Thursday, March 25, 2010

Sama w domu / Home alone

Co robi Lollipop, kiedy zostaje sama w domu... *^v^*
What Lollipop does when she stays home alone... *^v^*

"I'm going to read a bit."

"Oh, it's boooring...."
"Maybe I'll eat an apple, I stole it from the Redhead."
"She might wash the windows, you cannot see the world outside!"
"Oh, she went shopping. She promised to buy a special sponge for cleaning the dolls, I could really use some Spring cleaning and a blush, how can you live without the colours on your body?"
"She should stop playing with those two other new dolls, she paints them and makes clothes for them. And what about me?!"
"And she keeps saying about buying more dolls! Good she doesn't have any money now, she should buy me some new shoes or something..."
"But I think her conscience finally bit her, she took off me that red dress, took some measurements and drawn a new pattern."
"She even started to cut some fabric, I wonder if it suits me..."
"I'll go and check on the progress, she even bought some flowers for decorating the hat, great! "

***

Jadwigo, w cydrze oczywiście sa procenty, bo to produkt fermentacji czyli wino, czy to wersja sklepowa czy domowej roboty. ~^^~ A szarlotkę popijałyśmy greckim winem półsłodkim, cydr został wypity do ostatniej kropelki przy innej okazji i w innym towarzystwie.

Wednesday, March 24, 2010

Cydr domowy / Homemade cider

Z dwóch jednocześnie stron dostałam prośbę o umieszczenie na blogu przepisu na domowy cydr - Robert kazał pochwalić się, jaki mu dobry wyszedł *^v^*, a YarnFerret poprosiła o przepis (swoją drogą to ona jest niezłym producentem nalewek wszelakich! ^^). Tak więc, poniżej przepis na domowy cydr, spisany ręką Roberta:
Two people asked me to put on my blog the method for the homemade cider - Robert wanted me to praise his creation and YarnFerret asked for the recipe, since she makes different wines and other alcohols at home. So, here it is:

Składniki:
- 5kg jabłek winnych
- 1kg miodu
~10l wody

Ingredients:
- 5kg of apples
- 1 kg of honey
- about 10 l water


Z jabłek usunąć tylko ogonki, resztę ze skórką, gniazdami etc. tniemy na kawałki i zamieniamy na siekankę (można malakserem).
Cut the apples into pieces (with the cores and skins), mash them into a pulp with a mixer.


Posiekane na drobno jabłka wrzucamy do wiadra, dolewamy ~3l wody, mieszamy i przykrywamy gazą. Odstawiamy w temperaturę pokojową na tydzień. Mieszamy porządnie dwa razy dziennie.
Place the apple pulp into a bucket, add about 3 l water, stir well and cover with a gauze. Let it stay in the room temperature for a week, stir well twice a day.


U nas fermentacja burzliwa zaczęła się po około 3 dniach, od tego momentu zaczynają się wrażenia olfaktoryczne - najpierw dom pachnie szarlotką, potem skłania się w kierunku nuty taniego wina, pod koniec operacji odwiedzający nas goście gratulują nam libacji z poprzedniego dnia bo zapach jednoznacznie kojarzy się z przetrawionym alkoholem "następnego dnia".
The fermentation will soon start, it was after three days in this case, and the smell was changing - from the nice apples pie, through the cheap wine scent until the whole flat smelled like there was an alcoholic party there... ^^


Po tygodniu (u nas po 8-miu dniach) cedzimy zawartość wiadra przez gazę do drugiego wiadra (my przewaliliśmy najpierw całość do drugiego i cedziliśmy z powrotem w "fermentator" ). Tą metodą uzyskaliśmy ~6l płynu. Do płynu, który na tym etapie smakuje już lekka nutą cydru Strongbow, kitujemy ~7l wody (ale nam weszło ~5l i to chyba nawet lepiej) i ~1kg miodu, można powiedzieć "do smaku". Oczywiście pamiętać należy, że końcowy napój będzie mniej słodki niż to co mamy na tym etapie, bo drożdże wezmą się za miód w dalszym etapie. Po dodaniu miodu odstawiamy na 24h. Całość znowu nam zabuzuje.
After 7 days we strained out the liquid through the gauze into another bucket and we had about 6 l of it, then we added about 5 l of water and 1 kg of honey (to the taste, but remember that the final beverage will not be as sweet as at this stage). We put the mixture aside for 24 hours,, the fermentation will start again.

