Wednesday, September 30, 2026

Wrzesień


 

We wrześniu odbyła się coroczna uczta Dracońska, tym razem wyjątkowa bo było na niej kilka osób, których dawno w rekonstrukcji nie widziano. Na przykład ja! ^^*~~ Oraz jeszcze kilka osób, które podobnie jak ja powróciło do tej zabawy w historię, i jeszcze kilka zupełnie nowych twarzy w Draconii.

 

 




Miejsce ucztowania w tym roku zaproponował kolega, który w Ranczu Kocieczyn pod Kielcami trzyma swojego konia. Do dyspozycji mieliśmy łąkę z daleka od domów, dostęp do wygodnej przemysłowej kuchni a także dla chętnych pokoje z łazienkami, z czego część osób skwapliwie skorzystała (tak, my z mężem też), i to była świetna decyzja bo najpierw cały dzień wiał przeraźliwie silny wiatr a kiedy po zmroku ucichł i zdawało się, że już nic nam nie będzie przeszkadzać - tuż przed północą zaczął padać deszcz... Mało co tak mnie wtedy ucieszyło jak możliwość powrotu do suchego i ciepłego pokoju, gdzie wzięłam gorący prysznic i zakopałam się w piżamie pod kołdrę!... *^0^*~~~ 

 

 

Ale wracając do uczty - zjechało na nią sporo ludzi, stoły jak zawsze uginały się od jedzenia, a ponieważ wzięłam na siebie zadanie fotograficznej dokumentacji imprezy i zapomniałam poprosić, żeby ktoś inny mnie uwiecznił, to jedyne zdjęcie stroju jakie mam (oprócz kilku na których widać moje plecy) to takie...

 

Ale nic strasznego się nie stało, ponieważ dwa tygodnie później miałam okazję zrobić sobie zdjęcia w nowych ciuchach, albowiem pojechaliśmy z rewizytą na ucztę zaprzyjaźnionej grupy Wesoła Kompania pod Żelazową Wolę. Zawieźliśmy drobne upominki - siedmiokilowego melona i tartę z soczewicą i twarogiem, którą upiekł mój mąż. *^v^*

 




Oczywiście we wrześniu tkałam taśmy tabliczkowe. Zaczęłam tuż po powrocie z Dracońskiej uczty, bo chciałam wymienić dotychczasową taśmę, na jakiej nosiłam kiedyś lunule - drapała w czoło i nie była zbyt ładna, a na pewno nie był to historyczny wzór. Tak więc, utkałam sobie naczółek z wełny według wzoru ze znaleziska w Gniezdowie, Rosja, X w. 

 

 

Utkałam też taśmę opartą na wzorze ze znaleziska z Kałdusa (Kujawsko-Pomorskie), X-XII w. i podarowałam Księciu Draconii podczas uczty. *^v^*

 

 

Zrekonstruowałam też wikińską sukienkę fartuchową ze znaleziska w Hedeby -wszystkie szwy przykryłam plecionym sznurkiem składającym się z trzech czerwonych i trzech żółtych nitek! Najpierw próbowałam go zapleść jak zwykły warkocz, ale przy ośmiu metrach nici okazało się to niemożliwe, więc poszłam po rozum do głowy i kupiłam... klocki do koronek!!! *^0^*~~~ Wtedy praca nabrała tempa i sensu!

 


Tkam nieustannie, dłubię w drewnie, nastawiam do fermentacji kolejne porcje natto kiedy zjemy poprzednie słoiki, rozważam domowe kimchi i kkadugi z białej rzepy. Mam materiały na kolejne rekonstrukcje (i jedną sukienkę, która wyszła dużo za duża i powinnam ją zmniejszyć na przyszły sezon, już nawet jest pospinana szpilkami, tylko szyć!). Cały czas z entuzjazmem chodzę dwa razy w tygodniu na siłownię, tym bardziej, że mój progres jest wciąż duży i bardzo motywujący!

