Monday, November 16, 2009

Kot w butach / Puss in boots

Jak najlepiej spędzić niedzielę? Na spotkaniu z Marti, moją lalkową idolką, w azjatyckiej restauracji "Dziki Ryż"! *^v^*
What is the best way to spend Sunday? Meeting my dollfie idol Marti in the Asian restaurant "Wild Rice"! *^v^*


***

Kontynuując temat lalkowy - oto Lollipop w nowej stylizacji. Przedstawiam Kota w butach! *^v^*
Wykonałam: sukienkę, kapelusz, perukę, pończochy, naszyjnik, opaskę z kocimi uszkami, koci "pyszczek" z wąsikami. Zapraszam do oglądania! ~^^~
Still talking about dolls - here is Lollipop in her new clothes. Please meet Puss in Boots! *^v^*
I made: a dress, a hat, a wig, stockings, a necklace, a headdress with cat's ears, a cat "face" with the whiskers. Enjoy! ~^^~





I jeszcze dodatkowe zabawy aparatem:
And some fun with the camera:



Następny strój będzie już bardziej kolorowy, obiecuję! ~^^~
Next outfit will be more colorful, I promise! ~^^~

Saturday, November 14, 2009

O przyjaźni / About friendship

"Rysiek, co ja mówiłam o siedzeniu na stole?!..."
"Rysiek, what did I say about sitting on the kitchen table?!..."


***

Kalino, zima na pewno będzie zimna, a ja bardzo marznę nawet już teraz, więc nie ma dla mnie zbyt ciepłego szala na zimę! ^^ A sposób na łączenie mam - albo zwykły węzeł tkacki albo tzw. Russian join, trochę pracochłonne przy tych kawałkach, ale wszystko jest ładnie pochowane bo robi się jedna ciągła nitka, tu masz link do instrukcji obrazkowej. Nić staje się w miejscu połączenia grubsza, ale przy filcowaniu to nie ma większego znaczenia.

Yarn Ferret, też zaczęłam myśleć o pętelkach, jak się okazało, że ten szal jest wręcz stworzony do takiego zapięcia, bo górny fragment tworzy brzeg zahaczający o ramiona i dopiero później rozchodzi się na szerokość. Do czekania na lalkę podchodzę z filozoficznym spokojem, i tak nic nie przyspieszę. ~^^~

Krissie, yes, it snowed once on 14th Oct and it melted right away. Since then we've only had rains most of the time.

Kruliczyco, jak już mój mąż w komentarzu napisał, nasza koleżanka mawiała, że gryzące swetry są dobre, bo drażnią komórki skóry i te dzięki temu są bardziej ukrwione i człowiekowi jest cieplej. Nie do końca się z tą teorią zgadzam... *^v^* Na razie planuję z tej wełny warkoczowe poncho z kapturem, zawsze mogę je podszyć materiałem. Szybkiego sposobu na naalbinding nie znam, ja robię w takim średnim tempie, ale wydaje mi się, że to generalnie nie jest technika, którą można szybko dziergać, bo tutaj nie zahaczasz kawałka nitki (jak szydełkiem czy na drutach), tylko przeciągasz przez supeł całą długość nici, więc to musi trwać.

Inko, mnie ten Kashmir włoczka nie gryzie. ~^^~ A co do kota, to ja też nie wyobrażam sobie odchudzania, Rysiek je w ogóle niewiele (porównuję do poprzedniej koteczki, która była wielkości połowy Ryśka), kupiłam mu karmę Weight Control i dla niewychodzących kastratów, i co mam jeszcze robić? Ganiać go po mieszkaniu w te i we wte, żeby biegał?... *^v^*

***

Dzisiaj będzie poważnie i z morałem, a nastroiła mnie do poniższych przemyśleń piątkowa rozmowa z Robertem. Nie jestem najlepsza w utrzymywaniu kontaktów z ludźmi. Nie jest tak dlatego, że mi nie zależy, ale jestem nieśmiała, zakompleksiona, obawiam się ocen, czasami na jakiś czas bez wyraźnego powodu odsuwam się od całego świata, wycofuję, znikam.
Today I'll talk seriously and with a moral, and I was inspired by the Friday conversation with Robert.
I'm not the best in keeping in contact with people. It's not that I don't care, but I'm shy, I have complexes, I'm scared of judgments, I sometimes disappear for a while without any obvious reason, I withdraw from the world.

