Monday, April 12, 2010

Włóczka na sprzedaż

Zulko, właśnie ta szafirowa halka wpadła mi w oko, nie mogę jej znaleźć na żadnym zdjęciu... ale pamiętam jej wygląd.

Pimposhko, robią takie duże. ~^^~ Można je kupić u nas np.: tutaj www.restyle.pl, albo na Allegro.

Rho, PJ & Heather, thank you, there are moments in life after which the next day will never be like it was supposed to be... We all are a bit lost, confused, even scared with what really happened, what the future brings, who's going to take the steer of the country now. The biggest tragedy is of course the one of the families's of those 98 people. We must wait till the emotions calm down and just go on.

Anetko, lalki Barbi też mogą być piękne, a w ogóle, odkąd zaczęłam zgłębiać temat lalek to dowiedziałam się, że istnieje wiele różnorodnych typów lalek, i naprawdę jest w czym wybierać. Zapoznaję się ze światem Tonnerek, Pullipów, Blythe, ale także wielu innych interesujących modeli (ale nie bójcie się, nie będę ich wszystkich zbierać! ~^^~).

Hrabino, miło mi, że mnie odwiedzasz. *^v^* A komentarzy nie czytaj, masz inne sprawy na głowie, życzę Ci wspaniałego zdrowego potomka! ~^^~


Chciałabym jeszcze podziękować za głosy w sprawie "kura domowa-dyrektor" ~^^~, zgadzam się z Wami, prawdopodobnie te wszystkie argumenty nakładają się na siebie w niektórych naszych mamach i ciociach - chęć pochwalenia się dzieckiem, pragnienie, żeby dziecko zaszło wyżej niż one a jednocześnie jakaś nieuświadomiona zadrość, że one nie miały takich szans. Życzmy sobie, żeby one umiały pozwolić nam na własne wybory, przecież wtedy stosunki między nami a nimi będą lepsze, zdrowsze, szczęśliwsze.

Dziękuję za ciepłe i mądre słowa do wczorajszego wpisu.
Osoby, którym nie pasują moje poglądy, tematy które poruszam na blogu, sposób, w jaki o nich piszę, mogą po prostu w przeglądarkę wpisać inny adres i nie narażać się na bycie dotkniętym treścią moich notek. Wszyscy inni są u mnie zawsze mile widziani.

I teraz już naprawdę bardzo proszę o zakończenie dyskusji na temat sobotniego wypadku.

***

Avalon się robi. Jestem w taki głupim momencie robótki, kiedy jest już dużo, ale nie ma co pokazać. Korpus prawie gotowy, jeszcze rękawy i kaptur. Kaptur obowiązkowo, bo tak lubię kaptury a tak bardzo brakuje ich w mojej garderobie, nie wiem czemu...
Avalon is growing. I'm in that silly moment when a lot has been done already but there is nothing really to show yet. The body is almost done, then I'll knit both sleeves and the hood. The hood is a must , I love them and they don't appear in my wardrobe too often, I wonder why...


A tak w ogóle, to przekopałam włóczkowe zapasy i znowu mam kilka motków na sprzedaż. Do podanych cen proszę doliczyć 10 zł za wysyłkę (jeśli kupisz kilka włóczek, płacisz tylko raz).
Zainteresowanych włóczką proszę o kontakt na maila brahdelt (at) draconia (dot) pl, żebym mogła Wam odpisywać!

Hold dla Miami - proszę o kontakt na maila! Opus Tiftik - mięciutka i zieloniutka, 4 motki po 100 g, zieleń/jasna oliwka nr 212(828), jako bonus dwa duże fragmenty motków tej samej włóczki ze starej partii (kolor jest minimalnie melanżowy z ciemniejszą zielenią). 100g/270 m , 5% moher, 95 % akryl
Cena 20 zł.


HOLD dla Oslun - proszę o kontakt na maila!
Ice Yarns Magic Kid Mohair
w odcieniach mieszanych delikatnych pasów zieleni - kupiony kiedyś w sklepie Yarn Paradise i nawet zaczęłam z niego robić sweterek, ale jednak nie zawojował mojego serca. Jest cieniutki i bardzo wydajny, z tej samej włóczki w odcieniach fioletów mam tę chustę i tę bluzeczkę. Sprzedaję całą pakę czyli 300 g, część w postaci kawałka sweterka do sprucia (lub pociągniecia dalej *^v^*). Cena 25 zł.


Mieszanka fioletów - Zorza, Samara (ok. pół motka) i uszczknięta Sasanka, może na mieszaną czapkę i rękawiczki albo szal? Cena 10 zł.