Po 24h butelkujemy, z tym, że my przelaliśmy wszystko do baniaków po wodzie użytej w procesie produkcji. Na tym etapie cydr miał już przyjemny jabłkowo-miodowo-cydrowo-musujący smak i dało się wyczuć alkohol. Do tego momentu dotarliśmy, teraz będziemy zanosić modły do Dionizosa coby nam baniaki nie eksplodowały. W planach jest kontrola codzienna i ew. odgazowywanie nadmiaru ciśnienia przez otwarcie butelek. Jak widać jak na razie proces banalny...
After 24 hours pour the liquid into the bottles, we used the 6 l plastic bottles that we bought the water in. At this point our cider had a nice apple-honey-lemony sparkling taste and you could taste the alcohol slightly.


Ode mnie: baniaki nie wybuchły, ale kolega, u którego cydr był produkowany, codziennie lekko odkręcał korki butelek i upuszczał nadamiar gazu. Cydr został spożyty po 2 tygodniach i miał lekko jabłkowy kwaskowaty musujący smak. Drugi nastaw już się robi, tym razem chłopaki użyli 4 kg słodszych jabłek i 1 kg gruszek (stąd gruszka w miseczce na pierwszym zdjęciu, bo dokumentowany fotograficznie był drugi nastaw). Fermentacja zaczęła się już następnego dnia.
My supplement: the bottles didn't burst out, although it was the main concern, because a friend who lives in a flat where the boys made the cider everyday unscrewed the bottle caps and let some of the gas go. The cider was drank after 2 weeks, when it had a delicate a bit sour apple taste. The next batch is already in production, this time they used the sweeter apples and 1 kg of pears, so the fermentation started faster, another day after they made the pulp.

***

I ponieważ Yarn Ferret już wystarczająco zilustrowała nasze wczorajsze spotkanie lalkowe, to ja tylko pokażę zdjęcie Kasi pod tytułem: "Chłopak z gitarą prowadzącą byłby dla mnie parą". *^v^*
And because Yarn Ferret already illustrated our last night's dollfie meeting, I'm going to show you a photo of Kasia's entitled: "The boy with a lead guitar would be a perfect match for me". *^v^*


EDIT: Herbatko, no właśnie, to jest bas, więc parą dla Kasi byłby chłopak z gitarą prowadzącą, bo bas to już ma! *^v^*

Tuesday, March 23, 2010

Knitty Spring Summer

Widzieliście już nowe Knitty Wiosna-Lato? Jak na kilka ostatnich wydań jest nawet na czym oko zawiesić.
Have you seen the Spring Summer Knitty? Compared with several recent issues this one is not that bad.

Jak na moje zamówienie - sweterek Que Sera.
Just for my recent cardigan research - Que Sera.

Dziurawy niczym ser szwajcarski szal Summit.
Looking like a Swiss cheese full of holes - Summit shawl.

Dla miłośniczek szali ozdobnych - Anthemion.
For the ones preferring intricate lace - Anthemion.

Dla maniaków wzoru "niedźwiedzich łap" - skarpetki Tribute.
For the "frost flowers" lace pattern maniacs - Tribute socks.

I coś, co od razu w wyobraźni zastosowałam do lalkowych ciuszków - koronkowe wykończenia.
And something I immediately in my mind placed on the dollfie's clothes - lace trimming.

***

Tak przy okazji, witam nowe Czytelniczki mojego bloga, które się ostatnio ujawniały w komentarzach! *^v^*
Przyznam, że zaczyna mi się podobać robienie zdjęć lalkom na tle moich prac, ale malowanie obrazów specjalnie do sesji konkretnych strojów lalkowych to już chyba byłaby przesada, prawda?... Co innego zrobić zgrany z sukienką kapelusz! ^^

Btw, I'd like to welcome all new Readers of my blog's that have been leaving comments recently! *^v^*
I must admit that I more and more like to match the new doll's outfit with my paintings as a background for photos but creating special works accompanying the dollfie's dresses would be an overstatement, right?... Making a matching hat is a bit different! ^^


Zulko, niestety nie pomogę Ci bo nie umiem szydełkować z opisu, tylko ze schematów...

