Wednesday, February 17, 2021

DOJadanie 2021 - początek

Today, as usual for the past few years, we are starting the Yearly Slimming of the Menu period that will last for 44 days. This year again we are going to go on vegan diet. Since I'll be talking about the products from the Polish producers and shops, and mainly cook from the Polish vegan blogs' recipes, I'll stick to Polish in the posts concerning our YSM.

Zaczynamy DOJadanie czyli Doroczne Odchudzanie Jadłospisu!!! *^v^*

Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, to można poczytać we wpisach z lat poprzednich, DOJadanie przybierało różną postać a przez ostatnie dwa lata na 44 dni przechodziliśmy na dietę wegańską, tak jak to się stanie i w tym roku.

DOJ 2016 

DOJ 2017

(w 2018 roku na przedwiośniu moja mama już poważnie chorowała i w tym czasie nie mieliśmy głowy ani do DOJadania, ani nawet do pisania na blogu)

DOJ 2019 (wegańskie)

DOJ 2020 (wegańskie) 




Rok 2021 znowu przynosi nam półtora miesiąca weganizmu, do tego oczywiście odstawiamy takie fikuśności jak alkohol czy słodycze (będą wegańskie desery, a co! ^^*~~). Do tego joga i jeśli pogoda pozwoli rower, a jaki to da efekt zobaczymy. Chcemy się jak zawsze oczyścić, odchudzić, przygotować na wiosnę! *^v^* 

 



Mam milion przepisów do wypróbowania przypiętych na Pinterest, mam stare sprawdzone pomysły do powtórnego zjedzenia, mam leczo w słoikach w piwnicy i wegański kapuśniak w zamrażarce oraz stos wegańskich książek kucharskich, nie zginiemy! *^V^* 

Cieszy mnie, że rośnie dostępność wegańskich produktów - kiedyś trzeba ich było szukać w sklepach eko-bio, teraz są całe regały pełne wegańskich dobroci w  Auchan, Biedronce, Carrefourze, Lidlu, Leclercu!

 

 


W tym roku chcę więcej gotować z obydwu książek Jadłonomii i z "God Food" Malki Kafki, zrobiłam listę potraw, które na pewno chcę przetestować. W naszych torbach na zakupy będą lądować warzywa, owoce, orzechy, grzyby. Będziemy też kupować burgery i klopsy Dobrej Kalorii, pierogi Virtu, margaryny wegańskie Flora i Rama, serek biały Violife, jogurt kokosowy Koko, majonez Develey, jest też kilka nowinek z tych kategorii które przetestujemy. Raczej nie będziemy kupować żadnych gotowych wegańskich kiełbas, wędlin czy serów dojrzewających, robiliśmy kilka podejść w zeszłych latach i to wszystko było paskudne a do tego drogie... Niedawno kupiłam wegańskie kabanosy Tarczyńskiego i niestety też nam nie smakują, są jak tektura z dziwacznym posmakiem... Chcemy jeść warzywa, owoce, grzyby, a nie na siłę odtwarzać produkty mięsne z niemięsnych składników, żeby nasze talerze wyglądały znajomo, nie o to nam chodzi!

 


 

***

Przy okazji pytanie, które chyba jeszcze nie padło w żadnej edycji wegańskiego dojadania, ale może kogoś nurtuje - czy żywienie wegańskie jest drogie?

 


 

Odpowiem przekornie - a czy żywienie z udziałem produktów odzwierzęcych jest drogie? Jest bardzo tanie, jeśli kupujemy najtańsze (słabej jakości) mięso  czy jajka fermowe, będzie też tanie jeśli trzymamy się ograniczonej ilości typów produktów (np.: jadamy tylko kurczaka a nie inne rodzaje mięs, tylko biały twaróg i żadne inne sery). Jest drogie gdy sięgamy po mięso i wędliny z hodowli i produkcji ekologicznej, biomleko, biosery, będzie też drogie jeśli kupimy fikuśności jak mięso strusia, dzika, egzotyczne ryby, francuskie sery pleśniowe dla koneserów, kawior... Podobnie jest z weganizmem.

 


 

Można kupować najdroższe roślinne "mleka" i "sery" (te potrafią być kuriozalnie drogie!), jackfruita, seitan, wegańskie "mięsa" i "wędliny". Będzie tanio, jeśli nasz jadłospis oprzemy na lokalnych sezonowych warzywach i owocach, z niewielkim udziałem orzechów, przetworów sojowych. Będzie drogo, jeśli obkupimy się w nowoczesne ale dla nas nierodzime "superfoods" w stylu kombuchy, nasion chia, herbaty matcha, jagód goji, komosy, zapominając o naszej własnej kapuście kiszonej, owocach jagodowych, żurawinie, siemieniu lnianym, czarnym bzie. 

 


 

W każdym systemie żywienia można przejść całą skalę od bardzo tanio do bardzo drogo, można też dostosować jadłospis do swojego portfela, na przykład na co dzień jedząc taniej ale pozwalając sobie na droższe produkty co jakiś czas, ja tak robię kiedy mogę sobie pozwolić na lepsze produkty.  

(Tak samo w każdym sposobie żywieniowym możemy jeść super zdrowo albo super niezdrowo! Olej palmowy i syrop glukozowo-fruktozowy są przecież wegańskie...)

