Showing posts with label baking. Show all posts
Showing posts with label baking. Show all posts

Sunday, February 06, 2022

Świat się kończy!

 

 
Słuchajcie, świat się kończy!
Skąd to wiem?
Załatwiam sprawy związane ze spadkiem po rodzicach i niedawno miałam telefon z Urzędu Skarbowego. "Czy mogłaby pani podjechać do nas i parafować zmianę na formularzu, bo wpisując dane zrobiła pani pomyłkę. Poprawimy ją na miejscu i od razu pani podpisze, i zakończymy sprawę. Przepraszam, że panią fatyguję do urzędu... Kiedy mogłaby pani podjechać?"
Słyszeliście kiedyś coś takiego, żeby Urząd Skarbowy prosił i przepraszał?!!!... *^N^*
Kiedy pojechałam tam następnego dnia na umówioną godzinę (wiedzieliście, że teraz umawia się online albo telefonicznie jak się chce coś załatwić w US? Bardzo mi się to podoba!), to pani ponownie mnie przeprosiła za kłopot, podsunęła dokument do złożenia dwóch podpisów na zmianach w rubrykach i życzyła mi miłego dnia. No, koniec świata! 
Za to w Wydziale Ksiąg Wieczystych było zupełnie normalnie - złożyłam wniosek, pani bez uśmiechu podstemplowała mi kopię dokumentów i powiedziała pod nosem "o wprowadzeniu zmian w statusie księgi nieruchomości dowie się pani z listu poleconego, aktualny czas oczekiwania to 12 miesięcy"...
Po tych emocjach należy się nam chyba po racuchu! ^^*~~
 




Z innej beczki, przypomniałam sobie, że poprzednio nie napisałam o jeszcze jednym zwyczaju, który zaczęłam w styczniu - mianowicie piszę 5 Minute Journal. Polega to na tym, że każdego dnia odpowiadamy na pięć pytań/podpowiedzi - trzy pierwsze rano tuż po obudzeniu, dwa ostatnie wieczorem przed snem. Oczywiście przez pierwsze kilka dni wieczorami przypominałam sobie o wpisach leżąc już zakopana pod kołdrą odpływając w objęcia Morfeusza... >0< Ale potem wyrobiłam sobie nawyk i pamiętałam, żeby łapać za długopis rano i wieczorem! Są w sprzedaży specjalne zadrukowane notesy z tymi pytaniami, ale ja używam zwyczajnego zeszytu w kratkę (z supermarketu), a pytania są następujące:

1. I am grateful for...
   -
   -
   -
2. What would make today great?
3. Daily affirmation: I am...
4. Amazing things that happened today:
   -
   -
   -
5. How could I have made today even better?

 
 

 
Poranne odpowiedzi mają nas pozytywnie nastawić do rozpoczętego dnia, bo zawsze znajdziemy coś za co możemy być wdzięczni - chociażby ciepłe łóżko kiedy za oknem zawierucha albo mruczący kot budzący nas mokrym nosem! *^o^* Pozytywna afirmacja programuje nasz mózg do pozytywnego nastawienia do świata i czekającego nas dnia.
Za to wieczorem poświęcamy chwilę na podsumowanie dnia (np.: "fajne dzisiaj było to, że całą sesję jogi Aki pokładał mi się na macie i mruczał"... No, to akurat jest fajne i niefajne, bo trochę przeszkadza.), na przemyślenia i wyciągnięcie pewnych wniosków. I rzeczywiście poświęcam na te kilka zdań ok. pięciu minut, tu nie chodzi o pisanie elaboratów tylko zatrzymanie się na chwilę, zastanowienie i przelanie kilku myśli na papier. 
 
 

 

A, jeszcze mi się coś przypomniało a propos jogi. Nie pamiętam, czy to już kiedyś pisałam, ale pierwszy raz z zajęciami z jogi spotkałam się około roku 2010-11, kiedy mieszkaliśmy na Ochocie. Znalazłam sobie studio jogi niedaleko domu i po pierwszych darmowych zajęciach próbnych wykupiłam abonament i postanowiłam tam chodzić. Sala była duża, dobrze wyposażona, chodziłam w trakcie dnia więc nie było tłumów, nauczyciel był dobry - uważny, poświęcał czas każdemu, korygował postawę, doradzał. Odpadłam po kilku miesiącach... 
 
 

 
 
Dlaczego? Wydaje mi się, że to po prostu nie był dobry moment dla połączenia ja+joga, zmuszałam się, żeby wyjść z domu na zajęcia chociaż nie było żadnych obiektywnych przesłanek że to zły sposób spędzania czasu, wmawiałam sobie, że te ćwiczenia są dobre dla mojego ciała ale nie czułam tego. A każda końcowa relaksacja zamiast domykać praktykę dawała mi poczucie, że to jest bez sensu, bo nie czuję jakbym w ogóle się poruszała, zrobiła jakiekolwiek ćwiczenia... 
 
