Friday, January 12, 2018

Pielmieni

Zaczęło się od tego, że Robertowi zachciało się pielmieni w rosole. W domu nie było półproduktów na twórczość własnoręczną a pora obiadu tuż tuż, więc zapytał, czy miałabym może ochotę na zjedzenie ich na mieście. 
It all started when Robert felt like eating pielmieni in broth on weekend. We didn't have the ingredients to make them and lunch time was coming so he asked whether I wanted to go out to eat them.




Mnie do pierogów namawiać nie trzeba, zjem każdą ilość i rodzaj o dowolnej porze dnia i nocy, *^v^*, tak więc wybraliśmy się do restauracji Babooshka, w której takowe podają - w rosole, ze śmietaną i natką pietruszki. Jakież było nasze rozczarowanie, kiedy okazało się, że 7 stycznia Babooshka (ta na Oboźnej, bo w Warszawie są dwie) była zamknięta!.....  Ponieważ do drugiej lokalizacji mieliśmy daleko a kiszki nam już nieźle marsza grały, ruszyliśmy Krakowskim Przedmieściem w poszukiwaniu innego obiadu i na szczęście trafiliśmy do Gruzji na Chmielnej, gdzie pielmieni - wprawdzie bez bulionu, spożyliśmy. Przy okazji dokonaliśmy smakowitego odkrycia bo zamówiliśmy gruzińskie pikle, które okazały się przepyszną kiszoną kapustą z burakami! ^^*~~
You don't really have to persuade me to eat dumplings, I can eat them anytime anywhere in any amount and type, *^v^*, so we went to Babooshka restaurant where they serve the good ones - in broth, with a dollop of sour cream and some chopped parsley. You can imagine the size of our disappointent when it turned out that on that day Babooshka was closed!... They have the second place in Warsaw but it was rather far from where we were, and our stomachs were so very empty at that point... So, we went for a short walk along the street and finished in Georgia restaurant where we had pielmieni with cream, not in broth. They were okay and we discovered something delicious - Georgian pickled cabbage with beetroot! ^^*~~




Jednak ten obiad pozostawił po sobie niedosyt i w tygodniu zabrałam się za przygotowanie pielmieni w domu, żeby zjeść je tak jak nam się wymarzyło, w gorącym smakowitym rosole. *^0^*
And yet, this lunch left some lack of taste and satisfaction and next week I decided to make pielmieni at home, to eat them in a broth just like we wanted. *^0^*




Przepis jaki wyszukałam jest prosty - zwyczajne ciasto na pierogi, nadzienie z  mielonego mięsa wieprzowo-wołowego, podane w gęstym aromatycznym mięsnym rosole, idealne na zimowy obiad. Ciasto na początku wydało mi się za twarde, mimo długiego wyrabiania, najpierw rękami w potem nawet 15 minut w KitchenAid hakiem do drożdżowego! Nie chciało się wałkować (na szczęście mam maszynkę do makaronu, na korbę, nie musiałam tego robić wałkiem!), szybko wysychało. Bałam się, że po ugotowaniu będzie tak samo twarde ale nie - wyszło przepyszne, mięciutkie! *^0^*
The recipe I found is rather easy - simple dumpling dough (flour, water, salt) and minced pork/beef stuffing served in a dense flavourful meat broth, perfect for a cold Winter diner.




To ja Was teraz zostawię z Akim, a sama pójdę pozajmować się mężem, który w środę zleciał z konia i teraz ledwo się rusza, i jest w domu na zwolnieniu... (ale już mu lepiej, proszę się nie przejmować!)
Do następnego razu! *^v^*
So, now I'll leave you with Aki and I'll go and take care of my husband who fell off the horse on Wednesday and now he's barely moving and is on sick leave for a while... (but he'll recover so do not worry please!)
Until next time! *^v^*




PS.: Sweter ma już cały korpus, chociaż muszę go przedłużyć, bo moja włóczka jest cieńsza niż zalecana i brakuje mi kilku centymetrów. No i dziergam rękawy, a to zawsze zajmuje najwięcej czasu, ech!...
PS.: My pullover has the whole body finished but I need to add some centemetres since my yarn is thinner than in the pattern. I've been working on the sleeves now and it takes soooo much time, as usual...

