Sunday, January 24, 2021

All inclusive?...

 

Może chlebka? Jeśli nie, to na końcu wpisu jest szarlotka z lodami waniliowymi. *^v^*

Maybe a slice of bread? If not, there is an apple pie with vanilla ice cream at the end of the post. *^v^*


 

W piątek poszłam na rower. Postanowiłam sprawdzić, jak wyglądają ścieżki rowerowe i czy potrafię jeździć po roztapiającym się śniegu. Wniosek - nie potrafię! Kilka razy prawie się przewróciłam, więc część trasy pokonałam po chodnikach, a część przeszłam prowadząc rower. Piesi byli bardzo wyrozumiali, bo sami nie mieli dużo miejsca, chodniki tak samo jak ścieżki nie były zbytnio odśnieżone... 

On Friday I went out with my bike. I wanted to try if I can ride on the melting snow. Conclusion - I cannot! I almost fell a few times so on parts of my ride I used sidewalks and I even walked next to the bike for a moment. The pedestrians were very forgiving, they didn't have much space either on the sidewalks full of snow piles...


***

Dopadła mnie ostatnio taka myśl (jakaś myśląca się zrobiłam w nowym roku!... *^w^*) - no bo jest tak: dużo się od jakiegoś czasu czyta w mediach społecznościowych o inkluzywności. Głównie spotykam się z tym pojęciem w kontekście ciała, a szczególnie ciała w bieliźnie i bieliźnianej rozmiarówki, bo jestem fanką ładnej bielizny i śledzę zarówno ofertę różnych sklepów jak i blogi bieliźniarskie. Oczywiście bardzo się cieszę, że wiedza na temat rozmiarówki biustonoszy i świadomość, że nie każda z nas nosi przysłowiowe 80D w które próbują nas wcisnąć sieciówki jest znana coraz większej grupie kobiet, i fajnie, że w reklamach bielizny u większości producentów występują modelki chude i grube, niskie i wysokie, i średnie, i z dużą pupą i z małą, i z wielkim biustem i z maleńkim bo każda z nas może zobaczyć, jak wymarzony biustonosz wygląda na sylwetce podobnej do naszej (ze starszymi modelkami wciąż jest problem, w większości wszystkie młode ^^). Zgadzam się, że jak nam się opatrzą wszelakie sylwetki, to będziemy je automatycznie uznawać za normalne i nie będziemy dążyć do "jedynej słusznej" szczupłej figury. Ale...

I've been thinking recently about a certain topic - in the social media there's been a lot talking about body inclusivity in the past few months. I mainly come across this subject in the context of woman's body and its representation in the clothes and underwear adverts because I follow some underwear shops and blogs. Of course, I am happy that the knowledge about the range of sizes of woman's body is getting wider than the proverbial "36D for everyone" in retail chain shops. And it's cool there are different models hired to show the bras - fat and thin, short and tall, and the ones in the middle, with small and big butts, with huge and non existing boobs, that's how we can see the underwear and clothes on figures similar to our own and imagine how we would look in this or that piece of clothing. (it's not that easy with older models, most of them are young ^^). I agree if we keep seeing different silhouettes we will automatically regard them as normal and we won't dream about the "one and only proper shape" - thin one. But...