Jednak kiedy się zaprzyjaźnię, jestem bardzo oddaną przyjaciółką.
But when I'm friends with someone, I am a very devoted friend.

Miałam kiedyś bardzo bliską wieloletnią przyjaciółkę Ankę. Bywało tak, że układało nam się wspaniale, bywało gorzej, ale na początku zeszłego roku coś zaczęło się wyraźnie psuć. Nie chcę wnikać w szczegóły naszych stosunków, bo to zawsze skomplikowane sprawy, ale chcę zwrócić Waszą uwagę na jeden jej aspekt.
I used to have a very close friend Anna. There were great times between us and some less perfect occasions, but at the beginning of last year something started to go wrong. I don't want to go into the details because these things are always complicated, but I want to draw your attention to one aspect of the case.

Spotykałyśmy się rzadziej niż kiedyś i co ważniejsze w tej całej historii - tylko z mojej inicjatywy. To znaczy, za każdym razem, kiedy proponowałam Ance spotkanie, ona była pełna entuzjazmu i spędzałyśmy czas w bardzo fajnej atmosferze. Kilka razy poszłyśmy na gorącą czekoladę i plotki, i zawsze to ja proponowałam, żeby w ogóle zrobić coś razem. Tak było przez trzy, cztery miesiące. Raz Anka odwołała spotkanie, bo coś jej wypadło, ale nie doczekałam się od niej nowego terminu, widziałyśmy się ponownie po kilku miesiącach, w sierpniu 2008, znowu dlatego, że ja się do niej odezwałam.
We started to meet more rarely than before and, what's more important - only because it was my initiative. I mean, whenever I called Anna she was very enthusiastic to meet and we really had a good time, drinking hot chocolate and chatting. But it was always my proposal to do something together. It lasted three, four months. One time Anna couldn't meet me on the given date so we postponed the meeting, but I never got a new date from her. We saw each other after several months of my waiting, in August 2008, only because I called her and proposed hanging out together.

W końcu coś we mnie pękło i powiedziałam sobie, że teraz ja poczekam na telefon od Ani, bo chciałabym poczuć, że na naszej przyjaźni zależy obydwu stronom. Czekam tak już od tego sierpnia zeszłego roku...
Finally something in me changed and I said to myself, that now I was going to wait for Anna's call to meet, because I wanted to feel that both sides care about this relationship. I've still been waiting since August last year...

Jaki z tego morał?
What is the moral from that story?

Jeśli macie znajomych, których lubicie i na których Wam zależy, dajcie im to odczuć. Bo jeśli inicjatywa spotykania się, zrobienia czegoś razem będzie wychodziła zawsze tylko od jednej strony, to ta druga strona w końcu poczuje się "gorszym" partnerem tej znajomości. To nie muszą być wielkie gesty, nie trzeba się licytować, kto do kogo ile razy zadzwonił, ale czasami zadzwońcie i Wy.
If you have friends whom you like and you care about this friendship, let them feel it. Because when the initiative to meet and do something together always comes only from one side, the other side may eventually feel a "worse" partner in this relationship. It doesn't have to be big gestures, you don't have to bid who called whom how many times, but sometimes you should also make the first call.

Bo kiedy po raz kolejny to ja proponuję spotkanie, a przyjaciółka zgadza się, nawet entuzjastycznie, ale ona nigdy tego nie odwzajemnia, to czuję się, że przyjęła moją propozycję, bo akurat nie miała nic lepszego do roboty, a ja jestem znajomą drugiej kategorii, taką zapasową koleżanką, z którą fajnie jest się spotkać, jeśli akurat nie ma innych lepszych propozycji. I w końcu przestanę proponować.
Because when I am the only one who proposes to meet over and over again, and my friend agrees to that, even with great enthusiasm, but she never reciprocates, I feel like a second category friend, the backup friend who is convenient whenever there are no other better proposals. And I may stop calling.

***

A żeby nie było tak poważnie - zdjęcie włóczki. Zaczęłam wczoraj mój wełniany gryzący Stash Shawl (Nikol Lohr), a tak wygląda włóczka przygotowana do przerobienia, poszczególne kolory w torbach.
And to cheer up the atmosphere a bit - yarn photo.
Last night I started my wool scratchy Stash Shawl by Nikol Lohr, and here is the yarn prepared to be knitted into it, colours separated.


