Tuesday, January 12, 2021

Róbmy swoje

Dziś będzie na poważnie. Jestem zmęczona.

Today will be a serious post. I'm tired.

 

Postanowiłam napisać o moich ostatnich odczuciach, bo może czujecie się podobnie, ale nie dajecie sobie prawa do odczuwania takich uczuć nawet w swojej głowie, a co dopiero publicznie. No więc, nie jesteście sami!

I decided to write about my recent feelings because maybe you feel the same way but you don't give yourself the right to have those feelings even in your head, not to mention openly. So, you are not alone in this!

 



Od kilku miesięcy jestem zmęczona, ale uwaga - będzie przewrotnie! Nie, nie chodzi o koronawirusa, chociaż oczywiście sytuacja z wirusem jest mecząca pod wieloma względami. Ale mnie dobija psychicznie coś innego, a mianowicie, częste czytanie o tym, jak bardzo inni są zmęczeni sytuacją z koronawirusem.

For the past few months I've been more and more tired, but it may not be what you think. It's not coronavirus itself, although of course it's very stressful on many levels. But what gets me down the most is reading how much others are tired with the coronavirus situation.

Dziwne, prawda? Współodczuwanie powinno nas wszystkich zjednoczyć, ale... tak się nie dzieje. Im nie przynosi to ukojenia, a mnie wykańcza i przygina do gleby jak głaz. Dochodzi do mnie strumień jojczenia i narzekania ze strony moich znajomych na mediach społecznościowych, a szczególnie denerwujące dla mnie jest to w sytuacji, kiedy są to ludzie - młodzi, zdrowi, którzy nie stracili pracy, mają dach nad głową, pasje, którymi mogliby obdzielić kilka osób, ich bliskim nic się nie stało w 2020 roku, a narzekają na przykład na to, że nie mogą wyjść teraz do kawiarni...

Strange, right? Sharing the feelings should unite us all, but... it's not happening in my case. The fact that I keep reading their thoughts doesn't help those people and gets to me really hard. On social media I read the flow of fussing over the small things and it makes me angry especially when these are the the people who are - young, healthy, who have jobs, roof over their heads, many hobbies, their loved ones didn't suffer in 2020, and they are sad because they cannot go to the cafe now...




Nie zrozumcie mnie źle, przyznaję im absolutne prawo do narzekania na swoje odczucia względem czegokolwiek 24 godziny na dobę. Każdy z nas na każdą sytuację życiową reaguje po swojemu i nawet najzdrowszy, najbogatszy, najpiękniejszy i najszczęśliwszy człowiek na ziemi może znaleźć w swoim życiu dokładnie tyle problemów, ile potrzebuje jego psychika. I wolno mu o tym pisać na swoich Facebookach, Instagramach, Twitterach czy gdzie tam jeszcze się da. Ale ja mam prawo tego nie czytać.

Don't get me wrong, I think they have the full right to fret about anything and everything 24 hours a day. Each of us have different life situation and reacts differently to what comes to him, and even the healthiest, wealthiest, prettiest and the most happy person can find in his life as many problems to think about as his head needs. What's more, he can share them on his Facebook, Instagram, Twitter and wherever he wants. But I have the right not to read it.

Jeśli czujecie się przytłoczeni narzekaniem Waszych znajomych możecie odciąć się od tych informacji. Nie macie obowiązku załamywania rąk razem z nimi i podtrzymywania ich na duchu "rozumiejącymi" komentarzami w sytuacji, kiedy zupełnie nie rozumiecie. Nawet nie musicie rozumieć takich zachowań. Owszem, każdemu przyda się życzliwe słowo podnoszące na duchu, ale gdy już nie znajdujecie w sobie takich słów, to nie musicie się zmuszać do ich pisania na siłę. To drenuje psychicznie, i może dać w efekcie reakcję impulsywną, agresywną, zostawienie komentarza w rodzaju "Na to ty narzekasz, skoro inni mają dużo gorzej?!" a przecież wcale nie chcemy tej osobie dorzucić problemów ani wywoływać kłótni. I na pewno nie naszym zadaniem jest pouczanie kogokolwiek, jak ma cokolwiek odczuwać i wyrażać! Jeśli czujecie się na granicy tego, ile jeszcze możecie na siebie przyjąć, to zdrową i uzasadnioną reakcją jest odcięcie się, odpoczynek