Jak zawsze jest jakieś ale. No bo pomyślałam sobie, że w porządku, dążymy do tego, żeby uznawać każde ciało za normalne, piękne, dopuszczalne. Ale niektórym nie wystarczy oswojenie ludzi z różnorodnością "człowiek chudy/gruby", idą dalej i pokazują, że np.: da się żyć bez depilacji bo w sumie włosy na nogach czy pod pachami są naturalne, rosną tam i już. Da się żyć bez makijażu czy farbowania włosów. A modelki, nawet te grube, są zawsze wydepilowane, umalowane, z piękną fryzurą, z gładkim ciałem. I z jednej strony z tym się zgadzam - sama chodzę na depilację, farbuję włosy, robię makijaż (no, nie codziennie! *^u^*), bo taka bardziej się sobie podobam, czuję się zadbana. Ale z drugiej - człowiek w stanie "naturalnym" jest taki jak jest w danej chwili, z włosami na nogach, z pryszczami i cellulitem, potargany jeśli akurat się nie uczesał, bez makijażu. I teraz moje pytanie brzmi - gdzie jest granica szerzenia inkluzywności? Czy skoro gruba modelka nie jest już dla nas dziwna, to może czas na pokazywanie bielizny i ubrań na kobietach z włosami na nogach, z nieidealną skórą, z siecią pajączków na buzi i podkrążonymi oczami? Tak wygląda zwyczajny człowiek! Ale czy tak pokazywany towar wyda nam się atrakcyjny? W końcu młoda szczupła piękna idealna modelka ubrana w daną sukienkę ma za zadanie zachwycić nas i sprawić, że wpadniemy w złudne przekonanie, że my też tak cudnie będziemy w owej sukience wyglądać (i w efekcie kupić ten produkt)!... Gdyby sklep pokazywał sukienki na zupełnie zwyczajnych kobietach - niska grubaska albo chuda jak tyczka "koszykarka", z włosami w mysim szarym, z kudłatymi łydkami - to czy nasz umysł zachwyci się takim obrazem, zobaczymy siebie na jej miejscu i rzucimy się do zrobienia zakupów? Nie wiem... Może tak, jeśli będziemy takie modelki widywać często w ofertach wielu sklepów, zadziała efekt opatrzenia się i kiedyś będzie to dla nas normalne. A może nie? Może inkluzywność ma swoją granicę estetyczną, bo w dzisiejszych czasach golenie nóg czy makijaż jest taką samą nieusuwalną częścią naszej codziennej higieny jak mycie zębów czy kąpiel? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, a jak Wy uważacie? *^v^*

There is always a "but". We want people to think every body is normal, pretty, acceptable. But some people are not satisfied with the masses getting used to "thin/fat diversity", they go one step further. For example, they promote living without removing hair from our legs/armpits, it's always been there and it's natural. Or going out without makeup/hair dyeing. And models, even if they're fat, are always smooth, with makeup, nice hairdo. On one hand I agree with that - I like myself when I'm improved, no unwanted hair on my legs, some makeup (not everyday! *^u^*), hairdo with a nice colour. On the other hand, a person in its natural state is just like that - hairy, pale on face, with pimples and cellulite, uncombed. And here comes my question - where is the limit of inclusivity? If fat models are already normal to us, maybe it's time for not perfect bodies on the catwalk? That's how normal people look like! But will we find the merchandise attractive if shown like that? Young slim pretty model wearing a dress has one job - to make us fall in love with the overall picture, imagine ourselves in her place and buy the product! When we see the same dress on the short fat girl or very slim tall one, with hairy calves, will we be equally enchanted? I don't know. But maybe we can get used to such models if we keep seeing them around over and over again, and it will be normal for us in the end. I'm not sure. Maybe inclusivity has its limits in the times when waxing our legs and putting on makeup is the same activity as brushing our teeth and a shower everyday?  I cannot find one simple answer to my questions, what do you think?


***

Jak obiecywałam, szarlotka. *^o^*

As I promised, apple pie. *^o^*



21 comments:

  1. Być może wyobraźnia mnie zawodzi, ale wydaje mi się, ze jest granica estetyczna, której nie przekroczymy. Słusznie zauważyłaś, ze nawet te modelki o figurach innych niż Anja Rubik są pomalowane, zadbane. Dodam do tego, że zwykle mają mimo większych gabarytów jednak proporcjonalne sylwetki. Towar ma się sprzedać, więc cały obraz, który nam serwuje producent musi być estetyczny, przyciągać oko i budzić przyjemne skojarzenia. Być może pojawią się totalnie naturalne modelki, jednak myślę, że będzie to w ramach marek niszowych, dla których oprócz obrotu liczą się określone ideały.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O tak, wybrane są kobiety o świetnych proporcjach (chociaż jest jedna modelka, która jest szczupła i ma wąską pupę i bardzo duży biust!). To mi przypomina co czytałam w wypowiedzi modelki plus size - można być dużą modelką z biustem, pupą, udami, ale oczekuje się, że nie będzie przy tym miała brzucha tylko płaską deskę i wcięcie w talii! Czyli wciąż gramy na tych samych nieco zmodyfikowanych stereotypach na temat sylwetki, którą można pokazać. A kobiety mają brzuchy!!! *^w^*
      Chyba sporo jeszcze czasu minie, zanim na wybiegach pojawią się wszelakie sylwetki i estetyki, a może wtedy już nie będą potrzebne biznesowi modelki tylko znajdą inne sposoby na promocję swoich produktów? Pożyjemy, zobaczymy. *^v^*

