Monday, November 13, 2023

I love tickets!


 

Jesień tego roku jest jakaś taka ciepła, miękka, przytulna. Wiem, zrobiło się zimno, mokro i wietrznie, ale ja cały czas mam wrażenie, że aura nas nie atakuje, tylko otula, wycisza, wyhamowuje, opiekuje się nami, czasami jest tak niesamowite światło, że rozglądam się zachwycona i marzę o tym, żeby umieć to namalować! Na serio! Raz nawet stałam na parkingu obok mojego bloku i mówiłam do siebie na głos, że chciałabym namalować światło, w którym byłam zatopiona!... ^^*~~

 


 

Mąż wrócił z wyjazdu służbowego i dostałam prezenty urodzinowe! *^V^* Notesy akwarelowe i komplet farb Sennelier, bardzo zachwalanych przed sprzedawcę w sklepie plastycznym. Co prawda, Ameryka ma swojego cenionego producenta akwareli Daniela Smitha, ale sprzedawca twierdził, że francuskie Senneliery oparte na miodzie i gumie arabskiej są o niebo lepsze!... (Miód i guma arabska, coś Wam to przypomina? Toż to nasze polskie Aquariusy Romana Szmala!... Genialna jakość i niesamowita paleta barw, moje ulubione. *^V^* ) Zawsze fajnie jest spróbować czegoś nowego, więc Senneliery przyjęłam z wdzięcznością, tym bardziej, że ta paleta jest komplementarnie ułożona, mogłabym wziąć ją do plecaka i iść malować w teren, i będę mogła stworzyć zarówno kompozycje scen miejskich, jak i naturę, rośliny i zwierzęta. Bardzo fajne są też miniatury szkicowników Legion, świetny pomysł na przetestowanie papieru.





Dzisiaj mam dwa cytaty, które mnie zaintrygowały w zeszłym tygodniu. Najpierw Jestem.Erill i jej przemyślenia o stawianiu siebie na pierwszym miejscu i... jakże to trafne! Nie stać nas, żeby stawiać siebie na ostatnim miejscu, i mam tu na myśli nasze zdrowie psychiczne, czas na dawkę ruchu, odstawienie treści i osób, które nas niszczą, spokojne zdrowe posiłki, momenty ciszy i wsłuchanie się w samych siebie. To nie jest dużo. Ale to jest podstawa, bez której zapłacimy najwyższą cenę - naszym zdrowiem albo nawet życiem!

 


 

A drugi cytat pochodzi od nauczycielki jogi Basi Tworek. Basia wyprowadziła się z Warszawy na południe Polski, do Bielsko Białej, i dostała pytania czy nie żałuje opuszczenia dużego miasta, czy jej tego nie brakuje. I w odpowiedzi (która miała bardzo pozytywny wydźwięk na wielu płaszczyznach) zawarła taką myśl:

 

 

Nie można jednocześnie przepłynąć na drugi brzeg rzeki i trzymać się kurczowo pierwszego brzegu. Coś trzeba odpuścić, bo jeśli tego nie zrobimy, to zostaniemy okrakiem - trochę tu, trochę tam. Czasami tak się da, ale w większości przypadków NIE! Wtedy żyjemy półżyciem, kierując nasze zasoby, energię, uwagę na zbyt wiele frontów, tnąc je na kawałki. I jeśli boimy się coś stracić, to nie odważymy się na ten wybór. A trzeba się czegoś pozbyć, żeby zrobić miejsce na coś nowego. Jak nam się nie spodoba, zawsze można spróbować jeszcze raz. Nie ma wyborów stuprocentowych - żeby były zalety i wielkiego miasta i wsi, i tropiki i mroźne zimy na raz. Coś odpuszczamy, ale zyskujemy coś innego, i dojrzałość polega na pogodzeniu się z tym faktem - będziemy mieć to ALBO to, i po prostu dokonywaniu wyborów. Bo jeśli nic się nie wybiera, to stoi się w miejscu i nie ma rozwoju. A jak się człowiek nie rozwija, to się zwija, proste! *^v^*




REMONTOWO - w weekend zrobiliśmy fascynującą pracę związaną z remontem - wybraliśmy miejsca na gniazdka elektryczne w całym mieszkaniu! *^w^* Niestety są rzeczy bardziej i mniej ekscytujące, jednak wszystkie są niezbędne. Umówiliśmy się też na przyszły tydzień na podpisanie umowy kredytowej, lada dzień dostaniemy też ostateczną wycenę okien i złożymy zamówienie, żeby już je produkowali! Montaż będzie prawdopodobnie w styczniu.

