Sunday, June 02, 2019

MMM podsumowanie, nad filiżanką kawy

Proszę kawałek placka, z truskawkami i rabarbarem, wyjątkowo mi się tym razem udał! ^^*~~ A na końcu wpisu jest kot, jakby co. ^^
Have a piece of strawberries and rhubarb cake, it came out really good this time! ^^*~~ And there's  a cat at the end of this post, just saying. ^^



Moja miłość do japońskiej kuchni trwa, wróciłam do regularnego oglądania programów kulinarnych na japońskich kanałach tv, przeglądania książek kucharskich i robienia pudełek lunchowych. *^v^*
Jest coś magicznego w chwili, gdy kładę ciepły ryż na arkusz glonów nori, albo gdy wsadzam do ust kęs miękkiego tofu posypanego siekanym szczypiorem, suszonymi płatkami ryby bonito i polanego sosem sojowym. Te zapachy i smaki od razu przenoszą mnie do innej rzeczywistości... *^0^*~~~
My love for the Japanese cooking lasts, I went back to regular watching cooking shows on Japanese tv, flipping through the cookbooks and making lunch boxes. *^v^* There is something magical in the moment when I put warm rice on the sheet of nori seaweed, or when I put into my mouth a portion of silken tofu topped with chopped Spring onion, katsuobushi and some soy sauce. Those smells and flavours take me to a different dimension... *^0^*~~~








W zeszłym tygodniu trochę szyłam, specjalnie zabrałam się za wełnę, żeby odczarować zimną i deszczową pogodę, i... udało się! *^O^* Od czwartku wróciło słoneczko i robi się coraz cieplej! A mój wełniany ciuch będzie lada dzień gotowy i nic nie szkodzi, że w razie co poczeka w szafie do jesieni.
Fuki oczywiście pomagał!... *^-^*
Last week I did some sewing, on purpose I started to work on something from wool to use some magic on the cold and rainy weather, and... it worked! *^O^* Since Thursday sun came back and it's getting nicer and nicer! And my wool piece of clothing will be finished any day now, but that's not a problem, it'll wait in the wardrobe for later in the year.
Fuki of course helped with sewing!... *^-^*




Wzięłam się też za porzucony sweter na drutach, dorobiłam jeden rękaw i niestety zabrakło mi włóczki w połowie drugiego rękawa, muszę domówić.
I also did some knitting, I made one sleeve on the pullover and in the middle of the second sleeve I ran out of yarn, I must get more.




W zeszłym tygodniu odkryliśmy bardzo przyjemną kawiarenkę niedaleko naszego domu. *^v^* Nazywa się Lisia Kita i najpierw zjedliśmy tam pyszne śniadanie (idealnie usmażona jajecznica!!!), a w Dzień Dziecka wybraliśmy się na ciasto. Podają pyszną kawę i mają ją w wersjach jakie lubię najbardziej - z dripa i z chemexa. W ogóle zauważyłam, że coraz bardziej lubię kawę. Kiedyś pijałam ją rzadko, bez cukru ale z dużą ilością mleka, z przyprawami, z posypkami, bitą śmietaną i co tam się jeszcze nawinęło pod rękę... A od kilku miesięcy pijam kawę czystą, czarną, piję ją dla smaku i zaczynam te smaki rozróżniać i doceniać. Kupuję kawę ziarnistą, mielę w starym PRLowskim młynku i zaparzam w dripie albo w kawiarce.
Czyżbym dorastała?!..... *^W^*~~~
Last week we discovered a very nice coffee shop close to our house. *^v^* It's called Lisia Kita (Fox's Tail) and at first we ate a good breakfast there (perfectly fried scrambled eggs!!!) and then on Children's Day we went for a piece of cake. They serve tasty coffee made with methods like drip or chemex, the ones I like best. Farther, I realised I've started to like coffee more and more. I used to drink it occasionally, no sugar but lots of milk, spices, decorations, whipped cream and whatnot.... For a few months I started to value the taste and scent of different types of coffees, and I drink it black. I buy grain coffee and use an old coffee grinder to grind it before I put it into a drip or a moka pot.
Am I becoming a grownup?!... *^W^*~~~




