Showing posts with label Autumn. Show all posts
Showing posts with label Autumn. Show all posts

Friday, October 29, 2021

Taki dziwny październik...


 

To był bardzo dziwny październik...

 


 

Aż się zdziwiłam, jak zajrzałam na bloga i ostatni wpis jest z 25 września! Pogoda w międzyczasie zmieniła się z "bose stopy" na "zdecydowanie skarpetki do kapci!", wyciągnęłam z czeluści szafy wełniane płaszcze, przewietrzyłam swetry. Dużo się przez ostatni miesiąc działo, ale czy to były sprawy ciekawe dla czytelników bloga o gotowaniu i szyciu?...  



 

No bo tak: najpierw była dwa razy przekładana coroczna uczta Draconii (czyli grupy odtwórstwa historycznego, w której działa Robert, jakby ktoś nie wiedział). I mimo, iż noclegi tym razem były w ciepłym działkowym domku, to jednak dni spędzone na powietrzu zaowocowały u Roberta przeziębieniem, z którego wciąż nie może się wyleczyć. Poza lekami przepisanymi przez lekarza ratujemy się syropem rokitnikowym od Jagody i miodem z tymiankiem i podbiałem (genialny wynalazek i naprawdę pomaga na gardło! ^^*~~). Piszę "ratujemy się" bo ja oczywiście też się tym katarem zaraziłam, a dodatkowo...


 

To już trzeba być wyjątkowym szczęściarzem, żeby kogoś rozbolały trzy zęby na raz!.... A ja właśnie miałam to szczęście........ Dobrze, że ból nie był kosmiczny, ale od trzech tygodni chodzę sobie do dentysty - a to na leczenie ubytków, a to na leczenie kanałowe... Aktualnie został mi jeszcze jeden ząb i boli mnie już tylko portfel, lecz cóż poradzić, ech... Przy okazji, pierwszy raz w życiu trafiłam na bardzo niedelikatną dentystkę! Nie mam jej nic do zarzucenia jako profesjonalistce, bo dwa zęby odbudowała mi fachowo, ale w trakcie pracy niestety jest tak nieporadna, że wali narzędziami po zębach, przyciska rączki od narzędzi do dziąseł, na siłę rozciąga wargi, a po drugim zębie wróciłam do domu z pokaleczonym podniebieniem i językiem od formówki... Ja rozumiem, że stomatolog nie ma najłatwiejszego pola do pracy, i naprawdę nie jestem super wrażliwa na ból i dyskomfort ale bez przesady!!! Dlatego na leczenie ostatniego zęba idę do innego dentysty!



Dodatkowo miałam atrakcje w postaci prób umówienia się na operację mojego mięśniaka (tego dziada co mnie pozbawiał żelaza! Tak w ogóle, po miesięcznej suplementacji zrobiłam badania i wszystko pięknie wróciło do normy. *^o^* Teraz tylko usunąć przyczynę i będzie super!). Nie będę opisywać szczegółowo, ale brak profesjonalizmu i chaos w lecznicy Medicover kompletnie mnie zaskoczył i zniesmaczył, nie zamierzam tracić u nich więcej pieniędzy i w listopadzie idę do innego szpitala gdzie, mam nadzieję, zajmą się moim przypadkiem w bardziej satysfakcjonujący sposób (a wygląda na to, że może być taniej, co przy tak dużej kwocie ma znaczenie!). 

 

 


Weszliśmy w jesienny tryb żywienia, to znaczy na stół wjechały jabłka, orzechy, dynie, persymony i figi. Był pierwszy ramen, a raczej wstęp do ramenowego sezonu, lada dzień nagotuję znowu gar bulionu, podzielę i pozamrażam, i będzie po co sięgać w jesienne i zimowe dni. Jakby się ktoś pytał, gdzie w Warszawie można kupić fajne dynie, to znam dwa takie miejsca - gospodarstwo Majlertów na Białołęce i stoiska dyniowe w Lesznowoli na ulicy Słonecznej 197 i my właśnie tam zrobiliśmy zakupy, bo mamy bliżej. Uszyłam bluzę (modyfikacje zbyt dużego wykroju dały pozytywne rezultaty! ^^*~~) i jesienną sukienkę, jak nie będzie gradobicia to w weekend mam zamiar być w niej obfotografowana. Wyciągnęłam wełnę i krystalizuje mi się ostateczny kształt jesiennego płaszcza, jaki chciałabym z niej uszyć. Mam też w kolejce materiały na dwie sukienki i długą ciepłą bluzę. Zrobiłam trochę szkiców z okazji #inktober, można je zobaczyć na moim koncie na Instagramie.

