Sunday, December 31, 2023

Podsumowanie roku 2023

Tydzień przed świętami, nawet jeśli się ich nie obchodzi, jest zawsze jakiś taki zabiegany... Zaliczyłam wizytę u fryzjera i piątą dawkę szczepionki przeciw covidowi - chcieliśmy dodatkowo zabezpieczyć się przed podróżą samolotem. Człowiek zawsze tak pięknie wygląda tuż po wyjściu od fryzjera, a potem próbuje w domu powtórzyć fryzurę i nie wychodzi to już tak fajnie... W każdym razie, niewiele się zmieniło w stosunku do poprzedniego razu, trochę przyciemniłam kolor i nic nie podcinałam, bo na razie z powrotem zapuszczam włosy! Mąż powiedział, że niebieskie były ciekawsze, czyli wyszło nudno?... Hm...




Koniec grudnia spędziłam w domu z kotami. Nie w piżamie jak zapowiadałam, ubierałam się każdego ranka. ^^*~~ Ale przez trzy dni robiłam wszystko w moim rytmie - uszyłam płaszcz (o tym następnym razem), malowałam, oglądałam Bake Off na BBC - trafiłam nawet na odcinek specjalny z Kim Joy, uwielbiam ją i jej wypieki!... *^O^*~~~



Przyznaję, że nie postarałam się z przygotowaniem sobie fajnego jedzenia... Ale to w ogóle był mój problem ostatnich miesięcy, odechciało mi się starać i gotować fajne rzeczy, robiłam byle szybko i byle by było, z Bogini Kulinarnej zmieniłam się w Nudziarę ZjemByleCo, jak mój mąż ze mną wytrzymał to nie wiem?... Dostałam przepyszną kapustę z grochem od jednych przyjaciół, przepyszny wegański bigos od drugich, zrobiłam trochę świetnej szuby (wyszła mi wyjątkowo dobra, chyba powtórzę to danie w styczniu i wrzucę wreszcie przepis na bloga!), kupiłam pierogi z grzybami i śledzie ze śliwkami w supermarkecie, i wieniec z białym makiem w Putce, smażyłam sobie naleśniki, robiłam kanapki. 

 

 

Czy podobały mi się takie święta? Trochę bardzo! A trochę wcale... Jeszcze nie znalazłam mojego złotego środka. Może jednak potrzebuję spędzić trochę czasu z ludźmi, przy dobrym jedzeniu, hm... Robert z tatą zostali zaproszeni na Wigilię do sąsiadów i podobno to było dwanaście przepysznych potraw wigilijnych, i powiedział to facet, który nie lubi smażonych marynowanych ryb i kompotu z suszu! Może jestem wciąż przyzwyczajona do najadania się w święta pod kokardkę i dlatego mi tego brakowało (taka pamięć żołądkowa ^^*~~)?... A może fajnie by było w ogóle gdzieś pojechać, zmienić otoczenie i dać się nakarmić komuś innemu? Spróbujemy tego w tym roku na Sylwestra i Nowy Rok. 

 



 

Co mi się podobało to fakt, że tuż po zimowym Przesileniu 22 grudnia, rano 23-go było piękne słońce i w kolejne dni mimo okresów deszczu i wiatru pojawiało się błękitne niebo i światło słoneczne. Od razu humor mi się poprawił, mówiłam, że byle by przetrwać grudzień to potem już będzie z górki! *^V^* 

 


 

Zaczęła mi wracać ochota na gotowanie! 26-go skończył mi się chleb, więc na kolację upiekłam focaccię (z przepisu Rozkosznego, bez gruszek i sera, za to z oliwkami i kaparami). Wyciągnęłam też najnowsze książki kucharskie i przeglądałam je, żeby pobudzić wyobraźnię smakową! 




 ***

 

Rok 2023 mignął mi tylko przed oczami i już się skończył. 

Na serio! To był najszybszy rok w moim życiu!...

