Tuesday, June 22, 2021

17 lat minęło jak jeden dzień!

Tak w ogóle, to 29, ale od dnia ślubu 17 lat nam minęło! *^V^*

 


 

W związku z tym zdecydowaliśmy wyrwać się na chwilę z Warszawy i pojechaliśmy na weekend do Kazimierza Dolnego. Nigdy tam nie byłam, Robert tylko przejazdem, a to takie piękne miasteczko!!! *^0^* Oczywiście, ultra-turystyczne, więc po pierwsze, należy się nastawić na tłumy wszędzie, szczególnie latem i w weekendy, co na przykład oznacza, że niesamowicie trudno znaleźć miejsce parkingowe. Są miejskie parkingi, są prywatne na podwórkach, wszystko płatne, a kiedy rezerwujecie pokój na kwaterach prywatnych to koniecznie upewnijcie się, że zapewniają miejsca parkingowe, bo nie wszyscy to robią, a potem może być bieda (my mieliśmy takie miejsce). Pierwszy raz byłam w miejscu, gdzie naprawdę NIE MA gdzie zaparkować na dziko, na piątego, tylko się przytulę na chwilę. Uliczki są wąskie, płoty posesji dochodzą do chodnika albo jezdni, wszędzie zobaczymy tabliczki z zakazem parkowania. I dobrze, bo inaczej całe to piękne miasteczko byłoby zaklejone samochodami!...

 


 

Kiedy szukaliśmy noclegu zależało nam na odrobinie dorosłego minimalistycznego fajnego luksusu, w końcu to była nasza rocznica ślubu! Cena w zasadzie nie grała roli, chcieliśmy dać się trochę porozpieszczać przez dwie noce. I tu było nasze pierwsze zdziwienie - w Kazimierzu nie za bardzo istnieje coś takiego jak luksusowy butikowy hotel... Szukaliśmy na agoda.com i booking.com, na jakichś polskich serwisach noclegowych, szukaliśmy po mapie wybierając co nam się wyświetliło... Niezależnie czy był to duży hotel czy pokoje do wynajęcia, wystrój przeważnie był obrzydliwy - seledynowe lub pomarańczowe ściany, dywany i pościel w obrzydliwe mazaje albo meble jak pozbierane na wyprzedaży garażowej, paździerz i tandeta. Czy Polakom jest naprawdę wszystko jedno, w jakich warunkach spędzają wakacje/wolne dni?... *^n^*  Udało nam się wyszukać dwa miejsca oferujące przyjemne dla oka apartamenty, i w jednym z nich zarezerwowaliśmy pokój, mianowicie w Marine Rooms

 

 

Poniżej widok na nasz taras z bulwaru nad Wisłą, który widzicie na zdjęciu powyżej. ^^*~~



Nasz apartament miał 21 m kw, taras wychodzący na Wisłę, klimatyzację, ogólnie był super tylko miał jedną zmorę polskich hoteli i kwater do wynajęcia - dwa pojedyncze zsunięte łóżka z miękkimi materacami, które rozsuwały się przy najmniejszym poruszeniu się! (tak, zarówno łóżka się rozjeżdżały jak i materace odpływały z łóżek!...) Tego nie potrafimy zrozumieć, co jest z tymi pojedynczymi łóżkami... To nie był pokój dla rodziny z dzieckiem, tylko apartament dla pary, dlaczego nie można było tam wstawić normalnego podwójnego łóżka? A poduszki to już w ogóle zaczniemy wozić swoje, bo my śpimy na profilowanych poduszkach zapewniających podparcie dla szyi i stabilizację głowy, a w hotelach i kwaterach prywatnych przeważnie trafiają się płaskie placki z luźnymi gulami wypełnienia w poszewce...

 





 

Nasze drugie zdziwienie związane z Kazimierzem - w piątek wieczór restauracje były pustawe, w sobotę bardziej zapełnione, ale bez problemu mieliśmy stolik w restauracji przy rynku o godz. 18:00. Nasze podejrzenia potwierdziła pani z recepcji hotelu - do Kazimierza walą tłumy głównie w sobotę w trakcie dnia i w niedzielę od rana, nie są to nocujący, tylko odwiedzający na pół dnia. Nie polecam wycieczki do Kazimierza w niedzielę po 12:00 samochodem, bo raz, że są tam wtedy tłumy, a dwa - na parkingach już szpilki się nie wciśnie! My wtedy właśnie wracaliśmy do domu. ^^*~~




Z restauracjami była inna zabawna historia - znalazłam dla nas dwa miejsca podające kuchnię żydowską (Bajgiel, U Fryzjera) i postanowiłam zrobić rezerwację. Obydwie restauracje mają strony internetowe a na nich system rezerwacji online, więc super! Wypełniłam dane, wysyłam - strona Bajgla ani drgnie... Dzwonię pod podany numer telefonu i mówię, że kliknęłam, ale nic się nie wydarzyło, a pan mi odpowiada, że... "a taaaaak... to nie działa, proszę pani..."

