Sunday, February 26, 2012

Roses are red...

W sobotę miałam kończyć zieloną sukienkę, ale...
Okazało się, że ktoś u męża w pracy jakieś dwa miesiące temu zostawił w zamrażarce w jednej z kuchni ogromną torbę z owocami dzikiej róży. Zdecydowano, że ponieważ tyle czasu nikt się po to nie zgłosił, to idzie do wyrzucenia.
On Saturday I wanted to finish my green dress, but...
It turned out that about two months ago somebody in my husband's workplace left a huge bag of dog rose fruit in the freezer in one of the kitchens. They decided to throw it out. 

No nie mogłam pozwolić na zmarnowanie takiej ilości dobrego materiału przetwórczego! ~^o^~
Połowa poszła do Squirk a połowę mąż przywiózł w piątkowy wieczór do domu. Tak więc, w sobotę najpierw wybrałam liście, patyki i zgniłe owoce, i otrzymałam prawie 3 kilo dzikiej róży. 
I just couldn't let it go to waste! ~^o^~
Half of it went to Squirk, my husband's friend's wife, and the rest was brought home on Friday night. So, on Saturday morning, after I removed all the twigs, leaves and rotten fruit I ended up with almost 3 kilos of dog rose berries. 

A potem przez 6 godzin na zmianę usuwaliśmy z owoców pestki wraz z kłującymi włoskami i po tym czasie mogliśmy się pochwalić godnym rezultatem 1 kilograma oczyszczonej dzikiej róży gotowej do przerobienia na konfitury.
Then for 6 hours both of us removed the small stones and prickly hair from the fruit, and after that time we could proudly present the result of 1 kilo of clean berries ready to be processed into a jam.

Tak, jednego kilograma.   ̃๏̯̃๏
Yes, one kilo.   ̃๏̯̃๏

Nie była to zatrważająca ilość, ale w końcu ile człowiek jest w stanie zjeść konfitury z dzikiej róży?!... Poza tym, nikt by mnie nie namówił, żebym wypestkowała drugi kilogram...
It wasn't a huge amount but how much rose jam can you eat after all?!... Besides, nobody would make me clean another kilo...

Różę podzieliłam na dwa garnki: w jednym gotowały się oczyszczone owoce na konfiturę, w drugim - całe owoce do późniejszego przetarcia przez sito i przerobienia na chutney
I placed the fruit into two pots: in the first one there were the cleaned berries turning into a jam, in another - whole berries I wanted to squash through the sieve later and make the chutney.

W niedzielę prace trwały dalej, na szczęście było to już tylko mieszanie, dodawanie składników, przelewanie do słoiczków i pasteryzacja. ~*^0^*~ Chutneya na słodko-owocowo wyszły trzy słoiki, bo jednak straty podczas przecierania są bardzo duże, konfitur mam dziesięć słoiczków i są pyyyyyyyyszne! ~^o^~
On Sunday I countinued with cooking, mixing, adding ingredients, filling the jars and pasteurizing. ~*^0^*~ I have three big jars of fruity sweet&sour chutney and ten smaller jars of yummmmmmmy super sweet rose jam. ~^o^~

Czy zdecyduję się znowu robić przetwory z owoców dzikiej róży? Może za jakiś czas, kiedy zapomnę, ile czasu zajęło nam ich wypestkowanie... I kupię sobie maszynkę z korbką do przecierania owoców, bo takowej nie mam i ponad 2 kilo owoców przecierałam tłuczkiem przez sitko... ๏̯͡๏
Will I do something with dog rose fruit again? Maybe, when I forget how much time it took us to remove the stones... And when I buy the machine to mash the fruit, this time I had to use the pestle and a sieve... ๏̯͡๏

15 comments:

  1. mniam, dzika róża :3
    dla mnie najlepsza w postaci wina ^^
    mam jeszcze jakąś butelkę w domu, ale po prostu żal mi ją otworzyć :/ poczeka na specjalną okazję, taką na prawdę specjalną~~

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wina jeszcze nigdy nie próbowałam, ale konfitura jest całkiem fajna. ~^^~

      Delete
    2. nie piłaś u mnie wina z dzikiej róży?
      cóż za niedopatrzenie z mojej strony, będę musiała zajrzeć w zapasy i może jakąś butelkę wyskrobię na małe spotkanie :3

      Delete
  2. Bezcenne słoiczki dzikiej róży - ile to pracy było! Podziwiam Was oboje, w tym bardzo Twojego męża, bo mój by tylko przytachał to do domu ale obróbki by nie tknął ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mój nie miał wyjścia - gdyby nie pomógł, to nie byłoby obiadu ani kolacji, bo ja bawiłabym się z dziką różą... Zresztą, on był "źródłem" tego dobra. *^v^*

      Delete
  3. How beautiful. I like such handmade jam. So yummy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I didn't know what to expect because I've never tried dog rose fruit jam before but they turned out really tasty. ~^^~

      Delete
  4. Po pierwsze podziwiam. Po drugie zanotowałam sobie mentalnie, żeby mnie nigdy, przenigdy nie podkusiło robić cokolwiek z dzikiej róży. (No chyba że znajdę jakąś ofiarę, którą zmuszę groźbą lub podstępem do przygotowania półproduktu do dalszego przetworzenia.)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, to się zdecydowanie nadaje jako praca katorżnicza dla niewolnika... Przynajmniej efekt był tego wart, bo jakby konfitury wyszły do kitu to chyba bym się popłakała... ~^-^~

      Delete
  5. Szacun... Zdarzyło mi się pestkować z dwa litry owoców na syrop i do tej pory nie odważyłam się zrobić tego po raz drugi. Ostatnio, gdy będąc w górach, zebrałam sporo dzikiej róży, po prostu ponakłuwałam je i zrobiłam wino. Z drożdżamy sherry wyszło takie... takie różane sherry :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myślałam, że pestkowanie wiśni to ciężka praca. Teraz można mi te wiśnie znosić wagonami, nie odmówię!... *^v^*
      Następnym razem, o ile taki nastąpi, też zrobię wino! ^^

      Delete
  6. Jestem pełna podziwu dla Was :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękujemy! Sama jestem pełna podziwu i nieprędko będę gotowa powtórzyć to doświadczenie. *^v^*

      Delete
  7. Jestem tu nowa, ale udało mi się dziś wreszcie przeczytać całego Twojego bloga (to znaczy, dla ścisłości, część polskojęzyczną) i - jejku, jaki ten świat jest mały, a internet jeszcze bardziej! Kiedy kupowałam moją pierwszą strasznie-bardzo-absolutnie mrrroczną gotycką sukienkę w Atelier Bizarre nie sądziłam, że parę lat później będę czytać bloga właścicielki tego sklepu! :D BTW, absolutnie UWIELBIAŁAM Atelier, mimo że rzadko kiedy tam coś kupiłam - ech, ten skromny budżet licealistki - i byłam niepocieszona, jak sklep został zamknięty :'( To po pierwsze. A po drugie, okazało się, że mamy wspólnych znajomych! W jednym z postów polecasz film "Dawno temu w Iłży", zrobiony przez Twojego znajomego - ale hej, przecież ten film jest zrobiony przez MOJEGO znajomego! ^^ Znaczy się, z tego wynika, że znajomy jest nasz wspólny. :) Czuję się prawie jakbym Cię znała osobiście :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mi miło! ~*^o^*~
      Sklep został zamknięty m.in. dlatego, że właśnie rzadko ktoś tam coś kupował... ~^^"~ Ale pozostały nam po nim miłe wspomnienia.
      A świat rzeczywiście jest bardzo mały! ^^

      Delete