Friday, October 09, 2015

Warkocze włóczkę żrą...

Zacznijmy od śniadania, bo dalej nerwy mogą ścisnąć nam żołądek...
(kanapka z domowym preclem, z kremowym serkiem, wędzonym łososiem i bazylią plus sałatka).
Let's start with breakfast because later on the stress can squeeze our stomachs...
(homemade pretzel with cream cheese, smoked salmon and basil leaves plus a salad)
 



Znowu zabrakło mi włóczki!........  
I ran out of yarn again!.........



Zrobiłam prawie cały korpus Merle, wykończyłam dół warkoczowej listwy i tyle. Zostało mi mierne kilka metrów. Myślałam, że 400 g włóczki pozwoli mi na wydzierganie korpusu plus krótkie rękawy, przyjęłam do wiadomości, że to będzie raczej kamizelka niż sweter, ale niestety. Warkoczowa przednia listwa okazała się dużo bardziej włóczkożerna niż mi się zdawało, i już nawet dolnego ściągacza nie mam z czego zrobić.
I knitted almost the whole body of Merle's, I finished the cabled bands at the front and that's it. All what's left is just a few metres. I thought 400 g would let me knit a short sleeved version but I was wrong. Cables turned out much more yarn-eating than I imagined and I don't even have enough to finish the bottom ribbing.


Zgłodniałam od tych włóczkowych emocji, to może mały obiadek?
W poniedziałek odwiedziłam TKMaxx (w poszukiwaniu świec o zapachu dyni, ale wcale nie było, tylko choinkowe i żurawinowe, przegapiłam jesień czy co?.....). W każdym razie, z półki z książkami łypnęła na mnie Allegra McEvedy i po prostu nie mogłam jej tam zostawić! ^^*~~
I got hungry with those yarn emotions, would you care for a small lunch?
On Monday I visited TKMaxx (I was looking for pumpkin scented candles but all I could find were fir and cranberry scents, did I sleep through Autumn or what?....). Anyway, Allegra McEvedy called out to me from the cooking books shelf and I just couldn't leave her there, couldn't I? ^^*~~



Allegrę znam z wielu programów kulinarnych BBC i bardzo lubię jej gotowanie - to taka porządna obfita smakowita brytyjska (ale też z wieloma wpływami z całego świata) kuchnia, klasyki w nowoczesnym wydaniu. To jak Allegra McEvedy zachowuje się w kuchni i jak podchodzi do jedzenia jest dla mnie kulinarnie wiarygodne, dlatego niespodziewane zdobycie tej książki bardzo mnie ucieszyło. 
I know Allegra from BBC culinary programmes and I like her cooking very much - it's a decent tasty nutritious British (but also with influences from all around the world) cooking, contemporary versions of the classics. I find Allegra's way of cooking and her attitude towards food credible so I was glad I found her book.


Na początek wpadły mi w oko kotlety wieprzowe z jajkiem, ideał prostoty. 
Sznycle wieprzowe cienko rozbijamy, doprawiamy solą i pieprzem, obsypujemy mąką, maczamy w jajku i bułce tartej i smażymy na brązowo. Zdejmujemy kotlety z patelni i przygotowujemy jajka sadzone
Równocześnie przygotowujemy sos - na łyżce masła podsmażamy kilka rozdrobnionych filetów anchovies, garść posiekanych kaparów i garść siekanej natki pietruszki.
Na talerzu układamy kotlet, na nim sadzone jajko i polewamy całość sosem. Obiad robi się błyskawicznie a smaki idealnie tu do siebie pasują, mój mąż po raz pierwszy w życiu oświadczył, że w tym wypadku rozumie sens dodawania anchovies to potraw! Bardzo polecam! *^O^*
I started with pork chops with eggs, simple but perfect.
Pork chops should be very thin, season them with salt & pepper, dust them with some flour, then coat them with beaten egg and breadcrumbs. Fry them till brown, remove from the pan. Now fry the eggs.
At the same time prepare the sauce - heat a Tbsp of butter and add some chopped anchovies, some capers and some parsley.
Place the pork chop on a plate, put the fried egg on top of it and pour the sauce all over it. This dish is ready in a few minutes and it's perfectly delicious, the flavours go so well together! My husband even said "this time I understand why you should use anchovies in cooking"!... I highly recommend! *^O^*




Wracając do swetra, kupiłam już drugą paczkę włóczki, chociaż z małym niezadowoleniem, bo na Yarn Paradise nie można kupować pojedynczych motków tylko paczki, a więc leci do mnie z Turcji następne 400 g, ech... 2,5 motka wejdzie pewnie w Merle, a resztę dorzucę do jakiegoś projektu wielokolorowego.
Back to my sweater, I already bought more yarn but with some reluctance because on Yarn Paradise website you can only buy packets and not individual skeins, so another 400 g is on the way to me from Turkey... 2,5 skein will probably go into Merle, and the rest will wait for some colourwork project.