 



Na listopad mam plan! 1-go listopada idę jeszcze do dentysty (!), ale potem zamierzam mieć same przyjemności, żeby sobie zrekompensować poprzedni miesiąc z bólami zębów i wkurzaniem się na prywatną służbę zdrowia. Na pewno zrobi się zimniej, bardziej mokro, będzie mniej dni słonecznych a więcej wiatru i pluchy, ale co tam, nie zamierzam sobie tymi drobiazgami zaprzątać głowy! Do codziennej szklanki wody z miodem i pyłkiem dodam kubeczek ciepłego złotego mleka na odporność, będę jeść dynie i orzechy, i upiekę dyniowo-karmelowy sernik. Będę szyć, malować, czytać kryminały, i wrócę na rower. Taki mam plan na jesień. *^v^*~~~




Friday, September 11, 2020

Koniec melancholii


 
Okazuje się, że jak się człowiek weźmie do pracy to już nie ma czasu na melancholie! (Nie dotyczy to kotów, bo koty rzadko biorą się do jakiejkolwiek pracy. Ale z drugiej strony rzadko też popadają w melancholię, a jak już się tak zdarzy, to wystarczy zawołać je na chrupacze albo porzucać korek od wina albo orzech włoski, zaraz im melancholia mija! *^w^*)
It turns out when you start doing some work there's no time for any melancholies anymore! (It doesn't concern cats because cats rarely do any work. And when they get melancholic, they're easily disorientated by the call for some snacks or a wine cork or a walnut to play with! *^w^*)


 
W zeszłą niedzielę po przerwie usiadłam do maszyny do szycia i najpierw naprawiłam spodnie Roberta, które mu się przetarły, a potem zszyłam dawno już wyciętą sukienkę. Zaczynam rozważać, żeby z tych pięknych kwiatowych jerseyów i dresówek zacząć szyć nie tylko sukienki, ale też portki i bluzy, bo po nie częściej się sięga w zimne miesiące. Przyszedł też materiał na nowy płaszcz (a przynajmniej na jego część, bo będę łączyć wełnę z pikówką).
Last Sunday after a few days I sat down to the sewing machine and first I mended Robert's trousers because he got a hole in them, and then I stitched the dress I had already cut  for some time. I started to think about using those beautiful jerseys thin and thick to sew not only dresses but trousers and sweatshirts too. I wear them often during the cold months. I also received the fabric for the new coat (part of it, I'm going to join wool and quilted fabric).



W poniedziałek zamówiłam włóczkę na nowy sweter  - będzie Watayuki. *^v^* Już raz się za niego zabrałam, i nawet prawie go skończyłam, ale... Wybrałam za cienką włóczkę, dzięki czemu sweter wyszedł mi kusy, dodatkowo nie trafiłam z kolorem - muszę pamiętać, że zimne fiolety nie są dla mnie! I na koniec, ponieważ odłożyłam niedokończoną robótkę do pudełka gdzieś w czeluściach regału to do swetra dobrały się mole!!! I tak skończyła się krótka kariera fioletowego Watayuki, ale właśnie zaczyna się żywot jasnonugatowego (Drops Alpaca), który to kolor wzbogacę dodatkiem nitek Drops Brushed Silk Alpaca w jasnym i ciemnym beżu, będzie melanżowo. Oczywiście jak przyszła włóczka to się okazało, że zgubiłam gdzieś w domu druty 5mm i musiałam je dopiero zamówić... Bez komentarza! *^W^*
On Monday I ordered the yarn for the new sweater - it will be Watayuki. *^v^* I started to knit this one before and I even almost finished it, but... I chose the yarn that was way too thin so it turned out too fitted. Also, cold shades of violet are so not for me! And the third point - I left it for a few months in a box somewhere on the shelf and it was eaten by the moths!!!  So that was short life of my first Watayuki that was ended even before it began. But I bought Drops Alpaca in light nougat and I'm going to combine it with Drops Brushed Silk Alpaca in light and dark beige, it'll be mixed. Of course just when the yarn came it turned out that I lost my 5mm knitting needles in the house and had to order a new pair... No comments! *^W^*