***

#100kwiatówwkolorze, porcja z zeszłego tygodnia. Macie może pomysły, jakie kwiaty chcielibyście zobaczyć z moim wykonaniu? Chętnie przyjmę propozycje, bo mi się trochę kwiatki kończą... ^^*~~
#100flowersincolour, last week's pictures. Maybe you have some proposals for the flowers you'd like to see me draw? I'm starting to have problems with finding new ideas... ^^*~~






***

MeMadeMay, tydzień piąty.
Poniedziałek był piękny - ciepły i słoneczny, więc założyłam sukienkę "Wiosna, ach to Ty!".
We wtorek i środę obraziłam się na maj, że taki zimny i deszczowy, i nie nosiłam niczego memade. Za to w czwartek zrobiło się ciepło i słonecznie, więc od razu wskoczyłam w jedną z moich ulubionych kiecek "Leniwiec"! *^v^*
W piątek, ostatni dzień wyzwania, założyłam długą spódnicę (bo nogi tuż po depilacji trzeba chronić przed słońcem) i pasiasty top "Shimauma", który uszyłam na początku maja, i tak ubrana poszłam do kosmetyczki i na zakupy.

MeMadeMay, week five.
Monday was beautiful - warm and sunny, so I wore "Springtime's Here" dress.
On Tuesday and Wednesday I was pouting because the weather was awful, cold and rainy, so I didn't wear any memades. But on Thursday on the other hand it started to be sunny and warm again so I jumped into one of my favourite dresses, "Lazy". *^v^*
On Friday, the last day of the challenge, I put on ankle length skirt (you have to protect legs from the sun just after being waxed) and the "Shimauma" stripy top I made at the beginning of May, and went to the beautician's and for some grocery shopping.




Podsumowując, tegoroczny MeMadeMay uświadomił mi, że moja szafa się zmienia. Wciąż kocham sukienki, chociaż zmienia się mój stosunek do nich. Niektóre są ukochane i moja ręka zawsze najpierw sięga właśnie po nie. Niektóre już mi się aż tak nie podobają. Kilka niestety przestało być wygodne, bo wciąż mam te kilka kilo więcej niż kiedy je szyłam. Nabieram ochoty na nowe fasony a kiedy wybiorę któryś z nich, dla mnie nietypowy, to potem trochę żałuję, że nie jest to mój ulubiony kształt - przylegająca góra i rozkloszowany dół. No, ale ile można mieć takich sukienek? Trzeba też mieć inne, dla różnorodności. Tylko, czy na pewno trzeba?...
Teraz jestem na etapie planowania co by tu fajnego uszyć na wakacje! *^V^* Mam już na pewno jedną sukienkę-pewniaka i mam na nią materiał. Co do innych uszytków, wciąż kłębią mi się w głowie różne pomysły.
To sum up, this year's MeMadeMay made me realise that my wardrobe started to change. I still love dresses although my attitude towards them is different now. Some of them are my favourite ones. Some not so much anymore. Some are no longer comfortable because I still have a few kilos more than when I was sewing them... I want to choose new shapes but when I do and it's something untypical for me, I feel regret that it's not my perfect silhouette - fitted top and full pleated skirt. But, how many such dresses can you have? You should have different dresses, right? Or should you really?...
Now I've been planning what to sew for our holidays! *^V^* There is one dress that I'll make for sure and I even have the fabric for it. I have numerous ideas now.


***

Miało być jeszcze o kosmetykach i tym razem same pochwały! *^v^*
(oczywiście wszystkie kosmetyki kupiłam sobie sama, to nie jest płatna reklama!)

Po pierwsze, płyn micelarny. Nie wiem, jak zmywacie makijaż, ja stosuję następującą metodę - krok 1: płynem micelarnym na waciku usuwam cienie i maskarę, krok 2: mycie twarzy olejem, krok 3: domywanie mydłem/żelem, dalej idzie tonik i dalsza pielęgnacja. No i w tym roku trafiłam na dobry płyn micelarny z firmy AA Oceanic. Świetny skład, delikatny, bezzapachowy, wegański, usuwa makijaż (nie wiem, czy wodoodporny też, bo nie używam takowego), to już moja kolejna butelka! Linia Bio Natural Vegan ma jeszcze kilka produktów i pewnie niektóre wypróbuję, na przykład intryguje mnie pasta peelingująca i koncentrat detox.
I teraz mi się przypomniało, że zeszłego lata zużyłam dwa słoiczki kremu AA Oceanic Hydro Sorbet Multinawilżenie i Odżywienie, byłam z niego bardzo zadowolona a chyba nigdy o nic nie wspominałam na blogu, czas go kupić i wrzucić do lodówki, żeby był gotowy do użycia, kiedy przyjdą upały! *^v^*