If you feel burdened by the weight of your friends' fretting you can separate yourself from those streams of information. You are not obliged to cry with them or leave "understanding" comments when you don't understand. Of course, everybody needs a friendly companion with a good word to cheer us up, but when you're out of such words it's normal and it's okay. It's mentally draining and can give the contrary impulsive reaction in the form of an aggressive comment like "Others are in much worse situation, what are you talking about, your problems are nothing!" And we really don't want to add more for that person to stress about. And definitely we are not the ones to lecture anybody what to feel and how to express those feelings! If you feel you are on the verge of how much more you can take - the healthy reaction is to withdraw, rest.




Zalew negatywnych emocji niszczy naszą psychikę. Jedni są na nie bardziej odporni a inni mniej. Są tacy, którzy całe dnie oglądają wiadomości i napawają się kolejnymi tragediami wydarzającymi się na świecie, taka była moja mama - wiecznie przed telewizorem albo z nosem w 'Fakcie', zmartwiona wszystkim co działo się tysiące kilometrów od niej, oczekiwała wspólnego załamywania rąk a jednocześnie była tym tak wyczerpana psychicznie, że każdy najmniejszy problem, jaki spotykała na swojej drodze urastał do rozmiarów góry lodowej.

The overflow of the negative emotions harm our minds. Some people are more immune to them than others. There are the ones who watch news all day long and feast their minds on more and more tragedies happening all around the world, my mum was like that - always in front of the tv or with her nose in the tabloids, worrying about everything that's been happening thousands of kilometres away from her, expected everybody to join her in wringing hands. At the same time, she was so drained with all that that the smallest every day's obstacle was an iceberg for her.

Ja do takich ludzi nie należę, i być może Ty też nie. Mamy prawo nie być wystawionymi na ciągłe marudzenia. Wolno nam nacisnąć przycisk "mute for 30 days" albo "unfollow". Nawet - rewolucyjna myśl, wiem o tym! *^V^* - możemy w ogóle nie otwierać Facebooka i tylko zadzwonić co kilka dni do przyjaciół, żeby pogadać co się u nich dzieje i jak to znoszą. 

I'm not such person and maybe you aren't either. We have the right not to be exposed to constant whining. We are allowed to press "mute for 30 days" or "unfollow" on social media. We are even allowed - revolutionary thought, I know!... *^V^* - to stop using Facebook altogether and just give a call our close friends every now and then to check on them.




Kiedy po raz kolejny czytam, że ktoś cierpi, bo nie może iść do kina czy na fitness, nóż mi się w kieszeni otwiera (szczególnie, kiedy pomyślę o właścicielu tego fitnessu czy pracowniku tego kina, którzy trzeci miesiąc nie zarabiają, i być może już teraz nie mają za co żyć...)  A z drugiej strony, ten ktoś właśnie tym teraz zajmuje swoją głowę i może te pozornie błahe myśli przykrywają dużo większe dramaty, jakie dzieją się w nim w środku. Ale ten wpis nie jest o tym. Jest o tym, że jeśli Ty nie dajesz sobie rady z ciągłym napływem takich narzekań, marudzeń, jojczeń - nawet tych pochodzących z najbardziej błahych powodów, to masz prawo się od nich odciąć i robić swoje. *^o^* Dlatego ja robię swoje - gotuję i piekę, żeby nam było ciepło i przyjemnie w brzuszkach, robię na drutach i maluję, tulę koty, piję herbatę i czytam książki, kupiłam rower (tak, w styczniu kupiłam rower!!!) i co więcej, zamierzam na nim jeździć! A potem się tym wszystkim chwalę na blogu, żeby zachęcić innych do działania małymi krokami na własnym polu i cieszenia się tymi drobiazgami, o które możemy zadbać każdego dnia. Nie na wszystko mamy wpływ, ale na pewno mamy duży wpływ na to, co trafia do naszych uszu i do naszej psychiki, i nie jesteśmy w żadnym stopniu zobowiązani, żeby trafiało wszystko. Dajmy sobie trochę ciszy informacyjnej, jeśli akurat tego potrzebuje nasza głowa. 

