Dziś będzie na poważnie. Jestem zmęczona.
Today will be a serious post. I'm tired.
Postanowiłam napisać o moich ostatnich odczuciach, bo może czujecie się podobnie, ale nie dajecie sobie prawa do odczuwania takich uczuć nawet w swojej głowie, a co dopiero publicznie. No więc, nie jesteście sami!
I decided to write about my recent feelings because maybe you feel the same way but you don't give yourself the right to have those feelings even in your head, not to mention openly. So, you are not alone in this!
Od kilku miesięcy jestem zmęczona, ale uwaga - będzie przewrotnie! Nie, nie chodzi o koronawirusa, chociaż oczywiście sytuacja z wirusem jest mecząca pod wieloma względami. Ale mnie dobija psychicznie coś innego, a mianowicie, częste czytanie o tym, jak bardzo inni są zmęczeni sytuacją z koronawirusem.
For the past few months I've been more and more tired, but it may not be what you think. It's not coronavirus itself, although of course it's very stressful on many levels. But what gets me down the most is reading how much others are tired with the coronavirus situation.
Dziwne, prawda? Współodczuwanie powinno nas wszystkich zjednoczyć, ale... tak się nie dzieje. Im nie przynosi to ukojenia, a mnie wykańcza i przygina do gleby jak głaz. Dochodzi do mnie strumień jojczenia i narzekania ze strony moich znajomych na mediach społecznościowych, a szczególnie denerwujące dla mnie jest to w sytuacji, kiedy są to ludzie - młodzi, zdrowi, którzy nie stracili pracy, mają dach nad głową, pasje, którymi mogliby obdzielić kilka osób, ich bliskim nic się nie stało w 2020 roku, a narzekają na przykład na to, że nie mogą wyjść teraz do kawiarni...
Strange, right? Sharing the feelings should unite us all, but... it's not happening in my case. The fact that I keep reading their thoughts doesn't help those people and gets to me really hard. On social media I read the flow of fussing over the small things and it makes me angry especially when these are the the people who are - young, healthy, who have jobs, roof over their heads, many hobbies, their loved ones didn't suffer in 2020, and they are sad because they cannot go to the cafe now...
Nie zrozumcie mnie źle, przyznaję im absolutne prawo do narzekania na swoje odczucia względem czegokolwiek 24 godziny na dobę. Każdy z nas na każdą sytuację życiową reaguje po swojemu i nawet najzdrowszy, najbogatszy, najpiękniejszy i najszczęśliwszy człowiek na ziemi może znaleźć w swoim życiu dokładnie tyle problemów, ile potrzebuje jego psychika. I wolno mu o tym pisać na swoich Facebookach, Instagramach, Twitterach czy gdzie tam jeszcze się da. Ale ja mam prawo tego nie czytać.
Don't get me wrong, I think they have the full right to fret about anything and everything 24 hours a day. Each of us have different life situation and reacts differently to what comes to him, and even the healthiest, wealthiest, prettiest and the most happy person can find in his life as many problems to think about as his head needs. What's more, he can share them on his Facebook, Instagram, Twitter and wherever he wants. But I have the right not to read it.
Jeśli czujecie się przytłoczeni narzekaniem Waszych znajomych możecie odciąć się od tych informacji. Nie macie obowiązku załamywania rąk razem z nimi i podtrzymywania ich na duchu "rozumiejącymi" komentarzami w sytuacji, kiedy zupełnie nie rozumiecie. Nawet nie musicie rozumieć takich zachowań. Owszem, każdemu przyda się życzliwe słowo podnoszące na duchu, ale gdy już nie znajdujecie w sobie takich słów, to nie musicie się zmuszać do ich pisania na siłę. To drenuje psychicznie, i może dać w efekcie reakcję impulsywną, agresywną, zostawienie komentarza w rodzaju "Na to ty narzekasz, skoro inni mają dużo gorzej?!" a przecież wcale nie chcemy tej osobie dorzucić problemów ani wywoływać kłótni. I na pewno nie naszym zadaniem jest pouczanie kogokolwiek, jak ma cokolwiek odczuwać i wyrażać! Jeśli czujecie się na granicy tego, ile jeszcze możecie na siebie przyjąć, to zdrową i uzasadnioną reakcją jest odcięcie się, odpoczynek.
If you feel burdened by the weight of your friends' fretting you can separate yourself from those streams of information. You are not obliged to cry with them or leave "understanding" comments when you don't understand. Of course, everybody needs a friendly companion with a good word to cheer us up, but when you're out of such words it's normal and it's okay. It's mentally draining and can give the contrary impulsive reaction in the form of an aggressive comment like "Others are in much worse situation, what are you talking about, your problems are nothing!" And we really don't want to add more for that person to stress about. And definitely we are not the ones to lecture anybody what to feel and how to express those feelings! If you feel you are on the verge of how much more you can take - the healthy reaction is to withdraw, rest.