Po drugie, Soraya. Soraya to taka niepozorna firma, której nigdy nie brałam na poważnie. A tu pewnego dnia moją uwagę przykuła piękna kwiatowa butelka na półce w drogerii. Na próbę wzięłam esencję tonizującą i mam ochotę na inne produkty z linii Plante, bo ta esencja jest naprawdę świetna!
99% składników naturalnych, wegański kosmetyk, nietestowany na zwierzętach, a co najważniejsze - po nałożeniu go na skórę (zamieniłam korek na atomizer) naprawdę czuję nawilżenie i odżywienie, nie tylko chwilowe wrażenie, że coś mokrego napsikałam na twarz! ^^*~ Jedyny minus - ten kosmetyk prawie nie ma zapachu, jest jakaś ultradelikatna nuta zapachowa, ale tak jakby jej tam wcale nie było.




A jak już kupiłam ten tonik, to kilka dni później w supermarkecie znalazłam balsamy do ciała z serii Body Diet Green i wzięłam ten po lewej stronie, różowy. W redukcję cellulitu za pomocą takiego balsamu to ja jakoś szczególnie nie wierzę, bo praca nad cellulitem to kompleksowa sprawa - po pierwsze dobre geny, potem odpowiednie odżywianie, ruch, kosmetyki, zabiegi (masaże, itp), ale balsam ma świetny skład, delikatny zapach, jest mocno nawilżający ale szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy, ja jestem z niego zadowolona i jak mi się skończy, to kupię ten drugi dla odmiany. *^o^*




A na koniec - moja podstawa makijażowa, którą mogę Wam polecić, od lat przechodzę przez kolejne opakowania i tylko róż mineralny Amelie w odcieniu Apple Blossom jest u mnie po raz pierwszy, ale już się polubiliśmy.




Bez filtra przeciwsłonecznego nie ruszam się z domu, najlepiej sprawdza mi się ten różowy z The Saem - nie bieli twarzy i jest idealną bazą dla kropli kremu BB z Purito (polecam kupowanie na eBay bezpośrednio z Korei, robię tak od lat, nigdy nie miałam żadnych problemów z produktami ani sprzedającymi, a przesyłki przychodzą w tydzień do dwóch, od niedawna jest polski sklep Purito, ale ceny ma z kosmosu!....). Do tego czarny tusz do rzęs i róż na policzki, któraś ze szminek i jestem gotowa do wyjścia. (W duże upały zatrzymuję się na etapie filtra plus Carmex na usta...) Nie pudruję się, bo moja sucha skóra nie potrzebuje pudru. Nie używam podkładów, bo poza kilkoma przebarwieniami nie mam szczególnie czego zakrywać. Kolorowe cienie mnie cieszą, ale nie zawsze chce mi się malować powieki. Brwi mam własne, nie muszę nic z nimi robić. Tak więc, to jest moja baza od której mogę wyjść do czegoś bardziej skomplikowanego.

Chętnie usłyszę Wasze propozycje, bo może jest coś fajnego, czego mogłabym spróbować na mojej buzi. ^^*~~

***

Obiecany kot:
Cat, as promised:

Sunday, May 26, 2019

Łąkołody

Stęskniłam się za japońskimi smakami...
I realised I started to miss Japanese flavours...




Dlatego we wtorek, kiedy Robert pracował z domu, zrobiłam nam japoński lunch, bazując na przepisach z książki, którą kupiłam w zeszłym roku. Wybrałam ryż z tuńczykiem, szpinak z sezamem i pastą miso i marchewkę z ostrym pieprzem. Do tego podałam zupę miso i silken tofu z sosem sojowym, katsuobushi i siekanym szczypiorem.
That's why on Tuesday when Robert was working from home I made a Japanese lunch, based on recipes from the book I bought last year. I chose rice with tuna, spinach in sesame/miso paste sauce and carrots with hot pepper. I also served miso soup and silken tofu with soy sauce, katsuobushi and chopped Spring onion.