When I stumble upon the next whining from somebody who cannot go to fitness club or to the cinema, I go ballistic (especially when I think about the fitness club's owner or the cinema's employees, who haven't been able to make a living for the third month in a row and maybe they already don't have a single penny for food and bills...). But, on the other hand, that's what's on this person's mind at the moment and maybe those petty problems cover something much more serious happening in their heads. But that post is not about that. It's about mine and your right to separate from such whining and whinging, and do our own thing. *^o^* That's why I keep doing my own - I cooke and bake so we would feel warm and full in our bellies, I knit and paint, I cuddle with cats, I drink tea and read books, I bought a bicycle (yes, I bought a bicycle in January!!!) and I'm going to ride it now! And then I share all those on the blog to encourage others to concentrate on and enjoy little everyday things. We cannot have everything the way we like, but what we can control is what gets to our eyes/ears and our heads, and we are by no means obliged to welcome everything. Let's allow ourselves some informational silence if that's what our minds need right now.

35 comments:

  1. Dziękuję za ten wpis, staram się nie narzekać, może dlatego w ostatnim roku tak mało wpisów na moim blogu... w każdej sytuacji wolę widzieć coś pozytywnego i tego się trzymać. Nie musimy poddawać się negatywnym wpływom!
    Głowa do góry i do przodu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie tak! Wiadomo, że każdy z nas ma chwile załamania i internet stał się wentylem na nasze lęki i nerwy, ale jeśli człowiek martwi się cały czas na okrągło i to publicznie, to nie jest zdrowo, ani dla niego, ani dla jego otoczenia. Trzymajmy się pozytywnych myśli i zdarzeń, a martwmy kiedy naprawdę jest czym! *^o^*

      Delete
  2. Na szczescie w moim otoczeniu ludzie specjalnie nie narzekaja. A tacy co narzekaja, wiedza, ze ja nie dyskutuje na te tematy "coronowe". Mielismy lock-down przez wiele miesiecy, wiec sytuacja byla ciezka.
    Za wiele nie bylam na "internecie"- ot chwile podczas porannej kawy. Potem jestem dosc zajeta do nocy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz szczęście do znajomych! Ja mam co najmniej jedną koleżankę, która "żywi" swoją głowę najróżniejszymi zmartwieniami na przeróżne tematy, i często o tym pisze na swoich mediach społ. Druga koleżanka raz w tygodniu pisała na blogu co tym razem niefajnego wydarzyło się w jej życiu przez poprzednie siedem dni... Rozumiem, że im taki sposób wyrzucania z siebie uczuć jest do czegoś potrzebny, ale mnie czytanie o tym - nie! *^o^*