HOLD dla filum_lanae Mieszanka zieleni - Elian Klasik zieloniutki i motek morko-turkusowego, zielona bawełna o nazwie Bawełna (Anilux). Cena 15 zł.


***

A, i jeszcze wiadomość z ostatniej chwili - jeśli zrobiliście domowy cydr i przelaliście go do szklanych butelek z korkiem na sprężynie (np.: po piwie Grolsch), to w żadnym wypadku nie wolno nimi machać po wyjęciu z lodówki! Ja zamieszałam i podczas otwierania korek wystrzelił, urwał się ze sprężyny i prawie zrobił dziurę w suficie... Fermentacja to straszliwa siła...
Oh, and the last minute info - if you made the homemade cider and you poured it into the glass bottles with cap with the metal clasp (like Grolsch beer, for example), never ever shake the bottle before opening! I shaked the bottle and it lost the cap which freed itself from the metal clasp and almost did a hole in the ceiling... Fermentation is a dangerous process...

Sunday, April 11, 2010

.

Izabelo i Ago31103, kulturę i współczucie się okazuje, a nie wytyka innym. Każdy przeżywa takie tragedie na swój sposób, akurat ja nie siedziałam cały dzień przed telewizorem oglądając kolejne relacje, tylko wyszłam do ludzi. Nie był to bal, jakkolwiek Wy to postrzegacie, tylko spotkanie, rozmowa, wymiana poglądów, również na temat wczorajszej tragedii. Odczuwam smutek i w jakimś stopniu dzielę tę głęboką tragedię z rodzinami zabitych, ale moje życie nie stanęło w miejscu. Nie bardziej, niż kiedy w maju zeszłego roku zmarła ukochana babcia a w sierpniu teściowa.
Najlepiej by było, gdyby każdy z nas spróbował w tej smutnej sytuacji znaleźć swój sposób na uspokojenie emocji i ukojenie żalu, bo wyrzucanie innym, że nie okazują uczuć w odpowiedni sposób jest moim zdaniem nie na miejscu. Zresztą, skoro moje zachowanie Was obraziło, przecież nie musicie zaglądać na mojego bloga.

I bardzo proszę, ze względu na pamięć ofiar, żeby na tym nasza wymiana zdań się zakończyła.

Saturday, April 10, 2010

A życie toczy się dalej / Life goes on

Są takie dni, które zatrzymują nas w miejscu na chwilę, wszystko dookoła zastyga w bezruchu a czas przestaje płynąć. Trudno jest wtedy wyrazić nasze uczucia bo jak zareagować na to, co niespodziewane, niewyobrażalne, niewiarygodne, a jednak tak namacalne i prawdziwe.

There are days that stop us in one place for a moment, everything freezes and time stops flying. It's difficult to express our feelings because how can you react to something so unexpected, unimaginable, unbelievable, and yet so real.
Today was such day, after we all found out that our President, his wife and over 80 other people died in a plane crash this morning. I think we all are lost for words today.

***

Jednak życie toczy się dalej, niezależnie od wszystkiego, a dzisiejszy dzień spędziłam w towarzystwie Yarn Ferret i koleżanki lalkowej, a ze spotkania mam kilka zdjęć pięknych lalek.
But life goes on, no matter what, and I spent this Saturday with Yarn Ferret and another friend who collects dolls, so here are some photos to sweeten up the sadness.

Friday, April 09, 2010

Alicja / Alice

Dziewczyny, tylko mi się tutaj nie pokłóćcie, proszę! *^v^*
Przecież tu chodzi o możliwość swobodnego, nieocenianego przez nikogo wyboru - prowadzę dom albo idę do pracy (albo opcja łączona). Zakładam, że komentarz
Dziuni odnosił się do czasów zamierzchłych i nikt żadnego męża nie pokazuje palcem jako nieudolnego, a w ogóle, to w całej sytuacji chodzi o coś bardziej globalnego - o prawo do dokonywania jakichkolwiek wyborów życiowych bez permanentnej krytyki.
Bo tak szczerze mówiąc, to większość moich działań jest przez moją mamę krytykowana - każde moje hobby, to jakie mamy mieszkanie i jaki samochód, brak dzieci (no właśnie,
Kasiu, jesteśmy w tej samej sytuacji), sposób ubierania się, sposób gospodarowania pieniędzmi, cokolwiek Wam przyjdzie do głowy. I pewnie wynika to z tego, o czym pisała Inka - moja mama została tak wychowana, że pewne wartości są ważniejsze od innych i teraz próbuje mi narzucić swój światopogląd, ale wybrała wyjątkowo zły sposób, bo człowiek krytykowany tym bardziej trzyma się swoich poglądów! Co nie zmienia faktu, że takie uwagi gdzieś tam zostają we mnie, jak zadra, drążą i drążą, najlepszy dowód, że nie zapominałam o tym zaraz po wyjściu od rodziców tylko wciąż o tym myślę...
(a naciągana prawda kiedyś pęknie, jak balon nadmuchany ponad miarę, i wtedy będzie wstyd, ale nie mnie, tylko mojej cioci i mamie! *^v^*)