Co więcej, chodził mi po głowie pomysł wydziergania chusty, kupiłam wzór (który miałam w koszyku na Ravelry od dawna, Lin-Lin) znalazłam sobie nawet na to włóczkę i zanim zdecydowałam się ją kupić... zniknęła ze sklepu!!! Jaki z tego morał? Jeśli chcesz ręcznie farbowaną włóczkę robioną w małych ilościach, to kupuj od razu, bo potem nie będzie. *^w^* Na szczęście wybrałam inną włóczkę i mój szal będzie w Makunkowych kolorach wina i Więcej Wina!
What's more, for a long time now I've been thinking about knitting a shawl. I bought the pattern I've had in my Ravelry shopping basket for a while - Lin-Lin, I found the yarn I wanted to use and just when I decided to buy it... it was gone from the shop!!! Lesson learned? If you want to get the hand-dyed yarn made in small batches and you chose the exact skeins, just buy them before somebody else does. *^w^* Good I found another yarn and my shawl will be in the colour of wine and More Wine!

 

Przy okazji dostałam w prezencie najsłodsze nożyczki jakie wymyślono - maciupkie i w kształcie kota!!! *^0^*~~~

I also received the sweetest gift - the smallest cat-shaped scissors!!! *^0^*~~~


 
We wtorek kupiłam trzy kilo węgierek na powidła! Wypestkowane śliwki smażyły się przez trzy kolejne dni, powolutku, lekko pyrkając na najmniejszym ogniu, często mieszane. Na koniec przełożyłam gęstą odparowaną masę do słoików, pozakręcałam i wstawiłam na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 120 stopni, zawsze w ten sposób pasteryzuję przetwory, które tego wymagają.
On Tuesday I bought 3 kilos of plums for jam! I removed the pits and slowly fried them for a few hours over the next three days, on the smallest fire, stirring often. In the end I poured the hot jam into jars, closed them and put into the oven to make sure they'll close (20 minutes in 120 C).


Przypomniałam sobie też, że chciałam zrobić fasolkę szparagową na zimę, więc kupiłam kilo żółtej fasolki, umyłam ją, poobcinałam obydwie końcówki, zblanszowałam 5 minut i zalałam w słoikach ciepłą zalewą: 1 l wody, 1 ł cukru, 1 ł soli, 1 ł octu. Pasteryzowałam tak samo jak powidła (widzicie, jak na drugim zdjęciu pokrywki się pięknie zassały? ^^*~~). Kilogram fasolki mieści się do czterech półlitrowych słoików. Mam jeszcze cztery takie słoiki, może dokupię zielonej fasolki?
I remembered that I wanted to make pickled beans for Winter, so I bought 1 kilo of beans, washed them, cut both ends and blanched them for 5 minutes, and then put them into jars and added the marinade: 1 l water, 1 tsp sugar, 1 tsp salt, 1 tsp vinegar (boiled, then cooled down). I pasteurised the jars in the oven as with the jams. One kilo filled four half-litre jars. I still have four such jars left, maybe I should buy more green beans?


 
I kupiłam papryki na pierwszą partię leczo - pójdzie do słoików i późną jesienią i zimą będzie jak znalazł! Robię właśnie takie - papryki, pomidory, cebula, bez wypełniaczy w postaci cukinii czy kabaczków.
And I bought the peppers for the first batch of lecso - it will go into the jars and in the late Autumn and Winter it will be very nice to find them in the pantry! I cook it like that - peppers, tomatoes, onions, spices, no space fillers like zucchini or Summer squash.

 



We wtorek mieliśmy gości, to znaczy Lena i Wojtek wpadli na knucie spraw wakacyjnych. Ponieważ gości fajnie jest nakarmić, zrobiłam koreańskie japchae a na deser brownie z solonym karmelem. Obydwa dania są super, ale to brownie jest niesamowite!!! Trzeba sobie uprzyjemniać ten rok 2020 ile się da! *^0^*
On Tuesday we had guests - Lena and Wojtek came to talk about our potential holiday trip. Because it's polite to feed the guests, I made Korean japchae and a brownie with salted caramel for dessert. On should make the best of this crazy 2020 year! *^0^*




Zrobiłam też pierwszą jesienną zupę-krem z dyni (muszkatołowej). (podsmażona cebula, dynia, 2 szkl. wody, 2 ł pasty miso, sól, pieprz)

I also made the first Autumn pumpkin soup. (fried onion, pumpkin, 2 cups of water, 2 Tbsp miso paste, salt, pepper)

 



No i często jadamy po japońsku, na śniadanie i na lunch, bo w rześkie poranki cóż może być lepszego od miski ciepłej słonawej zupy miso pełnej warzyw! ^^*~~ Zaczynam wprowadzać jesienne smaki, na przykład dynię do zupy miso. Kończy nam się zapas natto, lada dzień trzeba będzie zapuścić nową fermentację, suche fasolki soi mam w zapasie. 

