Friday, March 29, 2013

Święta, święta...

Jak tak patrzę za okno, to widzę, że śnieg na święta będzie na bank... Ci co mają, wyciągają sztuczne choinki i obwieszają je pisankami! *^v^*
Życzę Wam wesołych rodzinnych świąt i zapraszam tutaj 1 kwietnia na kolejny wpis ogrodowy, bo u mnie mimo pogody wszystko rośnie! *^-^*~~~ (Oraz przyrasta mi na drutach bawełniany wiosenny sweterek, za kilka dni będzie już coś konkretnego do pokazania!)

***

I jeszcze bentou z tego tygodnia, poczytałam moją japońską książkę o dekorowaniu potraw i zaczynam tę wiedzę wcielać w życie, zepsułam już kilka rzodkiewek... i pobawiłam się w charaben - czyli potrawy ozdobne. *^-^*~~~
Wyszło trochę wiosennie, trochę świątecznie (pisanki i kurczaczki są!), użyłam foremek do rybek taiyaki, nauczyłam się plecionek z warzyw i barwienia rzodkwi. Nowe pomysły już w następnym tygodniu! *^o^*






Sunday, March 24, 2013

Caprica

Koralikowy sweterek skończony - oto Caprica. Dobrze, bo już zaczynałam mieć dosyć wyszukiwania w miarę równych koralików z dużą dziurką, nawlekania szydełkiem, operowania drutami, szydełkiem, słoiczkiem z koralikami... 
I finished my beaded Tiny Cardi - Caprica. Good, because I was getting really tired of looking for the even beads with big holes, putting them onto each stitch with a crochet hook, operating with needles, hook and a jar full of beads...
私はセーターを編んでしまった。今、綿のスカートとこのセータを着たいです!春が必要です。


Wzór/Pattern: Capri (Sarah Hatton)
Włóczka/Yarn: Ice Yarns Viscose Merino (discontinued)
Druty/Needles: 3,5 mm


Moje modyfikacje:
Tam, gdzie w oryginale był ścieg francuski robiłam pojedynczy ściągacz, i w miejscu oczek lewych we wzorze dodatkowo nawlekałam koralik. Poza tym wydłużyłam rękawy o jedno powtórzenie ośmiu rzędów, długość sweterka pozostała jak w oryginale (i trochę mi się rozciągnął po blokowaniu). Pominęłam też guziki (trochę przez gapiostwo, bo powinnam była zrobić pierwsze dwie dziurki w dolnej części ściągacza a zapomniałam...), być może naszyję zatrzaski albo zostawię sweterek tak jak jest, bez zapięcia. Zawsze mogę go spiąć broszką albo złapać paskiem, jak na zdjęciach. *^v^*
My mods:
I substituted garter stitch with 1x1 ribbing, and added beads where the purl stitches went. I also added one eight-row repeat of the pattern to the sleeves, but I kept the original length of the body (which was a bit shorter pre blocking). I also skipped the buttons, partly because I forgot to make the first two holes in the ribbing..., I may sew on the studs or leave it without any fastening. I can always put a brooch or a belt, like here.

Jestem zimowym bladawcem, przydałoby się kilka dni porządnego wiosennego słoneczka, może zacznę pić sok marchewkowy? 
I have a Winter bluish white complexion, maybe I should start drinking carrot juice?


Na koniec uśmiech zachęcający wiosnę do pośpiechu! (nie to, żeby to coś miało pomóc, widzieliście prognozy?......)
To sum up, the smile that's supposed to call Spring to Poland finally!.... (not that it's going to help, I've seen the forecasts and it's going to be freezing cold till middle of April...)


Saturday, March 23, 2013

Pierwsza w tym sezonie

Pierwsza w tym sezonie azjatycka sałata spożyta - złamałam dziś podczas podlewania sadzonkę komatsuny, więc po prostu położyłam ja na kanapkę. *^o^*
I ate my very own first Asian lettuce this season - I accidentally broke a komatsuna plant while watering, so I just put it on my sandwich. *^o^*
こまつなに水をやったら、私はこれを砕きました。だから今日は最初のアジアのレタスを食べました。



Wybór bentou z zeszłego tygodnia. Powoli rozkręcam się i wymyślam nowe dekoracje i pomysły na małe przekąski dobre do pudełka. 
W niedzielę (jak wyschnie po blokowaniu) pokażę skończony koralikowy sweterek. ^^*~~
(skarpetkę sprułam, dorobiłam jej kilka centymetrów i doszłam do wniosku, że wielobarwna włóczka jest zbyt zróżnicowana i wcale nie widać pięknego wzoru tylko plamki kolorów tu i tam...)
Here are lunch boxes from last week. 
And on Sunday I'll show you the finished beaded cardigan. ^^*~~
これは先週の弁当です。
日曜日に新しい編んだセータを見せます。^^*~~







Wednesday, March 20, 2013

Wiosna

Pierwszy dzień wiosny za moim balkonem wyglądał dziś tak:
First day of Spring just outside my balkony looked like that today:
これは私のバルコニーから見た春の最初の日です。。。




A tak wygląda wiosna na moich parapetach, zaczynam podejrzewać, że te sałaty zdążą urosnąć i zostać zjedzone, zanim w ogóle wyjdą chociażby na chwilę na balkon... Wiosno, postaraj się bardziej! 
And here is the Spring on my windowsill, I've started to think that my Asian lettuces might grow and be eaten before they even see the balcony... Spring, come here already!
これは私の窓の下枠の上にレタスです。もうすぐこれを食べられます。天気予報はまだ悪いです。今週と来週は冬の低温です。春ちゃーん、頑張ってね!