Zulko, co do lalki (bo zapomniałam, że nie każdy zna temat i czyta mojego bloga od dawna) - te lalki kupuje się w wersji podstawowej nieumalowane i golutkie, bez oczu, peruki, ubrania. Te dodatki dokupuje się potem osobno w różnych sklepach. Ja zamówiłam Narvy bez makijażu (sama ją pomaluję), oczy założę jej błękitne (mam w domu) a perukę chyba jasnoblond lub w jakimś jasnym kolorze - błękitna, fiołkowa, może koralowa? Za peruką muszę się dopiero rozejrzeć, niestety Aria Doll sprzedaje tylko lalki, nie mają oczu, peruk czy butów.

Magdo, no właśnie, chyba żadna! *^v^* Ale była też wersja z biustem o 1 cm mniejszym, ale ja wolę taki, bo jest ładnie ukształtowany i sukienki się na takim ładniej układają. Nie wiem, do czego tak naprawdę odnosi się ten wiek 14 lat, bo buzia też jest taka raczej starsza, hm... Aria Doll to nowa firma i dopiero wypuściła dwie lalki - 14-letnią dziewczynę i 16-letniego chłopca, natomiast w planach mają lalki w "innym wieku" - 18 lat ale też "sweet" i "tiny", czyli lalki mniejsze: ok. 40 cm i ok. 25 cm wysokości.

Sprężyno
, jeden z naszych kotów uwielbiał, kiedy Robert moczył nogi w misce, wtedy siadał przed miską i wsadzał do niej łapy po pachy, bo łapał ruszające się palce!... ~^^~

Edi, na pewno nie schudłam, niestety... Ach, ta magia zdjęć! ^^

MarrocanMint
, mnie właśnie ta buźka urzekła, bo jest jak siostra Unoss. Ciałko jakby co schowam pod odzieżą. *^v^*

Yasmeen, ależ nie ma obowiązku lubienia tych lalek, ja to rozumiem! ^^ Ale na pewno będę o nich dużo pisać na blogu, uprzedam lojalnie. ~^^~

Rho, I know but you know how it is, such words are like a thorn that stayed in and stings from time to time.

Ricardo wygłaskany i wytulony, a w ogóle to oficjalnie przechodzi na dietę! Jest gruby i musimy mu zmniejszyć racje żywnościowe, kupiłam niskokaloryczną karmę odchudzającą i postaram się nie poddawać wzrokowi głodnego bazyliszka Rysia, kiedy siada obok pustej miski jak kupka głodnego nieszczęścia... *^v^*

***

Widziałam wczoraj "Alicję..." Burtona. A ponieważ już chyba wszyscy ją widzieli, to pozwolę sobie wyrazić opinię. Jestem rozczarowana.
Last night I saw Burton's "Alice..." and because I believe everyone's already seen it too let me express my opinion. I'm disappointed.


Poprzeczka była podniesiona bardzo wysoko, bo i Tim Burton, i sama "Alicja", i Helena Bohnam-Carter, i Johny Depp. Niestety, reżyser do niej nie dosięgnął, zrobił ledwo-ciepły zlepek pomieszanych elementów z obydwu książek o przygodach Alicji, okrasił dydaktycznym "nikt ci nie będzie mówił, kim masz być w życiu i co robić", dorzucił złego Waleta Kier (gra go ten sam aktor, który w nowych "Aniołkach Charliego" grał faceta z laską, wyrywającego pukle włosów, nie mogłam się powstrzymać od śmiechu jak go widziałam w roli Waleta bo miałam przed oczami tamtą postać... *^v^*) i idiotyczną hiperaktywną mysz zamiast rozespanego susła, Pan Gąsiennica jest taki sobie, dekoracje występują tylko na pierwszym planie a drugi wygląda jakby był namalowany na ścianie, a muzyka - zupełnie nie istnieje! Na pochwałę zasługuje kot z Cheshire, jest genialny! ^^
It was a difficult task for Tim Burton, because it was a classic book, and two great actors: Helena Bohnam-Carter and Johny Depp, and he had to keep his style of a movie. Unfortunately the task turned out too difficult, we have a lukewarm mixture of elements from both books about Alice's adventures, with some didactic "you can be whom ever you want to be and nobody will tell you what to do" message, there is an evil Knave (played by the same actor that played the screeching man with a cane who removed bunches of hair from the girls in the new "Charlie's Angels", I could only see his face when the Knave appeared on the screen... *^v^*), and hiperactive mouse instead of the sleepy dormouse, the Caterpillar is so-so, the decorations are nice only at the front stage and the backstage looks like it was painted on a flat wall, and the music - is nonexistent! But I must praise the Cheshire cat, it's done brilliantly! ^^