 
 


 
Do jogi wróciłam osiem lat później, kiedy dopadła mnie rwa kulszowa i wpisałam w wyszukiwarkę "joga na kręgosłup". Zaczęłam od krótkich zestawów na dolny odcinek kręgosłupa i zaczęłam widzieć efekty i rozumieć sens ćwiczeń, gdzie każde wygięcie w jedną stronę było równoważone stroną przeciwną, kiedy ćwiczenia zawsze miały swoje odpowiedniki dla lewej i prawej strony ciała, a ruch zawsze kończony był sesją bezruchu, wszystko w rytm uważnego oddechu. Wtedy też zaczęłam chodzić na zajęcia prowadzone przez koleżankę (Tyrcia! ^^*~~), która zaprosiła mnie do swojej grupy. Wydaje mi się, że ponieważ ja byłam w innym miejscu psychicznie, to potrafiłam zgrać się z rytmem jogi, bo miałam co do niej inne oczekiwania niż te kilka lat wcześniej, miałam umysł otwarty na inne działanie. To jest dokładnie to, o czym pisałam kiedyś tutaj - trzeba wybrać sport, który nam pasuje w danym momencie życia, który lubimy uprawiać, a wtedy będziemy się cieszyć, że poświęcamy na niego czas. Ja autentycznie każdego dnia czekam, aż nadejdzie ten moment, kiedy rozwinę matę do jogi! *^0^* (czasami robię praktykę tuż po obudzeniu, ale przeważnie po południu około 15:00) I chociaż nie jest mi łatwo, bo jestem nierozciągnięta, gruba i bez kondycji, i NIENAWIDZĘ pozycji psa z głową do dołu, która jest podobno pozycją odpoczynkową... (za to kocham święcę i mostek!) to jednak rozkładam tę matę każdego dnia. ^^*~~
 


 
Rozpoczęły się zimowe Igrzyska Olimpijskie, lubicie? Oglądacie? Ja bardzo lubię i zamierzam śledzić relacje. O, chociażby teraz trwają skoki narciarskie, proszę się poczęstować świeżo upieczonym chlebkiem i siadamy przed telewizorem! ^^*~~
 


 
Acha, i jeszcze jedna sprawa. Okazuje się, że jestem beznadziejnym blogerem... Zajrzałam dziś do zakładki komentarzy w panelu obsługi bloga, a tam... ok. 30-stu komentarzy, których nigdy nie widziałam, bo nie wiedziałam, że je zostawiliście!!! Okay, połowa z tego to był spam, ale reszta to losowo wybrane komentarze moich czytelników wstrzymane z jakiegoś powodu, bez jasnego kryterium i nie dostałam żadnego powiadomienia mailem, że coś czeka na moją akceptację... Bardzo Was przepraszam i obiecuję od teraz regularnie sprawdzać ten folder, żeby mi nic nie umknęło! *^-^*

Sunday, November 07, 2021

I myślę sobie tak...


Ostatnio ciągle słyszę albo czytam - "nie znoszę jesieni!", "nie znoszę deszczu i wiatru!", "jest zimno/ciemno/buro/ponuro"... 

I myślę sobie tak: straciliśmy umiejętność życia w zgodzie z rytmem natury. W Polsce mamy mniej lub bardziej zaznaczone cztery pory roku, ale rozwój cywilizacyjny przyzwyczaił nas do tego, że przez cały rok działamy na tych samych obrotach, wstajemy o tej samej godzinie, kładziemy się tak samo późno latem i zimą - czasami zapalamy światło a czasami nie trzeba bo jest jasno. Nie twierdzę, że należy wrócić do rytmu dobowego czy rocznego naszych przodków żyjących z uprawy roli i hodowli zwierząt, bo wiadomo, że zmianowy pracownik fabryki albo pracownik biurowy będzie miał inny harmonogram dnia niż rolnik (również współczesny), ale może dla samego siebie warto przestać narzekać (psuje się humor sobie i innym dookoła...*^o^*) i spróbować inaczej.

 


 

Ja wiem, świat nam tego nie ułatwia. Ledwo 1 sierpnia w sklepach zobaczyliśmy napisy "Witaj szkoło!" i naszą głowę 'zasypały' przybory szkolne, to potem we wrześniu pojawiły się znicze, żeby natychmiast 2 listopada zamienić się w bombki i mikołaje, potem będzie tylko kilka dni od 27 grudnia, gdy zaleje nas fala reklam fajerwerków i od stycznia na nowo - Walentynkowe serduszka, 15 lutego wjadą pisanki i kurczaczki, a po Wielkanocy wakacyjne oferty last minute, i tak w koło Macieju!... Czy widzicie pewien schemat?

 

Kasza gryczana z jajkiem sadzonym i maślanką, ponadczasowa i ponad sezonowa pyszność! *^0^*
 

Nie ma czasu na odpoczynek. Nie ma okresów bez świętowania. Nie ma oddechu. Ledwo coś jednego się odbyło, już biegniemy szykować siebie i nasze otoczenie na następny punkt w czasie, i staramy się to jak najbardziej przyspieszyć. Kiedy byłam dzieckiem, w naszym domu choinkę ubierało się rano 24 grudnia - nie na tydzień przed świętami, nie na dwa, dekoracje nigdy się nie opatrzyły bo pojawiały się w domu na chwilę przed świętowaniem a znikały na początku stycznia. Teraz kalendarze adwentowe można kupić już w październiku, a jak ktoś kupi, to postawi na widoku, bo taki ładny, albo i nawet zajrzy do środka, bo ciekawe co w środku, i już ma po świętach w listopadzie!...

 

Hasamiyaki w korzeniu lotosa, pyszna propozycja na jesień! (mrożony lotos kupuję online).
 