 


 

W weekend zrobiliśmy też inną fajną rzecz - kupiliśmy bilety lotnicze i zrobiliśmy rezerwacje hotelowe na koniec grudnia/styczeń. Tak, znowu jedziemy do Japonii!!! *^O^*~~~ Tym razem na dwa tygodnie, w okresie w którym nas tam jeszcze nie było, nowy rok spędzimy w ryokanie z widokiem na górę Fuji! A potem jeszcze trochę czasu w Tokio, nie mamy żadnych konkretnych planów, chcemy się snuć po mieście, zajrzeć do parków, w ogóle będziemy tam trochę incognito i raczej nie będę pisała Fumów na bieżąco, bo to ma być wyjazd inny niż te wakacyjne. Zobaczymy! ^^*~~




Napoczęłam szkicownik Strathmore i postanowiłam go przeznaczyć na akwarelowe ptaki. Na pierwszy ogień poszedł wilgowron mniejszy. Mam mnóstwo zdjęć do inspiracji, tak więc spodziewajcie się teraz upierzonych istot na kartach mojego szkicownika!

 



Weekend spędziliśmy w domu, ale we wszystkie wieczory długo siedzieliśmy przed telewizorem... (kończyliśmy oglądanie wszystkich części Harry'ego Pottera, a potem jeszcze trzy części Fantastycznych Zwierząt), w niedzielę z kolei szukaliśmy hoteli w Tokio, szliśmy spać bardzo późno, spaliśmy długo, i... poniedziałek jest trudny, tym bardziej, że musiałam wstać i wyjść z samego rana z domu, bo byłam umówiona na masaż. Zarywanie nocy to nagle bardzo kiepski pomysł, kiedy to się stało?... *^o^* Najlepiej funkcjonuję, kiedy idę do łóżka ok. 23:00, idealnie po rozciągającej jodze, i wtedy bez problemu wstaję o 7:30. Rutyna snu, coś co kiedyś mogło być dowolnie przesuwalne, teraz jest niezbędne dla mojego dobrego funkcjonowania. 

Życzę Wam wspaniałego tygodnia i do następnego razu! *^v^*~~~




Monday, November 06, 2023

Mój wiek

 

 

We wtorek miałam urodziny. *^v^*

 
 



Dostałam od męża bukiet, z jabłkami!!! To mnie urzekło najbardziej, bo to bukiet kwiatów, ale można go też zjeść. *^V^*~~~



Faktem dodatkowym było to, że mąż był tysiące kilometrów ode mnie, bo w poprzednim tygodniu pojechał służbowo na dwa tygodnie do Nowego Jorku! Rozważaliśmy, czy mogłabym pojechać razem z nim, ale policzyliśmy koszty i podjęliśmy decyzję, że będąc u progu remontu wolimy te pieniądze odłożyć na Japonię, tym bardziej, że tamten kierunek nigdy mnie jakoś bardzo nie interesował, i bardzo dobrze, bo na miejscu okazało się, że Ameryka jest droższa niż się spodziewaliśmy... Za to pierwszy raz w życiu obejrzałam film, którego akcja dzieje się w Nowym Jorku -  "Taksówkarza", z młodym Robertem De Niro, cudownie piękną Cybill Shepherd i debiutującą piętnastoletnią Jodie Foster. Trwałam w błędnym przekonaniu, że ten film jest bardzo ciężki, brutalny, i wcześniej nie chciałam go nigdy zobaczyć. Owszem, podejmuje trudny temat i jest brutalny, ale nie ma w nim przesadnego gore'u, natomiast jest świetna gra aktorska, wspaniała jazzowa ścieżka dźwiękowa i - SPOILER - pozytywne zakończenie! *^0^*




W każdym razie, mam 49 lat. Trafiłam niedawno w Sieci na pojęcie #ilookmyage czyli "mam tyle i tyle lat, i wyglądam na swój wiek", i zaczęłam się nad tym zastanawiać. Często słyszymy "nie wyglądasz na swój wiek" albo "on wygląda dużo starzej niż ma lat", i co to tak naprawdę znaczy?  