...

Wiedzą o tym, i nic z tym nie robią!

"A na kiedy chce pani stolik? Na sobotę po 18:00? To na pewno będą miejsca, bo obłożenie mamy między 12:00 a 16:00" - i rzeczywiście był!

U Fryzjera było inaczej - wypełniłam dane rezerwacji, klikam, poszło! Czekam na potwierdzenie. Kiedy minęła doba i nic się nie wydarzyło, w piątek już z drogi zadzwoniłam do nich i mówię, że nie mam potwierdzenia rezerwacji a pani mi na to "ach, tak, bo to szef ma dostęp do komputera ale on wyjechał i nic nam nie przekazuje"....  

No powiedzcie mi, jak można w ten sposób robić biznes?!!!......

Jeśli chodzi o jedzenie - U Fryzjera mamy mieszankę kuchni staropolskiej i żydowskiej, my wzięliśmy śledzie siekane po żydowsku (z jajkiem na twardo, bardzo smaczne), gęsie pipki z ziemniaczkami i mizerią, i kreplach z wołowiną, z cymesem i farfelkami. Jedzenie poprawne, do lubelskiej Mandragory mu daleko, ale niestety już zawsze będziemy do niej robić porównania, bo to według nas modelowa restauracja żydowska, pod wieloma względami!

 


 

W Bajglu zamówiliśmy na przystawkę również śledzia, tym razem śledziki cackies - kawałki śledzia matias ze złocistą cebulką smażoną na gęsim smalcu, w zalewie nalewkowo-miodowo-cytrynowej z bakaliami, podane z macą i chałką. Potem wybraliśmy pierś gęsią pieczoną i kaczkę duszoną w rosole z sosem wiśniowym - bardzo fajny pomysł, bo była mięciutka! Na deser wzięliśmy paschę. Wszystko było pyszne, ale znowu powtórzę - wciąż tęsknimy za lubelską Mandragorą... *^0^*

 



 

Ceny w restauracjach wysoko warszawskie... Nie wiem, jakie były kiedyś i czy jest to efekt odbijania sobie po zamknięciu koronawirusowym, czy zawsze tak było. W każdym razie, trochę mnie to zaskoczyło. Natomiast dużym plusem było w obydwu miejscach to, że w tle leciała muzyka dostosowana stylem do miejsca (polskie przeboje z lat 90-tych, muzyka żydowska), i to w takiej przyjemnej głośności, że było ją słychać ale nie trzeba było się z nią przekrzykiwać podczas rozmowy. *^o^*

Śniadania jedliśmy w Botanice (nie polecamy, drogo i ogólnie średnio, trzy półtosty to całe pieczywo, jakie każdy z nas dostał do śniadania, nie licząc kawałka suchego placka drożdżowego...) i w piekarni Sarzyński - tu zdecydowanie lepiej, zarówno jakościowo jak i cenowo! 

 

 

 

Kazimierz jest bardzo ładny, zadbany, jest pełno pięknych domów. Widać, że mieszkają tam ludzie, którym zależy na tym, jak wygląda ich podwórko i ich miasteczko. Sporo się tam dzieje - wystawy obrazów, koncerty, nie tylko plastikowa tandeta dla turystów (co oczywiście też znajdziemy). W sobotę zrobiliśmy sobie 5-kilometrowy spacer, najpierw uliczkami Kazimierza a potem krótki kawałek przez las i powrót nad jednym z kazimierskich wąwozów. Jest jeszcze spora część miasta, której nie widzieliśmy, upał trochę dał nam się we znaki i wróciliśmy do klimatyzowanego pokoju na sjestę wcześniej niż planowaliśmy. Robiliśmy mało zdjęć, chyba potrzebowaliśmy się trochę oderwać od codzienności i po prostu pobyć w danym momencie i chłonąć otaczającą nas rzeczywistość bez jej ciągłego dokumentowania. 