      Delete
  3. No właśnie... Ja już miałam dość tego - albo "newsy" o wirusie z różnych punktów widzenia, albo naprawdę małoznaczące memy i gify :/ Z reguły podchodzę do tego z dystansem, ale to już i dla mnie za dużo. Zwłaszcza, że przed świętami mieliśmy pogrzeb w rodzinie (skutek "cudnej" opieki lekarskiej pierwszego kontaktu). Odcięłam się od fb po Nowym Roku, ale już czuję, że mi lżej.A kontakt z bliskimi mam. Spokoju nam wszystkim życzę na ten nowy rok i jak najmniej przykrych niespodzianek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Często tkwimy w takim przekonaniu, że skoro dodaliśmy tyle osób do znajomych tu i tam, to powinniśmy czytać i komentować wszystkie treści, które zamieszczają, a tak nie jest. Przecież na żywo, gdyby rozmowa z nimi nas męczyła to po prostu byśmy ją zakończyli i odeszli do swoich spraw! A szczególnie teraz, po roku z covidem wszyscy mamy obniżony próg tolerancji na cudze marudzenia szczególnie, jeśli są z powodu błahostek (w naszym rozumieniu). Dlatego lepiej odpocząć od tego szumu informacyjnego, przewietrzyć głowę!
      Współczuję straty bliskiej osoby i oby nowy rok był lepszy pod wszystkimi względami! *^0^*

      Delete
  4. Joasiu masz absolutną rację. A wiesz co mnie męczy? Jak niektórzy próbują wmówić mi, że pandemii nie ma, a Covid to jakiś wydumany chwyt, aby zastraszyć społeczeństwo. No coś podobnego to się po prostu w głowie nie mieści. Dlatego zweryfikowałam znajomości:)i wyszukałam sobie nowe hobby (Boro i Sashiko, -Twoja kurtka, pamiętasz?), robię swoje i czekam na lepsze czasy. Pozdrawiam i ściskam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, dokładnie! Dodatkowo do marudzenia na niemożność pójścia na kawę są różne teorie spiskowe na temat pandemii, szczepionek, przepychanki polityczne... Po co nam to wszystko?...
      Brawo dla nowego hobby! *^V^* Ja wciąż pracuję nad torbą zdobioną sashiko, hm... ^^*~~ Niewiele zostało, dorabiam po kilka rzędów co kilka tygodni, w sumie sama nie wiem czemu mi to tak długo idzie, usiadłabym raz i skończyła wreszcie! *^w^* Może mnie zmobilizujesz!

      Delete
  5. Aż poleciałam na własnego bloga, żeby sprawdzić, czy w pierwszym wpisie po przerwie nie namarudziłam zbytnio, ale ufff..., chyba nie ;-)
    Zgadzam się, że odcięcie "niskich wibracji" ma działanie prozdrowotne. Widzimy to po bliskiej starszej osobie, jakie zmiany zaszły, kiedy się odpięła od telewizji, wiadomości i zeschizowanych znajomych. Jak ktoś chce siedzieć pod szafą i się bać albo uprawiać biczowanie, bo "ludzie umierają" (autentyczne, z komentarzy na pewnym blogu, którego autorka została pouczona, że nie wypada pisać o rzeczach, które sprawiają przyjemność), niech to robi na własny rachunek i nie wciąga pod tę szafę innych ;-)
    Ale fakt, że nam, rękodzielnikom jest stokroć łatwiej. Nie ma potańcówek, to zrobię kolejne skarpetki. Albo sutasz, za który się właśnie zabrałam ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hi, hi, wiadomo, że każdemu się zdarza ponarzekać, sama narzekałam, że mi Japonia w maju uciekła. Ale ważne jest - najważniejsze dla własnego zdrowia psychicznego - żeby opanować czarnowidzenie i znaleźć rzeczy, które nas mimo wszystko podniosą na duchu i ucieszą!
      A to to już mnie doprowadza do furii - pouczanie innych, o czym powinni albo nie powinni pisać!!! Tematyka kogoś oburza albo rani - niech nie czyta! Na szczęście nie ma jeszcze obowiązku czytania wszystkiego, co się pojawia w Sieci (oglądałam taki odcinek futurystycznego serialu właśnie o tym, brrrrr...), zawsze można nie włączać komputera tylko iść na spacer. *^w^* A ludzie umierają każdego dnia z miliona innych powodów niż covid niestety, tylko tego nie widzimy, bo nie ma o tym w mediach. W 2018 roku w Polsce w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku z powodu zanieczyszczenia powietrza od ogrzewania domów starymi kaloszami i innym śmieciem zmarło 12,500 ludzi. Na covid przez cały rok ponad 30,000. Ale o tamtej liczbie nie było w mediach, nie miał się tym kto napawać z tych marudzących i czarnowidzących...
      Zgadzam się, że nam rękodzielnikom jest łatwiej, bo zawsze jest czym ręce zająć! *^O^* Ale skoro nie można iść do kina czy na zakupy do Galerii Handlowej, to może można sięgnąć po książkę, iść na spacer (bardzo zdrowe!), może właśnie znaleźć jakieś rękodzieło, które nam się spodoba. ^^*~~ A na pewno warto odpocząć od tajfunów złych wiadomości!