      Delete
  2. https://krytykapolityczna.pl/kultura/emilia-konwerska-zuzanna-bartoszek-cialo-akceptacja-rozmowa/

    jako kij w mrowisko wsadzę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, dlaczego, ja uważam, że to wypowiedź jak najbardziej w nurcie tematu. Dzięki za link, bardzo ciekawa rozmowa! Od razu przypomniała mi się moja koleżanka z liceum, która mówiła, że chciałaby być kiedyś twórcą ale takim bez twarzy, schowanym za swoimi dziełami. Ale też można z tego zrobić swoją wizytówkę, żeby jak ktoś powie "ta polska łysa malarka" to od razu wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi i być z tego zadowolonym, czerpać z tego siłę. Bo tak jest, że niestety widząc człowieka od razu automatycznie go oceniamy, szufladkujemy. Oczywiście, że jesteśmy kimś więcej niż osobą grubą, łysą, chudą, niską, ale świat zawsze nas tak zobaczy, bo oczy pozwolą na zobaczenie a mózg oprze się na znanych sobie schematach poznawczo-oceniających. Jakże to łatwe, wystarczy powiedzieć "no, ta gruba dziewczyna w szpilkach" i od razu wiemy, o kim mowa patrząc na grupę dziewczyn. Można powiedzieć "ta blondynka", będzie mniej oceniająco, bardziej stwierdzimy fakt, bo gruba, chuda to są już słowa nacechowane, a w sumie przecież tylko opisują cechę wyglądu.
      Zuzanna poruszyła inny ciekawy aspekt związany z ciałem - ja mogę nie lubić swojego wyglądu, ale nie chcę słyszeć od ukochanego, że "dla niego mój wygląd nie jest najważniejszy" i ja rozumie, co chciała przekazać. Z jednej strony tak powinno być, że wygląd nie jest najważniejszy tylko dusza i intelekt, z drugiej - skoro tak to można w ogóle nic nie robić, zaniedbać się, tylko myć zęby, żeby nie wypadły... *^0^* Więc chce i nie chce się tego usłyszeć, taki paradoks.
      Bardzo smutny jest ten fragment o litowaniu się i ciągłych komentarzach o raku... Często wydaje nam się, że coś robimy dobrze, a chrzanimy po całości z braku myślenia albo wiedzy.
      A jak czytam o ciałopozytywnych kampaniach w których bierze udział "bukiet" różnokolorowych różnosylwetkowych kobiet to od razu przypomina mi się pozornie inkluzywna Fenty, marka która uszyła chyba kilka sztuk bielizny w dużych rozmiarach do pokazania na nietypowych modelkach w swoich kampaniach, a w rzeczywistości nie ma tak inkluzywnej oferty...
      Natomiast wskażę jeden drobny błąd myśleniowy w zdaniu, że przecież było wielu niedoskonałych (kulawych) słynnych kochanków w historii świata, literatury. Owszem, ale to byli mężczyźni, a tu chyba miarkę przykłada się inaczej, facetom wolno być grubszymi, brzydszymi, z włosami na nogach!... *^o^* Kobietom na mniej się "pozwala".

