Tuesday, January 15, 2013

Prezenty podchoinkowe!

Przyszły wreszcie z BookDepository.com z UK moje podchoinkowe prezenty! *^o^*
W sam raz na zaleganie na kanapie pod kocem, bo coś mnie w weekend dopadło i trzyma, buuu.... I nawet nie mam siły na napisanie całego tego wpisu w dodatkowych językach. :-(

My Christmas presents from BookDepository.com finally arrived - they are both cookbooks concerning Japanese cuisine, I'm going to read them soon and start trying out the recipes. But this week I'm too sick to translate the whole post with my reviews so for now you'll just have to believe that I'm in love with both of them! *^o^* Take care and don't get a cold!

私のクリスマスのプレゼントは来た! それは日本の料理の本です。
今、私は読みたいです。そして漬物といろいろ料理のせいほうを作りたいです。*^ー^*



Po pierwsze, ponieważ uwielbiam marynaty wszelakie, kupiłam "Tsukemono. Japanese pickling recipes" Ikuko Hisamatsu. Książka jest niesamowita, jest nawet lepsza niż sobie wyobrażałam! 


Zaczyna się spisem treści i bardzo przydatnym przelicznikiem miar i wag (na przykład, 1 garść to 3 łyżki albo 1 japoński ogórek to 100 g). Potem mamy krótki opis co to są pikle japońskie, pomocne uwagi i triki, spis przypraw i pojemników do robienia marynat.


A przez kolejne ponad 100 stron zapoznajemy się z plejadą marynat wszelakich - z warzyw, owoców, grzybów i owoców morza. Niektóre są bardzo łatwe do odtworzenia w polskich warunkach, do niektórych może nam zabraknąć egzotycznych składników (japońska śliwka, myoga, korzeń łopianu czy lotosu). Jedne są szybkimi piklami dobrymi do jedzenia w kilka minut lub godzin po przygotowaniu, inne wymagają dłuższego dojrzewania. Część marynat będę mogła zrobić dopiero za kilka miesięcy, gdy wyrosną mi w doniczkach mizuna kyona czy purpurowe shiso (pachnotka). *^v^*



Spodziewajcie się, że będę dzielić się przepisami. *^v^* Myślę, że zacznę od wyzwania dla mnie samej - marynowanej czerwonej kapusty. Nie lubię czerwonej kapusty, to chyba jedyna rzecz na świecie (z tych, które w ogóle kiedykolwiek próbowałam), jaka mi nie smakuje. Jadałam ją w różnych formach i wciąż nie jestem przekonana. (dodatkowo, jakby na zamówienie, Bea umieściła na swoim blogu przepisy na czerwoną kapustę w stylu skandynawskim, na dwa sposoby! *^o^*~~~)


Druga książka jest też kulinarna, to "Japanese women don't get old or fat" autorstwa Naomi Moriyama.  


Książka zaczyna się od słów:
 (moje skromne tłumaczenie)
" Jest taki kraj, w którym kobiety żyją dłużej niż ktokolwiek inny na Ziemi.
To miejsce, gdzie wskaźniki otyłości we współczesnym świecie są najniższe. 
Gdzie czterdziestolatki wyglądają jakby miały lat dwadzieścia.
To kraj, w którym kobiety cieszą się najpyszniejszymi daniami na świecie, a ich wskaźnik otyłości wynosi tylko 3% populacji - to mniej niż 1/3 wskaźnika otyłości u Francuzek, i mniej niż 1/10 wskaźnika otyłości u Amerykanek...
To kraj kobiet, które mają obsesję na punkcie czerpania z życia garściami - i doprowadzenia do perfekcji zdrowego jedzenia. To wysoko uprzemysłowiony naród, który jest drugą co do wielkości potęgą ekonomiczną na świecie.
Ten kraj to Japonia.
I dzieje się tu coś niesamowitego."

Autorka, Japonka mieszkająca w USA, wspomina domową kuchnię swojej matki, a fakty, wspomnienia i anegdoty przeplatają się ze smakowitymi przepisami na japońskie podstawowe i bardziej skomplikowane potrawy. Nie ma tu dla mnie epokowych odkryć, których się zupełnie nie spodziewałam - w końcu moje podniebienie przez miesiąc poznawało japońską kuchnię u źródła i od lat gotuję tak też we własnym domu - ryż, pasta miso, tofu, nattou, ryby, algi, makarony, rodzime i japońskie warzywa, sos sojowy mam zawsze wśród przypraw. To moja ulubiona kuchnia i cieszę się, że coraz więcej składników mogę kupić na miejscu (albo samemu sobie wyhodować w doniczkach *^o^*). Ale polecam tę książkę tym z Was, którzy chcą poznać kuchnię japońską od podstaw - autorka podaje łatwe przepisy na podstawowe domowe potrawy, opisuje składniki i pomocne kuchenne utensylia (ale nie są one niezbędne), dzieli się siedmioma tajemnicami gotowania swojej japońskiej mamy i zapoznaje nas z siedmioma filarami japońskiej kuchni.

Oczywiście obydwie książki są w języku angielskim.