Kto określił kanon wyglądu w wieku 20, 40, 60 lat? 

Gdzie jest ten model, do którego należy przyłożyć daną osobę? W Sevres, obok metra i kilograma? *^w^* 

Każdy z nas ma inne geny, przeszedł lub przechodzi inne choroby, dorastał w innych warunkach, klimacie, jadł co innego, prowadził życie w beztrosce lub stresie, urodził się w czasach pokoju albo wojny, pracował fizycznie lub umysłowo, dbał o siebie na wielu płaszczyznach psychicznych i fizycznych lub wcale, kogoś widujemy tylko po fryzjerze i w makijażu a innego saute. Owszem, można wziąć dwie osoby w tym samym wieku, popatrzeć na skórę, włosy, postawę i powiedzieć, że jedna wygląda starzej a druga młodziej - od siebie nawzajem. Ale jak możemy o kimś powiedzieć, że wygląda młodo/staro jak na swój wiek? Skąd my to wiemy? Gdzie jest definicja, jak kto powinien wyglądać w danym wieku?...



Tak więc, mam 49 lat i wyglądam na 49, bo to jest mój wiek i ja w tym wieku tak właśnie wyglądam! *^V^*

Zrobiłam sobie prezent z kategorii narzędziowych - dwa komplety pędzli Escoda. Są niesamowite! Miałam wcześniej Escody, ale inną serię (Reserva, Versatil i Ultimo, bardziej miękkie rozczapierzone włochate), Perla i Barroco to pędzle sztywne, zbite, z pięknym czubkiem, trzymają bardzo dużo wody, Barocco są minimalnie smuklejsze. Nie wiem jeszcze, z którą serią lepiej mi się pracuje. Dodatkowo mnie cieszy 10-tka w wersji travel, czyli składana, chcę dokupić jeszcze ze dwa rozmiary w wersji travel, takie pędzle wygodniej zabierać do malowania poza domem, w podróży.

 


 

Urodziny spędziłam zaczynając dzień od masażu limfatycznego u fizjoterapeuty, potem wróciłam do domu robiąc sobie długi spacer przez jesienny Ursynów. W domu czekał na mnie bukiet kwiatów, na obiad kupiłam sobie pierogi ruskie, a po drzemce nawet przestała mnie boleć głowa (obudziłam się rano z bólem głowy...). Do wieczora słuchałam podcastów, malowałam, oglądałam seriale na BBC, dzień zakończyłam jogą, tak więc to był bardzo przyjemny dzień! ^^*~~ Pierwszy raz w życiu spędziłam urodziny sama, w ogóle pierwszy raz rozstaliśmy się z mężem na tak długo, wcześniej wyjeżdżał góra na kilka dni. Interesujące doświadczenie, kiedy mogłam cały dzień podporządkować tylko mojemu rytmowi.



Porzuciłam już dietę bez glutenu i nabiału. Półtora miesiąca nie dało mi absolutnie żadnego rezultatu zdrowotnego czy wagowego, za to przyczyniało się do codziennego wkurzania się na okropne pieczywo bezglutenowe... Wciąż szukam przyczyn moich dolegliwości robiąc kolejne badania, byłam na przykład u neurologa i chyba była to kompletna strata czasu... Pani doktor negowała źródła moich różnych dolegliwości, po przeprowadzeniu badania stwierdziła, że w zasadzie neurologicznie wszystko jest w porządku, że przecież muszę wrócić do reumatologa, to jest napisane w mojej karcie (wiem o tym, jestem umówiona na wizytę po zakończeniu brania leków, które dostałam, nie wcześniej!...), i skierowała mnie na dodatkowe bardzo drogie badanie... Dodatkowo postawiłam na ruch na miarę moich możliwości i masaże limfatyczne. No i zobaczymy, na razie czuję się raz lepiej raz gorzej.

