Tuesday, October 03, 2017

Piórkowy życie mi uratował!

No, może życie to nie, ale bez niego zdecydowanie przemarzłabym po wyjściu z lotniska! Dlaczego jest tak zimno?.... Jeszcze kilka dni temu chodziłam w letniej sukience bez rękawów pod parasolką przeciwsłoneczną, a od piątkowego wieczora trzęsę się i zawijam w warstwy. Na lotnisku na bluzkę z długimi rękawami założyłam bluzę z kapturem, szal i wiatrówkę (Superdry robi naprawdę porządne wiatrówki!), a za chwilę na przystanku dołożyłam do tego szarego Piórkowego, który mnie dodatkowo ocieplił!
Well, maybe the sweater didn't exactly save my life, but my health definitely, I was so cold when I left the airport on Friday night! Why is it so cold in Poland already?... A few days ago I was wearing Summer short sleeveless dress and carried sun umbrella but since Friday I am cold all the time, putting on more and more layers. I was wearing a long sleeve blouse on our way back to Poland, but on the airport I added the hooded sweatshirt and a wind stopper (Superdry makes really good ones!), but while waiting for a bus I decided to add a grey Featherweight which added another warming up layer. 

Powrót samolotem linii ANA nas rozczarował... Być może po zeszłorocznym locie Japan Airlines obiecywaliśmy sobie tak samo dużo, a jednak, mimo, że to też japońskie linie to zupełnie inne doświadczenie. Na pokładzie nie ma washletów i nie podają zupy miso w klasie ekonomicznej (JAL ma i podaje!). Jedzenie takie sobie - ryż rozgotowany (uwierzcie mi, jadłam ryż w Japonii przez ponad trzy tygodnie, i to najczęściej ryż z konbini w gotowych produktach czyli nic z wysokiej półki, i był o niebo lepszy!), a owoce morza nie zniosły dobrze odgrzewania w mikrofali i zrobiły się gumowate.
We were really disappointed with flying back with ANA... Maybe after last year's Japan Airlines flight our expectations were too high. They're both Japanese airlines but the experience was totally different. ANA doesn't have washlets on the plane and doesn't serve miso soup to economy (JAL does!). The food was meh..., the rice was overcooked (I've been eating rice in Japan for the past over three weeks, usually in konbini's ready made onigiri so nothing fancy, and it was way better than on the plane!), and seafood didn't live up to being cooked first and then warmed up in the microwave, it was all gummy.



Stewardesy też jakieś takie... Niby miłe i w ogóle, ale trochę człowiek miał wrażenie, że ma bilet TYLKO w klasie ekonomicznej. Poproszone o piwo nie pytały jakie tylko szybko podawały pierwszą z brzegu puszkę z wózka, dlatego na zdjęciach mamy inne piwo - mnie obsługiwała pani z prawej strony alejki, Roberta z lewej, żadna nie dała nam wyboru (inaczej było w JAL-u). W ogóle czuło się, że unikają interakcji z pasażerami, szczególnie nie-Japończykami...
Flight attendants were also not too good... They were nice and al, but somehow we had a slight feeling that we ONLY bought the economy tickets. When asked for a beer they quickly grabbed the first can they stumbled upon in the cart, that's why in the photos you can see two different brands, not even chosen by us - I was served by the lady from the right side of the plane, Robert - from the left. We were not given a choice, like in JAL. We felt that attendants avoided any deeper interactions with non-Japanese travellers...