Owszem, część z niej leży w kocim posłaniu. Ale skoro kot kompletnie je zignorował, to poduszka z kojca poszła do kontenera, żeby nam się Rysiek po gołym plastiku nie ślizgał (za to teraz ślizga się razem z poduszką... ^^"), a sam kojec idealnie nadaje się jako pojemnik na motki. ~^^~
Yes, part of it has been placed in the catbed. But you know, when a cat was totally ignoring it, the pillow from the catbed went into the carrier so Rysiek wouldn't slide on the bare plastic (now he slides together with the pillow... ^^"), and the outer part of the catbed works just perfect as a yarn container. ~^^~

Thursday, November 12, 2009

Nad morzem / At the seaside

Znowu ktoś zawiesił oko na moim blogu, tym razem były to Mika i Makarbella! *^v^* Nie przekazuję dalej, bo zawieszam oko na wielu blogach i nie chcę faworyzować nikogo.
And again somebody spotted my blog, this time it was Mika and Makarbella! *^v^* I'm not passing this award to anyone though because I like many blogs and don't want to favour anyone.


***

Przedwczoraj przyszła wreszcie wyczekiwana rozdawajka u Heather, którą wygrałam jakiś czas temu (no tak, przesyłka szła aż z Kanady ~^^~), zobaczcie, jakie mam cudowności - kilka pięknych kawałków japońskich tkanin wełnianych, jedwabnych i bawełnianych i motek włóczki. Oglądam je, dotykam i kombinuję, co z nich zrobić, na pewno niektóre zostaną przeznaczone na lalkowe stroje, a może by tak uszyć patchworkową poduszkę albo torbę? Hm... *^v^*
The day before yesterday I finally received a long awaited giveaway gift from Heather that I won some time ago (well, the parcel was travelling from Canada ~^^~), look at the beautiful wool, silk and cotton fabrics and a skein of yarn I got! I admire their colours, touch their textures and think about what to make with them. Some of the pieces will go for dollfie's clothes and maybe I'll make a patchwork pillow or a bag? *^v^*



***

Edi, MarrocanMint i Yennefer, ta krótka peruczka została specjalnie kupiona do stylizacji na lata 20-te, mam w planach szycie takich strojów. ~^^~

Fiubzdziu, ja też bym chciała mieć takie rude loki... Kolor i loki jako takie jeszcze można jakoś załatwić, ale ta długość i obfitość, ech...

Myriam, I hope my second doll is coming in December, but looking at the recent delays in orders from Dollzone I'm going to patiently wait till January probably. No rush since I have another doll to play with. *^v^*

Inko, już niedługo, jestem na finiszu kolejnej stylizacji i jest do niej moja peruka. *^v^* A do Irenki musiałam zamówić motek włóczki, bo mi zabrakło...

Yadis
, o tak, z tymi perukami trzeba jak z jajkiem, bo loki bardzo łatwo się rozdzielają, plączą, zaczepiają o wszystko, a nie można ich tak po prostu rozczesać grzebieniem, jak proste włosy, bo się zrobi ptasie gniazdo...


***

W zeszły czwartek byliśmy z Ryśkiem u weterynarza. Kot został wprowadzony do ewidencji przychodni, został fachowo zważony (6,5 kg), pani doktor powiedziała, że musi schudnąć!... (Robert się obruszył, oczywiście już po wyjściu z lecznicy "Rysiek nie jest gruby! Jest dobrze zbudowany!..." *^v^*). Okazało się, że ma świerzbowca w uszach i lekki stan zapalny w lewym oku, więc dostaliśmy dla niego płyn do płukania uszu, maść i krople do oczu.
Co oznacza, że dwa razy dziennie przepłukujemy Ryśka, namaszczamy i zakraplamy.

Byłam przekonana, że nas za to znienadziwi.

Last Thursday we went with Rysiek to the vet. Our cat was introduced to the clinic's filing system, was professionally weighted (6,5 kg), the doctor said he has to loose weight!... (Robert felt offended and said, of course when we left the clinic, "Rysiek isn't fat! He's well built!..." *^v^*). It turned out that the cat has itch mites in the ears and a slight inflammation in left eye, so we got a cleansing fluid and an ointment for the ears and the eyedrops.
Which means that twice a day we've been cleansing our cat's ears, giving him ointment and eyedrops.
I was sure he would hate us for that.