 



 

Trochę nie poznaję samej siebie. A raczej rozpoznaję siebie z czasów, gdy miałam 16 lat i dużo rysowałam ołówkiem. Miałam wtedy w sobie ciekawość, odwagę i naiwność, które są niezbędne, żeby stać się artystą w jakiejkolwiek dziedzinie. Ciekawość, żeby próbować różnych technik i naiwność, że na pewno mi się uda narysować to co zamierzam, więc próbuję z takim założeniem, co podsyca odwagę, więc człowiek się nie cofa, tylko podejmuje kolejne próby, i koło się zamyka, i ćwiczymy i ćwiczymy, a jak wiadomo praktyka czyni mistrza! Pamiętam jak kiedyś koleżanka powiedziała do mnie "nie narysujesz ołówkiem dymu z fajki wodnej!..." i ja to potraktowałam jak wyzwanie, i tyle czasu próbowałam, aż narysowałam ten dym w sposób mnie zadowalający! *^V^* Ja kilka lat później powiedziałabym raczej "masz rację, nie narysuję", i odłożyłabym ołówek do szuflady...




Ostatnio wybieram tematy, do których jeszcze niedawno wcale nie podchodziłam, bo zakładałam że "nie umiem" tego namalować, i zapominałam, że bez spróbowania nigdy się nie nauczę!... Maluję pierzaste ptaki, maluję deszcz na szybach, firankę, nie wygląda to jeszcze tak jak chciałabym to umieć oddać akwarelami na papierze, ale wiem, że bez tych prób nigdy nie dojdę do poziomu, który chcę osiągnąć i nie przestaję. 

 



 

Koleżanka (dziękuję, Magda!) poleciła mi książkę "Uwięzieni w słowach rodziców" Agnieszki Kozak i Jacka Wasilewskiego. Tę książkę powinni czytać PRZEDE WSZYSTKIM ludzie, którzy zamierzają mieć dzieci, żeby wiedzieć, jak nie spieprzyć im życia!... To też lektura dla młodych dorosłych którzy chcą zrozumieć swoje zachowania i uporządkować sobie w głowie, żeby móc prowadzić szczęśliwe i pełne życie. BARDZO POLECAM!!!

 

 

Kupiłam ją na allegro, a ponieważ chciałam uzbierać kwotę do darmowej wysyłki, do koszyka dorzuciłam książkę "Wolny od bólu" Pete'a Egoscue. Na razie przeszłam przez wprowadzenie, w tym tygodniu zamierzam wypróbować ćwiczenia w niej zawarte.

 


 

Mąż polecił mi anime na Netflix i jak zaczęłam oglądać, to bardzo mi się spodobało. "Blue Period" to historia licealisty, który odkrywa swoją miłość do tworzenia sztuki i postanawia zdawać na Tokijski Uniwersytet Sztuki. Dwanaście odcinków to trochę za szybko, niestety są skróty, ale fajnie jest pokazana droga młodego człowieka, który znajduje swoją pasję i za nią podąża.



Trafiłam na koncept Human Design i zaczęłam w tym grzebać, jest to wszystko bardzo ciekawe! Human Design jest podobny do kosmogramu, określa, jakim typem człowieka się rodzimy, jakie są nasze mocne i słabe strony, jaka jest nasza rola w życiu. Żeby zrobić swój wykres wystarczą szczegółowe informacje o własnej dacie i miejscu urodzenia, wraz z dokładną godziną. Daje to ciekawy wgląd we własne życie, moje wyniki są zaskakująco pasujące do mojej osoby - w sumie cieszę się, że intuicyjnie podążałam moją ścieżką! Uprzedzam, że wygenerowanie wykresu jest błyskawiczne, ale jego interpretacja może długo potrwać, bo jest tam sporo zmiennych, można to zrobić samemu tak jak ja to zrobiłam grzebiąc w Sieci w poszukiwaniu kolejnych stron poświęconych temu tematowi, można zamówić interpretację i ktoś wykona tę pracę za nas.