A na deser coś, co zobaczyłam rano kiedy oglądałam poranną telewizję Asaichi na kanale NHK:
And for dessert I made something I saw in the morning watching Asaichi on NHK channel:



- skórki do pierożków gyoza (gotowe kółka ciasta, z których lepimy pierożki) wrzucone do wrzątku na 20 sekund, podane z kinako (prażona mąka sojowa), syropem klonowym i borówkami (mój dodatek). Świetny pomysł na wykorzystanie skórek, które nam zostaną po wykończeniu całego nadzienia do pierożków! *^v^*
- gyoza skins dipped in boiling water for 20 seconds, served with kinako, maple syrup and blueberries (my idea). Great fast dessert and the way to use up the wrappers left after we made dumplings! *^v^*





***

Poza tym, zaczęłam kupować truskawki - polskie są najsmaczniejsze! *^0^*~~~
Also, I started to buy strawberries, Polish ones are the best! *^0^*~~~




Zjadam je z owsianką (posypane kinano, moja ostatnia obsesja!)
I eat them with oatmeal (sprinkled with kinako, my current obsession!)




Albo z makaronem i białym serem, letni lunch idealny. *^-^*
Or with noodles and cottage cheese for a perfect Summer lunch. *^-^*


 

***

W tym tygodniu uszyłam sukienkę. Pogoda jeszcze mało zachęcająca do jej noszenia, ale w końcu zrobi się chyba lato, prawda?...
Last week I made a dress. The weather is still not very fitted to wear it but Summer will eventually come, right?...




Wykrój jest inspirowany materiałem - kupiłam jerseyowy zadrukowany panel, którego nie chciałam ciąć na kawałki, żeby nie stracić urody nadruku, tak więc szukałam pomysłu na ciuch, w którym wykorzystałabym ten panel mniej więcej w całości. Inspiracja przyszła od japońskiej marki SouSou i ich sukienek dwukolorowych. *^o^* Jednak, nie chciałam tak po prostu uszyć wielkiego prostokąta, więc na górną część sukienki wykorzystałam wykrój na sukienkę z majowego numery Burdy - rękawy krojone razem z korpusem i lekko opadające z ramion. Wykrój modyfikowałam - najpierw zrobiłam próbny model, który pokażę Wam innym razem, bo chcę go wykorzystać. ^^ Na próbniku okazało się, że rozcięcia na ręce są zdecydowanie za duże i zbyt wiele ciała/biustonosza błyska pod pachami... Tak więc, wykrój zmieniłam zaszywając otwory na ręce wyżej niż było pierwotnie pomyślane.
The shape has been inspired by the fabric - I bought a jersey panel with a meadow print and I didn't want to cut it into pieces so I was looking for an idea for a piece of clothing that would use a whole panel. Inspiration came from the Japanese brand SouSou and their two colour dresses. *^o^* But, I didn't want to make just a rectangle, so I took the pattern for a dress from the May Burda's issue - sleeves cut together with the body part. I modified the pattern - after I made the trial version (which I'll show you another time because I want to turn it into something wearable) I realised the sleeve openings are way too wide, so in order to prevent any sideboobs suddenly appearing I adjusted the stitching line to close this gap a bit.




Użyłam elastycznego w jedną stronę i po skosach jeansu, do którego doszyłam drukowany jersey. Sposobów doszycia miałam kilka do wyboru, najpierw spięłam szpilkami równomierne plisy ale jakoś to nudno wyglądało... Zmieniłam więc równe plisy w gładkie boki i dużo małych plisek w środkowej części sukienki i tak mi się bardziej podoba. *^v^*
I used jeans elastic in one way and on slants, and I added jersey. I could choose several ways to attach the skirt part, first I pinned even pleats but it looked kind of boring... So, I changed it to flat sides and many small pleats in the central parts of front and back, and I like it way more. *^v^*