I tak samo próbujemy zrobić z pogodą. Tempo życia i rozwój cywilizacyjny przyzwyczaiły nas, że możemy mieć wszystko na zawołanie, i kiedy przychodzi ciemny deszczowy bury listopad, to jesteśmy niezadowoleni, bo już teraz chcemy lata! Nie umiemy wyhamować, poczekać, a ten listopad, grudzień to jest przerwa na zatrzymanie się, odpoczynek, dla natury ale też dla nas. 

 

Japoński klasyk i jedno z moich ukochanych dań - nikujaga (wołowina, ziemniaki, makaron shirataki, warzywa duszone w sosie).
 

A może by tak przestać truć dupę sobie i innym dookoła, *^n^*, i wykorzystać ten zimny ciemny czas na odpoczynek fizyczny i psychiczny, nacieszyć się tym, że posiedzimy w domu z bliskimi, pod kocem, z herbatą, z książką, z rękodziełem, że znajdziemy czas na maseczkę na twarz i peeling na pięty (te z Was, które deklarowały, że malują paznokcie u stóp cały rok, nie tylko latem - przyznajcie się, regularnie dbacie o pięty? *^v^* Bo ja, wstyd przyznać, często o nich poza okresem letnim zapominam i biorę się za nie dopiero, jak zaczynają przypominać tarkę do stóp!...). Zamiast dołować samych siebie jojczeniem można się ciepło ubrać i znaleźć swój fajny sposób na miłe spędzenie tego jesienno-zimowego czasu, na przykład ugotować coś pysznego. Specjalnie nie używam czasowników "przeczekanie" "przetrwanie", bo to od razu nastawiałoby nas negatywnie. Tak jak cieszymy się czasem wiosny czy lata, możemy również cieszyć się jesienią i zimą, wszystko jest w naszej głowie!

Można też skupić się na zadbaniu o siebie. Kobieta zadbana - co jako pierwsze przychodzi Wam do głowy? Makijaż, fryzura i modne ciuchy? Takie jest popularne rozumienie tego określenia, ale moim zdaniem to osoba raz w roku porządnie przebadana, z wyleczonymi zębami, z zaliczonym usg piersi i ginekologicznym, która tak ułożyła swoje życie, że poświęca tyle samo czasu na dawanie z siebie innym jak i na swoją przestrzeń, zdrowie fizyczne/psychiczne i rozwój. Osoba otaczająca się ludźmi którzy ją inspirują i wspierają, nie ciągną w dół, znająca swoje priorytety. Tak, makijaż i fryzura są miłe i poprawiają nasze samopoczucie, ale to fikuśności które są na liście dalej. I wiem, nie jest łatwo być kobietą (czy ogólnie - osobą) zadbaną, bo cały czas próbujemy spełniać wiele oczekiwań a te często nie są zgodne z naszymi potrzebami. Ale uważam, że warto próbować, bo jak ostatnio przeczytałam "życie to nie zupa, żeby zaraz było drugie"!..... *^O^*



Mój plan na listopad - więcej dbania o ciało i głowę (bo o twarz dbam całkiem nieźle, a co z resztą?...) - czyli regularna joga, wymuszona niestety powrotem rwy kulszowej, medytacje, które mnie wyciszają, nawilżanie, bo chwilami jak patrzę na swoje nogi to jestem sucharkiem!!! - w tym pomoże mi np.: Boska Kostka czyli balsam w kostce, bardzo mi się spodobała taka forma balsamu (kostkę ogrzewamy w dłoniach i smarujemy ciało tym co nam na dłoniach zostaje), ma świetny cytrusowy zapach, a do rąk kremy Soraya Plante, są trzy rodzaje, wszystkie bardzo lubię i używam wymiennie i cała bateria kremów do stóp z dużą zawartością mocznika. Oczywiście gotowanie - przypominam sobie o gorących owsiankach i jaglankach, ale też o bulionie na ramen i gorących kociołkach pełnych niespodzianek nabe (kupiłam nawet nowy garnek, mniejszy od tego podwójnego, żebyśmy mogli cieszyć się nabe we dwoje!), kusi mnie bigos, zapiekanki i groch z kapustą. ^^*~~ Kupiłam też książkę, która jest właśnie o tym - o wyciągnięciu z tego jesienno-zimowego czasu jak najwięcej pozytywów. Położyłam ją przy łóżku i dawkuję sobie przed snem, jest tam trochę o Ajurwedzie, trochę gotowania i inszych inszości mogących uprzyjemnić nam życie w czasie między listopadem a marcem (ale można też je stosować przez cały rok! ^^*~~), a wszystkie pomysły sprawdzają się u autorki od lat. (Nina Czarnecka pisze bloga Blimsien, który podczytuję od dawna.) Mam też w tym roku fazę na olej i zioła, i tropię kosmetyki i zapachy, które łączą te dwa składniki. 

