Showing posts with label przetwory. Show all posts
Showing posts with label przetwory. Show all posts

Tuesday, January 23, 2018

Na pocieszenie



Mąż wciąż na zwolnieniu, do początku lutego, a zrastał się będzie nawet do sześciu miesięcy, ech...
W związku z tym, że niewiele mu wolno, spacerujemy po okolicy i zważywszy na okoliczności przyrody zwiedzamy głównie lekarzy oraz lokalne knajpki, wypijając morze kawy i herbaty w Green Cafe Nero i Organic Coffee, i nie żałując sobie deserów na pocieszenie. 
Husband is still on sick leave, till the beginning of February, and the healing process may take as long as six months....
Because he's not allowed to do much we take slow walks around the neighbourhood, and because it's Winter we mainly visit cafes and local bars, drinking lots of coffee and tea, and eating cakes for better mood.




Czasami jadamy też obiady, na przykład wietnamską zupę pho w Pho Toan:
Sometimes we also eat lunches, for example Vietnamese pho soup in Pho Toan:




Albo japoński oyakodon i zupę miso w Peko Peko:
Or Japanese oyakodon and miso soup in Peko Peko:





Niektóre obiady stają się inspiracją do własnych eksperymentów kulinarnych. Na przykład, wracając od lekarza trafiliśmy przypadkiem do Kuminu, małej knajpki na warszawskim Wilanowie, gdzie właścicielka uraczyła nas przepyszną ucztą libańską! Wszystko było świetne, ale najbardziej nasze serca i podniebienia skradła taca przystawek.
Some dishes became inspirations for my own experiments. For example, on our way from the doctor we stumbled upon the Lebanese bar Kumin where we were served delicious food, including the set of starters!


(od lewej: muhammara, tabouleh, hummus, na dole: bakłażan smażony, kiszona marchew z kminem i ezme)

Taką ucztę z wieloma warzywnymi pastami już kiedyś robiłam (i zamierzam ją powtórzyć!), ale na razie zabrałam się za kiszonki. Marchewka z kuminem wyjątkowo posmakowała Robertowi a różowa rzodkiew jest zarówno smaczna jak i efektowna! Byliśmy też w gruzińskiej restauracji na pierogach, a do nich podano nam zaróżowioną od buraczka kapustę kiszoną i oczywiście musiałam sobie taką zrobić w domu! *^V^* Po tygodniu wszystkie trzy kiszonki są "małosolne", ale wiążę z nimi wielkie nadzieje w dalszym procesie kiszenia!
I prepared a similar set some time ago (and going to repeat that soon!), but for now I started with pickles. Robert especially liked carrot with cumin, pink radish is both tasty and decorative. When we were in a Georgian restaurant recently we were served pink pickled cabbage with beetroot (hence the colour), so of course I had to make it as well! *^V^*After one week in brine the veggies are slightly sour but I hope for their development with time!




Oprócz gotowania (lub nie) i jedzenia ostatnio głównie czytam, bo raz za razem połykam kolejne kryminały Iana Rankina o detektywie Rebusie! ^^*~~ Na serio trzaskam je jeden za drugim, już pięć przeczytałam i na szczęście jest jeszcze kilka! A to książki z rodzaju takich, że niby nic, ale jak się zacznie czytać to nie można przestać i nie wiadomo kiedy robi się 2 w nocy!...
Robótkowo na chwilę zniechęciłam się do fioletowego pulowera, bo muszę dokupić włóczkę i wydłużyć korpus. Popatrzyłam na zdjęcia innych dziergających i u nich też jakoś kuso wyszło, podejrzewam, że to może być spowodowane tym, że Japonki mają krótsze korpusy i ten sweter na Japonce będzie wyglądał na w sam raz, podczas, gdy dla Europejki będzie za krótki. Tak więc, chwilowo dziergam coś innego, z podarowanej włóczki. Dopiero zaczęłam, więc pokażę jak już będzie co pokazywać.
Apart from cooking (or not) and eating I've been mainly reading recently. I keep taking Ian Rankin's detective stories from my library and I devour them in two days max, they're so good that when I start reading suddenly it's 2 am and I'm still not in bed!... ^^*~~ 
As for the knitting, I abandoned my violet pullover for a moment because I needed to buy more yarn and lengthen the body. I looked at some finished projects' photos and realised the other versions also look too short at the front, maybe it's because Japanese girls have shorter bodies than the Europeans and that's why the pullover looks fine on a Japanese designer. Anyway, it's on hold at the moment and I've been knitting something completely different, from the yarn I was given. I'll show you when there's anything presentable.
 

Żeby nie było, że wpis tak bez kota - kot jest! ^^*~~
I don't want you to stay catless, so here is the cat to sum up the post! ^^*~~


Saturday, August 08, 2015

Relish, chutney, salsa....

Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że to NIE jest pogoda do fotografowania swetrów! Nawet, jeśli jest to częściowo ażurowy Mały Sweterek z białej bawełny... *^-^*
Almost 40 degrees C! It's SO NOT the weather for taking photos of a sweater! Even if it's a lacy white cotton Tiny Cardi... *^-^*


No to pokażę coś innego, bo nie ograniczam się tylko do leżenia przed wentylatorem!
So I'm going to show you something else today, because I don't sit in front of the electric fan all the time!



Przerobiłam wiadro działkowych czerwonych porzeczek na konfitury. Nastawiłam ogórki do umałosolnienia oraz próbną partię do kiszenia. Zrobiłam mnóstwo małych słoiczków ogórkowo-cukiniowego relisha (chutneya? salsy? sosu?... *^v^*) - jak się okaże smaczny, to podzielę się przepisem.
I turned a bucket of red currants into a jam, then I put cucumbers into jars and made a big batch of a dill relish. I'll share the recipe when I try this and check if it's good or not.