 

***

Dla przejrzystości zrobiłam na górnym pasku bloga osobną stronę DOJadania. Dodatkowo kiedy wejdziecie w zakładkę COOK na pierwszym miejscu znajdziecie wypisane wegańskie i wegetariańskie potrawy, które pojawiły się na blogu, te oznaczone jedną lub trzema gwiazdkami są przez nas wyjątkowo polecane do zjedzenia! ^^*~~ Nasza spiżarnia i lodówka już gotowe do DOJadania, zrobiłam zapasy strączków, ryżów, mąki, do jedzenia gotowi START!!! *^V^*

Thursday, February 11, 2021

Racuchy


Pączki pączkami, ale w tym roku w Tłusty Czwartek postanowiłam przypomnieć sobie smak babcinych racuchów! *^-^* 

This year on Fat Thursday I decided I wanted to recall the taste of my Granmother's traditional Polish doughnuts called racuchy! *^-^*



 

Przepis jest prosty, należy wymieszać i chwilę wyrobić:

- 450 g mąki pszennej

- 15 g drożdży suchych (babcia używała świeżych, 30 g)

- szczyptę soli

- 2 łyżki cukru

- 1,5 szklanki mleka

- 1 jajko

Włożyć do miski posmarowanej olejem, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na godzinę - ma podwoić objętość. Ja stawiam miskę na kaloryferze.

Na patelni rozgrzać kostkę smalcu (nie wiem, jak będą smakować racuchy smażone na oleju, moja babcia nigdy go do tego celu nie używała) i wykładać ciasto formując placki - ciasto nabieram z miski łychą i ostrożnie zsuwam na patelnię pomagając sobie silikonową łopatką, uklepując na płasko. Nie martwcie się, racuchy urosną, będą lekkie i puszyste w środku, i chrupiące z zewnątrz! Smażymy kilka minut na złoty kolor, odwracamy i smażymy znowu kilka minut. Ogień nie może być za duży, bo racuchy szybko się spalą na zewnątrz a w środku będą surowe! Ja stawiam patelnię na najmniejszym palniku.

 

Recipe is easy, just combine:

- 450 g wheat flour

- 15 g dried yeast

- a pinch of salt

- 2 Tbsp sugar

- 1,5 cup milk

- 1 egg

Put the batter into the oiled bowl, cover and leave to rise for 1 hour in a warm place.

Put some lard into a pan and fry the doughnuts - I pick some batter with a big spoon and then slide it carefully into the hot lard with a silicone spoon. Fry a couple of minutes till golden on one side, then flip and fry on the other side. The heat cannot be too big because the doughnuts might burn and still be raw inside! I use the smallest fire on my stove.



 

Usmażone racuchy odsączać z nadmiaru tłuszczu i podawać posypane cukrem pudrem, z łyżką podgrzanych konfitur wiśniowych. *^v^*

Drain the excess fat on the kitchen paper, sprinkle with sugar and serve with warmed cherry jam. 

 


 

Na dziś tyle, bo chciałam na szybko podzielić się przepisem na racuchy, gdyby przypadkiem ktoś nie miał babci i go nie znał! ^^*~~ Wieczorem pierwsza pizza (ciasto fermentuje od wczoraj) a jutro pierwsze bagietki w nowym piekarniku, trzymajcie kciuki! 

That's all for today, I just wanted to quickly share the racuchy recipe in case your Granny didn't make them! ^^*~~ Tonight I am making the first pizza in the new oven and tomorrow - first breadrolls, keep your fingers crossed!


Monday, February 08, 2021

Zima trzyma...

Proszę się poczęstować Pawłową z jagodami, bo bez czegoś słodkiego na talerzu czytać dalej może być trochę przerażająco!

 


 

Czy jechaliście kiedyś przez miasto z surowym chlebem pod pachą?... Ja tak, w zeszły piątek. Upiekłam pierwszy bochenek, ale gdy go wyciągałam z piekarnika wydał mi się jakiś taki bladawy... Postukałam od spodu, głucho, czyli gotowy. No to wstawiłam żeliwny garnek z powrotem do pieca i czekam, aż temperatura wzrośnie żeby upiec drugi bochenek, a tu mija czas - 5, 10, 15 minut i nic. Wsadzam rękę do piecyka, ledwo ciepławo... Wyłączyłam - pokazuje temperaturę resztkową piekarnika 75 stopni...

Padła grzałka od termoobiegu, co jako dodatek do zepsutego rożna, termosondy i niemożności pieczenia z parą (piekarnik uznawał parę wodną za program do oczyszczania i po 20 minutach się wyłączał, a ja miałam wielki sernik do upieczenia nastawiony na godzinę!... >u<) sprawiło, że podjęliśmy decyzję o kupnie nowego. Drugi chleb zawiozłam do upieczenia do znajomych mieszkających niedaleko, ale następne pieczenie będzie już w nowym piecyku, nie mogę się doczekać! *^0^* No bo sami rozumiecie, bez działającego porządnie piekarnika jak bez ręki! Po wnikliwej analizie tego co obecnie jest na rynku wybraliśmy ponownie Amicę, bo poprzednia przez lata nas nie zawiodła, dopiero niedawno zaczęła się psuć, nowy sprzęt przyjeżdża do nas we wtorek! ^^*~~


***


 

W sobotę zdecydowaliśmy się wykorzystać sytuację, że śnieg i lód na nieodśnieżanych ścieżkach rowerowych sam stopniał i poszliśmy na rower. Plan był taki, żeby dojechać ścieżkami do lasu Kabackiego a potem zrobić sobie wycieczkę po trasach rowerowych w Kabatach i przez las zawrócić do domu. Niestety!... Na otwartych chodnikach śnieg może i stopniał, ale w lesie wśród gęsto rosnących drzew to była zupełnie inna historia! Próbowaliśmy wejść do Kabat w kilku miejscach i wszędzie natknęliśmy się na zamarznięte na mur lodowe rzeki... 