Rękodzieło - wyciągnęłam zaczęty rok temu Piórkowy sweter i włóczkę na skarpetki do jogi (takie bez palców i pięty, dla przyczepności do podłoża), bo mi stopy marzną podczas ćwiczeń, a pierwsze podejście do wydziergania takich skarpetek kilka miesięcy temu spełzły na niczym... (Popatruję na rower, ale jeszcze nie jestem kondycyjnie gotowa na powrót do pedałowania w pełnym wymiarze.) A na poniższym zdjęciu macie drugą wersję bluzy, którą jak obiecywałam uszyłam z poprawionego wykroju - zwęziłam korpus, zmniejszyłam podkrój szyi i kaptur, na mankietach i na dole jest ściągacz. Dwa razy podchodziłam do zrobienia zdjęć tej bluzy i dwa razy się nie udało z przyczyn niezależnych... No to niech pojawi się teraz na blogu w zajawce, a być może kiedyś doczeka się porządnej sesji! Na razie jest już w stałym noszeniu, co można poznać po kocich kłakach!... *^w^*

 


 

Na koniec, ciasto na weekend (ale nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby je upiec w poniedziałek albo w środku tygodnia! ^^*~~) - migdałowe z ricottą. Mocno rośnie a po wystudzeniu środek opada, ale chyba dlatego że robiłam je z połowy składników w małej tortownicy to moje nie klapnęło za bardzo. Pyszne - wilgotne, cytrusowe, miękkie ale też chrupiące, mój nowy faworyt na jesień zaraz obok pomarańczowego ciasta z semoliną Ottolengiego! *^V^* 

 

 
 
Dzisiaj tyle miałam do powiedzenia, idę teraz wyjąć z farbowania chustę wełnianą (tkaną), którą kupowałam online i jak przyszła, to kolor wcale mi się nie spodobał... Ciekawe, czy kolor po farbowaniu mi przypasuje?.... >)(<

Monday, February 08, 2021

Zima trzyma...

Proszę się poczęstować Pawłową z jagodami, bo bez czegoś słodkiego na talerzu czytać dalej może być trochę przerażająco!

 


 

Czy jechaliście kiedyś przez miasto z surowym chlebem pod pachą?... Ja tak, w zeszły piątek. Upiekłam pierwszy bochenek, ale gdy go wyciągałam z piekarnika wydał mi się jakiś taki bladawy... Postukałam od spodu, głucho, czyli gotowy. No to wstawiłam żeliwny garnek z powrotem do pieca i czekam, aż temperatura wzrośnie żeby upiec drugi bochenek, a tu mija czas - 5, 10, 15 minut i nic. Wsadzam rękę do piecyka, ledwo ciepławo... Wyłączyłam - pokazuje temperaturę resztkową piekarnika 75 stopni...

Padła grzałka od termoobiegu, co jako dodatek do zepsutego rożna, termosondy i niemożności pieczenia z parą (piekarnik uznawał parę wodną za program do oczyszczania i po 20 minutach się wyłączał, a ja miałam wielki sernik do upieczenia nastawiony na godzinę!... >u<) sprawiło, że podjęliśmy decyzję o kupnie nowego. Drugi chleb zawiozłam do upieczenia do znajomych mieszkających niedaleko, ale następne pieczenie będzie już w nowym piecyku, nie mogę się doczekać! *^0^* No bo sami rozumiecie, bez działającego porządnie piekarnika jak bez ręki! Po wnikliwej analizie tego co obecnie jest na rynku wybraliśmy ponownie Amicę, bo poprzednia przez lata nas nie zawiodła, dopiero niedawno zaczęła się psuć, nowy sprzęt przyjeżdża do nas we wtorek! ^^*~~


***


 

W sobotę zdecydowaliśmy się wykorzystać sytuację, że śnieg i lód na nieodśnieżanych ścieżkach rowerowych sam stopniał i poszliśmy na rower. Plan był taki, żeby dojechać ścieżkami do lasu Kabackiego a potem zrobić sobie wycieczkę po trasach rowerowych w Kabatach i przez las zawrócić do domu. Niestety!... Na otwartych chodnikach śnieg może i stopniał, ale w lesie wśród gęsto rosnących drzew to była zupełnie inna historia! Próbowaliśmy wejść do Kabat w kilku miejscach i wszędzie natknęliśmy się na zamarznięte na mur lodowe rzeki... 

 




 

Nie pozostało nam nic innego jak zawrócić na ścieżki rowerowe wzdłuż ulic i tą drogą wrócić do domu. W niedzielę temperatura spadła znacząco a dzisiaj to już w ogóle jest zamieć śnieżna więc zapowiada się, że rowery znowu postoją tydzień albo dwa, ech...

 


 

***

Z innych wiadomości, zostałam Patronem! *^o^*

A konkretnie, zostałam patronem finansowym Radia 357 na Patronite.pl

 


 

Kiedy w zeszłym roku już zupełnie przestałam słuchać mojej ukochanej Trójki, bo się przecież się już nie dało..., ruszyło Radio Nowy Świat. Zapowiadało się nieźle, ale szybko przekonałam się, że to nie jest moje radio. Rzeczywiście jest to nowy świat - bardzo dużo tam młodych głosów, bo takie też to radio stawia sobie cele, kształcić nową kadrę młodych radiowców, ale ja tego nie czuję. Wiecie, jestem jak inżynier Mamoń, lubię takie radio jakie już znam... *^0^* Owszem, Nowy Świat tworzą przede wszystkim Wojciech Mann, Jan Chojnacki, Magda Jethon, Jerzy Sosnowski, ale to dla mnie za mało. Poza tym, bardzo dużo jest tam wiadomości dnia codziennego i polityki, a to mnie po prostu w tak dużej dawce nie interesuje. Owszem, podsłuchuję niektóre audycje (np.: Muzykę Bardzo Poważną Krzysztofa Grabowskiego, perkusisty Dezertera) ale moje serce nie należy do tej rozgłośni.