Książki te przypomniały mi, że najwyższy czas uzupełnić zapasy japońskich składników potraw, bo kończy mi się sos sojowy, zjedliśmy cały sos okonomi i dashi w proszku, a w przyszłym tygodniu robię nową partię nattou (o tym, jak zrobić domowe nattou możecie przeczytać w tym moim wpisie).
Zdopingowana nowymi lekturami zamierzam wprowadzić więcej zdrowych potraw o japońskich korzeniach i z niecierpliwością będę czekać na nadejście wiosny, kiedy na moim balkonie pojawią się w doniczkach azjatyckie sałaty, zioła i warzywa! *^o^*~~~

28 comments:

  1. 良い本ですね。私も漬物好きです。 ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I will soon try out the recipes, I cannot wait! *^o^*

      Delete
  2. Od dawna zastanawiam sie nad kupnem tej drugiej ksiazki, caly czas sobie powtarzam, ze jak skoncze doktorat to bede miec wiecej czasu np, zeby gotowac po japonsku. Taaaa.....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fajne jest to, że treść jest bardzo kompaktowa i lekko napisana a jednocześnie informacyjna, to idealna książka do autobusu/pociągu, a przepisy są łatwe i szybkie.

      Delete
    2. Ja tam wole wersje francuska tzn. Francuzki nie tyja (French Women don't get fat) Mireille Guiliano. To od niej chyba wyszedl ten trend. Zajrzalam do tej japonskiej wersji - jest w moim odczuciu bardziej sztywna. Mireille jest beztroska i rozsadna rownoczesnie - dla mnie idealna kombinacja. No i - jak to ujela Alison Pearson - kto moze sie oprzec ksiazce, ktora zaleca milosc i czekolade jako elementy zrownowazonego stylu zycia? :)

      Japonska kuchnie podziwiam za dbalosc o detale i pewien perfekcjonizm, ale tam mam wrazenie malo jest jedzenia, ktore moze cie po prostu rozgrzac jak wracasz zmarznieta. Dla mnie to jedna z podstawowych funkcji jedzenia bo ja czesto marzne :)

      Nie przeczytalam calej tej japonskiej ksiazki - czy ona jest o podejsciu do zycia calosciowo czy tylko o jedzeniu? Jesli pisza cos o medytacji to moze zajrze jeszcze raz :)

      Delete
    3. Nie lubię kuchni francuskiej, jest dla mnie zbyt fikuśna. *^o^*
      Ta książka jest tylko o jedzeniu. Dlaczego miałaby być o medytacji? Co to ma wspólnego z kuchnią japońską?...

      Delete
    4. No w wykonaniu Mireille kuchnia francuska z pewnoscia nie jest fikusna :D
      Pomijam juz fakt, ze dla mnie wlasnie japonska kuchnia jest ukoronowaniem fikusnosci ;)

      Z twojego fragmentu, o tym jak to kobiety zachowuja mlodzienczosc zrozumialam, ze to moze byc bardziej lifestyle niz cookery book. Wlasnie dlatego wolalam sprawdzic.

      Delete
    5. Dzisiaj Squirk pożyczyła mi tę francuską książkę, przeczytam i wydam opinię. *^o^*

      Delete
  3. Tytul drugiej z ksiazek brzmi bardzo zachecajaco ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Treść jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że japońska dieta rzeczywiście wpłynie pozytywnie na nasz wygląd i samopoczucie! *^v^*

      Delete
  4. Druga książka brzmi ciekawie :)
    Choć i na Twoje marynatowe eksperymenty czekam z wypiekami na twarzy.

    Muszę w końcu pojechać do Shili bo mi się kupa rzeczy pokończyła, choc może lepiej przeczesać internet i zamówić wszystko do domu. musze pomyśleć

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja kupuję w Shilli, bo mam blisko, ale dla Ciebie to cała wyprawa! *^o^*
      Już bym chciała mieć na balkonie skrzynki z shiso, mitsubą, mizuną!..... ^^*~~

      Delete
  5. To może jakieś streszczenia z tej drugiej książki? Taki ekstrakt wiedzy, jak żyć zdrowiej i dłużej :)))
    I ja już też chcę wiosnę i zielska na tarasie, bo na razie to mam śnieg, który trzeba wyrzucać...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie chciałam psuć innym przyjemności przeczytania tej książki, ale mogę zdradzić to i owo. *^v^*
      Na przykład, dania podajemy na niewielkich osobnych talerzykach zamiast jednej wieeeeeelkiej porcji. Albo zawsze wstajemy od stołu w 80% pełni. Pomaga w tym jedzenie pałeczkami - kiedy sięgamy pałeczkami po małe kęsy, jemy wolniej i nasz mózg ma czas, żeby się "najeść" i dać nam sygnał do wstania od stołu. Filarami japońskiej kuchni są m.in. ryby i owoce morza zamiast wielkich kawałów mięsa. Takie zdrowe oczywistości. *^o^*

      Delete
    2. Tylko jak ja mojemu podam kotleta schabowego wraz z pałeczkami :( Do jedzenia tym przyrządem to może jeszcze dałby się przekonać, ale do zrezygnowania ze Świętego Kotleta Coniedzielnego to, klękajcie narody, jeszcze się taki nie urodził, coby był w stanie go od niego odzwyczaić :))))