 




 

Nie pozostało nam nic innego jak zawrócić na ścieżki rowerowe wzdłuż ulic i tą drogą wrócić do domu. W niedzielę temperatura spadła znacząco a dzisiaj to już w ogóle jest zamieć śnieżna więc zapowiada się, że rowery znowu postoją tydzień albo dwa, ech...

 


 

***

Z innych wiadomości, zostałam Patronem! *^o^*

A konkretnie, zostałam patronem finansowym Radia 357 na Patronite.pl

 


 

Kiedy w zeszłym roku już zupełnie przestałam słuchać mojej ukochanej Trójki, bo się przecież się już nie dało..., ruszyło Radio Nowy Świat. Zapowiadało się nieźle, ale szybko przekonałam się, że to nie jest moje radio. Rzeczywiście jest to nowy świat - bardzo dużo tam młodych głosów, bo takie też to radio stawia sobie cele, kształcić nową kadrę młodych radiowców, ale ja tego nie czuję. Wiecie, jestem jak inżynier Mamoń, lubię takie radio jakie już znam... *^0^* Owszem, Nowy Świat tworzą przede wszystkim Wojciech Mann, Jan Chojnacki, Magda Jethon, Jerzy Sosnowski, ale to dla mnie za mało. Poza tym, bardzo dużo jest tam wiadomości dnia codziennego i polityki, a to mnie po prostu w tak dużej dawce nie interesuje. Owszem, podsłuchuję niektóre audycje (np.: Muzykę Bardzo Poważną Krzysztofa Grabowskiego, perkusisty Dezertera) ale moje serce nie należy do tej rozgłośni.

Na szczęście w styczniu duża grupa byłych pracowników Trójki stworzyła radio, które jest dla mnie kontynuacją tamtej tradycji - tu słyszę "moje" głosy - Niedźwiecki, Strzyczkowski, Stelmach, Kaczkowski, Zozuń, Kłosińska, Michniewicz, Borowiecka, Gorazdowski, Łukawski, Hanke, Olszański i kilkoro innych (jest Helen!... *^-^*), są też młodzi redaktorzy, ale w dobrych proporcjach do starej kadry. Jest przede wszystkim dużo dobrej muzyki i część audycji w tych samych czasach antenowych co w Trójce, jest Lista!.... A jak już mówiłam, ja jestem konserwa, nie lubię zmian za to lubię to co już mi znane i lubiane. Dlatego postanowiłam wesprzeć moje radio darowizną na rzecz ich rozwoju. Na Patronite jest kilka poziomów finansowych więc można wybrać kwotę odpowiadającą naszym możliwościom, każdy z poziomów daje jakieś bonusy. Jeśli nie wiedzieliście, że istnieje takie radio, i że można ich wspierać finansowo, to już wiecie, nie ma za co! *^O^*~~~

***

Tyle na dzisiaj, bo poprzednie dwa tygodnie nie były zbyt twórcze, za to były poświęcone pielęgnowaniu zakatarzonego męża. ^^ Dziergam wprawdzie nowy sweter, ale jest to test więc nic nie mogę na razie pokazać. Zaczęłam nowy projekt akwarelowy, ale na razie jest na etapie dopracowywania szkicu. Za to zrobiłam porządny spis potraw wegańskich do przetestowania bo przecież DOJadanie się zbliża wielkimi krokami, startujemy 17 lutego!!! *^V^* 

 


 

Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się śnieżycy! ^^*~~

Sunday, January 24, 2021

All inclusive?...

 

Może chlebka? Jeśli nie, to na końcu wpisu jest szarlotka z lodami waniliowymi. *^v^*

Maybe a slice of bread? If not, there is an apple pie with vanilla ice cream at the end of the post. *^v^*


 

W piątek poszłam na rower. Postanowiłam sprawdzić, jak wyglądają ścieżki rowerowe i czy potrafię jeździć po roztapiającym się śniegu. Wniosek - nie potrafię! Kilka razy prawie się przewróciłam, więc część trasy pokonałam po chodnikach, a część przeszłam prowadząc rower. Piesi byli bardzo wyrozumiali, bo sami nie mieli dużo miejsca, chodniki tak samo jak ścieżki nie były zbytnio odśnieżone... 

On Friday I went out with my bike. I wanted to try if I can ride on the melting snow. Conclusion - I cannot! I almost fell a few times so on parts of my ride I used sidewalks and I even walked next to the bike for a moment. The pedestrians were very forgiving, they didn't have much space either on the sidewalks full of snow piles...