Na szczęście w styczniu duża grupa byłych pracowników Trójki stworzyła radio, które jest dla mnie kontynuacją tamtej tradycji - tu słyszę "moje" głosy - Niedźwiecki, Strzyczkowski, Stelmach, Kaczkowski, Zozuń, Kłosińska, Michniewicz, Borowiecka, Gorazdowski, Łukawski, Hanke, Olszański i kilkoro innych (jest Helen!... *^-^*), są też młodzi redaktorzy, ale w dobrych proporcjach do starej kadry. Jest przede wszystkim dużo dobrej muzyki i część audycji w tych samych czasach antenowych co w Trójce, jest Lista!.... A jak już mówiłam, ja jestem konserwa, nie lubię zmian za to lubię to co już mi znane i lubiane. Dlatego postanowiłam wesprzeć moje radio darowizną na rzecz ich rozwoju. Na Patronite jest kilka poziomów finansowych więc można wybrać kwotę odpowiadającą naszym możliwościom, każdy z poziomów daje jakieś bonusy. Jeśli nie wiedzieliście, że istnieje takie radio, i że można ich wspierać finansowo, to już wiecie, nie ma za co! *^O^*~~~

***

Tyle na dzisiaj, bo poprzednie dwa tygodnie nie były zbyt twórcze, za to były poświęcone pielęgnowaniu zakatarzonego męża. ^^ Dziergam wprawdzie nowy sweter, ale jest to test więc nic nie mogę na razie pokazać. Zaczęłam nowy projekt akwarelowy, ale na razie jest na etapie dopracowywania szkicu. Za to zrobiłam porządny spis potraw wegańskich do przetestowania bo przecież DOJadanie się zbliża wielkimi krokami, startujemy 17 lutego!!! *^V^* 

 


 

Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się śnieżycy! ^^*~~

Sunday, January 24, 2021

All inclusive?...

 

Może chlebka? Jeśli nie, to na końcu wpisu jest szarlotka z lodami waniliowymi. *^v^*

Maybe a slice of bread? If not, there is an apple pie with vanilla ice cream at the end of the post. *^v^*


 

W piątek poszłam na rower. Postanowiłam sprawdzić, jak wyglądają ścieżki rowerowe i czy potrafię jeździć po roztapiającym się śniegu. Wniosek - nie potrafię! Kilka razy prawie się przewróciłam, więc część trasy pokonałam po chodnikach, a część przeszłam prowadząc rower. Piesi byli bardzo wyrozumiali, bo sami nie mieli dużo miejsca, chodniki tak samo jak ścieżki nie były zbytnio odśnieżone... 

On Friday I went out with my bike. I wanted to try if I can ride on the melting snow. Conclusion - I cannot! I almost fell a few times so on parts of my ride I used sidewalks and I even walked next to the bike for a moment. The pedestrians were very forgiving, they didn't have much space either on the sidewalks full of snow piles...


***

Dopadła mnie ostatnio taka myśl (jakaś myśląca się zrobiłam w nowym roku!... *^w^*) - no bo jest tak: dużo się od jakiegoś czasu czyta w mediach społecznościowych o inkluzywności. Głównie spotykam się z tym pojęciem w kontekście ciała, a szczególnie ciała w bieliźnie i bieliźnianej rozmiarówki, bo jestem fanką ładnej bielizny i śledzę zarówno ofertę różnych sklepów jak i blogi bieliźniarskie. Oczywiście bardzo się cieszę, że wiedza na temat rozmiarówki biustonoszy i świadomość, że nie każda z nas nosi przysłowiowe 80D w które próbują nas wcisnąć sieciówki jest znana coraz większej grupie kobiet, i fajnie, że w reklamach bielizny u większości producentów występują modelki chude i grube, niskie i wysokie, i średnie, i z dużą pupą i z małą, i z wielkim biustem i z maleńkim bo każda z nas może zobaczyć, jak wymarzony biustonosz wygląda na sylwetce podobnej do naszej (ze starszymi modelkami wciąż jest problem, w większości wszystkie młode ^^). Zgadzam się, że jak nam się opatrzą wszelakie sylwetki, to będziemy je automatycznie uznawać za normalne i nie będziemy dążyć do "jedynej słusznej" szczupłej figury. Ale...

I've been thinking recently about a certain topic - in the social media there's been a lot talking about body inclusivity in the past few months. I mainly come across this subject in the context of woman's body and its representation in the clothes and underwear adverts because I follow some underwear shops and blogs. Of course, I am happy that the knowledge about the range of sizes of woman's body is getting wider than the proverbial "36D for everyone" in retail chain shops. And it's cool there are different models hired to show the bras - fat and thin, short and tall, and the ones in the middle, with small and big butts, with huge and non existing boobs, that's how we can see the underwear and clothes on figures similar to our own and imagine how we would look in this or that piece of clothing. (it's not that easy with older models, most of them are young ^^). I agree if we keep seeing different silhouettes we will automatically regard them as normal and we won't dream about the "one and only proper shape" - thin one. But...