Po zgaszeniu świateł obsługa gdzieś zniknęła i tylko mignęła kilka razy, a stewardesa poproszona o napoje poleciła self-service. Owszem, dało radę, Robert zrobił sobie kawę, ale śmietanki już nie znalazł, bo nie chciał przegrzebywać wszystkich szafek i szuflad w opustoszałej kuchni... Napoje do posiłków były tylko zimne, na ciepłą herbatę trzeba było czekać, aż się zaparzy i po wydaniu jedzenia stewardesy biegały po samolocie rozdając pojedyncze kubki zielonej i czarnej herbaty, a można było od razu przed wjazdem wózka z jedzeniem zaparzyć dzbanki i mieć gotowe do wydawania. Na plus należy zaliczyć, że podawali moją ukochaną prażoną zieloną herbatę hojicha! *^V^*
Z dogadywaniem się z obsługą też był pewien problem, angielski rozumiały słabo a japońskiego z ust obcokrajowców też jakby nie bardzo, zupełnie inaczej było w JAL-u, gdzie Robert gawędził z paniami w kuchni po angielsku a ja rozmawiałam w miarę moich zeszłorocznych możliwości po japońsku, i nie mieliśmy żadnych problemów z dogadaniem się. Jak na razie wygrywają u nas JAL i Emiraty - najwygodniejsze samoloty, najlepsze jedzenie i obsługa. 
Ciekawe, jakie Wy macie doświadczenia w kwestii lotów dalekodystansowych? Jestem ciekawa!
When the light went out after the first meal the attendants disappeared and they only came out once or twice. When Robert asked for something to drink the lady caught at the end of the plane directed him to the middle kitchen and advised self service. Okay, he managed to use the coffee machine but didn't find the milk because he didn't want to open every cupboard and drawer... When they served food they only had cold drinks ready, people had to wait for green and black tea to brew and after serving meals attendants were running around the plane with single tea cups. They might have been more organised and brew some tea thermoses when the food as warming up. On the plus side, they served my favourite green roasted tea hojicha! *^V^*
There were some problems with communication with them too, they're English comprehension was sometimes poor and they seemed not to understand Japanese when it was spoken by the foreigner, it was quite on the contrary in JAL when Robert was chatting with attendants in the kitchens in English and I talked with them in Japanese, and there was no problem with that. To sum up, the best airlines for us are JAL and Emirates - most comfortable planes, best food and service.
Do you have any experience with long distance flights and can recommend some airlines (or not)? Please share!

W każdym razie, wróciliśmy. Na razie jest jetlag, takie sobie samopoczucie (chyba złapaliśmy jakiegoś wirusa w samolocie), ale z drugiej strony oczekiwanie na koty i mnóstwo inspiracji! Oczywiście już planujemy kolejny wyjazd do Japonii, który prawdopodobnie wypadnie w październiku przyszłego roku, także wiecie, kciuki w tej kwestii się przydadzą. *^O^*
Anyway, we're back. At the moment we are having a strange occurrence of a jet lag, feeling not to well (I think we caught some virus on the plane), but we are also looking forward to finally having cats and I brought tons of inspirations for sewing and painting! Of course we are already planning the next year's trip to Japan for October 2018, so keep your finger's crossed! *^O^*

Często dostaję pytania, co WARTO kupić w Japonii. Nie mam pojęcia!
Ale mogę pokazać, co ja sobie kupiłam. *^v^*
Na przykład torbę w koty (Lisa Larson):
I often get questions what is GOOD to buy in Japan. I have no idea!
But I can show you what I bought. *^v^*
For example, bags with cat pattern (Lisa Larson):


Albo inne torby w koty (ta malutka kryje sporo większą zakupową):
Or other bags with cat pattern (the small one hides the bigger shopping tote):


Albo inną torbę w kocie!*^V^* (Tsumori Chisato, torba wygląda tak - link)
Or another bag in the cat! *^v^* (Tsumori Chisato, the bag looks like that - link)


Kosmetyczkę w koty:
Cosmetics bag with cat pattern:


I chusteczkę w koty:
Handkerchief with cat pattern:


I kota do wieszania kluczy na:
And a cat to hang the keys on:


Książki kucharskie (bez kotów ^^*~~), jedna opisuje różne pudełka lunchowe a druga poddaje pomysły na dania z piekarnika:
Culinary books (no cats here ^^*~~), lunch boxes and ideas for the oven dishes:


Szkicowniki do akwareli:
Watercolour sketchbooks:



Materiały (dwa po lewej kupiłam, dwa po prawej dostałam w prezencie od mojej koleżanki Eri ^^*~~):
Fabrics (I bought the ones on the left and I was given by my friend Eri the ones on the right ^^*~~):



Herbatę (i kawę w pojedynczych dripach, którą Robert zabrał do pracy):
Tea (and coffee in single drips, Robert took them to work):


No i najważniejszy zakup - maszyna do gotowania ryżu! *^V^* Jest to wersja na rynek chiński/koreański i europejski (stąd napisy po angielsku i chińsku), czyli jest przystosowana na 220 V ( w Japonii urządzenia działają na 100 V) i ma naszą wtyczkę. Już go używaliśmy i jest boski!
The most important purchase - rice cooker! *^V^* It's the Chinese/Korean/European version (hence the writing in English and Chinese), it's for 220V and has the plug used in Poland. Already in use and it's so convenient!


I jeszcze trochę drobiazgów, figurki, zupy miso, trochę kiszonek, kilka przydatnych rzeczy ze stujenówki, itp. Tak więc, jeśli chcecie mnie zapytać, co warto przywieźć z Japonii to ja przywożę takie rzeczy. *^V^*
And some other things, like anime figures, instant miso soups, some pickles, a few useful items from the 100 yen shop, ect. So, if you want to ask me what to bring back from Japan, I bring such things. *^V^*

Na razie ogarniam rzeczywistość i walczę z czającą się chorobą, pod koniec tygodnia jedziemy po koty i przewiduję, że wtedy będzie wiele radości, czym nie omieszkam się z Wam podzielić! *^W^* W sobotę 7-go wybieram się na III Warszawski Dzień Kapelusza więc jeśli ktoś z Was też tam będzie, to niech podejdzie proszę i zamieni ze mną dwa słowa, będzie mi bardzo miło!  Z kolei w następną sobotę 14 października będziemy na Whisky Live Warsaw, październik od razu przywitał nas bogactwem imprez. ^^*~~
At the moment I try to settle down in this reality and fight the crouching illness, at the end of this week we are bringing the cats finally! There will definitely be much rejoicing and of course I won't refrain from sharing some of it with you! *^W^* On Saturday I'm going to a Warsaw III-rd Hat Day, so if you're around just come and say hi! Also, next Saturday 14th we are taking part in Whisky Live Warsaw, October greeted us with a handful of nice events. ^^*~~

18 comments:

  1. Wracałam z Japonii Lufthansą i był to koniec września, w związku z tym, Lufthansa serwowała specjalny posiłek z okazji Oktoberfest . I kto taki posiłek zamawiał ? Japończycy i inni Azjaci :) Europejczycy i inni podobnie wyglądający, zamawiali japońskie dania :) Trochę latałam różnymi liniami , ale nie zdarzyły mi się jakieś szczególnie nieprzyjemne sytuacje, natomiast wiele fajnych, zabawnych owszem. Najmniej sympatyczne stewardessy , to chyba w rosyjskich liniach mi się trafiały (kilka razy leciałam). Leciałam też najgorszą linią lotniczą świata (jakaś mała indonezyjska, nazwy nie pamiętam) i całkiem fajnie było , a lot najlepszą linią lotniczą przede mną ;)
    PS Ilość toreb z kotami fascynująca , będziesz miała w czym te koty nosić ;) A to, że Piórkowy jest dobry na wszystko , to przecież oczywista oczywistość :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. W ANA też było podobnie, Japończycy wybierali na lunch wołowinę w sosie demi glace, i to akurat był lepszy wybór niż owoce morza, bo wszystko w sosie odgrzewa się o niebo lepiej w mikrofali niż bez sosu. Siedzieliśmy na końcu i do nas prawie ta wołowina nie dotarła (Robert ją rozważał a stewardesa uprzedziła, że "już prawie nie ma tego dania").*^v^*
      Był jeszcze dostępny koci torbo-kontener w kota! *^V^* Ale się powstrzymałam, bo był mały a koty będą dwa i lepiej, żeby je w razie czego nosić w porządnym twardym kontenerze.
      Piórkowy pojechał i wrócił bezczynnie, ale przydał się na finiszu podróży!!! *^O^*

