Zakochałam się. Beznadziejnie i nieodwołalnie, (przynajmniej na ten moment ^^*~~)
Zakochałam się w Edynburgu.
I fell in love. Totally hopelessly and inevitably, (at least at the moment. ^^*~~)
I fell in love with Edinburgh.
Na Instagramie trafiłam na
konto, które gromadzi zdjęcia użytkowników, a przedstawia Edynburg i okolice. I ja wiem, że to są fotografie najpiękniejsze, specjalnie wybrane, często podkręcone filtrami, ujęcia z najatrakcyjniejszych miejsc, czasami trafione jedno na 10 000 ujęć, każde miasto można tak sfotografować!... Co z tego?!
Ja kocham Edynburg i chcę tam pojechać. I zamieszkać.
I wiem, że to nie jest Tokio.
Chce mieszkać jednocześnie w Szkocji i w Japonii, niech no tylko się rozdwoję!... *^V^*
Na razie planuję wycieczkę, żeby pospacerować po tych wszystkich ulicach i zobaczyć to miasto na własne oczy.
I found
an account on Instagram that gathers the photos of that city's and its surroundings from many users. And I know that those photos are the most beautiful ones, specially chosen, often spiced up with the filters, taken from the most attractive spots, sometimes chosen the one from 10 000 shots, each city can be photographed in this way!... So what?!
I love Edinburgh and I want to go there to visit. And to live there.
I know it's not Tokyo.
I want to live simultaneously in Scotland and Japan at the same time, just wait till I divide into two Joannas!... *^V^*
At the moment I concentrate on planning the trip to Edinburgh to see the city with my own eyes.
Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego przez ostatnie dwa miesiące jakoś mało jest u mnie twórczości do pokazywania na blogu i doszłam do wniosku, że jednym z powodów są koty. No bo trafiły nam się egzemplarze towarzyszące. Co to znaczy? To znaczy, że łażą za mną krok w krok. Jeśli siedzę na kanapie z książką, to one śpią albo bawią się w tym samym pokoju, czasami obok a czasami na mnie. Natomiast jeśli wstanę i zrobię trzy kroki do kuchni (która jest w tym samym pomieszczeniu, tylko trzeba ominąć stół *^v^*), to one się budzą i już siedzą na stole albo pokładają mi się pod nogami. Jeśli pójdę do drugiego pokoju, to od razu lecą tam za mną i patrzą mi na ręce, co robię. Jak idę pod prysznic, to jeśli nie zamknę drzwi od łazienki, siedzą pod drzwiami prysznica na chodniczku łazienkowym i mnie pilnują. Każda moja zmiana miejsca pociąga za sobą przemieszczanie się kotów, jeszcze nie próbowałam w tych warunkach odrysowywać wykrojów z Burdy, ale przeczuwam, że może być wesoło... ^^*~~
I've been thinking recently about the reasons why for the past two months I haven't created much to show on the blog, and I reached the following conclusion - among other things, the reason is the cats. We have the accompanying cats. What does it mean? They follow me wherever I go. When I'm on the sofa with a book, they sleep or play in the same room, sometimes close to me or involving myself. But when I get up and go to the kitchen (which is in the same room, you just have to go past the table *^v^*), they immediately sit on the table or lay under my feet. If I go to the other room, they run after me and observe what I'm doing there. When I'm under the shower and haven't closed the bathroom door properly, they sit under the shower glass door and wait for me. My every change in position is connected with their movement, I haven't tried to copy the Burda's pattern or redraw the pattern on the fabric with them yet (I do it on the bedroom's floor), but I suspect it may be a very interesting experience... ^^*~~
Grudzień nastraja mnie sentymentalnie. Moja mama wpada wtedy w świąteczną gorączkę i jej nerwowy nastrój oczywiście mi się udziela. Trzeba kupić to i tamto, przygotować to i sio, czy zdążymy ze wszystkim, i prezenty trzeba, i w ogóle... Potem trzeba będzie siedzieć przy stole i jeść to wszystko... Miesiąc sponsorowany przez słowo "trzeba"! Im bliżej końca roku tym gorzej, a ja staram się przed tym uciec, uciec psychicznie, w głąb siebie. Czasami łapię się na tym, że kiedy poszłam po coś do sklepu, to zamiast od razu wrócić do domu najkrótszą drogą, bo siąpi zimny deszcz i wieje lodowaty wiatr, ja idę powoli, kręcę alejkami po osiedlu, daję się smagać tej zimie, bo kiedy tak idę to czuję się, jakbym była kimś innym, prowadziła inne życie i może nie musiała obchodzić świąt?... Psychologia ma na pewno jakąś mądrą nazwę na takie zachowanie. *^-^*