W tym roku wróciłam do regularnego malowania, doszłam do różnych wniosków na temat pracy twórczej, dałam sobie czas i swobodę opartą na cierpliwości i zaufaniu, i zmieniłam frustrację na zadowolenie z malowania. *^0^* Oprócz tematów, jakie podejmowałam wcześniej odkryłam jak piękne mogą być ptaki i jak wspaniałym akwarelowym ćwiczeniem jest próba oddania tego na papierze. ^^*~~

 




W tym roku uszyłam kilka sukienek, postawiłam przede wszystkim na len i jersey oraz bawełnę, wciąż sięgałam po zdecydowane kolory i duże kwiatowe wzory. Skupiłam się na nowych fasonach dla mojej nowej sylwetki, sukienki luźne z możliwością przepasania szarfą, talie zbierane gumką czyli modyfikowalne dla różnych obwodów. Absolutnie zakochałam się w obszernych bufiastych zebranych w mankiecie rękawach! *^V^* Uszyłam też narzutki o kroju kimona i takież sukienki, nie wszystkie projekty mogę uznać za sukces, ale to były ciekawe eksperymenty. Pod koniec roku uszyłam kilka rzeczy, których jeszcze nie zdążyłam pokazać.

 

 

W nowym roku chciałabym zabrać się za projekty, których kiedyś nie chciało mi się ruszać, bo uważałam je za nieznane i skomplikowane, czyli zwyciężało moje lenistwo. Mam ochotę na kilka modeli spodni, na marynarkę, mam w kolejce dwa materiały na spodnie dla męża. Tak samo jak w malowaniu, w szyciu ważna jest precyzja i spokojne podejście do projektu - przemyślenie co chcę uszyć, dopasowanie tkaniny do modelu a modelu do sylwetki, być może uszycie próbki jeśli to jest coś skomplikowanego, na koniec dokładne odrysowanie i wycięcie elementów a potem ich połączenie w całość bez pośpiechu. Zauważyłam, że kiedy nie myślę od razu o całym projekcie tylko rozkładam go na kroki, to łatwiej mi się zabrać za coś złożonego, bo nie czuję się przerażona stopniem skomplikowania! Zamiast myśleć "uszyję marynarkę" myślę "najpierw zszyję przód z tyłem", i od razu wydaje mi się to mniej przytłaczające. ^^*~~

 



 

W 2023 roku pierwszy raz w życiu poczułam, że zawiodło mnie moje ciało, moje zdrowie... Zmagałam się z dziwnymi dolegliwościami, których nie potrafił zidentyfikować żaden specjalista, czułam się raz lepiej, raz gorzej, ale cały czas inaczej niż kiedyś, ograniczona, spowolniona, nie w pełni sprawna... Przyznam, że dla osoby, która przez większość życia była raczej zdrowa to sytuacja zaskakująca i niepokojąca.

Dodatkowo, trwał proces przybierania na wadze, który zaczął się na rok przed moją operacją, w efekcie teraz ważę 20 kilo więcej niż przez większość życia. Częściowo to pewnie efekt operacji i wchodzenia w menopauzę, częściowo braku ruchu, ale w sumie nie jest ważne szukanie winnych. To dla mnie dziwne. Najśmieszniejsze, że ja nie czuję tej wagi, ale ją widzę, musiałam się przyzwyczaić do swojej nowej sylwetki, wymienić część ubrań na rozmiar XL, spakować część sukienek, bo się w nie nie mieszczę... Zawsze nosiłam ubrania podkreślające talię a teraz mam wystający brzuch. Najłatwiej schować się w ciuchy luźne, oversize'owe, ale... no właśnie, czy ubrania przylegające do sylwetki są dozwolone tylko dla osób szczupłych i proporcjonalnych?