 






 

Przy okazji utwierdziliśmy się w przekonaniu, że klimatyzacja w nowym mieszkaniu to świetny pomysł! *^v^* Teraz mamy tylko wiatraki, fajna sprawa, ale to jednak nie to samo. W nowy tydzień weszłam z jakąś energią sama nie wiem skąd, chyba to słońce i upały tak mi naładowały akumulatory! 

 



31 comments:

  1. Warto się wybrać do Wąwozu Korzeniowego, a na śniadania i obiady do Starej Łaźni- są przepyszne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękujemy za rekomendacje! Do wąwozu na pewno się wybierzemy, natomiast co do Starej Łaźni, sprawdziłam menu i przyznam, że w takich miejscach jak Kazimierz czy Lublin interesuje nas doświadczenie etniczności kuchni, a nie jej międzynarodowość, flaki po warszawsku i spaghetti mogę zjeść w Warszawie, a po tamtych regionach oczekuję pysznej kuchni żydowskiej. *^v^*

      Delete
    2. Oczywiście każdy wybiera to, co lubi. Natomiast Twój blog i komentarze czyta wiele osób i może komuś się ta wiedza przyda. Śniadanie w Łaźni było nie tylko smaczne, ale i obfite, i na dodatek w bardzo przyzwoitej cenie. Mam nadzieję, że się nic nie zmieniło, bo chętnie odwiedzę Kazimierz kolejny raz.

      Delete
    3. Och, nie wiem, czy nie przeceniasz zasięgów mojego bloga, ale miło mi, że tak uważasz! *^v^* W takim razie, śniadanie trzeba będzie następnym razem zjeść w Łaźni i ocenić.

      Delete
  2. Wszystkiego najlepszego.Piekny rocznicowy wypad.Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  3. Wszystkiego najlepszego i najsmaczniejszego.

    ReplyDelete
  4. Wszytkiego najlepszego. Pieknie wygladacie. Moze kiedys zawitam do Kazimierza, jak nas w koncu wypuszcza. Ale kiedy to bedzie??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękujemy! *^v^*
      A kiedy nas wpuszczą do Japonii? Ech.....

      Delete
  5. Gratulacje! Kawał życia jesteście razem i widać, że wam dobrze razem.
    Przeraża mnie ta polska bylejakość. Może jednak nie jest tak wszędzie? Chociaż Kazimierz jest obstawiony Warszawą, więc jakość usług powinna być na dość wysokim poziomie.
    Pozdrawiam gorąco i życzę jeszcze wielu, wielu pięknych lat razem:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Serdecznie dziękujemy! *^o^*
      No właśnie fakt, że Kazimierz to takie ultra turystyczne i modne miejsce dawało mi nadzieję, że będą jakieś przyjemne butikowe hotele, ale niestety... Co mi przypomniało, jak szukaliśmy w zeszłym roku kwater na południu Polski w okolicach Kamiennej Góry, tak samo - głównie bylejakość, poliestrowe narzuty i seledynowe ściany, brrr..... I o co chodzi z tymi dostawkami?!... Wybieram apartament, a w nim napchane pojedynczych łóżek (zestawionych albo osobno) i rozkładanych kanap, żeby pułk wojska mógł nocować razem!

      Delete
  6. Piękny staż! Piękna para! Gratuluję i życzę Wam z całego serca wszystkiego co najlepsze na dalsze wspólne lata!