Po obiedzie fajnie jest zjeść jakiś deser i tym razem proponuję ciastka potrójnie czekoladowe!... *^v^*
Pierwsza wersja zawierała czekolady z Lidla (bo akurat tam robiłam zakupy) - a więc, biała z płatkami kukurydzianymi, mleczna z płatkami kukurydzianymi oraz ciemna z żurawiną. 
It's nice to eat some dessert after lunch and this time I'd like you to have some triple-chocolate cookies!... *^v^*
My first version included chocolates from Lidl because I was doing shopping there, so I added white chocolate with cornflakes, milk one with cornflakes and dark one with cranberries.





Niestety, Robert jest wyjątkowo wybredny jeśli chodzi o smak czekolady i zarządził powtórzenie przepisu, tym razem z użyciem "jakichś porządnych czekolad". No to druga partia była na bogato: Wedlowska czekolada karmelowa z solonymi orzeszkami, Ritter Sport mleczna z migdałami i Ritter Sport ciemna z orzechami laskowymi, dodatkowo dosypałam garść płatków kukurydzianych, żeby chrupało. ^^*~~ I tym razem położyłam na blasze kulki ciasta, za pierwszy razem rozpłaszczyłam je na placki i bardzo rozeszły się na boki, teraz są bardziej zdyscyplinowane.
Unfortunately Robert is very picky as far as chocolate is concerned and he ordered another experiment with "some proper chocolates this time". So, I baked more cookies with: Wedel caramel chocolate with salted peanuts, Ritter Sport milk chocolate with almonds and Ritter Sport dark one with hazelnuts, I also added a handful of cornflakes to add more crunchiness. ^^*~~ The second time I put balls of dough on the baking tray, before I put flat discs of dough and they flattened even more. Second batch of cookies have better shape.



A jak się człowiek zmęczy pieczeniem ciastek, to akurat nastaje czas kolacji, i można się posilić pieczonym kurczakiem, hummusem, pastą baba ghanoush, surówką z marynowanych warzyw i domowej roboty preclami! *^-^*~~~ 
And when you're tired from baking cookies you can rebuild your strength with a supper: baked chicken, hummus, baba ghanoush, pickled vegetables and homemade pretzels! *^-^*~~~




No i znowu jestem robótkowo wstrzymana (a tak mi szybko ta Merle szła!...), bo na brakujące motki poczekam ze dwa tygodnie. W tym czasie zabiorę się za wykończenie Settlera dla Roberta, bo z dnia na dzień zrobiła się zima i przymrozki!... Niedużo mi zostało (kieszenie, kołnierz, listwa suwakowa), więc powinno pójść szybko i niebawem będę mogła Wam pokazać skończony sweter.
So, my knitting is again on hold (and I was doing such a quick job with Merle!...), I'll have to wait about two weeks for the yarn. In the meantime I'll try to finish Settler for Robert, it's suddenly Winter weather here!... I don't have much to work on - the pockets, front bands and the collar, so I hope I'll be able to show you the finished sweater soon.


Dotarły do mnie wreszcie książki z Amazona - Nigela Slatera "Kitchen Diaries III" oraz "Honey & Co" autorów Sarit Packer / Itamar Srulovich, o których już Wam pisałam. Na razie przejrzałam je pobieżnie, bo każda z nich to nie tylko zbiór przepisów ale też historie do zagłębienia się na dłużej, ale obydwie zapowiadają się bardzo smacznie!
Niestety, tym razem muszę ponarzekać na brytyjski Amazon!....
I finally received the books I ordered from Amazon - Nigel Slater's "Kitchen Diaries III" and "Honey & Co" by Sarit Packer / Itamar Srulovich. I just had time to look through them because these are not just collections of recipes, but of stories too.
Unfortunately I have to complain about British Amazon a bit!...  