We wrześniu wróciłam do codziennej jogi na miarę moich możliwości, bez tego czułam się dużo gorzej, zauważyłam, że nawet półgodzinny zestaw ćwiczeń rozciągających i świadomej relaksacji dobrze robi na moje drętwiejące kostki i kolana. Przyszło mi do głowy, że może to nie ciało mnie zawiodło, ale to ja zawiodłam moje ciało, bo kiedy po operacji miałam bolące zablokowane ramię i przez rok chodziłam na fizjoterapię, to odpuściłam sobie zupełnie jakiekolwiek ćwiczenia... Owszem, na początku było mi zbyt trudno, ale potem to była tylko wymówka, nawet rzadko robiłam ćwiczenia zalecone mi przez fizjoterapeutkę, bo coś mi się w głowie zablokowało i mi się nie chciało! A ciało prawie pięćdziesięcioletnie to już nie ciało trzydziestolatki, które wybacza bardzo dużo - brak ruchu, mało snu, itd. Nie jestem z siebie dumna, ale też nie będę się z tego powodu biczować. A może to w ogóle nie chodzi o to, kto kogo zawiódł, tylko o emocje, które wchodzą w ciało, osadzają się tam i potrzeba czasu i działania, żeby z nas wyszły... Kayka Sadowska ładnie to pokazuje i opisuje na swoim przykładzie (daję linka do konkretnego kafelka ale obejrzyjcie wszystkie zdjęcia i przeczytajcie treść). Joga i qigong są teraz obecne w moim życiu prawie każdego dnia, na razie nie robię innych planów ruchowych tylko trzymam się mojej rutyny i zobaczę, jakie to przyniesie efekty.
 
 

 
 
Rok 2023 był przełomowy, bo wreszcie zdecydowaliśmy się na wyremontowanie mieszkania po moich rodzicach i przeprowadzkę tamże. Czego nie wiedziałam - że wybierając firmę, która zrobi to totalnie kompleksowo najpierw przejdziemy przez bardzo długi okres przygotowań, kosztorysów, ekspertyz, pomiarów, wymiany maili, telefonów... Ale nie żałuję, bo mimo, iż jestem trochę ograniczona katalogiem, z którego wybieramy podłogi, kolory, łazienkę, kuchnię, to ten katalog jest dla mnie również ramami, skończonym zbiorem dzięki któremu nie zwariuję biegając jak kot z pęcherzem między wieloma producentami farb, kafelków, drewna na podłogę, frontów szafek, umywalek, drzwi, itd, itp.  Gdybym chciała, mogłabym dorzucić jakieś swoje propozycje spoza katalogu (i tak zrobiliśmy w kilku punktach), ale mam bazę, która ogranicza wybory i powoduje, że nie oszaleję z nadmiaru dobroci na rynku, jak ten przysłowiowy osiołek!... Tuż przed świętami ustaliliśmy wreszcie w miarę ostateczny kosztorys i przekazałam klucze. Klamka zapadła a prace wreszcie mają szansę się rozpocząć! *^V^*

Z innych spraw - robiłam nowe tatuaże, podróżowałam, czytałam książki (chociaż mniej niż bym chciała), nie zrobiłam ani jednego oczka na drutach... Jak co roku mieliśmy na wiosnę wegańskie DOJadanie i oczywiście planujemy je powtórzyć w 2024 roku. Wzięłam udział w Kręgu Kobiet. Byłam milion razy u dentysty, jak nigdy w życiu!... 




Postanowiłam wprowadzić w moje życie więcej struktury i kupiłam Slow Planner, który mam nadzieję pomoże mi utrzymać rutynę ćwiczeń i spacerów, pozwoli uporządkować myśli i plany,  a przy tym moją głowę. Jest cudownie miękki w dotyku, okładka ma delikatną fakturę i piękny kolor przy którym oczy odpoczywają, przyjemnie się po niego sięga. Ciekawe będzie też poczytać za rok moje wpisy wstecz i zobaczyć, czego chciałam, co osiągnęłam. Czy można do tego użyć zwyczajnego kalendarza? Oczywiście, że tak! Ale jestem papierniczym freak'iem i lubię wszelakie zeszyty, notesy, kolorowe długopisy. ^^*~~ Jeśli ma mi to pomóc w regularnym zapisywaniu mojego życia, to czemu sobie tej czynności nie uprzyjemnić? *^V^*

 


 

Kończymy rok 2023 w nietypowych okolicznościach. Spełnia się jedno z naszych marzeń, te kilka dni na przełomie roku spędzamy w Japonii, w pięknym tradycyjnym hotelu z gorącymi źródłami. Mamy wannę z wodą termalną na balkonie, dostajemy piękne przepyszne jedzenie, nie musimy nic robić, tylko się relaksować! ^^*~~ Za kilka dni wracamy do Tokio, gdzie spędzimy jeszcze kilka dni. 