***

Dopadła mnie ostatnio taka myśl (jakaś myśląca się zrobiłam w nowym roku!... *^w^*) - no bo jest tak: dużo się od jakiegoś czasu czyta w mediach społecznościowych o inkluzywności. Głównie spotykam się z tym pojęciem w kontekście ciała, a szczególnie ciała w bieliźnie i bieliźnianej rozmiarówki, bo jestem fanką ładnej bielizny i śledzę zarówno ofertę różnych sklepów jak i blogi bieliźniarskie. Oczywiście bardzo się cieszę, że wiedza na temat rozmiarówki biustonoszy i świadomość, że nie każda z nas nosi przysłowiowe 80D w które próbują nas wcisnąć sieciówki jest znana coraz większej grupie kobiet, i fajnie, że w reklamach bielizny u większości producentów występują modelki chude i grube, niskie i wysokie, i średnie, i z dużą pupą i z małą, i z wielkim biustem i z maleńkim bo każda z nas może zobaczyć, jak wymarzony biustonosz wygląda na sylwetce podobnej do naszej (ze starszymi modelkami wciąż jest problem, w większości wszystkie młode ^^). Zgadzam się, że jak nam się opatrzą wszelakie sylwetki, to będziemy je automatycznie uznawać za normalne i nie będziemy dążyć do "jedynej słusznej" szczupłej figury. Ale...

I've been thinking recently about a certain topic - in the social media there's been a lot talking about body inclusivity in the past few months. I mainly come across this subject in the context of woman's body and its representation in the clothes and underwear adverts because I follow some underwear shops and blogs. Of course, I am happy that the knowledge about the range of sizes of woman's body is getting wider than the proverbial "36D for everyone" in retail chain shops. And it's cool there are different models hired to show the bras - fat and thin, short and tall, and the ones in the middle, with small and big butts, with huge and non existing boobs, that's how we can see the underwear and clothes on figures similar to our own and imagine how we would look in this or that piece of clothing. (it's not that easy with older models, most of them are young ^^). I agree if we keep seeing different silhouettes we will automatically regard them as normal and we won't dream about the "one and only proper shape" - thin one. But...

Jak zawsze jest jakieś ale. No bo pomyślałam sobie, że w porządku, dążymy do tego, żeby uznawać każde ciało za normalne, piękne, dopuszczalne. Ale niektórym nie wystarczy oswojenie ludzi z różnorodnością "człowiek chudy/gruby", idą dalej i pokazują, że np.: da się żyć bez depilacji bo w sumie włosy na nogach czy pod pachami są naturalne, rosną tam i już. Da się żyć bez makijażu czy farbowania włosów. A modelki, nawet te grube, są zawsze wydepilowane, umalowane, z piękną fryzurą, z gładkim ciałem. I z jednej strony z tym się zgadzam - sama chodzę na depilację, farbuję włosy, robię makijaż (no, nie codziennie! *^u^*), bo taka bardziej się sobie podobam, czuję się zadbana. Ale z drugiej - człowiek w stanie "naturalnym" jest taki jak jest w danej chwili, z włosami na nogach, z pryszczami i cellulitem, potargany jeśli akurat się nie uczesał, bez makijażu. I teraz moje pytanie brzmi - gdzie jest granica szerzenia inkluzywności? Czy skoro gruba modelka nie jest już dla nas dziwna, to może czas na pokazywanie bielizny i ubrań na kobietach z włosami na nogach, z nieidealną skórą, z siecią pajączków na buzi i podkrążonymi oczami? Tak wygląda zwyczajny człowiek! Ale czy tak pokazywany towar wyda nam się atrakcyjny? W końcu młoda szczupła piękna idealna modelka ubrana w daną sukienkę ma za zadanie zachwycić nas i sprawić, że wpadniemy w złudne przekonanie, że my też tak cudnie będziemy w owej sukience wyglądać (i w efekcie kupić ten produkt)!... Gdyby sklep pokazywał sukienki na zupełnie zwyczajnych kobietach - niska grubaska albo chuda jak tyczka "koszykarka", z włosami w mysim szarym, z kudłatymi łydkami - to czy nasz umysł zachwyci się takim obrazem, zobaczymy siebie na jej miejscu i rzucimy się do zrobienia zakupów? Nie wiem... Może tak, jeśli będziemy takie modelki widywać często w ofertach wielu sklepów, zadziała efekt opatrzenia się i kiedyś będzie to dla nas normalne. A może nie? Może inkluzywność ma swoją granicę estetyczną, bo w dzisiejszych czasach golenie nóg czy makijaż jest taką samą nieusuwalną częścią naszej codziennej higieny jak mycie zębów czy kąpiel? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, a jak Wy uważacie? *^v^*

There is always a "but". We want people to think every body is normal, pretty, acceptable. But some people are not satisfied with the masses getting used to "thin/fat diversity", they go one step further. For example, they promote living without removing hair from our legs/armpits, it's always been there and it's natural. Or going out without makeup/hair dyeing. And models, even if they're fat, are always smooth, with makeup, nice hairdo. On one hand I agree with that - I like myself when I'm improved, no unwanted hair on my legs, some makeup (not everyday! *^u^*), hairdo with a nice colour. On the other hand, a person in its natural state is just like that - hairy, pale on face, with pimples and cellulite, uncombed. And here comes my question - where is the limit of inclusivity? If fat models are already normal to us, maybe it's time for not perfect bodies on the catwalk? That's how normal people look like! But will we find the merchandise attractive if shown like that? Young slim pretty model wearing a dress has one job - to make us fall in love with the overall picture, imagine ourselves in her place and buy the product! When we see the same dress on the short fat girl or very slim tall one, with hairy calves, will we be equally enchanted? I don't know. But maybe we can get used to such models if we keep seeing them around over and over again, and it will be normal for us in the end. I'm not sure. Maybe inclusivity has its limits in the times when waxing our legs and putting on makeup is the same activity as brushing our teeth and a shower everyday?  I cannot find one simple answer to my questions, what do you think?