Jak zawsze jest jakieś ale. No bo pomyślałam sobie, że w porządku, dążymy do tego, żeby uznawać każde ciało za normalne, piękne, dopuszczalne. Ale niektórym nie wystarczy oswojenie ludzi z różnorodnością "człowiek chudy/gruby", idą dalej i pokazują, że np.: da się żyć bez depilacji bo w sumie włosy na nogach czy pod pachami są naturalne, rosną tam i już. Da się żyć bez makijażu czy farbowania włosów. A modelki, nawet te grube, są zawsze wydepilowane, umalowane, z piękną fryzurą, z gładkim ciałem. I z jednej strony z tym się zgadzam - sama chodzę na depilację, farbuję włosy, robię makijaż (no, nie codziennie! *^u^*), bo taka bardziej się sobie podobam, czuję się zadbana. Ale z drugiej - człowiek w stanie "naturalnym" jest taki jak jest w danej chwili, z włosami na nogach, z pryszczami i cellulitem, potargany jeśli akurat się nie uczesał, bez makijażu. I teraz moje pytanie brzmi - gdzie jest granica szerzenia inkluzywności? Czy skoro gruba modelka nie jest już dla nas dziwna, to może czas na pokazywanie bielizny i ubrań na kobietach z włosami na nogach, z nieidealną skórą, z siecią pajączków na buzi i podkrążonymi oczami? Tak wygląda zwyczajny człowiek! Ale czy tak pokazywany towar wyda nam się atrakcyjny? W końcu młoda szczupła piękna idealna modelka ubrana w daną sukienkę ma za zadanie zachwycić nas i sprawić, że wpadniemy w złudne przekonanie, że my też tak cudnie będziemy w owej sukience wyglądać (i w efekcie kupić ten produkt)!... Gdyby sklep pokazywał sukienki na zupełnie zwyczajnych kobietach - niska grubaska albo chuda jak tyczka "koszykarka", z włosami w mysim szarym, z kudłatymi łydkami - to czy nasz umysł zachwyci się takim obrazem, zobaczymy siebie na jej miejscu i rzucimy się do zrobienia zakupów? Nie wiem... Może tak, jeśli będziemy takie modelki widywać często w ofertach wielu sklepów, zadziała efekt opatrzenia się i kiedyś będzie to dla nas normalne. A może nie? Może inkluzywność ma swoją granicę estetyczną, bo w dzisiejszych czasach golenie nóg czy makijaż jest taką samą nieusuwalną częścią naszej codziennej higieny jak mycie zębów czy kąpiel? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, a jak Wy uważacie? *^v^*

There is always a "but". We want people to think every body is normal, pretty, acceptable. But some people are not satisfied with the masses getting used to "thin/fat diversity", they go one step further. For example, they promote living without removing hair from our legs/armpits, it's always been there and it's natural. Or going out without makeup/hair dyeing. And models, even if they're fat, are always smooth, with makeup, nice hairdo. On one hand I agree with that - I like myself when I'm improved, no unwanted hair on my legs, some makeup (not everyday! *^u^*), hairdo with a nice colour. On the other hand, a person in its natural state is just like that - hairy, pale on face, with pimples and cellulite, uncombed. And here comes my question - where is the limit of inclusivity? If fat models are already normal to us, maybe it's time for not perfect bodies on the catwalk? That's how normal people look like! But will we find the merchandise attractive if shown like that? Young slim pretty model wearing a dress has one job - to make us fall in love with the overall picture, imagine ourselves in her place and buy the product! When we see the same dress on the short fat girl or very slim tall one, with hairy calves, will we be equally enchanted? I don't know. But maybe we can get used to such models if we keep seeing them around over and over again, and it will be normal for us in the end. I'm not sure. Maybe inclusivity has its limits in the times when waxing our legs and putting on makeup is the same activity as brushing our teeth and a shower everyday?  I cannot find one simple answer to my questions, what do you think?


***

Jak obiecywałam, szarlotka. *^o^*

As I promised, apple pie. *^o^*



Sunday, January 17, 2021

Na całej połaci śnieg. I lód...

 

 

 

Wiedziałam, że ten weekend będzie ruchliwy - po cichu liczyłam na rowery, ale niestety na nieoczyszczonych ścieżkach rowerowych już od czwartku zalegał śnieg i - co gorsza! - lód w postaci zbitych grud, które powodowały, że czwartkowa przejażdżka była dość niebezpieczna i wyczerpująca (na prawej dłoni mam siniaki od zaciskania ręki na kierownicy, żeby panować nad rowerem...).

I knew this weekend would be busy - I counted on bicycle rides but there was snow and lumps of ice on the bicycle paths in Warsaw since Thursday which made the ride difficult and rather dangerous  (I've had bruises on my right hand from a tight grip I kept on the handlebar...)






No i niestety tak będzie do czasu, aż śnieg nie stopnieje a lód nie odpuści, bo miasto w tym roku nie zakontraktowało oczyszczania ścieżek rowerowych. W zeszłym roku taki kontrakt był, a nie było śniegu, ale zapłacić i tak musieli, więc w tym roku postanowili nie zawracać sobie głowy takimi fanaberiami jak ludzie jeżdżący na rowerach! Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak się spotykam z takimi bzdurnymi zachowaniami. Po co w ogóle buduje się te ścieżki, skoro nie ma kto o nie dbać, nie mówiąc już o tym, jak wiele z nich urywa się znienacka, prowadzi donikąd albo kończy się ścianą budynku czy kępą krzaków, bo jakiś tępak nie pomyślał jak projektował całe założenie drogowe.