Barbi przy tych zabiegach byłaby wijącym się piskorzem o tysiącu pazurzastych łap, a po zabiegu uciekałaby w najdalszy kąt pod łóżkiem i spędzałaby tam czas do końca dnia...
Barbi in this situation would turn into a slippery wriggling creature with thousands of claws and she would run after the procedures under the bed and stayed there for the rest of the day...

A Rysiek? Nie jest oczywiście zadowolony. Kiedy końcówka aplikatora maści dotyka jego ucha albo kropla kapie mu na kącik oka, odruchowo się cofa, tak, jak i ja bym zrobiła. Ale poza tym nie tragizuje, nie drapie, siedzi spokojnie na kolanach, a po zabiegu od razu biegnie do miski, gdzie należy mu nałożyć coś dobrego do jedzenia (preferencyjnie z rybką w składzie ~^^~), a potem od razu włazi mi na kolana, mruczy i trzeba go głaskać przez jakiś czas.
And Rysiek? Of course he isn't happy. When the tip of the ointment applicator touches his ear or the drop falls on his eyeball, he automatically withdraws a bit, just as I would do I presume. But apart from that he isn't a drama queen, doesn't scratch, sits calmly on the lap, and after we're finished he runs towards his bowl and waits for something tasty (preferably of fish taste ~^^~), and then he climbs into my lap, purrs and I have to cuddle him for a while.

Dzisiaj byliśmy na kontroli i zarówno z uszami jak i z okiem jest dużo lepiej. Oraz pani doktor fachowymi ruchami w 5 sekund obcięła Rysiakowi pazury. ~^^~
Today we went for a check up and both his ears and the eye are much better now. And the lady vet trimmed Rysiek's claws very professionally in just 5 seconds. ~^^~

Czy my tego kota nie wygraliśmy na loterii?! *^v^*
Isn't this cat a real lottery winning or what?! *^v^*

***

Szal wełniany Morski gotowy - sfilcowany na 60 stopniach zrobił się mniejszy i nieco miększy. Nie to, żeby kompletnie przestał drapać, ale jest dużo lepiej, niż było przed filcowaniem, zresztą i tak zamierzam nosić go na kurtkę z wysokim kołnierzem albo na sweter z golfem, więc jest mała szansa, żeby dotykał mnie bezpośrednio. Acha, opuściłam ażurowe brzegi, bo i tak po sfilcowaniu nie byłoby ich widać i cała robota na marne, robiłam na drutach 5 mm.
My wool shawl At the Seaside is ready - I felted it in 60 degrees so it shrunk a bit and became a bit softer. Not that it's suddenly nice to the skin, but it's much better than before felting, and anyway I'm going to wear it over the coat with high collar or the turtleneck sweater, so it's a small chance it would come in contact with my bare skin. Oh, and I left out the lace edging, after felting it wouldn't be visible anyway. I used 5 mm needles.


Zużyłam stare zapasy wełny, której kiedyś zakupiłam wiele kilogramów na Allegro za grosze, a która przy swojej cenie (8 zł/kilo) ma dwie wady - po pierwsze gryzie jak diabli i ma mnóstwo patyczków i innych śmieci, a po drugie - jest w kawałkach, czasami ośmiometrowych, czasami dwumetrowych, i niektóre kawałki składają się z różnych kolorów. Tak więc mam sporo kolorów, niektóre boskie, ale w małych ilościach.
I used some old wool stash that I bought ages ago on online auction, and although it was very cheap (about 3 dollars/kilo), it has two disadvantages - first, it's really rough and full of sticks, and second, it's in pieces, sometimes 8 m long but sometimes 2 m long, and some pieces consist of two different colours. So I have quite a lot of shades, some of them are gorgeous, but in small quantities.


Mam tej wełny jeszcze sporo i nawet zaczyna mi chodzić po głowie szatański pomysł zrobienia sobie z tej wełny sweterka albo dwóch (mam dwa lub trzy kolory po ok. 400 g każdy). ~^^~ Na pewno zamierzam jeszcze zrobić prostokątny szal/pled w mieszanych odcieniach brązów/czerwieni/pomarańczy, podobny do torby techniką naalbindingu, którą kiedyś zrobiłam, pamiętacie?
I still have a lot of that wool and I'm starting to have an idea to knit a whole sweater out of it (I have two or three colours of 400 g each). I'm definitely going to knit a rectangular shawl/blanket in the browns/reds/oranges similar to the naalbinded bag, I made some time ago, do you remember?