***

Jak obiecywałam, szarlotka. *^o^*

As I promised, apple pie. *^o^*



Sunday, January 17, 2021

Na całej połaci śnieg. I lód...

 

 

 

Wiedziałam, że ten weekend będzie ruchliwy - po cichu liczyłam na rowery, ale niestety na nieoczyszczonych ścieżkach rowerowych już od czwartku zalegał śnieg i - co gorsza! - lód w postaci zbitych grud, które powodowały, że czwartkowa przejażdżka była dość niebezpieczna i wyczerpująca (na prawej dłoni mam siniaki od zaciskania ręki na kierownicy, żeby panować nad rowerem...).

I knew this weekend would be busy - I counted on bicycle rides but there was snow and lumps of ice on the bicycle paths in Warsaw since Thursday which made the ride difficult and rather dangerous  (I've had bruises on my right hand from a tight grip I kept on the handlebar...)






No i niestety tak będzie do czasu, aż śnieg nie stopnieje a lód nie odpuści, bo miasto w tym roku nie zakontraktowało oczyszczania ścieżek rowerowych. W zeszłym roku taki kontrakt był, a nie było śniegu, ale zapłacić i tak musieli, więc w tym roku postanowili nie zawracać sobie głowy takimi fanaberiami jak ludzie jeżdżący na rowerach! Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak się spotykam z takimi bzdurnymi zachowaniami. Po co w ogóle buduje się te ścieżki, skoro nie ma kto o nie dbać, nie mówiąc już o tym, jak wiele z nich urywa się znienacka, prowadzi donikąd albo kończy się ścianą budynku czy kępą krzaków, bo jakiś tępak nie pomyślał jak projektował całe założenie drogowe.

And unfortunately the snow and ice will be there until the weather gets warmer  because this year the city officials haven't contracted anybody to clear the paths. Last year they did and there was no snow, but they had to pay anyway, so this year they apparently decided they wouldn't be bothered by such frivolities as making life of bicycle riders' easy! I feel I could start shooting people when I think about such stupid behaviour. Why did they make those bicycle paths in the first place when nobody cares about taking care of them? Not to mention, in many parts of Warsaw (and other cities) they're created in such a way that they suddenly disappear or lead towards a building's wall or a lawn with a huge bush because some idiot didn't think when he was making plans.




No, ale wystarczy narzekania! *^v^* Na weekend upiekłam pleśniaka, żeby nam umilał popołudnia po obiedzie, a skoro się nie dało na rowerze, to trzeba było wyjść z domu na własnych nogach! ^^*~~

Anyway, enough of the whining! *^v^* For the weekend I baked the mildewcake, so we had something nice to cheer us up after lunch, and when we couldn't ride a bike we just went for a walk instead! ^^*~~





 

Poszliśmy na spacer do Fortu i z powrotem, niecałe 5 km, tak dla rozruszania nóg po porannym oglądaniu sumo a przed popołudniowym oglądaniem skoków narciarskich i snookera (tacy jesteśmy usportowieni! *^0^*). W Forcie Whisky kupiliśmy kawę na wynos, pogawędziliśmy z zaprzyjaźnionym barmanem i ruszyliśmy z powrotem do domu.

We visited close-by shopping centre, about 5 km, just to do some training after the morning sumo watching and before the afternoon ski jumping and snooker watching on tv (yes, we are that sporty! *^0^*). We bought coffee to go, had a chat with a bartender friend and headed back home.

 

 

Nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubranie! *^O^* Ja od stóp do głów w merynosowej bieliźnie termalnej, na to sweter Gruba Berta z norweskiej wełny, dresy produkcji własnej, kurtka-kołdra, chusta, nie jedna a dwie czapki wełniano-alpakowe, nieprzemakalne buty. Wprawdzie pod koniec spaceru było trochę ekstremalnie bo zrobiła się syberyjska purga, ale dotarliśmy do domu cali i zdrowi!

There is no bad weather, only unsuitable clothes! *^O^* Here's me, all clad in merino thermal underwear, Gruba Berta Norwegian wool pullover,  sweatpants, duvet-coat, shawl, not one but two wool-alpaca hats, waterproof boots. Although the weather got a little extreme at the end of our walk, we managed to get home safely!

 


***

Odkrycie kulinarne stycznia 2021 - mule w winie! *^V^*

Culinary discovery from January 2021 - mussels in white wine! *^V^*

 


 

Pierwszy raz robiłam i w ogóle pierwszy raz jedliśmy, i... jakie to pyszne!!! Wybierzcie świetnej jakości białe wino (u nas Talinay Chardonnay), dobrą oliwę, masło, szalotki, czosnek, natkę pietruszki, do tego bagietka albo ciabatta i jest kolacja-marzenie! ^^*~~

I made them for the first time and we ate this dish for the first time ever, and... it's a delight!!! Choose good quality white wine (Talinay Chardonnay in our case), good olive oil, butter, shallots, garlic, parsley, eat them with a soft baguette or a ciabatta, a diner-dream come true! ^^*~~



***


 

W zeszłym tygodniu usiadłam do maszyny i uszyłam sobie na szybko komin do jazdy na rowerze. Oparłam się na kształcie z maski rowerowej, którą Robert kiedyś odebrał za punkty w którymś programie partnerskim, z grubsza to podcięte półkole zapinane na karku na rzep. Wykorzystałam dwa materiały z tym samym nadrukiem - softshell na zewnętrzną część i dresówkę na wstawkę na nos i usta. Głównie chodziło mi o zasłonięcie uszu, bo gdy zakładam kask rowerowy, to wiatr mi w uszach hula! Mimo, że wygląda, jakby to miało nie zadziałać to osłania uszy bardzo dobrze, pewnie to zasługa sztywnego grubego softshella, a dodatkowo chroni szyję.