Monday, March 18, 2013

Poniedziałek

U mnie poniedziałek, a co u Was?
It's Monday here, how about you?
今日は月曜日ですから、アップルパイを作りましょう!


Proponuję zacząć go szarlotką, żeby początek tygodnia nie był zbyt gwałtowny, bo to niezdrowo. *^-^*~~~
Let's start it with some apple tart, shall we? *^-^*~~~
Recipe for a batter here.




Przepis:
- przesiać razem 3 szkl. mąki pszennej i 0,5 ł soli
- osobno ubić mikserem 225 g miękkiego masła z 1 szkl. cukru (na puszystą jasną masę)
- do masła dodać 1 duże jajko, ubijać chwilę
- dosypać mąkę z solą, wlać 1 ł ekstraktu waniliowego
- mieszać do uzyskania gładkiej kulki ciasta

Ciasto rozpłaszczyć na folii spożywczej na grubość ok. 2 cm, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 45 minut albo zamrażarki na 30 minut.

Następnie rozwałkować na grubość ok. 0,5 cm i wyciąć kształt dopasowany do naszej formy do szarlotki.
Ciastem wyłożyć formę do szarlotki, ponakłuwać widelcem spód, ponownie schłodzić ok. 15 minut. Pozostałą część ciasta kroimy nożem na paseczki do przykrycie wierzchu szarlotki, zostawiamy w lodówce do momentu składania całej szarlotki tuż przed pieczeniem.

Jeśli pieczemy szarlotkę, rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni i najpierw przez 10 minut podpiekamy sam spód. Następnie wyciągamy formę z pieca, układamy na spodzie wcześniej przygotowane jabłka (patrz poniżej), posypujemy je szczyptą cynamonu, przykrywamy przygotowanymi wcześniej paseczkami ciasta. Wierzch posypujemy cukrem i cynamonem, wstawiamy do piekarnika na 35-40 minut. Studzimy na kratce.

Jabłka do szarlotki
Korzystałam na jesieni z jabłek odmiany ananas - bardzo kruche słodkie "kartofelki", szybko rozpadające się podczas duszenia.
 - jabłka umyłam, usunęłam środek z pestkami, obrałam i pokroiłam w cząstki, a następnie udusiłam ze szklanką wody, dodałam cynamon i trochę cukru do smaku, i zapasteryzowałam (20 minut w piekarniku o temp. 120 stopni).


***

Z innych wieści, do skończenia sweterka z koralikami brakuje mi już tylko główek rękawów i gotowe! Chodzi mi po głowie nowy projekt z koralikami, ale nie wiem, czy nie muszę chwilę od nich odpocząć, bo ich przebieranie, żeby znaleźć te z dużymi dziurkami, potem nawlekanie szydełkiem trochę mi się chwilowo znudziło... Nie mówiąc o tym, że na wyjątkowo niewymiarowym koraliku złamałam szydełko 0,6 mm i muszę się posługiwać 0,7 mm, a to wymaga trochę większych dziurek!...
I've almost finished my beaded cardigan, I only need to finish the sleeves and stitch everything together. I might make another beaded project but I think I need some time to rest from beads now.


W kolejce czeka już kilka kolejnych sweterków, tym bardziej, że kupiłam ostatnio kilka pięknych kolorowych wiosennych spódnic na ciuchach i wymagają one odpowiedniej oprawy w górnej części człowieka. *^v^* 
Czuję, że zaczyna mnie ogarniać kolejne szaleństwo drutowe i do Małych Kardiganów dołączą wkrótce Małe Pulowerki, takie z rękawami 3/4 lub do łokcia. ^^*~~
I have some more cardigans in my queue that I desperately need to accompany my newly bought second hand colourful skirts! *^v^* I also want to knit some Tiny Pullovers, it may be my next knitting theme for this Spring and Summer. ^^*~~ 
さいきん、カラフルのスカートを買いました。いま私は新しいセータが必要です!

***

Na koniec inspiracje na bentou z zeszłego tygodnia. 
Miłego poniedziałku! *^o^*
Some last week's bentou for inspiration.
Have a great Monday! *^o^*





Wednesday, March 06, 2013

Jak mnie nie ma

Co robię, jak mnie tu nie ma?
Gotuję.
Mąż poszedł do nowej pracy, więc dostaje na osłodę domowe obiady. *^-^*~~~
What's happening when I'm not here?
I cook.
Husband started a new job so a homemade lunch is a must. *^-^*~~~
夫は新しい仕事を始めました。かれに自家製の昼ごはんを作りたいです。*^-^*~~~




Pożywne śniadania w weekend.
Nutritious breakfasts on weekends.
週末にいい朝ごはんを作っています。



Kolacje, które wygrywają z restauracyjnymi. (Warszawiacy, gdybyście chcieli iść na dim sun do Galerii Bali w Blue City - zostańcie w domu, szkoda pieniędzy!)
Diners that are better than the restaurant ones (we shouldn't have chosen that dim sun place, it was a waste of money!)
晩ごはんのほうがレストランよりよいです。あの餃子みせはお金無駄でした!