We often eat Japanese food for breakfast or lunch because nothing can beat a bowl of warm salty miso soup full of veggies! ^^*~~ I started to introduce Autumn flavours, pumpkin for example. We are running out of natto so I'll be making a new batch soon, good I have the supply of dried soya beans.

 



Tak więc, jak widać u mnie się dzieje! *^o^* Pogodziłam się z nadejściem jesieni, zaczynam nosić swetry i myślę nad zmianą kołdry na grubą ciepłą. W sobotę idziemy na ślub więc mam nadzieję, że uda się przy okazji pstryknąć kilka zdjęć mojej nowe sukienki uszytej kilka tygodni temu, jest jednocześnie letnia jak i trochę jesienna, kwiatowa i w sam raz na taką okazję! 
So, as you can see a lot is going on here! *^o^* I somehow came to terms with Autumn already coming, I've started to wear sweaters and have been thinking about changing the duvet to the thick warm one. On Saturday we are going to friends' wedding and I may be able to shoot some quick photos of the dress I made a few weeks ago, it's both a bit for Summer and for Autumn as well, and just perfect for such occasion!


Thursday, September 03, 2020

Melancholia

1 września i nagle jak nożem uciął - jesień... W żadnym wypadku nie byłam na to gotowa!

The 1st of September and suddenly it's Autumn... I was absolutely no ready for that!

 

 


Wciąż mam w planach - ba, co tam w planach, w kawałkach do zszycia! - letnie sukienki, takie do noszenia z gołymi nogami, nie z ciepłymi rajtuzami. Nie nacieszyłam się wiosną i latem w tym roku. Najpierw przed dwa miesiące wszystko było pozamykane (nawet lasy i parki...), więc nie za bardzo było dokąd wychodzić z domu, potem jakoś tak beznadziejnie czekałam na tę Japonię - nie w maju, no to może sierpień, jednak sierpień nie, to może październik, trochę lata minęło jak z bicza strzelił i już! Zrobiło się zimno i mokro, więc od razu złapałam katar i tak sobie siedzę nabzdyczona, smarkam i wyrzekam na cały świat. Najbardziej oczywiście na wirusa.

I still have some Summer dresses planned. Not only planned, even cut out in pieces ready to be stitched together! And these are not the fashions to be worn with the thick warm tights... I didn't enjoy Spring and Summer this year like I should have. First, for two months there was nowhere to go out because everything was closed including forests and parks... Then I was desperately waiting for Japan - maybe in May, no, so maybe August is possible, no way, so maybe October eventually?... This short Summertime just came and went, and that's it! It's been cold and rainy here for the past few days so of course I immediately caught a cold and now I've been sitting at home, sneezing and being against the whole world. My main enemy - the virus of course.


 

Zabrał nam nasze wakacje w Japonii i wciąż nie ma najmniejszych widoków na to, kiedy pojechanie w tamtym kierunku będzie w ogóle możliwe pod jakimikolwiek warunkami. Co więcej, na październik zaczęliśmy planować wyjazd na Węgry ale... niestety ten kraj właśnie zamknął granice i nasze dni pełne wina i gulaszów odpłynęły w niebyt. 

It took our Japanese holidays from us and there're still no perspectives for the remotest possibility to travel there in the foreseeable future. What's more, we started to plan holidays in Hungary in October but... they've just closed their borders so our days full of red wine and goulash are gone before they even started.



Do kalendarzowej jesieni jeszcze daleko, ale ja właśnie rozpoczęłam akcję prania swetrów, które lada moment będą często w obrocie! Jak skończę ze swetrami, to wezmę się za czapki. Nawet zaczęło mi chodzić po głowie, że może by tak coś nowego wydziergać?... Ale najpierw muszę zrobić rachunek sumienia w szafie, bo w zasadzie mam w czym chodzić, hm...

