Thursday, September 03, 2020

Melancholia

1 września i nagle jak nożem uciął - jesień... W żadnym wypadku nie byłam na to gotowa!

The 1st of September and suddenly it's Autumn... I was absolutely no ready for that!

 

 


Wciąż mam w planach - ba, co tam w planach, w kawałkach do zszycia! - letnie sukienki, takie do noszenia z gołymi nogami, nie z ciepłymi rajtuzami. Nie nacieszyłam się wiosną i latem w tym roku. Najpierw przed dwa miesiące wszystko było pozamykane (nawet lasy i parki...), więc nie za bardzo było dokąd wychodzić z domu, potem jakoś tak beznadziejnie czekałam na tę Japonię - nie w maju, no to może sierpień, jednak sierpień nie, to może październik, trochę lata minęło jak z bicza strzelił i już! Zrobiło się zimno i mokro, więc od razu złapałam katar i tak sobie siedzę nabzdyczona, smarkam i wyrzekam na cały świat. Najbardziej oczywiście na wirusa.

I still have some Summer dresses planned. Not only planned, even cut out in pieces ready to be stitched together! And these are not the fashions to be worn with the thick warm tights... I didn't enjoy Spring and Summer this year like I should have. First, for two months there was nowhere to go out because everything was closed including forests and parks... Then I was desperately waiting for Japan - maybe in May, no, so maybe August is possible, no way, so maybe October eventually?... This short Summertime just came and went, and that's it! It's been cold and rainy here for the past few days so of course I immediately caught a cold and now I've been sitting at home, sneezing and being against the whole world. My main enemy - the virus of course.


 

Zabrał nam nasze wakacje w Japonii i wciąż nie ma najmniejszych widoków na to, kiedy pojechanie w tamtym kierunku będzie w ogóle możliwe pod jakimikolwiek warunkami. Co więcej, na październik zaczęliśmy planować wyjazd na Węgry ale... niestety ten kraj właśnie zamknął granice i nasze dni pełne wina i gulaszów odpłynęły w niebyt. 

It took our Japanese holidays from us and there're still no perspectives for the remotest possibility to travel there in the foreseeable future. What's more, we started to plan holidays in Hungary in October but... they've just closed their borders so our days full of red wine and goulash are gone before they even started.



Do kalendarzowej jesieni jeszcze daleko, ale ja właśnie rozpoczęłam akcję prania swetrów, które lada moment będą często w obrocie! Jak skończę ze swetrami, to wezmę się za czapki. Nawet zaczęło mi chodzić po głowie, że może by tak coś nowego wydziergać?... Ale najpierw muszę zrobić rachunek sumienia w szafie, bo w zasadzie mam w czym chodzić, hm...

It's still a long time till the calendar Autumn but I just started to wash my sweaters because they will be often used any moment! As soon as I finish with sweaters I'll take all the hats. I even started to think about maybe knitting something new?... But first I must check the wardrobe and decide if I really need another knitted item because you know, I have many already...

 


 

Ugotowałam pierwszy ramen tej jesieni. Kupuję śliwki, figi i przepyszne soczyste jabłka. Popatruję w kierunku dyń i batatów. Lada dzień zacznie się czas bigosów, japońskiego nabe, rozważam pierwszy w sezonie rosół w najbliższy weekend. I wciąż nie mogę uwierzyć, że skończył się czas malowania paznokci u stóp, bo przecież nie będą one wystawać z sandałów przez najbliższe kilka zimnych miesięcy, ech...

I cooked my first ramen this Autumn. I keep buying plums, figs and delicious crispy apples. I keep glancing at the pumpkins and sweet potatoes. Any day now it will be the season for cabbage stews, Japanese hot pot, I've been considering the first thick and aromatic broth full of meat and veggies for this weekend. And I still cannot believe the feet nail paiting time is over for now because they won't peek out of the sandals for the next few long cold months....

Thursday, August 20, 2020

#holidayscelebrate - Dzień 5 i 6

 "Jedzie pociąg jedzie,
wiezie ludzi wiezie,
puszcza dymu szare kłęby.
Powiedz mi sąsiedzie,
dokądże ty jedziesz,
bo ja do Szklarskiej Poręby."

Marek Grechuta

 

 

W czwartek  wybraliśmy na zwiedzanie okolic Szklarskiej Poręby i zaczęliśmy od absolutnie magicznego miejsca, czyli od Japońskiego Ogrodu Siruwia. 

(Zdjęcia poziome można powiększyć.)


Przyznam, że kiedy usłyszałam cenę 27 zł za bilet wstępu, to nieco mnie zatkało (w Tokio płaciliśmy raczej 300-400 jenów, a tutaj ponad 700...), ale kiedy zaczęliśmy krążyć po alejkach i podziwiać jak właściciele-pasjonaci zaprojektowali i zorganizowali całe założenie ogrodowe, to uznałam, że jest to najlepiej wydane 27 zł na wstęp dokądkolwiek!