I znowu dziergam!
Miałam tydzień bezruchu, kiedy nie wiedziałam, za co się zabrać - na dokończenie Settlera albo zaczynanie Merle jest stanowczo za gorąco, a nie miałam pomysłu na nic innego. Aż wreszcie popatrzyłam na najbliżej leżące motki, pozostałe po skończeniu Chai Latte i doznałam olśnienia! I tym samym przyłączyłam się do Herbatkowej Kampanii Zwyklakowej.

And I keep on knitting! I had a week of a standstill, after finishing the last cardigan I didn't know what I wanted to work on. It's way too hot to knit wool so I didn't feel like finishing Settler or starting Merle. Then I looked at the yarn skeins left after finishing the last cardigan and I was inspired! So, I joined Herbatka's Average Sweater Campaign.




Wygarnęłam motki Yarn Art Cotton Soft w kolorach czarnym, kremowym i karmelowym, dodałam im jako kolor bazowy średni jeans i dziergam zwyklaka. W sumie nie wiem, czy to będzie można nazwać zwyklakiem, bo będzie to pulower wielokolorowy i z wzorem, więc czy będzie taki zwyczajny?... No, ale w każdym razie się dzieje. Inspiracją jest sweterek Dessine Moi Un Mouton autorstwa Rililie, ale u mnie włóczka jest sporo cieńsza, kolor bazowy nie jest dziergany wzorem tylko na gładko i zamierzam pokombinować z rękawami. Sam ozdobny ścieg - broken seed stitch - można zobaczyć też w innych wzorach, np.: Broken Seed Stitch Socks albo Broken Seed Stitch Kammekkaat.
I took the Yarn Art Cotton Soft skeins in black, cream and caramel, added the jeans blue as a main colour and started a pullover. I'm not sure you can call in an average one because it'll have colourful stripes and a decorative stitch but anyway, that's my contribution. I was inspired by the Dessine Moi Un Mouton sweater by Rililie, although my yarn is much thinner, the base colour is work in knit stitch and I want to change the sleeves. The broken seed stitch used in this project can be seen in other projects, like for example: Broken Seed Stitch Socks or Broken Seed Stitch Kammekkaat




Rozważam również dołączenie do akcji Skarpetkowy KAL u Amanity, ale ponieważ chcę zrobić długie podkolanówki do zimowych kozaków, to z tym poczekam, aż się lekko ochłodzi. ^^*~~
I've been also considering joining the Sock KAL at Amanita's, but because I want to make a pair of long wool socks for the Winter boots I'm going to wait a bit till the weather chills down. ^^*~~ 




Coś tam też się szyje, ale musiałam zrobić sobie przerwę na uzupełnienie zapasów kalki i papieru do wykrojów. Jak skończę, to będzie niebiesko a potem kwieciście. ^^
Tyle na dzisiaj, wracam przed wiatrak z drutami w rękach! Miłego weekendu!
I've been also sewing but I had to take a break for resupplying the pattern paper, ect. When it's finished, it'll be blue and then there will be flowers. ^^
That's all for now, I'm going back in front of the fan now, with knitting needles. Have a great weekend!

Thursday, August 15, 2013

Z ogórkiem za pan brat

Sukienki się szyją a przetwory się przetwarzają. *^v^* 
(jedna będzie gotowa już jutro, ale mąż wyjeżdża na weekend i zabiera mi siebie czyli fotografa oraz aparat, więc wszystko pokażę w poniedziałek ^^*~~)

Zrobiłam pierwszą partię powideł śliwkowych, przegapiłam czarną porzeczkę (ech...), ale teraz dzielnie opracowuję temat ogórków i papryk.
Mam już sałatkę z czosnkiem na zimowe przeziębienia:


Mam słodko-pikantne krokodylki:


(Moje modyfikacje - dałam pół kilo cukru zamiast kilograma (!...), a i tak mogłam dać mniej, ogórki są bardzo słodkie. Podobnie zmniejszyłam ilość octu - 250 ml zamiast pół litra.)

Mam też porcje mocno paprykowego leczo (trzy kilo papryki w trzech kolorach, dwa duże pomidory, trzy cebule, 3 łyżki słodkiej węgierskiej papryki w proszku, sól).


Powoli kończą mi się słoiki, a jeszcze mam w planach dorobić powideł śliwkowych, ogórków kwaszonych i konserwowych, leczo, i zabrać się za przeciery pomidorowe, czeka mnie jeszcze sporo pracy! *^v^*~~~

***

Przez ostatnie dwa tygodnie mąż często pracował z domu albo brał wolny dzień, stąd tylko cztery obiady. Zaczęłam zagłębiać się w temat kuchni koreańskiej i pierwsze wnioski są takie: uwielbiam ją!!! *^o^* 

Kurczak pieczony; cukinia i szpinak duszone w sosie sojowym;
ryż z kwiatowym furikake i borówką; domowe pikle (papryka marynowana, śliwki w occie).


Gołąbek; cukinia duszona z papryką, pomidorami i bazylią;
makaron świderki wymieszany z sosem pomidorowym i posypany szczypiorkiem.

Jeyook Bokkeum (제육볶음) - koreańska wieprzowina na ostro; Sayur Lemak - indonezyjskie warzywa w mleku kokosowym;
makaron razowy muszle; kong namul (콩나물) - koreańska surówka z kiełków fasoli Mun.

Łosoś wędzony z pieprzem; cytrynka, borówki, rzodkiewki;
makaron świderki z sosem z warzywami z koreańskiego dania (콜라 찜닭, cola jjimdak); ogórek małosolny.

Wednesday, June 12, 2013

"Truskawkowe pole rośnie wokół mnie!"

