Jak podsumować trzy miesiące, podczas których nie miałam czasu nawet na moment usiąść i ponicnierobić?....
No dobra, przesadzam, tak nie było, ale.... Może na początku wyjaśnię jedną rzecz, to będzie Wam łatwiej zrozumieć co tu się teraz dzieje. *^v^*
Cały zeszły rok nie robiłam prawie nic. Tak to pamiętam. Głównie walczyłam z rwą kulszową i albo leżałam pod szafą z nogami w górze czytając kolejne polskie kryminały albo jeździłam na fizjoterapię i akupunkturę. I czuję, jakbym straciła rok życia, chociaż wiem, że do czegoś mi to było potrzebne, że wydarzyło się właśnie wtedy. Tak więc, nadrabiam stracony czas!
Miało być o pierwszym od 15 lat wyjeździe rekonstrukcyjnym, tak więc Majówkę spędziliśmy na XXX Jarmarku Archelogicznym Calissia w skansenie na Zawodziu w Kaliszu. Podobało mi się i jadę na kolejną imprezę antyczną w sierpniu, a więcej zdjęć możecie obejrzeć tutaj.
Przez ostatnie miesiące cały czas siedzę przy krośnie i tkam taśmy tabliczkowe. Korzystam ze wzorów ze znalezisk ale też wzięłam się za samodzielne projektowanie na okres kultury Przeworskiej, bo z tego okresu nie mamy ciekawych znalezisk.
Oprócz tabliczek wzięłam się też za dłubanie w drewnie, żeby ozdobić nudne drewniane miski i łyżki. *^0^*
Na razie wróciłam do rekonstrukcji w ograniczonym zakresie, to znaczy skupiam się wyłącznie na projekcie antycznym (II w. kultura Przeworska), natomiast Robert był w maju na imprezie XIII - wiecznej w Czersku.
W maju zrobiłam dwa małe tatuaże - minimalistyczne raniuszki i Wakako z mojej ulubionej mangi "Wakako-zake". *^o^*
Postanowiłam zostać uprawcą zieloności, więc w naszym domu przybyło doniczek z roślinną zawartością! *^O^*~~~ Rozmnożyły mi się pieniążki:
Kupiłam trochę różnych fajnych sansewierii, haworsji i rozchodników:
Mam cytrynkę!
Aspidistrę:
Pachirę:
Oraz plantację awokado! Mówiłam Wam ostatnio jak wyhodować awokado z pestki, prawda? No to mam ich już cztery sztuki i piąta dzielnie goni, rosną jak szalone i niebawem będziemy mieszkać w awokadowej dżungli...
Oraz, wyobraźcie sobie, miałam przez kilka dni prawdziwe mrowisko w kilku doniczkach!!! Mrówki postanowiły wprowadzić się do rozchodnika, łosich rogów i pieniążków, w związku z tym ten pierwszy został awaryjnie przesadzony do nowej ziemi po przepłukaniu korzeni (i wyrzuceniu z nich garści mrówek z jajami i królową....) a łosie rogi i pieniążki poszły na kwarantannę na balkon w najgorętszy dzień czerwca!... Mrówkom się to wcale nie spodobało i uciekały aż miło, na razie nie przyszło im ponownie do głowy osiedlanie się u mnie w domu tym bardziej, że rozstawiłam pułapki skutecznie dobijające mrówczane niedobitki.
W czerwcu świętowaliśmy 22 rocznicę ślubu i poszliśmy sobie na kolację do restauracji Wandal, którą bardzo polecamy (chociaż próbowaliśmy prawie wszystkiego OPRÓCZ dań głównych, ale przystawki i dodatki mają takie, że palce lizać!!! Tylko placek z rabarbarem na deser był przeciętny.) A ponieważ ostatnio nie robię zdjęć jedzenia w restauracjach, to pokażę Wam kilka ujęć wieczornego centrum miasta. ^^*~~
W tym roku nie mamy urlopowych planów wyjazdowych, za to czeka nas za kilka dni grill u kolegi, potem spędzimy jakiś czas u teścia na Suwalszczyźnie a Robert weźmie udział w kolejnej wczesnośredniowiecznej imprezie nad Hańczą 24 - 25 lipca. Korzystamy z lata ile się da - ciągle robię japoński makaron na zimno, sobę z tempurą albo wietnamską sałatkę Bún Bò Nam Bộ, zajadamy arbuzy i czereśnie, był chłodnik, makaron z truskawkami i placek z rabarbarem, na straganach już pojawiają się moje ukochane wiśnie!!!
Proszę się częstować zimnym arbuzem i lecimy z tymi wakacjami!!! *^0^*~~~
























