Tuesday, December 30, 2025

Grudzień i podsumowanie roku 2025

Grudzień rozpoczęliśmy świętowaniem urodzin Roberta! *^V^* Odwiedziliśmy miejsce, do którego wybieraliśmy się już od jakiegoś czasu a mianowicie do Muzeum Gier Video. Płaci się za wstęp a potem już można grać do upadłego (nie trzeba wrzucać żetonów do maszyn). Każdy znajdzie coś dla siebie, na przykład ja uwielbiam flippery, a tych jest cała alejka! Można to miejsce wynajmować na imprezy zamknięte, można na miejscu kupić kawę i przekąski.

 


 
A w ramach miłego zakończenia wieczoru odwiedziliśmy chińską cukiernię Sweet Desings - matcha tiramisu i torcik ze słodkiego ziemniaka oraz kawy z dodatkiem jujube i kasztanów. Czy było warto? Hm... *^0^* Bardzo to wszystko było słodkie, zarówno w wyglądzie jak i w smaku!
 

  
Grudzień miałam wypełniony odwiedzinami u koleżanki Leny (na które zawsze piekłam jakieś nowe ciasteczka, bardzo mi się to podoba! *^V^*), mało nam się udało zrobić rzeczy rękodzielniczych ale przegadałyśmy dużo różnych spraw, mamy plany na kolejne spotkania w nowym roku.  
 
 
Poza tym co drugi dzień biegałam na akupunkturę do gabinetu medycyny naturalnej (mongolskiej) i z moim nerwem kulszowym jest jak na razie całkiem nieźle! Fizjoterapia wspomagana akupunkturą i bańkami dała radę prawie postawić mnie na nogi. ^^*~~~ Niestety, z wydarzeń niefajnych - złamałam drugiego zęba!.... Już jestem umówiona do implantologa na styczeń. 
Według chińskiego kalendarza rok 2025 to był rok węża - czyli tak jak wąż zrzuca niepotrzebną mu starą skórę z której wyrósł, tak my zrzucaliśmy to wszystko co nam już nie służyło, fizycznie i w relacjach. Widocznie przyszedł czas na te dwa moje zęby (które wiele lat temu były już leczone kanałowo a to jak wiadomo bardzo osłabia ząb), teraz czeka mnie sztukowanie no bo jak mam chodzić taka szczerbata?!.... *^W^* Na razie od dwóch tygodni ostrożnie i powoli jem drugą stroną szczęki, żeby nie dołamać tej biednej czwórki do końca i dotrwać do wizyty u dentysty...

*** 

Mój aktualnie najbardziej ulubiony chleb domowy - pszenno-orkiszowy.

 


 
Poprzedniego wieczora około północy dokarmiam zakwas w proporcjach 1:5:5, za chleb biorę się rano około 9:00. 

Autoliza: 

100 g aktywnego zakwasu żytniego + 340 ml wody + 400 g mąki pszennej chlebowej + 100 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej

Wymieszać, przykryć folią, odstawić na 60 minut. 

Następnie: dodać 12 g soli, wyrobić 10 minut, przykryć i odstawić na 30 minut.

Zrobić 4 razy stretch&fold co 30 minut.

Odstawić do podwojenia objętości pod przykryciem.

Uformować bochenek, włożyć do koszyka i wstawić do lodówki na noc.

Rano rozgrzać Dutch Oven w 230 stopniach, piec chleb 40 minut pod pokrywką, następnie 20 minut bez przykrycia.  

Można go też wstawić do lodówki w foremce metalowej (wtedy wkładamy złożeniem do dołu, bo już nie będzie porannego obracania) i upiec rano chleb w rozgrzanym do 205 stopni piekarniku już bez garnka chlebowego, przez 45 minut. 

 


 ***

Czytelniczo: dokończyłam czwarty tom serii "Szczury Wrocławia" Roberta J. Szmidta, będą kolejne części, hurra!!!  

Potem trafiłam na książkę o rytmie dobowym "Spij, jedz i ruszaj się" Satchina Pandy. Trochę nowych dla mnie ciekawych informacji, ale widać, że odbiorcą jest ktoś o zupełnie innym typie odżywiania i stylu życia. Na przykład nie rozumiem porady o 12-stogodzinnym albo krótszym oknie żywieniowym - ja śniadanie najczęściej jem ok. 9:30 - 10:00 a kolację nie później niż o 20:00 więc moim standardem jest dziesięciogodzinne albo krótsze okno żywieniowe, nie wyobrażam sobie, że można jeść przez 15 godzin na dobę a to według tej książki wydaje się być standardem... 

 


Wróciłam do Roberta J. Szmidta i przeczytałam dwuczęściowy cykl SCI-FI "Samotność Anioła Zagłady" - Adam i Ewa. Jak to u Szmidta - jak się zacznie czytać to nie można przestać!!!

 


 

Potem zmiana nastroju - zaczęłam książkę Jolanty Lewickiej "BodyBook. 7 kroków o tym, jak pokochać swoje ciało i zbudować z nim wspaniałą relację". Trochę chaotyczna, dużo powtórzonych historii, są tu wartościowe dla mnie treści ale nie dałam rady przeczytać ich jednym ciągiem, po dwóch rozdziałach odłożyłam tę pozycję i na pewno do niej wrócę, natomiast...


 

Kiedy zaczęłam książkę Michała Gołkowskiego "Russkij mir" to już jej nie mogłam odłożyć! Michał (mogę tak familiarnie napisać bo to mój kolega od ponad 20 lat ^^*~~) porozmawiał do tego reportażu z rosyjskimi jeńcami wojennymi, do tego dołożył sporą dawkę wiedzy historyczno-politycznej i swój niepowtarzalny styl pisania, i wyszło jak zwykle - nie da się od tej książki oderwać! Niesamowite, przerażające, Rosja w pigułce na ponad 500 stronach. 

 

  

***


 

Rok 2025 był inny niż wszystkie poprzednie. Nie dość, że od lutego zmagałam się z rwą kulszową (walka wciąż trwa, w sierpniu wydawało się, że jest już prawie wygrana kiedy ból przegrupował siły i uderzył z nową siłą we wrześniu... na szczęście teraz po fizjoterapii i akupunkturze jest całkiem nieźle!), dodatkowo w sierpniu złamałam jednego zęba, a na początku grudnia drugiego!... To wszystko razem wzięte spowodowało, że żyłam na 50%, na minimum zasobów, nie czerpałam radości ze spędzania czasu poza domem bo były miesiące, kiedy nie mogłam bez bólu stać, chodzić ani siedzieć.   

 


 
 

Zobaczymy co będzie w roku 2026. Nie robię żadnych planów, zamierzam żyć z dnia na dzień, skupić się na zdrowiu fizycznym i psychicznym, relacjach z bliskimi. Na razie kiedy to czytacie jesteśmy na wakacjach w Japonii. *^O^*~~~ Zamierzamy odpoczywać, jeść, chodzić na spacery po naszym ukochanym Tokio i ładować baterie na kolejne miesiące. Jeśli chcecie nam towarzyszyć, jak zawsze zapraszam na wakacyjnego bloga:

fumyturystyczne.asia 

No comments:

Post a Comment