 

Bizantyjski Egipt, Antinoopolis, 395-641 AD
 

Halikko, Rikala, Finlandia, XI w. 
 

***

Zrobiłam obiecaną listę stron, z których korzystam podczas tworzenia drzewa genealogicznego mojej rodziny:  

Do stworzenia mojego drzewa używam strony My Heritage - jest wersja darmowa, ale ja mam płatny roczny abonament, dzięki czemu mogę dodawać do drzewa dużo więcej ludzi, zdjęć, faktów. Jeśli inny użytkownik tej aplikacji ma tych samych przodków w swoim drzewie, to dostajemy powiadomienie i możemy obejrzeć, czy to są te same osoby, i dzięki temu uzupełnić swoje drzewo. Jest też wyszukiwarka obejmująca tysiące tekstów źródłowych (bazy danych metryk, spisy powszechne, gazety, itd). 

Geneteka -  to źródło poskanowanych aktów urodzenia, ślubu i zgonu z terenów całej Polski i częściowo z Ukrainy, Litwy, Białorusi i Rosji (jeśli się zachowały i zostały wprowadzone do bazy, to wciąż trwający proces). w tabelkach znajdziemy podstawowe informacje - nazwiska, daty, i jeśli istnieje skan to możemy sami przeczytać dany dokument, ale trzeba pamiętać, że wiele z nich jest nieczytelne/naskrobane jak kura pazurem, dodatkowo wiele dokumentów z terenów Mazowsza jest po rosyjsku albo po łacinie, pisane odręcznie... 

Metryki - wyszukiwarka metryk na Genetece. 

Szukaj w Archiwach - archiwa państwowe: akta, metryki, mapy, zdjęcia, kolekcje, dokumentacja techniczna, itd.

Arolsen Archives - archiwa poświęcone osobom wywożonym do pracy przymusowej w Niemczech i przetrzymywanym w obozach koncentracyjnych podczas II Wojny Światowej. 

Praca Przymusowa 1939-1945. 

Holocaust Survivors. 

AGAD - Archiwum Główne Akt Dawnych. 

IPN - wyszukiwarka osób represjonowanych. 

IPN Centrum Informacji o Ofiarach II Wojny Św. 

Wojskowe Biuro Historyczne 

PCK Krajowe Biuro Poszukiwań 

Indeks Represjonowanych 

Find A Grave - międzynarodowa wyszukiwarka grobów. Inne tego typu strony: Webcmentarz, Ecmentarze, Mogiły, BilionGraves, Grobonet.  Polecam też sprawdzać czy konkretne cmentarze, na których są pochowani albo podejrzewacie, że są tam pochowani Wasi przodkowie nie mają stron www, bo wiele z nich ma już mapki online.

Warszawa granice cyrkułów - adresy warszawskich ulic przetłumaczone z systemu powojennego na współczesny.  Podobnie Taryfa domów dla Warszawy.

Bardzo polecam konto na Instagramie o nazwie Duchy Przodków, na którym genealog Marta Maćkowiak  podpowiada dużo przydatnych stron źródłowych. Fajne też są Galicyjskie Drzewo, Marta Sobota. Genealogia genetyczna, Anna Pokrzywiec. Genealogia chłopska.

 

***

Jesień rozgościła się na dobre. Skąd wiem? Bo od końca sierpnia cały czas POŻERAM jabłka, figi, grzyby, kupiłam wielką butlę syropu klonowego, do czego mogę dosypuję orzechy, wjechała pierwsza dynia i duszone fasole. Robert na uczty piekł tarty z mieszanką soczewic i strączków i twarogiem, ale pod koniec września zmienił nadzienie na takie z fety i dyni. *^V^* Lada dzień rozmrożę ostatni zapas bigosu, przypomnieliśmy sobie o flakach po mediolański (flaki wołowe z dodatkiem pasaty pomidorowej, fasoli i parmezanu). W październiku czeka na mnie mój dzień urodzin, który spędzę w sposób szczególny, ale o tym - następnym razem! *^0^*~~~

Życzę Wam, żeby każdy dzień w październiku był chlebooooski i do przeczytania za miesiąc! ^^*~~


 

Monday, August 31, 2026

Sierpień

Wiem, wiem, po sierpniu pozostało już tylko wspomnienie, a ja z wpisem jestem daleko w lesie, ale... mam wytłumaczenie.

