Ostatni tydzień DOJadania, nie wiem kiedy to minęło!...
Co na pewno od razu zauważyłam po tegorocznym DOJadaniu to fakt, że zmniejszyła mi się objętość jedzenia, jakie jestem w stanie zjeść na raz z przyjemnością. W sumie to dobry znak, bo jem teraz mniejsze porcje, to zdrowo! Kiedy w piątek poszliśmy na niewegańskie śniadanie, 1/3 kanapki oddałam mężowi, wieczorem w restauracji zjadłam dwie kromki bułki z oliwą, sałatę z pomidorkami, a spaghetti carbonara już mi się tak zmieściła troszeczkę na "szkoda zostawić ostatnie kluski, to takie pyszne...". Wegańskie posiłki mają to do siebie, że potrafią nieźle zapełnić człowieka, ale bardzo szybko to uczucie najedzenia (albo wręcz przejedzenia) znika, natomiast zauważyłam, że jak jem również sery, jajka i mięso, to przesadne najedzenie się nie znika tak szybko, tylko ciąży na żołądku, usypia... Cieszę się, że nabrałam nawyku jedzenia mniejszych ilości, wolę mniej a częściej niż raz wielką furę!
W tym roku spróbujemy utrzymać dużo wegańskich potraw częściej w naszym jadłospisie. Mięso i wędliny nie będą kupowane na zapas, tylko do konkretnych potraw które przyjdą nam do głowy, dzięki temu nie będziemy ich jedli tylko dlatego, że już są w domu i trzeba je zużyć, a kupując je rzadziej będziemy mogli sobie pozwolić na lepszej jakości produkty. Ja chcę się bardziej skupić na kuchni japońskiej i koreańskiej, które obfitują w warzywne przystawki i kiszonki podawane do wszystkich posiłków. Może uda nam się jeść więcej ryb?
Robert wciąż robił makarony. Tutaj z pesto z czosnku niedźwiedziego, oleju rzepakowego, pestek dyni i orzechów włoskich.
Przypomnieliśmy sobie o warzywach w tempurze i zimnym makaronie soba maczanym w sosie!
Ugotowałam wegańską wersję zupy bouillabaisse.
Zrobiłam koreańską cebulę marynowaną Yangpa Jjangajji (양파 장아찌)
Byliśmy na kolacji w azjatyckiej restauracji Qabbo na warszawskim Ursynowie, domowe kimchi z masłem orzechowym bardzo smaczne (nie rozumiem, czemu kelner chciał nam sprzątnąć miskę kiedy było w niej jeszcze 1/3 kimchi, nadgorliwość, hm...), pierożki gyoza z nadzieniem bez wyrazu, nie podsmażone a takie lubimy najbardziej. Wegański ramen tonkotsu może być, ale mało było w nim "treści" bo oprócz garści pokrojonych grzybów i makaronu były tylko kiełki fasoli mung, dymka i prażona cebulka. I oczywiście grzech wielu polskich barów z ramenem - bulion był ledwociepły, kiedy powinien być WRZĄCY!!! Restauracja jest ogólnoazjatycka, ma potrawy chińskie, japońskie, koreańskie i zauważyłam, że kelner nie znał wymowy nazw niektórych potraw, to smutne... Raczej tam nie wrócimy.
A w piątek poszliśmy na śniadanie do Kafelka. *^v^*
A na kolację do Pini. Ja jadłam makaron a Robert steka. ^^*~~
Upiekłam brownie. (forma ze sklepu Tchibo)
A w weekend zostałam sama w domu (z kotami), relaksowałam się i jadłam to na co miałam ochotę. Czyli na przykład jedzenie koreańskie:
Były też śledzie i jajka, pierogi jeszcze wigilijne
japońska sałatka z harusame,
A w poniedziałek zrobiliśmy sobie kociołek pełen warzyw i do tego koreańskie kiszonki własnej roboty. *^v^*

Dziękuję
za wszystkie kciuki za mój niebolący tatuaż, oczywiście bolało dość
mocno, ale to specyfika kolorowych wzorów, cóż poradzić. Wyszło pięknie!
Agata z WhiteRatTattoo
jest mistrzynią szczegółów i akwarelowych plam koloru! *^0^*~~~ Teraz
powoli ręka mi się goi, w maju pochwalę się pięknymi ozdobami, pokażę
też jeden wcześniejszy tatuaż którego do tej pory nie miałam jak ładnie
sfotografować, a nasze japońskie wakacje mam nadzieję stworzą ku temu
okazję. ^^*~~
Do wyjazdu do Japonii zostało 21 dni! ^^*~~
(kliknij żeby powiększyć)































