      Delete
  6. to ja sobie pojojczę :))) Oj tak, oj tak, oj już nie mogę tego słuchać... oj niech już ona do mnie lepiej nie dzwoni bo nie mam cierpliwości ... oj dajcie mi spokój, idźcie sobie do jasnej anielki...
    Zawsze można coś robić fajnego POMIMO i swoich i cudzych kiepskich tematów. Jak czegoś NIE WOLNO to trzeba robić coś innego. Od początku epidemii codziennie spędzam min. 2 godz. na powietrzu, uszyłam 1300 maseczek dla medyków kiedy były potrzebne, przykładam się do gotowania skoro knajpy nieczynne (nigdy tak zdrowo nie jadłam jak teraz), wyszywam, uczę się włoskiego, biblioteki na Ursynowie działają więc korzystam ile wlezie... itp itd. Nie twierdzę, że to jakieś super pomysły, na pewno są ciekawsze a że zabijam czas? no i co z tego? Spokój jest dobry a ekscytujące plany zrealizuję kiedy indziej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powiem Ci w wielkiej tajemnicy, że ... można też nie odbierać telefonów, jak się nie chce!.... *^W^*~~~
      (Żartuję sobie, wiem, że pisałaś z przymrużeniem oka!)
      No właśnie dobrze jest znajdować w sobie tę dawkę pozytywnego myślenia, bo skoro ktoś zachowuje się jakby mu się świat kończył, kiedy nie może iść do kawiarni, to co zrobi gdy spotka go naprawdę coś poważnego, co trzeba będzie ogarnąć i przetrwać?... A, wiem, kompletnie się podda, znam to z autopsji, z przykładu w rodzinie...
      Jest takie powiedzenie - "żyj tak, żeby zawsze diabeł zastał cię zajętym", i coś w tym jest, bo jak człowiek zajmuje głowę i ręce to już nie ma miejsca na głupie myśli, bo się skupia na czymś innym.
      A pamiętasz, jak ursynowskie biblioteki przez kilka tygodni nie działały na wiosnę 2020? Dostałam od koleżanki pracownicy torbę książek "spod lady", od razu mi się przypomniały czasu PRLu! *^0^*~~~

      Delete
  7. czasem nie odbieram :)), to potem są pytania "gdzie ty ciągle chodzisz?".
    No chodzę bo mam kłopoty zdrowotne i one nie znikną od przesiadywania w fotelu (co też lubię). Trzeba sobie radzić, to na pewno, z przyjaciółmi którzy lubią się wyżalać również ... Pamiętam zamknięcie bibliotek ale miałam srogi zapas ponadnormatywny książek (ze 20 chyba) "po dobroci " wypożyczonych i nie było tak źle :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pamiętam, jak moja mama zadzwoniła na moją komórkę, którą przecież przeważnie mam przy sobie w sklepie czy na spacerze i zostawiła wiadomość: "no, jej nigdy nie ma w domu!..." *^W^* A akurat byłam w kinie!
      Wiesz, inaczej jest, jak ktoś ci się wyżala na żywo, wtedy można pogadać, doradzić coś, podrążyć temat, inaczej jest, jak zalewa nas w Sieci potok narzekania bez kontekstu i nie wiadomo, co z tym zrobić, a zostaje nam w głowie jak hasła z transparentów.