 


 

Tak się składa, że byłam niesamowicie zajęta!.... *^w^*~~~~

I już się tłumaczę czym. 

 


 

Po pierwsze, najpierw była impreza antyczna w Krzemionkach na którą szyłam ciuchy, tkałam taśmy na tabliczkach, rzeźbiłam drewniane miski i łyżki a dodatkowo w ostatniej chwili zdecydowaliśmy, że uszyjemy sobie namiot... Tak więc pracy przez 14 sierpnia było tyle, że nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Ale się udało i impreza była świetna! ^^*~~

 


 


Po drugie,  od razu po powrocie z Krzemionek zabrałam się za przygotowania do Dracońskiej uczty, która odbyła się na początku września, więc teraz nie o tym, ale znowu szyłam (komplet ubrań na wczesne średniowiecze, bo w te sprzed 15 lat oczywiście się nie mieszczę...), gotowałam, planowałam, itd... 

W tak zwanym międzyczasie miałam imieniny, które świętowaliśmy w restauracji Krym pysznym jedzeniem tatarskim! *^V^*~~~

 


 

A dodatkowo wydarzyło się coś, czego nikt z Was nie zgadnie...... Zaczęłam chodzić na siłownię!!!

 

Ponieważ teraz obydwoje chodzimy na siłownię, zamówiliśmy zapas napojów izotonicznych. *^o^*
 

Dwa razy w tygodniu mam zajęcia z trenerem i co się okazało? UWIELBIAM podnoszenie ciężarów!!! Do tego stopnia, że nawet nie bardzo marudzę na wszystkie inne ćwiczenia, które wykonuję (te na brzuch i nogi, których nie znoszę, ale wiem, że są niezbędne, żebym cała była w dobrej formie), bo wiem, że zaraz po nich będą same przyjemności!... ^^*~~   Oczywiście jak tylko mogę, staram się przemycić dwie informacje podprogowe - "a może zamiast tego ćwiczenia bym coś podniosła?..." oraz "jestem na to za ciężka...", *^O^*, ale mój trener jest niewzruszony i wydziela mi odpowiednie dawki wszystkiego co na siłowni się robić powinno. Na razie idzie mi bardzo dobrze a progres w zwiększaniu ciężarów czy ilości powtórzeń jest zaskakująco szybki, i mój jedyny zarzut do samej siebie brzmi - GDZIE, U LICHA, BYŁAM CAŁE MOJE WCZEŚNIEJSZE ŻYCIE I CZEMU NIE NA SIŁOWNI?!!!...... 

Ostatnio byliśmy na spotkaniu ze znajomymi, i oni we trójkę zgodnie stwierdzili, że ich ulubionym ćwiczeniem jest to ostatnie, kiedy wychodzi się z siłowni do domu... *^w^*, a moim nie! Ja wychodzę z domu na ćwiczenia z radością, co jest dodatkowo wspomagane faktem, że do siłowni mam całe 5 minut na piechotę. ^^*~~  

 


 

Bardzo dużo siedzę przy krośnie, dodatkowo powoli wracam do rekonstrukcji i okazuje się, że przez te 15 lat kiedy nie zajmowałam się tematem ludzie poszli do przodu - jest dużo więcej tekstów źródłowych i opracowanych znalezisk, pojawiły się nowe rzemiosła, których wcześniej nie znałam a którymi teraz chciałabym się zająć, znowu mnie to cieszy jak ... chyba nigdy dotąd! I żałuję, że mam tylko dwie ręce a doba ma tylko 24 godziny, bo najchętniej bym się rozdzieliła na kilka osób i robiła milion rzeczy na raz!... 