 

Wystarczyło dwa dni wichrów i już prawie nie ma liści na drzewach. Ale w sumie nie wiem, kiedy zrobił się listopad... Może dlatego, że jestem zajęta innymi rzeczami niż pogoda (fajnymi i niefajnymi), może dlatego, że jesień jest piękna tego roku, ciepła, w miarę sucha, było mnóstwo słonecznych dni! REMONT w zeszłym tygodniu robił małe kroczki - dostałam od pani architekt wizualizację łazienki i wc, i są PIĘKNE!!! Złożyliśmy wniosek o kredyt. Spotkałam się też z panem od okien w celu zrobienia pomiarów do zamówienia nowych okien. Lada dzień wraca mąż, znowu będzie więcej gotowania, wrócę do dawnego harmonogramu dnia, bo teraz miałam swego rodzaju wakacje. ^^*~~

Życzę Wam fajnego tygodnia i do następnego wpisu!


 



Monday, October 30, 2023

Ptasie radio

 

Najważniejsza sprawa zeszłego tygodnia - idźcie najpierw do Małgosi i przeczytajcie, jak jeść czosnek. Na serio, ja tu poczekam, a Wy idźcie się dowiedzieć, ja nie wiedziałam i całe życie robiłam inaczej! Przy okazji można obejrzeć piękne prace Małgosi i poznać przepis na miksturę wspierającą zdrowie jesienią i zimą. *^o^*

 


 

Ogłoszenie numer dwa - jeśli ktoś tak jak ja czekał, aż jesienią do oferty Czterech Szpaków wróci masło do ciała Dynia i Kardamon, to melduję, że już jest! Do tego w zestawie z kremem do rąk, dyni jest tu trochę, za to kardamonu moc, uwielbiam!!!
  




Zupełnie niewiele mam w tym tygodniu do napisania, bo działo się wiele, ale nie są to sprawy ciekawe blogowo - wizyty u lekarza (na których odkryłam, że mam więcej zdrowych organów i brak kolejnych chorób!...), drobne ustalenia remontowe (mamy pismo ze spółdzielni w kwestii wymiany grzejników ORAZ wizualizację łazienki i będzie MEGA!!!), mieliśmy też niespodziewany brak gazu - we wtorek mieli wymieniać główny zawór gazu w budynku, co miało trwać tylko 2 godziny, ale chyba coś tam popsuli bo potem przez dwa dni gazu nie było a na wejściu wisiała kartka z napisem "przepraszamy za utrudnienia, brak gazu do odwołania"... Na szczęście w czwartkowy wieczór gaz wrócił. *^v^*

 


 

Ciekawa sprawa - pewne rzeczy bierzemy za pewnik, za oczywistość, i nawet nam do głowy nie przyjdzie, że ktoś może do tego samego podejść inaczej... No bo tak: blok, w którym będziemy mieszkać po remoncie ma kształt litery L i dwie części A i B, do części A są możliwe cztery wejścia z trzech stron budynku, do części B dwa wejścia z dwóch stron. Nasze mieszkanie jest w części B i przez 26 lat kiedy tam mieszkałam a potem przez kolejne 20 lat gdy odwiedzałam tam rodziców wchodziłam do bloku głównym wejściem od strony ulicy. Teraz gdy podaję komuś adres też uważam, że ta osoba podejdzie do wejścia głównego i byłam już dwa razy bardzo zdziwiona, kiedy ktoś wybrał inne wejście i nie mógł się dostać do klatki!... Kiedyś koleżanka przyjechała metrem, wyszła ze stacji przy drugim krańcu budynku i dzwoniła domofonem do części A. W zeszłym tygodniu umówiłam się z panem od wyceny mieszkań, i on jakimś cudem podszedł do bloku od strony podwórka, i też wybrał niewłaściwe wejście. *^o^* Powinnam zmienić moje myślenie i podawać bardziej szczegółowe wskazówki co do adresu, bo inaczej ludzie się gubią, no bo skąd ktoś ma wiedzieć coś, co dla mnie jest oczywistością od wielu lat?... 