      Delete
    3. Kotleta musisz usmażyć w panierce zanurzeniowo w tłuszczu, osączyć na papierze kuchennym, pokroić wzdłuż krótszego boku na kęsy, położyć na gorącym ryżu, zalać surowym jajkiem (zetnie się pod wpływem gorąca parującego od ryżu i kotleta), posypać siekaną dymką i podać z pałeczkami.
      To japońskie danie nazywa się "katsudon"! *^o^*~~~~~

      (nie spodziewałaś się takiej odpowiedzi, co? *^-^*~~~~)

      Delete
  6. Te książki byłyby świetnym prezentem dla mojej siostry. Dzięki za podpowiedź! :3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam, na pewno się spodobają!

      Delete
  7. No to teraz będziesz gotować, gotować, gotować... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wciąż gotuję, gotuję i gotuję, ale dodatkowo jeszcze będę marynować, marynować i marynować! *^o^*~~~

      Delete
  8. Lubie czerwona kapustę :) Najchętniej jako surówkę, ale kiszona i marynowana też jest dobra.
    Na przepisy na pikle czekam, bo tylko rzodkiew umiem samodzielnie - chociaż ostatnio kupiłam tak nawożony egzemplarz, że poczerniał mi w zalewie, wyobrażasz sobie? No i nie nadawał się do jedzenia, niestety.
    A co do zapasów - wczoraj wykryłam, że czas na kolejny worek ryżu.
    Ryżojady jesteśmy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam Wam ryż Kimpo, kupujemy 9-kilowe worki na allegro, http://allegro.pl/wo-ryz-do-sushi-kimpo-9-07kg-i2941629160.html, teraz widzę, że to sprzedawca z Gdynii, masz blisko! *^o^*
      Ja do czerwonej kapusty muszę się dopiero przekonać. Bardzo bym chciała, bo czuję, że mnie coś omija kulinarnie. ^-^
      Dziś robię kolejny marynowany daikon, znika u nas błyskawicznie! Mam nadzieję, że się uda.

      Delete
  9. Kuchnia japońska to dla mnie ciągle zbyt czaso- i kosztochłonna perspektywa, tym bardziej podziwiam Twoją pasję i lubię patrzeć na to, co gotujesz. Gratuluję książek :).
    Ile trwała realizacja zamówienia? Też zamówiłam coś w tym sklepie i jestem ciekawa, ile zajmie, zanim będę miała to w ręku.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Faktem jest, że na początku trzeba zgromadzić kilka sosów/glonów/przypraw, ale tak samo jest z każdą kuchnią, np.: żeby gotować hinduskie dania, to dopiero trzeba nakupić różności! *^o^* (to nasza druga ulubiona kuchnia i szuflada pęka mi w szwach od aromatycznych przypraw)
      Najbardziej cierpię, że w Polsce ryby i owoce morza są takie drogie (i rzadko świeże).
      Tym razem złożyłam zamówienie w takim słabym momencie - 20 grudnia a potem były święta i nowy rok, książki wysłali 24 i 27 grudnia (oddzielnie, nie wiem czemu), a przyszły obydwie 14 stycznia. Długo, ale to pewnie dlatego, że to był koniec roku i święta, moje poprzednie zamówienie w okresie nieświątecznym przyszło do mnie po 1,5 - 2 tygodniach.

      Delete
  10. Poczatek tej drugiej ksiazki tez mi sie bardzo podoba :)) Ale nie zapominajmy tez, ze duza role gra tu rowniez genetyka, niestety; choc oczywiscie np. zdrowe odzywianie sporo pomaga :)
    (tez czekam na kilka kolejnych ksiazek niebawem... :))

    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Owszem, genetyka nie pozwala Azjatom porządnie trawić mleka i alkoholu! *^o^*~~~ Ale na diecie "amerykańskiej" tyją błyskawicznie, tak samo jak Amerykanie czy każda inna nacja, to ciekawy fenomen! ^^
      Chyba lada dzień znowu sobie sprawię kulinarne książki, uwielbiam takie prezenty! *^v^*

      Delete
  11. Korzenie lotosu widziałam w Wólce Kosowskiej, swoją drogą nie byłam tam od wieków, trzeba zaplanować wyprawę :-)
    Bardzo ładna ta książka z piklami i liczę na to, że podzielisz się przetestowanymi przepisami na jakieś niezbyt trudne a porywające smakowo drobiazgi, zresztą zaraz się rozejrzę bo chyba też chcę dla siebie jakąs książkę, najlepiej z bezkalorycznymi makaronami ;-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeśli masz na myśli ten wielki sklep na tym samym piętrze co wietnamska knajpa z tymi pysznymi zestawami obiadowymi, to został on dokądś przeniesiony i jeszcze nie wiemy, dokąd. :-(
      Jak znajdziesz tę książkę z bezkalorycznymi makaronami, to koniecznie podeślij mi link, kupię ją w ciemno i za każde pieniądze!!! *^o^*~~~~

      Delete