Książki miały do mnie przyjść 1 października, więc kiedy nastał 2 października a na trackingu DHL nawet nie było mojej paczki, zadzwoniłam do DHL-a, żeby się dowiedzieć, co się dzieje. Przemiły pan sprawdził numer podany mi przez Amazon i... stwierdził, że w ogóle nie ma takiej przesyłki w systemie, co oznacza, że taka paczka nie została przyjęta przez brytyjski DHL... 
W tej sytuacji wysłałam maila do Amazona i dostałam bardzo zawiłą i długą odpowiedź, z której wynikało "o rany!... o rany!... nie mamy bladego pojęcia, co się z tą przesyłką dzieje, bo już jest 2.X a ponieważ miała być dostarczona 1.X, to już jej nie ma na naszym wewnętrznym trackingu..... o jejku!..." Zapewniono mnie, że paczka w końcu przyjdzie, ale gdyby tak się nieprawdopodobnie zdarzyło, że jednak nie dotrze do 9.X to proszą o kontakt. I tu muszę przyznać, że zachowali się porządnie bo od razu zwrócili mi 5 funtów za śledzoną przesyłkę.
6.X spotkałam pod moim domem pana kuriera z DHL, który wręczył mi moją przesyłkę z książkami i przepraszał, że nie ma ona nadanego żadnego numeru (!)... 
Nie mam nic do zarzucenia obsłudze klienta Amazona, kontakt był szybki i profesjonalny, chodzi mi o coś innego. Dowiedziałam się, że tak naprawdę nie mają oni żadnej kontroli nad swoimi wysyłkami, bo już dzień po przewidywanym terminie dostawy cała historia drogi, jaką paczka przebyła zostaje skasowana i pozostaje im tylko rwać włosy z głowy i mieć nadzieję, że paczka jednak kiedyś dotrze albo trzeba ją będzie wysyłać ponownie.
I was supposed to get the books on 1st Oct, so when there was 2nd Oct and my parcel wasn't even on DHL tracking I called DHL to ask about it. A nice man checked the number I was given by Amazon and he said that it doesn't exist in the system, as if it wasn't posted to me at all...
So I wrote an email to Amazon and then answered in a long a complicated letter which in short had the following meaning: "oh boy!... oh boy!... we have no idea where your parcel is because it's one day past the delivery date and our tracking history is all gone!... oh boy!..." I was assured that eventually my parcel will arrive, one day... but in a very unlikely situation it doesn't until 9th Oct I should contact them again. Here I must admit they behaved very professionally and refunded me 5 pounds I paid for the trackable delivery.
On the 6th Oct I met a DHL guy in front of my house and he handed me the parcel and was very apollogetic that it didn't have any number on it (!)...
I have no complains towards the Amazon's customer service, their response towards my mail was quick and professional, I was surprised by something else. I found out that apparently they have no control over their orders, one day after the predicted delivery date their tracking was deleted and they had no means to check the parcel's route and whereabouts. So all they could do is say sorry, hope for the delivery and possibly sent the ordered items again if the first parcel never arrived.


Tyle na dziś, a teraz idę do drugiego pokoju, o tam --->, żeby wyciąć z wełny nowe spodnie dla męża, które będę zszywać w weekend, a potem będę wymyślać, co mam zrobić z zapasu owoców pigwy, które dostałam od mamy z działki. Miłego weekendu! *^0^*~~~
That's all for today, now I'm going to go to the other room, over there --->, to cut the pieces of a pattern of trousers for my husband which I'm going to sew this weekend, and then I'll think about the bag of quince I got from my mother's allotment and what to do with it. Have a great weekend! *^0^*~~~ 



27 comments:

  1. Może i włóczkożerny ten przód, ale za to jaki widok przedstawia. Zaskoczyłaś mnie długością oczekiwania na paczki z Turcji, bo do nas jakoś dochodzą w ciągu 5 dni roboczych, więc jeśli wyrobię się z zamówieniem w weekend, to w tygodniu już mam przesyłkę.
    Dobrze, że amazon to załatwił tak pięknie i bezproblemowo. U mnie kiedyś sportdirect nie dołożył czegoś do kompletu zareklamowałam i też musze przyznac, że zareagowali szybko i skutecznie.