Mam też pewne przemyślenia, które do mnie przyszły znienacka, gdy czytałam wpisy Jestem.Erill, zacytuję fragment:

"NORMALIZUJĘ ✨ bycie człowiekiem który lubi się bawić który ma ochotę śmiać się w głos, nieskrępowanie się wygłupiać i cieszyć tym co jest!

 ✨ NORMALIZUJĘ✨ to, że w dorosłości pragniemy zabawy, przyjemności i lekkości dla równowagi i dobrego, zdrowego życia.

✨ NORMALIZUJĘ ✨ głupie miny, śmieszki z siebie samej, nieskoordynowane ruchy ciała i głupie teksty, które rozśmieszają głównie mnie.

 


I tak sobie myślę - naprawdę trzeba takie rzeczy oficjalnie "normalizować"?... Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że miałabym się wstydzić ochoty na śmiech, wygłupiania się i cieszenia życiem, tego, że dorosły człowiek pragnie zabawy i przyjemności. Często gadam do siebie, śpiewam, przechadzam się tanecznym krokiem, cieszą mnie różne rzeczy i raduję się z nich sama do siebie. To smutne, że najwyraźniej są ludzie, którzy muszą sami sobie dać prawo do wyrażania swojej radości..

 


 

W piątek robiłam test tolerancji glukozy, polegający na tym, że pobierają krew, a potem pijemy słodki roztwór i następne pobranie następuje po dwóch godzinach (okazuje się, że nie mam też cukrzycy!...). Przez te dwie godziny nic się nie robi tylko siedzi i czeka, więc przeczytałam książkę. *^v^* "Zanim wystygnie kawa. Opowieści z kawiarni" to druga część serii Toshikazu Kawaguchi i tak samo jak pierwsza opowiada ciepłe historie klientów pewnej tokijskiej kawiarenki, w której można się przenieść w czasie. Jest jeszcze trzecia część, którą zamierzam kupić.



 



 

Weekend spędziłam aktywnie - dużo sprzątałam, dużo malowałam, zabierałam siebie na spacery mimo, iż było chłodno i deszczowo. Przy okazji odkryłam miejsce na osiedlu, gdzie powietrze pachnie lasem i grzybami!... Podejrzewam, że to zasługa gęstej mieszanej obsady liściasto-iglastej, i pewnie jakieś grzyby tam się kryją! *^V^* Trafiłam na Instagramie na Birdtober, oczywiście nie zamierzam nadrabiać całego miesiąca z listy ptaków do namalowania, ale kilka propozycji jest bardzo interesujących i trafi na kartki mojego szkicownika. Ptaki to dla mnie prawdziwa lekcja cierpliwości, jeśli chcę oddać jak najwierniej realistyczny wygląd ptaka to nakładam kolejne warstwy jedna po drugiej precyzyjnie, nie ma mowy o kilku machnięciach pędzlem i szybkim rezultacie!

 



 

Wróciłam do codziennej jogi powięziowej i rolowania ciała (korzystam ze wskazówek m.in. Karoliny Dachowskiej), to jest niełatwe, męczące i bolesne, ale czuję, że mi pomaga, tak samo jak chodzenie. Kiedy długo siedzę albo leżę sztywnieję, ruch i masaże są bolesne i ciężko mi się ćwiczy, ale potem czuję się lepiej niż przed. Postanowiłam też przypomnieć sobie tai chi i qigong, chodziliśmy kiedyś w Robertem 3 miesiące na zajęcia tai chi i bardzo nam się podobało, w sumie nie wiem, czemu przestaliśmy, chyba to był taki trzymiesięczny kurs i się skończył, a my nic dalej z tym nie zrobiliśmy...






W tym tygodniu będę mogła poświęcić jeszcze więcej czasu na ćwiczenia, malowanie i szycie, bo... ale o tym następnym razem! *^v^*