 

 
 

Ogród jest piękny, przemyślany, świetnie zaaranżowany krajobrazowo. Rośliny są dobrane i posadzone w taki sposób, że można by ten ogród spokojnie przenieść do któregoś miasta w Japonii i pasowałby tam jak ulał! Jest tu wszystko - woda, głazy, suche kamienne i piaskowe ogrody, różnorodność kolorów i faktur, drzewka bonsai, ale też nasza rodzima roślinność, która idealnie zgrywa się z roślinnością egzotyczną. 

 




W Siruwii (której nazwa to japońska wersji imienia właścicielki Sylwii!) jest też małe muzeum z kolekcją zbroi samurajskich i japońskich lalek, barek z przekąskami i lodami, pamiątki, można się napić japońskiej herbaty. Często też organizowane są tu różne wydarzenia związane z kulturą Japonii, koncerty, itp, a przez płot widać, że ogród będzie rozbudowywany. Robert po cichu liczy na pensjonat z gorącymi źródłami kiedyś w przyszłości!... *^w^*

 

 

Siruwia jest piękna. Właściciele włożyli mnóstwo pracy w aranżację ogrodu i idealnie połączyli japońską estetykę i egzotyczną roślinność z polskim krajobrazem. Jest to naszym zdaniem jeden z najlepszych ogrodów w stylu japońskim jaki odwiedziliśmy i bez problemu mógłby się znaleźć w Tokio, gdzie cieszyłby i zachwycał na równi z innymi tamtejszymi ogrodami. Z przyjemnością do Siruwii wrócimy! *^V^*

Przy okazji, na wakacje uszyłam sukienkę - błękitny jersey, wzór własny na podstawie zdjęcia bluzki, jakie znalazłam gdzieś w Sieci -> chodziło mi o te trzy plisy w pionie idące przez środek sukienki pod dekoltem. Już wiem, że będę chciała jeszcze z nią pokombinować, być może dodam nakładane kieszenie albo zrobię plisę na jednym boku, to ostatnio mój ulubiony motyw w sukienkach (zastosowałam go w poprzedniej sukience, której jeszcze nie pokazywałam).

 



 

Po dwóch godzinach spędzonych w Siruwii poczuliśmy głód i pojechaliśmy znaleźć miejsce, na które Robert trafił na mapie Google'a poprzedniego dnia, a mianowicie... w malutkiej wsi Grudza miał się znajdować RAMEN SHOP!!! Nie do końca wierzyliśmy w jego istnienie, ale kto wie, może jednak?... Daleko nie było. Niestety, informacje pochodzące z mapy nie napawały optymizmem - miejsce miało jedną entuzjastyczną ocenę oraz taką informującą, że ktoś był i szukał, ale baru nie znalazł... I niestety tak samo było w naszym przypadku, przejechaliśmy wioskę wszerz i wzdłuż a pod podanym adresem ramen-baru znaleźliśmy jedynie plebanię! Ktoś zrobił sobie intrygujący żart, umieszczając taki bar w środku wiejskiego krajobrazu woj. Dolnośląskiego i nawet ilustrując swoją recenzję zdjęciami apetycznych misek pełnych ramenu!... Szkoda, że dodać miejsce na mapie może każdy, potwierdzić jego istnienie musi tylko osoba o statusie "lokalnego przewodnika" a nikt z Google'a nie weryfikuje punktów na mapie. *^N^*

W efekcie na obiad pojechaliśmy do Perły Zachodu, gościńca położonego nad jeziorem Modre. Niestety nie podawali tam czeskiego piwa, a Książęce było najmniejszym złem, jakie oferowano... Ale jedzenie było pyszne! ^^*~~ (znowu bigos z kopytkami, tym razem pieczonymi!)


 

Ostatnim punktem wycieczki była Książęca Wieża w Siędlęcinie nad Bobrem. Ta XIV-wieczna wieża mieszkalna słynie z tego, że na jednym z jej poziomów zachowały się polichromie z 1346 roku nawiązujące do historii Sir Lancetota. Malowideł nigdy nie dokończono (na jednej ze ścian wciąż są same szkice) i nie znamy powodu, dlaczego tak się stało. Podobno od 2016 roku trwają prace konserwatorskie mające na celu odtworzenie polichromii (gdy tam byliśmy niewiele się działo w tym kierunku).

 

 

Wieczorem po powrocie do Szklarskiej Poręby zakończyliśmy dzień kolacją w Młynie Łukasza. ^^*~~



I to już był prawie koniec naszych krótkich wakacji. Następnego dnia Lena i Ciech wracali do Warszawy, więc tylko skoczyliśmy do Czech na szybkie zakupy i obiad w Harrachowie i nasi przyjaciele pomknęli do domu a my zostaliśmy jeszcze na jedno popołudnie i wieczór na relaks Pod Modrzewiem.