    Jedzenia juz nawet nie komentuję, bo zawsze po przeczytaniu posta u Ciebie mam zaślinioną klawiaturę :) no, może mały koment... ten kotlet z sadzonym.... u nas występował, dawno temu, w wersji z ananasem z puszki. to był ukochany zestaw mojego męża. Twój zestaw jest bardziej wysublimowany, że tak powiem.
    Nie wiem czy przeoczyłaś jesień, ale TKMaxx szaleje! tydzień temu wstawił halloween, a w tym tygodniu już ma Boże Narodzenie! ja bym kogoś porządnie zlała za taki ekspres.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Norah Gaughan projektuje piękne warkocze! I sama konstrukcja swetra jest świetna, chyba ją powtórzę z innej włóczki i innym wzorem warkoczowym. *^v^*
      Do tej pory przesyłki z Yarn Paradise przychodziły do mnie w około 2 tygodnie, w tydzień przychodzą paczki z Japonii. ^^ Sprawdzę, jak będzie tym razem, dzisiaj wysłali!
      Zaintrygowałaś mnie tym ananasem, gdzie on się znajdował? Na kotlecie pod jajkiem? Zamiast jajka? Zamiast kotleta może?...
      TKMaxx powinien jeszcze w międzyczasie wystawić znicze, przynajmniej ten w Polsce, hehehe........ *^w^*

      Delete
    2. Ananas kładło się na jajko sadzone, a to z kolei leżało na kotlecie. Powiem tak: jeszcze za czasów narzeczeństwa, mój A. prosił mnie o takie zestawienie, więc robiłam. Nie wiem jednak, jak udawało się jego mamie(teraz właśnie zdałam sobie sprawę, że nigdy jej o to nie zapytałam!) w ten puszkowy plaster ananasa wcisnąć żółtko sadzonego - tak to podobno miało wyglądać. Ja zawsze musiałam poszerzać wycięte kółko w ananasie, a potem już przestałam się w to bawić.
      U nas nie ma tradycji odwiedzania cmentarzy w Zaduszki, choć wiem, że kościół ma tradycyjną mszę celebrowaną na naszym cmentarzu wieczorem.
      Ja sama zabieram swoje dzieciaki na obchód po grobach, które są stare, opuszczone i tam dziewczyny zapalają znicze. Chcę, żeby pamiętały też o tradycji kraju ich rodziców i dziadków.
      Ciekawe czy u Was w TKMaxx-ie też pachnie eukaliptusem? U nas od momentu wprowadzenia rzeczy bożonarodzeniowych ten zapach dominuje.

      Delete
    3. Może używała malutkich jajek? Takich od małych kurek, rodzice mojej koleżanki takie hodowali, ich jajka były tylko troszkę większe od przepiórczych.
      Nic mi nie mów o chodzeniu po grobach, bo mam uraz!... Mam urodziny 31.X i całe dziecięce życie nie robiłam przyjęć dla koleżanek, bo "nie wypada robić imprezy tuż przed Świętem Zmarłych"...(nie to, żeby 10-ciolatka chciała robić dyskotekę w domu, prawda?) A 1.XI byłam ciągana po cmentarzach, kurcgalopkiem obiegaliśmy z rodziną kilka miejsc, głównie stojąc w korkach po całej Warszawie. Nie znoszę tej tradycji, o moich bliskich zmarłych pamiętam w sercu i myślę o nich często, ale 1 listopada siedzę sobie w domu.
      Specjalnie obwącham TKMaxxy warszawskie i dam Ci znać! *^o^*

      Delete
    4. no tak... rozumiem. to jest o niebo gorsze od urodzin w Boże Narodzenie! jedna z koleżanek moich córek ma tak właśnie i rok temu skarżyła się, że to kompletnie beznadziejne! imprezy zrobić nie można, bo wszyscy mają święta, a rodzina daje jej i tak jeden prezent...

      kurki rajskie pewnie masz na myśli? moi rodzice mieli tez takie. nie wiem, czy takich używała, czy jeszcze coś innego, ale zapytam ją przy najbliższej okazji.

      Delete
    5. Tak, urodziny w Święta to też kiepska sprawa... Szkoda, że nie można sobie przenieść dnia urodzin, tak jak imieniny, można wybrać z kilku dat w roku! *^v^*

      Delete
  2. Warkocze piękne - to moja ulubiona forma dziergania, ale fakt, że włóczkę żrą jak Obeliks dziki :-P Z drugiej strony to założenie strategiczne - dużo włóczki, więcej ciepła :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie uczę się na własnych błędach, miałam taką samą sytuację z Burgundią, też dokupowałam włóczkę...

