego zdrowia, byłam z moim bólem pod żebrami u lekarza, który mnie porządnie zbadał i się zafrasował. Bo niektóre objawy wskazują na kręgosłup, a niektóre na żołądek. Może być tak, że mam obydwie dolegliwości pochodzące jednocześnie z obydwu tych źródeł, tak więc, na początek dostałam leki na żołądek, a dalej się zobaczy.
A już po wyjściu od lekarza doznałam olśnienia i chyba znam przyczynę moich dolegliwości (które chyba rzeczywiście pochodzą z żołądka) - boli mnie od około miesiąca, kiedy to zaczęłam w dużych ilościach pić sok z pomarańczy i grejpfrutów. Polepszyło mi się na wyjeździe, ale tam piłam głównie wodę, wino, piwo i coca colę. Natomiast tuż po przyjeździe do domu ból się wzmógł i uświadomiłam sobie, co zrobiłam w środę - kupiłam karton soku grejpfrutowego i wydudlałam połowę od razu!
Tak więc, chwilowo odstawiłam soki, biorę leki i zobaczę, co się wydarzy. Jeśli to rzeczywiście powód mojego bólu, to będzie mi bardzo smutno, bo soki z cytrusów stały się ostatnio obowiązkowymi mieszkańcami mojej lodówki, ale cóż, wolę pić wodę (i wino, i piwo... ~^^~) niż cierpieć.
And some more info about my health, I went to the doctor's with my spine pain, he did a thorough checkup and scratched his head in wonder, because some symptoms pointed to spine and some to stomach. I might have illnesses coming from both sources so I got some stomach medicine for a start, and then we will move on to the next problem.
Just after I left the doctor's office I had a revelation and realized that I might know what caused my problems - about a month ago I started to drink a lot of orange and white grapefruit juices. My stomach got better during the holidays when I drank water, wine, beer and coke. But just as we came back home, I bought a container of grapefruit juice and drank half a litre for a start!
So, st the moment I stopped drinking juices, I'm taking the pills and we'll see what happens. If the citrus fruit juices are the real cause of my stomach pains, I'll be very sad because they've become a constant residents in my fridge recently, but I'd rather drink only water (and wine, and beer... ~^^~) than suffer like I did.

Friday, June 18, 2010

Różności / Varia

Fanaberio, też tak uważam z tymi Lentilkami! *^v^* A co do czerwonego wina, to zawsze piłam je w temperaturze pokojowej (takie ą-ę, butelkowane, wytrawne), ale jak pisał w komentarzu mój małżonek, właśnie w jednej winnicy dostaliśmy je mocno schłodzone, ono jest półsłodkie i widocznie tak się je pije.

***

Kto wymyślił ustawienie książek w Empiku? Od 19 maja, czyli od dnia premiery "Prawdziwego świata" Natsuo Kirino zachodzę sobie do salonu w galerii handlowej i szukam tej pozycji. Na półkach podpisanych "literatura obca". Nie ma.
Dziś poszłam po rozum do głowy i do informacji, gdzie zapytałam o tę książkę.
- No jest oczywiście.
- Ale gdzie? Bo szukałam, i na odpowiedniej półce jej nie ma.
- Na dziale "sensacja"...

Czyli jest "literatura polska" i "literatura obca", ale niektóre książki z obydwu tych działów są wybrane według czyjegoś widzimisię i ustawione w innym kącie sklepu, na półce "sensacja"...

Who on Earth decides on books selection in the big bookstores with multiple shelves? Since 19th May I've been trying to find the new novel by Natsuo Kirino called "The real world" in a huge bookstore in one of the shopping malls. In the right section - "foreign literature". They didn't have it.
Today I decided to finally ask at the info counter.
- Of course we have this book.
- But where? I've been looking for it where it should be and there is none.
- In the "sensational novels"...

So, there are "Polish literature" and "foreign literature" sections, but there is also section with books randomly chosen from those two sections by someone according to his own opinion and placed in the other corner of the bookstore...


Przy okazji, ponieważ miałam dużo czasu, bo czekałam na wyniki prześwietlenia stopy, pochodziłam sobie po księgarni i pooglądałam książki, jest coś magicznego w zapachu świeżej farby drukarskiej i dotyku papierowych kartek, książka to jest coś, co zawsze będę chciała mieć w takiej formie, nie dla mnie audiobooki czy czytanie z ekranu komputera! ~^^~
I oczywiście nie wyszłam tylko z jednym egzemplarzem, ale wzięłam jeszcze "Żółte cytrynki" Kasji Ingemarsson (bestseller w Szwecji) i "Boską truciznę" Antona Cziża (podobno to pierwsza z serii opowieść o rosyjskim Sherlocku Holmesie z początku XX wieku).
Because I had plenty of time today, waiting for the results of the x-ray's of my foot's, I wandered around the bookstore, looking at books, there is something magical in the scent of the fresh printer's ink, the touch of the paper, I'll always want my books to be in the traditional form, no audiobooks for me, or reading a novel from the computer's screen! ~^^~
And of course I couldn't leave with only one book so I also bought "Yellow lemons" by Kasja Ingemarsson (bestseller in Sweden) and "Divine poison" by Anton Cziż (the first part from the series about the Russian Sherlock Holmes from the beginning of the XXth century).