Dodałam kieszenie i w ten sposób wykorzystałam cały panel. Sukienka jest luźna ale przylegająca w górnej części, wygodna, nie ma żadnych zapięć, sprawdziła się już w sobotę na imprezie z przyjaciółmi! ^^*~~
I added the side pockets and in this way I used up the whole panel. The dress is loose but a bit fitted in the upper part, comfortable, has no zipper or anything , I wore in on Saturday to a party at friends' and it worked perfectly! ^^*~~




***

#100kwiatówwkolorze i prawie dobijamy do końca szkicownika! Na szczęście mam drugi egzemplarz, który czeka na wypełnienie kwiatami. ^^*~~ Mam też pomysł na nowe wyzwanie rysunkowe...
#100flowersincolour and I've almost finished the sketchbook! Lucky me I got another one which is waiting to be filled with flowers. ^^*~~ I also have an idea for a new sketching challenge...




***



MeMadeMay, tydzień czwarty. Pogoda w kratkę, ale zdecydowanie cieplej, więc w obrocie były sukienki. *^v^*
W poniedziałek na bieganie po mieście i lunch z mężem założyłam sukienkę "Marchewkową" i kurtkę jeansową łataną haftem sashiko, którą potem nosiłam w rękach bo po deszczu zrobiło się gorąco i parno, a zdążyliśmy wrócić do domu tuż przed następną burzą.
We wtorek musiałam kupić sos sojowy (i inne produkty żywnościowe ^^), zrobiło się chłodniej i groziło burzą, założyłam kraciaste przerobione rybaczki i narzutkę na tshirt "Take no Mori".
W środę znowu zrobiło się zimniej i bardziej mokro, więc sięgnęłam po pierwszego Piórkowego "Kumori" dla ocieplenia podczas biegania po mieście.
W czwartek znowu wskoczyłam w spodnie "Kingyou" i bluzę, czekam i czekam na słoneczko i ciepło a tu chmury i ściana deszczu znienacka!...
W piątek nareszcie mogłam założyć sukienkę! *^V^* Wybrałam "Spring in the City" i haftowaną kurtkę na wszelki wypadek, gdyby nie było aż tak ciepło jak myślałam. ^^
W sobotę na spotkanie z przyjaciółmi założyłam nowo uszytą sukienkę "Łąkołody". A w niedzielę założyłam sukienkę "Himawari" i poszłam zagłosować, a potem zjeść obiad na mieście. ^^*~~

MeMadeMay, week four. The weather was changing but it was definitely warmer so I was reaching for the dresses. *^v^* On Monday I wore "Carrot" dress and sashiko embroidered jacket for running errands and lunch with my husband, I ended up carrying the jacket in my hands because it got warm and muggy after one rain and we got back home before the next storm.
On Tuesday I had to get the soy sauce (and other groceries ^^), it was cooler and rain storm was in the air, so I put on my remade checkered capris and "Take no Mori" shirt over the blue tshirt.On Wednesday it got colder and more wet again, so I reached for the first knit Featherweight "Kumori" pullover to keep me warm.
On Thursday I wore "Kingyou" pants again and some sweatshirt. I keep waiting for the sun and warmth and all May gives me is clouds and buckets of rain, oh well...
On Friday I finally could wear a Summer dress! So I chose "Spring in the City" with an embroidered jacket should the weather wasn't that warm as I thought.
On Saturday for a meeting with friends I wore brand new dress "Łąkołody".
On Sunday I put on the "Himawari" dress, and I went to vote and then to have lunch outside. ^^*~~



I na koniec koty, bo dawno ich nie było. ^^*~~
And to sum up - cats, because they're were here for a while. ^^*~~



Sunday, May 19, 2019

Nietoperz w kratkę

Na końcu wpisu jest ważna wiadomość, jak się komuś nie chce czekać, to może przewinąć wszystko i przeczytać najpierw! ^^*~~
There is an important announcement at the end of the post, if you're curious and don't want to wait till the end just scroll and read it already! ^^*~~