26 comments:

  1. Dziękuję za pomysł, może zrobię, ale te Twoje wypielegnowane koty,nic, tylko patrzeć. ☺

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo polecam! Nam bardzo smakuje, szczególnie dodatek śmietany jest super. *^v^*

      Delete
  2. Pierogi w rosole? Pierwsze słyszę:) Ale i tak koty biją wszystko:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja ostatnio pierwszy raz jadłam rosół z ziemniakami i też było smakowicie! *^v^*

      Delete
  3. Kocimi portretami jestem bardzo usatysfakcjonowana. :)))
    Życzenia szybkiego powrotu do zdrowia dla męża. Pielmieni wyglądają bardzo zachęcająco. :))
    Pod wpływem poprzedniego posta kupiłam sobie Zielone koktajle i bardzo jestem zadowolona (chociaż na razie tylko zerknęłam). Fajnie wydana i nie udziwnione przepisy.
    Pozdrawiam serdecznie!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję w imieniu męża, z każdym dniem mu się troszkę polepsza. ^^*~~
      Ja też jeszcze nie skorzystałam z przepisów w Zielonych koktajli, ale czuję już nadchodzącą wiosnę i ochotę na koktajle! (a może to przejedzenie poświąteczne?... *^w^*)

      Delete
  4. Też jestem pierogowa :D ale pielmieni to nie jadłam... wstyd i hańba, koniecznie do poprawy!
    Zdjęcia kotów są boskie :D Straszne przystojne te Twoje chłopaki.
    Dużo zdrowia dla męża :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję w imieniu męża! ^^*~~
      Koniecznie nadrabiaj pierogowe zaległości, bo warto! U nas w tym tygodniu ruskie i pielmieniowe (bo mi zostało nadzienie po ulepieniu 60-ciu malutkich pierożków i resztą zapakowałam w kilka dużych pierogasów, i zamroziłam przed ugotowaniem! *^V^*).

      Delete
  5. Jejku ja mam ostatnio taką fazę na pierogi, że mogę wcinać ile wlezie :D Ale w rosole, pierwszy raz na oczy widzę:P Kociaki przeurocze ^^

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pierogi w rosole to dwa super smaki w jednym talerzu! *^V^*
      Ja niedawno pierwszy raz w życiu jadłam rosół z ziemniakami, też świetne połączenie.

      Delete
  6. Też wiecznie mam tak z ciastem na pierogi - jak jest na początku twarde i niechętne do współpracy, a mnie przyprawia o frustrację, to w końcu okazuje się idealne.
    ___
    www.dziergamika.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ostatnio ciągle robiłam pierogi pieczone, a ciasto z drożdżami na jogurcie nie zachowuje się tak jak z samej mąki i wody, trochę byłam przerażona czy my w ogóle coś zjemy na obiad... Ale się udały, ufff! *^V^*

      Delete
  7. To pręgowane tygrysisko ma cały charakterek wypisany na pysku, Rude za to wygląda dobrotliwie i współczująco. Zeżarłabym oba, zaćmuchtałabym na śmierć i udusiła z miłości. Z braku laku idę pomęczyć moje dwa futrzasto-pazurzaste. A na poważnie - cudnie się patrzy na takie zdjęcia, gdzie śpią razem, objęte łapkami - mnie się trafił jeden egzemplarz z ADHD, który nawet jak starszy go chce spacyfikować i zaczyna go lizać po uszkach i łebku to zamiera tylko na chwilę a zaraz potem jest armageddon :D Zdrówka dla Męża! Też kiedyś jeździłam konno i zdarzało mi się spaść, więc wiem, że można nieźle się poobijać, nawet jeżeli umie się spadać z konia. Cholerka, tęsknię trochę za tym. Niestety w UK jazda konna to dość drogi sport i nawet takie rekreacyjne jazdy potrafią zdrenować portfel :-(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety jest zupełnie odwrotnie.... *^w^* Szary jest do rany przyłóż, przylepa, nieśmiałek i w ogóle. A rudy? Kompletne szaleństwo, kot z ADHD, kot Indygo nawet!... *^O^* Za to jak widać umie sprawiać dobre wrażenie i gdyby był na wystawie w sklepie zoologicznym, to od razu ktoś by się na te wielkie czarne oczęta nabrał i go kupił!
      Dziękuję bardzo w imieniu męża, który nie może się wcale schylać i nie będzie jeszcze mógł przez jakiś czas... No, ale skoro sobie ułamał dwie główki wyrostków na kręgach to nic dziwnego! Będzie miał teraz odpoczynek od koni na jakieś dwa miesiące, jak nie dłużej.