Last week I sewn something, namely a type of a balaclava for bike rides. I used the one Robert has as a shape stencil, it's roughly a half-circle closed with a Velcro on the back of the neck. I used two types of fabrics with the same print - softshell for the outer part and sweat for the nose/mouth cover. I mainly wanted something that keeps my ears warm while riding, because the helmet leaves them naked! It looks as if it's not very effective but it really works, thanks to the thick warm softshell, and also protects the neck.

 


 

Z innych wiadomości robótkowych - dodałam kilka rzędów do zielonych skarpetek warkoczowych, strasznie mi się dłużą, bo są skomplikowane... I niestety teraz znowu poleżą, bo w sobotę dostałam wzór od projektantki i zaczęłam test sweterka! Na razie mam niewiele, a pokazać mogę tylko piękną kasztanową ręcznie farbowaną włóczkę od Woollala. *^v^*

Other craft news - I added a few rows to my green cable socks but they're complicated and not so quick to make... And unfortunately they'll have to wait longer now to be finished because on Saturday I started a testknit of a sweater! I cannot show you anything and I don't have much yet but I can share the beautiful handdyed merino wool from Woollala. *^v^*

 


 

Tyle na dzisiaj, trzymajcie się ciepło i uważajcie na śniegu i lodzie!!! *^0^*

That's all from me today, stay warm and be careful on the snow and ice!!! *^0^*

 



Tuesday, January 12, 2021

Róbmy swoje

Dziś będzie na poważnie. Jestem zmęczona.

Today will be a serious post. I'm tired.

 

Postanowiłam napisać o moich ostatnich odczuciach, bo może czujecie się podobnie, ale nie dajecie sobie prawa do odczuwania takich uczuć nawet w swojej głowie, a co dopiero publicznie. No więc, nie jesteście sami!

I decided to write about my recent feelings because maybe you feel the same way but you don't give yourself the right to have those feelings even in your head, not to mention openly. So, you are not alone in this!

 



Od kilku miesięcy jestem zmęczona, ale uwaga - będzie przewrotnie! Nie, nie chodzi o koronawirusa, chociaż oczywiście sytuacja z wirusem jest mecząca pod wieloma względami. Ale mnie dobija psychicznie coś innego, a mianowicie, częste czytanie o tym, jak bardzo inni są zmęczeni sytuacją z koronawirusem.

For the past few months I've been more and more tired, but it may not be what you think. It's not coronavirus itself, although of course it's very stressful on many levels. But what gets me down the most is reading how much others are tired with the coronavirus situation.

Dziwne, prawda? Współodczuwanie powinno nas wszystkich zjednoczyć, ale... tak się nie dzieje. Im nie przynosi to ukojenia, a mnie wykańcza i przygina do gleby jak głaz. Dochodzi do mnie strumień jojczenia i narzekania ze strony moich znajomych na mediach społecznościowych, a szczególnie denerwujące dla mnie jest to w sytuacji, kiedy są to ludzie - młodzi, zdrowi, którzy nie stracili pracy, mają dach nad głową, pasje, którymi mogliby obdzielić kilka osób, ich bliskim nic się nie stało w 2020 roku, a narzekają na przykład na to, że nie mogą wyjść teraz do kawiarni...

Strange, right? Sharing the feelings should unite us all, but... it's not happening in my case. The fact that I keep reading their thoughts doesn't help those people and gets to me really hard. On social media I read the flow of fussing over the small things and it makes me angry especially when these are the the people who are - young, healthy, who have jobs, roof over their heads, many hobbies, their loved ones didn't suffer in 2020, and they are sad because they cannot go to the cafe now...




Nie zrozumcie mnie źle, przyznaję im absolutne prawo do narzekania na swoje odczucia względem czegokolwiek 24 godziny na dobę. Każdy z nas na każdą sytuację życiową reaguje po swojemu i nawet najzdrowszy, najbogatszy, najpiękniejszy i najszczęśliwszy człowiek na ziemi może znaleźć w swoim życiu dokładnie tyle problemów, ile potrzebuje jego psychika. I wolno mu o tym pisać na swoich Facebookach, Instagramach, Twitterach czy gdzie tam jeszcze się da. Ale ja mam prawo tego nie czytać.

Don't get me wrong, I think they have the full right to fret about anything and everything 24 hours a day. Each of us have different life situation and reacts differently to what comes to him, and even the healthiest, wealthiest, prettiest and the most happy person can find in his life as many problems to think about as his head needs. What's more, he can share them on his Facebook, Instagram, Twitter and wherever he wants. But I have the right not to read it.