Razem z Ryśkiem robimy na drutach (koralikowy sweterek ma już plecy i połowę przodów, yikes! *^v^*
We knit with Rysiek.
猫と編みます。



Razem z Ryśkiem oglądamy japońskie filmy.
We watch movies with Rysiek.
猫と日本の映画を見ます。



Razem z Ryśkiem czytamy Wasze blogi.
We read your blogs with Rysiek.
猫とブログを読みます。



Poza tym, ciągle podlewam, patrzę, jak mi zielenina rośnie i uczę się japońskiego.
Słyszeliście, że za dwa dni ochłodzenie i powrót zimy?!!!...
Napawa mnie to wielkim smutkiem, ech...
I also water the seedlings and watch them grow. And learn Japanese.
Winter is coming back to Poland in two days, it makes me very sad...
植物に水をやります。日本語を勉強しています。
もうすぐ冬は戻ります。私は寂しいです。。。

Friday, March 01, 2013

Ogródek na balkonie II

Here is a brief update on my balcony garden with some more tips.
私のバルコニーにアップデートを書きました。

***


Minął miesiąc od pierwszego wpisu ogrodniczego i należy się Wam podsumowanie, co się przez ten czas działo w moim na razie parapetowym ogródku. *^o^*
Sporo roślin urosło i zostało przesadzonych do następnych w kolejności i wielkości pojemników, takie, jak chińskie kapusty i orientalne sałaty.



Mam kilka odmian pomidorów i różne zioła.



Ogólnie rośliny kiełkowały mi troszkę wolniej niż w zeszłym roku (kiedy to siałam w połowie marca, pod koniec marca i w kwietniu), ale też nie spieszyło mi się bardzo, tylko zależało mi na podchowanych sadzonkach gotowych na marcowe przygotowywanie roślin do wystawiania na zamknięty balkon.



Zaplanowałam też uprawy następujących po sobie warzyw w tych samych pojemnikach, co pozwoli mi na dobre wykorzystanie miejsca, a na balkonie z miejscem pod wiele upraw nie jest przecież różowo. I tak np.: chcę mieć w moim ogródeczku pomidory, papryki i bakłażany, a kiedy owe przestaną już jesienią owocować, w opróżnionych doniczkach posadzę jarmuż, buraka liściowego i orientalne kapusty na zimę. Kiedy zjemy już kolorowe marchewki (tak, sieję je po raz drugi, w zeszłym roku nie miałam na nie miejsca i nie podeszłam z sercem to tego warzywa, ale teraz chcę mieć fioletowe i białe marchewki!!! *^v^*), ich miejsce zajmie rzodkiew japońska daikon.



Oraz dosiewałam co poprzesadzałam i nakupiłam nasion. *^v^*



***

Zostałam poproszona o podpowiedzenie, jakie rośliny najlepiej uprawiać na balkonowym ogródku.
Na pewno dobrym wyborem będą zioła różnych odmian takie jak: bazylie, tymianki, oregano, mięty (ZAWSZE w osobnym pojemniku, bo mięta to agresywne zioło i wykosi konkurencję...), szałwie, szczypiorek, koperek, itp.

Wszelakie orientalne kapusty i sałaty, gdyż nadają się one zarówno do uprawiania "w główki" jak i "na listki" - cut-and-come-again. Czyli np.: mizuna, mibuna, komatsuna, mitsuba, pak choi, tatsoi, amarant, itp. Ja sieję też sałatę rzymską, i tak samo można uprawiać różne odmiany sałat włoskich, pojawiły się nawet w naszych sklepach specjalne mieszanki nasion sałat "na listki" oraz mieszanki różnych odmian, co o tyle ułatwia nam sprawę, że siejemy jedną garścią i od razu wyrasta nam zróżnicowana sałatka, tylko ścinać i na talerz!

Czytałam, że jednym z najłatwiejszych w uprawie i najszybciej dojrzewającym warzywem jest rzodkiewka, ale sama jeszcze jej nie miałam.

Na każdym balkonie zmieści się doniczka z pędami groszku czy bobu. Nasionka wysiewamy w dużym zagęszczeniu i czekamy, aż wyrosną wąsy o wysokości ok. 10-15 cm, ścinamy tuż nad pierwszą parą liści nad ziemią i zjadamy (roślinka wypuści kolejne pędy). UWAGA - suszony groszek kupujemy na bazarze, od baby na wagę, albo w sklepach z eko-żywością! Kupowanie małych paczuszek (20 g lub 50 g) nasion groszku w sklepach ogrodniczych kompletnie się nie opłaca.