 


 

Zostawiam Wam z moim sukcesem roślinnym - łosie rogi wypuściły nowe liście!!! To zdjęcie z początku sierpnia, teraz ten okrągły zielony liść  zaczyna już brązowieć (tak ma być), a ta chuda wypustka zamieniła się w porządny długi liść i ma kolejnego młodszego brata. ^^*~~ Biorąc po uwagę, że do tej pory łosie rogi mi raczej umierały to uważam to za miłą odmianę! 

W ogóle otoczyłam się roślinami, przez wakacje kilka razy robiłam zakupy w sklepie Zielony Parapet i mam wiele odmian sansevierii, haworsji, mam hoje (dwa gatunki dostałam od przyjaciółki), awokado szaleją, w domu gdzie nie spojrzeć tam rosną pieniążki a z festiwalu w Krzemionkach przywiozłam gynurę, komarzycę i szałwię... ^^*~~  Może jednak odziedziczyłam odrobinę zielonych palców po moim tacie?... 

Następnym razem będzie o uczcie Draconii oraz na pewno obiecany spis stron, na których możemy szukać wiadomości o naszych przodkach, bo już zaczęłam nad tym pracować. Do przeczytania pod koniec września. *^V^*~~~ 

Friday, July 31, 2026

Lipiec

 W drugiej połowie lipca pojechaliśmy na Suwalszczyznę, gdzie odwiedziliśmy teścia i zrobiliśmy sobie krótkie wakacje. 

  

Kartacze w Restauracji pod Jelonkiem zawsze dobrym wyborem! *^0^*~~~


 
 

Robert w weekend pojawił się na IV Historycznym Festiwalu Jaćwieskim Pera Sudinoi nad Hańczą. Chłopaki głównie spędzali czas pluskając się w jeziorze, *^V^*, natomiast było też sporo rzemieślników z epoki i ciekawe stoiska współczesne np.: litewskie fermentowane zioła do robienia naparów Briel czy Zielarnia Suwalska. 



 

Poza tym, lipiec spędziłam przy krośnie i dłubiąc w drewnie, bo w sierpniu jadę znowu na imprezę starożytną, więc szykuję ciuchy i wyposażenie! ^^*~~

 


 

Oraz nowość z mojej farmy awokado - jedną z sadzonek przesadziłam z normalnej doniczki do takiej dla drzewka bonsai. Teraz powinnam ściąć górę i poczekać aż odbije na nowo, ale... jakoś nie mam serca!... Pewnie w końcu się zdecyduję, ale na razie daję mu czas na aklimatyzację w nowej doniczce. ^^*~~

 

 

 ***

 Obiecałam, że napiszę o rodzinnych odkryciach, więc już spieszę ze szczegółami!

 W marcu znowu wróciłam do grzebania w drzewie genealogicznym i podczas przeglądania dokumentów zastanowił mnie pewien fakt: moi dziadkowie pobrali się w 1950 roku ale tata urodził się w 1947... Dodatkowo policzyłam lata i wyszło mi, że babcia kiedy rodziła mojego tatę miała 35 lat a dziadek - 39 lat. W dzisiejszych czasach to byłoby normalne, ale w połowie XX wieku?... Poszukałam głębiej i dotarłam do fascynującej informacji - mój dziadek zanim związał się z moją babcią Ireną miał żonę!!! 

W 1929 roku, w wieku 20 lat, kiedy był wciąż kawalerem ale już urzędnikiem w Warszawie (pochodził ze wsi Podłęcze na południe od Warszawy), ożenił się z kobietą z Szymanowa (wsi sąsiadującej z Podłęczem), która miała wtedy 31 lat (!...) ale wciąż była panną i pracowała w sklepie. Tyle udało mi się dowiedzieć z aktu ślubu. 