Strawberry season is in full bloom, they are the cheapest and the tastiest now. I eat them raw and make jams to enjoy them in the Autumn and Winter times. *^v^*
今はいちごの季節です!
いちごは一番安くて、一番甘いです。 
毎日たくさんの生のくだものを食べます。も秋と冬の季節のためにジャムとジュースを作ります。

***

Wiem, że to było marchewkowe pole, ale z marchewek nie robię przetworów, a z truskawek tak. 
*^-^*~~


Pierwsze od lewej - przepis mojego autorstwa - Truskawki w syropie

- 1,5 kg truskawek pokrojonych na ćwiartki
- 750 g cukru
- 400 ml soku jabłkowo-porzeczkowego
- sok z 1 cytryny
Gotować razem ok. 30 minut, zlać do słoiczków, zakręcić, pasteryzować w piekarniku 20 minut/120 stopni. Truskawki puszczą dużo soku, nakładając je do słoiczków starajmy się zagarniać głównie owoce, a część soku możemy zlać osobno i mamy butlę truskawkowego syropu do zimowej herbaty! *^o^*

Sięgnęłam też po sprawdzone przepisy innych gospodyń i zrobiłam dżem truskawkowo-ananasowy z rumem! *^v^*
No dobrze, nie z rumem, tylko z maderą, bo ją akurat miałam, ale też pyszne.
Oraz trzy słoiczki błyskawicznego dżemu z truskawek z żelfixem - na 1 kg niepokrojonych truskawek dałam 1/2 opakowania żelfixu Dr. Oetkera (20 g), zagotowałam, dosypałam 300 g cukru, zagotowałam ponownie, przełożyłam do słoiczków.
Soków i dżemów nie pasteryzowałam, tylko nalewałam gorące i zostawiłam do ostygnięcia do góry nogami (dżemy) albo normalnie (soki). 

Bardzo się cieszę, że w tym roku nie przegapiłam sezonu truskawkowego, teraz będę się już tylko objadać świeżymi owocami, a następne w kolejce do słoiczków będą chyba wiśnie?...


PS.: Sprułam nieszczęsną listwę w zielonym sweterku i zrobiłam na nowo, może jutro złapię męża przed pracą, żeby mi zrobił kilka zdjęć. *^o^*

Friday, June 07, 2013

"Truskawki w Milanówku"

Jams and pickles again! This time I made a rhubarb/strawberry/hibiscus jam and a Japanese greens pickled in soy sauce/vinegar/sugar and ginger. They both are really tasty. *^v^* I also made the life-changing bread - not a success and it definitely didn't change my life, but I'm going to give it a second try some time later.
次のジャムを作りました。これは大黄といちごとフヨウぞくのジャムです。
それに、日本の青菜の漬物を作りました。とてもおいしいです!作り方はアリス.フォレルの本「Abundance」から来ました。
そして、特別なパンを焼きました。それは 成功ではありませんでした。もう一度このパンを焼きたいです。
***

Znacie tę piosenkę? Bardzo ją lubię, chociaż nigdy nie jadłam truskawek w Milanówku, z talerzyka Rosenthala. *^-^*~~~

Truskawki staniały! *^o^*
Jeszcze w sobotę widziałam je po 12 zł za kilo, a we wtorek kupowałam już po 5 zł. W związku z tym, zanim rozpuszczą się w tych nieustających deszczach, czas piec z nimi ciasta, robić desery i zamknąć część z nich w słoiczkach.
Na dobry początek, intrygujący pomysł z bloga Bei:



Nigdy nie używałam kwiatów hibiskusa, widziałam je tylko w deserach Bożeny Sikoń, i wreszcie znalazłam pomysł do wypróbowania ich w domowym gotowaniu. Przepis powtórzyłam bez żadnych zmian, cukru do owoców dałam 200 g i wyszedł mi dżem dokładnie tak słodki i tak kwaskowy, jaki mi pasuje. Nie jest mocno zżelowany, to raczej mus niż dżem, będzie fajnym dodatkiem do lodów waniliowych czy nadzieniem do bułeczek. Suszone kwiaty hibiskusa kupiłam w sklepie zielarskim.



***

Korzystając z klęski urodzaju sałat azjatyckich *^v^*, zrobiłam też pikla według przepisu Alys Fowler na "Pickled mustard green Japanese style". Nie wiem, na ile jest to autentyczny przepis, Alys pisze, że w Japonii tradycyjnie jada się tę kiszonkę z ryżem jako przekąska po szkole. 
Potrzebujemy 200 g liści musztardowca, ale ja nie ograniczyłam się tylko do tej sałaty, i zrobiłam mieszankę składającą się ze zbiorów balkonowych: musztardowca, komatsuny, pak choi, kapusty wa wa sai oraz tego co miałam w lodówce - trochę liści botwinki, trochę liści odciętych od pęczka rzodkiewki i dwa liście kapusty pekińskiej. Liście należy umyć, odwirować (muszą być suche, żeby woda nie rozcieńczała zalewy) i pokroić na duże kawałki.
Zalewa:
50 ml sosu sojowego
50 ml octu ryżowego (może być biały winny)
20 g cukru (u mnie brązowy)
1 świeże chilli
5 cm kawałek startego świeżego imbiru

Pokrojone sałaty układamy w umytym słoju (najlepiej 1-litrowym, z czasem zawartość zwiotczeje i ubije się do połowy wysokości), zalewamy zalewą i dociskamy małym słoikiem wypełnionym wodą albo wyparzonym kamieniem, żeby cała zielenina zanurzyła się pod poziom zalewy. Zalewa apetycznie pachnie kombinacją składników! *^-^*~~~


Alys radzi zostawić obciążenie na liściach na 48 godzin, bo po takim czasie zielenina opadnie poniżej poziomu zalewy. Niestety nie zrobiłam zdjęcia przed wlaniem zalewy, 200 g liści wypełniało litrowy słój w całości a po wpływem kwaśnej zalewy i dociskania słoikiem wszystko ładnie się uklepało i stopniowo opadło, już w około 15 - 20 minut.