And unfortunately the snow and ice will be there until the weather gets warmer  because this year the city officials haven't contracted anybody to clear the paths. Last year they did and there was no snow, but they had to pay anyway, so this year they apparently decided they wouldn't be bothered by such frivolities as making life of bicycle riders' easy! I feel I could start shooting people when I think about such stupid behaviour. Why did they make those bicycle paths in the first place when nobody cares about taking care of them? Not to mention, in many parts of Warsaw (and other cities) they're created in such a way that they suddenly disappear or lead towards a building's wall or a lawn with a huge bush because some idiot didn't think when he was making plans.




No, ale wystarczy narzekania! *^v^* Na weekend upiekłam pleśniaka, żeby nam umilał popołudnia po obiedzie, a skoro się nie dało na rowerze, to trzeba było wyjść z domu na własnych nogach! ^^*~~

Anyway, enough of the whining! *^v^* For the weekend I baked the mildewcake, so we had something nice to cheer us up after lunch, and when we couldn't ride a bike we just went for a walk instead! ^^*~~





 

Poszliśmy na spacer do Fortu i z powrotem, niecałe 5 km, tak dla rozruszania nóg po porannym oglądaniu sumo a przed popołudniowym oglądaniem skoków narciarskich i snookera (tacy jesteśmy usportowieni! *^0^*). W Forcie Whisky kupiliśmy kawę na wynos, pogawędziliśmy z zaprzyjaźnionym barmanem i ruszyliśmy z powrotem do domu.

We visited close-by shopping centre, about 5 km, just to do some training after the morning sumo watching and before the afternoon ski jumping and snooker watching on tv (yes, we are that sporty! *^0^*). We bought coffee to go, had a chat with a bartender friend and headed back home.

 

 

Nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubranie! *^O^* Ja od stóp do głów w merynosowej bieliźnie termalnej, na to sweter Gruba Berta z norweskiej wełny, dresy produkcji własnej, kurtka-kołdra, chusta, nie jedna a dwie czapki wełniano-alpakowe, nieprzemakalne buty. Wprawdzie pod koniec spaceru było trochę ekstremalnie bo zrobiła się syberyjska purga, ale dotarliśmy do domu cali i zdrowi!

There is no bad weather, only unsuitable clothes! *^O^* Here's me, all clad in merino thermal underwear, Gruba Berta Norwegian wool pullover,  sweatpants, duvet-coat, shawl, not one but two wool-alpaca hats, waterproof boots. Although the weather got a little extreme at the end of our walk, we managed to get home safely!

 


***

Odkrycie kulinarne stycznia 2021 - mule w winie! *^V^*

Culinary discovery from January 2021 - mussels in white wine! *^V^*

 


 

Pierwszy raz robiłam i w ogóle pierwszy raz jedliśmy, i... jakie to pyszne!!! Wybierzcie świetnej jakości białe wino (u nas Talinay Chardonnay), dobrą oliwę, masło, szalotki, czosnek, natkę pietruszki, do tego bagietka albo ciabatta i jest kolacja-marzenie! ^^*~~

I made them for the first time and we ate this dish for the first time ever, and... it's a delight!!! Choose good quality white wine (Talinay Chardonnay in our case), good olive oil, butter, shallots, garlic, parsley, eat them with a soft baguette or a ciabatta, a diner-dream come true! ^^*~~



***


 

W zeszłym tygodniu usiadłam do maszyny i uszyłam sobie na szybko komin do jazdy na rowerze. Oparłam się na kształcie z maski rowerowej, którą Robert kiedyś odebrał za punkty w którymś programie partnerskim, z grubsza to podcięte półkole zapinane na karku na rzep. Wykorzystałam dwa materiały z tym samym nadrukiem - softshell na zewnętrzną część i dresówkę na wstawkę na nos i usta. Głównie chodziło mi o zasłonięcie uszu, bo gdy zakładam kask rowerowy, to wiatr mi w uszach hula! Mimo, że wygląda, jakby to miało nie zadziałać to osłania uszy bardzo dobrze, pewnie to zasługa sztywnego grubego softshella, a dodatkowo chroni szyję.

Last week I sewn something, namely a type of a balaclava for bike rides. I used the one Robert has as a shape stencil, it's roughly a half-circle closed with a Velcro on the back of the neck. I used two types of fabrics with the same print - softshell for the outer part and sweat for the nose/mouth cover. I mainly wanted something that keeps my ears warm while riding, because the helmet leaves them naked! It looks as if it's not very effective but it really works, thanks to the thick warm softshell, and also protects the neck.

 


 

Z innych wiadomości robótkowych - dodałam kilka rzędów do zielonych skarpetek warkoczowych, strasznie mi się dłużą, bo są skomplikowane... I niestety teraz znowu poleżą, bo w sobotę dostałam wzór od projektantki i zaczęłam test sweterka! Na razie mam niewiele, a pokazać mogę tylko piękną kasztanową ręcznie farbowaną włóczkę od Woollala. *^v^*

Other craft news - I added a few rows to my green cable socks but they're complicated and not so quick to make... And unfortunately they'll have to wait longer now to be finished because on Saturday I started a testknit of a sweater! I cannot show you anything and I don't have much yet but I can share the beautiful handdyed merino wool from Woollala. *^v^*

 


 

Tyle na dzisiaj, trzymajcie się ciepło i uważajcie na śniegu i lodzie!!! *^0^*

That's all from me today, stay warm and be careful on the snow and ice!!! *^0^*

 



Friday, January 08, 2021

Zapiekłam się


 

Ostatnio namiętnie oglądam The Great British Bake Off i przeglądam przepisy na stronie programu. *^0^* Niestety (chociaż Robert się cieszy...) nie poprzestaję na gapieniu się w telewizor, bo także piekę różne rzeczy i mam apetyt na kolejne i następne ciasta, desery, zapiekanki, torty, itp, itd... Coś czuję, że ten rower nie wystarczy, żeby zrzucić kilogramy, które narzucę na siebie przed 17 lutego, dobrze, że DOJadanie niebawem! 