Z tego co wiem dzieci nie mieli a pani Anna zginęła w Powstaniu Warszawskim na Woli ALBO została wywieziona na roboty do Niemiec i tam zmarła, w dwóch wiarygodnych źródłach znalazłam te dwie sprzeczne informacje i czekam na dokumenty z IPN potwierdzające którąś z tych teorii. 

Nie wiem, skąd ślub dwudziestoletniego chłopaka z trzydziestojednoletnią dziewczyną - nietypowe, ale skoro urodzili się w sąsiednich wsiach oddalonych od siebie o 6 km, to być może znali się od dziecka i to była wielka miłość? Anna w akcie ślubu jest określona jako panna, więc nie miała wcześniej męża, czyżby czekała aż mój dziadek dorośnie do wieku, w którym będą mogli się pobrać? (W ogóle w wieku 20 lat dziadek był wciąż niepełnoletni i jego ojciec musiał mu dać zgodę na ślub, a zapowiedzi były tylko jedne zamiast trzech, jakby im się spieszyło... Więc może to jednak była ciąża i ślub na szybko, ale coś się z tym dzieckiem potem stało?... Bo nie znalazłam o nim żadnej informacji.)

Nie wiem, w jakich okolicznościach dziadek poznał moją babcię, w każdym razie Anna znika z jego życia w 1944 lub 45 roku, a w 1947 rodzi się mój tata, w 1950 dziadkowie pobierają się w Pruszkowie i osiedlają się w podwarszawskim wtedy Ursusie. Nigdy nie mówiło się w domu o pierwszej żonie dziadka, nawet nie jestem pewna czy mój tata o tym wiedział. Drugą zagadką jest fakt, że moja babcia założyła rodzinę dopiero w wieku 35 lat, w akcie ślubu nie ma stanu cywilnego ale jest tylko jej nazwisko panieńskie więc nie miała wcześniej męża, co znowu wydaje mi się nietypowe na początku XX wieku (moi dziadkowie ze strony mamy pobrali się w bardzo młodym wieku - dziadek Wincenty miał 19 lat a babcia Marysia 16, to było wtedy normą). Jednak po drodze była wojna, więc może był ktoś w jej życiu, z kim nie zdążyła się związać a po wojnie losy jej i dziadka Jana się połączyły. 

O ile nie zdecyduję się na seans spirytystyczny (*^w^*) to raczej żadnej z tych zagadek nie rozwiążę, jedyne na co mogę liczyć to dokumenty z IPN, które kiedyś dostanę, bo do ludzkiej pamięci nie mogę się już odwołać, nie mam już komu zadać tych pytań. 

***


 

W sierpień wchodzimy z jedyną słuszną pogodą - słońcem i upałem powyżej 30 stopni!!! *^V^*~~~  Obłożona miskami ze schłodzonym arbuzem, z dzbankiem chłodnej herbaty hibiskusowej i z włączoną klimatyzacją *^0^* wracam do krosna, i do przeczytania wkrótce! 

 

Thursday, July 16, 2026

Kwiecień, maj i czerwiec



Jak podsumować trzy miesiące, podczas których nie miałam czasu nawet na moment usiąść i ponicnierobić?.... 

No dobra, przesadzam, tak nie było, ale....  Może na początku wyjaśnię jedną rzecz, to będzie Wam łatwiej zrozumieć co tu się teraz dzieje. *^v^*

 


 

Cały zeszły rok nie robiłam prawie nic. Tak to pamiętam. Głównie walczyłam z rwą kulszową i albo leżałam pod szafą z nogami w górze czytając kolejne polskie kryminały albo jeździłam na fizjoterapię i akupunkturę.  I czuję, jakbym straciła rok życia, chociaż wiem, że do czegoś mi to było potrzebne, że wydarzyło się właśnie wtedy. Tak więc, nadrabiam stracony czas!

