Zaczęła się jesień a ja jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęłam mieć spore problemy z wczesnym wstawaniem... Jeszcze tydzień temu, kiedy budzik zaczynał dzwonić o 6:30 od razu go wyłączałam, siadałam na łóżku, wsadzałam stopy w kapcie i leciałam zaczynać dzień. A teraz, chociaż cały czas kładę się spać około 23:00 (a nawet zdarza mi się o 22:00), rano wyłączam długo już krzyczący budzik i po prostu z powrotem zakopuję się w pościeli, i zasypiam na dodatkową godzinę... Albo, jeśli już się wybudzę, to leżę i leżę, i wcale nie mam ochoty wyjść z łóżka. Za to zrobiło się chłodniej i bardziej wietrznie, i to z kolei mi wcale nie przeszkadza, a ja zazwyczaj nie znoszę wiatru!...
Upiekłam trzy bezglutenowe chleby, jeden nawet na zakwasie, który sama robiłam przez tydzień, i... nie! Nie wychodzi mi to i nie smakuje. Upiekłam trzy super-zakalce, więc jakbyście potrzebowały super-zakalca na konkurs zakalców, to proszę się do mnie odezwać, służę pomocą... >0< Jednak w pszenicy i życie jest magia, która pozwala chlebom mieć gąbczastą strukturę, pyszny smak i chrupiącą skórkę. Wiem, wiem, ta magia nazywa się GLUTEN... Dałam sobie trzy miesiące na dietę bezglutenową i wytrwam w tym postanowieniu, ale nie będę już próbowała upiec bezglutenowego chleba, wolę jeść ryżowe wafle i chrupki jaglane, a ryżowe bułki i chleb owsiany z Putki daje radę. Za to, co ciekawe, w ogóle nie mam ochoty na nabiał! Owszem, kiedy Robert kupił nowy ser dojrzewający, którego jeszcze nie próbowaliśmy, to miałam ochotę go spróbować, ale tego nie zrobiłam i nie było dramy. Całe lato jadłam biały ser każdego ranka - a teraz kiedy zrobiło się chłodniej to nie mam na niego ochoty! Czyli z nabiałem spoko. ^^*~~
REMONTOWO - udało się ruszyć z miejsca!!! *^V^*
W zeszły czwartek spotkaliśmy się z panią z firmy remontowej, podpisaliśmy umowę na realizację projektu i na zaprojektowanie kuchni - jest w kilku miejscach nietypowa i w sumie będę szczęśliwa, jeśli ktoś wymyśli i zrobi mi meble na wymiar według potrzeb, bo nie kupię gotowych mebli kuchennych w takich kształtach i wymiarach, a sama nie zamierzam przycinać szafek, frontów czy kawałków blatu (i mówię też w imieniu męża). Najfajniejsza sprawa - obejrzeliśmy na żywo próbki kafli, podłóg, blatów, frontów, wybraliśmy wstępnie piękne podłogi ceramiczne i drewniane, fronty szafek kuchennych, niesamowitą glazurę do łazienki, zdecydowaliśmy się na konkretny pakiet wykończeniowy. Teraz kolejnym krokiem jest przekazanie kluczy do inwentaryzacji i spotkanie z panią architekt, żeby zrobiła konkretny projekt. Na razie ze współpracy jestem zadowolona pół na pół - pierwszy pan, z którym się kontaktowaliśmy okazał się nieprofesjonalny i zawalał robotę na wiele sposobów..., druga pani była szybka, konkretna i profesjonalna. Mamy już podpisaną umowę, która nakłada na nas obowiązki finansowe, ale też na firmę remontową obowiązki dotrzymania harmonogramu i jakości, więc moją opinię o niej wyrażę za kilka miesięcy, i wtedy będę mogła ją polecić albo nie.
***
Kupiłam kolejną w mojej kolekcji książkę Jamiego Olivera - "Razem". Miałam jej nie kupować, ale obejrzeliśmy serię sześciu programów towarzyszących tej książce i są w niej naprawdę świetne nowe pomysły i całe zestawy posiłków dla większej liczby osób, bo pokazuje ona jak nakarmić grupę naszych bliskich kompletnym obiadem, przyjęciem lub piknikiem, z przystawką, daniem głównym, deserem i napojami.
Pierwsza naprawdę zimna noc zastała mnie samą w łóżku, bo mąż wyjechał na weekend na coroczną ucztę swojej grupy historycznej... W poniedziałek rano od razu pobiegłam do pralni z zimową kołdrą, bo wciąż śpimy pod cienką kołderką letnią, która raczej wygląda jak prześcieradło i nie daje za dużo ciepła! Czy też tak macie, że kołdra powinna mieć swoją wagę? Nie lubię chodzić spać latem, kiedy używamy cieniutkiej jak mgiełka kołdry, bo muszę czuć na sobie ciężar przykrycia. Może nie aż taki jak kołdry obciążeniowe, ale jednak, dlatego m.in. lubię jesień, bo wraca porządna ciężka kołdra! ^^*~~
No i taka sytuacja wczesnojesienna. *^v^*
Wkroczyliśmy właśnie w miesiąc moich urodzin i być może wydarzy się niespodziewana podróż, ale o tym napiszę później, jeśli uda się już coś załatwić. A tymczasem cudownego tygodnia Wam i sobie życzę, i do usłyszenia następnym razem!




















