      Delete
  8. Nie mam problemu z odcinaniem się od toksycznych, marudzących i wiecznie narzekających ludzi. O sobie mówię, że jestem jak szczur (czyli stworzenie bardzo inteligentne!) - błyskawicznie przystosowuję się do sytuacji i warunków, w jakich przyszło mi żyć lub przejściowo przebywać. Zawsze przecież mógłby się znaleźć jakiś powód do narzekania, ale moja szklanka jest zawsze do połowy pełna. Narzekanie niczego nie zmieni, a zatruwa duszę i w konsekwencji ciało. Dostrzegam problemy innych ludzi (prawdziwe problemy, nie fanaberie!), współczuję im, ale nie mając na pewne rzeczy wpływu nie zaprzątam sobie nimi głowy. Fanaberiami zwłaszcza. Miniony rok wspominam dobrze. Nie jestem globtrotterką, więc nie tęskniłam za podróżami, mam naturę dość introwertyczną, więc brak konieczności nieustannego wizytowania znajomych powitałam nawet z pewnym zadowoleniem. Może niekoniecznie na zawsze, ale ten rok resetu, izolacji i spowolnienia bardzo mi się przydał. Taki detoks życiowy w pewnym stopniu. Znalazłam wreszcie czas i motywację do zajęcia się sobą, własnymi przyjemnościami, wreszcie zaczęłam malować, przestałam przejmować się mało istotnymi elementami codziennego życia i tracić na nie czas. Magdalena dobrze napisała - jak czegoś nie wolno robić, to trzeba robić coś innego :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadzam się, rok 2020 to był nasz rok, introwertyków! Po pierwszej fali strachu zaczęłam naprawdę cieszyć się takimi rzeczami jak przestrzeń w sklepach, kiedy nikt mi nie leżał na plecach w kolejce do kasy! Spotykałam się tylko z tymi, z którymi miałam ochotę się widzieć.
      Wydaje mi się, że kolejne lata będą właśnie dla ludzi elastycznych, bo nic nie wskazuje na to, żeby np.: klimat miał się uspokoić, wręcz przeciwnie, będą bardziej upalne lata i mroźniejsze zimy, mogą się zdarzać kolejne pandemie. Człowiek umiejący się przystosować do takich niechcianych zmian przetrwa, nerwus reagujący stresem na najmniejszą zmianę w swojej rutynie może się załamać psychicznie.

      Delete
    2. I zapomniałam dodać - ekstra rowery, super że jeździcie :))). I fantastyczne portki!!! Uwielbiam te Twoje kwieciste spodnie :))).

      Delete
    3. Dziękujemy! *^v^*
      Jak dziś wrócę z roweru, to może wreszcie usiądę do maszyny i uszyję nową parę, bo już wycięte elementy czekają!

      Delete
  9. Fajny wpis 😁, powiem tylko że wczoraj sprulam cały sweterek bo mi po prostu nie leżał i nie wylewam łez z tego powodu tylko dziś wrzuciłam na druty od nowa nitkę i dziergam karczek. 😁 A jak mam chwilę niechciejstwa to ide na spacer, a na wszelkie pytania odpowiadam "todo esta bien" 😉

    ReplyDelete
    Replies
    1. Słyszałam kiedyś, że Amerykanie byli zaskoczeni, kiedy na pytanie "how are you", przecież w sumie retoryczne, Polacy zaczynali wylewać co im akurat leży na wątrobie. Nie jesteśmy nauczeni, żeby myśleć o rozwiązaniach problemów tylko od razu narzekamy, nawet na drobnostki...
      Jest w porządku i będzie w porządku, a jeśli nie, to wtedy pomyślimy, co z tym zrobić! *^V^*
      A niekochany sweter lepiej spruć, popieram! Ja teraz czekam na wzór do testowania od projektantki, włóczkę wybrałam, zrobiłam próbkę i przebieram drutami w oczekiwaniu! ^^*~~