      Delete
  3. Mysle, ze we wszystkim potrzebujemy troche zdrowego rozsadku, choc dla kazdego ten zdrowy rozsadek wygladac bedzie inaczej. Zakladam, ze celem reklamy jest sprzedanie nam czegos. I tu juz do firmy zalezy, jak chca to zrobic, pod warunkiem, ze bada w tym szczerzy. Jesli chca sprzeda towar ladnym obrazkiem, to nie mam nic do tego, ze modelki i modele beda "odpicowani". Jesli firma stawia na sprzedaniem nam czegos przez pokazanie wartosci, ktorymi sie kieruja, to nie razi mnie, kiedy modelka (oraz model) beda mieli wlosy na nogach i pryszcza na nosie, po prostu trafia do innych grup odbiorcow. Nie szokuja mnie wlosy i pryszcze na bilbordzie, bo sama je mam i uznaje to za "skladnik ludzki", podobnie jak nie szokuje mnie, kiedy ktos potraktuje tego pryszcza korektorem. Zapewne kazdy z nas ma swoj osobisty poziom komfortu i zakladam, ze ropiejace rany na bilbordzie beda oburzaly wiecej ludzi, niz widoczne zmarszczki. To czego nie znosze, to brak szczerosci: robimy reklame kremu na zmarszcki, zatrudniamy aktorki 55+, ale fotoszopujemy ja na gladko, albo zatrudniamy gruba modelke do reklamy bielizny, ale fotoszopujemy wszystkie jej faldki. Albo zatrudniamy celebrytow, zeby reklamowali nasze "cos" w mediach spolecznosciowych, a odpicowana i wyfotoszopowana gwaizda postuje "z lozka", ze dzieki nowej poduszcze/ herbacie na sen/ oczyszczaczowi powietrza budzi sie taka promienna...

    Ale tak generalnie, to mysle, ze warto "normalizowac" rzeczy normalne, zeby nastolatki nie rezygnowaly z basenu tylko z powodu braku makijazu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Poruszyłaś ważny aspekt całej sprawy - najważniejsze jest od małego uczyć dzieci, że każdy człowiek jest trochę inny z wyglądu i nie należy się z tego wyśmiewać, to jest po prostu normalne - chudy, gruby, rudy, brunet, bez ręki, kulawy, z wielkim nosem czy odstającymi uszami. Czyli to od rodziców zależy, bo na rodzica przede wszystkim patrzy małe dziecko, powtarza ich reakcje na otoczenie. I z takich dzieci wyrosną dorośli, którzy nie powiedzą "gruba baba" bo nawet taka myśl im nie powstanie w głowie, "gruba", "chuda" to będzie fakt, po co to komentować.
      A z reklamami to masz rację! Fotoszop w zdjęciach bielizny też występuje, na szczęście coraz rzadziej, ach te biustonosze składające się z dwóch miękkich trójkątów i paseczka, trzymające dwie wielkie idealne półkule piersi i w ogóle nie wżynające się w ciało pod biustem!...... *^O^*

      Delete
  4. Gdy oglądam ubrania na modelkach, jestem ślepa na sylwetki diametralnie odmienne od mojej (mam figurę typu wielki tyłek, grube uda, wąska talia) i w zasadzie nie przyglądam się urodzie modelek, tylko jak wygląda "mój" kształt ciała w takich ciuchach. Czasem patrzę na kolorystykę na danej osobie - gdy jest bliska mojej, to czy jej ładnie w danym kolorze. Dlatego też ewentualne włosy na nogach czy pod pachą tylko by mnie rozbawiły, ale nie wpłynęłyby na odbiór ubrania. Fryzura też obojętna, natomiast... nie zrezygnowałabym z makijażu modelek, nawet jeśli to "no-makeup", bo może dać wrażenie, że kolorystyka ciucha jest nietwarzowa. Makijaż też często oddaje ducha stylizacji.
    Szarlotka zabójcza, a ja właśnie planuję strategię odchudzania, a kysz!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj tam, oj tam, odchudzamy się od 17 lutego, sama piszesz, że dopiero planujesz strategię, na razie można kawałek szarlotki zjeść! *^V^*
      Sama lubię makijaż, bo mimo, że nie nakładam dużo "tapety" (nigdy nie miałam problemów z cerą i nie miałam potrzeby ukrywania trądzika) to widzę, że odrobina kremu BB zmienia kolor mojej cery, ujednolica, tusz dodaje oczom wyrazu, szminka ożywia kolorem (ach, moje biedne szminki, tak rzadko używane od roku....). I nie mam problemu, żeby wyjść z domu bez makijażu. Ale wciąż nie potrafię latem pokazać się z włochatymi łydkami, indoktrynacja na temat oczekiwanego kobiecego wyglądu siedzi we mnie głęboko. Po czym wnoszę, że zmian nie jest tak łatwo wprowadzić, jeśli się coś wbijało ludziom do głowy przez dekady.