      Delete
  2. Też się wybieram na Dzień Kapelusza :))) może Cię spotkam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Super, może się spotkamy! ^^*~~

      Delete
  3. Do tej pory uważałam, że kupowanie maszynki do gotowania ryżu jest zbędne, że da się ugotować ryż normalnie, w garnku. Da się, tylko po co, jak istnieją garnki do ryżu. Ponieważ na trzy lata zamieszkaliśmy w kraju, gdzie ryż jest codziennością, czyli w Malezji i gdzie kupuje się 10-cio kilogramowe worki ryżu( też kupiliśmy), to postanowiliśmy na początek kupić tanią wersję naczynia, aby sprawdzić, czy będziemy w nim gotować. Teraz już wiemy, że za jakiś czas kupimy sobie trochę bardziej wypasioną wersję i z naczyniem teflonowym. W naszym ryż zawsze przywiera i trzeba go za każdym razem odmaczać. Ale ryż w takim naczyniu gotuje się szybko i jest genialny. I piszę to ja, która zawsze byłam bardziej makaronowa niż ryżowa. Pozdrawiam:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz absolutną rację! Ja też kiedyś uważałam, że po co maszynka do ryżu, mogę gotować w garnku. I potem stałam nad tym garnkiem, pilnowałam czy już woda zawrzała, czy już trzeba zmniejszyć gaz, o! wykipiało!.... I smak i konsystencja nie zawsze były takie jak trzeba. Potem kupiliśmy bardzo prostą maszynkę dostępną w Polsce z misą o cienkich ściankach - jedna funkcja, wsypuję ryż, wlewam wodę, pstryk, jak się wyłączy to ugotowane. Służył nam wiernie ale to też nie do końca był ten smak i wychodziło loteryjnie. Teraz od przyjazdu ugotowaliśmy już ryż twardszy do sushi, ryż miększy tzw. biały i hit - ryżankę na śniadanie! A timer, który można ustawić poprzedniego wieczora i funkcja podgrzewania są bajeczne! O 7:10 rano powitał nas gorący właśnie ugotowany ryż! *^V^*
      U mnie też od lat stoją w kuchni 10 kilowe worki z ryżem, jakoś szybko nam schodzi, nie opłaca się kupować po pół kilo... ^^*~~ Chociaż makaronowa też jestem, nie zaprzeczę!

      Delete
  4. glad youve had such a wonderful stay in Japan! on the opther hand weve just come back from warszawa!!! the weather wasnt that great or warm, but I loved it there! what a wonderful city!

    ReplyDelete
    Replies
    1. I'm happy you liked my city! *^V^* As far as the weather, it's just crazy this year, Spring was very cold and it got warmer late in June, then we had a tropical Summer and suddenly at the beginning of September the rains came and temperature dropped. I wonder how the Winter is going to be...

      Delete
  5. mi póki co na dłuższe trasy najbardziej podobał się JAL i Korean. Krótkie trasy zazwyczaj pokonuję Swissem, ale zdarza mi się do Polski czasami używać LOTu (zależy który akurat jest tańszy). W LOTcie na krótkich trasach za każdym razem śmieszą mnie dwie rzeczy:
    - "płatny serwis~~, płatny serwis~~"
    -.....
    -.....
    - " ojej ale ja nie mam wydać".

    i:
    -"kawa czy herbata?"
    - "herbata"
    -" z cytryną i cukrem?"
    -"poproszę bez"
    -"ale na pewno bez CYTRYNY??"

    a co do maszynki do ryżu to oczywiście można żyć bez niej, ale co to jest za życie :)
    ja w swojej maszynie (zwanej tutaj multikukerem) gotuję i ryże i kasze i co mi w sumie fantazja podpowie, a się da gotować w garnku

    trzymajcie się ciepło i bez przeziębieniowo i czekam z wami na koty :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dla mnie hitem naszego LOTu zawsze było to, co chyba zachodzi na trasach poniżej 2h:

      "Będziemy serwować poczęstunek"

      i za chwilę otrzymujesz Prince Polo wersja slim oraz pytanie zadane nieomal tonem sprzedawcy rocznikowych win:

      "Dla pana woda gazowana, czy nie?"