(zdjęcie z zeszłego sezonu, kiedy uprawiałam groch dla strączków, na tym etapie można było zjadać pędy)


Co do innych roślin (np.: pomidorów, bakłażanów, cukinii, dyń, itd), wybieramy odmiany opisane jako "compact", "bush", "tiny", "determinate", "mini", "dwarf" (odnoszę się do angielskich nazw, bo nie znalazłam małych odmian wśród polskich paczek z nasionami). Owszem, zazwyczaj kompaktowe odmiany pomidora rodzą małe pomidorki, ale w drugą stronę to tak nie działa i odmiana "pomidor koktajlowy" NIE rośnie na małym zgrabnym krzaczku, o czym przekonałam się w zeszłym sezonie na własnym balkonie... *^o^*

W sklepach z nasionami szukamy kategorii: "container gardening", "patio gardening", "windowsill gardening", np w tych sklepach.:

Pomyślałam, że napiszę jeszcze słówko o tym, ile sztuk danej rośliny możemy uprawiać w pojemniku,  żeby były zdrowe i przynosiły ładne plony, przyjmijmy za wzór doniczkę o średnicy 30 cm.
W takiej donicy zmieści nam się tylko jeden krzak: pomidora, papryki/chilli, bakłażana, małej cukinii, małej dyni, ogórka, jarmużu (jeśli chcemy doczekać się dużej rośliny, a nie uprawiamy jarmużu "na listki"), brokułów, brukselki.
Dobrze będą rosły trzy - cztery sztuki: sałaty głowiastej albo rzymskiej.
Dziewięć sztuk: chińskie kapusty, burak liściowy.
Nawet 14 sztuk: azjatyckie sałaty, marchewki, mieszanki sałat "na liście", rzodkiewki, dymka, szpinak.
Informacje znalazłam tutaj.

***

I na koniec - od 7 marca w Lidlu zaczyna się sezon ogrodniczy, kupicie tam m.in. szklarenki do siania (sama mam takie z zeszłego roku i sobie je chwalę), skrzynki samonawadniające się, tunele foliowe. 

Wednesday, February 20, 2013

W tyle

Jestem w tyle. Z wieloma rzeczami. Ale staram się nadrabiać, czego dowodem są zaczęte Razempetki (już pewnie wszyscy dawno skończyli swoje pary...).
Jakiś czas temu dostałam w prezencie od Sandry włóczkę skarpetkową Colinette Jitterbug, która miała mieszankę pięknych "moich" kolorów. Dostałam zresztą nie tylko włóczkę, ale też inne cudowności - Vogue Knitting, wielką pakę herbat, czekoladki i tkaniny na lalkowe sukienki, yikes! *^o^*
I am behind schedule. With many things. Trying to catch up which means I finally started the Sock KAL socks (I bet everyone already finished theirs...).
Some time ago I received a Colinette Jitterbug yarn from Sandra, a beautiful mixture of totally "mine" colours. I received also other great things like Vogue Knitting, a huge box of teas, chocolates and some fabric pieces for my dolls, yikes! *^o^*


Niestety, kolory w motku nie układały się w paski tylko w placki, których nie trawię! Szukałam wzoru, który pokaże urodę włóczki bez tych kolorowych placków i wybrałam model dwukolorowy - Fair Isle Socks z książki "Toe-up Socks for Everybody" Wendy Johnson, i połączyłam włóczkę wielobarwną z prawie jednolitym blady błękitem. Na razie mam kawałeczek, ale efekt już mi się podoba, jednak nie będzie to szybka robótka, bo muszę operować dwiema nitkami i pilnować wzoru.
Unfortunately the colours didn't give the stripes but the random pools of colours, and I don't like it at all! I was looking for a pattern to show the beauty of that yarn but not the pooling and I decided upon the two-tone Fair Isle Socks from "Toe-up Socks for Everybody" by Wendy Johnson, using Jitterbug and a pale blue almost solid wool. I only have a short piece for now but I like the result, but since it's stranded it won't be a quick knit.


A od spodu wygląda to tak:
The sole looks like that:


Podobnie do skarpetek, projekt sweterkowy też wybrałam długofalowy... Tym razem nie z mojej winy. Jednym z moich pierwszych dzierganych swetrów był teksturowany Capri,  który zrobiłam z bawełny. W ogóle m.in. dla tego wzoru kupiłam mój pierwszy magazyn Rowan kilka lat temu! *^-^*
I ostatnio wymyśliłam sobie, że muszę mieć drugi taki, z wełny, i w miejscach, gdzie we wzorze robimy oczko lewe na tle prawych, chcę mieć koralik! Pomysł przedni, niestety koraliki, jakie można u nas kupić to porażka... Każdy jest inny w kształcie i dziurki różnią się zasadniczo, a w połączeniu z wielonitkową plączącą się włóczką daje to projekt długotrwający, bo nie ma mowy o nawleczeniu koralików na motek włóczki i przesuwanie ich w trakcie robótki, muszę każdy koralik pojedynczo zakładać przy pomocy szydełka...
Efekt jednak bardzo mi się podoba i zamierzam ten projekt doprowadzić do szczęśliwego końca.
I tak, to jest włóczka, z której planowałam zrobić niesymetrycznie warkoczowy pulower z VK, ale na tamten model mam jej za mało, bo jak wiadomo warkocze są włóczkożerne. Nawet nie wiem, czy na ten projekt mi jej wystarczy, najwyżej będą minimalistyczne rękawki. *^v^*
Similarly to the socks, my cardigan project won't be a quick knit either... This time it's not my intention.
One of my first sweaters was a textured Capri I made from cotton. It was that pattern that I bought my very first Rowan magazine for a few years ago! *^-^*
Recently I decided I needed another Capri but from wool, and I wanted beads on it where you placed the purl stitches in the pattern. Idea was great but unfortunately the quality of beads I can buy in Poland it pathetic... Each one has a slighly different shape and the holes are uneven and differ in sizes, so that fact and the splitty yarn made it impossible for me to string all the beads on the yarn and just slip them when I needed them in the pattern. I have to place each bead individually on the respective stitches using crochet hook...
I really live the result though and I intend to finish this project with a success. One day.
The yarn I chose was initially ment to be turned into a cabled pullover from VK, but I don't have much of it and cables are very yarn consuming. I'm not even sure whether I have enough for this cardigan, I may end up with a pair of very tiny sleeves. *^v^*