***

Te spodnie kupiłam w ciuchlandzie w Japonii w zeszłym roku. Nawet ich nie mierzyłam, bo mają na metce rozmiar M. Owszem, jestem osobą, która wierzy w cuda, ale nie aż tak wielkie, żebym miała pewność, że ja z pupą w rozmiarze 42 (XL) wejdę w portki M!... *^W^*
Wzięłam je dla ładnego materiału, skład mają super - 70% bawełna, 30% len, a kosztowały tylko 500 jenów (ok. 16 zł)! Ale kiedy dla draki przymierzyłam je w pokoju hotelowym, to... okazało się, że są dobre w łydkach, prawie dobre w udach, pupa weszła i tylko nie jestem w stanie dopiąć suwaka w tym strategicznym punkcie na wysokości kości biodrowych! Cud mniemany!... *^V^*
I bought those trousers in a second hand shop in Japan last year. I didn't even try them on because they had M size on the label. My size of pants is 42 (XL) so there's no way I could fit into M! Of course, I am a person that believes in miracles, but not that miraculous!... *^W^
Anyway, I took them for the pretty fabric, it's 70% cotton, 30% linen, and they were only 500 yen (4,5 USD)! But when I on a whim tried them on in a hotel room, it turned out that... they fit in the calves, almost fit in the thighs, my bum went in and I just couldn't close the zipper because of the hip bones width! A true miracle indeed!... *^V^*




Ponieważ z tłuszczem jestem w stanie powalczyć, ale na kości nic nie poradzę, zdecydowałam, że jakoś je sobie poszerzę (portki, nie kości!... ^w^) i będę nosić. Zabrałam się za to dopiero teraz, żeby zadać w kraciastych spodniach szyku wiosną! ^^*~~ 
Pierwszym pomysłem było wszycie na bokach taśmy rypsowej. Kupiłam taśmę, sprułam jeden bok, wpięłam i wszyłam taśmę i... wyszło brzydko. Taśma rypsowa nie nadaje się bowiem do wszywania między dwa brzegi tkaniny, ona jest idealna do naszycia na płasko na materiał, tutaj zaczęła się paskudnie rozłazić mimo, iż nawet nie naciągałam spodni. Sprułam to co wszyłam i zaczęłam myśleć.
I can lose body fat but not body bones, so I decided to widen them somehow and wear them. I finally decided to do that this Spring! ^^*~~
My first idea was to sew the rep tape along the sides. I bought the tape, unpicked one side, sewn in the tape and... it looked terrible. Rep tape is okay when you want to sew in onto the fabric but not in between two edges of fabrics, it started to ease out and stretch ugly even when I didn't put the trousers on. I unpicked it all and kept on thinking what to do.




A jak człowiek pomyśli, to przychodzą mu do głowy niegłupie myśli! *^0^* Spodnie miały dziwaczną długość - ani 3/4, ani 7/8, takie przykrótkie niezadługie... Skróciłam je więc do długości pod kolano i otrzymałam rybaczki. A z obciętych kawałków nogawek wykroiłam kliny, które wstawiłam na boki bioder. I voila! *^O^*
And when you think long enough you get the good ideas! *^0^* Trousers had some strange length - not 3/4, not 7/8, too short but not long enough... So, I cut them just below the knees and I had capri pants. Using the cut leftovers I made the wedges that I placed on the side of my hips and voila! *^O^*




Materiał nie zszedł się idealnie, bo żeby uzyskać 40 cm pionowy klin musiałam zszyć po trzy kawałki materiału ze sobą, ale krata tak czy siak musi się jakoś załamywać na krągłościach człowieka, więc bardzo się tym nie przejmuję. I tym sposobem zyskałam nowe portki na wiosnę i lato. *^v^*
I didn't match the pattern exactly but I couldn't, I had to sew three pieces to get the 40 cm long wedge, and also checkered print must bend somehow on the human curves, so I don't fret over it too much. And here I have a new pair of pants for Spring and Summer. *^v^*



Teraz góra.
Now, the top.
 


W Sieci znalazłam kilka zdjęć z japońskiej książki z wykrojami 大人の日常服 (Heart Warming Life Series) autorki Yukari Nakano. Nie mam tej książki, ale po przejrzeniu kilku zrealizowanych projektów mniej więcej wymyśliłam i narysowałam sobie wykrój. Zrezygnowałam z marszczenia na rękawach i na dolnym brzegu, postawiłam na prostotę o kształcie nietoperza. Materiał to cienki jersey premium z dresówki.pl.
I found online the Japanese sewing book 大人の日常服 (Heart Warming Life Series) by Yukari Nakano. I don't have this book but after looking at some projects done by other sewists I drew myself a pattern. I skipped the ruched parts on sleeves and bottom edge and just chose the simple bat shape. The fabric is a thin premium jersey I bought online.