      No naprawdę, jakże o mnie dbają! :-) Herbata lub kawa teraz na rejsie z Londynu to było w tym kontekście zaprawdę pozytywne zaskoczenie ;-).

      Delete
    2. Niestety, LOT jest słabą linią, z małymi samolotami i chyba dlatego oszczędzają na czym się da. W Air France w zeszłym roku (lecieliśmy z Paryża do Warszawy, więc nie bardzo długo) były wszelkie napoje z winem włącznie i kanapki do wyboru. LOT podjeżdża malizną...
      Wczoraj ugotowałam w suihanki ryż z warzywami i zastanawiam się, jak ja mogła do tej pory żyć bez tego urządzenia!!! *^V^*

      Delete
  6. Powrotu do zdrowia! Gadżety bardzo prześliczne, w sumie w podróżach jedna z przyjemniejszych rzeczy to gadżety - osładzają powrót do rzeczywistości. :)
    Czekam z niecierpliwością na koty, bo będą miały sesję zdjęciową, prawda? :))
    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ^^*~~ Pierwszy raz mam takie objawy jetlagu, no chyba, że rzeczywiście złapałam w samolocie jakiegoś wirusa, jeden facet kilka foteli obok strasznie kasłał przez ostatnią godzinę lotu do Warszawy...
      Ja nawet bardziej lubię kupić takie rzeczy pozornie nie mające wiele wspólnego z miejscem, w którym byłam. Mogłam kupić lalkę-gejszę, postawić ją na półce i patrzeć na nią, ale wolę mieć torbę w koty albo kosmetyczkę, zawsze kiedy po nie sięgnę przypomną mi się akurat te wakacje w Tokio, i od razu wrócą wspomnienia! *^O^*
      Koty będą miały zapewne milion sesji zdjęciowych, jeszcze pojawią się petycje, żeby nie dodawać zdjęć kotów do każdego wpisu..... *^W^*

      Delete
  7. Hi, ヨアンナ! I really enjoyed reading the post with my husband.
    I usually ride on JAL or ANA but I wouldn't have thought ANA serve miso soup or not. Ha ha. However, I am glad that you got the Miso soup and tea(^.^)
    I love these your cat patterned things, especially Tsumori Chisato bag is really cute!
    I was curious about the "宮城野" patterned fabric, so I googled what 宮城野 means. I found that 宮城野 is the name of the Sumo team. It's one of the most famous Sumo teams: http://www.sumo.or.jp/EnSumoDataSumoBeya/detail?id=9
    I may think the fabric was designed by them. Very interesting fabric(^o^)
    Anyway, I can't wait to see the finished project with these fabrics.

    ReplyDelete
    Replies
    1. We asked about miso soup in ANA only because JAL served it last year. Also, JAL had washlets on the plane. And we thought all Japanese airlines just have them. So you know, those little differences that make your flight more pleasant, we only want to travel by JAL now! *^V^*
      The Sumo team? Oh, so when I make a yukata out of it I may look like a Sumo wrestler, how cool is that!... *^V^* But seriously, thank you for checking that, I'll most probably make a dress using this fabric and I'll try to make it girly so nobody mistook me for a wrestler. ^^*~~

      Delete
  8. Dobra ja wszędzie jak gdzieś jadę to wracam z dużą ilością kotów ^^ Przecież to koty są! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo słuszna jest ta konkluzja! (*^▽^*)

      Delete
  9. i really likes your blog!
    You have shared the whole concept really well and very beautifully soulful read! thanks for sharing.
    ผลบอลพรีเมียร์ลีก

    ReplyDelete