***

Zrobiłam kolejnego pikla z książki "Tsukemono" - tym razem padło na moje najmniej ulubione warzywo, mianowicie czerwoną kapustę. Nie jadamy jej, bo do tej pory nigdy w życiu nie udało nam się trafić na smaczną wersję tej kapusty. (No dobrze, ostatnio jedna jedyna wersja nam rzeczywiście posmakowała - mój tata zrobił czerwoną kapustę duszoną z tłuszczem z pieczenia kaczki i boczkiem, mniam! *^v^*~~~)
I made another pickle from the book  "Tsukemono" - this time it was the infamous red cabbage, our leats favourite vegetable. We don't eat it because we never came across a tasty version. (Okay, we recently ate a great red cabbage - my father stewed it with some fat left over from the baked duck and some bacon, yummy! *^v^*~~~).


Czerwona kapusta marynowana według Ikuko Hisamatsu wymieszana jest z krojoną cebulą i zalana  marynatą octową z dodatkiem soli, cukru, z ząbkiem czosnku, chilli i liściem laurowym. Tak zamarynowana kapusta nabiera przepięknego żywego koloru i smaku, który jednak mnie nie zaskoczył ani jakoś szczególnie nie zachwycił. Jest w porządku i na pewno zjem cały słoik tej kapusty, który zrobiłam (nie da się zrobić odrobiny marynowanej kapusty *^-^*), ale nie wiem, czy rozważę powtórkę tego eksperymentu.
Wypróbowałam też czerwoną kapustę pomarańczowo-żurawinową według przepisu Bei, i niestety wcale mi nie smakowała. :-(
Chcę jeszcze dać szansę temu warzywu i zrobić z niego klasyczną kiszoną kapustę, tak jak się kisi jej biała siostrę - rozgniatając ją z solą i pozwalając ukisić się w sosie własnym.
Red pickled cabbage according to Ikuko Hisamatsu's recipe is mixed with onion and covered with vinegar with salt, sugar, garlic, chilli and bay leaf. It gets a beautiful colour but the taste wasn't surprising and definitely lacked the wow factor. It's okay and I'll eat the whole jar I pickled (you cannot pickle just a tiny bit of a cabbage *^-^*), but I'll think again before pickling red cabbage again.
I also tried the red cabbage with oranges and cranberry jam but I didn't like it at all. :-(
I really want to give this vegetable a second chance and I'll try to prepare it like the classic white cabbage sauerkraut - covered with salt and pickling in its own juices.


A teraz wracam do nauki, bo dzisiaj na japońskim kolejny test ze znaków. Ostatnio mam wrażenie, że nic innego nie robię tylko się uczę i uczę....
And now I'm going back to Japanese because I'm having another kanji test today. Recently I've been having a feeling that all I've been doing was studying, studying, studying...

Thursday, February 14, 2013

バレンタインデー

Ręcznie robione czekoladowe serduszka w pudełku origami, dla mojego ukochanego męża. *^o^*~~~
Handmade chocolate hearts in an origami box. For my beloved husband. *^o^*~~~
手作り折り紙箱に本命チョコがあります。私の夫に。*^0^*~~~


Tuesday, February 05, 2013

Ogródek na balkonie I

I was asked to write about my balcony garden, to share my last year's experience and help other start their own gardens in pots. So here is my little piece of knowledge.
私は自分のバルコニーの庭を書きます。

***

Lejdi poprosiła mnie o wpis na temat zakładania ogródka na balkonie. Jestem w tym temacie laikiem i mam tylko jeden sezon doświadczenia, ale z przyjemnością podzielę się moją skromną wiedzą, bo może skusi to kogoś do eksperymentów na własnym balkonie? Bardzo by mnie to ucieszyło! *^o^*