      Delete
  5. Dzień dobry!
    Ja osobiście nie miałabym nic przeciwko, gdyby na bilboardach zaczęły się pojawiać pryszczate twarze, czy nieogolone nogi (choć prawdę mówiąc wolałabym, aby bilboardy całkowicie znikły z polskich miast). Wręcz czekam, aż kobiety będą przedstawiane w ten sam sposób jak mężczyźni. Facet jest ok, o ile nie wygląda jak rasowy kloszard lub nie jest otyły ("zwykła" nadwaga u mężczyzn nie razi). Wystarczy, że dba o higienę i nosi współczesne ciuchy, nie koniecznie super modne, ale nie przedpotopowe. Gość we flanelowej koszuli - swojski ziomek, koleś w traperach i z brodą - intrygujący, w wymiętej lnianej koszuli - spoko luzak, itp, itd. A kobiety? Kobiety muszą się naprawdę napracować, aby wyglądać "normalnie" i mnie to bardzo drażni, zwłaszcza, kiedy słyszę jak stado ogrów orzeka, że ta czy tamta "baba" powinna zrobić sobie porządny "tuning" - fryzjerka, kosmetyczka, inne ciuchy, to wtedy można by taką tknąć (ale nie na trzeźwo!). I niestety nie wymyślam tego, pracuję w męskim środowisku i niejedno już słyszałam. Osobiście nie maluję się wcale (nie, że tylko oczy i paznokcie), wcale tzn wcale, z małymi wyjątkami typu wesela / chrzciny / komunie, kiedy maluję rzęsy tuszem. Nie farbuję też włosów, choć mam już trochę siwych, nie układam ich, tylko codziennie związuję w koczek, nie noszę eleganckich butów, a już zwłaszcza na obcasie (tylko od wielkiego dzwonu - wesela itp.), mimo że jestem niska i POWINNAM takie obuwie nosić. Tak jest mi po prostu najwygodniej i nie widzę najmniejszego sensu stroić się i malować, kiedy otaczają mnie w większości zwykłe prymitywy. Mówiąc krótko - dbam o siebie jak standardowy mężczyzna, tzn. myję się, nie maluję i chodzę w wygodnych ciuchach, ale tenże standardowy mężczyzna jest ok, a ja jestem postrzegana jako zaniedbana. Oczywiście nadal będę robić jak mi się podoba i jak mi wygodnie, ale nie ukrywam, że denerwują mnie te podwójne standardy. Kobiety, które lubią się ładnie ubrać i umalować nawet podziwiam (że też im się chce!) - skoro tak lubią, skoro taki mają styl - niech tak robią. Ale dlaczego świat uznał to za standard? Jak nastolatki mają dobrze o sobie myśleć, skoro widzą i czują, że same w sobie bez dodatków i ozdóbek nie są nawet przeciętne, są uznawane za zupełnie nijakie?
    Co do depilacji, tu niestety ulegam tej "indoktrynacji" jak to ładnie nazwałaś. Też się golę, choć nie muszę być non stop zupełnie gładka, toleruję niewielki "zarost", ale mam o tyle dobrze, że mam jasne i cienkie włoski. Choć gdyby owłosione łydki były "normalne" to pewnie czasem bardziej bym się zapuściła, bo teraz niestety się zwyczajnie wstydzę...
    Pozdrawiam serdecznie!
    Ps. Jazda na rowerze w obecnych warunkach niestety jest po prostu niebezpieczna, to nie jest tak, że Ty tego nie umiesz. Miejscami jest ślisko, a oponki przecież "letnie" ;). Wiem co mówię, dziś jechałam rowerem do pracy, ale będę wracać z moimi "ogrami" autem, bo póki co, jestem zbyt przywiązana do własnego uzębienia ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie tak jest jak piszesz, niestety!... Są dwa "standardy" dla kobiety i mężczyzny, i to co dla faceta jest na poziomie normalnej higieny, u kobiety jest postrzegane jako brak zadbania (bo nie ma makijażu, spódnicy, szpilek...) Smutne to bardzo i może kiedyś doczekamy czasów, kiedy to się zmieni, zarówno pod kątem wyglądu jak i zachowania - bo przecież facetom wolno dużo więcej, a kobiecie nie przystoi "żeby kobieta się tak zachowywała!..."... No właśnie. Znowu wraca temat wychowania, jeśli dziewczynce od małego rodzice pokażą, że może ganiać z chłopakami za piłką czy włazić na drzewa, a chłopcom - że w porządku jest nauczyć się np.: robić na drutach. I, że kobieta nie MUSI się malować (a chłopak może... hm, no to już chyba kolejny etap edukacji społeczeństwa ^^). I w ogóle, że nawet jak się ma zdanie na czyjś temat, to możemy je zachować dla siebie jeśli ten ktoś nie pyta o naszą opinię. A człowiek lubi każdemu powiedzieć/napisać, co o nim sądzi, co jest łatwiejsze, bo wydaje się nam, że jesteśmy w Sieci anonimowi, twarzą w twarz nie każdy by drugiemu powiedział to co mu napisze w komentarzu na Insta czy Youtubie.