Jednak wyniosłam coś z kina, a mianowicie spodobały mi się dwie sukienki Alicja i płaszcz, jaki ma na sobie na końcu filmu, zamierzam zrekonstruować je dla moich lalek. ~^^~ A teraz chyba poczytam sobie po raz setny "Alicję w Krainie Czarów".
But I brought something with me from this movie - that is two Alice's dresses and a coat she's wearing at the end of the movie, I'm going to try to make them for my dolls. ~^^~ And now I'm going to read "Alice in Wonderland".

Wednesday, April 07, 2010

Zadziwiona / Amazed

Cieszę się, że Maczek się Wam spodobał. ~^^~ (chociaż autorka wzoru nic nie mówi...)
Okazało się, że Rysiek należy do tej części populacji kotów, które uwielbiają leżenie na mokrej blokującej się robótce, musiałam go zganiać nie raz i nie dwa... ^^ A rękawy rzeczywiście są niezwężane, to znaczy jak na górze miałam 80 oczek, to tak już zostało do mankietów.
I'm glad you liked my Poppy. ~^^~ (although I haven't heard from the designer of this pattern...)
It turned out that Rysiek is a cat that likes to lie on the wet blocking sweaters, I had to shoo him once or twice. ^^ As for the sleeves, I had the same number of stitches (80) from the top to the cuffs, hence the impression of the widened cuffs.

Małgorzato, dziękuję za link, nie znałam tego bloga a zawartość ciekawa. ^^

Myriam, yes, I'm definitely knitting the hood, I like hoods and I don't have them in my wardrobe, I need more cardigans with hoods.

***

Muszę się z Wami czymś podzielić, bo od świątecznej niedzieli jestem w stanie permanentnego zadziwienia... (nie będę ukrywać, że mnie to dotknęło w jakimś stopniu...) W niedzielę bowiem dowiedziałam się, że moja ciotka, siostra mojej mamy, na pytania swoich znajomych, co robi jej siostrzenica (czy ja) odpowiada, że... jestem dyrektorem w jakiejś firmie! Stwierdzenie, że jestem gospodnią domową z wyboru nie może przejść jej przez gardło, to powód do wstydu i dowód na to, że jestem nieudacznikiem życiowym, więc lepiej nakłamać, że jestem dyrektorem.
Moja mama potwierdziła, że powinnam przecież być dyrektorem, zamiast siedzieć w domu.
..
I really must share something with you because I've been permanently amazed since the Easter Sunday... (not to mention that I feel aggrieved a bit...) On Sunday we went to my parents' and I found out that my mother's sister, my aunt tells her friends when they ask about her niece (that is me) that... I am a managing director at some company! She'd rather choke than say out loud that I am the housewife out of choice, it's a proof that I am a loser and it's a shame for my family, so she chooses to lie about me being a director.
My mother confirmed that I should be a director in stead of just staying at home...

Sto lat temu kobiety musiały walczyć o prawo do wyjścia z domu do pracy biurowej i robienie kariery. Teraz muszą znowu walczyć, żeby mieć prawo do pozostania w domu i spełniania się jako gospodyni domowa. Paranoja!
A hundred years ago women had to fight for the right to go out to work in the offices and have a career. Now they have to fight again for their right to stay at home and being a housewife if they choose so. Paranoia!