Zakręcamy słoik i wstawiamy go do lodówki. Niestety nie jest napisane, po jakim czasie pikle są już odpowiednio zamarynowane do jedzenia ani ile czasu się przechowują, podejrzewam, że w obydwu przypadkach odpowiedź brzmi - kilka dni. Będę to sprawdzać organoleptycznie w kolejnych dniach marynowania, przed zakręceniem słoika spróbowałam jednego liścia i mimo, że zielenina jest jeszcze dość "surowa", smak już na tym etapie bardzo mi się podoba - czuć słodycz i kwaskowość, i imbir, i wkład papryczki chilli. *^o^*

***

Poza tym, upiekłam "chleb, który odmienia życie".
Pierwszy raz na ten przepis natknęłam się tutaj, potem upiekła go też Dorota i kilka innych blogerek kulinarnych. Chleb jest bardzo prosty - nie ma zagniatania, wyrastania, przebijania, zakwasów, drożdży, to bardziej błonnikowy baton niż pieczywo w tradycyjnym rozumieniu. Wymaga tylko kilku odpowiednich składników a przede wszystkim nasion babki płesznik. Ja kupiłam babkę przy okazji składania zamówienia z www.bogutynmlyn.pl, ale jest ona dostępna na allegro oraz w sklepach zielarskich i niektórych aptekach.

Składniki na małą keksówkę
suche:
- 135 g ziaren słonecznika
- 90 g siemienia lnianego
- 65 g orzechów laskowych lub migdałów - ja dałam 40 g płatków migdałowych i 25 g pestek dynii
- 145 g płatków owsianych, tradycyjnych
- 4 Ł nasion babki płesznik 
- 1 ł soli

mokre:
- 1 Ł syropu klonowego - dałam 1 Ł miodu akacjowego
- 3 Ł roztopionego oleju kokosowego lub masła ghee
- 350 ml wody

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej, połączyć. Przełożyć do keksówki wysmarowanej masłem (ja wyłożyłam papierem do pieczenia). Zawinąć w folię spożywczą i zostawić na minimum 2 godziny (do 24 godzin) w temperaturze pokojowej.

Chleb po wymieszaniu wyglądał u mnie tak (mąż zapytał, czy będziemy go jedli łyżeczką... *^v^*):


Piec w temp. 175 stopni przez 20 minut a następnie wyjąć z blaszki i piec jeszcze 30-40 minut. Ważna informacja - chleb przed krojeniem MUSI kompletnie wystygnąć, inaczej będzie się rozpadał!

Tak wyglądał mój chleb już po upieczeniu:


To nie był pełen sukces... Chleb mocno się kruszy a kromki tylko do połowy pozostają w całości.


Przeczytałam mnóstwo komentarzy na jego temat i wnioskuję, że zostawiłam mój chleb do namaczania przed pieczeniem na zbyt krótko - 2,5 godziny. Następnym razem zostawię na jak najdłużej i zobaczę, jaki będzie efekt. Znalazłam też wersję bez babki płesznik, i bez wyjmowania chleba z foremki, po prostu piecze się go przez godzinę, na tym blogu.
Dodatkowo, ponieważ jest to bardziej baton błonnikowy niż pieczywo, dodam do niego suszone owoce dla smaku, a ten nieudany bochenek skruszę na blachę, wysuszę w piekarniku i zjem z mlekiem jak granolę. *^v^*

Thursday, May 30, 2013

Przetwory czas zacząć!

Wnioski z moich ostatnich doświadczeń z państwową służbą zdrowia?
Lepiej być zdrowym i bogatym niż nie być, bo jeśli zachorujemy, to w miarę szybko dostaniemy się do lekarza w prywatnej przychodni za pieniądze. Jak jesteś chory i niebogaty, wizyty u lekarza państwowego możesz po prostu nie doczekać...
Kiedy słyszę 29 maja, że na ten rok już nie ma terminów do lekarza, to ręce mi opadają (szczególnie ta chora prawa ręka...). Na szczęście znalazłam miejsce, w którym był termin na czerwiec, i wciąż pozostaję z nadzieją, że uda mi się zrobić rehabilitację przed Gwiazdką...
Ale to dygresja od tego, o czym chciałam dzisiaj napisać, albowiem:

Proszę Państwa, mamy pierwszego w tym sezonie potwora, o, pardon, przetwora. *^o^*
Oto dżem rabarbarowy z imbirem.
Ladies and gentlemen, here is the first fruit in the jar this season - the rhubarb & ginger jam. *^o^* The recipe comes from the book by Alys Fowler "Abundance" and I changed it a bit, next time I'll add less sugar to make it taste more rhubarb-sour.
今年、それは最初のジャムです。 大黄と生姜ジャム。*^o^*
作り方はアリス.フォレルの本「Abundance」から来ました。


Przepis wzięłam z książki Alys Fowler "Abundance" i trochę go zmodyfikowałam po swojemu.
1 kg umytego i pokrojonego w 2 cm kawałki rabarbaru zasypałam 1 kg cukru (wymieszanego pół na pół białego i brązowego). Zostawiłam na noc pod ściereczką, żeby rabarbar puścił sok.
Następnego dnia przełożyłam rabarbar wraz z powstałym sokiem do garnka, dodałam 50 g tartego świeżego imbiru, 1 ł soku z limonki, dużą szczyptę cynamonu i 200 ml soku jabłkowego, i gotowałam mieszając ok. 30 minut.
Przełożyłam do wyparzonych w piekarniku słoików, zamknęłam, pasteryzowałam 20 minut w piekarniku w temp. 120 stopni.


Dżem wyszedł dość ciemny i gęsty, i chyba następnym razem dałabym mniej cukru, bo zniknęła cała kwaśność rabarbaru, za którą go lubimy.