      Co do roweru, to wydaje mi się, że chyba nawet lepiej mi się jechało jak był śnieg i mróz, bo była twarda gładka powierzchnia. Teraz i tak wszystko stopniało, ale jak było w trakcie topnienia to spod śniegu wyszły częściowo zmrożone grudy lodowych "kolein". I to nie jest tak, że tylko ścieżki rowerowe są nieodśnieżane, chodniki też były w dużej części pominięte, ech te nasze władze.... ><

      Delete
  6. Kiedyś wypadły mi w ręce(albo raczej przed oczy) zdjęcia z playboya z lat 70tych- wtedy panie imponowały nie tylko różnymi kształtami i rozmiarami biustu, ale też bujnymi kłaczkami pod pachami. Niestety moda na "łysość",która przyszła jakiś chyba pod koniec lat 80tych, kojarzy mi się z pedofilią- no bo która dorosła kobita nie ma włosów w miejscach wiadomych?
    Myślę, że wizerunek z reklam na początku miał kojarzyć się ze zdrowiem, ale jakoś tak zmutował dziwnie w końcu 20-tego wieku , że nienormalna chudość stała się ideałem. Jak oglądam produkty, to miło spojrzeć na dodatek w postaci modelki/modela tryskającego zdrowiem, zadbanego, a nie koniecznie sztucznej lali, której zniekształcone fotoszopem kształty jedynie odlegle przypominają postać ludzką, ale na pewno dla oka(mojego) przyjemne nie są...
    W Niemczech zazwyczaj od razu poznaje się kobiety ze wschodu, bo są bardziej "odwalone". Można postrzegać to jako wyraz zadbania o siebie, albo jako bardziej wulgarność. Tu granica czasem jest bardzo cienka. I nie wiem skąd bierze się ta potrzeba ciągłego podobania się. Bo nikt mi nie wmówi, że robi makijaż idąc wyrzucić śmieci, tylko dla siebie...
    Mam nadzieję, że kiedyś wizerunek zdrowego, zadbanego ciała stanie się znowu normą. Niezależnie od płci, koloru skóry czy BMI...
    A , zapomniałabym- poproszę i chlebka i szarlotkę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A proszę bardzo, nie trzeba wybierać, można i chlebka i szarlotkę. *^-^*~~~