***

Kupiłam lalkę. ~^^~
To ta nowa o której wspominałam niedawno, limitowana Narvy z firmy Aria Doll (będzie dostępna tylko do 18 kwietnia a potem albo wcale, albo po dużo wyższej cenie). To zdjęcia firmowe, laleczka jest w rozmiarze SD czyli ma 56 cm, wybrałam opcję bez makijażu czyli będę ją sama malować, super!
I bought a doll. ~^^~
It's the one I mentioned earlier, the Limited Edition Narvy from the Aria Doll company (it will be available till 18th April and then it will be gone or available for a much higher price). Here are the company photos, this is the SD size doll which means she is 56 cm long, I chose the no-makeup version which means I'll be painting her myself, how exciting!



Ta buzia bardzo przypomina inną lalkę (Unoss), którą obecnie można kupić jedynie z drugiej ręki za bajońskie sumy, więc cieszę się, że byłam w stanie zdobyć podobny model i mam już na nią pomysł na stylizację (chociaż to może się zmienić kiedy lalka będzie już w moich rękach, wiecie, jak to jest *^v^*). Na razie nie mam pomysłu na imię.
Teraz jeszcze tylko miesiąc czekania, ech... ^^
This face reminds a doll called Unoss which now can only be bought second hand for a huge amount of money, so I'm glad I could find the similar mold and I already have some ideas about the makeup and clothes for her (although you know how it is, it may all change when the doll arrives *^v^*). No idea for a name yet.
Now I'll just have to wait for a month or so... ^^

Sunday, April 04, 2010

Friday, April 02, 2010

Wednesday, March 31, 2010

Bento

Dziuniu, opieczona/podsmażona cebulka (tak samo robi się z papryką ale nie do rosołu oczywiście *^v^*) robi się słodsza i bardziej wyrazista i ten smaczek oddaje do zupy.

Mzj, nie dość, że Rysiek wsadzał głowę w to okienko w maszynie do szycia, to jeszcze łapał łapą nitkę wystającą z igły... ^^

Myriam, I really like this colour so I don't want to exchange the yarn (I know, I only make my stash bigger... ^^). I'm still debating what to do, today I'll be at the yarn shop so I'll look for the nice dark blue cotton.

Kruliczyco, w czasach kryzysu jakoś tak było, że nawet każdy mieszczuch miał na wsi rodzinę albo znajomych, i dobrego mięsa nie brakowało. Dopiero potem jak sklepy się zapełniły, to jakość poszła w dół na łeb na szyję...

Oslun, zainteresowałaś mnie tym kurczaczkiem na patelni, nie znam tego sposobu a brzmi smacznie. ^^

YarnFerret, Ty musisz do mnie wpaść po ten materiał w kropeczki i rzęsę! *^v^* Bardzo mi się podoba ta Supreme i coś z niej na pewno zrobię, tylko cały czas się waham, czy Marynarskiego czy coś innego, bo jednak tamten byłby idealny z ładnego granatu.

PinupCandy, nie kupisz kury w supermarkecie (chociaż, gdyby była, to byłaby opisana jako "kura rosołowa"), poszukaj jej w sklepie mięsnym na bazarku albo mogę Ci ją kupić przy następnej okazji, wiem, skąd ją wziąć. *^v^*

***

A skoro rosół wzbudził tyle zainteresowania, to dzisiaj też będzie o jedzeniu. ~^^~ Jako dobra żona ^^ robię mężowi obiady do pracy, ale ponieważ nie są one zbyt smaczne po podgrzaniu w mikrofalówce (szczególnie ziemniaki...), w zeszłym tygodniu robiłam obiady na sposób japoński - bento, czyli do podania na zimno, w specjalnym pudełku z przegródkami. Robert bardzo je sobie chwali, więc na razie pozostaniemy przy takich posiłkach, (ciepłe danie zjadamy razem około 18:00, kiedy wraca z pracy). Do każdego poniższego zestawu dostawał sos sojowy w mini buteleczce, dwa azjatyckie cukierki i dwa owoce (gruszki, banany, kiwi, jabłka).
Because the chicken soup brought a debate here, today I'm also going to write about food. ~^^~ Being a good wife ^^ everyday I prepared lunch for my husband to take it to work, and because they weren't very good after being heated up in the microwave oven (especially the potatoes...), last week I made the Japanese style bento - lunch in a special box served cold. Robert was very happy so we will stick to those for a while (and the hot meal is served at our house around 6 pm, when he comes home from work and we eat together). To each of the following boxes he was given a mini-bottle of soy sauce, two Asian candies and two mixed types of fruit (pears, bananas, kiwis, apples).