 

 

Na wiosnę czeka nas duża zmiana - przeprowadzka. Chociaż mieszkałam w tamtym mieszkaniu, w tamtej okolicy przez pierwsze 26 lat mojego życia, to teraz będzie zupełnie inaczej - bez moich rodziców za to z mężem, w wyremontowanym mieszkaniu, trochę zmienionym a trochę takim samym, samo osiedle też się przecież zmieniło, widuję starych sąsiadów i są też zupełnie nowi. Mąż w żartach mówi "Twoje mieszkanie" a ja go koryguję, że przecież "nasze", bo tak rozumując, to od 20 lat mieszkamy w "jego mieszkaniu", czyli w tym, w którym on kiedyś mieszkał z mamą, a potem stało się naszym dachem nad głową. Bezustannie trwam w wielkiej wdzięczności za to, że mamy gdzie mieszkać, możemy nawet wybierać, że stać nas na ten remont, żeby nam się mieszkało w nowoczesnym wnętrzu dostosowanym do naszych potrzeb.

 


Mam nadzieję, że uda nam się pojechać latem do Japonii, może wrócimy też na Sycylię, jest potencjał na inne podróże. 

 

 

Patrzę w nowy rok z ciekawością. Jestem w zupełnie innym miejscu niż byłam w grudniu zeszłego roku. Podoba mi się moja nowa rzeczywistość, jaką sama sobie zaczęłam kreować w drugiej połowie 2023 zaczynając od własnej głowy, ja jestem innym człowiekiem i inne jest to co dzieje się teraz wokół mnie. I chociaż wiem, że na pewno będzie dużo niespodzianek, i nie wszystkie będą miłe, to czuję, że sobie poradzę.


 

Życzę nam wszystkim pięknego roku 2024! *^0^*~~~




16 comments:

  1. Bardzo serdecznie życzę Ci spełnienia marzeń w Nowym Roku. Niech będzie o wiele lepszy niż Stary Rok, i niecierpliwie czekam na Twoje opowieści!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! Niech to będzie wspaniały rok dla nas wszystkich! *^v^*

      Delete
  2. Zdrowia i spełnienia w nowym 2024 roku!
    PS. Martwię się o Was, bo usłyszałam o trzęsieniu ziemi w Japonii. Mam nadzieję, że jesteście bezpieczni!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ☺️
      Tak, u nas wszystko w porządku, w momencie trzęsienia byliśmy ok. 600 km na wschód od epicentrum. U nas w Nasushiobara siła trzęsienia wyniosła 4 (w Noto 7,6), hotel przez 30 sekund się bujał i potem już nie odczuwaliśmy dużo słabszych wtórnych wstrząsów. Obsługa hotelu przez radiowęzeł poinformowała, że nasz rejon nie odniósł żadnych strat.

      Delete
    2. To w takim razie - uff :-)
      Choć koszmarny wypadek na lotnisku w Tokio bardzo mnie dziś poruszył. Mam nadzieję, że od Hanedy trzymacie się z daleka!

      Delete
    3. Ach, nic nie mów!... Pierwszego stycznia było trzęsienie, drugiego ten pożar (akurat mieliśmy włączony telewizor i oglądaliśmy na bieżąco), aż się boję dziś trzeciego wyjść z hotelu!... 🤨 Na szczęście wszystkich pasażerów i załogę udało się ewakuować!

      Delete
  3. Replies
    1. Staram się spojrzeć obiektywnie wstecz i potem mogę z tego wyciągnąć wnioski na kolejny rok. Spisanie wszystkiego pomaga mi uporządkować myśli. ☺️

      Delete
  4. Joasiu - tak Ci pięknie w tej fryzurce!!! Życzę Ci, aby ten Nowy Rok przyniósł zdrowie i tylko dobre chwile!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję!!! ☺️
      Oczywiście moje włosy robią co chcą i jeszcze ani razu nie udało mi się powtórzyć tej fryzury, z jaką wyszłam od fryzjera... Ale każdego dnia wyglądam trochę inaczej, to też zaleta, hihihi... 😆

      Delete
  5. Piękne podsumowanie! Bardzo fajnie wyglądasz w tej fryzurze i przyznam, że bardziej mi się podoba, niż kiedyś długie. Niebieskie, wiadomo, miały moc, ale żeby ją zachowały, trzeba przerwy.
    Jestem fanką Twoich obrazków, ale ten żuraw z egretą po prostu cudo - zakochałam się normalnie w nim.