Po pierwsze, czy trzeba mieć ogród, żeby uprawiać warzywa?
Nie. Można je uprawiać na tarasie, na balkonie a nawet na kuchennym parapecie, jeśli tylko takim dysponujemy. Od miejsca upraw będzie zależało to, co będziemy mogli hodować (o tym, co będziemy chcieli napiszę poniżej).
Jeśli mamy duży taras, to jest to sytuacja najlepsza, bo duży taras oznacza dużo miejsca na skrzynie i donice. Wraz ze zmniejszającą się powierzchnią balkonu nasze możliwości uprawowe maleją, ale nawet jeśli nie mamy balkonu w ogóle, to na parapetach możemy ustawić doniczki czy skrzynki z zieleniną.
Najważniejsze na tym etapie jest określenie, ile słońca/światła dostaje nasz balkon (taras lub parapet) - to będzie się zmieniało wraz z porami roku, ale im większe nasłonecznienie tym lepsze warunki dla rozwoju roślin. Inaczej będzie oświetlony balkon wysunięty poza obręb budynku a inaczej loggia, która jest wnęką w ścianie i dostaje światło tylko z jednej strony (mój balkon jest takim przykładem, zdjęcie oczywiście pochodzi z zeszłego sezonu, to mój najbardziej nasłoneczniony róg balkonu ^^*~~). 


Jeśli tuż pod naszym balkonem rośnie wielkie rozłożyste drzewo, to może ono zasłaniać nam światło i to też trzeba wziąć pod uwagę. Z kolei wysunięty balkon jest otwarty na wiejące wichry i to może nam popsuć szyki uprawowe (mój poprzedni balkon był właśnie taki, umiejscowiony w "korytarzu powietrznym" między dwoma długimi budynkami, zimne wiatry kilka razy wiosną przeziębiły mi sałaty, które miały pomarszczone suche liście zewnętrzne właśnie od wiejących wichrów...). Ale na to też możemy zaradzić, zabudowując balkon szkłem lub stawiając doniczki w foliowych mini-szklarniach na stelażu metalowym, a zimą możemy przykryć rośliny agrowłókniną. Nieduży wiatr rozprasza np.: mata słomiana, przepleciona przez barierkę balkonu. (Dziękuję koleżance Zuzie za podpowiedź! ^^)

Ważna informacja dotycząca dużych skrzyń z ziemią na balkonie - każdy balkon ma swój udźwig, więc sprawdźmy najpierw w administracji, ile tego towaru wolno nam upchać na naszym balkonie!!!

Wybór roślin na nasz balkon - co możemy vs. co chcemy uprawiać
To, co znajdzie się na naszym balkonie po części zależy od naszego wyboru a po części od warunków na nim panujących. Zacznijmy od "co możemy uprawiać":
- na dużym tarasie możemy mieć wszystkie warzywa i krzaki owocowe a nawet nieduże drzewa, tutaj jest wystarczająco miejsca na głębokie i szerokie skrzynie czy donice, które zapewnią dobre warunki wzrostu
- na balkonie zmieści się większość warzyw (oczywiście nie wszystkie na raz *^v^*), z owocami już może być kłopot ze względu na rozmiary krzewów czy drzew owocowych
- jeśli mamy tylko parapety, na pewno pozostają nam zioła i sałaty, groch czy bób siany na pędy oraz niektóre miniaturowe odmiany warzyw (np.: pomidory)

Teraz zastanówmy się, co chcemy uprawiać na naszym balkonie:
Gdybym miała duży ogród, siałabym wszystko! Ale ponieważ jestem ograniczona powierzchnią balkonu (1,20 m x 4,5 m), wybieram warzywa, które:
- lubię jeść
- zazwyczaj są drogie a mogę je uprawiać na balkonie i w ten sposób zaoszczędzić
- są w Polsce niedostępne, a ja chcę je wprowadzić do mojego menu
Nie próbuję uprawiać buraków, bo chociaż je uwielbiam, są tanie i dostępne w sklepach przez cały rok (wiem, tylko jedna czerwona odmiana, więc może w przyszłym roku pokuszę się o wyhodowanie jakichś ciekawych odmian żółtych czy pasiastych?... *^-^*). Za to próbuję uprawiać pomidory, moją letnią miłość, zioła oraz azjatyckie sałaty i kapusty, bo nie mogę ich kupić w Polsce, a tak łatwo rosną na balkonie!
Najlepiej wypisać sobie swoje ulubione warzywa i zrewidować listę pod kątem dostępnego miejsca, wybierając te najciekawsze, bo dla nich będzie nam się chciało codziennie doglądać upraw. *^v^*