Drutowo, skończyłam Featherweight Cardigan (zdjęcia po weekendzie, jak pogoda pozwoli) i na warsztacie obecnie mam sweterek bawełniany zaczęty kilka lat temu.... Nie róbcie tak, nie odkładajcie zaczętej robótki na tak długi czas, bo potem strasznie trudno jest dojść, co chciało się uzyskać, szczególnie w przypadku, gdy nie robimy dokładnie według opisu i próbujemy eksperymentować.... *^w^*

***
W tym tygodniu nie ma bentou, bo mąż był chory i pracował z domu.

Monday, September 03, 2012

Dom przetworami pachnący

Przetwory wciąż się przetwarzają, na przykład w jakiejś gazecie trafiłam na przepis na orientalną cukinię, którą trochę zmieniłam po swojemu i to może być cukiniowy hit w naszym domu. *^v^*
I keep preserving things and for example in some magazine I found a recipe for an Oriental zucchini chutney that I modified a bit and we already like it. *^v^*


Składniki to: 
- 0,5 kg cukinii (pokrojonej w kostkę), 
- 3 duże cebule i 1 główka czosnku (pokrojone w plasterki)
- 40 g koncentratu pomidorowego
- 1 ł harrisy (pasty z ostrych papryczek)
- 5 Ł sosu sojowego
- 1 Ł tartego świeżego imbiru
- szczypta soli
- kilka kropel oleju sezamowego (dodajemy pod koniec gotowania)
Na odrobinie oleju podsmażyć cebulę i czosnek, po chwili dodać cukinię i resztę składników, dusić na małym ogniu 30 minut, po zdjęciu z ognia dodać kilka kropel oleju sezamowego, przekładać gorący sos do słoiczków i pasteryzować 20 minut w 120 stopniach.
Ingredients are:
- 0,5 kg of zucchini, in cubes
- 3 big onions and 1 head of garlic, sliced
- 40 g of tomato concentrated paste
- 1 tsp of harissa (hot peppers paste)
- 5 Tsp of soy sauce
- 1 Tsp of grated fresh ginger
- a pinch of salt
- a drizzle of sesame oil (added after you finish cooking)
Saute the onions and garlic on a Tsp of oil, add zucchini and the rest of the ingredients, simmer for about 30 minutes, remove from the heat, add a drizzle of sesame oil, put chutney into the jars, close and pasteurize (20 minutes in the oven, 120 C).

A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli przetwory w oliwie - w starym wydaniu specjalnym "Mojego Gotowania" z przetworami znalazłam przepis na bakłażana z serem feta w oliwie, a ponieważ akurat trafiłam na taniego bakłażana będzie świetnym elementem śniadań zabieranych do pracy przez Roberta.
And now something different, eggplant with feta cheese in olive oil, it's great to take to work for breakfast.


Bakłażana kroimy w plastry wzdłuż, podsmażamy na patelni grillowej z obu stron. Następnie na każdy plaster kładziemy kawałek sera feta, szczyptę czarnego pieprzu i liście bazylii, zawijamy i ruloniki układamy w słojach, obkładając je gałązkami świeżego oregano, tymianku, rozmarynu i sypiąc kilka ziaren kolorowego pieprzu. Zalewamy oliwą tak, żeby przykryć wszystko i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 120 stopni na 40 minut.
Cut the eggplant in long slices, grill on both sides. On each slice place some basil leaves, a piece of feta cheese, a good pinch of black pepper, roll it and put into a jar. Add some fresh herbs: oregano, rosemary and thyme and some coloured peppers. Pour over olive oil to cover everything and put into the oven in 120 C for 40 minutes.


Zostałam też poproszona (kłaniam się Squirk i jednej komentującej u niej na blogu) o przepis na ultra ostry sos paprykowy, co to mi się udało go wyprodukować w poprzednim sezonie.
A było tak: Robert kupił gruziński placek serowy i do niego był dołączony taki pomidorowo-paprykowy pikantny sos, i postanowiliśmy go powtórzyć w warunkach domowych. Znalazłam informację, że ten sos to adżika, a potem wyszukałam podobno oryginalny przepis na tę adżikę i zrobiłam sos według owego przepisu.
I was asked to publish the recipe I used to make an ultra hot pepper sauce last year, so here it is: we tried the Georgian cheese pie with the tomato-pepper sauce in the restaurant and I wanted to recreate the sauce. I found out that it was called adżika, and then I googled the supposedly original recipe.

Ktoś na którymś etapie popełnił błąd, bo przepis zawierał:
- 500 g papryki czerwonej ostrej
- 500 g papryki czerwonej słodkiej
- 500 g łuskanych orzechów włoskich
- 10 dużych główek czosnku
- pół szklanki oleju
- trzy łyżki octu winnego
- dwie łyżki soli
Zmniejszyłam ilości składników o połowę, a czosnku to w ogóle dałam tylko 2 główki, i wyszedł mi..... ogień w czystej postaci!!! Nie wiem, czy trafiłam na wyjątkowo ostre ostre papryczki, czy wyjątkowo niesłodkie słodkie papryki, ale jeść się tego nie dało, bo nie żartuję - spokojnie przeżerało kilka pięter na wylot.
Żeby nie wyrzucać jedzenia, wpadłam na pomysł rozprowadzenia ostrego smaku i dodałam kolejno 7 puszek krojonych pomidorów, i po ostatniej można już było ostrożnie spróbować sosu, który skarmiłam dwóm zaprzyjaźnionym miłośnikom diabelskich ostrości: Squirk i Danielowi. Ktokolwiek chce powtórzyć ten eksperyment, robi to na własną odpowiedzialność. ^w^