Jeśli czujecie się przytłoczeni narzekaniem Waszych znajomych możecie odciąć się od tych informacji. Nie macie obowiązku załamywania rąk razem z nimi i podtrzymywania ich na duchu "rozumiejącymi" komentarzami w sytuacji, kiedy zupełnie nie rozumiecie. Nawet nie musicie rozumieć takich zachowań. Owszem, każdemu przyda się życzliwe słowo podnoszące na duchu, ale gdy już nie znajdujecie w sobie takich słów, to nie musicie się zmuszać do ich pisania na siłę. To drenuje psychicznie, i może dać w efekcie reakcję impulsywną, agresywną, zostawienie komentarza w rodzaju "Na to ty narzekasz, skoro inni mają dużo gorzej?!" a przecież wcale nie chcemy tej osobie dorzucić problemów ani wywoływać kłótni. I na pewno nie naszym zadaniem jest pouczanie kogokolwiek, jak ma cokolwiek odczuwać i wyrażać! Jeśli czujecie się na granicy tego, ile jeszcze możecie na siebie przyjąć, to zdrową i uzasadnioną reakcją jest odcięcie się, odpoczynek

If you feel burdened by the weight of your friends' fretting you can separate yourself from those streams of information. You are not obliged to cry with them or leave "understanding" comments when you don't understand. Of course, everybody needs a friendly companion with a good word to cheer us up, but when you're out of such words it's normal and it's okay. It's mentally draining and can give the contrary impulsive reaction in the form of an aggressive comment like "Others are in much worse situation, what are you talking about, your problems are nothing!" And we really don't want to add more for that person to stress about. And definitely we are not the ones to lecture anybody what to feel and how to express those feelings! If you feel you are on the verge of how much more you can take - the healthy reaction is to withdraw, rest.




Zalew negatywnych emocji niszczy naszą psychikę. Jedni są na nie bardziej odporni a inni mniej. Są tacy, którzy całe dnie oglądają wiadomości i napawają się kolejnymi tragediami wydarzającymi się na świecie, taka była moja mama - wiecznie przed telewizorem albo z nosem w 'Fakcie', zmartwiona wszystkim co działo się tysiące kilometrów od niej, oczekiwała wspólnego załamywania rąk a jednocześnie była tym tak wyczerpana psychicznie, że każdy najmniejszy problem, jaki spotykała na swojej drodze urastał do rozmiarów góry lodowej.

The overflow of the negative emotions harm our minds. Some people are more immune to them than others. There are the ones who watch news all day long and feast their minds on more and more tragedies happening all around the world, my mum was like that - always in front of the tv or with her nose in the tabloids, worrying about everything that's been happening thousands of kilometres away from her, expected everybody to join her in wringing hands. At the same time, she was so drained with all that that the smallest every day's obstacle was an iceberg for her.

Ja do takich ludzi nie należę, i być może Ty też nie. Mamy prawo nie być wystawionymi na ciągłe marudzenia. Wolno nam nacisnąć przycisk "mute for 30 days" albo "unfollow". Nawet - rewolucyjna myśl, wiem o tym! *^V^* - możemy w ogóle nie otwierać Facebooka i tylko zadzwonić co kilka dni do przyjaciół, żeby pogadać co się u nich dzieje i jak to znoszą. 

I'm not such person and maybe you aren't either. We have the right not to be exposed to constant whining. We are allowed to press "mute for 30 days" or "unfollow" on social media. We are even allowed - revolutionary thought, I know!... *^V^* - to stop using Facebook altogether and just give a call our close friends every now and then to check on them.




Kiedy po raz kolejny czytam, że ktoś cierpi, bo nie może iść do kina czy na fitness, nóż mi się w kieszeni otwiera (szczególnie, kiedy pomyślę o właścicielu tego fitnessu czy pracowniku tego kina, którzy trzeci miesiąc nie zarabiają, i być może już teraz nie mają za co żyć...)  A z drugiej strony, ten ktoś właśnie tym teraz zajmuje swoją głowę i może te pozornie błahe myśli przykrywają dużo większe dramaty, jakie dzieją się w nim w środku. Ale ten wpis nie jest o tym. Jest o tym, że jeśli Ty nie dajesz sobie rady z ciągłym napływem takich narzekań, marudzeń, jojczeń - nawet tych pochodzących z najbardziej błahych powodów, to masz prawo się od nich odciąć i robić swoje. *^o^* Dlatego ja robię swoje - gotuję i piekę, żeby nam było ciepło i przyjemnie w brzuszkach, robię na drutach i maluję, tulę koty, piję herbatę i czytam książki, kupiłam rower (tak, w styczniu kupiłam rower!!!) i co więcej, zamierzam na nim jeździć! A potem się tym wszystkim chwalę na blogu, żeby zachęcić innych do działania małymi krokami na własnym polu i cieszenia się tymi drobiazgami, o które możemy zadbać każdego dnia. Nie na wszystko mamy wpływ, ale na pewno mamy duży wpływ na to, co trafia do naszych uszu i do naszej psychiki, i nie jesteśmy w żadnym stopniu zobowiązani, żeby trafiało wszystko. Dajmy sobie trochę ciszy informacyjnej, jeśli akurat tego potrzebuje nasza głowa. 

When I stumble upon the next whining from somebody who cannot go to fitness club or to the cinema, I go ballistic (especially when I think about the fitness club's owner or the cinema's employees, who haven't been able to make a living for the third month in a row and maybe they already don't have a single penny for food and bills...). But, on the other hand, that's what's on this person's mind at the moment and maybe those petty problems cover something much more serious happening in their heads. But that post is not about that. It's about mine and your right to separate from such whining and whinging, and do our own thing. *^o^* That's why I keep doing my own - I cooke and bake so we would feel warm and full in our bellies, I knit and paint, I cuddle with cats, I drink tea and read books, I bought a bicycle (yes, I bought a bicycle in January!!!) and I'm going to ride it now! And then I share all those on the blog to encourage others to concentrate on and enjoy little everyday things. We cannot have everything the way we like, but what we can control is what gets to our eyes/ears and our heads, and we are by no means obliged to welcome everything. Let's allow ourselves some informational silence if that's what our minds need right now.