      Delete
  10. Very well said! I’m not on social media much anyway, the most is Instagram and even there I have been on less and less. Not because of what people are saying, I have been lucky that most people I follow are as ok as they can be with what is going on in the world and having to stay home. Sure they may have a day where they miss just being able to go out to eat with friends but for the most part people I follow have done well. I think the hardest part is staying away from family. I know I worry with my Grandma being in Germany and me being here in the US and she is 90 now! Some of my friends at work have a hard time with having to give up the extras. I love being home! 😅 it has helped me get more things done and be more crafty and read more and not spend so much money! I know that is bad for businesses and that makes it hard. There is a bad and good to everything.
    But you are right we have the right to walk away, take a break and disagree with what some others feel, that doesn’t mean they can’t feel that way but like them we have the right to feel how we feel!
    Have an amazing time with your new bike!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Each of us may have a day or feeling low and that's normal, I was referring to people constantly whining.
      Yes! That's the time for us introverts! *^V^* I try to find good points in this situation because we cannot live only expecting bad things to happen. Let's hope for the safety of us and our loved ones, and carry on!
      Thankn you! We've had snow since yesterday but I am going out today for a ride. *^o^*

      Delete
  11. Na facebooku odkryłam taki przycisk, jak "przestań obserwować", stosuje go zawsze, gdy czyjeś wpisy zaczynają mnie męczyć i działa to przy różnych tematach. Jednego znajomego odcięłam, bo lekceważąco pisał o zagrożeniu covidem i wyśmiewał wszystkie środki zapobiegawcze. Pewnie gdybym miała u siebie kogoś jojczącego w sposób, o jakim piszesz zrobiłabym to samo.
    Wiadomości przestałam czytać jeszcze wiosną. Wtedy panika była dużo większa (a zachorowań dziennie mniej niż 100!). Teraz słucham tylko wiadomości drodze do pracy, to jest lokalne radio, wiec nic strasznego tam nie opowiadają. Tyle mi wystarczy.

    Cały czas sobie powtarzam, ze mam pracę, nie dopadł naszej firmy kryzys, jesteśmy zdrowi, a ci co zachorowali przeszli chorobę lekko, to czym tu się dołować.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokładnie o to chodzi - martwienie się na zapas, kiedy nie ma jeszcze czym jest niezdrowe dla nas samych! Szkoda, że nie wszyscy to rozumieją, bo podkopują własny układ odpornościowy i nerwowy. Jednak, jeśli ktoś musi się "wygadać" to w porządku, ale my nie musimy tego czytać. Można się zająć innymi bardziej produktywnymi rzeczami! *^v^*

      Delete
  12. Jak widać powyżej poruszyłaś potrzebny temat! Ja osobiście wpadam na Twojego bloga, bo tam tyle optymizmu:-) Zawsze coś ciekawego się pojawi, czegoś można się nauczyć. Co do epidemii mam podobne spojrzenie i uważam, że marudzenie i narzekanie obniża odporność, więc staram się pozytywnym spojrzeniem zarażać ludzi wokół:-)
    A co do zachorowania, to moja koleżanka, która bardzo odpowiedzialnie podchodziła do epidemii, stosowała wszystko co należy, nie szwendała się , ograniczała kontakty właśnie zachorowała. I co ? Nic, stwierdziła , że nabędzie przynajmniej odporność, a my zrozumieliśmy, że choroba może dopaść każdego.
    Magdalenka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Napisałam to bo pomyślałam, że czasami o takich oczywistościach trzeba gdzieś przeczytać czarno na białym, żeby to do nas dotarło. Żyjemy w czasach, kiedy mamy konta na różnych mediach społecznościowych i jak powłączamy powiadomienia o nowych wpisach u obserwowanych ludzi (a znajomych się przecież trochę zbiera w różnych miejscach), to... w zasadzie moglibyśmy niczego cały dzień nie robić tylko czytać te wpisy! I wydaje nam się, że tak trzeba, żeby być na bieżąco albo żeby kogoś nie urazić. Otóż nie musimy tego robić! *^v^*
      Bardzo mi miło, że lubisz mojego bloga! *^0^* Staram się, żeby treści były fajne, czasami pouczające, bo sama lubię takie blogi czytać. Czy mam na co narzekać? Oczywiście, jak każdy, ale nie chcę tego robić, jak mam problem to go obgaduję z mężem albo przyjaciółką i tyle.
      No cóż, niestety choroba może dopaść każdego i czasami największa ostrożność nie pomoże. Nie należy chorobie pomagać, ale też nie uda nam się przewidzieć wszystkiego i ochronić się w 100%. Zdrówka życzę koleżance i nam wszystkim!