 


 

Miało być o pierwszym od 15 lat wyjeździe rekonstrukcyjnym, tak więc Majówkę spędziliśmy na XXX Jarmarku Archelogicznym Calissia w skansenie na Zawodziu w Kaliszu. Podobało mi się i jadę na kolejną imprezę antyczną w sierpniu, a więcej zdjęć możecie obejrzeć tutaj.

 

 

Przez ostatnie miesiące cały czas siedzę przy krośnie i tkam taśmy tabliczkowe. Korzystam ze wzorów ze znalezisk ale też wzięłam się za samodzielne projektowanie na okres kultury Przeworskiej, bo z tego okresu nie mamy ciekawych znalezisk. 

 




 Oprócz tabliczek wzięłam się też za dłubanie w drewnie, żeby ozdobić nudne drewniane miski i łyżki. *^0^*



 

Na razie wróciłam do rekonstrukcji w ograniczonym zakresie, to znaczy skupiam się wyłącznie na projekcie antycznym (II w. kultura Przeworska), natomiast Robert był w maju na imprezie XIII - wiecznej w Czersku. 


 

W maju zrobiłam dwa małe tatuaże - minimalistyczne raniuszki i Wakako z mojej ulubionej mangi "Wakako-zake". *^o^*

 


Postanowiłam zostać uprawcą zieloności, więc w naszym domu przybyło doniczek z roślinną zawartością! *^O^*~~~ Rozmnożyły mi się pieniążki:

 


Kupiłam trochę różnych fajnych sansewierii, haworsji i rozchodników: 

 


Mam cytrynkę! 


 

Aspidistrę:


 

Pachirę:


 

Oraz plantację awokado! Mówiłam Wam ostatnio jak wyhodować awokado z pestki, prawda? No to mam ich już cztery sztuki i piąta dzielnie goni, rosną jak szalone i niebawem będziemy mieszkać w awokadowej dżungli... 

 


Oraz, wyobraźcie sobie, miałam przez kilka dni prawdziwe mrowisko w kilku doniczkach!!! Mrówki postanowiły wprowadzić się do rozchodnika, łosich rogów i pieniążków, w związku z tym ten pierwszy został awaryjnie przesadzony do nowej ziemi po przepłukaniu korzeni (i wyrzuceniu z nich garści mrówek z jajami i królową....) a łosie rogi i pieniążki poszły na kwarantannę na balkon w najgorętszy dzień czerwca!... Mrówkom się to wcale nie spodobało i uciekały aż miło, na razie nie przyszło im ponownie do głowy osiedlanie się u mnie w domu tym bardziej, że  rozstawiłam pułapki skutecznie dobijające mrówczane niedobitki. 

 


 

W czerwcu świętowaliśmy 22 rocznicę ślubu i poszliśmy sobie na kolację do restauracji Wandal, którą bardzo polecamy (chociaż próbowaliśmy prawie wszystkiego OPRÓCZ dań głównych, ale przystawki i dodatki mają takie, że palce lizać!!! Tylko placek z rabarbarem na deser był przeciętny.) A ponieważ ostatnio nie robię zdjęć jedzenia w restauracjach, to pokażę Wam kilka ujęć wieczornego centrum miasta. ^^*~~ 

 

 

W tym roku nie mamy urlopowych planów wyjazdowych, za to czeka nas za kilka dni grill u kolegi, potem spędzimy jakiś czas u teścia na Suwalszczyźnie a Robert weźmie udział w kolejnej wczesnośredniowiecznej imprezie nad Hańczą 24 - 25 lipca. Korzystamy z lata ile się da - ciągle robię japoński makaron na zimno, sobę z tempurą albo wietnamską sałatkę Bún Bò Nam Bộ, zajadamy arbuzy i czereśnie, był chłodnik, makaron z truskawkami i placek z rabarbarem, na straganach już pojawiają się moje ukochane wiśnie!!! 

 



  Proszę się częstować zimnym arbuzem i lecimy z tymi wakacjami!!! *^0^*~~~