    Mój wewnętrzny frik papierowy pozdrawia Twojego frika i liczy na trochę relacji z notesu (chyba, że zbyt osobiste, to bez szczegółów)
    Pozdrawiam i happy New Year!

    I jeszcze co do gwiazdki, tak pomyślałam i tylko raz będąc dzieckiem marzyłam o lalce, dostałam ją zresztą, chociaż wtedy już byłam na nią za duża. No i raz marzyłam o notesiku. Poza tymi dwoma przypadkami, książki były moim ulubionym prezentem. Moja mama nie traktowała ich edukacyjnie - ubolewała, że za dużo czytam zamiast odrabiać lekcje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chyba wrócę do niebieskich, ale pasemkami, nie po całości, ale do tego muszą trochę włosy odrosnąć.
      Mam nowe farby, mam wielką ochotę je wypróbować ale znowu nie mam czasu ani siły!... Może zarządzę jeden dzień nicnierobienia, będziemy wychodzić z hotelu tylko na jedzenie a poza tym będę sobie malować. *^v^*
      Zrobię kilka zdjęć wnętrza kalendarza, bo jest inny niż zwykle, w ciekawy sposób podchodzi do pracy z każdym dniem, z tygodniem, z miesiącami. Ktoś naprawdę to dobrze przemyślał!