      Delete
    2. O matko! To tym bardziej trzymam kciuki i ślę życzenia zdrowia Robertowi! A mówią, że jazda konna to taka super rekreacja... faktem jest, że kiedy jeździłam,to byłam o wiele młodsza i nawet lot szczupakiem przez łeb klaczki i wdzięczny upadek na kolana tuż pod jej kopyta mi nie zaszkodził i nie przeszkodził w ponownym wskoczeniu na siodło. Jak również wyszłam cało, kiedy poslizgnąwszy się na mokrym terenie koń się przewrócił na bok, ze mną w siodle, tyle że zdążyłam wyjąć nogi ze strzemion i ocaliłam lewą stopę przed zmiażdżeniem. Kilka innych spektakularnych lądowań miałam i dochodzę do wniosku że to była doskonała ilustracja do powiedzenia, że głupi ma szczęście :-)))) Tęsknię za jazdą konną bardzo, ale z drugiej strony - może to i lepiej, że już nie jeżdżę? Kości nie te, refleks nie ten no i chyba zmądrzałam, więc nie mogę liczyć na tyle szczęścia co kiedyś :-))) A kot rudy wcale nie wygląda na kotka z ADHD, to jest potwarz i zaraz zadzwonię do TOZ-u, że kotek jest posądzany o szalone występki i inne takie :D

      Delete
    3. Dawaj ten telefon do TOZ, niech przyślą inspektora, posiedzi u nas to się kotem zajmie, będzie mu pińcet razy piłeczkę spod pufy wygrzebywał i karmił na żądanie, wreszcie odpoczniemy sobie trochę!.... *^O^*~~~
      Dziękujemy za dobre słowo i kciuki! ^^*~~ Byliśmy dziś na drugim badaniu dna oka i wszystko jest w jak najlepszym porządku, aż się pani doktor zdziwiła, że po takim ciosie gałęzią w gałę nic mu nie jest! Ortopeda za tydzień.

      Delete
    4. Asia, za ten tekst o gałęzi w gałę masz całusa wielkiego. Prawie umarłam ze śmiechu 😁😁😁.

      Delete
    5. Hi, hi, to oczywiście ja tak powiedziałam, nie pani doktor!... *^V^*~~~

      Delete
  8. A ja nie umiem ugotować aromatycznego rosołu!!!!!!!! (tu płacz z mej pierwsi się wyrywa) Ciasto na pierogi za to wychodzi mi rewelacyjnie. Zagniatam mąkę z zimnym mlekiem i odrobiną soli. Mleka dodaję tyle, żeby było ja rozgrzana dłońmi plastelina. Zagniatam tak długo, aż po przekrojeniu widać dużo dziureczek. A rosół - czarna magia!
    Kociska cudne, aż by się chciało takiego łobuza. Mam tylko Bajkę na czterech psich łapach, bażanty i innych skrzydlatych stołowników więc z kota muszę zrezygnować. Do Siego Roku! Mamaczek