Sunday, November 08, 2009

Peruki / Wigs

Ogłaszam, że album wylosowała... Dajda! *^v^*
Bardzo Cię proszę szybciutko o adres na maila, wyślę przesyłkę asap.

Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedziny i zgłoszenia do rozdawajki, jak zwykle chciałam obdarować wszystkich, ale się nie udało... ^^"

***

Coral-seas, exactly! Thank you for the link. *^v^*

Magdaleno, dziękuję za tłumaczenie.

Dajdo, wiedziałam, że ktoś to w końcu napisze!... ~^^~

Jaden, the pattern for a hat is a free one called "I heart pompoms" by Karen Borrel, I found it through the Ravelry.

***

Pod koniec tygodnia dostałam nowe peruki, zamówione z trzech firm lalkowych! *^v^* Dwie z nich kupowałam z myślą o Rori, dwie z przeznaczeniem dla Rudzielca, ale myślę, że Lollipop wygląda w nich całkiem interesująco. Pstryknęłam dziś kilka zdjęć, żeby się pochwalić kolorami i lokami. ~^^~ (fatalne światło, wyciągnęłam ze zdjęć co się dało...)
At the end of this week I received new wigs from three different dollfie companies! *^v^*
I bought two of them for Rori and the other two for the Redhead I'm waiting for, but I think they look good on Lollipop, too. Here are some photos to show the colours and curls. ~^^~ (terrible light outside, I did what I could with these photos...)

Dollmore (Rori)



Crobidoll (Rori)


Leeke (dla Rudzielca/for the Redhead)



Dollmore (dla Rudzielca/for the Redhead)


***

Skończyłam wreszcie mój wełniany szal i jest wieeeelki! ^^ Muszę go jeszcze przepuścić przez pralkę, żeby się trochę sfilcował i zmiękł, bo gryzie okropnie. Prawie skończyłam Irenkę, jeszcze tylko pasek i ta nieszczęsna podszewka... Za to wczoraj zrobiłam Robertowi czapkę na drutach, darmowy model "I heart pompoms!" w jedynym dopuszczalnym kolorze... ~><~
I finally finished my wool shawl and it's gigantic! ^^ I must put it in the washing machine to felt it a bit and make it softer, because it's really scratchy. I almost finished Irena, all I have to knit is a belt and buy the lining... But I have the FO, yesterday I knitted a hat for Robert, it's a free pattern "I heart pompoms!" in one and only possible colour... ~><~

Tuesday, November 03, 2009

Nowy rok / New year

Ale mi się od Was dostało... pięknych życzeń!!! *^v^* Bardzo dziękuję, czuję się naładowana pozytywną energią na kolejny rok.
I received so much good energy from you!!! *^v^* Thank you very much, I feel rejuvenated and empowered for the coming year.

A dodatkowo Magdalena i Rene uhonorowały mnie wyróżnieniem blogowym, żebym tylko jeszcze wiedziała, co tam jest napisane?... Bo tym językiem nie władam niestety, a lubię wiedzieć, za co się mnie docenia. ~^^~
And additionally Magdalena i Rene gave me this blog award, if only I knew what it says?... I don't speak this language and I really like to know what I'm prized for. ~^^~


Acha, zapomniałam dodać, że do pozytywów tych urodzin należy dopisać, że w tym roku NIE poszłam do fryzjera!... ><
Oh, and I forgot to mention that one of the positive things about this year's birthday was that I DIDN'T go the the hairdresser's!... ><

***

Chciałam Wam jeszcze pokazać, jakie prezenty urodzinowe dostałam! Od męża dostałam perfumy Babydoll i bieliznę, ale tej pokazywać nie będę. ^^"
Natomiast moja przyjaciółka Kasia z prezentami trafiła w dziesiątkę - balsam do ciała z BodyShop (szczerze polecam, jest genialny, pachnie naturalnie i świetnie nawilża!), miniaturowa tarka w rozmiarze mojej lalki! (muszę koniecznie zrobić stylizację i sesję zdjęciową z jej użyciem *^v^*), i hit kompletny dla każdej szanującej się Pani Domu (vel Kury Domowej ^^") - różowe rękawice gumowe do zmywania naczyń, ozdobione koronką, futerkiem i pierścionkiem!!! Teraz tylko brakuje mi różowych klapek na obcasiku z puszkiem, i ostrzegam, że nie omieszkam sobie takich kupić, jak tylko znajdę różowe! ~^^~