It's still a long time till the calendar Autumn but I just started to wash my sweaters because they will be often used any moment! As soon as I finish with sweaters I'll take all the hats. I even started to think about maybe knitting something new?... But first I must check the wardrobe and decide if I really need another knitted item because you know, I have many already...

 


 

Ugotowałam pierwszy ramen tej jesieni. Kupuję śliwki, figi i przepyszne soczyste jabłka. Popatruję w kierunku dyń i batatów. Lada dzień zacznie się czas bigosów, japońskiego nabe, rozważam pierwszy w sezonie rosół w najbliższy weekend. I wciąż nie mogę uwierzyć, że skończył się czas malowania paznokci u stóp, bo przecież nie będą one wystawać z sandałów przez najbliższe kilka zimnych miesięcy, ech...

I cooked my first ramen this Autumn. I keep buying plums, figs and delicious crispy apples. I keep glancing at the pumpkins and sweet potatoes. Any day now it will be the season for cabbage stews, Japanese hot pot, I've been considering the first thick and aromatic broth full of meat and veggies for this weekend. And I still cannot believe the feet nail paiting time is over for now because they won't peek out of the sandals for the next few long cold months....

Wednesday, October 19, 2016

Jesień, ach to ty...



Jesień rozłożyła mnie na łopatki. A raczej nie sama jesień, ale zimno, które przyszło następnego dnia tuż po pięknej ciepłej słonecznej niedzieli 2 października, kiedy zrobiliśmy zdjęcia ostatniego Piórkowego. Pasmo zimnych deszczowych i wietrznych dni (a ja nienawidzę wiatru!) rzadko przetykanych chwilą słońca po prostu zdusiło we mnie całą kreatywność...
Autumn defeated me. Or rater, not the Autumn as such but the cold weather that started on Monday after the beautiful warm and sunny Sunday 2nd October when we took the photos of the last Featherweight pullover's. The series of very cold rainy and windy days (and I absolutely hate wind!) with just scarce moments of some sun just killed my creative side...



A może to spóźniona reakcja na stratę? Tak naprawdę w maju i czerwcu nie miałam czasu i okazji tak porządnie opłakać odejścia mojego ojca, bo już chorował Ryszard i cała moja uwaga została podzielona między opiekę na umierającym kotem i byciem silną dla mojej mamy, która została sama, i jakoś tak z rozpędu się trzymałam. Potem byliśmy na wakacjach, wróciliśmy i póki otaczało mnie lato i słońce to jakoś się trzymałam, a kiedy przyszło załamanie pogody to i we mnie coś pękło? Na pewno psycholog miałby coś do powiedzenia na ten temat.
And maybe it is a late reaction to the losses? To be frank in May and June I didn't really have time and occasion to mourn my father's death because Ryszard was already ill and my attention was divided between taking care of the dying cat and being strong for my mother who suddenly was alone. And I somehow managed to live normal life. Then we went for holidays and back, and as long as it still was a sunny Summer I carried on. But with the radical change in weather I bent and snapped. I don't know, maybe some psychologist could say something about it.



To nie tak, że od dwóch tygodni tylko leżę bezczynnie na kanapie, na szczęście nie. Dużo czytam, nadrabiam zaległości z wakacji kiedy to jakoś nie miałam ochoty (albo czasu) na książki. Włączył mi się mechanizm objadania się, czyżby miała nadejść zima stulecia?... Przechodzę teraz fascynację kuchnia turecką, bo od jakiegoś czasu oglądam dwa tureckie seriale - trochę dla czystej rozrywki a trochę z ciekawości kulturowej, podpatruję jak bohaterowie mieszkają, co jedzą (na serio gapię się na stół i ludziom w zęby, jeśli tylko siadają do posiłków, a akcja schodzi na dalszy plan ^^), dowiedziałam się, jak zaparzyć kawę w tygielku i dobrą turecką herbatę. ^^*~~ Tylko jakoś nie mogę usiąść do maszyny do szycia ani wziąć drutów do ręki, nawet szkicownik leży prawie nieruszany. Mam nadzieję, że mi to w końcu przejdzie, bo już jestem zmęczona nicnietworzeniem! Październik mi mija nietwórczo!
It's not that I only stay on the couch all days. I read a lot, trying to make up for the Summer when I didn't have time or will to read at all. I started to stuff myself with food, is it the coldest Winter of the century coming or what?... I've been watching two Turkish tv series recently - partly just for fun and partly because of the cultural interest - I take a peek at how people live, what they eat, and currently I've been interested in Turkish cooking, I even learned how to brew a coffee in a small brass pot and a proper Turkish tea. ^^*~~ I just cannot sit the sewing machine or pick up the knitting needles, I even barely touched the sketchbook. I truly hope for this situation to change soon because I am tired of not doing anything creative!