      Delete
  3. Omnomnom, jak zwykle pyszności! Sweter zapowiada się fajnie, ja zaczęłam dziubać jakieś muszelki na szydełku i nie wiem co z tego wyjdzie ;)
    Pozdrowionka! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszystko polecam wypróbować, szczególnie ciastka! *^v^*

      Delete
  4. Jak zwykle u Ciebie różnorodnie na blogu.
    Owoce ,które pokazałaś to nie pigwa a pigwowiec.
    Pigwa jest większym owocem.Tak się wymądrzam, bo mam na działce obydwa te owoce.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. A widzisz, ja zawsze słyszałam od mamy "pigwa", ale widziałam podobne ale sporo większe owoce w programach kulinarnych! *^v^* Myślałam, że to po prostu bardziej wyrośnięte owoce z tego samego krzaka...
      Mam nadzieję, że zastosowanie kulinarne jest podobne!

      Delete
    2. W internecie jest dużo na ten temat i można poczytać, ale z doświadczenia wiem , że pigwowiec a właściwie przetwory z niego w niczym nie przypominają tych z pigwy. Pigwa jest wielka.

      Delete
    3. Znalazłam fajny przepis na dżem i na plasterki pigwowca w syropie, do zimowej herbaty! *^v^*

      Delete
  5. Marmolada z pigwy!!! idealna do piernika i przekładania innych ciast :) Marle piękna, oglądałam ostatnio podobne wzory, w tym Harvest, Water and Stone czy New York Cardigan bo bardzo mi potrzeba miłego, miękkiego i ciepłego swetra. Merle to jeszcze chyba nie mój poziom warkoczy, ale szalenie mi się podoba!!! No, zmykam, bo drożdże mi uciekają z rozczynu, ajajaj!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Warkocze w Merle są BARDZO łatwe i spokojnie sobie z nimi poradzisz! Lewa strona zawsze idzie tak jak oczka pokazują, nie ma podstępów na lewej stronie jak to czasami bywa w ażurach. Są rozrysowane na schemacie, więc jeden rzut oka na podkreślony linijką rządek na kartce i wiadomo, co dziergać. *^o^*
      Pomyślę nad tą marmoladą, dzięki! Łap te drożdże! *^v^*

      Delete
  6. Konfitura z pigwy jest chyba jedynym smakiem, którym od czasu do czasu jestem gotowa "zepsuć" aromat czarnej herbaty

    ReplyDelete
    Replies
    1. To muszę poszukać przepisu! *^o^*

      Delete
  7. Ojejku, ojejku ile tu się dzieje, jak zwykle :-) same pyszności, same nowości, jestem pod wrażeniem i urokiem. Bardzo mi się podoba ten sweterek, bo warkocze sprawiaja, że będzie cieplusi :-) Podziwiam, że zabierasz się znowu, bo to chyba nie pierwszy raz za męskie spodnie, oj zdolniacha jesteś. I znowu po przeczytaniu nowego twojego wpisu mam mega chęci do wszelkiego działania, a tak mi się dziś nic nie chciało......;-) buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie też ten sweterek już się bardzo podoba, Norah Gaughan jest mistrzynią warkoczy! I w sumie dobrze, że będzie miał długie rękawy. *^v^*
      Ja sama się podziwiam, że zabieram się ponownie za męskie spodnie!... Sama nie wiem, jak mi się udało za pierwszym razem idealnie wszyć suwak i obawiam się, że to się może tak łatwo nie powtórzyć, ech... Zobaczymy, jak mi pójdzie, kciuki mile widziane!

      Delete
  8. Dzisiaj zapragnęłam zrobić sobie kawę latte z dynią, o której kiedyś pisałaś. W przepisie jest mowa o przyprawach do dyni, których niestety w sklepie nie kupiłam. I tak się zastanawiam czy te przyprawy sa konieczne, czy sam cynamon nie wystarczy? wszelkie podpowiedzi mile widziane ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hm... Na pewno będzie to smaczny napój, chociaż pozostałe przyprawy są bardzo charakterne i dodadzą innego smaku niż sam cynamon. No, ale skoro nie ma to nie ma, nic nie poradzisz. Zrób sobie latte z samym cynamonem a przy okazji kup resztę przypraw.

      Delete
  9. Tak, odwieczny dylemat dziewiarki - wystarczy czy nie wystarczy tej włóczki ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze nigdy nie trafiłam tak, żeby wystarczyło idealnie, zawsze coś zostaje albo braknie, ech....

      Delete
  10. Z pigwowca robie nalewke, idealna do herbaty w zimowe wieczory.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czyli muszę się wybrać do sklepu po spirytus? ^^

      Delete