      A Sofia Loren we wczesnych filmach, umalowana, z koafiurą, ułożona kusząco w koronkowej halce na pościeli, a nogi i pachy kudłate!... ^^*~~ Takie były standardy, ale rzeczywiście coś się zmieniło, i na przykład modelki robiły się coraz wyższe i chudsze, nawet w którymś roku czytałam, że znany projektant był zakłopotany, bo zlecił uszycie kolekcji w rozmiarze 34 i nie mógł znaleźć modelek, które by weszły w te ciuszki dla dzieci, przedobrzył!... My dorośli tego fotoszopa na zdjęciach produktowych widzimy i rozumiemy, ale chyba dużo pracy trzeba włożyć w nauczenie dzieci, żeby nie brały tego dosłownie, bo będą rosły kolejne pokolenia wierzące w to, że można tylko w makijażu z tymi śmieciami... *^o^*

      Delete
  7. Obawiam sie, ze ogry w Polsce sa szczegolnie pewne siebie, jakas taka narodowa wielopokoleniowa mentalnosc (od dziecinstwa slyszalam, jakie Polki sa piekne, zadbane - co jest komplementem, ale i nieproszona subiektywna ocena, wymogiem), a w dzisiejszych czasach nawet "oczywistosc" na tzw. salonach publicznych i politycznych. To przyprawia mnie za kazdym razem o szok.
    Uwazam jednak ze kobiety kobietom tez potrafia przywalac, ustawiaja sobie i innym poprzeczki, o jakich tym no fizjologom sie nie snilo;-)
    Wychowujac dwie corki staralam sie nie wartosciowac,a na pewno nie obrazac wygladu innych ludzi. Staralam sie i staram - bo nie mam tego we krwi, bo oduczam sie tego, czym poniekad zostalam zaszczepiona.
    Od nas zalezy, czy sie na to lapiemy i jak wychowujemy corki, synow, a nawet mezow.
    A co i komu sie podoba? Mlody facet "skomentowal" popularne u niektorych kolezanek mniej lub bardziej trwale malowanie brwi, wg obecnych nibystandardow intensywnie odbiegajace od naturalnego ksztaltu czy koloru - przyszedl do pracy z namalowanymi wasami... Dlaczego uznano go za pajaca?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ooooo!... Moja kosmetyczka miała takie namalowane czarne cieniutkie brwi, nie mogłam wzroku od nich oderwać! Ale skoro jej się tak podoba to czemu nie? Też nie rozumiem, dlaczego facet nie może sobie dorysować wąsów, w sumie to zachowanie wykluczające - przeciwieństwo inkluzywności!
      Wydaje mi się, że wszyscy Polacy mają we krwi, że wolno im zawsze wszystko skomentować i skrytykować, tego będziemy się oduczać przez pokolenia. Oby z sukcesem, pewnego dnia! *^v^*

      Delete
  8. Twój chleb ma ładną skórkę:) Jak Ci się udało to zrobić? Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cała noc dojrzewał w lodówce, w koszyku rozrostowym wysypanym mąką ryżową, rano tuż przed wrzuceniem go do piekarnika wyjęłam go z lodówki i nacięłam żyletką, i tyle, nic więcej nie robiłam.