Friday, January 08, 2021

Zapiekłam się


 

Ostatnio namiętnie oglądam The Great British Bake Off i przeglądam przepisy na stronie programu. *^0^* Niestety (chociaż Robert się cieszy...) nie poprzestaję na gapieniu się w telewizor, bo także piekę różne rzeczy i mam apetyt na kolejne i następne ciasta, desery, zapiekanki, torty, itp, itd... Coś czuję, że ten rower nie wystarczy, żeby zrzucić kilogramy, które narzucę na siebie przed 17 lutego, dobrze, że DOJadanie niebawem! 

(Jeśli komuś się wydaje, że nie można zrobić smacznych i kalorycznych wegańskich deserów to jest w wielkim błędzie!... >0< To może być moją zgubą podczas DOJadania...)

Recently I've been binging on The Great British Bake Off and looking through the recipes on its website. *^0^* Unfortunately, (although Robert is quite happy about that...) I don't stop at tv watching, I keep baking things and have an apetite for more and more new cakes, desserts, pies, ect, ect... I suspect the bicicle may not be enough to lose all the weight I'm going to put on till 17 February, it's good Yearly Slimming of our Menu is coming soon!

(If you think you cannot make delicious and high calorie vegan desserts, think again... >0< This may be my bane this year...)


 


 

Zawsze uważałam się za osobę, która nie ma ręki do słodkich wypieków. Nie mówię tego z kokieterią, żeby poczytać komentarze, że to "wcale nieprawda!"... *^o^* Tak było! Owszem, kruche ciasto jest moją mocną stroną, umiem je zrobić i tak z nim postępować, że wychodzi pysznie kruche, zarówno to słodkie jak i wytrawne. Inne ciasta udawały mi się znośnie, jeżeli nawet smak był w porządku to wygląd pozostawiał wiele do życzenia. Dużo o moim pieczeniu mówi fakt, że najlepszym najsmaczniejszym ciastem, jakie przy każdej rodzinnej okazji chwaliła moja mama była... karpatka "z pudełka"! Rzeczywiście, dokładnie opracowane mieszanki na ciasto i krem plus kilka prostych dodatków dało efekt, jakiego nigdy nie udało mi się powtórzyć robiąc karpatkę od zera! Moim nemezis jest krem do karpatki, robiłam go kilka razy i zawsze był albo rozwarstwiony albo zbyt płynny... A gdy kiedyś postanowiłam upiec tort, to Rudy wyjadł dziurę w stygnącym na blacie kuchennym biszkopcie i potem tort był niski i krzywy...

I've always regarded myself as a person who isn't good at baking sweet things. I'm not saying that so you would start writing "Oh, no! That's not true!..." *^o^* That's a fact. Well, yes, I can do great shortcrust, both sweet and savory. But other cakes have been a lottery, even when they tasted okay they often looked miserable. My mother till the last breath praised my Carpathian vanilla slice cake I made for her once and it was from the box!... I tried later to make it from scratch and I couldn't get the same result... It says a lot about my cakes. My biggest fear is the custard cream, I made it a few times and either I had sweet scrabled eggs or sweet fluid. And when I decided to make a birthday cake for Robert once, Aki ate a big hole in the cooling sponge, so the cake then was short and crooked...



Jednak postanowiłam się nie poddawać! Tyle razy powtarzam innym, że praktyka czyni mistrza w szyciu i malowaniu, a sama boję się kilku składników spożywczych?... O, niedoczekanie! A dodatkowo gotowanie i pieczenie mnie uspokaja i odrywa od problemów dnia codziennego. Zamiast przyginać się do gleby kolejnymi wiadomościami o wirusie i polityce wolę skupić myśli na dokładnym wykonaniu wszystkich etapów skomplikowanego przepisu kulinarnego, oczyszcza to moją głowę i przeważnie daje smaczny efekt końcowy! *^O^*

But this year I decided not to give up! So many times I kept saying to you that practice makes perfect, and it was about sewing or painting, and I should be afraid of some culinary products and dishes?... No way! Also, in those stressful times cooking and baking calms me down and turns my thoughts away from the news about virus or politics, I concentrate on executing the recipe correctly step by step and it clears my head, not to mention the tasty result! *^O^*




Chcę nauczyć się technik cukierniczych, upiec kilka klasyków i zjeść dużo pysznych słodkości (i nie tylko słodkości, bo będą też zapiekanki na słono)! Uprzedzam, że będę to pokazywać na blogu i kusić, i też poczujecie się zmotywowani do pieczenia i zajadania. *^0^* 

I want to learn some confectionary techniques, bake some classics and eat a lot of delicious sweets (not only, I'll be making savory pies too!). Be warned I'll be sharing those on the blog, so you'd feel tempted to cook and eat them too! *^0^*

 


 

Chętnie poczytam u Waszych ulubionych wypiekach i poznam sprawdzone przepisy i pomysły!

I'd love to read about your favourite bakes and get to know your trusty recipes, please!


 

Na zdjęciach: babeczki czekoladowe z wiśniami z kremem maślanym z dodatkiem mleka skondensowanego, tort z bazą z ciasta pomarańczowego według przepisu Yottama Ottolenghiego i kremem czekoladowym, precle bawarskie, spanakopita.