(Jeśli komuś się wydaje, że nie można zrobić smacznych i kalorycznych wegańskich deserów to jest w wielkim błędzie!... >0< To może być moją zgubą podczas DOJadania...)

Recently I've been binging on The Great British Bake Off and looking through the recipes on its website. *^0^* Unfortunately, (although Robert is quite happy about that...) I don't stop at tv watching, I keep baking things and have an apetite for more and more new cakes, desserts, pies, ect, ect... I suspect the bicicle may not be enough to lose all the weight I'm going to put on till 17 February, it's good Yearly Slimming of our Menu is coming soon!

(If you think you cannot make delicious and high calorie vegan desserts, think again... >0< This may be my bane this year...)


 


 

Zawsze uważałam się za osobę, która nie ma ręki do słodkich wypieków. Nie mówię tego z kokieterią, żeby poczytać komentarze, że to "wcale nieprawda!"... *^o^* Tak było! Owszem, kruche ciasto jest moją mocną stroną, umiem je zrobić i tak z nim postępować, że wychodzi pysznie kruche, zarówno to słodkie jak i wytrawne. Inne ciasta udawały mi się znośnie, jeżeli nawet smak był w porządku to wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Dużo o moim pieczeniu mówi fakt, że najlepszym najsmaczniejszym ciastem, jakie przy każdej rodzinnej okazji chwaliła moja mama była... karpatka "z pudełka"! Rzeczywiście, dokładnie opracowane mieszanki na ciasto i krem plus kilka prostych dodatków dało efekt, jakiego nigdy nie udało mi się powtórzyć robiąc karpatkę od zera! Moim nemezis jest krem do karpatki, robiłam go kilka razy i zawsze był albo rozwarstwiony albo zbyt płynny... A gdy kiedyś postanowiłam upiec tort, to Rudy wyjadł dziurę w stygnącym na blacie kuchennym biszkopcie i potem tort był niski i krzywy...

I've always regarded myself as a person who isn't good at baking sweet things. I'm not saying that so you would start writing "Oh, no! That's not true!..." *^o^* That's a fact. Well, yes, I can do great shortcrust, both sweet and savory. But other cakes have been a lottery, even when they tasted okay they often looked miserable. My mother till the last breath praised my Carpathian vanilla slice cake I made for her once and it was from the box!... I tried later to make it from scratch and I couldn't get the same result... It says a lot about my cakes. My biggest fear is the custard cream, I made it a few times and either I had sweet scrabled eggs or sweet fluid. And when I decided to make a birthday cake for Robert once, Aki ate a big hole in the cooling sponge, so the cake then was short and crooked...



Jednak postanowiłam się nie poddawać! Tyle razy powtarzam innym, że praktyka czyni mistrza w szyciu i malowaniu, a sama boję się kilku składników spożywczych?... O, niedoczekanie! A dodatkowo gotowanie i pieczenie mnie uspokaja i odrywa od problemów dnia codziennego. Zamiast przyginać się do gleby kolejnymi wiadomościami o wirusie i polityce wolę skupić myśli na dokładnym wykonaniu wszystkich etapów skomplikowanego przepisu kulinarnego, oczyszcza to moją głowę i przeważnie daje smaczny efekt końcowy! *^O^*

But this year I decided not to give up! So many times I kept saying to you that practice makes perfect, and it was about sewing or painting, and I should be afraid of some culinary products and dishes?... No way! Also, in those stressful times cooking and baking calms me down and turns my thoughts away from the news about virus or politics, I concentrate on executing the recipe correctly step by step and it clears my head, not to mention the tasty result! *^O^*




Chcę nauczyć się technik cukierniczych, upiec kilka klasyków i zjeść dużo pysznych słodkości (i nie tylko słodkości, bo będą też zapiekanki na słono)! Uprzedzam, że będę to pokazywać na blogu i kusić, i też poczujecie się zmotywowani do pieczenia i zajadania. *^0^* 

I want to learn some confectionary techniques, bake some classics and eat a lot of delicious sweets (not only, I'll be making savory pies too!). Be warned I'll be sharing those on the blog, so you'd feel tempted to cook and eat them too! *^0^*

 


 

Chętnie poczytam u Waszych ulubionych wypiekach i poznam sprawdzone przepisy i pomysły!

I'd love to read about your favourite bakes and get to know your trusty recipes, please!


 

Na zdjęciach: babeczki czekoladowe z wiśniami z kremem maślanym z dodatkiem mleka skondensowanego, tort z bazą z ciasta pomarańczowego według przepisu Yottama Ottolenghiego i kremem czekoladowym, precle bawarskie, spanakopita.