Somebody made a mistake at some point because recipe included:
- 500 g hot red peppers
- 500 g sweet red peppers
- 500 g walnuts
- 10 big garlic heads
- 0,5 c oil
- 3 Tsp wine vinegar
- 2 Tsp salt
I cut the portions in half and I only added 2 heads of garlic and... the result was the pure fire!!! I have no idea whether my hot peppers were extremely hot or my sweet peppers weren't sweet enough, anyway you couldn't eat it at all, it would go through the floors like the alien's acid!
Because I don't like to throw out the food I decided to make the flavour milder so I added 7 cans of chopped tomatoes and only then you could carefully try some of the sauce. I gave the jars to my hot food loving friends: Squirk i Daniel. If you want to repeat the recipe don;t blame me on the result. ^w^


W niedzielę byliśmy na maminej działce i plan zakładał wyciskanie soku z jabłek przy pomocy urządzenia, które jako drugie (obok sokownika) zostało zakupione w ramach prezentu od mojej mamy na nowe mieszkanie - prasy do owoców.
We spent Sunday morning and noon at my mother's gadren where we wanted to make apple juice using another new flat present from my mom (apart from the juice maker) - the hand press.

Niestety, na miejscu okazało się, że jabłka rosnące na tej działce to odmiana ananas, czyli dość "kartoflowate" - idealne na musy i marmolady, ale wyciśnięcie z nich soku jest prawie niemożliwe!... Po godzinie ciężkiej pracy Robertowi udało się uzyskać pół szklanki soku z miąższem, który zjadłam ze smakiem (bo ananas jest jabłkiem bardzo słodkim!), a maszyna została umyta i zabrana do domu... Z soku miał być cydr, jednak musimy znaleźć bardziej soczystą odmianę jabłek, a na razie z braku jabłkowego soku Robert nastawił wczoraj piwo miodowe z 4 kg miodu (to małe zawiniątko to gratis - garstka miodu lipowego)! ~*^o^*~
Unfortunately, it turned out that my mother's apples are the "pineapple" type which means they're perfect for a mousse or marmalade but not juicy type at all! After one hour of hard work Robert only managed to get half a cup of juice with some mousse (which I ate becauce those apples are sooo sweet ^^), and the press was cleaned and taken home... He wanted to make a cider out of that juice but instead he made a honey beer out of the 4 kilos of honey (the small package is a free sample of linden honey)! ~*^o^*~


A dziś od rana przetwarzałam jabłka  - zrobiłam chutney z żurawiną według tego przepisu,
And today I was making cranberry-apple chutney,


oraz jeszcze cztery słoje jabłek do szarlotki.
and four more apples for the apple pies.



Jutro muszę dokupić małych słoików i mam w planach dwa nietypowe dżemy jabłkowe, i już zakończę jabłkową epopeję, bo skończyły mi się pomysły. Za to w drugiej połowie tygodnia zabieram się za ogórki i pomidory. *^o^*
Tomorrow I have to buy more small jars and I want to make two unusual apple jams, and that's it as far as apples are concerned. At the end of the week I'm going to preserve cucumbers and tomatoes. *^o^*

I jeszcze mała informacja - zebrałam wszystkie przepisy, jakie kiedykolwiek pojawiły się na moim blogu - możecie je znaleźć na górnym pasku pod hasłem Gotowanie.

Wednesday, August 29, 2012

Dom jabłkami pachnący II / Apple scented home II

Jabłka wciąż spadają mi z nieba (to znaczy, z działki *^v^*), więc wciąż je przetwarzam. Na przykład, zrobiłam ostry chutney według tego przepisu. Efektem jest słodka jabłkowa marmolada z nutką Orientu, idealnie pasuje do wieprzowych kotletów albo pieczonego drobiu, lub jako dip do ciasteczek serowych - już przetestowane i coś czuje, że będę go robić jeszcze raz, bo za szybko znika...  ^^*~~
I still have a lot of apples coming so I keep preserving them. For example, I made a hot apple chutney from this recipe. The result is a sweet apple marmalade with an Oriental character, perfect with pork chops or roasted chicken, or as a dip for the homemade cheese crackers - all those combinations were already tested and I think I'll be making more of this chutney because it may disappear quickly... ^^*~~



Ulubioną kuchnią mojego męża jest kuchnia indyjska, więc sięgnęłam też po przepis na chutney jabłkowy według tego pomysłu - jest inny od powyższego, bo bardziej w kawałkach, a bengalska mieszanka przypraw panch phoran nadaje mu prawdziwie indyjskiego charakteru i będę go podawać właśnie do dań tej kuchni.
My husband's favourite cuisine is Indian cooking so I made the apple chutney from this recipe - it's a bit different from the previous one because it's chunky and Bengali panch phoran spice mixture adds a special flavour to it. 



Zrobiłam też jabłkowe chrupacze. Chciałam je ususzyć metodą mojego taty - plasterki nawleczone na patyczki, zawieszone na słonecznym balkonie na kilka dni, ale gdy je robiłam pogoda mi się zepsuła, przez kilka dni było pochmurnie albo wręcz lał deszcz, więc musiałam znaleźć inny sposób. Usunęłam gniazda nasienne, pokroiłam jabłka w cienkie plasterki, posypałam szczyptą cynamonu i suszyłam rozłożone na blasze do pieczenia na pergaminie w piecyku nagrzanym do 50 stopni przez ok. 5 godzin. Nie wysuszyły się na wiór, więc jeszcze lekko wilgotne pojadaliśmy przed telewizorem.
I also made the apple chips. I wanted to dry the apple slices like my father did - on a stick in the full sun, but the weather was bad recently so I chose the oven method and placed the slices of apples on a baking tray, sprinkled with some cinnamon, for about 5 hours in 50 degrees C. They didn't come out very dry so I decided not to keep them but eat while watching tv.



A to coś, co już kiedyś pokazywałam na blogu - cytryny marynowane w soli, dodaję je do dań kuchni marokańskiej.
And here is something I've shown on my blog - lemons pickled in salt which I add to Moroccan dishes.