Wrócę tu do Was niebawem, bo mam trochę jedzenia do pokazania. Zrobiło się zimno i na nasz stół wjechała dynia, grzyby, sycące jesienne sałatki, zapiekanki, gęste zupy, wszystko byle by tylko rozgrzać zmarzniętą duszę. A na razie proszę się poczęstować jabłkiem, teraz są najsmaczniejsze! ^^*~~
I hope to come back soon because I have some food to share with you. It's cold and on our table we have pumpkin, mushrooms, Autumn salads, pastries, rich soups, all those to warm up the freezing souls. And for now just have an apple, they are the best this time of the year! ^^*~~



Friday, September 04, 2015

Złamałam się....

Powiem Wam, że się złamałam i kupiłam pierwsze dynie. 
Okay, so I gave up and bought two first pumpkins of the season.




No trudno, skoro lato sobie poszło i aura jest przeciwko mnie, to nic na to nie poradzę, jedyne, co mogę zrobić, to cieszyć się tym, co jest. Zamiast zimnego cydru naleję sobie kieliszek czerwonego wina i zjem miskę rozgrzewającej zupy z pieczonych warzyw (tak, jedliśmy ją na wczorajszą kolację i co chwilę wznosiliśmy okrzyki, jakie to pyszne! Na pewno do częstego powtarzania tej jesieni. *^O^*).
If Summer's gone and the weather is against me, I cannot do anything about that, all I can do is enjoy the time of the year. Instead of cold cider I'll pour myself a glass of red wine and I'll eat a bowl of baked vegetables soup, warming and nutritious. We had it for dinner last night and we kept shouting "what a delight!" every now and then! A definite staple for this Autumn. *^O^*


Upiekłam też pierwszy placek ze śliwkami i cynamonem, zapowiedź następnych jesiennych placków i tart z jabłkami, gruszkami, śliwkami....
I baked the first plum and cinnamon pie, the foretaste of many to come, containg apples, pears, more plums...




Kochana MaroccanMint wypożyczyła mi paczkę wykrojów retro i kiedy wczoraj wyciągnęłam je z koperty nie mogłam się doczekać, co tam znajdę ciekawego. Gazetka to niemiecki magazyn z 1953 roku, pełen artykułów, porad, przepisów, wszystko w języku dla mnie niezrozumiałym... ^^ oraz wykrojów! Dwa wzory w kopertach to modele charakterystyczne dla lat 50-tych i 40-tych.
My dear friend MaroccanMint rented me some retro patterns to use and when I got the parcel yesterday I couldn't wait to see what's inside. The magazine is a German one from 1953, containing articles, pieces of different advice, recipes, all in the language I do not speak unfortunately... ^^ and the seing patterns! The dresses in the envelopes are characteristic for the 1950's and 1940's respectively.




I mam już pierwszy typ do uszycia - rozkloszowana sukienka z kraciastej wełny, na którą materiał czeka już w moich zapasach od wiosny! Właściwie szyłam już coś podobnego, sukienkę na wesele w zeszłym roku, ale z bawełny, a teraz będę miała taki model na jesień/zimę. *^o^* Jeszcze nie wiem, czy będę się posługiwać oryginalnym wykrojem, bo muszę doczytać w jakim jest rozmiarze, czy tylko będzie piękną inspiracją. 
I already have the first idea to sew - a full dress from the checkered wool, I already have the fabric in my stash for it! I made something similar for the friends's wedding last year but from cotton, and now I could have the Autumn/Winter version. *^o^* I'm not sure yet whether I'll be able to use the exact pattern from the magazine (I must check the size it's in), or just use this dress as an inspiration.




Na koniec, niespodziewany powrót obiadów w pudełku. *^V^*
Mąż zatęsknił za nimi, więc znowu gotuję, kombinuję i ozdabiam, poniżej inspiracje z mijającego tygodnia.
To sum up, the unexpected return of the boxed lunches. *^V^*
My husband started to miss them so I've been making them again, cooking and decorating, here are the boxes from the past week, get inspired and make your lunches too.