      Delete
  9. Też mi się wydaje, że w PL obowiązują 2 standardy. I myślę, że sporo w tym udziału kobiet, niestety. Wystarczy poczytać przejrzeć tzw portale dla kobiet czy gazety, które redagują przecież w większości kobiety - króluje tematyka skupiająca się na wyglądzie. Matki też w takich duchu wychowują swoje córki zamiast uświadamiać je, że ten kolorowy świat reklam/instagrama nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Współczuję obecnym nastolatkom, bo to jest coraz bardziej chore. Z drugiej strony nie jestem fanem ruchu body positive. Brakuje jakiejś normalności i złotego środka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja się właśnie czasami tak zastanawiam, na ile zgadzam się z ruchem body positivity. Oczywiście, każde ciało ma prawo istnieć, bo jest, istnieje, ale czy chcę, żeby zaistniało przed moimi oczami na bilbordach czy zdjęciach w prasie? Czy naprawdę uważam, że każde ciało jest piękne... Umysł ludzki ma tendencję do postrzegania jako piękne tego co jest symetryczne, proporcjonalne, nieprzejaskrawione w żadną stronę, nie wiem, czy jest to wrodzone czy efekt indoktrynacji wieloletniej "jedynymi słusznymi kanonami piękna". W związku z tym za piękne uważamy ciała gładkie, proporcjonalne, w zdrowym kolorze, a teraz mówią nam, że piękne jest też stare, z fałdkami i zmarszczkami, hm... Chodzę wokół tego tematu w swojej głowie. *^u^*

      Delete
    2. Ano właśnie - czy chcę oglądać takie reklamy - nie chcę. Za to chciałabym oglądać reklamę kremu do zmarszczek czy ciuchów z kobietą w adekwatnym wieku niewyprasowaną fotoszopem. Dla mnie stare czy plus size też potrafi być piękne. Była taka seria reklam firmy Adrian z różnymi kobietami i moim zdaniem była świetna :) Natomiast nikt mi nie wmówi, że piękne jest wydziarane 150kg mimo, iż nie jest pomarszczone.
      Kanony piękna bywały różne w różnych kulturach, do dziś są kultury gdzie wielbi się kobiecą tuszę (np. Mauretania) czy inne cechy nie będące u nas na topie. Ale nie ma co się oszukiwać - wraz z rozwojem środków przekazu świat zdominowała kultura tych, co ten przekaz nieśli - czyli kultura białego człowieka. Bardzo jaskrawym tego przykładem może być suknia ślubna w postaci białej bezy - marzenie większości panien młodych na świecie (chyba za wyjątkiem Japonii).
      Oczywiście, że każdy ma prawo czuć się dobrze we własnym ciele, obojętnie jakie by to ciało było, nie ma prawa być dyskryminowany czy obśmiewany, ale czy powinien oczekiwać laurów w konkursie piękności czy pchać się na afisz? Ja się czuje tym estetycznie zaszantażowana - jak ci się nie podoba to znaczy, że jesteś nietolerancyjna.

      Delete
    3. Co do Japonii i białej sukni, to się mylisz... *^v^* Śluby w białej sukni, w kościele z księdzem jako mistrzem ceremonii są bardzo częste! Ale oczywiście jest to tylko teatr, bo ślub zawiera się w urzędzie, składając podpisy na dokumentach, i już. A co sobie młodzi poza tym wymyślą, to już ich sprawa, i wiele par wybiera właśnie model zachodni "chrześcijański"... >0<
      Zgadzam się, ja też wolałabym reklamę kremy na zmarszczki z modelką, po której widać, że tego kremu potrzebuje, bo żeby nie wiem co nie uwierzę, że ta młodziutka gładka trzydziestolatka musi koniecznie używać danego kremu, i że mnie też tak upiększy ten produkt! *^W^* Kojarzę te reklamy Adriana, super są!
      O to mi właśnie chodzi - że niech każdy wygląda jak chce, nosi co chce i w ogóle niech w jego świecie niech wszystko będzie pod niego, ale niech się ode mnie nie oczekuje, że będę to uważać za piękne, bo moje kanony piękna mogą być po prostu inne.

      Mam prośbę, skoro nie logujesz się z żadnym nickiem/imieniem, to podpisuj proszę swoje komentarze, będzie mi łatwiej Cię kojarzyć z Twoimi wypowiedziami. *^o^*

      Delete
  10. A to mnie z Japonią zaskoczyłaś bo jedyne śluby jakie widziałam to były śluby w tradycyjnych strojach.
    Nie wiem czemu tak się pokazuje, bo mam ustawione Comment as: Dobranoc

    ReplyDelete