      Delete
  6. Szczesliwego Nowego Roku spelnienia wszystkich pragnien.
    Wygladasz w nowych wlosach pieknie. Niezmiennie niebieskie byly fantastyczne, ale ja uwielbiam niebieski kolor, trudno sie sugerowac moja opinia.
    Chcialam tez skomentowac Twoje problemy zdrowotne, dlugo sie nad tym zastanawialam, gdyz moj komentarz moze byc niestosowny. Juz kiedys chcialam cos napisac na ten temat pod innym Twoim postem. Niemniej jednak wtedy stwierdzilam, ze moje sugestie beda podobne, jak proponowanie super elegantce, aby od teraz zaczela nosic leginsy i trampki. Jestes faktycznie boginia kulinarna i ciezko jest sugerowac komus takiemu, zeby ciagle jadl to samo.
    W kazdym badz razie postanowialam napisac pare slow.
    Moim zdaniem wiekszosc naszych zdrowotnych problemow ma podloze zywieniowe. Wyeksperymentowalam to na swoim ciele i od czasu porzucenia cukru i ograniczenia spozywania weglowodanow (dwa lata temu), pozbylam sie dolegliwosci, ktore meczyly mnie od 30 lat. Plus nie jem nic sklepowego, co pochodzi z tzw. przemyslu spozywczego. NO moze procz jakis malych wyjatkow, jak sery, mleko,smietana, maslo, bulki. Nie jem wogole wedlin, nie pije alkoholu, sokow, nie kupuje jakis gotowych sosow itp. Wszytko jest swieze i nieprzetworzone. Duzo produktow robimy sami jak jogurt, wedliny, rozne miesa. Bardzo rzadko tez jadam w restauracjach,moze pare razy do roku.
    Cale zycie bylam bardzo szczupla i jakies 15 lat temu zaczelam powolutku tyc, mimo bardzo aktywnego trybu zycia, uprawiam sporty od lat, w mlodosci tez bylam ciagle w ruchu.W ciagu tych 15 lat utylam 15 kilo i moje problemy z zoladkiem bardzo sie nasilily, plus przyszly jakies inne niedogodnienia typu, ze po wstaniu z lozka czlapalam do lazienki z obolalymi stopami itp(jakies stany zapalne), ciagla zgaga, brak energi.Plus jakies tam inne sprawy zoladkowe zwiazane z operacja,ktora odbylam w wieku lat 10. W koncu cos kliknelo w mojej glowie i przeszlam na diete mojego meza, ktory juz duzo wczesniej stosowal sie do tego, co napisalam wyzej. Bylo mi duzo latwiej, bo mialam w domu sprzymierzenca i ogromnego kibica. O dziwo nie bylo az tak ciezko, mimo ze jestem osoba, ktora zawsze wybierze cos slodkiego, ktora nie jest glodna i nie ma ochoty na sniadanie ale chetnie przegryzie kawalek ciasta. Alkoholu wogole mi nie brakuje, ale lody chetnie zjadlabym w upalny dzien. Na razie nadal unikam cukru, ale niewykluczone, ze kiedys od czasu do czasu sobie cos zafunduje. Moj maz wyregulowal sobie wysokie cisnienie ta dieta, ja natomiast zoladek. Pozbylam sie "mojej" zgagi i wszelkich srodkow farmakologicznych. No i odzyskalam figure z czasow, gdy mialam lat 20
    a co najwazniesze znowu " latam jak fryga". Jest to bardzo prosta recepta, ale oczywiscie nie tak prosta do wykonania.
    Zdaje sobie sprawe z tego, ze wiele problemow zdrowotnych moze miec inne podloze. Moze warto cos poczytac na ten temat ,w sieci jest ogrom roznych publikacji. Mam nadzieje, ze nie masz mi za zle mojego komentarza.
    Pozdrawiam Asia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo dziękuję! ^^*~~
      Chcę wrócić do niebieskich, ale niech mi trochę odrosną, na lato będą jak znalazł, do niebieskich i białych ciuchów! *^V^*
      Nie mam Ci za złe komentarza, jest bardzo wyważony i czuję, że był napisany z chęci pomocy, dziękuję! Mój problem, choć wciąż nierozwiązany przez lekarzy (badałam naprawdę dużo różnych organów i potencjalnych problemów, na różne sposoby, i wszystko mam zdrowe...), ma chyba inne podłoże niż żywieniowe. Oczywiście dieta mi się jak najbardziej przyda i zamierzam na nią przejść po powrocie z Japonii, będzie to niezły wstęp do tegorocznego wegańskiego DOJadania, które zaczynamy 14 lutego. Natomiast już próbowałam odstawiać nabiał i gluten, nie jadłam ich wcale przez półtora miesiąca i nie miało to na mnie żadnego wpływu ALE ja jestem osobą, która NIGDY nie miała problemów z trawieniem czy stanem skóry, nie znam zgagi, mój żołądek działa idealnie i tak zawsze było, więc brak węglowodanów czy nabiału to chyba nie moja droga. Za to na pewno nie zaszkodzi mi zmniejszenie ilości kalorii, odstawienie cukru (chociaż nie słodzę kawy/herbaty i nie piję słodzonych napojów). Alkoholu piję mało - kieliszek wina do obiadu raz/dwa razy w tygodniu, gotuję też sama ze składników, nie gotowców, i w miarę możliwości kupuję produkty bio. Za to niestety podejrzewam, że moje dolegliwości są wynikiem tego, co gnębiło mnie od dziecka - każdy stres od razu wchodzi mi w ciało, a jeśli nastąpiła kumulacja, to mogą to być zgromadzone emocje, które zamieszkały w moich nogach, w mięśniach, w kolanach i bolących stopach. Wiem, że to brzmi jak czarodziejskie mambo-jumbo, ale ja już tak miałam 10 lat temu, kiedy duży stres objawił się u mnie podobnym jak teraz rzutem reumatycznym/zapaleniowym w kolanach. Wtedy też żaden lekarz nie umiał postawić diagnozy i jakoś mi w końcu przeszło i widzę, że teraz też mój stan się zaczyna poprawiać, kiedy ćwiczę łagodną jogę, rozciągam się, naprawdę mam już takie chwile, kiedy czuję lekkie zdrowe nogi!
      Po powrocie znowu zrobię badania i zobaczę, czy coś się zmieniło.
      Pozdrawiam serdecznie! *^0^

      Delete