I'd like to show you my birthday presents! Robert gave me a bottle of Babydoll perfume and some lingerie which I'm not going to show. ^^" But my friend Kasia hit the jackpot with her gifts for me - body butter from BodyShop (I sincerely recommend, it's great, smells naturally delicious and it's a good moisturizer!), a miniature shredder id SD size! (I must prepare some dollfie photoshoot with it *^v^*) and the best of all, a must have for any respectable Housewife - pink rubber gloves for washing the dishes, embellished with lace, fur and a ring!!! Now all I need is a pair of pink high heels with fur, and I won't hesitate to buy them if I find them, so be warned! ~^^~

Zdjęcie wieczorne "na gorąco".
The evening photo.


I dokładnie pokazujące moje prezenty.
And the one with my birthday gifts.



***

Rozdawajki!!!
U Dommy oraz u Gohy. *^v^*

A u mnie wciąż można się zapisywać na rozdawajkę pod postem z 31 października.
And you can still sign in for my giveaway under the 31 Oct post.

Saturday, October 31, 2009

Urodziny / Birthday

Kruliczyco, wchodzisz na bazar bocznym wejściem z uliczki z prawej strony i zaraz są dwie budy ze skórą i artykułami szewskimi.

CU@5, to stare zapasy strasznie gryzącej wełny, która kiedyś kupowałam na kilogramy na allegro jako plątanka, w kawałkach kilkumetrowych, pełna patyczków i innego śmiecia.

***

Dziś są moje urodziny! To znaczy, że można mi przysyłać prezenty!... ~^^~
Ale ja też mam dla Was prezent, szczegóły za moment.

Today is my birthday! It means you can send me presents!... ~^^~
But I also have a present for you, details in a moment.


Od paru lat co roku w okolicach moich urodzin wsłuchuję się w siebie i zastanawiam się, jaki był rok poprzedni i co przyniesie mi kolejny.
For the last several years around my birthday I've been listening to my inner voice and thinking about the passing year and the coming year.

W 2006 uznałam, że nadchodzący rok będzie specjalny, w 2007 - że będzie jeszcze lepszy od poprzedniego, a w 2008 - o, to było podstępne, poczułam, że nadchodzący rok będzie niesamowicie interesujący. A wiadomo, jak to bywa ze słowem interesujący - "Obyś żył w interesujących czasach!" mówi stare przekleństwo z Ankh Morpork.
In 2006 I decided that the coming year would be special, in 2007 - that it would be even better than the previous one, in 2008 - oh, that was sneaky - I felt that the coming year would be extremely interesting. And you know how it is with the word interesting - "May you live in interesting times!" says the old curse from Ankh Morpork.

To był rok pełen zawirowań. Przeprowadziliśmy się. Kupiłam pierwszą lalkę i zamówiłam drugą. Robert prawie zmienił pracę. Nieoczekiwanie zmarła mama Roberta. Zgubiliśmy kota. Adoptowaliśmy Ryśka. Wszystko, co się działo, było pełne dużych emocji, pozytywnych i negatywnych. Mało było wydarzeń nijakich. Może tak jest dobrze, kiedy nie ma w życiu mdłego smaku, a są tylko silne i zdecydowane. Ale czasami człowiek chciałby odetchnąć...
It was a full throttle year. We moved. I bought my first dollfie and ordered the second one. Robert almost changed his job. His mother died unexpectedly. We lost our cat. We adopted Rysiek. Everything that was going on was full of big emotions, both positive and negative. There weren't lots of so-so things happening. Maybe it's healthy when there is no bland taste in your life, but only strong and distinctive ones. But sometimes a man would like to have a rest...