***

Wpis na blogu nie jest kompletny, jeśli nie ma w nim kota. ~^^~ Najświeższe zdjęcia z weekendu, proszę pominąć milczeniem moje głupie miny i brak fryzury, i popatrzeć, jak Rysiek się przytula!
The post isn't complete without a cat in it. ~^^~ Here are the latest photos from weekend, please disregard my silly faces and the lack of a decent hairdo, just look at how Rysiek gives me a hug!


Saturday, March 20, 2010

Wróżka w jabłuszkach / Apple Fairy

No właśnie, to skandal! Flame Scallop Cardi nie dość, że jest cały na szydełku, to jeszcze jest OPISANY, nie ma do niego schematów!... Co za idiotyczny sposób podawania wzoru na szydełko, w tej sytuacji raczej na pewno dla mnie odpada, bo ja nie umiem szydełkować z opisu, niech żyją japońskie wzory, całe podane w postaci schematu!!!
Well, what a scandal! Flame Scallop Cardi is crocheted all the way, and what's more important, there is no chart for the pattern, only the DESCRIPTION stitch by stitch!... What a stupid way to give the pattern, I won't be making this cardigan because I cannot follow the written instructions for crocheting, long live the Japanese charted patterns!!!

Na pierwszy ogień w takim razie idzie Maczek (miało być na zielono, ale zielona włóczka okazała się za gruba na którykolwiek ze sweterków), który będzie u mnie Krwawym Maczkiem, bo zamierzam zrobić go z krwistoczerwonej Sonaty (taką mam w zapasach ^^), jako drugi zrobiłabym Tailored Jacket, ale mam opis po niemiecku, a tym jezykiem nie władam, więc trochę mi zejdzie tłumaczenie terminów robótkowych ze słownikiem. Chociaż, Maczka tak znowu szybko nie wydziergam, to mogę w przerwach starać się zrozumieć, jak zrobić ten drugi sweterek. ~^^~ Muszę też na coś przerobić spruty niebiesko-jeansowy Kashmir i zastanawiałam się nad rozpinaną wersją Riding to Avalon.
So, first I'm going to knit Poppy (I was supposed to knit in green but the green yarn turned out too thick for any of the cardigans), it will be Bloody Poppy in my case because I'll be using dark red Sonata yarn from my stash. The next might be the Tailored Jacket but I only have the German version of the pattern and since I'm not speaking German it will take me a while to translate the pattern. I also have to use up the recently frogged Kashmir yarn and I thought about Riding to Avalon as a cardigan.

***


No, a teraz wreszcie Mina - moja ukochana lalka nr 2! (Rori na zawsze pozostanie numerem 1! ~^^~). Makijaż nr któryś tam z kolei, bo poprawiałam go kilkakrotnie, miałam już nawet moment poważnego załamania i chęci zapisania się na makijaż do kogoś innego, ale wypracowałam nową strategię malowania i jakoś dałam sobie radę. A ta strategia to: zaczynam od tego, co sprawia mi największą trudność i co najłatwiej mogę zepsuć, czyli czarne kreski na powiekach. Jak to się uda, to reszta już idzie łatwiutko, bo to jedyna rzecz, jaką maluję farbą akrylową, pozostały makijaż robię suchymi pastelami i kredkami akwarelowymi, które łatwo zetrzeć w przypadku pomyłki.
So now, Mina - my favourite doll nr.2! (Rori will stay nr 1 forever! ~^^~) The makeup you can see was changed several times and I even had a serious breakdown moment, but I finally worked out the strategy: I started to paint what was the most difficult for me, that is the black lines over the eyes, when that's done the rest was piece of cake, because it was all just dry pastels and watercolour pencils, and they are easy to wipe off in case of any mistakes.


Mina nie ma piegów, za to ma ogromne czarne teatralne rzęsy. Z piegów zrezygnowałam świadomie, na razie podoba mi się taka z gładką buzią, natomiast co do rzęs, to były jedyne, które miałam pod ręką. Kupiłam jej wprawdzie ciemnorude rzęsy, ale okazały się jednorazowe, raz przyklejone i odklejone rozpadły się na kawałki... Co dziwne, bo mam wciąż rzęsy, które Mina miała przyklejone z firmowym makijażem i wciąż są do użycia. Czyli tamte były kiepskiej jakości. Z tymi czarnymi gęstymi rzęsami i kolorowym makijażem bardzo mi się podoba, jest nawet bardziej "lalkowa" i o to chodzi. *^v^*
Mina has no freckles and big theatrical black eyelashes. I consciously resigned from freckles because I liked her with the smooth face and the eyeleashes - well, I bought a pair of dark brown ones but after I glued them on and took them off because I wanted to repaint Mina's face, they just fell apart... Which is strange because I still have a pair of original eyelashes that came with the default makeup and they are still fine despite being put on and off several times. Anyway, I glued on the black lashes I had and she even looks more doll-like with that image. *^v^*