    ReplyDelete
  7. Podobacie mi się jako para, wydajecie się być zgodni i dobrze dobrani, macie podobne pasje i cele i to jest fajne (i dobrze wróży na kolejne 17 lat i dłużej). Lubię też to, że jesteście tacy 'kolorowi i nowocześni' takich ludzi zazwyczaj 'spotykam' na emigracji a nie w Polsce. Wszystkiego dobrego!
    Ja mam dużą ochotę na klimatyzację ale to już w nowym domu, na pewno się tym zainteresuję. Na parterze Wam pewnie tak upał nie dokucza, ale to będzie ósme piętro prawda? Ja wychowałam się w domu wybudowanym przed wojną i tam zawsze panował chłodek, a potem zamieszkałam na ósmym piętrze na Mokotowie i latem myślałam, że się z okna rzucę. A co do bazy hotelowej, no cóż raz w Krakowie pan na recepcji potraktował mnie jak idiotkę bo pokój nie był taki jak na zdjęciach (przecież wiadomo, że na stronie są tylko nasze najlepsze pokoje....), zmieniliśmy hotel.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękujemy za komplementy! *^-^* Nie wyobrażam sobie życia z kimś, kto nie jest moją pokrewną duszą, nie umiałabym tylko mijać się z taką osobą przy codziennych sprawach, to nie byłoby życie! Rzeczywiście nieźle się dobraliśmy i lubimy spędzać czas w podobny sposób (chociaż ja nie znoszę jazdy konnej, a Robert wręcz przeciwnie... >0<). A co do naszych "kolorów i nowoczesności", wydaje mi się, że to kwestia tego, że zobaczyliśmy trochę świata poza Polską, a szczególnie Azji, to niesamowicie zmienia perspektywę i pozwala zrozumieć odmienne spojrzenie na wiele spraw.
      Na parterze upał jest chyba taki sam jak na ósmym piętrze, ostatnio mieszkaliśmy przez trzy lata na pierwszym i było tak samo gorąco, zresztą ja kocham upały więc mogę być nieobiektywna. ^^*~~ W każdym razie, z tą klimatyzacją nie tylko chodzi o upały, ale również o hałas od ruchliwej ulicy (sypialnia) i od podwórka.
      A z hotelowymi pokojami to w Polsce jest jakiś dramat... Nie rozumiem, dlaczego na agoda.com albo na booking.com ciągle trafiamy na "apartament - dwa łóżka pojedyncze/jedno podwójne" - będzie losowanie, jakie nam się trafią?... No i zdjęcia - "pstryknęliśmy jedną krzywą fotkę jednego pokoju i zbliżenie na umywalkę w łazience, przecież wszystkie pokoje są w miarę podobne"... Otóż nie są, ale najwidoczniej Polakom wszystko jedno, w jakich warunkach spędzają wakacje, byle by było tanio i dostawka/rozkładana kanapa, żeby osiem osób spało na 4 metrach kwadratowych.......

      Delete
  8. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Promieniujecie na zdjęciu! Gratuluję i stu lat w miłości życzę!
      No niestety, niezależnie jak umeblowane, w takim miejscu wszystko się wynajmie, więc po co inwestować...
      Byłam w Kazimierzu jako dziecko i trzeba by tam wrócić bo już nic nie pamiętam.

      Delete
    2. Bardzo dziękujemy! *^v^*
      Zastanawiam się, jak wynajmują pokoje ci, co nie reklamują się ani na serwisach internetowych ani nie ma do nich kontaktu na mapie Google'a (są tacy!). Przecież nie pojadę w ciemno w piątkowe popołudnie do Kazimierza i nie będę chodzić od domu do domu, które mają napis "pokoje", i pytać o wolne miejsce bez znajomości tego, co zastanę w środku i jaka jest cena... Ale może taka jest praktyka i ja się nie znam! *^w^*
      Kazimierz jest piękny, zadbany, ze spójnym charakterem, my na pewno tam kiedyś wrócimy! *^v^*

      Delete
    3. Moi rodzice mają duży dom w dzielnicy nadmorskiej i choć nigdy na domu nie było napisu 'pokoje' to w sezonie zawsze ludzie dzwonili do drzwi i pytali o kwaterę. Kiedyś ogromnie zazdrościłam Międzyzdrojom bo mieli Amber Baltic, bo Festiwal Gwiazd, to był kurort a Świnoujście miało co najwyżej Famę i żadnego hotelu. Zresztą jeszcze jak szukaliśmy hotelu na noc poślubną (11 lat temu)to nic nie mogliśmy znaleźć bo nawet jak był 'Hotel' to nie wynajmowano na jedną noc. Teraz to się wszystko diametralnie zmieniło, mamy Radissona i Hiltona z prawdziwego zdarzenia i jest jeszcze Hilton by Hampton. Jak spędziłam raz noc w kultowym dla mnie Amber Baltic to byłam rozczarowana bo wtedy już 'miałam lepiej' (plastikowa zasłonka pod prysznicem w hotelu czterogwiazdkowym?). Wszelkie prywatne apartamenty też są z reguły urządzone w miarę nowocześnie bo to się dopiero wybudowało w ostatniej dziesięciolatce. No ale w Świnoujściu klient płaci w Euro i mówi po Niemiecku. Co do pościeli to byłam z Mamą w Krynicy u Pani Eris i było naprawdę bardzo, bardzo światowo (a to było wiele lat temu) poza jednym. Tak jak napisałaś skołtunione poduszki i kołdry. A zestawionych podwójnych łóżek też nie cierpię a jak do tego są jeszcze dwie pojedyncze kołderki to już w ogóle....