Byłam wczoraj u lekarza, najpierw zrobiłam prześwietlenie stopy, które na szczęście ujawniło brak złamania, a potem u ortopedy. Pan doktor dał mi skierowanie na USG, stwierdził, że to uszkodzenie więzadeł stawu skokowego i nakazał przez 2 tygodnie nosić neoprenowy stabilizator. Poza tym mam nacierać stopę maścią oraz ... przykładać sobie do niej zmrożone żelowe "okulary kosmetyczne"! (nie wiem, czy to ma jakąś nazwę, ale służy do okładów na zapuchnięte oczka ~^^~). Tak więc, od wczoraj się usztywniam, nacieram i okładam.
So, I went to the doctor's with my foot yesterday, I had an x-ray which didn't show any broken pieces, and then I had an appointment with a orthopedist. The doctor told me to have an USG check, he decided that I hurt the ligament of the foot joint and gave me the stabilizer to wear for two weeks. He also gave me the ointment to rub in and ... told me to put a frozen cosmetic gel eye mask on the sore spot! So since yesterday I've been stiffening my foot, rubbing on the ointment and freezing it with the cold gel.


Wczoraj skończyłam Gołębiego, jeszcze tylko muszę wpleść milion nitek, zblokować na mokro i dodać frędzle. Coś mi wygląda, że wcale szal nie będzie taki duży, nawet z dodatkowym rzędem elementów, ale to okaże się po blokowaniu, bo miałam już doświadczenia z Sonatą wyrabianą na szydełku, która na sucho wyglądała niewinnie, a po zmoczeniu i rozciągnięciu mocno się poszerzyła w każdą stronę.
I już rozgrzewam druty do wydziergania Marynarskiego z białej Medusy. *^v^*
I finished the Dove shawl last night and now I'll have to finish millions of hanging threads, wet block it and add the tassels. I think the shawl won't be as big as I expected, even with the additional row of elements, but all will be revealed after blocking because I had a previous experiences with this yarn in a crocheted form, that the project was innocently small after I've finished working on it and then it grew considerably after being blocked.
And I'm keeping my needles ready for the Mariniere in white. *^v^*

Wednesday, June 16, 2010

Powakacyjnie / Post holiday

Dajdo, dla mnie to wcale nie takie oczywiste, jak widać. ^^

***

Ten Rysiek to normalnie jakiś dziwny... Postawić przed nim wiatraczek, który obraca się na boki, to będzie przed nim leżał, i się dziwił: "Powietrze nadchodzi z prawej strony, i znika... a teraz z lewej strony, i znowu znika... I znowu z prawej...". Normalnie tak przez 15 minut! ~^^~
Rysiek is strange... When you place an electric fan in front of him, the one that slides from side to side, he will lay in front and wonder "The air comes from the right, and disappears... then it comes from the left, and disappears again... And then it comes from the right again..." And he can do it for 15 minutes! ~^^~

Siedzę w już posprzątanym po przyjeździe mieszkaniu, pranie i zakupy zrobione, jem niesłodkie truskawki (nie trafiłam jeszcze w tym roku na słodkie, to pewnie przez te deszcze!...) i ogarniam się z powrotem do rzeczywistości codziennej.
I'm sitting in my cleaned flat, laundry and grocery shopping done, I'm eating strawberries that aren't sweet at all (it's probably because of the rains!...) and I'm trying to come back to the post holiday everyday reality.


Idę jutro do lekarza, bo zarówno moja stopa (której się polepszało, ale doszła do pewnego momentu i znowu jest mi gorzej), jak i mój odkręgosłupowy nerwoból nie wyleczyły się samoistnie. Dobrze, że pedał od maszyny do szycia naciskam lewą stopą!
Wrzucę jeszcze garść zdjęć z wakacji i pokażę, co sobie przywieźliśmy. ~^^~

I'm visiting a doctor tomorrow because neither my foot (which got better up to some point and then it got worse again), nor my spine pain went away. It's good I can operate the sewing machine pedal with my left foot!
I'll show you some more photos of things we brought from our holidays. ~^^~

Z Węgier przywiozłam sobie: paprykę oraz przyprawy, jakie udało nam się wypatrzeć w sklepie - wanilię z karmelem do kawy i przyprawy Jamiego Olivera! ^^
From Hungary I brought: sweet paprika and spices - vanilla with caramel for coffee and Jamie Oliver's spices! ^^


Oraz wino prosto z winnic, jak widać chłodzi się w lodówce. (jest jeszcze jedna butla, ale się już nie zmieściła ^^).
And some wine from the country wineries that gets chilled in the fridge. (there is one more bottle but it didn't fit in ^^).


Natomiast z Czech przywieźliśmy: Lentilki! *^v^*
From Czech Rep. we brought: Lentilki! *^v^*


I zapas piwa dla Roberta. ^^
And the beer for Robert. ^^


Mimo, że stęskniłam się za domem, to chętnie znowu bym gdzieś wyjechała za jakiś niedługi czas. *^v^*
I na koniec myśl dnia, pomocna w wyprawach wakacyjnych do naszych południowych sąsiadów: moneta 10-cio forintowa pasuje do koszyków w supermarketach na Słowacji i w Czechach (w Polsce jeszcze nie sprawdzałam). ~^^~
Although I really missed my home at the end of our holiday, I feel that it would be fun to go some nice place in some time. *^v^*