Cytryny myjemy (można sparzyć), nakrawamy w ćwiartki, ale nie do końca, i w powstałe szczeliny wsypujemy sól - ok. 1 Ł na sztukę. Następnie układamy w słoikach i zalewamy sokiem z cytryn, ilość zależy od tego, jak bardzo soczyste cytryny kupimy, u mnie tym razem wyszło 1 cytryna cała/sok z 2,5 szt. Odstawiamy w ciemne chłodne miejsce na co najmniej 3 tygodnie.
Wash the lemons, cut them into quarters but not entirely and rub some salt in the slits - about 1 Tsp per lemon. Then put them in the jars and cover with lemon juice - the number of lemons for juice depend on how juicy they are, in my case I used 2.5 lemons for juice to cover one salted lemon. Put the lids on and store the jars in cool dark place, use after 3 weeks.

Zabrałam się też wreszcie za pomidory - kupiłam dla eksperymentu dwie odmiany: podłużną Limę i małe Gargamele.
I also bought some tomatoes for a paste - long Lima and small Gargamel.


Pokroiłam je w kawałki i gotowałam na małym ogniu około półtorej godziny, pod koniec dodałam 1 Ł soli na garnek do smaku (na 3 kg pomidorów) i zmiksowałam wszystko ręcznym mikserem. Jak widać Lima (po lewo) dała ciemniejszy czerwieńszy sos, a i smakiem nieco się różnią, nazwałabym to dwoma odmianami słodyczy. ~*^o^*~ Z pomidorami to dopiero początek, bo ta ilość na pewno nie zaspokoi naszym pomidorowych potrzeb jesienno-zimowych. ^^
I cut them into pieces and cooked on slow heat for about 1,5 hr, at the end I added 1 Tsp of salt per pot (3 kg of tomatoes) and mixed everything with a hand mixer. As you can see, Lima (on the left) gave me the darker more red sauce and the taste differes a bit, I would call them two types of sweetness.  ~*^o^*~ It's only the beginning with tomatoes because that amount wouldn't satisfy our Autumn and Winter needs. ^^


I na koniec - wielka premiera prezentu, jaki dostałam od mamy na nowe mieszkanie - sokownik! ~*^v^*~
And to sum up - a great premiere of the present I got from my mum for a new apartment - a juice maker! ~*^v^*~


Ponieważ trafiłam na niedrogą aronię postanowiłam go na niej wypróbować i oto proszę - mam butlę domowego soku z aronii do jesiennych i zimowych herbat. ^^*~~ (Na 2 kg aronii dałam 1 szkl. cukru.)
Because I found a cheap aronia berries I decided to make the first juice out of it and here it is - a bottle of homemade aronia juice for Autumn and Winter teas. ^^*~~ (For 2 kg of berries I added 1 cup of sugar.)


Oraz butlę soku z malin.
I kilka słoiczków malinowych konfitur, bo po oddaniu soku maliny okazały się jeszcze całkiem soczyste, więc dosypałam 1 szklankę cukru i zagotowałam, a potem napełniłam słoiczki i zapasteryzowałam w piekarniku (120 stopni przez 20 minut). I oficjalnie zużyłam wszystkie małe i średnie słoiki! *^v^*
Then I made a bottle of raspberry juice.
And some jars of raspberry jam because after the juiced stopped coming out there was a lot of moist berries left so I added 1 cup of sugar to them, brought them to a boil, poured the jam into the jars and pasteurised them for 20 minutes in the oven, 120 C. And I officially used up all small and middle size
jars from my stash! *^v^*



PS.: Ryszard zaczyna poznawać swój koci mega-drapak! *^o^*
PS.: Ryszard has started to get acquainted with his cat tree! *^o^*

Monday, August 13, 2012

Dom jabłkami pachnący / Apple scented home

Jak to dobrze, że nie jestem aktorką filmów erotycznych! ^^*~~ W najdziwniejszych miejscach mam zadrapania i siniaki i jak by to wyglądało na ekranie?... ~*^v^*~ (poza tym jestem przeziębiona, a to już w ogóle dyskwalifikowałoby mnie do grania w scenach namiętności! )
A jest to efektem noszenia regałów i pudeł tam i z powrotem, po schodach w górę i w dół. Za to mam już pięknie urządzoną piwnicę (= trzy regały piwniczne upchane na styk w maleńkiej klitce, ale się zmieściły, uffff!.... ^^), a na półkach obok miliona różnorodności panoszą się słoiki z przetworami z zeszłego i tego roku.
It's good I'm not an erotic movies actress! ^^*~~  I have scratches and bruises all over my body and it wouldn't look too good on the screen, right?  ~*^v^*~ (I also got a cold and it's another no-no for the passionate scenes!)
This is the result of carrying furniture and boxes up and down the stairs, but we already arranged the new basement (= we managed to barely fit in three basement units in the teeny-tiny space, phew!.... ^^) and all the shelves are packed with stuff and jars with jams and pickles from last and this year.

