Monday, February 05, 2024

Ziemia zaczyna pachnieć wiosną!

Cały tydzień dzielnie pracowałam nad uzupełnieniem bloga wakacyjnego o nasz zimowy wyjazd do Japonii, tak więc jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam do obejrzenia zdjęć na Fumy Turystyczne. Celowo piszę "obejrzenie zdjęć" ponieważ tym razem przyjęłam inną formułę kroniki z wyjazdu - nie ma tam prawie ani słowa (jest link do wystawy, którą odwiedziliśmy jednego dnia, dla jasności co przedstawiają zdjęcia). Nie pisałam bloga wakacyjnego na bieżąco, zresztą tym razem nie było dużo zwiedzania, głównie spacerowaliśmy bez celu po mieście, robiliśmy zakupy, nawet zdjęć nie mamy zbyt wiele. Potrzebowałam takiej formuły, żeby nacieszyć się samym "byciem" tam, a nie tylko skupiać na robieniu zdjęć każdego posiłku i każdego widoku. Ale oczywiście zdjęcia zrobiliśmy, więc podzieliłam się nimi na blogu i zapraszam do oglądania. *^v^*

 


 

Poza tym, w środę robiłam coś fajnego, co zapowiadałam w zeszłym tygodniu, mianowicie nowy tatuaż! ^^*~~ Na razie nie mam co pokazywać bo po pierwsze, jest wciąż świeży a ręka mocno spuchnięta, a po drugie, zrobiłyśmy tylko część wzoru a kończyć będziemy za dwa miesiące. Czyli zaprezentuję nową ozdobę na ciele jakoś wczesnym latem. Na razie mogę zdradzić, że przybył mi jeden kwiat, kilka liści, dzwonek i dwa koty!...  

 


 

Czujecie już wiosnę w powietrzu? Wiem, że to dziwne pytanie na początku lutego, ale ja już jestem w trybie wiosennym.

Przestało mi się chcieć herbaty z cytryną i sokiem malinowym, nie mam ochoty wieczorami zapalać świeczek (a cały grudzień paliłam je każdego dnia!), za to zjadam duże ilości jabłek i twarogu z miodem. ^^*~~ Powietrze jest już inne, lżejsze, bardziej świeże, zaczęły się wiosenne wichury, takie przeciągi przewietrzające okolicę po zimie! Może jakby były mrozy, to byłoby inaczej, ale plusowa temperatura i deszcze powodują, że ziemia zaczyna pachnieć wiosną! Kto wie, może lada dzień odczuje to także moje ciało i zacznie chętniej wstawać o poranku, w listopadzie przestawiłam budzik z 7:00 na 8:00 i teraz nawet ta ósma nie jest taka oczywista do wstawania, najchętniej zostałabym w łóżku dużo dłużej! Ale wstaję, żeby nie zaburzać rytmu dnia i nocy, bo wiem, że utrzymanie go dobrze mi robi na głowę.  

 

 

Jedliśmy w zeszłym tygodniu coś pysznego - z Lokalnego Rolnika zamówiliśmy filety z karpia a do niego soliród. Karp cudowny, świeży, ekologiczny, bez cienia posmaku mułu, cieszę się, że mamy źródło dobrej jakości karpia! A soliród jadłam pierwszy raz w życiu i też jesteśmy zachwyceni - ta roślina rośnie blisko morza, pewnie dlatego ma słony posmak, jest chrupka, bardzo zdrowa i idealnie pasuje do ryby.




A propos jedzenia, jeszcze kilka dni, a potem wszyscy wpisujemy do kalendarza, żeby nie przegapić - 14 lutego zaczynamy tegoroczne wegańskie DOJadanie! *^0^* (Oraz są Walentynki. ^^*~~) Ale zanim to nastąpi, będzie fajna wycieczka, a o tym napiszę w przyszły poniedziałek.

6 comments:

  1. Potwierdzam, ziemia już pachnie wiosną! Ten wiatr przywiał coś pozytywnego, biegałam dziś po mieście (Berlin) bez szalika i bez rękawiczek, zupełnie jak nie ja:). Odwiedziłam sklep Self Made, gdzie przebierałam w tkaninach lnianych na letnie spódnice. Jak myślisz, czy warto doszywać podszewkę? To jest len pół na pół z wiskozą, prawie lejący, piękny marynarski granat. Ależ się rozmarzyłam o wiośnie nad polskim morzem! Jadę tam za jakieś sześć tygodni i do tego czasu chcę trochę schudnąć i uszyć co najmniej jedną spódnicę z lnu.
    Moje koty niezmiennie pozdrawiają Twoje cudne kocurki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do czysto lnianej spódnicy nie doszywałabym podszewki, len ma być przewiewny i swobodny, za bardzo nie ma przecież sensu prasowanie go, bo i tak się błyskawicznie gniecie i w tym jego urok. Z mieszanką lnu z wiskozą może być inna sytuacja, bo wiskoza może "uporządnić" wygląd tkaniny, a co za tym idzie ubrania z niej uszytego. I czasami jeśli chce się nosić taką spódnicę do biura, to podszewka mogła by być jak najbardziej na miejscu. Ale ja tak w ogóle jestem zwolenniczką noszenia osobnej halki.
      Jednak jeśli ma to być spódnica nad morze, to wiatr od morza będzie targać nią wokół nóg, chyba nie ma sensu dodawać podszewki. ^^*~~
      Koty serdecznie dziękują za pozdrowienia! *^V^*

      Delete
    2. Bardzo Ci dziękuję za cenne wskazówki:), to ma być spódnica "koło domu". Tych rolek z lnem było mnóstwo, ale to były takie grube lny, z widoczną fakturą i sztywne jak deska:), a ten z wiskozą był jakby najmilszy. Dziś przemyślę fason i do dzieła! Całusy i jeszcze raz miłego lutego.

      Delete
    3. Chyba też już zacznę rozmyślać nad lnem, hm... Chociaż na razie przerabiam na sukienkę wzorzysty bambus! ^^*~~ Jestem bardzo ciekawa jak się go nosi, jeszcze nie znam takiego materiału.

      Delete
    4. Przepraszam, że się tak rozgadałam, ale muszę coś o bambusie powiedzieć: od kilku lat jestem w bambusie zakochana, noszę tylko bambusową bieliznę i skończyły się moje wieczne odparzenia skóry w gorącej porze roku. Z tego co wiem, to Rossman ma w ofercie bambusowe skarpetki, a majtki z bambusa bywają w Action (wiem, straszne miejsce). Mam kilka sztuk odzieży z bambusa i to był najlepszy zakup ever, obok oczywiście kaszmiru i jedwabiu :). Myślę, że bambusowa sukienka to będzie hit hitów i nie mogę się doczekać, kiedy się w niej pokażesz! Niech rządzi bambus!

      Delete
    5. Nie miałam bambusowej bielizny, tylko skarpetki, ale widzę, że czas wypróbować! Poszukam online, bo do Action mam daleko, widzę, że wiele firm ma takie w ofercie. A tkanina z jakiej szyłam była zaskakująca - na pewno inna od tej dzianiny majtkowej bo nierozciągliwa, na pierwszy dotyk nieco grubsza i sztywniejsza od lnu, ale dużo miększa i inaczej się rusza, bardziej płynie, trochę się gniecie ale nie za bardzo. Pierwsze noszenie sukienki było niemiarodajne, bo było zimno, więc miałam pod nią merynosową halkę i grube rajtki, ale czekam z niecierpliwością na wiosnę i lato! ^^*~~ Na pewno kupię więcej bambusowej tkaniny na sukienki!

      Delete