Z sukienką jak zwykle zaszalałam, te koraliki niedługo będą mi się śniły po nocach... ^^ Do powstania tej kreacji przyczyniły się datki materiałowo-koronkowo-koralikowe od CU@5, Herbatki i MarrocanMint, za co serdecznie dziękujemy! ^^ Za to tym razem nakrycie głowy skromniejsze, rozważałam kapelusz, ale w końcu spróbowałam poprzestać na chusteczce, oczywiście odpowiednio ozdobionej. ~^^~ Kapelusz na pewno będzie towarzyszył następnej kreacji dla Lollipop, która jest już w produkcji. *^v^*
I went crazy with the dress, there are beads everywhere... ^^ I'd like to thank CU@5, Herbatki and MarrocanMint for giving me supplies I used for making this dress! ^^ This time I made a smaller headdress, I even thought about a hat but then I decided to try something more modest, like a decorated scarf. The hat will accompany the next dress for Rori. *^v^*


To teraz już przestaję gadać i pozostawiam Was z kilkoma zdjęciami, nie wiem dlaczego ale było mi bardzo trudno zrobić Minie ładne ostre zdjęcia, hm... Sesja ma tytuł: Zagubiona w altanie czyli Wróżka w jabłuszkach. Lalka to Dollzone, x-3 w wersji dziewczęcej, sukienka i chusteczka mojej produkcji.
So, here are some photos, I don't know why I had such problems with taking good sharp photos of Mina's face, strange... It's called: Lost in the Gazebo or the Apple Fairy. The doll is X-3 by Dollzone, as a girl. I made the dress and the headdress.


Friday, March 19, 2010

Wiosenne inspiracje cd. / Spring inspirations cont'd

Postanowiłam poszukać sobie inspiracji u koleżanek, więc gdzie daleko szukać, obejrzałam sobie kolejkę na Ravelry u Fiubzdziu. Dlaczego właśnie u Ciebie, Kasiu? Bo pamiętałam, że zrobiłaś kilka w miarę prostych sweterków a mnie właśnie takie są potrzebne! *^v^*
I decided to look for knitting inspirations at my friends', so in order to do so I looked through Fiubzdziu's queue on Ravelry. Why hers? Because I remembered that she made some simple yet nice cardigans and that's what I need now! *^v^*

A było tak: w niedzielę spotykaliśmy się ze znajomymi na mieście i kiedy wybrałam sobie bluzkę doszłam do wniosku, po którym Robert obśmiał mnie jak norka: "Nie mam swetra, który by pasował..." No, wiadomo, szewc chodzi bez butów a dziergaczka nie ma swetra! Ale to prawda, bo mam swetry różne, wymyślne w kształtach, fakturach i kolorach, natomiast brak w mojej szafie zwykłego prostego sweterka z cienkiej wełny, z długimi rękawami, w kolorze pasującym do większości moich ubrań, czyli czarnego albo czerwonego albo fioletowego. Takiego bez fajerwerków, codziennego, praktycznego, i akurat na tę porę - nie na alaskańską zimę i nie z bawełenki, takiego na porę pomiędzy.
Mam jeden taki,
Tangled Yoke Cardi, brązowy...
It was like this: on Sunday we were meeting our friends for dinner at a restaurant and when I chose what to wear I came to the conclusion which made Robert laugh heavily, namely "I don't have a sweater that would go with it..." I, the knitter, don't have a matching sweater! But it's true, I have various pullovers and cardigans, of different shapes, colours and patterns, but I lack the simple cardigan made of thin wool, with long sleeves, in a shade matching most of my wardrobe (black, red or violet). Something simple, universal, practical and good for the intermediate season - not the thick Alaskan Winter millions of cables type and not the thin cotton type.
Okay, I have one, Tangled Yoke Cardi, in brown...