December makes me sentimental. My mother starts to have a Christmas fever at the beginning of the month and her emotions have an influence on me. We have to buy this and that, prepare this and that, are we going to be on time with everything?, and the presents, and all.... Then we will have to sit at the table for two days and eat it all... December is sponsored by the expression "we have to"! The closer it gets to Christmas the more nervous atmosphere gets, and the more I keep withdrawing from everything. Sometimes when I go shopping and should be coming home quickly because the rain is so wet and the wind so freezing, I find out I keep wandering slowly around the neighbourhood choosing the longest way home because when I do it I feel like somebody else, with a different life, maybe someone who doesn't have to take part in that Christmas craziness?... I'm sure psychology has some nice name for such condition. *^-^*
Przez tę nerwową atmosferę nie lubię świąt i przechodzę przez nie jak przez zło koniecznie. Od kiedy nie ma z nami mojego ojca na mnie spadł obowiązek upieczenia ciast na święta, i w sumie robię to z ochotą, bo mogę czymś zająć ręce i głowę. I trochę bawię się dekoracjami, ostatnio zainteresowałam się tym tematem i chciałabym spróbować kilku technik cukierniczych. Pochwalę się ciastem, jakie w tym roku upiekłam dla naszej zaprzyjaźnionej stajni, wyszło całkiem spore, ok. 30 cm średnicy (w
zeszłym roku upiekłam podobną gwiazdę na spotkanie z przyjaciółmi, wtedy to była nowość, teraz widzę takie gwiazdy w wielu miejscach, nawet w jednym miesięczniku kulinarnym!):
Because of that nervous atmosphere I don't like Christmas and I struggle through those two days somehow (we visit my mum on Christmas Eve for diner and then next day for breakfast and lunch). Since my father died I am responsible for the cakes which is in fact not that bad because I can keep my hands and head occupied. I started to play with decorations, the topic I want to explore more. Let me share the poppy seed cake I baked this year for the friends in the stables, it turned out quite big, about 30 cm in diameter (similar to
the one I baked last year for the meeting with the friends):
Ciasto jest drożdżowe a nadzienie z masy makowej. Ozdoby zrobiłam z
masy cukrowej (wycinałam foremkami) i cukrzonych żurawin. A przy okazji, bo zostało mi ciasto i nadzienie, zrobiłam małe ciasto na weekend dla nas dwojga. *^v^*
It's a yeast dough and poppy seed stuffing, I made the decorations from the
sugar paste (using cookie cutters) and also added cranberries coated with sugar. I had some dough and stuffing left so I made a small cake for the two of us for the weekend. *^v^*
Acha, i koniecznie muszę Wam jeszcze polecić dwie książki! Przeczytałam połowę trzeciego tomu cyklu Grzegorza Kalinowskiego i postanowiłam go sobie dawkować, bo mi się za szybko skończy!..., więc w ramach przerwy zabrałam się za dwie średniogrube książki. Po obydwie sięgnęłam przypadkiem na półkę biblioteczną, czasami lubię tak sobie wylosować lekturę.
"Kijanki i kretowiska" Aleksandry Zielińskiej to zbiór opowiadań i zazwyczaj po takie książki nie sięgam. A dlaczego? Bo nie są łatwe, uwierają, poruszają brzydkie trudne tematy, a chyba nikt nie lubi czytać o takich rzeczach. Ale tutaj każda z historii jest pokazana w bardzo ciekawy sposób, krótka forma narzuca zwięzłość a dodatkowo autorka umiejętnie prowadzi nas przez wydarzenia, nie zdradza wszystkiego od razu, dawkuje fakty.
Za to
"Przedziwne są twe dzieła, panie" Tatiany Ustinowej to świetny kryminał! Bardzo lubię kryminały rosyjskich autorów i tym razem znowu się nie zawiodłam. Małe miasteczko, lokalne muzeum sztuki, jest i trup, i trochę tajemnic. Jak zaczęłam czytać, to noszę tę książkę ze sobą po mieszkaniu i doczytuję po kilka kartek jak tylko mam chwilkę czasu. ^^*~~
Oh, and I've been reading two very good books now, I took them from the library's shelf at random and it was a good choice.
"Tadpoles and molehills" by Aleksandra Zielińska is a collection of short stories, talking about difficult topics from our lives. I don't usually read such books, they are uncomfortable, leave a bitter aftertaste, nobody likes to hear about such things. But each story is somehow interesting and the short form adds some zing.
The second book is a crime story by the Russian author Tatiana Ustinowa and I'm never disappointed with the Russian crime stories! Small town, local art museum, a dead body, some mysteries. When I started to read it I kept carrying it with me around the house to catch a few pages when I had a chance during the day! ^^*~~
A czekają już na mnie takie pozycje, nie ma to jak poczytać na Facebooku w komentarzach co jedna pani poleca drugiej pani!... *^V^*
And here is what's been waiting for me in the queue! That's what happens when I read the comments on Facebook to my friend's post about reading and people keep recommending new reads!... *^V^*