      Delete
  13. Brawo - zgadzam się. Napisane dokładnie to, co po mojej głowie na ten temat się tłucze. Optymistycznie nastawieni do życia - łączcie się!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak jest! Nawet, jeśli jest nas na razie garstka, to urośniemy w siłę! *^V^* Nasze nastawienie do świata i do problemów jest niesamowicie ważne, bo wszystko zaczyna się w naszej głowie (i w jelitach, stąd moje zamiłowanie do dobrego smacznego jedzenia!... *^O^*).

      Delete
    2. Jestem PRZEWAZNIE optymistycznie nastawiona do zycia. Zdarza mi sie ponarzekac albo intensywnie ponakrecac czyms, an co nie mam wplywu... Moge sie mimo to polaczyc? ;-) :-)

      Delete
    3. Przeważnie optymistyczni też się zaliczają do naszej grupy! *^V^*~~~

      Delete
  14. Bardzo lubię Twoje zapiski, chętnie TU wpadam i zawsze się uśmiecham czytając. Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest mi z tego powodu bardzo miło i nieustannie zapraszam po więcej. ^^*~~~

      Delete
  15. Tak, najważniejsze to obserwować swój próg tolerancji na jojczenie, ale na niejojczenie też - bo non stop optymizm jest też męczący - jako waga zodiakalna popieram równowagę i zdrowy rozsądek.
    Swoją drogą, dawno już zastanawiałam się nad tym jak to określiłaś "napawaniem się" - skąd ono się w ludziach bierze - bo jest od początku, zauważ wszelkie wypadki, wydarzenia zawsze gromadzą publiczność. Może to przymus zbierania doświadczeń, może przymus docenienia własnego bezpieczeństwa albo przymus odczuwania grozy - nie wiem, nie wiem, pewnie psychologia coś na ten temat ma do powiedzenia. Trzeba pewnego wysiłku rozumowego, żeby się takiemu pędowi nie poddawać.
    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Już dawno psychologowie to zbadali a media wykorzystują - najlepiej sprzedają się informacje sensacyjne, straszne, pewnie chodzi o to o czym piszesz - mechanizm zapewnienia samego siebie, że ja mam lepiej, bo mnie się to nie stało. Ale z drugiej strony to ciągłe straszenie siebie, bo skoro to i to i tamto przydarzyło się jakiemuś Kowalskiemu, to może mnie też to znienacka czeka... Nie rozumiem tego, nigdy nie potrafiłam wejść z moją mamą we wspólne przeżywanie tych tragedii, które ona czerpała z mediów. Nie przyniosło jej to niczego dobrego, śmiem twierdzić, że m.in. ten ciągły pesymizm i dobijanie się złymi wiadomościami doprowadziły do jej choroby i śmierci, nie miała w sobie chęci do życia bo widziała w nim jedynie pasmo nieszczęść (co z tego, że cudzych?...).

      Delete
  16. AAAAAAAAAMEN!!!!!(Amen) I have realized this over the last few years...even before the Covid times. I have never really read anyone putting exactly like this, but this is EXACTLY how I feel. Thank you! Peace to You!

    ReplyDelete