Powróćmy na chwilę do "co możemy uprawiać"
Rzućmy okiem na nasz balkon (lub parapet) i podejmijmy decyzję, jakie warzywa zagoszczą u nas w tym sezonie. Generalna zasada jest taka, że im większa doniczka tym większa roślina - większy przyrost i większe plony. 
Zioła i sałaty, szczególnie te uprawiane metodą "cut-and-come-again" czyli skubania zewnętrznych liści do sałatek, podczas, gdy roślina cały czas przyrasta od środka, będą się dobrze czuły w standardowych skrzynkach balkonowych wysokości ok. 15 cm. Tak samo wysiany na pędy groszek czy bób - nie czekamy, aż urośnie nam wielka pnąca się roślina tylko ścinamy 15 centymetrowe młode pędy i zjadamy ze smakiem. *^o^*
Jeżeli chcemy uprawiać pomidory, paprykę, chilli, bakłażana, to potrzebujemy pojemników o wysokości co najmniej 30 cm i takiej średnicy - czyli najlepiej uprawiać je w standardowym wiadrze. Piszę "co najmniej", bo wiemy już, że im większy pojemnik tym lepsze warunki dla roślin i lepsze plony. Pamiętajmy, że to wiaderko ziemi to będzie wszystko, co dany krzak pomidora będzie miał do życia - musi tam mieć odpowiednią ilość wody i składników odżywczych w glebie, żeby zdrowo rosnąć. 
I ważna rzecz: mimo, że sadzonka na początku wiosny będzie niewielka, do jednego wiadra sadzimy tylko jeden krzaczek. On urośnie i wypełni sobą całą dostępną powierzchnię, zarówno korzeniami pod ziemią, jak i nad ziemią w postaci rozłożystego krzaka z liśćmi i owocami, a jeśli tuż obok będzie miał konkurencję w postaci kolegów to wszyscy oni zaczną się wyciągać do słońca zamiast skupić na kwitnieniu i owocowaniu... (uczcie się na moich zeszłorocznych błędach przy uprawie pomidorów...)
Nie polecam prób uprawy balkonowej dużych odmian dyni czy cukinii, bo nie będziemy mieli wystarczająco dużo miejsca dla tych roślin. Możemy za to poszukać odmian miniaturowych, przeznaczonych właśnie na balkony i tarasy. Niektóre można uprawiać w koszach wiszących, co oszczędza nam miejsce na podłodze i wygląda atrakcyjnie! *^v^*

Jak i kiedy zacząć balkonową uprawę?
Kiedy już wiemy, co chcemy uprawiać na naszym balkonie i zaplanowaliśmy mniej więcej ilość i rozstawianie roślin, około lutego możemy zacząć siać nasiona. Możemy wybrać torfowe doniczki wypełnione specjalną ziemią do siewek albo torfowe kapselki, które namaczamy (zwiększają objętość w górę). 
Poniższe zdjęcia z zeszłego sezonu.



Trzecią metodą jest wysypanie ziemi do plastikowej kuwety i wysianie (np.: ziół lub sałaty) sypiąc hojnie po całości. Minusem tej metody jest fakt, że kiedy siewki wyrosną na ok. 6 cm i będą miały po dwie pary liści, będziemy musieli je poprzesadzać, a takie młode roślinki są bardzo delikatne (łapiemy zawsze TYLKO za liścienie, nie za łodyżkę!) i łatwo je uszkodzić podczas wyciągania z ziemi i sadzenia w nowym miejscu. Zarówno doniczki jak i kapselki torfowe są materiałem rozkładalnym w glebie, więc kiedy nasze sadzonki staną się dostatecznie duże, wsadzamy do docelowej doniczki cały element (roślinka plus doniczka/kapsel) nie bawiąc się w wydłubywanie pojedynczych młodziutkich siewek z ziemi i upychanie ich w nowej ziemi. 
(poniżej zdjęcie z zeszłego sezonu)



Torfowe doniczki umieszczamy w szklarenkach z pokrywką (dostępne w sklepach ogrodniczych, a niedługo zapewne będą do kupienia jak co roku w Lidlu *^v^*). Pokrywka zapewni naszym siewkom ciepło i wilgoć, a także ochronę przez skubiącym zieleninę kotem. ^^*~~ Szklarenki ustawiamy na parapecie, codziennie sprawdzając wilgotność torfowych doniczek. Szklarenki które kupiłam w Obi mają w pokrywach suwaki pozwalające w upalne dni przewietrzyć siewki, żeby się nie zaparzyły, ale w lutym to im raczej nie grozi, bo słońce jeszcze nie operuje tak mocno. ^^
Acha, i uprawy należy opisać wetkniętymi w ziemię plastikowymi znacznikami lub szpilką w torf z karteczką, bo przez długi czas nie będziemy wiedzieli, co posialiśmy. *^v^*

W ten sposób przygotowuję przed wiosną sadzonki większości roślin, które uprawiam - wprawdzie sałaty czy zioła można od razu siać do docelowych doniczek, ale musiałabym to robić w marcu, licząc  na ciepłe słoneczne dni (a mam zamykany balkon, cieplejszy o kilka stopni niż temperatura na zewnątrz), a tak będę już miała podrośnięte sadzonki gotowe do przesadzenia do ziemi, a szklarenka zwolni się na kolejne wysiewy.

Po co siać ponownie?
Bo pierwsze sałaty zostaną zjedzone, i co wtedy? *^w^* 
Pamiętajmy, że mamy do dyspozycji tylko nasz balkon, więc powierzchnia jest ograniczona i sałat zacznie nam ubywać szybciej niż nam się wydaje. Wyobraźcie sobie, że wyrosło Wam sześć krzaczków bazylii - bazylia to nie jest wielki krzew, toż to jedno porządne pesto i już po naszej bazylii!... Dlatego na początku marca, kiedy przeniosę podrośnięte sadzonki sałat do ich docelowych doniczek (i być może wystawię je już na mój zamknięty szybami balkon albo postawię na parapecie w sypialni), zrobię drugi wysiew do szklarenek, i tak będę robić przez cały sezon, obserwując co w jakim tempie nam się zjada, i czego może za miesiąc zabraknąć. Będę też siać późnym latem warzywa na jesień i zimę, ale o tym potem w trakcie sezonu ogrodniczego. *^o^*
Oczywiście nie będę dosiewać pomidorów czy papryk, nie mam miejsca na plantację tych roślin! *^v^*