Bluzka nie ma zdefiniowanego przodu/tyłu, różne są głębokości dekoltu i można ją nosić jak nam się podoba. W ogóle dekolt jest trochę głębszy niż planowałam (stąd podkoszulek), bo najpierw obszyłam go tasiemką, ale nie wyglądało to ładnie, sterczało i zrobił się gruby wałek. Wycięłam więc całą doszytą tasiemkę, podwinęłam brzeg i doszyłam ściegiem obrzucającym, i jest super!
Bardzo mi się podoba ostateczny rezultat i na pewno będzie sukienka z tego wykroju, wydłużę po prostu dół i może poszerzę? Zastanowię się. 
This top has no defined front and back, the neckline has different lengths but you can choose how to wear it. This neckline is a bit deeper than I wanted (hence the tank top) because at first I added the tape to finish the edge and it didn't look good, it was raised somehow. So, I just cut away the tape, folded the edge and finished it with a overstitch, and it looks nice!
I really like everything about this blouse and I want to make the dress from that pattern, I'd just lengthen the blouse and maybe I could make it wider at the bottom? I'll think about it.




Kolor jest czymś pomiędzy granatem jeansu na powyższych zdjęciach a grafitem na poniższych - sfotografowałam ścieg podłożenia, tak to wygląda na prawej i lewej stronie, i jest totalnie rozciągliwe. *^v^*
The colour is somewhere between the blue jeans from the above photos and the graphite from the photos below - I shot the edge sewing, right and left sides. *^v^*


 


Używałam ściegów do szycia tkanin elastycznych, głównie nr 13 do szycia po prostej i 15 do obrzucania brzegów, aczkolwiek korzystam też z nr 16 i 17.
I used elastic stitches on my machine, mainly nr 13 for the straight sewing and 15 for the edges, but 16 and 17 are also good.


 

 ***

#100kwiatówwkolorze trwa, minęłam już numer 60! ^^*~~  Teraz pracuję też nad czymś innym, pokażę jak już będę mogła.
#100flowersincolour is still on, I passed nr 60! ^^*~~ I've been also working on something new which I'll share with you when I can.










***

MeMadeMay, tydzień trzeci. Mijający tydzień był najpierw "moim życiem w jeansach i swetrach", ale potem pogoda się zmieniła na lepsze! *^V^*
Najpierw były dwie wersje pulowera Redy  - "Pasiasty" i "Mikan", potem jeszcze cieplejszy "Air Force Rug". Następnie zaczęło się ocieplać więc pojawiły się sukienki - "Mori Girl" z towarzyszeniem swetra "Wiatraczki", dalej "Chińska Porcelana" i "Land Ahoy". Tydzień zakończyłam nowym tshirtem "Nietoperz" i przerobionymi rybaczkami.
MeMadeMay, week three. At first this week was "my life in jeans and sweaters", but then the weather started to get warmer! *^V^*
First, there were two versions of Redy pullover  - "Pasiasty" and "Mikan", then even warmer "Air Force Rug". After that it started to be nicer outside so dresses appeared - "Mori Girl" with "Wiatraczki" cardigan, then "Chińska Porcelana" and "Land Ahoy". I finished third week with "Bat" top and remade capris. 




***

A teraz wiadomość najważniejsza - jedziemy do Japonii!!! *^V^* Bilety kupione, hotele porezerwowane.
Jeśli wszystko pójdzie z planem, od 7 sierpnia zaproszę Was na Fumy Turystyczne do śledzenia naszych japońskich wakacji, trzymajcie kciuki!!!
So, here's the most important piece of news - we are going to Japan!!! *^V^* We bought the plane tickets and booked the hotels.
If all goes according to plans you'll be able to follow our holidays on my other blog Fumy Turystyczne starting 7th August. Only on Polish, but there are millions of nice photos. ^^*~~