      Delete
    4. Tutaj też tak było!!! *^w^* Dwa osobne łóżka, które odjeżdżały od siebie, z nich zsuwały się materace, a poduszki - jakbym sobie kul włókniny nasypała do powłoczki... Ale lepiej było w zeszłym roku w apartamencie w Lublinie!... *^V^* Łóżko było wprawdzie podwójne, ale materac był taki, że jak Robert się poruszył, to ja podskakiwałam jak piłka i prawie spadałam na podłogę, taki miał "bounce"!... Przyjaciółka miała podczas spania chorobę morską, kiedy jej mąż się obracał z boku na bok. *^0^*
      Czyli doświadczenia Twoich rodziców pokazuje, że jednak ludzie chodzą po domach i pytają o kwatery. Ja jestem człowiekiem Internetu, lubię zobaczyć ile i za co płacę, w jakiej lokalizacji jest hotel, jak wygląda pokój. Mogę spać pod namiotem, mogę w chłopskiej chacie na sianie, ale wolę o tym wiedzieć wcześniej i dokonać świadomego wyboru. I nie być zmuszoną trafić do kopii mieszkania z lat 80-tych! >0< A nie wyobrażam sobie, że idę w ciemno szukać pokoju, wchodzę, widzę zbieraninę mebli i tekstyliów po remontach i wychodzę, i tak przez kilka kwater... *^w^*

      Delete
  9. Gratulacje! Piękna rocznica. Parafrazując tekst piosenki "Wyście piękni, wyście młodzi, niech ta młodość nie odchodzi" życzę kolejnych szczęśliwych wspólnych lat i oby wiośniania młodość zawsze w Was była. No może jeszcze, żeby nawet najtwardsza poduszka przynosiła kolorowe sny ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Serdecznie dziękujemy! *^V^*
      Ach, żeby ta poduszka była twarda, ale to były miękkawe gule z przerwami na powietrze!... >O<

      Delete
  10. Gratulacje rocznicowe! Miło patrzeć na Was zadowolonych, uśmiechniętych, zainteresowanych sobą i wspólnym życiem. Chwilo trwaj kolejne lata :))

    ReplyDelete
  11. Witaj, byliśmy w Kazimierzu tydzień, we wrześniu 2020 - mieszkaliśmy w Hotelu Venus. Pokój był wypełniony starymi meblami (wypełniony w pełnym tego słowa znaczeniu - było dość ciasno, ale spędzaliśmy tam praktycznie tylno noce. Brzydka była tylko wykładzina, za to przemili gospodarze i pyszne śniadania.
    Za to następny tydzień spędziliśmy w Toruniu, w Spichrzu, a tam śniadania były obłędne, wynajęliśmy dwupoziomowy apartament - był piękny.
    Pozdrawiam i życzę następnych pogodnych lat.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękujemy! ^^*~~
      Ja to bym chętnie zanocowała na przykład w odtworzonej chłopskiej chacie, ale urządzonej autentycznymi meblami. A u nas większa szansa na rekonstrukcję mieszkania z lat 80-tych... *^W^*
      W Toruniu byliśmy kiedyś przejazdem i nocowaliśmy na kempingu w domku, i mieliśmy tam wrócić, bo miasto wyglądało bardzo ładnie, trzeba by się wybrać!

      Delete
  12. Gratuluję wspólnych lat i życzę kolejnych szczęśliwych!

    PS. Ogromne dzięki za Szpital kosmiczny! Czytało się fantastycznie i żałuję, że już koniec. A możesz polecić jeszcze jakieś fajne tytuły?
    Pozdrawiam - ewa

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękujemy! ^^*~~
      Bardzo polecam serię Jamesa Coreya "The Expanse", na podstawie jego książek powstał serial początkowo na Netflixie, teraz pięć sezonów i szósty w przygotowaniu można obejrzeć na Amazon Prime. Robert przeczytał książki i bardzo chwali, ja na razie jestem po serialu i szykuję się do przeczytania książek.

      Delete
  13. Co do kuchni żydowskiej , to gdybyście byli kiedyś w Łodzi to jest tam fantastyczna restauracja Anatewka . Boczna uliczka od Piotrkowskiej tuż przy hotelu GRAND.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Planujemy wybrać się do Łodzi, więc na pewno odwiedzimy Anatewkę, bardzo dziękuję za polecenie! *^o^*

      Delete