Kiedy myślałam o tym, jaki będzie rok następny przyszła mi od razu do głowy jedna myśl: To będzie dobry rok.
Bez udziwnień, bez wykrzykników i podkreślających przymiotników. Tego właśnie nam teraz potrzeba i na to zasłużyliśmy rokiem poprzednim.
When I was thinking about the next year one thought came to my mind immediately: It will be a good year.
No adorments, no exclamation marks or underlining adjectives. That's what we need and deserve right now.

***


A teraz urodzinowa rozdawajka. Prezentem jest bardzo nietypowy album do zdjęć (kto w dzisiejszych czasach robi jeszcze odbitki na papierze?... Mam nadzieję, że kilka takich osób jeszcze jest. ~^^~). Jest piękny, w formacie A4 i mam nadzieję, że stanie się dla kogoś miłą pamiątką pełną ulubionych zdjęć przyjaciół czy rodziny. Dostał się kiedyś w moje ręce, ale nigdy nie był używany.
And now the giveaway. It's a Victorian photo album in A4 format, and I hope there are still people out there who keep their photos in albums, not only in electronic form. ~^^~ I got it ages ago and never used it, but maybe someone will like it and use it.



Żeby wziąć udział w losowaniu należy zostawić komentarz pod tym wpisem. UWAGA! Nie trzeba mieć własnego bloga, żeby wziąć udział w rozdawajce, ale oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli osoby blogujące rozniosą wieści na swoich blogach. Zgłoszenia zbieram do 7 listopada włącznie.
To participate just leave a comment to this post. You don't have to have a blog but if you do please leave w message about this giveaway. Deadline is 7th November.

Friday, October 30, 2009

Gdzie ja byłam? / Where have I been?

Bardzo dziękujemy za uzdrawiające myśli i życzenia, już jest lepiej, chociaż wciąż jestem niesamowicie słaba... Robert już wczoraj poszedł do pracy, ale on zaczął chorować dwa dni przede mną.
We thank you very much for all the healing thoughts and wishes, we definitely feel better now, although I'm still unbelieveably weak... Robert went back to work yesterday but he started his flu two days before me.


Powiedzcie mi, gdzie ja była, kiedy wszyscy kupowali druty Addi?...
Dostałam przesyłkę z Zamotane i przeszłam z metrowych Pony na 1,5 metrowe Addiki, i różnica jest ogromna! Żyłka jest cieniutka, nie skręca się, końcówki leciutkie (aż nienaturalne ^^"). Szal przyrasta mi w szybkim tempie, aktualnie wygląda mniej więcej tak (no, trochę go więcej).
Tell me where I've been when everybody else was buying Addi circular needles?...
I got my parcel from the online shop with Addi needles so I changed my 1 m long Pony to 1,5 m Addi needles and the difference is huge! The string is very thin, it doesn't curl, the ends are so light it's almost unnatural ^^". My shawl is growing nicely and it looks like that at the moment (well, iy grew a bit more since that photo).



***

Weroniko, bardzo dziękuję za link! Ta pani ma rzeczywiście duże wyraźne zdjecie tej sukienki, zamierzam podpatrywać jej wersję. *^v^*

Kruliczyco, jak widać wszystko zależy od miejsca, w którym się wychowałyśmy i do tych miejsc chcemy wracać, a dodatkowo ja jestem samotnikiem lubiącym izolację od ludzi. ~^^~ Nawet kiedy dojeżdżałam do pracy na Jerozolimskie a potem na Żwirki, to miałam przyjemną trasę, a pierwsze budynki Ursynowa w drodze powrotnej niezmiennie mnie cieszyły i były zapowiedzią rychłego powrotu do domu. Ja chyba nie lubię żadnej innej dzielnicy niż Ursynów... Zawsze mogłam bez problemów dojechać we wszystkie miejsca, które potrzebowałam albo chciałam odwiedzać, ale stacja metro Stokłosy dawała mi poczucie powrotu do domu. Teraz cały czas czuję się jak w środku młyna wydarzeń, w zasadzie powinnam być wdzięczna teściom, że nie mieli mieszkania na Marszałkowskiej, tam nie wytrzymałabym tygodnia!

Effciu, z kolei stara Praga to dla mieszkańca drugiego brzegu Wisły kompletnie inny świat, inna planeta! *^v^* (Ale bywam tam bo na Grochowskiej jest świetny sklep z tkaninami, na Wiatracznej ciuchlandy a na Różycu hurtownia skóry! ^^) Każdego ciągnie do korzeni.