Tak więc, od Kasi zaczerpnęłam następujące modele:
So, here are the projects found in Kasia'a queue:

Maczek jej autorstwa. / Poppy designed by Kasia.

Mrs. Darcy Cardigan.

Evie Kim H.

Printed Silk Cardigan, Interweave Knits Spring 2008

Henley Perfected, który można by zrobić jako całkowicie rozpinany sweter. / This one could be made into a cardigan.

Apres Surf Hoodie, takoż jak powyższy. / The same as the above.

Do tego dochodzi kilka sweterków z mojej kolejki:
Here are some proposals from my queue:

Flame Scallop Cardi - częściowo na drutach, częściowo na szydełku. / partly knitted, party crocheted.

Vintage Pink Cardi Norah Gaughan, trochę retro. / a bit vintage.
Rambling Rose znany i lubiany. / well known and loved.

Tailored Jacket, Verena.

Minimalist Cardigan.

Geodesic Cardigan który teraz robi Yarn Ferret. / currently being made by YarnFerret.

A może Eyelet Flowers Cardigan?

Oczywiście nie zrobię ich wszystkich, ale muszę się zastanowić nad wyborem, włóczkami (który model z wełny, a który z bawełny) i rozsądną kolorystyką, żebym miała je do czego zakładać... *^v^*
Of course I won't make all of them, now I have to consider the choice, the yarns, the colours to match my blouses... *^v^*

***

PS.: Ryśka już wyprzytulałam i wygłaskałam od Was na lewą stronę, nie wiem, czy aż tyle mu się należy za to gryzienie moich palców...

Wednesday, March 17, 2010

O kocie i inne takie

Jadwiga pytała, co u Ryśka.
Jadwiga asked me about Rysiek.

No więc, po staremu. *^v^*
So, he's fine. *^v^*


Pamiętacie mój wpis o piciu filiżanki herbaty na balkonie? Jeśli myślałam, że tamto było ćwiczeniem na odcięcie się od innych bodźców i "bycie tu i teraz" to nie znałam Ryśka - Mistrza Jestem Tu i Teraz! (no tak, wtedy go jeszcze nie znałam... ^^).
Kiedy Rysiek postanawia, że właśnie teraz jest czas na przytulanie, przychodzi i się przytula. Biegnie z drugiego końca mieszkania, wskakuje na kolana, rozpycha się na klatce piersiowej człowieka, wytrąca człowiekowi z rąk cokolwiek on w nich trzyma, kładzie się całym swoim wielkim kocim ciałem, obejmuje łapami za szyję, przyciska czoło do policzka albo wciska nos do ucha i mruczy. I koniec. Nie ma czytania gazety, robienia na drutach, picia herbaty, nawet telewizję czasem trudno oglądać, bo Rysiek przytyka głowę do naszego czoła i uszami zasłania cały ekran... To jest czas przytulania kota do człowieka i człowieka do kota, świat może się walić, ale nic innego nie wolno wtedy robić!
A pomyślcie, co się dzieje, kiedy Rysiek postanowi przytulać się kiedy siedzę w pracowni przy stole i maluję lalkowy makijaż... On po prostu wskakuje na stół, siada na wszystkim i przytula głowę do mojej! ^^
Do you remember my post about drinking a cup of tea on the balcony? If I thought that was the exercise for being right here right now I didn't know Rysiek yet, The Master of I Am Here Right Now! (well, yes, I didn't know him at that time... ^^).
When Rysiek decides it's time for him to have a hug, he comes and hugs. He runs from the other end of the flat, jumps into your lap, makes way through your chest, knocks away all that you have in your hands, lays down and places his paws around your neck, sticks his forehead to your cheek or his nose into your ear and purrs. And that's it. No more reading or knitting, or drinking tea, it's even difficult to watch tv because he often sticks his head onto your forehead and the ears get in the way in front of your eyes... This is the time for a cat and a man to hug, and nothing else matters, the world could fall apart but nothing else is allowed to be performed during that time!
And think about what happens when Rysiek decides to hug while I'm in the craftroom at the table painting doll's makeup... He just jumps onto the table, sits on everything and presses his head against mine! ^^


Rysiek lubi też być tam gdzie my i pomagać we wszystkich pracach domowych (oprócz odkurzania... ^^) i rzemieślniczych. Tutaj akurat pomaga Robertowi zszywać wełnę ze skórami z reniferów na średniowieczny płaszcz (niezmiernie upodobał sobie spanie na tym płaszczu i okazał się genialnym obciążnikiem przytrzymującym płaszcz na stole! ^^).
Rysiek likes to be together with us and help with different house chores (apart from vacuuming... ^^) and crafts. Here he is helping Robert to sew together the wool fabric with the reindeer hide for the medieval coat (he absolutely loves sleeping on the coat and turned out to be the perfect weight to prevent the coat from slipping off the table! ^^).