ryż ze specjalną posypką furikake, japoński omlet, papryka i fasolka posypana sezamem
rice with furikake topping, Japanese omelette, red pepper and green beans with sesame seeds


ryż posypany kiełkami, wędzony łosoś z kaparami, cytrynka do łososia i rzodkiewki
rice with sprouts, smoked salmon with capers, lemon and radishes

ryż z posypką furikake, smażone tofu, ogórek i żółta fasolka szparagowa
rice with furikake, fried tofu, cucumber and yellow beans
makaron z żółtą fasolką, wędzone skrzydełka kurczaka, papryka
wheat pasta with yellow beans, smoked chicken wings, red pepper

***

A w ogóle, to proszę przez cały tydzień trzymać kciuki za moją przesyłkę do USA! ^^ Sprzedałam gratisową limitowaną laleczkę, którą dostałam z ostatnim zamówieniem z Dollzone, i właśnie dziś wyruszyła pocztą polską do Stanów do nowej właścicielki. Wyruszyła poleconym priorytetem (bo każda bardziej wiarygodna, ubezpieczona i możliwa do namierzenia metoda wysyłki byłaby koszmarnie droga i kupujący nie chciał ponosić aż takich kosztów), i teraz bardzo bym chciała, żeby szybko i bez uszczerbku dotarła na miejsce. Pan w okienki na poczcie głównej obiecał, że ją osobiście zawiezie dzisiaj po pracy (był w ogóle bardzo miły ~^^~), no ale wiecie, jak to bywa z przesyłkami, szczególnie zagranicznymi.
Jeśli wszystko się uda i laleczka wyląduje u kupującego, to ja wtedy będę mogła kupić nową lalkę! (na razie nie pochwalę się, jaką ^^).
And please keep your fingers crossed for my parcel to USA this week! ^^
I managed to sell a free gift I received with my latest order from Dollzone - a tiny limited doll, and today I sent it to the new owner in the US. I used the priority airmail (because any other safer traceable insured method was muuuuuch more expensice and the buyer didn't want to pay that much) and now I'm hoping for the letter to get to its destination without any troubles. The man at the post office was very nice and he even promised me he would take the parcel to the US himself today just after he finished his shift ~^^~, but you know what might happen to the parcel, especially overseas one.
If this transaction ends up with a success, I'm going to buy another doll (but I won't tell you the detail just yet. ^^)

Monday, March 29, 2010

Półeczki / Shelves

Dostałam następne wyróżnienie blogowe, chyba zacznę je zbierać w jednym miejscu i będę je oglądać, jak mi będzie smutno, to bardzo miłe kiedy człowiek popatrzy, jak jego pisanina zyskuje uznanie. *^v^*
I received another blog award, I might collect them all in one place and look at them when I'm sad, it's so nice when you see that you writing can be noticed by someone. *^v^*

Tym razem Hada udekorowała mój blog takim wyróżnieniem:
This time Hada gave me this award:


Bardzo dziękuję i tradycyjnie już nie przekażę go wybranym kilku blogom, bo wybór byłby zbyt trudny, żeby ograniczyć go do kilku osób!
Thank you very much and please forgive me for not passing it to the next 9 blogs, the choice would be too difficult to make, there are so many great blogs I read!

***

Oczywiście w piątek montaż przedpokoju nie dobiegł do szczęśliwego końca, bo wyniknęły "nieprzewidziane trudności". Panowie kończyli dopiero dzisiaj.
Of course the workers didn't finish the shelves in the anteroom on Friday, because of the "unexpected difficulties", so they had to work today.

Biedny Rysiek, zamiast spać cały dzień w sypialni na naszym łóżku i mieć hałasy w nosie, cały piątek spędził przy moim boku w pracowni (bał się obcych w domu?), na zmianę próbując spać na stole pośród nitek i koralików, lub chodząc i miaucząc żałośnie. Był tak zmęczony, że z piątku na sobotę spał jak kamień na poduszce obok mojej głowy i gdyby nie to, że my obudziliśmy się o 9:30, to kot spałby nadal! Normalnie o 6:00 rano skrobie szafę, co jest dla mnie sygnałem, że należy wstać i zapełnić kocią miskę. *^v^* Odsypiał zresztą tamten piątek jeszcze w kolejne dni, a dzisiaj znowu na stole w pracowni kompletnie niezadowolony...
Poor Rysiek, instead of just sleeping all day in our separated bedroom and not paying attention to all the fuss and noises, he spent all day with me in the craftroom, (maybe he was scared of the strangers in the house?), trying either to sleep on the table among the beads and threads or walking around meowing. He was sooooo tired that on the Friday/Saturday night he slept on my pillow next to my head like a log and woke up together with us around 9:30 (when he normally at 6:00 scratches the wardrobe door to suggest that it's time to fill the cat's bowls. *^v^*) He was sleepy throughout the whole weekend and today he also spent on the craftroom table, completely unhappy...