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mój rosół wygląda tak - najpierw do 10 l gara idzie mięso (kura rosołowa i kawałek pręgi lub łaty wołowej) albo 15 cm kawałek glonów kombu, jeśli gotujemy rosół wegetariański. Potem dwie duże marchewki, pietrucha, kawałek selera korzeniowego, por, kawałek włoskiej kapusty. To jest baza, teraz dodatki smakowe: liść laurowy, pół opieczonej nad gazem cebuli, czasami suszony grzybek ale najważniejsza rzecz, bez której nie ma aromatycznego rosołu - dwie, trzy gałęzie naci selera korzeniowego, z liśćmi. Jak się zagotuje, to na małym ogniu zostawiam garnek na trzy, cztery godziny pod półprzykryciem. Sól, pieprz do smaku jakoś w połowie gotowania. Zawsze późnym latem kupuję selery z nacią, myję ją, obcinam i chowam w torebkach foliowych do zamrażarki, żeby jesienią i zimą, kiedy w sklepach jest tylko seler bez naci mieć co dorzucać do zup. Koniecznie ugotuj rosół z nacią selera korzeniowego i daj znać, jak wyszedł. *^o^*
      Wypróbuję Twój przepis na ciasto pierogowe z zimnym mlekiem!
      Piesy też są super, miałam kiedyś kundelka i był najukochańszy. ^^*~~

      Delete
  9. Dziękuję za przepis. Nać selera..... to może być to. Nie dawałam nigdy. Jak to dobrze, że nowa selerowa nać przed nami. :-) Próbowałam z gałązką lubczyku, kolendrą. Napisz mi, proszę, ile wody lejesz. Tyle, żeby tylko przykryć mięcho, czy może litr więcej (na odparowanie). Moja piesa, to kundelek, ale weterynarz powiedział, że prezentuje się jak 90% whippet. A co za spryt, mądrość i do tego 12 kg miłości. Pozdrawiam serdecznie. Mamaczek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tyle, żeby zakryć wszystko, prawie do rantu garnka i częściowo przykrywam. Trochę się wygotuje, ale nie szkodzi.
      Kundelki są kochane! *^v^*

      Delete
  10. Hi ヨアンナ、アキ、フキ...and is Robert OK? Really sorry! I hope that he's getting better soon.
    I only cook ready-to-eat dumplings but love it. I would love to have the dumplings you cooked.
    P.S. Thank you for sending a parcel.Very happy to hear that(*´∀`*) I will tell you when I receive it.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thank you very much, he's getting better everyday although he has parts of two vertebrae broken. He can walk but cannot bend so he cannot put on or lace up the shoes, I have to help him. The doctor said it will heal eventually, from 6 weeks to 6 months he said.
      I also sometimes buy ready-made gyoza and cook them at home, but I love to experiment myself too. ^^*~~ If I lived in Tokio I would invite you and Yuji for dinner all the time, I love feeding people! *^v^*
      As for the parcel, I haven't sent it yet, I'm sorry, with Robert's accident and visits to the doctors... I'll do it first thing next week!

      Delete
  11. Pielmieni jadłam w Rosji. Pierwsze niezbyt mi smakowały - podano je nie w rosole, lecz w glinianym garneczku z gorącą wodą - trzeba było je wyławiać, kłaść na talerz i polewać octem. Gdy tak sobie popływały w tej gorącej wodzie, to zrobiły się "ciapaste". Kolejne jadłam przygotowane przez koleżanki - te były wspaniałe! A juz takie pływające w rosołku to muszą być pyszne!
    Joasiu - zdrówka dla męża! I dla Ciebie!
    Asia

    ReplyDelete
    Replies
    1. W sumie nasze potrawy też można zjeść w polskich restauracjach (czy nawet domach!) lepszy i gorsze. *^o^* W Babushce podają pielmieni albo w rosole albo na talerzu ze śmietaną, obie wersje są fajne, ale ta w bulionie jest wręcz wymyślona na posiłek do długim zimowym spacerze! *^V^*
      Bardzo dziękujemy! Mąż z dnia na dzień czuje się odrobinę lepiej! *^0^*~~

      Delete