Poza przytulaniem Rysiek wyraźnie się ożywił - kiedy nie śpi, to bardzo lubi bawić się w łapanie ludzkich rąk i wsadzanie ich sobie do mordy, tudzież obgryzanie palców zębami trzonowymi... No, i sypie się z niego futro jak szalone, mówię Wam, to niechybny znak, że idzie wiosna!!! ~^^~
Apart from hugging Rysiek's been behaving very lively nowadays - if he doesn't sleep, he likes to play catching person's hand and putting it into his mouth or gnawing on fingers with his molar teeth... And he's loosing fur like crazy, I'm telling you, who needs a better proof that Spring is coming!!! ~^^~


A poza tym w naszym małym mieszkaniu bez zakamarków istnieje dziura czasoprzestrzenna - Rysiek zgubił w niej już sześć z dziewięciu piłeczek...
And in our small flat without any recesses there is a time-and-space hole - Rysiek lost there six out of the nine balls already...


Zapomniałam Wam pokazać dwie rzeczy, które ostatnio jedliśmy. ~^^~
Najpierw koreańska potrawa Bibimbap, czyli ryż z różnymi fajnymi dodatkami: zblanszowane na patelni plastry cukinii, kawałki boczniaków i szpinak, zblanszowane w wodzie słupki marchewki i kiełki fasoli mung, obsmażona mielona wołowina, wszystko to doprawione sosem sojowym, olejem sezamowym i miażdżonym czosnkiem, a na wierzchu sadzone jajko. Podobno jada się to tak, że należy to wszystko polać ostrym sosem paprykowym i ... wymieszać na paciaję! My jedliśmy skubiąc składniki po kolei, tak też jest smacznie! *^v^*
I forgot to show you our recent cooking. ~^^~
First, the korean dish called Bibimbap, which is cooked rice topped with some nice things: blanched on the pan zucchini slices, pieces of mushrooms and some spinach leaves, blanched in water carrot sticks and beansprouts, fried minced beef, all of these seasoned with soya sauce, sesame oil and crushed garlic, and the sunny side up egg on top. Apparently the Koreans eat it after stirring everything together into one big mess, adding some hot pepper sauce, we just tried this and that ingredient, and it was delicious, too! *^v^*


I nasza niedzielna kolacja - szparagi!
Wiem, jeszcze nie sezon, te poniższe przyjechały do nas z Peru, a w ogóle to my nie lubimy białych szparagów tylko zielone, ale skusiły nas niską ceną i jak na kilkutysięcznokilometrową podróż okazały się całkiem smaczne. Tak więc, ogłaszam wiosnę oficjalnie rozpoczętą! *^v^*
And our Sunday dinner - asparagus!
I know it's not yet the season for this vegetable, these ones came from Peru, and we prefer the green ones to the white ones, but we were tempted with a very low price and as for the several thousand kilometre travel they were surprisingly tasty. So, I would like to officially declare Spring to be here already! *^v^*



***

Myszoptico, ja Oliwię akurat lubię. Wiem, ma dużo akrylu, ale jakoś mi nie skrzypi, w przeciwieństwie do Eliana Klasika, który kiedyś lubiłam, ale od jakiegoś czasu kompletnie nie... No i wybór kolorów jest ogromny! *^v^*

***

No, i nie było ani słowa o lalkach! ~^^~
A to dlatego, że makijaż Miny znowu się zmienił, jeszcze tylko dokupię lampę do zdjęć (zabrakło im w sklepie fotografoiznym w poniedziałek...) i pod koniec tygodnia pokażę Wam wreszcie jej nowy wizerunek.
And I didn't say a word about dolls! ~^^~
It's because Mina's makeup changed again and I still have to buy a photographic lamp (they were sold out on Monday...) so I'm going to finally show her to you at the end of the week.