Zalew negatywnych emocji niszczy naszą psychikę. Jedni są na nie bardziej odporni a inni mniej. Są tacy, którzy całe dnie oglądają wiadomości i napawają się kolejnymi tragediami wydarzającymi się na świecie, taka była moja mama - wiecznie przed telewizorem albo z nosem w 'Fakcie', zmartwiona wszystkim co działo się tysiące kilometrów od niej, oczekiwała wspólnego załamywania rąk a jednocześnie była tym tak wyczerpana psychicznie, że każdy najmniejszy problem, jaki spotykała na swojej drodze urastał do rozmiarów góry lodowej.
The overflow of the negative emotions harm our minds. Some people are more immune to them than others. There are the ones who watch news all day long and feast their minds on more and more tragedies happening all around the world, my mum was like that - always in front of the tv or with her nose in the tabloids, worrying about everything that's been happening thousands of kilometres away from her, expected everybody to join her in wringing hands. At the same time, she was so drained with all that that the smallest every day's obstacle was an iceberg for her.
Ja do takich ludzi nie należę, i być może Ty też nie. Mamy prawo nie być wystawionymi na ciągłe marudzenia. Wolno nam nacisnąć przycisk "mute for 30 days" albo "unfollow". Nawet - rewolucyjna myśl, wiem o tym! *^V^* - możemy w ogóle nie otwierać Facebooka i tylko zadzwonić co kilka dni do przyjaciół, żeby pogadać co się u nich dzieje i jak to znoszą.
I'm not such person and maybe you aren't either. We have the right not to be exposed to constant whining. We are allowed to press "mute for 30 days" or "unfollow" on social media. We are even allowed - revolutionary thought, I know!... *^V^* - to stop using Facebook altogether and just give a call our close friends every now and then to check on them.
Kiedy po raz kolejny czytam, że ktoś cierpi, bo nie może iść do kina czy na fitness, nóż mi się w kieszeni otwiera (szczególnie, kiedy pomyślę o właścicielu tego fitnessu czy pracowniku tego kina, którzy trzeci miesiąc nie zarabiają, i być może już teraz nie mają za co żyć...) A z drugiej strony, ten ktoś właśnie tym teraz zajmuje swoją głowę i może te pozornie błahe myśli przykrywają dużo większe dramaty, jakie dzieją się w nim w środku. Ale ten wpis nie jest o tym. Jest o tym, że jeśli Ty nie dajesz sobie rady z ciągłym napływem takich narzekań, marudzeń, jojczeń - nawet tych pochodzących z najbardziej błahych powodów, to masz prawo się od nich odciąć i robić swoje. *^o^* Dlatego ja robię swoje - gotuję i piekę, żeby nam było ciepło i przyjemnie w brzuszkach, robię na drutach i maluję, tulę koty, piję herbatę i czytam książki, kupiłam rower (tak, w styczniu kupiłam rower!!!) i co więcej, zamierzam na nim jeździć! A potem się tym wszystkim chwalę na blogu, żeby zachęcić innych do działania małymi krokami na własnym polu i cieszenia się tymi drobiazgami, o które możemy zadbać każdego dnia. Nie na wszystko mamy wpływ, ale na pewno mamy duży wpływ na to, co trafia do naszych uszu i do naszej psychiki, i nie jesteśmy w żadnym stopniu zobowiązani, żeby trafiało wszystko. Dajmy sobie trochę ciszy informacyjnej, jeśli akurat tego potrzebuje nasza głowa.
When I stumble upon the next whining from somebody who cannot go to fitness club or to the cinema, I go ballistic (especially when I think about the fitness club's owner or the cinema's employees, who haven't been able to make a living for the third month in a row and maybe they already don't have a single penny for food and bills...). But, on the other hand, that's what's on this person's mind at the moment and maybe those petty problems cover something much more serious happening in their heads. But that post is not about that. It's about mine and your right to separate from such whining and whinging, and do our own thing. *^o^* That's why I keep doing my own - I cooke and bake so we would feel warm and full in our bellies, I knit and paint, I cuddle with cats, I drink tea and read books, I bought a bicycle (yes, I bought a bicycle in January!!!) and I'm going to ride it now! And then I share all those on the blog to encourage others to concentrate on and enjoy little everyday things. We cannot have everything the way we like, but what we can control is what gets to our eyes/ears and our heads, and we are by no means obliged to welcome everything. Let's allow ourselves some informational silence if that's what our minds need right now.