W każdym razie, zabudowaliśmy sobie przedpokój. Powierzchnia magazynowa w małych mieszkaniach jest na wagę złota, więc Robert wymyślił pawlacz, który biegnie dookoła sufitu. Dodatkowo zrobiliśmy sobie półeczki na klucze i wieszak. Obawiałam się, że ciemne drewno zmniejszy i tak malusieńki przedpokój, ale mieszkanie zrobiło się trochę bardziej przytulne (musimy jeszcze powiesić wieszak i pomalować framugę dookoła drzwi).
Anyway, we added some shelves to our anteroom. The storage space in the small flat is a must so Robert thought of the under the ceiling cupboards and some shelves plus the coat hanger. I was afraid that the dark wood might make the room even smaller than it already is but it got cozy and I like it. Here are some photos, we still need to paint the space around the door.



***

Maczek się robi. Nie zdążyłam go skończyć w trakcie weekendu, bo niestety zakupy sie same nie zrobią, obiad nie ugotuje a mieszkanie nie poodkurza, Wy też tak macie?... ^^ Brakuje mu 5 centymetrów dolnego brzegu i rękawów. Powiedziałam sobie, że nie napocznę nowej włóczki (która przyszła dzisiaj) dopóki go nie skończę i zamierzam być konsekwentna! Za to zainspirowana bluzeczką zrobioną przez Zulkę przypomniałam sobie o jednym odłożonym szydełkowym projekcie któremu już niewiele brakuje, więc niewykluczone, że będzie on przerywnikiem między Maczkiem a Marynarskim.
Poppy is growing. I haven't finished it over the weekend as I thought I might, because shopping had to be done, cooking and cleaning too, and those chores don't want to take care of themselves, well... ^^ I still need to knit 5 cm of the bottom edge and the sleeves. I told myself I wouldn't touch the new yarn (which arrived today) before I finished the current cardigan and I'm going to be consequent! But there may be an intermission between Poppy and the Mariniere, because I saw the blouse made by Zulka and I remembered the crocheted project I set aside last year, it doesn't need much to get finished.

Inna sprawa, że włóczka, którą kupiłam na Marynarskiego nie jest w takim kolorze, jak się spodziewałam... Na stronie Interfoxu wygląda rzeczywiście jak morski granat,
The yarn I bought for the Mariniere turned out not what I expected... On the company's website it looks like (and it's called) a dark sea blue,

natomiast w rzeczywistości to ciemny stalowy turkus. Wiem, że niewiele Wam to mówi, *^v^*, jest piękny i na pewno go spożytkuję, nie wiem tylko, czy na sweterek Marynarski, by wyglądałby tak: Marynarski...
but in reality it's a dark steel turquoise. I know this name doesn't really give you the idea about this colour *^v^*, it's beautiful but I'm not sure it's for the project I chose for this yarn, because my Mariniere would look like this: Mariniere...

Różnica jest mniej więcej taka (rzeczywisty kolor jest po prawej stronie):
The difference is like this (the real colour is on the right):



***

Fanaberio, te czosnki w kostce w tv używają kucharze, którym sponsor za to zapłacił, pamiętam, jak Jacek Kuroń dodawał do WSZYSTKIEGO Delikat! *^v^*

PinupCandy, bulionetka jest okay, ale jako baza do zupy czy sosu, rosół zrób według mojego opisu poniżej i na pewno Ci się uda!


A co do rosołu, to dziewczyny, naprawdę!... (to do tych, którym bez kostki nie wychodzi)
Trzeba wziąć pół kury (najlepiej właśnie kurę a nie kurczaka), z pół kilo szpondru wołowego albo łaty albo pręgi, włożyć do garnka, zalać wodą i zagotować. Wyszumować (to te frędzelki, które się wytrącą z mięsa, a fachowo to jest skoagulowane białko i mogłoby spokojnie zostać w zupie, bo to nie trucizna, ale brzydko wyglądają takie farfocle ^^), a potem dodać ze trzy marchewki, pietruszkę, pora, selera, ze dwa listki laurowe, suszonego grzybka albo opieczoną nad palnikiem cebulkę, można też dodać kawałek kapusty włoskiej (na jesieni najlepsza) albo nać z selera korzeniowego (związaną gumką, wtedy łatwiej ją wyjąć po ugotowaniu). Zmniejszyć gaz na minimalne minimum i gotować pod półprzykryciem ze dwie godziny, w trakcie spróbować, dosolić nieco. Naprawdę nie porzeba dodawać bulionu w kostce, smak nam się sam wygotuje z mięska i warzyw. Nigdy w życiu nie dorzuciłam kostki do rosołu i możecie zapytać mojego męża, czy mu smakuje. *^v^*