Mówiliśmy już o rozmiarach pojemników, a teraz słów kilka o tym, w czym możemy uprawiać nasze warzywa.
Jest wiele możliwości. *^o^*~~~
W zależności od miejsca, jakim dysponujemy, mogą to być kupne skrzynki lub doniczki z różnorakich materiałów - plastikowe, ceramiczne, drewniane, metalowe. Możemy zrobić pojemniki własnoręcznie - zbić skrzynie z drewna i wyłożyć je grubą folią. Możemy zaadaptować pod uprawy wielkie puszki po produktach żywnościowych, skrzynki po winach, plastikowe wiaderka, pojemniki na wodę, stare kalosze (serio! ^^), naczynia ceramiczne, itd. Byle nie były to pojemniki po materiałach toksycznych/farbach/benzynie. No i oczywiście każdy z nich musi mieć odpowiednie otwory drenażowe, bo rośliny nie lubią stać po kolana w wodzie.
Przy okazji, od niedawna mamy w sklepach ogrodniczych specjalne doniczki i skrzynki samonawadniające, z systemem niedopuszczającym do przesuszania gleby. To nie jest tanie rozwiązanie, ale jeśli nas stać, a nie mamy dużo czasu na podlewanie naszej balkonowej grządki, można zainwestować w tego typu doniczki.

Ziemia
Nasze balkonowe warzywa będą rosły w pojemnikach, to oznacza, że będą miały mniej miejsca niż gdyby rosły w ogrodzie i nie będą mogły rozprostować korzeni na dowolną długość i szerokość, i sięgać po substancje odżywcze. Dlatego musimy dobrze przygotować ziemię - na przykład zioła nie mają dużych wymagań glebowych i nie lubią zbyt bogatej ziemi, czego nie można powiedzieć o innych roślinach. Do moich upraw przygotuję mieszankę zwyczajnej ziemi ogrodniczej, torfu, keramzytu dla utrzymania wilgotności, kulek styropianu dla lekkości i przepuszczalności podłoża (ziemia w doniczkach lubi zbijać się w grudy), oraz po garści kurzego nawozu w granulkach na pojemnik. Dodatkowo będę podlewać warzywa płynnym nawozem (ogólnym do warzyw lub specjalnym do pomidorów). Niestety nie mam miejsca i możliwości robienia własnego kompostu, czego bardzo żałuję.

Skąd wziąć nasiona?
Przyznam, że jest to temat, który wyjątkowo mnie frustruje, bo polscy producenci nasion mają moim zdaniem ograniczoną ofertę, często traktując ogrodników jak idiotów, sprzedając "paprykę ostrą", "paprykę ozdobną dzwonek" czy "mieszankę japońskich ziół", ignorując fakt, że te rośliny mają swoje nazwy gatunkowe. Polskie sklepy internetowe są słabo zaopatrzone i nieczytelne - ostatnio trafiłam do sklepu, w którym katalog z nasionami warzyw zajmował 67 stron jednym ciągiem! 67 stron nieposegregowanych warzyw, kto ma czas i ochotę robić zakupy w takim sklepie, który najwyraźniej nie ma szacunku dla kupujących...

Dlatego ja w nasiona zaopatruję się głównie wysyłkowo w sklepach w Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie mam ogromny wybór nasion organicznych lub nie, w czytelnie zorganizowanym katalogu, porządnie opisanych pod kątem gatunku, nazw zwyczajowych, wymagań uprawowych, wielkości, owocowania, preferowanego miejsca uprawy. Wysyłka do Polski waha się od ok. 2 do 5 funtów, a ceny paczki nasion są ok. dwa razy wyższe niż w Polsce, ale wybór jest nieporównywalny! (szczególnie jeśli chodzi o moje ulubione chilli czy azjatyckie sałaty i kapusty)

Moje ulubione sklepy to:
www.seedaholic.com (przesyłka do Polski przychodzi w 3 dni!)

Inne sklepy polecane przez Alys Fowler i Jamiego Olivera: (sama jeszcze w nich nie kupowałam, ale zamierzam)

Zamiast siania nasion można kupić na wiosnę gotowe sadzonki i ja tak zrobię z kilkoma odmianami ziół, które w zeszłym roku wcale mi nie chciały dobrze rosnąć albo nie miałam na nie już miejsca w szklarenkach, np.: oregano, estragon, różne bazylie, mięty i szałwie. Informacja dla Warszawiaków - sadzonki kupuję pod Halą Mirowską. *^o^*

I polecam pisanie notatnika ogrodniczego, bo dzięki temu w kolejnym roku będziemy wiedzieć, co sialiśmy, jak nam rosło, na jakim stanowisku co się udało a co nie. Bardzo przydatne!

***

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach a postaram się na nie odpowiedzieć w miarę moich możliwości i niewielkiej wiedzy ogrodniczej. I zakładajcie ogródki balkonowe, a stworzymy sobie balkonową społeczność, będziemy wymieniać się doświadczeniami, nasionami i zdrowo odżywiać! *^-^*~~~