CU@5
, no właśnie, te ptaki!... Nie pisałam o nich, bo jeszcze nie wiem, czy zaliczyć je do plusów czy minusów, na pewno od kilku dni czuję się codziennie rano jak w "Ptakach" Hitchcocka, jest w tym spotęgowanym ilością dźwięku coś przerażającego i fascynującego zarazem... ~^^~

Dorotko, no widzisz, ciągnie nas do korzeni, tam czujemy się najlepiej. Może się przyzwyczaję? W sumie pomieszkamy tutaj trochę, więc powinnam zacząć wyszukiwać dobre strony tych okolic, a jest ich kilka, np.: apteka 24/7, kiosk i weterynarz otwarty również w niedzielę, dobry bazarek. Hm...

Dajdo
i Kocurku, ciasto zajadałam, bardzo długo pozostaje świeże! Nie ma to jak ciasto czekoladowe na smutki. *^v^*

Innovart en crochet , thank you for your visit on my blog, I also visited yours and found some interesting patterns. *^v^* Let's stick to English, please, Google translator is a bad idea, it translated one sentence of yours in a funny way. ~^^~

Lauro, ja w ogóle jestem nienormalna, nie lubię zmian i zawsze mocno je przeżywam...

Magdaleno
, ale jeśli lubisz swoje miejsce zamieszkania, to masz tę radość, że wracasz do swojego domu! ~^^~

Svetilnik-m, thank you very much for the link! *^v^*

Herbatko, może Rysiek jest z Poznania?... Nie wiadomo, skąd wziął się w schronisku. ~^^~

Myszoptico
, pytasz co Rysiek wyrabia przy mnie? Np.: kiedy smacznie rano śpię, leci galopem po poduszkach, wali głową w moją twarz, obciera mi ją dokładnie pyskiem, nosem, wąsikami, wali się swoimi siedmioma kilogramami obok mojej głowy na mojej poduszce, przylegając dokładnie do twarzy i szyi, co grozi uduszeniem (moim albo Ryśka moimi rękami!... ^^). I mruczy. ~^^~

***

Zapraszam jutro, będzie rozdawajka! *^v^*
Please come tomorrow, it's going to be a giveaway day! *^v^*

Monday, October 26, 2009

Sick

Grypa żołądkowa, czy trzeba coś dodawać?
Robert od soboty (ominęła nas świetna impreza parapetówkowa...) a ja od dzisiaj. Rysiek jeszcze się trzyma, najwyżej jego będziemy wysyłać do sklepu po wodę, butelkę 0,5 l spokojnie by dał radę przynieść! ~^^~

Stomach flu, do I need to say more?
Robert's been sick since Saturday (we missed a good flat warming party...) and I've been sick since this morning. Rysiek is still okay and we may send him to the shop to get us more water if we run out of it, he surely might carry a 0,5 l bottle! ~^^~

Przez weelend kiedy jeszcze byłam zdrowa nadrobiłam mój zimowy szal i lada dzień pokażę, co już mam, jak tylko przyjdą z Zamotane długaśne druty do szalów (szali?). Mam też kolejne dwa prawie skończone kapelusze dla lalek, pcha mnie do bycia modystką strasznie, ale jakoś nie mogę się zmobilizować, żeby przysiąść i skończyć do nich stroje, ech... ^^
Over the weekend when I was still okay I knited my Winter shawl and I may show what I've got soon when I receive the long shawl circular needles I ordered last week. I also almost finished two new dollfie hats, I'm in love with hat making but I cannot mobilise to sit down and finish the matching outfits, phew... ^^

(Piszę to wykorzystując ten chwilowy stan między jednym a kolejnym atakiem choroby...)
(I'm writing it in the meantime between one and the next flu attack...)


Na koniec anegdota zilustrowana.
Robert mówi do mnie: "Ten kot ciebie kocha, mnie nie, to twój kot."
A potem zastaję taki obrazek... ~^^~
To sum up the illustrated anegdote.
Robert says to me: "This cat loves you, not me. This is your cat."
And then I come to see this picture... ~^^~


Tu szerszy plan na dowód, że nikt Ryśka siła nie trzyma, on tak sam z siebie! *^v^*
Here is the wider angle as a proof that nobody keeps Rysiek in place with force, he's just the cudly type! *^v^*