Tak swoją drogą to rosół jest dla mnie takim bastionem domowego ogniska, u rodziców rosół był zawsze co sobotę i podobnie gotuję w moim domu (choć już nie co tydzień), Robert się kiedyś ze mnie śmiał, że jestem "rosołowa panienka". ^^

A tak w ogóle, to próbowaliście dodać do gulaszu wołowego listek laurowy, ziele angielskie i łyżeczkę koncentratu pomidorowego? Poezja!... ~^^~ Dzisiaj mamy na kolację potrawę bogów!

Friday, March 26, 2010

Piątek / Friday

Niech mi ktoś wytłumaczy jedną rzecz, bo od jakiegoś czasu patrzę i nie rozumiem - widuję w tv reklamę, na której pani gotuje rosół. Pokazany jest garnek, w którym bulgocze sobie kurczaczek, włoszczyzna, czegóż chcieć więcej? (no, ja bym dorzuciła kawałek wołowiny, suszonego grzybka i listek laurowy *^v^*). A pod koniec gotowania pani dorzuca do garnka dwie kostki bulionu instant znanej marki, bo bez tego rosół się nie uda, i rodzina ją wyrzuci z domu...
Please explain to me one thing, because I've been seeing something for a while and I'm lost - I keep watching the tv commercial in which the woman cooks broth. You can see the pot filled with some chicken meat and vegetables, so what would you add to it? (I'd add a piece of beef, dried mushroom and some laurel leaves *^v^*). At the end of cooking the woman adds two instant broth cubes, because without them the soup will not be good...

Po co?
Skoro wygotowała wywar z mięsa i warzyw, to po kiego grzyba dodatkowo dorzuca glutaminian sodu?!
Zawsze byłam przekonana, że kostki bulionowe są po to, żeby na szybko zrobić bulion kiedy nie ma czasu na jego długie gotowanie, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby dodawać je do gotowego rosołu!
Why?
She cooked meat and vegetables for w while, so why does she need to add monosodium glutamate?!
I've always thought that instant broth cubes should be used only when you need a soup base quickly and don't have time or ingredients for long time cooking. I'd never think about adding them to a prepared from scratch broth!

***

Na drutach się dzieje, pokazuję tylko poglądowo, bo jakoś dzisiaj nie udało mi się złapać czerwonego koloru Sonaty... Maczek rośnie. Kasiu, przepraszam za zmianę wzoru! Robię go sobie od góry... ~^^~
There is a movement on the needles, the photo is just for illustration because I couldn't get the red colour properly... Poppy keeps growing, and I'm knitting it from the top down.


I kupiłam piękne guziczki, już bym chciała je doszywać i zacząć Maczka nosić, tym bardziej, że w drodze jest włóczka na następny sweterek, ale wygląda na to, że przybędzie do mnie najwcześniej we wtorek, środę, więc mam czas na spokojne dokończenie tego swetra w weekend.
I bought some pretty buttons and I really want to sew them on already and put Poppy on, because the yarn for the next cardigan is on the way, but it looks like it's going to arrive on Tuesday, Wednesday next week so I have plenty of time to finish Poppy over the weekend.


A żeby porządnie zainaugurować Wiosnę, poprzesadzałam wczoraj zioła - od lewej: szalona mięta, która myśli, że jest pnączem, bazylia, rozmaryn, kolendra i szałwia.
And to properly start Springtime, I changed the pots for my herbs - from the left: crazy mentha which thinks it's an ivy, basil, rosemary, coriander, and sage.


A na dobry początek weekendu - Rysio. ~^^~
And for a good weekend start - Rysio. ~^^~

I chciałam Wam jeszcze pokazać moje mebelki w przedpokoju, ale panowie tak się grzebią (a miało być góra 4 godziny!...), że chyba do jutra nie skończą...
And I wanted to show you my new furniture for the anteroom, but the workers are so slow that they might not finish till tomorrow (and 4 hours top, they said...).

***

MarrocanMint, najśmieszniejsze jest, że tego materiału wcale nie mam całego kuponu, mam jakieś kawałki, z których konstruuję sukienkę/puzzla! *^v^*