Dodatkowo, dopadł mnie znienacka bakcyl przetwarzania, wspomagany przez czynniki naturalne czyli dwa wiadra jabłek z działki moich rodziców i od wczoraj jest u mnie jak u tego robaczka Brzechwy. Dwa darmowe wiadra jabłek, co jest niebagatelnym argumentem! ^-^ Coś trzeba było z tymi jabłkami zrobić, więc na dzień dzisiejszy mam:
Additionally, I suddenly caught the preserving bug, supported by the fact that I got two buckets of apples from my parents' plot of land. I had to do something with those apple so I ended up with this:


- baterię małych słoiczków wypełnionych musem jabłkowym z liśćmi mięty
- trzy litrowe słoje z duszonymi jabłkami z cynamonem, do szarlotki
- a lot of small jars with apple mousse with mint
- three 1 l jars of stewed apple pieces with cinammon, for apple pies

Z pozostałych jabłek zrobię jutro ostry chutney, a to na pewno jeszcze nie koniec jabłkowych pomysłów, bo w tym roku jabłonka wyjątkowo pięknie obrodziła i  są widoki na dużo więcej owoców, Robert już zaciera ręce na myśl o darmowym surowcu na domowy cydr! ~*^o^*~
I'm going to make a hot apple chutney using the rest of the apples and that's definitely not the end of ideas for apples because my parents' apple tree decided to give a lot of fruit this year! Robert is already happy with the free cider material! ~*^o^*~

Jabłka przetwarzałam na dwa sposoby:
Według pierwszego jabłka umyłam, usunęłam środek z pestkami, obrałam i pokroiłam w cząstki, a następnie udusiłam ze szklanką wody, dodałam cynamon i trochę cukru do smaku, i zapasteryzowałam.
Według drugiego sposobu, nieobrane jabłka bez środków ułożyłam  na blasze do pieczenia, po czym piekłam je w 180 stopniach przez ok. 40 minut. Owoce rozpadły się na mus, który musiałam wybrać z blachy spomiędzy skórek, i to jest moim zdaniem słaby punkt tego przepisu - następnym razem jabłka obiorę przed pieczeniem i będę je piekła w naczyniu żaroodpornym, w którym będzie mi wygodnie doprawić mus odrobiną cukru i cynamonu i z którego będzie mi potem łatwo przełożyć jabłkowy mus do słoików do pasteryzacji.
Takie jabłka można wykorzystać nie tylko do szarlotki, ale też jako dodatek do lodów, wsad do drożdżowych bułeczek czy do ulubionego dania z dzieciństwa - ryżu z musem jabłkowym. ^o^~~
I processed the apples two ways: first, I cleaned them, cored and peeled and cut them into chunks, and then stewed with a cup of water. Second way was to clean and core the fruit (but leave the peel on), and bake them on a tray in 180 degrees C for 40 minutes. The apples turned into a mousse but I had to scoop it from the flat tray omitting the peels so next time I'll do it like that: I'll peel the fruit and bake it in a baking form which will make it easier to spice it with sugar and cinammon, and then put into the jars.
Such apple mousse can be used for apple pies but also to add to ice-cream dessert, to fill in the sweet yeast buns or to eat with rice and cinammon. ^o^~~

Oprócz jabłek przetwarzam też inne rzeczy, bo im więcej pełnych słoików w piwnicy, tym ciekawsze i bardziej urozmaicone menu czeka nas jesienią i zimą, a wiadomo, że sklepowe przetwory kosztują, szczególnie te bardziej fikuśne. W przyszłym tygodniu zabiorę się na pewno za pomidory, cukinie i kabaczki - mam w planach przeciery, sosy i pikle, ale to już w mojej nowej kuchni, yikes! *^o^*
Chwilowo zrobiłam jeszcze słoik camemberta z ziołami w oliwie (do zjedzenia na bieżąco) - zioła oczywiście z własnego balkonu.
Apart from the apples I also preserve other things because I believe the more jars you have in the larder the more interesting your cooking can be in Autumn and Winter, when there are no fresh vegetables and fruit, and store-bought pickles can be expensive, especially the more exotic ones. Next week I'm going to start preserving tomatoes, zucchinis and eggplants - I'm planing mousses, sauces and pickles, already in my new kitchen, yikes!  *^o^*
At the moment I also made something for a quick breakfast - camembert with fresh herbs from my balcony, in olive oil.





I nastawiłam borówki na sok - niestety na wielkim krzaku borówki na maminej działce słońce podsuszyło owoce i nie za bardzo nadają się do podjadania, ale zasypane cukrem (i uzupełnione wkrótce innymi owocami) powinny dać smaczny sok. (Kto wie, może za radą Maryli Musidłowskiej doleję tam do nich kapkę rumu?... *^o^*).
I also started the blueberry juice - there is a blueberry bush on my mother's alotment but the sun dried out most of the berries and they're not so tasty to eat raw, but covered with sugar (and with some other fruit added) they should produce a tasty juice. Who knows, I may even pour a glass or two of rum into this jar... *^o^*.


A z frontu balkonowego takie wieści -  w zeszłym tygodniu zjedliśmy pierwszego pomidorka RedCherry. Zrobiłam to ze wzruszeniem, bo w końcu wyhodowałam go od nasionka! *^v^* Teraz następne kiście się czerwienią i dojrzewają również pomidory GoldNugget. Pozostałe gatunki się nie postarały i przeszły już do historii.
Balcony garden news - last week we ate the first RedCherry tomato. I was a bit touched while doing this because I grew it from the seed! *^v^* Next tomatoes are getting red and the GoldNugget tomatoes are getting yellow, the other types didn't want to cooperate so we said goodbye.



Chilli Hungarian Wax, który okazał się być Jalapeno Purple (!) kwitnie jak szalony i owocuje! Wygląda na to, że na pewno będę miała w tym sezonie papryczki żółte (Bulgarian Carrot) i fioletowe (Jalapeno Purple). Co do pozostałych kolorów, to zobaczymy, bo czerwone chilli dopiero kwitną. Po cichu bardzo bardzo trzymam kciuki za odmianę Ciliegia, bo owocuje czerwonymi kulkami, które można nadziać serem i zalać oliwą, mniam! ^^*~~
Chilli Hungarian Wax which turned out to be Jalapeno Purple (!) has a lot of flowers and one pretty small pepper! It looks like I'm going to have yellow hot peppers (from Bulgarian Carrot) and purple hot peppers (from Jalapeno Purple), but the rest of the colours are still unsure to come. I'd really love to have Ciliegia chillis because they are red balls that can be stuffed with cheese and drowned in olive oil, yummy! ^^*~~