To były bardzo fajne wakacje tym bardziej, że my prawie wcale nie podróżujemy po Polsce a po jej południowej części w szczególności, bo łażenie po górach nie jest naszą ulubioną formą spędzania wolnego czasu. Poznaliśmy troszkę okolice Szklarskiej Poręby, zorientowaliśmy się co jest do zobaczenia i być może wrócimy tam niebawem na pogłębianie naszej znajomości z tym regionem. Ja przekonałam się, że góry to nie równina i mimo upalnego lata powinnam była zabrać więcej cieplejszych ubrań/długich spodni/bluz/swetrów, bo sierpniowe wieczory potrafią być ciałkiem rześkie!... No i nie mam porządnych butów do wędrówek górskich, a niewykluczone, że przeszłabym się na spacer do któregoś z naszych wodospadów albo może nawet i kawałeczek w góry! *^o^* Baza wypadowa jest sprawdzona - Pokoje Pod Modrzewiem są przyjemnym pensjonatem z wygodnymi wielkimi pokojami (śniadanie w cenie) w zacisznej lokalizacji ale blisko centrum miasta, a Makunka okazała się dokładnie taka jak sobie wyobrażałam, znając ją z jej bloga i Instagrama, i jeszcze więcej!!! *^V^* Jak tylko spotykałyśmy się w jadalni przy stole, to pogaduchom nie było końca i w ogóle cud, że udało nam się wyjechać bo jeszcze stojąc przy spakowanym samochodzie pytlowałyśmy jak najęte!... Zdecydowanie trzeba tam wrócić, bo wyraźnie mamy sobie jeszcze dużo do powiedzenia!... *^V^*~~~~

Wednesday, August 19, 2020

#holidayscelebrate - Dzień 3 i 4

"Jedzie pociąg jedzie,
wiezie ludzi wiezie,
puszcza dymu szare kłęby.
Powiedz mi sąsiedzie,
dokądże ty jedziesz,
bo ja do Szklarskiej Poręby."

Marek Grechuta

 

 

Trzeciego dnia około południa dojechali do nas nasi znajomi Lena i Wojtek, i rozpoczęliśmy od wybrania się na obiad, żeby ten fakt uczcić. Trafiliśmy do świetnej pod względem piwa i jedzenia restauracji w Szklarskiej Porębie, a mianowicie do Młyna Łukasza. Własne piwo i bardzo smaczne jedzenie oraz nalewki regionalne uprzyjemniły nam popołudnie i wieczór. Tylko dlaczego w polskich knajpach są takie OGROMNIASTE porcje?!........ 



Wtorek był dniem wakacji stacjonarnych natomiast w środę wyruszyliśmy na wyprawę do Czech. Za 65 zł (w jedną stronę) pojechaliśmy busem oferującym transport po okolicy do pobliskiego Harrachowa. 

 

  

 

 

Najpierw zrobiliśmy sobie spacer którego celem było Muzeum Górnictwa i wodospad Mumlavy. Po drodze podziwialiśmy kompleks skoczni narciarskich na Czarciej Górze, niestety są one od kilku lat nieużywane i czekają na remont, który ma wykonać polska firma! *^v^* (na razie do końca 2020 roku mają wykonać projekt przebudowy)


 

(W jednym ze sklepów z pamiątkami trafiliśmy na najbardziej niechętną klientom sprzedawczynię na świecie... Kiedy Lena kupując coś za 70 koron podała banknot 500-koronowy, najpierw usłyszała warknięcie "drobne!" (po czesku), a kiedy odpowiedziała, że nie ma i zapytała o płatność kartą pani łaskawie wzięła banknot i z najgłębszym i najbardziej na świecie znaczącym westchnieniem oznaczającym, jakie to jej życie jest ciężkie i niesprawiedliwe, wydała bez problemu resztę....)



Muzeum Górnictwa, kiedy pod nie podeszliśmy, akurat było chwilowo zamknięte. Znajduje się w nim 1000 metrowa sztolnia udostępniona do zwiedzania z przewodnikiem, ale kiedy przypomnieliśmy sobie, że panuje tam temperatura 7 stopni to zrezygnowaliśmy z wejścia i ruszyliśmy dalej ścieżką do wodospadu Mumlavy.



Przy wodospadzie odpoczęliśmy i napiliśmy się piwa! *^0^*



Zrobiło się już popołudnie i nadszedł czas na obiad, na który zeszliśmy z powrotem do Harrachowa, do Středověká restaurace Dřevěnka (wiem, jadamy głównie gulasz z knedlikami... ^^*~~), 



a potem do niedaleko położonego Browaru Nowosad i Syn, który dzieli teren z Hutą i Muzeum Szkła. Najpierw zaliczyliśmy wizytę w sklepie ze szkłem i gdyby nie to, że nie mam gdzie postawić już ani jednej dodatkowej szklanki czy kieliszka, zrobiłabym tam spore zakupy!... *^o^* A potem już tylko mieliśmy siłę na małą przekąskę i szklankę piwa w browarze... ^^*~~



 

Za to następnego dnia czekało nas niesamowite odkrycie! Ale o tym w kolejnym wpisie. *^v^*